Łódzki Marsz "Antyfaszystowski" okazał się marszem... faszystowskim, który namawiał i zapowiadał MORD*WANIE katolików ‼️ Dosłownie, bez aluzji i półsłówek, sami zobaczcie i posłuchajcie.

Policja i poległe Hannie Zdanowskiej służby pozostały bierne.

Jak to jest, że politycy KO i Lewicy oraz mainstreamowe media, które tak ochoczo chciałyby delegalizować m. in. Marsz Niepodległości, teraz milczą? Doszukują się nienawiści w słowach "Bóg, honor, ojczyzna", a tu ich nie widzą?

Szanowna Pani Prezydent Łodzi, czy zabezpieczono już monitoring z ulicy Piotrkowskiej, aby znaleźć i zatrzymać osoby zapowiadające i namawiające do ZAB*JSTW innych Łodzian z powodu ich poglądów i wiary?!

http://www.facebook.com/reel/2300069497065240

#lewactwo

8

Miał przed sobą całe życie. Quentin D., 23-letni Francuz – student matematyki i ekonomii, nacjonalista, niedawno nawrócony katolik – został brutalnie zlinczowany przez antifiarzy podczas protestu 12 lutego 2026 r. w Lyonie. Następnego dnia, 13 lutego, zmarł w szpitalu.....

„Antyfaszyści” w wolnej Polsce muszą być traktowani jak śmieci. Segregowani i utylizowani w procesie reedukacji. Tak samo w wolnej Polsce będą traktowani ich protektorzy w sądach, prokuraturach i mediach.

http://www.nacjonalista.pl/2026/02/14/nacjonalista-zamordowany-przez-smieci-z-antify/

#lewactwo #antifa #bandytyzm #terroryzm

16

"Antysystem" sprzed 3 dekad to dziś najbardziej brudne, śmierdzące, czerwone gówna jakie stąpają po ziemimuzyka.interia.pl

Taki dezerter, który niegdyś walczył z "komuną", milicją i władzą, dziś widzi problem w antysystemowcach, a jedynym ludobójstwem XX wieku byli "naziści" i "rasiści". Szmaciarz zapomniał z kim walczył, i który ustrój wybił najwięcej osób.

Wszystkie te "fajne", alternatywne, punkowe, kapele z przełomu ustrojów, o których było głośno w latach 80/90 to PRL'owscy agenci, dla których komunizm był spełnieniem marzeń.

I choć kiedyś, za młodu, gardziłem skinheadami i ich twórczością, oraz ruchami nacjonalistycznymi (byłem takim zmanipulowanym gówniarzem, który nie interesował się polityką, tylko tym co łapał massmediowe slogany) - to teraz uważam, że jeśli chodzi o artystów-buntowników to byli jedyni prawdziwi antysystemowcy, którzy walczyli z każdą władzą - czerwoną, tęczową, multikulturalną a nawet z klerykalną i pseudopatriotyczną - i byli solą w oku każdej władzy, każdemu systemowi. Dlatego chwała im, że pomimo nagonki, przez lata nie odpuszczali i widzieli prawdziwe zagrożenia dla Polski.

Można by się z poniższym cytatem zgodzić, gdyby w tym wywiadzie choć zawarł przykład lewactwa, które chce oddać kraj pod nadzór Brukseli, jak niegdyś Ci, z którymi walczył, oddali Polskę pod nadzór Moskwy.

Patrząc dziś z perspektywy ostatnich stu lat - świat przeżył dwie wojny światowe, nie mówię o tych wojnach, które gdzieś tam cały czas trwają, bo na świecie nie ma ani jednego dnia pokoju - jako Polska i Europa: przeżyliśmy dramat hitlerowskiej napaści, faszyzmu, czy też nazizmu, jak się mówi na Zachodzie. Jeśli dziś, po tylu latach, znów brniemy w to samo, znów są ludzie, których to kręci, którzy negują w ogóle komory gazowe czy holokaust, to znaczy, że cały czas kręcimy się w tym samym kółku. Jak chomiki biegamy i wciąż natrafiamy na te same schematy myślenia, te same sytuacje. I to jest dla mnie bardziej przerażające.


http://muzyka.interia.pl/wywiady/news-krzysztof-grabowski-dezerter-odpuszczenie-na-starcie-to-juz,nId,22600072

EDIT: Jako, że poruszyłem ten wątek - to ma ktoś może jakieś forum/stronę gdzie można śledzić muzykę RAC? bardzo ciężko znaleźć już coś w dzisiejszych czasach w internecie.

#muzyka #punkisdead #lewactwo #czerwoneswinie #RAC

9

CO DO KURWY! A CO2? - Pierwszy transport lotniczy wołowiny z Mercosur dotarł do Europykresy.pl

D0 Portugalii dotarła pierwsza partia południowoamerykańskiej wołowiny przetransportowana drogą lotniczą. Przesyłkę zorganizowała argentyńska firma Logros z siedzibą w Rio Segundo.

Na początku lutego, z prowincji Córdoba w Argentynie, zrealizowano pierwszy w historii tego kraju lotniczy eksport schłodzonej wołowiny do Europy. Ponad 4 tony mięsa zostały przetransportowane samolotem rejsowym do Madrytu, skąd następnie, drogą lądową, dostarczono je do odbiorcy w Portugalii.

Do tej pory argentyńska wołowina trafiała na rynki europejskie niemal wyłącznie transportem morskim, co wiązało się z koniecznością mrożenia mięsa oraz długim czasem dostawy.

Dziennik „La Nación” wskazuje, że nietypowy charakter operacji polegał nie tylko na wykorzystaniu transportu lotniczego, lecz także na odejściu od tradycyjnych portów morskich. Mięso wysłano z regionalnego portu lotniczego Aeropuerto Internacional Ambrosio Taravella w Córdobie. Za realizację transportu odpowiadała hiszpańska linia lotnicza Air Europa.

Portugalia od lat pozostaje jednym z krajów Unii Europejskiej o znacznym popycie na wołowinę, w tym mięso importowane z państw Ameryki Południowej.

Operacja wpisuje się także w szerszy kontekst planowanego rozszerzenia dostępu produktów rolnych z krajów Mercosur do rynku Unii Europejskiej, w tym z Argentyny, Brazylii, Urugwaju, Paragwaju oraz Boliwii. Pierwszy lotniczy eksport schłodzonej wołowiny do Europy został oceniony jako impuls do dalszych inwestycji w kanały dystrybucji.

Przedstawiciele branży podkreślają, że powodzenie operacji potwierdza gotowość argentyńskiego sektora mięsnego do konkurowania na rynkach zagranicznych.

21 stycznia Parlament Europejski przegłosował skierowanie umowy Unii Europejskiej z Mercosurem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co może zamrozić jej procedowanie na około dwa lata. Eurodeputowani chcą, by Trybunał ocenił zgodność porozumienia z prawem unijnym oraz kwestie związane z trybem jego stosowania.

Kanclerz Friedrich Merz oświadczył, że nie zgadza się z decyzją PE, a porozumienie musi mimo wszystko wejść w życie. „Decyzja Parlamentu Europejskiego w sprawie umowy Mercosur jest godna ubolewania. Błędnie ocenia sytuację geopolityczną. Jesteśmy przekonani o legalności umowy. Koniec z opóźnieniami. Umowa musi teraz wejść w życie tymczasowo”. – oświadczył kanclerz.

9 stycznia większość państw członkowskich UE wyraziła zgodę na finalizację umowy, jednak sprzeciw zgłosiły Polska, Francja, Austria, Irlandia i Węgry, a Belgia wstrzymała się od głosu. Nie wystarczyło to do stworzenia mniejszości blokującej. Choć udało się spełnić kryterium minimum czterech państw blokujących, nie osiągnięto progu reprezentowania co najmniej 35 proc. ludności Unii. Do odrzucenia porozumienia zabrakło głosu Włoch, które początkowo wahały się w tej sprawie. Jeszcze we wrześniu Karol Nawrocki spotkał się z premier Włoch Giorgią Melonii, aby omówić budowę mniejszości blokującej. Ostatecznie Rzym zagłosował „za”.

W ramach umowy handlowej między Unią Europejską a Mercosur przewidziano ochronę oznaczeń geograficznych i tradycyjnych nazw produktów, tak aby producenci z Ameryki Południowej nie mogli ich podrabiać ani stosować podobnych oznaczeń handlowych. Zakres tej ochrony zależy jednak od list zgłoszonych przez poszczególne państwa członkowskie.

W przypadku Polski lista ta obejmuje jedynie dwa produkty: Polską Wódkę oraz Żubrówkę. Dla porównania Francja zgłosiła 63 produkty, Hiszpania 59, Włochy 57, a Niemcy 27. Łącznie na unijnej liście znalazły się 344 pozycje.

Warto jednak zaznaczyć, że w Paragwaju zakwestionowano obowiązywanie mechanizmów zabezpieczających przyjętych przez Unię. Minister spraw zagranicznych Paragwaju Rubén Ramírez Lezcano stwierdził, że unijne klauzule ochronne „nie są częścią umowy”. Jak podkreślał, zabezpieczenia przyjęte jednostronnie przez Unię Europejską nie wiążą państw Mercosuru.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/europa-zachodnia/pierwszy-transport-lotniczy-wolowiny-z-mercosur-dotarl-do-europy/

#ekolodzy #zielonylad #ets #lewactwo #co2

8

#religia #lewactwo

A to "ciekawy" pomysł. HIT

Najpierw ustanawiasz podatek. W jakiejś absurdalnej kwocie i do tego quasi dobrowolność

Zdjęcie

Jak się nie zgodzisz to znaczy, że kraj jest ateistyczny:)

Zdjęcie

A to wszystko z szacunku do wolności sumienia 🤡

10

Jak zaczynam o tym myśleć bo przeważnie nie myślę

Czyli bełkot na lewicy.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/2716487262031610

#lewactwo

6

Polacy będą płacić za ukraińskie zbrodnie? Szokujący projekt w Sejmie. „Coś nieprawdopodobnego”nczas.info

Lewica chce, by Polacy składali się na zadośćuczynienie ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw z lat 1945-1946. Chodzi o te popełnione na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym. Poseł Andrzej Zapałowski wskazał na szereg nieścisłości i absurdy oraz ich potencjalne skutki.

Na projekt Lewicy uwagę zwrócił poseł Andrzej Zapałowski. Jego tytuł mówi o „zadośćuczynieniu ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1947”.

Poselski projekt wpłynął do Sejmu co prawda w marcu 2025 r., ale w styczniu 2026 r. skierowano go do I czytania. Do reprezentowania wnioskodawców upoważniono Annę Marię Żukowską. Druk ma numer 2030.

„Ustawa określa zasady zadośćuczynienia za przestępstwa popełnione w latach 1945-1946 na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym na skutek działań formacji lub organizacji, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 5 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego (Dz. U. z 2022 r. poz. 2039), potwierdzone prawomocnie zakończonym śledztwem Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” – czytamy w projekcie.

Świadczenie to miałoby wynosić 50 000 zł. Zadośćuczynienie miałoby być przyznawane – lub nie – decyzją administracyjną Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

„Podstawowym skutkiem społecznym uchwalenia ustawy będą usunięcie stanu bezprawności i wzrost poczucia sprawiedliwości społecznej. Nie jest możliwe precyzyjne określenie liczby osób, które obejmą projektowane przepisy. Ze względu na określone w projekcie kryteria uprawniające do zadośćuczynienia, wyniki śledztw IPN i znaczny upływ czasu, można szacować, że liczba możliwych wniosków nie przekroczy 100. Bardzo niewielka będzie także liczba osób, które będą mogły korzystać z uprawnień kombatanckich. Skutki finansowe wypłaty zadośćuczynień nie przekroczą dla budżetu państwa kwoty 5 mln zł” – napisano w uzasadnieniu.

Tymczasem prof. Andrzej Zapałowski w rozmowie z DoRzeczy zwrócił uwagę na kilka kwestii. W jego ocenie, gdyby przepisy te zostały uchwalone, mogłyby stanowić furtkę dla potencjalnie horrendalnych roszczeń wobec państwa polskiego. Wskazał, że chodzi o sumy idące w miliardy złotych.

Poseł wymienił także kilka punktów, które są dla niego najbardziej zdumiewające. Chodzi m.in. o kwestie interpretacyjne. – Przecież Polaków mordowało OUN UPA na tle religijnym i narodowościowym. I w uzasadnieniu czytamy, że Polska przyjmuje na siebie odpowiedzialność za działalność podziemnych formacji wojskowych. Czy UPA to nie była podziemna organizacja wojskowa? Czyli doszłoby do absurdu, wynika z uzasadnienia, że pod to można podciągnąć UPA. Że rząd polski, a nie ukraiński, bierze odpowiedzialność za działalność UPA. To były formacje wojskowe, które prześladowały Rusinów, Ukraińców, Łemków, nie mówiąc o masowym mordowaniu Polaków – ocenił.

Zapałowski odniósł się także do szacunków wnioskodawców, którzy twierdzą, że można przypuszczać, iż świadczeniem zostałoby objętych nie więcej niż 100 osób. W ocenie historyka takich przypadków mogłoby być dużo więcej – liczonych nawet w setkach tysięcy. Wskazał tutaj na potomków prześladowanych i mordowanych przez Ukraińców.

– Kolejna rzecz. Osoby, które były w 1945 roku wywożone w trakcie wymiany ludności do Związku Radzieckiego, przecież w chwili wywozu byli to obywatele polscy. Będą więc mogli powołać się na to, że zostali wywiezieni na wschód w oparciu o prześladowania na tle narodowościowym i religijnym – zwrócił uwagę na kolejny problem. Jak podkreślił, to potencjalnie kolejne kilkaset tysięcy osób.

Jak podkreślił Zapałowski, w uzasadnieniu wskazano, że projekt dotyczy terenów, które stanowiły terytorium Rzeczpospolitej od 1 stycznia 1939 roku. – Czyli ona w zamyśle dotyczy osób, które mieszkały na terenach, które Polska utraciła po II wojnie światowej i przestępstw, które na tych terenach się dokonały. Za to ma brać odpowiedzialność rząd Polski? – pytał poseł.

W jego ocenie projekt jest „niespójny” i „chaotyczny”, przez co „otwiera drzwi tak szeroko, że później wystarczy mała nowelizacja rozszerzająca, np. do 1947 roku, i mamy miliardy złotych, które państwo polskie powinno wypłacać”. – To jest coś nieprawdopodobnego – skwitował.

http://nczas.info/2026/01/30/polacy-beda-placic-za-ukrainskie-zbrodnie-szokujacy-projekt-w-sejmie-cos-nieprawdopodobnego/

#lewactwo

11

Porażka propagandy lewactwa w Wielkiej Brytaniiyoutube.com

Brytyjskie lewactwo wyprodukowało rządową grę do ściągnięcia za darmo, która miała za zadanie prać mózgi młodzieży w kierunku: "nie myśl, nie zadawaj pytań, krytyka rządu jest zbrodnią, samodzielne myślenie jest zbrodnią".

Ale na szczęście efekt był odwrotny do zamierzonego.

Warto obejrzeć całość, jest krótkie i jakże pocieszające:

http://www.youtube.com/watch?v=qd1i1Q3Guj4

#lewactwo #propaganda #wojna #wojnaidei #polityka

12

Protesty w Minneapolis. Agenci federalni zabili uzbrojonego mężczyznę. Trump oskarża lokalne władze o „podżeganie do buntu” [VIDEO]nczas.info

Prezydent USA Donald Trump, reagując na strzelaninę z udziałem agentów federalnych w Minnesocie, w której zginął mężczyzna, zarzucił miejscowym władzom, że „podżegają do buntu”. Oskarżył je o to, że odwołały lokalną policję od ochrony federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych.

„To jest broń napastnika, naładowana (z dwoma dodatkowymi pełnymi magazynkami!) i gotowa do użycia. O co w tym wszystkim chodzi? Gdzie jest miejscowa policja? Dlaczego nie pozwolono im bronić oficerów ICE (służby ds. imigracji i egzekwowania ceł)? Czy burmistrz i gubernator ich odwołali? Twierdzi się, że wielu z tych policjantów nie mogło wykonywać swojej pracy, że ICE musieli się sami bronić – To nie jest łatwe!” – napisał Trump na własnej platformie społecznościowej Truth Social, publikując zdjęcie broni.

Stwierdził, że gubernator Minnesoty Tim Walz i burmistrz Minneapolis Jacob Frey „podżegają do buntu”. Nazwał ich „świętoszkowatymi politycznymi głupkami”.

„POZWÓLCIE NASZYM PATRIOTOM Z ICE WYKONYWAĆ SWOJĄ PRACĘ! 12 tys. nielegalnych imigrantów przestępców, wielu z nich agresywnych, zostało aresztowanych i wywiezionych z Minnesoty. Gdyby wciąż tam byli, widzielibyście coś dużo gorszego od tego, czego jesteście świadkami dzisiaj!” – dodał.

Stwierdził również, nie podając żadnych dowodów, że wydarzenia te stanowią „przykrywkę” dla kradzieży i oszustw w tym stanie. Doradca Trumpa Stephen Miller napisał na platformie X, że mężczyzna, który zginął w strzelaninie, to „krajowy terrorysta”.

Zastrzelony 37-letni mężczyzna, to pielęgniarz Alex Pretti. Powiadomiła o tym rodzina zabitego. Z kolei policja poinformowała, że mężczyzna miał pozwolenie na posiadanie broni.

W połowie stycznia Trump zagroził użyciem ustawy o powstaniach zbrojnych (Insurrection Act) w Minnesocie. Ustawa ta pozwala na wykorzystanie wojska do pacyfikacji zamieszek.

Napięcie społeczne w Minneapolis nasiliło się po śmierci 37-letniej kobiety, zastrzelonej na początku stycznia przez agenta ICE. Stało się to katalizatorem protestów i krytyki obecności federalnych służb w mieście.

W sobotę znów doszło tam do strzelaniny z udziałem agentów federalnych, w której zabity został mężczyzna. Na miejscu zdarzenia gromadzą się protestujący. Dochodzi do starć z funkcjonariuszami, policja użyła gazu łzawiącego.

Amerykański resort bezpieczeństwa krajowego oświadczył, że agent, który w tym dniu śmiertelnie postrzelił mężczyznę w Minneapolis, oddał strzały w obronie własnej i w obawie o życie swoje oraz innych funkcjonariuszy.

http://nczas.info/2026/01/24/protesty-w-minneapolis-agenci-federalni-zabili-uzbrojonego-mezczyzne-trump-oskarza-lokalne-wladze-o-podzeganie-do-buntu-video/

#usa #trump #lewactwo

14

Złodzieje paraliżują elektromobilność w Europie. Fala kradzieży dotarła z Niemiec do Polski.msn.com

Można się było spodziewać tego. Swoją drogą marksistowskie pachołki władzy mają spory problem, bo z jednej strony naciska duraczenie żydowskich ideologii, że nie wolno surowo karać patusów, a gdy patus jest z jakiejś mniejszości to już w ogóle nie wolno go karać, a z drugiej strony naciski lewicowe idą w kierunku dużych inwestycji w drogą infrastrukturę publiczną i prywatną taką jak drogie kable, czy kamery cofania w autach itd. Dla złodzieja z chronionych mniejszości ukraść takie gadżety, to jak dla czarnych w USA wpaść na wieczorne rabowanie sklepów - proste, zero stresu a zagrożenie karą niewielkie.

Operatorzy infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych biją na alarm. W całej Polsce, od Pomorza po Śląsk, masowo znikają kable do ładowania EV. Choć dla złodzieja wartość łupu wynosi zaledwie kilkaset złotych, koszty naprawy urządzeń sięgają dziesiątek tysięcy, bezpośrednio uderzając w rozwój elektromobilności.

http://www.msn.com/pl-pl/motoryzacja/wiadomosci/z%C5%82odzieje-parali%C5%BCuj%C4%85-elektromobilno%C5%9B%C4%87-w-europie-fala-kradzie%C5%BCy-dotar%C5%82a-z-niemiec-do-polski/ar-AA1UJLRz?ocid=msedgdhp&pc=U531&cvid=697300ff11274d9486161dcd6f121d04&cvpid=832944892ee94339ce02dc268abab10a&ei=58

#lewactwo #wolnesady #ideologia

16

Socjal, imigranci i zielona energia. „To jest katastrofa!” Niemieckie gminy w gigantycznych długachnczas.info

„Wiele miast i gmin w Niemczech nie wie już, jak ma wywiązywać się ze swoich obowiązków. Pieniędzy brakuje wszędzie. Obwiniają za to niemiecki rząd” – informuje dw.com. Jak wskazano, powodem jest nie tylko rozbuchany socjalizm, ale też wielkie wydatki na imigrantów.

„Jeszcze niedawno Weissach, pół godziny jazdy od Stuttgartu, uchodziło za najbogatszą gminę w Niemczech” – czytamy.

W tym mieście Porsche miało swoje centrum rozwoju. Wskazano, że kto chciał kilka lat temu zbudować w tej miejscowości dom, otrzymywał od gminy 10 tys. euro dotacji na budowę za każde posiadane dziecko. Wybudowano też bibliotekę, kupiono fortepian za 100 tys. euro i dofinansowywano prywatne lekcje muzyki.

Teraz przemysł motoryzacyjny w Niemczech boryka się z kryzysem. Porsche straciło w ubiegłym roku 96 proc. zysków. Podobnie jest z wieloma innymi branżami.

– Finanse gmin znajdują się w dramatycznym kryzysie – powiedział prezes Niemieckiego Związku Miast i Gmin (DStGB) i burmistrz miasteczka Nieder-Olm w Nadrenii-Palatynacie Ralph Spiegler i dodał, że to nie jest „niepokojące”, lecz „to jest katastrofa”.

„W niemieckim systemie federalnym odpowiedzialność i zadania są rozdzielone między rząd federalny, kraje związkowe (landy) i gminy. Gminy odpowiadają za codzienne życie, a tym samym za znaczną część zadań państwowych. Obejmuje to od wywozu śmieci i zaopatrzenia w wodę, przez szkoły i przedszkola, straż pożarną, sport i kulturę, po większość usług socjalnych” – wyjaśnia dw.com.

Federalny Urząd Statystyczny podał, że w 2024 roku miasta i gminy płaciły łącznie 400 mld euro z tytułu przeróżnych wydatków. W ubiegłym roku pojawiły się wyższe koszty i ceny energii, jednak najwięcej pochłania socjalizm w postaci tzw. opieki społecznej.

– Mówimy o potrojeniu wydatków w ciągu ostatnich 20 lat, bez realnej rekompensaty – podkreślił Spiegler.

Wskazano, że tylko w 2007 roku koszty opieki nad dziećmi i młodzieżą, opieki długoterminowej oraz pomocy integracyjnej dla osób niepełnosprawnych wyniosły prawie 38 mld euro. Od tego czasu wydatki te rosną. Według szacunków, w 2027 roku mają przekroczyć 102 mld euro.

„Integracja uchodźców ze stałym pobytem również stanowi wyzwanie. Szkoły, organizatorzy kursów językowych i integracyjnych, urzędy pracy, a zwłaszcza urzędy imigracyjne, pracują na granicy swoich możliwości. Niemiecki Związek Miast i Gmin apeluje o radykalnie nowy podział obciążeń związanych ze świadczeniami socjalnymi. Rząd Niemiec, kraje związkowe i gminy powinny w przyszłości składać się na koszty finansowania w jednej trzeciej każdy, domaga się Związek” – przyznaje dw.com.

Gminy domagają się też udziału w procesie legislacyjnym. Obecnie prawo tworzą rząd federalny i kraje związkowe.

W ubiegłym roku pojawiły bardziej radykalne postulaty. Burmistrzowie wszystkich 16 stolic landów żądali od rządu federalnego projektu ustawy, która w przyszłości w razie nałożenia obciążeń na gminy, od początku zapewniłaby wynagrodzenie.

Obecnie 25 proc. kosztów przypada na miasta i miasteczka. Udział ich rośnie, natomiast „mimo to gminy otrzymują zaledwie 14 procent całkowitych krajowych dochodów podatkowych”, jak podkreśla szef DStGB.

Rośnie też deficyt kas samorządowych. W 2023 roku wynosił 7,5 mld euro, rok później 24 mld, a w ubiegłym roku przekroczył 30 mld. W efekcie wstrzymywane są projekty budowlane, a finansowanie działań socjalnych i kulturalnych wstrzymuje się jako następne. Wprowadzane są także nowe podatki.

DStGB uważa, że obecnie niemożliwe są inwestycje.

„Problemem jest nawet utrzymanie i remonty istniejących budynków. Potrzeba 218 miliardów euro na remonty szkół, ratuszy, przedszkoli, basenów, mostów i dróg” – czytamy.

http://nczas.info/2026/01/11/socjal-imigranci-i-zielona-energia-to-jest-katastrofa-niemieckie-gminy-w-gigantycznych-dlugach/

#niemcy #lewactwo #ekologizm #zielonylad #nachodzcy #socjalizm #socjal

12

Brak prądu w Berlinie. Władze: to atak lewicowych ekstremistówkresy.pl

Po pożarze mostu kablowego znaczna część południowo-zachodniego Berlina została odcięta od prądu. Władze miasta i policja oceniają, że był to atak o podłożu politycznym, za który mają odpowiadać lewicowi ekstremiści.

Po pożarze infrastruktury energetycznej w Berlinie południowo-zachodnie dzielnice miasta pozostają bez zasilania. Burmistrz Kai Wegner oświadczył, że był to atak motywowany politycznie, a sprawcami mieli być „najwyraźniej lewicowi ekstremiści”. Policja potwierdziła tę ocenę.

Do zdarzenia doszło w sobotę rano, gdy ogień objął most kablowy nad kanałem Teltow, prowadzący do elektrowni Lichterfelde. W wyniku pożaru uszkodzone zostały kluczowe linie przesyłowe. „To niedopuszczalne, że po raz kolejny ewidentni lewicowi ekstremiści atakują naszą sieć energetyczną, narażając życie ludzkie” – powiedział Wegner.

Wkrótce po incydencie pojawił się list podpisany przez tzw. Grupę Wulkan, w którym autorzy przyznają się do sabotażu. Autentyczność dokumentu została potwierdzona przez służby. Według eksperta ds. terroryzmu Michaela Götschenberga, zawarte w liście szczegóły odpowiadają schematowi wcześniejszych ataków na infrastrukturę energetyczną.

Dziennik „Berliner Zeitung” udostępnił pełną treść listu. „Dzisiaj w nocy udało nam się sabotować elektrownię gazową w dzielnicy Berlin-Lichterfelde. Doszło do przerw w dostawach prądu w zamożniejszych dzielnicach Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee. Celem akcji nie były przerwy w dostawach prądu, ale energetyka oparta na paliwach kopalnych. Przepraszamy mniej zamożnych mieszkańców południowo-zachodniej części Berlina. W przypadku wielu właścicieli willi w tych dzielnicach nasze współczucie jest ograniczone” – czytamy.

Senator ds. gospodarki Franziska Giffey poinformowała, że od początku brano pod uwagę celowe zniszczenie instalacji, ponieważ zwykły incydent nie doprowadziłby do tak poważnych uszkodzeń grubych kabli wysokiego napięcia. W programie RBB „Abendschau” wyjaśniła, że zapalniki umieszczono bezpośrednio pod przewodami. „Siła, z jaką nastąpiło nagrzewanie się i stały pożar, była większa niż siła, jaką mogłaby wywołać bomba kulowa” – powiedziała. „Zabezpieczenie naszych przewodów nie pozwoliłoby bombie kulowej na takie uszkodzenie przewodów”.

Skutkiem ataku była rozległa awaria prądu, która początkowo objęła około 45 tys. gospodarstw domowych oraz ponad 2200 firm. Spółka Stromnetz Berlin poinformowała, że częściowo udało się przywrócić zasilanie — prąd wrócił do około 7 tys. domów i 150 odbiorców komercyjnych. Zakłócenia dotknęły m.in. dzielnice Nikolassee, Zehlendorf, Wannsee i Lichterfelde.

http://kresy.pl/wydarzenia/brak-pradu-w-berlinie-wladze-to-atak-lewicowych-ekstremistow/

#niemcy #lewactwo #energetyka #terroryzm

11

Ceny energii pójdą ostro w górę, to będzie dramat!pch24.pl

Ceny energii będą drożeć, to więcej niż pewne. Polski biznes już ma potężne problemy, a te będą tylko narastać. Europejskie założenia transformacji energetycznej oznaczają dla naszego kraju regularną katastrofę. Mówił o tym w rozmowie z PCh24.pl dr inż. Mirosław Gajer z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, ekspert Fundacji Wolność i Własność.

Jak plasują się ceny energii w Polsce na tle innych krajów?

Są naprawdę wysokie – w zasadzie należą do jednych z najwyższych. Gospodarstwa domowe tak tego nie odczuwają, bo są chronione przez rząd; przedsiębiorcy są jednak w tragicznej sytuacji. Właściciele piekarni, cukierni, małej gastronomii czy nawet niewielkich warsztatów albo punktów usługowych mają ogromne problemy. Płacą za energię elektryczną trzy, nawet cztery razy więcej niż w gospodarstwie domowym. Mali przedsiębiorcy coraz częściej tego nie wytrzymują – ich biznesy znikają w oczach.

Dlaczego jest aż tak źle?

Kluczową rolę odgrywa podatek ETS – Emission Trading System. Obecnie do każdej tony spalonego węgla trzeba dopłacić aż 87 euro. Ceny pozwoleń na emisję CO2 cały czas wzrastają. Początkowo nie wyglądało to tak źle – pozwolenia kosztowały dosłownie kilka euro. Kilka lat temu cena zaczęła gwałtownie rosnąć. W pewnym momencie przebiła nawet 100 euro; później nastąpiła korekta, ale wracamy teraz do trendu wzrostowego. To zgodne z zamierzeniami całej polityki energetycznej Unii Europejskiej – liczba pozwoleń wypuszczonych na rynek ma być coraz mniejsza, a to oznacza, że cena musi iść w górę. W ten sposób zmusza się takie kraje, jak Polska, do odejścia od spalania węgla.

Jeżeli nie węgiel, to w praktyce – co?

Tu jest pies pogrzebany. Nie jesteśmy Norwegią, która pozyskuje 90 proc. energii elektrycznej z wody. Norwegowie zostali obdarowani przez Stwórcę górami, lodowcami i bogatą siecią rzeczną. Jest ich zresztą tylko kilka milionów, mogą więc czerpać ze źródeł odnawialnych. Duży udział hydroenergii ma też Szwajcaria, nieźle jest w Austrii. W Polsce tak się nie da. Nie mamy odpowiednio wielkich rzek, nasz kraj jest w większości nizinny. Hydroenergia u nas się nie sprawdzi. Tymczasem żadną realną alternatywą nie jest ani fotowoltaika, ani energetyka wiatrowa.

Dlaczego? Fotowoltaika staje się coraz bardziej popularna.

Nie da się w ten sposób zastąpić węgla. Fotowoltaika w naszych warunkach jest sezonowa. Większa produkcja jest w okresie od równonocy wiosennej do równonocy jesiennej, czyli od marca do września. Od listopada do stycznia o fotowoltaice można z kolei w ogóle zapomnieć. Przykładowo w grudniu wkład fotowoltaiki do miksu energetycznego wynosi poniżej 2 procent. Z tej perspektywy fotowoltaika nie ma po prostu żadnego znaczenia.

Skąd mamy dziś energię?

Można to łatwo sprawdzić na stronie operatora Polskich Sieci Energetycznych, pse.pl. Obecne zapotrzebowanie to około 24 gigawatów. Elektrownie cieplne generują około 20 gigawatów. To przede wszystkim elektrownie węglowe; bloki gazowo-parowe opalane gazem ziemnym generują około 5 gigawatów. Z węgla mamy zatem 15 gigawatów. To w większości stare elektrownie budowane jeszcze w czasach Edwarda Gierka, a częściowo nawet wcześniej, bo za Gomułki. Problem polega na tym, że zgodnie z planem te elektrownie mają być systematycznie likwidowane, bo tego wymaga od nas Unia Europejska. Przykładowo do 1 stycznia mają zostać zamknięte dwa bloki w elektrowni Dolna Odra, a kolejne dwa do końca sierpnia przyszłego roku.

To skąd będziemy brać energię?

To jest dobre pytanie. System elektroenergetyczny musi być cały czas w stanie równowagi mocy. Trzeba generować tyle mocy, ile żądają odbiorcy. Jeżeli generujemy za mało, konieczne staje się ogłoszenie tak zwanych stopni zasilania. Wtedy duzi odbiorcy energii o mocy przyłączeniowej powyżej 300 kW muszą dokonać redukcji poboru mocy. Jeżeli tego nie zrobią, grożą im kary finansowe. W skrajnym przypadku ogłasza się tak zwane 20 stopni zasilania. Wówczas operator może wyłączyć dosłownie każdego, żeby ratować system elektroenergetyczny przed rozpadem.

Rozpadem? Co to znaczy?

Jeżeli generowanej mocy jest zbyt mało w stosunku do potrzeb odbiorców, to zaczyna spadać częstotliwość. Rosną wartości przepływów na połączenia transgraniczne. Sąsiedzi mogą się w takiej sytuacji od nas odciąć, a wtedy nasz system pada. Rozsypuje się jak domek z kart. Poszczególne generatory wypadną z pracy – i dochodzi do blackoutu. Coś takiego zdarzyło się w Hiszpanii 28 kwietnia 2025 roku. Pamiętam z dzieciństwa ogłaszane 20 stopni zasilania, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. To było na przełomie lat 70. i 80., kiedy występował spory deficyt mocy w naszym systemie elektroenergetycznym. Rozwiązało go dopiero wybudowanie nowej elektrowni, która dała dodatkowe 12 bloków energetycznych o mocy 360 megawatów każdy.

Co w takim razie dzisiaj? Wspominał Pan o Norwegii czy Szwajcarii, ale czegoś takiego oczywiście nie zrobimy. Są jednak inne kraje o nieco podobniejszej geografii, na przykład Niemcy. Można byłoby zakładać, że jest w Europie jakiś konkretny pomysł, jak ogarnąć w przypadku Polski czy RFN odejście od węgla. Nie jest tak?

Fotowoltaika w Niemczech też się nie sprawdza – daje im w sumie 14 procent miksu energetycznego w skali roku, u nas to jest 9 procent. Co ciekawe, Niemcy mają o wiele więcej fotowoltaiki niż my, ale to się wcale nie przekłada na jej procentowy udział w całości miksu. To wynika ze specyfiki pracy instalacji fotowoltaicznych, która jest okresowa, tak jak mówiłem wcześniej. Dlatego Niemcy faktycznie bazują ciągle na węglu. Na ternie byłego NRD działa szereg kopalń odkrywkowych. W Hambach pod Kolonią znajduje się największa kopalnia odkrywkowa w całej Europie. Z drugiej strony, Niemcy mają też dużo bloków gazowo-parowych, inaczej niż my. Ja nie potrafię sobie wyobrazić odejścia od węgla w Polsce. Tymczasem losy elektrowni są niepewne. Na przykład Turów: elektrowni cofnięto tam decyzję środowiskową i teoretycznie może pracować jedynie do końca 2026 roku.

Jednak Unia Europejska postanowiła niedawno, że do 2040 roku kraje członkowskie obniżą emisję CO2 aż o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. To tylko 15 lat, poprzeczka jest zawieszona zatem bardzo wysoko.

Moim zdaniem to są całkowicie nierealistyczne założenia. Przeczą prawom fizyki. Chyba, że zrezygnujemy z produkcji przemysłowej, rolnictwa i transportu – wtedy się uda! W normalnych warunkach – nie. Norwegowie mogą czerpać sobie 90 proc. energii elektrycznej z wody, uzupełniając to wiatrem i biomasą. W ich przypadku można zrezygnować z emitowania CO2. Nam to się jednak nie uda.

Mówiliśmy o fotowoltaice, ale co z energią wiatrową? Wiatraków powstaje coraz więcej – bo wieje przecież często także zimą, kiedy słońca nie ma.

Roczny wkład ze źródeł wiatrowych wynosi w miksie energii 15 procent. To lepiej niż w przypadku fotowoltaiki i w Polsce jest jeszcze potencjał do wzrostu. Problem w tym, że ten potencjał nie jest nieograniczony. Dobre tereny pod energetykę wiatrową występują jedynie na wybrzeżu i na Suwalszczyźnie. Nieco gorsze, choć jeszcze dość zdatne, w pasie pomiędzy Poznaniem a Warszawą. W pozostałych częściach kraju montowanie wiatraków jest dalece mniej sensowne. Wiatrak na Dolnym Śląsku czy na Lubelszczyźnie nie wyprodukuje tyle energii, co wiatrak nad morzem. Dostępność korzystnych lokalizacji będzie się szybko zmniejszać. Szacuję, że z wiatru możemy czerpać maksymalnie 25 proc. energii w całym miksie.

Energia wiatrowa jest pewniejsza od słonecznej?

Nie do końca. Energia kinetyczna wiatru zależy od trzeciej potęgi jego prędkości. To jest silna zależność. Dwukrotne zwiększenie prędkości wiatru to aż ośmiokrotne zwiększenie mocy wiatraków. Przez większość czasu – około 300 dni w roku – wiatraki w Polsce pracują dość słabo, dają kilkanaście, a często nawet mniej niż 10 procent mocy, którą mogłyby generować przy pełnej sile obrotów. Lepiej jest tylko wtedy, kiedy zrywają się silne wiatry. Wtedy wiatrak generuje 70-80 proc. dostępnej mu mocy. Tak jest jednak średnio przez 40-60 dni w roku, co zmienia się też w zależności od roku. Przykładowo w grudniu 2025 roku z wiatrem jest dość słabo. Czasem przychodzi też flauta, kiedy po prostu w ogóle nie wieje. Tymczasem żeby wiatrak się w ogóle kręcił, jest potrzebna pewna prędkość minimalna. W listopadzie ubiegłego roku wystąpiła bardzo długa flauta. W Niemczech jest nawet osobne słowo: „Dunkelflaute”, „ciemna flauta”, kiedy przez wiele kolejnych dni wiatraki praktycznie w ogóle nie pracują. Wiatraki nie są zatem pewnym źródłem energii.

Jaki zatem polskie władze mają pomysł na sprostanie unijnym wymogom?

Nie wiem – chyba nie mają żadnego. W Krajowym Planie dla Energii i Klimatu przedstawia się kompletnie nierealistyczne scenariusze. Rządzący przyjmują, że po roku 2035 nie będzie w ogóle energii z węgla. Teoretycznie ma go zastąpić gaz ziemny, ale głównym źródłem mają stać się fotowoltaika, wiatraki lądowe oraz wiatraki morskie. Z opisanych wyżej przyczyn to się jednak w praktyce nie sprawdzi – dochodzimy do ściany, założenia rozbijają się o prawa fizyki.

Władze liczą zatem na to, że Unia Europejska blefuje i węgiel będzie dalej dostępny?

Póki pracują jeszcze stare elektrownie węglowe, jesteśmy bezpieczni. Do 2028 roku pracę ma jednak zakończyć w sumie około 40 działających bloków w takich elektrowniach. Od 2030 roku rusza likwidacja elektrowni w Bełchatowie, która jest absolutnie kluczowa dla naszego systemu elektro-energetycznego. Zakłada się, że po 2030 roku deficyt energetyczny może wynosić nawet 10 gigawatów. To absolutna katastrofa, niewyobrażalna ilość mocy. Żeby jakoś to zbilansować, trzeba byłoby dosłownie wyłączyć pół Polski. Teoretycznie węgiel można byłoby zastąpić gazem; tu są podejmowane jakieś działania, w niektórych elektrowniach buduje się bloki gazowe. To jednak wciąż zdecydowanie zbyt mało w stosunku do potrzeb. Obserwujemy systematyczny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Co kilka lat bity jest kolejny rekord. Ostatni padł w styczniu 2024 roku – to było prawie 29 gigawatów. Wystarczy solidny mróz w styczniu 2026 roku i ten rekord zostanie pobity – ludzie mają dużo pomp ciepła, dogrzewają się piecykami elektrycznymi i tak dalej. Jeżeli zapotrzebowanie przekroczy 30 gigawatów, to już dzisiaj trudno byłoby to zbilansować. Trzeba byłoby ogłosić stopnie zasilania, żeby zredukować pobór mocy. W ostateczności ogłosić 20 stopni zasilania i po prostu wyłączyć niektórych odbiorców. Trzeba pamiętać, że to się wiąże z dużymi kosztami, bo jeżeli zostaną przerwane procesy produkcyjne, to niektóre urządzenia mogą się już nie nadawać do dalszego użytku.

Ceny energii będą zatem chyba tylko rosnąć?

Oczywiście. Polski biznes ma już dziś duże problemy i będzie coraz gorzej. Wzrost cen energii jest więcej niż pewny. Wiele zależy oczywiście od tempa zmian narzucanych przez Unię Europejską. Spodziewam się jednak, że solidna zima w najbliższych latach – najpóźniej w roku 2029 – doprowadzi do poważnego głodu energetycznego, kiedy energii będzie po prostu brakować. Pamiętam, że w dzieciństwie musiałem odrabiać zadania domowe przy świeczkach, a później przy lampie naftowej, bo ogłaszano 20 stopni i odłączano odbiorców od prądu. Mam jeszcze tamtą lampę naftową, jest przedwojenna. Może mi się jeszcze przyda.

http://pch24.pl/ceny-energii-pojda-ostro-w-gore-to-bedzie-dramat/

#lewactwo #ue #energia #oze #spierdolenie

17

Na Zachodzie bez zmian. Sylwester multikulti. Przybysze tradycyjnie zdemolowali europejskie miasta [VIDEO]nczas.info

Sylwester w Holandii przebiegł w cieniu tragedii i zamieszek. Kilka osób zginęło w wypadkach z fajerwerkami, doszło do kilkudziesięciu pożarów i ataków na policję oraz ratowników medycznych. W wielu miastach wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Podobnie było w Niemczech gdzie przybysze demolowali miasta i ścierali się policją.

Tegoroczna noc sylwestrowa w Holandii okazała się wyjątkowo dramatyczna. W różnych częściach kraju doszło do śmiertelnych wypadków związanych z użyciem fajerwerków, m.in. w Nijmegen i Aalsmeer. Policja bada, czy używany materiał pirotechniczny był legalny. W Bergen nad Morzem Północnym śmierć poniosło dziecko potrącone przez samochód.

Jednym z najpoważniejszych zdarzeń był ogromny pożar zabytkowego kościoła w Amsterdamie – Vondelkerk, który od lat 70 XX wieku przestał pełnić funkcję świątyni katolickiej i stał się miejscem wielu koncertów oraz spotkań. Ogień szybko objął wieżę budynku, a gęsty deszcz iskier zmusił służby do ewakuacji kilkudziesięciu pobliskich domów. Straż pożarna walczyła z żywiołem przez wiele godzin, wykorzystując wodę z pobliskiego parku. Zabytku nie udało się uratować. Na miejscu pojawiła się burmistrz Femke Halsema, która powiedziała: „To jest naprawdę straszne (…) to ogromna tragedia.”

W całym kraju odnotowano liczne pożary budynków mieszkalnych, garaży i obiektów publicznych, w tym hal sportowych i domów jednorodzinnych. W kilku przypadkach eksplodowały składowane fajerwerki, co dodatkowo utrudniało akcje ratunkowe. W wielu miejscach doszło do znaczącego pogorszenia się jakości powietrza. Tysiące zgłoszeń sprawiły, że numer alarmowy 112 był przeciążony – władze apelowały o dzwonienie wyłącznie w sytuacjach zagrożenia życia.

Szczególne zaniepokojenie wzbudziła skala przemocy wobec służb. Policjanci, strażacy i ratownicy medyczni byli obrzucani fajerwerkami, kamieniami, a w Bredzie w dzielnicy Tuinzigt użyto koktajli Mołotowa. Związek zawodowy policji określił sylwestrową noc jako jedną z najbardziej brutalnych w ostatnich latach. Oczywiście nikt nie odważy sie głośno powiedzieć, że sprawcami ataków byli przede wszystkim imigranci.

Mimo obowiązującego w wielu gminach zakazu używania fajerwerków, przepis ten był masowo łamany. Tegoroczny Sylwester był jednocześnie ostatnim, w którym fajerwerki na prywatny użytek były jeszcze legalne w skali kraju. Władze zapowiadają, że przejęta zmiana prawa ma ograniczyć liczbę ofiar, zniszczeń i przemocy, które od lat towarzyszą świętowaniu Nowego Roku w Holandii.

Niemcy zdemolowane

Niemcy powitały Nowy Rok ogniem. Policja, straż pożarna i ratownicy medyczni pracowali bez wytchnienia i pod ciągłą presją.

W Hamburgu policja musiała się wycofać przed imprezowiczami z fajerwerkami, którzy skierowali swoje sztuczne ognie w funkcjonariuszy. Oczywiście większość balowników to byli przybysze.

W Berlinie tradycyjnie doszło do starć bliskowschodnich gangów między sobą i z policją. Policja była wielokrotnie atakowana petardami i rakietami. Dwudziestu jeden funkcjonariuszy odniosło lekkie obrażenia w wyniku uderzeń petardami lub stawiania oporu agresorom. Policja zatrzymała na krótko setki podejrzanych. Wieczorem i nocą skonfiskowano kilka kilogramów nielegalnych fajerwerków.

W Monachium radiowozy zostały ostrzelane rakietami. Kilka osób z 30-osobowej grupy, wszystkie z imigranckim pochodzeniem, zostało złapanych i zatrzymanych przez policję.

Na dworcu kolejowym w Wedding budynek głównego terminalu został trafiony rakietą i spłonął.

W Essen także doszło do zamieszek. Podpalono kosze na śmieci i wyrzucono je na ulicę. Ratownicy byli obrzucani petardami i bali się przerwać sylwestrową zabawę przybyszów.

Podpalonych samochodów już chyba nikt nie liczy. Informacje o zajściach cały czas spływają i zapewne będzie ich więcej. Wspaniała, kolorowa, ubogacona Unia Europejska…

http://nczas.info/2026/01/01/na-zachodzie-bez-zmian-sylwester-multikulti-przybysze-tradycyjnie-zdemolowali-europejskie-miasta-video/

#nachodzcy #multikulti #lewactwo

15