Dzień jak co dzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud.

Zdjęcie

#meme #zycie

7

#rachunki #podatki #zycie #pge #zalesie #guwnowpis

Kur...a! Kur...a! Kur...a! ヽ(`▭´)ノ︵ ┻━┻

Zdjęcie

październik-listopad: rachunek za energię 590 zł -kurde drogo. Nie tak miało być. Budowa jeszcze w trakcie, nie korzystam z CWU (aż tak bardzo), CO to podłogówka - ale mam kominek to się dogrzeje.

Grudzień - styczeń: CWU obniżona z 45* do 20* (tyle mi wystarcza), CO z 21* do 17* - kominek dobija temperaturę do 23~24 i jest git.

Styczeń przychodzi pismo o "zmianie cennika" (czytaj żydy podwyższają ceny prądu) - dobra może nie będzie źle.

Niedawno przybył rachunek za grudzień - styczeń... 690 ヽ(`▭´)ノ︵ ┻━┻ nawet się nie dowiedziałem ile dało to moje obniżenie zużycia.

Co ciekawe przed październikiem 2025 płaciłem rachunki w okolicy 300 zł. Jak żyć? Podwyżka ponad 50%.

Najfajniejsze są te ulotki z PGE tam pisze jak byk 55% rachunku to "koszty uprawnień emisji CO2". Jeb...a Ujnia Jewropejska z swoimi wymysłami, Je...e żydy, złodzieje, karbonkowe pijawki. Jak ja sku...ów nienawidzę.

ヽ(`▭´)ノ︵ ┻━┻

Muszę pomysleć o alternatywnych źródłach energii żeby te żydy wygłodzić. Energia punktu zerowego? Piramidka? Zimna fuzja? Spalanie gazu Brauna? Zgazowanie drewna? A może coś dla breinletów panele foto i wiatrak + bank energii?

No po prostu muszę żydów odciąć bo nie wyrobię.

Zacząłem szukać nowej roboty... no i chyba będzie. Za tydzień-dwa dowiem się czy jadę do Niemiec . Nie chcę do nazioli ale rachunki z czegoś trzeba zapłacić. Nie wiem czy pradziadek by był, że mnie zadowolony Uciekał z wywózki do Auszwitz. A u mnie taka sytuacja . Ja pier...e co za porażka ze mnie.

Najgorzej, że budowa będzie przez to stała.

A wy ile płacicie u siebie za energię? U mnie 120m/kw i nie zamieszkały (jeszcze).

17

#spolecznosc #zdrowie #zycie #forma #sport #dieta

http://youtu.be/TympR0WGx0g?si=LAlpBMzUNSl4B4wP

Dobry, krótki, ogólny materiał. Podstawy.

Każdy ma wpływ na siebie względem cywilizacyjnych narzuconych rzeczy. Choćby minimalny na sam start.

Świadomość, wykonanie, regularność.

7

Żyjemy w Matrixie – Historie niewiarygodne 🤔 😱 🤨

W ostatnim czasie po zabójstwie Charliego Kirka pojawiły się porównania wydarzenia do filmu „Snake Eyes” z Nicolasem Cagem. Pewne zbieżności są niesamowite. Osobiście jednak wykluczam by zabójstwo Kirka było zaplanowane jeszcze w 1998r. Jednak życie pisze zadziwiające scenariusze.

Poświęciłem chwilę czasu by przepisać fragment książki która przedstawia fakty historyczne które wykraczają poza rozumienie i zwykłe przypadki. Udowadnia, że żyjemy w Matrixie gdzie różne zdarzenia są prawdopodobne.

Zdjęcie

Fragment książki: „Historie niewiarygodne” Juliusz Jerzy Herlinger

---------------------------------------------------------

KARTKA Z BIBLII

Co tam się dzieje? - głos bosmana nie wróżył niczego dobrego. - Zmierzyliście już temperaturę?

Dwaj marynarze, którzy właśnie wyciągali balię z wodą morską, byli najwyraźniej speszeni.

Tak... to jest nie - odezwał się jeden z nich. - Melduję posłusznie, że butelka...

Jaka znów butelka?! - wrzasnął rozsierdzony bosman.

Czy nie wiecie, że za picie podczas służby na okręcie wojennym idzie się pod sąd? Odpowiadać!

Melduję posłusznie, że nie piliśmy. Tylko butelka... - tu przerwał, widząc, że bosman staje się purpurowy. - Wyłowiliśmy ją przed chwilą z morza i...

Co zrobiliście? - oczy bosmana wyglądały teraz jak dwa niebieskie spodki.

Zgodnie z rozkazem mierzyliśmy temperaturę wody. Przed chwilą w balii, którą zaczerpnęliśmy wodę, znaleźliśmy butelkę. Zalakowaną. Oto ona. Chyba nic w niej nie ma jest lekka, ale szkło jest ciemne...

Pokażcie.

Butelka z ciemnego nieprzezroczystego szkła była rzeczywiście bardzo lekka. Bosman spojrzał pod światło, ale niewiele dostrzegł. Szyjka butelki była zalakowana, a na niej odciśnięta jakaś pieczęć, dość niewyraźna.

Kiedy to znaleźliście? - jego głos był już znacznie spokojniejszy. Właśnie przed chwilą, w ostatniej balii.

Hmmm... - mruknął bosman i chciał podkręcić wąsy, ale w porę przypomniał sobie, że je wczoraj zgolił. - Dobrze już, dobrze... Zamelduję oficerowi.

W kilka minut później butelka znalazła się na stole kapitana Costy, dowódcy brazylijskiej kanonierki patrolowej ,,Araguari".

Ciekawe... - powiedział oglądając ją pod światło. Tyle lat pływam, a po raz pierwszy widzę coś takiego. Zupełnie jak w powieści przygodowej o piratach. Co wy o tym sądzicie, bosmanie?

Tak jest! - wrzasnął doniośle bosman, który teraz wyglądał jak łagodny baranek, a jego oczy jak błękitne niezabudki.

Kapitan Costa z uśmiechem spojrzał na niego. Wiedział, że bosman, choć doskonały marynarz i doświadczony wilk morski, nie grzeszył zbytnią inteligencją.

Dziękuję. Marynarzom wydać podwójną porcję rumu.

Tak jest! - tym razem bosman przeszedł samego siebie.

Costa odpieczętował butelkę. Na biurko wypadł pożółkły kawałek papieru. Była to kartka wydarta z Biblii, na której ktoś drżącą ręką wypisał kilka słów:

,,Na pokładzie szkunera » Sea Hero « bunt. Kapitan zabity. Pierwszy oficer wyrzucony za burtę. Ja, drugi oficer, zostałem siłą zmuszony do prowadzenia statku. Oni każą mi płynąć do ujścia Amazonki, nasza prędkość 3,5 węzła. Ratujcie nas!"

Kapitan Costa wydobył z kasy pancernej pokładowy rejestr Lloyda i szybko przekartkował go, odnajdując potrzebną informację:

,,»Sea Hero «: wodowany w 1866 roku, wyporność 460 t, port macierzysty Hull."

W minutę później ,,Araguari" pędziła już pełną parą w kierunku ujścia Amazonki. Na pokładzie okrętu ogłoszono alarm bojowy, działa kanonierki zostały obsadzone przez załogi.

Pościg trwał niecałe dwie godziny. Zbliżywszy się do ,,Sea Hero" kanonierka oddała strzał ostrzegawczy. Buntownicy na szkunerze od razu chyba zorientowali się, że nie mają najmniejszych szans, bo żagle zostały zrefowane. Oddział abordażowy z ,,Araguari" w mgnieniu oka znalazł się na pokładzie zbuntowanego statku, którego marynarze zostali skrępowani linami i zakuci w kajdany.

Dowódca oddziału, porucznik Vieira, otworzył luk do ładowni. Znalazł tam drugiego oficera, nazwiskiem Hadger, i dwóch marynarzy, którzy nie przyłączyli się do buntowników.

Hadger, wciąż jeszcze nie wierząc w to, że został uratowany, opowiedział dokładnie cały przebieg wypadków, dodając tylko, że podczas buntu został zabity pies kapitana, który właśnie niedawno opuścił statek. Co prawda porucznik Vieira trochę się zdziwił, kiedy padło nazwisko kapitana ,,Sea Hero": Longstaff. W rejestrze Lloyda - pamiętał to doskonale - figurowało zupełnie inne: Regis. ,,Może pomyślał - kapitan statku się zmienił... Zresztą to nieważne". Teraz jednak zaczęły się dziać rzeczy zdumiewające.

Kiedy Hadger trochę ochłonął, zapytał porucznika Vieirę: To wspaniałe, żeście nas uratowali! Ale skąd dowiedzieliście się o naszym nieszczęściu?

Jak to skąd?! - zdumiał się porucznik. - Przecież wyłowiliśmy butelkę z tą kartką z Biblii, na której pan napisał, co się wam przytrafiło, i oczywiście natychmiast...

Butelkę?! - Hadger otarł pot z czoła. - Jaka znowu butelkę? - Jak to jaką? Te, którą pan wrzucił do morza.

Ja?!

- No tak - oczywiście. Przecież gdyby nie ta kartka wyłowiona przez naszych marynarzy...

- Jaka kartka? Czy pan sobie ze mnie kpi?

Przecież pan sam ją napisał! - Porucznik był najwyraźniej zirytowany.

- Wyłowiliśmy ją przed dwiema godzinami.

Hadger potarł czoło. - Poruczniku, to jakieś nieporozumienie... Nie miałem czasu na pisanie jakichkolwiek kartek. Wszystko stało się dziś rano... Skrepowali mnie od razu. Czyżbym już zupełnie zwariował? Który dziś jest? 4 maja 1882 roku - podpowiedział Vieira.

No właśnie... Bunt odbył się błyskawicznie. Zostałem skrępowany i wrzucony do ładowni. Nie miałem czasu kichnąć. O jakim więc liście pan mówi?

Porucznik bez słowa podał mu kartkę wydartą z Biblii.

- Na miłość boską! To przecież nie jest moje pismo! Skąd pan to wziął?

- Już panu mówiłem - wyłowili ją z morza marynarze z ,,Araguari" podczas pobierania prób wody do mierzenia temperatury. Przecież inaczej nie wpadlibyśmy na wasz trop...

- Ale ja tego nie napisałem! Rozumie pan, poruczniku?

- No więc kto to napisał?

Nie wiem... Nie mam pojęcia...

Tak więc cała sprawa pozostała zagadką: nikt nie wiedział, czyja ręka wydarła ową kartkę z Biblii i w zalakowanej butelce wrzuciła do morza...

Zbuntowani marynarze z ,,Sea Hero" zostali przewiezieni przez "Araguari" na Falklandy, wyspy będące pod protektoratem Wielkiej Brytanii, a stamtąd odtransportowani do Anglii, gdzie stanęli przed sądem.

I tam dopiero, w czasie rozprawy, pękła bomba!

Na 16 lat przed opisanymi wypadkami w Anglii ukazała się książka niejakiego Johna Parmingtona pod tytułem ,,Sea Hero" (zwróćcie uwagę na tytuł!). Nie było to może arcydzieło literatury pięknej, ale powieść cieszyła się ogromnym powodzeniem dzięki pewnemu sprytnemu trikowi reklamowemu zastosowanemu przez autora. Otóż wpadł on na niebanalny sposób zdobycia sobie czytelników. Zakupił pięć tysięcy butelek do whisky i do każdej z nich włożył wyrwana kartkę z Biblii ze znanym nam już odręcznym tekstem napisanym w poprzek kartki. Później za skromną opłatą wręczył owe załogom kilku statków z prośbą, aby wrzucili je do morza w różnych punktach.

W ciągu 16 lat większość butelek została wyłowiona, przysparzając autorowi czytelników, a więc i pieniędzy. Kilkaset spośród nich nadal jednak wędrowało po morzach i oceanach, niesione morskimi prądami. Jedna z nich - właśnie ta, o której mowa została wyłowiona na południowym Atlantyku przez brazylijską kanonierkę „Araguari". Niezwykłym zbiegiem okoliczności nazwa statku, wydarzenia, jakie się na nim rozegrały, a także współrzędne podane na owej kartce wydartej z Biblii zgadzały się co do joty.

Nie było to jednak wołanie o pomoc, lecz... prospekt reklamowy!

W swoim czasie sprawa buntu na ,,Sea Hero" stała się niezwykłą sensacją. Nic zresztą w tym dziwnego, skoro była to historia tak nieprawdopodobna i niezwykła. Oczywiście cudowny zbieg okoliczności wprawił wszystkich w osłupienie. Zajęli się nim również specjaliści z różnych dziedzin, którzy nie byli w stanie wytłumaczyć tego wypadku w jakikolwiek racjonalny sposób. Nic zresztą dziwnego. Ponieważ jednak był to zbieg okoliczności, choć niezwykły, pozostała tylko jedna możliwość: zastosowanie rachunku prawdopodobieństwa, o którym już wspominałem.

Oczywiście wypadek z wyłowioną z oceanu butelką nie może być obliczony w sposób dokładny, choć pewne przybliżone dane są możliwe. Musimy się zastrzec od razu, że nawet najbardziej przybliżone oceny prawdopodobieństwa muszą być oparte na określonych danych. Zobaczymy więc, na ile możliwy jest taki zbieg okoliczności. Przede wszystkim potrzebne nam będą informacje na temat całego szeregu szczegółów. Na przykład dla oceny prawdopodobieństwa zbieżności nazw statków musimy znać liczbę statków, które mają takie same nazwy, Ponadto musimy wiedzieć, ile razy w ciągu tych lat w marynarce angielskiej mógł wybuchnąć bunt, przypadek bądź co bądź w naszych czasach niezbyt częsty.

Załóżmy, że w owym okresie jeden z tysiąca statków miał właśnie nazwę ,,Sea Hero". Przypuśćmy również, że bunt mógł wybuchnąć w owym okresie na jednym z 10 000 statków. Wówczas odpowiednie liczby wynoszą 1/1000 i 1/10 000. Ponieważ są one niezależne, czyli nie zachodzi pomiędzy nimi ścisły związek, musimy obie te liczby pomnożyć przez siebie.

Wynikałoby z tego, że istnieje tylko jedna dziesięciomilionowa szansa na to, że bunt wybuchnie akurat na statku noszącym nazwę ,,Sea Hero". Ponadto... ponadto musimy niestety ze smutkiem stwierdzić, że pozostałych danych nie jesteśmy w stanie określić, podać ich prawdopodobieństwa. Chociaż wyłowienie na pełnym morzu zalakowanej butelki nie jest znowu wydarzeniem aż tak nie- zwykłym, nie wiemy jednak, i nigdy się chyba tego nie dowiemy, ile takich butelek pływa po morzu w danym czasie, a ile zostało wyłowionych. Nie możemy również określić miejsca, w którym bunt wybuchnie. Na ten temat nie mamy żadnych, nawet jako tako przybliżonych informacji. Tego typu wydarzenia nie mogą być po prostu oceniane z punktu widzenia matematyki. Nie ulega jednak wątpliwości, że prawdopodobieństwo takich zdarzeń w żadnym wypadku nie przekracza prawdopodobieństwa, które obliczyliśmy przed chwileczką.

Tak więc tylko 1/10 000 000 szansa... Jest to prawdopodobieństwo tak małe, że właściwie moglibyśmy je całkowicie pominąć w naszych obliczeniach. Innymi słowy, opisany przez nas wypadek w ogóle nie powinien zaistnieć. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że... jednak się wydarzył. Świadczą o tym niezbicie archiwa angielskiej admiralicji i akta z procesu sądowego.

Tak więc literatura wyprzedza życie? No cóż - wypadek z ,,Sea Hero", choć na pewno niezwykły, nie jest jednak odosobniony. W historii literatury, a może po prostu w historii zanotowano kilka takich dziwnych zbiegów okoliczności.

Pan Morgan Robertson nie był pisarzem wielkiego formatu, zajmował się powieściami przygodowymi i sensacyjnymi. Jego dzieła nie cieszyły się zresztą nigdy zbyt wielkim powodzeniem u czytelników, choć jedno z nich zrobiło oszałamiającą furorę, ale dopiero w wiele lat po jego wydaniu.

W 1896 roku w Stanach Zjednoczonych wyszła kolejna powieść pana Robertsona, podobnie jak i poprzednie bez większych walorów artystycznych. Robertson - w przeszłości marynarz i kapitan, który wiele pływał po morzach i oceanach, doskonale znał różne realia morskie, toteż fabuła jego powieści, choć prościutka i nieskomplikowana, w całości poświęcona była tematyce morskiej.

Oto w dużym skrócie treść tej książeczki.

Pewnego dnia z Europy do Ameryki wyrusza niezwykły parostatek, olbrzym, największy z największych, jakie dotąd zbudowano. Kolos długości 245 metrów wyposażony w trzy śruby napędowe, w swym pierwszym rejsie transatlantyckim ma na pokładzie 3000 pasażerów. Podróż przebiega spokojnie, pasażerowie bawią się, wiedzą bo- wiem wszyscy, że statek jest całkowicie niezatapialny. Ale oto pewnej kwietniowej nocy kolos zderza się z górą lodową niedaleko od wybrzeży Ameryki. Akcja ratunkowa nie daje żadnego efektu i statek idzie na dno. Koniec.

Tu może jeszcze mała uwaga: w powieści Morgana Robertsona ów kolos nazywał się „Titanic".

Ot, i cała fabułka, nic szczególnego, prawda? Nie dziwmy się więc, że powieść nie cieszyła się specjalnym powodzeniem.

A jednak stała się bestsellerem, choć dopiero... po upływie szesnastu lat. Wtedy to właśnie (tym razem już nie w powieści, lecz naprawdę) w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku niedaleko wybrzeży Ameryki zderzył się z górą lodową największy w owych czasach statek mający na swym pokładzie 2000 pasażerów. Ten kolos morski, uważany za całkowicie niezatapialny, miał 250 metrów długości i wyposażony był również w 3 śruby (porównajcie!). W wyniku zderzenia z górą lodową statek zatonął, jego pierwszy rejs okazał się również ostatnim.

Mam nadzieję, że czytelnicy domyślili się już, jak się ten statek nazywał? Tak jest – również ,,Titanic". Wszystko zgadzało się prawie co do joty z powieścią zaprezentowaną przez Morgana Robertsona. Przypominam tu jeszcze raz, że wspomniana powieść ukazała się 16 lat przed wydarzeniami, jakie rozegrały się w rzeczywistości. Była to więc niejako ,,prorocza" książka, nie dziwmy się więc, że zdobyła sobie ogromną popularność właśnie po wypadku prawdziwego ,,Titanica".

No cóż, jeszcze raz literatura wyprzedziła życie. Historia zna jednak wypadki odwrotne, kiedy życie wyprzedzało fikcję literacką.

Czy pamiętacie pana Artura Conan Doyle'a, tego samego, który stworzył postać legendarnego detektywa Sherlocka Holmesa? A jeżeli - w co nie wierzę - nikt z Was nie przeczytał ani jednej książki opisującej niezwykłe przygody tego niezwykłego detektywa, na pewno zwróciliście uwagę, że nazwisko Artura Conan Doyle'a już się na kartkach naszej książki przewinęło. To on był autorem krew w żyłach mrożącej wersji o zaginięciu ,,Mary Celeste". No cóż, Artur Conan Doyle był jednak pisarzem wielkiej klasy, człowiekiem obdarzonym nieprzeciętną fantazją, co w literackim ,,fachu" jest jednak rzeczą pierwszoplanową.

Po tym wstępie możemy już przystąpić do opowieści o fikcji literackiej i prawdziwym życiu.

Tak się kiedyś złożyło, że Artur Conan Doyle, podróżując po Europie, znalazł się w Szwajcarii. Kraj piękny, malowniczy i dla rodowitego Anglika, mieszkającego stale na zamglonych wyspach Albionu, wręcz egzotyczny. W czasie swoich wędrówek autor Sherlocka Holmesa zatrzymał się kiedyś w niewielkim hoteliku pod nazwą ,,Schwarenbach". Był to dość dziwaczny budyneczek, nieciekawy, ponury, jak gdyby przygarbiony, w sumie sprawiający wrażenie dość przygnębiające. Pisarz, urzeczony niezwykłą atmosfera tego zakątka, jak zresztą całego miasteczka, powiewem osamotnienia, jaki snuł się wokół hoteliku, zdecydował się tu właśnie umieścić akcję swego kolejnego opowiadania kryminalnego.

Pomysł noweli zrodził się szybko, wymagał jedynie nieznacznego doszlifowania. Tak więc akcja miała się toczyć w tym ponurym hoteliku zagubionym w górach Szwajcarii, a głównym bohaterem miał być właściciel. Miał to być człowiek stary, równie ponury i rów nie samotny jak jego hoteliczek, do którego zresztą rzadko kto za- chodził. Przed wielu, wielu laty jego jedyny syn (przypominam, że to opowiadanie) uciekł z domu i odtąd wszelki słuch po nim zaginął.

Żona hotelarza, przybita zgryzotami i zmartwieniami, zmarła i starzec pozostał sam. Na widok ponurej postaci właściciela hoteliku ewentualnym gościom odchodziła ochota do zamieszkania w nim. Hotelik pustoszeje coraz bardziej, aż wreszcie pewnego dnia zrozpaczony i pogrążony w nędzy właściciel postanawia, że w okrutny sposób zamorduje pierwszego gościa, który zdecyduje się przenocować w hotelu.

Mija wiele dni i tygodni, ale chętnych do zamieszkania wciąż brak. Pewnego dnia zjawia się jednak młody człowiek i bez wahania wy- najmuje pokój. Nadchodzi wreszcie owa upragniona chwila, kiedy starzec może spełnić swoją przysięgę. Tejże nocy zabija podstępnie gościa i... rozpoznaje w nim swego własnego syna, który po latach nieobecności postanowił wrócić do ojca.

Znając mistrzowskie pióro Conan Doyle'a i jego liczne opowiadania kryminalne, należy przypuszczać, że i to stałoby się prawdziwą perełką nowelistyki. A jednak nie zostało nigdy napisane. Tak się bowiem złożyło, że następnego dnia wędrując uliczkami miasteczka natknął się na miejscową bibliotekę, niewielką, nie najlepiej zaopatrzoną.

Aby skrócić sobie długie wieczory przy kominku w hotelowym saloniku, wypożyczył z biblioteki maleńki tomik opowiadań Maupassanta. Kiedy wrócił do ,,Schwarenbachu" i usadowił się wygodnie w fotelu, zabrał się do lektury.

Jakież było jego zdziwienie, kiedy przekonał się, że... jego nowela została już napisana, i to właśnie przez Maupassanta! Jej treść pokrywała się co do joty z pomysłem samego Conan Doyle'a. Jego zdumienie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy dowiedział się, że w swoim czasie Maupassant często odwiedzał ową mieścinę i zatrzymywał się właśnie w hotelu ,,Schwarenbach". Conan Doyle często opowiadał swoim przyjaciołom i znajomym o tym dość niezwykłym zbiegu okoliczności, nie kryjąc swego prawdziwego zdziwienia. Ale jego zdziwienie byłoby jeszcze większe, gdyby znany mu był szczegół, o którym oczywiście nie wiedział.

Otóż mniej więcej przed stu laty niemiecki pisarz Zacharias Werner wydał tragedię zatytułowaną ,,24 luty". Akcja tej tragedii, podobnie jak u Maupassanta, rozgrywa się właśnie w ponurej scenerii hotelu ,,Schwarenbach". Utwór Wernera nie jest jednak całkowitą fikcją literacką, jak nowela Maupassanta czy też niedoszłe opowiadanie Conan Doyle'a. Werner oparł akcję swojej tragedii na autentycznym wydarzeniu, na autentycznym morderstwie, które w tym właśnie hotelu zostało popełnione w XVIII wieku.

----------------------------------------------------------

Książka zawiera tą jak i wiele innych opowieści napisanych przez samo życie a historie w niej zawarte… jak sama nazwa wskazuje są tak dziwne, że prawie niewiarygodne gdyby nie zdarzyły się naprawdę.

#ciekawostki #historia #zycie #ksiazka #swiat #przypadki #paranormalne

12

#ciekawostki #zycie #smierc

Niestety z braku shoutboxa wrzucę tu. Traktujcie jako ciekawostkę.

Co to takiego?

"Mortality table" jest to tabela wykorzystywana przez ubezpieczalnie, szpitale jak i prawników do określenia długości twojego życia. (a dokładniej ile jeszcze ci z niego zostało)

-----------------------------------------

http://www.ssa.gov/oact/STATS/table4c6.html

-----------------------------------------

Słupki od lewej: twój wiek (określasz samemu), podział na mężczyzn i kobiety (są tylko dwie płci ), podtabele dzielą się na: prawdopodobieństwo śmierci, "ilość żyć" (czyli przeżywalność na 100 K żyć) i ile jeszcze Ci lat zostało do śmierci.

No to #chwalesie Wg. tego mam około 3 promile szans na śmierć i zostało mi jeszcze około 37 lat życia (w co nie wieżę - zdechnę wcześniej).

8

Jak bardzo liczy się twój głos? A może raczej czy się liczy? #polityka #wybory #swait #zycie #fakty #edukacja

Bardzo edukacyjna pogadanka pana trolla (Vee) z Rumunii. Warto zapoznać się z tym materiałem. Bez owijania w bawełnę, subiektywny jednak oparty na faktach. Porusza też zagadnienia takie jak "czemu nic się nie zmienia po wyborach". Coś dla tych co lubią wiedzieć jak działa świat.

----------------------------------------------------

http://youtu.be/w2e8oisusQs?si=LA1Z0WJGVUA7orJK

----------------------------------------------------

Zdjęcie

Jeden z punktów widzę, że został poruszony do którego sam doszedłem lata temu. Aby faktycznie zmienić władzę potrzebny jest silny reset (rewolucja / wojna / pandemia ale prawdziwa ect.) no i niestety nie ma gwarancji, że zmiana będzie na lepsze. Jest to bardzo smutna i niepokojąca myśl.

5

#zycie #hydraulicy

Trochę chwale się / trochę żale. Hydraulicy mnie trochę przerastają. Kilka dni temu (tydzień temu? dwa?) opisywałem jak szukałem hydraulików do wykonania obwodów CWU i ogrzewania podłogowego w nowo budowanym domu.

Po przejściu pierwszych trzech miałem kolejno: rozwaloną saszetkę (która wytrzymała 10+ lat), zalany garaż z kotłownią i wypadnięty dysk. Tak moje szczęście . Miałem nie dzwonić do kolejnych ale uznałem że gorzej być nie może i od razu rozmawiałem z dwoma kolejnymi. Najwyraźniej ich nieszczęścia się wzajemnie wykluczyły i więcej głupich przypadków nie miałem.

---------------------------------------------------

Mamy więc 5 hydraulików fachowców i opiszmy ich "fachowość". Nie znam się na hydraulice nie jestem w stanie ocenić tego co mi doradzali.

2/5 (dwóch na pięciu) proponowało mi zmiękczacz do wody (nie planuję)

3/5 wspomniało że można założyć filtr przy kranie głównym (to planuję). Oczywiście opcje były rożne 1/5 filtr siatkowy 2/5 filtr sznurkowy (lepszy od siatkowego)

1/5 odpowiedział, że nie przeszkadza jak wykonam posadzkę w miejscach gdzie mam rury kanalizacyjne na wierzchu - reszta mówi, że woleli by by tego nie ruszać.

2/5 wspomniało o buforze ciepła do 150-200 litrów, 1/5 twierdzi że po co mi bufor jak planuję pompę i pompa by grzała (wolał bym pompę pod samą podłogówkę), 1/5 "a po co panu pompa, piec gazowy nie lepszy?", 1/5 pominął ten temat przy oprowadzaniu po budowie

4/5 powiedzieli, że zrobili by CWU w jednym obiegu (3 rury: zimna, ciepła i zwrotna do ciepłej) dla nie wtajemniczonych teraz tak się robi, by mieć szybko ciepłą wodę w kranie i nie spuszczać wiadra zanim popłynie, dokłada się rurę zwrotną z pompką i ciepła woda cały czas krąży między zbiornikiem (np. buforem ciepła/ bojlerem) a okolicą kranu. Przyznam, nie wiedziałem o tym wcześniej.

1/5 zaproponował 2 obiegi (6 rur) ale będę mógł odciąć któryś z obiegów w razie "W" i cieszyć się normalnym przepływem wody w reszcie domu. Rozwiązanie odrobinę droższe ale nie głupie.

4/5 proponowało rozłożyć instalację wodną bezpośrednio na folii (przekrój wygląda tak: beton/ papa/ folia / i na to styro)

1/5 zaproponował, że położy instalacje w pierwszej warstwie styro (mam styro 5cm i docelowo ma być 15) w ten sposób ciepło nie będzie uciekać w beton (rozsądnie moim zdaniem)

2/5 zaproponowało grzejnik w łazience (nie przewidywałem) ze względu na układ pomieszczenia musiał by mieć 50~max 60 cm szer. oczywiście jako dodatek do podłogówki.

1/5 twierdzi, że pod prysznicem walk-in (nie planuję wanny ani brodzika) powinny być zwoje ogrzewania podłogowego. Trochę nie wiem jak by to miało być zrobione biorąc pod uwagę, że tam musi być spadek i odpływ robiony na etapie glazury.

1/5 twierdzi że zrobił by ogrzewanie w WC, reszta mówi że to za małe pomieszczenie by się z tym bawić

5/5 twierdzi że nie ma sensu robić podłogówki w wnękach szafowych ALE 1/5 robi wyjątek dla wnęki szafowej w wiatrołapie uzasadniając tym, że ubrania czy buty by szybciej schły po przyjściu z zewnątrz (inny pytany o to samo twierdzi, że nie ma to sensu bo ciepło i tak rozchodzi się po całej wylewce)

4/5 twierdzi że zrobiło by 2 obiegi podłogówki z jednym rozdzielaczem w środku domu a drugim w garażu.

1/5 twierdzi, że wystarczy 1 obieg podłogówki

1/5 twierdzi, że rozdzielacz do podłogówki najlepiej tylko w garażu

2/5 mówi, że dobrze by było pociągnąć kabel do sterownika podłogówki do środka domu, 1/5 zaproponował sterownik w garażu, 1/5 zaproponował sterownik w kotłowni, 1/5 nie wspomniał nic o sterowniku

Proszeni o ofertę cenową (+ wykaz materiałów, np: dla rur PEX typ i firma) dotąd otrzymałem 3/5 z czego 1/5 nie pełna (sama podłogówka), 1/5 wymigiwał się od oferty i chciał wszystko "na gębę" ("panie będzie dobrze, zadowolony pan będzie"), 1/5 jeszcze czekam na odpowiedź.

Z tego co mam, średnio inwestycja zamyka się w okolicy 20K zł niezależnie od hydraulika (wyceniają się podobnie).

Podsumowanie.

Mamy 5 hydraulików i dosłownie 5 różnych wizji tego jak to wszystko powinno wyglądać. Teoretycznie wszyscy z nich to fachowcy. A ja jestem tylko Andrzejkiem który nie ma większego pojęcia co do czego powinno iść i uczę się na tym co obserwuję i co mi przekażą.

Panie. Jak żyć?

13

#zycie #zadarzenia #wartowiedziec #zwiazkidamskomeskie #zwiazki #bron

Kilka dni temu jeden z Lurków dzielił się swoją historią z samoobrony siebie i swojej dziewczyny przed dzikimi zwierzętami. @Verum jeśli dobrze pamiętam. Nie udzielałem się pod tamtym wątkiem, bo nie miałem nic ciekawego do powiedzenia i pewnie bym tylko zaszkodził zamiast pomoc (w tych wypadkach milczenie jest złotem). Za to inni mieli dobre wypowiedzi.

Akurat trafiłem na podobną (? w pewnym sensie) historię. Tyle, że z USA i z użyciem broni palnej... no i na bazie tego chciał bym dać dobra radę.

----------------------------------------------------------------

http://youtu.be/6ZnVBqef1Io?si=rqnIP9qTQ3vU9V6F

----------------------------------------------------------------

Oczywiście w tym wypadku sprawcy to czarnuchy... co za przypadek. (+ zajebista mentalność tego co żyje w tych gorszych dzielnicach)

Miała być rada... w sytuacjach stresowych nie można liczyć na kobietę. Jest to wynik biologii a nie ukrytych motywów. Baby nie nadają się tak samo w policji, w ochronie, stanowiskach decyzyjnych (menagerskich) i innych zawodach stresowych i wymagających szybkich decyzji. Ze względu na silne emocje mogą jedynie pogorszyć sytuację stać się przeszkodą. Jest to nieuniknione, ale po prostu się zdarza.

W sytuacjach zagrożenia pod żadnym pozorem nie słucha się kobiety tylko trzeba zdać się na siebie i własne instynkty. Nie jest to wynik szowinizmu tylko zwykły aspekt życia, taka gra na poziomie "hard mode". Po prostu nie można oczekiwać zbyt wiele po kobietach.

Druga rada. W sytuacji obrony osobistej przed napastnikiem w naszym kraju idzie się siedzieć za to, że nie dało się ciebie zabić. Polska to nie Ameryka, inna kultura, inne podejście do ofiary (np. napadu). Co wcale nie oznacza, że trzeba być ofiarą. W sytuacji skutecznej obrony najlepiej czym prędzej oddalić się z miejsca i zatrzeć ślady (jeśli możliwe).

Policja nie jest zbyt pomocna (to wiem z własnego doświadczenia).

Amen.

10

Wolę jadać samotnie niż w towarzystwie kogokolwiek.

W pracy w ogóle nie jadam od lat.

Czy ktoś ma jakieś spostrzeżenia lub wnioski? Albo ma podobnie?

#zycie #zajawka #dziwne

5

Naszło mnie takie coś.... chciałbym zrozumieć logikę rozumowania i argumenty które sprawiają, że tacy platformersi głosują na króla europy, pomimo afer, pantoflowego nastawienia w kierunku reichu, "polskość to nienormalność", "koszmarna myśl, że znowu będę musiał tam na wiejskiej siedzieć", "człowiek do wynajęcia."

Czy są to TYLKO nienawiść do PiSu, jarka, 8 gwiazdek, nienawiść naszego kraju i naszej tożsamości i chęć abyśmy zniknęli z mapy albo byli bezimiennymi słupami i eurowojewództwem pod zarządem olafa i ursuli? Czy są jakieś jeszcze motywy?

Tak samo naszło mnie co mają w głowach i jaką logiką rozumowania posługują się ludzie heteroseksualni w związkach z dziećmi, którzy popierają i przyklaskują literkowej mafii i wspierają elgiebetyqwerty?? Czy to jest jakieś spaczenie umysłowe czy brak świadomości i jakiejś elementarnej wiedzy typu która to jest prawa ręka, która lewa, gdzie jest góra, gdzie dół, jasny, ciemny. Czy można żyć i być żywym oksymoronem, piłować gałąź na której się siedzi, wspierać tęczową zgniliznę która dąży do zniszczenia roli i znaczenia rodziny i małżeństwa podczas gdy ma się rodzinę, dzieci i żyje w małżeństwie??

Domyślam się, że wśród platformersów są pewnie ludzie chodzący do kościoła i nie przeszkadza im to głosować na słońce peru. Jaka jest logika tego? Czy ten mem sprzed tygodnia/półtora na lurku mówi wszystko ("może i są złodziejami i nie dotrzymali obietnic wyborczych, ale przynajmniej odsunęli PiS od władzy") ?? To trochę jak ten obłąkany koleś z filmu z Jake Gyllenhall "Kod nieśmiertelności" co chciał zdetonować atomówkę bo wg niego świat to piekło.

Macie jakieś pomysły lub wyjaśnienia co tym ludziom przyświeca i jak oni rozumują?

#polityka #wybory #filozofia #zycie

rzekłszy to powyżej muszę przyznać, że nie jestem zabetonowanym elektoratem jednej partii i że bolą mnie, irytują i mierżą takie tłuste koty jak sobolewski i jego żona w 4 radach nadzorczych, partnerka obajtka w 5 radach nadzorczych, jakaś rzekoma afera z wieżami leśnymi i kasa która ponoć na banery poszła ( o tym Republika nie powie, cóż). Czuję się z każdej strony mainpulowany i sterowany. Mam wrażenie, że media nie podają już faktów, ale wszystko jest poddane 150% saturacji aby wydźwięk był na maksa wg żądanej narracji.

Ech.

6