Przebrani za czerwonoarmistów uwolnili ponad 100 więźniów – akcja „Orlika” w Puławachkresy.pl

Zdjęcie

24 kwietnia 1945 roku Oddział podziemia niepodległościowego dowodzony przez Mariana Bernaciaka („Orlika”) przeprowadził akcję zbrojną przeciwko Powiatowemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego w Puławach.

Operację przeprowadzono w ciągu dnia, w warunkach obecności licznych sił sowieckich i funkcjonariuszy bezpieczeństwa.

Około 40–50-osobowy oddział, wywodzący się ze struktur Armii Krajowej i działający w ramach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, został podzielony na grupy. Część żołnierzy występowała w mundurach sowieckich; inni udawali konwojowanych zatrzymanych. Podstęp umożliwił zbliżenie się do obiektu, choć według części relacji jeden z funkcjonariuszy NKWD próbował wszcząć alarm i został zneutralizowany.

Po wtargnięciu do budynku funkcjonariusze UB schronili się w pomieszczeniach, podczas gdy oddział „Orlika” przystąpił do uwalniania więźniów i organizowania ich ewakuacji. W trakcie odwrotu użyto dodatkowego elementu dezinformacji — żołnierze, posługując się językiem rosyjskim i udając czerwonoarmistów, wywołali chaos wśród stacjonujących w mieście oddziałów sowieckich. Według relacji doprowadziło to do dezorientacji i ostrzału opustoszałego już budynku przez siły sowieckie, przekonane o obecności „bandytów”.

W wyniku akcji uwolniono około 100–110 więźniów (w tym kobiety), wśród których znajdowali się członkowie podziemia oraz osoby zatrzymane przez nowe władze. Zginęło kilku funkcjonariuszy UB i milicjantów, a część została ranna. Straty oddziału „Orlika” były ograniczone — odnotowano poległych i rannych.

Akcja w Puławach miała miejsce w czasie trwającego instalowania w Polsce systemu komunistycznego. Należała do działań, które ugruntowały pozycję Mariana Bernaciaka jako jednego z najsprawniejszych dowódców partyzanckich na Lubelszczyźnie.

Marian Bernaciak był oficerem Armii Krajowej i jednym z najaktywniejszych dowódców powojennego podziemia niepodległościowego na Lubelszczyźnie, dowodząc oddziałami walczącymi z aparatem bezpieczeństwa. Zginął 24 czerwca 1946 roku w wyniku obławy sił UB i KBW w okolicach Piotrowic, popełniając samobójstwo, aby uniknąć pojmania.

http://kresy.pl/kresopedia/przebrani-za-czerwonoarmistow-uwolnili-ponad-100-wiezniow-akcja-orlika-w-pulawach/

#bohater #Polska #armiakrajowa #ak #ub #komuna #zydokomuna #historiapolski

10

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 April 2026|0 Komentarze|w Historia, II Wojna Światowa, Kresopedia |Przez Eugeniusz Wiśniewski

odjazd transportu rekrutów z dworca Stettiner Bahnhof, zdjęcie poglądowe, fot. Bundesarchiv, Bild 183-2007-0928-503 / CC-BY-SA 3.0.

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Czytaj też: Zamach w Tarnowie. Niemiecka bomba zegarowa wybuchła na trzy dni przed wojną

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Jesteśmy najbardziej rzetelnymi mediami w Polsce

Akcja berlińska nie była odosobniona. Już w lutym 1943 roku „Zagra-Lin” przeprowadził wcześniejszy zamach na tej samej stacji Friedrichstraße. W kolejnych tygodniach polscy dywersanci uderzyli również we Wrocławiu, gdzie eksplozja na dworcu kolejowym zakłóciła transporty wojskowe. Przeprowadzono także akcję wysadzenia pociągu z amunicją i sprzętem wojskowym w rejonie Rygi. Równolegle oddział uczestniczył w operacjach likwidacyjnych wymierzonych w funkcjonariuszy niemieckiego aparatu okupacyjnego.

Działalność „Zagra-Linu” była jednak krótkotrwała. 5 czerwca 1943 roku gestapo przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję aresztowań, zatrzymując wielu członków „Osy”–„Kosy 30”. Uderzenie to doprowadziło do rozbicia struktur organizacji i jej rozwiązania. Mimo to w ciągu kilku miesięcy istnienia oddział zdążył przeprowadzić operacje, które odbiły się szerokim echem nie tylko w okupowanej Polsce, ale również w samej III Rzeszy.

Zamach na Friedrichstraße pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów ofensywnej działalności Armii Krajowej. Pokazywał, że polskie podziemie nie ograniczało się do walki defensywnej, lecz potrafiło przenosić działania na teren przeciwnika, uderzając tam, gdzie Niemcy czuli się najpewniej.

#ak #bohater #iiiwojnaswiatowa #historia

11

W katowni Gestapo wyryła modlitwę własnym zębem. Górecki uczynił z niej symfonię [+POSŁUCHAJ]kresy.pl

W piwnicach zakopiańskiego „Palace” — jednej z najokrutniejszych katowni Gestapo na Podhalu — osiemnastoletnia Helena Wanda Błażusiakówna wyryła na ścianie krótką modlitwę. Zrobiła to… własnym zębem, który jej wybito.

Muzeum Armii Krajowej przypomina postać Heleny Błażusiakówny, góralki, której wojenny wiersz zrobił światową karierę dzięki muzyce Henryka Mikołaja Góreckiego.

Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44

Helena miała osiemnaście lat, kiedy trafiła do piwnic zakopiańskiego „Palace” – gestapowskiej katowni Podhala. Pochodziła ze Szczawnicy, z domu nazywała się Błażusiak, a w konspiracji nosiła pseudonim „Lena”. Od początku wojny pomagała ojcu Stanisławowi „Pikowi” i bratu „Orzełkowi” w przeprowadzaniu żołnierzy przez „zieloną granicę” na Węgry, później została zaprzysiężona w AK jako łączniczka na trasie Szczawnica–schronisko na Lubaniu, gdzie leczyli się ranni partyzanci.

We wrześniu 1944 roku Niemcy otoczyli schronisko, część ludzi zastrzelili, resztę aresztowali. Helenę po brutalnym przesłuchaniu w Czorsztynie przewieziono do gestapowskiej katowni „Palace”.

Tam zaczęło się piekło: bicie, wieszanie na drzwiach, polewanie wodą. Podczas jednego z przesłuchań wybito jej zęby. Mimo tortur nie wydała nikogo – tak jak przewidywał ojciec, mówiąc: „Nie bójcie się, ona nikogo nie wyda”. W celi, pozbawiona narzędzi, jednym z wybitych zębów wydrapała na ścianie modlitwę i podpis:

Mamo, nie płacz, nie.

Niebios Przeczysta Królowo,

Ty zawsze wspieraj mnie.

Zdrowaś Mario, Łaskiś pełna

Zakopane Palace, cela nr 3, ściana nr 3.

Błażusiakówna Helena Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44.


To lament córki skierowany do matki, ale też akt wiary wpisany w koszmar przesłuchań. Helena spędziła w „Palace” siedem tygodni. 22 listopada 1944 roku, w drodze „do obozu”, konwój więźniów został zaatakowany przez partyzantów; wyłamano drzwi wagonów, kazano więźniom uciekać. „Lena” zdołała przedrzeć się przez lasy do Nowego Targu, potem do rodzinnej Szczawnicy. Ciężko chora, w pełnej konspiracji była leczona w szpitalu aż do końca wojny. W PRL musiała ukrywać przeszłość AK-owską: przyjęła drugie imię, znana była jako Wanda Pawlik, mieszkała w Wadowicach, wychowała pięcioro dzieci. Zmarła 25 lipca 1999 roku.

Historia Heleny jest jedną z wielu opowieści o góralkach, które stawiały opór okupantowi: jako łączniczki, sanitariuszki, osoby ukrywające Żydów, działaczki konspiracji. Przez cele „Palace” przeszły setki kobiet – bite, upokarzane, poddawane eksperymentom, ale niełamiące się w śledztwie.

„Palace” – Gestapo w pensjonacie

Przed wojną budynek „Palace” był eleganckim pensjonatem — nazwę dobrano tak, by brzmiała jak „pałac wypoczynku”. „[…] zarówno w sezonie zimowym, jak i letnim wabił szerokimi taflami jasnych okien, wygodnymi tarasami, elegancją wnętrz i wreszcie znakomitą kuchnią — co zamożniejszych gości”, pisał Alfons Filar w książce „Palace, Katownia Podhala”.

Po zajęciu Zakopanego Niemcy urządzili tu komisariat Gestapo i więzienie śledcze. Kobiety w „Palace” były traktowane równie brutalnie jak mężczyźni, a pracujący tam funkcjonariusze Gestapo, na czele z SS-Hauptsturmführerem Robertem Philippem Weißmannem — komendantem Policji Bezpieczeństwa i SD w Zakopanem — odznaczali się wyjątkowym sadyzmem. Piwnice stały się salami tortur. Przewinęło się przez nie ponad 2000 osób.

Po wojnie budynek wrócił do funkcji pensjonatu; przez lata na ścianach istniały jeszcze napisy więźniów. W latach 90. część z nich zniszczono podczas przebudowy — bezcenne świadectwa przepadły. Dopiero w 2017 roku obiekt wykupił samorząd, a po konserwacji w 2024 roku otwarto tu Muzeum „Palace”, poświęcone okupacyjnym losom Podhala. Ekspozycja odtwarza także część z utraconych inskrypcji.

Górecki był wstrząśnięty

Jeszcze w latach 70. historię tę odkrył kompozytor Henryk Mikołaj Górecki. Po lekturze książki o zakopiańskim „Palace” dotarł do opisu kaźni w piwnicach budynku i natknął się na modlitwę Heleny Błażusiakówny. Prawdopodobnie później odwiedził to miejsce osobiście. Tekst, który młoda więźniarka wyryła w celi własnym zębem, kompozytor przepisał i włączył do swojej III Symfonii op. 36, znanej dziś na świecie jako „Symfonia pieśni żałosnych”.

Dzieło miało premierę w 1977 roku, a kilkanaście lat później zdobyło świat — nagrania trafiały na listy bestsellerów, a muzyka brzmiała w największych salach koncertowych i filmach. Górecki wybrał akurat te słowa, bo — jak mówił — w ich prostocie było „cierpienie, miłość i nadzieja matki i dziecka zarazem”.

Historia Heleny Błażusiakówny przypomina, że nawet w miejscu tortur powstawały słowa, które miały ocalić pamięć. A muzyka sprawiła, że jej cicha modlitwa z zakopiańskiej celi usłyszana została na całym świecie.

http://kresy.pl/kresopedia/w-katowni-gestapo-wyryla-modlitwe-wlasnym-zebem-gorecki-uczynil-z-niej-symfonie-posluchaj/

#ak #iiiwojnaswiatowa #niemcy #gestapo #bohater #historia #Polska

8

No i dobra, już się wyjaśniło

Noc odwetu: listopadowe uderzenie AK w niemieckie linie kolejowe

W nocy z 16 na 17 listopada 1942 roku, w odpowiedzi na brutalne represje okupanta, Armia Krajowa przeprowadziła szeroko zakrojony „Odwet kolejowy”. Była to największa akcja odwetowa polskiego podziemia. Brały w niej udział kobiety.

Uderzono w niemieckie linie transportowe koło Dęblina, Łukowa i Białej Podlaskiej, starannie wybierając miejsca oddalone od dużych miast, aby zminimalizować ryzyko odwetu na ludności cywilnej. Celem akcji było zablokowanie linii kolejowych, które biegły od Wisły na wschód.

Akcję, przygotowaną przez ppłk. Franciszka Niepokólczyckiego „Teodora”, a dowodzoną przez mjr. Jana Wojciecha Kiwerskiego „Rudzkiego”, wykonano z udziałem zarówno patroli męskich, jak i kobiecych zespołów minerskich Związku Odwetu oraz oddziału „Dysk” (lub DISK, od: Dywersja i Sabotaż Kobiet).

Kobiety-minerki, kobiece patrole

Udział kobiet był konsekwencją wcześniejszej decyzji o włączeniu ich do struktur dywersyjnych ZWZ-AK. Organizacyjne podstawy „Odwetu” stworzył rozkaz gen. Kazimierza Sosnkowskiego z kwietnia 1940 roku, prowadzący do powołania Związku Odwetowego, przekształconego następnie w Związek Odwetu. Inspiracją dla tej organizacji były doświadczenia z początku XX wieku, kiedy Polki działały w Organizacji Bojowej PPS, Związku Strzeleckim czy POW. Kierownictwo ZWZ-AK uznało, że udział kobiet w konspiracji ma istotną wartość operacyjną. Dawne dzałaczki POW brały zresztą udział w szkoleniach dla ZWZ-AK.

Od wiosny 1940 roku powstawały pierwsze kobiece patrole minerskie, tworzone z ochotniczek szkolonych według przedwojennych standardów saperskich. Panie uczyły się posługiwania materiałami wybuchowymi, konstruowania ładunków i montażu zapalników. Ich zadania obejmowały wysadzanie linii telekomunikacyjnych, mostów, studzienek telefonicznych oraz torów.

W 1942 roku obok patroli minerskich działać zaczął kolejny oddział – wspomniany już „Dysk” („DISK”), dowodzony przez por. Wandę Gertz. Jednostka ta specjalizowała się w działaniach dywersyjnych, sabotażowych, rozpoznawczych i w obsłudze zrzutów. W późniejszym okresie kobiety z tej grupy kontynuowały działalność dywersyjną, m.in. likwidowały agentki Gestapo. One, a także niektóre minerki, wzięły udział w Powstaniu Warszawskich w Zgrupowaniu „Radosław”.

„Odwet” był kontynuacją „Wieńca”

Bezpośrednim tłem „Odwetu kolejowego” była operacja „Wieniec” z nocy 7/8 października 1942 roku, podczas której wysadzono tory wokół Warszawy, powodując wykolejenia i wielogodzinne przerwy w ruchu. Za tę akcję Niemcy rozstrzelali i powiesili łącznie 89 zakładników. To właśnie po tych represjach AK zdecydowała o kolejnym uderzeniu.

W listopadową noc polscy odwetowcy zakładali ładunki m.in. pod Łukowem, gdzie działały patrole por. Zbigniewa Lewandowskiego „Szyny” i Kazimiery Olszewskiej „Miry”, oraz pod Dęblinem, gdzie zadanie wykonywał patrol kpt. Jana Kajusa Andrzejewskiego „Jana” wspólnie z grupą kobiet z „Dysku”. Kolejne uderzenie przeprowadzono pod Białą Podlaską.

Rezultaty akcji były znaczące: wykolejono pięć pociągów, zniszczono most kolejowy, uszkodzono drugi i przerwano tory w dwóch miejscach. Miny-pułapki spowodowały dodatkowe wykolejenia pociągów ratowniczych. Była to jedna z najskuteczniejszych operacji sabotażowych AK w 1942 roku, potwierdzająca znaczenie Związku Odwetu i oddziałów kobiecych, których działalność trwała nieprzerwanie aż do wybuchu Powstania Warszawskiego.

http://kresy.pl/kresopedia/noc-odwetu-listopadowe-uderzenie-ak-w-niemieckie-linie-kolejowe/

#historia #iiiwojnaswiatowa #ak

8

Syn Akowca napisał list do Engelkingwprawo.pl

5

Kasjopea
@AnitaSchelde_ Twetter
Z wyroku Polskiego Państwa Podziemnego…Wanda Mostowicz została zlikwidowana przez Śp.Ryszarda Duplickiego ps."Gil". Polski egzekutor zabiegł drogę rikszy w którym jechała Mostowicz i wpakował w Żydówkę…cały magazynek ze "STEN-a". Wieczna Chwała Bohaterom !
Haniebną rolę w wydaniu na śmierć najwybitniejszego Komendanta #ArmiaKrajowa Śp.gen.Stefana "Grota" Roweckiego…odegrała niezwykle niebezpieczna agentka "Gestapo" Wanda Mostowicz…ze słynnej bandy żydowskich kolaborantów Abrahama Gancwajcha. #האמתמפולין @IsraelinPoland #polska #2ws #AK

Przez kilka dni IZABELLA HORODECKA, likwidatorka, wystawała pod jej domem, śledziła ją.
Mostowicz nie pracowała, nie miała stałych
zajęć/przyzwyczajeń.
Horodecka zidentyfikowała ją po koronce kapelusza.
Resztę załatwili jej koledzy z 993/W.

15

Wiele rzeczy wynika z niewiedzy i braku edukacji. Ale można się zawsze poprawić nadrabiając. Zamiast krzyczeć "sława gierojom" warto poznać prawdziwych polskich bohaterów. Podlinkowuję wykład jaki kiedyś miałem przyjemność wyprodukować o poruczniku Władysławie Czermińskim, jednym z wybitniejszych dowódców 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.
W lipcu b. r. mam już umówiony wykład o rzezi wiekowej i staroszlacheckiej, polskiej wsi Dominopol, którą gieroje restaurowani na współczesnych nazwach ulic miast ukraińskich rozpoczeli od... zwabienia polskich mężczyzn w pułapkę pod postacią obietnicy stworzenia wspólnej partyzantki przeciwko Niemcom. Jak tych wyrżneli to z babami i dziećmi poszło już łatwo. Ale to będzie w lipcu. Tymczasem zapraszam na "Jastrzębia z Wołynia":
https://youtu.be/nJI7weil6sM
#wolyn #ak #upa #ukraina #czerminski #takbylo #historia #byloaledobre

17

Jastrząb z Wołynia - opowieść o por. Władysławie Czermińskimyoutube.com

#wolyn #rzezwolunska #czerminski #upa #ak #iiwojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #kresy

Porucznik Władysław Czermiński, organizator samoobrony polskiej na Wołyniu, opierającej się zbrodniczej działaności ukraińskich nacjonalistów OUN - UPA oraz oficer 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, wraz z którą przeszedł szlak bojowy zmagając się z przeważającymi siłami okupanta niemieckiego i sowieckiego.
Jest to sylwetka warta przybliżenia nie tylko ze względu na osobiste przymioty bohatera naszego spotkania, które zostały sprawdzone w trudnych czasach, ale też ze względu na współczesne próby symetryzacji zagadnienia rzezi wołyńskiej, czy też z drugiej strony, pojawiającej się publicystyki historycznej atakującej polskie podziemie o brak adekwatnej reakcji na wypadki na Kresach.
https://youtu.be/nJI7weil6sM

Gościem specjalnym, prowadzącym spotkanie jest historyk, badacz wojennych wypadków na Kresach i wnuk żołnierza 27 Wołyńskiej Dywizji Pieiechoty AK, pan Sławomir Tomasz Roch.
Blog prowadzącego wykład: https://niepoprawni.pl/blogi/slawomir-tomasz-roch

11

Przeczytałem teraz właśnie długą listę wyczynów jak AK pomagała Czerwonej Armii (…) I dumny jestem, że takie „Ośrodki" skazały mnie na karę śmierci. A moja nienawiść do wtyczek komunistycznych, którymi AK usiane było gęściej niż wielkanocna bułka rodzynkami, oraz do niemoralnej polityki oszukiwania wszystkich, co do zamiarów sowieckich (oszukiwania do tego stopnia, iż w rezultacie tylko Goebbels pisał prawdę!) - doprowadziła do ostrego konfliktu z całym oficjalnym podziemiem.

Nie dostrzegam też żadnej osławionej „zdrady" ze strony Sowietów w stosunku do Polski. Sowiety w danym wypadku z rzadką dla swoich metod szczerością, nawet w dniach klęski nie ukrywały swych zamiarów. Zaś po roku 1943, nie uznając ani rządu, ani armii polskiej, wkraczały już z zupełnie otwartą przyłbicą jako zaborcza rewolucja bolszewicka, jako zaborca. Nigdy też nie zwracali się ani do rządu polskiego, ani do AK o żadną pomoc, ani przyjaźń. Natomiast AK obłupywało ich za kolana, narzucało się w najbardziej poniżający sposób ze swymi usługami, wyłapywaniem Volksdeutschów, jak to było na przykład w Lublinie, używane też było nieraz do tych policyjnych posług, a następnie kopane, jak się kopie natręta, z którym się nie chce mieć nic do czynienia. I w tym postępowaniu bolszewicy byli z ich punktu widzenia konsekwentni od początku do końca (…)
Józef Mackiewicz
https://jozefmackiewicz.com/wp-content/gallery/w-londynie-i-w-monachium/JM-329.jpg
#mackiewicz #iiwojnaswiatowa #jfe #ak

10

Tak się kończyły praktycznie każde kontakty z bolszewikami - albo zdradzali, albo wyciągali od razu karabiny. "Sojusznicy naszych sojuszników"…...
4 maja „Cień” i jego oddział szturmowy Armii Ludowej (uprzednio grupa BCh z Chruśliny) oraz podkomendni nieobecnego w tym czasie „Przepiórki” wraz z grupą partyzantów radzieckich Gruzina „Wani” (NN), łącznie około 100 partyzantów, zaatakowali w Owczarni pod Opolem Lubelskim zaprzyjaźniony z „Cieniem” 47-osobowy oddział wydzielony 3 kompanii 15 pułku piechoty AK pod dowództwem por. Mieczysława Zielińskiego („Krych”, „Moczar”).

AK-owcy nic dali się zaskoczyć przeprowadzanym z trzech stron atakiem i otworzyli ogień, zabijając i raniąc kilku napastników. Jednak poznawszy, że mają do czynienia z grupami proradzieckimi a nie z proniemieckimi, AK-owcy przerwali ogień. AL-owcy wmaszerowali
do wsi, gdzie „Cień” powitał swoich starych znajomych, twierdząc, że zaszła pomyłka. Następnie oba oddziały ustawiły się w dwuszeregu równolegle do siebie. Miano oddać sobie honory wojskowe. Zamiast honoru „Cień” z bezpośredniej bliskości wypalił w głowę „Krychowi”, a jego ludzie otworzyli ogień do reszty zdezorientowanych AK-owców. Zastrzelono w ten sposób 18 żołnierzy i 13 raniono. Po dokonaniu masakry, „cieniowcy” przystąpili do obdzierania zabitych z ubrań, zegarków, pierścionków i obrączek. Jeśli któraś z ofiar dawała oznaki życia, była bezlitośnie dobijana.
https://pch24.pl/wp-content/uploads/2013/04/14511.jpg
#nsz #ak #iiwojnaswiatowa

18

Józef Mackiewicz w liście do Jerzego Giedroycia z 1954 roku
Jedyną ciekawą rzeczą na świecie, a przez to godną poznania, jest prawda, możliwie zbliżona do ideału obiektywizmu. Jedynym wrogiem, godnym fanatycznej nienawiści, jest bolszewizm jako idealnie zamykający, nie jednemu narodowi, ale całej ludzkości, wszystkie drogi do poznania prawdy obiektywnej.
W moim przekonaniu współpraca z Niemcami przeciwko bolszewikom, jaką podjęły wszystkie narody na wschodzie Europy z wyjątkiem Polski i Czech, byłaby z punktu widzenia ludzkiego bardziej moralną niż współpraca z bolszewikami, którą uprawiała AK. Podczas ostatniej wojny na prosowieckich kolaborantów, czyli AK, spadał taki deszcz dolarów i złota, że każdy zabity przez nich Niemiec ważył na pewno mniej i to o wiele. A teraz krzyczymy, że "nas sprzedali" bolszewikom! Dziś, gdy widzę rzeczy już z perspektywy historycznej, żałuję z całego serca, że Wehrmacht nie rozgromił Armii Czerwonej w drobny mak.
https://www.pogon.lt/images/stories/4_artyculy/jozef%20mackiewicz.jpg
#mackiewicz #jfe #ak

8

"Amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie." mjr Hieronim Dekutowski (ps. Zapora, Odra, Reżu, Stary, Henryk Zagon, Mieczysław Piątek; 1918–1949) #patriotyzm #ak #żołnierzewyklęci #historia

12

Apel o ratowanie sztandaru AKm.youtube.com

https://m.youtube.com/watch?v=9D9HKhpjgEk

Marian Makowski od 23 lat był kustoszem Izby Pamięci Armii Krajowej im. mjr. „Gaja” Adama Trybusa w Piotrkowie Trybunalskim. W połowie grudnia, jak zawsze w niedzielne przedpołudnie, przyszedł do położonej przy klasztorze oo. bernardynów placówki muzealnej. Lecz widok jaki zastał, był dla niego szokiem…
#irytujacyhistoryk #ak #historia

14

https://www.youtube.com/watch?v=9D9HKhpjgEk

Marian Makowski od 23 lat był kustoszem Izby Pamięci Armii Krajowej im. mjr. „Gaja” Adama Trybusa w Piotrkowie Trybunalskim. W połowie grudnia, jak zawsze w niedzielne przedpołudnie, przyszedł do położonej przy klasztorze oo. bernardynów placówki muzealnej. Lecz widok jaki zastał, był dla niego szokiem…
#ak #irytujacyhistoryk #historia
Ode mnie już poszło.

8