NA ŚWIĘTEGO JURASA WALIĆ MOŻNA A NAWET TRZEBA - Uśmiechnięci bez zapowiedzi likwidują całą branżę. Wszystko pod pretekstem ochrony zwierzątnczas.info

Zdjęcie

Pod pretekstem ochrony zwierząt KO przepycha przepisy realnie likwidujące branżę pirotechniczną w Polsce. „Doprowadzi to do likwidacji tysięcy firm w Polsce, wielomilionowych strat dla budżetu państwa oraz realnego zagrożenia rozwojem tzw. szarej strefy” – poinformowało Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.

Podczas posiedzeń Komisji Nadzwyczajnej ds. ochrony zwierząt posłowie zwrócili się do branży pirotechnicznej o przedstawienie swoich poprawek i uwag do procedowanego projektu ustawy. Branża przygotowała propozycje, które polegały na czasowym ograniczeniu używania fajerwerków w okresie przedsylwestrowym z zachowaniem możliwości ich używania w noc sylwestrową oraz w Nowy Rok.

„Miał to być realny kompromis między ochroną zwierząt, a interesem społecznym i gospodarczym. O takie rozwiązanie, uwzględniające interes branży pirotechnicznej i skutki dla gospodarki wnosił też rząd w swoich stanowiskach odnośnie poselskich projektów” – czytamy na raportscr.pl.

Jednak na wtorkowym posiedzeniu komisji przyjęto projekt KO. Miał on zupełnie nowy i inny kształt w znacznie bardziej restrykcyjnej wersji.

„Zgłoszona poprawka rozszerza zakaz fajerwerków o najbardziej popularną klasę F2. Zmiana ta oznacza objęcie zakazem zdecydowanej większości produktów dostępnych w legalnej sprzedaży, a w praktyce – likwidację całej branży pirotechnicznej w Polsce” – podkreślono.

Większość sprzedaży konsumenckiej w Polsce stanowią fajerwerki klasy F2. Są to wyroby pirotechniczne o niskim poziomie zagrożenia i umiarkowanym hałasie, przeznaczone do użytku na zewnątrz, na zamkniętych obszarach, oferujące bardziej efektowne pokazy niż klasa F1. Objęcie ich zakazem wraz z klasą F3 oznacza wyeliminowanie 95 proc. produktów z handlu.

„To cios wymierzony w sektor, z którym związanych jest ok. 25 tys. firm oraz dziesiątki tysięcy miejsc pracy, w tym wyspecjalizowani pracownicy, firmy transportowe, magazynowe i sezonowi sprzedawcy” – podkreśla redakcja raportscr.pl.

Jak wskazano, oznacza to też poważne straty dla finansów państwowych. Wyliczono utratę wpływów VAT, CIT i ceł. Branża podaje, że chodzi o „setki milionów” zł rocznie.

„Tylko w minionym roku, obroty branży pirotechnicznej sięgały ponad 1 mld zł. Wyeliminowanie branży z rynku przełoży się na znaczący ubytek środków finansowych dla budżetu państwa i samorządów” – podkreślono.

Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki zwraca uwagę, że w praktyce nie zmniejszy się użycie pirotechniki. Handel jednak przeniesie się do Internetu i rozrośnie się szara strefa pełna produktów niewiadomego pochodzenia i bez odpowiednich certyfikatów. Zmniejszy się bezpieczeństwo konsumentów, a zwiększy liczba interwencji służb porządkowych, a więc nowe przepisy doprowadzą do „skutków odwrotnych od zamierzonych”.

Wskazano też na badania społeczne, wedle których Polacy nie chcą zakazu fajerwerków, tylko „odpowiedzialnych i wyważonych regulacji”. Przytoczono badanie panelu Ariadna, gdzie większość Polaków chce dostępu do fajerwerków, a tylko 33 proc. badanych zadeklarowało poparcie dla całkowitego zakazu.

– Wprowadzenie do projektu ustawy tak daleko idących zmian – dodatkowo na finalnym etapie prac Komisji sejmowej, przed przekazaniem projektu do Sejmu – stanowi rażące naruszenie zasad procesu legislacyjnego. Przyjęto poprawkę, która nigdy nie była przedmiotem konsultacji, ponieważ znacząco wykracza poza pierwotny projekt ustawy i całkowicie ignoruje postulaty zgłaszane przez branżę oraz rząd. Nie przeprowadzono żadnej analizy skutków społeczno-gospodarczych, mimo że Rada Ministrów wielokrotnie o to apelowała w swoich stanowiskach. Takie działanie podważa również zaufanie do państwa i łamie fundamentalne zasady Konstytucji RP oraz Konstytucji Biznesu – powiedziała Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.

Stowarzyszenie podkreśliło też, że przyjęty projekt ustawy „narusza podstawowe zasady państwa prawa, począwszy od konstytucyjnej zasady proporcjonalności i wolności gospodarczej, po przewidywalność prawa, a także zapisy Regulaminu Sejmu RP”.

„Zignorowano m.in.: obowiązek oceny skutków regulacji, w szczególności dla sektora MŚP, zasadę proporcjonalności i minimalizacji obciążeń, obowiązek analizy alternatywnych środków osiągnięcia celu, a także m.in. zasadę pewności prawa i stabilności otoczenia gospodarczego. Warto podkreślić, że zasady te – co istotne – obowiązują również projekty poselskie, a nie wyłącznie rządowe” – oceniło stowarzyszenie.

Branża stwierdziła też, że zamiast wprowadzenia kompromisowego rozwiązania, które „miało realnie ograniczyć uciążliwości, dać opiekunom zwierząt czas na przygotowanie się”, wprowadzono realnie zniszczenie legalnego rynku i miejsc pracy. Jak podkreśla stowarzyszenie, „nasza propozycja nie została nawet odczytana w trakcie ostatniego posiedzenia Komisji”.

„Jednak zamiast wyważonej regulacji, wspartej dialogiem w toku konsultacji publicznych, wybrano drogę administracyjnej likwidacji całego sektora. Jako Stowarzyszenie reprezentujące branżę pirotechniczną wzywamy parlamentarzystów do odrzucenia projektu ustawy Koalicji Obywatelskiej. Jednocześnie apelujemy o przegłosowanie w toku prac Sejmu rozwiązania o czasowym zakazie używania fajerwerków od 21 do 30 grudnia każdego roku, które zwiększy porządek publiczny oraz dobrostan zwierząt, a jednocześnie nie doprowadzi do nadmiernej ingerencji w działalność gospodarczą” – podsumowało Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.

http://nczas.info/2026/02/12/usmiechnieci-bez-zapowiedzi-likwiduja-cala-branze-wszystko-pod-pretekstem-ochrony-zwierzat/

#lewackiespierdolenie #lewackifaszyzm #zwierzaczki #usmiechnieci

15

Kolejne zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej. 90 proc. redukcji emisji do 2040 rokukresy.pl

Parlament Europejski zatwierdził nowy, wiążący cel klimatyczny zakładający ograniczenie emisji CO₂ o 90 proc. do 2040 roku. Decyzja oznacza dalsze zaostrzenie polityki klimatycznej UE, obejmujące transport, budownictwo i kolejne koszty dla państw członkowskich.

We wtorek Parlament Europejski opowiedział się za wprowadzeniem nowego celu klimatycznego na 2040 rok, zakładającego redukcję emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. Rezolucję poparło 413 europosłów, przeciw było 226, a 12 wstrzymało się od głosu. Przyjęcie dokumentu oznacza dalsze zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej w perspektywie najbliższych kilkunastu lat.

Nowy cel ma charakter wiążący i stanowi kolejny etap realizacji strategii osiągnięcia neutralności klimatycznej UE do 2050 roku. Aby regulacje weszły w życie, konieczna jest jeszcze formalna zgoda państw członkowskich w Radzie UE. Wstępne porozumienie zostało już osiągnięte, jednak kraje zgodziły się na nie pod warunkiem uzyskania większej elastyczności w sposobach realizacji redukcji emisji.

Jednym z takich rozwiązań jest dopuszczenie wykorzystywania międzynarodowych kredytów węglowych. Od 2036 roku do 5 punktów procentowych wymaganej redukcji emisji będzie mogło pochodzić z projektów realizowanych poza UE. Oznacza to, że część zobowiązań klimatycznych Unia będzie mogła realizować poprzez finansowanie tzw. zielonych inwestycji w państwach trzecich.

Europosłowie zgodzili się także na możliwość kompensowania emisji poprzez tzw. trwałe pochłanianie dwutlenku węgla, m.in. z wykorzystaniem lasów. Rozwiązanie to ma pozwolić na równoważenie emisji w sektorach, w których redukcja uznawana jest za szczególnie trudną lub kosztowną.

http://kresy.pl/wydarzenia/kolejne-zaostrzenie-unijnej-polityki-klimatycznej-90-proc-redukcji-emisji-do-2040-roku/

#klimatyzm #lewackiespierdolenie #co2 #ue

10

Dlaczego w Polsce brakuje pelletu a w Niemczech, Czechach, Łotwie itd. nie?

Komentarz do filmu już wyjaśnia:

Jan Kowalski

W maju 2025r. Henning-Klęska wydała zarządzenie, że w przemysłowych kotłach na biomasę nie wolno spalać "pełnowartościowego drewna", które powinno zostać poddane przetworzeniu, a nie spaleniu. I tak trociny, zrębki i inna drobnica drzewna trafila zamiast do wytwórców pelletu, to do wielkich instalacji "bio-masowych". Nazwisko zobowiązuje! Henning to Klęska!


CELOWE DZIAŁANIE BY PROMOWAĆ POMPY CIEPŁA??

http://www.facebook.com/reel/896810783064214

#lewackiespierdolenie

12

Niemcy nie będą sprawdzać biletów w obawie przed imigrantami. „Chcemy żyć”nczas.info

Niemcy – znowu! – w szoku. 36-letni konduktor zmarł w wyniku brutalnego pobicia przez pasażera jadącego „na gapę”. Kontrolerzy biletów od lat mierzą się z dużą falą agresji i zapowiadają, że, w obawie o własne życie, przestaną sprawdzać bilety.

Do dramatu doszło podczas rutynowej kontroli biletów. Podejrzanym o atak jest 26-letni obywatel Grecji, który podróżował bez ważnego dokumentu. Gdy konduktor zwrócił mu uwagę, pasażer wpadł w szał i pobił pracownika do nieprzytomności. Mimo reanimacji, życia 36-latka nie udało się uratować.

Statystyki są przerażające: w ubiegłym roku odnotowano w Niemczech aż 3 tysiące przestępstw przeciwko pracownikom kolei, co daje średnio pięć napaści każdego dnia.

Strach wśród załóg jest tak duży, że część konduktorów otwarcie przyznaje, iż rezygnuje z kontroli biletów w sytuacjach zagrożenia. – Nie będziemy sprawdzać biletów, bo chcemy wrócić do domu żywi – cytuje jednego z konduktorów Deutsche Welle. Dla wielu z nich priorytetem stało się przetrwanie zmiany, a nie kontrola i wypisywanie mandatów.

Psycholog Jonas Rees alarmuje, że od 2015 roku agresja wobec kolejarzy – od wyzwisk po ataki fizyczne – rośnie lawinowo. Politycy co i rusz zapowiadają zaostrzenie kar, surowsze wyroki za napaści, ale jak widać metoda kija nie działa.

Branża wolałaby na przykład ochroniarzy, czy montaż bramek na peronach, które nie przepuszczałyby pasażerów bez biletu, a gdyby ci próbowali je jakoś sforsować, wyłapałby to monitoring. Niektórzy zwracają uwagę na prozaiczne braki, jak choćby brak zamykanych przedziałów dla obsługi pociągu, gdzie załoga mogłaby się schronić w razie zagrożenia.

W tle debaty pojawia się również trudny dla mainsteramu wątek migracyjny. Oficjalnie oczywiście napływu imigrantów nie łączy się ze wzrostem przestępczości, ale statystyki pokazują coś innego.

http://nczas.info/2026/02/08/niemcy-nie-beda-sprawdzac-biletow-w-obawie-przed-imigrantami-chcemy-zyc/

#niemcy #nachodzcy #lewackiespierdolenie

12

LEWACKA TOLERANCJA, NIE CHCĄ DOBROWOLNIE? - Edukacja zdrowotna ma być obowiązkowa. MEN zapowiada zmiany w programiekresy.pl

Od nowego roku szkolnego edukacja zdrowotna najprawdopodobniej stanie się przedmiotem obowiązkowym — poinformowało RMF FM. Zmianie ma ulec zarówno status przedmiotu, jak i jego program, który według zapowiedzi resortu edukacji zostanie ograniczony do treści uznawanych za niekontrowersyjne.

W Ministerstwie Edukacji Narodowej zakończono konsultacje dotyczące przyszłego kształtu edukacji zdrowotnej. Jak przekazała RMF FM wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz, rozważana jest zmiana nazwy przedmiotu na „Zdrowie 1”, a zakres nauczania ma koncentrować się przede wszystkim na profilaktyce chorób oraz podstawach dbania o zdrowie. „Spotkaliśmy się z Naczelną Radą Lekarską. Tam rozmawialiśmy nie tylko o edukacji zdrowotnej jako o przedmiocie, o tym, dlaczego jest taki ważny, co jeszcze można byłoby dodać. Mamy końcówkę stycznia, już niedługo to po prostu musi być ogłoszone” — powiedziała wiceszefowa resortu.

Zgodnie z zapowiedziami nowe lekcje miałyby być obowiązkowe od czwartej klasy szkoły podstawowej. W klasach I–III planowane jest natomiast rozszerzenie treści dotyczących higieny jamy ustnej i zapobiegania próchnicy. Program ma także uwzględniać zagadnienia związane z dbaniem o zdrowie mózgu.

Obecnie edukacja zdrowotna funkcjonuje jako przedmiot nieobowiązkowy. Od 1 września została wprowadzona w klasach IV–VIII szkół podstawowych w wymiarze jednej godziny tygodniowo, przy czym w klasie VIII zajęcia odbywają się jedynie w pierwszym semestrze. W szkołach ponadpodstawowych przedmiot realizowany jest przez dwa lata, również w wymiarze jednej godziny tygodniowo. Zakres tematyczny obejmuje zdrowie fizyczne, psychiczne, seksualne, społeczne oraz środowiskowe na różnych etapach życia.

Dane Ministerstwa Edukacji Narodowej pokazują jednak niewielkie zainteresowanie zajęciami. W edukacji zdrowotnej uczestniczy 920 925 uczniów, co stanowi około 30 proc. wszystkich uprawnionych. Najwyższą frekwencję odnotowano w szkołach podstawowych, gdzie na zajęcia uczęszcza 40,36 proc. uczniów. W liceach ogólnokształcących odsetek ten wynosi 10,08 proc., w technikach 7,78 proc., w branżowych szkołach I stopnia 14,40 proc., a w szkołach artystycznych 18,33 proc.

W styczniowych zapowiedziach minister edukacji Barbary Nowackiej pojawiła się deklaracja, że po wprowadzeniu obowiązkowości z programu mają zostać wyłączone zagadnienia dotyczące „wychowania seksualnego”. Do tych planów krytycznie odniosło się Ordo Iuris, wskazując na brak jednoznacznej definicji tego pojęcia. Zdaniem instytutu może to prowadzić do rozbieżnych interpretacji między resortem a rodzicami, tym bardziej że obecnie o realizacji treści fakultatywnych decyduje nauczyciel, a nie rodzice.

Instytut Ordo Iuris zwraca również uwagę na treści zawarte w aktualnej podstawie programowej. Wskazuje, że program zrównuje małżeństwo ze związkami nieformalnymi, przedstawia rozwód i rozpad rodziny jako „normalną zmianę”, a macierzyństwo ujmuje głównie w kontekście zagrożeń dla zdrowia psychicznego. Zdaniem ekspertów instytutu elementy ideologii gender oraz treści zbieżne z postulatami ruchu LGBT są prezentowane jako kwestie „praw człowieka i walki z dyskryminacją”, a podobne wątki pojawiają się także w obszarach dotyczących zmian klimatu i „mowy nienawiści”.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/polska-regiony/edukacja-zdrowotna-ma-byc-obowiazkowa-men-zapowiada-zmiany-w-programie/

#lewackiespierdolenie #zboczency

13

10

Milion sztuk nielegalnej broni w rękach obywateli. Dane o przemocy burzą lewacką propagandęnczas.info

W zamieszkanej przez ponad 10 mln osób Portugalii w posiadaniu obywateli jest co najmniej 1 mln sztuk broni, na którą nie mają oni pozwolenia – wynika z szacunków portugalskich służb bezpieczeństwa. To oznacza, że średnio co dziesiąty obywatel Portugalii posiada nielegalną, czyli niezarejestrowaną przez państwo broń, a o strzelaninach w tym kraju jakoś nie słychać.

Ze statystyk służb policyjnych, cytowanych w piątek późnym wieczorem przez telewizję SIC, wynika, że obrót bronią palną dotyczy głównie czarnego rynku, sieci internetowej, jak też sklepów mających pozwolenie na handel tym towarem.

Szacuje się, że tylko od czasu ogłoszonej pandemii koronawirusa funkcjonariusze portugalskiej policji przejęli ponad 300 tys. sztuk broni od osób, które nie posiadały na nią pozwolenia.

Zgodnie z portugalskim prawem broń palną może posiadać osoba dorosła, która cieszy się pełnią praw obywatelskich i nie była wcześniej karana.

Przed uzyskaniem pozwolenia na broń palną konieczne są też badania psychologiczne oraz potwierdzone przez służby policyjne uzasadnienie posiadania broni względami zawodowymi lub okolicznościami zagrożenia bezpieczeństwa osobistego.

Wbrew lewackiej propagandzie, pomimo tak dużej liczby broni w rękach obywateli, nie dochodzi w Portugalii nie dochodzi do masowych strzelanin ani podobnych incydentów. W XXI wieku doszło jedynie do czterech zdarzeń, w których przy użyciu broni zginęły co najmniej trzy osoby. Należy nadmienić, że mówimy tu też o takich przypadkach jak zabójstwo w obrębie rodziny, a w żadnym ze wspomnianych przypadków nie było więcej niż cztery ofiary śmiertelne.

http://nczas.info/2026/01/03/milion-sztuk-nielegalnej-broni-w-rekach-obywateli-dane-o-przemocy-burza-lewacka-propagande/

#bron #portugalia #lewackalogika #lewackiespierdolenie

9

LEWACKIE SPIERDOLENIE - Szwedzka lewica chce „wymieszania ludności” po porażce polityki migracyjnejkresy.pl

Po porażce masowej migracji w Szwecji opozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza proponuje głębokie zmiany w polityce integracyjnej, oparte na przymusowym mieszaniu imigrantów z ludnością szwedzką oraz większej ingerencji państwa w życie wszystkich mieszkańców. Propozycje lewicy obejmują przenoszenie migrantów do zamożnych dzielnic, zmianę polityki czynszowej i obowiązkowe przedszkola dla dzieci z rodzin imigranckich.

W partyjnym raporcie cytowanym przez „Rzeczpospolitą” socjaldemokraci opisują imigrację jako problem systemowy, związany z narastającą segregacją. W dokumencie stwierdzono, że „ekonomiczna, etniczna i językowa segregacja musi zostać przełamana na strukturalnym poziomie, co wymaga wymieszania ludności”. Autorzy raportu dodają, że społeczeństwo powinno działać na skalę, „której wcześniej w Szwecji nie widziano”, a zwalczanie segregacji wymagałoby radykalnych posunięć, przede wszystkim przemieszczenia się znacznej części osób o niskich dochodach do innych dzielnic czy obszarów.

Socjaldemokraci przyznają wprost, że Szwecja przyjęła więcej imigrantów, niż była w stanie zintegrować. Wskazują na dziesiątki „obszarów socjoekonomicznie wrażliwych”, gdzie dominują cudzoziemcy, bezrobocie i przestępczość. W raporcie mowa jest o „65 obszarach określanych jako socjoekonomicznie wrażliwe”, w których 80–90 proc. mieszkańców stanowią uchodźcy, a wiele osób żyje z zasiłków. Według wyliczeń przywoływanych przez socjaldemokrację „62 proc. mieszkańców, którzy żyją w absolutnej biedzie, to osoby urodzone za granicą lub mające co najmniej jednego rodzica cudzoziemca”.

Nowa strategia przewiduje między innymi ograniczenie swobody wyboru miejsca zamieszkania przez imigrantów. W dokumentach partii opisano koniec prawa azylantów do samodzielnego decydowania o mieszkaniu, zakaz osiedlania nowych przybyszy tam, gdzie już mieszkają ich rodacy, oraz możliwość wykorzystywania systemu świadczeń socjalnych jako instrumentu nacisku. Propozycje obejmują także cofanie zasiłków tym, którzy nie podporządkują się narzuconej lokalizacji, oraz administracyjne obniżanie wymogów czynszowych w bogatych dzielnicach, by ułatwić wprowadzanie tam migrantów.

Według socjaldemokratów to państwo ma decydować, gdzie imigrant powinien mieszkać, z kim jego dzieci mają chodzić do szkoły i w jakim środowisku ma się wychowywać. Plan partii zakłada budowanie mieszkań lokatorskich w osiedlach domów jednorodzinnych oraz w centrach miast, przeznaczonych dla migrantów i grup o niskich dochodach. Z kolei wille miałyby powstawać w rejonach biedniejszych, aby przyciągnąć tam zamożniejszych mieszkańców. „Chodzi generalnie o to, by przedstawiciele różnych klas społecznych mieszkali na tych samych obszarach” — opisuje założenia strategii cytowany komentarz.

„Przewodniczący zarządu miasta Göteborg, socjaldemokrata Jonas Attenius mówi, że wymieszanie ludności będzie możliwe przez budowanie różnych form mieszkań. – Mieszkamy bowiem w segregacji – podkreśla. W jednej dzielnicy są tylko lokale do wynajęcia, w innych jedynie wille i mieszkania własnościowe. Teraz ma się to zmienić” — czytamy. Polityk zwrócił się także bezpośrednio do azylantów, którzy w ciągu ostatnich trzech dekad trafili do obszarów dziś określanych jako „socjoekonomicznie wrażliwe”. Prosił ich o wybaczenie za to, że zostali tam ulokowani, wskazując, iż osiedlanie się migrantów w takich rejonach stworzyło fatalne przesłanki do ich zasymilowania się ze szwedzkim społeczeństwem.

Istotnym elementem nowej strategii ma być także systemowe objęcie dzieci z rodzin imigranckich obowiązkową edukacją przedszkolną. Socjaldemokratyczna posłanka Lawen Redar, odpowiedzialna za prace nad nową strategią integracyjną, wskazuje na konieczność wzmocnienia znajomości języka szwedzkiego wśród najmłodszych. Postuluje ona wprowadzenie obligatoryjnych przedszkoli w wymiarze 30 godzin tygodniowo dla wszystkich dzieci od trzeciego roku życia urodzonych w rodzinach cudzoziemskich, podkreślając, że „politycy ponoszą odpowiedzialność za to, że mamy przedszkola, w których język szwedzki prawie zniknął”.

Krytycy nowej strategii ostrzegają, że pod hasłem walki z segregacją dochodzi do przenoszenia problemów migracyjnych do spokojniejszych dzielnic. W statystykach odnotowano, że do 60 proc. strzelanin w ostatnich latach doszło z udziałem osób pochodzących z obszarów zdominowanych przez migrantów, a właśnie na obrzeżach miast najczęściej dochodzi do werbowania do gangów.

„(Rządząca) Umiarkowana Partia Koalicyjna sprzeciwia się projektowi przymusowego mieszania ludności — mówi „Rz” John Bergsten, szef kancelarii partii. „Pod pozorem zwalczenia segregacji socjaldemokratyczne władze miasta niemiłosiernie eksploatują cenione przez nas tereny zielone i willowe osiedla” — wyjaśnił Bergsten.

Negatywnie o projekcie wypowiadają się także przedstawiciele partii liberalnych. „Mieszanie ludności przez państwo pod przymusem to polityczna sztuka inżynierii na sterydach” — ocenił polityk liberałów Mauricio Rojas. Sceptycy obawiają się, że zamiast ograniczyć przestępczość na obszarach „socjoekonomicznie wrażliwych”, strategia lewicy może doprowadzić do przeniesienia problemów w rejony dotąd spokojne.

Szwecja walczy z liberalną polityką migracyjną

Od momentu objęcia władzy w 2022 r. centroprawicowy rząd premiera Ulfa Kristerssona, wspierany przez przeciwną masowej migracji Partię Szwedzkich Demokratów, zaostrza politykę migracyjną Szwecji. W styczniu tego roku szwedzki rząd zwiększył kwotę dotacji dla imigrantów chcących wrócić do ojczyzny o 3400 proc. Poprzednia kwota 900 euro odniosła dotychczas ograniczony sukces. Według Szwedzkiej Agencji Migracyjnej w 2023 r. zatwierdzono tylko jeden z 70 wniosków. Dlatego rząd złożył propozycję zwiększenia kwoty pieniędzy do 32 tys. euro.

W październiku 2025 roku szwedzki minister ds. migracji Johan Forssell zapowiedział deportacje cudzoziemców skazanych nawet na krótki pobyt w więzieniu. Zmiany mają zostać wdrożone przed najbliższymi wyborami.

Wcześniej szwedzki rząd zaproponował nowe, bardziej rygorystyczne zasady przyznawania świadczeń socjalnych dla migrantów, licząc na to, że pomoże to ograniczyć napływ cudzoziemców nawet o ponad tysiąc osób rocznie. Z powodu unijnych przepisów dotyczących zakazu dyskryminacji, nowe regulacje nie obejmą uchodźców oraz osób ubiegających się o ochronę międzynarodową, które otrzymały prawo pobytu. Rząd szacuje, że dzięki reformie liczba imigrantów mogłaby spaść o 5–10 procent, czyli o około 1200–1300 osób rocznie. Nowe przepisy są obecnie rozpatrywane przez rząd i wstępnie planuje się ich wejście w życie 1 stycznia 2027 roku.

W 2024 roku liczba pozytywnie rozpatrzonych wniosków o azyl w Szwecji spadła do 6250, co było najniższą liczbą od 1985 roku.

Na koniec 2024 r. w Szwecji mieszkało około 2 169 296 osób urodzonych za granicą, co stanowiło około 20 proc. całej populacji kraju, wynoszącej wówczas około 10,6 miliona mieszkańców. Dodatkowo ok. 26 proc. mieszkańców Szwecji miało zagraniczne pochodzenie, czyli byli to osoby urodzone za granicą lub urodzone w Szwecji, ale z obojgiem rodziców urodzonych poza granicami kraju .

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/europa-polnocna/szwedzka-lewica-chce-wymieszania-ludnosci-po-porazce-polityki-migracyjnej/

#szwecja #lewackiespierdolenie #nachodzcy

11

PATOLOGIA UE - Orlen, PGE, Enea i Tauron wydały ok. 45 mld zł na zakup uprawnień do emisji w 2024 r.kresy.pl

W ostatnich latach największe polskie spółki energetyczne wydały dziesiątki miliardów złotych na zakup uprawnień do emisji CO2, domagając się jednocześnie głębokiej reformy unijnego systemu ETS. Orlen ostrzega przed wyczerpaniem puli uprawnień ok. 2039 r., czyli znacznie wcześniej niż wynika z przyjętego harmonogramu redukcji, który zakłada neutralność klimatyczną UE w 2050 r.

W 2024 r. w Polsce polskie spółki energetyczne i przemysłowe coraz głośniej zaczęły domagać się zmian w unijnym systemie handlu emisjami CO2, wskazując na rosnące obciążenia finansowe oraz ryzyka dla konkurencyjności krajowego przemysłu, choć równocześnie podkreślają przyspieszającą transformację energetyczną. Z udostępnionych przez największe grupy energetyczne danych wynika, że tylko cztery firmy – Orlen, PGE, Enea i Tauron – wydały w 2024 r. łącznie blisko 45 mld zł na zakup uprawnień do emisji. Jednocześnie statystyki Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami pokazują, że wskaźnik emisyjności polskiej gospodarki stopniowo maleje: w 2015 r. emisja CO2 dla energii elektrycznej produkowanej w instalacjach spalania paliw wynosiła 810 kg/MWh, a w 2023 r. spadła do 743 kg/MWh, co jest w dużej mierze efektem wysokich kosztów emisji i wymuszonej nimi transformacji.

W ostatnich blisko 15 latach same duże spółki energetyczne przeznaczyły n (EUA) setki miliardów złotych, aby móc wytwarzać energię i paliwa z wykorzystaniem surowców kopalnych. Najwięcej wydała Polska Grupa Energetyczna, która na zakup EUA przeznaczyła 96,3 mld zł, licząc także pierwsze półrocze 2025 r. Jednocześnie PGE przypomina, że spółka nie tylko kupuje, lecz również sprzedaje część posiadanych uprawnień: w tym samym okresie dokonała sprzedaży EUA o wartości 7,8 mld zł, co oznacza saldo na poziomie 89,2 mld zł. Grupa Orlen wydała łącznie 32,7 mld zł (bez danych za 2025 r.), natomiast Enea – 33 mld zł do końca poprzedniego roku. Tauron podał dane za lata 2022–2025, informując o łącznych wydatkach na poziomie 12,7 mld zł. Inne duże podmioty, jak ZE PAK czy Grupa Azoty, odmówiły przedstawienia konkretnych kwot, a KGHM przekazał swoje stanowisko dotyczące ETS, zaznaczając, że dane o kosztach traktuje jako tajemnicę przedsiębiorstwa.

W 2024 r. PGE poniosła koszty zakupu uprawnień do emisji w wysokości 24,9 mld zł przy marginalnej sprzedaży EUA. Do 30 czerwca 2025 r. wydatki te wyniosły 2,5 mld zł. Spółka zakłada, że w kolejnych latach obciążenia będą stopniowo maleć wraz ze spadkiem emisji CO2 i kontynuacją transformacji. Strategia Grupy PGE do 2035 r. przewiduje zmniejszenie emisji CO2 o 50 proc. do 2030 r. i o 75 proc. do 2035 r. względem poziomu z 2024 r.

W przypadku Enei koszty związane z ETS w 2024 r. przekroczyły 7 mld zł, ale według władz spółki w 2025 r. będą już wyraźnie niższe. „W przyszłości spodziewamy się dalszego spadku kosztów związanych z uprawnieniami do emisji CO2, wynikającego przede wszystkim z malejącego wolumenu produkcji energii w jednostkach wysokoemisyjnych” — informuje Enea. Tauron z kolei w 2024 r. wydał na uprawnienia do emisji CO2 3,8 mld zł, a w 2025 r. ma to być 3,6 mld zł. Koncern sygnalizuje, że przy spadającej produkcji i jednoczesnym trendzie wzrostowym cen CO2 prognozowane koszty uprawnień w kolejnych latach mieszczą się w przedziale 2–3 mld zł rocznie.

W Grupie Orlen wydatki na EUA w 2024 r. wyniosły 9,22 mld zł. Spółka zakłada jednak, że w latach 2026–2030, czyli w czwartej fazie EU ETS, koszty udziału w systemie wzrosną z powodu ograniczenia puli darmowych uprawnień oraz działania mechanizmów podbijających ceny EUA, takich jak rezerwa stabilizacyjna rynku (MSR) i mechanizm liniowej redukcji (LRF). Według Orlenu czynniki te powodują stopniowe zwiększanie kosztów operacyjnych przedsiębiorstw objętych ETS, w tym dużych grup paliwowo-energetycznych.

Polskie spółki podkreślają, że mimo intensywnych inwestycji w nowe moce i modernizację, w nadchodzącej dekadzie węgiel nadal będzie pełnić rolę stabilizującą system, choć w dużo mniejszym zakresie niż obecnie. PGE przypomina, że prowadzi stopniową transformację, budując mniej emisyjne bloki gazowe w miejsce wysłużonych jednostek węglowych. „Koszty uprawnień muszą być zatem przewidywalne i nie obciążać zanadto źródeł wytwórczych gwarantujących bezpieczeństwo energetyczne kraju, a w dłuższej perspektywie musimy zapewnić też, by uprawnienia były dostępne (wg obecnych parametrów, na rynku pierwotnym skończą się ok. 2040 r.)” — przekazuje PGE. Spółka postuluje wprowadzenie skutecznego mechanizmu przeciwdziałającego nadmiernie wysokim cenom EUA oraz reformę rezerwy stabilności rynkowej tak, aby uwalniała ona uprawnienia w zależności od sytuacji rynkowej, a także możliwość odpowiedniego pomniejszania liczby uprawnień do umorzenia dla jednostek konwencjonalnych zastępowanych instalacjami o emisjach ujemnych.

PGE uważa ponadto, że przydział darmowych uprawnień dla ciepłownictwa powinien być utrzymany po 2030 r., aby wesprzeć transformację tego sektora i ograniczyć wzrost cen ciepła dla gospodarstw domowych. Zbliżone stanowisko prezentuje Tauron, który również opowiada się za utrzymaniem darmowych EUA dla ciepłownictwa. „Są kluczowe dla sektora komunalnego, który nie ma jeszcze pełnych możliwości przejścia na technologie niskoemisyjne” — wskazuje firma.

Enea zwraca uwagę na rolę uczestników finansowych na rynku ETS i zjawisko spekulacji. Spółka mówi o konieczności sprawdzenia wpływu podmiotów, które traktują pozwolenia do emisji CO2 jako instrument finansowy służący generowaniu zysków i kreowaniu chwilowych sygnałów cenowych. „Warto przyjrzeć się roli i zasadności uczestnictwa w rynku uprawnień podmiotów finansowych, które nie są zobowiązane do ich umarzania” — podkreśla Enea. Podobne zastrzeżenia zgłasza Tauron, który proponuje wyłączenie instytucji finansowych z handlu emisjami, aby ograniczyć pole do spekulacji i przywrócić koncentrację systemu na jego pierwotnym celu, jakim jest transformacja energetyczna. Orlen formułuje tę tezę wprost: „Podmioty prowadzące spekulacyjną działalność (banki oraz fundusze inwestycyjne) wpływają negatywnie na poziom cen uprawnień do emisji” — wskazuje spółka.

Enea dzieli ryzyka związane z ETS na dwa główne obszary i proponuje rozwiązania zmierzające do ich ograniczenia. „Z jednej strony są to ryzyka znaczącego wahania cen uprawnień – i tu kierunkiem pożądanych zmian mogłoby być np. wprowadzenie mechanizmów ograniczających znaczące wahania cen – np. ceny minimalnej i maksymalnej, mechanizm analogiczny do opłaty zastępczej” — wyjaśnia spółka. Enea postuluje także rozważenie instrumentów, które nie uderzają bezpośrednio w poziom cen EUA, lecz zmniejszają koszty zakupu uprawnień oraz ryzyka związane z uczestnictwem w rynku dla przedsiębiorstw zobowiązanych do umarzania emisji.

Orlen zwraca uwagę na problem dostępności uprawnień w dłuższej perspektywie. Według spółki, przy utrzymaniu obecnych przepisów limit emisji gazów cieplarnianych w ramach EU ETS dla przemysłu (ETS1) osiągnie wartość zerową około 2039 r., czyli znacznie wcześniej, niż wynika to z planu osiągnięcia neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w 2050 r. „Brak dostępności uprawnień w systemie znacznie przed 2050 r. spowoduje w pierwszej kolejności gwałtowny wzrost cen energii, a następnie brak możliwości prowadzenia działalności przez spółki energetyczne” — uważa Orlen. Firma proponuje zmianę progów uruchamiania MSR tak, aby mechanizm ten nie prowadził do nadmiernego ograniczania liczby uprawnień na rynku, a także efektywniej reagował na ich niedobór.

Orlen rekomenduje przywrócenie niższego współczynnika transferu uprawnień do MSR (tzw. intake rate). Obecnie wynosi on 24 proc., podczas gdy pierwotnie był ustalony na poziomie 12 proc. jako rozwiązanie tymczasowe. Zgodnie z założeniami początkowymi wskaźnik miał wrócić do 12 proc. już w 2023 r., lecz do tego nie doszło. Koncern proponuje również wprowadzenie mechanizmu wykorzystania uprawnień zgromadzonych w rezerwie, na przykład w celu finansowania inwestycji związanych z transformacją energetyczną.

W stanowisku przekazanym przez Energę pojawia się postulat ochrony sektorów o znaczeniu strategicznym z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Spółka „dostrzega, że w obecnej sytuacji geopolitycznej pozytywny wpływ mogłoby też mieć wyłączenie z systemu ETS przedsiębiorstw z sektorów rozwijających technologie powiązane z bezpieczeństwem państwa”. KGHM z kolei postuluje wprowadzenie ulg dla przedsiębiorstw wytwarzających produkty objęte rozporządzeniem Critical Raw Materials Act, takich jak miedź. „– Ważne jest bowiem, aby cena uprawnień nie wpływała na poziom produkcji przemysłowej w Europie. Istotne byłoby również włączenie do systemu EU ETS międzynarodowych kredytów węglowych. Usprawniłoby to płynność rynku EU ETS, a także zwiększyłoby wolumen redukcji emisji poza UE, który jest znacznie większy niż emisje samej Unii.” — wskazuje spółka.

Polskie propozycje zmian zostały przedstawione w ramach publicznych konsultacji związanych z przeglądem dyrektywy EU ETS, które zakończyły się w lipcu 2025 r. Komisja Europejska zaplanowała kompleksową rewizję systemu na 2026 r., co oznacza, że postulaty spółek energetycznych i przemysłowych będą przedmiotem dalszych prac i negocjacji na poziomie unijnym.

W stanowisku Energi zaakcentowano również pozytywne aspekty funkcjonowania EU ETS. Spółka przypomina, że „w okresie funkcjonowania systemu ETS emisje w objętych nim sektorach spadły o 50 proc.” i ocenia, że ETS stanowi impuls do podejmowania inwestycji w redukcję emisji CO2 i rozwój technologii niskoemisyjnych, a docelowo zeroemisyjnych. „W ostatnich latach Grupa Energa poczyniła znaczące inwestycje w obszarach: OZE, nowoczesnych, niskoemisyjnych bloków gazowo-parowych oraz sieci dystrybucyjnych ukierunkowanych na przyłączanie i integrację rozproszonych elektrowni fotowoltaicznych i wiatrowych” — wskazuje Energa. W pierwszym półroczu 2025 r. odnawialne źródła energii odpowiadały za 46 proc. całkowitej produkcji brutto grupy, co stanowi najwyższy udział spośród krajowych spółek energetycznych.

Energa podkreśla, że dochody budżetu państwa ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 powinny zostać docelowo przeznaczone na wsparcie technologii i aktywów sprzyjających dekarbonizacji gospodarki, zwłaszcza w sektorach o ograniczonym dostępie do kapitału inwestycyjnego, takich jak ciepłownictwo. Spółka dodaje, że rozwój instalacji OZE „przyczynia się do obniżenia zależności państwa od eksportu paliw kopalnych i ogranicza wpływ, jaki mogą mieć na nie zmiany cen na rynkach globalnych, czego przykładem był wzrost cen energii elektrycznej w wyniku zmian cen surowców energetycznych po inwazji Rosji na Ukrainę”.

UE zatwierdziła nowy system handlu emisjami

5 listopada ministrowie środowiska krajów Unii Europejskiej porozumieli się w sprawie ustanowienia nowego celu klimatycznego na 2040 r. Zakłada on zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. Podczas posiedzenia, w którym Polskę reprezentował wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta, uzgodniono również, że system ETS2 zostanie wdrożony z rocznym opóźnieniem. Ma zacząć obowiązywać w 2028 r.

Początkowo Polska zabiegała o trzyletnie przesunięcie startu mechanizmu, jednak mimo uzyskania tylko częściowego sukcesu, rząd w Warszawie podkreśla swoją skuteczność w działaniach na rzecz ochrony Polaków przed wzrostem kosztów życia.

ETS2 obejmie paliwa wykorzystywane w transporcie, budownictwie i ogrzewaniu. System ten wprowadzi dodatkowe koszty za każdą tonę wyemitowanego dwutlenku węgla, co przełoży się na ceny gazu, węgla i paliw płynnych.

Bernd Weber, szef think tanku Epico Klima-Innovation z siedzibą w Brukseli i Berlinie, wskazał, że w Polsce skutki wprowadzenia ETS2 będą szczególnie dotkliwe. Rachunki za ogrzewanie mogą wzrosnąć nawet o 150 proc. Ekspert zaznaczył, że w Niemczech cena za CO₂ jest już wliczana w rachunki za ogrzewanie i transport, co złagodzi efekt wejścia ETS 2. Obecnie stawka wynosi tam 55 euro za tonę CO₂, a po rozszerzeniu systemu ma kształtować się w przedziale 50–75 euro. „Rachunek za zatankowanie samochodu lub za zużycie gazu nie będzie szokiem” — dodał Weber. Zwrócił jednocześnie uwagę, że liczba pozwoleń na emisję będzie maleć, przez co na początku przyszłej dekady cena może dojść do 100 euro za tonę CO₂.

Jak w październiku wskazywała minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, w najgorszym scenariuszu koszt węgla może wzrosnąć aż o 450 zł za tonę, a ceny benzyny i diesla mogą podskoczyć o 40–50 groszy na litrze.

Warto dodać, że od 2028 r. wejdzie w życie zakaz instalacji pieców na gaz i węgiel dla budynków należących do państwa lub samorządów. Od 2030 r. zostanie wprowadzony zakaz montowania kotłów gazowych w nowych budynkach. Do 2040 roku te zmiany obejmą również budynki istniejące. Te zmiany będą niekorzystne dla wielu Polaków, którzy w ostatnim czasie skorzystali z programu „Czyste Powietrze” i wymienili swoje stare piece na instalacje gazowe. W całej Polsce z ogrzewania gazowego korzysta 2 mln gospodarstw domowych.

ETS2 obejmie również sektor transportu i budownictwa. Średnie gospodarstwo domowe emituje ok. 6 ton CO2 rocznie. Oznaczałoby to dodatkowy koszt w wysokości ok. 1,2 tys. zł rocznie.

Kolejną kwestią jest wymóg termomodernizacji budynków. W Polsce ponad 4 mln budynków wymaga docieplenia ścian, wymiany okien, instalacji nowych systemów grzewczych czy wykonanie audytów energetycznych.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/polska-regiony/orlen-pge-enea-i-tauron-wydaly-ok-45-mld-zl-na-zakup-uprawnien-do-emisji-w-2024-r/

#ets #patologia #lewackiespierdolenie #energetyka #energia #ue #co2 #klimatyzm

11

By zrozumieć mechanizmy "rozumienia" u lewaka warto przypomnieć sobie wypowiedź "profesor" środy o tym, że w związkach jednopłciowych rodzi się więcej dzieci niż w hetero i jej reakcję na śmiech studentów. Myślenie życzeniowe by tak było bo byłoby to zgodne ze zboczoną lewacką religią wzięło górę nad logiką i zdrowym rozsądkiem. Nie potrafiła ogarnąć "rozumem" o co ten śmiech skoro wg. niej to prawda. I to profesor. Nie ma więc co wymagać od Lurkowego ziutka by kierował się prawdą, logiką i zdrowym rozsądkiem. Dla niego czarne może być białe lub czerwone w zależności od chwilowego zapotrzebowania "mózgu" na dany kolor lub zapotrzebowania który wygeneruje umiłowany wódz.

#lewackiespierdolenie

10

Do dwóch lat więzienia za zaprzeczanie bajce o masowych grobach Indian w szkołach rezydencyjnych w Kanadzie, choć nikt ich nie widziałnczas.info

Wygląda na to, że w Kanadzie Indianie zajmują rolę Żydów. Kto będzie chciał udowodnić prawdę historyczną – ten będzie karany więzieniem. Chodzi o rzekome masowe mordowanie Indian w szkołach rezydencyjnych.

Projekt ustawy C-254 przewiduje karę więzienia aż do dwóch lat dla osób, które „zaprzeczają lub bagatelizują” doniesienia o masowych grobach w szkołach rezydencyjnych dla Indian. Nazywa się to u nich „negacjonizmem”.

Wiele mediów podkreśla, że nie ma dowodów na ich istnienie. W czasie czerwonego rządu Justina Trudeau pojawiły się doniesienia o rzekomych masowych grobach w takich ośrodkach. Nakręcono wielką medialną kampanię obarczającą winą za to Kościół katolicki i katolików, co szczególnie silne było w 2021 i 2022 roku.

Wielu badaczy podjęło temat i chciało obejrzeć te groby. Okazało się, że ich nie ma. Oczywiście, tym gorzej dla badaczy i osób poszukujących prawdy. W ubiegłym roku emerytowany sędzia z Manitoby Brian Giesbrecht stwierdził, że Kanadyjczycy zostali „celowo oszukiwani przez własny rząd”.

W międzyczasie, na podstawie rządowo-medialnych komunikatów, w Kanadzie wybuchła wielka nienawiść do Kościoła i katolików. W efekcie 120 kościołów zostało spalonych, zdewastowanych lub zbezczeszczonych.

Według sondaży w Kanadzie, 2/3 Kanadyjczyków chce mieć dowód na to, że faktycznie istniały jakieś masowe i nieoznakowane groby Indian. Skoro więc „roszczeniowe” społeczeństwo chce dowodu, pojawia się postulat, by po prostu ustawowo zakazać podważania rządowych bajek.

Projekt C-254 złożyła – a jakże – parlamentarzystka Nowej Partii Demokratycznej Leah Gazan. Jej zdaniem ustawa jest potrzebna, by „położyć kres negacjonizmowi szkół rezydencyjnych”.

– Negacjonizm się rozprzestrzenia, przeinacza fakty, zaprzecza ludobójstwu i ponownie rozpala nieszczęście. To nie tylko krzywdzące, ale i niebezpieczne – przekonywała Gazan.

Projekt przewiduje karę do dwóch lat pozbawienia wolności dla osób, które „poza prywatnymi rozmowami umyślnie propagują nienawiść wobec ludności rdzennej, tolerując, negując, bagatelizując lub usprawiedliwiając system szkół rezydencyjnych dla Indian w Kanadzie lub przeinaczając fakty z nim związane”. Wyjątek przewidziany jest dla osób, które „udowodnią, że przekazane oświadczenia były prawdziwe” lub jeśli oświadczenia te są „istotne dla jakiejkolwiek kwestii będącej przedmiotem zainteresowania publicznego”.

Portal lifesitenews.com podkreśla, że to nie pierwszy raz, gdy Gazan proponuje podobną ustawę. Wcześniej przedstawiła projekt, który kryminalizowałby zaprzeczanie w ogóle, że system szkół rezydencyjnych był „ludobójstwem”. Projekt upadł po ogłoszeniu wyborów.

Tak więc jak w Polsce nie wolno mówić, że Polacy nie zamordowali Żydów w Jedwabnem i nie wolno pytać o wiarygodność i dowody na to wskazujące, tak w Kanadzie wkrótce też nie będzie wolno zaprzeczać, że rzekomo katolicy mordowali Indian, bo tak. A kto spróbuje zapytać o dowody, ten pójdzie siedzieć.

http://nczas.info/2025/11/10/do-dwoch-lat-wiezienia-za-zaprzeczanie-bajce-o-masowych-grobach-indian-w-szkolach-rezydencyjnych-w-kanadzie-choc-nikt-ich-nie-widzial/

#kanada #indianie #lewackiespierdolenie #lewactwo #klamstwa

18

Magdalena Środa: na orlikach i stadionach reprodukuje się faszyzmkresy.pl

Magdalena Środa ponownie skrytykowała piłkę nożną, wiążąc ją z nacjonalizmem i faszyzmem. W ostatnim wywiadzie wypowiedzi filozof i feministka przekonywała, że „orliki” i piłka nożna są niebezpiecznymi elementami podtrzymującymi agresywne postawy i militarne nastawienie w społeczeństwie.

W wystąpieniu w Radiu Rebeliant, Środa wskazywała na szkodliwe skutki, jakie jej zdaniem – piłka nożna ma na polskie społeczeństwo. W jej ocenie „nacjonalizm” i „faszyzm” mogą łatwo wyrastać z narodowego sportu, a wszystko to zaczyna się już na poziomie „orlika”.

„Piłka nożna, zwłaszcza w wydaniu kibolskim, jest jednym z poważnych źródeł wojen na świecie. Podtrzymywanie atmosfery militarnej poprzez wyobrażenie, że nasi są lepsi niż obcy, a obcych trzeba zgnoić lub wyeliminować, to właśnie ta mechanika” — przekonywała profesor. Według niej, mecze piłkarskie, popularyzacja sportu i budowanie orlików stanowią tylko powierzchowną próbę wzmocnienia patriotyzmu, który łatwo przeradza się w zachowania nacjonalistyczne.

Magdalena Środa w swojej krytyce posunęła się dalej, twierdząc, że „orliki”, które stały się symbolem rządów Donalda Tuska, w rzeczywistości „reprodukują kibolstwo i nacjonalizm”. „Każda władza potrzebuje kiboli, bo państwo podtrzymuje ducha, który łatwo przeradza się w nacjonalizm” — powiedziała. Dodając, że „kiedy w Polsce budowano orliki, miało to na celu stworzenie przestrzeni, w której młodzi ludzie rozwijaliby swoje pasje sportowe. Ale, jak podkreśliła Środa, ostatecznie jest to tylko jeden z mechanizmów podtrzymywania agresywnych postaw, które przejawiają się także w postaci stadionowego chuligaństwa.

Ocenia również, że „kibole” są to „zorganizowane grupy chuliganów, które mają dużo testosteronu, chodzą po mieście i grożą ludziom, zwłaszcza po meczach”.

W rozmowie Środa nie oszczędzała również wobec premiera Donalda Tuska, który według niej nie rozumiał powagi sytuacji. „Myślę, że pan premier Tusk w ogóle nie zrozumiał, o co chodzi. Był zupełnie neutralnie do tego nastawiony. Do orlików się zapalił, wyłożył wielkie pieniądze, ale orliki są miejscem, gdzie reprodukuje się kibolstwo, nacjonalizm” — podsumowała.

http://kresy.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/magdalena-sroda-na-orlikach-i-stadionach-reprodukuje-sie-faszyzm/

#spierdolenie #sport #lewackiespierdolenie #lewactwo

11

Chyba mamy już zwycięzcę tiktokowego konkursu jedzenia paracetamolu w ciąży na złość Trumpowi.

http://x.com/WallStreetApes/status/1971019653624496521?t=edSd57z8bR2YgrfpFVtuNA&s=19

Jeżeli to nie fake to nawet mi jej nie żal.

#lewackiespierdolenie #bekazlewactwa

9

#lewackiespierdolenie

Na Tiktoku radykalne lewackie kobiety w ciąży jedzą na pokaz paracetamol. Niesamowite! Nawet producent ostrzega przed stosowaniem podczas ciąży. Ciężko mi uwierzyć, że istnieją ludzie, u których nienawiść do Trumpa jest większa niż troska o własne dzieci.

Btw. W tym wpisie jest link do metaanalizy, która pokazuje, że paracetamol w ciąży koreluje z większym prawdopodobieństwem wystąpienia zaburzeń neurorozwojowych u dzieci

http://x.com/PiotrWitczak_/status/1970741152287445206?t=K__RmZ0m23meMh_fQl7aPQ&s=19

6

Amerykański Komitet Olimpijski poinformował o zmianach. Mężczyźni nie będą mogli startować w kobiecych dyscyplinachnczas.info

Amerykański Komitet Olimpijski (OSOPC) poinformował, że zapewni kobietom „sprawiedliwe i bezpieczne środowisko rywalizacji” oraz będzie przestrzegać zakazu prezydenta Donalda Trumpa dotyczącego mężczyzn w sporcie kobiecym.

OSOPC zastosował się do dekretu prezydenta Donalda Trumpa zakazującego mężczyznom uprawiania sportu kobiecego.

„OSOPC będzie nadal współpracować z różnymi podmiotami odpowiedzialnymi za nadzór, np. z MKOl, Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim (IPC), krajowymi organizacjami sportowymi (NGB), aby zapewnić kobietom sprawiedliwe i bezpieczne środowisko rywalizacji, zgodnie z dekretem wykonawczym 14201 oraz ustawą Teda Stevensa o sporcie olimpijskim i amatorskim” – napisano w zaktualizowanej „Polityce bezpieczeństwa sportowców”.

Donald Trump podpisał dekret o zakazie występowania mężczyzn w dyscyplinach kobiecych 5 lutego. Prezes OSOPC i

„Jako organizacja posiadająca statut federalny, mamy obowiązek spełniać federalne oczekiwania. Otrzymane przez nas wytyczne są zgodne z ustawą Teda Stevensa, wzmacniając naszą odpowiedzialność za promowanie bezpieczeństwa sportowców i uczciwości w rywalizacji” – napisano w liście szefostwa OSOPC, cytowanym przez NBC News.

Zaktualizowana polityka „podkreśla wagę zapewnienia kobietom uczciwego i bezpiecznego środowiska do rywalizacji”. W liście zaznaczono również, że wszystkie krajowe organy zarządzające podlegające jurysdykcji komisji będą zobowiązane do aktualizacji swoich zasad, by dostosować je do zakazu udziału mężczyzn uważających się za kobiety w sporcie kobiecym.

Federalny Departament Edukacji nakazał Kalifornijskiemu Departamentowi Edukacji i Kalifornijskiej Federacji Międzyszkolnej (CIF) przestrzeganie prawa federalnego i zakazanie mężczyznom rywalizacji z kobietami w sporcie. Jednak zarówno CIF, jak i stanowy Departament Edukacji odmówiły zastosowania się do tego prawa.

Sekretarz ds. edukacji Linda McMahon ogłosiła później, że podejmie kroki prawne przeciwko Kalifornii i jej gubernatorowi z ramienia Demokratów Gavinowi Newsomowi.

http://nczas.info/2025/07/23/amerykanski-komitet-olimpijski-poinformowal-o-zmianach-mezczyzni-nie-beda-mogli-startowac-w-kobiecych-dyscyplinach/

#usa #lewackiespierdolenie #lpg #lgtb #transseksualizm

12