Szwedzi zmądrzeli. Sklepy spożywcze i apteki są zobowiązane do przyjmowania gotówkinczas.info

Sklepy spożywcze i apteki w Szwecji od środy są zobowiązane do przyjmowania płatności gotówką, co ma wzmocnić odporność kraju na wypadek kryzysu lub wojny. W Szwecji planowano wprowadzenie elektronicznego pieniądza, ale projekt wstrzymano w 2023 r. po ataku Rosji na Ukrainę.

Inne zmiany to zobligowanie banków do przyjmowania wpłat od klientów indywidualnych oraz firm, a także rozszerzenie możliwości tymczasowych płatności offline kartami w przypadku awarii systemu.

Centralny Bank Szwecji w marcu wydał zalecenie posiadania przez gospodarstwa domowe co najmniej 1000 koron (ok. 90 euro) w gotówce na osobę dorosłą w związku z niepewną sytuacją na świecie. Zachęcono do korzystania z banknotów i monet. Wcześniej bank centralny otworzył dwa magazyny z pieniędzmi, aby pomóc w utrzymaniu obiegu gotówki.

W Szwecji, która jest jednym z najbardziej zinformatyzowanych krajów świata, ponad 90-95 proc. transakcji w sklepach jest bezgotówkowych i odsetek ten rośnie. W wielu miejscach w ogóle nie ma możliwości płacenia gotówką, co stanowi utrudnienie dla seniorów, osób z niepełnosprawnościami i turystów.

Bank centralny w 2017 r. przeprowadził testy w ramach przygotowań do wprowadzenia elektronicznej waluty, e-korony. Projekt zawieszono jednak w 2023 r., w następstwie m.in. pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, gdy okazało się, że obieg fizycznego pieniądza jest ważny dla utrzymania funkcji społecznych.

Wraz z początkiem lipca w życie weszły w Szwecji również przepisy z zakresu integracji. Urzędy nie będą już uznawać małżeństw zawartych w innych krajach między osobami blisko spokrewnionymi, a pracownicy domów opieki muszą znać język szwedzki. Natomiast osoby korzystające z pomocy socjalnej dłużej niż trzy miesiące, jeśli są zdrowe, są zobowiązane do wykazania aktywności, np. w poszukiwaniu pracy.

http://nczas.info/2026/07/01/szwedzi-zmadrzeli-sklepy-spozywcze-i-apteki-sa-zobowiazane-do-przyjmowania-gotowki/

#szwecja #pieniadze

8

Magyar chce chronić Ukraińców uciekających przed poborem. W tle Węgrzy na Zakarpaciunczas.info

Zdjęcie

Premier Węgier Peter Magyar zapowiedział, że rząd w Budapeszcie nie poprze propozycji KE dotyczącej ograniczenia ochrony tymczasowej dla części ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym. Wskazał przy tym na Węgrów na Zakarpaciu. Zapowiedział, że Węgry mogą udzielić azylu osobom uciekającym przed poborem do ukraińskiej armii.

26 czerwca KE opublikowała wniosek o przedłużenie dyrektywy ws. ochrony tymczasowej dla Ukraińców uciekających przed wojną do 4 marca 2028 roku. Chodzi o rozszerzenie ochrony dla 4,4 mln Ukraińców żyjących na terenie UE.

KE chce, by ochrony nie przyznawano nowoprzybyłym ukraińskim mężczyznom w wieku 23-60 lat, którzy podlegają przymusowemu wcielaniu do armii i nie otrzymali od Kijowa pozwolenia na opuszczenie kraju. Osoby, które wcześniej otrzymały status ochronny, będą musiały go przedłużyć. Przepisy te miałyby wejść w życie w marcu przyszłego roku.

Wcześniej decyzję tę musi zatwierdzić kwalifikowana większość państw członkowskich. UE chce rozstrzygnąć tę sprawę w tym miesiącu, a jeśli nie, to we wrześniu.

30 czerwca premier Magyar zapowiedział, że jego rząd nie poprze propozycji UE. Mówił o tym podczas debaty parlamentarnej po pytaniu przewodniczącego partii Mi Hazánk László Torockája. Polityk wskazywał, że rząd powinien zająć stanowisko ze względu na dużą społeczność węgierską na Zakarpaciu.

Premier odpowiedział, że Torockáj „puka do otwartych drzwi” i przypomniał, że Budapeszt przedstawił swoje stanowisko na unijnym szczeblu podczas publicznego posiedzenia Rady UE, gdy szef MSW Gábor Posfay oświadczył, że Węgry nie poprą propozycji KE. Premier Magyar dodał, że sprzeciw wyraziło „sześć lub siedem” innych państw.

Na Zakarpaciu kontrolowanym przez Ukrainę żyje 70-80 tys. Węgrów. Kilkuset z nich jest w ukraińskiej armii. Premier Węgier zaznaczył, że ewentualna decyzja UE nie uniemożliwi Węgrom przyjmowania rodaków z Ukrainy przed wojną lub przymusowym wcieleniem do wojska i że Węgry będą nadal mogły udzielać azylu „tym, którzy przybywają do naszego kraju, aby uniknąć poboru do wojska”.

http://nczas.info/2026/07/01/magyar-chce-chronic-ukraincow-uciekajacych-przed-poborem-w-tle-wegrzy-na-zakarpaciu/

#wegry #ukraina #ue #wojsko

5

w szkołach w zimie oczywiście wszystkie okna szczelnie zamknięte, absolutny brak wentylacji i obwinianie uczniów, że śpią na lekcjach, a to tylko mały wycinek z patologicznego systemu edukacji.

#szkola

6

Uśmiechnięta władza. Minister zdrowia nie chciała powiedzieć, gdzie zarobiła ponad 700 tysięcy złotychx.com

Zdjęcie

http://x.com/S_Lukaszewicz/status/2071925088237035574

„Wirtualna Polska” przeprowadziła wywiad z minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą. W toku rozmowy o aferach dotyczących gigantycznych zarobków lekarzy z naszych pieniędzy wyszło, że minister zarobiła w ubiegłym roku ponad 700 tys. zł i nie chciała ujawnić, z jakiego tytułu.

Komentując aferę w Szpitalu Południowym minister Sobierańska-Grenda zapewniła, że nie była na urlopie, gdy ta wybuchła.

– Zakres kontroli, który mógł być w gestii ministra zdrowia, pojawił się w doniesieniach medialnych wieczorem 23 czerwca. Już następnego dnia zleciłam kontrolę konsultantowi krajowemu ds. ratownictwa medycznego. Dokładnie wiem, jakie zakresy kontroli i interwencji wobec podmiotów leczniczych należą do ministra zdrowia. W tej sprawie uruchomiono trzy kontrole: najpierw zrobił to nadzór właścicielski szpitala, następnie – od 15 czerwca – Narodowy Fundusz Zdrowia, a na końcu Ministerstwo Zdrowia – powiedziała minister.

Dodała, że najistotniejsze dla niej były informacje z 23 czerwca, „które dotyczyły kwestii medycznych i stały się podstawą do podjęcia kontroli i to się zadziało natychmiast”. Unikała też odpowiedzi na pytanie, jakie miała odczucia i pierwsze przemyślenia, gdy wyszło na jaw, że „koordynatorem SOR-u jest lekarz bez specjalizacji”.

Minister zapytano też, czy można cokolwiek zrobić z chorymi ilościami rzekomej pracy lekarzy.

– Dziś nie ma górnego limitu godzin pracy. A na dodatek, w przypadku tej historii mamy do czynienia z umowami B2B, zawieranymi z przedsiębiorcą. Ta sytuacja pokazuje, że powinniśmy wspólnie z samorządami zawodowymi rozważyć możliwość ustawowego wprowadzenia bezpiecznych limitów czasu pracy personelu medycznego. Obecnie nawet kontroler NFZ czy innej jednostki może najwyżej stwierdzić, że liczba godzin jest duża, ale w świetle dzisiejszych przepisów nie jest w stanie uznać jej za nieprawidłową. I chyba czas powiedzieć, że to wymaga doregulowania – oceniła i potwierdziła, że „idziemy właśnie w tym kierunku”.

– Chcę też podkreślić, że nie było wcześniej żadnych niepokojących sygnałów kierowanych do Ministerstwa Zdrowia dotyczących Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Południowym. Trudno mi się ustosunkować do tego, co się działo w innych instytucjach, które są odpowiedzialne za nadzór – dodała minister zdrowia.

Na pytanie o „salonik VIP” minister Sobierańska-Grenda odpowiedziała, że obecnie toczy się kontrola w tej sprawie. Nie są znane żadne nazwiska osób, które by z „saloniku” korzystały. Wyniki kontroli mogą być znane w ciągu około półtora miesiąca.

W wywiadzie poruszono też kwestię zarobków lekarzy oraz samej minister.

– Skoro zaglądamy lekarzom do portfeli, to ja przepraszam za wścibstwo, ale zajrzę do pani. W ostatnim oświadczeniu majątkowym ma pani pozycję „inne osiągnięte dochody” – 725 tys. zł. Dlaczego nie napisała pani konkretnie, co się na nią składa? – zapytał Paweł Buczkowski.

– Przez całe swoje życie zawodowe składam oświadczenia majątkowe, moje zarobki są znane powszechnie. I tym razem również wypełniłam je dokładnie w taki sposób, jak jestem do tego zobligowana – odpowiedziała ogólnikowo minister Jolanta Sobierańska-Grenda.

– To proszę powiedzieć wprost: co składa się na te 725 tysięcy? – dopytywał.

– Upubliczniłam swoje oświadczenie majątkowe. Nie jestem posłem ani senatorem. Od wszystkich moich dochodów płacę podatki, w normalnych progach podatkowych. To jest rzetelnie podany dochód – przekonywała dalej.

– To nie jest trudne pytanie. Skąd te 725 tysięcy złotych? – nie dawał za wygraną, lecz minister nie chciała odpowiedzieć na pytanie, rzucając tylko, że „wszystko jest jawne” i pieniądze te są „z rzetelnie i uczciwie wykonywanej pracy, czy to w roli radcy prawnego, zarządzającego czy wykładowcy”.

Ten wątek wzbudził spore zainteresowanie w mediach społecznościowych.

„Minister zdrowia zarobiła ponad 700 tys. zł w 2025 r., ale nie powie u kogo i za co (część za zarządzanie szpitalami, ale tylko część), bo – jak twierdzi – nie musi. Świetny standard” – skomentował na X Patryk Słowik z zero.pl.

Do wywiadu odniósł się także poseł Sebastian Łukaszewicz.

„Pani minister nie chce powiedzieć, za co zarobiła setki tysięcy? To ja przypomnę fragment tej układanki, który poskutkował tym, że prokuratura w Białymstoku prowadzi śledztwo po zawiadomieniu moim i @artur_kosicki. W ramach umowy z @wojpodlaskie przytuliła ok. 128 tys. zł, z czego część zgarnęła za okres od 23 do 31 grudnia – na szybko, byle przed końcem roku” – napisał na X.

„Pracowała przy politycznym planie 'konsolidacji’ podlaskich szpitali, czyli w praktyce – zwijania ich. Plan upadł dopiero po ogromnych protestach mieszkańców i pracowników. Ale za ten eksperyment pani minister zdążyła przytulić pieniądze” – dodał.

http://nczas.info/2026/07/01/usmiechnieta-wladza-minister-zdrowia-nie-chciala-powiedziec-gdzie-zarobila-ponad-700-tysiecy-zlotych/

#ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

10

Sommer: „Lekarze jak dzicz wpuszczona do marketu bez ochrony, wynoszą wszystko, co uda się im tylko złapać”x.com

Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer skomentował kolejne doniesienia o gigantycznych zarobkach lekarzy z naszych pieniędzy. Skrytykował także postawę środowiska, którą porównał do „dziczy wpuszczonej do supermarketu bez ochrony”.

Sommer odniósł się do ogromnych zarobków lekarzy z naszych podatków, które wprowadzano rzekomo po to, by nie było, jak mówili lekarze, podatności na łapówki. W praktyce otrzymano efekt odwrotny od zamierzonego.

„Od lat piszę, że podwyższanie nierynkowych stawek, by nie było 'koniaczku i koperty’ zawsze prowadzi tylko do tego, że koperta będzie jeszcze grubsza, a koniaczek przynajmniej stuletni. Wyższe pensje dla urzędników czy lekarzy tylko zwiększają ich apetyty na łapówki, które też muszą być odpowiednio wyższe” – napisał na X Tomasz Sommer

Zdjęcie

http://x.com/1972tomek/status/2071906016178979086

Odniósł się też do wpisu użytkownika krzy.bocz., który zamieścił listę pokazującą, że lekarze zarabiali nawet ponad 300 tysięcy złotych miesięcznie.

„Najbogatsi lekarze w szpitalach wojewódzkich (czyli tylko część) w mazowieckim w 2025 r zarabiali nawet ponad 310 tys. miesięcznie. Czyli prawie 4 MILIONY rocznie! W jednym miejscu! Przy nich Kacprzyk to drobny cwaniaczek” – podkreślił internauta.

„Prawda o zarobkach lekarzy powoli wychodzi na jaw. Krucjatę w tej sprawie rozpocząłem rok temu. Kropla wydrążyła skałę” – skomentował Sommer.

Zdjęcie

Zdjęcie

http://x.com/1972tomek/status/2071986570626769025

Sommer mocno odniósł się też do mentalności polskich lekarzy, którzy dobrze wiedzą, że doją polskiego podatnika najbardziej na świecie. Postawił bardzo krytyczną ocenę dla ogółu środowiska.

„Wstyd powiedzieć, ale polscy lekarze zachowują się jak jakaś dzicz wpuszczona do supermarketu bez ochrony: wynoszą wszystko, co da się im tylko złapać. Tu potrzebna jest terapia moralna, choć jej skuteczność jest wątpliwa, bo u tych ludzi wszelkie zahamowania po prostu zniknęły” – stwierdził.

Zdjęcie

http://x.com/1972tomek/status/2071991106087076204

Kolejne szokujące zarobki wychodzą na jaw. To nie jest sprawa tylko jednego Dawida Kacprzyka z KO z warszawskiego szpitala. To sprawa całego środowiska. Tu warto przytoczyć wpis Michała Łenczyńskiego. Wskazał, że w woj. wielkopolskim 26 lekarzy zarabiało od 1 do 2 mln rocznie.

„Połowa z nich pracuje w Kaliszu. 2 tygodnie temu słyszeliśmy że Dawid Kacprzyk to jednostkowy przypadek. TAK dla jawności płac. TAK dla jawności WYDATKÓW publicznych z naszych podatków” – podkreślił Łenczyński.

Zdjęcie

http://x.com/BeautyMichal/status/2071994839776764354

http://nczas.info/2026/07/01/sommer-lekarze-jak-dzicz-wpuszczona-do-marketu-bez-ochrony-wynosza-wszystko-co-uda-sie-im-tylko-zlapac/

#lekarz #lekarze #szpital #szpitale #zarobki #patologia

10

1. w naszym klimacie taka gorąca pogoda trwa kilka dni (zeszłe lato było raczej chłodne)

2. korzystając z unikalnej pogody, lepiej wziąć sobie wolne i docenić ulotny stan pogodowy (90% pogody w Polsce to byle jaka szarzyzna, ni goronc ni mruz)

3. ci sami ludzie potrafią wykurwić 1000km dalej żeby przysmażyć się w 40 stopniowym upale u cygańskich dżihadystów

4. jak ktoś w mieszkaniu zdycha z gorąca - możliwe że ma spierdoloną konstrukcję domu, brak izolacji, brak przewiewu, brak technicznej kontroli tempreatury i wilgotności (wynalazek jak "zimny browar z zamrażalki"), brak zacienienia, brak roślinności, goły beton i ekspozycję tylko na południe - równie dobrze może sobie montować klimatyzator w saunie, podobna logika.

9

„Koparka” stchórzyła! Kolejna odsłona największego procesu politycznego III RPnczas.info

Zdjęcie

W czerwcu mieliśmy kolejne dwa terminy w procesie przeciw polskiemu posłowi do Euro-Kołchozu i przewodniczącemu Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Wszyscy oczekiwali, że w sądzie w końcu pojawi się „poszkodowana”, czyli słynna „koparka-agresorka” Magdalena Gudzińska-Adamczyk, która zaatakowała oskarżonego podczas słynnego „incydentu chanukowego” w Sejmie.

Czekaliśmy, czekaliśmy i się nie doczekaliśmy. Sędzia Marcin Brzostko już na początku rozprawy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Praga Południe w dniu 19 czerwca tego roku ogłosił stronom i zgromadzonym dziennikarzom i publiczności, że pani Magdalena w sądzie warszawskim nie pojawi się. Nie będzie zeznawać ani na tym posiedzeniu, ani na żadnym innym. Taką decyzję sąd podjął już wcześniej, a zakomunikował właśnie na czerwcowym posiedzeniu. Dlaczego tak się stało?

O tym dowiedzieli się tylko oskarżony, pełnomocnicy stron oraz osoby zaufane, wskazane przez oskarżonego. Sędzia utajnił tę część posiedzenia, w którym odczytano uzasadnienie dla wyłączenia przesłuchania przed sądem nadesłane do sądu przez pełnomocnika pani Gudzińskiej-Adamczyk. Wiemy tylko tyle, że uzasadnieniem dla tej bardzo dziwnej i niespotykanej decyzji sądu były względy zdrowotne samej zainteresowanej.

Kwestię niedoszłych zeznań sławetnej lekarski skomentował sam Grzegorz Braun jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. „Pełnomocnik mojej fałszywej oskarżycielki – mówił przed budynkiem sądu – która wezwana była po raz kolejny na dzień dzisiejszy do złożenia zeznań, przysłał do sądu pismo, w którym stwierdza, że ta pani nie może stawić się w sądzie”.

Grzegorz Braun przy okazji nie szczędził uszczypliwych uwag pod adresem prokuratury, której zarzucił, że trzyma się „kanonicznej wersji »Gazety Wyborczej«”. „Prokurator najwyraźniej nie mógł, nie chciał, a może chciał i nawet sprawdził, ale zdecydował się na przyjęcie oficjalnej wykładni redakcji »Gazety Wyborczej«”.

Adwokat „poszkodowanej” miał argumentować w swoim piśmie, że fakt zeznawania w sądzie mógłby doprowadzić do wstrząsu psychicznego pani Magdaleny, która być może nie mogłaby znieść konfrontacji przed sądem i sama perspektywa stanięcia twarzą w twarz z Grzegorzem Braunem mogłaby wywołać u niej ogromny stres i rozstrój nerwowy.

Co tu dużo ukrywać: jest ogromnie dziwne i niespotykane, że sąd w osobie sędziego Brzostko podzielił te obawy i zgodził się na tak wyjątkowe potraktowanie świadka. Tym bardziej że już wcześniej rozważano, że świadek mogłaby zeznawać w trybie wideokonferencji, przebywając w oddzielnym pomieszczeniu, tak by nie musiałaby być narażona na przykre dla niej skutki bezpośredniego – jak można domniemywać – zetknięcia się na sali sądowej z posłem Grzegorzem Braunem.

Tak więc do konfrontacji zeznań nie doszło i już pewnie nie dojdzie. Szkoda. Taka konfrontacja i wzięcie sławetnej „koparki” w krzyżowy ogień pytań przez obrońców, jak i samego oskarżonego, byłaby przecież nie lada gratką. Zapis wideo ze sławetnego wydarzenia w korytarzu sejmowym w grudniu 2023 roku przecież jasno pokazywał, że stroną agresywną była raczej pani Magdalena, więc jej zeznania musiałyby być bardzo ciekawe. No ale zapewne właśnie tego najbardziej obawiała się warszawska lekarka, a przy okazji aktywna i prominentna – jak się okazało – działaczka warszawskiej żydowskiej gminy wyznaniowej.

„Pijak znowu ucieka”

Zamiast więc zeznań pani „koparki-agresorki” mieliśmy w sądzie przesłuchanie innej ciekawej postaci, a mianowicie byłego Ministra Zdrowia z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, czyli kolejnego lekarza – profesora Łukasza Szumowskiego. Znalazł się on w sadzie na okoliczność interwencji poselskiej posła Brauna, która miała miejsce w Narodowym Instytucie Kardiologii w warszawskim Aninie.

Szumowski po tym, jak złożył dymisję z funkcji ministra zdrowia, objął posadę dyrektora tej zasłużonej placówki. Interwencja poselska posła Brauna nastąpiła w wyniku informacji, jakie otrzymał on od pracowników Instytutu, że dyrektor Szumowski po prostu zwalnia pracowników, którzy w określonym czasie nie poddali się szczepieniom przeciw COVID-19.

Szumowski w trakcie przesłuchania potwierdził, że istotnie dochodziło do takich sytuacji. „W momencie, gdy nie byłem pewien, czy pracownicy poddali się szczepieniu, to wyciągałem konsekwencje. W kilkunastu przypadkach doszło do rozwiązania umowy o pracę…”. Obrońcy Grzegorza Brauna usiłowali uzyskać informację od świadka, czy ten był świadom występowania skutków ubocznych po szczepieniu przeciw Covid-19. „Takie skutki zawsze mogą występować – mówił Szumowski – ale korzyści jest więcej niż ryzyka”.

Najwięcej emocji wywołała jednak kwestia nadużywania alkoholu przez świadka. Ta bowiem kwestia była przyczyną, że relacje z interwencji posła w szpitalu obiegły wówczas cały polski internet. Jak mówił poseł Braun, w trakcie interwencji wyczuł woń alkoholu ze strony dyr. Szumowskiego. Kiedy zażądał przebadania się przez świadka alkomatem na obecność występowania alkoholu w wydychanym powietrzu, ten wyrwał się posłowi i opuścił gabinet dyrektora. „Łapać pijaka, pijak ucieka” – krzyczał za nim wówczas poseł Braun. Doszło wówczas nawet do fizycznego ataku na posła, któremu Szumowski bezceremonialnie przytrzasnął ramię drzwiami gabinetu. Przy okazji ucierpiał również asystent społeczny posła i przyszły poseł na Sejm RP Grzegorz Płaczek. Dyrektor Szumowski wytrącił mu bowiem z ręki telefon, którym pan Płaczek nagrywał przebieg całego zajścia.

Dlatego teraz poseł Braun zapytał w sądzie Łukasza Szumowskiego, czy tego dnia pił alkohol. „Czy świadek regularnie spożywa alkohol”? – pytał przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej. Lukasz Szumowski unikał odpowiedzi na takie pytania: „To są pytania dotyczące mojego stanu zdrowia”. Sędzia je uchylał, twierdząc, że takie informacje nie mają wpływu na rozstrzygnięcie sądowe. Ostatecznie świadek Szumowski stwierdził, że nie nadużywa alkoholu, bo pełniąc tak odpowiedzialną funkcję nie mógłby sobie na to pozwolić. „Mam czerwoną skórę twarzy, ale to jest wynik alergii, a nie nadużywania alkoholu” – powiedział na koniec, co wywołało wesołość wśród publiczności. „Proszę o śmianie się w duchu, a nie na głos” – w swoim stylu komentował sędzia Brzostko.

„Zdążyłem, bo szybko biegam”

Drugim i ostatnim świadkiem, który był przesłuchiwany tego dnia, był mecenas Wojciech Nartowski. Tym razem chodziło „aferę choinkową”, czyli interwencję posła Brauna w budynku Sądu Okręgowego w Krakowie. Przypomnijmy, że Grzegorz Braun powiadomiony został o tym, że w holu budynku sądu członkowie stowarzyszeń sędziowskich „Iustitia” i „Temis” obstalowali specyficzną choinkę, na której wywieszone zostały „ozdoby” w postaci bombek, na których wymalowano takie hasła, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „prawa kobiet”. Poseł po prostu rzeczonego drapaka wpakował do najbliższego kosza na śmieci.

Okazało się w trakcie składania zeznań, że mecenas Nartowski był właśnie tym człowiekiem, który na wieść o czynie posła Brauna natychmiast udał się do gabinetu sędzi Stoces, która kierowała akcją dekorowania i ustawienia choinki. „Natychmiast pobiegłem do pokoju pani sędzi i powiedziałem jej, że poseł Braun zabrał naszą choinkę – mówił świadek Nartowski. – Co??? Sędzia była oburzona i razem pobiegliśmy na dziedziniec sądu, gdzie był już poseł Braun z naszą choinką”.

Ta wersja bardzo zdziwiła jednego z obrońców Grzegorza Brauna. Mecenas Raczkiewicz, powołując się doskonałą znajomość topografii budynku sądu, wyraził zdumienie, że świadek w tak krótkim czasie zdołał pokonać dystans z holu sądowego na parterze na trzecie piętro do gabinetu sędzi Stoces i z powrotem. „Zdążyłem, bo szybko biegam!” – odpowiedział wyraźnie dumny z siebie adwokat.

Ta sprawa obnażyła jak na dłoni szereg patologii związanych z funkcjonowaniem kasty prawniczej. Zadziwiającym zblatowaniem sędziów, prokuratorów i adwokatów skupionych w pół-formalnych stowarzyszeniach. Skrzykujących się wokół wątpliwych moralnie celów, jak zdobienie kontrowersyjnymi symbolami choinki i ustawianie jej w budynku sądu.

Na koniec Grzegorz Braun złożył zaskakujący wniosek o sprawdzenie, czy rzeczone drzewko posiadało… europejski certyfikat jakości. „No bo jak nie miało – mówił poseł Braun – to przecież jej umieszczenie w ogólnie dostępnej strefie w sądzie mogło stanowić zagrożenie dla zdrowia pracowników i interesantów w sądzie”.

W przerwie między zeznaniami sędzia Marcin Brzostko ogłosił swoje postanowienie co do niedopuszczenia do przewodu opinii biegłej powołanej przez prokuraturę pani Edyty Gawron. Wnioskowała o to obrona, gdyż bezstronność pani Gawron budziła wątpliwości, jako że ta jest członkiem żydowskiej loży B`nai–Birth. Sędzia jednak odrzucił ten wniosek.

http://nczas.info/2026/07/01/koparka-stchorzyla-kolejna-odslona-najwiekszego-procesu-politycznego-iii-rp/

#Polska #Polacy #braun #zydzi #chanuka #gasnicabrauna #gasnica #sad

12

Technicznie to to się nazywa "gulf stream", bez którego klimatycznie Europa byłaby jak Kanada

7

Jak to możliwe że ludzie nie dostrzegają tej absurdalnej sprzeczności - europejska lewica ramię w ramie pomaga:



1. ruskim wagnerowcom w pchaniu migrantów subsaharyjskich do Hiszpanii, Włoch, Grecji przez morze

2. białoruskim siłownikom w pchaniu muzułman z azji przez polsko-białoruską granicę



Tak wiem, że lewica wyciera sobie gębę tymi napisanymi na kolanach kilka dekad temu "prawami człowieka" TYLKO KURWA CO ZA RÓŻNICA skoro efekt ich działalności jest jak 1:1 do działalności zdrajców którzy otwierają bramy miasta wrogiej armii

7

Na podniesienie ciśnienia z rana, żeby przyoszczędzić na kawie #bekazpisu #ukrainoza

13

chwilę popatrzyłem na post o wyjebce strony ms.gov.pl i poskanowałem soebie strone min sprawiedliwości

test

ftp

no mało to poważne a ten brak przekierunkowania tylko pokazuje ze jest bryndza. coś mi też śmierdzi ze to sie dzieje w czasie kiedy prokuratura z żurkiem gasi pożar, który rozpętał stano i pułkownik (sic!) chirurg. pułkownik to NATO nato to c19 i ukrainizacja - stano PiS ukrainizacja i C19 - co za piękny psyop a jeszcze z SAFE może wyjdą i od jankesów zamiast jewropy chcą byśmy brali....

5

#multikulti #ubogacaniekulturowe #pilkanozna #usa

Tymczasem gdzieś w krainie trzeciego świata. Stadion w Minneapolis.

11

Czy to już ten najlepszy czas by inwestować w nic?

#btc

Tutaj poprzednia edycja

http://lurker.land/post/tzu9rvsiyxrc

8