Współczesna histeria klimatyczna to przecież nihil novum sub solenczas.info

Temperatura powietrza atmosferycznego na kuli ziemskiej zależy do bardzo wielu różnorodnych czynników, takich jak między innymi cyrkulacja powietrza, wpływ prądów morskich, oscylacje termiczne wód oceanicznych, zmiany cykli słonecznych, aktywność wulkanów, a w perspektywie wielu tysięcy lat zależy także od tzw. cykli Milankovicia, związanych z precesją osi ziemskiej i równoczesną precesją ziemskiej orbity oraz cyklicznymi zmianami wartości kąta nachylenia osi ziemskiej, a także i okresowymi zmianami stopnia ekscentryczności orbity naszej planety. Każdy z trzech wymienionych tutaj cykli Milankovicia posiada inną wartość okresu, wynoszącą odpowiednio 23, 41 i 100 tysięcy lat, a trafiająca się raz na jakiś czas swoista wzajemna kumulacja ich efektów może powodować w swym rezultacie pojawianie się nawet na naszym globie kolejnych potężnych zlodowaceń.

Jednak tego rodzaju racjonalne argumenty zdają się w ogóle nie przekonywać zagorzałych wyznawców swego rodzaju nowej świeckiej religii, określanej mianem „klimatyzmu”, ponieważ według nich jedynym istotnym czynnikiem mającym wpływ na kształtowanie się temperatur na kuli ziemskiej pozostaje wyłącznie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. Swoje katastroficzne wizje „płonącej planety” snują wyłącznie na podstawie wyników uzyskanych z przeprowadzanych swego czasu przez czołowych kapłanów klimatyzmu jakichś bliżej nieokreślonych symulacji komputerowych, z których ma rzekomo wynikać, że już w najbliższej przyszłości, jeśli tylko nie przestaniemy emitować dwutlenku węgla do atmosfery, to grozi nam wprost nieuchronna i straszliwa w swych skutkach zagłada – zapewne wszyscy zginiemy marnie w szalejących płomieniach, zapewne dokładnie tak samo jak palone w średniowieczu na stosie okrutne czarownice.

Odnośnie wspomnianych symulacji komputerowych należy przede wszystkim pamiętać, że zawsze opierają się one na uprzednio opracowanych modelach matematycznych analizowanych zjawisk fizycznych. Tymczasem tego rodzaju modele matematyczne są zawsze dalece uproszczonym i w rezultacie wielce niedoskonałym odwzorowaniem otaczającej nas rzeczywistości. Bowiem zawsze modele matematyczne zjawisk fizycznych bazują na jakichś dalece idących i nader często w dużej mierze nierealistycznych założeniach, a także i sporych uproszczeniach otaczającej nas rzeczywistości. W związku z powyższym model matematyczny nigdy nie jest wiernym odwzorowaniem realnego świata, gdyż w swej istocie jest zaledwie jakimś jego niedoskonałym odbiciem. Posługując się słowami Platona, można powiedzieć, że tego rodzaju modele matematyczne są jedynie wyłącznie cieniami, dostrzeganymi przez nas na ścianach jaskini.

Jednak tego rodzaju stan rzeczy jest w swej istocie w pewien sposób nieuchronny, ponieważ aby dokładnie odwzorować otaczającą nas rzeczywistość w języku matematyki i uwzględnić przy tym wszelkie jej możliwe aspekty, musielibyśmy dokładnie wiedzieć, jaka rozpatrywana przez nas rzeczywistość w swej istocie dokładnie jest, czyli innymi słowy musielibyśmy uzyskać swoisty wgląd w istotę rzeczy, a tego jednakże nigdy nie będziemy w stanie osiągnąć, bo nie jesteśmy przecież Duchem Świętym.

Z tego powodu zawsze będą istnieć pewne czynniki, których w naszym modelu matematycznym nie będziemy w stanie po prostu uwzględnić. Pozostaje tylko pytanie, w jakim stopniu wspomniane czynniki będą istotne i jaki wpływ ich zaniedbanie, a w efekcie nieuwzględnienie podczas procesu modelowania matematycznego, będzie miało na zakres stosowalności rozpatrywanego przez nas modelu analizowanych zjawisk fizycznych.

Dodatkowo w każdym modelu matematycznym występuje zawsze cały szereg różnego rodzaju parametrów, których wartości muszą najczęściej zostać wyznaczone w sposób empiryczny, co niekiedy może być trudne do praktycznej realizacji, a przyjęte oszacowania ich wartości mogą być niekiedy obarczone znacznym błędem – w skrajnych przypadkach sięgającym nawet wielu rzędów wielkości fizycznych. Jest rzeczą oczywistą, że brak dostatecznie dokładnych oszacowań wartości rozważanych parametrów będzie prowadził do pojawienia się znacznych błędów w wyliczonych na podstawie takiego modelu wielkościach wyjściowych.

Zadając na wejście modelu odpowiednie dane, będące rezultatem przeprowadzonych uprzednio pomiarów, oczekujemy na jego wyjściu interesujących nas rezultatów końcowych. Jednak zebrane przez nas uprzednio dane pomiarowe są zawsze w sposób nieuchronny również obarczone pewnym błędem, a niekiedy mogą one być po prostu niekompletne i z tego powodu brakujące wartości muszą podlegać wyłącznie interpolacji. W takim wypadku po naszym modelu nie należy się już bynajmniej zbyt wiele spodziewać, w myśl żelaznej zasady, dotyczącej zresztą każdego systemu przetwarzania informacji, że śmieci na jego wejściu mogą skutkować jedynie śmieciami na jego wyjściu.

Następnie, mając już opracowany model matematycznych rozpatrywanych zjawisk fizycznych, należy w kolejnym kroku dokonać jego implementacji w postaci programu komputerowego, który trzeba napisać w pewnym wybranym przez nas języku programowania, takim przykładowo jak Fortran, C, C++, C#, Pascal, Ada, Java, Python, JavaScript bądź w jakimkolwiek dowolnym innym, nadającym się jednakże do praktycznej realizacji założonego przez nas celu.

Na tym etapie pojawia się poważne niebezpieczeństwo, polegające na tym, że nasz program komputerowy będzie posiadał mimo wszystko jakieś błędy (w pewnej mierze jest to zjawisko do pewnego stopnia wręcz nieuchronne), które niekiedy są bardzo trudne do wykrycia na etapie testowania wytworzonego przez nas oprogramowania, ponieważ nigdy nie jesteśmy w stanie w jakimś rozsądnym przedziale czasowym sprawdzić wszelkich możliwych kombinacji danych wejściowych, które hipotetycznie mogą się pojawić podczas wykonywania programu.

Nawet jeśli stworzone przez nas oprogramowanie implementujące dany model matematyczny jest całkowicie wolne od błędów programistycznych, to i tak na etapie symulacji wybranych zjawisk fizycznych mogą pojawić się kolejne problemy. Otóż może okazać się, że nasz problem numeryczny jest źle uwarunkowany, tzn. wykazuje on bardzo dużą wrażliwość na zmianę wartości danych wejściowych. Niekiedy może się okazać, że zmiana zaledwie jednej cyfry na jakimś odległym miejscu po przecinku będzie skutkowała tym, że otrzymane rozwiązanie będzie się różnić diametralnie od rozwiązania uzyskanego poprzednio.

W takim wypadku wyznaczane przy pomocy komputera wyniki są już niestety całkowicie bezużyteczne. Jest to tzw. zjawisko chaosu deterministycznego, które zostało odkryte w latach 60. ubiegłego stulecia podczas podejmowanych w tym czasie prób przewidywania pogody za pomocą stworzonych w tym celu programów komputerowych. Okazało się wówczas, że w pełni deterministyczny model zjawisk fizycznych może generować całkowicie chaotyczne rozwiązania, będące skutkiem kumulacji błędów obliczeniowych, związanych z notorycznym zaokrąglaniem przez komputer wyliczanych wartości, co jest po prostu jedynie rezultatem skończonej długości jego rejestrów wewnętrznych i nawet zastosowanie w tym wypadku tzw. podwójnej precyzji obliczeń (typ zmiennej double) absolutnie niczego tutaj nie jest w stanie zmienić.

Ostateczny wniosek jest taki, że do wyników wszelkich symulacji komputerowych należy podchodzić zawsze z dystansem, a nawet wręcz i z pewną dozą nieufności, gdyż dopiero przeprowadzenie rzeczywistego eksperymentu fizycznego, a następnie jego późniejsza konfrontacja z otrzymanymi uprzednio wynikami obliczeń komputerowych ma w tym wypadku moc rozstrzygającą, czy stworzony przez nas model jest w pewnym obszarze jego zastosowań w ogóle wiarygodny, a uzyskiwane za jego pomocą rezultaty z wymaganą dokładnością przybliżają otaczającą nas rzeczywistość.

Niestety tego rodzaju kwestie, które powinny być wręcz oczywiste dla każdego programisty zajmującego się metodami numerycznymi, są całkowicie ignorowane przez klimatystów, którzy stworzone przez siebie modele komputerowe podnoszą wręcz do rangi swego rodzaju nieomylnej wyroczni i na tej podstawie snują następnie jakieś kasandryczne wizje płonącej w przyszłości planety, co ochoczo podchwytywane jest później w formie lotnych haseł przez pozbawionych wszelkich rozumowych kryteriów niedouczonych polityków, którzy próbują zbić na tym kapitał (w zdecydowanej większości ludzie ci po prostu nie nadają się w ogóle do wykonywania jakiejkolwiek innej użytecznej pracy).

Pamiętam, jak całkiem niedawno jeden z arcykapłanów świeckiej religii klimatyzmu w udzielonym wywiadzie wygłosił tezę, że gdybyśmy spalili wszystkie występujące na kuli ziemskiej zasoby węgla, to stężenie dwutlenku węgla podniosłoby się aż o 2000 ppm i w związku z tym zaczęlibyśmy się dusić tak, jak gdybyśmy przebywali w jakimś od dawna niewietrzonym i bardzo ciasnym pomieszczeniu.

Ale kto o zdrowych zmysłach w ogóle mówi o spaleniu wszystkich zasobów węgla na Ziemi?! To jest przecież absolutnie technicznie i ekonomicznie niemożliwe! A ile setek czy nawet tysięcy lat by to zajęło?

Przede wszystkim tzw. zasoby perspektywiczne stanowią zaledwie niewielki ułamek zasobów całkowitych węgla dostępnych na kuli ziemskiej. Z kolei jedynie część wspomnianych zasobów perspektywicznych uznawana jest obecnie za ekonomicznie uzasadnioną do wydobycia i eksploatacji. Zresztą to, jaką część złóż danego surowca uznajemy za ekonomicznie zdatną do wydobycia, zależy przede wszystkim od aktualnej ceny danego typu surowca. W każdym razie nie jesteśmy w stanie wydobyć więcej niż zaledwie niewielki procent istniejących na Ziemi zasobów surowców kopalnych z powodów natury zarówno technicznej, jak i przede wszystkim ekonomicznej.

Jednak tego rodzaju oczywiste i wręcz elementarne fakty są przez sektę klimatystów całkowicie ignorowane, ponieważ im chodzi jedynie o wywołanie w społeczeństwie swego rodzaju klimatycznej psychozy, aby łatwiej było im uzasadnić w takich warunkach konieczność wprowadzenia w naszym kraju zielonego ładu i związanej z tym transformacji energetycznej. Niestety kłamstwo powtórzone tysiąc razy z czasem staje się w powszechnym odbiorze prawdą, a wspomniana tresura klimatyczna trwa już w najlepsze od ponad trzydziestu lat. Sam dobrze pamiętam, jak mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych oglądałem jakiś program w telewizji, w którym pewien człowiek (posiadający nawet stopnie naukowe) perorował, że coś z tym dwutlenkiem węgla musimy koniecznie zrobić, bo za chwilę będzie go tyle w atmosferze, że się wszyscy w wyniku tego udusimy (sic!).

W tym kontekście warto jest wspomnieć, że całkowita antropogeniczna emisja dwutlenku węgla, która ma miejsce obecnie na obszarze Polski, stanowi zaledwie około 0,3 promila łącznej emisji naturalnej tego gazu, wywołanej głównie procesami oddychania organizmów żywych, zamieszkujących kulę ziemską. Dla porównania roczne wydobycie węgla kamiennego wynosi w Polsce około 40 milionów ton, a Chiny wydobywają go prawie 5 miliardów ton, budując aktualnie ponad 130 nowoczesnych węglowych bloków ultranadkrytycznych, w których planują zainstalować jeszcze co najmniej 300 GW mocy i mają gdzieś cały ten „zielony ład”, wdrażany z tak zaciekłym uporem w naszej części świata.

Tymczasem obserwowany wzrost koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu atmosferycznym wynosi zaledwie niecałe 2 ppm na rok, co oznacza, że jeśli będzie go nadal przybywać w obecnym tempie, to za sto lat jego stężenie będzie większe o około 200 ppm niż obecnie, czyli będzie wynosiło około 600 ppm, czyli tyle, ile mniej więcej wynosiło w epoce trzeciorzędu, co żyjącym wówczas różnym gatunkom kręgowców jakoś bynajmniej nie przeszkadzało.

Ale czy już teraz powinien nas ten fakt w jakikolwiek sposób martwić? Wydaje się, że obecnie mamy w kraju znacznie poważniejsze problemy, którym już w najbliższym czasie będziemy musieli bezwzględnie stawić czoła. A niewątpliwie najważniejszym z nich jest nadciągająca nieuchronnie katastrofa demograficzna Polski, ponieważ przy obecnym poziomie dzietności liczba naszych rodaków w każdym kolejnym pokoleniu będzie zmniejszać się o połowę i w związku z tym za jakieś ponad 100 lat jako naród możemy w zasadzie przestać już w ogóle istnieć, a co gorsze prawdopodobnie nikt tego faktu nie będzie raczył nawet zauważyć.

A tymczasem co poniektórzy martwią się wyłącznie tym, jakie za 100 lat będzie stężenie dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze. Nie wiem, jak uważają Szanowni Państwo Czytelnicy, ale ja osobiście mam głęboko w nosie i w dużym poważaniu, jaką zawartością dwutlenku węgla w powietrzu będą oddychać za jakieś 100 lat potomkowie dzisiejszych mieszkańców Afryki, muzułmańskich krajów centralnej Azji i przede wszystkim Indii, którzy w tym czasie będą zapewne w przeważającej mierze zaludniać kulę ziemską. Ten niewielki wzrost koncentracji dwutlenku węgla, który obecnie obserwujemy, nie jest żadnym sensownym powodem, dla którego już teraz mamy dokonać totalnej dewastacji naszego systemu elektroenergetycznego, zrujnować gospodarkę całego kraju i wpędzić się w związku z tym w jakąś niewyobrażalną w swych rozmiarach katastrofę i biedę, z której możemy się już nigdy więcej nie podnieść, bo ewentualne usuwanie jej skutków musiałoby trwać wręcz całe dekady.

Co interesujące, pojawianie się tego rodzaju histerii klimatycznej nie jest w zasadzie niczym nowym w historii rodzaju ludzkiego. Nakręcanie tego rodzaju psychozy to w sumie nihil novum sub sole. O tego rodzaju histerycznych reakcjach pisał już prawie sto lat temu między innymi Tadeusz Dołęga-Mostowicz (1900–1939) w swym znakomitym felietonie zatytułowanym „Ciemnota”:

„Niemal codziennie dają się słyszeć takie utyskiwania:

– Co z tą pogodą się dzieje! Jeszcze nigdy takiej nie było. Takiej najstarsi ludzie nie pamiętają.

Co prawda, nie ma czemu się dziwić, że najstarsi nie pamiętają, przecie ludzie na starość tracą pamięć, gdyby było inaczej na pewno opowiedzieliby nam i o śniegu w lipcu, i o gradzie w marcu, i o przymrozkach w maju, o deszczach i powodziach, o suszy trwającej miesiącami. Co tu dużo gadać. Klimat pozostał takim, jak był, a jeżeli są w nim zmiany wynikłe ze stałego przechylania się osi naszego globu, to dla zaobserwowania ich trzeba tysięcy lat.

Zdawałoby się, że jest to oczywiste dla każdego inteligentnego człowieka. Tymczasem – nie:

– Jeszcze nigdy takiej aury nie było. Kto wie… dawniej i radia nie było…

Słowo rzucone. Tu i ówdzie gmina uchwaliła, by nie pozwalać zakładać »radja« na chałupach. Tu i ówdzie chłopstwo zniszczyło we dworkach anteny. Raz nawet doszło do rozlewu krwi, gdy zapalony radioman-nauczyciel bronił swego aparatu przed tłumem.

– Radio sprowadza deszcz i zimno!

Nie dziwić się chłopstwu, ale nawet inteligencja zaczyna wierzyć tej dzikiej bzdurze”.

Według relacji Dołęgi-Mostowicza niegdyś w przedwojennej Rzeczypospolitej zapalczywa w swych działaniach wiejska niepiśmienna ciemnota walczyła bohatersko z raczkującą wówczas dopiero co radiotechniką, obwiniając ją o rzekome oziębienie klimatu na Ziemi, gdy tymczasem wielce światłe, wszechstronnie wykształcone i znakomicie wyedukowane nowoczesne społeczeństwo wręcz z uporem maniaka zmaga się ze znienawidzonym dwutlenkiem węgla, z powodu którego „planeta za oknem się pali” (oj, tutaj przydałby się jednak konsultacja psychiatryczna).

Gdy tymczasem dwóch polskich naukowców – dr inż. Jan Kubicki z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie i dr inż. Tomasz Wójcik z Politechniki Wrocławskiej – przeprowadzili stosunkowo prosty eksperyment, za pomocą którego w sposób definitywny obalili tezę o decydującym wpływie dwutlenku węgla na temperaturę powietrza atmosferycznego na kuli ziemskiej. Przeprowadzony przez wspomnianych naukowców eksperyment potwierdził uzyskane już znacznie wcześniej rezultaty teoretyczne (tzw. równanie Schwarzschielda), zgodnie z którymi absorpcja promieniowania termicznego jest funkcją logarytmiczną stężenia dwutlenku węgla w powietrzu. Co więcej, pokazali oni, że przy obecnym jego stężeniu, przekraczającym 400 ppm, znajdujemy się wyraźnie już w obszarze nasycenia wspomnianej krzywej logarytmicznej, w związku z czym dalsze powiększanie wartości koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu nie ma już właściwie żadnego istotnego wpływu na wzrost absorpcji promieniowania termicznego, czyli tym samym nie będzie powodowało dalszego obserwowalnego wzrostu temperatury powietrza, co można zobaczyć na rys. 1.

Zdjęcie

Niestety tego rodzaju argumenty o charakterze naukowym zdają się w ogóle nie docierać do szerokich kręgów społeczeństwa, ponieważ umysły ludzkie są systematycznie i metodycznie zatruwane ideologią klimatyzmu i to począwszy już od najmłodszych lat – na etapie edukacji na poziomie szkoły podstawowej, a często nawet i przedszkola. Niestety w tym wypadku jakże aktualnie brzmią słowa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, który włożył je swego czasu w usta hrabiego Żorża Ponimirskiego, gdy zapytano go, z czego właściwie tak strasznie się śmieje, na co ów odpowiedział:

„Z czego? Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo⁈ Z was się śmieję, z was! Z całego społeczeństwa, z wszystkich kochanych rodaków! — Panie!… — Milczeć! — wrzasnął Ponimirski i jego blada twarzyczka chorowitego dziecka zrobiła się czerwona z wściekłości. — Milczeć! Z was się śmieję! Z was! Elita. Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz Nikodem Dyzma to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, szaleniec, fałszerz, i jednocześnie kompletny kretyn!”.

A także nieco dalej:

„Czy wy tego nie widzicie? Źle powiedziałem, że on was za nos wodzi! To wy wywindowaliście to bydlę na piedestał! Wy, ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów! Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!… Nareszcie udało mu się włożyć monokl. Obrzucił wszystkich pogardliwym spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami”.

W rozważanym kontekście przychodzi mi jeszcze na myśl obraz namalowany w 1568 roku przez wybitnego niderlandzkiego malarza Pietera Bruegela (Starszego), noszący tytuł „Ślepcy”, który czytelnik może podziwiać na rys. 2.

Zdjęcie

W tym wypadku wydaje się, że analogia pomiędzy przedstawionymi na obrazie ślepcami, wpadającymi po kolei w głęboki dół – a naszym krajem, w którym w tak bezmyślny i całkowicie bezsensowny sposób niszczymy sobie własną elektroenergetykę, jest niezwykle daleko idąca. Bowiem pozbywanie się z krajowego systemu elektroenergetycznego stabilnych i w pełni dyspozycyjnych źródeł mocy elektrycznej w postaci elektrowni węglowych oraz podejmowanie próby zastąpienia ich wielce niestabilną energią wiatrową, a także pracującą sezonowo i cyklicznie fotowoltaiką, musi w sposób nieuchronny zakończyć się jedną wielką, totalną katastrofą, bo przecież nie jesteśmy w stanie zmienić obowiązujących we wszechświecie praw fizyki.

Sytuacja, w której obecnie znajduje się krajowa elektroenergetyka, przypomina także samochód pędzący z zawrotną prędkością równą 200 km/h, przed którym znajduje się ostry zakręt, a zaraz za nim jest potężna betonowa ściana. Niestety w obu wymienionych przypadkach gigantyczna w swych rozmiarach katastrofa jest po prostu wręcz nieunikniona.

http://nczas.info/2026/06/06/wspolczesna-histeria-klimatyczna-to-przeciez-nihil-novum-sub-sole/

#klimat #klimatyzm

5

Uśmiechajcie się. System kaucyjny obejmie też… kartonynczas.info

Ministerstwo Klimatu zapowiada zmiany w systemie kaucyjnym. Zamiast zwinąć niepotrzebny i utrudniający życie system grabienia Polaków, możliwe jest jego rozszerzenie także na kartony. Zmiany mogą wejść w życie jeszcze w tym roku. Ponadto sami przedstawiciele branży opakowań wielomateriałowych mieli zabiegać o włączenie opakowań do systemu kaucyjnego.

Obecnie opakowania wielomateriałowe, czyli kartony po napojach i płynnej żywności nie są w systemie kaucyjnym. Wkrótce może się to zmienić.

Jak czytamy na gazetaprawna.pl, redakcja zapytała wiceminister klimatu i środowiska Anitę Sowińską o to, czy ten stan rzeczy się zmieni i ewentualnie kiedy. Redakcja podkreśliła, że „niedawno poseł PiS Grzegorz Matusiak alarmował, że producenci mogą celowo przenosić się na opakowania wielomateriałowe właśnie po to, by ominąć obowiązki systemu kaucyjnego”.

– Obserwujemy, że jest to zjawisko marginalne. Zwracam też uwagę, że w innych krajach Unii Europejskiej kartony raczej nie są włączone w system kaucyjny, co nie znaczy, że nie zrobimy tego w przyszłości – powiedziała wiceminister Sowińska.

Warto podkreślić, że w ogóle rozpatrywanie poszerzenia systemu kaucyjnego o kartony dlatego, że producenci przerzucają się z plastiku samo w sobie jest kolejnym już dowodem na to, że nie chodzi o „dbanie o środowisko”, a jedynie o grabież naszych pieniędzy.

Wiceminister zapowiedziała, że decyzja w tej sprawie zapadnie najwcześniej w czerwcu tego roku.

„Ministerstwo zamierza ocenić dwa kryteria: poziomy recyklingu oraz skalę zaśmiecenia środowiska poszczególnymi frakcjami opakowań. Przy tym wiceministra przyznała, że kartony rzadziej trafiają do środowiska naturalnego niż np. szkło jednorazowe” – podaje gazetaprawna.pl [pisownia oryg. – red. nczas].

Podkreślono, że gdy ministerstwo pracowało nad nowelizacją ustawy o systemie kaucyjnym, producenci mieli sami zabiegać o włączenie ich do systemu. Nie wiadomo jednak, czy tak jest nadal.

Forsowany w mediach jako „wybawienie” system kaucyjny nie tylko nie pomaga środowisku, ale grabi bezpośrednio Polaków, utrudnia im życie i na dłuższą metę podnosi inne opłaty ludziom. Mimo tego rząd i media udają, że problemu nie ma i rozpisują się, jaki to rzekomo cudowny system nie jest. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.

http://nczas.info/2026/04/13/usmiechajcie-sie-system-kaucyjny-obejmie-tez-kartony/

#klimatyzm #ekologizm #usmiechnieci

12

Ocean tak gorący że widziano na brzegu dwóch hobbitów z pierścieniem, a wyłowione z niego ryby od razu są usmażone

#klimatyzm #swiadkowiewiechowi

13

Drodzy Lurcy, miło było, ale wyginam...

Zdjęcie

#klimatyzm #mendia #straszo

21

Nie jest dobrze. Co prawda nie jest też źle. Można powiedzieć, że jest średnio.

Zdjęcie

#straszo #klimatyzm #lato #planetanamsiespali

11

Kolejne zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej. 90 proc. redukcji emisji do 2040 rokukresy.pl

Parlament Europejski zatwierdził nowy, wiążący cel klimatyczny zakładający ograniczenie emisji CO₂ o 90 proc. do 2040 roku. Decyzja oznacza dalsze zaostrzenie polityki klimatycznej UE, obejmujące transport, budownictwo i kolejne koszty dla państw członkowskich.

We wtorek Parlament Europejski opowiedział się za wprowadzeniem nowego celu klimatycznego na 2040 rok, zakładającego redukcję emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. Rezolucję poparło 413 europosłów, przeciw było 226, a 12 wstrzymało się od głosu. Przyjęcie dokumentu oznacza dalsze zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej w perspektywie najbliższych kilkunastu lat.

Nowy cel ma charakter wiążący i stanowi kolejny etap realizacji strategii osiągnięcia neutralności klimatycznej UE do 2050 roku. Aby regulacje weszły w życie, konieczna jest jeszcze formalna zgoda państw członkowskich w Radzie UE. Wstępne porozumienie zostało już osiągnięte, jednak kraje zgodziły się na nie pod warunkiem uzyskania większej elastyczności w sposobach realizacji redukcji emisji.

Jednym z takich rozwiązań jest dopuszczenie wykorzystywania międzynarodowych kredytów węglowych. Od 2036 roku do 5 punktów procentowych wymaganej redukcji emisji będzie mogło pochodzić z projektów realizowanych poza UE. Oznacza to, że część zobowiązań klimatycznych Unia będzie mogła realizować poprzez finansowanie tzw. zielonych inwestycji w państwach trzecich.

Europosłowie zgodzili się także na możliwość kompensowania emisji poprzez tzw. trwałe pochłanianie dwutlenku węgla, m.in. z wykorzystaniem lasów. Rozwiązanie to ma pozwolić na równoważenie emisji w sektorach, w których redukcja uznawana jest za szczególnie trudną lub kosztowną.

http://kresy.pl/wydarzenia/kolejne-zaostrzenie-unijnej-polityki-klimatycznej-90-proc-redukcji-emisji-do-2040-roku/

#klimatyzm #lewackiespierdolenie #co2 #ue

10

WIECH EKSPERTEM xD - Zanegował wpływ człowieka na globalne ocieplenie. Klimatyści od razu się rzucili na profesoranczas.info

Zdjęcie

Profesor Leszek Marks, geolog z Uniwersytetu Warszawskiego, na kanale Otwarta Konserwa zakwestionował oficjalną narrację o antropogenicznym globalnym ociepleniu. Od razu rzucili się na niego klimatyczni fanatycy. Oświadczenie w sprawie wydał Krzysztof Ziemiec, który rozmowę prowadził.

– Ja nie wątpię, że zmiany klimatu występują. Od pewnego czasu, nawet od 200 lat, następuje ocieplenie. Zmiany klimatyczne na ziemi zawsze się odbywały – zaznaczył na początku wywiadu prof. Marks.

W dalszej części zaznaczył jednak, że wpływ działalności człowieka na globalne zmiany klimatyczne jest marginalny lub pomijalny. Podkreślał też, że naukowcy sceptyczni wobec dominującej narracji boją się zabierać głos z obawy przed utratą grantów i pozycji w środowisku akademickim. Zaznaczył jednocześnie, że lokalne ocieplenia w dużych, zabetonowanych miastach mogą być efektem urbanizacji, a nie emisji CO2.

Za słowa niezgodne z klimatyczną religią prof. Marksa zaczęto odsądzać od czci i wiary. Prym wiódł w tym klimatysta Jakub Wiech. „Prof. Marks, geolog, znany jest w środowisku naukowym z powtarzania tez, które nie mają pokrycia w faktach. […] No, a teraz, pomimo tej całej historii, prof. Marks po raz kolejny idzie do jakiegoś medium i nieskrępowanie głosi swoje tezy, pozostające w sprzeczności do faktów” – napisał na X.

Atakowany za udostępnienie anteny prof. Marksowi jest też Krzysztof Ziemiec. Otwarta Konserwa wydała w tej sprawie oświadczenie i nie raczyła się kajać przed klimatystami, ani tym bardziej przepraszać.

„Stanowczo sprzeciwiamy się praktykom polegającym na próbie wykluczania z debaty publicznej osób mających inne, niż zakłada tzw. 'konsensus’, poglądy. Od początku istnienia 'Otwartej Konserwy’ naszym założeniem była otwartość na różne, często sprzeczne i przeciwstawne opinie i obserwacje na najważniejsze kwestie polityczne, społeczne, prawne, ekonomiczne czy ideologiczne. Jesteśmy ciekawi głosów prezentujących optykę tzw. głównego nurtu, ale uważamy, że należy przedstawiać także inne punkty widzenia, by spróbować je zrozumieć” – czytamy.

„Rzeczywistość wielokrotnie i boleśnie udowodniła, że nie ma czegoś takiego jak jedna, jedyna słuszna wersja, a wygłoszona z największą powagą 'opinia ekspercka’ w krótkim czasie może okazać się bujdą na resorach. Przekonywano nas już, że nie ma nic złego w robieniu interesów z Rosją 'taką jaka ona jest’. Zapewniano nas, że nosząc maseczki i nie wchodząc do lasu pokonamy wirusa z Wuhan. Z całą powagą najpierw twierdzono, że Ukraina padnie pod rosyjskim butem w ciągu kilku dni, po czym parę miesięcy później ci z tych samych ust słyszeliśmy, że to jednak Rosja zaraz zostanie rzucona na kolana. Nakazano nam (i wciąż się każe) likwidowanie źródeł ogrzewania na paliwo stałe grożąc, że w przeciwnym razie planeta spłonie. Jednocześnie państwowe instytucje ostrzegają, że ze względów bezpieczeństwa lepiej mieć na podorędziu… kozę czy piec kaflowy” – podaje przykłady Otwarta Konserwa.

„Dlatego nie zamierzamy przepraszać za to, że otwarcie rozmawiamy – ani za to, że pytamy. Historia wielokrotnie pokazała, że największe błędy rodziły się nie z nadmiaru pytań, lecz z zakazu ich zadawania. Naszym zdaniem debata publiczna nie polega na chóralnym powtarzaniu tej samej tezy, lecz na sporze, który pozwala oddzielić prawdę od złudzeń. (…) Ci, którzy dziś próbują zamykać usta rozmówcom i wyznaczać granice 'dopuszczalnych poglądów’, powinni pamiętać, że każda epoka była przekonana o swojej nieomylności – aż do momentu, gdy rzeczywistość brutalnie ją zweryfikowała. My pozostaniemy wierni zasadzie, od której zaczynaliśmy: wolna debata jeśli bywa niewygodna, to właśnie dlatego jest potrzebna. Bo prawda nie boi się rozmowy – boją się jej tylko ci, którzy nie są jej pewni” – czytamy w oświadczeniu.

http://nczas.info/2026/02/09/zanegowal-wplyw-czlowieka-na-globalne-ocieplenie-klimatysci-od-razu-sie-rzucili-na-profesora/

#wiech #klimat #klimatyzm

23

Klimatyzm to bujda?! Mit o dwutlenku węgla!nczas.info

14 stycznia w Sejmie RP odbyła się konferencja naukowa objęta honorowym patronatem Wicemarszałka Krzysztofa Bosaka. Wydarzenie okazało się szansą dla niezależnych naukowców, którzy mieli okazję poruszyć niezwykle aktualne zagadnienie: czy człowiek, w tym w szczególności emisja CO2, ma wpływ na klimat. Wśród prelegentów znaleźli się dr inż. Jan Kubicki i dr inż. Tomasz Wójcik, prowadząc panel „Eksperymentalne dowody braku wpływu stężenia CO2 na wzrost temperatury atmosfery w aktualnych warunkach”. Po konferencji dr inż. Jan Kubicki odbył rozmowę z redaktorem naczelnym „Najwyższego Czasu!”, która – mamy nadzieję – streści i przybliży Państwu ustalenia naukowców.

Tomasz Sommer: Część Pana badań było opublikowanych, część jest nowych. W każdym razie dosyć długo już trwają te badania, około dekady. A stoją one w sprzeczności z tezą o antropomorficzności globalnego ocieplenia. Wynika z nich, że wytwarzany przez człowieka dwutlenek węgla na ocieplenie klimatu w tej chwili już nie wpływa. Jak odnosi się Pan do faktu, że zdecydowana większość klimatologów uznaje dwutlenek węgla za kluczowy gaz cieplarniany?

Jan Kubicki: Zagadnienie to jest bardzo szerokie. Była o nim mowa na konferencji, całkowicie się zgadzam z wysuwanymi tam twierdzeniami. To nie naukowcy, a politycy poprzez finansowanie odpowiednich programów badawczych wymuszają wstawianie odpowiednich tez, zgodnych z ich oczekiwaniami.

Które konkretnie elementy powszechnie przyjętej teorii na temat przyczyn efektu globalnego ocieplenia uważa pan za błędne?

Najczęściej w literaturze, wbrew faktom eksperymentalnym, przyjmuje się niekiedy w sposób jawny, a częściej niejawny, że przy dostatecznie dużym stężeniu CO2 całe promieniowanie cieplne emitowane przez Ziemię może być pochłaniane przez ten gaz. To jest pierwsza rzecz. Po drugie często do analiz komputerowych wykorzystywane są tak zwane modele cyrkulacyjne. Atmosfera poszatkowana jest wówczas z pionowymi i poziomymi płaszczyznami, dając olbrzymią ilość komórek, z których przy pomocy równań różniczkowych rozwiązywane są zagadnienia związane z termodynamiką i przepływami. Po trzecie przy omawianiu na konferencji tzw. modelu jednowarstwowego mówiłem o wymianie ciepła pomiędzy atmosferą i litosferą.

Generalnie cały proces wymiany ciepła jest procesem wewnętrznym jednego układu atmosfery i litosfery, i nie może być mowy o wzroście jego wewnętrznej energii, a tym samym o wzroście temperatury w wyniku tego procesu. Ostatecznie więc przyjmowanie dogmatu, że tzw. promieniowanie wsteczne powoduje podgrzewanie Ziemi, jest wielkim nieporozumieniem. Po czwarte wiadomo, że przy zerowym stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze emisja promieniowania z tego gazu również w kierunku pionowym w górę jest zerowa. Dlatego oczywiste jest, że ze wzrostem tego stężenia emisja promieniowania może jedynie wzrastać.

Mamy więc do czynienia z kolejnym nieporozumieniem, gdy mowa jest o tym, że emisja promieniowania z CO2 ulega zmniejszeniu przy wzroście jego stężenia, gdyż zachodzi w wyższych, zimniejszych warstwach. Ostatecznie rozważania przedstawionego na konferencji modelu ośmiowarstwowego potwierdził fakt, że ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze emisja spontaniczna w górę cały czas wzrasta. I wreszcie po piąte: generalnie w literaturze klimatycznej obserwuje się podejście jakościowe pozwalające na wyolbrzymianie małych, nieistotnych czynników, praktycznie nie mających wpływu na całość.

Zdjęcie

Dlaczego Wasze wnioski nie są powszechnie akceptowane i nie jest to zrozumiałe?

Moje wnioski nie są zgodne z wnioskami tzw. konsensusu naukowego. Na konferencji bardzo mocno była akcentowana jego wartość. Padło m.in. stwierdzenie, że prawdy, która jest celem badań naukowych nie ustala się w wyniku głosowania, w którym często biorą, nawiasem mówiąc, udział osoby niekompetentne, a na podstawie analizy faktów, analizy modeli komputerowych adekwatnych do rzeczywistości i na podstawie obliczeń z wiarygodnymi danymi wejściowymi.

W historii miały niekiedy miejsca różne konsensusy. Najbardziej rażący to ten w czasach kopernikowskich.

A jakby Pan przedstawił krótko, na czym polegały te badania, które prowadziliście i jak doszliście do tych wniosków, które stoją w tak radykalnej sprzeczności z tym „konsensusem”?

Nasze badania były prowadzone w stosunkowo długim czasie. Były one bardzo różne. M.in. rozpoczęliśmy od tego, że było przeprowadzone badanie promieniowania termicznego z Księżyca, gdyż jego oświetlona warstwa posiada temperaturę około 110 stopni Celsjusza, tym samym emituje promieniowanie podczerwone. Promieniowanie to, po przejściu przez atmosferę, było przepuszczane przemiennie przez wstawiane dwie kuwety, jedna z dwutlenkiem węgla, druga z powietrzem. W ten sposób sprawdzano, jaka jest absorpcja promieniowania podczerwonego z Księżyca po przejściu przez atmosferę ziemską w tych kuwetach. Okazało się, że nie było różnicy w pomiarze mocy promieniowania z Księżyca, czy przechodziło ono przez kuwetę z dwutlenkiem węgla, czy z powietrzem. W analogicznym eksperymencie w laboratorium, gdy Księżyc został zastąpiony promiennikiem i promieniowanie nie przechodziło przez grubą warstwę atmosfery, absorpcja w dwutlenku węgla w kuwecie wynosiła około 14 proc., a więc była bardzo wyraźna.

Świadczy to wybitnie o tym, że dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczany do atmosfery nie może już absorbować promieniowania podczerwonego. Dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczony do atmosfery nie może już absorbować promieniowania termicznego. Nastąpił proces nasycenia i ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla już absorpcja nie wzrasta. Można go w dowolnej ilości wypuszczać do atmosfery i on nie ma żadnego wpływu na wzrost temperatury Ziemi.

Powtarzaliście te badania wielokrotnie i przy różnych warunkach. Czyli raz był to eksperyment księżycowy, raz potem już w czystej formie i zawsze Wam pokazywało, że właśnie w granicach tych 400–500 ppm ten efekt ocieplenia właściwie już przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Nawet mniej, właściwie przy 200 ppm już prawie go nie ma.

Czy ktoś, kto polemizuje z tym badaniem, próbował – o ile Panu wiadomo oczywiście coś na ten temat – przeprowadzić podobne badanie, żeby sprawdzić, czy te wartości się zgadzają? Pokazaliście praktyczne stosowanie modelu matematycznego, z którego wynika, że krótko mówiąc, wzrost temperatury nie jest liniowo powiązany z wzrostem dwutlenku węgla. Wydawałoby się, że ktoś, kto chciałby z tym polemizować, powinien zrobić taki sam eksperyment i sprawdzić, czy u niego też to zadziała. I jeżeli zadziała, to się zgodzić z taką tezą. A jeśli nie zadziała, to zastanawiać się, dlaczego jest rozbieżność, tak? Więc pytanie, czy słyszeliście o takiej próbie falsyfikacji Waszego badania?

Niestety nikt się nie podjął. Pomimo że w Polsce mamy wiele ośrodków, które zajmują się geofizyką, to jednak zamiast powtórzenia eksperymentu, wylała się fala hejtu. Zostaliśmy nazwani pseudonaukowcami. Natomiast o żadnym eksperymencie nie słyszałem, żeby ktoś próbował powtórzyć i w ogóle nie tylko eksperymentu, ale w ogóle merytorycznej dyskusji nie było. I również jakiś czas temu odbyła się konferencja w Sejmie. Na tej konferencji też nie było żadnych uwag, żadnych pytań merytorycznych, dotyczących właśnie tego eksperymentu.

A gdzie publikowaliście wcześniej i czy była jakakolwiek dyskusja wokół tych publikacji?

Te prace były wcześniej publikowane w znanym czasopiśmie Politechniki Lubelskiej. Następnie zostały opisane w sposób całościowy, ogólny, z odpowiednimi wnioskami w czasopiśmie „Applications in Engineering Science”. Zamieszczony tam artykuł został wycofany na skutek odpowiednich interwencji klimatologów.

A te interwencje miały jakieś merytoryczne uzasadnienie? Czyli, że ktoś na przykład właśnie powiedział, że coś mu się nie zgadza, jakieś dane tam są?

Tłumaczono, że w innych artykułach jest to inaczej przedstawiane. Taka była „merytoryczna” dyskusja. Potem artykuł został wycofany i jest jedynie krótka wzmianka, że publikacja nie spełnia wymogów stawianych przez czasopismo.

Kiedy to było? W przypadku materiałów ścisłych, żeby czemuś zaprzeczyć, no to trzeba jakieś kontrrozumowanie przedstawić, kontrobliczenia czy kontreeksperyment. Rozumiem, że żadna informacja o tym, że coś takiego było, do Was nie dotarła?

Nic takiego nie dotarło. Natomiast kiedy powstały krytyczne uwagi w Internecie? Po powołaniu się w raporcie Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2024 roku na nasz artykuł, w Internecie ukazały się obszerne opinie krytyczne. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego – mamy wolność słowa – gdyby nie to, że krytyczne opinie niemerytoryczne były wypowiadane przez utytułowanych naukowców. W obszerny sposób negowane było jedyne podejmowanie tematu przez osoby uważane za niekompetentne bez pokazania błędów merytorycznych. Po pewnym czasie pod wpływem tych właśnie zewnętrznych nacisków, o których wspomniałem, artykuł został przez wydawcę wycofany.

W Sejmie odbyła się wspomniana przeze mnie konferencja, czy człowiek wpływa na zmiany klimatu i właśnie jedno z wystąpień również dotyczyło tego zagadnienia. Czas i miejsce oraz sposób rejestrowania były wyraźnie pokazane w Internecie. Szkoda, że „zabrakło merytorycznych znawców’’. Referujący oczekiwali merytorycznej dyskusji. Fizyka nie jest przez nich traktowana jako ideologia i pod wpływem rzetelnych argumentów, gdyby takie były, można było odrzucić wypowiadane wnioski z prezentowanych prac. Zamiast tego w Internecie i w innych środkach masowego przekazu powtarzana jest niemerytoryczna narracja i ośmieszanie pracowników naukowych, którzy pokazują fakty negujące tzw. konsensus klimatyczny.

No właśnie, a tutaj warto dodać, co się dzieje w kontekście dosyć dynamicznych zmian w zakresie tego konsensusu, jakie mają miejsce w Stanach Zjednoczonych. 10 dni temu Stany Zjednoczone wycofały się z IPCC, czyli tej pararządowej komisji zajmującej się oceną klimatu, wytaczaniem celów klimatycznych itd. To było miejsce, gdzie ten tzw. konsensus był krzewiony i kultywowany. Otóż zostały one oskarżone o ideologizowanie wyników badań naukowych, które się sprowadza do tego, że niektóre badania są odrzucane z tego względu, że nie pasują do modelu. Z kolei inne modele są robione tylko po to, by powtórzyć i uzasadnić ten model, który kiedyś tam sobie w ramach konsensusu ustalono.

Więc tu jest ostatnie pytanie, które mam w związku z tym wszystkim. Jak Pan sądzi, co może się lokalnie i globalnie stać w sensie klimatycznym? Czy możemy w ogóle mówić o prognozie globalnej? A może te temperatury zależą jednak od miejsca na ziemi? Teraz jesteśmy w takiej sytuacji, że mamy rzeczywiście pierwszy od wielu lat styczeń, który prawdopodobnie cały będzie w dużej części kraju pod znakiem mrozu. Już w tej chwili w Warszawie na przykład to są trzy tygodnie, ponad trzy tygodnie. Prognozy pokazują, że być może nawet kolejne trzy tygodnie, a na pewno dwa jeszcze takiego stanu rzeczy będziemy mieli. Ale też widzimy takie niespotykane zdjęcia z Kamczatki, gdzie spadły jakieś zupełnie nieprawdopodobne ilości śniegu. Więc jakiegoś rodzaju chyba nieprzewidziane jednak sytuacje zaczynają zachodzić.

Pan redaktor tutaj wspomniał o dwóch rzeczach. Pierwsza to, dlaczego istnieje taka narracja, a nie inna. Na ostatniej konferencji w Sejmie była o tym mowa i padały tam stwierdzenia, z którymi ja się całkowicie zgadzam: że to nie naukowcy, a politycy wprowadzają odpowiednią narrację, wymuszają stawianie pewnych tez, bo naukowcy otrzymują pieniądze, granty – wtedy gdy ich badania są zgodne z tymi tezami. Takie stwierdzenie padło i ja widzę, że tak rzeczywiście jest. Jeżeli chodzi o drugie zagadnienie, to ja zajmuję się jedynie wpływem wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze na wzrost temperatury naszej planety. Jest to jedynie niewielki zakres klimatologii i dlatego na postawione pytanie nie mogę się autorytatywnie wypowiedzieć. Myślę jednak, że na ten temat powinny być również prowadzone dyskusje merytoryczne z geologami i astrofizykami.

Tak, ale tutaj postawili Państwo taką tezę, która jest wynikiem tego przeglądu eksperymentu, że już możliwość przyrostu ocieplenia spowodowanego przez wzrost ilości dwutlenku węgla jest w zasadzie wyczerpana.

Tak, zgadzam się.

No i jest to teza w tym sensie politycznym zupełnie rewolucyjna z tego względu, że przecież cała ideologia Unii Europejskiej też tutaj narzucona w Polsce jest w tej chwili oparta o walkę z dwutlenkiem węgla. Dziękuję za rozmowę.

http://nczas.info/2026/02/07/klimatyzm-to-bujda-mit-o-dwutlenku-wegla/

#klamcy #klimat #klimatyzm #co2

13

Komedia z „ocieplaniem klimatu” się wreszcie skończy? Niegdyś „wyspa jak wulkan gorąca” ma rekordy zimnanczas.info

Zdjęcie

Chodzi o Kubę, gdzie odnotowano rekordowo niską temperaturę 0ºC. To ewenement. Według Kubańskiego Instytutu Meteorologicznego, stacja Indio Hatuey położona na zachodzie wyspy, po raz pierwszy stwierdziła na tej wyspie, że temperatura jest w okolicy zamarzania wody.

Kubański instytut meteorologii odnotował taką temperaturę 2 lutego o świcie, w prowincji Matanzas, niedaleko Hawany. 0°C to najniższa temperatura, jaką kiedykolwiek zanotowano na wyspie. Poprzedni rekord, wynoszący 0,6°C, odnotowano w 1996 roku w prowincji Mayabeque, niedaleko Matanzas.

Prowincjonalne Centrum Meteorologiczne w Matanzas potwierdziło nawet obecność przymrozków na uprawach w rejonie Indio Hatuey, co jest rzadkim zjawiskiem na Kubie, która ma klimat tropikalny. Warto dodać, że pomiary na Kubie są dokonywane od połowy XIX wieku, choć najbardziej wiarygodne pochodzą z drugiej połowy wieku XX.

Winę zwala się na Amerykanów, chociaż nie są to „imperialiści”, ale bardzo intensywny front chłodny nadchodzący z Ameryki Północnej. Ten front znad Ameryki Północnej przyniósł masę powietrza polarnego na Karaiby. Połączenie czystego nieba, suchego powietrza i lekkiego wiatru w nocy doprowadziło do gwałtownego ochłodzenia.

Pogoda płata figle „klimatystom” w różnych częściach świata. Zaprzecza też wysychaniu planety. W Maroko 50 000 osób ewakuowano prewencyjnie z powodu złej pogody i możliwości powodzi. Zaangażowano nawet Królewskie Siły Zbrojne, aby przeciwdziałać ryzyku powodzi w związku ze wzrostem poziomu wody w rzece Loukkos w Ksar El Kebir.

W ostatnich tygodniach ulewne deszcze i powodzie spowodowały także śmierć dwóch osób w Algierii oraz co najmniej pięciu innych w Tunezji, gdzie opady deszczu były od 70 lat zjawiskiem raczej rzadkim.

http://nczas.info/2026/02/05/komedia-z-ocieplaniem-klimatu-sie-wreszcie-skonczy-niegdys-wyspa-jak-wulkan-goraca-ma-rekordy-zimna/

#pogoda #klimat #klimatyzm #ekologizm

11

ŻEROWANIE NA NAIWNOŚCI - Uwierzyli klimatystom i kupili „eko” sprzęty. Teraz mają długi i zimno w domunczas.info

Mieli płacić symboliczne rachunki i cieszyć się ekologicznym ciepłem, a zostali z gigantycznymi kredytami i zimnymi domami. Wiele polskich rodzin czuje się oszukanych przez firmy oferujące pompy ciepła i fotowoltaikę, które obiecywały złote góry, a dostarczyły finansowy koszmar.

Jedną z ofiar jest prawie 80-letnia pani Maria z Mikołajek Pomorskich. W programie „Interwencja” w Polsat News przyznaje, że pięć lat temu dała się przekonać akwizytorom, którzy chodząc od domu do domu, roztaczali wizję niemal darmowego ogrzewania i prądu.

Skuszona obietnicami, zgodziła się na montaż paneli fotowoltaicznych oraz pompy ciepła. Początkowo rachunki faktycznie spadły, jednak sytuacja zmieniła się diametralnie po uruchomieniu pompy ciepła. Opłaty poszybowały w górę.

Rodzina dała się namówić na kolejną kosztowną inwestycję, która miała w teorii obniżyć rachunki za prąd. Dokupiono dodatkowe szyby (panele fotowoltaiczne) i magazyn energii za 86 tysięcy złotych. Efekt okazał się odwrotny do zamierzonego – przychodziły rachunki nawet po 7500 zł za dwa miesiące.

Syn poszkodowanej wskazuje na kardynalne błędy w doborze instalacji. – To jest magazyn 5KW, a sama pompa jest 9KW, czyli tak naprawdę nawet magazyn nie wystarczy na godzinę pracy pompy – tłumaczy.

Dramat rodziny pogłębia fakt, że warunkiem umowy był demontaż starego pieca. W rezultacie starsi państwo zostali pozbawieni alternatywnego źródła ciepła. Wydali oszczędności życia, zadłużyli się na łączną kwotę około 150 tysięcy złotych, a w mroźne dni muszą dogrzewać się przy kominku.

Historia pani Marii nie jest niestety odosobniona. Podobne problemy zgłaszają klienci z całej Polski, którzy uwierzyli w zapewnienia o klimatystów o „eko” prądzie i niskich rachunkach. Pani Mariola z Dolnego Śląska zaciągnęła kredyt na 40 tys. zł, by zainstalować magazyn energii. W zamian za to obiecywano jej rachunki rzędu 25 zł miesięcznie za prąd. Rachunki za prąd nadal są wysokie, a dodatkowo co miesiąc płaci 560 zł raty kredytu.

http://nczas.info/2026/01/22/uwierzyli-klimatystom-i-kupili-eko-sprzety-teraz-maja-dlugi-i-zimno-w-domu/

#klimatyzm #oszusci

18

DŁUGIE ALE WARTO - Kilkadziesiąt lat klimatycznego szaleństwa. Skutki widać wszędzienczas.info

Zdjęcie

Minęło ponad czterdzieści lat od pierwszych zapowiedzi klęsk wywołanych zmianami klimatu, wydano setki mld USD, a nie udowodniono nawet podstawowej tezy, że zmiany stężenia CO2 powodują zmiany temperatury i są przyczyną występowania zjawisk ekstremalnych. W okresie poprzedzającym powstanie Międzyrządowego Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) panował wśród niektórych naukowców pogląd, że nadchodzi ochłodzenie.

W skrajnych przypadkach twierdzono nadejście Epoki Lodowcowej. Później, po 1975 roku, ci sami naukowcy – agresywni w propagandzie nadchodzącej klęski ochłodzenia – zostali aktywnymi współpracownikami IPCC i z wielką gorliwością (prof. Stephen Schneider) zapowiadali nadchodzący okres ocieplenia z oczywiście wielką katastrofą w finale. W obu wariantach katastrofy zapowiadali zarówno identyczne syndromy, jak i skutki obu zjawisk (wzrost częstości i gwałtowności zjawisk ekstremalnych i inne), tylko z odmiennym finałem, który zawsze był katastrofą…

W ciągu ostatnich 32 lat IPCC opublikował 47 raportów na temat potencjalnych zagrożeń związanych ze zmianami klimatu wywołanymi przez człowieka, a mimo to sondaże pokazują, że społeczeństwo nie jest przekonane, że zmiany klimatu są priorytetem. Swoistą wyspę klimatyzmu na świecie z licznymi odstępstwami stanowi Unia Europejska, w której dysputę naukową zastąpiono agresywną propagandą i cenzurą. Tymczasem na świecie obserwuje się odchodzenie czy wprost negowanie tez klimatystów.

Na przykład Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) usunęła z oficjalnej strony informacje o antropogenicznym wpływie na klimat. Zmienił się również ton przekazu. Wcześniejsze sformułowania były jednoznaczne i kategoryczne. Teraz większy nacisk położono na procesy naturalne. Zmieniła się idea uporządkowania przekazu – mniej sloganów, więcej odsyłaczy do dokumentów i danych. To oczekiwany standard: instytucja finansowana z publicznych pieniędzy ma informować i dokumentować, a nie moralizować lub prowadzić spór w imieniu jednej strony. Zmiana bardzo oczekiwana, gdyż spór o stronę EPA jest sporem o coś bardziej znaczącego: czy urzędy mają być uczestnikiem ideologicznego konfliktu, czy mają wrócić do roli technicznego administratora faktów i procedur, czego oczekują podatnicy.

Pecunia non olet!

Zdziwienie wzbudza wydawanie setek miliardów dolarów na badania i przedsięwzięcia związane z przewidywaniem katastrofalnych zmian klimatu bez alternatyw. Nawet wśród klimatystów wychowanych na 97 proc. konsensusie występuje zwątpienie. Tak ujął to jeden głośniejszych przedstawicieli tego gatunku w Polsce: „gdy obserwujemy dyskusję w przestrzeni publicznej, to mamy wrażenie, że jesteśmy w mniejszości. To skutki dezinformacji. Słyszymy: nie róbmy nic, za drogo, nie stać nas, stracimy na tym…”. Sama prawda, tylko przyczyny inne. Życie to bezwzględna ekonomia; brak sprawdzalności wypowiedzi klimatystów, brak wiarygodnych przepowiedni (tak zwanych scenariuszy IPCC nie można nazwać prognozami, gdyż nie spełniają podstawowych standardów), prymitywna i nachalna propaganda oraz coraz bardziej odczuwalne skutki tych działań w postaci coraz wyższych rachunków stwarzają sytuację zwątpienia, a potem narastającego oburzenia podatników.

Wskutek wyraźnego spadku zainteresowania problemem, a może zmianą trendów w polityce i przede wszystkim w źródłach finansowania, klimatyści poszukują nowych kierunków działalności w zielonym obłędzie.

To zjawisko występuje również w różnych formach w Polsce. Oto komentarz z bloga do wystąpienia jednego z głośniejszych klimatystów polskich: „Pan profesor zaangażowany politycznie, bo zachwala bezemisyjne budownictwo, czyli już podpisaną dyrektywę budynkową (treść dyrektywy – jeśli nie radzisz sobie z doprowadzeniem swojego domu do zeroemisyjności, to państwo ci go zabierze, choć państwo nie będzie miało obowiązku dokonywania remontu do zeroemisyjności). Dyrektywa ta jest zwana dyrektywą wywłaszczeniową i taki może być jej realny skutek, bo cena doprowadzenia domu do założonych przez UE celów jest horrendalna”.

W Polsce doprowadzenie budynku mieszkalnego o powierzchni około 200 m2 do nowych standardów UE szacuje się na 300 tysięcy złotych. Czy jakiś polski naukowiec pracował nad tą dyrektywą? Czy zna konsekwencje wprowadzenia Zielonego Ładu? Na pewno nie, bo tu obowiązuje zasada, że wóz ciągnie konia. Na początku powstaje dokument polityczny, a potem dorabia się ideologię klimatyczną. Nie wolno bez analizy popierać nierealnych rozwiązań, które mogą być dla gospodarki rujnującym obciążeniem, a dla wielu rodzin tragedią.

Socjalne skutki działań klimatystów

Wielką sensację spowodowało wystąpienie Billa Gatesa, od zawsze bardzo aktywnego zwolennika tezy o antropogenicznych przyczynach ocieplenia klimatu, który opublikował kontrowersyjny esej, w którym kwestionuje dotychczasowe priorytety strategii klimatycznej. W swoim wpisie „Three Tough Truths About Climate” pisze, że zamiast obsesyjnie skupiać się na ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, powinniśmy najpierw zadbać o zdrowie i dobrobyt ludzi w najbiedniejszych regionach świata. Gates uważa, że to nie klimat będzie głównym zabójcą, lecz ubóstwo i brak dostępu do podstawowej opieki medycznej. Jako przykład podaje kraje Afryki Subsaharyjskiej i Azji Południowej, gdzie mieszkańcy są bardziej narażeni na choroby zakaźne czy niedożywienie niż na minimalny wzrost temperatury. O warunkach życia zadecyduje dostęp do czystej wody, energii i opieki zdrowotnej.

Gates zmienił wyraźnie swoje dotychczasowe stanowisko i ku zaskoczeniu klimatystów zaproponował bardziej realistyczne podejście, które łączy kwestie klimatu z rozwojem społecznym. Przypominając, że od 1990 roku światowa liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie spadła o połowę, a dzięki szczepieniom i edukacji zredukowano śmiertelność dzieci. Natomiast klimatyści uważają, że nadmierna koncentracja na rozwoju gospodarczym krajów najuboższych może opóźnić konieczne cięcia emisji, narażając planetę na jeszcze bardziej ekstremalne zjawiska pogodowe. Tymczasem nie udowodniono związku wzrostu częstości i natężenia występowania zjawisk ekstremalnych i wzrostu temperatury. Gates ostrzega, że „wizja »końca świata« może odwracać uwagę od realnych działań i skutkować marnotrawstwem pieniędzy”. Gates i nie tylko on twierdzi, że „programy zdrowotne i edukacyjne w krajach najuboższych przyniosą natychmiastowe korzyści i pozwolą społecznościom lepiej stawić czoła zmianom klimatu”.

Problem kosztów i skutków socjalnych działań klimatystów jest także ważny w krajach rozwiniętych. W naszym kraju ponad dwa miliony ludzi żyje poniżej granicy ubóstwa!

Zmiana trendu i poszukiwanie nowej, dojnej krowy

Działania klimatystów od początku istnienia IPCC budziły sprzeciw ze strony części naukowców, a nawet protesty rządów (Indie, Australia). Obecnie coraz częściej pojawiają się bardzo krytyczne uwagi dotyczące działań klimatystów.

Dr Harold Lewis (Uniwersytet Kalifornijski), profesor fizyki, opisał tę rzeczywistość: „Oszustwo związane z globalnym ociepleniem, napędzane miliardami dolarów, skorumpowało tak wielu naukowców… To największe i najbardziej udane pseudonaukowe oszustwo, jakie widziałem w moim długim życiu jako fizyk”. I jest to coraz częściej spotykane stanowisko.

Prowadziłem badania prac Klubu Rzymskiego i IPCC. Wyniki, które część z Państwa już zna, przedstawiłem w swojej książce „Zmiany klimatu” dostępnej na sklep-niezalezna.pl. Moje wnioski: działania IPCC mają negatywny wpływ na podejmowanie decyzji związanych z ochroną środowiska, gospodarowaniem wodą, planowaniem przestrzennym, działaniami w rolnictwie i innych ważnych dziedzinach życia. Szczególnie niebezpiecznie są rozwijane przez wyznawców IPCC błędne oceny dotyczące genezy różnych wydarzeń np. Arabskiej Wiosny, migracji ludności, a także rozpowszechniane mity na przykład dotyczące spadku wielkości stada niedźwiedzi polarnych i Antropocenu.

Raporty IPCC są wydawane nie tylko z licznymi błędami, a także znacznymi różnicami pomiędzy ustaleniami zawartymi w podstawowych dokumentach IPCC Raportach i Podsumowaniach dla decydentów. Poddałem krytycznej ocenia dane pomiarowo-obserwacyjne stanowiące podstawę opracowań IPCC. Wskazałem na kilkunastu przykładach przeróbki wyników obserwacji i pomiarów, można wprost stwierdzić fałszowanie w skali, która budziła sprzeciwy świata nauki i propozycje wprowadzenia ochrony surowych wyników obserwacji. Skrytykowałem efektywność modeli klimatycznych IPCC i sposób ich wykorzystania. Wobec negowania przez klasyków IPCC wystąpienia w przeszłości między innymi Małej Epoki Lodowcowej, Średniowiecznego Okresu Ciepła przedstawiłem opisy tych okresów, szczególnie akcentując ich wpływ na ówczesne życie, a także zmieniające się zasięgi roślinności na Ziemi.

Obecnie wskutek coraz większej opozycji wobec prac IPCC, klimatyści szukają nowych zagrożeń, które mogłyby stanowić nowe źródło dochodów.

Czarnym koniem wyścigu są zmiany prądów oceanicznych. I sprawa nabiera rozpędu! Już rozważane są nawet scenariusze przymusowej migracji ludności w przypadku całkowitego załamania systemu prądów oceanicznych. Taką zagrywkę już znamy z historii działalności IPCC. Prądy oceaniczne stanowią swoisty system klimatyzacji Ziemi. Prądy ciepłe wpływają na wzrost temperatury powietrza oraz sumy opadów atmosferycznych, a prądy zimne powodują spadek średniej temperatury powietrza oraz zmniejszenie sumy opadów atmosferycznych. Przykładowo ciepły Prąd Północnoatlantycki, stanowiący przedłużenie Golfsztromu, przyczynia się do ocieplenia klimatu Skandynawii, a zimny Prąd Benguelski występujący u południowo-zachodnich wybrzeży Afryki przyczynił się do powstania pustyni Namib. Ten naturalny system klimatyzacyjny pracuje od tysięcy lat (por. rys. 1).

Zdjęcie

Błędy klimatystów

Kiedyś klimatyści błędnie wyobrażali sobie, że regulując stężenie CO2, będziemy mogli sterować klimatem. Klimatyści mają dwa podstawowe cele: walkę ze zmianami klimatu i ograniczenie stężenia CO2 (CO2 to podstawowy budulec roślin).

Podstawową cechą klimatu jest jego zmienność, która trwa tak długo jak historia Ziemi. Przez ponad 6100 lat (czyli 60 proc. obecnego okresu ocieplenia interglacjalnego) temperatura była wyższa niż obecnie. Spośród dziewięciu wcześniejszych, znaczących okresów ocieplenia od zakończenia ostatniej epoki lodowcowej, pięć charakteryzowało się szybszym tempem wzrostu temperatury, a siedem większym całkowitym wzrostem temperatury. Co więcej, każdy z poprzednich cykli ocieplenia charakteryzował się znacznie wyższymi temperaturami niż obecnie.

Zdjęcie

Jedyną stałą cechą temperatury jest to, że nigdy nie jest stała. Potwierdza to powyższy wykres (rys. 2), który przedstawia 10 000-letnią historię zmian temperatury od końca ostatniej epoki lodowcowej. Wykres przedstawia duże wahania temperatury, znacznie większe niż te obserwowane w ciągu ostatnich 150 lat. Każda z tych zmian była spowodowana wyłącznie przez siły natury. Ci, którzy propagują pogląd, że działania człowieka są główną przyczyną zmian temperatury, powinni wyjaśnić, dlaczego siły natury nagle i niewytłumaczalnie przestały działać na początku XX wieku. Obecny trend ocieplenia jest naturalnym rezultatem szczęśliwego zakończenia Małej Epoki Lodowcowej.

Wbrew wypowiedziom klimatystów, że dzisiejsze stężenie CO2 jest bezprecedensowo wysokie, obecny poziom dwutlenku węgla jest bliski historycznego minimum. Średnie stężenie CO2 w ciągu ostatnich 600 milionów lat wynosiło ponad 2600 ppm, to prawie siedem razy więcej niż obecne stężenie i 2,5 razy więcej niż najgorszy scenariusz przewidywany przez IPCC na rok 2100. Mamy zbyt niskie stężenie CO2 na Ziemi. Potwierdza to rys. 3, a przede wszystkim potrzeby roślin… Najlepszym dowodem na to jest wzrastające zazielenienie Ziemi postępujące ze wzrostem stężenia CO2.

Zdjęcie

Obecne niskie stężenie CO2 pozbawia rośliny pożywienia, którego potrzebują do osiągnięcia pełnego potencjału wzrostu poprzez fotosyntezę. Wzrost stężenia CO2 poprawi również gospodarkę wodną roślin i poprawi ich odporność na występujące okresy suszy. Rys. 4 przedstawia wyniki badań wpływu stężenia CO2 na rozwój roślin.

Zdjęcie

Fotografia przedstawia korzystny wpływ wzrostu stężenia CO2 na rozwój roślin. Zdjęcie wykonano ponad 40 lat temu, a więc przed okresem największej propagandy IPCC, trudno zatem podejrzewać autora o jakąkolwiek stronniczość.

Badania (Idso, 2013) 83 upraw wykazało, że zwiększenie stężenia CO2 o 300 ppm zwiększy wzrost roślin średnio o 46 proc. we wszystkich badanych uprawach. Z drugiej strony wiele badań wskazuje na negatywny wpływ środowiska o niskiej zawartości CO2. Na przykład Overdieck (1988) wskazał, że w porównaniu z obecnym stanem rzeczy wzrost roślin został zahamowany o 8 proc. w okresie poprzedzającym rewolucję przemysłową, przy niskim stężeniu CO2 wynoszącym 280 ppm. Zatem proponowane wbrew faktom i bez podstaw naukowych próby redukcji stężenia CO2 są szkodliwe dla roślin, zwierząt i ludzkości.

Skutki szaleństwa widać wszędzie

Opisano już negatywny wpływ klimatystów we wszystkich kierunkach działań człowieka. Na przykład w przemyśle produkcja stali w Europie spadła do najniższego poziomu od 1960 roku. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. W rolnictwie rezygnacja z gazu ziemnego stanowiącego podstawowy surowiec do produkcji nawozów azotowych grozi w wymiarze globalnym klęską głodu. Nawozy azotowe żywią obecnie około połowy populacji światowej. Według profesorów Lindzena i Happera – autorów raportu o skutkach polityki klimatycznej – bez użycia nieorganicznych (azotowych) nawozów pochodzących z paliw kopalnych, świat po prostu nie osiągnie podaży żywności potrzebnej dla wsparcia 8,5 do 10 miliardów ludzi (por. rys. 5).

Zdjęcie

Taką dziedziną, gdzie polityka klimatyczna UE spowodowała już stan klęski, jest sztuczna inteligencja. Tu podstawę sukcesu stanowi możliwość pozyskania wielkich zasobów energii niezbędnych dla pracy centrów danych. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że zużycie prądu przez centra danych na świecie podwoi się do 2030 roku, odpowiada to obecnemu zapotrzebowaniu Japonii. W Stanach Zjednoczonych potrzeby energetyczne centr danych zużywać będą nieomal połowę wzrostu zapotrzebowania na energię w najbliższych pięciu latach. A do końca dekady przetwarzanie danych w Ameryce pochłonie więcej prądu niż wszystkie energochłonne gałęzie przemysłu razem wzięte. Dlatego na świecie trwa wyścig w rozbudowie możliwości produkcji energii elektrycznej. Istnieją plany uruchomienia zamkniętych kopali węgla.

Postępuje rozbudowa infrastruktury energetycznej. Tymczasem w Unii Europejskiej ceny energii są 2–2,5 razy wyższe niż w USA, a gaz kosztuje pięciokrotnie więcej. W 2024 roku gospodarka UE urosła zaledwie o 0,7–0,8 procent – w tym samym czasie Chiny odnotowały wzrost rzędu 4,5 procent, a Ameryka 2,2 procent. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. Europa nie ma szans na jakąkolwiek konkurencję, uniemożliwia to najdroższa energia na świecie i najbardziej restrykcyjne regulacje. Kolejna rewolucja technologiczna rozstrzygnie się w elektrowniach i na liniach wysokiego napięcia. I wszystko wskazuje na to, że Europa nie ma żadnych szans (zmianynaziemi.pl).

Kalibracja polityczna

Obawy powinny budzić zmienne poglądy klimatystów podążających za potrzebami polityki. Wprowadzono nawet pojęcie kalibracja polityczna. Prof. Judith Curry porównała mechanizm tego procesu do wozu ciągnącego konia. „Twoje finansowanie, podwyżka pensji, twoja sprawa o etat zależą od zgody na konsensus. Tak naprawdę chodzi o karierowiczostwo i zasoby. Wszyscy muszą tańczyć w tym samym rytmie, jeśli chcą zdobyć uznanie zawodowe i awans zawodowy” – uważa dr Curry, emerytowana profesor Georgia Institute of Technology, opisując stan nauki i badań nad klimatem w ostatnich latach.

http://nczas.info/2026/01/03/kilkadziesiat-lat-klimatycznego-szalenstwa-skutki-widac-wszedzie/

#klimat #klimatyzm #co2 #oszustwo

17

jest takie powiedzenie: "słuchaj xyz to będziesz zimą w trampkach chodził"

podobnie tu: słuchaj unijnych klimatystów to będziesz marzł w zimie

#klimatyzm #uniaeuropejska

19

PATOLOGIA UE - Orlen, PGE, Enea i Tauron wydały ok. 45 mld zł na zakup uprawnień do emisji w 2024 r.kresy.pl

W ostatnich latach największe polskie spółki energetyczne wydały dziesiątki miliardów złotych na zakup uprawnień do emisji CO2, domagając się jednocześnie głębokiej reformy unijnego systemu ETS. Orlen ostrzega przed wyczerpaniem puli uprawnień ok. 2039 r., czyli znacznie wcześniej niż wynika z przyjętego harmonogramu redukcji, który zakłada neutralność klimatyczną UE w 2050 r.

W 2024 r. w Polsce polskie spółki energetyczne i przemysłowe coraz głośniej zaczęły domagać się zmian w unijnym systemie handlu emisjami CO2, wskazując na rosnące obciążenia finansowe oraz ryzyka dla konkurencyjności krajowego przemysłu, choć równocześnie podkreślają przyspieszającą transformację energetyczną. Z udostępnionych przez największe grupy energetyczne danych wynika, że tylko cztery firmy – Orlen, PGE, Enea i Tauron – wydały w 2024 r. łącznie blisko 45 mld zł na zakup uprawnień do emisji. Jednocześnie statystyki Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami pokazują, że wskaźnik emisyjności polskiej gospodarki stopniowo maleje: w 2015 r. emisja CO2 dla energii elektrycznej produkowanej w instalacjach spalania paliw wynosiła 810 kg/MWh, a w 2023 r. spadła do 743 kg/MWh, co jest w dużej mierze efektem wysokich kosztów emisji i wymuszonej nimi transformacji.

W ostatnich blisko 15 latach same duże spółki energetyczne przeznaczyły n (EUA) setki miliardów złotych, aby móc wytwarzać energię i paliwa z wykorzystaniem surowców kopalnych. Najwięcej wydała Polska Grupa Energetyczna, która na zakup EUA przeznaczyła 96,3 mld zł, licząc także pierwsze półrocze 2025 r. Jednocześnie PGE przypomina, że spółka nie tylko kupuje, lecz również sprzedaje część posiadanych uprawnień: w tym samym okresie dokonała sprzedaży EUA o wartości 7,8 mld zł, co oznacza saldo na poziomie 89,2 mld zł. Grupa Orlen wydała łącznie 32,7 mld zł (bez danych za 2025 r.), natomiast Enea – 33 mld zł do końca poprzedniego roku. Tauron podał dane za lata 2022–2025, informując o łącznych wydatkach na poziomie 12,7 mld zł. Inne duże podmioty, jak ZE PAK czy Grupa Azoty, odmówiły przedstawienia konkretnych kwot, a KGHM przekazał swoje stanowisko dotyczące ETS, zaznaczając, że dane o kosztach traktuje jako tajemnicę przedsiębiorstwa.

W 2024 r. PGE poniosła koszty zakupu uprawnień do emisji w wysokości 24,9 mld zł przy marginalnej sprzedaży EUA. Do 30 czerwca 2025 r. wydatki te wyniosły 2,5 mld zł. Spółka zakłada, że w kolejnych latach obciążenia będą stopniowo maleć wraz ze spadkiem emisji CO2 i kontynuacją transformacji. Strategia Grupy PGE do 2035 r. przewiduje zmniejszenie emisji CO2 o 50 proc. do 2030 r. i o 75 proc. do 2035 r. względem poziomu z 2024 r.

W przypadku Enei koszty związane z ETS w 2024 r. przekroczyły 7 mld zł, ale według władz spółki w 2025 r. będą już wyraźnie niższe. „W przyszłości spodziewamy się dalszego spadku kosztów związanych z uprawnieniami do emisji CO2, wynikającego przede wszystkim z malejącego wolumenu produkcji energii w jednostkach wysokoemisyjnych” — informuje Enea. Tauron z kolei w 2024 r. wydał na uprawnienia do emisji CO2 3,8 mld zł, a w 2025 r. ma to być 3,6 mld zł. Koncern sygnalizuje, że przy spadającej produkcji i jednoczesnym trendzie wzrostowym cen CO2 prognozowane koszty uprawnień w kolejnych latach mieszczą się w przedziale 2–3 mld zł rocznie.

W Grupie Orlen wydatki na EUA w 2024 r. wyniosły 9,22 mld zł. Spółka zakłada jednak, że w latach 2026–2030, czyli w czwartej fazie EU ETS, koszty udziału w systemie wzrosną z powodu ograniczenia puli darmowych uprawnień oraz działania mechanizmów podbijających ceny EUA, takich jak rezerwa stabilizacyjna rynku (MSR) i mechanizm liniowej redukcji (LRF). Według Orlenu czynniki te powodują stopniowe zwiększanie kosztów operacyjnych przedsiębiorstw objętych ETS, w tym dużych grup paliwowo-energetycznych.

Polskie spółki podkreślają, że mimo intensywnych inwestycji w nowe moce i modernizację, w nadchodzącej dekadzie węgiel nadal będzie pełnić rolę stabilizującą system, choć w dużo mniejszym zakresie niż obecnie. PGE przypomina, że prowadzi stopniową transformację, budując mniej emisyjne bloki gazowe w miejsce wysłużonych jednostek węglowych. „Koszty uprawnień muszą być zatem przewidywalne i nie obciążać zanadto źródeł wytwórczych gwarantujących bezpieczeństwo energetyczne kraju, a w dłuższej perspektywie musimy zapewnić też, by uprawnienia były dostępne (wg obecnych parametrów, na rynku pierwotnym skończą się ok. 2040 r.)” — przekazuje PGE. Spółka postuluje wprowadzenie skutecznego mechanizmu przeciwdziałającego nadmiernie wysokim cenom EUA oraz reformę rezerwy stabilności rynkowej tak, aby uwalniała ona uprawnienia w zależności od sytuacji rynkowej, a także możliwość odpowiedniego pomniejszania liczby uprawnień do umorzenia dla jednostek konwencjonalnych zastępowanych instalacjami o emisjach ujemnych.

PGE uważa ponadto, że przydział darmowych uprawnień dla ciepłownictwa powinien być utrzymany po 2030 r., aby wesprzeć transformację tego sektora i ograniczyć wzrost cen ciepła dla gospodarstw domowych. Zbliżone stanowisko prezentuje Tauron, który również opowiada się za utrzymaniem darmowych EUA dla ciepłownictwa. „Są kluczowe dla sektora komunalnego, który nie ma jeszcze pełnych możliwości przejścia na technologie niskoemisyjne” — wskazuje firma.

Enea zwraca uwagę na rolę uczestników finansowych na rynku ETS i zjawisko spekulacji. Spółka mówi o konieczności sprawdzenia wpływu podmiotów, które traktują pozwolenia do emisji CO2 jako instrument finansowy służący generowaniu zysków i kreowaniu chwilowych sygnałów cenowych. „Warto przyjrzeć się roli i zasadności uczestnictwa w rynku uprawnień podmiotów finansowych, które nie są zobowiązane do ich umarzania” — podkreśla Enea. Podobne zastrzeżenia zgłasza Tauron, który proponuje wyłączenie instytucji finansowych z handlu emisjami, aby ograniczyć pole do spekulacji i przywrócić koncentrację systemu na jego pierwotnym celu, jakim jest transformacja energetyczna. Orlen formułuje tę tezę wprost: „Podmioty prowadzące spekulacyjną działalność (banki oraz fundusze inwestycyjne) wpływają negatywnie na poziom cen uprawnień do emisji” — wskazuje spółka.

Enea dzieli ryzyka związane z ETS na dwa główne obszary i proponuje rozwiązania zmierzające do ich ograniczenia. „Z jednej strony są to ryzyka znaczącego wahania cen uprawnień – i tu kierunkiem pożądanych zmian mogłoby być np. wprowadzenie mechanizmów ograniczających znaczące wahania cen – np. ceny minimalnej i maksymalnej, mechanizm analogiczny do opłaty zastępczej” — wyjaśnia spółka. Enea postuluje także rozważenie instrumentów, które nie uderzają bezpośrednio w poziom cen EUA, lecz zmniejszają koszty zakupu uprawnień oraz ryzyka związane z uczestnictwem w rynku dla przedsiębiorstw zobowiązanych do umarzania emisji.

Orlen zwraca uwagę na problem dostępności uprawnień w dłuższej perspektywie. Według spółki, przy utrzymaniu obecnych przepisów limit emisji gazów cieplarnianych w ramach EU ETS dla przemysłu (ETS1) osiągnie wartość zerową około 2039 r., czyli znacznie wcześniej, niż wynika to z planu osiągnięcia neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w 2050 r. „Brak dostępności uprawnień w systemie znacznie przed 2050 r. spowoduje w pierwszej kolejności gwałtowny wzrost cen energii, a następnie brak możliwości prowadzenia działalności przez spółki energetyczne” — uważa Orlen. Firma proponuje zmianę progów uruchamiania MSR tak, aby mechanizm ten nie prowadził do nadmiernego ograniczania liczby uprawnień na rynku, a także efektywniej reagował na ich niedobór.

Orlen rekomenduje przywrócenie niższego współczynnika transferu uprawnień do MSR (tzw. intake rate). Obecnie wynosi on 24 proc., podczas gdy pierwotnie był ustalony na poziomie 12 proc. jako rozwiązanie tymczasowe. Zgodnie z założeniami początkowymi wskaźnik miał wrócić do 12 proc. już w 2023 r., lecz do tego nie doszło. Koncern proponuje również wprowadzenie mechanizmu wykorzystania uprawnień zgromadzonych w rezerwie, na przykład w celu finansowania inwestycji związanych z transformacją energetyczną.

W stanowisku przekazanym przez Energę pojawia się postulat ochrony sektorów o znaczeniu strategicznym z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Spółka „dostrzega, że w obecnej sytuacji geopolitycznej pozytywny wpływ mogłoby też mieć wyłączenie z systemu ETS przedsiębiorstw z sektorów rozwijających technologie powiązane z bezpieczeństwem państwa”. KGHM z kolei postuluje wprowadzenie ulg dla przedsiębiorstw wytwarzających produkty objęte rozporządzeniem Critical Raw Materials Act, takich jak miedź. „– Ważne jest bowiem, aby cena uprawnień nie wpływała na poziom produkcji przemysłowej w Europie. Istotne byłoby również włączenie do systemu EU ETS międzynarodowych kredytów węglowych. Usprawniłoby to płynność rynku EU ETS, a także zwiększyłoby wolumen redukcji emisji poza UE, który jest znacznie większy niż emisje samej Unii.” — wskazuje spółka.

Polskie propozycje zmian zostały przedstawione w ramach publicznych konsultacji związanych z przeglądem dyrektywy EU ETS, które zakończyły się w lipcu 2025 r. Komisja Europejska zaplanowała kompleksową rewizję systemu na 2026 r., co oznacza, że postulaty spółek energetycznych i przemysłowych będą przedmiotem dalszych prac i negocjacji na poziomie unijnym.

W stanowisku Energi zaakcentowano również pozytywne aspekty funkcjonowania EU ETS. Spółka przypomina, że „w okresie funkcjonowania systemu ETS emisje w objętych nim sektorach spadły o 50 proc.” i ocenia, że ETS stanowi impuls do podejmowania inwestycji w redukcję emisji CO2 i rozwój technologii niskoemisyjnych, a docelowo zeroemisyjnych. „W ostatnich latach Grupa Energa poczyniła znaczące inwestycje w obszarach: OZE, nowoczesnych, niskoemisyjnych bloków gazowo-parowych oraz sieci dystrybucyjnych ukierunkowanych na przyłączanie i integrację rozproszonych elektrowni fotowoltaicznych i wiatrowych” — wskazuje Energa. W pierwszym półroczu 2025 r. odnawialne źródła energii odpowiadały za 46 proc. całkowitej produkcji brutto grupy, co stanowi najwyższy udział spośród krajowych spółek energetycznych.

Energa podkreśla, że dochody budżetu państwa ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 powinny zostać docelowo przeznaczone na wsparcie technologii i aktywów sprzyjających dekarbonizacji gospodarki, zwłaszcza w sektorach o ograniczonym dostępie do kapitału inwestycyjnego, takich jak ciepłownictwo. Spółka dodaje, że rozwój instalacji OZE „przyczynia się do obniżenia zależności państwa od eksportu paliw kopalnych i ogranicza wpływ, jaki mogą mieć na nie zmiany cen na rynkach globalnych, czego przykładem był wzrost cen energii elektrycznej w wyniku zmian cen surowców energetycznych po inwazji Rosji na Ukrainę”.

UE zatwierdziła nowy system handlu emisjami

5 listopada ministrowie środowiska krajów Unii Europejskiej porozumieli się w sprawie ustanowienia nowego celu klimatycznego na 2040 r. Zakłada on zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. Podczas posiedzenia, w którym Polskę reprezentował wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta, uzgodniono również, że system ETS2 zostanie wdrożony z rocznym opóźnieniem. Ma zacząć obowiązywać w 2028 r.

Początkowo Polska zabiegała o trzyletnie przesunięcie startu mechanizmu, jednak mimo uzyskania tylko częściowego sukcesu, rząd w Warszawie podkreśla swoją skuteczność w działaniach na rzecz ochrony Polaków przed wzrostem kosztów życia.

ETS2 obejmie paliwa wykorzystywane w transporcie, budownictwie i ogrzewaniu. System ten wprowadzi dodatkowe koszty za każdą tonę wyemitowanego dwutlenku węgla, co przełoży się na ceny gazu, węgla i paliw płynnych.

Bernd Weber, szef think tanku Epico Klima-Innovation z siedzibą w Brukseli i Berlinie, wskazał, że w Polsce skutki wprowadzenia ETS2 będą szczególnie dotkliwe. Rachunki za ogrzewanie mogą wzrosnąć nawet o 150 proc. Ekspert zaznaczył, że w Niemczech cena za CO₂ jest już wliczana w rachunki za ogrzewanie i transport, co złagodzi efekt wejścia ETS 2. Obecnie stawka wynosi tam 55 euro za tonę CO₂, a po rozszerzeniu systemu ma kształtować się w przedziale 50–75 euro. „Rachunek za zatankowanie samochodu lub za zużycie gazu nie będzie szokiem” — dodał Weber. Zwrócił jednocześnie uwagę, że liczba pozwoleń na emisję będzie maleć, przez co na początku przyszłej dekady cena może dojść do 100 euro za tonę CO₂.

Jak w październiku wskazywała minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, w najgorszym scenariuszu koszt węgla może wzrosnąć aż o 450 zł za tonę, a ceny benzyny i diesla mogą podskoczyć o 40–50 groszy na litrze.

Warto dodać, że od 2028 r. wejdzie w życie zakaz instalacji pieców na gaz i węgiel dla budynków należących do państwa lub samorządów. Od 2030 r. zostanie wprowadzony zakaz montowania kotłów gazowych w nowych budynkach. Do 2040 roku te zmiany obejmą również budynki istniejące. Te zmiany będą niekorzystne dla wielu Polaków, którzy w ostatnim czasie skorzystali z programu „Czyste Powietrze” i wymienili swoje stare piece na instalacje gazowe. W całej Polsce z ogrzewania gazowego korzysta 2 mln gospodarstw domowych.

ETS2 obejmie również sektor transportu i budownictwa. Średnie gospodarstwo domowe emituje ok. 6 ton CO2 rocznie. Oznaczałoby to dodatkowy koszt w wysokości ok. 1,2 tys. zł rocznie.

Kolejną kwestią jest wymóg termomodernizacji budynków. W Polsce ponad 4 mln budynków wymaga docieplenia ścian, wymiany okien, instalacji nowych systemów grzewczych czy wykonanie audytów energetycznych.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/polska-regiony/orlen-pge-enea-i-tauron-wydaly-ok-45-mld-zl-na-zakup-uprawnien-do-emisji-w-2024-r/

#ets #patologia #lewackiespierdolenie #energetyka #energia #ue #co2 #klimatyzm

11

Skandal w PE. Braun pozbawiony głosu za słowa o von der Leyen [VIDEO]x.com

Zdjęcie

http://x.com/BNBNewsy/status/1988963430834053377

Grzegorz Braun ocenzurowany w Parlamencie Europejskim. Wiceprzewodnicząca Pina Picierno wyłączyła mu mikrofon za słowa o szefowej PE Ursuli von der Leyen.

– Słyszeliście jak pani Reichsführerin von der Leyen po raz kolejny wyraziła przekonanie, że przez szaloną politykę dekarbonizacji – to jest dewastacji i ubóstwa – ona naprawdę zmienia temperatury na całym kontynencie – mówił Braun podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim.

– Myśli, że jest jakimś zaklinaczem deszczu, jakimś czarodziejem. Jest niebezpieczna. Powinna zostać umieszczona w jakimś domu wariatów, zamiast… – dodał, ale przerwał, ponieważ w tym momencie próbowano pozbawić go głosu.

– To jest moja polityczna diagnoza. To jest moja polityczna rekomendacja – wskazał polityk.

Prowadząca obrady Pina Picierno wyłączyła mu jednak mikrofon i udzieliła reprymendy.

– Nie wolno panu obrażać tej osoby. Chciałabym przywołać pana do porządku i żeby używał pan odpowiedniego języka w tej izbie, w przeciwnym razie wyłączę panu mikrofon – powiedziała.

Braun poprosił o powtórzenie, ponieważ nie mógł usłyszeć tłumaczenia słów mówiącej po włosku wiceszefowej PE.

– Mówiłam, że albo używa pan odpowiedniego języka w tej izbie albo wyłączę mikrofon. Nie można obrażać ludzi w tej instytucji w sposób, jaki pan to robi. Proszę o zabranie głosu, ale używanie odpowiedniego języka – powiedziała.

– Pani przewodnicząca, proszę o poradę, które konkretnie słowo, jakiego użyłem, jest nieodpowiednie? – zwrócił się do Picierno Braun.

– Nazwał pan przewodniczącą von der Leyen nazistką. To niedopuszczalne, to niemożliwe – odparła.

– Odnosiłem się do jej stanowiska tutaj. Nazywam ją Reichsführerin von der Leyen, ponieważ to jest sposób, w jaki nadużywa ona superwładzy, którą jej daliście, co jest złe – skwitował polski poseł do PE.

– Dobrze, wyłączam mikrofon – stwierdziła Picierno.

http://nczas.info/2025/11/13/skandal-w-pe-braun-pozbawiony-glosu-za-slowa-o-von-der-leyen-video/

#komuchy #eu #braun #klimatyzm

24

Aż sobie odświeżyłem norweskie media i przejrzałem nagłówki z tamtego okresu. NRK, VG, Dagsavisen, Aftenpostnen... Wszyscy pisali, że pożary w Kalifornii ze stycznia tego roku są spowodowane zmianami klimatu:) W norweskich mediach pranie mózgu zawsze nastawione na najintensywniejszy program i jeszcze butelkę wybielacza codziennie dolewają.

Na zdjęciu prawdziwa przyczyna pożarów. Dziś został aresztowany. 29-letni podpalacz - Jonathan Rinderknecht; pseudonim: Zmiany Klimatu Grozi mu 45 lat więzienia.

#norwegia #klimatyzm #inzynieriaspoleczna

13