WINA PUTINA - Kliczko pytany o dzieci na froncie. Wymijająca odpowiedź mera Kijowanczas.info

Mer Kijowa Witalij Kliczko po raz kolejny musi mierzyć się z niewygodnymi pytaniami o służbę wojskową swoich synów. Były mistrz świata w boksie tłumaczy ich nieobecność w ukraińskiej armii zagranicznym miejscem urodzenia i edukacją. W ogarniętym wojną kraju, który desperacko szuka rekrutów, takie słowa polityka nie zostały dobrze przyjęte.

Temat zagranicznego życia rodziny mera Kijowa wypłynął ponownie podczas jego wywiadu dla szwajcarskiego portalu 20 Minuten. Gdy dziennikarka zapytała wprost o powody nieobecności jego dorosłych dzieci w ogarniętej wojną ojczyźnie, 55-letni polityk odpowiedział dość wymijająco.

– Moje dzieci nigdy nie mieszkały na Ukrainie. Urodziły się w Stanach Zjednoczonych i studiowały albo w Ameryce, albo w Europie – argumentował Kliczko.

Polityk przyznał, że doskonale zna krążące w społeczeństwie hasło „Chcecie zatrzymać wojnę? Wyślijcie dzieci decydentów na front”. Stwierdził wprawdzie, że ta myśl mu się podoba, ale niekoniecznie mogłaby odnosić się do jego rodziny.

By mieć coś na swoją „obronę” stwierdził, że sam przez lata żył za granicą, ale z własnej woli wrócił do Kijowa, bo właśnie tam ma swoje korzenie. Kliczko dodał, że zna biznesmenów, których synowie walczą w okopach, dlatego nie można w tej sprawie generalizować, a winę za całą sytuację ponosi wyłącznie Władimir Putin.

Witalij Kliczko ma troje dorosłych dzieci: 26-letniego Jegora-Daniela, 23-letnią Elizawietę-Wiktorię oraz 21-letniego Maksyma. Wszyscy przyszli na świat w Stanach Zjednoczonych i na co dzień przebywają z dala od wojennej rzeczywistości.

Najmłodszy syn robi za oceanem karierę sportową. Mierzący 216 centymetrów Maksym jest koszykarzem – wcześniej reprezentował barwy AS Monaco, a niedawno przeniósł się do drużyny East Carolina University, rywalizującej w prestiżowej amerykańskiej lidze akademickiej NCAA. Powołuje się go również do młodzieżowej reprezentacji Ukrainy w koszykówce.

Obecna narracja mera Kijowa nie pokrywa się z jego wcześniejszymi zapewnieniami. Jeszcze w 2024 roku, w rozmowie z niemieckim „Berliner Morgenpost”, Kliczko otwarcie deklarował, że jego synowie nie uciekli przed wojną i zaraz po zakończeniu studiów wrócą do kraju. Z medialnych doniesień wynika jednak, że żaden z nich do dziś nie podjął takiej decyzji.

http://nczas.info/2026/09/28/kliczko-pytany-o-dzieci-na-froncie-wymijajaca-odpowiedz-mera-kijowa/

#ukraincy #korupcja

11

12 minut kłamstw, ciekawe czy znajdą się desperaci co będą tego słuchać. pewnie tylko upośledzone na umyśle ukraińskie onuce pokroju wiechosława co cieszy się z zanieczyszczenia atmosfery płonącymi rafineriami

#polityka #tusk

11

Braun złożył zawiadomienie do prokuratury ws. RPD. Horna-Cieślak stanie przed sądem? „Dość bezprawia w białych rękawiczkach”nczas.info

Zdjęcie

Grzegorz Braun opublikował datowane na piątek swoje zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie dotyczące Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak. Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i działanie na szkodę interesu prywatnego i publicznego, również w celu osiągnięcia korzyści osobistej.

Na oficjalnym profilu Grzegorza Brauna pojawiło się zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej o możliwości popełnienia przestępstwa przez RPD. Wskazano art. 231 §1 i §2 Kodeksu karnego, czyli „przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – działanie na szkodę interesu prywatnego i publicznego, w tym w celu osiągnięcia korzyści osobistej”.

„Na podstawie art. 304 §1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego składam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa i wzywam Prokuraturę do natychmiastowego wszczęcia postępowania przygotowawczego” – napisał w zawiadomieniu Braun.

Lider KKP wskazał, że RPD, czyli „organ powołany do strzeżenia najsłabszych” wykorzystał urząd „w narzędzie prywatnej urazy i instytucjonalnego gwałtu na rodzinie”.

„Oto, w skrócie, czyn, którego nie sposób nazwać inaczej niż przestępstwem urzędniczym popełnionym w białych rękawiczkach pod pretekstem dbania o 'dobro dziecka’. Zgodnie z informacjami medialnymi, w dniu 14 sierpnia 2026 r. na warszawskiej Białołęce p. Monika Horna-Cieślak, spacerując jako osoba prywatna, wdała się w uliczną sprzeczkę z matką dwojga małych dzieci (lat trzy i cztery). Matka – według własnych, niezbitych przez panią Rzecznik wyjaśnień – szarpnęła dziecko, które wbiegło na jezdnię. Reakcja matki była reakcją strachu o życie dziecka, nie zaś – w żadnym stopniu – aktem o znamionach sadyzmu. Pani Rzecznik poczuła się obrażona wulgarną ripostą i w reakcji na nią uruchomiła cały aparat państwa przeciwko tej jednej rodzinie” – napisano

„Co niezwykle istotne, ani Policja po pierwszej interwencji, ani kurator sądowy, ani sąd rodzinny nie stwierdzili podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Mimo to, po osobistym, upartym i zawziętym, a przy tym pozaprocesowym zaangażowaniu samej pani Rzecznik oraz jej biura, rodzice otrzymali nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do własnych dzieci (!!!). Trzylatek i czterolatek trafili do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Sąd, gdy sprawa wróciła na wokandę, nakazał natychmiastowy powrót dzieci do domu i w uzasadnieniu – słowami, które powinny spalić uszy każdej przyzwoitej władzy – orzekł, że działania wobec rodziny 'mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej’, a 'machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia’. Sąd wskazał wprost na 'próbę wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej, na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich, tezy o konieczności zabrania jej dzieci’. To nie jest zatem 'spór interpretacyjny’. To akt oskarżenia napisany przez sam wymiar sprawiedliwości. Pozostaje tylko, by Prokuratura miała odwagę nazwać rzecz po imieniu i pociągnąć funkcjonariusza publicznego do odpowiedzialności karnej” – podkreślił Braun.

Następnie przytoczył wszelkie doniesienia medialne dotyczące skandalu z RPD z dni 23 i 24 września. Wspomniał przy tym o „osobistej urazie” RPD po incydencie z matką i dzieckiem 14 sierpnia tego roku.

„Pierwsza ocena służb – brak podstaw. Policja sprawdziła rodzinę i nie stwierdziła podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Sąd rodzinny, po wpłynięciu materiałów, również nie wydał orzeczenia o umieszczeniu dzieci w pieczy. Kurator sądowy, po wywiadzie środowiskowym, stanął na tym samym stanowisku. Oto trzy niezależne ogniwa państwa, które powiedziały: nie” – napisał Grzegorz Braun w zawiadomieniu.

Zwrócił też uwagę na „niedozwolony nacisk na sąd”.

„Według ustaleń prasy pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka kontaktował się telefonicznie z sędzią wyznaczonym do rozpoznania sprawy, zabiegając o odebranie dzieci. Kontakt ten miał nastąpić jeszcze zanim sąd zdążył wydać pierwsze rozstrzygnięcie, a następnie – po odmowie sądu i po negatywnej ocenie kuratora – ponowiono argumentację za odebraniem. P. Horna-Cieślak publicznie przyznała, że jej biuro kontaktowało się z sędzią dyżurnym. Nazywa to 'informowaniem o pilności sprawy’. W państwie prawa telefon urzędu do sędziego w toczącej się sprawie, z tezą o konieczności konkretnego orzeczenia, nie jest grzecznościową komunikacją. Jest zamachem na niezależność sądu” – czytamy w zawiadomieniu.

Wspomniał też o naciskach na policję, które pojawiły się, gdy „sąd i kurator okazali się niewygodni”.

„W dniu wolnym od pracy stawiła się na posterunku. W spotkaniu – według doniesień – uczestniczył również Komendant Stołeczny Policji Krzysztof Ogroński oraz funkcjonariuszka, która dopiero na skutek tego nacisku wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Funkcjonariuszka miała zeznać, że w chwili decyzji nie widziała ani dzieci, ani rodziców, oraz że po raz pierwszy w karierze zetknęła się z takimi działaniami wobec jednej rodziny. Oto obraz: urząd Rzecznika, zamiast stać na straży prawa, siada przy stole z komendantem i 'załatwia’ to, czego nie dał jej sąd” – zwrócił uwagę lider KKP.

„Skutek: porwanie instytucjonalne dwojga maluchów. Rodzice w tak krótkim czasie nie zdołali zapewnić zastępczej opieki. Dzieci w wieku trzech i czterech lat – dla których, jak napisał sąd, rodzice stanowili 'cały dotychczasowy wszechświat’ – trafiły do domu dziecka. Sąd ostrzegł przed 'potężną, trudną do wyobrażenia traumą’. To nie 'procedura’. To wyrwanie maluchy z ramion matki i ojca siłą państwa, po kłótni na ulicy” – czytamy dalej.

Dalej zwrócił uwagę, że sąd oddał dzieci i skrytykował RPD.

„Sąd nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom, z rygorem natychmiastowej wykonalności, mimo policyjnych zakazów. W uzasadnieniu sędzia nie ograniczył się do uchylenia środków. Oskarżył aparat o przemoc instytucjonalną, o rażącą nieproporcjonalność i o próbę użycia autorytetu urzędu do przepchnięcia tezy zrodzonej z osobistego poczucia urażenia. Sąd skierował do pani Rzecznik 'wielką prośbę, a wręcz gorące błaganie’, by tę samą żarliwość, z jaką pchała dzieci do placówki, obróciła ku naprawie warszawskiej pieczy zastępczej – zamiast fundować maluchom traumę pozaprocesowymi, pospiesznymi czynnościami” – stwierdził Grzegorz Braun.

„Art. 231 §1 K.k. stanowi: funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 231 §2 K.k. zaostrza odpowiedzialność, gdy sprawca dopuszcza się czynu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – kara od roku do lat 10 pozbawienia wolności. Wszystkie wyżej przywołane znamiona obu typów czynu zabronionego zachodzą w niniejszej sprawie” – podkreślił w zawiadomieniu Braun.

„Wnoszę o: 1. natychmiastowe wszczęcie śledztwa przeciwko Monice Hornie-Cieślak o czyn z art. 231 §1 K.k., ewentualnie z art. 231 §2 K.k.; 2. zabezpieczenie w Biurze Rzecznika Praw Dziecka: całej korespondencji, notatek, e-maili, rejestrów połączeń telefonicznych i SMS-ów z okresu od 14 sierpnia 2026 r., w szczególności kontaktów z Sądem Rejonowym właściwym dla Białołęki, z kuratorem, z Komendą Stołeczną Policji, z dzielnicową jednostką Policji oraz z ośrodkiem pomocy społecznej; 3. zabezpieczenie w Komendzie Stołecznej Policji i właściwej komendzie rejonowej: notatek urzędowych, rozkazów, poleceń, nagrań monitoringu posterunku, ewidencji wejść oraz treści decyzji o nakazie opuszczenia lokalu i zakazie zbliżania się; 4. wystąpienie do właściwego sądu rodzinnego o udostępnienie akt sprawy opiekuńczej wraz z pełnym uzasadnieniem postanowienia nakazującego powrót dzieci do rodziców; 5. przesłuchanie w charakterze świadków: sędziego, który wydał postanowienie o zwrocie dzieci; kuratora sądowego; funkcjonariuszki, która wydała nakaz i zakaz; Komendanta Stołecznego Policji Krzysztofa Ogrońskiego; pracowników Biura RPD, którzy kontaktowali się z sądem; rodziców dzieci; ewentualnych świadków incydentu z 14 sierpnia 2026 r.; 6. uzyskanie bilingów i danych o połączeniach Biura RPD z numerami sądu i Policji w dniach 14–18 sierpnia 2026 r.; 7. rozważenie przedstawienia zarzutów również innym osobom, które – działając wspólnie i w porozumieniu albo przekraczając własne uprawnienia – współsprawowały skutek w postaci bezprawnego odseparowania dzieci od rodziców; 8. niedopuszczenie do sytuacji, w której sprawę „załatwi się” wewnętrznym wyjaśnieniem urzędu albo sejmową przepychanką o odwołanie. Odwołanie ze stanowiska nie jest karą za przestępstwo. Jest, co najwyżej, higieną instytucjonalną. Higiena taka nie zastępuje Kodeksu karnego” – wyliczył Grzegorz Braun.

Na końcu stwierdził, że RP „nie po to powołała Rzecznika Praw Dziecka, by ten urząd stał się prywatną milicją ideologiczną, która po kłótni na chodniku porywa komuś dzieci do placówki” ani „nie po to istnieje sąd rodzinny, by urzędnik telefonował do sędziego z 'pilnym stanowiskiem'”. Również nie po to powołano policję, by „komendant stołeczny asystował przy instytucjonalnym, wyjątkowo podłym gwałcie na rodzinie”.

„Rodzina jest pierwszą i najświętszą wspólnotą Narodu. Kto w imieniu państwa rozrywa trzyletnie dziecko od matki, bo matka nie ukłoniła się urzędniczce na ulicy, ten nie broni dziecka. Ten plami godło. Sąd już powiedział, że to przemoc instytucjonalna. Sąd już powiedział, że to rażąca nieproporcjonalność. Sąd już powiedział, że jej źródłem było osobiste poczucie urażenia. Prokuratura, która wobec tak jasnego stanu faktycznego umywałaby ręce, stałaby się nie strażnikiem prawa, lecz jego grabarzem. Żądam śledztwa. Żądam nazwiska na akcie oskarżenia. Żądam, by w tej sprawie nie było świętych krów – ani w Biurze Rzecznika Praw Dziecka, ani w gabinecie Komendanta Stołecznego Policji. Dość już tego bezprawia w białych rękawiczkach” – podsumował lider KKP Grzegorz Braun.

http://nczas.info/2026/09/29/braun-zlozyl-zawiadomienie-do-prokuratury-ws-rpd-horna-cieslak-stanie-przed-sadem-dosc-bezprawia-w-bialych-rekawiczkach/

#Braun #kkp #konfederacjakoronypolskiej #rpd #wiedzma #dzieci

20

"Nacjonalizm to choroba dziecięca" - "ten" Ajnsztajn który wspierał ruch syjonistyczny - ale racja, oni mają Amerykanów od toczenia swoich wojen.

Walczysz za swoją rodzinę, interes i wartości swojego narodu, razem z innymi narodami z którymi da się dogadać - nie dając się podpuścić jak jakiś Beck na zasadzie "osłabcie naszego konkurenta z którym będziemy potem się klepać po pleckach, a my pomożemy wam tj. wykupimy wasz kraj w ramach odbudowy" (ostry sarkazm ale pytanie ile z tego jest nieprawdą?). Europa Środkowa powinna być najbardziej ufortyfikowanym kawałkiem lądu na Ziemi.

9

Radosław Sikorski 13 lat temu ostrzegał przed przeznaczeniem dużych pieniędzy w skorumpowaną gospodarkę 🇺🇦 Teraz jednak zarówno rząd PiS, jak i KO nie mają z tym problemu. Może warto w zamian za tak gigantyczną pomoc czegoś oczekiwać?

http://www.facebook.com/reel/1616208803217463

Zdjęcie

#sikorski #korupcja #ukraina

11

‼️ Ewakuacja telewizji ‼️Program na żywo przerwany ‼️

Szybka reakcja Dyrekcji i Produkcji, wszystkie procedury zachowane wzorcowo, współpraca wszystkich gości programu. Po 20 min. wróciliśmy na antenę. Dziękujemy ❤️ bądźcie bezpieczni 🙏

http://www.facebook.com/reel/992052340574940

Zdjęcie

#spierdolenie #propaganda #tepelby

14

#ksiazki #ciekawostki #polska #historia

„Polski Kodeks Honorowy” (1919) Władysław Boziewicz

Zdjęcie

Coś dla mężczyzn. Dziś nie ma jak ongiś było. Tym bardziej prawdziwych pojedynków... może z wyłączeniem okazjonalnych ustawek kibolskich gdzieś po lasach czy polach. Pewne zasady przekazane w książce są jednak ponadczasowe.

Jeżeli nie czyta się książki dla etyki czy przedstawianych postaw moralnych, można ją poczytać dla świadomości zmian jakie zaszły w społeczeństwie na przestrzeni ostatnich (ponad) 100 lat. Zmian które nie zrodziły się w Polsce ale zostały Polsce narzucone z zagranicy.

---------------------------------

http://pcbj.pl/0531-2/

---------------------------------

16

KURWA NIE WIERZĘ, ŻE CIEMNY LUD JEST AŻ TAK CIEMNY... - Nowy poziom siania paniki wojennej. Pracownicy reżimówki uciekli do schronów. „Mamy nadzieję, że potraktowaliście to poważnie” [VIDEO]nczas.info

Zdjęcie

NCZAS.INFO | Przerwany program w lubelskim oddziale reżimówki / fot. Fb / Adam Kościańczuk

http://www.facebook.com/reel/992052340574940

Rząd i medialne instytucje kontynuują sianie strachu wśród Polaków, zapewne chcąc ich w ten sposób zmanipulować do zaangażowania się w poparcie dla Ukrainy i ukrofilskiej polityki rządu. TVP Lublin poinformowało o przerwaniu programu na żywo i przeniesieniu pracowników do schronu, ponieważ na terenie Ukrainy – jak niezmiennie od lat – uderzyły rosyjskie pociski.

Wojenne straszenie rządu przybiera na sile. Mieszkańcy wschodnich województw otrzymują alerty RCB ostrzegające o rosyjskich nalotach na Ukrainę, choć Polski one nie dotyczą. Teraz paranoja poszła dalej – w lubelskim oddziale reżimowej telewizji przerwano program i poinformowano o przeniesieniu pracowników do schronu z powodu rosyjskiego ostrzału Ukrainy.

– Szanowni Państwo, musimy na chwilkę przerwać program, ponieważ dostaliśmy alert, a w Lublinie wyją syreny, więc teraz musimy ewakuować się do naszego schronu podziemnego – powiedział pracownik lubelskiego oddziału reżimówki.

– Proszę zachować spokój. Mamy nadzieję, że niedługo do państwa wrócimy. Teraz musimy oddać antenę na sprawy ważniejsze – przekonywał.

Następnie wyemitowano państwowe ostrzeżenia o „zagrożeniu z powietrza”.

Należy przypomnieć, że od początku inwazji Rosji na Ukrainę nie stwierdzono żadnego uderzenia rosyjskich pocisków w terytorium Polski. W rosyjskich bombardowaniach Ukrainy też nic się nie zmieniło. Mieliśmy natomiast potwierdzone ukraińskie uderzenie zakończone śmiercią Polaków w Przewodowie – które próbowano najpierw obrócić odpowiedzialność rosyjską, a potem przemilczeć – oraz wielokrotne zatrzymania Ukraińców pracujących dla obcych służb.

– Jesteśmy już z powrotem. To był alert. Dostaliśmy go na telefon, wyły też syreny za oknem. Potraktowaliśmy go poważnie. Mamy nadzieję, że państwo również to zrobili. Sytuacja jest, jaka jest; nie jest to nic przyjemnego. Zachowaliśmy spokój. Wszystkie procedury zostały zachowane – przekonywał po odwołaniu niepotrzebnego alarmu pracownik reżimówki.

– Nasłuchujcie, drodzy państwo, właśnie takich komunikatów. Sprawdzajcie to, co się dzieje zarówno w Internecie, w radiu, jak i w telewizji. Sytuacja, doskonale wiemy, jest dynamiczna i jest troszkę napięta, więc bierzcie takie komunikaty poważnie, tak jak my to dzisiaj zrobiliśmy. Nikomu nic się nie stało, wszyscy zachowali spokój, a teraz wracamy, drodzy państwo, już do programu – kontynuował.

Media przekonują o „potwierdzonych atakach” obok granicy z Polską. Co ważne – nie jest to terytorium RP.

Ppłk Jacek Goryszewski w rozmowie z „Wirtualną Polską” przekonywał, że „przekazanie sygnałów do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o możliwym zagrożeniu z powietrza” nastąpiło z powodu tego, że „po raz kolejny w bezpośredniej styczności z naszą granicą operowały drony”. Ale nie jest to nic nowego, a wcześniej tych niepotrzebnych alarmów w tonie paniki nie ogłaszano.

Zachowanie i postawy polityków oraz reżimowej telewizji wpisują się w nasiloną od kilku tygodni narrację strachu. Można domniemywać, że rząd w ten sposób chce zmienić nastawienie opinii społecznej na proukraińskie, „angażując w wojnę” mieszkańców wschodnich województw.

Niewykluczone też, jak twierdzą niektórzy z komentatorów, że rozdmuchiwane rzekome zagrożenie zostanie wykorzystane jako pretekst do tego, by przedłużyć kadencję rządu i odwołać wybory. Jak będzie faktycznie – dowiemy się wszyscy w niedalekiej już przyszłości.

http://nczas.info/2026/09/28/nowy-poziom-siania-paniki-wojennej-pracownicy-rezimowki-uciekli-do-schronow-mamy-nadzieje-ze-potraktowaliscie-to-powaznie-video/

#spierdolenie #propaganda

15

#lewackalogika

Zamiast wystawiać opakowania przed dom zawieś je samochodem do butelkomatu który działa na prąd.

Jak będziesz miał farta to będzie działał. Jak nie to szukaj frajerze następnego bo w samochodzie już wali jak na wysypisku.

Wydrukuj kwit i odzyskaj pieniądze.

Przyjedzie po odpady inny samochód (dodatkowy) który zabierze je tam gdzie zawsze.

W między czasie serwis jeździ do tych butelkomatów produkując co2.

Do obsługi badziewia potrzebny pracownik sklepu na etat. Zamiast wypracowywać zysk tapla się w śmieciach i pracuje w tych samych łachach przy żarciu które kupujesz.

EFEKT? - oziębia się.

I ONI W TO WIERZĄ!!!!

#lewackiespierdolenie

18

#lewackalogika

Przestań produkować w Europie by nie emitować zabójczego co2.

Zacznij produkować w Chinach, Indiach etc.

Przewieś to na nabrzeże ciężarówkami, załaduj na statki, przepłyń oceany spalając tony mazutu, oleju napędowego, rozładuj w portach i przewieś ciężarówkami.

Się oziębi i dodatkowo... skorzystamy na konkurencyjności bo będziemy eko

#lewackiespierdolenie

16

#ociepleniekliamtu #uniaeuropejska

Myślicie, że zakaża używania aut elektrycznych i wyłączą elektrownie gazowe nakazując pełną moc w węglowych?

7

#ocieplenieklimatu

Antarktyda nagle zyskała 695 miliardów ton lodu, chociaż globalne ocieplenie postępuje. Mowa o największym przyroście masy lodu od 20 lat - taka sytuacja. Śledztwo wykazało, że przyrost nastąpił między 2021 a 2023 rokiem. Podobno to przez ocielenie klimatu i topniejący lód...

14

WSZĘDZIE RAK, JAK NIE BIOLOGICZNY TO MORALNY - Sprawdzają finanse Cancer Fighters. Sommer: Tylko 20-kilka proc. z tej sumy poszło na leczenie chorych [VIDEO]nczas.info

Media informują o możliwym konflikcie interesów między spółką a fundacją Cancer Fighters, na którą głośną zbiórkę przeprowadził kilka miesięcy temu influencer Łatwogang. – Okazuje się, że tylko 20-kilka proc. z tej sumy poszło na leczenie chorych. A cała reszta? Część została na lokatach, część poszła na koszty administracyjne – skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Rzeczpospolita” przyjrzała się spółce Boxing Challenge. Fundacja Cancer Fighters posiada 100 proc. udziałów w spółce, a jej finanse wzbudziły zainteresowanie dziennikarzy.

Boxing Challenge organizuje gale bosku, podczas których w ubiegłym roku zebrano 1 mln zł dla osób chorych na raka.

Ze sprawozdania wynika, że wynagrodzenie prezesa – jedynego członka zarządu – łącznie wyniosło 218,2 tys. zł brutto. Jest to największy wydatek spółki. Cztery gale boksu kosztowały około 137 tys. zł.

Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska powiedziała „Rzeczpospolitej”, że „koszty spółki organizującej gale wydają się niskie jak na skalę takich wydarzeń”.

– Rodzi to podejrzenie, że dochodzi do nieoficjalnego wykorzystywania na ten cel zasobów statutowych fundacji, co jest niezgodne z prawem, bo jeżeli to firma jest organizatorem wydarzenia, to wszystkie koszty z tym związane powinny być w firmie – wyjaśniła Batko-Tołuć.

Do sprawy odniósł się Piotr Makowski z Cancer Fighters. Zapewnił, że partnerzy gali oferują nie tylko pomoc finansową, lecz np. w zamian za ekspozycję marki w trakcie gali udostępniają sprzęt i wykonują konkretne usługi albo dostarczają zaopatrzenie. Dzięki temu koszty organizacji wydarzenia mają mocno spadać.

Prezes Boxing Challenge jest też dyrektorem zarządzającym Fundacji Cancer Fighters oraz wspólnikiem agencji PR-owej CloudEleven. Fundacja współpracowała z nią w latach 2019-2026. Według Batko-Tołuć z Watchdog Polska, to „nieetyczne”.

– Rodzi bezpośredni konflikt interesów wynikający z kupowania usług „u siebie” – oceniła.

„Rzeczpospolita” informowała o wydatkach z ubiegłego roku. Nie można stwierdzić obecnie, że pieniądze ze zbiórki Łatwoganga trafią do organizacji zajmującej się galami boksu lub zostaną przeznaczone na pensję dla prezesa.

Z serwisu mającego przedstawiać wydatki z głośnej zbiórki firmowanej przez Łatwoganga wynika, że z kwoty wydano około 100 mln zł. Trafiły one do 312 podopiecznych fundacji oraz 17 klinik i oddziałów w kraju. Zapewnia się też, że „100 proc. środków z akcji trafia do potrzebujących”.

Do sprawy finansów Cancer Fighters odniósł się redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

– Pamiętacie zbiórkę Łatwoganga na raka? Miliony złotych? Jest afera – powiedział Sommer.

– Okazuje się, że tylko 20-kilka proc. z tej sumy poszło na leczenie chorych. A cała reszta? Część została na lokatach, część poszła na koszty administracyjne – powiedział i dodał, że „Łatwogang, jak się okazuje, pomógł charytatywnemu biznesowi”.

http://nczas.info/2026/09/28/sprawdzaja-finanse-cancer-fighters-sommer-tylko-20-kilka-proc-z-tej-sumy-poszlo-na-leczenie-chorych-video/

#rak #fundacja #pomoc

9

W Warszawie nawet nie udało się osiągnąć wymaganej ilości podpisów, by spróbować przegonić lewactwowydarzenia.interia.pl

http://wydarzenia.interia.pl/mazowieckie/news-fiasko-inicjatywy-referendalnej-w-warszawie-trzaskowski-zabr,nId,23550505

Przykre i żałosne. Gdzie są patrioci? Gdzie są wkurwieni, eksmitowani z kamienic, gdzie są ludzie których nie stać już na życie w stolicy? Powariowali? wyprowadzili się z Warszawy? Czy po prostu są jedyną nadzieję jaką widzą w walce o swoją przyszłość to sznur na drzewie?

Jeszcze w 200x latach taki Kaczyński potrafił zostać prezydentem Wawy, a teraz cała prawica w tym mieście to jakieś 10-15% poparcia.

#warszawa #preczzkomuna #polityka

12