Im mniej szprycowania, tym wyższa długość życia. Niemieckie media już kłamią o przyczynachnczas.info

Serwis welt.de opublikował artykuł, w którym w tonie zaskoczenia informuje, że średnia długość życia po Wielkiej Histerii wróciła do normy w krajach, gdzie mniejsza część ludności przyjęła eksperymentalną szprycę na koronkę. Natomiast w państwach, gdzie było więcej osób poddanych eksperymentalnemu preparatowi średnia długość życia nadal jest poniżej poziomu sprzed ogłoszenia „pandemii”.

„Pandemia koronawirusa, która oficjalnie zakończyła się 5 maja 2023 r. według WHO, wciąż odciska piętno na statystykach demograficznych. W wielu krajach Europy średnia długość życia nie wróciła jeszcze do poziomu sprzed pandemii. Wyjątek stanowią państwa Europy Wschodniej, gdzie odnotowano szybszy powrót do normy — co zaskakująco zbiega się z niższym poziomem wyszczepienia [chodzi o szprycowanie forsowanymi eksperymentalnymi preparatami, nie o szczepionki – red. nczas] populacji” – napisano na portalu welt.de.

Redakcja przedstawiła wnioski z analizy Instytutu Badań Demograficznych im. Maxa Plancka i naukowców z Oksfordu i Cambridge.

„Pierwszy z nich jest jednoznaczny: w większości krajów europejskich średnia długość życia wciąż pozostaje poniżej prognoz z 2019 r. Drugi wniosek wskazuje na różnice między regionami. W Europie Wschodniej, gdzie poziom szczepień [szprycowania – red. nczas] był niższy, średnia długość życia odbudowywała się szybciej” – napisano.

Dalej artykuł też brzmi zabawnie. Wskazano, że w Europie zachodniej, gdzie szprycowanie było powszechne, rzekomo „udało się ograniczyć liczbę zgonów w szczytowym momencie pandemii”. Jednak „średnia długość życia w takich krajach jak Niemcy, Francja czy Holandia wciąż nie wróciła do poziomu sprzed 2020 r”. Z artykułu też wynika, że nadmiarowe zgony w Polsce wynikające z ograniczenia dostępu do opłaconej rządowej usługi medycznej przypisuje się koronawirusowi, a nie absurdalnym i szkodliwym decyzjom rządu.

W 2024 roku ludzie żyli średnio o pół roku krócej, niż prognozowano. Z kolei w Niderlandach różnica wyniosła aż 1,08 roku.

„Z kolei w Polsce, Bułgarii i na Słowacji, gdzie przeprowadzono mniej szczepień, pandemia przyniosła dramatyczny spadek średniej długości życia — szczególnie podczas zimy 2021 r. Jednak obecnie w tych krajach nie odnotowuje się już nadmiernej śmiertelności” – napisano w artykule welt.de.

Jest to skandaliczna teza, ponieważ niemieckie medium wmawia, że brak szprycowania – fałszywie nazywanego „szczepieniem” – był powodem jakiejś fali śmierci. Tymczasem ludzie mieli odwoływane zabiegi, osoby ze słabszą odpornością codziennie straszono apokaliptyczną narracją, etc. To było powodem nadmiarowych zgonów, a nie brak szprycowania eksperymentalnymi środkami, których skuteczności ani bezpieczeństwa nie potwierdzali sami producenci w oficjalnych materiałach na temat swoich preparatów.

Niewykluczone również, że sama szpryca w jakimś stopniu przyczyniła się do nadmiernej umieralności. Jednak rzecz jasna niemieckie medium zapewnia, że to „nie przez szczepienia”.

„W 2024 r. czasopismo 'BMJ Public Health’ opublikowało badanie, które sugerowało, że szczepionki [szpryce na koronkę] mogły przyczynić się do wysokiej śmiertelności w trakcie pandemii. Artykuł szybko trafił na pierwsze strony gazet, zwłaszcza w środowiskach sceptycznych wobec szczepień [szpryc]. Jednak naukowcy, w tym prof. Li Yang Hsu, ostro skrytykowali wnioski autorów, uznając je za 'ani rozsądne, ani odpowiedzialne’. W 2026 r. badanie zostało wycofane za rozpowszechnianie dezinformacji” – napisano na niemieckim portalu.

Dalej „udowodniono” nawet, że szpryca na koronkę chroniła nie tylko przez koronką, ale też innymi przyczynami zgonów. Jako kontrę do przeciwników przyjmowania eksperymentalnego preparatu podano jakieś francuskie badanie, które miało wykazać, że „osoby zaszczepione umierały rzadziej zarówno z powodu COVID-19, jak i innych przyczyn”. Najwyraźniej szpryca na koronkę chroniła także przed porażeniem prądem, potrąceniem przez pojazd czy upadkiem z wysokości, taki to cudowny preparat, który na pewno nie wyrządził nikomu niczego złego!

Zacytowano też demografa Jonasa Schöley’a z Instytutu Maxa Plancka. Jego zdaniem, zaszedł tzw. efekt żniw, czyli krótkotrwały wzrost liczby zgonów wywołany czynnikiem zewnętrznym, który uderza głównie w osoby najsłabsze i schorowane, co przyspiesza ich śmierć o kilka tygodni lub miesięcy.

„Po takim skoku śmiertelności liczba zgonów spada poniżej normy. Zmarły bowiem osoby, których śmierć i tak nastąpiłaby w najbliższym czasie” – czytamy.

Wskazano też Bułgarię i Polskę, gdzie w czasie Wielkiej Histerii zmarło „wielu seniorów i osób z chorobami współistniejącymi”. Pozostali zaś – określeni doniośle w artykule mianem „populacji, która przetrwała” – charakteryzowali się niższą śmiertelnością.

– W Bułgarii pod koniec 2022 r. brakowało szacunkowo 3,4 proc. osób powyżej 65. roku życia, które przy normalnej śmiertelności wciąż by żyły – przekonywał Schöley.

Jak widać, choć Wielka Histeria została już kilka lat temu zakończona, a odpowiedzialni za zbrodnicze decyzje członkowie rządów pozostali bezkarni, maszynka propagandowa mająca wybielać tamten okres i wymazywać odpowiedzialność rządzących nadal działa. Należy pamiętać i przypominać innym, że „pandemia” była wymysłem koncernów oraz skorumpowanych przez nich rządów i mediów. A nadmiarowe zgony w Polsce nie wynikały z „braku szczepień”, czyli nieprzyjmowania nieprzebadanego i jak wyszło po czasie szkodliwego preparatu, lecz z powodu terroru demokratycznego państwa i odcięcia ludzi od planowanych zabiegów oraz dostępu do lekarzy.

http://nczas.info/2026/09/04/im-mniej-szprycowania-tym-wyzsza-dlugosc-zycia-niemieckie-media-juz-klamia-o-przyczynach/

#szpryca #szczepienia #klamcy #plandemia #depopulacja

13

TYMCZASEM W LEWICOWEJ KANADZIE - Oskarżyła byłego prymasa o molestowanie. Musi zapłacić duchownemu odszkodowanienczas.info

Kobieta, która oskarżyła o molestowanie seksualne kardynała Marca Ouellet, byłego prymasa Kanady, będzie musiała zapłacić mu 100 tys. dolarów kanadyjskich odszkodowania – orzekł w poniedziałek sąd w Quebeku.

Skarżąca zarzucała kardynałowi, że w latach 2008-10, gdy była stażystką w diecezji Quebeku, hierarcha miał dopuścić się wobec niej czynów niepożądanych. Wniosła skargę do diecezji, a następnie ta skarga trafiła w 2021 r. do Watykanu, ale w 2022 r. została odrzucona – przypomniały media. Kobieta dołączyła wówczas do pozwu zbiorowego.

Kiedy pojawiły się zarzuty wobec kardynała, duchowny wniósł pozew do sądu. W czasie procesu zaprzeczał zarzutom.

Kobieta „niezadowolona ze (sposobu) potraktowania jej skargi, złożonej papieżowi Franciszkowi, zdecydowała się zmienić swoją wersję wydarzeń, by przyciągnąć zainteresowanie publiczne, lecz dokonała tego w taki sposób, że działała nierozważnie, jeśli nie wręcz złośliwie wobec kardynała” – napisał sędzia Martin Castonguay w liczącej 52 strony sentencji, cytowanej przez publicznego francuskojęzycznego nadawcę Radio-Canada.

Uznana za winną zniesławienia, kobieta będzie musiała zapłacić emerytowanemu kardynałowi 100 tys. dolarów kanadyjskich (równowartość ponad 72 tys. dolarów amerykańskich) z odsetkami, liczonymi od grudnia 2022 r. – podała „Montreal Gazette”. Liczący obecnie 82 lata kardynał zadeklarował, że otrzymane środki przeznaczy na rzecz rdzennych mieszkańców Kanady, którzy padli ofiarą molestowania seksualnego.

Kancelaria adwokacka, reprezentująca kobietę, nie określiła, jakie dalsze kroki zamierza podjąć powódka i czy będzie wnosić apelację – przekazało Radio-Canada.

http://nczas.info/2026/09/01/oskarzyla-bylego-prymasa-o-molestowanie-musi-zaplacic-duchownemu-odszkodowanie/

#kanada #klamcy #kk #lewactwo

13

Jak żydowski donos zrujnował życie Polaka. Frank Waluś – zapomniana ofiara „polowania na nazistów”nczas.info

Zdjęcie

Skąd Jan Tomasz Gross zaczerpnął inspirację do swojego pseudohistorycznego paszkwilu „Sąsiedzi” („Neighbors”), w którym fałszywie oskarżył Polaków o mordowanie Żydów? Być może inspiracją była tu akcja Szymona Wiesenthala, znanego „łowcy nazistów”, który od lat 70. XX w. prowadził akcję wyszukiwania silent nazi neighbors, czyli „cichych sąsiadów nazistów”. Akcja ta doprowadziła do wielu rujnujących ludziom życie oskarżeń, z których duża część okazała się tak samo nieprawdziwa jak książka Grossa. Jednym z poszkodowanych takimi oskarżeniami był Frank Walus, czyli Franciszek Waluś, Polak, który okupację spędził na robotach w Niemczech, a w Ameryce został oskarżony o niemieckie zbrodnie.

Frank Walus był ofiarą żydowskiego donosu i wadliwego procesu denaturalizacyjnego w USA, a nie zbrodniarzem wojennym. Oskarżenia o członkostwo w Gestapo i udział w zbrodniach na Żydach w gettach Kielc i Częstochowy w latach 1939–1943 okazały się nieuzasadnione. Sąd apelacyjny uchylił wyrok, a Office of Special Investigations (OSI) Departamentu Sprawiedliwości USA odstąpiło od ponownego procesu po dokładnym zbadaniu dokumentów, stwierdzając, że nie może odpowiedzialnie kontynuować sprawy.

Walus otrzymał częściowy zwrot kosztów. To był klasyczny przypadek błędnej identyfikacji opartej głównie na zeznaniach świadków złożonych po upływie dziesięcioleci od badanych wydarzeń, bez solidnych dokumentów potwierdzających obecność oskarżonego w Polsce w krytycznym okresie.

Z robotnika na zbrodniarza

Walus urodził się 29 lipca 1922 r. w Niemczech, w Hof-Wendorf na Rugii jako syn polskich robotników rolnych. Po śmierci ojca w 1932 r. matka przeniosła rodzinę do Polski, w okolice Kielc. W 1940 r., mając ok. 17 lat, został – jak miliony Polaków – wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec w okolice Neu-Ulm. Pracował w gospodarstwach rolnych. Po wojnie wrócił do Polski (m.in. do Kielc), a w 1959/1963 wyemigrował do USA. Osiadł w Chicago, pracował w fabryce samochodów (m.in. General Motors), uzyskał obywatelstwo w 1970 r. Był zwykłym robotnikiem.

W połowie lat 70. Simon Wiesenthal, znany tropiciel nazistów, przekazał władzom USA i Izraelowi informacje, że Walus miał współpracować z Gestapo. Izraelska policja ogłosiła poszukiwania świadków, publikując jego fotografię. Szybko zgłosili się ocaleni z gett, którzy na podstawie zdjęć z lat 50./60., gdy Waluś był już mężczyzną w średnim wieku, zidentyfikowali go jako funkcjonariusza Gestapo i SS odpowiedzialnego za egzekucje, pobicia i zbrodnie w Kielcach i Częstochowie.

W styczniu 1977 r. rząd USA złożył na tej podstawie pozew o unieważnienie obywatelstwa Walusia z uwagi na ukrycie faktów przy naturalizacji – rzekomego członkostwa w Gestapo i SS i dokonania zbrodni.

Proces toczył się przed żydowskim sędzią Juliusem Hoffmanem. Dwunastu świadków – ocalonych Żydów z gett – zeznawało o konkretnych aktach przemocy: rozstrzeliwaniu dzieci, kobiet, biciu na śmierć prętem, egzekucjach. Identyfikacje opierały się na wyglądzie, imieniu oraz wspomnieniach sprzed ok. 35 lat.

Sąd w pierwszej instancji w 1978 r. uznał oskarżenia za udowodnione, odebrał Walusiowi obywatelstwo i otworzył drogę do deportacji. Media, w tym żydowskie i amerykańskie, nagłośniły sprawę, a Walusia określały jako „nazistę z Chicago”. Walus stracił przyjaciół, reputację, popadł w długi – obrona kosztowała go ponad 60 tys. dolarów.

Dowody obrony i upadek sprawy

Waluś konsekwentnie twierdził jednak, że w latach 1940–1945 był robotnikiem przymusowym w Niemczech. Przedstawił świadków, w tym swoich gospodarzy i ich rodziny, dokumenty niemieckie, ubezpieczenia zdrowotne, ewidencję zatrudnienia na farmach, alibi potwierdzające ciągłość pracy. Fizycznie nie pasował też do opisu: był niski (ok. 160–163 cm), młody w czasie wojny, bez wykształcenia typowego dla oficera Gestapo. Brakowało jakichkolwiek niemieckich, polskich czy innych dokumentów potwierdzających jego obecność w Gestapo, SS lub w gettach Kielc czy Częstochowy. Polska komisja badająca zbrodnie hitlerowskie też nic na niego nie znalazła.

W efekcie chicagowski sąd apelacyjny (Seventh Circuit) w 1980 r. uchylił wyrok. Sędzia apelacyjny skrytykował sposób prowadzenia procesu przez Hoffmana, w tym uniemożliwienie konfrontacji stron oraz jawną wrogość wobec obrony, wskazał na słabości dowodów świadków i siłę nowych dowodów dokumentalnych.

Sprawa wróciła do OSI. Po wyczerpującym śledztwie uwzględniającym kwerendę w archiwach niemieckich, polskich i izraelskich OSI stwierdziło brak dowodów łączących Walusia z Gestapo lub obecnością w Polsce w okresie zbrodni, a za „niepodważalne” uznało dowody, że był robotnikiem w Niemczech.

W listopadzie 1980 r. odstąpiono od ponownego procesu. Sędzia Prentice Marshall umorzył sprawę. Walus odzyskał obywatelstwo; rząd zwrócił mu część kosztów (ok. 30–34 tys. dolarów).

Walus, po procesie mówił, że rząd zniszczył mu życie. Sprzedał dom, mieszkał u dzieci, do końca życia nosił piętno zbrodniarza. Zmarł w 1994 r. po kilku zawałach. Sprawa stała się przykładem, jak wątpliwe jest opieranie ciężkich oskarżeń wyłącznie na zeznaniach świadków przedstawianych po wielu latach, bez dokumentów potwierdzających ich zawartość – zwłaszcza przy identyfikacjach fotograficznych z okresu znacznie późniejszego. Wiesenthal i niektórzy tropiciele nazistów krytykowali decyzję o umorzeniu; inni uznali, że kontynuacja procesu wobec ilości dowodów byłaby nieodpowiedzialna.

Pomyłki identyfikacyjne zdarzały się w wielu podobnych sprawach powojennych; presja na tropienie nazistów w USA w latach 70. sprzyjała pośpiesznym działaniom.

Żydowski donosiciel

W trakcie procesów Walusia wyszło na jaw, że wprawdzie oficjalnie sprawę prowadził Wiesenthal, ale prawdziwym źródłem donosu był jego sąsiad, a właściwie lokator, niejaki Michael Alper, znany też jako Michał Alper lub pod przybranym nazwiskiem Marian Lipowski. To właśnie od jego donosu wszystko się zaczęło.

Alper, polski Żyd, którego rodzice zginęli z rąk Niemców, mieszkał u Walusia w Chicago od około 1971 do maja 1973 roku. Mimo że – według własnych zeznań – Walus miał mu rzekomo opowiadać przy kuchennym stole o swojej służbie w Gestapo, o mordowaniu Żydów w Kielcach i Częstochowie, o rzucaniu żydowskich dzieci o ścianę i o innych bestialstwach, Alper nadal z nim mieszkał, nie przyznając się, że jest Żydem ocalonym przez Polaków. Co więcej, w marcu 1973 sprowadził do domu Walusia swoją świeżo poślubioną żonę Theresę. Przyjaźnił się z rodziną Walusia, korzystał z jego dachu nad głową.

Oskarżenia się pojawiły, gdy między mężczyznami wybuchł ostry spór o pieniądze – Walus oskarżył Alpera o oszustwo na kwotę tysiąca dolarów (rzekome wyłudzenie od innej osoby). Kłótnia skończyła się tak, że żydowski lokator został wyrzucony. Po tym gwałtownym konflikcie Alper udał się do chicagowskich organizacji żydowskich i złożył swój donos.

Podczas pierwszego procesu sędzia nie wyciągnął z tej sytuacji żadnych wniosków. Dopiero sąd apelacyjny w 1980 roku wyraźnie wskazał na silny konflikt: po wyrzuceniu Alper szkalował Walusia wśród sąsiadów, niszczył mu reputację, groził, a nawet – według niektórych relacji – próbował go prześladować. Alper i jego żona przyznali, że nigdy wcześniej nie zgłosili rzekomych „przyznań” Walusa – zrobili to dopiero po gorzkim konflikcie finansowym, rok później, w 1974 r. Dopiero wtedy informacja trafiła do Szymona Wiesenthala, a stamtąd do amerykańskiego INS i izraelskiej policji. Alper zeznawał potem w procesie jako świadek oskarżenia, powtarzając historię o rzekomych przechwałkach Walusia.

Czarna historia przedsiębiorstwa holokaust

Donos Alpera jest klasycznym przykładem, jak prywatna uraza, spór o pieniądze i żydowskie organizacje w Chicago mogły uruchomić machinę sprawiedliwości. Walus, prosty polski robotnik, który wziął pod dach rodaka (nie wiedząc nawet, że ten ukrywa żydowskie pochodzenie i że jego rodzice zginęli z rąk Niemców), został za to „wynagrodzony” donosem. Alper poszedł do „swoich”, ci – bez sprawdzania – przekazali sprawę Wiesenthalowi, a ten z właściwą sobie gorliwością rozpętał międzynarodową nagonkę. Fotografia Walusia z 1959 roku (gdy był już mężczyzną w średnim wieku) poszła do Izraela, ogłoszenia w gazetach ściągnęły ocalałych, którzy „rozpoznali” go jako gestapowca z lat 1939–1943. I tak prywatna kłótnia o tysiąc dolarów stała się podstawą do oskarżenia o zbrodnie wojenne, odebrania obywatelstwa, ruinę finansową i piętno na całe życie.

Warto podkreślić: Alper nie był jednym z tych dwunastu ocalałych z gett, którzy później zeznawali o konkretnych egzekucjach. On był tym, który „usłyszał” rzekome przechwałki i – po sporze o pieniądze – poszedł z tym do organizacji żydowskich. To od razu nie wyglądało na czystą troskę o pamięć ofiar. Wyglądało na zemstę.

Od „cichych nazistowskich sąsiadów” do „Sąsiadów”

Ta historia pokazuje mechanizm: nie chodzi o sprawiedliwość, lecz o instrumentarium, w którym prywatny konflikt Polaka z Żydem w chicagowskiej kamienicy może zostać podniesiony do rangi międzynarodowej sprawy o „nazizm”. Wiesenthal początkowo publicznie nie ujawniał, skąd miał informacje o Walusiu, a Alper – po procesie – zniknął, zmienił nazwisko i tożsamość. Walus tymczasem stracił wszystko: dom, oszczędności, reputację, zdrowie. Rząd USA oddał mu później część poniesionych kosztów, ale zmarnowanego życia przecież nie oddał.

A wszystko przecież zaczęło się od lokatora, który zamiast oddać pieniądze albo po prostu się wyprowadzić – poszedł do żydowskich organizacji z historią o Gestapo. To właśnie ten szczegół – spór o pieniądze z żydowskim znajomym, który stał się pierwszym oskarżycielem – najlepiej ilustruje, jak cienka jest granica między osobistą urazą a „walką o pamięć Holokaustu”. Gdyby Alper nie pokłócił się z Walusem o kasę, być może nigdy by nie było procesu, nigdy by nie było „rozpoznań” na podstawie starego zdjęcia, nigdy by nie było demolki życia zwykłego Polaka. Ale była. I właśnie dlatego historia Franka Walusa pozostaje przestrogą przed tym, co się dzieje, gdy prywatna zemsta spotyka się z instytucjonalną gotowością do tropienia „nazistów” za wszelką cenę.

Jan Tomasz Gross pojawił się w Stanach Zjednoczonych w 1969 roku, 6 lat po Walusiu, też z piętnem donosiciela, gdyż „pękł” podczas przesłuchań, gdy został zatrzymany na wiosnę 1968 r. w Warszawie. Na pewno znał historię Walusia i obserwował polowanie Wiesenthala na prawdziwych i nieprawdziwych „cichych nazistowskich sąsiadów”. Czy te historie stały się dla niego inspiracją, by kilka lat później samemu podjąć się podobnej akcji pod dziwnie podobnie brzmiącym tytułem „Sąsiedzi”?

http://nczas.info/2026/08/31/jak-zydowski-donos-zrujnowal-zycie-polaka-frank-walus-zapomniana-ofiara-polowania-na-nazistow/

#zydzi #klamcy

17

ciekawa manipulacja pajaców propagandy reżimowej - uderzenie w elektrownię atomowąmsn.com

Czytamy: dron uderzył w elektrownię atomową w Ukrainie. Są uszkodzenia.

Dyrektor generalny MAEA Rafael Grossi wyraża poważne zaniepokojenie doniesieniami. W komunikacie przywołano jedną z zasad odnoszącą się do zakazu działań zbrojnych wokół obiektu. "Nie powinno być żadnego ataku, z żadnej strony i przeciwko elektrowni" - wskazano. MAEA zacytowała też ostrzeżenie Grossiego. "Atakowanie obiektów jądrowych to jak zabawa z ogniem" - przekazała agencja.

Ani słowa o tym, że ta elektrownia atomowa "na Ukrainie" od 4 lat jest na terenie obwodu zaporoskiego zdobytego przez Rosję na początku wojny. Od początku przejęcia elektrowni przez Rosję Ukraina prowadziła niebezpieczną grę ostrzału elektrowni i równocześnie pchali banderowską propagandę, że Rosja sama do siebie strzela na tym terenie (naprawdę pajace tak pisały na całego). I tam już były sugestie, że 4 lata temu bandery dojdą do ataku na reaktor i do rozwalenia reaktora a potem zrzucą winę na Rosję, że sama do siebie strzelała. Pal licho zatrucie Dniepru i Morza Czarnego. Najwyraźniej wtedy po cichu dostali rozkaz z USA, że mają zaniechać takich planów, bo uspokoiło się na 3 lata. A tu znów mamy atak i pachołki medialne cały czas sugerują, że "na ukrainie zaatakowano elektrownię atomową", znaczy się w domyśle "wiecie, kto to zrobił". Zero wskazania, że to Ukraina na terenie przejętym przez Rosję dokonała ataku.

http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/dron-uderzy%C5%82-w-elektrowni%C4%99-atomow%C4%85-w-ukrainie-s%C4%85-uszkodzenia/ar-AA24rKDm?ocid=msedgntp&pc=U531&cvid=6a1bd1cd603e47a8be7450b247daed97&ei=153

#wojnanaukrainie #propaganda #klamcy

15

13

Klimatyzm to bujda?! Mit o dwutlenku węgla!nczas.info

14 stycznia w Sejmie RP odbyła się konferencja naukowa objęta honorowym patronatem Wicemarszałka Krzysztofa Bosaka. Wydarzenie okazało się szansą dla niezależnych naukowców, którzy mieli okazję poruszyć niezwykle aktualne zagadnienie: czy człowiek, w tym w szczególności emisja CO2, ma wpływ na klimat. Wśród prelegentów znaleźli się dr inż. Jan Kubicki i dr inż. Tomasz Wójcik, prowadząc panel „Eksperymentalne dowody braku wpływu stężenia CO2 na wzrost temperatury atmosfery w aktualnych warunkach”. Po konferencji dr inż. Jan Kubicki odbył rozmowę z redaktorem naczelnym „Najwyższego Czasu!”, która – mamy nadzieję – streści i przybliży Państwu ustalenia naukowców.

Tomasz Sommer: Część Pana badań było opublikowanych, część jest nowych. W każdym razie dosyć długo już trwają te badania, około dekady. A stoją one w sprzeczności z tezą o antropomorficzności globalnego ocieplenia. Wynika z nich, że wytwarzany przez człowieka dwutlenek węgla na ocieplenie klimatu w tej chwili już nie wpływa. Jak odnosi się Pan do faktu, że zdecydowana większość klimatologów uznaje dwutlenek węgla za kluczowy gaz cieplarniany?

Jan Kubicki: Zagadnienie to jest bardzo szerokie. Była o nim mowa na konferencji, całkowicie się zgadzam z wysuwanymi tam twierdzeniami. To nie naukowcy, a politycy poprzez finansowanie odpowiednich programów badawczych wymuszają wstawianie odpowiednich tez, zgodnych z ich oczekiwaniami.

Które konkretnie elementy powszechnie przyjętej teorii na temat przyczyn efektu globalnego ocieplenia uważa pan za błędne?

Najczęściej w literaturze, wbrew faktom eksperymentalnym, przyjmuje się niekiedy w sposób jawny, a częściej niejawny, że przy dostatecznie dużym stężeniu CO2 całe promieniowanie cieplne emitowane przez Ziemię może być pochłaniane przez ten gaz. To jest pierwsza rzecz. Po drugie często do analiz komputerowych wykorzystywane są tak zwane modele cyrkulacyjne. Atmosfera poszatkowana jest wówczas z pionowymi i poziomymi płaszczyznami, dając olbrzymią ilość komórek, z których przy pomocy równań różniczkowych rozwiązywane są zagadnienia związane z termodynamiką i przepływami. Po trzecie przy omawianiu na konferencji tzw. modelu jednowarstwowego mówiłem o wymianie ciepła pomiędzy atmosferą i litosferą.

Generalnie cały proces wymiany ciepła jest procesem wewnętrznym jednego układu atmosfery i litosfery, i nie może być mowy o wzroście jego wewnętrznej energii, a tym samym o wzroście temperatury w wyniku tego procesu. Ostatecznie więc przyjmowanie dogmatu, że tzw. promieniowanie wsteczne powoduje podgrzewanie Ziemi, jest wielkim nieporozumieniem. Po czwarte wiadomo, że przy zerowym stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze emisja promieniowania z tego gazu również w kierunku pionowym w górę jest zerowa. Dlatego oczywiste jest, że ze wzrostem tego stężenia emisja promieniowania może jedynie wzrastać.

Mamy więc do czynienia z kolejnym nieporozumieniem, gdy mowa jest o tym, że emisja promieniowania z CO2 ulega zmniejszeniu przy wzroście jego stężenia, gdyż zachodzi w wyższych, zimniejszych warstwach. Ostatecznie rozważania przedstawionego na konferencji modelu ośmiowarstwowego potwierdził fakt, że ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze emisja spontaniczna w górę cały czas wzrasta. I wreszcie po piąte: generalnie w literaturze klimatycznej obserwuje się podejście jakościowe pozwalające na wyolbrzymianie małych, nieistotnych czynników, praktycznie nie mających wpływu na całość.

Zdjęcie

Dlaczego Wasze wnioski nie są powszechnie akceptowane i nie jest to zrozumiałe?

Moje wnioski nie są zgodne z wnioskami tzw. konsensusu naukowego. Na konferencji bardzo mocno była akcentowana jego wartość. Padło m.in. stwierdzenie, że prawdy, która jest celem badań naukowych nie ustala się w wyniku głosowania, w którym często biorą, nawiasem mówiąc, udział osoby niekompetentne, a na podstawie analizy faktów, analizy modeli komputerowych adekwatnych do rzeczywistości i na podstawie obliczeń z wiarygodnymi danymi wejściowymi.

W historii miały niekiedy miejsca różne konsensusy. Najbardziej rażący to ten w czasach kopernikowskich.

A jakby Pan przedstawił krótko, na czym polegały te badania, które prowadziliście i jak doszliście do tych wniosków, które stoją w tak radykalnej sprzeczności z tym „konsensusem”?

Nasze badania były prowadzone w stosunkowo długim czasie. Były one bardzo różne. M.in. rozpoczęliśmy od tego, że było przeprowadzone badanie promieniowania termicznego z Księżyca, gdyż jego oświetlona warstwa posiada temperaturę około 110 stopni Celsjusza, tym samym emituje promieniowanie podczerwone. Promieniowanie to, po przejściu przez atmosferę, było przepuszczane przemiennie przez wstawiane dwie kuwety, jedna z dwutlenkiem węgla, druga z powietrzem. W ten sposób sprawdzano, jaka jest absorpcja promieniowania podczerwonego z Księżyca po przejściu przez atmosferę ziemską w tych kuwetach. Okazało się, że nie było różnicy w pomiarze mocy promieniowania z Księżyca, czy przechodziło ono przez kuwetę z dwutlenkiem węgla, czy z powietrzem. W analogicznym eksperymencie w laboratorium, gdy Księżyc został zastąpiony promiennikiem i promieniowanie nie przechodziło przez grubą warstwę atmosfery, absorpcja w dwutlenku węgla w kuwecie wynosiła około 14 proc., a więc była bardzo wyraźna.

Świadczy to wybitnie o tym, że dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczany do atmosfery nie może już absorbować promieniowania podczerwonego. Dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczony do atmosfery nie może już absorbować promieniowania termicznego. Nastąpił proces nasycenia i ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla już absorpcja nie wzrasta. Można go w dowolnej ilości wypuszczać do atmosfery i on nie ma żadnego wpływu na wzrost temperatury Ziemi.

Powtarzaliście te badania wielokrotnie i przy różnych warunkach. Czyli raz był to eksperyment księżycowy, raz potem już w czystej formie i zawsze Wam pokazywało, że właśnie w granicach tych 400–500 ppm ten efekt ocieplenia właściwie już przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Nawet mniej, właściwie przy 200 ppm już prawie go nie ma.

Czy ktoś, kto polemizuje z tym badaniem, próbował – o ile Panu wiadomo oczywiście coś na ten temat – przeprowadzić podobne badanie, żeby sprawdzić, czy te wartości się zgadzają? Pokazaliście praktyczne stosowanie modelu matematycznego, z którego wynika, że krótko mówiąc, wzrost temperatury nie jest liniowo powiązany z wzrostem dwutlenku węgla. Wydawałoby się, że ktoś, kto chciałby z tym polemizować, powinien zrobić taki sam eksperyment i sprawdzić, czy u niego też to zadziała. I jeżeli zadziała, to się zgodzić z taką tezą. A jeśli nie zadziała, to zastanawiać się, dlaczego jest rozbieżność, tak? Więc pytanie, czy słyszeliście o takiej próbie falsyfikacji Waszego badania?

Niestety nikt się nie podjął. Pomimo że w Polsce mamy wiele ośrodków, które zajmują się geofizyką, to jednak zamiast powtórzenia eksperymentu, wylała się fala hejtu. Zostaliśmy nazwani pseudonaukowcami. Natomiast o żadnym eksperymencie nie słyszałem, żeby ktoś próbował powtórzyć i w ogóle nie tylko eksperymentu, ale w ogóle merytorycznej dyskusji nie było. I również jakiś czas temu odbyła się konferencja w Sejmie. Na tej konferencji też nie było żadnych uwag, żadnych pytań merytorycznych, dotyczących właśnie tego eksperymentu.

A gdzie publikowaliście wcześniej i czy była jakakolwiek dyskusja wokół tych publikacji?

Te prace były wcześniej publikowane w znanym czasopiśmie Politechniki Lubelskiej. Następnie zostały opisane w sposób całościowy, ogólny, z odpowiednimi wnioskami w czasopiśmie „Applications in Engineering Science”. Zamieszczony tam artykuł został wycofany na skutek odpowiednich interwencji klimatologów.

A te interwencje miały jakieś merytoryczne uzasadnienie? Czyli, że ktoś na przykład właśnie powiedział, że coś mu się nie zgadza, jakieś dane tam są?

Tłumaczono, że w innych artykułach jest to inaczej przedstawiane. Taka była „merytoryczna” dyskusja. Potem artykuł został wycofany i jest jedynie krótka wzmianka, że publikacja nie spełnia wymogów stawianych przez czasopismo.

Kiedy to było? W przypadku materiałów ścisłych, żeby czemuś zaprzeczyć, no to trzeba jakieś kontrrozumowanie przedstawić, kontrobliczenia czy kontreeksperyment. Rozumiem, że żadna informacja o tym, że coś takiego było, do Was nie dotarła?

Nic takiego nie dotarło. Natomiast kiedy powstały krytyczne uwagi w Internecie? Po powołaniu się w raporcie Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2024 roku na nasz artykuł, w Internecie ukazały się obszerne opinie krytyczne. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego – mamy wolność słowa – gdyby nie to, że krytyczne opinie niemerytoryczne były wypowiadane przez utytułowanych naukowców. W obszerny sposób negowane było jedyne podejmowanie tematu przez osoby uważane za niekompetentne bez pokazania błędów merytorycznych. Po pewnym czasie pod wpływem tych właśnie zewnętrznych nacisków, o których wspomniałem, artykuł został przez wydawcę wycofany.

W Sejmie odbyła się wspomniana przeze mnie konferencja, czy człowiek wpływa na zmiany klimatu i właśnie jedno z wystąpień również dotyczyło tego zagadnienia. Czas i miejsce oraz sposób rejestrowania były wyraźnie pokazane w Internecie. Szkoda, że „zabrakło merytorycznych znawców’’. Referujący oczekiwali merytorycznej dyskusji. Fizyka nie jest przez nich traktowana jako ideologia i pod wpływem rzetelnych argumentów, gdyby takie były, można było odrzucić wypowiadane wnioski z prezentowanych prac. Zamiast tego w Internecie i w innych środkach masowego przekazu powtarzana jest niemerytoryczna narracja i ośmieszanie pracowników naukowych, którzy pokazują fakty negujące tzw. konsensus klimatyczny.

No właśnie, a tutaj warto dodać, co się dzieje w kontekście dosyć dynamicznych zmian w zakresie tego konsensusu, jakie mają miejsce w Stanach Zjednoczonych. 10 dni temu Stany Zjednoczone wycofały się z IPCC, czyli tej pararządowej komisji zajmującej się oceną klimatu, wytaczaniem celów klimatycznych itd. To było miejsce, gdzie ten tzw. konsensus był krzewiony i kultywowany. Otóż zostały one oskarżone o ideologizowanie wyników badań naukowych, które się sprowadza do tego, że niektóre badania są odrzucane z tego względu, że nie pasują do modelu. Z kolei inne modele są robione tylko po to, by powtórzyć i uzasadnić ten model, który kiedyś tam sobie w ramach konsensusu ustalono.

Więc tu jest ostatnie pytanie, które mam w związku z tym wszystkim. Jak Pan sądzi, co może się lokalnie i globalnie stać w sensie klimatycznym? Czy możemy w ogóle mówić o prognozie globalnej? A może te temperatury zależą jednak od miejsca na ziemi? Teraz jesteśmy w takiej sytuacji, że mamy rzeczywiście pierwszy od wielu lat styczeń, który prawdopodobnie cały będzie w dużej części kraju pod znakiem mrozu. Już w tej chwili w Warszawie na przykład to są trzy tygodnie, ponad trzy tygodnie. Prognozy pokazują, że być może nawet kolejne trzy tygodnie, a na pewno dwa jeszcze takiego stanu rzeczy będziemy mieli. Ale też widzimy takie niespotykane zdjęcia z Kamczatki, gdzie spadły jakieś zupełnie nieprawdopodobne ilości śniegu. Więc jakiegoś rodzaju chyba nieprzewidziane jednak sytuacje zaczynają zachodzić.

Pan redaktor tutaj wspomniał o dwóch rzeczach. Pierwsza to, dlaczego istnieje taka narracja, a nie inna. Na ostatniej konferencji w Sejmie była o tym mowa i padały tam stwierdzenia, z którymi ja się całkowicie zgadzam: że to nie naukowcy, a politycy wprowadzają odpowiednią narrację, wymuszają stawianie pewnych tez, bo naukowcy otrzymują pieniądze, granty – wtedy gdy ich badania są zgodne z tymi tezami. Takie stwierdzenie padło i ja widzę, że tak rzeczywiście jest. Jeżeli chodzi o drugie zagadnienie, to ja zajmuję się jedynie wpływem wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze na wzrost temperatury naszej planety. Jest to jedynie niewielki zakres klimatologii i dlatego na postawione pytanie nie mogę się autorytatywnie wypowiedzieć. Myślę jednak, że na ten temat powinny być również prowadzone dyskusje merytoryczne z geologami i astrofizykami.

Tak, ale tutaj postawili Państwo taką tezę, która jest wynikiem tego przeglądu eksperymentu, że już możliwość przyrostu ocieplenia spowodowanego przez wzrost ilości dwutlenku węgla jest w zasadzie wyczerpana.

Tak, zgadzam się.

No i jest to teza w tym sensie politycznym zupełnie rewolucyjna z tego względu, że przecież cała ideologia Unii Europejskiej też tutaj narzucona w Polsce jest w tej chwili oparta o walkę z dwutlenkiem węgla. Dziękuję za rozmowę.

http://nczas.info/2026/02/07/klimatyzm-to-bujda-mit-o-dwutlenku-wegla/

#klamcy #klimat #klimatyzm #co2

13

Będzie pozew wobec Zgorzelskiego. Chodzi o słowa o Koronie Brauna [VIDEO]nczas.info

Poseł Konfederacji Korony Polskiej Roman Fritz zdradził w rozmowie z Julią Gubalską z „Najwyższego Czas-u!”, że szykowane są pozwy wobec wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego. Polityk ludowców w ostatnim czasie wypowiadał się o partii Grzegorza Brauna oraz kłamał na temat polskiego posła do Parlamentu Europejskiego.

W ostatnim czasie Korona, której notowania w sondażach rosną, znalazła się na celowniku mainstreamu. W niezbyt mądry sposób partię Brauna oraz samego jej lidera zaatakował i pomówił przedstawiciel Polskiego Stronnictwa Ludowego, wicemarszałek Piotr Zgorzelski.

Polityk PSL był m.in. gościem kanału „Otwarta Konserwa”. Tam wymieniając elementy prawej strony sceny politycznej, Zgorzelski powiedział o Prawie i Sprawiedliwości, Konfederacji i „Konfederacji Putina”.

– Konfederacja Putina? Nie ma takiej partii – zdziwił się prowadzący rozmowę Krzysztof Ziemiec.

– Jest taka partia panie redaktorze, dlatego, że jest to… – zaczął odpowiadać Zgorzelski.

– Konfederacja Korony Polskiej – wtrącił Ziemiec.

– To jest Konfederacja Putina, ponieważ jest to pierwsza partia po ’89 roku, która ma tak jasno i dobitnie wyeksponowaną agendę prorosyjską. To jest partia prorosyjska – stwierdził wicemarszałek.

– Najgorsze historyczne momenty wspominam jako historyk, kiedy polscy politycy, szlachta, arystokraci byli klientami carskimi, tak się wtedy mówiło. Teraz w obrzydliwy sposób, dla mnie niezrozumiały, Braun napisał wiernopoddańczy list do Ławrowa, a potem – czy może wcześniej – odebrał nagrodę im. Czeczki, czyli dezertera, zdrajcy z polskiego wojska od Łukaszenki – dodał Zgorzelski.

Stwierdzenie o tym, że Braun odebrał taką nagrodę jest po prostu nieprawdziwe. W rozmowie z „Najwyższym Czas-em!” dr Sławomir Ozdyk z Konfederacji Korony Polskiej powiedział, że „poseł Braun faktycznie dostał nagrodę (…), ale uwaga – nie im. Emila Czeczki, tylko Centrum Systemowej Ochrony Praw Człowieka – dostał poseł Braun i dostał jeszcze chyba drugi europoseł (Ľuboš) Blaha, o ile się nie mylę”. Jak podkreślił Ozdyk, Braun o nagrodzie nie wiedział i nie przyjmował jej.

O liście Konfederacji Korony Polskiej do ministrów spraw zagranicznych Polski i Rosji, czyli Radosława Sikorskiego oraz Siergieja Ławrowa, w którym politycy tej partii protestowali wobec usunięcia rzeźb z Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu i domagają się normalizacji w stosunkach polsko-rosyjskich więcej możecie przeczytać w tym miejscu.

Użytego przez siebie sformułowania Zgorzelski użył także w ostatnią niedzielę w programie „Śniadanie Rymanowskiego w Polsat News i Interii”. – Prezydent Nawrocki wyrusza jako ten wilk na łowy, bo tutaj chcę powiedzieć, że tak w mojej ocenie, to akurat wśród czterech podmiotów po prawej stronie sceny politycznej, czyli Konfederacji Putina, Konfederacji, Prawa i Sprawiedliwości i Pałacu Prezydenckiego, to tylko i wyłącznie prezydent Nawrocki ma moc sprawczą – powiedział wicemarszałek warszawskiego Sejmu.

http://nczas.info/2026/01/27/nasz-news-bedzie-pozew-wobec-zgorzelskiego-chodzi-o-slowa-o-koronie-brauna-video/

#braun #grzegorzbraun #klamcy

14

NO KURWA WIADOMO!!! - Historyk z Yad Vashem zabrał głos po skandalicznym wpisie. „Nie ma za co przepraszać”nczas.info

Naszywka dla Żydów dobrowolnie służących Niemcom w Getcie / fot. ilustracyjne

Zdjęcie

Nie milkną echa skandalicznego i wprowadzającego w błąd wpisu Yad Vashem na temat Polski. Głos zabrał historyk z tego instytutu David Silberklang, który twierdzi, że „nie ma za co przepraszać”.

Przypomnijmy, że Yad Vashem napisał w niedzielę na platformie X, że „Polska była pierwszym krajem, gdzie Żydzi zostali zmuszeni do noszenia wyróżniającej ich odznaki, w celu odizolowania ich od otaczającej ludności”.

„23 listopada 1939 r. Hans Frank, gubernator Generalnego Gubernatorstwa, wydał rozkaz, zgodnie z którym wszyscy Żydzi w wieku 10 lat i starsi musieli nosić na prawym ramieniu białą, materiałową opaskę o szerokości 10 cm, oznaczoną niebieską Gwiazdą Dawida” – dodał instytut, zachęcając do zapoznania się z pełnym tekstem analizującym to antysemickie prawo.

„Jak zauważyło wielu użytkowników i jak wyraźnie podano w podlinkowanym artykule, stało się to na polecenie władz niemieckich” – dodano po kilku godzinach w kolejnym wpisie, po tym jak internauci zaczęli uzupełniać kontekst tych wydarzeń.

Później, w poniedziałek minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przekazał, że wezwał do MSZ ambasadora Izraela w Polsce, w związku z tym, że niedzielny „wprowadzający w błąd wpis” opublikowany przez Yad Vashem nie został poprawiony.

Do sprawy odniósł się historyk instytutu David Silberklang. Udzielił on wypowiedzi w programie „Polska i Świat” w TVN24.

– Nie ma za co przepraszać. W języku angielskim nie trzeba powtarzać tego, co w sposób oczywisty wynika z kontekstu – powiedział.

– Niemcy okupowali Polskę, to oczywiste, że zarządzenie zostało wydane przez Hansa Franka, generalnego gubernatora okupowanych ziem polskich. To oczywiste dla każdego, kto wie cokolwiek na temat Holokaustu lub kliknie w link odnoszący do artykułu na stronie – grzmiał.

http://nczas.info/2025/11/25/historyk-z-yad-vashem-zabral-glos-po-skandalicznym-wpisie-nie-ma-za-co-przepraszac/

#zydzi #antypolonizm #Polska #iiwojnaswiatowa #klamcy

14

Skandal w BBC. Telewizja CELOWO zmanipulowała wypowiedź Trumpa. „Lewicowa maszyna propagandowa”nczas.info

Rzecznik Białego Domu Karoline Leavitt potwierdziła doniesienia, że prawnicy prezydenta Donalda Trumpa złożyli pozew sądowy przeciwko telewizji BBC za zmanipulowanie jego wypowiedzi. Zasugerowała przy tym, że pozew będzie podtrzymany bez względu na to, czy brytyjski nadawca przeprosi prezydenta USA.

– Prawnicy prezydenta złożyli pozew przeciwko BBC. Spodziewamy się, że będzie to kontynuowane, a to, czy przeproszą, zależy od nich (BBC) – powiedziała Leavitt podczas briefingu prasowego.

Odpowiedziała w ten sposób na pytanie brytyjskiego kanału GB News o to, czy władze w Londynie wyraziły wystarczający żal z powodu zmanipulowania wypowiedzi prezydenta USA.

Prezydent USA będzie się domagał odszkodowania w wysokości 1 mld dol. bez względu na przeprosiny ze strony BBC. Leavitt stwierdziła, że choć Trumpa łączą dobre relacje z brytyjskim premierem Starmerem, to nie zgadzają się w sprawie BBC, którą prezydent USA uważa za „lewicową maszynę propagandową”.

Prawnicy prezydenta USA wystosowali list do brytyjskiego nadawcy, grożąc pozwem sądowym i żądając co najmniej 1 mld dolarów odszkodowania za opublikowanie przez BBC materiału ze zmanipulowaną wypowiedzią Trumpa. Przedstawiciele głowy państwa wyznaczyli brytyjskiemu nadawcy termin na odpowiedź do piątku (14 listopada), do godz. 22 czasu brytyjskiego (godz. 23 czasu polskiego).

Na razie do dymisji podali się dyrektor generalny BBC Tim Davie oraz szefowa BBC News Deborah Turness.

Według gazety „Telegraph”, BBC jest gotowa oficjalnie przeprosić prezydenta USA Donalda Trumpa.

Według wewnętrznego raportu stacji, jesienią 2024 r., na tydzień przed głosowaniem w wyborach prezydenckich w USA, w programie „Panorama” wyemitowany został film dokumentalny BBC zatytułowany „Trump: A Second Chance?”, który zawierał zmontowany fragment przemówienia Donalda Trumpa z 6 stycznia 2021 r. Materiał miał sprawiać wrażenie, że Trump zachęca swoich zwolenników do ataku na Kapitol.

W montażu połączono jego słowa zachęcające zwolenników do pójścia pod Kapitol z wypowiedzią z tego samego wiecu, w której zachęcał ich, by „walczyli jak diabli, bo inaczej nie będą mieć już kraju”. W rzeczywistości Trump wzywał uczestników do pójścia pod Kapitol, by „kibicować dzielnym senatorom i kongresmenom”.

http://nczas.info/2025/11/13/skandal-w-bbc-telewizja-celowo-zmanipulowala-wypowiedz-trumpa-lewicowa-maszyna-propagandowa/

#trump #bbc #manipulacja #klamcy #lewactwo

11

Rząd planuje przepisy umożliwiające zestrzeliwanie rosyjskich dronów nad Ukrainą i Białorusiąkresy.pl

Rząd przygotował projekt zmian w ustawie o zasadach użycia sił zbrojnych poza granicami państwa. Nowe przepisy mają pozwolić Polsce na samodzielne podejmowanie decyzji o zestrzeliwaniu rosyjskich dronów nad Ukrainą i Białorusią w ramach prawa do samoobrony. Projekt został zgłoszony przez MON i procedowany jest w trybie przyspieszonym.

Nowelizacja ustawy o misjach wojskowych ma umożliwić Polsce samodzielne decyzje dotyczące zestrzeliwania rosyjskich obiektów, w tym dronów nad Ukrainą i Białorusią, bez konieczności wcześniejszej zgody NATO, Unii Europejskiej ani państwa przyjmującego. Projekt przygotowany przez MON odwołuje się do prawa do samoobrony z Karty Narodów Zjednoczonych. Dokument procedowany jest w trybie przyspieszonym.

Obowiązujące obecnie przepisy wprowadzono w lutym 2022 r., dzień przed rozpoczęciem rosyjskiej agresji na Ukrainę. Dodany wówczas art. 2a stanowi, że użycie Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa „może nastąpić na podstawie decyzji właściwego organu organizacji międzynarodowej, której Rzeczpospolita Polska jest członkiem, organu Unii Europejskiej, a także zaproszenia lub zgody państwa przyjmującego”. Tym samym rząd nie może samodzielnie podjąć decyzji o działaniach wojskowych, takich jak zestrzelenie obiektów lecących w kierunku Polski.

Przed 2022 r. obowiązywał art. 2, zgodnie z którym o użyciu sił zbrojnych poza granicami decydował Prezydent RP na wniosek Rady Ministrów w czterech przypadkach: konfliktu zbrojnego lub wzmocnienia sił państwa sojuszniczego, misji pokojowej, akcji przeciwdziałania terroryzmowi lub ewakuacji obywateli.

Obecna koalicja rządząca zdecydowała się na nowelizację przepisów. Projekt przygotowany przez MON został zgłoszony pod koniec czerwca 2025 r. i trafił do Rządowego Centrum Legislacji. Dokument procedowany jest w ramach tzw. szybkiej ścieżki, co ma umożliwić jak najszybsze wprowadzenie poprawek.

Projekt zakłada pozostawienie art. 2a, lecz w zmienionym brzmieniu. Ma on stanowić, że użycie sił zbrojnych poza granicami Polski może nastąpić „na podstawie niezbywalnego prawa do samoobrony, o którym mowa w art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych”. Dopiero w dalszej części mowa będzie o decyzjach organizacji międzynarodowych czy zgodzie państwa przyjmującego.

Art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych przewiduje, że nic w Karcie „nie może uchybiać niepozbywalnemu prawu do samoobrony indywidualnej lub zbiorowej w przypadku napaści zbrojnej na któregokolwiek członka Narodów Zjednoczonych, zanim Rada Bezpieczeństwa nie podejmie niezbędnych zarządzeń w celu utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”.

W praktyce oznacza to, że Polska będzie mogła szybko reagować na zagrożenia, podejmując decyzje o działaniach wojskowych samodzielnie, a wszelkie zgody podmiotów zewnętrznych będą miały charakter wtórny.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/polska-regiony/rzad-planuje-przepisy-umozliwiajace-zestrzeliwanie-rosyjskich-dronow-nad-ukraina-i-bialorusia/

#usmiechnieci #klamcy #podzegaczewojenni

12

Dezinformacja PAP i korespondenta RMF FM. Wymyślili wypowiedzi Trumpa. „Kolejna kompromitacja polskich władz” [VIDEO]nczas.info

Polska Agencja Prasowa (PAP) słynie zarówno z dość stronniczych opisów w swoich depeszach, jak i niezwykle licznych błędów językowych oraz interpunkcyjnych. Tym razem jednak poszli wybitnie ostro w uprzedzenia, nawet jak na nich. Znacząco przeinaczono wypowiedź prezydenta USA Donalda Trumpa, a właściwie ją zmyślono.

„Trump: Wspieramy Polskę wywiadowczo, ale kiedy mówiłem, że pomogę Polsce, to chodziło mi o to, że po wojnie” – brzmiał tytuł jednej z depesz w serwisie PAP.

Przeinaczenia dokonał niezależnie także Paweł Żuchowski z RMF FM, słynący z politpoprawnej narracji. Na X pisał, że „Trump powiedział też, że USA oferują Polsce pomoc wywiadowczą, lecz nie zadeklarował wysłania dodatkowych sił powietrznych”.

„’Kiedy mówiłem, że pomogę Polsce, to chodziło mi o to, że po wojnie’ – oznajmił” – napisał Żuchowski.

„Trump stwierdził także: 'wspieramy Polskę wywiadowczo, ale kiedy mówiłem, że pomogę Polsce, to chodziło mi o to, że po wojnie’. Pytany o to, czy w świetle dodatkowych sił obrony powietrznej, wysłanych do Polski przez Wielką Brytanię i innych sojuszników, Ameryka zrobi to samo. Trump odparł: 'Cóż, pomagamy wywiadowczo. Ale kiedy mówiłem o pomocy lotniczej, miałem na myśli bezpieczeństwo po zakończeniu wojny. Więc po zakończeniu wojny będziemy pomagać w zapewnieniu pokoju i myślę, że ostatecznie to się stanie’ – stwierdził prezydent USA” – pisał dalej Paweł Żuchowski.

Obecnie wpis na X Żuchowskiego został usunięty. Natomiast cytowane słowa nigdy nigdzie nie padły. Zostały wzięte dosłownie z rzyci.

Co faktycznie powiedział prezydent Donald Trump?

– Cóż, pomagamy wywiadowczo. Ale kiedy mówiłem o pomocy lotniczej, miałem na myśli bezpieczeństwo po zakończeniu wojny. Więc po zakończeniu wojny będziemy pomagać w zapewnieniu pokoju i myślę, że ostatecznie to się stanie – powiedział Trump w wywiadzie dla Fox News.

Tymczasem rząd zaczął reagować na fejka PAP.

– Jesteśmy w NATO, jesteśmy razem w sojuszu. To także USA uczestniczyły w konsultacjach na podstawie art. 4 od razu po tym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej, o które wnioskował rząd w uzgodnieniu z panem prezydentem. Stacjonują przecież w Polsce wojska amerykańskie, uczestniczyły w ćwiczeniach „Żelazny obrońca” – mówił w RMF FM rzecznik rządu Adam Szłapka.

– Oczywiście te słowa muszą budzić nasz niepokój. W tym kontekście niezwykle ważne są te jasne deklaracje i nie tylko deklaracje, ale i czyny, prawdziwe wsparcie naszych europejskich sojuszników, które na dniach już do Polski płynie – kontynuował.

Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej w Polsat News ocenił z kolei, że „doszło rzeczywiście do lapsusa, pewnej pomyłki”.

– Słuchałem tej wypowiedzi, dziennikarka zadała pytanie o Polskę, ale później o wypowiedzi z sierpnia, które dotyczyły Ukrainy i prezydent Trump, zdaje się, odpowiadał w sprawie Ukrainy – zauważył i dodał, że wypowiedź pasuje do Ukrainy, nie do Polski.

– Ukrainę wspiera wywiadowczo, a nie militarnie, a Polskę wspiera i wywiadowczo, i militarnie. Myślę, że to chodziło naprawdę o Ukrainę i nie ma co tutaj szukać niepotrzebnych emocji, niepotrzebnego newsa – mówił Przydacz.

W PiS oczywiście już wzywają do dymisji członków rządu KO, bo odniesiono się do fejka, a nie do faktycznej wiadomości. Natomiast warto byłoby zająć się w końcu PAP-em. Stosunkowo niedawno była afera z „Kartoflem Nawrockim”, a to wcale nie było nic szczególnego, że depesze PAP trzeba niemal zawsze poprawiać. Sprawa była po prostu bardziej widoczna, bo dotyczyła bezpośrednio jednego z kandydatów.

„Niektórzy bardziej nienawidzą Trumpa, niż kochają Polskę. Polska Agencja Prasowa @PAPinformacje błędnie zinterpretowała, spłyciła i opacznie, wedle swojego widzimisię przetłumaczyła słowa prezydenta Donalda Trumpa. Masowo kolportowany cytat 'Pomogę Polsce po wojnie’ nigdy nie padł, a wypowiedź docelowo dotyczyła wojny na Ukrainie” – napisał Bartosz Bocheńczak, sekretarz Nowej Nadziei.

„Zalew internetu tym fejkiem po całym tygodniu kampanii przeciwko dezinformacji to kolejna kompromitacja polskich władz w ostatnim czasie. Rząd usilnie stara się zniszczyć wizerunek Polski i pokazać nas jako niegodnego zaufania sojusznika. To również wstydliwy moment dla polskich mediów i dziennikarzy, którzy bez cienia wątpliwości, czy zawahania powielali tę nieprawdę. Myślicie, że wyciągną wnioski, czy pokusa nawalania w złego pana z Ameryki będzie u niektórych silniejsza?” – dodał [pisownia oryg. – red. nczas].

Do wpisu odniósł się Adam Wojtasiewicz z „Najwyższego Czasu!”.

„Nie ma w tym żadnego błędu. Jako użytkownik serwisu PAP uważam, że obecnie poziom tępej rządowej propagandy jest najwyższy w historii 3RP. PiS zaczął, ale uśmiechnięci wskoczyli kilka poziomów wyżej. A przypominam, że depesze PAP podają praktycznie wszystkie infoportale w Polsce” – wyjaśnił Wojtasiewicz.

Pierwsza PAP-owska depesza z fejkowym cytatem pojawiła się w czwartek o godz. 21.30. Korekta pojawiła się dopiero w piątek po godz. 11.

http://nczas.info/2025/09/19/dezinformacja-pap-i-korespondenta-rmf-fm-wymyslili-wypowiedzi-trumpa-kolejna-kompromitacja-polskich-wladz-video/

#klamcy

17

Skandal na Uniwersytecie Medycznym. Szef państwowej agencji radzi studentom, jak manipulować pacjentami. „Cel uświęca środki” [VIDEO]x.com

http://x.com/placzekgrzegorz/status/1967896798271508759

Zdjęcie

Skandal z udziałem szefa Agencji Badań Medycznych. Wyciekło nagranie z udziałem prof. dr hab. Wojciecha Fendlera, który podczas wykładu online, opatrzonego logo Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, zachęcał do okłamywania pacjentów „dla ich dobra”.

Wyciekło nagranie z udziałem szefa Agencji Badań Medycznych, obrazujące poziom moralny dużej części środowiska lekarskiego w Polsce. To, co mieli usłyszeć studenci może szokować, zwłaszcza pacjentów, którzy oczekują od lekarzy rzetelnych informacji.

– Na koniec, EBM (evidence based medicine – medycyna oparta na faktach – przyp. red.) EBM-em. Natomiast w sytuacji, kiedy mamy…, kiedy naprawdę nie wiecie, co zrobić, a chcecie kogoś przekonać naukowo, to rozważcie też opcję taką, może nie do końca właśnie EBM-ową, ale tą podstawę, czyli tą waszą opinię ekspercką – nawet wzbogaconą jakimiś emocjonalnymi opowieściami czy opowieścią o znajomym np., z jakimiś takimi drastycznymi szczegółami, żeby to trafiło do odbiorcy – mówił w nagraniu prof. Fendler.

– To jest ważne o tyle, że osoby niektóre są wrażliwe, ale nienaukowe – i aspekty naukowe, przemawianie o danych, w konkretny sposób czy reprezentowanie danych medycznych w jakiś taki naukowy EBM-owo poprawny styl nie do końca trafia. Natomiast powiedzenie, że właśnie jest jakiś tam znajomy, który ciężko zachorował i chciałby umrzeć, bo nie może oddychać, to przekonuje niektóre osoby, które naukowo by się przekonać nie dały – twierdził.

– Warto pamiętać o tym, że EBM jakby jest dobry, natomiast czasami można też sięgnąć do bardziej, że tak powiem „under hand”, takich nie do końca eleganckich technik, żeby robić to zło w służbie dobra, że tak powiem – utrzymywał.

– Czy to jest etyczne? Ciężko powiedzieć, jak to sentencja idzie: Cel uświęca środki. Jeżeli macie przekonać kogoś do tego, żeby zrobić coś medycznie słusznego, to chyba warto – usiłował przekonać słuchaczy.

Szokujące nagranie skomentował poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek. „Przecież to jest skandal na całą Polskę! Za te słowa obecny szef Agencji Badań Medycznych Pan prof. dr hab. Wojciech Fendler – powołany przez Ministra Zdrowia – powinien zostać natychmiast ODWOŁANY ZE SWOJEGO STANOWISKA!” – ocenił polityk.

„Jak można (używając dodatkowo logo Uniwersytetu Medycznego w Łodzi) uczyć przyszłych lekarzy i instruować ich, iż w przypadku, gdy do pacjentów nie trafiają argumenty oparte na EBM [medycynie opartej na faktach], należy ich okłamywać i OPOWIADAĆ IM ZMYŚLONE HISTORIE?! A wszystko po to, aby ktoś np. się zaszczepił” – dodał.

W ocenie Płaczka takie postępowanie jest „obrzydliwe, ewidentnie patologiczne, nieetyczne, skrajnie nieprofesjonalne i niezgodne z zasadami rzetelności”.

„Ktoś w tym kraju upadł na głowę? Na tym ma polegać nowoczesne podejście do medycyny? Tak należy traktować ludzi? @MZ_GOV_PL – czy jest tam jeszcze ktoś z resztkami przyzwoitości?” – zapytał retorycznie poseł Konfederacji.

http://nczas.info/2025/09/16/skandal-na-uniwersytecie-medycznym-szef-panstwowej-agencji-radzi-studentom-jak-manipulowac-pacjentami-cel-uswieca-srodki-video/

#propaganda #szczepienia #usmiechnietapolska #klamcy #medycyna

16

Covid wrócił! Milion świeżych szczepionek już jedzie do Polskinczas.info

Zdjęcie

Mamy wzrost liczby zachorowań na COVID-19. Tegoroczne warianty u młodszych osób powodują objawy podobne do anginy. U starszych mogą wywołać zapalenie płuc – przekazał PAP główny inspektor sanitarny dr Paweł Grzesiowski. Do Polski jedzie milion dawek szczepionki. W drugiej połowie września będzie można zaszczepić się „za darmo”, czyli za pieniądze ukradzione nam wszystkim w podatkach.

– Preparatem Moderna, dzięki zakupowi szczepionek przez Ministerstwo Zdrowia oraz refundacji procedury z NFZ, będziemy mogli zaszczepić się nieodpłatnie, w ramach szczepień populacyjnych. Natomiast za zaszczepienie pozostałymi dopuszczonymi w Polsce typami szczepionek będziemy musieli zapłacić – wyjaśnił dr Paweł Grzesiowski.

Szczepionka Moderna w tej chwili jedzie do Polski. Jej dostawa do Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych spodziewana jest pomiędzy 8 a 10 września. Potem będzie dystrybuowana za pośrednictwem Inspekcji Sanitarnej do punktów szczepień w aptekach i placówkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej, gdzie będziemy mogli się nią zaszczepić.

W ramach wspólnego unijnego przetargu trafi do Polski ok. miliona dawek szczepionek firmy Moderna, z możliwością zwiększenia tej liczby.

Jak zaznaczył dr Grzesiowski, preparat Moderna, choć dostępny za darmo, nie jest jedynym, którym będziemy mogli się zaszczepić. – W zeszłym sezonie na zasadach komercyjnych w aptekach dostępna była szczepionka Pfizera. Podejrzewam, że w tym roku może być podobnie – wskazał.

Szef GIS dodał, że prawdopodobnie w tym sezonie nie będzie dostępna inna zarejestrowana w Polsce szczepionka białkowa – firmy Novavax. – Najwyraźniej producent koncentruje się na rynku amerykańskim, a nie europejskim, przez co nie złożył oferty w ramach europejskiego przetargu – ocenił Grzesiowski.

Rozmówca PAP przestrzegł przed zbliżającą się falą zachorowań na COVID-19, choć – jak zauważył – w tym roku aktywacja wirusa następuje później niż w zeszłym, bo wówczas mieliśmy z nią do czynienia już w lipcu.

– Z naszego monitoringu wynika, że w ostatnim tygodniu było prawie 5 tys. zgłoszeń COVID-19 od lekarzy rodzinnych. A wcześniej było to 1200-1300. Więc mamy ewidentny wzrost liczby zachorowań – podkreślił Grzesiowski. Dodał, że widać to także po liczbie wykonanych testów oraz po sytuacji w innych krajach europejskich.

Ekspert wyjaśnił, że w tym roku mamy do czynienia z dwoma nowymi podtypami wariantu omikron – NP i LP. U młodszych osób wywołują przede wszystkim silne zapalenie gardła z dużą bolesnością, nieco przypominające anginę. U starszych osób pojawiają się również przypadki z cięższym przebiegiem np. zapaleniem płuc.

– Dlatego tak istotne jest, żeby osoby powyżej 60. roku życia i z chorobami przewlekłymi zaszczepiły się w pierwszej kolejności – przekonywał szef GiS. Zaznaczył, że skład szczepionki, która będzie dostępna w Polsce, został zaktualizowany i uwzględnia nowe warianty.

O fałszowaniu i ukrywaniu wyników badań nad szczepionkami przez największe koncerny dr Grzesiowski jak zwykle zapomniał powiedzieć…

http://nczas.info/2025/09/06/gwaltu-rety-covid-wrocil-milion-swiezych-szczepionek-juz-jedzie-do-polski/

#grzesiowski #plandemia #klamcy #covid19 #szczempionki

21

Obchody w Jedwabnem. Braun złożył zawiadomienie. „Szachraj Schudrich do kryminału” [VIDEO]nczas.info

Grzegorz Braun pojawił się w 84. rocznicę zbrodni w Jedwabnem. Przy okazji usiłował zgłosić policjantom przestępstwo popełnione w jego ocenie przez rabina Michaela Schudricha, który także był w miejscu upamiętnienia żydów.

Braun zawiadomił funkcjonariuszy, podchodząc do dowodzącego ochranianiem uroczystości rocznicowych. – Zawiadamiam pana o przestępstwie. Zawiadamiam pana o zbrodni, która miała tutaj miejsce, w ziemi są szczątki ofiar. I, jak wiadomo, działają procedury policyjno-prokuratorskie. I ja pana wzywam i ponaglam do wszczęcia działania, które przystoi, jest przepisane ustawami, regulaminami policji, a po drugie zawiadamiam pana o przestępstwie polegającym na udaremnieniu ekshumacji i zaniechaniu przepisanych prawem procedur, czyli mamy dwojakie przestępstwo. Raz zbrodnia, która musi być wyświetlona do spodu, a dwa kryminał związany z matactwem, szachrajstwem, fałszowaniem historii – oświadczył Braun.

– Mam dla pana dobrą wiadomość, że wprawdzie Hermann Schaper i jego wspólnicy SS-manni, wspólnicy tej zbrodni sprzed 84 lat, już są na tamtym świecie, ale tu ma pan szachraja Schudricha i innych jego wspólników, którzy – co jest faktem notorycznie znanym, opublikowanym, udokumentowanym – brali udział w tym szachrajstwie – dodał.

– Więc jeśli siły wasze są zbyt wątłe, to my postaramy się tutaj dokonać zatrzymania obywatelskiego szachraja Schudricha, po to, żeby oddać go w ręce organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości – zapewnił.

– Nie jest to popełnione przestępstwo na gorącym uczynku, nie zatrzyma go pan na gorącym uczynku – odparł policjant.

– No jak nie? No jak to? Ma pan w tej chwili fałszerza, który się swoim fałszerstwem chlubi i trąbi na cały świat swoje kłamstwa – stwierdził polityk.

– Panie pośle, sporządzę z tego notatkę na pewno czynności zostaną wykonane – zapewniał funkcjonariusz.

– Czekam. Pan wezwie tutaj kogoś, kto ode mnie odbierze zawiadomienie o przestępstwie – oświadczył Braun.

– Dobrze – zgodził się policjant.

– Brawo, świetnie – skwitował polski poseł do PE.

– A my nie dopuśćmy do tego, żeby przestępcy opuścili miejsce swojego przestępstwa, bo szachraj Schudrich tutaj się go dopuścił – zwrócił się do zgromadzonych wokół ludzi, a następnie przeszedł dalej, wypatrując Schudricha

– Tu miało miejsce to przestępstwo. Tutaj, ćwierć wieku temu, w odkrytej mogile uwijali się rabini z różdżkami. Ich promotorem i kuratorem, moderatorem tego fałszerstwa historycznego jest szachraj Schudrich – wskazał lider Konfederacji Korony Polskiej.

Wtem okazało się, że przechodzi rabin Schudrich z obstawą. „Wolna, wolna Palestyna” – dało się słyszeć okrzyki tłumu. – Szachraj Schudrich do kryminału – zakrzyknął Braun.

– Szachraj ucieka, zatrzymać szachraja – wołał polityk. – Szachraj Schudrich ucieka, panowie policjanci – zwrócił się do mundurowych.

Później Braun skomentował działania policji. – Ciekawi jesteśmy czy policja, po raz kolejny, będzie ochraniać przestępców czy też podejmie działania na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Propaganda kłamstwa jedwabieńskiego ma charakter nie tylko ludzkiej podłości, przemocy rytualnej, pedagogiki wstydu wobec Polaków, ale ma również charakter kryminalny, przestępczy – wskazał.

– Prawo bowiem – i to nie tylko polskie – domaga się, by zbrodnie były wyświetlane, by zatem szczątki doczesne ofiar nie były byle jak pozostawiane w ziemi, ale by były wydobywane, poddawane badaniu, które umożliwia szczegółowe nawet w najbardziej drastycznych szczegółach ustalenie przebiegu zbrodni – dodał.

– To przecież ważne czy jak barbarzyńcy i ludożercy zostawiamy kości cudze w piachu czy też z pietyzmem wydobywamy je na światło dzienne i nie mogąc na tym świecie już sięgnąć sprawiedliwością ludzką zbrodniarzy, takich jak Hermann Schaper, możemy przynajmniej oddać honor, przez ustalenie prawdy, ofiarom, możemy upomnieć się o godność ofiar, nie dopuszczając do tego, by ich śmierć była tak bezczelnie instrumentalizowana na użytek politycznych kampanii propagandowych. A tak jest z kłamstwem jedwabieńskim – skwitował.

– Kłamstwo jedwabieńskie służy jako pałka propagandowa do okładania Polaków i kłamstwo to jest bardzo istotnym elementem przestępczego, rozbójniczego wymuszenia na narodzie polskim, roszczeń wysuwanych przez liderów diaspory i państwa żydowskiego – ocenił Braun.

http://nczas.info/2025/07/10/obchody-w-jedwabnem-braun-zlozyl-zawiadomienie-szachraj-schudrich-do-kryminalu-video/

#Polska #Braun #zydzi #klamcy

18

Nowy „skandal” w Jedwabnem. „Wyborcza” grzmi, naczelny rabin oburzony. „Hańba! Ani słowa o…”nczas.info

Zdjęcie

„Gazeta Wyborcza” w tonie oburzenia grzmi o „międzynarodowym skandalu” w Jedwabnem. Chodzi o podanie faktów kwestionujących udział Polaków w wymordowaniu Żydów w Jedwabnem i stwierdzenie faktu, że dowody wskazują na Niemców, co utrudnia oskarżanie Polaków o antysemityzm i rzekome mordowanie Żydów.

„Głazy z tablicami, których treść m.in. kwestionuje udział Polaków w mordzie żydowskich sąsiadów, pojawiły się obok pomnika zbrodni w Jedwabnem” – napisał w „Wyborczej” Maciej Chołodowski.

Następnie informuje, że „głazy z tablicami zauważył na prywatnym polu” Kamil Mrozowicz. Przedstawiony został jako „aktywista, animator kultury, koordynator grupy podlaskiej 'Liderów Dialogu’ i jeden z nielicznych miejscowych, który stoi na straży pamięci o tutejszych Żydach”. Głazy znajdowały się „około 30-50 merów dalej”.

„Obok już od dwóch lat stoi kilkunastometrowy maszt z biało-czerwoną flagą” – oburza się dalej Chołodowski.

Następnie przytoczył napisy z tablic. Są one umieszczone w językach polskim i angielskim.

„Dowody i relacje świadków zadają kłam twierdzeniom o polskim sprawstwie mordu na Żydach w Jedwabnem 10 lipca 1941 r. W rzeczywistości zbrodni tej dokonał niemiecki oddział pacyfikacyjny pod dowództwem Hermanna Schapera” – napisano na jednej z tablic.

„W wyniku rozbiorów Polska w 1795 r. na 123 lata znika znika z mapy Europy. To, co dla Polaków jest niewyobrażalną tragedią, dla wielu Żydów okazuje się źródłem zadowolenia” – napisano na innej.

„Na terenach polskich okupowanych przez Niemców Żydzi cieszyli się z uzyskanej – jak uwierzyli – autonomii. I żyli z Niemcami w symbiozie” – czytamy.

„W tym czasie [w okresie międzywojennym – red.] wielu Żydów jawnie sympatyzowało z komunizmem utożsamianym z wrogimi Polsce Sowietami. To też Polakom i Żydom nie pomogło w zbliżeniu” – napisano.

Autor tekstu na stronie białostockiej GW podaje, że „o holocauście nie ma ani słowa”. Następnie – w tonie oburzenia – informuje o planach postawienia pomnika na ziemi, którą wykupi Ruch Obrony Polaków.

– Pomnik to element drogi, którą podążamy, a która ma doprowadzić do celu, jakim jest zakończenie instrumentalnego wykorzystywanie tragedii – do ekshumacji w Jedwabnem. To absolutnie konieczne, by zakopaną – dosłownie i w przenośni – prawdę o tamtych tragicznych czasach wydobyć na światło dzienne – mówił Sumliński, cytowany przez GW.

Mrozowicz oburza się, że głazy z tablicami stanęły koło miejsca pamięci z dnia na dzień, tuż przed 84 rocznicą pogromu fałszywie przypisywanego Polakom.

– To totalna samowolka mająca na celu uaktywnić narodowców i środowiska, którym bliskie są teorie spiskowe, a te trzymają się mocno prawej strony sceny politycznej. To zlepek cytatów, pomieszanych faktów i teorii spiskowych. Tablice przywołują słowa rabinów czy żydowskiego historyka, które mają za zadanie ich ośmieszyć. Ale słowa Ringelbluma czy Czerniakowa są wyrwane z kontekstu. Nie brakuje też fantazmatów typu „Żydzi sam stworzyli sobie getta”, bo naziści powiedzieli im, że chcą zabić tylko Polaków-katolików, a getta mają służyć do spokojnego przeżycia wojny – przekonywał Mrozowicz.

– W demokratycznym państwie prawa nikt nie może sobie ot tak stawiać pomników w pobliżu innych ważnych dla społeczeństwa miejsc – a szczególnie związanych z kaźnią setek niewinnych ofiar, które zostały bestialsko zgładzone za to, że nie były katolikami. To skandal na skalę międzynarodową – grzmiał.

Oczywiście najbardziej oburzony jest naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

– To hańba! To przejaw choroby jaką jest antysemityzm. Trzeba z nim walczyć, trzeba walczyć z tą chorobą – krzyczał, cytowany przez „Gazetę Wyborczą” Schudrich.

Przypominamy, że 10 lipca 2025 roku (czwartek) w Jedwabnem, na prywatnej posesji, około 150 metrów od pomnika upamiętniającego zbrodnię (ul. Krasickiego) odbędzie się spotkanie z Grzegorzem Braunem i drem Tomaszem Sommerem, redaktorem naczelnym „Najwyższego Czasu!”. Planowane są trzy seanse filmu „Jedwabne. Historia prawdziwa” o godz. 10.00, 13.00 i 15.00.

http://nczas.info/2025/07/09/nowy-skandal-w-jedwabnem-wyborcza-grzmi-naczelny-rabin-oburzony-hanba-ani-slowa-o/

#Polska #zydzi #klamcy #Jedwabne

28

Rosyjska propaganda jak Gross i Grabowski. Sommer apeluje: Rozpowszechniajmy ten obrazek [VIDEO]nczas.info

Rosyjski propagandysta żydowskiego pochodzenia Władimir Sołowjow w kremlowskiej telewizji głosił tezy promowane w Polsce przez Jana Grabowskiego czy Jana Grossa. „Rozpowszechniajmy ten obrazek” – apeluje redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

Zdjęcie

W popularnym talk-show na antenie rosyjskiej telewizji państwowej Rossija 1 Sołowjow oskarżył oskarżył Polaków o wymordowanie większej liczby Żydów niż Niemcy podczas II wojny światowej. Wezwał także ochroniarzy, by wyrzucili ze studia polskiego politologa Jakuba Korejbę, który próbował prostować rosyjską propagandę.

Prowadzący wykrzyczał, że „Żydów w Polsce w większości zabili nie niemieccy naziści, ale Polacy” i wezwał do czytania publikacji Jana Tomasza Grossa, znanego z szerzenia antypolskich narracji.

Korejba stanowczo zaprzeczył tym twierdzeniom, nazywając je kłamstwem. – Kiedy Hitler eksterminował Żydów w Polsce, pański kraj dostarczał Hitlerowi wszystko, czego chciał. Twój kraj, Związek Radziecki, do czerwca 1941 r. dostarczał Hitlerowi wszystko, czego chciał. A potem, kiedy eksterminował polskich Żydów, nie zrobił nic, aby ich uratować – powiedział.

Po tych słowach rosyjski propagandzista dosłownie wpadł w furię. – Powiedziałeś już wszystko, a teraz wynoś się stąd. Zanim wezmę cię za nos i wyrzucę, wstań i wyjdź. Bo inaczej nie powstrzymam ich przed rozwaleniem cię tutaj. Żydzi w Polsce w większości nie zostali zabici przez niemieckich nazistów, ale przez Polaków. Wstań i wyjdź. Daję ci na to 10 sekund… – darł się Sołowjow.

Następnie wezwał ochronę, która siłą usunęła polskiego komentatora ze studia.

Nagranie skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer. „Rosyjski propagandzista Sołowiow powtarza tezę Grabowskiego i Grossa, że 'większość Żydów w Polsce została zamordowana nie przez nazistów a przez Polaków’. Tak, kłamstwo jedwabieńskie to element rosyjskiej propagandy. Kto je powiela i przypisuje tę zbrodnię Polakom, wbrew oczywistym faktom, ten pomaga Putinowi” – napisał w mediach społecznościowych Sommer.

Po czym dodał: „Rozpowszechniajmy ten obrazek: narracja Grabowskiego, Grossa, centrum agitpropu Polin, obecnego polskiego rządu to… narracja najbardziej zaciekłego rosyjskiego propagandysty. Ale się odsłonili”.

Warto zaznaczyć, że nagranie z rosyjskiej telewizji pochodzi z 2019 roku. To właśnie w tym okresie Grabowski wydał swoje książki pt. „Dalej jest noc” (2018) i „Na posterunku” (2020).

Pierwsza z nich traktuje o losach żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski. Publikacja została skrytykowana przez pracowników Instytutu Pamięci Narodowej, którzy zarzucili jej liczne nieścisłości i błędy faktograficzne. Piotr Gontarczyk określił rozdział autorstwa Grabowskiego (traktujący o powiecie węgrowskim) jako twórczość „z pogranicza naukowej mistyfikacji”.

Grabowski i Engelking za tę książkę stanęli przed sądem. Współautorów „Dalej jest noc” pozwała Filomena Leszczyńska – bratanica dawnego sołtysa opisanego w książce. Według niej jej stryj, sołtys wsi Malinowo Edward Malinowski został fałszywie pomówiony o ograbienie Żydówki i współpracę z Niemcami podczas II wojny światowej. Sąd rejonowy nakazał autorom przeprosić za „naruszenie czci” Edwarda Malinowskiego, jednak sąd apelacyjny pozew oddalił.

W książce „Na posterunku” Grabowski przedstawia polską policję granatową jako jednostkę samorządną, nadgorliwie realizującą powierzone jej zadania i wykazującą własną inicjatywę w działaniach przeciwko Żydom. Według niektórych recenzentów, autor nie podkreśla wystarczająco, że te jednostki policyjne działały pod ścisłą kontrolą niemieckiej policji i administracji okupacyjnej.

http://nczas.info/2025/05/04/rosyjska-propaganda-jak-gross-i-grabowski-sommer-apeluje-rozpowszechniajmy-ten-obrazek-video/

#Polska #rosja #zydzi #propaganda #klamcy

11

Braun składa zawiadomienie ws. Nowackiej. „W obawie przed dalszym zacieraniem dowodów…”x.com

Polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez minister edukacji Barbarę Nowacką. O sprawie poinformował Konrad Niżnik z Konfederacji Korony Polskiej.

31 stycznia polski poseł do PE Grzegorz Braun złożył zawiadomienie do Prezesa IPN Karola Nawrockiego oraz prok. Andrzeja Pozorskiego, Dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Chodzi o słowa minister edukacji Barbary Nowackiej.

Zdjęcie

„Działając na podstawie art. 304 § 1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego, zawiadamiam o możliwości popełnienia przestępstwa przez Barbarę Nowacką – Minister Edukacji Narodowej, polegającego na tym, że w dniu 27 stycznia 2025 roku w Krakowie, publicznie i wbrew faktom zaprzeczyła zbrodni niemieckiej – budowie przez Niemców obozów koncentracyjnych i zagłady poprzez wskazanie, że obozy te były budowane przez «polskich nazistów», tj. o czyn, o którym mowa w art. 55 (ustawy – przyp. red.) z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” – czytamy.

W uzasadnieniu Braun przypomniał, że 27 stycznia 2027 roku minister Nowacka wzięła udział w międzynarodowej konferencji „My jesteśmy pamięcią. Nauczanie historii to nauka rozmowy”, która odbyła się m.in. pod patronatem MEN.

„W trakcie swojego wystąpienia Minister Edukacji Narodowej Barbara Nowacka powiedziała, że: «Na terenie okupowanym przez Niemcy polscy naziści zbudowali obozy, które były obozami pracy, a potem stały się obozami masowej zagłady»” – przypomniał.

„Wypowiedź ta przeczy bezspornym faktom historycznym” – wskazał Braun, przytaczając historię byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau.

„Pod koniec 1939 roku Niemcy z Urzędu Wyższego Dowódcy SS i Policji we Wrocławiu zaproponowali utworzenie obozu w Oświęcimiu, by rozwiązać problem przepełnionych więzień na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim” – napisał. Podkreślił, że „25 stycznia 1940 roku powiadomiono Heinricha Himmlera o zamiarze urządzenia (…) obozu na wzór państwowych obozów koncentracyjnych”.

„W kwietniu 1940 roku podpisano umowę o przekazaniu obiektu przez Wehrmacht. W dniu 27 kwietnia 1940 roku Heinrich Himmler wydał rozkaz założenia obozu, a dwa dni później Rudolf Höß został wyznaczony na komendanta” – dodał.

Zdaniem Brauna, słowa Nowackiej mogą także „wypełniać znamiona czynu zabronionego stypizowanego w art. 55 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, który stanowi, że: «Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 zakres regulacji ustawy pkt. 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3»” – czytamy.

„Przestępstwo tzw. kłamstwa oświęcimskiego wskazującego na odpowiedzialność Polaków za niemieckie zbrodnie, stanowi dla społeczeństwa polskiego czyn w sposób szczególny dotykający wrażliwości narodowej, z uwagi na ogromną (największą w okupowanej Europie) pomoc udzieloną żydom w obliczu holokaustu oraz brak kolaboracji z III Rzeszą w okupowanej Polsce w wymiarze państwowym, politycznym czy wojskowym” – zaznaczył Braun.

Polski poseł do PE wskazał jednocześnie na „konieczność niezwłocznego podjęcia czynności procesowych zmierzających do zabezpieczenia materiału dowodowego w postaci nagrania audio i wideo z ww. wystąpienia, które było transmitowane na żywo i rejestrowane przez organizatora tj. Związek Nauczycielstwa Polskiego, który usunął nagranie”.

„W obawie przed dalszym zacieraniem dowodów konieczne jest niezwłoczne podjęcie czynności w siedzibie Związku Nauczycielstwa Polskiego, w tym ustalenie osób odpowiadających za rejestrowanie i transmitowanie wystąpienia Barbary Nowackiej z ww. konferencji” – wskazał Braun. Polityk załączył do zawiadomienia „fotografie przedstawiające udział Barbary Nowackiej w ww. wydarzeniu”.

http://x.com/KonradNiznik_/status/1885297584127791594

http://nczas.info/2025/01/31/braun-sklada-zawiadomienie-ws-nowackiej-w-obawie-przed-dalszym-zacieraniem-dowodow/

#Braun #nowacka #usmiechnietapolska #klamcy #lewactwo

28