CHCESZ MIEĆ CHORE DZIECI? - KONIECZNIE SZCZEP

ILE JEST CHORÓB TYLKO U SZCZEPIONYCH DZIECI? - ZDZIWISZ SIĘ!

Badania przeprowadzone przez ośrodek badawczy Henry Ford Health na kohorcie aż 18468 dzieci badanej od dnia ich urodzenia aż do 10 roku życia. Głównym współautorem badań był szef oddziału chorób zakaźnych w Henry Ford Health i profesor Wayne State University School of Medicine - Marcus Zervos, który jako zwolennik szczepień chciał nim ostatecznie obalić i uciszyć tezy sceptyków.

Nagłówkowy wynik to HR 2,53 (CI 2,16-2,96) dla dowolnego schorzenia przewlekłego, czyli średnio 2,53-krotnie większe ryzyko chorób przewlekłych dla dzieci szczepionych. Podział na 22 kategorie chorób i wniosek 22:0 na korzyść niezaszczepionych pochodzą z analizy Hulschera z IJVTPR (International Journal od Vaccine Theory, Practice and Research).

Draft z tych wieloletnich badań nigdy nie ujrzał światła dziennego. Dopiero na przesłuchaniu komisji śledczej Senatu z 9 września 2025 w temacie: "Jak korupcja nauki wpłynęła na politykę szczepionkową?" wypłynął oficjalnie na światło dzienne podczas przesłuchań i zeznań. Oficjalna wersja przyczyn niezrecenzowania i nieopublikowania draftu oraz uzyskanych wyników badań do czasopism medycznych brzmi: "Dane i analizy były wadliwe" ;⁠-⁠) Nieoficjalnie jednak wiadomo, że publikacja i ujawnienie takich wyników badań bardzo zaszkodziłaby karierze Zervosa i innych współautorów badania, a przede wszystkim zatrzęsłoby popularnymi narracjami lekarzy, koncernów farmaceutycznych i lobbystów.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/1569868340861743

#propaganda #dzieci #bigpharma #szczepienia

13

Braun złożył zawiadomienie do prokuratury ws. RPD. Horna-Cieślak stanie przed sądem? „Dość bezprawia w białych rękawiczkach”nczas.info

Zdjęcie

Grzegorz Braun opublikował datowane na piątek swoje zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie dotyczące Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak. Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i działanie na szkodę interesu prywatnego i publicznego, również w celu osiągnięcia korzyści osobistej.

Na oficjalnym profilu Grzegorza Brauna pojawiło się zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej o możliwości popełnienia przestępstwa przez RPD. Wskazano art. 231 §1 i §2 Kodeksu karnego, czyli „przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – działanie na szkodę interesu prywatnego i publicznego, w tym w celu osiągnięcia korzyści osobistej”.

„Na podstawie art. 304 §1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego składam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa i wzywam Prokuraturę do natychmiastowego wszczęcia postępowania przygotowawczego” – napisał w zawiadomieniu Braun.

Lider KKP wskazał, że RPD, czyli „organ powołany do strzeżenia najsłabszych” wykorzystał urząd „w narzędzie prywatnej urazy i instytucjonalnego gwałtu na rodzinie”.

„Oto, w skrócie, czyn, którego nie sposób nazwać inaczej niż przestępstwem urzędniczym popełnionym w białych rękawiczkach pod pretekstem dbania o 'dobro dziecka’. Zgodnie z informacjami medialnymi, w dniu 14 sierpnia 2026 r. na warszawskiej Białołęce p. Monika Horna-Cieślak, spacerując jako osoba prywatna, wdała się w uliczną sprzeczkę z matką dwojga małych dzieci (lat trzy i cztery). Matka – według własnych, niezbitych przez panią Rzecznik wyjaśnień – szarpnęła dziecko, które wbiegło na jezdnię. Reakcja matki była reakcją strachu o życie dziecka, nie zaś – w żadnym stopniu – aktem o znamionach sadyzmu. Pani Rzecznik poczuła się obrażona wulgarną ripostą i w reakcji na nią uruchomiła cały aparat państwa przeciwko tej jednej rodzinie” – napisano

„Co niezwykle istotne, ani Policja po pierwszej interwencji, ani kurator sądowy, ani sąd rodzinny nie stwierdzili podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Mimo to, po osobistym, upartym i zawziętym, a przy tym pozaprocesowym zaangażowaniu samej pani Rzecznik oraz jej biura, rodzice otrzymali nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do własnych dzieci (!!!). Trzylatek i czterolatek trafili do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Sąd, gdy sprawa wróciła na wokandę, nakazał natychmiastowy powrót dzieci do domu i w uzasadnieniu – słowami, które powinny spalić uszy każdej przyzwoitej władzy – orzekł, że działania wobec rodziny 'mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej’, a 'machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia’. Sąd wskazał wprost na 'próbę wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej, na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich, tezy o konieczności zabrania jej dzieci’. To nie jest zatem 'spór interpretacyjny’. To akt oskarżenia napisany przez sam wymiar sprawiedliwości. Pozostaje tylko, by Prokuratura miała odwagę nazwać rzecz po imieniu i pociągnąć funkcjonariusza publicznego do odpowiedzialności karnej” – podkreślił Braun.

Następnie przytoczył wszelkie doniesienia medialne dotyczące skandalu z RPD z dni 23 i 24 września. Wspomniał przy tym o „osobistej urazie” RPD po incydencie z matką i dzieckiem 14 sierpnia tego roku.

„Pierwsza ocena służb – brak podstaw. Policja sprawdziła rodzinę i nie stwierdziła podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Sąd rodzinny, po wpłynięciu materiałów, również nie wydał orzeczenia o umieszczeniu dzieci w pieczy. Kurator sądowy, po wywiadzie środowiskowym, stanął na tym samym stanowisku. Oto trzy niezależne ogniwa państwa, które powiedziały: nie” – napisał Grzegorz Braun w zawiadomieniu.

Zwrócił też uwagę na „niedozwolony nacisk na sąd”.

„Według ustaleń prasy pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka kontaktował się telefonicznie z sędzią wyznaczonym do rozpoznania sprawy, zabiegając o odebranie dzieci. Kontakt ten miał nastąpić jeszcze zanim sąd zdążył wydać pierwsze rozstrzygnięcie, a następnie – po odmowie sądu i po negatywnej ocenie kuratora – ponowiono argumentację za odebraniem. P. Horna-Cieślak publicznie przyznała, że jej biuro kontaktowało się z sędzią dyżurnym. Nazywa to 'informowaniem o pilności sprawy’. W państwie prawa telefon urzędu do sędziego w toczącej się sprawie, z tezą o konieczności konkretnego orzeczenia, nie jest grzecznościową komunikacją. Jest zamachem na niezależność sądu” – czytamy w zawiadomieniu.

Wspomniał też o naciskach na policję, które pojawiły się, gdy „sąd i kurator okazali się niewygodni”.

„W dniu wolnym od pracy stawiła się na posterunku. W spotkaniu – według doniesień – uczestniczył również Komendant Stołeczny Policji Krzysztof Ogroński oraz funkcjonariuszka, która dopiero na skutek tego nacisku wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Funkcjonariuszka miała zeznać, że w chwili decyzji nie widziała ani dzieci, ani rodziców, oraz że po raz pierwszy w karierze zetknęła się z takimi działaniami wobec jednej rodziny. Oto obraz: urząd Rzecznika, zamiast stać na straży prawa, siada przy stole z komendantem i 'załatwia’ to, czego nie dał jej sąd” – zwrócił uwagę lider KKP.

„Skutek: porwanie instytucjonalne dwojga maluchów. Rodzice w tak krótkim czasie nie zdołali zapewnić zastępczej opieki. Dzieci w wieku trzech i czterech lat – dla których, jak napisał sąd, rodzice stanowili 'cały dotychczasowy wszechświat’ – trafiły do domu dziecka. Sąd ostrzegł przed 'potężną, trudną do wyobrażenia traumą’. To nie 'procedura’. To wyrwanie maluchy z ramion matki i ojca siłą państwa, po kłótni na ulicy” – czytamy dalej.

Dalej zwrócił uwagę, że sąd oddał dzieci i skrytykował RPD.

„Sąd nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom, z rygorem natychmiastowej wykonalności, mimo policyjnych zakazów. W uzasadnieniu sędzia nie ograniczył się do uchylenia środków. Oskarżył aparat o przemoc instytucjonalną, o rażącą nieproporcjonalność i o próbę użycia autorytetu urzędu do przepchnięcia tezy zrodzonej z osobistego poczucia urażenia. Sąd skierował do pani Rzecznik 'wielką prośbę, a wręcz gorące błaganie’, by tę samą żarliwość, z jaką pchała dzieci do placówki, obróciła ku naprawie warszawskiej pieczy zastępczej – zamiast fundować maluchom traumę pozaprocesowymi, pospiesznymi czynnościami” – stwierdził Grzegorz Braun.

„Art. 231 §1 K.k. stanowi: funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 231 §2 K.k. zaostrza odpowiedzialność, gdy sprawca dopuszcza się czynu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – kara od roku do lat 10 pozbawienia wolności. Wszystkie wyżej przywołane znamiona obu typów czynu zabronionego zachodzą w niniejszej sprawie” – podkreślił w zawiadomieniu Braun.

„Wnoszę o: 1. natychmiastowe wszczęcie śledztwa przeciwko Monice Hornie-Cieślak o czyn z art. 231 §1 K.k., ewentualnie z art. 231 §2 K.k.; 2. zabezpieczenie w Biurze Rzecznika Praw Dziecka: całej korespondencji, notatek, e-maili, rejestrów połączeń telefonicznych i SMS-ów z okresu od 14 sierpnia 2026 r., w szczególności kontaktów z Sądem Rejonowym właściwym dla Białołęki, z kuratorem, z Komendą Stołeczną Policji, z dzielnicową jednostką Policji oraz z ośrodkiem pomocy społecznej; 3. zabezpieczenie w Komendzie Stołecznej Policji i właściwej komendzie rejonowej: notatek urzędowych, rozkazów, poleceń, nagrań monitoringu posterunku, ewidencji wejść oraz treści decyzji o nakazie opuszczenia lokalu i zakazie zbliżania się; 4. wystąpienie do właściwego sądu rodzinnego o udostępnienie akt sprawy opiekuńczej wraz z pełnym uzasadnieniem postanowienia nakazującego powrót dzieci do rodziców; 5. przesłuchanie w charakterze świadków: sędziego, który wydał postanowienie o zwrocie dzieci; kuratora sądowego; funkcjonariuszki, która wydała nakaz i zakaz; Komendanta Stołecznego Policji Krzysztofa Ogrońskiego; pracowników Biura RPD, którzy kontaktowali się z sądem; rodziców dzieci; ewentualnych świadków incydentu z 14 sierpnia 2026 r.; 6. uzyskanie bilingów i danych o połączeniach Biura RPD z numerami sądu i Policji w dniach 14–18 sierpnia 2026 r.; 7. rozważenie przedstawienia zarzutów również innym osobom, które – działając wspólnie i w porozumieniu albo przekraczając własne uprawnienia – współsprawowały skutek w postaci bezprawnego odseparowania dzieci od rodziców; 8. niedopuszczenie do sytuacji, w której sprawę „załatwi się” wewnętrznym wyjaśnieniem urzędu albo sejmową przepychanką o odwołanie. Odwołanie ze stanowiska nie jest karą za przestępstwo. Jest, co najwyżej, higieną instytucjonalną. Higiena taka nie zastępuje Kodeksu karnego” – wyliczył Grzegorz Braun.

Na końcu stwierdził, że RP „nie po to powołała Rzecznika Praw Dziecka, by ten urząd stał się prywatną milicją ideologiczną, która po kłótni na chodniku porywa komuś dzieci do placówki” ani „nie po to istnieje sąd rodzinny, by urzędnik telefonował do sędziego z 'pilnym stanowiskiem'”. Również nie po to powołano policję, by „komendant stołeczny asystował przy instytucjonalnym, wyjątkowo podłym gwałcie na rodzinie”.

„Rodzina jest pierwszą i najświętszą wspólnotą Narodu. Kto w imieniu państwa rozrywa trzyletnie dziecko od matki, bo matka nie ukłoniła się urzędniczce na ulicy, ten nie broni dziecka. Ten plami godło. Sąd już powiedział, że to przemoc instytucjonalna. Sąd już powiedział, że to rażąca nieproporcjonalność. Sąd już powiedział, że jej źródłem było osobiste poczucie urażenia. Prokuratura, która wobec tak jasnego stanu faktycznego umywałaby ręce, stałaby się nie strażnikiem prawa, lecz jego grabarzem. Żądam śledztwa. Żądam nazwiska na akcie oskarżenia. Żądam, by w tej sprawie nie było świętych krów – ani w Biurze Rzecznika Praw Dziecka, ani w gabinecie Komendanta Stołecznego Policji. Dość już tego bezprawia w białych rękawiczkach” – podsumował lider KKP Grzegorz Braun.

http://nczas.info/2026/09/29/braun-zlozyl-zawiadomienie-do-prokuratury-ws-rpd-horna-cieslak-stanie-przed-sadem-dosc-bezprawia-w-bialych-rekawiczkach/

#Braun #kkp #konfederacjakoronypolskiej #rpd #wiedzma #dzieci

20

Gozdyra, Wilk i „interwencja” Hornej-Cieślak. „Pani nie ma żadnej wiedzy, a już przesądza sprawę”nczas.info

Zdjęcie

Agnieszka Gozdyra odniosła się w mediach społecznościowych do głośnej „interwencji” Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak, która poskutkowała m.in. czasowym umieszczeniem 3- i 4-letnich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej oraz tym, że rodzina straciła dach nad głową. Przedstawiony przez RPD przebieg zdarzeń odbiega od relacji rodziców dzieci. Głos zabrał m.in. mec. Jacek Wilk, punktując dziennikarkę Polsat News.

Przypomnijmy, że do „interwencji” RPD doszło w sierpniu na jednej z warszawskich ulic. Rzecznik miała zauważyć nieodpowiednie jej zdaniem zachowanie kobiety w stosunku do własnego dziecka, podeszła, zwróciła uwagę, a potem zaalarmowała służby. Dzieci trafiły po opiekę państwowej instytucji, sąd jednak uznał, że RPD nie miała racji i oddał dzieci rodzicom.

Przedstawiony przez matkę dzieci przebieg zdarzeń odbiega jednak od tego, o którym w mediach opowiada Horna-Cieślak. W rozmowie z Kanałem Zero kobieta mówiła m.in. o tym, że Horna-Cieślak miała robić ukrycia zdjęcia jej dzieciom, ale nie wyłączyła dźwięku w telefonie, czy o szarpaniu się z nią o drzwi do bloku, w którym mieszkała rodzina. Ponadto kobieta zaprzeczyła, jakoby miała używać niecenzuralnych słów pod adresem swojego dziecka. Przyznała, że kierowała wyzwiska, ale do Hornej-Cieślak.

W tej samej rozmowie rodzice dzieci odnieśli się także do wątku rzekomej przemocy w rodzinie. Kobieta przyznała, że założono jej tzw. niebieską kartę, ale „z powodów mieszkaniowych”. – Po prostu warunki mieszkaniowe były zbyt złe na to, żeby dzieci tam się wychowywały, rozwijały i przebywały – powiedziała, wyjaśniając, że chodzi o inne mieszkanie, w którym mieszkała z babcią i bratem. Dodała, że karta została założona około dwa lata temu i nie miało to żadnego związku z przemocą.

Z kolei mężczyzna przyznał, że kilka lat temu odsiedział wyrok za sprawę, która także nie miała żadnego związku z przemocą, ani z dziećmi. Podkreślał też, że nie miał nic wspólnego z tzw. niebieską kartą swojej partnerki.

„W 2024 w Polsce z powodu przemocy domowej zmarło 45 dzieci. W 2025 – 29 210 dzieci doznało przemocy domowej (dane Polskiej Policji). Danych nt. śmiertelności jeszcze nie ma. Ale te liczby wysadzają w kosmos twierdzenia, że dziecko ZAWSZE jest bezpieczniejsze i szczęśliwsze w domu, niż poza nim” – napisała na portalu X Agnieszka Gozdyra.

„To, co dzieje się wokół interwencji Moniki Hornej-Cieślak, w wielu przypadkach niewiele ma wspólnego z obroną dzieci, a zamieniło się w nagonkę na urzędniczkę” – grzmiała.

Dziennikarka odwołała się także do swojego programu z udziałem przedstawiciela policji oraz Agaty Bzdyn, z którego – jej zdaniem – „jasno wynika, że policja zrobiła wszystko, co powinna była zrobić zgodnie z przyjętym przez polityków prawem (#lexKamilek)”.

„Absolutna większość osób, które wyrokują w tej sprawie, nie ma wiedzy tej rodziny, jej sytuacji prawnej, niebieskich kart, przeprowadzek itp. Wypowiadają się albo po prostu robiąc politykę, albo unosząc świętym oburzeniem głównie po to, by zaistnieć w dyskusji” – stwierdziła.

Do jej wpisu odniósł się m.in. mec. Jacek Wilk. „Problem w tym, że to Pani nie ma żadnej wiedzy, a już przesądza sprawę.

Każdy praktyk od prawa rodzinnego Pani powie, że niebieska karta to nie jest żadna podstawa do odebrania dzieci, a założyć ją można każdemu – wystarczy donos (choćby jako tako uprawdopodobniony)” – wskazał.

„Dodam więcej:

– NIE MA PANI POJĘCIA:

– przeciwko komu była założona ta karta w tym przypadku

– na czyj wniosek

– w związku z czym (jakie konkretnie czyny i czyje)

A tak się składa, że nie z powodu dzieci…

I co Pani na to odpowie??

Niech zgadnę – pewnie nic. Jak zawsze” – podkreślił.

„A ile w tym samym czasie zamordowano dzieci dla wygody (aborcja na życzenie)?

Proszę sprawdzić – bo liczba, którą Pani wyżej przywołuje to UŁAMEK PROMILA SKALI PRAWDZIWEJ ZBRODNI” – dodał Wilk.

Słowa Gozdyry skomentował także Adam Gwiazda. „45 dzieci to 0,00068% ogółu dzieci w Polsce i 0,00085% tych do 14 roku życia. Każda śmierć niewinnego to tragedia, ale restrykcyjna kontrola rodziny w Polsce jest już wystarczająca. Nic więcej nie da się ani nie ma potrzeby robić. Ale rozumiem sposób argumentowania. Pozwoli on np. na całkowite zatrzymanie imigracji do Europy, gdzie odsetki ofiar są znacznie wyższe” – napisał.

„Czyli w rodzinach z powodu złego traktowania umiera 45 dzieci. To 0,00068% ogółu dzieci w Polsce. W tym okresie w pieczy zastępczej odnotowano co najmniej 4 zgony (poparzona Róża ze Słupska, Oskar z Warszawy etc.). To 0,005%. A i tak dane niepełne. Statystycznie większe prawdopodobieństwo śmierci pod kuratelą państwa niż w rodzinie” – skwitował.

http://nczas.info/2026/09/27/gozdyra-wilk-i-interwencja-hornej-cieslak-pani-nie-ma-zadnej-wiedzy-a-juz-przesadza-sprawe/

#gozdyra #rpd #dzieci #spierdolenie

8

Burza po słowach Hornej-Cieślak w TVP Info. Stanowski OSTRO: „Tylko dość specyficzne osoby potrafią” [VIDEO]nczas.info

Zdjęcie

Krzysztof Stanowski skomentował fragment rozmowy z Rzecznik Praw Dziecka na antenie TVP Info. Dziennikarz nie gryzł się w język.

Monika Horna-Cieślak gościła w TVP Info, gdzie odniosła się m.in. do starej sprawy lodów za świadectwo z paskiem, rozdawanych dzieciom w Pszczynie. RPD stwierdziła, że chce narrację o tej historii „wyprostować”. – W ogóle w przestrzeni medialnej była informacja, że ja zakazuję lodów, że ja tutaj… Ja, po pierwsze, mam świetne relacje z panią z Pszczyny, my się znamy, jesteśmy razem w kontakcie – twierdziła.

– Dzięki niej też udało mi się i jesteśmy w kontakcie z innymi organizacjami pozarządowymi, które w Pszczynie działają na rzecz ochrony dzieci – dodała Horna-Cieślak.

– To była interwencja spowodowana tym, że do nas dotarła informacja, że to właśnie panią Jolę w Pszczynie spotyka hejt za to, że ma taką akcję. Pierwsze pismo do pani Joli, mówiące o tym, że my prosimy tylko po prostu o rozwagę, bo się martwimy o to, co się dzieje po prostu w lokalnej społeczności – powiedziała.

Przypomnijmy, że do sytuacji doszło w czerwcu 2026 r. Lodziarnia Pod Dębem od 25 lat na zakończenie roku szkolnego oferowała darmowe lody dzieciom, które otrzymały świadectwo z paskiem.

Wówczas lodziarnia przedstawiała wersję odbiegającą od słów RPD.

„Drodzy Klienci, Z bólem serca informujemy, że po raz pierwszy od 25lat, w dniu rozdania świadectw szkolnych, nie będziemy mogli kontynuować naszej tradycji rozdawania darmowych lodów uczniom ze świadectwem z czerwonym paskiem. Otrzymaliśmy imienne pismo od Rzecznika Praw Dziecka z prośbą o zaprzestanie tej inicjatywy. W związku z tym jesteśmy zmuszeni zakończyć tradycję, która została zapoczątkowana przez założyciela lodziarni, śp. Tadeusza Hałas. Co roku rozdawaliśmy kilkaset darmowych lodów w tym dniu. Kopia pisma jest dostępna do wglądu w naszej lodziarni. Choć kończymy ten piękny zwyczaj, niezmiennie serdecznie zapraszamy wszystkich uczniów, rodziców i naszych klientów do wspólnego świętowania zakończenia roku szkolnego” – napisano na facebookowym profilu lodziarni.

Wypowiedź RPD skomentował krótko Krzysztof Stanowski. „Myślę, że ten fragment wideo mówi wszystko na temat prawdomówności Rzecznik Praw Dziecka. Tylko dość specyficzne osoby potrafią opowiadać takie dyrdymały z uśmiechem na twarzy” – skwitował.

http://nczas.info/2026/09/26/burza-po-slowach-hornej-cieslak-w-tvp-info-stanowski-ostro-tylko-dosc-specyficzne-osoby-potrafia-video/

#wiedzma #rpd #dzieci #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska

18

„Interwencja” Hornej-Cieślak. Rodzice UJAWNIAJĄ kulisy odebrania dzieci. Zdjęcia z ukrycia i szarpanie o drzwi do blokunczas.info

Zdjęcie

Dziennikarze Kanału Zero dotarli do rodziców, którym odebrano dzieci po głośnej „interwencji” Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak, do której doszło w sierpniu na jednej ze stołecznych ulic. Para przedstawiła swoją wersję wydarzeń, która różni się od opowiadanej przez RPD w mediach.

– Odprowadzałam dzieci do przedszkola, więc jechaliśmy komunikacją miejską. Syn nie posłuchał się, bo wybiegł sobie na ulicę. Prosiłam go trzy razy na początku, żeby wrócił, za czwartym razem faktycznie krzyknęłam, bo zauważyłam, że samochody mają zielone światło i zaczynają ruszać. Syn nie wrócił, więc złapałam go za rękę i ściągnęłam go po prostu z jezdni – relacjonowała matka dzieci.

– Pani rzecznik podeszła, zaczęła się czepiać, że dlaczego krzyczę na swoje dziecko – dodała.

– Czy pani rzecznik nagrywała to zajście? – zapytał jeden z dziennikarzy.

– Na początku tego nie nagrywała (…) Dysponuje nagraniem, ale to nagranie również było w sądzie, na rozprawie. Nagranie zaczynało się od momentu, kiedy pani rzecznik już była przeze mnie zwyzywana za bezprawne robienie zdjęć moim dzieciom – do czego się praktycznie nie przyznała – powiedziała kobieta.

Dodała, że RPD miała robić dzieciom zdjęcia, „i to jeszcze tak jakby z ukrycia, tylko nie wyłączyła dźwięku w aparacie”.

Przyznała też, że nie rozpoznała, kim jest kobieta, która zaczepiła ją na ulicy. – Dla mnie to była obca kobieta. Rzekomo się przedstawiła, że jest Rzecznikiem Praw Dziecka, poprosiłam o to, żeby pokazała legitymację, to zaczęła czegoś szukać w tej swojej sukience, ale nic mi nie przedstawiła, kompletnie. Żadnej legitymacji, żadnego papierka, nic – relacjonowała.

Pytana, czy użyła wobec dziecka wulgarnych słów, kobieta powiedziała, że „wobec dziecka nie”. – A wobec niej tak – dodała.

– Nigdy w życiu bym syna na k nie nazwała, bo dobrze wiem, o jakie słowo jej chodzi. Tego sformułowania użyłam do niej – i nie tylko na k, ale też i na s – wyjaśniła.

Pytana, dlaczego tak powiedziała, odparła: „z powodu właśnie tego, że zaczęła robić zdjęcia moim dzieciom”. – Nie lubię, jak ktoś to robi, nie wiem, kim była ta kobieta i nie wiem, co miała w planach zrobić z tymi zdjęciami moich dzieci, więc troszeczkę się zdenerwowałam. No jeszcze ta sytuacja stresowa, gdzie praktycznie prawie potrącił samochód moje dziecko – dodała.

– W tym wywiadzie pani rzecznik też twierdziła, że dzieci, kiedy pani próbowała odejść stamtąd w stronę swojego domu, że dzieci nie chciały z panią iść. Jak to wyglądało z pani perspektywy? – pytał jeden z dziennikarzy.

– Dzieci były zdenerwowane i zestresowane całą sytuacją, więc szły do domu niechętnie, ale iść – szły. Jak mówiłam, że idziemy do domu, to szły do tego domu. Szły powoli, bo były przestraszone – mówiła kobieta.

– Pani rzecznik w tym wywiadzie opisała, że aż dzieci trzymały się szyby i tak bardzo nie chciały pójść – wtrącił dziennikarz.

– Nie trzymały żadnej szyby (…) To było tak, że otworzyłam klatkę czipem, weszliśmy na klatkę, dzieci pobiegły w stronę windy, żeby wezwać windę, to pani rzecznik się ze mną szarpała o drzwi do bloku – opisywała kobieta.

– Chciała wejść za mną, zobaczyć do jakiego lokalu wchodzę, pod jakim numerem mieszkania mieszkam. No ale nie weszła, można powiedzieć nie pozwoliłam jej – dodała.

Kobieta opisała, że po około dwóch godzinach od momentu powrotu do domu, odwiedził ich dzielnicowy.

Po „interwencji” RPD dzieci zostały zabrane z rodziny. Na tym jednak problemy się nie skończyły, bowiem właściciel mieszkania wypowiedział parze umowę, dając tydzień na opuszczenie lokalu. Aktualnie matka razem z dziećmi mieszka w ośrodku interwencji kryzysowej, a jej partner szuka nowego mieszkania dla rodziny. Mężczyzna podkreślał, że nie miał żadnych zaległości w opłatach, jednak do dziś nie dowiedział się jaki był powód wypowiedzenia umowy.

Z relacji kobiety wynika, że dzieci trafiły do placówki opiekuńczej 15 sierpnia. – W poniedziałek byliśmy w sądzie od 8 rano, o 14 była sprawa, o 17 dostaliśmy papier z sądu, że możemy odebrać dzieci – dodała.

Rodzice odnieśli się także do informacji medialnych o przemocowej przeszłości – niebieskiej karcie i wyroku za rozbój. Kobieta przyznała, że założono jej tzw. niebieską kartę, ale „z powodów mieszkaniowych”. – Po prostu warunki mieszkaniowe były zbyt złe na to, żeby dzieci tam się wychowywały, rozwijały i przebywały – powiedziała, wyjaśniając, że chodzi o inne mieszkanie, w którym mieszkała z babcią i bratem. Dodała, że karta została założona około dwa lata temu i nie miało to żadnego związku z przemocą.

Z kolei mężczyzna przyznał, że kilka lat temu odsiedział wyrok za sprawę, która także nie miała żadnego związku z przemocą, ani z dziećmi. Podkreślał też, że nie miał nic wspólnego z tzw. niebieską kartą swojej partnerki.

Para zaznaczyła także, że w trakcie odbierania im dzieci funkcjonariusze zapewnili, że ktoś z rodziny może zająć się opieką nad nimi, jednak – jak wynika z ich relacji – gdy babcia dzieci pojawiła się na miejscu, nie przekazano jej ich pod opiekę. – Pan komendant stwierdził, że nie i koniec, kropka – powiedziała kobieta.

http://nczas.info/2026/09/26/interwencja-hornej-cieslak-rodzice-ujawniaja-kulisy-odebrania-dzieci-zdjecia-z-ukrycia-i-szarpanie-o-drzwi-do-bloku/

#wiedzma #dzieci #rpd #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska

16

Horna-Cieślak pod sąd? Jest zawiadomienie o popełnieniu przestępstwax.com

Zdjęcie

http://x.com/PK_GOV_PL/status/2103448180532588986

Zdjęcie

Prokuratura Krajowa poinformowała w piątek, że otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, m.in. przekroczenia uprawnień, przez rzecznika praw dziecka Monikę Horną-Cieślak.

Informację o zawiadomieniu PK opublikowała w serwisie X. Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia.

Zawiadomienie ma zostać rozpoznane przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie. Ma ono związek z interwencją dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki, opisaną w środę przez portal Zero.pl.

Według artykułu Monika Horna-Cieślak – będąc świadkiem ulicznego incydentu z udziałem dziecka – podjęła działania, które doprowadziły do przymusowego odebrania biologicznym rodzicom dwojga dzieci.

O złożeniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Horną-Cieślak poinformował m.in. poseł Paweł Jabłoński (Rozwój Plus).

„Prokuratura powinna bardzo pilnie zabezpieczyć całość dokumentacji i korespondencji między panią Rzecznik a jej pracownikami, policją, kuratorem i sądem. Powinno to nastąpić jeszcze dziś, tak aby nikt nie mógł nawet spróbować w jakikolwiek sposób mataczyć w tym zakresie” – napisał Jabłoński w serwisie X. „Prokurator powinien zwrócić się do Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie pani Rzecznik do odpowiedzialności karnej” – dodał.

Do opisanego przez portal Zero.pl zdarzenia doszło w sierpniu tego roku. Według portalu Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko i na nie krzyczała. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała, używając wulgarnych słów. O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która pod presją, jak twierdzi portal, wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci, co skutkowało umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Portal, powołując się na słowa sądu rodzinnego, podał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej», a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.

W rozmowie z PAP RPD odparła te zarzuty, tłumacząc, że działała w ramach swoich kompetencji, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, a rodzina, której dotyczyła interwencja, była znana służbom i była m.in. objęta procedurą Niebieskiej Karty.

W środę posłowie Rozwoju Plus, PiS oraz Konfederacji – w odpowiedzi na publikację – zapowiedzieli złożenie wniosków o odwołanie Hornej-Cieślak ze stanowiska RPD.

http://nczas.info/2026/09/25/horna-cieslak-pod-sad-jest-zawiadomienie-o-popelnieniu-przestepstwa/

#prokuratura #wiedzma #lewackiespierdolenie #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #dzieci

10

Skandal z udziałem RPD. Korwin-Mikke bez ogródek. „Powinna nie tylko być natychmiast zdymisjonowana, ale…”x.com

http://x.com/JkmMikke/status/2102703667669299503

Zdjęcie

Janusz Korwin-Mikke skomentował skandal związany z postawą i działaniami Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak wobec rodziny i dzieci po sprzeczce na ulicy. Jak ocenił nestor polskiej prawicy wolnościowej, Horna-Cieślak „nie tylko powinna być zdymisjonowana natychmiast”, lecz „powinna najpierw zostać wystawiona na widok publiczny”. Następnie – zdaniem Korwin-Mikkego – powinna „przez następne długie lata gnić w ciemnym lochu”.

Nie milknie krytyka po skandalu, który wywołała Monika Horna-Cieślak. Jako Rzecznik Praw Dziecka podjęła działania zmierzające – wbrew opinii policji i sądu – do odebrania dzieci rodzinie. Wcześniej RPD miała drobną sprzeczkę z kobietą na ulicy. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.

Sprawa wywołała wielkie poruszenie w sieci i falę oburzenia. Pojawiło się mrowie krytycznych i bezkompromisowych głosów.

Sławomir Mentzen z Konfederacji wezwał do dymisji RPD. Krzysztof Stanowski z kolei wprost zapytał, czy Horna-Cieślak nie ma problemów natury psychicznej. Więcej o tym przeczytacie w artykułach poniżej.

Skandal skomentował również nestor polskiej prawicy wolnościowej Janusz Korwin-Mikke. W ostrych słowach podkreślił, że dymisja w tym przypadku to za mało.

„Ta kretynka, która została tzw. rzecznikiem praw dziecka, nie tylko powinna być zdymisjonowana natychmiast. Ona powinna najpierw zostać wystawiona na widok publiczny, a potem przez następne długie lata gnić w ciemnym lochu” – napisał na X Janusz Korwin-Mikke.

W późniejszym wpisie na temat Rzecznik Praw Dziecka, gdy lewica zaczęła bronić urzędniczki. Korwin-Mikke ironicznie zasugerował, jak można „uhonorować” Hornę-Cieślak.

„Rozumiem, że w tym roku do nagrody Wysokich Obcasów zostanie nominowana p. Monika Horna-Cieślak?” – zapytał Janusz Korwin-Mikke.

http://nczas.info/2026/09/24/skandal-z-udzialem-rpd-korwin-mikke-bez-ogrodek-powinna-nie-tylko-byc-natychmiast-zdymisjonowana-ale/

#wiedzma #korwin #spierdolenie #dzieci

18

Zajączkowska-Hernik nie przebiera w słowach. Dostało się Nowackiej i „popapranej lewaczce” Spurekx.com

http://x.com/EwaZajaczkowska/status/2102009393248170111

Zdjęcie

Ewa Zajączkowska-Hernik mówi „NIE” dla tzw. diety planetarnej, którą do szkół i przedszkoli wprowadziła szefowa resortu edukacji Barbara Nowacka. Europoseł Konfederacji Wolność i Niepodległość wskazała, że za pomysłem stoi nie kto inny jak Sylwia Spurek.

„Minister Barbara Nowacka od samego początku miała w poważaniu głos rodziców i od 1 września wprowadziła do szkół tzw. dietę planetarną, która ograniczyła dzieciom mięso, a wcisnęła posiłki wege. Kto za tym stoi? Sylwia Spurek, popaprana lewaczka, dla której nawet dojenie krowy zabija planetę. Jej organizacja Green REV Institute chwali się, że złożyli projekt nowelizacji do Ministerstwa Zdrowia, potem koordynowali konsultacje społeczne i ostatecznie ich »propozycja stała się prawem«” – wskazała Zajączkowska-Hernik.

„Mnóstwo dzieci nie chce tego jeść, chodzą głodne, rodzice są wściekli, a wiele posiłków ląduje w koszu” – tak oceniła rezultat wprowadzenia diety planetarnej do szkolnych stołówek europoseł Konfederacji.

Przywołała także statystyki. Według danych Urzędu Miejskiego w Otwocku, który zapytał rodziców, aż 72 proc. dzieci nowe posiłki w placówkach edukacyjnych nie smakują i nie czują się nimi najedzone. 66 proc. dzieci nawet nie chce jeść dań na bazie nasion roślin strączkowych.

Podobne wyniki przedstawił portal eDziecko, należący do wydawcy „Gazety Wyborczej”. Jak podkreśliła Zajączkowska-Hernik, „z kilku tysięcy osób niemal 61% stwierdziło, że nie podoba im się taki sposób żywienia i wielu rodziców przyznało wprost, że dzieci nie chcą jeść niektórych potraw”. „Takich głosów jest z całej Polski całe mnóstwo!” – dodała.

Europoseł wskazała też na słowa minister Nowackiej. – W domach rodzice mogą żywić dzieci jak chcą – stwierdziła szefowa resortu edukacji.

„Żenująca wypowiedź, która pokazuje, że komusza mentalność wjechała na pełnej. Całkowita arogancja, lekceważenie głosu rodziców i poczucie wyższości nad nimi. Rodzicie nie mogą decydować o żywieniu dzieci w szkołach, ale Spurek z Nowacką już tak! Dokąd my zmierzamy?” – pytała retorycznie Zajączkowska-Hernik.

„Lewactwo wjechało z buciorami do naszych szkół i zmusza dzieci do swoich fanaberii. Jak dla mnie mogą sobie jeść swoje roślinki od rana do nocy, ale nie godzę się na zmuszanie do tego innych, szczególnie najmłodszych. O potrzebach swoich dzieci mają decydować rodzice, a nie ideologiczni aparatczycy. Rozporządzenie do kosza, a Nowacka ręce precz od naszych dzieci!” – skwitowała europoseł Konfederacji.

http://nczas.info/2026/09/22/zajaczkowska-hernik-nie-przebiera-w-slowach-dostalo-sie-nowackiej-i-popapranej-lewaczce-spurek/

#zajaczkowska #lewackiespierdolenie #lewackifaszyzm #lewactwo #dzieci

15

Ludzie nienawidzą dzieciyoutu.be

W czasie spadającej demografii warto spojrzeć na jedną z wielu przyczyn takiego stanu rzeczy. Dużo mówimy o tym, że nie rodzą się nowe dzieci, ale mało mówimy o losie tych narodzonych. Społeczeństwo unika gorzkiej i mrocznej prawdy, że duża część społeczeństwa nienawidzi dzieci.

http://youtu.be/JRDoUKqCR2A

#dzieci #rodzina #polityka #społeczeństwo #polska #demografia

9

W USA za rozdeptanie 3 małych żółwików grzywna 150000$ grzywny i 3 lata pozbawienia wolności/

Za zabicie 3 swoich dzieci dostanie 1 000 000$ na zrzutce i połowa kraju będzie jej bronić i współczuć....

Koniec jest bliski.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/3136998909831643

#koniecswiata #spierdolenie #usa #mordercy #dzieci #satanizm

14

Chirurg wicedyrektor z KO po sześciu wyrokach. Nadzoruje m.in. własną pracę i obsługę firmy swojej matki w szpitalunczas.info

W szpitalu powiatowym w Gnieźnie na oddziale chirurgii pracuje dr Mateusz Hen, wicedyrektor szpitala. To polityk KO z sześcioma wyrokami. Nadzoruje własną pracę w poradniach jako wicedyrektor. Z ustaleń „Wirtualnej Polski” wynika, że w czwartki dzieci są odsyłane ze szpitala, gdyż z powodu tzw. lex Kamilek wicedyrektor ma zakaz kontaktu z nieletnimi.

WP ustaliła, że wicedyrektorem powiatowego Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie jest chirurg Mateusz Hen. Ma wyroki za udział w mafii paliwowej, wyłudzenia VAT, fałszowanie dokumentacji medycznej i pobicie partnera byłej żony.

Z powodu ostatniego wyroku obejmują go przepisy z tzw. lex Kamilek. W efekcie nie może on leczyć dzieci.

Hen przyjmuje w poradni chirurgicznej szpitala w Gnieźnie od środy do piątku. W czwartki jest też jedynym dyżurującym chirurgiem.

W efekcie nieletni wymagający zabiegu na SOR są w czwartki odsyłani do szpitali w Poznaniu. Natomiast zmiennik Hena przyjmuje w tym czasie w Wągrowcu, który znajduje się 50 km od Gniezna.

Od ubiegłego roku zaś mający wybitne osiągnięcia w dziedzinie wyrokowej lekarz jest członkiem rządzących w Gnieźnie struktur KO. Ponadto jako wicedyrektor ds. lecznictwa nadzoruje kilkanaście poradni, oddział chirurgii i opieki paliatywnej a także nocną i świąteczną opiekę medyczną.

Chirurg-polityk jest ponadto synem właścicielki spółki Medsfera. Ta wygrała obsługę w konkursie zorganizowanym przez szpital. Podczas odbierania lokalnej nagrody dla przedsiębiorców przyznała wprost, że jej syn był „mózgiem całego przedsięwzięcia”, więc nawet nie bardzo można użyć sarkazmu w stylu „wygrana wynikała wyłącznie z kompetencji”.

– Mateusz Hen próbuje sprywatyzować szpital i co gorsza, nikt go specjalnie przed tym nie powstrzymuje – powiedział WP jeden z lekarzy.

Medsfera wygrała konkurs na obsługę chirurgii w Szpitalu Powiatowym w Gnieźnie w ubiegłym roku. Było to po prawomocnym wyroku ws. pobicia. Dyrektor szpitala Filip Waligóra zerwał poprzednią umowę z firmą, kiedy dowiedział się o wyroku Mateusza Hena.

W nowym konkursie początkowo wymagane było przedstawienie zaświadczenia o niekaralności. Nie złożono jednak żadnych ofert, więc dyrekcja wycofała się z tego postulatu. Po zmianie zasad konkursu, jedynym podmiotem startującym w konkursie została Medsfera.

Dyr. Waligóra przekonywał, że Mateusz Hen nie zasiadał w gremium wyłaniającym zwycięzcę konkursu. Potwierdził jednak, że jako wicedyrektor nadzoruje pracę Medsfery, a więc także własną, włącznie z godzinami pracy.

– Zgodnie z zawartą umową harmonogramy pracy lekarzy na oddziale paliatywnym akceptuje zastępca dyrektora ds. lecznictwa – powiedział dyrektor szpitala.

WP wysłała w związku ze sprawą pytania do Mateusza Hena. Chirurg jednak nie udzielił na nie odpowiedzi.

http://nczas.info/2026/09/07/chirurg-wicedyrektor-z-ko-po-szesciu-wyrokach-nadzoruje-m-in-wlasna-prace-i-obsluge-firmy-swojej-matki-w-szpitalu/

#kk207 #przemoc #dzieci #lekarz #szpital #ko #koalicjaobywatelska

12