Polacy będą płacić za ukraińskie zbrodnie? Szokujący projekt w Sejmie. „Coś nieprawdopodobnego”nczas.info

Lewica chce, by Polacy składali się na zadośćuczynienie ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw z lat 1945-1946. Chodzi o te popełnione na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym. Poseł Andrzej Zapałowski wskazał na szereg nieścisłości i absurdy oraz ich potencjalne skutki.

Na projekt Lewicy uwagę zwrócił poseł Andrzej Zapałowski. Jego tytuł mówi o „zadośćuczynieniu ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1947”.

Poselski projekt wpłynął do Sejmu co prawda w marcu 2025 r., ale w styczniu 2026 r. skierowano go do I czytania. Do reprezentowania wnioskodawców upoważniono Annę Marię Żukowską. Druk ma numer 2030.

„Ustawa określa zasady zadośćuczynienia za przestępstwa popełnione w latach 1945-1946 na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym na skutek działań formacji lub organizacji, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 5 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego (Dz. U. z 2022 r. poz. 2039), potwierdzone prawomocnie zakończonym śledztwem Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” – czytamy w projekcie.

Świadczenie to miałoby wynosić 50 000 zł. Zadośćuczynienie miałoby być przyznawane – lub nie – decyzją administracyjną Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

„Podstawowym skutkiem społecznym uchwalenia ustawy będą usunięcie stanu bezprawności i wzrost poczucia sprawiedliwości społecznej. Nie jest możliwe precyzyjne określenie liczby osób, które obejmą projektowane przepisy. Ze względu na określone w projekcie kryteria uprawniające do zadośćuczynienia, wyniki śledztw IPN i znaczny upływ czasu, można szacować, że liczba możliwych wniosków nie przekroczy 100. Bardzo niewielka będzie także liczba osób, które będą mogły korzystać z uprawnień kombatanckich. Skutki finansowe wypłaty zadośćuczynień nie przekroczą dla budżetu państwa kwoty 5 mln zł” – napisano w uzasadnieniu.

Tymczasem prof. Andrzej Zapałowski w rozmowie z DoRzeczy zwrócił uwagę na kilka kwestii. W jego ocenie, gdyby przepisy te zostały uchwalone, mogłyby stanowić furtkę dla potencjalnie horrendalnych roszczeń wobec państwa polskiego. Wskazał, że chodzi o sumy idące w miliardy złotych.

Poseł wymienił także kilka punktów, które są dla niego najbardziej zdumiewające. Chodzi m.in. o kwestie interpretacyjne. – Przecież Polaków mordowało OUN UPA na tle religijnym i narodowościowym. I w uzasadnieniu czytamy, że Polska przyjmuje na siebie odpowiedzialność za działalność podziemnych formacji wojskowych. Czy UPA to nie była podziemna organizacja wojskowa? Czyli doszłoby do absurdu, wynika z uzasadnienia, że pod to można podciągnąć UPA. Że rząd polski, a nie ukraiński, bierze odpowiedzialność za działalność UPA. To były formacje wojskowe, które prześladowały Rusinów, Ukraińców, Łemków, nie mówiąc o masowym mordowaniu Polaków – ocenił.

Zapałowski odniósł się także do szacunków wnioskodawców, którzy twierdzą, że można przypuszczać, iż świadczeniem zostałoby objętych nie więcej niż 100 osób. W ocenie historyka takich przypadków mogłoby być dużo więcej – liczonych nawet w setkach tysięcy. Wskazał tutaj na potomków prześladowanych i mordowanych przez Ukraińców.

– Kolejna rzecz. Osoby, które były w 1945 roku wywożone w trakcie wymiany ludności do Związku Radzieckiego, przecież w chwili wywozu byli to obywatele polscy. Będą więc mogli powołać się na to, że zostali wywiezieni na wschód w oparciu o prześladowania na tle narodowościowym i religijnym – zwrócił uwagę na kolejny problem. Jak podkreślił, to potencjalnie kolejne kilkaset tysięcy osób.

Jak podkreślił Zapałowski, w uzasadnieniu wskazano, że projekt dotyczy terenów, które stanowiły terytorium Rzeczpospolitej od 1 stycznia 1939 roku. – Czyli ona w zamyśle dotyczy osób, które mieszkały na terenach, które Polska utraciła po II wojnie światowej i przestępstw, które na tych terenach się dokonały. Za to ma brać odpowiedzialność rząd Polski? – pytał poseł.

W jego ocenie projekt jest „niespójny” i „chaotyczny”, przez co „otwiera drzwi tak szeroko, że później wystarczy mała nowelizacja rozszerzająca, np. do 1947 roku, i mamy miliardy złotych, które państwo polskie powinno wypłacać”. – To jest coś nieprawdopodobnego – skwitował.

http://nczas.info/2026/01/30/polacy-beda-placic-za-ukrainskie-zbrodnie-szokujacy-projekt-w-sejmie-cos-nieprawdopodobnego/

#lewactwo

11

Porażka propagandy lewactwa w Wielkiej Brytaniiyoutube.com

Brytyjskie lewactwo wyprodukowało rządową grę do ściągnięcia za darmo, która miała za zadanie prać mózgi młodzieży w kierunku: "nie myśl, nie zadawaj pytań, krytyka rządu jest zbrodnią, samodzielne myślenie jest zbrodnią".

Ale na szczęście efekt był odwrotny do zamierzonego.

Warto obejrzeć całość, jest krótkie i jakże pocieszające:

http://www.youtube.com/watch?v=qd1i1Q3Guj4

#lewactwo #propaganda #wojna #wojnaidei #polityka

12

Protesty w Minneapolis. Agenci federalni zabili uzbrojonego mężczyznę. Trump oskarża lokalne władze o „podżeganie do buntu” [VIDEO]nczas.info

Prezydent USA Donald Trump, reagując na strzelaninę z udziałem agentów federalnych w Minnesocie, w której zginął mężczyzna, zarzucił miejscowym władzom, że „podżegają do buntu”. Oskarżył je o to, że odwołały lokalną policję od ochrony federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych.

„To jest broń napastnika, naładowana (z dwoma dodatkowymi pełnymi magazynkami!) i gotowa do użycia. O co w tym wszystkim chodzi? Gdzie jest miejscowa policja? Dlaczego nie pozwolono im bronić oficerów ICE (służby ds. imigracji i egzekwowania ceł)? Czy burmistrz i gubernator ich odwołali? Twierdzi się, że wielu z tych policjantów nie mogło wykonywać swojej pracy, że ICE musieli się sami bronić – To nie jest łatwe!” – napisał Trump na własnej platformie społecznościowej Truth Social, publikując zdjęcie broni.

Stwierdził, że gubernator Minnesoty Tim Walz i burmistrz Minneapolis Jacob Frey „podżegają do buntu”. Nazwał ich „świętoszkowatymi politycznymi głupkami”.

„POZWÓLCIE NASZYM PATRIOTOM Z ICE WYKONYWAĆ SWOJĄ PRACĘ! 12 tys. nielegalnych imigrantów przestępców, wielu z nich agresywnych, zostało aresztowanych i wywiezionych z Minnesoty. Gdyby wciąż tam byli, widzielibyście coś dużo gorszego od tego, czego jesteście świadkami dzisiaj!” – dodał.

Stwierdził również, nie podając żadnych dowodów, że wydarzenia te stanowią „przykrywkę” dla kradzieży i oszustw w tym stanie. Doradca Trumpa Stephen Miller napisał na platformie X, że mężczyzna, który zginął w strzelaninie, to „krajowy terrorysta”.

Zastrzelony 37-letni mężczyzna, to pielęgniarz Alex Pretti. Powiadomiła o tym rodzina zabitego. Z kolei policja poinformowała, że mężczyzna miał pozwolenie na posiadanie broni.

W połowie stycznia Trump zagroził użyciem ustawy o powstaniach zbrojnych (Insurrection Act) w Minnesocie. Ustawa ta pozwala na wykorzystanie wojska do pacyfikacji zamieszek.

Napięcie społeczne w Minneapolis nasiliło się po śmierci 37-letniej kobiety, zastrzelonej na początku stycznia przez agenta ICE. Stało się to katalizatorem protestów i krytyki obecności federalnych służb w mieście.

W sobotę znów doszło tam do strzelaniny z udziałem agentów federalnych, w której zabity został mężczyzna. Na miejscu zdarzenia gromadzą się protestujący. Dochodzi do starć z funkcjonariuszami, policja użyła gazu łzawiącego.

Amerykański resort bezpieczeństwa krajowego oświadczył, że agent, który w tym dniu śmiertelnie postrzelił mężczyznę w Minneapolis, oddał strzały w obronie własnej i w obawie o życie swoje oraz innych funkcjonariuszy.

http://nczas.info/2026/01/24/protesty-w-minneapolis-agenci-federalni-zabili-uzbrojonego-mezczyzne-trump-oskarza-lokalne-wladze-o-podzeganie-do-buntu-video/

#usa #trump #lewactwo

14

Złodzieje paraliżują elektromobilność w Europie. Fala kradzieży dotarła z Niemiec do Polski.msn.com

Można się było spodziewać tego. Swoją drogą marksistowskie pachołki władzy mają spory problem, bo z jednej strony naciska duraczenie żydowskich ideologii, że nie wolno surowo karać patusów, a gdy patus jest z jakiejś mniejszości to już w ogóle nie wolno go karać, a z drugiej strony naciski lewicowe idą w kierunku dużych inwestycji w drogą infrastrukturę publiczną i prywatną taką jak drogie kable, czy kamery cofania w autach itd. Dla złodzieja z chronionych mniejszości ukraść takie gadżety, to jak dla czarnych w USA wpaść na wieczorne rabowanie sklepów - proste, zero stresu a zagrożenie karą niewielkie.

Operatorzy infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych biją na alarm. W całej Polsce, od Pomorza po Śląsk, masowo znikają kable do ładowania EV. Choć dla złodzieja wartość łupu wynosi zaledwie kilkaset złotych, koszty naprawy urządzeń sięgają dziesiątek tysięcy, bezpośrednio uderzając w rozwój elektromobilności.

http://www.msn.com/pl-pl/motoryzacja/wiadomosci/z%C5%82odzieje-parali%C5%BCuj%C4%85-elektromobilno%C5%9B%C4%87-w-europie-fala-kradzie%C5%BCy-dotar%C5%82a-z-niemiec-do-polski/ar-AA1UJLRz?ocid=msedgdhp&pc=U531&cvid=697300ff11274d9486161dcd6f121d04&cvpid=832944892ee94339ce02dc268abab10a&ei=58

#lewactwo #wolnesady #ideologia

16

Socjal, imigranci i zielona energia. „To jest katastrofa!” Niemieckie gminy w gigantycznych długachnczas.info

„Wiele miast i gmin w Niemczech nie wie już, jak ma wywiązywać się ze swoich obowiązków. Pieniędzy brakuje wszędzie. Obwiniają za to niemiecki rząd” – informuje dw.com. Jak wskazano, powodem jest nie tylko rozbuchany socjalizm, ale też wielkie wydatki na imigrantów.

„Jeszcze niedawno Weissach, pół godziny jazdy od Stuttgartu, uchodziło za najbogatszą gminę w Niemczech” – czytamy.

W tym mieście Porsche miało swoje centrum rozwoju. Wskazano, że kto chciał kilka lat temu zbudować w tej miejscowości dom, otrzymywał od gminy 10 tys. euro dotacji na budowę za każde posiadane dziecko. Wybudowano też bibliotekę, kupiono fortepian za 100 tys. euro i dofinansowywano prywatne lekcje muzyki.

Teraz przemysł motoryzacyjny w Niemczech boryka się z kryzysem. Porsche straciło w ubiegłym roku 96 proc. zysków. Podobnie jest z wieloma innymi branżami.

– Finanse gmin znajdują się w dramatycznym kryzysie – powiedział prezes Niemieckiego Związku Miast i Gmin (DStGB) i burmistrz miasteczka Nieder-Olm w Nadrenii-Palatynacie Ralph Spiegler i dodał, że to nie jest „niepokojące”, lecz „to jest katastrofa”.

„W niemieckim systemie federalnym odpowiedzialność i zadania są rozdzielone między rząd federalny, kraje związkowe (landy) i gminy. Gminy odpowiadają za codzienne życie, a tym samym za znaczną część zadań państwowych. Obejmuje to od wywozu śmieci i zaopatrzenia w wodę, przez szkoły i przedszkola, straż pożarną, sport i kulturę, po większość usług socjalnych” – wyjaśnia dw.com.

Federalny Urząd Statystyczny podał, że w 2024 roku miasta i gminy płaciły łącznie 400 mld euro z tytułu przeróżnych wydatków. W ubiegłym roku pojawiły się wyższe koszty i ceny energii, jednak najwięcej pochłania socjalizm w postaci tzw. opieki społecznej.

– Mówimy o potrojeniu wydatków w ciągu ostatnich 20 lat, bez realnej rekompensaty – podkreślił Spiegler.

Wskazano, że tylko w 2007 roku koszty opieki nad dziećmi i młodzieżą, opieki długoterminowej oraz pomocy integracyjnej dla osób niepełnosprawnych wyniosły prawie 38 mld euro. Od tego czasu wydatki te rosną. Według szacunków, w 2027 roku mają przekroczyć 102 mld euro.

„Integracja uchodźców ze stałym pobytem również stanowi wyzwanie. Szkoły, organizatorzy kursów językowych i integracyjnych, urzędy pracy, a zwłaszcza urzędy imigracyjne, pracują na granicy swoich możliwości. Niemiecki Związek Miast i Gmin apeluje o radykalnie nowy podział obciążeń związanych ze świadczeniami socjalnymi. Rząd Niemiec, kraje związkowe i gminy powinny w przyszłości składać się na koszty finansowania w jednej trzeciej każdy, domaga się Związek” – przyznaje dw.com.

Gminy domagają się też udziału w procesie legislacyjnym. Obecnie prawo tworzą rząd federalny i kraje związkowe.

W ubiegłym roku pojawiły bardziej radykalne postulaty. Burmistrzowie wszystkich 16 stolic landów żądali od rządu federalnego projektu ustawy, która w przyszłości w razie nałożenia obciążeń na gminy, od początku zapewniłaby wynagrodzenie.

Obecnie 25 proc. kosztów przypada na miasta i miasteczka. Udział ich rośnie, natomiast „mimo to gminy otrzymują zaledwie 14 procent całkowitych krajowych dochodów podatkowych”, jak podkreśla szef DStGB.

Rośnie też deficyt kas samorządowych. W 2023 roku wynosił 7,5 mld euro, rok później 24 mld, a w ubiegłym roku przekroczył 30 mld. W efekcie wstrzymywane są projekty budowlane, a finansowanie działań socjalnych i kulturalnych wstrzymuje się jako następne. Wprowadzane są także nowe podatki.

DStGB uważa, że obecnie niemożliwe są inwestycje.

„Problemem jest nawet utrzymanie i remonty istniejących budynków. Potrzeba 218 miliardów euro na remonty szkół, ratuszy, przedszkoli, basenów, mostów i dróg” – czytamy.

http://nczas.info/2026/01/11/socjal-imigranci-i-zielona-energia-to-jest-katastrofa-niemieckie-gminy-w-gigantycznych-dlugach/

#niemcy #lewactwo #ekologizm #zielonylad #nachodzcy #socjalizm #socjal

12

Brak prądu w Berlinie. Władze: to atak lewicowych ekstremistówkresy.pl

Po pożarze mostu kablowego znaczna część południowo-zachodniego Berlina została odcięta od prądu. Władze miasta i policja oceniają, że był to atak o podłożu politycznym, za który mają odpowiadać lewicowi ekstremiści.

Po pożarze infrastruktury energetycznej w Berlinie południowo-zachodnie dzielnice miasta pozostają bez zasilania. Burmistrz Kai Wegner oświadczył, że był to atak motywowany politycznie, a sprawcami mieli być „najwyraźniej lewicowi ekstremiści”. Policja potwierdziła tę ocenę.

Do zdarzenia doszło w sobotę rano, gdy ogień objął most kablowy nad kanałem Teltow, prowadzący do elektrowni Lichterfelde. W wyniku pożaru uszkodzone zostały kluczowe linie przesyłowe. „To niedopuszczalne, że po raz kolejny ewidentni lewicowi ekstremiści atakują naszą sieć energetyczną, narażając życie ludzkie” – powiedział Wegner.

Wkrótce po incydencie pojawił się list podpisany przez tzw. Grupę Wulkan, w którym autorzy przyznają się do sabotażu. Autentyczność dokumentu została potwierdzona przez służby. Według eksperta ds. terroryzmu Michaela Götschenberga, zawarte w liście szczegóły odpowiadają schematowi wcześniejszych ataków na infrastrukturę energetyczną.

Dziennik „Berliner Zeitung” udostępnił pełną treść listu. „Dzisiaj w nocy udało nam się sabotować elektrownię gazową w dzielnicy Berlin-Lichterfelde. Doszło do przerw w dostawach prądu w zamożniejszych dzielnicach Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee. Celem akcji nie były przerwy w dostawach prądu, ale energetyka oparta na paliwach kopalnych. Przepraszamy mniej zamożnych mieszkańców południowo-zachodniej części Berlina. W przypadku wielu właścicieli willi w tych dzielnicach nasze współczucie jest ograniczone” – czytamy.

Senator ds. gospodarki Franziska Giffey poinformowała, że od początku brano pod uwagę celowe zniszczenie instalacji, ponieważ zwykły incydent nie doprowadziłby do tak poważnych uszkodzeń grubych kabli wysokiego napięcia. W programie RBB „Abendschau” wyjaśniła, że zapalniki umieszczono bezpośrednio pod przewodami. „Siła, z jaką nastąpiło nagrzewanie się i stały pożar, była większa niż siła, jaką mogłaby wywołać bomba kulowa” – powiedziała. „Zabezpieczenie naszych przewodów nie pozwoliłoby bombie kulowej na takie uszkodzenie przewodów”.

Skutkiem ataku była rozległa awaria prądu, która początkowo objęła około 45 tys. gospodarstw domowych oraz ponad 2200 firm. Spółka Stromnetz Berlin poinformowała, że częściowo udało się przywrócić zasilanie — prąd wrócił do około 7 tys. domów i 150 odbiorców komercyjnych. Zakłócenia dotknęły m.in. dzielnice Nikolassee, Zehlendorf, Wannsee i Lichterfelde.

http://kresy.pl/wydarzenia/brak-pradu-w-berlinie-wladze-to-atak-lewicowych-ekstremistow/

#niemcy #lewactwo #energetyka #terroryzm

11

Ceny energii pójdą ostro w górę, to będzie dramat!pch24.pl

Ceny energii będą drożeć, to więcej niż pewne. Polski biznes już ma potężne problemy, a te będą tylko narastać. Europejskie założenia transformacji energetycznej oznaczają dla naszego kraju regularną katastrofę. Mówił o tym w rozmowie z PCh24.pl dr inż. Mirosław Gajer z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, ekspert Fundacji Wolność i Własność.

Jak plasują się ceny energii w Polsce na tle innych krajów?

Są naprawdę wysokie – w zasadzie należą do jednych z najwyższych. Gospodarstwa domowe tak tego nie odczuwają, bo są chronione przez rząd; przedsiębiorcy są jednak w tragicznej sytuacji. Właściciele piekarni, cukierni, małej gastronomii czy nawet niewielkich warsztatów albo punktów usługowych mają ogromne problemy. Płacą za energię elektryczną trzy, nawet cztery razy więcej niż w gospodarstwie domowym. Mali przedsiębiorcy coraz częściej tego nie wytrzymują – ich biznesy znikają w oczach.

Dlaczego jest aż tak źle?

Kluczową rolę odgrywa podatek ETS – Emission Trading System. Obecnie do każdej tony spalonego węgla trzeba dopłacić aż 87 euro. Ceny pozwoleń na emisję CO2 cały czas wzrastają. Początkowo nie wyglądało to tak źle – pozwolenia kosztowały dosłownie kilka euro. Kilka lat temu cena zaczęła gwałtownie rosnąć. W pewnym momencie przebiła nawet 100 euro; później nastąpiła korekta, ale wracamy teraz do trendu wzrostowego. To zgodne z zamierzeniami całej polityki energetycznej Unii Europejskiej – liczba pozwoleń wypuszczonych na rynek ma być coraz mniejsza, a to oznacza, że cena musi iść w górę. W ten sposób zmusza się takie kraje, jak Polska, do odejścia od spalania węgla.

Jeżeli nie węgiel, to w praktyce – co?

Tu jest pies pogrzebany. Nie jesteśmy Norwegią, która pozyskuje 90 proc. energii elektrycznej z wody. Norwegowie zostali obdarowani przez Stwórcę górami, lodowcami i bogatą siecią rzeczną. Jest ich zresztą tylko kilka milionów, mogą więc czerpać ze źródeł odnawialnych. Duży udział hydroenergii ma też Szwajcaria, nieźle jest w Austrii. W Polsce tak się nie da. Nie mamy odpowiednio wielkich rzek, nasz kraj jest w większości nizinny. Hydroenergia u nas się nie sprawdzi. Tymczasem żadną realną alternatywą nie jest ani fotowoltaika, ani energetyka wiatrowa.

Dlaczego? Fotowoltaika staje się coraz bardziej popularna.

Nie da się w ten sposób zastąpić węgla. Fotowoltaika w naszych warunkach jest sezonowa. Większa produkcja jest w okresie od równonocy wiosennej do równonocy jesiennej, czyli od marca do września. Od listopada do stycznia o fotowoltaice można z kolei w ogóle zapomnieć. Przykładowo w grudniu wkład fotowoltaiki do miksu energetycznego wynosi poniżej 2 procent. Z tej perspektywy fotowoltaika nie ma po prostu żadnego znaczenia.

Skąd mamy dziś energię?

Można to łatwo sprawdzić na stronie operatora Polskich Sieci Energetycznych, pse.pl. Obecne zapotrzebowanie to około 24 gigawatów. Elektrownie cieplne generują około 20 gigawatów. To przede wszystkim elektrownie węglowe; bloki gazowo-parowe opalane gazem ziemnym generują około 5 gigawatów. Z węgla mamy zatem 15 gigawatów. To w większości stare elektrownie budowane jeszcze w czasach Edwarda Gierka, a częściowo nawet wcześniej, bo za Gomułki. Problem polega na tym, że zgodnie z planem te elektrownie mają być systematycznie likwidowane, bo tego wymaga od nas Unia Europejska. Przykładowo do 1 stycznia mają zostać zamknięte dwa bloki w elektrowni Dolna Odra, a kolejne dwa do końca sierpnia przyszłego roku.

To skąd będziemy brać energię?

To jest dobre pytanie. System elektroenergetyczny musi być cały czas w stanie równowagi mocy. Trzeba generować tyle mocy, ile żądają odbiorcy. Jeżeli generujemy za mało, konieczne staje się ogłoszenie tak zwanych stopni zasilania. Wtedy duzi odbiorcy energii o mocy przyłączeniowej powyżej 300 kW muszą dokonać redukcji poboru mocy. Jeżeli tego nie zrobią, grożą im kary finansowe. W skrajnym przypadku ogłasza się tak zwane 20 stopni zasilania. Wówczas operator może wyłączyć dosłownie każdego, żeby ratować system elektroenergetyczny przed rozpadem.

Rozpadem? Co to znaczy?

Jeżeli generowanej mocy jest zbyt mało w stosunku do potrzeb odbiorców, to zaczyna spadać częstotliwość. Rosną wartości przepływów na połączenia transgraniczne. Sąsiedzi mogą się w takiej sytuacji od nas odciąć, a wtedy nasz system pada. Rozsypuje się jak domek z kart. Poszczególne generatory wypadną z pracy – i dochodzi do blackoutu. Coś takiego zdarzyło się w Hiszpanii 28 kwietnia 2025 roku. Pamiętam z dzieciństwa ogłaszane 20 stopni zasilania, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. To było na przełomie lat 70. i 80., kiedy występował spory deficyt mocy w naszym systemie elektroenergetycznym. Rozwiązało go dopiero wybudowanie nowej elektrowni, która dała dodatkowe 12 bloków energetycznych o mocy 360 megawatów każdy.

Co w takim razie dzisiaj? Wspominał Pan o Norwegii czy Szwajcarii, ale czegoś takiego oczywiście nie zrobimy. Są jednak inne kraje o nieco podobniejszej geografii, na przykład Niemcy. Można byłoby zakładać, że jest w Europie jakiś konkretny pomysł, jak ogarnąć w przypadku Polski czy RFN odejście od węgla. Nie jest tak?

Fotowoltaika w Niemczech też się nie sprawdza – daje im w sumie 14 procent miksu energetycznego w skali roku, u nas to jest 9 procent. Co ciekawe, Niemcy mają o wiele więcej fotowoltaiki niż my, ale to się wcale nie przekłada na jej procentowy udział w całości miksu. To wynika ze specyfiki pracy instalacji fotowoltaicznych, która jest okresowa, tak jak mówiłem wcześniej. Dlatego Niemcy faktycznie bazują ciągle na węglu. Na ternie byłego NRD działa szereg kopalń odkrywkowych. W Hambach pod Kolonią znajduje się największa kopalnia odkrywkowa w całej Europie. Z drugiej strony, Niemcy mają też dużo bloków gazowo-parowych, inaczej niż my. Ja nie potrafię sobie wyobrazić odejścia od węgla w Polsce. Tymczasem losy elektrowni są niepewne. Na przykład Turów: elektrowni cofnięto tam decyzję środowiskową i teoretycznie może pracować jedynie do końca 2026 roku.

Jednak Unia Europejska postanowiła niedawno, że do 2040 roku kraje członkowskie obniżą emisję CO2 aż o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. To tylko 15 lat, poprzeczka jest zawieszona zatem bardzo wysoko.

Moim zdaniem to są całkowicie nierealistyczne założenia. Przeczą prawom fizyki. Chyba, że zrezygnujemy z produkcji przemysłowej, rolnictwa i transportu – wtedy się uda! W normalnych warunkach – nie. Norwegowie mogą czerpać sobie 90 proc. energii elektrycznej z wody, uzupełniając to wiatrem i biomasą. W ich przypadku można zrezygnować z emitowania CO2. Nam to się jednak nie uda.

Mówiliśmy o fotowoltaice, ale co z energią wiatrową? Wiatraków powstaje coraz więcej – bo wieje przecież często także zimą, kiedy słońca nie ma.

Roczny wkład ze źródeł wiatrowych wynosi w miksie energii 15 procent. To lepiej niż w przypadku fotowoltaiki i w Polsce jest jeszcze potencjał do wzrostu. Problem w tym, że ten potencjał nie jest nieograniczony. Dobre tereny pod energetykę wiatrową występują jedynie na wybrzeżu i na Suwalszczyźnie. Nieco gorsze, choć jeszcze dość zdatne, w pasie pomiędzy Poznaniem a Warszawą. W pozostałych częściach kraju montowanie wiatraków jest dalece mniej sensowne. Wiatrak na Dolnym Śląsku czy na Lubelszczyźnie nie wyprodukuje tyle energii, co wiatrak nad morzem. Dostępność korzystnych lokalizacji będzie się szybko zmniejszać. Szacuję, że z wiatru możemy czerpać maksymalnie 25 proc. energii w całym miksie.

Energia wiatrowa jest pewniejsza od słonecznej?

Nie do końca. Energia kinetyczna wiatru zależy od trzeciej potęgi jego prędkości. To jest silna zależność. Dwukrotne zwiększenie prędkości wiatru to aż ośmiokrotne zwiększenie mocy wiatraków. Przez większość czasu – około 300 dni w roku – wiatraki w Polsce pracują dość słabo, dają kilkanaście, a często nawet mniej niż 10 procent mocy, którą mogłyby generować przy pełnej sile obrotów. Lepiej jest tylko wtedy, kiedy zrywają się silne wiatry. Wtedy wiatrak generuje 70-80 proc. dostępnej mu mocy. Tak jest jednak średnio przez 40-60 dni w roku, co zmienia się też w zależności od roku. Przykładowo w grudniu 2025 roku z wiatrem jest dość słabo. Czasem przychodzi też flauta, kiedy po prostu w ogóle nie wieje. Tymczasem żeby wiatrak się w ogóle kręcił, jest potrzebna pewna prędkość minimalna. W listopadzie ubiegłego roku wystąpiła bardzo długa flauta. W Niemczech jest nawet osobne słowo: „Dunkelflaute”, „ciemna flauta”, kiedy przez wiele kolejnych dni wiatraki praktycznie w ogóle nie pracują. Wiatraki nie są zatem pewnym źródłem energii.

Jaki zatem polskie władze mają pomysł na sprostanie unijnym wymogom?

Nie wiem – chyba nie mają żadnego. W Krajowym Planie dla Energii i Klimatu przedstawia się kompletnie nierealistyczne scenariusze. Rządzący przyjmują, że po roku 2035 nie będzie w ogóle energii z węgla. Teoretycznie ma go zastąpić gaz ziemny, ale głównym źródłem mają stać się fotowoltaika, wiatraki lądowe oraz wiatraki morskie. Z opisanych wyżej przyczyn to się jednak w praktyce nie sprawdzi – dochodzimy do ściany, założenia rozbijają się o prawa fizyki.

Władze liczą zatem na to, że Unia Europejska blefuje i węgiel będzie dalej dostępny?

Póki pracują jeszcze stare elektrownie węglowe, jesteśmy bezpieczni. Do 2028 roku pracę ma jednak zakończyć w sumie około 40 działających bloków w takich elektrowniach. Od 2030 roku rusza likwidacja elektrowni w Bełchatowie, która jest absolutnie kluczowa dla naszego systemu elektro-energetycznego. Zakłada się, że po 2030 roku deficyt energetyczny może wynosić nawet 10 gigawatów. To absolutna katastrofa, niewyobrażalna ilość mocy. Żeby jakoś to zbilansować, trzeba byłoby dosłownie wyłączyć pół Polski. Teoretycznie węgiel można byłoby zastąpić gazem; tu są podejmowane jakieś działania, w niektórych elektrowniach buduje się bloki gazowe. To jednak wciąż zdecydowanie zbyt mało w stosunku do potrzeb. Obserwujemy systematyczny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Co kilka lat bity jest kolejny rekord. Ostatni padł w styczniu 2024 roku – to było prawie 29 gigawatów. Wystarczy solidny mróz w styczniu 2026 roku i ten rekord zostanie pobity – ludzie mają dużo pomp ciepła, dogrzewają się piecykami elektrycznymi i tak dalej. Jeżeli zapotrzebowanie przekroczy 30 gigawatów, to już dzisiaj trudno byłoby to zbilansować. Trzeba byłoby ogłosić stopnie zasilania, żeby zredukować pobór mocy. W ostateczności ogłosić 20 stopni zasilania i po prostu wyłączyć niektórych odbiorców. Trzeba pamiętać, że to się wiąże z dużymi kosztami, bo jeżeli zostaną przerwane procesy produkcyjne, to niektóre urządzenia mogą się już nie nadawać do dalszego użytku.

Ceny energii będą zatem chyba tylko rosnąć?

Oczywiście. Polski biznes ma już dziś duże problemy i będzie coraz gorzej. Wzrost cen energii jest więcej niż pewny. Wiele zależy oczywiście od tempa zmian narzucanych przez Unię Europejską. Spodziewam się jednak, że solidna zima w najbliższych latach – najpóźniej w roku 2029 – doprowadzi do poważnego głodu energetycznego, kiedy energii będzie po prostu brakować. Pamiętam, że w dzieciństwie musiałem odrabiać zadania domowe przy świeczkach, a później przy lampie naftowej, bo ogłaszano 20 stopni i odłączano odbiorców od prądu. Mam jeszcze tamtą lampę naftową, jest przedwojenna. Może mi się jeszcze przyda.

http://pch24.pl/ceny-energii-pojda-ostro-w-gore-to-bedzie-dramat/

#lewactwo #ue #energia #oze #spierdolenie

17

Na Zachodzie bez zmian. Sylwester multikulti. Przybysze tradycyjnie zdemolowali europejskie miasta [VIDEO]nczas.info

Sylwester w Holandii przebiegł w cieniu tragedii i zamieszek. Kilka osób zginęło w wypadkach z fajerwerkami, doszło do kilkudziesięciu pożarów i ataków na policję oraz ratowników medycznych. W wielu miastach wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Podobnie było w Niemczech gdzie przybysze demolowali miasta i ścierali się policją.

Tegoroczna noc sylwestrowa w Holandii okazała się wyjątkowo dramatyczna. W różnych częściach kraju doszło do śmiertelnych wypadków związanych z użyciem fajerwerków, m.in. w Nijmegen i Aalsmeer. Policja bada, czy używany materiał pirotechniczny był legalny. W Bergen nad Morzem Północnym śmierć poniosło dziecko potrącone przez samochód.

Jednym z najpoważniejszych zdarzeń był ogromny pożar zabytkowego kościoła w Amsterdamie – Vondelkerk, który od lat 70 XX wieku przestał pełnić funkcję świątyni katolickiej i stał się miejscem wielu koncertów oraz spotkań. Ogień szybko objął wieżę budynku, a gęsty deszcz iskier zmusił służby do ewakuacji kilkudziesięciu pobliskich domów. Straż pożarna walczyła z żywiołem przez wiele godzin, wykorzystując wodę z pobliskiego parku. Zabytku nie udało się uratować. Na miejscu pojawiła się burmistrz Femke Halsema, która powiedziała: „To jest naprawdę straszne (…) to ogromna tragedia.”

W całym kraju odnotowano liczne pożary budynków mieszkalnych, garaży i obiektów publicznych, w tym hal sportowych i domów jednorodzinnych. W kilku przypadkach eksplodowały składowane fajerwerki, co dodatkowo utrudniało akcje ratunkowe. W wielu miejscach doszło do znaczącego pogorszenia się jakości powietrza. Tysiące zgłoszeń sprawiły, że numer alarmowy 112 był przeciążony – władze apelowały o dzwonienie wyłącznie w sytuacjach zagrożenia życia.

Szczególne zaniepokojenie wzbudziła skala przemocy wobec służb. Policjanci, strażacy i ratownicy medyczni byli obrzucani fajerwerkami, kamieniami, a w Bredzie w dzielnicy Tuinzigt użyto koktajli Mołotowa. Związek zawodowy policji określił sylwestrową noc jako jedną z najbardziej brutalnych w ostatnich latach. Oczywiście nikt nie odważy sie głośno powiedzieć, że sprawcami ataków byli przede wszystkim imigranci.

Mimo obowiązującego w wielu gminach zakazu używania fajerwerków, przepis ten był masowo łamany. Tegoroczny Sylwester był jednocześnie ostatnim, w którym fajerwerki na prywatny użytek były jeszcze legalne w skali kraju. Władze zapowiadają, że przejęta zmiana prawa ma ograniczyć liczbę ofiar, zniszczeń i przemocy, które od lat towarzyszą świętowaniu Nowego Roku w Holandii.

Niemcy zdemolowane

Niemcy powitały Nowy Rok ogniem. Policja, straż pożarna i ratownicy medyczni pracowali bez wytchnienia i pod ciągłą presją.

W Hamburgu policja musiała się wycofać przed imprezowiczami z fajerwerkami, którzy skierowali swoje sztuczne ognie w funkcjonariuszy. Oczywiście większość balowników to byli przybysze.

W Berlinie tradycyjnie doszło do starć bliskowschodnich gangów między sobą i z policją. Policja była wielokrotnie atakowana petardami i rakietami. Dwudziestu jeden funkcjonariuszy odniosło lekkie obrażenia w wyniku uderzeń petardami lub stawiania oporu agresorom. Policja zatrzymała na krótko setki podejrzanych. Wieczorem i nocą skonfiskowano kilka kilogramów nielegalnych fajerwerków.

W Monachium radiowozy zostały ostrzelane rakietami. Kilka osób z 30-osobowej grupy, wszystkie z imigranckim pochodzeniem, zostało złapanych i zatrzymanych przez policję.

Na dworcu kolejowym w Wedding budynek głównego terminalu został trafiony rakietą i spłonął.

W Essen także doszło do zamieszek. Podpalono kosze na śmieci i wyrzucono je na ulicę. Ratownicy byli obrzucani petardami i bali się przerwać sylwestrową zabawę przybyszów.

Podpalonych samochodów już chyba nikt nie liczy. Informacje o zajściach cały czas spływają i zapewne będzie ich więcej. Wspaniała, kolorowa, ubogacona Unia Europejska…

http://nczas.info/2026/01/01/na-zachodzie-bez-zmian-sylwester-multikulti-przybysze-tradycyjnie-zdemolowali-europejskie-miasta-video/

#nachodzcy #multikulti #lewactwo

15

Rząd narzuca przedsiębiorcom zmiany w ogłoszeniach o pracę, a sam ich nie przestrzega.nczas.info

Administracja państwowa masowo ignoruje własne przepisy o jawności wynagrodzeń i tzw. neutralności płciowej – te same, którymi obciążyła polskich pracodawców pod groźbą kar finansowych.

Od 24 grudnia 2025 roku w Polsce obowiązuje nowelizacja Kodeksu pracy wprowadzająca obowiązek podawania wynagrodzeń w ogłoszeniach o pracę oraz stosowania tzw. neutralności płciowej.

Jak wynika z ustaleń dziennikarzy RMF FM, administracja rządowa sama nie stosuje się do nowych regulacji, które nałożyła na polskich pracodawców. Prześwietlono państwową stronę nabory.kprm.gov.pl, gdzie publikowane są ogłoszenia o pracę w administracji centralnej.

Spośród 256 aktualnych ofert zatrudnienia aż 200 nie uwzględnia wymaganej tzw. neutralności płciowej, a w połowie przypadków brakuje informacji o wysokości wynagrodzenia. Oznacza to, że około 78 procent ogłoszeń państwowych łamie zasady dotyczące języka, a 50 procent ignoruje obowiązek jawności płac.

Zgodnie z nowymi regulacjami, każde ogłoszenie o pracę musi zawierać informację o proponowanym wynagrodzeniu lub jego widełkach, a także być sformułowane w sposób tzw. neutralny płciowo – nazwy stanowisk i treść ogłoszenia nie mogą sugerować preferowanej płci kandydata. Zamiast określeń takich jak „sekretarka” czy „magazynier” powinny pojawiać się zwroty „osoba do sekretariatu” lub „pracownik magazynu”

http://nczas.info/2025/12/31/rzad-ignoruje-wlasne-ideologiczne-przepisy-panstwowa-hipokryzja-w-pigulce/

#lewactwo #polityka

14

„Mój tyłek też Pan komentował” i „więdnąca wiedźma”, czyli dalszy ciąg wymiany uprzejmości pomiędzy Leszkiem Millerem a Anną Marią Żukowskąx.com

Zdjęcie

Najbardziej żywiołowe są spory pomiędzy dawnymi sojusznikami. Wymiana epitetów pomiędzy Anną Marią Żukowską z Lewicy i byłym premierem z SLD Leszkiem Millerem jest tego najlepszym dowodem.

Wszystko zaczęło się 29 grudnia, kiedy Leszek Miller wspomniał zmarłą Brigitte Bardot.

„Brigitte Bardot: «Nigdy nie byłam ofiarą molestowania seksualnego. Uważałam, że miło jest słyszeć, że jestem piękna albo że mam ładny tyłek»” – taki wpis zamieścił Leszek Miller, dodając zdjęcie francuskiej gwiazdy.

Te słowa jakoś szczególnie dotknęły Annę Marię Żukowską, gdyż nie szczędziła byłemu premierowi epitetów.

„I chętnie byś ją klepnął znienacka w tyłek i powiedział «hehe», obleśny dziadu” – napisała Żukowska pod słowami Millera.

Leszek Miller postanowił po dwóch dniach odpowiedzieć gwieździe lewicy.

„Starałem się nie reagować na rozmaite zaczepki Anny Marii Żukowskiej. Zgniły zapach, który rozsiewa wokół siebie skutecznie mnie od tego odstręczał. Jednak pod koniec roku pani Żukowska zaszczyciła mnie uwagą, na którą postanowiłem odpowiedzieć. Gwiazda Nowej Lewicy zwróciła się do mnie per „obleśny dziadu”. Uczyniła to w kontekście zamieszczonego przeze mnie cytatu z Brigitte Bardot, w którym ta fascynująca artystka wyznała, że „nie była ofiarą molestowania seksualnego” i że „miło jej słyszeć, że jest piękna albo że ma ładny tyłek”.

Po spojrzeniu w lustro panią Żukowską musiały nawiedzić okropne myśli, skoro gwałcąc lewicowe zasady, nie tylko wytknęła mi mój podeszły wiek, ale jeszcze opatrzyła go przymiotnikiem „obleśny”. Mam nadzieję, że moi czytelnicy wybaczą, iż zajmuję ich głowy przykrymi odruchami więdnącej wiedźmy, ale przecież czynię to rzadko i z obrzydzeniem.

A poza tym Szczęśliwego Nowego Roku!” – napisał Miller na portalu X.

Oczywiście błyskawicznie odpowiedziała na ten wpis sama zainteresowana Anna Maria Żukowska.

„Mój tyłek też Pan komentował, co wiem od jednej z koleżanek zasiadających wtedy z Panem w prezydium. Stąd wiem, że jest Pan obleśnym, seksistowskim dziadem. I nie jestem jedyną kobietą z SLD która to wie z własnych doświadczeń. Pańskie seksistowskie teksty są legendarne. To przez Pana SLD miało przez lata wizerunek seksistowski i odstręczający kobiety” – napisała Żukowska podpisując się jako „Stara Wiedźma”.

http://x.com/LeszekMiller/status/2006363073305612738

http://nczas.info/2025/12/31/moj-tylek-tez-pan-komentowal-i-wiednaca-wiedzma-czyli-dalszy-ciag-wymiany-uprzejmosci-pomiedzy-leszkiem-millerem-a-anna-maria-zukowska/

#spierdolenie #lewactwo

12

Dla informacji lewaków powinna być informacja, że Wigilia w tym roku przypada na 24.12

Zdjęcie

http://www.youtube.com/watch?v=uzmZMP49OK0

#lewactwo

11

Z cyklu "Mądrości lewicy":

Zdjęcie

W rozmowie w Radiu Rebeliant, prof. Magdalena Środa wypowiedziała się na temat związków partnerskich. – Taka była sytuacja we Francji, że gdy wprowadzono ustawę o związkach partnerskich, to głównie heteroseksualiście wchodzili w te związki. Homoseksualiści nadal domagali się małżeństwa. Nie rozumiem czegoś innego, tej zmasowanej nienawiści wobec osób o innej orientacji seksualnej. Nie jestem w stanie tego pojąć. Mnie przeszkadzają ludzie, którzy szczują, którzy nienawidzą, są wstrętni, kłamią, których mnóstwo w polityce. Kwestie seksualne mi zupełnie nie przeszkadzają – podkreślała.

– Homoseksualizm to nie jest tylko to, z kim się sypia. To kwestia tożsamości, inności. Dlaczego ta inność ma być nieakceptowana, skoro akceptowana jest inność katolików. (...) Nie widzę powodu, żeby homoseksualiści nie adoptowali dzieci. Nie znam pary homoseksualnej, w której byłaby przemoc wobec dzieci, a znam mnóstwo heteroseksualnych par, uświęconych sakramentem, które stosują przemoc wobec dzieci – przekonywała feministka.

Środa stwierdziła, że "bardzo wiele rodzin w Polsce jest homoseksualnych w tym sensie, że samotna kobieta wychowująca dziecko i żyjąca ze swoją matką, no to jest klasyczny przykład homoseksualnej rodziny". – Na to jakoś dajemy zgodę. Dlaczego dwóch kochających się mężczyzn, żyjących ze sobą od wielu lat, nie ma mieć związku partnerskiego, małżeństwa i prawa do adopcji dzieci? – pytała.

Wypowiedziała się też na temat lekcji religii, które jej zdaniem powinny całkowicie zostać usunięte ze szkół. – Donald Tusk ma silną wolę polityczną i potrafi przeprowadzić wiele spraw, natomiast nie w kwestii Kościoła. Nie będzie zadzierał z Kościołem, kiedy musi utrzymać koalicję. Boli mnie brak tej świadomości, że w lekcje religii to zmarnowane godziny – ocenił Magdalena Środa.

http://dorzeczy.pl/opinie/819743/dziwne-rozwazania-srody-kobieta-z-dzieckiem-zyjaca-z-matka-to-rodzina-homoseksualna.html

http://www.facebook.com/reel/1892069998412099

#magdalenasroda #lewactwo #lewica #homoseksualizm #psychiatria

16

Podziękujmy naszym rządzącym za wykończenie kolejnej branży, w której wciąż jeszcze jesteśmy jednym z liderów. Co będzie następne? Zakaz myślistwa, wędkarstwa, mleczarstwa, trzymania psów w mieszkaniach, likwidacja ogrodów zoologicznych, akwarystyki?

Zdjęcie

#popis #lewactwo #bambinizm #korupcja #futrzartstwo

15

Skandal w Berlinie. Drag queen i pedofilia. Przez dwa lata media to ukrywałynczas.info

Zdjęcie

Wielu z tych, którzy od lat krytykowali występy drag queen przed dziećmi, może dzisiaj powiedzieć, że mieli racje i że jest coś per se podejrzanego w dorosłym mężczyźnie, który wybiera wulgarny występ, by docierać do kilkulatków. Szczególnie usprawiedliwieni mogą czuć się ci, którzy od lat protestowali przeciwko takim przedstawieniom w Niemczech.

Za Odrą bowiem policja prowadzi śledztwo przeciwko Mario Olszinskiemu, 46-letniemu artyście drag znanemu jako Jurassica Parka. Performer oskarżony jest o posiadanie i rozpowszechnianie materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. O pedofilskim zachowaniu oskarżonego niektórzy wiedzieli natomiast już parę lat temu. Wiedzieli, choć nie powiedzieli.

Pewnie każdy, kto w Berlinie lubi dyskoteki i techno, słyszał o takiej postaci jak Jurassica Parka. Ostatecznie jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci niemieckiej sceny klubowej. Olszinski od 2012 roku prowadził w kultowym klubie SchwuZ (najstarszym queerowym lokalu w Niemczech, założonym w 1977 roku) cykliczną imprezę „Popkicker”, a od ponad dekady moderował talk-show w jednym z teatrów na Kreuzbergu.

Dodatkowo Olszinski to słynny aktywista LGBT i autor kolumny w magazynie „Siegessäule”, odpowiedniku polskiej „Repliki”, jednak z wiele większym nakładem i zasięgiem. Poza tym artysta jest producentem i twórcą kontentu online (np. na YouTube), gdzie serwuje satyryczne komentarze do wydarzeń z popkultury. W 2014 roku Olszinski został też wybrany Miss Christopher Street Day (czyli niemieckiej Parady Równości), kiedy to prowadził przemarsz razem z Klausem Wowereitem, ówczesnym burmistrzem Berlina. Popularność Olszinskiego tylko rosła w ostatnich latach, aż w 2023 roku drag queen objął rolę „ambasadorki” kampanii turystycznej „Queer Berlin”. Olszinski – jako Jurassica Parka – pojawiał się w telewizji (m.in. w ARD i ZDF), na festiwalach i w spotach ministerstwa rodziny. Teraz pewnie już w otoczeniu najwyższych rangą polityków już się nie pojawi.

Przypadek czy zmowa milczenia

W ostatnich tygodniach Niemcy dowiedziały się o mrocznej stronie artysty: o tym, iż mężczyzna od lat rozpowszechniał w Internecie dziecięcą pornografię. Pierwszy raz potwierdzono to zaś 26 października 2023 roku, kiedy to sąd w Tiergarten w Berlinie uznał Olszinskiego za winnego „rozpowszechniania, nabywania i posiadania pism pornograficznych z udziałem dzieci” (paragraf 184b niemieckiego kodeksu karnego). Do czynu doszło 24 listopada 2021 r. – artysta udostępnił wtedy w Internecie pliki zawierające zakazany materiał. Sąd nałożył zaś na niego grzywnę w wysokości 11 200 euro (160 stawek dziennych po 70 euro), a wyrok złagodzono ze względu na przyznanie się do winy, wyrażenie żalu i podjęcie terapii. Informacja o skazaniu nie została upubliczniona przez media ani organizatorów wydarzeń, w których Olszinski brał udział.

Dlaczego natomiast już wtedy informacja o ciągotach pedofilskich Parki nie przedostała się do opinii publicznej? Wyrok sądu rejonowego był prawomocny i jawny, dostępny w aktach pod sygnaturą 285 Ds 156/23 dla każdego, kto złożyłby wniosek o wgląd do niego. Mimo to przez pełne dwa lata informacja nie trafiła do mediów ani do opinii publicznej, pozostając sekretem.

Rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami i nie miała konkretnej, zidentyfikowanej ofiary – chodziło bowiem o pliki wykryte w Internecie przez amerykańskie NCMEC, które przekazało trop policji, ale nie prasie. Nie było więc rodziny ani pokrzywdzonego, który domagałby się rozgłosu. Możliwe więc, że wszyscy zwyczajnie „przegapili” ten proces, nikt nie zainteresował się wyrokiem i Parka – postać w Berlinie znana – przez nikogo nie została w sądzie rozpoznana. Nie da się tego rzecz jasna wykluczyć.

Możliwe jednak, że w queerowym środowisku Berlina panowała zmowa milczenia: plotki o Parce krążyły więc podobno w klubach, w których występował artysta, ale nikt nie chciał rzekomo donosić na „jednego ze swoich”, zwłaszcza w obawie przed wykorzystaniem sprawy przez prawicę.

Nie dowiemy się więc raczej, czy wyrok zniknął w biurokratycznej szufladzie systemu, czy najbliższe drag queenowi otoczenie wiedziało, ale nie powiedziało. Obecnie, w 2025 gra to już mniejszą rolę, ponieważ po ponownym doniesienie NCMEC w lipcu 2025 roku, media i tak się o wszystkim dowiedziały. Olszinski wszak nie potrafił się powstrzymać i znowu zaczął prawdopodobnie rozprowadzać w Internecie dziecięcą pornografię.

Na nowo

Minionego lata berlińska policja przeszukała więc mieszkanie artysty w Schönebergu na podstawie doniesienia NCMEC. Zabezpieczono nośniki danych. Prokuratura potwierdziła natomiast wszczęcie postępowania przygotowawczego, nie ujawniając szczegółów. Olszinski w nagraniu opublikowanym 23 października na Instagramie poinformował zaś o „załamaniu nerwowym latem 2025 r.”, problemach z alkoholem i zawieszeniu aktywności artystycznej. „Nie mogę komentować szczegółów ze względu na trwające śledztwo” – oświadczył drag queen.

Tym razem też wiadomość o podejrzeniach wobec performera przedostała się błyskawicznie do mediów, alarmujących o kolejnej sprawie sądowej, która czeka na Olszinskiego. Reakcja otoczenia oskarżonego była też odpowiednio surowa.

Margot Schlönzke, wieloletnia współpracowniczka Olszinskiego, nagrywająca z nim od lat podcast, zakończyła współpracę „raz i na zawsze”, deklarując „przerażenie i obrzydzenie” wobec możliwości, iż przez lata tworzyła kontent razem z pedofilem. Podcast został zaś usunięty z platform streamingowych tak, by pozostał po tej współpracy jak najmniejszy ślad.

Teatr BKA, gdzie Olszinski regularnie brylował na scenie, odwołał wszystkie zaplanowane występy artysty. Klub SchwuZ zakończył cykl imprez „Popkicker”. HateAid – organizacja walcząca z „mową nienawiści w Internecie”, wcześniej polecana przez Olszinskiego, wydała natomiast oświadczenie, w którym wykluczała „jakiekolwiek kontakty z osobami związanymi z materiałami przedstawiającymi wykorzystywanie dzieci”.

W nieprzyjemnej sytuacji znalazły się również miejsca, które nie współpracowały regularnie z drag queenem, ale które w przeszłości wspierały performera, wydając na niego ogromne sumy. Na przykład dzielnica Steglitz-Zehlendorf, która w 2024 r. przeznaczyła 40 tys. euro na festiwal „Queens & Flowers” w Ogrodzie Botanicznym z udziałem Olszinskiego, oświadczyła, że nie była świadoma wyroku z 2023. Niektórzy z pewnością więc nie mieli pojęcia, że Parka miał podobne problemy już parę lat temu i pierwszy wyrok w jego sprawie rzeczywiście udało się zataić przed opinią publiczną. Steglitz-Zehlendorf, jedna z najbardziej eleganckich dzielnic Berlina, gdzie lokale i wydarzenia LGBT praktycznie nie istnieją, nie ryzykowałaby blamażu, gdyby informacje o pierwszym wyroku były szerzej znane.

Reakcja tęczowego środowiska, w którym jako Jurassica Parka działał Olszinski, jest mieszana. Tęczowe media, takie jak magazyn „Siegessäule”, odcinają się od Parki, ale starają się ratować sytuację, wzywając do powściągliwości: „Nie wolno generalizować – drag to forma sztuki” – podkreśla więc magazyn, mając pewnie nadzieję, że historia Olszinskiego nie dołoży się w zbiorowej pamięci do już istniejącego, negatywnego wyobrażenia o drag queenach, które z jakiegoś powodu koniecznie chcą mieć dostęp do dzieci. Inne publikacje oznajmiają natomiast jasno, że ich wsparcie dla Olszinskiego skończyło się na zawsze.

Kłamca, kłamca

Najbardziej odrażające wydają się zaś pewnie wcześniejsze wypowiedzi drag queena, który dawniej był już pytany o bezpieczeństwo dzieci, gdy w pobliżu znajduje się on lub inni, jemu podobni działacze. W sierpniu 2023 roku bowiem Jurassica Parka pojawił się w programie Jana Böhmermanna, znanego lewicowego komika. Wtedy to twierdził, iż oskarżenia, że drag queen seksualizują dzieci podczas queerowych występach w bibliotekach, są nieprawdziwe. Parka podkreślała też, jej środowisko nie ma żadnych złych intencji wobec najmłodszych.

W innej natomiast rozmowie u tego samego komika, Parka powiedział natomiast: „queen nie czytają dzieciom książek, bo uważają dzieci za seksowne, a chcą tylko poczytać im bajki”. „Za kilka tygodni też będę czytać dzieciom w bibliotece. Ciekawe, jak to będzie” – usłyszeli wtedy widzowie i prowadzący.

Program wyemitowany został na dwa miesiące przed prawomocnym wyrokiem skazującym Olszinskiego za rozpowszechnianie dziecięcej pornografii.

http://nczas.info/2025/11/17/skandal-w-berlinie-drag-queen-i-pedofilia-przez-dwa-lata-media-to-ukrywaly/

#lewactwo #lgbt #pedofil #pedofile #pedofilia #zboczency #dzieci

15

Braun zostanie aresztowany?! Terlikowski dociskał Korneluka. „W Jedwabnem ludzie mają powody do obaw” [VIDEO]youtube.com

http://www.youtube.com/watch?v=gmIVdi3JAX4&t=1545s

Zdjęcie

Tomasz Terlikowski w rozmowie z prokuratorem krajowym Dariuszem Kornelukiem pytał o aresztowanie Grzegorza Brauna. Właściwie ciężko powiedzieć, że pytał, bo raczej wyrażał ewidentną nadzieję na to i zachęcał do takich działań prokuratora krajowego. Co zabawne, sam przyznał, że „nie jest defraudacja na 140 mln zł”, jednak sprawa gaśnicy w Sejmie – przez Terlikowskiego określona jako „czyn antysemicki” – oraz „sytuacja w szpitalu w Oleśnicy”, czyli interwencja ws. mordowania nienarodzonych dzieci mają „rodzić niepokój pewnych środowisk”.

Tomasz Terlikowski pytał, czy też może bardziej podpuszczał prokuratora krajowego Dariusza Korneluka do aresztowania polskiego posła do Parlamentu Europejskiego Grzegorza Brauna. Korneluk wyjaśnił, że gdy „przyjdzie stosowna dokumentacja z PE”, wówczas dopiero Braun „zostanie wezwany przez prokuraturę okręgową we Wrocławiu i zostaną mu przedstawione zarzuty”.

– Zarzuty, a potem wniosek aresztowy? – dopytywał Terlikowski.

– Na pewno będzie analizowana. Ale tutaj mamy taki sam przykład. Żeby zastosować środek zapobiegawczy w stosunku do europarlamentarzysty, trzeba wystąpić z wnioskiem o… – wyjaśniał prokurator krajowy, na co wtrącił się znowu Terlikowski.

– Czyli będzie wniosek? – zapytał pracownik RMF FM.

– Nie. Nie mówię, że będzie, ale nie mówię też, że nie będzie. Taka teoretyczna możliwość istnieje, ale to prokurator prowadzący sprawę będzie decydował – podkreślił Korneluk.

Taka odpowiedź była jednak niewystarczająca dla Terlikowskiego. Jego zdaniem bowiem Grzegorz Braun „to jest osoba, w przypadku której chyba inna przesłanka do ewentualnego aresztowania” występuje.

– Możliwość ponownego popełnienia przestępstwa – przekonywał Terlikowski.

– Czy zachodzi to będzie oceniał prokurator prowadzący postępowanie – stwierdził prokurator krajowy Dariusz Korneluk.

– Ja oczywiście rozumiem. Ale pytam się pana. Bo wydaje się, że widzimy panie prokuratorze, że te czynności się powtarzają. A nawet momentami eskalują – kontynuował Terlikowski.

– Tak, ale nie zapominajmy też o rodzaju przestępstw, o innej przesłance, ogólnej. Ale także o przesłankach pozostałych szczególnych. Tylko i wyłącznie przesłanka, możliwości popełnienia przestępstw, które nie są zagrożone przez polski Kodeks karny jakimiś karami bardzo surowymi, to też powinno podlegać ocenie. I prokurator to robi. Jeśli będą przesłanki do wystosowania wniosku o tymczasowe aresztowanie w stosunku do pana… – tłumaczył znowu Korneluk, na co próbował przerywać mu Terlikowski.

– Zapewniam pana redaktora i państwa, że prokurator wystąpi ze stosownym wnioskiem do Parlamentu Europejskiego – dokończył Korneluk.

To wciąż nie zadowalało Terlikowskiego.

– Mamy ileś takich spraw, które się już toczą, mamy sprawę gaśnicy w Sejmie, czyli czynów antysemickich, łamiących te zasady. Mamy sytuację w szpitalu w Oleśnicy, bardzo skomplikowaną. Ile kolejnych, […] ja oczywiście rozumiem, że to może nie jest defraudacja na 140 mln zł, ale jednak w pewnych środowiskach rodzi to niepokój. Tzn. jeżeli pan europoseł pojawia się w Jedwabnem, no to ludzie, którzy uczestniczą w modlitwie mają powody do obaw – wmawiał prowadzący program.

– Doskonale to rozumiem, zgadzam się z panem. Natomiast dzisiaj to, czy ma być stosowany wniosek o areszt czy jakikolwiek inny środek zapobiegawczy, nie decyduje prokurator krajowy, zapewniam pana. Decyduje o tym prokurator, który prowadzi sprawę – powtórzył Korneluk.

– Ale wyobraża sobie pan areszt zastosowany wobec Grzegorza Brauna? – zapytał Terlikowski.

– Tak, wyobrażam sobie – odpowiedział Korneluk.

http://nczas.info/2025/11/14/braun-zostanie-aresztowany-terlikowski-dociskal-korneluka-w-jedwabnem-ludzie-maja-powody-do-obaw-video/

#braun #zamordyzm #usmiechnietapolska #lewactwo #folksdojcze #antypolonizm #antychrzescijanstwo

10

Skandal w BBC. Telewizja CELOWO zmanipulowała wypowiedź Trumpa. „Lewicowa maszyna propagandowa”nczas.info

Rzecznik Białego Domu Karoline Leavitt potwierdziła doniesienia, że prawnicy prezydenta Donalda Trumpa złożyli pozew sądowy przeciwko telewizji BBC za zmanipulowanie jego wypowiedzi. Zasugerowała przy tym, że pozew będzie podtrzymany bez względu na to, czy brytyjski nadawca przeprosi prezydenta USA.

– Prawnicy prezydenta złożyli pozew przeciwko BBC. Spodziewamy się, że będzie to kontynuowane, a to, czy przeproszą, zależy od nich (BBC) – powiedziała Leavitt podczas briefingu prasowego.

Odpowiedziała w ten sposób na pytanie brytyjskiego kanału GB News o to, czy władze w Londynie wyraziły wystarczający żal z powodu zmanipulowania wypowiedzi prezydenta USA.

Prezydent USA będzie się domagał odszkodowania w wysokości 1 mld dol. bez względu na przeprosiny ze strony BBC. Leavitt stwierdziła, że choć Trumpa łączą dobre relacje z brytyjskim premierem Starmerem, to nie zgadzają się w sprawie BBC, którą prezydent USA uważa za „lewicową maszynę propagandową”.

Prawnicy prezydenta USA wystosowali list do brytyjskiego nadawcy, grożąc pozwem sądowym i żądając co najmniej 1 mld dolarów odszkodowania za opublikowanie przez BBC materiału ze zmanipulowaną wypowiedzią Trumpa. Przedstawiciele głowy państwa wyznaczyli brytyjskiemu nadawcy termin na odpowiedź do piątku (14 listopada), do godz. 22 czasu brytyjskiego (godz. 23 czasu polskiego).

Na razie do dymisji podali się dyrektor generalny BBC Tim Davie oraz szefowa BBC News Deborah Turness.

Według gazety „Telegraph”, BBC jest gotowa oficjalnie przeprosić prezydenta USA Donalda Trumpa.

Według wewnętrznego raportu stacji, jesienią 2024 r., na tydzień przed głosowaniem w wyborach prezydenckich w USA, w programie „Panorama” wyemitowany został film dokumentalny BBC zatytułowany „Trump: A Second Chance?”, który zawierał zmontowany fragment przemówienia Donalda Trumpa z 6 stycznia 2021 r. Materiał miał sprawiać wrażenie, że Trump zachęca swoich zwolenników do ataku na Kapitol.

W montażu połączono jego słowa zachęcające zwolenników do pójścia pod Kapitol z wypowiedzią z tego samego wiecu, w której zachęcał ich, by „walczyli jak diabli, bo inaczej nie będą mieć już kraju”. W rzeczywistości Trump wzywał uczestników do pójścia pod Kapitol, by „kibicować dzielnym senatorom i kongresmenom”.

http://nczas.info/2025/11/13/skandal-w-bbc-telewizja-celowo-zmanipulowala-wypowiedz-trumpa-lewicowa-maszyna-propagandowa/

#trump #bbc #manipulacja #klamcy #lewactwo

11

Do dwóch lat więzienia za zaprzeczanie bajce o masowych grobach Indian w szkołach rezydencyjnych w Kanadzie, choć nikt ich nie widziałnczas.info

Wygląda na to, że w Kanadzie Indianie zajmują rolę Żydów. Kto będzie chciał udowodnić prawdę historyczną – ten będzie karany więzieniem. Chodzi o rzekome masowe mordowanie Indian w szkołach rezydencyjnych.

Projekt ustawy C-254 przewiduje karę więzienia aż do dwóch lat dla osób, które „zaprzeczają lub bagatelizują” doniesienia o masowych grobach w szkołach rezydencyjnych dla Indian. Nazywa się to u nich „negacjonizmem”.

Wiele mediów podkreśla, że nie ma dowodów na ich istnienie. W czasie czerwonego rządu Justina Trudeau pojawiły się doniesienia o rzekomych masowych grobach w takich ośrodkach. Nakręcono wielką medialną kampanię obarczającą winą za to Kościół katolicki i katolików, co szczególnie silne było w 2021 i 2022 roku.

Wielu badaczy podjęło temat i chciało obejrzeć te groby. Okazało się, że ich nie ma. Oczywiście, tym gorzej dla badaczy i osób poszukujących prawdy. W ubiegłym roku emerytowany sędzia z Manitoby Brian Giesbrecht stwierdził, że Kanadyjczycy zostali „celowo oszukiwani przez własny rząd”.

W międzyczasie, na podstawie rządowo-medialnych komunikatów, w Kanadzie wybuchła wielka nienawiść do Kościoła i katolików. W efekcie 120 kościołów zostało spalonych, zdewastowanych lub zbezczeszczonych.

Według sondaży w Kanadzie, 2/3 Kanadyjczyków chce mieć dowód na to, że faktycznie istniały jakieś masowe i nieoznakowane groby Indian. Skoro więc „roszczeniowe” społeczeństwo chce dowodu, pojawia się postulat, by po prostu ustawowo zakazać podważania rządowych bajek.

Projekt C-254 złożyła – a jakże – parlamentarzystka Nowej Partii Demokratycznej Leah Gazan. Jej zdaniem ustawa jest potrzebna, by „położyć kres negacjonizmowi szkół rezydencyjnych”.

– Negacjonizm się rozprzestrzenia, przeinacza fakty, zaprzecza ludobójstwu i ponownie rozpala nieszczęście. To nie tylko krzywdzące, ale i niebezpieczne – przekonywała Gazan.

Projekt przewiduje karę do dwóch lat pozbawienia wolności dla osób, które „poza prywatnymi rozmowami umyślnie propagują nienawiść wobec ludności rdzennej, tolerując, negując, bagatelizując lub usprawiedliwiając system szkół rezydencyjnych dla Indian w Kanadzie lub przeinaczając fakty z nim związane”. Wyjątek przewidziany jest dla osób, które „udowodnią, że przekazane oświadczenia były prawdziwe” lub jeśli oświadczenia te są „istotne dla jakiejkolwiek kwestii będącej przedmiotem zainteresowania publicznego”.

Portal lifesitenews.com podkreśla, że to nie pierwszy raz, gdy Gazan proponuje podobną ustawę. Wcześniej przedstawiła projekt, który kryminalizowałby zaprzeczanie w ogóle, że system szkół rezydencyjnych był „ludobójstwem”. Projekt upadł po ogłoszeniu wyborów.

Tak więc jak w Polsce nie wolno mówić, że Polacy nie zamordowali Żydów w Jedwabnem i nie wolno pytać o wiarygodność i dowody na to wskazujące, tak w Kanadzie wkrótce też nie będzie wolno zaprzeczać, że rzekomo katolicy mordowali Indian, bo tak. A kto spróbuje zapytać o dowody, ten pójdzie siedzieć.

http://nczas.info/2025/11/10/do-dwoch-lat-wiezienia-za-zaprzeczanie-bajce-o-masowych-grobach-indian-w-szkolach-rezydencyjnych-w-kanadzie-choc-nikt-ich-nie-widzial/

#kanada #indianie #lewackiespierdolenie #lewactwo #klamstwa

18

Magdalena Środa: na orlikach i stadionach reprodukuje się faszyzmkresy.pl

Magdalena Środa ponownie skrytykowała piłkę nożną, wiążąc ją z nacjonalizmem i faszyzmem. W ostatnim wywiadzie wypowiedzi filozof i feministka przekonywała, że „orliki” i piłka nożna są niebezpiecznymi elementami podtrzymującymi agresywne postawy i militarne nastawienie w społeczeństwie.

W wystąpieniu w Radiu Rebeliant, Środa wskazywała na szkodliwe skutki, jakie jej zdaniem – piłka nożna ma na polskie społeczeństwo. W jej ocenie „nacjonalizm” i „faszyzm” mogą łatwo wyrastać z narodowego sportu, a wszystko to zaczyna się już na poziomie „orlika”.

„Piłka nożna, zwłaszcza w wydaniu kibolskim, jest jednym z poważnych źródeł wojen na świecie. Podtrzymywanie atmosfery militarnej poprzez wyobrażenie, że nasi są lepsi niż obcy, a obcych trzeba zgnoić lub wyeliminować, to właśnie ta mechanika” — przekonywała profesor. Według niej, mecze piłkarskie, popularyzacja sportu i budowanie orlików stanowią tylko powierzchowną próbę wzmocnienia patriotyzmu, który łatwo przeradza się w zachowania nacjonalistyczne.

Magdalena Środa w swojej krytyce posunęła się dalej, twierdząc, że „orliki”, które stały się symbolem rządów Donalda Tuska, w rzeczywistości „reprodukują kibolstwo i nacjonalizm”. „Każda władza potrzebuje kiboli, bo państwo podtrzymuje ducha, który łatwo przeradza się w nacjonalizm” — powiedziała. Dodając, że „kiedy w Polsce budowano orliki, miało to na celu stworzenie przestrzeni, w której młodzi ludzie rozwijaliby swoje pasje sportowe. Ale, jak podkreśliła Środa, ostatecznie jest to tylko jeden z mechanizmów podtrzymywania agresywnych postaw, które przejawiają się także w postaci stadionowego chuligaństwa.

Ocenia również, że „kibole” są to „zorganizowane grupy chuliganów, które mają dużo testosteronu, chodzą po mieście i grożą ludziom, zwłaszcza po meczach”.

W rozmowie Środa nie oszczędzała również wobec premiera Donalda Tuska, który według niej nie rozumiał powagi sytuacji. „Myślę, że pan premier Tusk w ogóle nie zrozumiał, o co chodzi. Był zupełnie neutralnie do tego nastawiony. Do orlików się zapalił, wyłożył wielkie pieniądze, ale orliki są miejscem, gdzie reprodukuje się kibolstwo, nacjonalizm” — podsumowała.

http://kresy.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/magdalena-sroda-na-orlikach-i-stadionach-reprodukuje-sie-faszyzm/

#spierdolenie #sport #lewackiespierdolenie #lewactwo

11