Gwałty, rabunki i zniszczenia. Wkroczenie Armii Czerwonej do Olsztynakresy.pl

22 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Olsztyna, kończąc niemiecką kontrolę nad tym miastem.

Położone w północno-wschodnich Prusach Wschodnich ziemie Warmii i Mazur były stopniowo zajmowane od połowy stycznia 1945 roku. 13 stycznia rozpoczęła się sowiecka ofensywa na Prusy Wschodnie, której celem było odcięcie i rozbicie niemieckich sił w regionie. Olsztyn był pierwszym większym miastem zdobytym przez Armię Czerwoną na tym odcinku frontu.

„Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”

Wejście wojsk radzieckich do Olsztyna miało dramatyczne konsekwencje dla ludności cywilnej. W pierwszych tygodniach po zajęciu miasta doszło do fali gwałtów, mordów, rabunków i grabieży, które objęły zarówno samo miasto, jak i okoliczne miejscowości. Skala przemocy była bezprecedensowa.

„Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać. […] Widziałam, jak dziewczyna, córka kowala, 19-letnia, przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana” — wspominała mieszkanka Okręgu Mazurskiego moment wkroczenia czerwonoarmistów w 1945 roku.

W pierwszych dniach pobytu w Olsztynie żołnierze Armii Czerwonej dopuścili się także wyjątkowo brutalnych zbrodni. Zamordowani zostali pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kortowie, a także chorzy oraz siostry zakonne sprawujące nad nimi opiekę w szpitalu mariackim, mieszczącym się w gmachu dzisiejszego szpitala miejskiego.

Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, sowieccy żołnierze rabowali mienie, zabijali mieszkańców i podpalali budynki. Gdy 17 lutego 1945 roku do miasta dotarła pierwsza grupa polskich kolejarzy, olsztyński dworzec kolejowy wciąż płonął.

Przemoc nie była wyłącznie skutkiem chaosu wojennego. Dowódca 3. Front Białoruski, generał Iwan Czerniachowski, otwarcie formułował założenia brutalnej polityki okupacyjnej, stwierdzając: „Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Hasło to interpretowano jako odwet za zbrodnie niemieckie popełnione na terytorium Związku Sowieckiego. W praktyce represje dotykały nie tylko Niemców, lecz także Warmiaków, Mazurów oraz Polaków przybywających do miasta w kolejnych tygodniach.

Skala bezkarności żołnierzy sowieckich była na tyle duża, że zwracali na nią uwagę nawet przedstawiciele tworzącej się administracji komunistycznej. Jesienią 1945 roku kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie przyznawał, że poważnym problemem pozostają masowe napady grup żołnierzy Armii Czerwonej, połączone z rabunkami i zabójstwami.

Olsztyn został formalnie przekazany władzom polskim dopiero 23 maja 1945 roku. Przez cały okres pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej a ustanowieniem polskiej administracji w mieście utrzymywały się przemoc, grabież i niszczenie mienia. Straty materialne były ogromne — w pierwszym półroczu 1945 roku zniszczeniu uległo wiele budynków, a miasto zostało w znacznym stopniu ogołocone i wyludnione.

Z pogromów i aktów dewastacji dokonanych przez czerwonoarmistów ocalały kościoły, co ks. Jan Hanowski wynegocjował z sowieckim dowództwem. Nietknięty pozostał również olsztyński zamek.

„Olsztyn odnotował w swej historii wypadki, których następstwa zmieniły jego oblicze. Dochodziło do epidemii, klęsk żywiołowych, okupacji i rabunków ze strony obcych wojsk. Wiele zła ludności i miastu wyrządzili na przykład w 1807 roku żołnierze Napoleona. Wcześniejsze wydarzenia wojenne nigdy nie były jednak tak gwałtowne i tragiczne jak te z 1945 roku” — podkreśla Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.

Mimo tych doświadczeń w powojennych latach władze komunistyczne konsekwentnie promowały narrację o „wyzwoleniu” Olsztyna przez Armię Czerwoną. Jej symbolem stały się pomniki i oficjalne uroczystości mające podkreślać wdzięczność wobec Związku Sowieckiego. Relacje świadków oraz badania historyczne wskazują jednak, że wydarzenia z początku 1945 roku pozostawiły trwałą traumę w pamięci mieszkańców Olsztyna i całego regionu.

http://kresy.pl/kresopedia/gwalty-rabunki-i-zniszczenia-wkroczenie-armii-czerwonej-do-olsztyna/

#iiwojnaswiatowa #zsrr #bolszewicy #gwalt #mordercy #Polska #historia

11

Sienkiewicz chce unicestwienia partii Brauna. „Jakim trzeba być mentalnym bolszewikiem…” [VIDEO]x.com

Zdjęcie

Bartłomiej Sienkiewicz grzmiał, że Konfederacja Korony Polskiej powinna zostać rozwiązana, bo nie ma w polityce miejsca dla formacji takich, jak ta Grzegorza Brauna. Do sprawy odniósł się Jacek Wilk.

– Uważam, że najwyższa pora, aby odpowiednie organy w Polsce sformułowały wniosek do sądu o rozwiązanie partii Grzegorza Brauna, czyli Konfederacji Korony Polskiej – cóż za piękne, podniosłe słowa; tam, gdzie słowa są zbyt podniosłe, zawsze można się dopatrywać bardzo niepodniosłych celów i osób – grzmiał europoseł Platformy Obywatelskiej.

– Ponieważ to jest ugrupowanie, które spełnia, moim zdaniem, wszystkie te symptomy organizacji ekstremistycznej, dla której nie powinno być miejsca w życiu publicznym, bo jeśli język przemocy jest językiem polityki aprobowanym i propagowanym przez tego rodzaju ugrupowanie, ono nie powinno w Polsce istnieć formalnie – dodał w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych.

Do jego słów odniósł się mecenas Jacek Wilk. „Zastawiam się jakim trzeba być mentalnym bolszewikiem, by bez zażenowania domagać się «rozwiązania» konkurencyjnej partii – tylko dlatego że nie podoba się komuś jej program…” – stwierdził.

„…tacy właśnie osobnicy zasilali bolszewików, faszystów, nazistów i inne totalitarne czerwone bandy” – skwitował Wilk.

http://x.com/JacekWilkPL/status/1986743278990193070

http://nczas.info/2025/11/09/sienkiewicz-chce-unicestwienia-partii-brauna-jakim-trzeba-byc-mentalnym-bolszewikiem-video/

#bolszewicy #zydzi #pis #sienkiewicz

19

Kto podjął decyzję o unicestwieniu Cerkwi?nczas.info

Coś dla bolszewików @Socjaldemokrata

Głód ogarniający coraz większe obszary Rosji bolszewicy postanowili wykorzystać do rozpoczęcia walki z Cerkwią prawosławną. Postawa patriarchy Tichona i kleru prawosławnego wobec głodujących spowodowała wzrost popularności Cerkwi w rosyjskim społeczeństwie, o czym Leninowi donosiły terenowe organy Czeka. 24 lutego 1922 r. patriarcha był na tyle „bezczelny”, że zwrócił się po raz drugi z wezwaniem o pomoc dla głodujących, informując w nim świat, że tylko dwa miliony głodujących otrzymuje pomoc. Pozostali są skazani na śmierć głodową. Patriarcha ze smutkiem skonstatował, że na Powołżu zaczyna się ludożerstwo.

Ile osób głodowało w bolszewickiej Rosji w czasie głodu, który zaczął się na Powołżu, tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Według bolszewickiego dyplomaty Cziczierina, zagrożonych nim zostało 18 mln ludzi. Według szacunków gazety „Izwiestia WCIK” głód dotknął 23,2 mln osób. Radzieccy historycy naliczyli znacznie więcej ofiar głodu: E. Genkin ustalił, że było ich 27–28 mln, I. Trifonow – 32 mln, Nikołaj Rubinsztein – 33,5 mln osób.

Osoby kierujące zagraniczną pomocą dla głodujących obliczyli, że głodujących było w Rosji ponad 40 mln! Przypuszczać można, że co najmniej połowa z nich, jeżeli nie większość, umarła. Oczywiście nie wszyscy zgadzali się na „głodową śmierć”. W Rosji zaczęło dochodzić do „buntów głodowych”, mało znanych w Polsce.

Ich tłumieniem zajmowała się 2 Konna Armia pod dowództwem Gaja, która z niewyobrażalnym okrucieństwem obchodziła się ze zdesperowanymi chłopami, usiłującymi wedrzeć się do miast. Największe z rewolty wybuchły w guberniach: Połtawskiej, Jekaterinosławskiej, Kijowskiej, Aleksandrowskiej i Czernichowskiej.

Rozrywają czerwonoarmistów na kawałki

W Ufie tłum głodujących wdarł się do siedziby Czeka, zabił jej pracowników i wypuścił z więzienia aresztowanych. Ukraińskie biuro prasowe informowało natomiast: „Na Ukrainie bandy głodnych zezwierzęconych ludzi grabią wszystko, co tylko wpadnie im w ręce. Szczególnie ciężkie jest położenie miast. Głodujące bandy, które przyszły z północy, napotykając zdecydowano opór ze strony chłopów, wdzierają się do miast, gdzie dokonują strasznych pogromów. Zabierają wszystko, co tylko nadaje się do jedzenia, a resztę niszczą. Armia Czerwona zachowuje się inercyjnie i nie chce wstępować w bój z głodującymi. Wszelki sprzeciw ze strony armii powoduje tylko zezwierzęcenie tłumu, który rozrywa schwytanych czerwonoarmistów na kawałki”.

Gdy wszelkie autorytety w Rosji zaczęły upadać, w rosyjskim społeczeństwie znaczenia nabrała Cerkiew prawosławna, a zwłaszcza posługujący w niej kapłani. Świątynie nie tylko nie zaczęły pustoszeć, jak życzyli sobie tego bolszewicy, ale zostały wręcz zapełnione przez rozmodlony naród. „Szczególnie wysoki był w społeczeństwie autorytet patriarchy Tichona – odnotował jego biograf Michaił Wostryszew. Wierni zaczęli widzieć w nim przywódcę narodu, który powinien wezwać go do walki z bolszewikami. Ci nie na żarty przestraszyli się, gdy po zakończeniu nabożeństwa ku czci Chrystusa Zbawiciela pod adresem Tichona padło ze strony wiernych wezwanie: „Panie nasz, prowadź nas na Kreml!”.

Chcieli wojny z Cerkwią, chociaż się jej bali

Bolszewiccy przywódcy bardzo chcieli rozpocząć wojnę z Cerkwią, ale jej się bali, ponieważ byli jeszcze na to za słabi. 2 stycznia 1922 r. władze bolszewickie wydały dekret o rekwizycji muzealnych przedmiotów cerkiewnych, które powinny być sprzedane, a dochód z nich miał być przeznaczony na pomoc głodującym. Był to oczywiście wybieg, który miał służyć przede wszystkim ograbieniu Cerkwi i rozpętaniu antycerkiewnych nastrojów w społeczeństwie. Autorzy tego pomysłu zakładali, że księża i wierni będą bronić cerkiewnej własności i w propagandzie bardzo łatwo będzie można ich przedstawić jako wrogów ludu oszukujących społeczeństwo.

Zanim bolszewicy przystąpili do rabunku cerkiewnego majątku, 6 lutego 1922 r. patriarcha Tichon jeszcze raz zwrócił się z wezwaniem o pomoc dla głodujących. Potwierdził w nim, że na głodujących wsiach zaczyna dochodzić do przypadków ludożerstwa! Oświadczył też, że pomoc żywnościową otrzymuje tylko 2 mln potrzebujących. Ostrzegł również, że głód może spowodować zmniejszenie się ludności Rosji od 12 do 25 procent!

Bolszewicy odpowiedzieli rozpoczęciem rekwizycji mienia cerkiewnego. Całą akcję chcieli zainicjować w Moskwie, angażując w nią robotników. W fabryce Gużona próba skończyła się jednak kompromitacją. Robotników oderwano od pracy i jak podaje Michaił Wostryszew, zwołano do stołówki zakładowej. Robotnicy chętnie przyszli sądząc, że dostaną posiłek. Byli wściekli, gdy okazało się, że zostali spędzeni jedynie na mityng. Na jej ścianach umieszczono propagandowe plakaty, które już wcześniej zostały rozwieszczone na moskiewskich ulicach. Głosiły one hasło: „Cerkiewne złoto głodującym”.

Lektor przysłany przez partyjne władze zza pokrytego czerwonym suknem stołu wygłaszał antyreligijne frazy: „Towarzysze, robotnicy! Świątynie, w których głosi się słowa o miłości bliźniego, pełne są złota i srebra. Przynieśli je do nich bogaci kupcy, fabrykanci, szlachta i właściciele ziemscy, którzy bogacili się na eksploatacji ludu pracującego. Gdzie są teraz te cenne rzeczy? Rząd robotniczo-chłopski dekretem o oddzieleniu Cerkwi od państwa przekazał je w czasowe użytkowanie grupom wierzących. Teraz natomiast, kiedy płacz głodujących roznosi się nad całą Rosją, postanowiono oddać złoto głodującym”.

Robotnicy nie chcieli słuchać bolszewickiego lektora. Odpowiedzieli mu krótko: „My sami nie mamy nic do żarcia! Jeżeli dzisiaj nie dacie wypłaty, strajkujemy!”. Bolszewickie kierownictwo było przerażone pierwszą reakcją moskiewskich robotników, którzy nie chcieli razem z bolszewikami wyciągnąć ręki po cerkiewne złoto.

Jeszcze większe zamieszanie w szeregach bolszewickiego kierownictwa wywołały informacje napływające z terenu. Księża prawosławni nie chcieli współpracować z komisjami, które usiłowały dokonywać rekwizycji. Odpowiadali hardo – „nie będziemy wam pomagać, sami grabcie!”.

13 marca 1922 r. doszło m.in. do tragicznych wydarzeń w Szui, miejscowości leżącej w iwanowsko-woznesieńskiej guberni. Komisja rabusiów za pierwszym razem została wyrzucona przez wiernych ze świątyni. Za drugim razem przybyła w asyście oddziału konnej milicji. Zebrany tłum nie wystraszył się napastników. Gradem kamieni zmusił ich do wycofania się. Ci oczywiście nie odpuścili. Wrócili z kompanią czerwonoarmistów ze 146. Pułku Piechoty, który natarł na tłum bagnetami nałożonym na karabiny. Tłum uzbrojony w koły, sztachety i drągi odparł natarcie. Czterech żołnierzy zostało pobitych, broniący cerkwi odebrali im też karabiny. Wtedy nadjechały dwie ciężarówki z ustawionymi na nich karabinami maszynowymi, które otworzyły ogień do tłumu. Czterech obrońców świątyni zginęło na miejscu, a kilkudziesięciu zostało rannych. Teraz do dzieła przystąpiła Czeka. Do wieczora zostali aresztowani wszyscy najaktywniejsi obrońcy świątyni. Członkowie komisji mogli teraz przystąpić do rabowania świątyni, zabierając z niej 3,5 puda srebra.

Lenin zabiera głos

Wśród bolszewickiego kierownictwa nastąpiła konsternacja. Nie spodziewało się ono oporu ze strony duchownych i wiernych. Lenin był chory i nie uczestniczył w obradach Biura Politycznego, które bez jego błogosławieństwa bało się wypowiedzieć Cerkwi otwartą wojnę. Chcąc zyskać na czasie, 16 marca 1922 r. Biuro Polityczne rozesłało do niższych instancji telegram nakazujący czasowe utrzymanie rekwizycji mienia cerkiewnego, które po sprzedaniu miało być przeznaczone na pomoc dla głodujących. Miał on oczywiście charakter ściśle tajny. I wtedy nagle Lenin odżył. W przebłysku świadomości sporządził ściśle tajny dokument, który przez 70 lat spoczywał w kremlowskim archiwum. Adresowany był do Mołotowa, który z kolei miał przedstawić go członkom Biura Politycznego. O wadze tego pisma świadczy adnotacja Lenina: „W żadnym przypadku kopii tego pisma nie wolno sporządzać, a żaden członek Biura Politycznego (tow. Kalinin również) nie może umieszczać na nim swoich uwag”.

Lenin nie pisał tego pisma osobiście, nie był w stanie tego robić. Podyktował je sekretarzowi. Na jego wstępie zaznaczył, że zwraca się do członków Biura Politycznego pisemnie, ponieważ nie sądzi, żeby stan zdrowia pozwolił mu „wziąć udział w posiedzeniu Biura Politycznego wyznaczonego na 20 marca osobiście”. Stan zdrowia Lenina należał wówczas do największych tajemnic bolszewików. Po Rosji krążyły plotki, że Lenin nie jest chory, ale najzwyczajniej zwariował i został przez towarzyszy osadzony w szpitalu psychiatrycznym. Przed napisaniem listu do Biura Politycznego, by przeciąć spekulacje, 6 marca Lenin pokazał się na posiedzeniu komunistycznej frakcji Wszechrosyjskiego Zjazdu Metalowców, na którym potwierdził, że istotnie jest chory i stan zdrowia nie pozwala mu pełnić funkcji, na którą został wybrany.

Nie wiadomo, czy nie zrobił tego rozmyślnie, by zatrzeć za sobą ślady. By ludzie zapamiętali go jako dobrego wujaszka, który nie mógł dążyć do unicestwienia Cerkwi, tym bardziej że był bardzo chory i nie uczestniczył de facto w sprawowaniu władzy. Tymczasem z jego pisma wynikało, że to on był inicjatorem wojny mającej doprowadzić do unicestwienia Cerkwi w bolszewickiej Rosji. Jeżeli ktoś sądzi, że jej autorem był Trocki albo Stalin, w świetle pisma Lenina jest w błędzie. Wynika bowiem z niego, że Lenin od samego początku chciał ukryć swoją rolę w rozpętaniu antycerkiewnej kampanii. Oficjalną stroną w walce z Cerkwią miały być władze państwowe reprezentowane przez stojącego na ich czele Michaiła Kalinina. Tylko on mógł publicznie wypowiedzieć się w sprawie walki z Cerkwią. Lenin nakazywał: „Oficjalnie z inicjatywą jakichś przedsięwzięć powinien tylko występować tow. Kalinin – w żadnym przypadku nie może tego czynić i w jakiejkolwiek publicznej formie tow. Trocki”.

Szansa rozprawy z duchowieństwem

Dalej w swym piśmie stwierdzał, że głód, który dotknął Rosję, stworzył bolszewikom szansę rozprawy z czarnosecinnym duchowieństwem. Ułatwia bowiem zabranie z Cerkwi wszystkich kosztowności i cennych rzeczy i wykorzystania pozyskanych środków dla budowy komunizmu w bolszewickiej Rosji. Wcale nie chodziło mu o zdobycie pieniędzy na pomoc dla głodujących chłopów. To był tylko pretekst. W przywoływanym piśmie Lenin ujawnia to bez żenady. Pisze m.in.: „Przejęcie cerkiewnych klejnotów musimy przeprowadzić jak najszybciej i bardzo zdecydowanie. Sposobem tym możemy sobie zapewnić fundusz, składający się z kilkuset milionów złotych rubli (wystarczy wspomnieć o gigantycznych bogactwach niektórych monasterów i ławr). Bez tego funduszu żadna państwowa robota w ogóle jest niemożliwa. Utworzenie państwowych struktur jest nie do pomyślenia. Niemożliwa będzie też obrona naszej pozycji w Genui. Wziąć w swoje ręce fundusz, liczący kilkaset milionów złotych rubli (a może nawet wielu miliardów) musimy bezwzględnie, niezależnie od tego, ile by to kosztowało. A zrobić z gwarancją sukcesu można tylko teraz”.

Po zakończeniu sekwestru cerkiewnego majątku, Lenin uważał, że władze bolszewickie powinny rozpocząć represje przeciwko „duchowieństwu, by zdławić możliwości jego oporu z taką surowością, by nie zapomniało tego przez dziesięciolecia”.

Represje przeciwko duchowieństwu miały zacząć się w Szui, gdzie wierni stanęli w obronie cerkiewnego mienia. Lenin w swym piśmie nakreślił scenariusz, jak mają one przebiegać. Po jego wypróbowaniu wódz proletariatu zalecał stosować go gdzie indziej. Nakazał, by do Szui wysłać jednego przedstawiciela rządu, któremu jeden z członków Biura Politycznego udzieli słownej instrukcji. „Instrukcja ta powinna nakazywać mu, żeby aresztował jak najwięcej, nie mniej niż kilkudziesięciu przedstawicieli miejscowego duchowieństwa, miejscowego mieszczaństwa i miejscowej burżuazji, pod zarzutem bezpośredniego albo pośredniego sprzeciwu wobec dekretu radzieckiego rządu o rekwizycji cerkiewnych kosztowności. Po zakończeniu aresztowań delegat rządu powinien wrócić do Moskwy, by złożyć sprawozdanie przed dwoma upoważnionymi członkami Biura Politycznego. Na jego podstawie Biuro Polityczne da dokładną dyrektywę władzom sądowym, oczywiście ustną sprawie procesu przeciwko buntownikom w Szui, którzy sprzeciwiają się użycia cerkiewnego majątku na pomoc głodującym. Proces powinien zostać przeprowadzony maksymalnie szybko i skończyć się nie inaczej jak rozstrzelaniem wszystkich wpływowych i niebezpiecznych czarnosecińców Szui, a jeżeli będzie to możliwe, to nie tylko z tego miasta, ale i z Moskwy, i z innych duchownych centrów”.

Rozstrzelać jak najwięcej

Dalej w obszernym liście Lenin pisał, żeby w sprawie dalszych działań na najbliższym zjeździe partii „zwołać tajne posiedzenie wszystkich lub prawie wszystkich delegatów wspólnie z wszystkimi pracownikami GPU, Ludowego Komisariatu Prawa i Rewolucyjnego Trybunału. Na tym posiedzeniu przeprowadzić tajne postanowienie zjazdu, o jak najszybszym, bezwzględnym i zdecydowanym przejęciu cerkiewnych klejnotów, szczególnie z samych bogatych ławr, monasterów i cerkwi. Im więcej przedstawicieli reakcyjnego duchowieństwa i burżuazji uda nam się przy okazji rozstrzelać, tym lepiej”.

W celu dalszych działań w kwestii wykonania tajnej uchwały zjazdu Lenin nakazywał powołać specjalną komisję, w której obowiązkowy udział powinni wziąć tow. Kalinin i tow. Trocki. Komisja miała działać tajnie, bez żadnych pisemnych śladów o swojej działalności. Wszelkie operacje muszą być prowadzone nie w imieniu komisji, ale w ogólnopaństwowym i ogólnopartyjnym porządku.

Wkrótce zaczęła się grabież cerkiewnych „kosztowności”, a rewolucyjne trybunały zaczęły skazywać na śmierć duchownych.

http://nczas.info/2025/11/02/kto-podjal-decyzje-o-unicestwieniu-cerkwi/

#bolszewicy #komunizm #zsrr

9

W 1938 r. Stalin, dla zatarcia śladów po Wielkim Terrorze, polecił zlikwidować kierownictwo NKWD. Chciał je obciążyć odpowiedzialnością za tę zbrodnię. Przy okazji skonstatował, że znaczną jego część stanowili Żydzi. Przy czym rzecz nie dotyczyła tylko Moskwy, ale zdecydowanej większości republik, krajów i obwodów wchodzących w skład ZSRR. Stalin polecił usunąć Żydów z kierownictwa NKWD wszystkich szczebli.

Operacja ta przeciągała się. O ile w 1936 r. Żydzi stanowili 39,09 kadry kierowniczej NKWD, to dopiero w 1939 r. ich ilość została ograniczona do 3,92 proc. Stalin postanowił fakt „nadreprezentacji” Żydów w organach bezpieczeństwa utajnić i nie podnosić w propagandzie. Nakazał też nie akcentować „dorobku” Żydów w budownictwie komunizmu w ZSRR. Od końca lat dwudziestych minionego wieku polecił on budować mit „Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej” jako dzieła uciemiężonych przez carat narodów Rosji. Chciał, żeby na ich czele stali przedstawiciele tytularnej nazwy imperium, czyli Rosjanie.

Tymczasem w powszechnej opinii rosyjskiego ludu owa „Wielka Socjalistyczna…” była dziełem Żydów. Dla niego teza ta stanowiła kamień obrazy. Nie mógł zaakceptować poglądu, że autorami przewrotu bolszewickiego i zbudowania od podstaw ZSRR są Żydzi. Faktów jednak nie dawało się ukryć. „Biała” emigracja wciąż bębniła o udziale Żydów w budownictwie komunizmu w ZSRR. Przypomnijmy więc niektóre fakty.

Udział Żydów w przewrocie bolszewickim, wojnie domowej i rozpoczęciu budowy komunizmu w ZSRR w samym Związku Radzieckim, był publiczną tajemnicą. Oficjalnie nie wolno było o tym pisać i mówić. Od zakończenia Wielkiego Terroru i oczyszczenia kierownictwa NKWD z funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego, zakazał wspominać o tym, że w Związku Radzieckim Żydzi odgrywali jakąś większą rolę. Owszem, nie kwestionował, że mieszkali w nim, tworząc mniejszość narodową, ale jedną z wielu, a nie tytularną i najważniejszą. Doskonale wiedział, że „biała” emigracja, poprzez wszelkie dostępne jej media, kształtuje obraz bolszewickiej Rosji jako kraju opanowanego przez Żydów. Na pewno wywiad poinformował go o twórczości Wasilija Szulgina, którego znał jeszcze z Piotrogrodu jako współtwórcę Rządu Tymczasowego, który w 1923 r. uniknął „sowieckiej sprawiedliwości” i schronił się na emigracji.

W 1927 r. wydał on we Francji dziełko o rosyjskich Żydach zatytułowane: „Szto nam w nich nie nrawitsa?”. Wytłumaczył w nim, dlaczego rosyjska emigracja nie lubi Żydów. Pisze m.in.: „Nie podoba się to, że wzięliście zbyt znaczący udział w rewolucji, która okazała się największym kłamstwem i oszustwem. Nie podoba nam się to, że staliście się kręgosłupem i trzonem partii komunistycznej. Nie podoba się to, że opierając się na wytrwałości i woli, utrwaliliście i umocniliście na nadchodzące lata najbardziej szalone i najkrwawsze przedsięwzięcie, jakie zna ludzkość od dnia stworzenia. Nie podoba się to, że eksperyment ten został przeprowadzony po to, by wcielić w życie nauki Żyda Karola Marksa”. Nie były to główne zarzuty, jakie Szulgin wytoczył rosyjskim Żydom. Szulgin oskarżył ich przede wszystkim o to, że całą tę rewolucję czy wielki socjalistyczny eksperyment przeprowadzili na „rosyjskim ciele i że (…) Rosjanie (…) ponieśli z tego powodu niewyobrażalne straty. Nie podoba nam się to, że wy, Żydzi, względnie niewielka grupa w obrębie narodowości rosyjskiej uczestniczyliście tym potwornym dziele, w stopniu zupełnie nieproporcjonalnym do waszej liczby”.

Byli trzonem i kręgosłupem

Ilość Żydów mieszkających we wszystkich republikach włączonych do ZSRR nieoficjalnie nie była duża, ale rosła. Z oficjalnych danych wynika, że w 1897 r. w europejskiej części Rosji, która weszła w skład RSFSR mieszkało 106 tys. Żydów, a w 1925 r. ich liczba wynosiła już 544 tys. W Moskwie np. w 1912 r. żyło 6,4 tys. Żydów, a w 1933 r. ich ilość zwiększyła się czterdziestokrotnie, osiągając liczbę 241,7 tys. Ludność samej stolicy zwiększyła się tylko dwukrotnie z 1 mln 618 tys. do 3 mln 663 tys. osób. Zwiększająca się ilość Żydów, osiedlających się w stolicy, wynikała zapewne z faktu, że znajdowali oni pracę w centralnych instytucjach władzy państwowej. Rosyjscy Żydzi poparli bowiem bolszewicki przewrót. Ich ilość w partii komunistycznej systematycznie rosła. W 1922 r. ilość Żydów, należących do Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) wynosiła 20 tys. osób, co stanowiło 5,2 proc. ogółu jej członków. W 1923 r. na XI Zjeździe partii bolszewików odsetek delegatów żydowskiego pochodzenia wynosił już 14,5 proc.

Największy odsetek członków partii bolszewickiej Żydzi tworzyli w republikach zamieszkałych przez społeczność żydowską. Białoruska Komunistyczna Partia (bolszewików) np. w jednej czwartej składała się z Żydów. Nie byli oni w niej, ani innych republikańskich instancjach partii szarymi członkami. Byli jej „trzonem i kręgosłupem”. Jak pisze Yuri Slezkine w swojej pracy „Wiek Żydów”, Pierwszy Wszechrosyjski Centralny Komitet Wykonawczy, który uchwalił przejecie władzy przez bolszewików i pierwsze jej dekrety i utworzył Radę Komisarzy Ludowych: „składał się ze 101 członków, w tym 62 bolszewików. Wśród tych ostatnich było 23 Żydów, 20 Rosjan, 5 Ukraińców, 5 Polaków, 5 Bałtów, 3 Gruzinów i 2 Ormian”. Według Nahuma Rafalkesa-Nira „(…) wszyscy mówcy, którzy zabrali głos w sprawie przejęcia władzy, a było ich 15, byli Żydami”. Nimi byli też Kamieniew i Swierdłow stojący na czele Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego. Pełnili więc funkcje głów państwa radzieckiego. Swierdłow był też sekretarzem generalnym partii komunistycznej i de facto nią rządził.

Stworzyli bolszewicką propagandę

Pierwsi komisarze zarządzający Piotrogrodem i Moskwą, czyli Kamieniew i Zinowiew, byli Żydami. Podobnie zresztą jak komendanci Pałacu Zimowego i Kremla Grigorij Izakowicz Czudnowski i Jemielian Jarosławski. Ten ostatni stanął też na czele Ligi Wojujących Bezbożników. Głównym organizatorem Armii Czerwonej był Lew Trocki, który nie ukrywał swych żydowskich korzeni. Głównym cenzorem Piotrogrodu, formalnie pełniącym funkcję komisarza ds. druku, propagandy i agitacji był Mojsiej Goldstein. Osobami nadającymi ton tworzącej się dyplomacji byli Adolf Abramowicz Joffe i Karol Radek, właściwie Karol Sobelsohn, pochodzącymi z żydowskich rodzin.

Na konto rosyjskich bolszewików żydowskiego pochodzenia poszło też morderstwo carskiej rodziny w Jekaterynburgu. Jego głównym organizatorem był Jakow Michajłowicz Jurowski, a właściwie Jankiel Chaimowicz Jurowski, wnuk rabina i syn złodzieja, który za cara za lepkie ręce został zesłany na Sybir. Jurowski nie zamordował rzecz jasna carskiej rodziny z własnej inicjatywy. Rozkaz zabicia cara i jego rodziny wydać miał sam Lenin i zlecił jego wykonanie Swierdłowowi. Ten przekazał sprawę Jurowskiemu, którego nie tylko znał osobiście, ale nawet się z nim przyjaźnił. Był on najpierw członkiem Rady Uralu, następnie zastępcą komisarza sprawiedliwości Rządu Uralu. Następnie objął funkcję przewodniczącego Komisji Śledczej przy Trybunale Rewolucyjnym Czeka. Nie był on jedynym Żydem uczestniczącym w morderstwie Romanowów. Wspomagała go również Szaja Gołoszczekina komisarz uralskiego okręgu wojskowego.

Żydzi nie zajmowali się rzecz jasna tylko carobójstwem. Swoje usługi na rzecz budowy socjalizmu w ZSRR oddało wielu wybitnych żydowskich artystów. Zwłaszcza plastyków, którzy zostali wprzęgnięci do propagandy nowego ustroju. Natan Altman był projektantem pierwszej flagi radzieckiej, godła, oficjalnych pieczątek i znaczków pocztowych, czyli zewnętrznej symboliki bolszewickiej państwa. Jego dziełem była też oprawa plastyczna festiwalu, mającego upamiętnić pierwszą rocznicę przewrotu bolszewickiego, którą zaczęto powoli traktować jako socjalistyczną rewolucję październikową. Użył dla udekorowania placu przed Pałacem Zimowym i nadania mu imperialnego, ale bolszewickiego charakteru, jak przypomina Yuri Slezkine „14 kilometrów płótna i olbrzymich czerwonych, zielonych i pomarańczowych kubistycznych płaszczyzn”. Altman został też szefem „Leninowskiego Planu Propagandy Monumentalnej”. To on również przyczynił się do uczynienia z Lenina bolszewickiego świętego. To on stworzył całą artystyczną ikonografię tej postaci, która trafiła w postaci różnorakich kopii do najdalszych zakątków bolszewickiego imperium.

Natan nie był rzecz jasna jedynym wybitnym żydowskim artystą, który oddał swój talent na rzecz bolszewików. W kreowaniu rewolucji październikowej jako wydarzenia przełomowego dla ludzkości pomógł Stalinowi także El Lisicki na Zachodzie bardziej znany jako El Lissitzy, urodzony w żydowskiej rodzinie w Poczinoku jako Łazar Markowicz Lisicki, malarz, grafik, architekt, typograf i fotografik. Od 1921 r. był profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Moskwie. To on wymyślił tzw. „prouny” (będące skrótem od nazwy „projekta utwierżdienija nowego”). Jednym z nich był projekt „podiów Lenina”, czyli ogromnych pochyłych wież, które w myśl jego założenia miały dominować nad placami miejskimi. Był autorem też wielu rewolucyjnych plakatów. W latach 1923–1925 Lisicki zaprojektował tzw. Wygładzacz Chmur – czyli zespół nowoczesnych, oszklonych wieżowców w Moskwie.

Stali się patronami placów, ulic

Dzięki niezręcznej polityce władz radzieckich mieszkańcy wielu rosyjskich miast zaczęli żyć w przestrzeni, której patronami byli rewolucyjni bohaterowie niemal wyłącznie żydowskiego pochodzenia. W Piotrogrodzie Plac Pałacowy przed Pałacem Zimowym został przekształcony na Plac Urickiego, Pałac Taurydzki także otrzymał imię wielkiego księcia Siergieja Aleksandrowicza nazwano Pałacem Nechamkesa; Nabrzeże Admiralicji i Aleję Admiralicji nazwano imieniem Semena Nachimsona. Imię Zinowiewa otrzymał uniwersytet. Carska rezydencja w Gatczynie na cześć Trockiego, przemianowanego na Trock. Pawłowsk przechrzczono na Słuck na cześć żydowskiej komunistki pomniejszego sortu.

Przemianowanie nazw placów i ulic na cześć głównie żydowskich bohaterów bolszewickiego przewrotu nie dotyczyła rzecz jasna tylko Piotrogrodu, ale wszystkich ośrodków rewolucji. Nadanie miastu, w którym zamordowano cara, imieniem Swierdłowa jednego z organizatorów jego zabójstwa, jest tego klasycznym przykładem.

Oczywiście Rosjanie najbardziej nienawidzili katów z NKWD, spośród których ci żydowskiego pochodzenia wyróżniali się najbardziej. Przez okres największego terroru, gdy organy bezpieczeństwa były najbardziej opresyjne, stanowili znaczącą część kadry kierowniczej. Yuri Slezkine przyznaje, że największą rolę odgrywali oni w pierwszych latach funkcjonowania bolszewickiego państwa. Zaangażowanie ideologiczne i wykształcenie wyróżniało ich i windowało w górę. Pisze, że: „W 1918 r. 65,5 proc. wszystkich zatrudnionych w niej (WCzK) Żydów było »funkcjonariuszami odpowiedzialnymi«. Żydzi stanowili 19,1 proc. wszystkich śledczych aparatu i 50 proc. śledczych, zatrudnionych w wydziale ds. zwalczania kontrrewolucji”.

Ilość Żydów w bolszewickim aparacie terroru bynajmniej nie malała, gdy Związek Radziecki okrzepł. Wystarczy sięgnąć do przewodnika zatytułowanego „Kto Rukowodił NKWD 1934–1941”, by się o tym przekonać. Dla pełnej jasności trzeba nadmienić, że nie wydała go jakaś antysemicka, nacjonalistyczna organizacja, ale prześladowane przez Putina Towarzystwo „Memoriał”. Z dokonanych przez autorów zestawień wynika, że w 1934 r. pracowało w NKWD na najwyższych stanowiskach kierowniczych 37 Żydów, co stanowiło odsetek 38,54 proc. ogółu tej kadry. Rosjan w tamtym czasie na najwyższych stanowiskach było zatrudnionych 30 i ich udział w „wierchuszce” stanowił 31,25 proc. W 1936 r. odsetek Żydów w ścisłym kierownictwie jeszcze wzrósł. Pracowało ich 43, co stanowiło 39,9 proc. Rosjan było zatrudnionych 33, co stanowiło 30 proc. Dopiero w drugiej połowie 1938 r. odsetek Żydów w najwyższym kierownictwie NKWD zaczął maleć. Pracowało ich w nim 32, co stanowiło 21,33 proc. Rosjan zatrudnionych było wtedy 85, co stanowiło 56,67 proc.

Oczywiście Żydzi nie pracowali tylko na najwyższych stanowiskach. Pracowali we wszystkich oddziałach republikańskich, obwodowych i rejonowych.

Nie wszyscy Żydzi w Rosji popierali także budowę komunizmu. Moisieja Urickiego zastrzelił żydowski poeta Leonid Kannegiser. Zrobił to, mszcząc się za śmierć swojego przyjaciela Parelewejga, także Żyda, którego Unicki miał osobiście przesłuchiwać.

http://nczas.info/2025/09/06/tuszowanie-roli-zydow/

#zydzi #nkwd #bolszewicy #komunizm #stalin

11

Wybory w Rumunii. Ludzie nie chcą rozmawiać z ankieteraminczas.info

W powtórzonych wyborach prezydenckich w Rumunii do godz. 15 czasu polskiego zagłosowało ponad 6,4 mln osób, ale po porannym zrywie frekwencja na terenie Rumunii utraciła tempo. Według portalu Hotnews.ro służby socjologiczne alarmują, że wyborcy nie chcą udzielać im odpowiedzi o preferencjach.

Zdjęcie

O godz. 15 czasu polskiego ( godz. 16 w Bukareszcie) frekwencja w lokalach na terytorium kraju osiągnęła poziom 31,72 proc., podczas gdy o tej samej porze w listopadowych wyborach, które zostały później unieważnione, była nieco wyższa – 33,67 proc. Jeszcze w południe frekwencja była wyższa niż w listopadzie.

Cały czas utrzymuje się jednak wysoki poziom uczestnictwa w wyborach za granicą, gdzie mieszka ponad 6 mln obywateli rumuńskich i gdzie głosowanie trwa już od piątku. Po południu liczba wyborców, którzy oddali głos, była o ok. 200 tys. wyższa niż w listopadzie (637 tys. wobec 437 tys.)

Media informują również, powołując się na sondażownie, że operatorzy przeprowadzający w dniu głosowania badania exit poll skarżą się na wysoki odsetek odmów. „Mamy 50 proc. odmów” – powiedział w telewizji Antena 3 CNN przedstawiciel jednego z ośrodków badań.

To podobna sytuacja do tej, która miała miejsce w listopadzie. Według socjologów wysoki odsetek odmów zazwyczaj wskazuje na głosowanie protestu. W listopadzie różnica ta była na tyle duża, że do II tury przeszli inni kandydaci niż ci, na których wskazywały badania exit poll.

W mediach pojawiła się – niepotwierdzona jednak oficjalnie – informacja o atakach hakerskich DDoS na strony niektórych rumuńskich instytucji. Donosili o nich m.in. dziennikarze i blogerzy, wskazując na rosyjską grupę hakerską. Według ministerstwa spraw wewnętrznych nie doszło do ataku hakerskiego. Jak widać siły postępu nadal próbują nabrać ludzi na ten tani chwyt z „ruskimi hakierami”.

Na listach wyborczych znajdują się nazwiska 11 kandydatów. Według sondaży do II tury mają szanse przejść: George Simion, szef prawicowej partii AUR (Związek na rzecz Jedności Rumunów), Crin Antonescu, liberał wspierany przez koalicję rządzącą, startujący jako niezależni burmistrz Bukaresztu Nicusor Dan i były premier z ramienia socjaldemokratów Victor Ponta.

W wyborach startują także: Elena Lasconi, liderka centroprawicowej partii USR (Związek Ocalenia Rumunii), Cristian Terhes z Rumuńskiej Narodowej Partii Konserwatywnej, Marcela Sandru (Humanistyczna Partia Socjalno-Liberalna), Sebastian Popescu z Partii Nowej Rumunii, Silviu Predoiu z Partii Ligi Akcji Narodowej oraz kandydaci niezależni John-Ion Banu-Muscel i Petru Funeriu.

Tuż po zamknięciu lokali wyborczych o godz. 21 (godz. 20 czasu polskiego) oczekiwane jest publikacja wyników sondaży exit poll.

Jeśli zwycięzca wyborów nie zostanie wyłoniony w pierwszej turze, druga odbędzie się po dwóch tygodniach – 18 maja.

Niedzielne wybory są powtórnym głosowaniem. Odbywają się po tym, gdy w grudniu ub. r. Sąd Konstytucyjny unieważnił pierwszą turę wyborów prezydenckich z 24 listopada 2024 r. Przyczyną tej decyzji były zarzuty wobec jednego z kandydatów – Calina Georgescu, który zdobył wówczas pierwsze miejsce – o nadużycia w kampanii i złamanie zasad uczciwej konkurencji wyborczej, a także wsparcie ze strony „aktora zewnętrznego” (Rosji). Nie przedstawiono na to żadnych dowodów, ale kogo w „demokracji walczącej” dzisiaj obchodzą jakieś dowody…

http://nczas.info/2025/05/04/wybory-w-rumunii-ludzie-nie-chca-rozmawiac-z-ankieterami/

#demokracjawalczaca #eurokolchoz #bolszewicy #rumunia #wybory #rumunia

14

„Tysiące trupów, wszystkie w mundurach oficerów polskich…” 13 kwietnia 1943 roku świat dowiedział się o Katyniukresy.pl

Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej obchodzony jest corocznie 13 kwietnia – w rocznicę ogłoszenia przez Niemców w 1943 roku informacji o odkryciu masowych grobów polskich oficerów w Lesie Katyńskim.

To 13 kwietnia 1943 roku świat po raz pierwszy oficjalnie usłyszał o jednej z najstraszniejszych zbrodni dokonanych na narodzie polskim przez sowieckie NKWD w 1940 roku.

Wiosną 1943 roku, po klęsce Niemców pod Stalingradem, propaganda III Rzeszy postanowiła wykorzystać tę zbrodnię do rozbicia jedności aliantów. Choć już w 1942 roku Niemcy uzyskali informacje o grobach w Katyniu od miejscowej ludności, dopiero na przełomie stycznia i lutego 1943 roku dowództwo III Rzeszy zdecydowało się zająć sprawą.

29 marca 1943 roku wydano rozkaz rozpoczęcia ekshumacji. Pracami kierował prof. Gerhard Buhtz, dyrektor Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, a zarazem główny lekarz sądowy Armii „Środek”. Do 11 kwietnia 1943 roku – kiedy do Katynia przyjechała pierwsza polska delegacja – jego zespół wydobył ciała 160 osób, w tym generałów Bronisława Bohaterewicza i Mieczysława Smorawińskiego. Prace prowadzono w Smoleńsku i Katyniu, wykorzystując także relacje okolicznej ludności.

Do przyjazdu drugiej polskiej delegacji, 16 kwietnia 1943 roku, Niemcy wydobyli 412 zwłok zamordowanych oficerów.

11 kwietnia 1943 roku agencja Transocean rozpowszechniła wiadomość o odkryciu masowych grobów. Dwa dni później, 13 kwietnia, Niemcy zorganizowali konferencję prasową w Berlinie. Rozpoczęto organizowanie wizyt w Katyniu – wśród zaproszonych byli polscy oficerowie z oflagów, zagraniczni dziennikarze i przedstawiciele organizacji humanitarnych.

Pod naciskiem niemieckich władz Polski Czerwony Krzyż wysłał do Katynia komisję techniczną. Jej prace trwały od 17 kwietnia do 7 czerwca 1943 roku. Ofiary identyfikowano na podstawie znalezionych przy nich dokumentów. Równolegle, w dniach 28–30 kwietnia, działała Międzynarodowa Komisja Lekarska, złożona z 12 ekspertów z krajów okupowanych przez Niemcy oraz Szwajcarii.

Po ujawnieniu zbrodni katyńskiej Niemcy zaproponowali dziennikarski wyjazd do Katynia także Józefowi Mackiewiczowi, który udał się tam w maju 1943 roku. Wywiad z nim opublikował potem „Goniec Codzienny”. Mackiewicz tak relacjonował to, co zobaczył:

„Smoleńsk, który widziałem, Katyń, zbrodnie, trupy, ruiny, bolszewizm, który sam przeszedłem, i listy, listy dzieci do swych ojców, zaczynające się od słów: «Kochany Tatusiu» czy «Kochany Ojczulku», wydobywane dziś ze stosów sprasowanych, cuchnących ciał, z tej mazi śmierci lub na wpół zasuszonych mundurów polskich… Tak, wszystko to razem wytwarza jakby długi łańcuch asocjacji, myśli, refleksji, zapadających głęboko w duszę. […] Czy widziałem! Straszliwy odór przyprawił mnie w pierwszej chwili o mdłości, zanim całym wysiłkiem woli zdołałem się opanować. Poszliśmy ścieżką usianą wydobytymi już rzędami trupów i tam, za grubą sosną, za wałem świeżo wykopanego piasku, spojrzałem w dół. […] Straszne. Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie i przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące, i wszystkie w mundurach oficerów polskich…”

Wyniki ekshumacji jednoznacznie wskazywały, że ofiary zostały zastrzelone z broni krótkiej kalibru 7,65 mm strzałem w tył głowy. Niemiecka dokumentacja „Amtliches Material zum Massenmord von Katyn” opublikowana we wrześniu 1943 roki zawierała raport Buhtza, relacje świadków i szczegółowe zdjęcia.

Związek Radziecki przez dekady zaprzeczał odpowiedzialności za zbrodnię, zrzucając winę na Niemców. Dopiero 13 kwietnia 1990 roku, po pięćdziesięciu latach, Michaił Gorbaczow oficjalnie przekazał prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu dokumenty NKWD, potwierdzające odpowiedzialność ZSRR.

http://kresy.pl/kresopedia/tysiace-trupow-wszystkie-w-mundurach-oficerow-polskich-13-kwietnia-1943-roku-swiat-dowiedzial-sie-o-katyniu/

#Polska #katyn #rosja #bolszewicy #zbrodnia #mordercy

6

Komu są potrzebni „polscy naziści”? Pani ministra wszystko wytłumaczynczas.info

Na pewno polscy naziści przydaliby się Niemcom w latach 40. XX wieku. Niemcy byli inkluzyjni i otwarci na różnorodność, mieli specjalne jednostki SS dla niemal wszystkich narodów, z którymi stykali się podczas wojny. Duże było wzięcie na mundur z podwójnym emblematem strajku kobiet, jednak wśród licznych ochotniczych formacji cudzoziemskich.

Niemcy nie mieli Polaków. Nie było chętnych po naszej stronie ani też specjalnego entuzjazmu po niemieckiej, woleli nas mordować w licznych miejscach straceń, katowniach, obozach koncentracyjnych. Chociaż gdyby wtedy było w Polsce więcej dzisiejszych „europejczyków”, to kto wie? Ciekawe, czy Niemcom udałoby się sformować z nam współczesnych kolaborantów pełnoetatową dywizję SS. Wtedy jednak nie dało się tego zrobić i Polacy jako naród i państwo masowo nie poszli na kolaborację.

Zdjęcie

Cierpią z tego powodu mieszkańcy kraju Polin. Tak pragną zasłużyć na uznanie swych zachodnich mistrzów, i tak bardzo chcą wywyższyć się nad tożsamościowych Polaków, że oskarżą nas o wszystko, choćby o nazizm, obozy śmierci i Holokaust. Oskarżyliby nas zresztą o cokolwiek, byleby tylko jeszcze bardziej dopiec i poniżyć tych znienawidzonych ludzi, pośród których zmuszeni są mieszkać i których języka muszą używać. Okażmy im nieco współczucia, empatycznie wczujmy się w ich emocje.

Idą na ten przykład ulicą, patrzą, a tu – Polacy! To straszne! Przechodzą obok takiego dziwnego budynku, przez miejscowych zwanego kościołem, a tam – katolicy! Zgroza! Wejdą do jakiegoś lokalu na sojowe latte, i co widzą? Białych! Koszmar! Wydostaną się poza swoje lofty i rezydencje, i co napotkają? Normalność! Tego już za wiele, to się musi skończyć, tu jest stanowczo za dużo tych … i tu szukają największej obelgi, jaką ich lewackie umysły są w stanie pojąć, i po chwili pamięć podpowiada najgorsze słowo: nazista! I wtedy – Heureka! Lewacki umysł pojął! Tu jest za dużo nazistów! Trzeba to zmienić! Nasycić różnorodnością, wymieszać kulturowo z imigrantami, zdepopulować! Pamiętają z własnych tradycji rodzinnych, jak to dziadkowie nauczali, co trzeba tu zrobić. Tak, dziadek to był ktoś, on zmienił nazwisko, on dużo wiedział, Talmud cytował z pamięci, to był mądry człowiek. Nie to, co dziś, w tych czasach upadku, gdy z pamięci już nie potrafią, z kartki muszą czytać.

Pani ministra wszystko wytłumaczy

Tak więc Polacy dowiedzieli się, że była sobie kiedyś II Wojna Światowa, gdy Niemcy okupowali Polskę, a polscy naziści zbudowali obozy, najpierw pracy, potem masowej zagłady. Rozbiór logiczny tego zdania pozwala stwierdzić, że Niemcy i naziści to dwie różne grupy, że niemiecka okupacja była chyba dość wolnościowa, skoro polscy naziści nie byli Niemcami i mogli budować obozy. Polacy dowiedzieli się o tym nieco przypadkiem, dzięki przeciekom z międzynarodowej konferencji. Impreza odbyła się w Krakowie w dniach 27 i 28 stycznia z okazji 80 rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau. Warto podkreślić, że całe obozowe przedsięwzięcie od początku było organizowane przez Niemców, aby przetrzymywać i likwidować tam Polaków, Żydzi jako więźniowie dotarli tam później.

Konferencja, jak czytamy na stronach rządowych, to część większego projektu, trwającego od 2008 r. Takie konferencje organizowane są co dwa lata, spotykają się na nich edukatorzy historyczni z Izraela, Niemiec i Polski, zrzeszeni w organizacji Education International, i wymieniają się doświadczeniami i pomysłami na nauczanie o Holokauście, antysemityzmie i faszyzmie. W tym roku konferencja zorganizowana była przez Związek Nauczycielstwa Polskiego, a oprócz nauczycieli szkolnych zostali też zaproszeni międzynarodowi edukatorzy historyczni, zatrudniani w muzeach i miejscach pamięci. Tytuł konferencji był znamienny: „My jesteśmy pamięcią. Nauczanie historii to nauka rozmowy”.

To też można rozbierać logicznie i poddawać interpretacji. Z całości można wywnioskować, że było to zebranie specjalistów od nauczania o Holokauście, faszyzmie i antysemityzmie, że ta zebrana grupa sobie rozmawia i ustala, co ma być pamięcią historyczną, która następnie będzie nauczana w szkołach, muzeach i miejscach pamięci. Takie rozumienie nauki zgadza się ze współczesnym, postmodernistycznym paradygmatem konstruktywizmu. Wszystko jest konstruktem społecznym, prawda obiektywna nie istnieje, jest tylko narracja, ustalana w procesie dyskursu, który kończy się konsensusem. Konferencja była sponsorowana przez niemiecką Fundację Friedricha Eberta, więc kształt konsensusu nie powinien nikogo dziwić. A jednak zadziwił, ale nie na tamtej sali.

Znowu te złe białe mężczyzny…

Strona polska (w sensie technicznym) reprezentowana była przez osoby oficjalne – Ministra Edukacji Narodowej Barbarę Nowacką, prezesa ZNP Sławomira Broniarza, oraz osoby naukowe wygłaszające referaty. Pani minister wygłosiła mowę, w której padły właśnie te słowa o polskich nazistach, budujących obozy śmierci. Zdziwiło to wielu ludzi w Polsce, choć nie powinno. Znać, jak mało dobroludziści wiedzą o lewackim myśleniu, ukształtowanym przez neomarksizm do spółki z postmodernizmem. Prawdą nie są fakty, ale ich interpretacje, a sprawcą zła zawsze jest biały, heteroseksualny mężczyzna, katolik, Polak.

Nie są chyba też Polacy świadomi narracji tworzonej zgodnie przez historyków i polityków z pewnych krajów, przenoszącej odpowiedzialność za Holokaust na Polaków, czego wyrazem była sprawa Jedwabnego. Czyżby też nasi rodacy zapomnieli już o ustawie Kongresu Stanów Zjednoczonych nr 447, popierającej roszczenia majątkowe do Polaków? To, że teraz nic się z tym nie dzieje, nie znaczy, że nie będzie. Polacy postawili opór, powstał duży ruch Stop 447, wypadało na pewien czas sprawę odłożyć. Jakim wielkim prezentem dla roszczeniowców byłoby obarczenie Polaków odpowiedzialnością za Holokaust?

Winny nie może się bronić ani korzystać z owoców swojej zbrodni. A jeśli ktoś niesłusznie obwiniany uwierzy w swoją winę, sam podda się karze. Jeśli Polacy uwierzą, że to ich przodkowie budowali obozy zagłady, uwierzą też w ich odpowiedzialność za śmieć milionów. Wówczas skruszeni sami oddadzą swą własność w obce ręce, aby tylko zwolnić się z odpowiedzialności i oczyścić sumienie. Jeśli jakiekolwiek pokolenie Polaków da się przekonać, że Polacy zrobili Holokaust, to do końca świata się nie wypłacą i nie oczyszczą się z winy. Czy jest lepszy sposób, aby Polacy w to uwierzyli niż powszechne nauczanie w szkołach? Na konferencji wszak była pani Minister Edukacji, pan prezes ZNP, czyli głównego związku nauczycieli w Polsce. Resort edukacji pracuje usilnie nad całkowitą rewolucją w polskiej szkole, tak aby była dopasowana do szkoły unijnej.

Ta edukacyjna przemiana zapowiadana jest na 2026 rok, i w tym samym czasie Polska ma wejść do unijnego Europejskiego Obszaru Edukacyjnego. Kto nam zagwarantuje, że z ust osoby identyfikującej się jako ministra edukacji nie usłyszymy założeń nowej nauki historii? Kto nas zapewni, że po zmianach wszystkie polskie dzieci nie będą uczone o polskich nazistach? A nawet jeśli zapewni, na jakiej podstawie mamy ufać? Pani minister Nowacka, pani wiceminister Lubnauer, pan premier Tusk orzekli, że czytana z kartki wypowiedź była przejęzyczeniem, więc nikt nie powinien się czepiać, nadal zmieniamy Polskę. Polacy, nic się nie stało, gramy dalej. Rząd pokazał swój konstruktywizm, narracja na miarę Monty Pythona.

To nie jedyne osiągnięcie tego resortu. Forsowanie Edukacji Włączającej, wykreślenie prac domowych, jednej piątej wiedzy, tożsamościowych lektur, HiT-u, ograniczenie religii, likwidacja WDŻ, wprowadzenie unijnej edukacji obywatelskiej i edukacji seksualnej, realizującej cele depopulacyjne WHO (na świecie jest za dużo nazistów, czyli po lewacku normalnych ludzi). To wszystko coś mocno podobne do niemieckiego Generalplan Ost z 1941 r. Tam też była promocja aborcji, antykoncepcji, redukcja wiedzy, usunięcie wszystkiego, co polskie.

Co więc my, Polacy możemy zrobić z takimi wyzwaniami i zagrożeniami? Blokować wszelkimi sposobami reformę edukacji w 2026 roku; naciskać na obecną opozycje, aby po dojściu do władzy cofnęła zmiany Nowackiej do stanu z grudnia 2023 r. ; dbać o dobrą edukację i wychowanie swoich dzieci, nie dać ich ogłupić i zdeprawować; podjąć współpracę z oddolnymi organizacjami, które już działają, np. Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, Nauczyciele dla Wolności, Rodzice Chronią Dzieci. I nade wszystko prędko zacząć odtwarzać elitę organiczną narodu i zacząć budowę trwałego poparcia społecznego dla przyszłego rządu narodowego.

http://nczas.info/2025/02/15/komu-sa-potrzebni-polscy-nazisci-pani-ministra-wszystko-wytlumaczy/

#Polska #usmiechnietapolska #lewactwo #bolszewicy #zydzi #antypolonizm

16

„Mamy rok 1950, czy 2025?”. PiS, PO i Lewica upamiętnią bolszewickich „bohaterów” w Sejmie [VIDEO]x.com

PiS, PO i Lewica upamiętni w Sejmie bolszewickich liderów rewolucji z 1905 roku. Poinformował o tym poseł Konfederacji Bronisław Foltyn.

„Jestem na Komisji Kultury i przecieram oczy ze zdumienia. Platforma z przystawkami właśnie proceduje Uchwałę oddającą cześć »bohaterom« Rewolucji 1905 roku” – napisał w środę na X poseł Konfederacji Bronisław Foltyn.

Zdjęcie

„Przypominam, że najważniejsi »bohaterowie« tej rewolucji, to: Włodzimierz Lenin, Lew Trocki i Róża Luksemburg” – podkreślił poseł Foltyn.

Poseł dodał, że poseł Joanna Lichocka „zadeklarowała właśnie, że PiS poprze uczczenie tych »bohaterów« przez Sejm RP”.

„Gdzie My żyjemy? Mamy rok 1950, czy 2025?” – pytał Foltyn.

„Ostatni wykład na temat tych 'bohaterów’ komunistycznych, który musiałem wysłuchiwać, miał miejsce na lekcji historii, gdy miałem 13 lat czyli gdzieś w okolicach 1987 roku” – zaznaczył.

„Jak oni mają zamiar pogodzić tę uchwałę z ustawą o zakazie propagowania komunizmu? Miałem nadzieję, że Lenin i Luksemburg zniknęli już bezpowrotnie jako patroni naszych ulic, że definitywnie usunięto już pomniki tych »bohaterów«, że za mojego życia nie będę zmuszany już do czczenia komunistów … a jednak się myliłem. To dzieje się naprawdę. Już za kilka dni Sejm RP będzie oddawał część »bohaterom« Rewolucji 1905” – wyznał.

http://x.com/bronislawfoltyn/status/1876993967713042508

W kolejny wpisie zwrócił się do betonowego elektoratu PiS, który nie potrafi nadal – mimo wieloletnich działań tej partii, gdy sprawowała władzę – przyjąć do wiadomości czerwonego nastawienia tego ugrupowania.

„Wiele osób, szczególnie sympatyków @pisorgpl, nie może uwierzyć w to, że PiS z PO i Lewicą będą wspólnie czcili w Sejmie »bohaterów« Rewolucji 1905. No więc zobaczcie to na własne oczy” – napisał, udostępniając nagranie.

Występuje w nim wspomniana Lichocka z PiS.

– PiS popiera projekt uchwały w sprawie upamiętnienia bohaterów rewolucji 1905 roku w 120 rocznicę jej wybuchu. Ja od siebie powiem, że bardzo dziękuję panu posłowi za dobry tekst tej uchwały – powiedziała Joanna Lichocka z PiS.

– Ważne jest, żebyśmy pamiętali o tym – dodała.

– Bardzo dziękuję za tę inicjatywę, ja popieram ten projekt uchwały – podsumowuje.

http://x.com/bronislawfoltyn/status/1877305375713644770

http://nczas.info/2025/01/10/mamy-rok-1950-czy-2025-pis-po-i-lewica-upamietnia-bolszewickich-bohaterow-w-sejmie-video/

#pispojednozlo #lewactwo #komunizm #komunisci #bolszewicy #bolszewizm

19

Zakaz sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi już za 11 latnczas.info

Wariactwo na pełnej k....

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że podtrzyma decyzję UE o zakazie sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 roku. Cele dotyczące neutralności klimatycznej samochodów od 2035 r. zostaną utrzymane – podkreśliła.

Na konferencji prasowej zorganizowanej w Strasburgu krótko po tym, jak Parlament Europejski zatwierdził jej drugą kadencję na czele KE, von der Leyen zadeklarowała, że zamierza utrzymać cele dotyczące neutralności klimatycznej samochodów, w tym decyzję UE o zakazie sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi od 2035 r.

„Osiągnięcie tego (celu) będzie oczywiście wymagało trzymania się planu i neutralnej technologii” – powiedziała.

W ramach europejskiego prawa o klimacie i strategii Fit for 55 UE zobowiązała się do zredukowania emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. do 2030 r., także w zakresie transportu. W marcu 2023 r. Rada UE przyjęła nowe przepisy o redukcji emisji CO2 z nowych samochodów osobowych i dostawczych – zgodnie z nimi w latach 2030-2034 emisje z nowych samochodów osobowych miały spaść o 55 proc., a z dostawczych – o 50 proc. Od 2035 r. wszystkie nowe samochody osobowe i dostawcze mają być zeroemisyjne. „Ten cel zostanie utrzymany” – zapowiedziała von der Leyen.

Zadeklarowała też, że w nowej kadencji ma zamiar intensywnie współpracować z tymi, którzy ją popierali, czyli z proeuropejską, proukraińską i propraworządnościową większością w Parlamencie Europejskim. Złożyła podziękowania koalicji w PE złożonej z Europejskiej Partii Ludowej (EPL), socjaldemokratów (S&D) i liberałów (Odnowić Europę), a także Zielonym, którzy udzielili jej poparcia. Jak zauważyła, w 2019 r. jej kandydatura na szefową Komisji uzyskała w PE tylko dziewięć głosów ponad wymaganą większość, a tym razem było to ponad 40 głosów. „To daje duże poczucie pewności” – skomentowała polityczka.

Na pytanie, czy warto było negocjować z prawicową partią Bracia Włosi premierki Giorgii Melonii, którzy ostatecznie nie poparli jej w głosowaniu w europarlamencie, odpowiedziała, że jej zdaniem było to właściwe podejście.

Podobnie jak we wcześniejszej debacie z eurodeputowanymi także na spotkaniu z dziennikarzami von der Leyen podkreśliła, że UE musi być mocniejsza, zarówno pod względem obronności, niezależności i współpracy z sojusznikami, jak i pod względem wzmacniania demokracji, która „dziś jest atakowana z zewnątrz i od wewnątrz”.

http://nczas.info/2024/07/18/zakaz-sprzedazy-nowych-samochodow-z-silnikami-spalinowymi-juz-za-11-lat/

#eurokolchoz #zielonylad #lewactwo #bolszewicy #samochody #motoryzacja

8

Euro-komunistom bardzo brakuje pieniędzy. U progu bankructwa trwa balnczas.info

Po kolejnych igrzyskach dla euro-ludu – tych w postaci masowych „demokratycznych” wyborów do parlamentu UE oraz piłkarskich igrzysk w Niemczech – w Europie nadchodzi czas ekonomicznej i finansowej prawdy. Przede wszystkim prawdy dla już ogromnie zadłużonych największych państw euro-sowchozu.

Zdjęcie

Piłkarscy kibice nadal bawią się i emocjonują na mistrzostwach w Niemczech, a inni „obywatele Unii Europejskiej” m.in. na występach estradowych gwiazdek. Tymczasem czerwcowe dane z gospodarek krajów UE okazują się generalnie jeszcze słabsze niż miesiąc wcześniej. Wstępne odczyty wskaźników PMI za czerwiec – te dla przemysłu i te dla sfery usług – okazały się ponoć „sporym rozczarowaniem”. Gorzej od wcześniejszych prognoz wypadły między innymi dane z gospodarki Niemiec, ale też z Francji i z tzw. strefy waluty euro jako całości.

Wskaźnik PMI dla przemysłu całej tej strefy wyniósł raptem 45,6 pkt. – wobec oczekiwanych wcześniej 47,9 pkt. i 47,3 pkt. odnotowanych w maju. Trwa więc recesja bądź stagnacja w przemyśle, budownictwie i transporcie większości krajów euro-sowchozu. W niemal całej Europie nadal maleje poziom faktycznych inwestycji i produkcji przemysłowej oraz produkcji rolnej, a nadal rośnie unijna i krajowa biurokracja, liczba urzędników i ich milionów ingerencji w prace i plany firm. Nieustannie rośnie także poziom wydatków niemal wszystkich rządów i urzędów krajów UE na wszelakie „świadczenia socjalne”, na kilkadziesiąt milionów imigrantów, azylantów i „uchodźców” wszelkich kategorii, na szaloną i marnotrawną „politykę klimatyczną” itp. wynalazki, eksperymenty i radosne „projekty” wszelakiej złodziejskiej lewicy i euro-komuny – rządzącej w niemal wszystkich krajach UE i w samej unijnej Brukseli. Każdego dnia rosną więc długi 27 krajów członkowskich UE i samych władz UE.

Przypomnijmy: dług publiczny coraz bardziej socjalistycznej i etatystycznej Republiki Francuskiej już zbliża się do poziomu 3300 miliardów euro, dług państwowy Niemiec przekroczył już jesienią ub. roku poziom 2500 miliardów euro, a dług już finansowo zrujnowanego „postępowego” państwa włoskiego przekroczył poziom 3000 miliardów euro i aż 147 proc. włoskiego PKB. Tylko niewiele lepiej jest pod tym względem (w proporcji do ich PKB) w euro-socjalistycznej Hiszpanii, Portugalii i Belgii. Wiele wskazuje na to, że republika włoska, obecnie chyba najbardziej zagrożona finansową upadłością wśród „demokratycznych” republik euro-komuny, jest już w stanie tylko niewiele lepszym niż bankrutująca Grecja w latach 2009-2010. To zapewne dlatego premier „prawicowego” rządu Włoch jest w ostatnich miesiącach tak niezwykle i dziwnie „elastyczna”, ugodowa i już politycznie „poprawna” w swej polityce i retoryce wobec władz i organów UE, USA, Izraela, Rosji i MFW.

Euro-komunistom już bardzo brakuje pieniędzy

Tymczasem rządzącym tzw. Unią Europejską różnym euro-komunistom, tj. post-chadekom z Niemiec i innych krajów, socjalistom, lewicowym liberałom, zielonym i innym lewakom i zboczeńcom, już co najmniej od ubiegłego roku brakuje bardzo dużo pieniędzy, tj. kolejnych setek miliardów euro, na dalsze forsowanie ich „zielonego ładu”, ich „polityki klimatycznej”, socjalnej, imigracyjnej itd. Więc od kilku miesięcy kombinują oni usilnie, aby forsować kolejne „wspólne pożyczki krajów UE”, czyli „wspólne długi”. Już im nie wystarczają dotychczasowe „wspólne długi” – te zaciągnięte w latach 2021-2023 na „rynkach finansowych” (czyli u międzynarodowych lichwiarzy) na ich „plany odbudowy”, tj. na fatalne KPO i inne takie. Należy przypomnieć, że te „wspólne” pożyczki władz UE, w łącznej dotychczasowej wysokości już ponad 870 miliardów euro, będą musieli spłacać wszyscy „obywatele Europy”, tj. obecni i przyszli podatnicy, w tym wszyscy pracownicy najemni, nauczyciele i emeryci. A te „wspólne” pożyczki mają być przeznaczone w większości wcale nie na jakąś faktyczną odbudowę krajów Europy po epoce marnotrawnego biurokratycznego euro-socjalizmu z lat 1994-2023. I po okresie odgórnego ograniczania i zamykania całych sektorów gospodarek w latach 2020-2022. Mają być bowiem przeznaczone na kolejne „transformacje klimatyczne”, energetyczne, „cyfrowe” (tj. kontrolno-inwigilacyjne) itp. „zielone”, „postępowe” i neo-sowieckie cele. Więc teraz rządzący UE euro-komuniści chcą zaciągnąć kolejne wielkie „wspólne pożyczki”, żeby dalej forsować ww. i inne swoje absurdalne i chore projekty. I realizować swoje euro-komunistyczne cele ideologiczne. Ci euro-komuniści, jak np. komisarz Paolo Gentiloni, były wieloletni członek włoskiej partii komunistycznej, a potem „demokratyczno”-postkomunistycznej, nie mówią już przy tym tylko, jak w latach ubiegłych, o euro-obligacjach czy o wielkich pożyczkach na ich „plany odbudowy”, ale domagają się także między innymi „wspólnych narzędzi” do realizacji wspólnych celów „inwestycyjnych”. Tj. kolejnych setek miliardów euro na rozbudowę tzw. przez nich odnawialnych źródeł energii, na „walkę ze zmianami klimatu”, programy socjalne, na „cyfryzację” [tj. powszechną kontrolę i inwigilację ludzi i firm] itd.

Od kilkunastu lat napotykali oni jednak, na nasze szczęście, między innymi na tę trudność, że do roku co najmniej 2020 niemal każde państwo UE, za wyjątkiem ściśle nadzorowanej Grecji i Cypru, starało się trzymać własnych zasad fiskalnych i finansowych, własnego nadzoru nad rynkiem kapitałowym i własnych narzędzi finansowo-oszczędnościowych. A teraz niestety już nie każde. Większość wśród mocno zadłużonych rządów i landów euro-sowchozu wydaje się być już gotowa do tego, jak Grecja w roku 2010, aby oddać się już całkowicie w finansową i długową niewolę unijnej Brukseli, Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, największym bankom i całej euro-komunie, byle tylko szybko dostać z kolejnych „europejskich” pożyczek choć parę miliardów euro na swoje bieżące i coraz większe wydatki. I jakoś dotrwać przy korycie władzy i pieniędzy do końca swej „demokratycznej” kadencji i w kolejnych wyborach wywalczyć kolejny dostęp do budżetowego koryta. Na szczęście dla narodów Europy, od lat oszukiwanych przez rządzących i wielkie media, niektóre rządy i państwa UE, w tym Niemcy, Austria, Holandia, Szwecja i Finlandia (jeszcze na razie) sprzeciwiają się takim żądaniom zaciągania kolejnych wielkich „wspólnych długów”. Obawiają się bowiem, że kiedyś te kolejne „wspólne długi” będą musieli spłacać międzynarodowym lichwiarzom przede wszystkim ich rządy, tj. ich budżety i ich podatnicy. Ponadto wówczas dotychczasowa kredytowa wiarygodność Niemiec czy Holandii „na rynkach” mogłaby znacznie ucierpieć – gdyby te państwa zadłużyły się w ramach UE kolejny raz i na jeszcze większą skalę.

Jedyny finansowy pomysł euro-komuny: nowe i większe podatki

W związku z tym różni euro-komuniści z innych krajów UE niż ci trochę „oszczędni” z ww. krajów (dawniej) germańskich i dziś jeszcze bogatych, w tym przede wszystkim ci z Paryża, Brukseli, Rzymu, Mediolanu czy Madrytu, już mocno kombinują, skąd wziąć i to możliwie szybko kolejne setki miliardów euro rocznie, aby kontynuować i rozwijać swoje „postępowe” projekty „zielone”, imigracyjne itd. Prawdopodobnie myślą przede wszystkim o wprowadzeniu w całym euro-sowchozie „podatku od majątku”. Np. niejaka Julia Cagé, „profesor ekonomii w renomowanym Instytucie Nauk Politycznych w Paryżu radzi zatem, aby szukając źródeł finansowania, nie zapominać o tych, którzy mają dużo więcej pieniędzy od innych: o bogatych i superbogatych w Europie”. Ww. i innym lewakom chodzi głównie o „podatek od wielkich fortun nakładany bezpośrednio przez władze UE”, co by „utrudniło krezusom jego uniknięcie”. – „Musimy to zrobić na szczeblu europejskim, ponieważ nie będzie wielu ludzi, którzy naprawdę chcieliby opuścić obszar Unii Europejskiej z tego powodu” – powiedziała Cagé w rozmowie z niemiecką redakcją Deutsche Welle. I dodała: „Oczywiście wielu bogatych wolałoby nie płacić tego podatku. Ale gdyby to oznaczało utratę obywatelstwa UE, to sytuacja z pewnością byłaby inna. Potrzebne są zatem ścisłe kontrole, sankcje i sprawna administracja finansowa”. Jawohl!

No i już wszystko jasne – trzeba koniecznie przycisnąć i opodatkować bogatych i wycisnąć z nich tyle, ile się da. A jak któryś już nie wytrzyma w tej euro-komunistycznej Unii Europejskiej i pojedzie sobie gdzieś w bardziej wolny świat, to krzyżyk mu na drogę (a raczej nie krzyżyk, lecz żółto-masońsko-żydowskie gwiazdki na niebieskim tle). Wunderbar! Ww. euro-komunistka z Paryża oznajmiła też, że „ludzie zamożni powinni również w większym stopniu uczestniczyć w kosztach walki ze zmianami klimatu”. Bo „wiele badań, w tym te przeprowadzone przez „World Inequality Lab”, wykazało, że bogaci dużo bardziej obciążają środowisko niż biedni”. Gdyż ich „coraz większe samochody, domy, jachty i samoloty prowadzą do znacznie wyższych emisji dwutlenku węgla”. Więc taki „podatek środowiskowy, który zwiększa się wraz ze wzrostem śladu węglowego, pozwoliłby bogatym na bardziej odpowiedni udział w finansowaniu transformacji energetycznej – analogicznie do progresywnego podatku dochodowego, w którym stawki podatkowe rosną wraz z dochodem”. W efekcie „byłby to dobry krok w kierunku większej sprawiedliwości w zakresie kosztów klimatycznych”. No ja, naturlich! Super! Oto typowy sposób myślenia i kombinowania euro-bolszewików płci obojga.

W unijnej Brukseli, Paryżu czy Berlinie są już także rozpatrywane wyższe podatki akcyzowe, wyższy VAT na paliwa, alkohole, papierosy i inne produkty, kolejne „opłaty” ETS i inne. Grozi więc to, że zanim niewypłacalne staną się kiedyś ww. władze niektórych państw i instytucji UE, to w Europie zbankrutują i upadną kolejne miliony firm, gospodarstw domowych i gospodarstw rolnych. Tak to już jest i tak będzie w euro-socjalizmie Unii Europejskiej – tak ukochanym przez setki milionów pokomunistycznych i „demokratycznych” baranów z 27 krajów euro-sojuza. Jednym z bardzo wielu świadectw tych zagrożeń jest np. informacja podana 18 czerwca przez dziennik „Handelsblatt”. Według analizy przygotowanej wspólnie przez firmę doradczą Deloitte oraz Federalne Zrzeszenie Niemieckiego Przemysłu (BDI) już połowa ankietowanych niemieckich przedsiębiorców uważa, że praktycznie już nie da się zatrzymać postępującej deindustrializacji i kurczenia się przemysłu Niemiec, czyli procesu stopniowego zanikania głównych gałęzi przemysłu. W reakcji na te zagrożenia coraz więcej firm niemieckich i innych przenosi swoją produkcję za granicę, gdzie koszty energii, pracy i inne koszty są znacząco niższe, a prawne warunki działalności dogodniejsze. Aż 49 proc. pytanych firm przyznało, że już wyprowadziło część swojej produkcji do innego kraju i zamierza dalej tak postępować. Richtig!

http://nczas.info/2024/07/06/euro-komunistom-bardzo-brakuje-pieniedzy-u-progu-bankructwa-trwa-bal/

#eurokolchoz #komuchy #bolszewicy #bankruci

16

Przejrzeli klimatyzm. Na razie na Wyspachnczas.info

Brytyjska opozycyjna Partia Pracy wycofała się w czwartek z jednej ze sztandarowych obietnic przedwyborczych – przeznaczania 28 mld funtów rocznie na zielone inwestycje. To kolejny przypadek urealniania przez brytyjskich polityków obietnic w zakresie walki ze zmianami klimatu.

Zapowiedź przeznaczania po dojściu do władzy 28 mld funtów rocznie na zielone inwestycje znajdowała się w programie laburzystów od 2021 r. Te inwestycje miały jednocześnie pomóc w osiągnieciu przez kraj zerowej emisji netto gazów cieplarnianych i stworzyć tysiące nowych miejsc pracy w „przyszłościowych” sektorach.

Jednak w miarę jak dojście do władzy stawało się coraz bardziej realne – wybory do Izby Gmin odbędą się w tym roku, a laburzyści mają ok. 20 punktów proc. przewagi nad rządzącą Partią Konserwatywną – tym bardziej ta obietnica zaczęła im ciążyć i przestali ją eksponować.

W czwartek Partia Pracy ostatecznie ogłosiła, że zamiast 28 mld funtów rocznie na zielone inwestycje przeznaczy 23,7 mld funtów, ale przez całą pierwszą kadencję, co oznacza niespełna 5 mld funtów rocznie.

Jej lider Keir Starmer wyjaśnił ten zwrot pogarszającymi się prognozami gospodarczymi i koniecznością zachowania dyscypliny fiskalnej. Zapewnił też, że inne elementy programu dotyczące transformacji energetycznej – jak utworzenie publicznej spółki Great British Energy czy uczynienie z Wielkiej Brytanii do 2030 r. potęgi w zakresie czystej energii – pozostają aktualne. Tym niemniej różnica w planowanych wydatkach jest znacząca.

Jest to kolejny przypadek wycofywania się brytyjskich polityków z zapowiedzi w zakresie walki ze zmianami klimatu, które okazały się zbyt kosztowne lub zbyt szybkie w oczach wyborców.

We wrześniu zeszłego roku premier Rishi Sunak odsunął o pięć lat – z 2030 r. do 2035 r. – wprowadzenie zakazu sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi, wycofał się z planu obowiązkowej wymiany kotłów gazowych na pompy cieplne oraz z planu zmuszania właścicieli wynajmowanych nieruchomości do poprawy energooszczędności lokali. Jak wyjaśnił, nadal jest przywiązany do celu, jakim jest zerowa emisja netto do 2050 r., ale konieczne jest „nowe podejście, aby ochronić ciężko doświadczone brytyjskie rodziny przed niedopuszczalnymi kosztami”.

http://nczas.info/2024/02/08/przejrzeli-klimatyzm-na-razie-na-wyspach/

#klimat #ekoterror #bolszewicy #eurokolchoz

6

Ministerstwo szykuje nam nową Polskę. Bez samochodów i samolotównczas.info

Ministerstwo @MKiS_GOV_PL szykuje nam nową Polskę. Pomysły kolejnego ograniczania wolności, które pojawiły się już w kwietniu tego roku, z ochotą są kontynuowane przez dyktaturę Tuska.

Przygotowanie analizy efektów wprowadzenia w Polsce środków określonych w dokumencie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) „A 10 – point plan to cut oil use”, czyli kolejne absurdalne przepisy unijne juz niedługo zapewne pojawią się w Polsce.

Co na początek? Ogranicznie prędkości na autostradach, dni bez samochodów w miastach, ogranicznie podróży lotniczych.

Strefa czystego powietrza w Warszawie będzie już od przyszłego roku. Co dalej?

http://nczas.info/2023/12/26/ministerstwo-szykuje-nam-nowa-polske-bez-samochodow-i-samolotow/

#zamordyzm #ue #lewackalogika #lewackiespierdolenie #tusk #ko #ekoterror #bolszewicy

18

Ludobójstwo na Polakach zaczęło się 11 sierpnianczas.com

https://nczas.com/2022/08/11/ludobojstwo-na-polakach-zaczelo-sie-11-sierpnia/
#ludobojstwo #bolszewizm #bolszewicy #zsrr #historia
W Związku Sowieckim pod koniec lat 30. XX wieku miało miejsce ludobójstwo na Polakach. Ofiary wyselekcjonowano na podstawie kryteriów narodowościowych i politycznych, w obu wypadkach podkreślając ich etniczność jako funkcję determinującą ich rzekomą winę. Decyzja o przeprowadzeniu ludobójstwa zapadła na szczycie sowieckiej władzy.

11 sierpnia 1937 roku Nikołaj Jeżow, po otrzymaniu zatwierdzenia przez Biuro Polityczne KC WKP(b), którego sekretarzem był Józef Stalin, wydał rozkaz operacyjny nr 00485, który przewidywał aresztowanie określonych grup Polaków zamieszkujących ówczesny ZSRS i ukaranie ich „w dwóch kategoriach”. Pierwsza z tych kategorii, obejmująca zdecydowaną większość, tj. niemal 80 proc. objętych akcją, została zamordowana; druga została wysłana do więzień i łagrów. W sumie, wg najbardziej rozpowszechnionego szacunku, represjonowano 143.810 osób, 139.835 z nich skazano, a 111.091 rozstrzelano.

21

To jest naprawdę zabawne, że taki mongolski Piętaszek jak kolega @MachnoZyje upodobał sobie plucie na Polskę i nawet nie jest w stanie poprawnie napisać nazwy jej mieszkańców.
Już raz w Moskwie byliśmy (chociaż sowieci mieli siedmiokrotną przewagę wojska), dzięki czemu okoliczny motłoch miał szansę zaznajomić się z przedstawicielami cywilizacji łacińskiej. Po wojnie domowej i rządach Iwana IV Groźnego Polaków witano jak wyzwolicieli.
My, w przeciwieństwie do Armii Czerwonej w Polsce, nie grabiliśmy miasta. Kulturalnie nim zarządzaliśmy. Za obrabowanie cerkwi pułkownik Gosiewski kazał nawet rozstrzelać 27 niemieckich najemników.

Polska przez swoje geopolityczne położenie nie dość, że musi chronić Europę przed muzułmańską nawałnicą, to jeszcze regularnie stawia czoło azjatycko-bolszewickim bandytom. Jesteśmy najważniejszym państwem na kontynencie. Nadkrajem. A polska ziemia, to nie jakaś tam zbitka gruntu, tylko świętość ukryta w każdym ziarenku. Nienawiść do Polski, jaką żywią azjaci pokroju MachoZyje tłumaczę sobie tym, że po prostu nam zazdroszczą. Nic nas nie złamało, nawet czasowe zniknięcie z mapy. Infekcja związana z sowiecką okupacją też zaczyna się goić, pewnie za 2-3 dekady nie będzie po niej śladu, wszak trafiła na bardzo silny organizm.
#bolszewicy #polska #jfe

15