#ocieplenieklimatu

Antarktyda nagle zyskała 695 miliardów ton lodu, chociaż globalne ocieplenie postępuje. Mowa o największym przyroście masy lodu od 20 lat - taka sytuacja. Śledztwo wykazało, że przyrost nastąpił między 2021 a 2023 rokiem. Podobno to przez ocielenie klimatu i topniejący lód...

5

WSZĘDZIE RAK, JAK NIE BIOLOGICZNY TO MORALNY - Sprawdzają finanse Cancer Fighters. Sommer: Tylko 20-kilka proc. z tej sumy poszło na leczenie chorych [VIDEO]nczas.info

Media informują o możliwym konflikcie interesów między spółką a fundacją Cancer Fighters, na którą głośną zbiórkę przeprowadził kilka miesięcy temu influencer Łatwogang. – Okazuje się, że tylko 20-kilka proc. z tej sumy poszło na leczenie chorych. A cała reszta? Część została na lokatach, część poszła na koszty administracyjne – skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Rzeczpospolita” przyjrzała się spółce Boxing Challenge. Fundacja Cancer Fighters posiada 100 proc. udziałów w spółce, a jej finanse wzbudziły zainteresowanie dziennikarzy.

Boxing Challenge organizuje gale bosku, podczas których w ubiegłym roku zebrano 1 mln zł dla osób chorych na raka.

Ze sprawozdania wynika, że wynagrodzenie prezesa – jedynego członka zarządu – łącznie wyniosło 218,2 tys. zł brutto. Jest to największy wydatek spółki. Cztery gale boksu kosztowały około 137 tys. zł.

Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska powiedziała „Rzeczpospolitej”, że „koszty spółki organizującej gale wydają się niskie jak na skalę takich wydarzeń”.

– Rodzi to podejrzenie, że dochodzi do nieoficjalnego wykorzystywania na ten cel zasobów statutowych fundacji, co jest niezgodne z prawem, bo jeżeli to firma jest organizatorem wydarzenia, to wszystkie koszty z tym związane powinny być w firmie – wyjaśniła Batko-Tołuć.

Do sprawy odniósł się Piotr Makowski z Cancer Fighters. Zapewnił, że partnerzy gali oferują nie tylko pomoc finansową, lecz np. w zamian za ekspozycję marki w trakcie gali udostępniają sprzęt i wykonują konkretne usługi albo dostarczają zaopatrzenie. Dzięki temu koszty organizacji wydarzenia mają mocno spadać.

Prezes Boxing Challenge jest też dyrektorem zarządzającym Fundacji Cancer Fighters oraz wspólnikiem agencji PR-owej CloudEleven. Fundacja współpracowała z nią w latach 2019-2026. Według Batko-Tołuć z Watchdog Polska, to „nieetyczne”.

– Rodzi bezpośredni konflikt interesów wynikający z kupowania usług „u siebie” – oceniła.

„Rzeczpospolita” informowała o wydatkach z ubiegłego roku. Nie można stwierdzić obecnie, że pieniądze ze zbiórki Łatwoganga trafią do organizacji zajmującej się galami boksu lub zostaną przeznaczone na pensję dla prezesa.

Z serwisu mającego przedstawiać wydatki z głośnej zbiórki firmowanej przez Łatwoganga wynika, że z kwoty wydano około 100 mln zł. Trafiły one do 312 podopiecznych fundacji oraz 17 klinik i oddziałów w kraju. Zapewnia się też, że „100 proc. środków z akcji trafia do potrzebujących”.

Do sprawy finansów Cancer Fighters odniósł się redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

– Pamiętacie zbiórkę Łatwoganga na raka? Miliony złotych? Jest afera – powiedział Sommer.

– Okazuje się, że tylko 20-kilka proc. z tej sumy poszło na leczenie chorych. A cała reszta? Część została na lokatach, część poszła na koszty administracyjne – powiedział i dodał, że „Łatwogang, jak się okazuje, pomógł charytatywnemu biznesowi”.

http://nczas.info/2026/09/28/sprawdzaja-finanse-cancer-fighters-sommer-tylko-20-kilka-proc-z-tej-sumy-poszlo-na-leczenie-chorych-video/

#rak #fundacja #pomoc

5

W Warszawie nawet nie udało się osiągnąć wymaganej ilości podpisów, by spróbować przegonić lewactwowydarzenia.interia.pl

http://wydarzenia.interia.pl/mazowieckie/news-fiasko-inicjatywy-referendalnej-w-warszawie-trzaskowski-zabr,nId,23550505

Przykre i żałosne. Gdzie są patrioci? Gdzie są wkurwieni, eksmitowani z kamienic, gdzie są ludzie których nie stać już na życie w stolicy? Powariowali? wyprowadzili się z Warszawy? Czy po prostu są jedyną nadzieję jaką widzą w walce o swoją przyszłość to sznur na drzewie?

Jeszcze w 200x latach taki Kaczyński potrafił zostać prezydentem Wawy, a teraz cała prawica w tym mieście to jakieś 10-15% poparcia.

#warszawa #preczzkomuna #polityka

5

Prawica myśli, że wygra wybory ale niestety jest jeszcze dalej (cz. 2)samorzad2024.pkw.gov.pl

Kraków - 2 lata temu a teraz. Pis+Konfa zdobyły znacznie mniej głosów (konfa teraz nawet nie potrafiła zarejestrować kandydata... ale doliczę KKP) niż 2 lata wcześniej:

http://samorzad2024.pkw.gov.pl/samorzad2024/pl/wbp/okregi/126100

2024 - 73649 głosy, łącznie 24,79%

Tymczasem w 2026:

http://wybory.gov.pl/wojtburmistrz_2024_2029/pl/4485/home

55295 co się równa 21,61%

Łacznie lewactwo w 2024 zdobyło 199256 (Miszalski+Gibała+łepek od Hołowni), natomiast w 2026 -> 199543 (Gibała, Piątkowska od KO i dwie baby od dwóch lewic Zandberga i Czarzastego).

Lewactwo trzyma się na tym samym poziomie, tak jak pisałem już wiele razy - zmobilizowane, zgodne i wspierające się na wzajem. Tymczasem prawicy spada i to wyraźnie, łącznie z poparciem Nawrockiego, który już sięga niemalże wynikiem Sikorskiemu w poziomie zaufania. Dobra, ktoś powie: Ale Kraków to metropolia, ze zlewaczałym społeczeństwem. To co się stało przez te dwa lata? Wprowadzono SCT, wyprowadzono firmy IT i miasto zanotowało spadek zatrudnienia i inwestycji oraz nagłośniono ogromną korupcję w środowisku lewackich władz. A co pokazały te wyniki? Że poparcie elit jest stabilne lub rosnące, a poparcie walki z syfem, które te elity nam, spada systematycznie, równoznacznie do poziomu życia klasy robotniczej i aspirującej do średniej. Wnioski?

1. Ludzie są tępi jak buty i nienawidzą Polski. Liczą, ze ich elity sprowadzą tutaj zachodnie rządy, żeby tępiły polskich roboli i zastępowali ich czarnym ubogaceniem kulturowym z kosą pod żebrami Polaka.

2. Prawica jest sterowana i manewrowana, poprzez umieszczanie na ważnych, wysokich stanowiskach nieudaczników i hipokrytów, którzy potrafią zmieniać zdanie, w zależności jaki wiatr zawieje.

3. Telewizja (czy to wielkie TVP/TVN/Polsat czy przeciwstawne im Republika + wPolsce24) i wielka trójka portali internetowych, jakimi jest Onet, WP i Interia to w dalszym ciągu tuba lewactwa sięgająca 70%-80% społeczeństwa i decydująca o ich sposobie myślenia.

4. Prawica przespała 2023-2026, kiedy mogła dzień w dzień łoić po lewackich decyzjach obciążających portfele Polaków. Ale ta (poza Braunem) potrafiła tylko się kłócić (Mentzen vs Kaczyński vs Morawiecki), pić piwko z wrogami i ośmieszać się w telewizji nieprzemyślanymi wypowiedziami, które zamiast merytoryki, zawierały tępy populizm.

5. Nie wygra się wyborów podkarpaciem, lubelszczyzną, małopolską i podlasiem. Jest tam za mało ludzi, i nawet 100% głosów na prawicę nie zmieni tego, że reszta Polski stabilnie wybierze Tuska i jego kukły.

6. Daję 25-30% szans, że Prawica przez ten rok na tyle się zmobilizuje, przeprowadzi jakąś wspaniałą kampanię wyborczą, która np. zepchnie Tuska z 30% poparcia i wykolei lewicę poniżej 5%.

7. Jeśli jakimś cudem prawica przejmie władzę (np. cały zachód w rok zdemobilizuje się totalnie, jeśli np. zabraknie paliwa, będą blackouty itp) to jedyną nadzieją jest wywalenie całych lewackich mediów, zmianę prawa na kary za ojkofobię i delegalizację zdradzieckich polityków i ich partii. A jednocześnie oczyszczenie wypranych lewackich umysłów polactwa.

Podsumowując, nadzieje są mizerne i szanse podobne. A gwarantuję, że jeżeli nie uda się do wyborów w 2027 (w co wątpię, bo np. przejęcie TK i reszty sądownictwa przyspiesza) zdelegalizować patriotów - Brauna, części Konfederacji, wsadzając ich do więzienia i delegalizując ich partie to po 2027 ze stołka wyleci nie tylko Braun, część Konfy i Pisu, ale jeszcze Nawrocki. Brudne lewactwo nie zatrzyma się przed niczym. Oni wiedzą, że za nimi stoi ta część polactwa, która brzydzi się tego, że żyją w tym kraju i za darmo by niemcowi opierniczyła kiełbasę + doniosła na sąsiada zza płota, w zamian za kilka słów pochwały. Trzeba pamiętać że lewactwo stabilnie się trzyma, i wraz, z lekką radykalizacją prawicy, oni radykalizują się jeszcze bardziej, jawnie już chcą wyeliminować prawdziwych Polaków, którzy kochają swój kraj, ciężko i uczciwie pracują i chcą by Polska pozostała silnym niezależnym państwem.

Na prawdę ciężko jest mi zrozumieć jak to jest możliwe, że przez 3 lata rządów Tuska, w którym ceny życia wzrosły drastycznie, wzrosło bezrobocie i spadł poziom inwestycji, nie mobilizują się jego przeciwnicy, tylko zwolennicy.

#polska #wybory #patriotyzm #preczzkomuna

7

dopiero co odblokowałem ten spam w ramach testu i nie zawiodłem się bo już spamują bez sensu

#RCB #dezinformacja

5

Lokalizacja hotelu, trzeba przyznać, ciekawa. Ale hotel wypas. Chociaż hotelem bym tego nie nazwał, bo tylko 4 pokoje ma.

#podroze #gruzja.

7

WEDŁUG LEWACTWA OHYDNY KUŁAK POWINIEN PRACOWNIKOWI PIELUCHY ZMIENIAĆ - Alert o zagrożeniu atakiem. Pracodawca powinien wskazać bezpieczne miejscenczas.info

Odpowiedzialność za bezpieczeństwo pracowników ciąży na pracodawcy, dlatego w razie alertu o zagrożeniu atakiem z powietrza to pracodawca powinien wskazać miejsce bezpiecznego schronienia – powiedział PAP wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz. Zdaniem dr. hab. Pawła Szmitkowskiego, problemem jest m.in. brak szkoleń.

Wiceszef MSWiA zapytany przez PAP o to, czy resort przygotowuje wytyczne dla pracodawców w kwestii tego, co mają robić w razie otrzymania alertu o zagrożeniu atakiem z powietrza, przekazał, że obecnie takie prace nie są prowadzone.

Zauważył jednocześnie, że to na pracodawcy spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo pracowników. – W związku z tym to właśnie pracodawca musi dokonać analizy miejsc ewentualnego schronienia i w razie zagrożenia wskazać pracownikom miejsce bezpieczne – powiedział Wiesław Leśniakiewicz.

Pracodawca może posiłkować się w tej kwestii pomocą inspektorów ochrony przeciwpożarowej, którzy m.in. przygotowują instrukcję bezpieczeństwa pożarowego. – Opierając się na ich doświadczeniu i na wiedzy, pracodawca powinien wskazać takie miejsca i przekazać pracownikom, jak powinna wyglądać ewakuacja – mówił.

Wiceszef MSWiA podkreślił, że dotyczy to każdej instytucji w kraju, nie tylko zakładów pracy. Zachęcił także, by w takich sytuacjach kierować się również zdrowym rozsądkiem i stosować się do Instrukcji reagowania na zagrożenia atakiem z powietrza, którą przygotował resort. Dodał, że w przypadku wątpliwości pomocna może być również przygotowana przez MSWiA procedura reagowania dla placówek oświatowych.

Polacy nie chcą się uczyć?

Zdaniem dr. hab. Pawła Szmitkowskiego, profesora z Instytutu Nauk o Bezpieczeństwie Uniwersytetu w Siedlcach problemem jest brak wiedzy społecznej i szkoleń dla pracowników z reagowania w razie zagrożenia.

– To pracodawca ponosi odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo, co oznacza, że w zakładzie pracy powinny być przygotowane pomieszczenia na wypadek takiego zagrożenia. Jeżeli nie będzie to infrastruktura ochronna, to pomieszczenie zastępcze, w którym pracownicy będą mogli się schronić – podkreślił Szmitkowski. Dodał, że konieczne jest również zachowanie zdrowego rozsądku i w razie alertu o możliwym ataku z powietrza nie ewakuować pracowników na zewnątrz, jak działo się to w niektórych szkołach.

– Problemem jest brak jasnej informacji i brak regularnych szkoleń dla kadry kierowniczej wszelkich instytucji, ale także brak chęci przyswojenia wiedzy przez społeczeństwo. Prowadząc szkolenia dla kadry administracji publicznej, na moje pytanie o to, kto przeczytał Poradnik bezpieczeństwa, rękę do góry podnosi ok. 5 proc. osób – grzmiał.

Dodał, że przeraża go fakt zerowej świadomość tego, co może się wydarzyć oraz brak chęci do tego, żeby się przygotować na wypadek zagrożenia. – To mentalność pięciolatka, który zamyka oczy i mówi: nie widzę zagrożenia, więc tego zagrożenia nie ma – ocenił.

Zdaniem eksperta, problem braku wiedzy mogłyby rozwiązać szkolenia prowadzone w miejscu pracy. – To nie musi być szkolenie, które będzie trwało cztery, czy pięć godzin. Uważam, że w ciągu dwugodzinnego szkolenia uda się przekazać podstawowe informacje dotyczące tego, co każdy powinien zrobić, gdy usłyszy alarm – ocenił.

Instrukcja MSWiA

W piątek MSWiA udostępniło w internecie instrukcję reagowania w razie zagrożenia atakiem z powietrza. Za pośrednictwem wojewodów instrukcja ma zostać także przekazana do wszystkich samorządów.

W dwunastostronicowej broszurze reagowania na zagrożenia atakiem z powietrza resort zaleca, aby jeszcze przed jego wystąpieniem poznać sygnały alarmowe, sprawdzić położenie najbliższych punktów schronienia i drogę dotarcia do nich.

Z broszury dowiemy się, że lokalizację punktów schronienia można znaleźć m.in. w aplikacji gdziesieukryc.pl.

Rodzina powinna też wcześniej ustalić sposób postępowania, miejsce spotkania i zasady wzajemnego kontaktu oraz przygotować plecak ewakuacyjny.

W informacji wskazano, że po ogłoszeniu alarmu, jeśli punkt schronienia jest dostępny, droga do niego bezpieczna i pozwala na to czas, należy zabrać przygotowany wcześniej plecak oraz niezbędne leki i udać się tam schodami, nie korzystając z windy.

Jeśli dotarcie do schronienia wymagałoby długiego przebywania na zewnątrz, MSWiA radzi pozostać w budynku o solidnych ścianach i stropach, bez widocznych uszkodzeń.

Jeżeli eksplozja zastanie nas na otwartym terenie, powinniśmy paść na ziemię, najlepiej w zagłębieniu, i osłonić głowę.

Osoby znajdujące się w samochodzie powinny opuścić pojazd i udać się do najbliższego bezpiecznego miejsca, pozostawiając auto tak, aby nie utrudniało przejazdu służbom ratowniczym.

MSWiA podkreśla też konieczność stosowania się do Alertów RCB, oficjalnych komunikatów i poleceń służb.

http://nczas.info/2026/09/28/alert-o-zagrozeniu-atakiem-pracodawca-powinien-wskazac-bezpieczne-miejsce/

#lewactwo

5

Prawdziwa walka o uwagę (ang. attention business) rozpocznie się wtedy, kiedy każdy będzie mieć swoje agenta (lub kilku) wykonujących za niego pracę / zadania. Ostatnio META wypuściła swój nowy produkt AI: MUSE - który jest obecnie TOP apką na rynku US. Muse jest personalnym agentem, potrafi zabookować bilety, zrobić zakupy, umawiać spotkania etc. Nie spodobało się to Amazonowi (odpowiednik Allegro w Stanach), który go zablokował z tego względu, że sporą kasę czerpią z reklam (produkty sponsorowane wyświetlane w kluczowych miejscach na stronie; sprzedawcy słono płacą by być na górze wyników), a jak taki agent wchodzi na sklep (by kupić, co mu zlecono), to nie przegląda tych reklam w należyty sposób. Podobny problem ma już od dawna Google ze swoimi wynikami wyszukiwania, gdzie przez wciskanie outputu z Gemini kanibalizuje ruch w swojej wyszukiwarce.

Ciekawa rolka w tym temacie 👉 http://youtube.com/shorts/qCQe5tLxmw0

#amazon #meta #zuckerberg #muse #ai

10

Widzę że jest więcej niż 1 taki artykuł.

9

To jest właśnie tak proste - aby przepisać wam prawa według których macie żyć przychodzi "starszy i mądrzejszy" rekomendowany przez innych starszych i mądrzejszych. Ten fragmencik jest wyjątkowo zabawnie sarkastyczny jak przeczyta się go z powoli i z uwagą:

In February 1946, Japan, now under US occupation, was expected to transform

into a peaceful and democratic society that respected equality and civil rights.


http://jref.com/articles/beate-sirota-gordon-1923-2012-a-feminist-pioneer-in-japan.723/

http://9gag.com/gag/aoyBdj3

7

Zasłanianie państwowego godła i ukraińskie napisy przed polskimi. Radny alarmuje o skandalicznej sytuacji w szkole w Swarzędzunczas.info

Zdjęcie

Radny gminy Swarzędz alarmuje, że w jednej ze szkół dochodzi do uchybień, jeśli chodzi o poszanowanie godła Rzeczpospolitej Polskiej, a także języka polskiego. Z relacji Marcina Lisa wynika, że chodzi m.in. o oznaczanie pomieszczeń – najpierw w języku ukraińskim, a dopiero później w polskim.

Radny gminy Swarzędz w woj. wielkopolskim opisał w mediach społecznościowych sytuacje, do których dochodzi w jednej z lokalnych szkół. Jak podkreślał, placówka już parokrotnie otrzymała apele od urzędników w takich sprawach.

„W trakcie dzisiejszego posiedzenia Komisji Spraw Społecznych Rady Miejskiej w Swarzędzu po raz kolejny zasygnalizowałem przypadki dotyczące jednej ze swarzędzkich szkół, które nie powinny się zdarzać. Chodzi o sposób traktowania naszych symboli państwowych oraz języka urzędowego. 🇵🇱” – napisał na swojej stronie na Facebooku Marcin Lis.

Radny wskazał, że pierwsza z tych kwestii dotyczy godła umieszczonego nad głównym wejściem do gmachu szkoły. „Przy różnych okazjach jest ono częściowo zasłaniane przez banery informacyjne, które niewątpliwie poruszają ważne tematy, jednak nie powinny przysłaniać naszego godła. 🇵🇱” – ocenił.

Samorządowiec podniósł także wątek oznaczania pomieszczeń. Wskazał, że język polski powinien mieć pierwszeństwo przed innymi.

„Drugą kwestią jest sposób oznaczania różnych pomieszczeń. W niektórych przypadkach w pierwszej kolejności zastosowano język obcy, a dopiero w drugiej język polski. Popieram gościnność i otwartość naszej społeczności, ale uważam, że w przestrzeni publicznej naszej gminy w pierwszej kolejności powinny być widoczne nasze symbole państwowe oraz język polski. 🇵🇱” – skwitował.

Jak podkreślił Lis, szkoła dostała już kilka próśb o zaprzestanie podobnych praktyk. Do placówki kierowali je urzędnicy. Wskazał, że do tej pory brakowało jednak „właściwej reakcji” i wyraził nadzieję, że „były to jedynie przypadki, a nie działanie z premedytacją”.

„Liczę, że po mojej ponownej prośbie sprawa znajdzie właściwy finał i że były to ostatnie takie przypadki. 🇵🇱” – podsumował.

http://nczas.info/2026/09/28/zaslanianie-panstwowego-godla-i-ukrainskie-napisy-przed-polskimi-radny-alarmuje-o-skandalicznej-sytuacji-w-szkole-w-swarzedzu/

#ukrofile #ukrofilia #ukraincy #Polska #spierdolenie #szkola #szkolnictwo

7

NIE WIEDZĄ GDZIE DALI MILIARDY??? - DGP: UE nie da Polsce zakładanych pieniędzy na kolej CPK. Brakuje ponad 20 mld złkresy.pl

Unia Europejska nie zapewni Polsce zakładanych wcześniej 33,6 mld zł na kolejową część Centralnego Portu Komunikacyjnego. Według obecnych szacunków z Brukseli może trafić jedynie 10–12 mld zł, co oznacza lukę przekraczającą 20 mld zł. Resort infrastruktury szuka innych źródeł finansowania.

O sprawie pisze w poniedziałek „Dziennik Gazeta Prawna”. Problem dotyczy przede wszystkim budowy linii Kolei Dużych Prędkości w układzie „Y”, która ma połączyć Warszawę i Łódź z Wrocławiem oraz Poznaniem. W wieloletnim programie inwestycyjnym przyjętym przez rząd pod koniec 2024 roku założono, że na kolejowy komponent CPK do 2032 roku przeznaczone zostanie 76,8 mld zł. Z tej kwoty 33,6 mld zł miało pochodzić ze środków unijnych, a około 43,2 mld zł z emisji obligacji skarbowych.

Jak jednak przyznał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, uzyskanie zakładanej wcześniej kwoty z funduszy europejskich nie jest realne. Według obecnych szacunków w kolejnej perspektywie finansowej UE na lata 2028–2034 Polska może otrzymać na linię „Y” jedynie 10–12 mld zł.

„Szacuję, że w zbliżającej się perspektywie unijnej na linię igrek możemy uzyskać 10–12 mld zł” – powiedział Malepszak w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Oznacza to, że w stosunku do przyjętego planu powstaje luka przekraczająca 20 mld zł. Resort infrastruktury ma obecnie poszukiwać innych źródeł finansowania inwestycji.

„Brakujące środki trzeba będzie znaleźć z innych źródeł. Pracuję nad tym. Na razie nie chcę mówić o szczegółach” – zaznaczył wiceminister.

Problemy z zapewnieniem finansowania zbiegają się z opóźnieniami w uruchamianiu kolejnych postępowań przetargowych dotyczących budowy torów. Według „DGP” harmonogram części przetargów jest przesuwany, choć branża budowlana deklaruje gotowość do realizacji dużych inwestycji kolejowych.

Linia „Y” ma być jednym z najważniejszych elementów kolejowej części CPK. Według rządowych planów szybkie połączenia kolejowe mają umożliwić przejazd między Warszawą a największymi miastami zachodniej Polski w czasie wyraźnie krótszym niż obecnie. Problem ze znalezieniem ponad 20 mld zł oznacza jednak konieczność przebudowy przyjętego wcześniej modelu finansowania projektu.

http://kresy.pl/wydarzenia/ue-nie-da-polsce-zakladanych-pieniedzy-na-kolej-cpk-brakuje-ponad-20-mld-zl/

#cpk #ue #koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #tusk

5

ZAUFALI UKRAINIE - Korea Południowa żąda przeprosin od Ukrainy. Kijów miał złamać tajne ustaleniakresy.pl

Korea Południowa zażądała od Ukrainy oficjalnych wyjaśnień i przeprosin po ujawnieniu przez Kijów informacji o przekazaniu do Seulu dwóch północnokoreańskich jeńców wojennych. Władze w Seulu twierdzą, że wcześniej uzgodniono zachowanie tej sprawy w tajemnicy.

Spór wybuchł po tym, jak prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował w ubiegłym tygodniu, że dwóch żołnierzy Korei Północnej, pojmanych podczas walk po stronie Rosji, zostało przekazanych Korei Południowej. Zełenski zaznaczył, że żołnierzy „nie było łatwo schwytać żywcem”. W niedzielę biuro południowokoreańskiego prezydenta wyraziło „głębokie ubolewanie” z powodu komunikatu Zełenskiego.

Kilka godzin po tej wypowiedzi prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung skrytykował działania strony ukraińskiej.

„Nie wiem, dlaczego strona ukraińska złamała porozumienie i upubliczniła tę sprawę, ale jest to bardzo rozczarowujące” – napisał w serwisie X.

Doradca Zełenskiego Dmytro Łytwyn próbował następnie tonować spór. Tłumaczył, że ukraiński prezydent ujawnił jedynie sam fakt przekazania żołnierzy do Korei Południowej. Jak zaznaczył, Ukraina jest „otwartym państwem”, a potajemne przekazanie jeńców byłoby „nietypowe”.

Seul stanowczo odrzucił takie wyjaśnienia. W niedzielę Seong Ghi-hong, wysoki rangą przedstawiciel kancelarii prezydenta Korei Południowej odpowiedzialny za komunikację, oświadczył, że Ukraina naruszyła wcześniejsze ustalenia dotyczące poufności.

„Sam fakt, że strona ukraińska naruszyła porozumienie o poufności między oboma państwami i jednostronnie ujawniła tę informację, jest bardzo poważną sprawą” – powiedział.

Dodał, że jeszcze poważniejszym problemem było późniejsze zaprzeczanie przez Kijów, jakoby jakiekolwiek porozumienie o poufności istniało.

„Fałszywe oświadczenie biura prezydenta Ukrainy, że nie było żadnego porozumienia o poufności, poważnie podważa zaufanie między oboma rządami i dotkliwie szkodzi przyjaznym stosunkom między oboma państwami” – stwierdził Seong.

Kancelaria prezydenta Korei Południowej zażądała od Ukrainy „oficjalnych wyjaśnień i przeprosin”. Seul poinformował również, że rozważa podjęcie dodatkowych działań w tej sprawie.

Dwaj północnokoreańscy żołnierze zostali schwytani przez Ukraińców na początku 2025 roku podczas walk po stronie rosyjskiej. Według wcześniejszych informacji jeden z nich służył w jednostce rozpoznawczej. Południowokoreański parlamentarzysta informował później, że obaj chcieli prowadzić w Korei Południowej „normalne życie”.

http://kresy.pl/wydarzenia/korea-poludniowa-zada-przeprosin-od-ukrainy-kijow-mial-zlamac-tajne-ustalenia/

#ukraina #koreapoludniowa #koreapolnocna

5

Sikorskiemu nie podoba się brak Ukrainy w wystąpieniu prezydenta Polskikresy.pl

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski skrytykował wystąpienie prezydenta Karola Nawrockiego podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Szef MSZ uznał za „bardzo dziwne”, że w przemówieniu zabrakło odniesienia do Ukrainy. Zarzucił również prezydentowi prowadzenie polityki zagranicznej odmiennej od polityki rządu.

Karol Nawrocki wystąpił w ubiegłym tygodniu podczas 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. W swoim przemówieniu mówił m.in. o zagrożeniu ze strony Rosji i jej „imperialnej pysze”. Do wystąpienia prezydenta odniósł się w niedzielę Radosław Sikorski w programie „Pytanie dnia” w TVP Info.

„Zabrakło Ukrainy, to bardzo dziwne (…). Pojawiły się elementy ideologiczne niezwiązane z tematem obrad, ale taką mamy urodę naszego życia politycznego” – powiedział szef MSZ.

Sikorski krytykował również różnice między stanowiskiem Pałacu Prezydenckiego a polityką zagraniczną prowadzoną przez rząd.

„To jest niefortunne: to, że mamy taki rozdźwięk, on jest złamaniem konstytucji. Pan prezydent powinien reprezentować politykę zagraniczną rządu, nawet gdy się z nią nie zgadza. Prowadzi inną politykę niż rząd i to nie wzmacnia pozycji Polski” – stwierdził.

Jednocześnie minister przyznał, że „pan prezydent widzi zagrożenie ze strony Rosji”, po czym zarzucił Nawrockiemu, że „na sentymentach sterowanych z zewnątrz przeciwko Ukrainie próbuje zwiększyć swoje słupki poparcia”.

W dalszej części rozmowy Sikorski przekonywał, że w Polsce prowadzona jest rosyjska kampania wymierzona w Ukrainę i Unię Europejską.

„Ławrow w ostatnich godzinach nazwał UE IV Rzeszą. Proszę zobaczyć, po której stronie sceny politycznej jest powielanie tej propagandy” – mówił.

Szef MSZ odniósł się także do obecności wojsk amerykańskich, podkreślając, że „Polska zabiega o stałe bazy amerykańskie w Polsce”. Zapytany o ewentualną polityczną rywalizację z otoczeniem prezydenta wokół tej sprawy, zadeklarował, że rząd nie zamierza traktować jej jako elementu partyjnego sporu.

„Polacy by nam nie wybaczyli, gdybyśmy wokół tej sprawy uprawiali politykę partyjną (…). Rząd nie będzie takich rzeczy robił” – powiedział Sikorski.

http://kresy.pl/wydarzenia/sikorskiemu-nie-podoba-sie-brak-ukrainy-w-wystapieniu-prezydenta-polski/

#sikorski #koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #zdrajcy #ukraina #Polska

7

#ociepleniekliamtu

Myślicie, że to była kara za ich antropogeniczne CO2?

5

Rząd ukrywa to przed Polakami?! Coraz bliżej katastrofynczas.info

Zadłużenie Polski zmierza do 80 proc. PKB. To daje dwie perspektywy: gigantyczny kryzys gospodarczy oraz działania naprawcze prowadzone przez Unię Europejską. Jedno i drugie z ogromną szkodą dla Polski.

Zadłużenie Polski wynosi 76 proc. PKB – ogłosił na portalu X w sobotę 12 września Leszek Balcerowicz. W ten sposób „guru polskiej ekonomii” i niekwestionowany autorytet środowisk lewackich, mniej czy bardziej świadomie – zadał kłam oficjalnej rządowej propagandzie swoich kolegów z tej samej strony politycznej barykady. Według rządu zadłużenie Polski wynosi 55–56 proc. PKB, jest trzymane w normie i nie daje powodów do paniki. Fakty są zgoła inne.

Biliony złotych

W 2010 roku Leszek Balcerowicz był inicjatorem tzw. „licznika długu”. To wirtualny licznik ustawiony na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich, w centrum Warszawy, miał pokazywać dwie wartości: zadłużenie Polski i dług odpowiednio na jednego mieszkańca kraju. Ta druga wartość w momencie założenia licznika wynosiła powyżej 20 tysięcy złotych. To oznaczało, że każdy noworodek, przychodząc na świat, miał już do spłacenia powyżej 20 tysięcy złotych z tytułu pożyczek i kredytów zaciąganych przez państwo.

Hipokryzja tego pomysłu polegała na tym, że najgłośniej przeciwko zwiększaniu długu protestował Balcerowicz, który sam był jego kreatorem i głównym winowajcą jego istnienia u zarania III RP. Balcerowicz też zaprogramował licznik w taki sposób, aby pokazywał tylko dług wewnętrzny – to znaczy stan zadłużenia państwa wobec własnych obywateli (zaciągany np. poprzez emisję obligacji skarbowych). Tyle, że jest to tylko jeden rodzaj długów. Do zadłużenia wewnętrznego, najmniej groźnego, dochodzi jeszcze zadłużenie zagraniczne, czyli pożyczki i kredyty udzielone przez inne państwa i międzynarodowe instytucje finansowe. Trzeci filar to zadłużenie samorządów, a czwarty – zadłużenie systemu emerytalnego, czyli różnica między tym, co dziś wpływa do ZUS a tym, co w przyszłości wypłacać będzie trzeba osobom starszym i schorowanym. Wskaźniki wszystkich tych zadłużeń są alarmujące. Gdy rządowi brakuje pieniędzy, ma dwa wyjścia: albo szukać oszczędności, albo dodrukowywać pieniądze. Pierwsze rozwiązanie skutkuje spadkiem popularności rządu, drugie inflacją, czyli wzrostem cen.

Czerwona granica

Unijne prawo dopuszcza próg zadłużenia państwa na 60 proc. Produktu Krajowego Brutto. Inaczej mówiąc: maksymalnie 60 proc. tego, co wytwarza państwowa gospodarka w sektorze dóbr i usług, może zostać wykorzystane na spłatę długów wraz z odsetkami. Jeśli ta granica zostanie przekroczona – Komisja Europejska ma prawo podjąć tzw. działania naprawcze podobne do tych podejmowanych przez sąd w stosunku do bankrutującego przedsiębiorstwa. Sąd ogłasza wówczas upadłość i powołuje syndyka. Syndyk zaś musi zagospodarować masę upadłościową (czyli resztę majątku firmy) w taki sposób, aby zaspokoić roszczenia wierzycieli. Procedury unijne mówią nie tylko o UEkomisarzu – syndyku, który będzie mógł podejmować działania naprawcze. Dają mu również prawa do działań politycznych, tzn. wprowadzania prawa zgodnego z oczekiwaniem UE.

Czy Komisja Europejska nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka jest faktyczna sytuacja budżetowa Polski? Ma przecież dostęp do danych, z których wynika, że oficjalne deklaracje rządu Tuska to mydlenie wszystkim oczu. Sytuacja finansowa państwa pokazuje jasno, że władze w Brukseli mogą w każdej chwili podjąć polityczne kroki, aby zdyscyplinować Polskę z powodu fatalnych warunków finansowych. Dlaczego jednak tego nie zrobi? Wszystko wskazuje na to, że taka możliwość zostałaby zrealizowana, gdyby w Warszawie władzę miał przejąć rząd eurosceptyczny. Wówczas KE może sobie „przypomnieć” o trudnej sytuacji, wprowadzić komisarza i podjąć działania polityczne. Te ostatnie oczywiście odbiorą nam resztki suwerenności. A zatem: proniemiecki Tusk zadłuża Polskę ponad granice wytrzymałości, dając ewentualne narzędzie nacisku na nasz kraj w przyszłości.

Złe dane

Mimo rządowej propagandy sytuacja gospodarcza Polski jest coraz gorsza. Aby podreperować finanse państwa, rząd zapowiedział podwyżki obowiązkowych składek na ZUS. To oznacza, że tysiące firm będą musiały płacić większy haracz. To zaś będzie oznaczać wzrost kosztów pracy (czyli wzrost cen), a z drugiej strony dynamiczny wzrost zamknięć firm, zwłaszcza małych i średnich. Na to wszystko nakładają się szokujące dane o zamykaniu kolejnych zakładów pracy. Jest to szczególnie dotkliwe w małych miasteczkach. Od ponad roku na łamach „NCz!” piszę o fali problemów, a nawet bankructw kolejnych sektorów gospodarki (rolnictwa, branży meblowej i drzewnej) oraz kolejnych, dużych fabryk (komponenty do komputerów, opony). To oznacza jeszcze jedno negatywne zjawisko: wzrost bezrobocia. Jeśli to wszystko nakłada się na gigantyczne zadłużenie, sytuacja staje się dramatycznie trudna.

Drożej i gorzej

Wydaje się, że Polska ma duży potencjał inwestycyjny i biznesowy. Oprócz polskiej pracowitości nasz kraj może zaoferować bezpieczeństwo, brak kataklizmów, dogodne warunki lokalizacyjne i transportowe. Co takiego powoduje, że wielkie firmy jedna po drugiej decydują się na zamykanie swoich fabryk w Polsce? Najlepiej oddaje to komunikat grupy Alchemia SA, która ponad rok temu zamknęła fabrykę rur w miejscowości Zawadzkie na granicy województwa opolskiego i śląskiego.

„Zarząd Alchemia Spółka Akcyjna podjął decyzję o zamiarze rozpoczęcia procesu likwidacji, mając na uwadze m.in. przewidywaną utratę zdolności oddziału do konkurowania na rynku, z uwagi na przestarzałą technologię produkcyjną, wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej oddziału i przewidywany stały wzrost tych kosztów, nieuzasadnione technologicznie i ekonomicznie zwiększanie nakładów na remonty i unowocześnianie technologii produkcji” – czytamy w oficjalnym komunikacie spółki.

Inne firmy, które decydowały się na zamknięcie swoich fabryk, w oficjalnych komunikatach podnosiły podobne czynniki: stały wzrost kosztów i wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej. To wszystko powodowało, że produkcja staje się mało opłacalna.

Zielony Bezwład

Chodzi głównie o zmiany wynikające z Zielonego Ładu, czyli aberracyjnej polityki niszczenia gospodarki pod pretekstem ochrony przyrody. Chora idea „zeroemisyjności”, czyli ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, wymusiła ogólnounijne dyrektywy nakazujące zamykanie kopalń węgla kamiennego i brunatnego. Rząd Polski zaczął więc zamykać kopalnie jedną po drugiej, co spowodowało ograniczenia w wydobyciu węgla, a więc wzrost kosztów produkcji prądu (do czego potrzebny jest węgiel). To zaś przełożyło się na wzrost rachunków za prąd. Prąd, czyli energia elektryczna jest jednym ze składników ceny produkcji towaru. Drugim, równie ważnym, jest ogrzewanie. Hale produkcyjne w okresie zimowym trzeba bowiem ogrzać. Jednak polityka „Zielonego ładu” spowodowała również kilkunastokrotny wzrost cen gazu. Przedsiębiorca odbija sobie te koszty na cenie produktów.

W ostatnich miesiącach wzrosły również koszty pracy. Ustawowy wzrost „płacy minimalnej” jeszcze nie jest bolesny, bo mało która fabryka zatrudnia robotników na podstawie płacy minimalnej. Bardziej dokuczliwy jest wzrost obowiązkowych składek ubezpieczeniowych na ZUS. Powoduje on wzrost realnych kosztów zatrudnienia. Czym więc pracodawca rekompensuje sobie te wzrosty kosztów? Podwyżką cen. Tyle tylko, że to też nie pozostaje bez konsekwencji. Droższe produkty stają się mniej konkurencyjne, zwłaszcza na rynku eksportowym. Towary produkowane przez fabryki należące do zagranicznych koncernów inwestowały w Polsce, bo produkcja tutaj była tańsza niż gdzie indziej i wyprodukowane tutaj towary (np. opony samochodowe) można było eksportować na inne rynki. Jednak wzrost kosztów doprowadził do wzrostu cen. W rezultacie produkty przestały już konkurować cenowo, a zatem firmie opłaca się przenieść produkcję tam, gdzie jest ona tańsza. Polska jako miejsce do inwestycji przegrywa więc rywalizację z krajami afrykańskimi. A wszystko z powodu sztucznych kosztów zawyżających ceny.

Ta sytuacja pokazuje również logikę zarządzania socjalistycznego. Można powiedzieć, że najbardziej zainteresowany w podwyżkach kosztów pracy jest rząd, ponieważ więcej dostaje z podatku VAT. Jeśli rura wyprodukowana w walcowni „Andrzej” kosztowała 10 tys. złotych, producent musiał do niej doliczyć VAT (23 proc.) i sprzedać ją po cenie 12300 złotych, a różnicę (2300) odprowadzić do urzędu skarbowego. Tyle, że przy eksporcie towary zwolnione są z VAT, więc fiskusowi pozostawały tylko wpływy z podatku dochodowego. Jednak i ten się skończył, bo podwyżki spowodowały to, że rury nie są już atrakcyjne cenowo na zagranicznych rynkach. To zaś oznacza, że również urząd skarbowy nie zobaczy wpływów z podatku dochodowego. Mógłby i na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że przestaną na jego konta wpływać zaliczki na podatek dochodowy, bo pracownicy zostaną zwolnieni i zamiast płacić podatki, staną się beneficjentami świadczeń socjalnych. Jest to klasyczny przykład zarządzania socjalistycznego – w imię biurokratycznych pomysłów wprowadza się zarządzenia, które prowadzą wyłącznie do bankructwa.

http://nczas.info/2026/09/28/rzad-ukrywa-to-przed-polakami-coraz-blizej-katastrofy/

#dlug #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #szkodniki #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #tusk

11