Wyrok na agenta Gestapo z grupy Kalksteina. Tak AK ukarała zdrajcę „Grota”kresy.pl

20 czerwca 1944 roku w Warszawie żołnierze Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II Komendy Głównej Armii Krajowej wykonali wyrok śmierci na Eugeniuszu Świerczewskim „Gensie”, agencie Gestapo działającym w strukturach polskiej konspiracji.

Świerczewski przed wojną był dziennikarzem i krytykiem teatralnym. W czasie II wojny światowej wstąpił do konspiracji i pod pseudonimem „Gens” rozpoczął pracę w wywiadzie ZWZ-AK.

Jego zdrada wiązała się z działalnością Ludwika Kalksteina, byłego oficera wywiadu Armii Krajowej, który po aresztowaniu przez Gestapo przeszedł na stronę Niemców i zaczął wykorzystywać swoje konspiracyjne kontakty przeciwko polskiemu podziemiu.

Kalkstein nie był postacią przypadkową. Przed zdradą działał w wywiadzie ZWZ-AK i stworzył siatkę wywiadowczą „Hanka”. Po zatrzymaniu przez Niemców w 1942 roku podjął współpracę z Gestapo. Okupanci mieli upozorować jego śmierć, co ułatwiło mu dalsze funkcjonowanie w środowiskach konspiracyjnych i budowę sieci agenturalnej wewnątrz Armii Krajowej.

Do siatki Kalksteina należeli między innymi Blanka Kaczorowska, późniejsza żona Kalksteina, oraz Eugeniusz Świerczewski, jego szwagier. Świerczewski był mężem Niny Kalkstein, siostry Ludwika. Po aresztowaniu Niny przez Gestapo Świerczewski, namówiony przez szwagra, zgodził się współpracować z Niemcami jako agent nr „100”. W zamian miał otrzymać obietnicę wcześniejszego zwolnienia żony.

Grupa Kalksteina działała wewnątrz struktur polskiego podziemia i przekazywała Niemcom informacje dotyczące wywiadu oraz łączności konspiracyjnej. Jej działalność doprowadziła do aresztowania setek osób związanych z Armią Krajową i czasowego rozbicia części warszawskiego wywiadu AK.

Najcięższym skutkiem zdrady było aresztowanie komendanta głównego Armii Krajowej gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Według najczęściej przyjmowanej wersji tego wydarzenia, 30 czerwca 1943 roku Świerczewski zauważył generała na ulicy, śledził go do kamienicy przy ul. Spiskiej 14 na warszawskiej Ochocie, a następnie powiadomił Gestapo o miejscu pobytu dowódcy AK.

Niemcy aresztowali „Grota” i przewieźli go do Berlina, a później do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Generał odrzucił niemieckie propozycje współpracy. Został zamordowany w sierpniu 1944 roku, już po wybuchu Powstania Warszawskiego.

Kontrwywiad Armii Krajowej zdemaskował Świerczewskiego i Kalksteina jako agentów Gestapo w grudniu 1943 roku. Według jednej z wersji Wojskowy Sąd Specjalny skazał Świerczewskiego, Kalksteina i Kaczorowską na karę śmierci 25 marca 1944 roku. Kalkstein zdołał uniknąć kary, ukrywając się pod niemiecką ochroną.

20 czerwca 1944 roku Świerczewski został przesłuchany w piwnicy budynku przy ul. Krochmalnej 74 w Warszawie. Przesłuchanie prowadził Stefan Ryś „Józef”, zastępca kierownika Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II KG AK. Pytania dotyczyły współpracy z Gestapo oraz wydania Niemcom pracowników wywiadu i łączności Armii Krajowej. Świerczewski miał przyznać się do winy.

Wyrok Polskiego Państwa Podziemnego wykonano przez powieszenie. Spośród najważniejszych osób z siatki odpowiedzialnej za zdradę i aresztowanie „Grota” tylko Eugeniusz Świerczewski poniósł karę z rąk żołnierzy Armii Krajowej.

http://kresy.pl/kresopedia/wyrok-na-agenta-gestapo-z-grupy-kalksteina-tak-ak-ukarala-zdrajce-grota/

#historia #iiwojnaswiatowa #armiakrajowa #ak

8

Powstanie iwienieckie: zapomniany sukces Armii Krajowejkresy.pl

19 czerwca 1943 roku w Iwieńcu na Nowogródczyźnie żołnierze Armii Krajowej przeprowadzili jedną z największych akcji zbrojnych polskiego podziemia na Kresach Północno-Wschodnich.

Miasteczko znajdowało się pod okupacją niemiecką i było ważnym punktem administracyjnym w regionie. Stacjonowali tam niemieccy żandarmi, funkcjonariusze administracji okupacyjnej, oddział białoruskiej policji pomocniczej oraz żołnierze Luftwaffe zakwaterowani w koszarach położonych poza centrum. Siły przeciwnika były liczniejsze od polskiego oddziału, jednak Armia Krajowa dysponowała silnym atutem: miejscową siatką konspiracyjną.

Bezpośrednią przyczyną akcji była dekonspiracja części struktur AK i aresztowanie członków oraz sympatyków polskiego podziemia. Dowództwo Ośrodka Stołpce Okręgu Nowogródzkiego AK postanowiło uderzyć na Iwieniec, uwolnić więźniów i zdobyć broń. Oddziałem dowodził porucznik Kacper Miłaszewski „Lewald”, miejscowy ziemianin i oficer rezerwy. W działaniach uczestniczył Polski Oddział Partyzancki imienia Tadeusza Kościuszki, zwany także „Polskimi Legionami”.

Plan zakładał jednoczesne uderzenie z zewnątrz i wewnątrz miasta. Polacy wykorzystali fakt, że okupanci zarządzili na ten dzień stawienie się młodych mężczyzn przed komisją werbunkową oraz przymusowy przegląd koni. Dzięki temu uzbrojeni konspiratorzy mogli łatwiej przedostać się do Iwieńca. Sygnałem do rozpoczęcia akcji były dzwony bijące w południe na „Anioł Pański”.

Żołnierze AK zaatakowali najważniejsze punkty w mieście, odcięli łączność i uniemożliwili Niemcom szybkie wezwanie posiłków. Na posterunku białoruskiej policji pomocniczej znajdowało się wielu Polaków, w tym członków i sympatyków AK. Na rozkaz zastępcy komendanta, starszego sierżanta Stefana Poznańskiego, policjanci złożyli broń, a część z nich dołączyła później do polskiego oddziału.

Najcięższe walki toczyły się o budynek żandarmerii, w którym Niemcy stawili opór. Ostatecznie został on oblany benzyną przy użyciu sprzętu strażackiego i podpalony. Równolegle polskie oddziały blokowały koszary Luftwaffe, nie dopuszczając do odsieczy.

Czytaj też: Zapomniany bunt. Powstanie czortkowskie 1940 roku

Walki trwały około 18 godzin. Armia Krajowa opanowała Iwieniec, uwolniła więźniów i zdobyła znaczne ilości broni, amunicji, granatów, żywności, leków oraz pojazdów. W polskie ręce wpadły między innymi samochody, działka przeciwpancerne oraz ręczne i ciężkie karabiny maszynowe. Miasto znalazło się na krótko pod kontrolą polskiego podziemia. Według relacji na budynkach pojawiły się polskie flagi, a z radia popłynął „Mazurek Dąbrowskiego”.

Nad ranem 20 czerwca, wobec groźby nadejścia niemieckiej odsieczy i pojawienia się samolotów rozpoznawczych, partyzanci opuścili miasto. Razem z nimi wycofali się białoruscy policjanci, którzy przeszli na stronę AK, oraz część młodzieży zagrożonej wcieleniem do formacji okupacyjnych.

Sukces miał jednak krwawe następstwa. Po powrocie do Iwieńca Niemcy dokonali egzekucji mieszkańców, mszcząc się za klęskę garnizonu. Latem 1943 roku rozpoczęli też w Puszczy Nalibockiej operację „Hermann”, wymierzoną w polską i sowiecką partyzantkę oraz miejscową ludność cywilną.

Powstanie iwienieckie pozostało jednak jednym z najbardziej znaczących wystąpień zbrojnych Armii Krajowej na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej.

http://kresy.pl/kresopedia/powstanie-iwienieckie-zapomniany-sukces-armii-krajowej/

#ak #armiakrajowa #historia #historiapolski #iiwojnaswiatowa #iiws

8

ZAUFALI BOLSZEWIKOM - „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. 18 czerwca 1945 roku rozpoczął się proces szesnastukresy.pl

18 czerwca 1945 roku w Moskwie rozpoczął się tzw. proces szesnastu – pokazowy proces przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. ostatni komendant Armii Krajowej gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, Delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski oraz Kazimierz Pużak – przewodniczący Rady Jedności Narodowej.

Wszystko zaczęło się pod koniec marca 1945 roku. Pod pretekstem rozmów politycznych z przedstawicielem sowieckiej armii, „generałem Iwanowem”, do Pruszkowa zostali zaproszeni liderzy podziemia. Obiecano im pełne bezpieczeństwo. Okazało się, że spotkanie zorganizował gen. Iwan Sierow, szef radzieckiego kontrwywiadu wojskowego. 27 i 28 marca zostali aresztowani przez NKWD i wywiezieni do Moskwy.

Wśród aresztowanych byli: gen. Leopold Okulicki ps. „Niedźwiadek”, ostatni komendant AK; Jan Stanisław Jankowski, wicepremier i Delegat Rządu na Kraj (funkcję tę sprawował do 1944 roku); Adam Bień, działacz Stronnictwa Ludowego, zastępca Delegata Rządu na Kraj; Kazimierz Pużak, wybitny działacz PPS, przewodniczący konspiracyjnej Rady Jedności Narodowej; Kazimierz Bagiński, członek Stronnictwa Ludowego; Stanisław Mierzwa, członek Stronnictwa Ludowego; Stanisław Jasiukowicz, Kazimierz Kobylański, Zbigniew Stypułkowski (współorganizator NSZ), Aleksander Zwierzyński ze Stronnictwa Narodowego, Józef Chaciński, Franciszek Urbański ze Stronnictwa Pracy, Eugeniusz Czarnowski, Stanisław Michałowski, należący do Zjednoczenia Demokratycznego; Antoni Pajdak, należący do PPS; Józef Stemler, pracownik Departamentu Informacji Delegatury Rządu na Kraj.

Po zatrzymaniu część aresztowanych została przewieziona do podwarszawskich Włoch. Rano mieli pojechać do Poznania. Samolot, do którego wsiedli, poleciał jednak nie do Poznania, ale na wschód. „Spojrzałem przez okno samolotu i zobaczyłem, że lecimy w innym kierunku, niż się spodziewaliśmy. Zapytałem dlaczego? W odpowiedzi usłyszałem, że lecimy do Moskwy, do Stalina” – wspominał potem Adam Bień.

Łubianka i tortury

Polacy trafili do osławionego więzienia na Łubiance. Osadzono ich w pojedynczych celach, pozbawiono kontaktu ze światem i poddano brutalnym przesłuchaniom. Zastosowano wyrafinowane tortury psychiczne, głodówki i izolację – wszystko po to, by wymusić zeznania. Jednocześnie sowiecka propaganda przygotowywała się do procesu – rzekomo „legalnego”, choć oskarżeni nie mieli realnej szansy na obronę.

18 czerwca 1945 roku ruszył proces przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR. Oskarżonym zarzucono m.in. działalność szpiegowską, dywersyjną, współpracę z Niemcami oraz tworzenie „terrorystycznych grup zbrojnych”. Proces był prowadzony w języku rosyjskim – dla niektórych zapewniono tłumaczenia. Choć pozwolono na obecność adwokatów, część oskarżonych – m.in. Okulicki – zrezygnowała z ich usług. „Nie możecie nam dowieść, że nie walczyliśmy z Niemcami […] Najlepsi patrioci i demokraci brali udział w tej walce” – tak sam odpierał zarzuty.

Wielu zmarło w więzieniach

Wyroki w moskiewskim procesie ogłoszono 21 czerwca 1945 roku o godzinie 4:30 nad ranem. Gen. Leopold Okulicki został skazany na 10 lat więzienia, Jan Stanisław Jankowski – na 8 lat, Adam Bień i Stanisław Jasiukowicz – na 5 lat, Kazimierz Pużak – na 1,5 roku, Kazimierz Bagiński – na rok, Aleksander Zwierzyński – na 8 miesięcy, Eugeniusz Czarnowski – na 6 miesięcy, natomiast Józef Chaciński, Stanisław Mierzwa, Zbigniew Stypułkowski i Franciszek Urbański – na 4 miesiące. Uniewinniono trzech oskarżonych: Stanisława Michałowskiego, Kazimierza Kobylańskiego i Józefa Stemlera. Antoniego Pajdaka sądzono osobno w tajnym procesie i skazano na 5 lat więzienia.

http://kresy.pl/kresopedia/wladzy-raz-zdobytej-nie-oddamy-nigdy-18-czerwca-1945-roku-rozpoczal-sie-proces-szesnastu/

#historia #iiwojnaswiatowa #ak #bolszewicy #zsrr #nkwd

13

Przebrani za czerwonoarmistów uwolnili ponad 100 więźniów – akcja „Orlika” w Puławachkresy.pl

Zdjęcie

24 kwietnia 1945 roku Oddział podziemia niepodległościowego dowodzony przez Mariana Bernaciaka („Orlika”) przeprowadził akcję zbrojną przeciwko Powiatowemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego w Puławach.

Operację przeprowadzono w ciągu dnia, w warunkach obecności licznych sił sowieckich i funkcjonariuszy bezpieczeństwa.

Około 40–50-osobowy oddział, wywodzący się ze struktur Armii Krajowej i działający w ramach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, został podzielony na grupy. Część żołnierzy występowała w mundurach sowieckich; inni udawali konwojowanych zatrzymanych. Podstęp umożliwił zbliżenie się do obiektu, choć według części relacji jeden z funkcjonariuszy NKWD próbował wszcząć alarm i został zneutralizowany.

Po wtargnięciu do budynku funkcjonariusze UB schronili się w pomieszczeniach, podczas gdy oddział „Orlika” przystąpił do uwalniania więźniów i organizowania ich ewakuacji. W trakcie odwrotu użyto dodatkowego elementu dezinformacji — żołnierze, posługując się językiem rosyjskim i udając czerwonoarmistów, wywołali chaos wśród stacjonujących w mieście oddziałów sowieckich. Według relacji doprowadziło to do dezorientacji i ostrzału opustoszałego już budynku przez siły sowieckie, przekonane o obecności „bandytów”.

W wyniku akcji uwolniono około 100–110 więźniów (w tym kobiety), wśród których znajdowali się członkowie podziemia oraz osoby zatrzymane przez nowe władze. Zginęło kilku funkcjonariuszy UB i milicjantów, a część została ranna. Straty oddziału „Orlika” były ograniczone — odnotowano poległych i rannych.

Akcja w Puławach miała miejsce w czasie trwającego instalowania w Polsce systemu komunistycznego. Należała do działań, które ugruntowały pozycję Mariana Bernaciaka jako jednego z najsprawniejszych dowódców partyzanckich na Lubelszczyźnie.

Marian Bernaciak był oficerem Armii Krajowej i jednym z najaktywniejszych dowódców powojennego podziemia niepodległościowego na Lubelszczyźnie, dowodząc oddziałami walczącymi z aparatem bezpieczeństwa. Zginął 24 czerwca 1946 roku w wyniku obławy sił UB i KBW w okolicach Piotrowic, popełniając samobójstwo, aby uniknąć pojmania.

http://kresy.pl/kresopedia/przebrani-za-czerwonoarmistow-uwolnili-ponad-100-wiezniow-akcja-orlika-w-pulawach/

#bohater #Polska #armiakrajowa #ak #ub #komuna #zydokomuna #historiapolski

10

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 April 2026|0 Komentarze|w Historia, II Wojna Światowa, Kresopedia |Przez Eugeniusz Wiśniewski

odjazd transportu rekrutów z dworca Stettiner Bahnhof, zdjęcie poglądowe, fot. Bundesarchiv, Bild 183-2007-0928-503 / CC-BY-SA 3.0.

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Czytaj też: Zamach w Tarnowie. Niemiecka bomba zegarowa wybuchła na trzy dni przed wojną

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Jesteśmy najbardziej rzetelnymi mediami w Polsce

Akcja berlińska nie była odosobniona. Już w lutym 1943 roku „Zagra-Lin” przeprowadził wcześniejszy zamach na tej samej stacji Friedrichstraße. W kolejnych tygodniach polscy dywersanci uderzyli również we Wrocławiu, gdzie eksplozja na dworcu kolejowym zakłóciła transporty wojskowe. Przeprowadzono także akcję wysadzenia pociągu z amunicją i sprzętem wojskowym w rejonie Rygi. Równolegle oddział uczestniczył w operacjach likwidacyjnych wymierzonych w funkcjonariuszy niemieckiego aparatu okupacyjnego.

Działalność „Zagra-Linu” była jednak krótkotrwała. 5 czerwca 1943 roku gestapo przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję aresztowań, zatrzymując wielu członków „Osy”–„Kosy 30”. Uderzenie to doprowadziło do rozbicia struktur organizacji i jej rozwiązania. Mimo to w ciągu kilku miesięcy istnienia oddział zdążył przeprowadzić operacje, które odbiły się szerokim echem nie tylko w okupowanej Polsce, ale również w samej III Rzeszy.

Zamach na Friedrichstraße pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów ofensywnej działalności Armii Krajowej. Pokazywał, że polskie podziemie nie ograniczało się do walki defensywnej, lecz potrafiło przenosić działania na teren przeciwnika, uderzając tam, gdzie Niemcy czuli się najpewniej.

#ak #bohater #iiiwojnaswiatowa #historia

11

W katowni Gestapo wyryła modlitwę własnym zębem. Górecki uczynił z niej symfonię [+POSŁUCHAJ]kresy.pl

W piwnicach zakopiańskiego „Palace” — jednej z najokrutniejszych katowni Gestapo na Podhalu — osiemnastoletnia Helena Wanda Błażusiakówna wyryła na ścianie krótką modlitwę. Zrobiła to… własnym zębem, który jej wybito.

Muzeum Armii Krajowej przypomina postać Heleny Błażusiakówny, góralki, której wojenny wiersz zrobił światową karierę dzięki muzyce Henryka Mikołaja Góreckiego.

Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44

Helena miała osiemnaście lat, kiedy trafiła do piwnic zakopiańskiego „Palace” – gestapowskiej katowni Podhala. Pochodziła ze Szczawnicy, z domu nazywała się Błażusiak, a w konspiracji nosiła pseudonim „Lena”. Od początku wojny pomagała ojcu Stanisławowi „Pikowi” i bratu „Orzełkowi” w przeprowadzaniu żołnierzy przez „zieloną granicę” na Węgry, później została zaprzysiężona w AK jako łączniczka na trasie Szczawnica–schronisko na Lubaniu, gdzie leczyli się ranni partyzanci.

We wrześniu 1944 roku Niemcy otoczyli schronisko, część ludzi zastrzelili, resztę aresztowali. Helenę po brutalnym przesłuchaniu w Czorsztynie przewieziono do gestapowskiej katowni „Palace”.

Tam zaczęło się piekło: bicie, wieszanie na drzwiach, polewanie wodą. Podczas jednego z przesłuchań wybito jej zęby. Mimo tortur nie wydała nikogo – tak jak przewidywał ojciec, mówiąc: „Nie bójcie się, ona nikogo nie wyda”. W celi, pozbawiona narzędzi, jednym z wybitych zębów wydrapała na ścianie modlitwę i podpis:

Mamo, nie płacz, nie.

Niebios Przeczysta Królowo,

Ty zawsze wspieraj mnie.

Zdrowaś Mario, Łaskiś pełna

Zakopane Palace, cela nr 3, ściana nr 3.

Błażusiakówna Helena Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44.


To lament córki skierowany do matki, ale też akt wiary wpisany w koszmar przesłuchań. Helena spędziła w „Palace” siedem tygodni. 22 listopada 1944 roku, w drodze „do obozu”, konwój więźniów został zaatakowany przez partyzantów; wyłamano drzwi wagonów, kazano więźniom uciekać. „Lena” zdołała przedrzeć się przez lasy do Nowego Targu, potem do rodzinnej Szczawnicy. Ciężko chora, w pełnej konspiracji była leczona w szpitalu aż do końca wojny. W PRL musiała ukrywać przeszłość AK-owską: przyjęła drugie imię, znana była jako Wanda Pawlik, mieszkała w Wadowicach, wychowała pięcioro dzieci. Zmarła 25 lipca 1999 roku.

Historia Heleny jest jedną z wielu opowieści o góralkach, które stawiały opór okupantowi: jako łączniczki, sanitariuszki, osoby ukrywające Żydów, działaczki konspiracji. Przez cele „Palace” przeszły setki kobiet – bite, upokarzane, poddawane eksperymentom, ale niełamiące się w śledztwie.

„Palace” – Gestapo w pensjonacie

Przed wojną budynek „Palace” był eleganckim pensjonatem — nazwę dobrano tak, by brzmiała jak „pałac wypoczynku”. „[…] zarówno w sezonie zimowym, jak i letnim wabił szerokimi taflami jasnych okien, wygodnymi tarasami, elegancją wnętrz i wreszcie znakomitą kuchnią — co zamożniejszych gości”, pisał Alfons Filar w książce „Palace, Katownia Podhala”.

Po zajęciu Zakopanego Niemcy urządzili tu komisariat Gestapo i więzienie śledcze. Kobiety w „Palace” były traktowane równie brutalnie jak mężczyźni, a pracujący tam funkcjonariusze Gestapo, na czele z SS-Hauptsturmführerem Robertem Philippem Weißmannem — komendantem Policji Bezpieczeństwa i SD w Zakopanem — odznaczali się wyjątkowym sadyzmem. Piwnice stały się salami tortur. Przewinęło się przez nie ponad 2000 osób.

Po wojnie budynek wrócił do funkcji pensjonatu; przez lata na ścianach istniały jeszcze napisy więźniów. W latach 90. część z nich zniszczono podczas przebudowy — bezcenne świadectwa przepadły. Dopiero w 2017 roku obiekt wykupił samorząd, a po konserwacji w 2024 roku otwarto tu Muzeum „Palace”, poświęcone okupacyjnym losom Podhala. Ekspozycja odtwarza także część z utraconych inskrypcji.

Górecki był wstrząśnięty

Jeszcze w latach 70. historię tę odkrył kompozytor Henryk Mikołaj Górecki. Po lekturze książki o zakopiańskim „Palace” dotarł do opisu kaźni w piwnicach budynku i natknął się na modlitwę Heleny Błażusiakówny. Prawdopodobnie później odwiedził to miejsce osobiście. Tekst, który młoda więźniarka wyryła w celi własnym zębem, kompozytor przepisał i włączył do swojej III Symfonii op. 36, znanej dziś na świecie jako „Symfonia pieśni żałosnych”.

Dzieło miało premierę w 1977 roku, a kilkanaście lat później zdobyło świat — nagrania trafiały na listy bestsellerów, a muzyka brzmiała w największych salach koncertowych i filmach. Górecki wybrał akurat te słowa, bo — jak mówił — w ich prostocie było „cierpienie, miłość i nadzieja matki i dziecka zarazem”.

Historia Heleny Błażusiakówny przypomina, że nawet w miejscu tortur powstawały słowa, które miały ocalić pamięć. A muzyka sprawiła, że jej cicha modlitwa z zakopiańskiej celi usłyszana została na całym świecie.

http://kresy.pl/kresopedia/w-katowni-gestapo-wyryla-modlitwe-wlasnym-zebem-gorecki-uczynil-z-niej-symfonie-posluchaj/

#ak #iiiwojnaswiatowa #niemcy #gestapo #bohater #historia #Polska

8

No i dobra, już się wyjaśniło

Noc odwetu: listopadowe uderzenie AK w niemieckie linie kolejowe

W nocy z 16 na 17 listopada 1942 roku, w odpowiedzi na brutalne represje okupanta, Armia Krajowa przeprowadziła szeroko zakrojony „Odwet kolejowy”. Była to największa akcja odwetowa polskiego podziemia. Brały w niej udział kobiety.

Uderzono w niemieckie linie transportowe koło Dęblina, Łukowa i Białej Podlaskiej, starannie wybierając miejsca oddalone od dużych miast, aby zminimalizować ryzyko odwetu na ludności cywilnej. Celem akcji było zablokowanie linii kolejowych, które biegły od Wisły na wschód.

Akcję, przygotowaną przez ppłk. Franciszka Niepokólczyckiego „Teodora”, a dowodzoną przez mjr. Jana Wojciecha Kiwerskiego „Rudzkiego”, wykonano z udziałem zarówno patroli męskich, jak i kobiecych zespołów minerskich Związku Odwetu oraz oddziału „Dysk” (lub DISK, od: Dywersja i Sabotaż Kobiet).

Kobiety-minerki, kobiece patrole

Udział kobiet był konsekwencją wcześniejszej decyzji o włączeniu ich do struktur dywersyjnych ZWZ-AK. Organizacyjne podstawy „Odwetu” stworzył rozkaz gen. Kazimierza Sosnkowskiego z kwietnia 1940 roku, prowadzący do powołania Związku Odwetowego, przekształconego następnie w Związek Odwetu. Inspiracją dla tej organizacji były doświadczenia z początku XX wieku, kiedy Polki działały w Organizacji Bojowej PPS, Związku Strzeleckim czy POW. Kierownictwo ZWZ-AK uznało, że udział kobiet w konspiracji ma istotną wartość operacyjną. Dawne dzałaczki POW brały zresztą udział w szkoleniach dla ZWZ-AK.

Od wiosny 1940 roku powstawały pierwsze kobiece patrole minerskie, tworzone z ochotniczek szkolonych według przedwojennych standardów saperskich. Panie uczyły się posługiwania materiałami wybuchowymi, konstruowania ładunków i montażu zapalników. Ich zadania obejmowały wysadzanie linii telekomunikacyjnych, mostów, studzienek telefonicznych oraz torów.

W 1942 roku obok patroli minerskich działać zaczął kolejny oddział – wspomniany już „Dysk” („DISK”), dowodzony przez por. Wandę Gertz. Jednostka ta specjalizowała się w działaniach dywersyjnych, sabotażowych, rozpoznawczych i w obsłudze zrzutów. W późniejszym okresie kobiety z tej grupy kontynuowały działalność dywersyjną, m.in. likwidowały agentki Gestapo. One, a także niektóre minerki, wzięły udział w Powstaniu Warszawskich w Zgrupowaniu „Radosław”.

„Odwet” był kontynuacją „Wieńca”

Bezpośrednim tłem „Odwetu kolejowego” była operacja „Wieniec” z nocy 7/8 października 1942 roku, podczas której wysadzono tory wokół Warszawy, powodując wykolejenia i wielogodzinne przerwy w ruchu. Za tę akcję Niemcy rozstrzelali i powiesili łącznie 89 zakładników. To właśnie po tych represjach AK zdecydowała o kolejnym uderzeniu.

W listopadową noc polscy odwetowcy zakładali ładunki m.in. pod Łukowem, gdzie działały patrole por. Zbigniewa Lewandowskiego „Szyny” i Kazimiery Olszewskiej „Miry”, oraz pod Dęblinem, gdzie zadanie wykonywał patrol kpt. Jana Kajusa Andrzejewskiego „Jana” wspólnie z grupą kobiet z „Dysku”. Kolejne uderzenie przeprowadzono pod Białą Podlaską.

Rezultaty akcji były znaczące: wykolejono pięć pociągów, zniszczono most kolejowy, uszkodzono drugi i przerwano tory w dwóch miejscach. Miny-pułapki spowodowały dodatkowe wykolejenia pociągów ratowniczych. Była to jedna z najskuteczniejszych operacji sabotażowych AK w 1942 roku, potwierdzająca znaczenie Związku Odwetu i oddziałów kobiecych, których działalność trwała nieprzerwanie aż do wybuchu Powstania Warszawskiego.

http://kresy.pl/kresopedia/noc-odwetu-listopadowe-uderzenie-ak-w-niemieckie-linie-kolejowe/

#historia #iiiwojnaswiatowa #ak

8

Syn Akowca napisał list do Engelkingwprawo.pl

5

Kasjopea
@AnitaSchelde_ Twetter
Z wyroku Polskiego Państwa Podziemnego…Wanda Mostowicz została zlikwidowana przez Śp.Ryszarda Duplickiego ps."Gil". Polski egzekutor zabiegł drogę rikszy w którym jechała Mostowicz i wpakował w Żydówkę…cały magazynek ze "STEN-a". Wieczna Chwała Bohaterom !
Haniebną rolę w wydaniu na śmierć najwybitniejszego Komendanta #ArmiaKrajowa Śp.gen.Stefana "Grota" Roweckiego…odegrała niezwykle niebezpieczna agentka "Gestapo" Wanda Mostowicz…ze słynnej bandy żydowskich kolaborantów Abrahama Gancwajcha. #האמתמפולין @IsraelinPoland #polska #2ws #AK

Przez kilka dni IZABELLA HORODECKA, likwidatorka, wystawała pod jej domem, śledziła ją.
Mostowicz nie pracowała, nie miała stałych
zajęć/przyzwyczajeń.
Horodecka zidentyfikowała ją po koronce kapelusza.
Resztę załatwili jej koledzy z 993/W.

15

Wiele rzeczy wynika z niewiedzy i braku edukacji. Ale można się zawsze poprawić nadrabiając. Zamiast krzyczeć "sława gierojom" warto poznać prawdziwych polskich bohaterów. Podlinkowuję wykład jaki kiedyś miałem przyjemność wyprodukować o poruczniku Władysławie Czermińskim, jednym z wybitniejszych dowódców 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.
W lipcu b. r. mam już umówiony wykład o rzezi wiekowej i staroszlacheckiej, polskiej wsi Dominopol, którą gieroje restaurowani na współczesnych nazwach ulic miast ukraińskich rozpoczeli od... zwabienia polskich mężczyzn w pułapkę pod postacią obietnicy stworzenia wspólnej partyzantki przeciwko Niemcom. Jak tych wyrżneli to z babami i dziećmi poszło już łatwo. Ale to będzie w lipcu. Tymczasem zapraszam na "Jastrzębia z Wołynia":
https://youtu.be/nJI7weil6sM
#wolyn #ak #upa #ukraina #czerminski #takbylo #historia #byloaledobre

17

Jastrząb z Wołynia - opowieść o por. Władysławie Czermińskimyoutube.com

#wolyn #rzezwolunska #czerminski #upa #ak #iiwojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #kresy

Porucznik Władysław Czermiński, organizator samoobrony polskiej na Wołyniu, opierającej się zbrodniczej działaności ukraińskich nacjonalistów OUN - UPA oraz oficer 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, wraz z którą przeszedł szlak bojowy zmagając się z przeważającymi siłami okupanta niemieckiego i sowieckiego.
Jest to sylwetka warta przybliżenia nie tylko ze względu na osobiste przymioty bohatera naszego spotkania, które zostały sprawdzone w trudnych czasach, ale też ze względu na współczesne próby symetryzacji zagadnienia rzezi wołyńskiej, czy też z drugiej strony, pojawiającej się publicystyki historycznej atakującej polskie podziemie o brak adekwatnej reakcji na wypadki na Kresach.
https://youtu.be/nJI7weil6sM

Gościem specjalnym, prowadzącym spotkanie jest historyk, badacz wojennych wypadków na Kresach i wnuk żołnierza 27 Wołyńskiej Dywizji Pieiechoty AK, pan Sławomir Tomasz Roch.
Blog prowadzącego wykład: https://niepoprawni.pl/blogi/slawomir-tomasz-roch

11

Przeczytałem teraz właśnie długą listę wyczynów jak AK pomagała Czerwonej Armii (…) I dumny jestem, że takie „Ośrodki" skazały mnie na karę śmierci. A moja nienawiść do wtyczek komunistycznych, którymi AK usiane było gęściej niż wielkanocna bułka rodzynkami, oraz do niemoralnej polityki oszukiwania wszystkich, co do zamiarów sowieckich (oszukiwania do tego stopnia, iż w rezultacie tylko Goebbels pisał prawdę!) - doprowadziła do ostrego konfliktu z całym oficjalnym podziemiem.

Nie dostrzegam też żadnej osławionej „zdrady" ze strony Sowietów w stosunku do Polski. Sowiety w danym wypadku z rzadką dla swoich metod szczerością, nawet w dniach klęski nie ukrywały swych zamiarów. Zaś po roku 1943, nie uznając ani rządu, ani armii polskiej, wkraczały już z zupełnie otwartą przyłbicą jako zaborcza rewolucja bolszewicka, jako zaborca. Nigdy też nie zwracali się ani do rządu polskiego, ani do AK o żadną pomoc, ani przyjaźń. Natomiast AK obłupywało ich za kolana, narzucało się w najbardziej poniżający sposób ze swymi usługami, wyłapywaniem Volksdeutschów, jak to było na przykład w Lublinie, używane też było nieraz do tych policyjnych posług, a następnie kopane, jak się kopie natręta, z którym się nie chce mieć nic do czynienia. I w tym postępowaniu bolszewicy byli z ich punktu widzenia konsekwentni od początku do końca (…)
Józef Mackiewicz
https://jozefmackiewicz.com/wp-content/gallery/w-londynie-i-w-monachium/JM-329.jpg
#mackiewicz #iiwojnaswiatowa #jfe #ak

10

Tak się kończyły praktycznie każde kontakty z bolszewikami - albo zdradzali, albo wyciągali od razu karabiny. "Sojusznicy naszych sojuszników"…...
4 maja „Cień” i jego oddział szturmowy Armii Ludowej (uprzednio grupa BCh z Chruśliny) oraz podkomendni nieobecnego w tym czasie „Przepiórki” wraz z grupą partyzantów radzieckich Gruzina „Wani” (NN), łącznie około 100 partyzantów, zaatakowali w Owczarni pod Opolem Lubelskim zaprzyjaźniony z „Cieniem” 47-osobowy oddział wydzielony 3 kompanii 15 pułku piechoty AK pod dowództwem por. Mieczysława Zielińskiego („Krych”, „Moczar”).

AK-owcy nic dali się zaskoczyć przeprowadzanym z trzech stron atakiem i otworzyli ogień, zabijając i raniąc kilku napastników. Jednak poznawszy, że mają do czynienia z grupami proradzieckimi a nie z proniemieckimi, AK-owcy przerwali ogień. AL-owcy wmaszerowali
do wsi, gdzie „Cień” powitał swoich starych znajomych, twierdząc, że zaszła pomyłka. Następnie oba oddziały ustawiły się w dwuszeregu równolegle do siebie. Miano oddać sobie honory wojskowe. Zamiast honoru „Cień” z bezpośredniej bliskości wypalił w głowę „Krychowi”, a jego ludzie otworzyli ogień do reszty zdezorientowanych AK-owców. Zastrzelono w ten sposób 18 żołnierzy i 13 raniono. Po dokonaniu masakry, „cieniowcy” przystąpili do obdzierania zabitych z ubrań, zegarków, pierścionków i obrączek. Jeśli któraś z ofiar dawała oznaki życia, była bezlitośnie dobijana.
https://pch24.pl/wp-content/uploads/2013/04/14511.jpg
#nsz #ak #iiwojnaswiatowa

18

Józef Mackiewicz w liście do Jerzego Giedroycia z 1954 roku
Jedyną ciekawą rzeczą na świecie, a przez to godną poznania, jest prawda, możliwie zbliżona do ideału obiektywizmu. Jedynym wrogiem, godnym fanatycznej nienawiści, jest bolszewizm jako idealnie zamykający, nie jednemu narodowi, ale całej ludzkości, wszystkie drogi do poznania prawdy obiektywnej.
W moim przekonaniu współpraca z Niemcami przeciwko bolszewikom, jaką podjęły wszystkie narody na wschodzie Europy z wyjątkiem Polski i Czech, byłaby z punktu widzenia ludzkiego bardziej moralną niż współpraca z bolszewikami, którą uprawiała AK. Podczas ostatniej wojny na prosowieckich kolaborantów, czyli AK, spadał taki deszcz dolarów i złota, że każdy zabity przez nich Niemiec ważył na pewno mniej i to o wiele. A teraz krzyczymy, że "nas sprzedali" bolszewikom! Dziś, gdy widzę rzeczy już z perspektywy historycznej, żałuję z całego serca, że Wehrmacht nie rozgromił Armii Czerwonej w drobny mak.
https://www.pogon.lt/images/stories/4_artyculy/jozef%20mackiewicz.jpg
#mackiewicz #jfe #ak

8

"Amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie." mjr Hieronim Dekutowski (ps. Zapora, Odra, Reżu, Stary, Henryk Zagon, Mieczysław Piątek; 1918–1949) #patriotyzm #ak #żołnierzewyklęci #historia

12

Apel o ratowanie sztandaru AKm.youtube.com

https://m.youtube.com/watch?v=9D9HKhpjgEk

Marian Makowski od 23 lat był kustoszem Izby Pamięci Armii Krajowej im. mjr. „Gaja” Adama Trybusa w Piotrkowie Trybunalskim. W połowie grudnia, jak zawsze w niedzielne przedpołudnie, przyszedł do położonej przy klasztorze oo. bernardynów placówki muzealnej. Lecz widok jaki zastał, był dla niego szokiem…
#irytujacyhistoryk #ak #historia

14

https://www.youtube.com/watch?v=9D9HKhpjgEk

Marian Makowski od 23 lat był kustoszem Izby Pamięci Armii Krajowej im. mjr. „Gaja” Adama Trybusa w Piotrkowie Trybunalskim. W połowie grudnia, jak zawsze w niedzielne przedpołudnie, przyszedł do położonej przy klasztorze oo. bernardynów placówki muzealnej. Lecz widok jaki zastał, był dla niego szokiem…
#ak #irytujacyhistoryk #historia
Ode mnie już poszło.

8