Lwów nie został zdobyty w walce. Wzięty w dwa ognie, musiał skapitulowaćkresy.pl

Zdjęcie

22 września 1939 roku Lwów, po dziesięciu dniach obrony przed Niemcami i w obliczu wkroczenia Armii Czerwonej, skapitulował przed Sowietami. Obrona miasta nie została jednak przełamana w walce.

Walki o Lwów rozpoczęły się 12 września, gdy pod miasto dotarły oddziały Wehrmachtu. Pomimo przewagi przeciwnika polskie dowództwo zdołało zorganizować skuteczną obronę, opierającą się głównie na jednostkach improwizowanych i zapasowych Wojska Polskiego, a także policji i ochotnikach.

– W polskich planach Lwów nie był brany pod uwagę jako miejsce oporu, ponieważ liczono na to, że front tam po prostu nie dojdzie – mówił historyk Damian Markowski. Miasto miało stanowić zaplecze mobilizacyjne i punkt, przez który na front kierowano by sprzęt sprowadzany przez Rumunię. Tymczasem pierwsze niemieckie bomby spadły na Lwów już 1 września. Luftwaffe zaatakowała wówczas m.in. główny dworzec kolejowy.

Pierwsze bezpośrednie starcia o miasto 12 września zakończyły się sukcesem obrońców. Niemiecka kolumna pościgowa dotarła do ulicy Gródeckiej, lecz została powstrzymana. Istotną rolę odegrał kontratak Policji Państwowej. Pokazuje to, jak słabo przygotowana była początkowo obrona miasta.

W kolejnych dniach obronę wzmacniały oddziały zapasowe i rezerwowe Wojska Polskiego. Na zachód od miasta do Lwowa próbowały przebić się oddziały Armii „Małopolska” gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Na północnych przedpolach miasta walczyła natomiast 10. Brygada Kawalerii płk. Stanisława Maczka, która w dniach 14–17 września prowadziła ciężkie walki, przede wszystkim o Zboiska.

Miasto było bombardowane przez Luftwaffe i ostrzeliwane przez niemiecką artylerię.

W walki i pomoc obrońcom zaangażowali się także mieszkańcy Lwowa, w tym harcerze i harcerki. – Pełniły niezwykle ofiarną służbę czy to w szpitalach polowych, czy też jako łączniczki, znajdując się często na linii bojowej pod niemieckim ostrzałem artylerii lub ogniem niemieckich strzelców wyborowych – przypominał Markowski.

Harcerze angażowali się również bezpośrednio w działania bojowe. – Doszło nawet do pewnej samowolki, gdy jeden z lwowskich oddziałów harcerskich dokonał samodzielnego wypadu, przebijając się do Armii „Małopolska”. I harcerze przynieśli wówczas polskim żołnierzom trzy słynne „Urugwaje”, czyli karabiny przeciwpancerne – mówił historyk.

Sytuacja zmieniła się całkowicie po 17 września, gdy na mocy tajnego protokołu paktu Ribbentrop–Mołotow Związek Sowiecki zaatakował Polskę. Pierwsze oddziały Armii Czerwonej dotarły pod Lwów w nocy z 18 na 19 września. Tego samego dnia sowieckie dowództwo zaproponowało gen. Władysławowi Langnerowi kapitulację.

Polskie oddziały znalazły się w położeniu bez wyjścia. Niemcy nadal znajdowali się na zachód i północ od miasta, a od wschodu nadciągnęła Armia Czerwona. Przedstawiciele Wehrmachtu i Armii Czerwonej spotykali się pod Lwowem w celu uzgodnienia dalszych działań. 20 września niemieckie dowództwo otrzymało jednak rozkaz zaprzestania oblężenia miasta, które zgodnie z ustaleniami niemiecko-sowieckimi miało przypaść ZSRR.

Wobec braku szans na odsiecz oraz obaw o dalsze straty wśród ludności cywilnej gen. Władysław Langner zdecydował o kapitulacji przed Sowietami.

– Pamiętajmy, że obrona Lwowa nie została złamana – mówił Markowski. – Lwów nie został zdobyty w walce. Miasto poddało się, gdy stało się jasne, że wojna jest po prostu przegrana.

22 września podpisano „Protokół ogłoszenia o przekazaniu miasta Lwowa Armii Czerwonej”. Polscy oficerowie mieli zachować wolność osobistą, nietykalność własności i prawo wyjazdu za granicę. Żołnierze po złożeniu broni mieli zostać zwolnieni.

Sowieci niemal natychmiast złamali podpisane warunki. Oficerów Wojska Polskiego rozbrojono i wzięto do niewoli. Armia Czerwona i NKWD dopuściły się także zbrodni na polskich żołnierzach i policjantach. IPN wskazuje m.in. na rozstrzelanie policjantów przy rogatce na ul. Zielonej oraz żołnierzy i policjantów w Brygidkach.

Łącznie do niewoli sowieckiej dostało się ponad 15 tys. polskich żołnierzy, w tym około 1500 oficerów. Wielu oficerów trafiło następnie do sowieckich obozów jenieckich i zostało zamordowanych wiosną 1940 roku w ramach zbrodni katyńskiej, m.in. w Charkowie.

Z wkroczeniem Armii Czerwonej rozpoczęła się pierwsza okupacja sowiecka Lwowa. Nowe władze oczekiwały od mieszkańców przystrojenia ulic czerwonymi flagami. W przypadku braku sowieckich symboli polecano rozdzierać polskie biało-czerwone flagi i wywieszać ich czerwoną część.

Z tego czasu pochodzi historia lwowskiej rodziny Gruszkowskich, która, chcąc ocalić polską flagę, ukryła ją w domowym składzie węgla. Po wojnie rodzina zabrała ją do Gdańska. Flaga, z zachowanymi zabrudzeniami po węglu, znajduje się dziś w zbiorach Muzeum II Wojny Światowej.

http://kresy.pl/kresopedia/lwow-nie-zostal-zdobyty-wziety-w-dwa-ognie-musial-skapitulowac/

#iiws #iiwojnaswiatowa #Polska #lwow #niemcy #zsrr #historiapolski #historia

8

„Państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć”. 84 lata temu Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiejnczas.info

Zdjęcie

84 lata temu, 17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).

Tajny protokół

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco:

„W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, mimo że przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

„IV rozbiór Polski”

Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał:

„Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona”. (A. Garlicki „Historia 1815-1939. Polska i świat”).

Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał:

„Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRS. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych”. (J.Beck „Ostatni raport”)

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji. Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski – komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin – zastępca Mołotowa – odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty.

Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską”.

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: „Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji”.

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.

Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał:

„Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów”. (W.Materski „Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939”)

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: „Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką”.

Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: „Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski”.

Rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września „wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse”. (P. Wieczorkiewicz „Historia polityczna Polski 1935-1945”)

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP „Sarny”, brygada KOP „Polesie” oraz jednostki KOP „Kleck” i „Baranowicze”. Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP „Iwieniec”, „Głębokie” i „Krasne”.

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

Tragiczny bilans

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

„Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”

28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRS uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”.

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: „Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i «oddając» Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) – w zamian za przesunięcie do «radzieckiej strefy wpływów» Litwy – miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego”. (A. Paczkowski „Pół wieku dziejów Polski 1939-1989”)

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż „nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach”.

Pokłosie sowieckiej agresji

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce „Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania” pisał: „Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach – od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową – ponad 1 milion osób (…). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób”.

http://nczas.info/2026/09/17/panstwo-polskie-i-jego-rzad-faktycznie-przestaly-istniec-84-lata-temu-armia-czerwona-wkroczyla-na-teren-rzeczypospolitej-polskiej/

#Polska #niemcy #zsrr #bolszewicy #iiws #iiwojnaswiatowa #historia

17

NIEMCY&UKRAIŃCY - Żydzi nazywali je „dniami petlurowców”. Tak zaczęły się pogromy lwowskiekresy.pl

1 lipca 1941 roku we Lwowie rozpoczęła się fala pogromów ludności żydowskiej, która nastąpiła po wkroczeniu do miasta wojsk niemieckich i odkryciu zwłok więźniów zamordowanych przez wycofujące się NKWD.

Lwów od września 1939 roku znajdował się pod okupacją sowiecką. Po ataku III Rzeszy na ZSRR, rozpoczętym 22 czerwca 1941 roku, Sowieci opuszczali miasto w pośpiechu, dokonując masowych mordów w więzieniach. Ofiarami byli przede wszystkim więźniowie polityczni, wśród nich Ukraińcy. Gdy 30 czerwca do Lwowa weszły oddziały niemieckie, ciała pomordowanych stały się jednym z głównych narzędzi propagandy.

Wkroczenie Niemców zostało entuzjastycznie przyjęte przez część mieszkańców, szczególnie przez Ukraińców wiążących z upadkiem władzy sowieckiej nadzieje na utworzenie własnego państwa. W mieście pojawiły się niemieckie i ukraińskie flagi, a wśród witających wojsko słychać było hasła łączące poparcie dla Hitlera i Bandery z antyżydowskimi okrzykami.

Żołnierze batalionu „Nachtigall”, złożonego z Ukraińców i podporządkowanego niemieckiej Abwehrze, pozdrawiali zgromadzonych okrzykiem „Sława Ukrajini”. W tej atmosferze oczekiwania na proklamację państwa ukraińskiego od początku splatały się z antysemicką agitacją.

30 czerwca we Lwowie Jarosław Stećko ogłosił Akt odnowienia Państwa Ukraińskiego, zapowiadając współpracę z III Rzeszą. Propaganda OUN-B przedstawiała Żydów, Polaków i Rosjan jako wrogów przyszłego państwa ukraińskiego.

Niemcy oraz działacze ukraińskich środowisk nacjonalistycznych obarczyli odpowiedzialnością za zbrodnie sowieckie Żydów, odwołując się do stereotypu „żydokomuny”. W atmosferze szoku po odkryciu masakr więziennych i przy celowym podsycaniu nienawiści antyżydowskiej rozpoczęła się przemoc na ulicach miasta.

„Dnia 30 czerwca o 12-ej w nocy opuszczała czerwona armia Lwów, a w 6 godzin później do miasta wkroczyli Niemcy. Już w ciągu pierwszych dni po tym fakcie zaczęli Ukraińcy stosować krwawe represje w stosunku do Żydów, wyzyskując do tego celu przede wszystkim sprawę więzień” — przekazał współpracownikowi Oneg Szabat anonimowy uchodźca z Warszawy, który we wrześniu 1939 roku przedostał się na wschód. Jego relację spisano po 7 grudnia 1941 roku i opublikowano w trzecim tomie „Archiwum Ringelbluma”.

Świadek wskazywał, że wśród zamordowanych przez NKWD byli Ukraińcy, Polacy i Żydzi. Mimo to ukraińscy nacjonaliści przedstawiali mordy więzienne jako rzekomą zbrodnię „żydowskiego NKWD”. Żydów zmuszano do pracy przy ciałach ofiar sowieckich mordów, bito ich i mordowano.

Szczególną rolę odegrali ukraińscy nacjonaliści związani z frakcją banderowską Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Już 30 czerwca OUN-B rozpoczęła tworzenie Ukraińskiej Milicji Narodowej. Jej członkowie, obok niemieckich formacji okupacyjnych i części miejscowej ludności, uczestniczyli w zatrzymywaniu Żydów, biciu ich, upokarzaniu i prowadzeniu do więzień.

Obraz terroru zachowała także inna relacja z „Archiwum Ringelbluma”. Jej autor, niewymieniony z nazwiska świadek, pisał, że „od pierwszych dni uzbrojone bandy petlurowców zaczęły urządzać Żydom pogromy; na niektórych ulicach same, na innych z pomocą Niemców”. Określenie „petlurowcy” oznaczało tu potocznie członków i sympatyków ukraińskich ugrupowań nacjonalistycznych.

Według tej samej relacji napastnicy bili przechodniów, strzelali do nich, wdzierali się do żydowskich mieszkań i wyciągali z nich całe rodziny. „Ten, którego zabrano z mieszkania, już nigdy nie ujrzał światła dnia” — relacjonował świadek.

Ten sam autor opisał scenę schwytania młodej Żydówki przez grupę Ukraińców i Niemców. Napastnicy mieli ciągnąć ją za włosy po kamiennym bruku, bić i kopać, a następnie zawlec do lokalu, w którym leżeli już inni pobici i zamordowani Żydzi.

„Leży tam już wielu Żydów, starych, młodych, mężczyzn i kobiet. Wielu jest już martwych, inni błagają o litość, krzycząc «zastrzelcie nas», lecz zdziczali bandyci kopią nieszczęśników, biją kolbami karabinów i kijami. Wielu zabiją na miejscu. Część wywożą autami w nieznanym kierunku i tam rozstrzeliwują” — czytamy w relacji.

W kolejnych zdaniach świadek pisał, że po mieście jeździli „petlurowcy” w asyście Niemców, zatrzymywali się przy żydowskich mieszkaniach i wyłapywali ludzi pod pozorem kierowania ich do pracy. W rzeczywistości zatrzymanych prowadzono do piwnic, gdzie byli bici kijami po głowach. Nieliczni wracali do domów.

„Te straszne dni we Lwowie żydowska ludność nazywa «dniami petlurowców», chociaż faktycznie urządzili je Niemcy: petlurowcom i Ukraińcom dali broń i ochronę, także nimi dowodzą” — zapisał ten sam świadek.

Świadectwo Kazimiery Poraj, zapisane w dzienniku pod datą 1 lipca 1941 roku, pokazuje, że przemoc miała także charakter publicznego upokarzania ofiar. „Pod Ratuszem znajdują się dwie ubikacje, które w czasie bombardowania nie były sprzątane. Żołnierze niemieccy, mówiący po ukraińsku, z literami SS na kołnierzach, złapali dużo mężczyzn, kobiet, a nawet staruszków. Część kobiet zapędzili do tych ubikacji, między innymi była moja znajoma, lekarka dr Berta Jolles. Kazali im zdjąć ubranie i odzieżą myć podłogi i muszle, a przy tym bito ich do krwi drutem elektrycznym”.

Poraj pisała także o Żydach zmuszanych do noszenia potłuczonego szkła gołymi rękami. „Odbywało się to pod razami pałek i drutów elektrycznych. Droga od ulicy Halickiej do Krakowskiej była oblana krwią płynącą z rąk ludzkich” — zapisała w dzienniku.

Liczby ofiar tych pogromów pozostają trudne do precyzyjnego ustalenia. Jeden ze świadków cytowanych w „Archiwum Ringelbluma” oceniał, że w samym Lwowie mogło zginąć nawet 10 tys. Żydów, jednak nowsze opracowania podają zwykle ostrożniejsze szacunki — od kilkuset do kilku tysięcy ofiar w pierwszych dniach przemocy. Prof. Andrzej Żbikowski, pisząc o skali przemocy w całej byłej Galicji Wschodniej, wskazywał natomiast, że w pierwszym miesiącu okupacji niemieckiej w wyniku pogromów zginęło tam ponad 12 tys. Żydów, a około 7 tys. padło ofiarą egzekucji przeprowadzonych przez niemieckie grupy specjalne.

Pogromy lwowskie z lipca 1941 roku stały się jednym z najtragiczniejszych epizodów pierwszych tygodni niemieckiej okupacji na Kresach.

http://kresy.pl/kresopedia/zydzi-nazywali-je-dniami-petlurowcow-tak-zaczely-sie-pogromy-lwowskie/

#niemcy #ukraincy #zydzi #nkwd #zsrr #mordy #pogromy #iiwojnaswiatowa #iiws

9

ZAUFALI BOLSZEWIKOM - „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. 18 czerwca 1945 roku rozpoczął się proces szesnastukresy.pl

18 czerwca 1945 roku w Moskwie rozpoczął się tzw. proces szesnastu – pokazowy proces przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. ostatni komendant Armii Krajowej gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, Delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski oraz Kazimierz Pużak – przewodniczący Rady Jedności Narodowej.

Wszystko zaczęło się pod koniec marca 1945 roku. Pod pretekstem rozmów politycznych z przedstawicielem sowieckiej armii, „generałem Iwanowem”, do Pruszkowa zostali zaproszeni liderzy podziemia. Obiecano im pełne bezpieczeństwo. Okazało się, że spotkanie zorganizował gen. Iwan Sierow, szef radzieckiego kontrwywiadu wojskowego. 27 i 28 marca zostali aresztowani przez NKWD i wywiezieni do Moskwy.

Wśród aresztowanych byli: gen. Leopold Okulicki ps. „Niedźwiadek”, ostatni komendant AK; Jan Stanisław Jankowski, wicepremier i Delegat Rządu na Kraj (funkcję tę sprawował do 1944 roku); Adam Bień, działacz Stronnictwa Ludowego, zastępca Delegata Rządu na Kraj; Kazimierz Pużak, wybitny działacz PPS, przewodniczący konspiracyjnej Rady Jedności Narodowej; Kazimierz Bagiński, członek Stronnictwa Ludowego; Stanisław Mierzwa, członek Stronnictwa Ludowego; Stanisław Jasiukowicz, Kazimierz Kobylański, Zbigniew Stypułkowski (współorganizator NSZ), Aleksander Zwierzyński ze Stronnictwa Narodowego, Józef Chaciński, Franciszek Urbański ze Stronnictwa Pracy, Eugeniusz Czarnowski, Stanisław Michałowski, należący do Zjednoczenia Demokratycznego; Antoni Pajdak, należący do PPS; Józef Stemler, pracownik Departamentu Informacji Delegatury Rządu na Kraj.

Po zatrzymaniu część aresztowanych została przewieziona do podwarszawskich Włoch. Rano mieli pojechać do Poznania. Samolot, do którego wsiedli, poleciał jednak nie do Poznania, ale na wschód. „Spojrzałem przez okno samolotu i zobaczyłem, że lecimy w innym kierunku, niż się spodziewaliśmy. Zapytałem dlaczego? W odpowiedzi usłyszałem, że lecimy do Moskwy, do Stalina” – wspominał potem Adam Bień.

Łubianka i tortury

Polacy trafili do osławionego więzienia na Łubiance. Osadzono ich w pojedynczych celach, pozbawiono kontaktu ze światem i poddano brutalnym przesłuchaniom. Zastosowano wyrafinowane tortury psychiczne, głodówki i izolację – wszystko po to, by wymusić zeznania. Jednocześnie sowiecka propaganda przygotowywała się do procesu – rzekomo „legalnego”, choć oskarżeni nie mieli realnej szansy na obronę.

18 czerwca 1945 roku ruszył proces przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR. Oskarżonym zarzucono m.in. działalność szpiegowską, dywersyjną, współpracę z Niemcami oraz tworzenie „terrorystycznych grup zbrojnych”. Proces był prowadzony w języku rosyjskim – dla niektórych zapewniono tłumaczenia. Choć pozwolono na obecność adwokatów, część oskarżonych – m.in. Okulicki – zrezygnowała z ich usług. „Nie możecie nam dowieść, że nie walczyliśmy z Niemcami […] Najlepsi patrioci i demokraci brali udział w tej walce” – tak sam odpierał zarzuty.

Wielu zmarło w więzieniach

Wyroki w moskiewskim procesie ogłoszono 21 czerwca 1945 roku o godzinie 4:30 nad ranem. Gen. Leopold Okulicki został skazany na 10 lat więzienia, Jan Stanisław Jankowski – na 8 lat, Adam Bień i Stanisław Jasiukowicz – na 5 lat, Kazimierz Pużak – na 1,5 roku, Kazimierz Bagiński – na rok, Aleksander Zwierzyński – na 8 miesięcy, Eugeniusz Czarnowski – na 6 miesięcy, natomiast Józef Chaciński, Stanisław Mierzwa, Zbigniew Stypułkowski i Franciszek Urbański – na 4 miesiące. Uniewinniono trzech oskarżonych: Stanisława Michałowskiego, Kazimierza Kobylańskiego i Józefa Stemlera. Antoniego Pajdaka sądzono osobno w tajnym procesie i skazano na 5 lat więzienia.

http://kresy.pl/kresopedia/wladzy-raz-zdobytej-nie-oddamy-nigdy-18-czerwca-1945-roku-rozpoczal-sie-proces-szesnastu/

#historia #iiwojnaswiatowa #ak #bolszewicy #zsrr #nkwd

13

5 marca 1953 był bardzo wesołym dniem w którym Dżugaszwili stał się dobrym komuchem

#historia #zsrr #dobrzezezdechl

16

Na zdjęciu widać Elektronika WM-12 (często zapisywana jako VM-12) – radziecki magnetowid kasetowy VHS, jeden z pierwszych seryjnie produkowanych w ZSRR.

Identyfikacja i opis urządzenia

Pełna nazwa: Elektronika WM-12

Producent: zakłady Elektronika (ZSRR)

Kraj produkcji: Związek Radziecki

Standard: VHS

Rok wprowadzenia: ok. 1984–1985

Przeznaczenie: rynek wewnętrzny ZSRR oraz kraje bloku wschodniego

WM-12 był pełnowymiarowym magnetowidem domowym, obsługującym kasety VHS w trybie SP. Konstrukcja była masywna, oparta na metalowym chassis, z dużą liczbą elementów dyskretnych. Charakterystyczny jest bardzo „techniczny” panel przedni: suwakowe i klawiszowe przełączniki, wskaźniki LED oraz rozbudowany blok programatora czasowego.

Cechy techniczne (w przybliżeniu)

zapis i odtwarzanie VHS (SP, bez LP/EP)

tuner analogowy SECAM/PAL (zależnie od wersji)

ręczne strojenie kanałów

timer do nagrań

wyjście RF i composite

bardzo duża masa i pobór mocy w porównaniu z zachodnimi odpowiednikami

Urządzenie uchodziło za mechanicznie trwałe, ale jednocześnie:

trudne w serwisowaniu

wrażliwe na jakość taśmy

podatne na rozkalibrowanie toru wizyjnego

Jakość obrazu była wyraźnie gorsza niż w sprzęcie japońskim, zwłaszcza pod względem stabilności i poziomu szumów.

Konkurencja z Zachodu (ten sam okres)

W połowie lat 80. Zachód miał już dużą przewagę technologiczną.

Przykładowe modele:

JVC HR-3300 / HR-D725

Panasonic NV-2000 / NV-370

Sony SL-C7 / SL-HF100

Philips VR-6560

Porównanie

Cecha Elektronika WM-12 / Zachodnie VHS

Rok technologii początek VHS / 2–3 generacje dalej

Jakość obrazu przeciętna / bardzo dobra

Stabilność mechaniki wysoka masa, ale toporna / precyzyjna, cicha

Funkcje podstawowe / LP/EP, OSD, autokalibracja

Ergonomia. słaba / wysoka

Niezawodność długoterminowa/ zmienna wysoka

Zachodnie magnetowidy były mniejsze, cichsze, miały lepszą elektronikę sterującą i znacznie bardziej dopracowany tor wizyjny.

Podobne modele z Polski

W Polsce nie produkowano seryjnie magnetowidów VHS.

Istniały jednak:

projekty prototypowe (Unitra, WZT, Unimor) – nigdy nie weszły do masowej produkcji

montaż lub dystrybucja zagranicznych modeli pod polskimi oznaczeniami (głównie sprzęt japoński lub koreański)

Najczęściej spotykane w PRL były magnetowidy:

Panasonic

JVC

GoldStar (LG)

Funai

Sprzęt radziecki, taki jak Elektronika WM-12, trafiał do Polski w bardzo ograniczonych ilościach i był raczej ciekawostką niż realną alternatywą.

Znaczenie historyczne

Elektronika WM-12 ma dziś wartość kolekcjonerską i muzealną. To przykład próby dogonienia Zachodu w dziedzinie elektroniki użytkowej, wykonanej dużym kosztem materiałowym, ale bez dostępu do nowoczesnych technologii półprzewodnikowych i precyzyjnej mechaniki.

#elektronika #historia #zsrr

5

Gwałty, rabunki i zniszczenia. Wkroczenie Armii Czerwonej do Olsztynakresy.pl

22 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Olsztyna, kończąc niemiecką kontrolę nad tym miastem.

Położone w północno-wschodnich Prusach Wschodnich ziemie Warmii i Mazur były stopniowo zajmowane od połowy stycznia 1945 roku. 13 stycznia rozpoczęła się sowiecka ofensywa na Prusy Wschodnie, której celem było odcięcie i rozbicie niemieckich sił w regionie. Olsztyn był pierwszym większym miastem zdobytym przez Armię Czerwoną na tym odcinku frontu.

„Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”

Wejście wojsk radzieckich do Olsztyna miało dramatyczne konsekwencje dla ludności cywilnej. W pierwszych tygodniach po zajęciu miasta doszło do fali gwałtów, mordów, rabunków i grabieży, które objęły zarówno samo miasto, jak i okoliczne miejscowości. Skala przemocy była bezprecedensowa.

„Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać. […] Widziałam, jak dziewczyna, córka kowala, 19-letnia, przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana” — wspominała mieszkanka Okręgu Mazurskiego moment wkroczenia czerwonoarmistów w 1945 roku.

W pierwszych dniach pobytu w Olsztynie żołnierze Armii Czerwonej dopuścili się także wyjątkowo brutalnych zbrodni. Zamordowani zostali pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kortowie, a także chorzy oraz siostry zakonne sprawujące nad nimi opiekę w szpitalu mariackim, mieszczącym się w gmachu dzisiejszego szpitala miejskiego.

Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, sowieccy żołnierze rabowali mienie, zabijali mieszkańców i podpalali budynki. Gdy 17 lutego 1945 roku do miasta dotarła pierwsza grupa polskich kolejarzy, olsztyński dworzec kolejowy wciąż płonął.

Przemoc nie była wyłącznie skutkiem chaosu wojennego. Dowódca 3. Front Białoruski, generał Iwan Czerniachowski, otwarcie formułował założenia brutalnej polityki okupacyjnej, stwierdzając: „Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Hasło to interpretowano jako odwet za zbrodnie niemieckie popełnione na terytorium Związku Sowieckiego. W praktyce represje dotykały nie tylko Niemców, lecz także Warmiaków, Mazurów oraz Polaków przybywających do miasta w kolejnych tygodniach.

Skala bezkarności żołnierzy sowieckich była na tyle duża, że zwracali na nią uwagę nawet przedstawiciele tworzącej się administracji komunistycznej. Jesienią 1945 roku kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie przyznawał, że poważnym problemem pozostają masowe napady grup żołnierzy Armii Czerwonej, połączone z rabunkami i zabójstwami.

Olsztyn został formalnie przekazany władzom polskim dopiero 23 maja 1945 roku. Przez cały okres pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej a ustanowieniem polskiej administracji w mieście utrzymywały się przemoc, grabież i niszczenie mienia. Straty materialne były ogromne — w pierwszym półroczu 1945 roku zniszczeniu uległo wiele budynków, a miasto zostało w znacznym stopniu ogołocone i wyludnione.

Z pogromów i aktów dewastacji dokonanych przez czerwonoarmistów ocalały kościoły, co ks. Jan Hanowski wynegocjował z sowieckim dowództwem. Nietknięty pozostał również olsztyński zamek.

„Olsztyn odnotował w swej historii wypadki, których następstwa zmieniły jego oblicze. Dochodziło do epidemii, klęsk żywiołowych, okupacji i rabunków ze strony obcych wojsk. Wiele zła ludności i miastu wyrządzili na przykład w 1807 roku żołnierze Napoleona. Wcześniejsze wydarzenia wojenne nigdy nie były jednak tak gwałtowne i tragiczne jak te z 1945 roku” — podkreśla Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.

Mimo tych doświadczeń w powojennych latach władze komunistyczne konsekwentnie promowały narrację o „wyzwoleniu” Olsztyna przez Armię Czerwoną. Jej symbolem stały się pomniki i oficjalne uroczystości mające podkreślać wdzięczność wobec Związku Sowieckiego. Relacje świadków oraz badania historyczne wskazują jednak, że wydarzenia z początku 1945 roku pozostawiły trwałą traumę w pamięci mieszkańców Olsztyna i całego regionu.

http://kresy.pl/kresopedia/gwalty-rabunki-i-zniszczenia-wkroczenie-armii-czerwonej-do-olsztyna/

#iiwojnaswiatowa #zsrr #bolszewicy #gwalt #mordercy #Polska #historia

11

#heheszkihistoryczne #afganistan #zsrr #ciekawostkihistoryczne

Chruszczow witany w Afganistanie 15 grudnia 1955 roku. Skąd taka kwaśna mina towarzyszu?

5

Kto podjął decyzję o unicestwieniu Cerkwi?nczas.info

Coś dla bolszewików @Socjaldemokrata

Głód ogarniający coraz większe obszary Rosji bolszewicy postanowili wykorzystać do rozpoczęcia walki z Cerkwią prawosławną. Postawa patriarchy Tichona i kleru prawosławnego wobec głodujących spowodowała wzrost popularności Cerkwi w rosyjskim społeczeństwie, o czym Leninowi donosiły terenowe organy Czeka. 24 lutego 1922 r. patriarcha był na tyle „bezczelny”, że zwrócił się po raz drugi z wezwaniem o pomoc dla głodujących, informując w nim świat, że tylko dwa miliony głodujących otrzymuje pomoc. Pozostali są skazani na śmierć głodową. Patriarcha ze smutkiem skonstatował, że na Powołżu zaczyna się ludożerstwo.

Ile osób głodowało w bolszewickiej Rosji w czasie głodu, który zaczął się na Powołżu, tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Według bolszewickiego dyplomaty Cziczierina, zagrożonych nim zostało 18 mln ludzi. Według szacunków gazety „Izwiestia WCIK” głód dotknął 23,2 mln osób. Radzieccy historycy naliczyli znacznie więcej ofiar głodu: E. Genkin ustalił, że było ich 27–28 mln, I. Trifonow – 32 mln, Nikołaj Rubinsztein – 33,5 mln osób.

Osoby kierujące zagraniczną pomocą dla głodujących obliczyli, że głodujących było w Rosji ponad 40 mln! Przypuszczać można, że co najmniej połowa z nich, jeżeli nie większość, umarła. Oczywiście nie wszyscy zgadzali się na „głodową śmierć”. W Rosji zaczęło dochodzić do „buntów głodowych”, mało znanych w Polsce.

Ich tłumieniem zajmowała się 2 Konna Armia pod dowództwem Gaja, która z niewyobrażalnym okrucieństwem obchodziła się ze zdesperowanymi chłopami, usiłującymi wedrzeć się do miast. Największe z rewolty wybuchły w guberniach: Połtawskiej, Jekaterinosławskiej, Kijowskiej, Aleksandrowskiej i Czernichowskiej.

Rozrywają czerwonoarmistów na kawałki

W Ufie tłum głodujących wdarł się do siedziby Czeka, zabił jej pracowników i wypuścił z więzienia aresztowanych. Ukraińskie biuro prasowe informowało natomiast: „Na Ukrainie bandy głodnych zezwierzęconych ludzi grabią wszystko, co tylko wpadnie im w ręce. Szczególnie ciężkie jest położenie miast. Głodujące bandy, które przyszły z północy, napotykając zdecydowano opór ze strony chłopów, wdzierają się do miast, gdzie dokonują strasznych pogromów. Zabierają wszystko, co tylko nadaje się do jedzenia, a resztę niszczą. Armia Czerwona zachowuje się inercyjnie i nie chce wstępować w bój z głodującymi. Wszelki sprzeciw ze strony armii powoduje tylko zezwierzęcenie tłumu, który rozrywa schwytanych czerwonoarmistów na kawałki”.

Gdy wszelkie autorytety w Rosji zaczęły upadać, w rosyjskim społeczeństwie znaczenia nabrała Cerkiew prawosławna, a zwłaszcza posługujący w niej kapłani. Świątynie nie tylko nie zaczęły pustoszeć, jak życzyli sobie tego bolszewicy, ale zostały wręcz zapełnione przez rozmodlony naród. „Szczególnie wysoki był w społeczeństwie autorytet patriarchy Tichona – odnotował jego biograf Michaił Wostryszew. Wierni zaczęli widzieć w nim przywódcę narodu, który powinien wezwać go do walki z bolszewikami. Ci nie na żarty przestraszyli się, gdy po zakończeniu nabożeństwa ku czci Chrystusa Zbawiciela pod adresem Tichona padło ze strony wiernych wezwanie: „Panie nasz, prowadź nas na Kreml!”.

Chcieli wojny z Cerkwią, chociaż się jej bali

Bolszewiccy przywódcy bardzo chcieli rozpocząć wojnę z Cerkwią, ale jej się bali, ponieważ byli jeszcze na to za słabi. 2 stycznia 1922 r. władze bolszewickie wydały dekret o rekwizycji muzealnych przedmiotów cerkiewnych, które powinny być sprzedane, a dochód z nich miał być przeznaczony na pomoc głodującym. Był to oczywiście wybieg, który miał służyć przede wszystkim ograbieniu Cerkwi i rozpętaniu antycerkiewnych nastrojów w społeczeństwie. Autorzy tego pomysłu zakładali, że księża i wierni będą bronić cerkiewnej własności i w propagandzie bardzo łatwo będzie można ich przedstawić jako wrogów ludu oszukujących społeczeństwo.

Zanim bolszewicy przystąpili do rabunku cerkiewnego majątku, 6 lutego 1922 r. patriarcha Tichon jeszcze raz zwrócił się z wezwaniem o pomoc dla głodujących. Potwierdził w nim, że na głodujących wsiach zaczyna dochodzić do przypadków ludożerstwa! Oświadczył też, że pomoc żywnościową otrzymuje tylko 2 mln potrzebujących. Ostrzegł również, że głód może spowodować zmniejszenie się ludności Rosji od 12 do 25 procent!

Bolszewicy odpowiedzieli rozpoczęciem rekwizycji mienia cerkiewnego. Całą akcję chcieli zainicjować w Moskwie, angażując w nią robotników. W fabryce Gużona próba skończyła się jednak kompromitacją. Robotników oderwano od pracy i jak podaje Michaił Wostryszew, zwołano do stołówki zakładowej. Robotnicy chętnie przyszli sądząc, że dostaną posiłek. Byli wściekli, gdy okazało się, że zostali spędzeni jedynie na mityng. Na jej ścianach umieszczono propagandowe plakaty, które już wcześniej zostały rozwieszczone na moskiewskich ulicach. Głosiły one hasło: „Cerkiewne złoto głodującym”.

Lektor przysłany przez partyjne władze zza pokrytego czerwonym suknem stołu wygłaszał antyreligijne frazy: „Towarzysze, robotnicy! Świątynie, w których głosi się słowa o miłości bliźniego, pełne są złota i srebra. Przynieśli je do nich bogaci kupcy, fabrykanci, szlachta i właściciele ziemscy, którzy bogacili się na eksploatacji ludu pracującego. Gdzie są teraz te cenne rzeczy? Rząd robotniczo-chłopski dekretem o oddzieleniu Cerkwi od państwa przekazał je w czasowe użytkowanie grupom wierzących. Teraz natomiast, kiedy płacz głodujących roznosi się nad całą Rosją, postanowiono oddać złoto głodującym”.

Robotnicy nie chcieli słuchać bolszewickiego lektora. Odpowiedzieli mu krótko: „My sami nie mamy nic do żarcia! Jeżeli dzisiaj nie dacie wypłaty, strajkujemy!”. Bolszewickie kierownictwo było przerażone pierwszą reakcją moskiewskich robotników, którzy nie chcieli razem z bolszewikami wyciągnąć ręki po cerkiewne złoto.

Jeszcze większe zamieszanie w szeregach bolszewickiego kierownictwa wywołały informacje napływające z terenu. Księża prawosławni nie chcieli współpracować z komisjami, które usiłowały dokonywać rekwizycji. Odpowiadali hardo – „nie będziemy wam pomagać, sami grabcie!”.

13 marca 1922 r. doszło m.in. do tragicznych wydarzeń w Szui, miejscowości leżącej w iwanowsko-woznesieńskiej guberni. Komisja rabusiów za pierwszym razem została wyrzucona przez wiernych ze świątyni. Za drugim razem przybyła w asyście oddziału konnej milicji. Zebrany tłum nie wystraszył się napastników. Gradem kamieni zmusił ich do wycofania się. Ci oczywiście nie odpuścili. Wrócili z kompanią czerwonoarmistów ze 146. Pułku Piechoty, który natarł na tłum bagnetami nałożonym na karabiny. Tłum uzbrojony w koły, sztachety i drągi odparł natarcie. Czterech żołnierzy zostało pobitych, broniący cerkwi odebrali im też karabiny. Wtedy nadjechały dwie ciężarówki z ustawionymi na nich karabinami maszynowymi, które otworzyły ogień do tłumu. Czterech obrońców świątyni zginęło na miejscu, a kilkudziesięciu zostało rannych. Teraz do dzieła przystąpiła Czeka. Do wieczora zostali aresztowani wszyscy najaktywniejsi obrońcy świątyni. Członkowie komisji mogli teraz przystąpić do rabowania świątyni, zabierając z niej 3,5 puda srebra.

Lenin zabiera głos

Wśród bolszewickiego kierownictwa nastąpiła konsternacja. Nie spodziewało się ono oporu ze strony duchownych i wiernych. Lenin był chory i nie uczestniczył w obradach Biura Politycznego, które bez jego błogosławieństwa bało się wypowiedzieć Cerkwi otwartą wojnę. Chcąc zyskać na czasie, 16 marca 1922 r. Biuro Polityczne rozesłało do niższych instancji telegram nakazujący czasowe utrzymanie rekwizycji mienia cerkiewnego, które po sprzedaniu miało być przeznaczone na pomoc dla głodujących. Miał on oczywiście charakter ściśle tajny. I wtedy nagle Lenin odżył. W przebłysku świadomości sporządził ściśle tajny dokument, który przez 70 lat spoczywał w kremlowskim archiwum. Adresowany był do Mołotowa, który z kolei miał przedstawić go członkom Biura Politycznego. O wadze tego pisma świadczy adnotacja Lenina: „W żadnym przypadku kopii tego pisma nie wolno sporządzać, a żaden członek Biura Politycznego (tow. Kalinin również) nie może umieszczać na nim swoich uwag”.

Lenin nie pisał tego pisma osobiście, nie był w stanie tego robić. Podyktował je sekretarzowi. Na jego wstępie zaznaczył, że zwraca się do członków Biura Politycznego pisemnie, ponieważ nie sądzi, żeby stan zdrowia pozwolił mu „wziąć udział w posiedzeniu Biura Politycznego wyznaczonego na 20 marca osobiście”. Stan zdrowia Lenina należał wówczas do największych tajemnic bolszewików. Po Rosji krążyły plotki, że Lenin nie jest chory, ale najzwyczajniej zwariował i został przez towarzyszy osadzony w szpitalu psychiatrycznym. Przed napisaniem listu do Biura Politycznego, by przeciąć spekulacje, 6 marca Lenin pokazał się na posiedzeniu komunistycznej frakcji Wszechrosyjskiego Zjazdu Metalowców, na którym potwierdził, że istotnie jest chory i stan zdrowia nie pozwala mu pełnić funkcji, na którą został wybrany.

Nie wiadomo, czy nie zrobił tego rozmyślnie, by zatrzeć za sobą ślady. By ludzie zapamiętali go jako dobrego wujaszka, który nie mógł dążyć do unicestwienia Cerkwi, tym bardziej że był bardzo chory i nie uczestniczył de facto w sprawowaniu władzy. Tymczasem z jego pisma wynikało, że to on był inicjatorem wojny mającej doprowadzić do unicestwienia Cerkwi w bolszewickiej Rosji. Jeżeli ktoś sądzi, że jej autorem był Trocki albo Stalin, w świetle pisma Lenina jest w błędzie. Wynika bowiem z niego, że Lenin od samego początku chciał ukryć swoją rolę w rozpętaniu antycerkiewnej kampanii. Oficjalną stroną w walce z Cerkwią miały być władze państwowe reprezentowane przez stojącego na ich czele Michaiła Kalinina. Tylko on mógł publicznie wypowiedzieć się w sprawie walki z Cerkwią. Lenin nakazywał: „Oficjalnie z inicjatywą jakichś przedsięwzięć powinien tylko występować tow. Kalinin – w żadnym przypadku nie może tego czynić i w jakiejkolwiek publicznej formie tow. Trocki”.

Szansa rozprawy z duchowieństwem

Dalej w swym piśmie stwierdzał, że głód, który dotknął Rosję, stworzył bolszewikom szansę rozprawy z czarnosecinnym duchowieństwem. Ułatwia bowiem zabranie z Cerkwi wszystkich kosztowności i cennych rzeczy i wykorzystania pozyskanych środków dla budowy komunizmu w bolszewickiej Rosji. Wcale nie chodziło mu o zdobycie pieniędzy na pomoc dla głodujących chłopów. To był tylko pretekst. W przywoływanym piśmie Lenin ujawnia to bez żenady. Pisze m.in.: „Przejęcie cerkiewnych klejnotów musimy przeprowadzić jak najszybciej i bardzo zdecydowanie. Sposobem tym możemy sobie zapewnić fundusz, składający się z kilkuset milionów złotych rubli (wystarczy wspomnieć o gigantycznych bogactwach niektórych monasterów i ławr). Bez tego funduszu żadna państwowa robota w ogóle jest niemożliwa. Utworzenie państwowych struktur jest nie do pomyślenia. Niemożliwa będzie też obrona naszej pozycji w Genui. Wziąć w swoje ręce fundusz, liczący kilkaset milionów złotych rubli (a może nawet wielu miliardów) musimy bezwzględnie, niezależnie od tego, ile by to kosztowało. A zrobić z gwarancją sukcesu można tylko teraz”.

Po zakończeniu sekwestru cerkiewnego majątku, Lenin uważał, że władze bolszewickie powinny rozpocząć represje przeciwko „duchowieństwu, by zdławić możliwości jego oporu z taką surowością, by nie zapomniało tego przez dziesięciolecia”.

Represje przeciwko duchowieństwu miały zacząć się w Szui, gdzie wierni stanęli w obronie cerkiewnego mienia. Lenin w swym piśmie nakreślił scenariusz, jak mają one przebiegać. Po jego wypróbowaniu wódz proletariatu zalecał stosować go gdzie indziej. Nakazał, by do Szui wysłać jednego przedstawiciela rządu, któremu jeden z członków Biura Politycznego udzieli słownej instrukcji. „Instrukcja ta powinna nakazywać mu, żeby aresztował jak najwięcej, nie mniej niż kilkudziesięciu przedstawicieli miejscowego duchowieństwa, miejscowego mieszczaństwa i miejscowej burżuazji, pod zarzutem bezpośredniego albo pośredniego sprzeciwu wobec dekretu radzieckiego rządu o rekwizycji cerkiewnych kosztowności. Po zakończeniu aresztowań delegat rządu powinien wrócić do Moskwy, by złożyć sprawozdanie przed dwoma upoważnionymi członkami Biura Politycznego. Na jego podstawie Biuro Polityczne da dokładną dyrektywę władzom sądowym, oczywiście ustną sprawie procesu przeciwko buntownikom w Szui, którzy sprzeciwiają się użycia cerkiewnego majątku na pomoc głodującym. Proces powinien zostać przeprowadzony maksymalnie szybko i skończyć się nie inaczej jak rozstrzelaniem wszystkich wpływowych i niebezpiecznych czarnosecińców Szui, a jeżeli będzie to możliwe, to nie tylko z tego miasta, ale i z Moskwy, i z innych duchownych centrów”.

Rozstrzelać jak najwięcej

Dalej w obszernym liście Lenin pisał, żeby w sprawie dalszych działań na najbliższym zjeździe partii „zwołać tajne posiedzenie wszystkich lub prawie wszystkich delegatów wspólnie z wszystkimi pracownikami GPU, Ludowego Komisariatu Prawa i Rewolucyjnego Trybunału. Na tym posiedzeniu przeprowadzić tajne postanowienie zjazdu, o jak najszybszym, bezwzględnym i zdecydowanym przejęciu cerkiewnych klejnotów, szczególnie z samych bogatych ławr, monasterów i cerkwi. Im więcej przedstawicieli reakcyjnego duchowieństwa i burżuazji uda nam się przy okazji rozstrzelać, tym lepiej”.

W celu dalszych działań w kwestii wykonania tajnej uchwały zjazdu Lenin nakazywał powołać specjalną komisję, w której obowiązkowy udział powinni wziąć tow. Kalinin i tow. Trocki. Komisja miała działać tajnie, bez żadnych pisemnych śladów o swojej działalności. Wszelkie operacje muszą być prowadzone nie w imieniu komisji, ale w ogólnopaństwowym i ogólnopartyjnym porządku.

Wkrótce zaczęła się grabież cerkiewnych „kosztowności”, a rewolucyjne trybunały zaczęły skazywać na śmierć duchownych.

http://nczas.info/2025/11/02/kto-podjal-decyzje-o-unicestwieniu-cerkwi/

#bolszewicy #komunizm #zsrr

9

Jak można było uratować Lenina w stylu LPGT.

Zdjęcie

#dowcip #humor #zsrr

18

Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich zdech 32 lata temu 😊

Zdjęcie

#zsrr #komunizm #memyhistoryczne

5

Obozy NKWD na terenie Polski zaraz po II Wojnie Światowejsablane.pl

http://sablane.pl/artykuly/nkwd-na-terenie-polski-zaraz-po-ii-wojnie-swiatowej/ Zgodnie z rozkazem Naczelnego Dowództwa, z 1 sierpnia 1944 r. NKWD i kontrwywiad wojskowy Smiersz (Главное управление контрразведки «СМЕРШ» Народного комиссариата обороны) zakładały na terenie Polski obozy i więzienia dla żołnierzy AK i opozycji. W ramach tego rozkazu w ciągu kilku miesięcy zatrzymano i rozbrojono ok. 25 tys. żołnierzy Armii Krajowej. #polska #zsrr #obozykoncentracyjne

6

#zsrr #sowiety #dzieci #ciekawostki #plakat #grafika

Sowiecki "Świerszczyk" z 1937 roku. Niestety pismo dla dzieci, nie zawierajace rozbieranych aktów w kołchozowej pszenicy.

8

Ałła Iwanowna Girkina, z domu Runowa i Wsiewołod Ignatjewicz Girkin na wspólnej fotografii, rok 1970. Rodzice wiadomo kogo.

#onucakontent #heheszki #starezdjecia #zsrr #wojna #ukraina

10