Braun złożył zawiadomienie do prokuratury ws. RPD. Horna-Cieślak stanie przed sądem? „Dość bezprawia w białych rękawiczkach”nczas.info

Zdjęcie

Grzegorz Braun opublikował datowane na piątek swoje zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie dotyczące Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak. Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i działanie na szkodę interesu prywatnego i publicznego, również w celu osiągnięcia korzyści osobistej.

Na oficjalnym profilu Grzegorza Brauna pojawiło się zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej o możliwości popełnienia przestępstwa przez RPD. Wskazano art. 231 §1 i §2 Kodeksu karnego, czyli „przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – działanie na szkodę interesu prywatnego i publicznego, w tym w celu osiągnięcia korzyści osobistej”.

„Na podstawie art. 304 §1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego składam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa i wzywam Prokuraturę do natychmiastowego wszczęcia postępowania przygotowawczego” – napisał w zawiadomieniu Braun.

Lider KKP wskazał, że RPD, czyli „organ powołany do strzeżenia najsłabszych” wykorzystał urząd „w narzędzie prywatnej urazy i instytucjonalnego gwałtu na rodzinie”.

„Oto, w skrócie, czyn, którego nie sposób nazwać inaczej niż przestępstwem urzędniczym popełnionym w białych rękawiczkach pod pretekstem dbania o 'dobro dziecka’. Zgodnie z informacjami medialnymi, w dniu 14 sierpnia 2026 r. na warszawskiej Białołęce p. Monika Horna-Cieślak, spacerując jako osoba prywatna, wdała się w uliczną sprzeczkę z matką dwojga małych dzieci (lat trzy i cztery). Matka – według własnych, niezbitych przez panią Rzecznik wyjaśnień – szarpnęła dziecko, które wbiegło na jezdnię. Reakcja matki była reakcją strachu o życie dziecka, nie zaś – w żadnym stopniu – aktem o znamionach sadyzmu. Pani Rzecznik poczuła się obrażona wulgarną ripostą i w reakcji na nią uruchomiła cały aparat państwa przeciwko tej jednej rodzinie” – napisano

„Co niezwykle istotne, ani Policja po pierwszej interwencji, ani kurator sądowy, ani sąd rodzinny nie stwierdzili podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Mimo to, po osobistym, upartym i zawziętym, a przy tym pozaprocesowym zaangażowaniu samej pani Rzecznik oraz jej biura, rodzice otrzymali nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do własnych dzieci (!!!). Trzylatek i czterolatek trafili do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Sąd, gdy sprawa wróciła na wokandę, nakazał natychmiastowy powrót dzieci do domu i w uzasadnieniu – słowami, które powinny spalić uszy każdej przyzwoitej władzy – orzekł, że działania wobec rodziny 'mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej’, a 'machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia’. Sąd wskazał wprost na 'próbę wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej, na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich, tezy o konieczności zabrania jej dzieci’. To nie jest zatem 'spór interpretacyjny’. To akt oskarżenia napisany przez sam wymiar sprawiedliwości. Pozostaje tylko, by Prokuratura miała odwagę nazwać rzecz po imieniu i pociągnąć funkcjonariusza publicznego do odpowiedzialności karnej” – podkreślił Braun.

Następnie przytoczył wszelkie doniesienia medialne dotyczące skandalu z RPD z dni 23 i 24 września. Wspomniał przy tym o „osobistej urazie” RPD po incydencie z matką i dzieckiem 14 sierpnia tego roku.

„Pierwsza ocena służb – brak podstaw. Policja sprawdziła rodzinę i nie stwierdziła podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Sąd rodzinny, po wpłynięciu materiałów, również nie wydał orzeczenia o umieszczeniu dzieci w pieczy. Kurator sądowy, po wywiadzie środowiskowym, stanął na tym samym stanowisku. Oto trzy niezależne ogniwa państwa, które powiedziały: nie” – napisał Grzegorz Braun w zawiadomieniu.

Zwrócił też uwagę na „niedozwolony nacisk na sąd”.

„Według ustaleń prasy pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka kontaktował się telefonicznie z sędzią wyznaczonym do rozpoznania sprawy, zabiegając o odebranie dzieci. Kontakt ten miał nastąpić jeszcze zanim sąd zdążył wydać pierwsze rozstrzygnięcie, a następnie – po odmowie sądu i po negatywnej ocenie kuratora – ponowiono argumentację za odebraniem. P. Horna-Cieślak publicznie przyznała, że jej biuro kontaktowało się z sędzią dyżurnym. Nazywa to 'informowaniem o pilności sprawy’. W państwie prawa telefon urzędu do sędziego w toczącej się sprawie, z tezą o konieczności konkretnego orzeczenia, nie jest grzecznościową komunikacją. Jest zamachem na niezależność sądu” – czytamy w zawiadomieniu.

Wspomniał też o naciskach na policję, które pojawiły się, gdy „sąd i kurator okazali się niewygodni”.

„W dniu wolnym od pracy stawiła się na posterunku. W spotkaniu – według doniesień – uczestniczył również Komendant Stołeczny Policji Krzysztof Ogroński oraz funkcjonariuszka, która dopiero na skutek tego nacisku wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Funkcjonariuszka miała zeznać, że w chwili decyzji nie widziała ani dzieci, ani rodziców, oraz że po raz pierwszy w karierze zetknęła się z takimi działaniami wobec jednej rodziny. Oto obraz: urząd Rzecznika, zamiast stać na straży prawa, siada przy stole z komendantem i 'załatwia’ to, czego nie dał jej sąd” – zwrócił uwagę lider KKP.

„Skutek: porwanie instytucjonalne dwojga maluchów. Rodzice w tak krótkim czasie nie zdołali zapewnić zastępczej opieki. Dzieci w wieku trzech i czterech lat – dla których, jak napisał sąd, rodzice stanowili 'cały dotychczasowy wszechświat’ – trafiły do domu dziecka. Sąd ostrzegł przed 'potężną, trudną do wyobrażenia traumą’. To nie 'procedura’. To wyrwanie maluchy z ramion matki i ojca siłą państwa, po kłótni na ulicy” – czytamy dalej.

Dalej zwrócił uwagę, że sąd oddał dzieci i skrytykował RPD.

„Sąd nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom, z rygorem natychmiastowej wykonalności, mimo policyjnych zakazów. W uzasadnieniu sędzia nie ograniczył się do uchylenia środków. Oskarżył aparat o przemoc instytucjonalną, o rażącą nieproporcjonalność i o próbę użycia autorytetu urzędu do przepchnięcia tezy zrodzonej z osobistego poczucia urażenia. Sąd skierował do pani Rzecznik 'wielką prośbę, a wręcz gorące błaganie’, by tę samą żarliwość, z jaką pchała dzieci do placówki, obróciła ku naprawie warszawskiej pieczy zastępczej – zamiast fundować maluchom traumę pozaprocesowymi, pospiesznymi czynnościami” – stwierdził Grzegorz Braun.

„Art. 231 §1 K.k. stanowi: funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 231 §2 K.k. zaostrza odpowiedzialność, gdy sprawca dopuszcza się czynu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – kara od roku do lat 10 pozbawienia wolności. Wszystkie wyżej przywołane znamiona obu typów czynu zabronionego zachodzą w niniejszej sprawie” – podkreślił w zawiadomieniu Braun.

„Wnoszę o: 1. natychmiastowe wszczęcie śledztwa przeciwko Monice Hornie-Cieślak o czyn z art. 231 §1 K.k., ewentualnie z art. 231 §2 K.k.; 2. zabezpieczenie w Biurze Rzecznika Praw Dziecka: całej korespondencji, notatek, e-maili, rejestrów połączeń telefonicznych i SMS-ów z okresu od 14 sierpnia 2026 r., w szczególności kontaktów z Sądem Rejonowym właściwym dla Białołęki, z kuratorem, z Komendą Stołeczną Policji, z dzielnicową jednostką Policji oraz z ośrodkiem pomocy społecznej; 3. zabezpieczenie w Komendzie Stołecznej Policji i właściwej komendzie rejonowej: notatek urzędowych, rozkazów, poleceń, nagrań monitoringu posterunku, ewidencji wejść oraz treści decyzji o nakazie opuszczenia lokalu i zakazie zbliżania się; 4. wystąpienie do właściwego sądu rodzinnego o udostępnienie akt sprawy opiekuńczej wraz z pełnym uzasadnieniem postanowienia nakazującego powrót dzieci do rodziców; 5. przesłuchanie w charakterze świadków: sędziego, który wydał postanowienie o zwrocie dzieci; kuratora sądowego; funkcjonariuszki, która wydała nakaz i zakaz; Komendanta Stołecznego Policji Krzysztofa Ogrońskiego; pracowników Biura RPD, którzy kontaktowali się z sądem; rodziców dzieci; ewentualnych świadków incydentu z 14 sierpnia 2026 r.; 6. uzyskanie bilingów i danych o połączeniach Biura RPD z numerami sądu i Policji w dniach 14–18 sierpnia 2026 r.; 7. rozważenie przedstawienia zarzutów również innym osobom, które – działając wspólnie i w porozumieniu albo przekraczając własne uprawnienia – współsprawowały skutek w postaci bezprawnego odseparowania dzieci od rodziców; 8. niedopuszczenie do sytuacji, w której sprawę „załatwi się” wewnętrznym wyjaśnieniem urzędu albo sejmową przepychanką o odwołanie. Odwołanie ze stanowiska nie jest karą za przestępstwo. Jest, co najwyżej, higieną instytucjonalną. Higiena taka nie zastępuje Kodeksu karnego” – wyliczył Grzegorz Braun.

Na końcu stwierdził, że RP „nie po to powołała Rzecznika Praw Dziecka, by ten urząd stał się prywatną milicją ideologiczną, która po kłótni na chodniku porywa komuś dzieci do placówki” ani „nie po to istnieje sąd rodzinny, by urzędnik telefonował do sędziego z 'pilnym stanowiskiem'”. Również nie po to powołano policję, by „komendant stołeczny asystował przy instytucjonalnym, wyjątkowo podłym gwałcie na rodzinie”.

„Rodzina jest pierwszą i najświętszą wspólnotą Narodu. Kto w imieniu państwa rozrywa trzyletnie dziecko od matki, bo matka nie ukłoniła się urzędniczce na ulicy, ten nie broni dziecka. Ten plami godło. Sąd już powiedział, że to przemoc instytucjonalna. Sąd już powiedział, że to rażąca nieproporcjonalność. Sąd już powiedział, że jej źródłem było osobiste poczucie urażenia. Prokuratura, która wobec tak jasnego stanu faktycznego umywałaby ręce, stałaby się nie strażnikiem prawa, lecz jego grabarzem. Żądam śledztwa. Żądam nazwiska na akcie oskarżenia. Żądam, by w tej sprawie nie było świętych krów – ani w Biurze Rzecznika Praw Dziecka, ani w gabinecie Komendanta Stołecznego Policji. Dość już tego bezprawia w białych rękawiczkach” – podsumował lider KKP Grzegorz Braun.

http://nczas.info/2026/09/29/braun-zlozyl-zawiadomienie-do-prokuratury-ws-rpd-horna-cieslak-stanie-przed-sadem-dosc-bezprawia-w-bialych-rekawiczkach/

#Braun #kkp #konfederacjakoronypolskiej #rpd #wiedzma #dzieci

14

NARRACJA JAK U NASZEGO SOCJOPATY - Totalny odlot Hołowni ws. morderstwa w Jarosławiu. „Beneficjentami są Grzegorz Braun i ruskie bomby” [VIDEO]x.com

Zdjęcie

http://x.com/Roman_Korona/status/2103615995365511562

Szymon Hołownia rozpaczał, że atak Ukraińca w Jarosławiu i zamordowanie polskiego księdza katolickiego przysporzą popularności Grzegorzowi Braunowi. – A Braun bliżej władzy w Polsce to coraz więcej trendów o tym, że Ukrainie może powinniśmy mniej pomagać. A mniej pomocy Ukrainie to więcej ruskich bomb spadających na przedszkola w Ukrainie – mówił Hołownia [cytat oryg. – red. nczas]. Wypowiedź wyśmiał Roman Fritz z Konfederacji Korony Polskiej, który zapytał o „stan poczytalności” Hołowni.

„W Jarosławiu zginął ksiądz. Są ranni. Myślami jesteśmy przede wszystkim z ofiarami i ich bliskimi. To oni potrzebują naszego wsparcia” – napisano na oficjalnym profilu Polski 2050 na X.

Przekonywano, że „sprawca musi odpowiedzieć za tę zbrodnię i ponieść surową karę”, jednak rzekomo „jest też drugie zagrożenie”.

„Braun i inni politycy skrajnej prawicy wykorzystują gniew po tym ataku, by przekonywać Polaków do odwrócenia się od Ukrainy. Za zbrodnię jednego człowieka nie mogą płacić ludzie, na których każdego dnia spadają rosyjskie bomby” – napisano.

Do postu załączono fragment piątkowego wywiadu Szymona Hołowni dla „Wirtualnej Polski”, który komentował sprawę ataku Ukraińca w benedyktyńskim opactwie w Jarosławiu oraz zamordowanie księdza.

– Na Podkarpaciu. Ukrainiec. Nożem. Kiedy wiemy, że Wołyń – powiedział Szymon Hołownia w udostępnionym przez oficjalny profil Polski 2050 fragmencie rozmowy.

– W takim miejscu katolickiego księdza w kościele podczas pełnienia posługi. No co jeszcze trzeba? Znaczy ten Ukrainiec, dzisiaj już wychodzą, jak państwo wiecie, różne informacje. Został zawrócony z granicy, nie miał OC. Pojechał do tego kościoła, bo pewnie wcześniej był tam w ośrodku po emigracji, po ucieczce […]. Ale ja nie wiem, czy on był poczytalny czy nie. Nie wiem, czy on był na jakichś lekach czy tam dragach, czy jakichś innych rzeczach – kontynuował.

– Ale on musi mieć świadomość, jak już dojdzie do świadomości, że to, co zrobił, może skończyć się śmiercią bardzo wielu niewinnych ludzi w Ukrainie – podkreślił [cytat oryg. – red. nczas].

– Dlatego, że to, co zrobił, to jest punkt, jeden punkt procentowy więcej dla Brauna – ogłosił Szymon Hołownia.

– A Braun bliżej władzy w Polsce to coraz więcej trendów o tym, że Ukrainie może powinniśmy mniej pomagać. A mniej pomocy Ukrainie to więcej ruskich bomb spadających na przedszkola w Ukrainie – przekonywał Szymon Hołownia.

Absurdalną tezę Hołowni udostępnił Roman Fritz z KKP.

„Wicemarszałek sejmu już zidentyfikował beneficjentów mordu w Jarosławiu. Są to @GrzegorzBraun_ i ruskie bomby” – skomentował Fritz.

„Ja nie wiem jaki jest stan poczytalności Pana @szymon_holownia, ale może zapytajmy czy już zdążył wdeptać Putina w ziemię jak obiecywał 2,5 roku temu” – podsumował.

http://nczas.info/2026/09/26/totalny-odlot-holowni-ws-morderstwa-w-jaroslawiu-beneficjentami-sa-grzegorz-braun-i-ruskie-bomby-video/

#holownia #chorobypsychiczne #Braun #konfederacjakoronypolskiej #Polska

14

Gorąco na procesie Grzegorza Brauna. Polityk wyrzucony z sali po pytaniu do prof. Grabowskiego [VIDEO]x.com

http://x.com/marek_skalski1/status/2103404678046204199

http://x.com/marek_skalski1/status/2103403943972012085

http://x.com/marek_skalski1/status/2103397518063317152

Zdjęcie

Gorący przebieg kolejnej rozprawy w procesie Grzegorza Brauna. Przed warszawskim sądem zeznawał prof. Jan Grabowski, historyk, którego antypolski wykład polityk przerwał w maju 2023 roku. Po serii niewygodnych pytań i zarzutach o brak warsztatu naukowego, sędzia podjął decyzję o usunięciu Brauna z sali rozpraw.

Piątkowe posiedzenie sądu od początku przebiegało w atmosferze dużego napięcia. Przed gmachem sądu pojawił się m.in. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”, który prowokował Brauna, a na sali rozpraw zasiadł wicenaczelny tej gazety, Jarosław Kurski.

Podczas procesu zeznawał Jan Grabowski, który występował w charakterze świadka i pokrzywdzonego. To jego wykład przerwał w maju 2023 roku Braun, za co usłyszał zarzuty.

„Wkroczyłem działając w stanie wyższej konieczności. Bo za wyższą konieczność uważam kładzenie kresu tego typu prowokacjom wobec narodu polskiego. Znany notorycznie z antypolskiej, łajdackiej kontrfaktycznej, historycznej propagandy osobnik (Grabowski – red.) zdecydował snuć narrację, w której jak zwykle w jego twórczości, Polscy patrioci zostali obsadzeni w roli czarnych charakterów. Ja temu przysłuchiwać się biernie nie zamierzam” – tłumaczył swoje postępowanie Braun.

Grabowski utrzymuje, że zachowanie polityka wywołało u niego głębokie poczucie zagrożenia. – Przez 33 lata mojej pracy nigdy coś takiego mnie nie spotkało – zeznawał.

Emocje sięgnęły zenity, gdy możliwość zadawania pytań Grabowskiemu otrzymał Braun. Polityk podważył naukową renomę prelegenta i przeszedł do formułowania rozbudowanego pytania, które miało zilustrować fałszowanie proporcji historycznych przez badacza.

– Chciałbym zapytać, skoro już Pan prezentuje się Wysokiemu Sądowi jako poważny historyk, profesor uniwersytetu z drugiej strony globu, który daje odczyty w wielu krajach na całym świecie… – rozpoczął Braun, podając jako przykład publikacje dotyczące warszawskiego getta.

– Gdyby w takim obrazie położyć akcent na to, że polecenia wydaje żydowski Judenrat, do wagonów pędzi żydowska policja, ukrywających się wyciąga z domów żydowskie Gestapo, a szmalcownicy żydowscy są aktywni, i gdyby w takim ujęciu pominąć albo tylko zminimalizować niemieckie sprawstwo kierownicze – wyeliminować SS-manów, Wehrmacht i niemiecką administrację w Generalnym Gubernatorstwie – to czy to byłoby rzetelne tak pisać o tym, jakby to Żydzi sami się zapakowali do wagonów i wywieźli? – dopytywał prezes Konfederacji Korony Polskiej.

Sędzia Brzostko uznał pytanie za niemające żadnego związku ze sprawą, a następnie wyrzucił Brauna z sali rozpraw na czas zeznawania przez Grabowskiego.

Braun stwierdził, że pozbawia się go prawa do obrony przed „szalbierzami, takimi jak ten kłamca i propagandysta”.

Jeszcze przed opuszczeniem sali Braun odnosił się do działalności naukowej i publicznej Grabowskiego. Bronił swojej postawy, kategorycznie odrzucając zarzuty o chuligański i bezpodstawny charakter swoich działań.

– Wnioski, które wyciągam, są wnioskami bardzo silnie uargumentowanymi – i to nie bynajmniej przez doraźne, porywcze, kąśliwe uwagi w mediach, ale poprzez publikacje. W odróżnieniu od twórczości świadka są to publikacje rzetelne, spełniające kryteria warsztatu historyczno-naukowego badaczy – przekonywał Braun, zarzucając historykowi uprawianie antypolskiej propagandy.

http://nczas.info/2026/09/25/proces-brauna-grabowski-wyrzucenie-z-sali/

#Braun #zydzi #prokuratura #sad

14

Największy proces polityczny III RP. Czy prokurator fałszuje akta?!nczas.info

Zdjęcie

W dniach 4 i 11 września 2026 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe odbyły się kolejne – jedenasta i dwunasta – rozprawy w procesie karnym przeciw europosłowi Grzegorzowi Braunowi, prezesowi Konfederacji Korony Polskiej.

Tempo procedowania spraw zdumiewa. Po wakacyjnej przerwie sędzia Marcin Brzostko przyjął jako schemat naszych spotkań aż trzy terminy w każdym miesiącu. Wynika to z faktu, że latem tych rozpraw w ogóle nie było, gdyż trwał sezon urlopowy i przedstawiciele procesowi stron porozjeżdżali się na wakacje. W końcu kanikuła się skończyła i skład sędziowski we wrześniu ostro zabrał się do roboty. Każdy, kto ma cokolwiek wspólnego z sądem w naszym kraju, musi być zaskoczony stachanowskim tempem pracy składu orzekającego warszawskiego sądu.

Proces, który prokuratura i media głównego nurtu próbują przedstawiać jako zwykłą sprawę o „naruszenie nietykalności” czy „zniszczenie mienia”, od początku ma charakter polityczny. Braun odpowiada za szereg głośnych „interwencji poselskich” z lat 2023–2025, w tym za zgaszenie gaśnicą świec chanukowych w Sejmie, wejście do Narodowego Instytutu Kardiologii i starcia z prof. Łukaszem Szumowskim, zniszczenie ekspozycji LGBT w Sejmie czy zdjęcie flagi ukraińskiej.

Łącznie zarzutów jest siedem. Oskarżony nie przyznaje się do winy i od początku podkreśla, że chodzi o uciszenie niewygodnego polityka, który mówi wprost o banderyzmie, eksperymentach covidowych i zdradzie interesu narodowego. Sąd powołał ponad osiemdziesięciu świadków – większość zresztą na wniosek prokuratury – co sprawia, że sprawa ta szybko się nie zakończy.

XI rozprawa: asystentka Szumowskiego na tapecie

Rozprawa 4 września trwała wiele godzin. Głównym wątkiem były zeznania świadków związane z interwencją w Narodowym Instytucie Kardiologii imienia Kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którym poseł domagał się zbadania alkomatem ówczesnego dyrektora placówki i byłego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Prokuratura zarzuca Braunowi naruszenie nietykalności cielesnej i pomówienie Szumowskiego (jakoby nigdy nie pije on alkoholu w pracy). Na sali pojawiła się m.in. asystentka Szumowskiego. Poseł Grzegorz Braun konsekwentnie i konkretnie obnażał niespójności w jej zeznaniach. Świadek miała opisywać sytuację jako agresję ze strony posła, który „przycisnął” profesora do futryny i prowokował. Braun pytał o szczegóły, o obecność kamer, o to, dlaczego profesor nie był obecny na rozprawie, o kontekst szczepień i o to, czy świadek nie broni po prostu swojego przełożonego.

Sąd nie wykazywał szczególnego zainteresowania szerszym kontekstem (odmowy szczepień, atmosfera w instytucie w czasie pandemii), uznając je za „niezwiązane ze sprawą”. Charakterystyczne dla tego procesu jest to, że prokuratura już wcześniej chciała zrezygnować z przesłuchania części świadków, argumentując, że ich zeznania niewiele wnoszą. Obrona Brauna na to nie poszła – właśnie dlatego sprawa się przeciąga. W gruncie rzeczy jest to korzystne dla Grzegorza Brauna, bo ewentualny prawomocny wyrok za przestępstwo popełnione umyślnie zamknąłby mu możliwość kandydowania na posła w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Dla oskarżonego i jego zwolenników to dowód, że nie chodzi o ustalenie prawdy, lecz o skazanie w dogodnym momencie – przed wyborami 2027 r., które mogłyby przekreślić ewentualny wyrok skazujący w pierwszej instancji.

11 września – XII rozprawa: kolejne godziny „operacyjnego” maglowania świadków

Tydzień później, 11 września, odbyła się kolejna, XII już rozprawa. Dla mnie osobiście była to wyjątkowa sytuacja, bo okazało się, że ważność mojej dziennikarskiej przepustki na salę rozpraw wygasła i ochrona w sądzie nie chciała mnie wpuścić na salę rozpraw. Dysponowałem tak zwaną „przepustką cykliczną”, niespodziewanie jednak okazało się, że prezes sadu ją unieważnił i zarządził konieczność ubiegania się o nowe pozwolenia.

Można domniemywać, że celem takich utrudnień ma być faktyczne ograniczenie udziału w posiedzeniach sądu publiczności i dziennikarzy. Myślę, że te nadzieje okażą się płonne. Nasza redakcja zawsze będzie na miejscu!

I tym razem zeznania świadków oscylowały wokół kwestii interwencji poselskiej Grzegorza Brauna w gabinecie dyrektora Narodowego Instytutu Kardiologii w warszawskim Aninie. Sąd w ciągu tego jednego posiedzenia przesłuchał aż pięciu świadków, nie zarządzając nawet zwyczajowej przerwy obiadowej. W trakcie posiedzenia doszło do sytuacji, która musiała zdumiewać. Okazało się bowiem, że świadkowie oświadczali przed sądem, że w postępowaniu przygotowawczym byli wzywani na komisariat tylko jeden raz, a tymczasem sąd miał w dyspozycji protokoły aż z dwóch przesłuchań, zresztą w dwóch różnych miejscach, innych komisariatach policji, w różnych miejscowościach. W jednym przypadku doszło nawet do tak kuriozalnej sytuacji, że świadek pan Adam Kania stwierdził, że on ani razu nie był w tej sprawie przesłuchiwany!

Tak pisał o tym obecny na rozprawie poseł Włodzimierz Skalik w swoim wpisie w mediach społecznościowych:

„Skandal na rozprawie Grzegorza Brauna. Świadek Adam Kania zeznał, że w tej sprawie przesłuchiwany jest PIERWSZY RAZ. Tymczasem w aktach są dwa protokoły rzekomo jego wcześniejszych zeznań. Gdy pokazano mu podpis, stwierdził: »TO NIE JEST MÓJ«. Skąd więc te dokumenty? Kto je sporządził i jak trafiły do akt?!!”.

Mogę potwierdzić, że świadek tak zareagował. Powiedział on nawet do sędziego: „podobny, ale nie mój!” – w reakcji na okazanie mu podpisanego protokołu zeznań z komisariatu policji. Czy w tej sytuacji możemy mówić o fałszerstwie dokumentów – protokołów zeznań świadków przez prokuraturę? Byłby to rzeczywiście skandal, a przede wszystkim, przestępstwo! Grzegorz Braun domagał się w tej sytuacji od sędziego natychmiastowego przerwania rozprawy, a nawet dokonania zatrzymania osób podejrzanych. Sędzia Marcin Brzostko nie przystał na tak radykalny środek, ale zapewnił strony, że sprawa musi zostać dogłębnie zbadana.

Szczegóły przebiegu – jak zwykle w tym procesie – sprowadzają się do przesłuchań, wniosków dowodowych i sporów proceduralnych. Sędzia (wcześniej już krytykowany przez stronę obrony) utrzymuje tempo, które według otoczenia Brauna ma doprowadzić do wyroku w pierwszej instancji jeszcze jesienią 2026 r. (październik – listopad). Potem sprawa trafiłaby do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, gdzie rozpoznanie może potrwać od kilku miesięcy do nawet dwóch lat. Dla kogoś, kto planuje start w wyborach 2027, różnica jest kluczowa. Skazanie prawomocne przed wyborami mogłoby zablokować kandydaturę. Stąd – zdaniem krytyków – pośpiech prokuratury i sądu, a z drugiej strony konsekwentna obrona polegająca na pełnym wykorzystaniu prawa do przesłuchania świadków i wniosków formalnych.

Grzegorz Braun nie ukrywa, że uważa cały proces za element szerszej operacji. „Cały układ, cały reżim, eurofederaści, ukropoliniacy, podżegacze wojenni, totaliści covidowi sprzysięgają się, by zapakować mnie do więzienia” – mówił wcześniej na jednej z rozpraw. W kontekście wrześniowych posiedzeń te słowa nabierają konkretnego wymiaru: przesłuchania świadków z otoczenia Szumowskiego, próby ograniczenia jawności w innych wątkach, presja czasowa. Szerszy kontekst: nie jeden proces, lecz system.

Proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe to tylko jeden z wątków. Równolegle toczą się inne postępowania (m.in. cywilne związane z zakłóceniem wykładu). Parlament Europejski właśnie (15 września) uchylił Braunowi immunitet w kolejnej sprawie – o rzekome negowanie zbrodni w Auschwitz. Wcześniej immunitet uchylano już w sprawach „gaśnicowych” i innych. W tym samym czasie prokuratura interesuje się zniszczeniem pomnika UPA na Lubelszczyźnie – Braun nie ukrywa, że uważa takie obeliski za obrazę pamięci ofiar rzezi wołyńskiej i banderyzmu.

Dla nas obraz jest jasny. Grzegorz Braun od lat konsekwentnie mówi rzeczy, których nie wypada: o odpowiedzialności za eksperyment medyczny zwany pandemią, o banderyzacji polskiej przestrzeni publicznej, o tym, że państwo polskie coraz częściej chroni symbole obce kosztem własnych obywateli. System reaguje procesami. Sąd rejonowy na Pradze-Południe stał się sceną, na której odgrywa się ten spektakl. Warto podkreślić: pełne zapisy rozpraw są dostępne publicznie. Każdy może sam ocenić, kto zadaje precyzyjne pytania, a kto unika odpowiedzi, kto powołuje się na „powagę sądu”, a kto na prawo do obrony. Media głównego nurtu zwykle skracają relacje do „skandalisty Brauna” i „napaści”. Nagrania godzinami pokazują coś innego – polityka, który nie ugina się i zmusza system do pokazania swojej prawdziwej twarzy.

Co dalej? Według osób znających realia procesu, jeśli tempo się utrzyma, wyrok w pierwszej instancji może zapaść jeszcze w tym roku. Wymagałoby to jednak przesłuchania kilkudziesięciu świadków. Apelacja potrwa dłużej. Braun gra na czas – nie dlatego, że boi się merytorycznej konfrontacji, lecz dlatego, że wie, iż prawomocne skazanie przed wyborami 2027 byłoby dla systemu wygodne. Zwolennicy KKP i wszyscy, którym zależy na wolności słowa i suwerenności, powinni uważnie śledzić kolejne terminy rozpraw.

Bo to nie jest proces o gaśnicę czy alkomat. To proces o to, czy w Polsce wolno jeszcze mówić prawdę niewygodną dla rządzących i ich sojuszników. Grzegorz Braun na sali sądowej powtarza: „Szczęść Boże, Wysoki Sądzie”. I broni się. Z kolei system broni swoich interesów. Historia pokaże, kto zwycięży. Na razie – dzięki pełnym transmisjom – możemy oglądać niemal na żywo ten niezwykły bój o wolność i swobodę wypowiedzi.

http://nczas.info/2026/09/22/najwiekszy-proces-polityczny-iii-rp-czy-prokurator-falszuje-akta/

#Braun #sad #prokuratura #koalicja13grudnia #usmiechnietapolska

14

Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna postuluje stworzenie „rejestru agentów zagranicznych”nczas.info

„Rejestr agentów zagranicznych”, którego utworzenie postuluje KKP Grzegorza Brauna, ma – zdaniem polityków formacji – zminimalizować wpływ innych państw oraz obcych podmiotów na polską politykę. Wyborcy powinni zdawać sobie sprawę z tego, na kogo głosują – powiedział związany z KKP Mateusz Piskorski.

Polityk Konfederacji Korony Polskiej, b. poseł Jacek Wilk podczas poniedziałkowej konferencji prasowej przed pomnikiem AK w Warszawie podkreślił, że przygotowany przez KKP „Projekt ustawy o lojalnej służbie publicznej, obcych agentach” ma na celu „zminimalizowanie wpływu innych państw, obcych podmiotów, na naszą politykę, na nasze życie publiczne”.

Według Wilka, zgodnie z głównym zapisem projektu ustawy „podmiot, który podejmuje się wykonywania na terytorium RP działalności o charakterze politycznym, informacyjnym, public relations, doradztwa medialnego, badania opinii publicznej lub lobbingu, a co najmniej 20 proc. przychodów w okresie rozliczeniowym czerpie ze źródeł zagranicznych lub od podmiotów mających siedzibę poza granicami RP, obowiązany jest do dokonania wpisu w »rejestrze agentów zagranicznych«”.

Obecny na konferencji b. poseł Samoobrony Mateusz Piskorski powiedział, że „wyborca powinien wiedzieć, powinien zdawać sobie sprawę z tego, na kogo głosuje”. Dodał, że ludzie mają prawo głosować na „obcego agenta”. Ale – jak stwierdził – powinni „jednak wiedzieć, że np. kandydat na posła, ba – na prezydenta – skończył, ukończył różnego rodzaju kursy, programy i szkolenia poza granicami naszego kraju”.

Piskorski dodał, że bardzo liczy na to, iż projekt ten trafi do Sejmu. – Ja bym bardzo chciał, żeby ten projekt – to też może być pewien test – podpisali posłowie tych partii poza Konfederacją Korony Polskiej, którzy mają usta pełne haseł, słusznych, walki z obcymi agentami – podkreślił.

W maju 2016 r. prokuratura przedstawiła Piskorskiemu – byłemu posłowi Samoobrony i liderowi partii „Zmiana” – zarzut szpiegostwa na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej i Chińskiej Republiki Ludowej. Piskorski został zatrzymany przez ABW i trafił do aresztu, gdzie przebywał do 2019 r., gdy rozpoczął się jego proces i mógł wyjść za kaucją.

– My chcemy gry w otwarte karty. Nie chcemy gry z narodem w „trzy karty” znaczone przy kulawym okrągłym stoliku, przy którym ciągle jeszcze zasiadają „szulerzy” i „macherzy” inspirowani i finansowani z zagranicy – mówił o propozycji KKP lider partii Grzegorz Braun. – Chcemy, żeby Polacy wiedzieli, kto nimi rządzi i chcemy, żeby Polacy mogli wiedzieć, kto do nich przemawia z mównicy sejmowej, z telewizora – dodał.

Podkreślił, że KKP „nie postuluje i nie projektuje cenzury debaty publicznej”. – My nie wykluczamy żadnego głosu; my tylko chcemy, żeby było wiadomo, kto mówi – stwierdził Braun.

Zaznaczył, że Konfederacja Korony Polskiej chce „wykluczyć sprawstwo ludzi, którzy są posiadaczami więcej niż (…) wyłącznie polskiego paszportu”. – A tacy ludzie są, tacy ludzie zasiadają w rządzie, tacy ludzie przemawiają w parlamencie, są ministrami, są liderami opinii, są wpływowymi postaciami i wpływają na zdrowie, życie, bezpieczeństwo mienia Polaków, nie będąc lojalnymi wyłącznie wobec państwa i narodu polskiego – ocenił Braun.

http://nczas.info/2026/09/21/konfederacja-korony-polskiej-grzegorza-brauna-postuluje-stworzenie-rejestru-agentow-zagranicznych/

#Braun #polskaracjastanu #agent #agentura #antypolonizm #konfederacjakoronypolskiej

18

Piła w ruch. Klimek i Braun zdemontowali znak Strefy Czystego Transportu w Krakowie [VIDEO]x.com

http://x.com/GrzegorzBraun_/status/2100954652351029618

Zdjęcie

Kandydat Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta Krakowa Michał Klimek symbolicznie zlikwidował tzw. Strefę Czystego Transportu w stolicy Małopolski. Wraz z Grzegorzem Braunem użyli szlifierki kątowej i odcięli słupek ze znakiem informującym o wjeździe do SCT.

– Pytacie mnie, co zrobię ze Strefą Czystego Transportu? To proste, zlikwiduję ją. Osobiście! – zadeklarował Klimek i przystąpił do cięcia metalowej konstrukcji.

Głos zabrał także Braun. Przedstawił akcję jako zapowiedź kierunku, w jakim pójdzie krakowski magistrat po ewentualnym zwycięstwie wyborczym Klimka.

– Szanowni Państwo, to zaledwie miły przedsmak tego, co czeka nas, normalnych Polaków, za prezydentury Michała Klimka w Krakowie. A przecież odzyskanie niepodległości nie może na tym się zakończyć. To zaledwie początek – podkreślił.

Klimek określił Strefę Czystego Transportu jako „strefę czystego absurdu”, „strefę wykluczenia i dyskryminacji normalnych Polaków, rodaków, mieszkańców Krakowa, którzy być może nie są posiadaczami aut z najnowszych roczników”.

Krakowska SCT funkcjonuje od 2024 roku i dopuszcza do centrum miasta pojazdy elektryczne, wodorowe, zasilane gazem ziemnym oraz spalinowe spełniające normy Euro 4 (benzyna) i Euro 6 (diesel). Wszystko to pod pretekstem dbania o środowisko. No chyba, że kierowca zapłaci, to wtedy nikt się już środowiskiem nie przejmuje.

Do końca 2026 roku dzienny wjazd kosztuje 5 zł, a abonament miesięczny 100 zł. Opłaty będą rosnąć etapami. Od 1 stycznia 2027 roku stawka będzie wynosić 15 zł dziennie i 250 zł miesięcznie, a w 2028 roku miesięczny abonament ma sięgnąć nawet 500 zł.

http://nczas.info/2026/09/19/pila-w-ruch-klimek-i-braun-zdemontowali-znak-strefy-czystego-transportu-w-krakowie-video/

#Braun #sct #krakow #ekoterror #ekoterroryzm #ekoterrorysci #klimatyzm #krakow

18

Kontrola oszczędności i europejskie zarządzanie wodą. Braun po orędziu von der Leyen: „Dom wariatów” [VIDEO]youtube.com

http://www.youtube.com/watch?v=zs0JTqoGVPA

Zdjęcie

W środę Ursula von der Leyen wygłosiła w Strasburgu orędzie o stanie Unii Europejskiej. Do przemówienia szefowej Komisji Europejskiej odniósł się w rozmowie z Markiem Skalskim polski poseł do PE Grzegorz Braun.

– Dzisiaj mowę tronową wygłosiła Reichsführerin von der Leyen – relacjonował lider Konfederacji Korony Polskiej.

– Dzisiaj pani Reichsführerin von der Leyen (…) mówi o świetlanej przyszłości, podczas kiedy rzeczywistość skrzeczy, tzn. narody Europy zbankrutowane i to do tego stopnia, że tonący brzydko się chwyta. Znamy to powiedzenie jednego z klasyków wolnościowców: Nie ma takiej niegodziwości, przed którą cofnąłby się rząd w nagłej potrzebie pieniędzy. A któryż rząd, któraż władza nie potrzebuje pilnie pieniędzy – mówił Braun.

– Więc teraz – i to było chyba najbardziej przerażające w tej dzisiejszej mowie – p. von der Leyen dała wyraz swojemu obsesyjnemu przywiązaniu do idei objęcia kontrolą oszczędności obywateli eurokołchozu (…). Oni to ubierają w takie figury, że te pieniądze nie mogą się marnować, one tak sobie tam leżą na tych kontach, one powinny pracować na naszą przyszłość – właśnie tę zieloną, tęczową, eurokołchozową – wskazał.

– Mówiąc krótko, kroi nam się nacjonalizacja oszczędności albo też jest to jakiś zwiastun systemu, który by penalizował trzymanie pieniędzy na koncie, np. z tego powodu, że one będą parować, że będą ulegać ewaporacji i że będą jakimś ujemnym oprocentowaniem obciążone – skwitował Braun.

– Nie wiem, co tam w szczegółach oni wymyślą, ale w każdym razie ona do tego wraca po raz kolejny i Państwo wiedzcie, że to już się dzieje, dlatego że wiem nawet z mojego skromnego doświadczenia tutaj, w tej mojej pracy dorywczej, wiem, że jak tak mówią, to już postanowili. Jeżeli rzucają takie myśli, to trzeba rozumieć, że to już jest wdrożony program – ocenił lider KKP.

Braun odniósł się także do innych wątków, które pojawiły się w orędziu szefowej KE. – Pani von der Leyen zakomunikowała, że do eurokołchozu zapraszamy Kanadę. I gościł tutaj dzisiaj premier Kanady (…) Chociaż zmienił się premier, to dalej jest ta sama Ludowa Republika Kanady – powiedział.

– Kanada jest zaproszona do tego, żeby być państwem stowarzyszonym z eurokołchozem, wraz z Turcją. Co to oznacza? To znowu jest deja vu, ponieważ projekty totalniackie – i komuna, i eurokomuna – są zbankrutowane nieuchronnie w zarodku, w związku z tym muszą uciekać do przodu. I co zostaje? Zostaje podżeganie do wojny, zostaje cenzura i zostaje oczywiście legalizacja dzieciobójstwa, jako sztandarowy projekt, będący rzekomo papierem lakmusowym wolności w duchu rewolucyjnym – stwierdził Braun.

„Europejskie zarządzanie wodą”

– I co jeszcze dzisiaj na tym posiedzeniu? Jeszcze europejskie zarządzanie wodą. Zarządzanie wodą – po prostu naprawdę jest się czego bać – dodał.

– Oczywiście była jakaś deklaracja sztandarowa, taka feministyczno-aborcjonistyczno-LGBTQ-istyczna. Wczoraj była deklaracja, taki akt strzelisty wiary w dekarbonizację, Zielony Ład i temu podobne. I to jest droga do ETS2, czyli jeszcze większego podkręcenia śruby, po to żeby się mysz nie prześlizgnęła, tzn. żeby obciążać kosztami tych wydumanych emisji dwutlenku węgla, wszystkich producentów dóbr, które ktoś mógłby chcieć zaimportować, sprowadzić do Europy – wspomniał Braun.

– Dom wariatów, proszę Państwa. Dom wariatów, w porze lunchu to już nawet się dawało tak wyraźnie poznać, bo się przedłużała debata, przedłużało się, opóźniało się głosowanie, no i widać było, że tabletki poranne powoli przestają działać, a południowych jeszcze nie rozdano w tym cyrku – skwitował.

– Szanowni Państwo – Polexit, tylko Polexit. Odzyskajmy niepodległość – podsumował lider KKP.

http://nczas.info/2026/09/17/kontrola-oszczednosci-i-europejskie-zarzadzanie-woda-braun-po-oredziu-von-der-leyen-dom-wariatow-video/

#braun #eurokolchoz #eurokomuna

16

Braun i pomnik oddziału UPA, który mordował Polaków. IPN potwierdza: Samowolka i nieudowodniony związek z miejscem pochówkunczas.info

Zdjęcie

IPN potwierdził, że pomnik UPA w gminie Dołhobyczów, w który Grzegorz Braun uderzał młotem, powstał bez uzgodnień i zezwoleń. Ponadto nie potwierdzono jego związku z miejscem pochówku. Wójt Dołhobyczowa zasugerował ekshumacje i przeniesienie szczątków ukraińskich bandytów jak i samego pomnika na Ukrainę.

Grzegorz Braun trafił na pomnik UPA w Polsce. Lider KKP zamieścił nagranie, na którym widać jak niszczy poświęcony ukraińskim zbrodniarzom obiekt.

– Rzecz powinna była być pierwszego dnia po wykryciu tej notabene anonimowej samowolki rozwiązana przez służby i to wcale niekoniecznie specjalne. Ten obelisk obrażający pamięć ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach powinien być usunięty profesjonalnymi narzędziami, które natychmiast powinny być tutaj sprowadzone po udokumentowaniu przestępstwa pochwalania nazizmu, banderyzmu – powiedział Braun.

Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.

Sprawą zajął się IPN. Instytucja przyznała, że obiekt w gminie Dołhobyczów upamiętnia zbrodniarzy z UPA, którzy mieli zostać zlikwidowani przez grupę operacyjną NKWD w lutym 1946 roku. Podkreślono, że związek pomnika z miejscem pochówku ukraińskich bandytów nie został potwierdzony.

– IPN nie dysponuje źródłami historycznymi mogącymi potwierdzić, czy członkowie UPA zostali tam faktycznie pochowani i jaki był ich udział w zbrodniach popełnionych na Polakach – powiedział dr hab. Jacek Romanek, naczelnik Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Lublinie.

Ponadto z informacji IPN wynika, że pomnik postawiono samowolnie, z inicjatywy nieznanych osób po koniec lat 90-tych ubiegłego wieku lub po 2000 roku. Wówczas teren ten należał do Skarbu Państwa.

– Obiekt powstał na terenie ówcześnie należącym do Skarbu Państwa bez jakichkolwiek uzgodnień i zezwoleń. IPN nie opiniował również zgodnie z posiadanymi kompetencjami ustawowymi istniejącego upamiętnienia. Nie był również uzgadniany w okresie przed 2016 r. przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – podkreślił dr hab. Romanek.

W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy na temat inicjatywy Brauna. Starosta hrubieszowski Józef Kuropatwa odniósł się do samego pomnika.

– Postawiony nielegalnie, nieuzgodniony z nikim. Na naszym terenie, przeciwko nam – skwitował Kuropatwa.

Dodał, że sprawę rozstrzygnąć mogłyby ekshumacje i przetransportowanie ich na Ukrainę wraz z pomnikiem.

Do sprawy odniósł się także Sławomir Ozdyk. Bandyci zbrodniczej UPA, których upamiętnia nielegalnie postawiony pomnik mieli bezpośredni udział w mordowaniu Polaków.

„Po bitwie stoczonej 26 lutego 1946 r. w lesie Czepycz pod Liskami z 3. batalionem 18. pułku 64. Dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD pochowano tam żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), przede wszystkim związanych z kureniem 'Wowky’ (’Wilki’). Według dostępnych opracowań na Białystoku spoczęło co najmniej 37 poległych, podczas gdy późniejsze upamiętnienie obejmuje większą liczbę nazwisk. Mariusz Sawa wskazuje, że wymieniono na nim również kilku członków UPA poległych w innych okolicznościach i pogrzebanych gdzie indziej, a zarazem pominięto część osób rzeczywiście spoczywających w tym miejscu. Inskrypcja nie jest zatem ścisłym wykazem pochowanych” – napisał Sławomir Ozdyk na X.

„Rekonstrukcja ich biografii ukazuje zróżnicowane wcześniejsze drogi służbowe. Co najmniej czterech służyło w Ukraińskiej Policji Pomocniczej (Ukrainische Hilfspolizei), podporządkowanej niemieckiej Policji Porządkowej (Ordnungspolizei) i stanowiącej część aparatu okupacyjnego III Rzeszy. Oprócz zadań porządkowych, ochronnych i przeciwpartyzanckich jej funkcjonariusze uczestniczyli w niemieckich represjach i zbrodniach na ludności cywilnej, w tym na Polakach i Żydach. Dwóch służyło wcześniej w Armii Czerwonej, a kolejnych dwóch w Dywizji SS „Galizien” („Galicja”), ukraińskiej jednostce Waffen-SS pozostającej pod niemieckim dowództwem. Kilku przeszło przez Baudienst (Służbę Budowlaną w Generalnym Gubernatorstwie). Około trzech należało do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Większość wstąpiła do UPA w 1944 r., dwóch zaś dopiero w styczniu 1946 r.” – relacjonował Ozdyk.

„25 marca 1945 r. w Kryłowie sotnia 'Wowky’, wykorzystując mundury sowieckie i podając się za oddział NKWD, opanowała posterunek Milicji Obywatelskiej (MO). Zatrzymano milicjantów, członków polskiej samoobrony oraz cywilów. Część zamordowano na miejscu, pozostałych uprowadzono i rozstrzelano w okolicznych lasach. Egzekucje zatrzymanych odnotowano także w kronice oddziału. 18 maja 1945 r. formacja ta dokonała mordów na polskiej ludności cywilnej w rejonie Radkowa, Łachowców, Rzeplina i Brodzicy (Bohorodycy). Zginęło kilkudziesięciu Polaków; dla samej Brodzicy/Bohorodycy baza ofiar IPN podaje 45 zabitych. Był to jeden z ostatnich epizodów antypolskiej działalności OUN-B i UPA na tym obszarze przed zawarciem rozejmu z polskim podziemiem poakowskim. Z 'Wowky’ wiązane są również zabójstwa dokonane w Liskach. W 2020 r. Instytut Pamięci Narodowej (IPN) odnalazł tam szczątki trzech osób złożone w płytkich, pojedynczych jamach, uznanych za prawdopodobne ofiary tego oddziału” – czytamy.

Jak następnie podkreślił, w tym kontekście „problemem nie jest samo istnienie i oznaczenie mogiły, lecz nadanie jej charakteru heroizującego”.

„Upamiętnienie zmarłych należy wyraźnie odróżnić od publicznego przedstawiania ich jako bohaterów. Jeżeli późniejszą walkę z NKWD uznać za wystarczającą podstawę do heroizacji, konsekwencją takiego kryterium byłaby możliwość analogicznego stawiania pomników członkom innych nazistowskich formacji tylko dlatego, że w pewnym momencie walczyli przeciw Związkowi Sowieckiemu. Pomnik o takim charakterze jest świadomym aktem polityki historycznej i nie powinien opierać się na przemilczaniu służby w strukturach podporządkowanych III Rzeszy ani udziału formacji, do których należeli, w antypolskich akcjach obejmujących uprowadzenia i mordowanie polskiej ludności cywilnej” – podsumował Sławomir Ozdyk.

http://nczas.info/2026/09/12/braun-i-pomnik-oddzialu-upa-ktory-mordowal-polakow-ipn-potwierdza-samowolka-i-nieudowodniony-zwiazek-z-miejscem-pochowku/

#Braun #Polska #upa #mordercy #ludobojstwo #banderowcy

14

JAKŻEBY INACZEJ, MORDERCY KOBIET I DZIECI TO PRZECIEŻ ICH NARODOWI BOHATERZY - Ukraińcy potępiają Grzegorza Brauna, a prokuratura „bada” sprawę. „Polityczny margines w Polsce” [VIDEO]nczas.info

Zdjęcie

MSZ Ukrainy potępiło w piątek zniszczenie pomnika i miejsca pochówku żołnierzy UPA w uroczysku Białystok w województwie lubelskim i oświadczyło, że margines polityczny w Polsce nie wymyślił nic lepszego od walki z grobami. Prokuratura bada okoliczności zniszczenia. Grzegorz Braun pokazał w czynie co należy zrobić z ukraińska samowolą budowlaną upamiętniającą członków ludobójczej Ukraińskiej Powstańczej Armii, odpowiedzialnej za bestialskie wymordowanie ponad 100 tysięcy Polaków, głownie kobiet i dzieci.

„Polityczny margines w Polsce nie wymyślił nic lepszego, niż walka z grobami. I to w czasie, gdy trwa prawdziwa wojna, która stanowi egzystencjalne zagrożenie zarówno dla Ukrainy, jak i dla Polski” – przekazał w komentarzu dla mediów ukraiński resort dyplomacji. „To haniebne i niemoralne zachowanie, które u każdego normalnego człowieka może wywołać jedynie wstyd i potępienie” – oceniono.

Ukraińskie MSZ wyraziło oczekiwanie, że właściwe polskie organy dokonają oceny prawnej tych działań, a uszkodzony pomnik oraz inne miejsca ukraińskiej pamięci w Polsce zostaną naprawione. Ministerstwo zaznaczyło, że nie można dopuścić do powtórki podobnych zdarzeń w przyszłości.

„Ukraina konsekwentnie opowiada się za stosowaniem tej samej zasady po obu stronach granicy: ukraińskie miejsca pamięci w Polsce oraz polskie miejsca pamięci w Ukrainie powinny być chronione. Nikt nie ma prawa zamieniać pamięci i szacunku dla zmarłych w przedstawienie cyrkowe, służące osiąganiu własnych celów politycznych” – oświadczyło MSZ Ukrainy.

Wcześniej prokuratura w Zamościu poinformowała, że bada okoliczności zniszczenia w uroczysku Białystok pomnika i miejsca pochówku żołnierzy UPA, którzy polegli w walce z NKWD w 1946 r. Śledczy zabezpieczyli m.in. film, na którym europoseł Grzegorz Braun uderza w kamienny obelisk ciężkim narzędziem.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu prok. Rafał Kawalec poinformował w piątek PAP, że postępowanie przygotowawcze dotyczy „znieważenia grupy narodowości ukraińskiej poprzez uszkodzenie miejsca spoczynku osób poległych w walce z funkcjonariuszami NKWD” w miejscowości Białystok w gminie Dołhobyczów.

Jak ustalono, w ostatnią niedzielę nieznani sprawcy „z powodu przynależności narodowej poległych osób” zniszczyli herb i napisy wyryte na monumencie w sposób uniemożliwiający ich odczytanie. Za te czyny grozi do pięciu lat więzienia.

Braun likwiduje samowolę budowalną ku czci ludobójców z UPA

Europoseł Braun w czwartek opublikował na platformie społecznościowej nagranie, na którym on i inne osoby ciężkim narzędziem uderzają w kamienny obelisk, kruszą go i uszkadzają. Z zamieszczonych informacji wynika, że chodzi o pomnik żołnierzy ludobójczej Ukraińskiej Powstańczej Armii, który znajduje się w gm. Dołhobyczów.

„Obelisk obrażający pamięć ofiar ukraińskiego Ludobójstwa na Polakach powinien zostać usunięty profesjonalnymi narzędziami natychmiast po udokumentowaniu przestępstwa banderyzmu!” – napisał lider Konfederacji Korony Polskiej.

– Rzecz powinna była być pierwszego dnia po wykryciu tej notabene anonimowej samowolki rozwiązana przez służby i to wcale niekoniecznie specjalne. Ten obelisk obrażający pamięć ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach powinien być usunięty profesjonalnymi narzędziami, które natychmiast powinny być tutaj sprowadzone po udokumentowaniu przestępstwa pochwalania nazizmu, banderyzmu – mówi na nagraniu Grzegorz Braun.

– Ale jak usłyszeliśmy dzisiaj na dożynkach w pobliskiej miejscowości, uwaga, Polacy się boją. Sugestia z mojej strony, że zadziałać mogłaby właśnie np. jakaś Ochotnicza Straż Pożarna, ta sugestia spotkała się natychmiast z bardzo rzeczową, zdroworozsądkową odpowiedzią, że, cytuję: Obawialibyśmy się, że ich podpalą – dodał Braun.

Prokurator Kawalec zapytany przez PAP o film powiedział, że śledczy zabezpieczyli nagranie dokumentujące to zdarzenie i przesłuchali świadków. Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Hrubieszowie, która poszukuje sprawców i ustala, czy doszło do przestępstwa.

Rzecznik dodał, że nikomu nie postawiono zarzutów. Nie wykluczył, że jeśli zaistnieje taka potrzeba, to zostanie wdrożona procedura uchylenia immunitetu.

Uszkodzony pomnik znajduje się na terenie uroczyska Białystok w pobliżu miejscowości Liski w powiecie hrubieszowskim (woj. lubelskie), gdzie pochowanych jest 41 żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy zginęli w walkach z oddziałem NKWD pod Liskami w lutym 1946 r. Pierwotne upamiętnienie w tym miejscu powstało prawdopodobnie w latach 1996-1997. W 2019 r. na mogile osadzono duży kamień granitowy z wygrawerowanym godłem Ukrainy, pod którym umieszczono napis oraz dane pochowanych osób (imię, nazwisko, wiek i prawdopodobnie miejsce zamieszkania).

Kamienny obelisk był niszczony już wcześniej. Kilka tygodni temu odkryto uszkodzenie pomnika, polegające na pomalowaniu go sprejem i wycięciu łuku zdobiącego pomnik, który był jego integralną częścią.

„W trakcie działań zabezpieczono ślady materialne, w tym puszkę po farbie w sprayu, butelkę po alkoholu i koszulkę, a w pobliskich zaroślach odnaleziono odcięty łuk” – przekazało PAP w sierpniu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Ambasada Ukrainy w Polsce potępiła wówczas ten akt wandalizmu. Jej zdaniem wszelkie przejawy uszkadzania miejsc pamięci są niedopuszczalne. „Niezależnie od trudnych i tragicznych kart wspólnej historii, miejsca pochówku oraz upamiętnienia powinny pozostawać poza sporami politycznymi i być przedmiotem szacunku” – podkreślono w komunikacie.

Lubelski Urząd Wojewódzki wyjaśniał, że grób członków UPA znajdujący się w gminie Dołhobyczów nie figuruje w ewidencji grobów i cmentarzy wojennych prowadzonej przez wojewodę. Prawdopodobnie jest samowolą budowlaną.

http://nczas.info/2026/09/11/ukraincy-potepiaja-grzegorza-brauna-a-prokuratura-bada-sprawe-polityczny-margines-w-polsce-video/

#Braun #Polska #ukraina #ukraincy #upa #bandreowcy #mordercy #ludobojstwo

15

Braun z młotem ruszył na pomnik UPA pod Hrubieszowem. „Do likwidacji!” [VIDEO]x.com

http://x.com/GrzegorzBraun_/status/2098088606250266628

Zdjęcie

„Pomnik UPA w gminie Dołhobyczów w powiecie hrubieszowskim do likwidacji❗️” – napisał w mediach społecznościowych Grzegorz Braun. Lider Konfederacji Korony Polskiej zamieścił też nagranie, na którym widać jak m.in. on próbuje obalić poświęcony ukraińskim nacjonalistom obiekt.

W mediach społecznościowych pojawiło się krótkie nagranie Grzegorza Brauna, który relacjonował to, co zaszło w gminie Dołhobyczów. Polityk zastał tam pomnik poświęcony Ukraińskiej Powstańczej Armii, odpowiedzialnej za bestialskie ludobójstwo Polaków na Kresach Wschodnich II RP w czasie II wojny światowej.

– Rzecz powinna była być pierwszego dnia po wykryciu tej notabene anonimowej samowolki rozwiązana przez służby i to wcale niekoniecznie specjalne. Ten obelisk obrażający pamięć ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach powinien być usunięty profesjonalnymi narzędziami, które natychmiast powinny być tutaj sprowadzone po udokumentowaniu przestępstwa pochwalania nazizmu, banderyzmu – ocenił polityk.

– Ale jak usłyszeliśmy dzisiaj na dożynkach w pobliskiej miejscowości, uwaga, Polacy się boją. Sugestia z mojej strony, że zadziałać mogłaby właśnie np. jakaś Ochotnicza Straż Pożarna, ta sugestia spotkała się natychmiast z bardzo rzeczową, zdroworozsądkową odpowiedzią, że, cytuję: Obawialibyśmy się, że ich podpalą – dodał Braun.

– Polska, rok 2026, jesteśmy o niewiele kilometrów od aktualnej polskiej granicy, powiat hrubieszowski – skwitował.

http://nczas.info/2026/09/10/braun-z-mlotem-ruszyl-na-pomnik-upa-pod-hrubieszowem-do-likwidacji-video/

#Braun #upa #banderowcy #Polska

17

Medyk zeznawał na procesie Brauna. To on poprosił polityka o interwencję u Szumowskiego [VIDEO]x.com

http://x.com/Wlodek_Skalik/status/2095953053127983274

Minęły wakacje, więc proces Brauna wrócił na wokandę. W piątek, 4 września, odbyła się już jedenasta rozprawa. Przed sądem zeznawał medyk, który ujawnił, że prosił posła o interwencję.

Dwa z siedmiu zarzutów postawionych Braunowi dotyczą incydentu w Narodowym Instytucie Kardiologii z czasów ogłoszonej pandemii koronawirusa.

1 marca 2022 roku Braun interweniował m.in. ws. segregacji sanitarnej i przymusu covidowych szczepień. Dyrektorem w instytucie był minister zdrowia z początków ogłoszonej pandemii, Łukasz Szumowski. Posłowi zarzucono naruszenie nietykalności cielesnej oraz znieważenie Szumowskiego.

4 września przed sądem zeznawał medyk, który ujawnił, że był szykanowany za nieprzyjęcie w teorii dobrowolnej covidowej szczepionki.

Tajemnicą poliszynela jest, że wiele osób, by utrzymać pracę, załatwiało sobie „lewe” zaświadczenia o covidowych szczepieniach. Świadek przyznał, że też miał taką możliwość.

– Mogłem się zaszczepić na kartce papieru, mogłem to zrobić, oszukać. Natomiast miałem takie poczucie… mam gen wolności w sobie, którego podobno nie można wydłubać, i powiem panu, że czułem się wolny wtedy. Myślałem, że konstytucja broni mnie, że mam prawo. Mam prawo do własnej wolności – mówił przed sądem.

Ostatecznie się nie zaszczepił, przez co, wraz z kilkoma innymi niezaszczepionymi osobami, został z dnia na dzień wyrzucony z pracy. Po zwolnieniu szukał pomocy, zwracał się do izb lekarskich i prawników, lecz odmawiano mu obrony. – Po prostu nie mieliśmy gdzie pójść – wspominał.

Zwrócił się więc o pomoc do Grzegorza Brauna. – Zrobiliśmy tę interwencję poselską, która miała trwać 20 minut – powiedział.

– W związku z przebiegiem całych zdarzeń, pana dyrektora Szumowskiego, jego oporu, jakiegoś oportunizmu, niezrozumienia problemu, wręcz własnej jakiejś pychy, innego spojrzenia na ten problem (…) generalnie był bardzo zaskoczony, że ktoś miał odwagę z zespołu pielęgniarskiego panu ministrowi i dyrektorowi szpitala (zwrócić uwagę). Był bardzo zaskoczony moją postawą – podsumował medyk.

#szumowski #Braun #plandemia #szumowski #szczepienia

18

Elity w panice. Fenomen Brauna rozsadza układ III RPnczas.info

Zdjęcie

W polskiej debacie publicznej od miesięcy narasta fenomen, którego nikt z głównego nurtu nie potrafił przewidzieć, a tym bardziej skontrolować. Grzegorz Braun, europoseł, lider Konfederacji Korony Polskiej, człowiek, którego jeszcze niedawno traktowano jako ekscentryczną ciekawostkę sejmowych galerii, stał się jednym z najpoważniejszych graczy na scenie politycznej. Sondaże systematycznie pokazują dwucyfrowe poparcie dla jego formacji, a elektorat, który kiedyś bezrefleksyjnie głosował na PiS czy KO, coraz częściej odwraca się właśnie w stronę Brauna. I właśnie ten fakt wywołuje wśród elit – zarówno tych spod znaku PiS, jak i tych skupionych wokół Donalda Tuska oraz w otoczeniu prezydenckim – prawdziwą panikę.

Elity nie krytykują Brauna w ramach intelektualnej czy politycznej debaty. One się go boją. Boją się utraty monopolu na narrację, boją się utraty wyborców, boją się wreszcie realnej zmiany układu władzy. Dlatego zamiast argumentów używają strachu. Straszą Braunem, straszą „braunizacją”, straszą katastrofą międzynarodową, straszą Putinem, straszą izolacją Polski. A w centrum tej operacji zastraszania znajdują się wypowiedzi trzech kluczowych postaci polskiej polityki: Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Boguckiego reprezentującego prezydenta Karola Nawrockiego i Donalda Tuska.

„Naczelnik” w panice

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, człowiek, który przez lata budował wizerunek niekwestionowanego lidera polskiej prawicy, zareagował na wzrost popularności Brauna w sposób, który zdradza panikę. W kolejnych wystąpieniach publicznie odcina się od europosła w sposób ostentacyjny, wręcz demonstracyjny. „Braun jest poza granicami cywilizacji” – mówił Kaczyński, nawiązując do wypowiedzi dotyczących komór gazowych w Auschwitz. „Od momentu, w którym zakwestionował te komory gazowe” – tłumaczył, starając się przedstawić Brauna jako postać całkowicie wykluczoną ze sfery poważnej polityki. W innym miejscu prezes PiS stwierdzał wprost: „O żadnych sojuszach z Braunem nie ma mowy. Kto chce zawierać albo głosować na Brauna, to głosuje w gruncie rzeczy na Tuska. To głosuje na Putina. Taka jest prawda”. I dalej: „To jest droga donikąd, droga do nieszczęścia dla Polski, skrajnego nieszczęścia”. Kaczyński podkreślał, że sojusz z Braunem byłby „jak sojusz z Putinem”, a sam europoseł „dalece przekroczył te granice, które są nieprzekraczalne dla polityków w naszej sferze cywilizacyjnej”. W wywiadzie dla Wirtualnej Polski poszedł jeszcze dalej: nazwał Brauna „bardzo niebezpiecznym” i zadeklarował, że nawet za cenę utraty władzy nie wejdzie z nim w koalicję. „To, co robi Braun, to nie jest normalna część życia publicznego i nie ma o czym rozmawiać” – mówił. Przypominał koalicję z Samoobroną Andrzeja Leppera, stwierdzając ironicznie, że „w porównaniu z dzisiejszym Braunem to była cywilizowana partia, zgoła przedstawiciele salonów”. Wreszcie w jednym z wywiadów telewizyjnych Kaczyński stwierdził, że „na prawdo od Brauna jest tylko piekło”.

Te słowa nie są zwykłą krytyką. To strategiczne straszenie. Kaczyński wie, że część jego tradycyjnego elektoratu – zwłaszcza na południu Polski, w środowiskach konserwatywnych i katolickich – coraz chętniej słucha Brauna. Prezes PiS boi się, że utrata tych wyborców uniemożliwi mu powrót do władzy. Dlatego buduje narrację, w której głosowanie na Brauna to w istocie głosowanie przeciwko Polsce, za Tuskiem i za Putinem. To klasyczny manewr: zamiast konkurować programowo, straszy się katastrofą. Elity PiS-owskie, które przez lata same używały retoryki suwerennościowej, a jednocześnie oddawały Polską niepodległość UE, nagle odkrywają, że ktoś inny mówi o niepodległości naprawdę i bez kompromisów. I właśnie dlatego Kaczyński musi publicznie demonstrować dystans – bo boi się, że w oczach części wyborców wygląda na miękkiego, na „junior partnera”, jak sam kiedyś nazywał innych.

Bogucki atakuje

Nie mniej agresywna wobec Brauna jest postawa Zbigniewa Boguckiego, szefa Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego. Bogucki jako przedstawiciel prezydenckiego ośrodka władzy porusza się w delikatnej przestrzeni między krytyką a pragmatyzmem. Z jednej strony komentując kontrowersyjne wypowiedzi Brauna dotyczące Holokaustu, stwierdził stanowczo: „To są wypowiedzi niedopuszczalne, skandaliczne. To są de facto wypowiedzi – bardzo mocno to powiem – antypolskie. To są wypowiedzi antypolskie, bo jeżeli umniejsza się zbrodnie niemieckie popełnione na Żydach, to równie dobrze można umniejszać zbrodnie niemieckie popełnione na Polakach i wszystkich innych narodowości. Nie ma na to ani zgody prezydenta Nawrockiego, ani nikogo z otoczenia prezydenta”.

Te słowa wpisują się w szerszą elitarną narrację: Braun szkodzi Polsce, bo podważa historyczną prawdę, a tym samym osłabia pozycję kraju na arenie międzynarodowej. Bogucki, podobnie jak Kaczyński, używa argumentu „antypolskości” – klasycznego narzędzia straszenia, które ma zmobilizować opinię publiczną przeciwko „niebezpiecznemu” politykowi.

Z drugiej jednak strony Bogucki wykazuje pewną ostrożność, która również zdradza niepokój elit. W programie „Tłit” Wirtualnej Polski mówił: „Grzegorz Braun jest jednym z liderów siły politycznej, która – przynajmniej wedle sondaży – ma dzisiaj pewne znaczenie”. Podkreślał, że „prezydent nie jest zwolennikiem wykluczania kogoś tylko dlatego, że nie podoba się mainstreamowi”. I dodawał: „Wśród wyborców Grzegorza Brauna są ludzie, którzy głęboko w sercu niosą Polskę i nie podzielają wszystkich jego zapatrywań”. Pytanie, które postawił, było znamienne: „Czy kategorycznie, z góry, mamy wykluczyć w ogóle jakiekolwiek rozmowy, czy jakąkolwiek próbę wysłuchania jakichś racji? Jakaż to demokracja, w której ktoś jest zupełnie wykluczony?”.

Ta dwuznaczność jest charakterystyczna dla elit, które boją się Brauna, ale jednocześnie obawiają się, że całkowite wykluczenie go może jeszcze bardziej wzmocnić jego pozycję wśród rozczarowanych wyborców. Bogucki, reprezentując prezydencki ośrodek, balansuje między potępieniem a otwartością – bo wie, że w demokracji nie da się po prostu zamknąć drzwi przed rosnącą siłą polityczną. A strach przed tą siłą jest realny: elity obawiają się, że Braun może stać się języczkiem u wagi w przyszłym układzie parlamentarnym.

Tusk gra fałszywą kartą

Donald Tusk, premier i lider Koalicji Obywatelskiej, reaguje na fenomen Brauna w sposób, który łączy moralne oburzenie z zimną kalkulacją polityczną. Po głośnych wypowiedziach europosła dotyczących Auschwitz, Tusk stwierdził wprost: „To jest hańba. Musimy zrobić wszystko, żeby nikomu na świecie Polska nie kojarzyła się z takimi ludźmi, z takimi twarzami i z takimi działaniami”. Apelował do służb, by działały „twardo i zdecydowanie”, nie zważając na pozycję osób łamiących prawo. Zwracał się także do ówczesnego rezydenta Andrzeja Dudy i Jarosława Kaczyńskiego, by „nie kokietowali, nie współgrali z tą paskudną atmosferą, jaką wytwarzają ludzie typu Braun czy Bąkiewicz”.

Tusk straszy więc nie tylko „hańbą”, ale i międzynarodową izolacją Polski. W jego narracji Braun to zagrożenie dla wizerunku kraju, dla relacji z Zachodem, dla bezpieczeństwa. Jednocześnie Tusk umiejętnie wykorzystuje strach przed Braunem przeciwko Kaczyńskiemu. Kiedy prezes PiS publicznie deklarował, że „nigdy z Braunem”, Tusk skomentował to na platformie X słowami: „Deklaracja Kaczyńskiego, że »nigdy z Braunem«, brzmi obiecująco i racjonalnie. Szkoda, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Bez Brauna Kaczyński nie ma żadnych szans na zdobycie władzy, a dla władzy, jak wiadomo, jest gotów poświęcić wszystko”.

To typowy manewr polityczny. Tusk nie tylko potępia Brauna, ale jednocześnie straszy wyborców wizją, w której Kaczyński i tak będzie musiał się z nim dogadać. W ten sposób elity lewackie używają Brauna jako straszaka w obie strony: przeciwko prawicy i przeciwko PiS. Strach przed „dojściem Brauna do władzy” staje się narzędziem mobilizacji własnego elektoratu. Tusk wie, że im bardziej straszy „braunizacją”, tym łatwiej mu utrzymać spójność koalicji rządzącej i odwrócić uwagę od własnych afer.

Strasząc, nabijają poparcie

Mechanizm działania elit jest w tym przypadku klasyczny. Zamiast zmierzyć się z przyczynami popularności Brauna – rozczarowaniem polityką głównego nurtu, poczuciem utraty suwerenności, sprzeciwem wobec unijnych dyktatów, obroną tradycyjnych wartości – elity wybierają straszenie. Kaczyński straszy Putinem i nieszczęściem Polski. Bogucki straszy „antypolskimi” wypowiedziami, które rzekomo osłabiają rację stanu. Tusk straszy hańbą i izolacją międzynarodową. W tle mediów głównego nurtu pojawiają się kolejne teksty o „koszmarze PiS”, o „atucie Tuska”, o „zagrożeniu dla demokracji”. Elity tworzą atmosferę, w której samo istnienie Brauna ma być wystarczającym powodem, by głosować na „bezpieczne” opcje.

To oczywiście strach przed utratą kontroli. Bo Braun nie jest produktem salonu. Nie jest człowiekiem, którego da się zaprosić na kolację do Brukseli czy Waszyngtonu i uciszyć kompromisem. On mówi rzeczy, które elity uznały za nieprzyzwoite, a które rosnąca część społeczeństwa uznaje za oczywiste. Warto zauważyć, że ten strach jest ponadpartyjny. Zarówno PiS-owskie, jak i lewicowo-liberalne elity zgodnie uznają Brauna za zagrożenie. To rzadka zgoda, która tylko potwierdza, jak bardzo boją się utraty monopolu.

Jednocześnie przy pomocy tego agresywnego demonizowania elity oddają Braunowi wielką przysługę: robiąc z niego głównego oponenta, nabijają mu punkty, gdyż zmieniają główną oś politycznego podziału. Zaczyna ona przebiegać nie pomiędzy słabnącym PiS a słabnącym KO, tylko pomiędzy PiS i KO we wspólnym froncie a Braunem jako wspólnym wrogiem.

Gdyby Braun był jedynie marginalną postacią, nikt by się nim nie zajmował. Gdyby jego notowania spadały, elity milczałyby z politowaniem. Tymczasem im wyżej rośnie jego poparcie, tym głośniej brzmią ostrzeżenia. Kaczyński wyklucza sojusz nawet za cenę władzy – bo dobrze wie, że Braun nie będzie przystawką, którą będzie mógł połknąć. Tusk wskazuje, że bez Brauna Kaczyński nie wygra – bo boi się alternatywy, w której prawica się konsoliduje poza jego kontrolą. Bogucki potępia wypowiedzi jako antypolskie, ale jednocześnie nie wyklucza rozmów – bo boi się, że całkowite odcięcie może wzmocnić legitymację Brauna wśród wyborców i zaszkodzić reelekcji swojego szefa.

Ta panika elit ma głębsze podłoże. Grzegorz Braun symbolizuje coś, czego salony nie potrafią zaakceptować: powrót polityki opartej na zdecydowanych wartościach, bez oglądania się na poprawność i międzynarodowe opinie. Elity przyzwyczaiły się do tego, że debata toczy się w wąskich ramach – między skrajnie lewacką „europejskością” a prounijnym, czyli w gruncie rzeczy też lewackim „umiarkowanym konserwatyzmem”. Braun te ramy rozsadza. I właśnie dlatego straszenie możliwością jego dojścia do władzy stało się głównym zajęciem politycznym sezonu. Nie chodzi w nim o realną analizę programową. Chodzi o mobilizację strachu. Strachu przed utratą wpływów, przed zmianą języka debaty, przed tym, że wyborcy mogą wybrać kogoś, kto nie gra według reguł salonu.

Strach elit

W tej grze elity ujawniają swoją słabość. Im więcej mówią o rzekomym niebezpieczeństwie powodowanym przez Brauna, tym bardziej potwierdzają, że traktują go poważnie. Im częściej powtarzają, że sojusz z nim to katastrofa, tym wyraźniej widać, że boją się scenariusza, w którym to właśnie on może stać się decydującym graczem. Kaczyński, Bogucki i Tusk – każdy na swój sposób – razem uczestniczą w tej operacji zastraszania. Ich wypowiedzi nie są jedynie oceną polityczną. Są wyrazem lęku przed utratą kontroli nad polską polityką. A im głośniej straszą, tym bardziej ujawniają, że Grzegorz Braun przestał być marginalną postacią i stał się realnym wyzwaniem dla całego układu.

Elity boją się go nie dlatego, że jest niebezpieczny dla Polski. Boją się go dlatego, że jest niebezpieczny dla nich.

http://nczas.info/2026/09/05/elity-w-panice-fenomen-brauna-rozsadza-uklad-iii-rp/

#Braun

17

„Obowiązki” Polaków wobec Ukrainy i „wyzwolicielska” Armia Czerwona. Korona Brauna reaguje na wystąpienia na Westerplattex.com

http://x.com/GrzegorzBraun_/status/2095603001830600816

Zdjęcie

Polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun opublikował w mediach społecznościowych stanowisko Konfederacji Korony Polskiej ws. „skandalicznych wystąpień podczas obchodów 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej”. Chodzi o słowa prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz oraz premiera rządu warszawskiego Donalda Tuska.

„TU JEST POLSKA” – rozpoczął swój wpis Grzegorz Braun, a następnie opublikował stanowisko swojej partii.

„Westerplatte nie jest miejscem do manipulowania historią. Nie jest miejscem do budowania cudzych narodowych mitologii. I nie jest miejscem, z którego polskie władze mają pouczać Polaków, komu dzisiaj powinni oddawać swoją solidarność, pieniądze i bezpieczeństwo” – czytamy.

W stanowisku odniesiono się do słów prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, wypowiedzianych 1 września na Westerplatte.

„1 września 1939 roku Niemcy napadły na Rzeczpospolitą Polską. 17 września drugi cios zadał Polsce Związek Sowiecki. To są fakty. I dokładnie o nich powinno się mówić 1 września na Westerplatte. Tymczasem prezydent polskiego miasta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz uznała za stosowne poświęcić część swojego wystąpienia blokadzie Leningradu. Mówiła o cierpieniu tamtejszej ludności cywilnej, głodzie i niemieckim oblężeniu. Dlaczego w miejscu, w którym polski żołnierz jako jeden z pierwszych stanął do walki przeciw niemieckiemu najeźdźcy, polska prezydent miasta prowadzi słuchaczy do Leningradu? A gdzie Katyń? Gdzie setki tysięcy Polaków wywożonych w głąb Związku Sowieckiego? Jeżeli na Westerplatte znajduje się czas na Leningrad, to jakim sposobem zabrakło centralnego miejsca dla Katynia?” – czytamy.

„Jeszcze bardziej skandaliczne są słowa o kobietach w «wyzwalanym przez Armię Czerwoną Gdańsku». Przypominamy, że w Gdańsku Armia Czerwona dokonywała gwałtów, rabunków i mordów. Sowieci represjonowali żołnierzy Armii Krajowej i polskich patriotów, przeprowadzali deportacje, demontowali zakłady przemysłowe i wprowadzali terror.

To jest fałszowanie polskiego doświadczenia wojny. I – w sensie moralnym – zdrada pamięci tych Polaków, którzy po sześciu latach niemieckiego terroru nie otrzymali wolnej Rzeczypospolitej, lecz kolejne dziesięciolecia sowieckiej dominacji” – oceniono.

Kwestia ukraińska

Konfederacja Korony Polskiej zwróciła także uwagę na słowa szefa rządu warszawskiego Donalda Tuska. „WESTERPLATTE NIE JEST TRYBUNĄ DLA POLITYKI UKRAIŃSKIEJ” – podkreślono.

„Podobny problem widzimy w wystąpieniu premiera Donalda Tuska. Premier z centralnego polskiego symbolu września 1939 roku uczynił narzędzie współczesnej polityki wobec Ukrainy. «Musimy dzisiaj pomóc przetrwać Ukrainie» – mówił premier, zestawiając sytuację dzisiejszej Ukrainy z samotnością Polski w 1939 roku i przywołując politykę monachijską. Konfederacja Korony Polskiej mówi jasno: nie ma zgody na przerabianie polskiej historii na propagandową przypowieść o Ukrainie” – czytamy.

„POLSKA W 1939 TO NIE UKRAINA W 2026

Polska nie była państwem budującym kult organizacji odpowiedzialnych za ludobójstwo obywateli państwa, które udzielało jej pomocy. Nie czciła sprawców mordujących ludność swojego sojusznika. Nie stawiała pomników ludziom odpowiedzialnym za eksterminację jego kobiet i dzieci. Tymczasem w relacjach polsko-ukraińskich istnieje historia, której Donald Tusk nie ma prawa wymazywać z Westerplatte. Jeszcze przed wybuchem wojny Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów współpracowała w różnych formach z hitlerowskimi Niemcami. Ukraińscy nacjonaliści widzieli w III Rzeszy potencjalnego sojusznika w walce przeciw państwu polskiemu. We wrześniu i październiku 1939 roku dochodziło również do mordów na polskich cywilach, uchodźcach i żołnierzach. W 1941 roku radykalny nurt OUN przyjął elementy wprost zaczerpnięte z nazizmu: zasadę jednego narodu, jednej partii i jednego wodza, faszystowski salut oraz ideologię zawierającą elementy rasistowskie i antysemickie. Z tego środowiska wyrosła później organizacja odpowiedzialna za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Dlatego premier Rzeczypospolitej, zanim z Westerplatte zacznie nauczać Polaków o obowiązkach wobec Ukrainy, powinien najpierw powiedzieć władzom Ukrainy: nie będzie polsko-ukraińskiego pojednania z Banderą i UPA na pomnikach” – wskazano.

„Nie pozwolimy wymazać żadnego z tych faktów”

„WESTERPLATTE NIE MOŻE SŁUŻYĆ DO WYMIANY POLSKIEJ PAMIĘCI NA EUROPEJSKĄ NARRACJĘ

Konfederacja Korony Polskiej sprzeciwia się konsekwentnemu przekształcaniu polskiej pamięci historycznej w bezkształtną opowieść o «ofiarach wojny», «cierpieniu wszystkich narodów» i kolejnych aktualnych celach politycznych. Wojna nie przyszła sama. Miała sprawców. 1 września przyszedł niemiecki najeźdźca. 17 września przyszedł najeźdźca sowiecki. Polacy byli mordowani przez Niemców. Polacy byli mordowani przez Sowietów. Polacy byli mordowani przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA. Nie pozwolimy wymazać żadnego z tych faktów dlatego, że dziś są dla któregoś rządu dyplomatycznie niewygodne” – oświadczono.

„WESTERPLATTE JEST POLSKIE.

KATYŃ JEST POLSKĄ RANĄ.

WOŁYŃ JEST POLSKĄ RANĄ.

PAMIĘĆ O OFIARACH NIE JEST WALUTĄ W POLITYCE ZAGRANICZNEJ” – podkreślono na koniec.

Pod dokumentem podpisał się Komitet Polityczny Konfederacji Korony Polskiej.

http://nczas.info/2026/09/04/obowiazki-polakow-wobec-ukrainy-i-wyzwolicielska-armia-czerwona-korona-brauna-reaguje-na-wystapienia-na-westerplatte/

#braun #iiiwojnaswiatowa #iiws #niemcy #rosja #ukraina #Polska #konfederacjakoronypolskiej

16

Rozdawnictwo dla Ukrainy. Braun bez ogródek: „To jest zdrada narodowa” [VIDEO]x.com

Zdjęcie

http://x.com/GrzegorzBraun_/status/2094391287851995445

„To jest zdrada narodowa i kryminał” – napisał na X Grzegorz Braun, udostępniając swoją wypowiedź potępiającą przekazywanie naszych środków przez państwowe i samorządowe instytucje na rzecz Ukrainy.

Braun stwierdził, że „przekazywanie tego czy owego przez władze centralne i władze lokalne” jest „zdradą narodową”.

– Bo to proszę państwa nie tylko czołgi, ale też i ambulanse medyczne, karetki pogotowia i samochody straży pożarnej i jakieś tam środki lokomocji cywilne „przekazywane” – powiedział Grzegorz Braun.

– Wyobraźcie sobie państwo, gdyby tak w Polsce ktoś, jakiś wójt, burmistrz, sołtys, gdyby tak zaczął „przekazywać” to czy owo do sąsiednich albo dalej położonych gmin. Albo gdyby tak wojewoda zaczął np. inwestować w szpitalnictwo albo też w rozwój komunikacji, ale w sąsiednim województwie. To byłoby ewidentne przekroczenie uprawnień, niedopełnienie obowiązków – kontynuował Braun.

– To byłby po prostu kryminał – podkreślił.

– Ale kiedy czyni to rząd, pod auspicjami kolejnych prezydentów, kiedy robią to władze wojewódzkie na rzecz miast, regionów władz ukraińskich, no to jest to przedstawiane jako jakaś piękna, chlubna rzekomo akcja charytatywna – podsumował Grzegorz Braun

http://nczas.info/2026/08/31/rozdawnictwo-dla-ukrainy-braun-bez-ogrodek-to-jest-zdrada-narodowa-video/

#braun #Polska #ukraina #zdrajcy #zdrajcypolski

18