Lwów nie został zdobyty w walce. Wzięty w dwa ognie, musiał skapitulowaćkresy.pl

Zdjęcie

22 września 1939 roku Lwów, po dziesięciu dniach obrony przed Niemcami i w obliczu wkroczenia Armii Czerwonej, skapitulował przed Sowietami. Obrona miasta nie została jednak przełamana w walce.

Walki o Lwów rozpoczęły się 12 września, gdy pod miasto dotarły oddziały Wehrmachtu. Pomimo przewagi przeciwnika polskie dowództwo zdołało zorganizować skuteczną obronę, opierającą się głównie na jednostkach improwizowanych i zapasowych Wojska Polskiego, a także policji i ochotnikach.

– W polskich planach Lwów nie był brany pod uwagę jako miejsce oporu, ponieważ liczono na to, że front tam po prostu nie dojdzie – mówił historyk Damian Markowski. Miasto miało stanowić zaplecze mobilizacyjne i punkt, przez który na front kierowano by sprzęt sprowadzany przez Rumunię. Tymczasem pierwsze niemieckie bomby spadły na Lwów już 1 września. Luftwaffe zaatakowała wówczas m.in. główny dworzec kolejowy.

Pierwsze bezpośrednie starcia o miasto 12 września zakończyły się sukcesem obrońców. Niemiecka kolumna pościgowa dotarła do ulicy Gródeckiej, lecz została powstrzymana. Istotną rolę odegrał kontratak Policji Państwowej. Pokazuje to, jak słabo przygotowana była początkowo obrona miasta.

W kolejnych dniach obronę wzmacniały oddziały zapasowe i rezerwowe Wojska Polskiego. Na zachód od miasta do Lwowa próbowały przebić się oddziały Armii „Małopolska” gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Na północnych przedpolach miasta walczyła natomiast 10. Brygada Kawalerii płk. Stanisława Maczka, która w dniach 14–17 września prowadziła ciężkie walki, przede wszystkim o Zboiska.

Miasto było bombardowane przez Luftwaffe i ostrzeliwane przez niemiecką artylerię.

W walki i pomoc obrońcom zaangażowali się także mieszkańcy Lwowa, w tym harcerze i harcerki. – Pełniły niezwykle ofiarną służbę czy to w szpitalach polowych, czy też jako łączniczki, znajdując się często na linii bojowej pod niemieckim ostrzałem artylerii lub ogniem niemieckich strzelców wyborowych – przypominał Markowski.

Harcerze angażowali się również bezpośrednio w działania bojowe. – Doszło nawet do pewnej samowolki, gdy jeden z lwowskich oddziałów harcerskich dokonał samodzielnego wypadu, przebijając się do Armii „Małopolska”. I harcerze przynieśli wówczas polskim żołnierzom trzy słynne „Urugwaje”, czyli karabiny przeciwpancerne – mówił historyk.

Sytuacja zmieniła się całkowicie po 17 września, gdy na mocy tajnego protokołu paktu Ribbentrop–Mołotow Związek Sowiecki zaatakował Polskę. Pierwsze oddziały Armii Czerwonej dotarły pod Lwów w nocy z 18 na 19 września. Tego samego dnia sowieckie dowództwo zaproponowało gen. Władysławowi Langnerowi kapitulację.

Polskie oddziały znalazły się w położeniu bez wyjścia. Niemcy nadal znajdowali się na zachód i północ od miasta, a od wschodu nadciągnęła Armia Czerwona. Przedstawiciele Wehrmachtu i Armii Czerwonej spotykali się pod Lwowem w celu uzgodnienia dalszych działań. 20 września niemieckie dowództwo otrzymało jednak rozkaz zaprzestania oblężenia miasta, które zgodnie z ustaleniami niemiecko-sowieckimi miało przypaść ZSRR.

Wobec braku szans na odsiecz oraz obaw o dalsze straty wśród ludności cywilnej gen. Władysław Langner zdecydował o kapitulacji przed Sowietami.

– Pamiętajmy, że obrona Lwowa nie została złamana – mówił Markowski. – Lwów nie został zdobyty w walce. Miasto poddało się, gdy stało się jasne, że wojna jest po prostu przegrana.

22 września podpisano „Protokół ogłoszenia o przekazaniu miasta Lwowa Armii Czerwonej”. Polscy oficerowie mieli zachować wolność osobistą, nietykalność własności i prawo wyjazdu za granicę. Żołnierze po złożeniu broni mieli zostać zwolnieni.

Sowieci niemal natychmiast złamali podpisane warunki. Oficerów Wojska Polskiego rozbrojono i wzięto do niewoli. Armia Czerwona i NKWD dopuściły się także zbrodni na polskich żołnierzach i policjantach. IPN wskazuje m.in. na rozstrzelanie policjantów przy rogatce na ul. Zielonej oraz żołnierzy i policjantów w Brygidkach.

Łącznie do niewoli sowieckiej dostało się ponad 15 tys. polskich żołnierzy, w tym około 1500 oficerów. Wielu oficerów trafiło następnie do sowieckich obozów jenieckich i zostało zamordowanych wiosną 1940 roku w ramach zbrodni katyńskiej, m.in. w Charkowie.

Z wkroczeniem Armii Czerwonej rozpoczęła się pierwsza okupacja sowiecka Lwowa. Nowe władze oczekiwały od mieszkańców przystrojenia ulic czerwonymi flagami. W przypadku braku sowieckich symboli polecano rozdzierać polskie biało-czerwone flagi i wywieszać ich czerwoną część.

Z tego czasu pochodzi historia lwowskiej rodziny Gruszkowskich, która, chcąc ocalić polską flagę, ukryła ją w domowym składzie węgla. Po wojnie rodzina zabrała ją do Gdańska. Flaga, z zachowanymi zabrudzeniami po węglu, znajduje się dziś w zbiorach Muzeum II Wojny Światowej.

http://kresy.pl/kresopedia/lwow-nie-zostal-zdobyty-wziety-w-dwa-ognie-musial-skapitulowac/

#iiws #iiwojnaswiatowa #Polska #lwow #niemcy #zsrr #historiapolski #historia

8

Narodowe Siły Zbrojne. Walczyli o niepodległą Polskę przeciw dwóm okupantomkresy.pl

Zdjęcie

20 września 1942 roku powstały Narodowe Siły Zbrojne – jedna z największych organizacji polskiego podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej.

NSZ wyróżniały się tym, że jako jedyne nie były podporządkowane politycznie ani materialnie innym strukturom, opierając swoją działalność na samofinansowaniu i własnym zapleczu ideowym. Celem formacji była walka z obydwoma okupantami – niemieckim i sowieckim – oraz przygotowanie struktur przyszłego, wolnego państwa.

Politycznym zapleczem NSZ była Tymczasowa Narodowa Rada Polityczna, a wśród jej liderów znaleźli się przedstawiciele Stronnictwa Narodowego i środowisk narodowo-radykalnych. Pierwszym dowódcą organizacji został płk Ignacy Oziewicz „Czesław”, a kolejnym płk Tadeusz Kurcyusz „Morski”.

Do 1944 roku struktury NSZ objęły większość ziem przedwojennej Polski, a liczebność formacji sięgała 90 tys. żołnierzy. Ważną rolę odgrywał wywiad, którego informacje często trafiały również do Armii Krajowej. Silny rozwój propagandy podziemnej zaowocował wydawaniem licznych pism i podręczników szkoleniowych.

Brygada Świętokrzyska przebiła się na Zachód

NSZ prowadziły walkę partyzancką, organizując akcje dywersyjne, zdobywając broń i broniąc ludności przed terrorem niemieckim i komunistycznym. Choć początkowo nie były częścią AK, uznawały zwierzchnictwo rządu londyńskiego. W marcu 1944 roku część oddziałów została scalona z AK, jednak wskutek rozłamu wyodrębniły się także samodzielne struktury.

Żołnierze NSZ brali udział w Powstaniu Warszawskim, m.in. w ramach Zgrupowania „Chrobry II” czy Brygady Dyspozycyjno-Zmotoryzowanej „Koło”. Najsłynniejszą jednostką była Brygada Świętokrzyska, która powstała 11 sierpnia 1944 roku na Kielecczyźnie. Skupiono wokół niej dotychczas istniejące oddziały NSZ, które nie zjednoczyły się z AK. Prowadziła ona walkę zarówno z Niemcami, jak i z oddziałami komunistycznymi i sowieckimi, co odzwierciedlało zasadę NSZ o traktowaniu obu okupantów jako jednakowych wrogów. Do starć z Niemcami doszło m.in. pod Czarnocinem, Olesznem czy Zagnańskiem. Równocześnie Brygada podejmowała walkę z oddziałami Armii Ludowej i partyzantką sowiecką, np. pod Fanisławicami i Rząbcem.

W styczniu 1945 roku, wobec nadciągającej ofensywy Armii Czerwonej, zapadła decyzja o wymarszu na Zachód. Był to manewr o charakterze strategicznym – żołnierze zdawali sobie sprawę, że w warunkach tworzonej przez komunistów Polski Ludowej grozi im likwidacja. Przemarsz przez niemiecką strefę okupacyjną odbył się za zgodą Wehrmachtu, co stało się potem przyczyną kontrowersji. Dowódca Brygady Antoni Szacki pisał po latach: „Wierzyłem, że wyprowadzę was z domu niewoli i śmierci. Polska Ludowa kopała nam groby, otwierała nowe więzienia, stawiała szubienice, ziejąc nienawiścią i chęcią zemsty nad każdym członkiem-żołnierzem Brygady Świętokrzyskiej. Nie udało się. Wyszliśmy szczęśliwie”.

Zakończyli szlak bojowy u boku armii amerykańskiej, wyzwalając m.in. obóz koncentracyjny w Holiszowie. Historyk Leszek Żebrowski podkreśla: „Amerykanie po sprawdzeniu kontrwywiadowczym, że Brygada nie brała udziału w walkach z Niemcami po ich stronie, że nie występowała razem z nimi, uznają Brygadę jako jednostkę aliancką. To jest jedyna polska jednostka, która uzyskała od Amerykanów w maju 1945 roku prawo do noszenia odznak jednostek amerykańskich”.

„Odziedziczony po PRL stan «dwójmyślenia»”

Po rozwiązaniu Armii Krajowej w lutym 1945 roku działacze Stronnictwa Narodowego przystąpili do organizowania nowej formacji zbrojnej – Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W jego szeregi weszło wielu żołnierzy NSZ. NZW dążyło do utrzymania niepodległości Polski w granicach z 1939 roku i walczyło z nową, komunistyczną okupacją. Organizacja była bezwzględnie zwalczana przez UB, KBW i NKWD, a jej oficerowie i żołnierze padali ofiarą brutalnych represji. W latach 1945–1956 przeprowadzono liczne procesy polityczne, w których żołnierzy i oficerów NSZ skazywano na kary śmierci bądź wieloletnie pozbawienie wolności.

W czasach PRL propaganda komunistyczna przedstawiała Narodowe Siły Zbrojne jako formację mordującą Żydów, kolaborującą z Niemcami i odpowiedzialną za wywołanie tzw. wojny domowej. Obraz ten był podporządkowany celom politycznym władz komunistycznych i zawierał liczne fałszerstwa, uogólnienia oraz przemilczenia.

„Obecnie temat NSZ, jak i całego podziemia narodowego, które z bronią w ręku stawiło opór okupantom niemieckiemu i sowieckiemu, należy do poważnych problemów, z którymi polska historiografia nie może sobie poradzić – pisał dr Wojciech Muszyński. – W dalszym ciągu utrzymuje się odziedziczony po PRL stan «dwójmyślenia». Nie ma już co prawda potrzeby odkłamywania historii NSZ, dysponujemy bowiem dużą liczbą poważnych opracowań naukowych (także autorstwa historyków związanych z IPN), które jednoznacznie stwierdzają, że żołnierze NSZ wielce zasłużyli się w walce o wolną i niepodległą Polskę. Trudność polega jednak na tym, ż#e ustalenia historyków z trudem torują sobie drogę do świadomości społeczeństwa, które przez dziesięciolecia poddawane było propagandowemu praniu mózgu”.

Jednocześnie niektóre epizody działalności poszczególnych oddziałów i struktur NSZ – w tym przypadki zabójstw Żydów oraz charakter kontaktów części NSZ z Niemcami – pozostają przedmiotem badań i sporów historyków.

http://kresy.pl/kresopedia/narodowe-sily-zbrojne-podziemna-armia-niepodleglej-polski/

#iiwojnaswiatowa #nsz #bohater #Polska #historiapolski #historia

9

Most Jagiełły zaskoczył Krzyżaków. 30 czerwca 1410 roku król zbudował dla swoich wojsk most pontonowy przez Wisłękresy.pl

30 czerwca 1410 roku pod Czerwińskiem zmontowano z przygotowanych wcześniej elementów most łyżwowy przez Wisłę. Umożliwił on szybką koncentrację wojsk polsko-litewskich i rozpoczęcie marszu na Malbork.

Był to jeden z najwcześniejszych i najlepiej udokumentowanych przykładów polskiej inżynierii wojskowej, uznawany za pierwszy polski historyczny most wojskowy. Okazał się nie tylko majstersztykiem inżynierii, lecz także świetną zagrywką psychologiczną.

Tajna broń wielkiej wojny

Wojna z Zakonem Krzyżackim rozpoczęła się w sierpniu 1409 roku i po krótkiej kampanii zakończyła rozejmem do 24 czerwca 1410 roku. Obie strony szykowały się jednak do nieuniknionej kontynuacji konfliktu po tej dacie. Już w grudniu 1409 roku król Władysław Jagiełło spotkał się w Brześciu Litewskim z wielkim księciem Witoldem i podkanclerzym Mikołajem Trąbą. Tam narodził się nowatorski plan kampanii: zamiast kolejnego sporu granicznego – frontalne uderzenie na serce państwa zakonnego, Malbork.

By tego dokonać, potrzebna była szybka koncentracja rozproszonych sił Korony i Litwy. Wybrano Czerwińsk nad Wisłą, z którego prowadziła droga na Mazury. To tam miał powstać most – przeprawa przez Wisłę o niespotykanej dotąd w Polsce skali i technologii.

„To był de facto plan generalnej rozprawy z zakonem krzyżackim. Żeby ten cel osiągnąć, konieczna była koncentracja wojsk koronnych, litewskich i ruskich w jednym miejscu. We współczesnej nomenklaturze wojskowej takie działanie określa się jako stworzenie punktu ciężkości” – mówił w Polskim Radiu płk Tadeusz Dzikowski, prezes Stowarzyszenia Saperów Polskich.

Most zbudowano w tajemnicy

Prace przygotowawcze rozpoczęły się już zimą 1409/1410 w Puszczy Radomskiej (dzisiejszej Kozienickiej). Elementy mostu wykonywano w ścisłej tajemnicy. Za logistykę odpowiadał starosta radomski Dobrogost Czarny z Odrzywołu, zaś bezpośrednio nad konstrukcją czuwał mistrz ciesielski Jarosław.

Gotowe części spławiono Wisłą z Kozienic do Czerwińska – niemal 150 km. 29 czerwca 1410 roku rozpoczęto montaż. Już następnego dnia – 30 czerwca – most był gotowy do użytku. Długosz pisał, że całość zmontowano w ciągu pół dnia. Współczesne szacunki mówią o 8–10 godzinach. Był to prawdziwy wyczyn, możliwy dzięki wcześniejszemu przygotowaniu i wyjątkowej organizacji.

Jak wyglądał most Jagiełły?

Most był tzw. mostem łyżwowym – rodzajem mostu pływającego, opartego na łodziach, zwanych łyżwami. Zgodnie z analizą prof. Barbary Rymszy, do budowy użyto płaskodennych łodzi o długości 8–12 metrów, szerokości około 2,5 m. Na nich układano dźwigary, następnie poprzeczne belki, faszynę i warstwę piasku – ta ostatnia tłumiła tętent końskich kopyt i zabezpieczała pokład przed uszkodzeniami.

Most miał długość około 500 metrów, co odpowiada szerokości Wisły w rejonie Czerwińska. Wykorzystano zapewne naturalną podporę – Kępę Śladowską – co mogło umożliwić budowę w kilku odcinkach.

Operacja logistyczna na skalę epoki

Przez most przeszło około 20 tys. jazdy, artyleria, tabor i czeladź obozowa. Wszystko odbyło się z zadziwiającą precyzją. Wyznaczeni zbrojni kierowali ruchem na moście, zapobiegając chaosowi. Przejście trwało zapewne cały dzień. Armia ruszyła dalej na północ z szybkością dochodzącą do 35 km dziennie – tempo imponujące nawet dla współczesnych wojskowych.

Po zakończeniu przeprawy most został rozebrany i przetransportowany do Płocka, gdzie mógł zostać ponownie zmontowany jako potencjalna droga odwrotu lub kanał zaopatrzeniowy.

Nowatorstwo i znaczenie militarne

Jak zauważa płk Tadeusz Dzikowski, operacja Jagiełły była pokazem myślenia strategicznego i inżynierskiej perfekcji: „Jako saper jestem pod ogromnym wrażeniem. Zgranie sił, tajemnica, szybkość działania – to dziś też podstawy skutecznych operacji wojskowych.”

Krzyżacy zostali kompletnie zaskoczeni. Dywersyjne działania w rejonie Świecia skutecznie odwróciły ich uwagę. Gdy zorientowali się, że główne siły przeciwnika przeszły Wisłę pod Czerwińskiem, było za późno. 15 lipca 1410 roku doszło do jednej z największych bitew średniowiecznej Europy – i naszego zwycięstwa pod Grunwaldem.

Most Jagiełły to przykład, jak przemyślana logistyka i technologia mogą przesądzić o losach wojny. Dziś pamiętamy datę bitwy – 15 lipca – ale rzadko wspominamy 30 czerwca 1410 roku, dzień przeprawy przez Wisłę, bez której Grunwald być może w ogóle by się nie odbył.

http://kresy.pl/kresopedia/most-jagielly-zaskoczyl-krzyzakow-30-czerwca-1410-roku-krol-zbudowal-dla-swoich-wojsk-most-pontonowy-przez-wisle/

#1410 #jagiello #Polska #krzyzacy #historia #historiapolski

10

Husaria, dragonia i manewr przez mokradła. Tak Sapieha i Czarniecki pokonali Moskwę pod Połonkąkresy.pl

Zdjęcie

28 czerwca 1660 roku pod Połonką, w Wielkim Księstwie Litewskim, wojska Rzeczypospolitej dowodzone przez hetmana wielkiego litewskiego Pawła Jana Sapiehę oraz wojewodę ruskiego Stefana Czarnieckiego rozbiły armię rosyjską księcia Iwana Chowańskiego.

Było to jedno z najważniejszych zwycięstw odniesionych przez Rzeczpospolitą w czasie wojny polsko-rosyjskiej z lat 1654–1667.

Bitwa rozegrała się w momencie, gdy sytuacja Wielkiego Księstwa Litewskiego pozostawała bardzo trudna. Wojska moskiewskie od kilku lat zajmowały znaczną część ziem litewskich, a Chowański oblegał Lachowicze, jedną z ważniejszych twierdz regionu.

Po zakończeniu wojny ze Szwecją Rzeczpospolita mogła jednak skierować większe siły przeciw Moskwie. Na Litwę ruszyły oddziały koronne Stefana Czarnieckiego, które połączyły się z wojskiem litewskim Pawła Jana Sapiehy.

Według ostrożnych szacunków połączone siły Rzeczypospolitej liczyły około 11 tys. żołnierzy, w tym około 7 tys. Litwinów i 4 tys. żołnierzy koronnych. Armia Chowańskiego była prawdopodobnie nieco mniej liczna i mogła mieć około 8,5–10 tys. żołnierzy.

Dzień przed główną bitwą, według relacji przywoływanych przez dr. Radosława Sikorę, w pobliżu Połonki doszło do starcia podjazdów. Ważną rolę odegrał w nim Samuel Kmicic, chorąży orszański, pierwowzór sienkiewiczowskiego Andrzeja Kmicica.

Jak pisał dla naszego portalu Radosław Sikora, prawdziwy Kmicic nie był postacią tak dramatyczną jak bohater „Potopu”, ale także jemu „nie można odmówić talentów wojskowych”. Kmicic został wysłany spod Żurowicz w stronę Lachowicz. W tym samym czasie spod Lachowicz w kierunku Słonimia maszerował rosyjski podjazd księcia Ordina-Naszczokina. Oba oddziały spotkały się w pobliżu Połonki. Siły obu stron były mniej więcej wyrównane. Starcie zakończyło się sukcesem Kmicica. Według przywoływanych relacji Rosjanie zostali pobici i zmuszeni do odwrotu.

Następnego dnia, 28 czerwca, doszło do głównej bitwy. Chowański, który uchodził za jednego z najgroźniejszych dowódców moskiewskich na Litwie, ruszył przeciw połączonym wojskom litewsko-koronnym. Pod Lachowiczami pozostawił część sił, które miały nadal blokować twierdzę, a z główną armią wyszedł naprzeciw wojskom Sapiehy i Czarnieckiego.

Rankiem straż przednia Rzeczypospolitej, dowodzona przez Aleksandra Połubińskiego, przeszła groblę na rzeczce Połonce i natknęła się na przednie oddziały moskiewskie. Po krótkim starciu Rosjanie zostali odrzuceni, ale gdy nadciągnął Chowański z głównymi siłami, Połubiński wycofał się za rzekę. W tym czasie armia polsko-litewska zaczęła formować szyk bojowy.

Prawe skrzydło, broniące przejścia przez groblę, obsadziły dragonia i husaria Czarnieckiego. W centrum stanęła piechota polska i litewska oraz artyleria, licząca 7 dział. Lewe skrzydło zajęły wojska Sapiehy, przede wszystkim jazda litewska. Część sił pozostawiono w odwodzie, ukrytym przed wzrokiem przeciwnika.

Pierwsze uderzenie Chowański skierował na groblę. Atak został zatrzymany ogniem dragonii, a następnie odparty kontruderzeniem husarii. Wówczas rosyjski dowódca próbował przełamać lewe skrzydło wojsk Rzeczypospolitej i rzucił znaczną część jazdy przeciw Litwinom Sapiehy. Zamierzał zepchnąć ich ku mokradłom, jednak wojska litewskie utrzymały pozycje.

Przełom nastąpił, gdy dragonia Czarnieckiego opanowała wschodni wylot grobli, a wojska Rzeczypospolitej przeszły do natarcia na całym froncie. Sapieha przeprawił się w kierunku folwarku Ważginty, zaś pułkownik Gabriel Wojniłłowicz ze znaczną częścią jazdy, w tym pułkiem królewskim ukrytym wcześniej przed przeciwnikiem, obszedł mokradłami skrzydło armii moskiewskiej i wyszedł na jej tyły.

Uderzenie Wojniłłowicza na odwód i lewe skrzydło Rosjan zbiegło się z frontalnym natarciem husarii Czarnieckiego oraz jazdy litewskiej Sapiehy. Szyk armii Chowańskiego zaczął się załamywać. Jazda rosyjska rzuciła się do odwrotu, a sam Chowański, według relacji, został ranny, lecz zdołał ujść z pola bitwy z grupą ocalałych żołnierzy.

Po rozbiciu jazdy na polu walki pozostała rosyjska piechota. Wycofała się do pobliskiego lasku i stawiła tam opór. Wojska Rzeczypospolitej otoczyły ją, a następnie skierowały przeciw niej działa, zarówno własne, jak i zdobyczne. Ostrzał artyleryjski oraz nacisk jazdy i piechoty złamały obronę. Armia Chowańskiego została rozbita.

W starciu odznaczyła się jazda Rzeczypospolitej, w tym husaria polska i litewska. Według części przekazów husarze koronni uderzali na moskiewskich pikinierów nawet bez kopii. Husaria litewska, walcząca z kopiami, miała zadać piechocie moskiewskiej szczególnie ciężkie straty. Cytowany przez Sikorę Paweł Jan Sapieha notował: „[…] zamieszała husaria z kopiami piechotę, i tak szczęśliwie sprawiła się, iż żaden drzewca darmoć nie skruszył. Jam tego nie widział, ale godny wiary towarzysz powiada, iż sześciu na jednej kopiej widział Moskalów.”

O wyniku bitwy przesądziło połączenie ognia dragonii, manewru oskrzydlającego i szarży jazdy. W pościgu za uciekającymi wojskami moskiewskimi uczestniczył także Samuel Kmicic, który miał ścigać przeciwnika aż w stronę Mira.

Straty armii Chowańskiego były ciężkie. W nowszych ujęciach podaje się zwykle od około 2,3 tys. do ponad 4 tys. zabitych, a także wielu jeńców. Część zestawień mówi o około 3,5 tys. zabitych i 700 wziętych do niewoli. Po stronie wojsk Rzeczypospolitej straty miały być znacznie mniejsze i wynosić około 300 poległych.

Klęska Chowańskiego miała duże znaczenie wojskowe. Przerwała rosyjskie działania pod Lachowiczami i osłabiła przewagę Moskwy w tej części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po latach ciężkich strat Rzeczpospolita pokazała, że nadal jest zdolna do skutecznych działań zaczepnych na wschodzie. Zwycięstwo pod Połonką stało się jednym z najważniejszych sukcesów kampanii 1660 roku.

http://kresy.pl/kresopedia/husaria-dragonia-i-manewr-przez-mokradla-tak-sapieha-i-czarniecki-pokonali-moskwe-pod-polonka/

#Polska #rosja #historia #historiapolski #husaria

12

Rzeź humańska. 21 czerwca 1768 roku hajdamacy wymordowali tysiące Polaków i Żydówkresy.pl

21 czerwca 1768 roku w mieście Humań zbuntowane oddziały hajdamaków dokonały masakry polskich i żydowskich mieszkańców. Liczba ofiar sięgać mogła nawet 20 tysięcy.

Był to punkt kulminacyjny tzw. koliszczyzny – brutalnego buntu ruskiego chłopstwa, który wstrząsnął wschodnimi kresami Rzeczypospolitej.

Tło wydarzeń było niezwykle złożone. Ukraina już od dawna była regionem niespokojnym – pamięć o krwawych powstaniach kozackich pozostawała żywa. W XVIII wieku narastały napięcia społeczne i religijne. Chłopi poddani pańszczyźnie żywili urazę do polskich panów, a prawosławni niechętnie patrzyli na rozwój Kościoła unickiego. Do wybuchu rebelii wystarczyła iskra – i stał się nią Maksym Żeleźniak, zaporoski Kozak, który powołując się na fałszywy ukaz carycy Katarzyny II, zaczął wzywać do wypędzenia Polaków i Żydów z Ukrainy.

Kozacki dowódca z Humania przeszedł na stronę rebelii

Do buntu przystąpiły setki chłopów, Kozaków i mieszczan. W czerwcu 1768 roku wybuchła koliszczyzna. Hajdamacy, kierując się hasłami religijnej i narodowej zemsty, w brutalny sposób mordowali przedstawicieli znienawidzonych grup – polskiej szlachty, katolickiego duchowieństwa i Żydów. Ich ulubioną bronią były piki – od okrzyku „Koli! Koli!” (pol. „Kłuj!”) miała się wziąć potoczna nazwa powstania.

Pogromów dokonywano w wielu miejscowościach – takich jak Żabotyn, Korsuń, Czerkasy czy Łysianka. W Łysiance na belce powieszono zakonnika, Żyda i psa, a nad nimi zawieszono szyderczy napis: „Lach, Żyd i sobaka – wse wira odnaka” (pol. „Polak, Żyd i pies – jedna wiara”). Potem powtarzali to czasem przy okazji kolejnych pogromów.

Symbolem rzezi dokonywanych przez hajdamaków stało się miasto Humań. W jego murach schronili się uciekinierzy z całego regionu, licząc na ochronę wojsk magnata Franciszka Salezego Potockiego. Jednak obroną miasta dowodził Iwan Gonta – kozacki setnik, który… przeszedł na stronę buntowników.

Po kilkunastogodzinnym, zaciekłym szturmie hajdamacy zdobyli miasto. Masakra rozpoczęła się 21 czerwca 1768 roku. Nie oszczędzano nikogo – ginęli mężczyźni, kobiety i dzieci. Mordowano ludzi szukających schronienia w kościołach, cerkwiach i synagogach, duchownych torturowano i zabijano.

Iwan Gonta ogłosił się księciem humańskim, natomiast Maksym Żeleźniak – główny przywódca koliszczyzny – przyjął tytuły księcia smilskiego i hetmana kozackiego. Szacuje się, że w samym Humaniu mogło zginąć do ok. 20 tysięcy osób, a łącznie w czasie koliszczyzny w 1768 roku – nawet 100–200 tys. osób. W dniach bezpośrednio po rzezi humańskiej liczba stałych uczestników rebelii szacowana była na około 1300 osób. Wśród buntowników dominowali chłopi ruscy, co znacząco wpłynęło na skalę i brutalność działań koliszczyzny.

Punktem zwrotnym powstania był atak na miejscowość Palejowe Jezioro, położoną przy granicy z Turcją, a następnie wkroczenie hajdamaków na terytorium Imperium Osmańskiego. Hajdamacy zaatakowali Bałtę oraz Gołtę. Incydent ten stał się pretekstem do wypowiedzenia przez Turcję wojny Rosji. Wobec zagrożenia międzynarodowego i rosnącej skali powstania, które zaczęło zagrażać również interesom Imperium Rosyjskiego, zapadła decyzja o jego stłumieniu.

Do akcji przystąpiły wojska rosyjskie, wspierane przez oddziały koronne. W nocy z 6 na 7 lipca 1768 roku przywódcy koliszczyzny zostali pojmani. Iwan Gonta został stracony, a Maksym Żeleźniak przekazany Rosjanom i zesłany na Syberię, gdzie wszelki ślad po nim zaginął.

Rebelia z inspiracji Rosjan?

Wciąż nie ma pewności, czy koliszczyzna była spontanicznym wybuchem ludowej nienawiści, czy też starannie zaplanowaną prowokacją. Około dwudziestu lat po wydarzeniach koliszczyzny, w czasie obrad Sejmu Czteroletniego, powołano specjalną komisję mającą zbadać okoliczności hajdamackiego buntu. Na podstawie zeznań naocznych świadków dopuszczono możliwość, że powstanie chłopskie mogło zostać zainspirowane przez Rosjan. Ze względu na brak pisemnych dowodów komisja nie sformułowała jednak jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.

Pewne jest, że działania hajdamaków osłabiły pozycję trwającej równolegle konfederacji barskiej, a interwencja Rosji pozwoliła jej wystąpić w roli „gwaranta porządku” – wzmacniając tym samym wpływy imperium w Rzeczypospolitej.

Dla tysięcy ofiar – Polaków, Żydów, duchownych i zwykłych mieszkańców – rzeź humańska była apokalipsą. Na tle tych dramatycznych wydarzeń historycznych zaczęły powstawać utwory literackie, które podejmowały temat rzezi humańskiej i szerszego kontekstu powstań chłopskich. Do najważniejszych należą „Sen srebrny Salomei” Juliusza Słowackiego i powieść poetycka „Zamek kaniowski” Seweryna Goszczyńskiego.

Warto przypomnieć także prawosławnych mieszkańców Ukrainy, którzy w tamtym strasznym okresie zachowali ludzką wrażliwość, niosąc pomoc prześladowanym Polakom.

http://kresy.pl/kresopedia/rzez-humanska-21-czerwca-1768-roku-hajdamacy-wymordowali-tysiace-polakow-i-zydow/

#Polska #historia #historiapolski

10

Powstanie iwienieckie: zapomniany sukces Armii Krajowejkresy.pl

19 czerwca 1943 roku w Iwieńcu na Nowogródczyźnie żołnierze Armii Krajowej przeprowadzili jedną z największych akcji zbrojnych polskiego podziemia na Kresach Północno-Wschodnich.

Miasteczko znajdowało się pod okupacją niemiecką i było ważnym punktem administracyjnym w regionie. Stacjonowali tam niemieccy żandarmi, funkcjonariusze administracji okupacyjnej, oddział białoruskiej policji pomocniczej oraz żołnierze Luftwaffe zakwaterowani w koszarach położonych poza centrum. Siły przeciwnika były liczniejsze od polskiego oddziału, jednak Armia Krajowa dysponowała silnym atutem: miejscową siatką konspiracyjną.

Bezpośrednią przyczyną akcji była dekonspiracja części struktur AK i aresztowanie członków oraz sympatyków polskiego podziemia. Dowództwo Ośrodka Stołpce Okręgu Nowogródzkiego AK postanowiło uderzyć na Iwieniec, uwolnić więźniów i zdobyć broń. Oddziałem dowodził porucznik Kacper Miłaszewski „Lewald”, miejscowy ziemianin i oficer rezerwy. W działaniach uczestniczył Polski Oddział Partyzancki imienia Tadeusza Kościuszki, zwany także „Polskimi Legionami”.

Plan zakładał jednoczesne uderzenie z zewnątrz i wewnątrz miasta. Polacy wykorzystali fakt, że okupanci zarządzili na ten dzień stawienie się młodych mężczyzn przed komisją werbunkową oraz przymusowy przegląd koni. Dzięki temu uzbrojeni konspiratorzy mogli łatwiej przedostać się do Iwieńca. Sygnałem do rozpoczęcia akcji były dzwony bijące w południe na „Anioł Pański”.

Żołnierze AK zaatakowali najważniejsze punkty w mieście, odcięli łączność i uniemożliwili Niemcom szybkie wezwanie posiłków. Na posterunku białoruskiej policji pomocniczej znajdowało się wielu Polaków, w tym członków i sympatyków AK. Na rozkaz zastępcy komendanta, starszego sierżanta Stefana Poznańskiego, policjanci złożyli broń, a część z nich dołączyła później do polskiego oddziału.

Najcięższe walki toczyły się o budynek żandarmerii, w którym Niemcy stawili opór. Ostatecznie został on oblany benzyną przy użyciu sprzętu strażackiego i podpalony. Równolegle polskie oddziały blokowały koszary Luftwaffe, nie dopuszczając do odsieczy.

Czytaj też: Zapomniany bunt. Powstanie czortkowskie 1940 roku

Walki trwały około 18 godzin. Armia Krajowa opanowała Iwieniec, uwolniła więźniów i zdobyła znaczne ilości broni, amunicji, granatów, żywności, leków oraz pojazdów. W polskie ręce wpadły między innymi samochody, działka przeciwpancerne oraz ręczne i ciężkie karabiny maszynowe. Miasto znalazło się na krótko pod kontrolą polskiego podziemia. Według relacji na budynkach pojawiły się polskie flagi, a z radia popłynął „Mazurek Dąbrowskiego”.

Nad ranem 20 czerwca, wobec groźby nadejścia niemieckiej odsieczy i pojawienia się samolotów rozpoznawczych, partyzanci opuścili miasto. Razem z nimi wycofali się białoruscy policjanci, którzy przeszli na stronę AK, oraz część młodzieży zagrożonej wcieleniem do formacji okupacyjnych.

Sukces miał jednak krwawe następstwa. Po powrocie do Iwieńca Niemcy dokonali egzekucji mieszkańców, mszcząc się za klęskę garnizonu. Latem 1943 roku rozpoczęli też w Puszczy Nalibockiej operację „Hermann”, wymierzoną w polską i sowiecką partyzantkę oraz miejscową ludność cywilną.

Powstanie iwienieckie pozostało jednak jednym z najbardziej znaczących wystąpień zbrojnych Armii Krajowej na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej.

http://kresy.pl/kresopedia/powstanie-iwienieckie-zapomniany-sukces-armii-krajowej/

#ak #armiakrajowa #historia #historiapolski #iiwojnaswiatowa #iiws

8

Przebrani za czerwonoarmistów uwolnili ponad 100 więźniów – akcja „Orlika” w Puławachkresy.pl

Zdjęcie

24 kwietnia 1945 roku Oddział podziemia niepodległościowego dowodzony przez Mariana Bernaciaka („Orlika”) przeprowadził akcję zbrojną przeciwko Powiatowemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego w Puławach.

Operację przeprowadzono w ciągu dnia, w warunkach obecności licznych sił sowieckich i funkcjonariuszy bezpieczeństwa.

Około 40–50-osobowy oddział, wywodzący się ze struktur Armii Krajowej i działający w ramach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, został podzielony na grupy. Część żołnierzy występowała w mundurach sowieckich; inni udawali konwojowanych zatrzymanych. Podstęp umożliwił zbliżenie się do obiektu, choć według części relacji jeden z funkcjonariuszy NKWD próbował wszcząć alarm i został zneutralizowany.

Po wtargnięciu do budynku funkcjonariusze UB schronili się w pomieszczeniach, podczas gdy oddział „Orlika” przystąpił do uwalniania więźniów i organizowania ich ewakuacji. W trakcie odwrotu użyto dodatkowego elementu dezinformacji — żołnierze, posługując się językiem rosyjskim i udając czerwonoarmistów, wywołali chaos wśród stacjonujących w mieście oddziałów sowieckich. Według relacji doprowadziło to do dezorientacji i ostrzału opustoszałego już budynku przez siły sowieckie, przekonane o obecności „bandytów”.

W wyniku akcji uwolniono około 100–110 więźniów (w tym kobiety), wśród których znajdowali się członkowie podziemia oraz osoby zatrzymane przez nowe władze. Zginęło kilku funkcjonariuszy UB i milicjantów, a część została ranna. Straty oddziału „Orlika” były ograniczone — odnotowano poległych i rannych.

Akcja w Puławach miała miejsce w czasie trwającego instalowania w Polsce systemu komunistycznego. Należała do działań, które ugruntowały pozycję Mariana Bernaciaka jako jednego z najsprawniejszych dowódców partyzanckich na Lubelszczyźnie.

Marian Bernaciak był oficerem Armii Krajowej i jednym z najaktywniejszych dowódców powojennego podziemia niepodległościowego na Lubelszczyźnie, dowodząc oddziałami walczącymi z aparatem bezpieczeństwa. Zginął 24 czerwca 1946 roku w wyniku obławy sił UB i KBW w okolicach Piotrowic, popełniając samobójstwo, aby uniknąć pojmania.

http://kresy.pl/kresopedia/przebrani-za-czerwonoarmistow-uwolnili-ponad-100-wiezniow-akcja-orlika-w-pulawach/

#bohater #Polska #armiakrajowa #ak #ub #komuna #zydokomuna #historiapolski

10

Oto najstarszy klasztor w Polsce – przetrwał wojny, rozbiory i kasatynational-geographic.pl

http://www.national-geographic.pl/traveler/kierunki/cuda-polski-opactwo-benedyktynow-w-tyncu/

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to jedno z najważniejszych miejsc sakralnych i historycznych w Polsce. Położone na malowniczym wapiennym wzgórzu nad Wisłą, opactwo powstało w XI wieku i jest najstarszym funkcjonującym klasztorem benedyktyńskim w kraju. W ciągu prawie tysiąca lat przechodziło przez zniszczenia, odbudowy i przemiany, by dziś stać się popularnym celem pielgrzymek, turystyki kulturowej oraz miejscem kontemplacji i zwiedzania.

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to nie tylko najstarszy klasztor w Polsce, ale także jedno z najcenniejszych miejsc dziedzictwa religijnego i kulturowego w kraju. Położone na malowniczym wzgórzu nad Wisłą w zachodniej części Krakowa, opactwo tynieckie od XI wieku pełniło kluczową rolę duchową, edukacyjną i obronną. Przez stulecia przetrwało najazdy tatarskie, wojny i okres kasaty, by dziś służyć jako miejsce kontemplacji, turystyki religijnej oraz zwiedzania architektonicznego. Bogata historia, wyjątkowa architektura romańska i barokowa, a także życie według reguły świętego Benedykta czynią z Tyńca obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto interesuje się dziedzictwem benedyktynów w Polsce.

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu sięga czasów odbudowy polskiej państwowości po najazdach i kryzysie lat 40. XI wieku. Opactwo w Tyńcu zostało prawdopodobnie założone około 1044 roku z inicjatywy Kazimierza I Odnowiciela, który sprowadził zakonników benedyktyńskich z zachodu Europy jako element wzmocnienia struktur kościelnych i kulturalnych. Usytuowanie klasztoru na wysokim wzgórzu nad Wisłą miało nie tylko znaczenie religijne, ale też strategiczne – kontrolowało szlaki handlowe i wodne prowadzące do Krakowa.

Według przekazów pierwszym opatem był Aaron, późniejszy biskup Krakowa, co świadczy o wyjątkowym znaczeniu tego miejsca już od samego początku. Opactwo tynieckie szybko stało się jednym z głównych centrów duchowych w Polsce, a jego klasztor — jednym z najważniejszych ośrodków benedyktyńskich w Europie Środkowej. To jeden z ciekawszych przykładów rozwoju zakonów w średniowieczu.

Na przestrzeni wieków opactwo benedyktynów w Tyńcu doświadczyło wielu dramatycznych wydarzeń. Najazd tatarski w 1259 roku niemal doszczętnie zniszczył zabudowania klasztorne. Odbudowywano je przez kolejne dekady, a zakonnicy kontynuowali działalność mimo licznych trudności. W okresie potopu szwedzkiego klasztor został splądrowany i spalony, a w czasach konfederacji barskiej służył jako ważna twierdza obronna, co dziś tłumaczy jego masywne mury i rozmieszczenie.

Ciekawostką jest, że przez pewien czas benedyktyni prowadzili tu także szkołę klasztorną oraz skryptorium, w którym kopiowano manuskrypty i kroniki — część z nich przetrwała do dziś. W epoce zaborów, w 1816 roku, opactwo zostało skasowane przez władze austriackie, a mnisi musieli opuścić klasztor. Przez kolejne dziesięciolecia budowla popadała w ruinę, służąc m.in. jako magazyn i budynek świecki.

Dopiero w 1939 roku benedyktyni oficjalnie powrócili do Tyńca, podejmując trud odbudowy duchowego i kulturowego dziedzictwa tego miejsca. Dziś opactwo tynieckie nie tylko pełni funkcję klasztoru, ale także centrum edukacyjnego, wydawniczego i turystycznego, a jego mury są żywym świadkiem ponad 950 lat historii Polski.

Architektura i zabytki opactwa

Opactwo w Tyńcu to fascynujący przykład architektonicznej ewolucji sakralnych budowli w Polsce. Przez niemal tysiąc lat swojej historii łączyło i przekształcało style, zachowując elementy średniowiecznej architektury romańskiej, gotyckiej oraz barokowej. Obecny wygląd kompleksu klasztornego jest efektem wielowiekowych przebudów, odbudów po zniszczeniach oraz adaptacji do zmieniających się potrzeb liturgicznych i obronnych.

reszta pod linkiem

#historia #historiapolski #polska

9

Okrągły Stół nareszcie wywalony z Pałacu Prezydenckiego!niezalezna.pl

Z Pałacu Prezydenckiego, decyzją prezydenta Karola Nawrockiego wreszcie wywalony Okrągły Stół. Przy tym meblu zainstalowane na ruskich bagnetach komuchy dogadały się w sporej części ze swoimi tajnymi współpracownikami i uwłaszały na majątku Polski nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Koalicja 13 grudnia już się pieni

Zdjęcie

#komuna #rosja #polska #postkomuna #historia #historiapolski

http://niezalezna.pl/polska/palac-prezydencki-bez-okraglego-stolu-kierwinski-lis-i-mazgula-ruszyli-z-obrzydliwym-atakiem/559330

21

Niemiecka polityczka będzie kierować oddziałem Instytutu Pileckiego w Berlinie!wpolityce.pl

Joanna Kiliszek została w 2024 roku została radną niemieckiej gminy Schönwalde-Glien z ramienia partii "Bündnis 90/Die Grünen" (Sojusz 90/Zieloni). Decyzję o jej powołaniu do odziału w Berlinie podjął znany ze swojego skrajnie proniemieckiego nastawienia nowy dyrektor Instytutu Pileckiego - Krzysztof Ruchniewicz. Frau Kiliszek ma poglądy nie mniej skandaliczne od swego szefa - np widzi w Sejmie RP faszystów i zauważa polski problem z Holokaustem:

Kiedy teraz w Polsce widzę jak faszysta zasiadający w polskim Sejmie, przerywa wykład profesora Jana Grabowskiego o polskim problemie z Holokaustem, jak odmawia się podstawowych praw kobietom, dzieciom niepełnosprawnym, mniejszościom seksualnym, mniejszościom narodowym, jak okrada się następne pokolenia z bogactwa natury, jak dewastuje się prawo, instytucje państwa - wiele lat będziemy musieli zaufanie do tego państwa odbudowywać - oraz jak w Dniu Dziecka na granicy polsko-białoruskiej bezdusznie, brutalnie wypycha się matki z dziećmi, to wiem, to wówczas wiem, że trzeba działać i krzyczeć
- mówiła. Kiliszek ma wykształcenie artystyczne i nie jest historykiem.

Poprzednia znakomicie ocieniania kierowniczka oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie pani Hanna Radziejowska zaalarmowała minister kultury oraz charge d'affaires polskiej ambasady w Berlinie w sprawie planów prof. Krzysztofa Ruchniewicza który "oczekiwał przygotowania cyklu seminariów i zaproponował m.in. przygotowanie seminarium poświęconego zwrotom dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec, Ukrainy, Białorusi, Łotwy oraz mienia prywatnego należącego do osób pochodzenia żydowskiego". Wirtualna Polska ujawniła, że Ruchniewicz w ten sposób może się po prostu mścić na Radziejowskiej za to, że jako sygnalistka zaalarmowała ministerstwo kultury o niepokojących praktykach w Instytucie Pileckiego. Mimo to Koalicja 13 grudnia w żaden sposób nie zareagowała na ten tekst. „Dobitny przykład, że wolno łamać prawo, pod warunkiem że łamie kumpel” - podsumował taką postawę rządzących Patryk Słowik, dziennikarz WP.

PO zamienia Instytut Pileckiego - czyli instytucję powołaną do obrony prawdy o cierpieniu i bohaterstwie naszego narodu - w maszynkę do antypolskiej propagandy!

http://wpolityce.pl/polityka/738059-koalicja-tuska-nie-reaguje-na-afere-w-instytucie-pileckiego

http://wpolityce.pl/polityka/738157-oburzajace-poglady-nowej-szefowej-berlinskiego-oddzial-ip

#historia #historiapolski #tusk #tuskurwysyn #po #bekazfajnopolakow #niemcy #InstytutPileckiego #propaganda #447

20

Cześć

Panowie, takie fajne grono historyków tutaj na Lurku mamy. Oglądam programy "Polska z góry. Zamki, pałace". Program jest pięknie zrobiony, ujęcia robią wrażenie. Polska jest piękna ❤ Nie tylko z góry

Mam pytanie: jak to się stało, że wiele zamków znajduje się w województwie dolnośląskim, a na kielecczyźnie jest ich parę? Czy znaczenie ma, że Dolny Śląsk był kiedyś niemiecki, co z kolei znaczy, że to Niemcy budowali te zameczko, a Polacy już niezbyt licznie?

Nie jestem historykiem i nie znam odpowiedzi na to zagadnienie, a jest ono bardzo ciekawe. Czy wiecie?

#historiapolski #pytanie

9

SKANDAL! Polacy nie wpuszczeni na obchody wyzwolenia obozu w Ravensbrück!youtu.be

O szczegółach bezczelnych działań władz Muzeum – Miejsca Pamięci Ravensbrück, w rozmowie z dr Anną Mandrelą opowiada uczestnik delegacji ZŻ NSZ – Bogumił Szojda.

Zdjęcie

http://youtu.be/WTtSYMTPceY

#historia #historiapolski #niemcy #ryngraf #polska #nsz #propaganda #ravensbruck #policja #skandal #antifa #antysemityzm

18

Tusko-komuna wymazuje narodowych bohaterów Polskiniezalezna.pl

Poczta Polska ma nowe władze z nadania koalicji 13 grudnia w związku z tym znaczek pocztowy z legendarnym cichociemnym, żołnierzem AK i WiN Hieronimem Dekutowskim „Zapora” został ich decyzją wycofany. Znaczek został już wydrukowany 120 tys. egz. Nie będzie go.

Zdjęcie

http://niezalezna.pl/polska/wydarzenia/zakazany-znaczek-pocztowy-z-majorem-zapora-poczta-polska-wstrzymala-emisje/512417

#tusk #holownia #kosiniakkamysz #komuna #bekazpo #historia #historiapolski #zolnierze #zolnierzewykleci #poczta

29

Nieznana szerzej historia wizyty Wojciecha Jaruzelskiego w Nowym Jorkurp.pl

http://www.rp.pl/historia/art3185901-jak-wojciech-jaruzelski-dogadywal-sie-z-rockefellerem

Polecam przeczytać artykuł Rzeczypospolitej z 2016 o tym jak to David Rockefeller zrobił wyjątek dla swojego gościa zza żelaznej kurtyny. Dwa razy tego samego dnia. #historia #historiapolski

10