„Nadszedł czas, gdy trzeba rozmawiać”. Niemcy robią zwrot w polityce wobec Rosjinczas.info

Szef MSZ Niemiec Johann Wadephul, broniąc swojej decyzji o spotkaniu z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem, oświadczył w niedzielę w wywiadzie dla telewizji ARD, że jego zdaniem „nadszedł czas» na rozmowy z Rosją.

– To jest nowa decyzja. To prawda, ale brak rozmów jest dla dyplomatów i ministra spraw zagranicznych sytuacją raczej wyjątkową – powiedział Wadephul, odpowiadając na pytanie, czy w polityce wobec Rosji doszło do „zwrotu o 180 stopni”. Szef niemieckiej dyplomacji udzielił w niedzielę wieczorem krótkiego wywiadu pierwszemu programowi niemieckiej telewizji publicznej ARD.

Wadephul spotkał się z Ławrowem przy okazji debaty generalnej na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Było to pierwsze spotkanie ministra spraw zagranicznych Niemiec z szefem rosyjskiej dyplomacji od inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.

Wadephul podkreślił, że przerwanie dialogu było „właściwą i konieczną” reakcją na pełnoskalowy atak Rosji przeciwko Ukrainie. – Teraz moim zdaniem nadszedł czas, gdy trzeba rozmawiać – wyjaśnił.

Wadephul wymienił dwa powody swojej decyzji. – Rosja na lotnisku w Lipsku użyła uzbrojonych dronów. Wszyscy to widzieli. Na szczęście nie stało się nic złego. Ale było to przekroczenie granicy. Chciałem wyraźnie zaznaczyć, żeby Rosja zrozumiała, że jesteśmy gotowi do przeciwstawienia się, do obrony – podkreślił minister.

Jak wyjaśnił, drugim powodem były prośby kolegów z globalnego południa. Wojna uniemożliwia eksport zboża, co oznacza, że na południu grozi głód. Wadephul poruszył temat zawieszenia broni na Morzu Czarnym, co pozwoliłoby na odblokowanie eksportu zboża.

Odpowiadając na pytanie ARD, czy spotkanie z Ławrowem było też próbą włączenia się do rozmów o przyszłości Ukrainy, Wadephul powiedział: – Chciałem dać sygnał, że rokowania nie mogą być na stałe pozostawione amerykańskim partnerom. Mamy własne interesy, własne punkty widzenia, które muszą zostać uwzględnione. Tylko my możemy je przedstawić.

Oceniając spotkanie z Ławrowem, Wadephul powiedział, że przebieg rozmowy, a przede wszystkim reakcja rosyjskiego kolegi, pokazał, że „brak konkretnych rokowań nie jest winą ani Europy, ani Ukrainy”. – Rosja nie jest do tego gotowa. My musimy jednak być ciągle gotowi do prowadzenia rozmów – powiedział szef niemieckiego MSZ.

– Moim zadaniem jest podjęcie każdej próby ponownego otwarcia kanałów rozmów, chociaż jest to trudne i czasami trzeba przeskoczyć samego siebie – oświadczył minister.

http://nczas.info/2026/09/27/nadszedl-czas-gdy-trzeba-rozmawiac-niemcy-robia-zwrot-w-polityce-wobec-rosji/

#niemcy #rosja

7

solidarność punktuje rząd popisu i nawołuje

Poniższe znalazłem na Śląskim dworcu. Czy to nie za późno i ta sama solidarność?

5

Gozdyra, Wilk i „interwencja” Hornej-Cieślak. „Pani nie ma żadnej wiedzy, a już przesądza sprawę”nczas.info

Zdjęcie

Agnieszka Gozdyra odniosła się w mediach społecznościowych do głośnej „interwencji” Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak, która poskutkowała m.in. czasowym umieszczeniem 3- i 4-letnich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej oraz tym, że rodzina straciła dach nad głową. Przedstawiony przez RPD przebieg zdarzeń odbiega od relacji rodziców dzieci. Głos zabrał m.in. mec. Jacek Wilk, punktując dziennikarkę Polsat News.

Przypomnijmy, że do „interwencji” RPD doszło w sierpniu na jednej z warszawskich ulic. Rzecznik miała zauważyć nieodpowiednie jej zdaniem zachowanie kobiety w stosunku do własnego dziecka, podeszła, zwróciła uwagę, a potem zaalarmowała służby. Dzieci trafiły po opiekę państwowej instytucji, sąd jednak uznał, że RPD nie miała racji i oddał dzieci rodzicom.

Przedstawiony przez matkę dzieci przebieg zdarzeń odbiega jednak od tego, o którym w mediach opowiada Horna-Cieślak. W rozmowie z Kanałem Zero kobieta mówiła m.in. o tym, że Horna-Cieślak miała robić ukrycia zdjęcia jej dzieciom, ale nie wyłączyła dźwięku w telefonie, czy o szarpaniu się z nią o drzwi do bloku, w którym mieszkała rodzina. Ponadto kobieta zaprzeczyła, jakoby miała używać niecenzuralnych słów pod adresem swojego dziecka. Przyznała, że kierowała wyzwiska, ale do Hornej-Cieślak.

W tej samej rozmowie rodzice dzieci odnieśli się także do wątku rzekomej przemocy w rodzinie. Kobieta przyznała, że założono jej tzw. niebieską kartę, ale „z powodów mieszkaniowych”. – Po prostu warunki mieszkaniowe były zbyt złe na to, żeby dzieci tam się wychowywały, rozwijały i przebywały – powiedziała, wyjaśniając, że chodzi o inne mieszkanie, w którym mieszkała z babcią i bratem. Dodała, że karta została założona około dwa lata temu i nie miało to żadnego związku z przemocą.

Z kolei mężczyzna przyznał, że kilka lat temu odsiedział wyrok za sprawę, która także nie miała żadnego związku z przemocą, ani z dziećmi. Podkreślał też, że nie miał nic wspólnego z tzw. niebieską kartą swojej partnerki.

„W 2024 w Polsce z powodu przemocy domowej zmarło 45 dzieci. W 2025 – 29 210 dzieci doznało przemocy domowej (dane Polskiej Policji). Danych nt. śmiertelności jeszcze nie ma. Ale te liczby wysadzają w kosmos twierdzenia, że dziecko ZAWSZE jest bezpieczniejsze i szczęśliwsze w domu, niż poza nim” – napisała na portalu X Agnieszka Gozdyra.

„To, co dzieje się wokół interwencji Moniki Hornej-Cieślak, w wielu przypadkach niewiele ma wspólnego z obroną dzieci, a zamieniło się w nagonkę na urzędniczkę” – grzmiała.

Dziennikarka odwołała się także do swojego programu z udziałem przedstawiciela policji oraz Agaty Bzdyn, z którego – jej zdaniem – „jasno wynika, że policja zrobiła wszystko, co powinna była zrobić zgodnie z przyjętym przez polityków prawem (#lexKamilek)”.

„Absolutna większość osób, które wyrokują w tej sprawie, nie ma wiedzy tej rodziny, jej sytuacji prawnej, niebieskich kart, przeprowadzek itp. Wypowiadają się albo po prostu robiąc politykę, albo unosząc świętym oburzeniem głównie po to, by zaistnieć w dyskusji” – stwierdziła.

Do jej wpisu odniósł się m.in. mec. Jacek Wilk. „Problem w tym, że to Pani nie ma żadnej wiedzy, a już przesądza sprawę.

Każdy praktyk od prawa rodzinnego Pani powie, że niebieska karta to nie jest żadna podstawa do odebrania dzieci, a założyć ją można każdemu – wystarczy donos (choćby jako tako uprawdopodobniony)” – wskazał.

„Dodam więcej:

– NIE MA PANI POJĘCIA:

– przeciwko komu była założona ta karta w tym przypadku

– na czyj wniosek

– w związku z czym (jakie konkretnie czyny i czyje)

A tak się składa, że nie z powodu dzieci…

I co Pani na to odpowie??

Niech zgadnę – pewnie nic. Jak zawsze” – podkreślił.

„A ile w tym samym czasie zamordowano dzieci dla wygody (aborcja na życzenie)?

Proszę sprawdzić – bo liczba, którą Pani wyżej przywołuje to UŁAMEK PROMILA SKALI PRAWDZIWEJ ZBRODNI” – dodał Wilk.

Słowa Gozdyry skomentował także Adam Gwiazda. „45 dzieci to 0,00068% ogółu dzieci w Polsce i 0,00085% tych do 14 roku życia. Każda śmierć niewinnego to tragedia, ale restrykcyjna kontrola rodziny w Polsce jest już wystarczająca. Nic więcej nie da się ani nie ma potrzeby robić. Ale rozumiem sposób argumentowania. Pozwoli on np. na całkowite zatrzymanie imigracji do Europy, gdzie odsetki ofiar są znacznie wyższe” – napisał.

„Czyli w rodzinach z powodu złego traktowania umiera 45 dzieci. To 0,00068% ogółu dzieci w Polsce. W tym okresie w pieczy zastępczej odnotowano co najmniej 4 zgony (poparzona Róża ze Słupska, Oskar z Warszawy etc.). To 0,005%. A i tak dane niepełne. Statystycznie większe prawdopodobieństwo śmierci pod kuratelą państwa niż w rodzinie” – skwitował.

http://nczas.info/2026/09/27/gozdyra-wilk-i-interwencja-hornej-cieslak-pani-nie-ma-zadnej-wiedzy-a-juz-przesadza-sprawe/

#gozdyra #rpd #dzieci #spierdolenie

8

Cziter vel @tk95 rozumiem, że w psychiatryku masz dostęp do komputera ale możesz wysyłać tylko paszkwile na Brauna i Konfederację? Czy też może jakaś terapia genowa, mk ultra czy inny szajs zrobiły ci z mózgu totalną papkę? Mamy cię uwolnić z zakładu? Mrugnij okiem jeśli tak Ekipa cię uwolni

6

1. "własna wioska z babciami, kuzynkami, siostrami"* jest darmowa i sam wśród swoich napierdalasz gromadnie pokrzywy 2. w przedszkolu musisz spać na pozwolenie od kapo obozowego (leżakowanie) 3. największą wadą przedszkola jest to że jest płatne i często daleko 3. inną wadą jest to że jesteś tam rzucony jak obcy pośród obcych (żadnego pokrewieństwa, żadnej znajomej twarzy) 3. jeszcze inną to to że nie masz "starszego brata/siostry" z którego możesz czerpać autorytet - tacy sami gówniarze jak ty i alfa i omega pani przeszkolanka/nauczycielka/dyrektorka (można to podciągnąć pod element tresowania chłopców pod posłuszeństwo babom) 3. przedszkola trochę formatują dzieciaki pod system (chociaż to nie ta skala indoktrynacji co późniejsze etapy, zwłaszcza studia potrafią całkowicie wymienić mózg - fenomen amerykańskich woke universytetów)

#wykop

W każdym razie dość wielowątkowy temat spłycony na wypoku do "hehe ty pewnie nie miałeś przedszkola - nie tak jak my - i skończyłeś jako przegryw na wykopie (razem z nami)"

*matka mogłaby nawet pracować 16 godzin dziennie każdego dnia - byle tylko była instytucja babci czy dziadka. ALE NIE MA, bo młodzi są wyrzucani dziesiątki i setki kilometrów od rodzinnych wsi.

5

Izraelski minister wezwał do wojny na Zachodnim Brzegukresy.pl

Minister finansów Becalel Smotricz powiedział, że izraelskie siły zbrojne powinny „pójść na wojnę” na okupowanym Zachodnim Brzegu i powtórzyć to, „co zrobiły w Strefie Gazy”.

Izraelski minister powiedział w wywiadzie dla Ynet News opublikowanym w niedzielę, że Izrael musi „wypowiedzieć wojnę w Judei i Samarii, aby zrobić tam to, co zrobiliśmy w Strefie Gazy, czyli zlikwidować Autonomię Palestyńską, która jest władzą terrorystyczną”. Smotricz użył nomenklatury, jaką wobec Zachodniego Brzegu Jordanu używają syjoniści.

Smotricz odpowiadał na pytanie o to, jak Izrael powinien zwalczać rosnące „napięcia pod względem bezpieczeństwa” na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Na głównym okupowanym terytorium palestyńskim wzmożeniu w bieżącym roku uległa nie tylko aktywność służb bezpieczeństwa i wojska, ale też przemoc ze strony mieszkańców nielegalnych osiedli żydowskich.

Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) odnotowało ponad 1330 ataków osadniczych na Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu od stycznia do końca lipca, średnio sześć dziennie, co jest najwyższą liczbą od około 20 lat.

Różne grupy osadników, często wspierane lub chronione przez izraelskich żołnierzy, atakowały Palestyńczyków na różne sposoby, w tym strzelając, oblegając domy i angażując się w inne formy przemocy na tle religijnym, które eksperci określają mianem „pogromów”.

W oświadczeniu wydanym w niedzielę palestyńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Uchodźców stwierdziło, że komentarze Smotricza wpisują się w kontekst polityki rządu Izraela, która obejmuje zabijanie i przesiedlanie Palestyńczyków, a także rozbudowę nielegalnych osiedli, konfiskatę ziemi i próby aneksji siłą.

Zachodni Brzeg Jordanu i wschodnią Jerozolimę Izraelczycy okupowali w 1967 roku. Rozpoczęli od razu akcję żydowskiego osadnictwa na tych terenach. Społeczność międzynarodowa sprzeciwia się budowie nowych osiedli, a zdecydowana większość państw i ONZ uznaje je za nielegalne. Dzisiaj około 700 tysięcy Żydów, 10 proc. populacji żydowskiej w Izraelu, żyje na tych dwóch obszarach obok 2,7 milionów rdzennych palestyńskich mieszkańców.

W 1995 r. Izrael i Palestyńczycy zatwierdzili w ramach drugiego porozumienia z Oslo funkcjonowanie na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazu Autonomii Palestyńskiej. Jednak główne palestyńskie terytorium podzielono na strefy A, B i C. Ta ostatnia, stanowiąca większość terytorium Zachodniego Brzegu znajduje się pod wyłączną kontrolą władz Izraela, w strefie B Izraelczycy mają formalnie kompetencje w dziedzinie bezpieczeństwie. Jedynie strefa A jest teoretycznie pod pełną administracją władz Autonomii Palestyńskiej, w praktyce jednak i tam Izraelczycy prowadzą swoje operacje jednostronnie.

W ubiegłym roku rząd Binjamina Netanjahu zapowiedział nasilenie kolonizacji Zachodniego Brzegu, a niektórzy ministrowie jego rządu wprost opisują ją jako środek niedopuszczenia do funkcjonowania niepodległego i zdolnego do życia państwa palestyńskiego.

Pod koniec sierpnia bieżącego roku władze Izraela ogłosiły budowę nowego osiedla dla żydowskich kolonistów.

http://kresy.pl/wydarzenia/izraelski-minister-wezwal-do-wojny-na-zachodnim-brzegu/

#zydzi #palestyna #gaza #zachodibrzeg #mordercy #ludobojstwo

5

Media: Ukraiński nożownik z Jarosławia był wcześniej notowany w Niemczech i Czechachkresy.pl

31-letni obywatel Ukrainy Ihor M., podejrzany o śmiertelny atak nożem w Jarosławiu, był wcześniej znany zagranicznym służbom. W Czechach został uznany za osobę niepożądaną, a w Niemczech był notowany po incydencie z udziałem policji.

Jak poinformowała w sobotę „Rzeczpospolita”, Ihor M. od około czterech lat przebywał poza Ukrainą. Wcześniej próbował przedostać się przez Polskę do Czech. „Czeskie służby złapały go na nielegalnym przekroczeniu granicy i wpisały go do swojego systemu jako osobę niepożądaną” – przekazało gazecie źródło w służbach.

W 2022 roku Ukrainiec trafił do Niemiec, gdzie mieszkał przez kolejne lata. Według ustaleń dziennika jeszcze w sierpniu tego roku doszło tam do incydentu z jego udziałem.

„Był tam notowany za zachowania polegające na niewykonywaniu poleceń – stawianiu oporu niemieckim funkcjonariuszom. Czego dotyczyła ta sytuacja, na czym to dokładnie polegało, nie mamy takiej wiedzy. Informacje od strony niemieckiej są skrótowe” – powiedziało źródło „Rzeczpospolitej”.

Nowe informacje pojawiły się po decyzji Sądu Rejonowego w Jarosławiu, który w sobotę zastosował wobec Ihora M. trzymiesięczny tymczasowy areszt. Ze względu na stan mężczyzny areszt będzie wykonywany w warunkach szpitalnych.

„Niewątpliwie jest to placówka medyczna dysponująca oddziałem o wzmocnionym zabezpieczeniu” – poinformowała prokurator Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Do ataku doszło w czwartek tuż przed rozpoczęciem Mszy świętej. Ukrainiec zaatakował nożem trzech księży oraz dwoje wiernych. Jeden z duchownych zmarł po przewiezieniu do szpitala.

31-letni obywatel Ukrainy został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Śledztwo dotyczące okoliczności ataku prowadzi Prokuratura Okręgowa w Przemyślu.

http://kresy.pl/wydarzenia/media-ukrainski-nozownik-z-jaroslawia-byl-wczesniej-notowany-w-niemczech-i-czechach/

#ukraincy #Polska #przestepczosc #bandytyzm

6

Szwajcarzy nie utwardzą swojej neutralnościkresy.pl

Zdjęcie

W niedzielę Szwajcarzy odpowiadali na dwa pytania referendalne, z których jedno dotyczyło ewentualnego twardszego obwarowania neutralnego statusu ich państwa.

Obywatele górskiego państwa, uważanego za modelowo neutralne mieli zdecydować nad formalnym utwierdzeniem tego modelu. Inicjatorem tego referendum było Stowarzyszenie Pro Schweiz. Portal Deutsche Welle określa organizację jako tworzoną przez osoby powiązane ze Szwajcarską Partią Ludową, prawicowe stronnictwo o suwerennistycznym i antyimigracyjnym charakterze.

Propozycja zakładała nadanie obecnej neutralności bardziej trwałego i bardziej restrykcyjnego charakteru, który nie pozwalałby władzy wykonawcze przyłączania się nawet do sankcji innego państwa wobec państwa trzeciego, a jedynie do sankcji zatwierdzonych przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

Propozycja zakładała nieprzystępowanie Szwajcarii do żadnych sojusz, nawet tych określających się jako defensywne, chyba że w warunkach ataku na samą Szwajcarię.

Ewentualna akceptacja oznaczałaby konieczność wycofania się Szwajcarii z antyrosyjskich sankcji, jakie nałożone zostały w ramach współpracy z NATO i Unią Europejską.

Takie konieczności jednak nie będzie. Według wstępnych wyników głosowania inicjatywę neutralistyczną poparło tylko 29,8 proc. głosujących. Frekwencja wyniosła 47 proc.

W czerwcu Szwajcarzy odrzucili w referendum ideę ustalenia limitu populacji kraju, jako środka zablokowania imigracji do niego.

http://kresy.pl/wydarzenia/szwajcarzy-nie-utwardza-swojej-neutralnosci/

#szwajcaria #referendum

6

Izraelski dziennik krytykuje upamiętnianie Treblinki. Pisze o „katolicyzacji” i braku podkreślenia „żydowskiego charakteru”kresy.pl

Izraelski dziennik „Haaretz” krytykuje sposób upamiętniania ofiar niemieckich obozów Treblinka I i Treblinka II. Medium pisze o „katolicyzacji” i braku podkreślenia „żydowskiego charakteru”.

Materiał o „katolicyzacji” Treblinki ukazał się 22 września w izraelskim dzienniku „Haaretz” Jednym z punktów sporu są krzyże znajdujące się w rejonie Treblinki I. Według relacji izraelskiego dziennika część badaczy uważa, że ich obecność zbyt mocno eksponuje katolicki wymiar upamiętnienia. Międzynarodowa Rada Treblinki nie domaga się jednak ich usunięcia, lecz mocniejszego zaakcentowania pamięci o żydowskich ofiarach.

Dyrektor Muzeum Treblinka Edward Kopówka stwierdził, że przestrzeń Treblinki I wymaga czytelniejszego i godnego upamiętnienia ofiar żydowskich.

krytyka dotyczy także pomnika Jana Maletki, kolejarza zamordowanego przez Niemców w 1942 roku. Według Instytutu Pileckiego Maletka miał zostać zastrzelony podczas próby podania wody Żydom deportowanym do Treblinki. Muzeum podaje jednak, że identyfikacja zabitego kolejarza nie jest całkowicie pewna. Wśród zachowanych źródeł znajdują się m.in. akt zgonu Maletki oraz relacje świadków.

W artykule przypomniano również świadectwa mówiące o mieszkańcach okolic Treblinki, którzy mieli sprzedawać deportowanym Żydom wodę w zamian za pieniądze, złoto lub kosztowności. Muzeum podkreśla, że również ten aspekt historii powinien być przedstawiany bez przemilczeń, ale nie należy go automatycznie łączyć z oceną konkretnej osoby.

Kolejnym przedmiotem sporu są kamienie z nazwami Jedwabne i Radziłów. Międzynarodowa Rada Treblinki postuluje ich usunięcie, wskazując, że większość Żydów z tych miejscowości została zamordowana na miejscu, a nie w Treblince. Muzeum przypomina jednak, że kamienie ustawiono w latach 90. z inicjatywy organizacji żydowskiej i za zgodą twórców istniejącego upamiętnienia.

Placówka proponuje, by zamiast usuwać te elementy, dokładnie wyjaśnić ich znaczenie, tak aby zwiedzający nie odnosili wrażenia, że ofiary Jedwabnego i Radziłowa zginęły właśnie w Treblince.

http://kresy.pl/wydarzenia/izraelski-dziennik-krytykuje-upamietnianie-treblinki-pisze-o-katolicyzacji-i-braku-podkreslenia-zydowskiego-charakteru/

#zydz #treblinka #obozykoncentracyjne #iiiwojnaswiatowa #Polska

6

Ale patyka znalazłem. Nawet ma „celownik”. Nic tylko się w wojnę bawić.

#takietam

7

- W Ministerstwie Rolnictwa organizowany jest pokaz mody

- Jako modelka występuje na nim minister kultury Marta Cienkowska (ta od prywatyzacji publicznych pieniędzy metodą na spacery dendrologiczne), bo jej ministerstwo dofinansowało imprezę – tak się spełnia marzenia.

-Pokaz mody jest wsparciem dla „twórców z doświadczeniem migracji”, czyli przekładając z lewackiego na polski dla kolonizatorów zasiedlających Polskę.

-Czego nie rozumiesz?

Zdjęcie

http://zero.pl/news/cienkowska-paradowala-w-pokazie-mody-stanowski-wszyscy-zdrowi

#cienkowska #moda #nachodzcy #zlodziejstwo #lewicamozgu

24

„W Ukrainie” czy „na Ukrainie” i inne wydumane problemy. Korwin-Mikke broni języka polskiegox.com

Zdjęcie

W Ukrainie czy na Ukrainie? – to wciąż dla wielu problem, jednak całkowicie wydumany. Janusz Korwin-Mikke celnie wskazuje, że rezygnujemy z języka polskiego tam, gdzie ten język jest naturalny i świetnie sobie radzi, a ulegamy politycznej poprawności i komunistycznej nowomowie. W wpisie na X nestor polskiej prawicy wolnościowej przypomina, że zamiast sowieckiego Zaporoża i Iwano-Frankowska polszczyzna ma właściwe i pierwotne nazwy tych miast: Aleksandrowsk i Stanisławów, tak jak zamiast Kaliningradu – Królewiec. Niestety problem jest szerszy, bo dotyczy nie tylko nazw miejscowości.

Janusz Korwin-Mikke na X napisał:

„Ukraińcy dzielnie bronią Orzechowa. Rosjanie buńczucznie zapowiadają, że pod koniec roku dojdzie do bezpośredniej walki o Aleksandrowsk (chwilowo „Zaporoże”)…

Jak zamiast komunistycznego „Kaliningrad” zawsze pisałem po polsku „Królewiec” to patrzono na mnie, jak na zbrodniarza. Gdy zamiast komunistycznego „Zaporoże” czy „Iwano-Frankowsk” piszę „Aleksandrowsk” i „Stanisławów” – to znów jestem zbrodniarzem. Niektórzy są bardziej przywiązani do ukraińskości i komunizmu, niż do polszczyzny.”

http://x.com/JkmMikke/status/2104076064444309643

Janusz Korwin-Mikke słusznie zauważa, że skoro nazwa Królewiec nie obraża historii i geografii, to na tej samej zasadzie nazwa Stanisławów nie jest aktem wrogości. Niestety problem jest szerszy niż tylko nazwy miejscowości.

W Ukrainie czy na Ukrainie? Klitschko czy Kłyczko? Polszczyzna zna odpowiedź

Język polski od stuleci transkrybuje rusiński alfabet lepiej niż nowomowa politpoprawnych redakcji. Formy gramatyczne takie jak „na Ukrainie” wynikają z tradycji historyczno-językowej, a nie z podważania czyjejś państwowości. Setki lat zachodnia Ruś była częścią Rzeczpospolitej, o tym, że należymy do wspólnej rodziny językowej, nie wspominając.

Po polsku mówimy na Ukrainie, na Węgrzech, na Słowacji i na Litwie – i nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że tym samym kwestionujemy suwerenność Kijowa, Budapesztu, Bratysławy czy Wilna.

Tymczasem po 2022 roku część mediów, niczym na komendę, zaczęła pisać „w Ukrainie”, bo tak każe poprawność polityczna. Jednak to nie jest żaden szacunek dla tożsamości sąsiada, tylko lęk przed opinią salonów, które zmieniają język na polityczne zamówienie.

Podobnie jest z pisownią imion i nazwisk ukraińskich. Braci Kłyczko media uporczywie zapisują „Kliczko”, jakby polszczyzna nie umiała oddać wymowy cyrylicy.

Nazwisko prezydenta Ukrainy powinniśmy zapisywać Zelenski, przez L, a nie Zełenski przez Ł, bo to nazwisko pochodzi od koloru zielonego, po ukraińsku fonetycznie zeleny – tam nie ma Ł, wystarczy posłuchać jak wymawiają to nazwisko Ukraińcy. A imię Włodzimierz też nie musi być Volodymyrem.

Angielska kalka Zelenskyy czy Klitschko w polskim tekście wygląda jak kapitulacja własnego alfabetu przed Waszyngtonem i Londynem (dlaczego nie piszemy Washington czy London? – brak konsekwencji). Polski czytelnik zasługuje na polską pisownię, nie na kalkę z agencji Reutera.

Zmiana nazwy to ten sam chwyt, co wysiedlenie

Komuniści lubili zmieniać nazwy, bo to wykorzenia ludzi z historii, tradycji i kultury, a bez tego nie istnieją narody. Nowa tabliczka urywa odniesienia, kasuje konteksty, wprowadza nowomowę, w której nazwa nie ma już rodowodu, tylko nowy numer w planie pięcioletnim.

Gdy Stanisławów staje się Iwano-Frankowskiem, a Królewiec Kaliningradem, znika nie tylko dźwięk, ale przede wszystkim pamięć, kto tu mieszkał, kto fundował kościół, kto handlował, kto zginął. Bez pamięci łatwiej sterować ludźmi i narzucać im nowy światopogląd – skoro nazwa jest nowa, historia też może być napisana na nowo. Tak działo się także w PRL po 1945 roku – np. Katowice w latach 1953/56 nosiły nazwę Stalinogród.

Na tej samej zasadzie komuniści przesiedlali wielkie grupy ludzi. Zrywali ciągłość pokoleń, rozbijali wspólnoty, mieszali dialekty, parafie i cmentarze, by sąsiad nie pamiętał sąsiada, a wnuk nie umiał powtórzyć opowieści dziada i wskazać miejsc, kontekstów i relacji. Zmiana nazwy działa identycznie, tylko taniej – nie trzeba wagonów i funkcjonariuszy, wystarczy mapa i rozporządzenie.

Dlatego Korwin pyta, czemu za polskie nazwy znów jest „zbrodniarzem”, bo część internetowego komentariatu bardziej lgnie do sowieckich tabliczek i importowanej nowomowy niż do własnego języka.

Język polski nie jest reliktem i narzędziem w rękach politpoprawnych totalniaków. Jest narzędziem precyzji i pamięci. Kto pisze „na Ukrainie”, Kłyczko czy Zelenski, nie atakuje Kijowa tylko zachowuje tożsamość polszczyzny przed sezonową modą. A moda, jak wiadomo, zawsze mija, natomiast język to jeden z fundamentów kultury i narodowej wspólnoty.

Warto o tym pamiętać, zanim kolejna redakcja każe nam pisać po angielsku, ukraińsku czy innym politycznie poprawnym niby-języku.

http://nczas.info/2026/09/27/w-ukrainie-czy-na-ukrainie-i-inne-wydumane-problemy-korwin-mikke-broni-jezyka-polskiego/

#korwinmikke #korwin #jezykpolski #Polska

14