Artykuł Electronic Frontier Foundation o tym, że dowody na powszechnie forsowaną narrację mówiącą, że media społecznościowe są rzekomo główną przyczyną pogorszenia kondycji psychicznej młodzieży wcale nie są tak mocne i solidne jak to próbują przedstawiać media głównego nurtu.
Pewnie dlatego politycy się tak spieszą z wprowadzaniem obowiązku tzw. weryfikacji wieku: muszą zdążyć zanim do ludzi dotrze, że to wszystko lipa. 🤔

http://www.eff.org/deeplinks/2026/05/science-not-settled-how-weak-evidence-fueling-national-push-ban-social-media-youth
#internet #socialmedia #mediaspolecznosciowe #platformyspolecznosciowe #weryfikacjawieku #dzieci #mlodziez #eff
Pewnie dlatego politycy się tak spieszą z wprowadzaniem obowiązku tzw. weryfikacji wieku: muszą zdążyć zanim do ludzi dotrze, że to wszystko lipa. 🤔

http://www.eff.org/deeplinks/2026/05/science-not-settled-how-weak-evidence-fueling-national-push-ban-social-media-youth
#internet #socialmedia #mediaspolecznosciowe #platformyspolecznosciowe #weryfikacjawieku #dzieci #mlodziez #eff
Dps
1
Nie to, że nie zgadzam się, że BYĆ MOŻE mamy słabe podstawy by uważać, że social media mają destrukcyjny wpływ na ludzi. Ogólnie to są trudne rzeczy do zbadania, bo nie mamy konkurencyjnego społeczeństwa bez social mediow . No i - Tak, to jest moja opinia, że socjale niszczą umysły. I zakładam, że może być błędna. I tak- bardzo lubię prace Haidta, którego bardziej znam znam z wywiadów, wystąpień. Nie z książek. Ale jego opinie są zazwyczaj mocno wyważone. Piszę o tym by uczciwie przedstawić gdzie stoję
To że socjale mają destrukcyjny wpływ na ludzi, nawet znacznie starszych, jest moja osobistą obserwacją. Stąd piszę, że należę do obozu Haidta
Jest coś bardziej niepokojącego w tym artykule i powodzie, że go być może wrzucasz. Mianowicie stoi za tym strach, że RZEKOMA szkodliwość social mediow może być kolejnym wytrychem do zdławienia wolności internetu. Stąd już tylko krok do tego by stwierdzić "pfff, te social media wcale nikomu nie szkodzą, to spisek by ukrócić wolność słowa"
Jeśli takie rzeczywiście jest podejście, a się, od razu mówię, tylko domyślam, to jest to błędne- trzeba sprawdzić czy rzeczywiście:
1. Social media są szkodliwe
2. Czy jest to wykorzystywane przez politykę
Jeśli na obydwa pytania mamy tak, to należy i blokować social media SWOIM dzieciakom. I sprzeciwiać się cenzurze.
Natomiast nigdy nie należy forsować teorii, że dzieciaki siedzące non stop na socialach to zdrowie.
I teraz kwiatuszki z artykułu, które mocno zdradzają, że autor i jego logika może być podejrzana:
Albo ten
Nie chcę mi się teraz robić analizy, czy rzeczywiście mamy czy NIE mamy powodów by się martwić social mediami, ale jak czytasz takie kwiatki to zaczynasz myśleć:
"A może ktoś jest zbiasowany pisząc ten artykuł w ten sposób, że social media są sprzymierzeńcami w promocji różnych zboczeń, stąd piszący wyraźnie jest przeciwny ograniczeniu social media dla dzieci, stąd będzie lansował tezę, że w zasadzie te social media to dobre są"
Takie moje wrażenia
wolnyjez
1
Za to w kwestii rozwiązania tego problemu jestem radykałem i uważam, że rozwiązania proponowane przez polityków to katastrofa dla Internetu i już tylko z tego powodu trzeba z nimi walczyć, niezależnie czy media społecznościowe są rzeczywiście tak bardzo szkodliwe czy nie.
Jeśli chodzi o twoje zastrzeżenia co do intencji autora artykułu to uważam je jednak za nadinterpretację i osobiście daję tu autorowi kredyt zaufania. W kwestii walki o prywatność, wolność Internetu, itp. EFF robi jednak dobrą robotę od ponad 30 lat i prędzej takich intencji bym się tutaj doszukiwał. Tym bardziej, że EFF wcale nie jest za nieograniczonym dostępem nieletnich do mediów społecznościowych. Ich stanowisko w tej sprawie jest takie, że to rodzice, a nie politycy powinni decydować w jakim zakresie ich dzieci mogą korzystać z mediów społecznościowych.
Dps
0
Kiedy ktoś mi pisze takie rzeczy to ostatnią rzeczą jaką bym chciał myśleć, to, że to są moi sprzymierzeńcy w walce o prawdę i wolność słowa.
To jest dokładnie to co napisałem - dążenie do wolności słowa nie może być podstawą do negacji pewnych problemów które MOGĄ ( jak już powiedziałem, jestem w tym człowiekiem jednej książki, a jak wiadomo takich trzeba się strzec
NIe mam żadnych podstaw by nie myśleć, że problem cenzury i problem szkodliwości socjali może występować naraz.
wolnyjez
0
Przecież on nie neguje, że media społecznościowe mogą szkodzić tylko pisze, że narazie nie ma podstaw do zwalania całej winy na złowrogie media społecznościowe bo dowody na tę tezę są na ten moment słabe, a potencjalne źródła problemu mogą być też inne. Kwestią do dyskusji jest na ile alternatywne przyczyny które podał są prawdopodobne.
No zgoda, nikt tu tego nie wyklucza.
nexT
4
Zakaz używania NARZĘDZIA, bo niebezpieczne nie spowoduje, że w wieku późniejszym używanie go stanie się bezpieczniejsze. Za to zakaz jest bardzo wygodny: dla polityków, bo „dbają o dzieci” ('ki chuj!), dla rodziców (bo nie muszą się wysilać: ci którym zależało znaleźli czas na przypilnowanie, żeby dzieci nauczyły się nie siedzieć na tiktoku, ew. użyli do tego narzędzi, które są dostępne), pozwala też nie zajmować się totalnym brakiem aktywności fizycznej. No i dla korporacji: nie muszą nic zmieniać w swojej polityce.
Poza tym: spodziewam się, że to pokolenie zatrzyma się na etapie rozwojowym nastolatka - ot nowy wspaniały świat.
borubar
4
Wraz z przygotowaniami do sesji stanowych w 2026 roku obserwujemy znany i niepokojący trend, w którym ustawodawcy spieszą się z regulacjami internetu w oparciu o szokująco wątpliwe dane naukowe. Od Zgromadzenia Stanowego Kalifornii po legislatury Massachusetts i Minnesoty, fala projektów ustaw uderza w cyfrowe życie młodych ludzi, a zwolennicy tych środków określają dostęp do mediów społecznościowych mianem „epidemii zdrowia publicznego” lub „kryzysu zdrowia psychicznego”, mimo że wciąż nie doczekaliśmy się żadnych ustalonych dowodów naukowych, na które zazwyczaj powołują się te określenia.
Jako organizacja zajmująca się prawami cyfrowymi, dedykowana wolnościom obywatelskim wszystkich użytkowników, EFF specjalizuje się w przypominaniu ustawodawcom, że młodzi ludzie korzystają w dużej mierze z takich samych praw do wolności słowa i prywatności jak dorośli. EFF nie jest ośrodkiem badań z zakresu nauk społecznych, ale możemy zapoznać się z pojawiającymi się badaniami. To, co pokazują te badania, jest o wiele bardziej złożone niż to, co twierdzą ci, którzy proponują zakazanie młodym ludziom dostępu do mediów społecznościowych, i oczywiste jest, że badania i teorie uzasadniające te daleko idące zakazy są dalekie od ugruntowania. Pośpiech w dążeniu do zakazu dostępu do platform cyfrowych jest napędzany narracjami „psychologii popularnej” i zbiorem statystycznie wadliwych badań, które nie spełniają rygorystycznych standardów wymaganych dla tak masowego naruszenia autonomii młodzieży i praw konstytucyjnych.
Kłamstwo „ustalonego” konsensusu
Obecne naciski legislacyjne w dużej mierze opierają się na konkretnej, medialnej narracji, że „wielka przebudowa” mózgu nastolatków jest udowodnionym faktem. Teoria ta sugeruje, że smartfony i media społecznościowe są głównymi, jeśli nie jedynymi, czynnikami napędzającymi globalny wzrost lęków, depresji, zaburzeń odżywiania, samookaleczeń itp. u nastolatków. Choć ta narracja stanowi wciągającą lekturę na lotnisku, szybko traci na znaczeniu pod wpływem szerszej społeczności naukowej.
Niezależni badacze, w tym psychologowie rozwojowi z takich instytucji jak Uniwersytet Kalifornijski w Irvine i Uniwersytet Browna, wielokrotnie dowodzili, że dowody na poparcie tych twierdzeń są niejednoznaczne, niejasne i często sprzeczne. Zakrojone na szeroką skalę metaanalizy obejmujące dziesiątki krajów nie wykazały spójnego, mierzalnego związku między rozwojem mediów społecznościowych a spadkiem globalnego dobrobytu. W rzeczywistości jesteśmy świadkami klasycznego przypadku tego, przed czym ostrzegało nas wielu nauczycieli przedmiotów ścisłych w szkołach średnich: „korelacja” jest przedstawiana jako „związek przyczynowo-skutkowy”.
Co więcej, badania wykorzystywane do poparcia tych miar często nie uwzględniają lub wykluczają istotne alternatywne wyjaśnienia rosnącego lęku i depresji wśród nastolatków, takie jak długotrwały wpływ izolacji w czasie pandemii, ciągłe zagrożenie przemocą z użyciem broni palnej w szkole oraz narastający stres ekonomiczny lub związany z klimatem. Skupiając się wąsko na mediach społecznościowych, wyniki te często pomijają szersze czynniki społeczne, które również wpływają na zdrowie psychiczne młodzieży.
Kult eksperta od „lęków”
Obecne dążenie do całkowitego zakazu korzystania z mediów społecznościowych opiera się niemal wyłącznie na pracach Jonathana Haidta, a w szczególności na jego książce „The Anxious Generation”. Chociaż Haidt jest sympatycznym i błyskotliwym gawędziarzem, nie jest psychologiem klinicznym ani specjalistą od rozwoju dziecka. Jest psychologiem społecznym, który pisze o psychologii moralności w szkole biznesu. Mimo to książka trafiła na każdą listę bestsellerów, a dzięki temu, że Haidt jest szanowany jako ekspert od podcastów o ogromnym zasięgu, takich jak Oprah, Joe Rogan, Michelle Obama i Trevor Noah, jego przesłanie dotarło do znacznej części społeczeństwa, które opiera się przede wszystkim na: braku smartfonów i mediów społecznościowych przed 16. rokiem życia, szkołach bez telefonów i większej „niezależności od realnego świata bez nadzoru”.
Aby podkreślić zasięg Haidta w kontekście przepisów zakazujących mediów społecznościowych: analiza komisji kalifornijskiej dotycząca proponowanego zakazu mediów społecznościowych w Kalifornii wspomina o Haidcie 20 razy; gubernator Utah promował książkę jako „lekturę obowiązkową” na miesiące przed podpisaniem pierwszego w kraju zakazu mediów społecznościowych; Haidt jest cytowany w analizie projektu ustawy zakazującej mediów społecznościowych na Florydzie; jego prace są wspomniane w federalnym projekcie ustawy mającej na celu zakaz używania telefonów w szkołach; i złożył formalne zeznania przed Komisją Sądownictwa Senatu USA (Podkomisją ds. Technologii, Prywatności i Prawa) w maju 2022 r.
Chociaż badania Haidta odegrały kluczową rolę w uchwaleniu przepisów pozbawiających miliony młodych ludzi prawa do wyrażania siebie i kontaktów, jego wnioski nie są bezdyskusyjne, a wielu ekspertów w tej dziedzinie twierdzi, że dowody nie są niepodważalne.
„Zła nauka” napędza zakazy mediów społecznościowych
Chociaż możemy przyznać, że teoria „wielkiej reorganizacji” Jonathana Haidta stanowi wciągającą narrację, nie możemy ignorować faktu, że niezależni badacze i statystycy zidentyfikowali istotne wady w danych użytych do jej uzasadnienia. Oznacza to, że obecnie obserwujemy, jak decydenci wprowadzają całkowite zakazy w oparciu o dowody, które zostałyby odrzucone w niemal każdej innej dziedzinie zdrowia publicznego.
Prawda jest taka, że badania konsekwentnie obalają często zakładany związek między W badaniu przeprowadzonym na 100 000 nastolatków, „pojawiło się powiązanie w kształcie litery U, gdzie umiarkowane korzystanie z mediów społecznościowych wiązało się z najlepszym samopoczuciem, podczas gdy zarówno brak korzystania, jak i intensywne korzystanie z nich wiązały się z gorszym samopoczuciem”. Wiemy również, że relacja młodych ludzi z mediami społecznościowymi jest złożona, ponieważ zapewniają im one niezbędną przestrzeń do zaangażowania obywatelskiego, eksploracji tożsamości i budowania społeczności – szczególnie w przypadku młodzieży LGBTQ+ i marginalizowanej, która może nie mieć wsparcia w swoim otoczeniu fizycznym.
Jednak obraz przedstawiony w książce Haidta jest coraz bardziej sprzeczny z szerszym konsensusem akademickim. Jak wspomniano, krytycy twierdzą, że dowody na wpływ mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne są niejednoznaczne, niejasne i często błędnie interpretowane. Aaron Brown, ekspert ds. statystyki z Uniwersytetu Nowojorskiego, w artykule dla „Reason” zauważa, że wiele badań z obszernej listy Haidta jest statystycznie niewiarygodnych lub nie wykazuje silnego związku przyczynowo-skutkowego. Profesor Candace Odgers, czołowa postać w psychologii, wyjaśnia „efekt selekcji”, który ustawodawcy często ignorują:
„Setki badaczy, w tym ja, poszukiwało tak silnych efektów, jak sugeruje Haidt. Nasze wysiłki doprowadziły do powstania mieszanki zależności: brak, niewielkie i mieszane. Większość danych ma charakter korelacyjny. W przypadku znalezienia zależności w czasie, sugerują one nie to, że korzystanie z mediów społecznościowych przewiduje lub powoduje depresję, ale to, że młodzi ludzie, którzy już mają problemy ze zdrowiem psychicznym, korzystają z takich platform częściej lub w inny sposób niż ich zdrowi rówieśnicy”.
To rodzi fundamentalne pytanie o odpowiedzialność legislacyjną: jeśli nauka nie jest rozstrzygnięta, jak ustawodawcy mogą śmiało ogłaszać „kryzys zdrowia publicznego”, aby uzasadnić pozbawienie młodych ludzi praw gwarantowanych przez Pierwszą Poprawkę? Omijając rygorystyczne, zniuansowane ustalenia środowiska naukowego na rzecz wygodniejszej narracji, ustawodawcy przedkładają emocje nad dowody. Zanim nałożą tak drakońskie ograniczenia w dostępie młodych ludzi do informacji, decydenci mają obowiązek wykonać ciężką pracę: zgłębić rzeczywiste badania i wysłuchać ekspertów, którzy biją na alarm w sprawie zbyt uproszczonych wniosków.
Niebezpieczeństwa narracji o „zarażaniu społecznym”
Być może najbardziej niepokojącym aspektem krucjaty Haidta jest jej nakładanie się na retorykę ideologiczną, która patologizuje tożsamość marginalizowanej młodzieży, oraz sposób, w jaki przenika ona do działań mających na celu zakazywanie dostępu młodzieży do mediów społecznościowych. Powracającym tematem w literaturze, preferowanym przez zwolenników zakazów korzystania z mediów społecznościowych, jest idea „zarażania społecznego” – szczególnie w odniesieniu do rosnącej liczby młodych osób identyfikujących się jako osoby transpłciowe lub niebinarne. Haidt poświęca temu cały rozdział swojej książki (rozdz. 6, cz. 3, s. 165), pisząc o „Dlaczego media społecznościowe szkodzą dziewczynkom bardziej niż chłopcom”, stwierdzając:
„Ostatni wzrost liczby diagnoz dysforii płciowej może być również częściowo związany z trendami w mediach społecznościowych, [...] fakt, że dysforia płciowa jest obecnie diagnozowana u wielu nastolatków, którzy nie wykazywali jej objawów w dzieciństwie, wskazuje, że wpływ społeczny i transmisja socjogenna mogą również mieć na to wpływ”.
Te szkodliwe teorie sugerujące, że media społecznościowe „zarażają” młodych ludzi dysforią płciową, są fałszywe i nie znajdują potwierdzenia w recenzowanych badaniach klinicznych. Jednak legitymizując „ekspertów” promujących te obalone teorie, ustawodawcy – zwłaszcza ci w stanach takich jak Kalifornia, które szczycą się tym, że są sanktuarium dla młodzieży LGBTQ+ – nieświadomie promują tę samą retorykę, która jest stosowana w innych stanach do zakazywania opieki afirmującej płeć dla młodzieży. Ta narracja o „społecznym zarażeniu” jest narzędziem wykluczenia, a nie naukową rzeczywistością, i musimy być ostrożni wobec wszelkich argumentów z zakresu „zdrowia publicznego”, które traktują budowanie społeczności i samopoznanie wśród zmarginalizowanej młodzieży jako „rzekomą chorobę psychiczną” rozprzestrzenianą za pośrednictwem TikToka.
Lepsza ścieżka: Cyfrowe dobre samopoczucie, a nie zakazy
Na szczęście pojawia się już przemyślana, oparta na dowodach alternatywa. Na przykład kalifornijska ustawa A.B. 2071 to projekt ustawy o „cyfrowym dobrym samopoczuciu”, autorstwa studentów, który oferuje przemyślaną, opartą na dowodach alternatywę zamiast zakazu. Ustawa opowiada się za programem nauczania, który uczy uczniów, jak radzić sobie z algorytmami, rozpoznawać cyberprzemoc i regulować własną relację z technologią. Zamiast próbować całkowicie chronić młodych ludzi przed mediami społecznościowymi, podejście oparte na edukacji wzmacnia ich pozycję i ma tę zaletę, że zapewnia im umiejętności, które pozostają z nimi na długo po opuszczeniu szkoły.
JustLeadershipUSA, organizacja zajmująca się wymiarem sprawiedliwości w sprawach karnych, ma hasło, które sprawdza się również w tym przypadku: „Ci, którzy są najbliżej problemu, są najbliżej rozwiązania”. Zacznijmy więc słuchać tego, o co proszą nas młodzi ludzie – więcej edukacji – zamiast narzucania paternalistycznych, pozbawiających mocy zakazów.
Ustanawianie prawa z precyzją, a nie emocjami
Problemy ze zdrowiem psychicznym nastolatków to złożony, wielowymiarowy kryzys. Kryzys ten trwa od dawna i jest napędzany między innymi przez niestabilność gospodarczą, epidemię opioidów, zagrożenie przemocą w szkole. Przypisywanie wszystkich problemów społecznych aplikacji na smartfony to nie tylko błąd naukowy; to polityczna porażka, która ignoruje rzeczywiste, materialne potrzeby młodych ludzi, zarówno w internecie, jak i poza nim.
Ustawodawcy muszą przestać stanowić prawo jak „zaniepokojeni rodzice” i zacząć działać jak rozważni decydenci. Ponieważ dla niektórych młodych ludzi platformy mediów społecznościowych są kołem ratunkowym. UNICEF i inne globalne organizacje praw człowieka ostrzegają, że ograniczenia związane z wiekiem i całkowite zakazy mogą przynieść odwrotny skutek w trzech kluczowych aspektach: izolując zmarginalizowaną młodzież (taką jak młodzież LGBTQ+, uczniowie z obszarów wiejskich, dzieci z rodzin zastępczych lub osoby z niepełnosprawnościami), dla której media społecznościowe są często jedynym miejscem, w którym mogą znaleźć wspierającą społeczność; wymuszając inwazyjne, masowe gromadzenie danych biometrycznych lub dokumentów tożsamości wydawanych przez rząd od wszystkich użytkowników, w tym dorosłych; oraz spychając młodych ludzi w mniej uregulowane, „ciemniejsze” zakątki sieci, gdzie moderacja treści nie istnieje, a ryzyko faktycznej eksploatacji jest znacznie wyższe.
Ustawodawcy mają uzasadniony interes w ochronie dzieci, ale interes ten musi być realizowany poprzez dostosowane, przemyślane podejście. Nie możemy pozwolić, aby emocje lub gromadzenie wadliwych zbiorów danych uzasadniały historyczne ograniczanie praw cyfrowych.
DarrDarek
2
Oczywiście, pachołki propagandowe wystawione do czwartej władzy nie zająkną się o tym, że duraczenie propagandowe ideologią oszustwa masonów ma kluczowy wpływ na pogorszenie kondycji młodzieży. Bo czy to młodzież lewicowa czy ta pod wpływem łże-prawicy przyjmują kłamstwa specjalnie prezentowane by zamykać ludzi w ich bańkach informacyjnych razem z przypiętymi do bańki kłamstwami. Mało tego, w Polsce duża część młodzieży nie popiera partii reżimowych a są zwolennikami Konfederacji. Propaganda pachołków masońskich nawet do tej młodzieży jest w stanie docierać i prezentując się jako "niezależni badacze" ogłupiają nawet anty-reżimową młodzież bzdurami o nielądowaniu na Księżycu czy o jakichś rakietach trafiających w Pentagon i w WTC (tak, jakby spisek wystawienia pachołków-terrorystów arabskich nie był w stanie w pełni opisać kłamców i manipulantów pejsatej nacji wraz z ich całościowym spiskiem zamachu na WTC).