SZOSZONY ZAMARZAJĄ! - Pilna pomoc Polski dla Ukrainy. Decyzję podjął premier Tusk. „W obliczu dramatycznej sytuacji”nczas.info

Zdjęcie

Szef rządu warszawskiego premier Donald Tusk podjął decyzję o skierowaniu pilnej pomocy do Kijowa. Do stolicy Ukrainy trafią generatory i nagrzewnice. „Agregaty i nagrzewnice pomogą ludności cywilnej w przetrwaniu zimy” – informuje resort.

„W obliczu dramatycznej sytuacji na Ukrainie, gdzie blisko 60 proc. Kijowa pozostaje bez prądu, decyzją Premiera Donalda Tuska na Ukrainę trafią urządzenia chroniące ludność cywilną przed skutkami mrozów” – przekazano w komunikacie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

„379 generatorów prądu oraz 18 nagrzewnic z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Ze środków unijnych przekazane zostanie kolejne 447 generatorów prądu. Pomaga także Warszawa, która przekazuję 90 generatorów. Transporty ruszają do ukraińskich miast już dziś” – poinformował resort.

MSWiA przekazało, że cała operacja logistyczna została zaplanowana na kilka najbliższych dni, a flota łącznie kilkunastu ciężarówek rozpocznie dostawy już piątek. Pierwszy transport, składający się z czterech samochodów, wyruszy w piątek z magazynów w Leśmierzu w województwie łódzkim.

Kolejne etapy zaplanowano na początek przyszłego tygodnia. W poniedziałek z Kamienicy Królewskiej pod Gdańskiem wyjedzie 10 ciężarówek, a we wtorek z tego samego punktu wyruszy kolejnych pięć pojazdów. Ostatnia z zaplanowanych na ten tydzień grup samochodów wyjedzie w środę z Lisowic w okolicach Wrocławia.

Równolegle, w ramach mechanizmów europejskich, Polska koordynuje przekazanie kolejnych 447 generatorów prądu. Wsparcie zaoferowało także miasto stołeczne Warszawa, które przekazało 90 agregatów. Transport sprzętu przekazanego przez Warszawę zapewni Państwowa Straż Pożarna.

Przypomnijmy, że w środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał, że po wtorkowych atakach Rosji na obiekty energetyczne w Kijowie prawie 60 proc. budynków jest bez prądu, a około 4 tys. budynków pozostaje bez ogrzewania.

We wtorek mer stolicy Ukrainy Witalij Kliczko w rozmowie z AFP podał, że około 600 tys. osób opuściło Kijów od 9 stycznia, gdy zaapelował do mieszkańców o tymczasową ewakuację z miasta. Po zmasowanych rosyjskich atakach połowa budynków w Kijowie została pozbawiona ogrzewania – dodał.

http://nczas.info/2026/01/23/pilna-pomoc-polski-dla-ukrainy-decyzje-podjal-premier-tusk-w-obliczu-dramatycznej-sytuacji/

#Polska #ukraina

9

Niemiecki polityk żąda od Polski 1,3 biliona euro za Nord Streamkresy.pl

Deputowany AfD Kay Gottschalk zapowiedział dochodzenie wobec Polski roszczeń w wysokości 1,3 bln euro za domniemany „współudział w wysadzeniu Nord Stream”. Deklaracja padła w mediach społecznościowych.

Deputowany Bundestagu z ramienia Alternatywy dla Niemiec Kay Gottschalk oświadczył, że Polska powinna wypłacić Niemcom 1,3 bln euro reparacji za rzekomy „współudział w wysadzeniu Nord Stream”. Polityk zapowiedział, że będzie zabiegał o te roszczenia, jeśli obejmie funkcję ministra finansów.

Gottschalk opublikował wpis o tej treści na platformie X, wskazując, że wskazana kwota „powinna wystarczyć jako reparacje za współudział w wysadzeniu Nord Stream”. Dodał, że „pierwszą decyzją urzędową jako ministra finansów będzie dochodzenie tych roszczeń od Polski”.

To kolejna wypowiedź polityka AfD odnosząca się do Polski w kontekście zniszczenia gazociągów Nord Stream. W październiku, po tym jak polski sąd odmówił ekstradycji do Niemiec Wołodymyra Żurawlowa, podejrzewanego o udział w wysadzeniu infrastruktury, Gottschalk oskarżył Polskę o „bycie wspólnikiem terrorystów”. Wówczas wzywał także do podjęcia działań odwetowych, w tym do wstrzymania środków unijnych dla Polski.

Kay Gottschalk należy do czołowych postaci Alternatywy dla Niemiec. Mandat deputowanego Bundestagu sprawuje nieprzerwanie od 2017 roku, a w klubie parlamentarnym partii pełni funkcję rzecznika do spraw polityki finansowej. Jest także jednym ze współzałożycieli AfD, która powstała w 2013 roku.

W ubiegłym roku Gottschalk uczestniczył w wyjeździe delegacji AfD do Stanów Zjednoczonych, gdzie politycy partii spotykali się ze środowiskami związanymi z Partią Republikańską oraz z byłym prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Przypomnijmy, że Tino Chrupalla, współprzewodniczący niemieckiej prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), stwierdził, że Rosja pod rządami prezydenta Władimira Putina nie stanowi zagrożenia dla Niemiec, za to Polska może być potencjalnym zagrożeniem.

W wywiadzie udzielonym niemieckiej telewizji publicznej, Chrupalla powiedział: „Putin nic mi nie zrobił. Nie widzę żadnego zagrożenia dla Niemiec ze strony Rosji w tej chwili”. Następnie wskazał na Polskę jako kraj, który może stanowić poważne zagrożenie. „Weźmy Polskę, na przykład” – dodał, nawiązując do odmowy ekstradycji obywatela Ukrainy, którego niemieckie władze podejrzewają o udział w sabotażu rurociągów Nord Stream w 2022 roku. „Polska może również stanowić zagrożenie dla nas” – stwierdził.

http://kresy.pl/wydarzenia/niemiecki-polityk-zada-od-polski-13-biliona-euro-za-nord-stream/

#niemcy #Polska

8

Oto najstarszy klasztor w Polsce – przetrwał wojny, rozbiory i kasatynational-geographic.pl

http://www.national-geographic.pl/traveler/kierunki/cuda-polski-opactwo-benedyktynow-w-tyncu/

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to jedno z najważniejszych miejsc sakralnych i historycznych w Polsce. Położone na malowniczym wapiennym wzgórzu nad Wisłą, opactwo powstało w XI wieku i jest najstarszym funkcjonującym klasztorem benedyktyńskim w kraju. W ciągu prawie tysiąca lat przechodziło przez zniszczenia, odbudowy i przemiany, by dziś stać się popularnym celem pielgrzymek, turystyki kulturowej oraz miejscem kontemplacji i zwiedzania.

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to nie tylko najstarszy klasztor w Polsce, ale także jedno z najcenniejszych miejsc dziedzictwa religijnego i kulturowego w kraju. Położone na malowniczym wzgórzu nad Wisłą w zachodniej części Krakowa, opactwo tynieckie od XI wieku pełniło kluczową rolę duchową, edukacyjną i obronną. Przez stulecia przetrwało najazdy tatarskie, wojny i okres kasaty, by dziś służyć jako miejsce kontemplacji, turystyki religijnej oraz zwiedzania architektonicznego. Bogata historia, wyjątkowa architektura romańska i barokowa, a także życie według reguły świętego Benedykta czynią z Tyńca obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto interesuje się dziedzictwem benedyktynów w Polsce.

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu sięga czasów odbudowy polskiej państwowości po najazdach i kryzysie lat 40. XI wieku. Opactwo w Tyńcu zostało prawdopodobnie założone około 1044 roku z inicjatywy Kazimierza I Odnowiciela, który sprowadził zakonników benedyktyńskich z zachodu Europy jako element wzmocnienia struktur kościelnych i kulturalnych. Usytuowanie klasztoru na wysokim wzgórzu nad Wisłą miało nie tylko znaczenie religijne, ale też strategiczne – kontrolowało szlaki handlowe i wodne prowadzące do Krakowa.

Według przekazów pierwszym opatem był Aaron, późniejszy biskup Krakowa, co świadczy o wyjątkowym znaczeniu tego miejsca już od samego początku. Opactwo tynieckie szybko stało się jednym z głównych centrów duchowych w Polsce, a jego klasztor — jednym z najważniejszych ośrodków benedyktyńskich w Europie Środkowej. To jeden z ciekawszych przykładów rozwoju zakonów w średniowieczu.

Na przestrzeni wieków opactwo benedyktynów w Tyńcu doświadczyło wielu dramatycznych wydarzeń. Najazd tatarski w 1259 roku niemal doszczętnie zniszczył zabudowania klasztorne. Odbudowywano je przez kolejne dekady, a zakonnicy kontynuowali działalność mimo licznych trudności. W okresie potopu szwedzkiego klasztor został splądrowany i spalony, a w czasach konfederacji barskiej służył jako ważna twierdza obronna, co dziś tłumaczy jego masywne mury i rozmieszczenie.

Ciekawostką jest, że przez pewien czas benedyktyni prowadzili tu także szkołę klasztorną oraz skryptorium, w którym kopiowano manuskrypty i kroniki — część z nich przetrwała do dziś. W epoce zaborów, w 1816 roku, opactwo zostało skasowane przez władze austriackie, a mnisi musieli opuścić klasztor. Przez kolejne dziesięciolecia budowla popadała w ruinę, służąc m.in. jako magazyn i budynek świecki.

Dopiero w 1939 roku benedyktyni oficjalnie powrócili do Tyńca, podejmując trud odbudowy duchowego i kulturowego dziedzictwa tego miejsca. Dziś opactwo tynieckie nie tylko pełni funkcję klasztoru, ale także centrum edukacyjnego, wydawniczego i turystycznego, a jego mury są żywym świadkiem ponad 950 lat historii Polski.

Architektura i zabytki opactwa

Opactwo w Tyńcu to fascynujący przykład architektonicznej ewolucji sakralnych budowli w Polsce. Przez niemal tysiąc lat swojej historii łączyło i przekształcało style, zachowując elementy średniowiecznej architektury romańskiej, gotyckiej oraz barokowej. Obecny wygląd kompleksu klasztornego jest efektem wielowiekowych przebudów, odbudów po zniszczeniach oraz adaptacji do zmieniających się potrzeb liturgicznych i obronnych.

reszta pod linkiem

#historia #historiapolski #polska

9

Gwałty, rabunki i zniszczenia. Wkroczenie Armii Czerwonej do Olsztynakresy.pl

22 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Olsztyna, kończąc niemiecką kontrolę nad tym miastem.

Położone w północno-wschodnich Prusach Wschodnich ziemie Warmii i Mazur były stopniowo zajmowane od połowy stycznia 1945 roku. 13 stycznia rozpoczęła się sowiecka ofensywa na Prusy Wschodnie, której celem było odcięcie i rozbicie niemieckich sił w regionie. Olsztyn był pierwszym większym miastem zdobytym przez Armię Czerwoną na tym odcinku frontu.

„Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”

Wejście wojsk radzieckich do Olsztyna miało dramatyczne konsekwencje dla ludności cywilnej. W pierwszych tygodniach po zajęciu miasta doszło do fali gwałtów, mordów, rabunków i grabieży, które objęły zarówno samo miasto, jak i okoliczne miejscowości. Skala przemocy była bezprecedensowa.

„Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać. […] Widziałam, jak dziewczyna, córka kowala, 19-letnia, przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana” — wspominała mieszkanka Okręgu Mazurskiego moment wkroczenia czerwonoarmistów w 1945 roku.

W pierwszych dniach pobytu w Olsztynie żołnierze Armii Czerwonej dopuścili się także wyjątkowo brutalnych zbrodni. Zamordowani zostali pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kortowie, a także chorzy oraz siostry zakonne sprawujące nad nimi opiekę w szpitalu mariackim, mieszczącym się w gmachu dzisiejszego szpitala miejskiego.

Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, sowieccy żołnierze rabowali mienie, zabijali mieszkańców i podpalali budynki. Gdy 17 lutego 1945 roku do miasta dotarła pierwsza grupa polskich kolejarzy, olsztyński dworzec kolejowy wciąż płonął.

Przemoc nie była wyłącznie skutkiem chaosu wojennego. Dowódca 3. Front Białoruski, generał Iwan Czerniachowski, otwarcie formułował założenia brutalnej polityki okupacyjnej, stwierdzając: „Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Hasło to interpretowano jako odwet za zbrodnie niemieckie popełnione na terytorium Związku Sowieckiego. W praktyce represje dotykały nie tylko Niemców, lecz także Warmiaków, Mazurów oraz Polaków przybywających do miasta w kolejnych tygodniach.

Skala bezkarności żołnierzy sowieckich była na tyle duża, że zwracali na nią uwagę nawet przedstawiciele tworzącej się administracji komunistycznej. Jesienią 1945 roku kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie przyznawał, że poważnym problemem pozostają masowe napady grup żołnierzy Armii Czerwonej, połączone z rabunkami i zabójstwami.

Olsztyn został formalnie przekazany władzom polskim dopiero 23 maja 1945 roku. Przez cały okres pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej a ustanowieniem polskiej administracji w mieście utrzymywały się przemoc, grabież i niszczenie mienia. Straty materialne były ogromne — w pierwszym półroczu 1945 roku zniszczeniu uległo wiele budynków, a miasto zostało w znacznym stopniu ogołocone i wyludnione.

Z pogromów i aktów dewastacji dokonanych przez czerwonoarmistów ocalały kościoły, co ks. Jan Hanowski wynegocjował z sowieckim dowództwem. Nietknięty pozostał również olsztyński zamek.

„Olsztyn odnotował w swej historii wypadki, których następstwa zmieniły jego oblicze. Dochodziło do epidemii, klęsk żywiołowych, okupacji i rabunków ze strony obcych wojsk. Wiele zła ludności i miastu wyrządzili na przykład w 1807 roku żołnierze Napoleona. Wcześniejsze wydarzenia wojenne nigdy nie były jednak tak gwałtowne i tragiczne jak te z 1945 roku” — podkreśla Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.

Mimo tych doświadczeń w powojennych latach władze komunistyczne konsekwentnie promowały narrację o „wyzwoleniu” Olsztyna przez Armię Czerwoną. Jej symbolem stały się pomniki i oficjalne uroczystości mające podkreślać wdzięczność wobec Związku Sowieckiego. Relacje świadków oraz badania historyczne wskazują jednak, że wydarzenia z początku 1945 roku pozostawiły trwałą traumę w pamięci mieszkańców Olsztyna i całego regionu.

http://kresy.pl/kresopedia/gwalty-rabunki-i-zniszczenia-wkroczenie-armii-czerwonej-do-olsztyna/

#iiwojnaswiatowa #zsrr #bolszewicy #gwalt #mordercy #Polska #historia

11

POPiS i reszta kure... na smyczy korporacji jednak się mylili. 🤡🌍

#covid19 #oszustwo #polska

☠️💉⚠️

13

Sprzeciw wobec judaizacji KUL!

Część pracowników, absolwentów, doktorantów i studentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II wystosowała list otwarty, w którym skrytykowała działania władz uczelni dotyczące relacji chrześcijaństwa z judaizmem. Autorzy pisma zakwestionowali praktykę łączenia katolickiej celebracji adwentu z żydowską Chanuką oraz teologiczne tezy głoszone przy okazji tych wydarzeń.

Impulsem do wystąpienia był grudniowy obchód Chanuki na KUL, któremu towarzyszyło stanowisko Koła Naukowego Teologów uczelni. W opublikowanym dokumencie podkreślano, że „bez judaizmu nie ma chrześcijaństwa” oraz że chrześcijaństwo „wyrosło z judaizmu jak gałąź z pnia”. Sygnatariusze listu uznali te sformułowania za błędne zarówno historycznie, jak i teologicznie, wskazując, że nie należy utożsamiać judaizmu z religią starotestamentalną.

List został skierowany do Wielkiego Kanclerza KUL, abpa Stanisława Budzika oraz rektora uczelni, ks. prof. Mirosława Kalinowskiego. Autorzy podkreślili, że wydarzenia łączące adwent z Chanuką nie odbywają się w imieniu całej społeczności akademickiej i nie wyrażają jej wspólnych poglądów religijnych. Pod pismem podpisało się 37 osób związanych z uczelnią. Słów poparcia jest jednak wiele więcej zarówno wśród studentów, jak i absolwentów KUL.

Sygnatariusze wyrazili oburzenie wobec – jak to określili – synkretycznej narracji, która ich zdaniem prowadzi do religijnego indyferentyzmu i jest sprzeczna z katolicką doktryną o wyłącznym, zbawczym charakterze chrześcijaństwa. W liście podkreślono, że dialog międzyreligijny nie może podważać „świętości wiary” ani jej nadprzyrodzonego charakteru.

Autorzy odnieśli się również do sytuacji międzynarodowej, wskazując na cierpienia ludności cywilnej w Strefie Gazy, w tym chrześcijan, i uznali, że tym bardziej nieuzasadnione jest – ich zdaniem – patronowanie przez katolicki uniwersytet wydarzeniom o charakterze niekatolickim. W konkluzji zaapelowali o reakcję władz uczelni i uporządkowanie zasad patronatu nad wydarzeniami organizowanymi na KUL, tak aby nie budziły one zgorszenia wśród wiernych i wątpliwości co do zgodności z misją statutową uniwersytetu.

#politka #politycy #politykaspoleczna #polska

26

ZASKOCZENIE? - Ukraińcy tworzą poradnik, jak donosić na Polaków. Pomoże resort Żurkanczas.info

Ukraińscy dyplomaci, przy wsparciu polskiego wymiaru sprawiedliwości pod batutą Waldemara Żurka, pracują nad instrukcją dla obywateli Ukrainy mieszkających nad Wisłą. Dokument ma pokazywać krok po kroku, jak donosić na Polaków. Oficjalnie chodzi o „radzenie sobie z rosnącą falą nienawiści i aktami agresji”.

Wasyl Bodnar, ambasador Ukrainy w Polsce, zapowiedział w serwisie mezha.net, że już za kilka tygodni światło dzienne ujrzy specjalny przewodnik. Jego celem – jak głosi oficjalna propaganda – jest edukacja obywateli Ukrainy w zakresie ich praw oraz metod obrony w sytuacjach kryzysowych.

W praktyce chodzi o donoszenie na Polaków. W poradniku będzie krok po kroku opisane, jak reagować i jakie kroki prawne podjąć w przypadku spotkania się z „wrogością”.

„Z naszej strony pracujemy nad stworzeniem poradnika dla obywateli Ukrainy, jak zachowywać się w sytuacjach kryzysowych, w przypadku nienawiści lub przejawów agresji, ponieważ wiele osób nie wie, jak się bronić w ramach polskiego prawa” – wyjaśnia ambasador Bodnar.

Ukraiński ambasador ujawnił, że w tworzeniu poradnika będą pomagać prawnicy współpracujący z polskim wymiarem sprawiedliwości.

Bodnar kreśli narrację, że decyzja o stworzeniu poradnika to pokłosie obserwowalnej zmiany nastrojów społecznych. Polacy coraz mniej akceptują przywileje nadane przez Polsce Ukraińcom po rosyjskiej agresji.

Sprawę skomentował Paweł Usiądek z Konfederacji. „Jeśli Polacy pytają, kto finansuje leczenie, edukację i świadczenia dla cudzoziemców, to nie jest mowa nienawiści. To elementarna debata o funkcjonowaniu państwa. Tymczasem zamiast rozmowy o granicach solidarności, powstaje narracja, w której Polacy mają być potencjalnym zagrożeniem, a cudzoziemcy grupą wymagającą szczególnej ochrony i instruktażu” – pisze.

„Ten przypadek pokazuje szerszy problem. Polska z kraju goszczącego i pomagającego staje się przestrzenią, w której cudzoziemcy są systemowo chronieni przed społeczną krytyką, a obywatele są moralnie dyscyplinowani i straszeni etykietą „nienawiści”. Tą sama drogą szła wielka Brytania. Skończyło się bezkarnością gangów pedofilskich, których nie chciała ścigać nawet policja, obawiając się zarzutów o rasizm. Jeśli państwo nie zacznie jasno stawiać granic, nie odzyska kontroli nad polityką migracyjną i nie przywróci równowagi między prawami gości a prawami własnych obywateli, napięcia będą tylko narastać. Poradniki tego nie rozwiążą” – dodaje Usiądek.

http://nczas.info/2026/01/22/ukraincy-tworza-poradnik-jak-donosic-na-polakow-pomoze-resort-zurka/

#Polska #ukraina #zurek

22

5 baniek za kawę od Orlenu z własnych środków gdy w Polsce upada system zdrowotny 🤡🌍

#wosp #orlen #polska

24

Biologiczny ojciec bez praw. Jego dziecko trafi na Ukrainę przez bierność państwa.

Historia 42 letniego Sebastiana z Raciborza pokazuje brutalną prawdę o polskim prawie rodzinnym. Mężczyzna, który jest biologicznym ojcem dziecka, został przez system zepchnięty na margines, pozbawiony kontaktu z córką i możliwosci obrony swoich praw. Testy DNA jednoznacznie potwierdzają jego ojcostwo, a mimo to od ponad roku nie widział własnego dziecka. Państwo w tej sprawie stoi po stronie formalnej fikcji, a nie biologicznej i emocjonalnej rzeczywistości.

Matka dziecka wskazała jako ojca swojego nowego męża, a on podpisał się pod tym oświadczeniem. Prawo na to pozwala. Nie ma sankcji karnych, nie ma odpowiedzialności za świadome podanie nieprawdy w tak fundamentalnej sprawie jak ojcostwo. Adwokaci wprost przyznają, że kobieta może wskazać dowolnego mężczyznę, a biologiczny ojciec zostaje z niczym, dopóki nie przejdzie wieloletniej drogi sądowej. To systemowe przyzwolenie na krzywdę.

Pan Sebastian dowiedział się o narodzinach córki z mediów społecznościowych. Gdy rozpoczął walkę o dziecko, prokuratura przez ponad pół roku przetrzymywała sprawę, a on sam był traktowany wyłącznie jako świadek. Formalnie nie istnieje jako ojciec, więc nie ma prawa do informacji, decyzji ani kontaktu.

Najbardziej niepokojące są wypowiedzi matki dziecka. Wprost zapowiada wyjazd na Ukrainę, by uniemożliwić ojcu jakikolwiek kontakt z córką, nawet jeśli sąd potwierdzi jego ojcostwo. Prawo rodzinne okazuje się bezradne wobec takiego działania, a dziecko staje się narzędziem w sporze dorosłych.

W tej historii nie chodzi tylko o jednego mężczyznę. Chodzi o tysiące ojców, którzy zostali wyeliminowani z życia własnych dzieci przez wadliwe przepisy i urzędniczą obojętność. Biologiczne ojcostwo nie daje dziś realnej ochrony. Liczy się podpis, procedura i wygoda jednej strony. Dobro dziecka jest tylko hasłem, które znika w zderzeniu z praktyką. Państwo, które nie chroni prawa dziecka do obojga rodziców i prawa ojca do relacji z własnym dzieckiem, samo produkuje dramaty, frustrację i poczucie niesprawiedliwości

#polska #polacy #politka #politycy #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainizacjapolski

15

Ukraińska spółka sięga po polskie „skarby”. Idzie po węgiel i metale ziem rzadkichnczas.info

Ukraińska spółka Coal Energy planuje uruchomienie wydobycia węgla na Górnym Śląsku oraz odzysk cennych metali ziem rzadkich. Surowiec ma trafiać głównie na eksport, wspierając ukraińskie fabryki i przemysł.

Coal Energy, spółka z ukraińskim kapitałem, która przed laty zarządzała dziesięcioma kopalniami w Donbasie, chce ponownie samodzielnie wydobywać.

Tym razem firma stawia na Polskę, a konkretnie na Górny Śląsk. Do tej pory holding działał u nas głównie jako dostawca usług dla sektora górniczego, ale teraz zamierza sięgnąć po własne zasoby. Przede wszystkim chce eksploatować złoża Bobrek-Miechowice. Prezes Wiktor Wiśniowiecki potwierdził, że przygotowania formalne są już na bardzo zaawansowanym etapie.

Spółka zamierza złożyć wniosek o koncesję na prace geologiczno-rozpoznawcze jeszcze w 2026 roku. Uzyskała już pozytywną opinię prawną, co oznacza, że firma ma realne szanse na uzyskanie wszystkich niezbędnych pozwoleń. Po uzyskaniu koncesji wydobywczej firma będzie mogła ubiegać się o komplet decyzji administracyjnych.

Ukraińcy nie planują masowej produkcji, lecz wydobycie węgla na stosunkowo niewielką skalę – od 12 do 25 tysięcy ton miesięcznie. Taka ilość surowca ma bez trudu znaleźć nabywców poza granicami Polski. Głównym kierunkiem eksportu ma być Ukraina, a konkretnie tamtejsi producenci cementu, cukru oraz ceramiki.

Coal Energy interesuje się także metalami ziem rzadkich. Wykorzystuje się je w produkcji elektroniki, samochodów elektrycznych oraz w sektorze zielonej energii. Polska, ze swoimi licznymi hałdami pogórniczymi, jest dla Ukraińców niezwykle atrakcyjnym terenem.

Choć ten kierunek jest obecnie na etapie wstępnych analiz, to w niedalekiej przyszłości może stać się głównym źródłem dochodu ukraińskiej firmy.

http://nczas.info/2026/01/21/ukrainska-spolka-siega-po-polskie-skarby-idzie-po-wegiel-i-metale-ziem-rzadkich/

#Polska #ukraina #wegiel

18

Jakbyście chcieli zobaczyć prawdziwego błazna. On się nie musi przejmować ogrzewaniem, bo "jego prezydent, Rafał Trzaskowski buduje linie metra".

http://jbzd.com.pl/obr/4372653/iq-99999999999999999999999999

Nie wiem nawet co tu się odwaliło

#polska #polityka #bekazlewactwo

18

Nawrocki dostał propozycję od Trumpa. Podobna oferta na stole w Budapeszcie, Moskwie i Mińskunczas.info

Zdjęcie

Prezydent Karol Nawrocki otrzymał od prezydenta Donalda Trumpa zaproszenie do udziału pracach Rady Pokoju – poinformował szef prezydenckiego BPM Marcin Przydacz. Będzie to przedmiotem rozmów ze stroną amerykańską w najbliższym czasie – dodał.

– Mogę potwierdzić, że prezydent Karol Nawrocki otrzymał zaproszenie do udziału w pracach tejże Rady od Donalda Trumpa – powiedział Przydacz na poniedziałkowym briefingu prasowym pytany o doniesienia portalu Onet o takim zaproszeniu.

Dodał, że „będzie to przedmiotem rozmów ze stroną amerykańską już w najbliższym czasie”.

– Co do finalnych decyzji proszę pozwolić, aby najpierw strona amerykańska poznała odpowiedź prezydenta RP – powiedział szef BPM.

Rzecznik MSZ Marcin Wewiór przekazał dziennikarzom w poniedziałek, że resort spraw zagranicznych pośredniczył w przekazaniu zaproszenia. „Mogę tylko potwierdzić, że MSZ pośredniczyło w przekazaniu zaproszenia adresowanego do pana prezydenta” – przekazał Wewiór.

Rada ma przede wszystkim nadzorować realizację planu pokojowego Trumpa dla Strefy Gazy, ale nie wyklucza się, że zajmie się też innymi konfliktami międzynarodowymi, w tym wojną na Ukrainie i sytuacją w Wenezueli. Na czele Rady ma stać Trump, a według części mediów stałe członkostwo w niej ma kosztować ponad 1 mld dolarów w gotówce.

Rosja i Białoruś wśród zaproszonych

Zaproszenie do Rady opublikował w niedzielę węgierski premier Viktor Orban, a według agencji AFP otrzymało je około 60 krajów, w tym m.in. Egipt, Turcja i Kanada.

Zaproszenie do Rady Pokoju dostał także Władimir Putin, o czym Kreml poinformował w specjalnym komunikacie.

– Rzeczywiście, prezydent Putin otrzymał za pośrednictwem kanałów dyplomatycznych zaproszenie do wejścia w skład Rady Pokoju. Spodziewamy się w najbliższym czasie kontaktu ze strony amerykańskiej w celu wyjaśnienia wszystkich niuansów – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

O propozycji od Trumpa poinformowało także MSZ Białorusi. Rzecznik tamtejszego resortu Rusłan Warankow powiedział, że Alaksandr Łukaszenka „z zadowoleniem przyjął” zaproszenie.

http://nczas.info/2026/01/19/nawrocki-dostal-propozycje-od-trumpa-podobna-oferta-na-stole-w-budapeszcie-moskwie-i-minsku/

#trump #usa #Polska #nawrocki #bialorus #rosja #putin

14

Dzisiaj 9. rocznica śmierci śp. posła Rafała Wójcikowskiego w wypadku samochodowym. Sprawa tajemnicza, co myślicie o tym?

#polska #prawica #politycy

7

Cudzoziemcy zrównani z Polakami. Ukraińcy potwierdzają równe prawa do mieszkań socjalnych.

Ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy samo przyznało, że obywatele Ukrainy w Warszawie mają taki sam dostęp do mieszkań komunalnych i socjalnych jak obywatele Polski.

W komunikacie wprost potwierdzono, że Ukraińcy mogą ubiegać się o lokale finansowane z publicznych środków na identycznych zasadach jak Polacy, a obywatelstwo nie ma żadnego znaczenia. To kluczowe, bo oznacza faktyczne zrównanie cudzoziemców z obywatelami państwa polskiego w dostępie do jednego z najbardziej deficytowych dóbr socjalnych. Cudzoziemcy konkurują z Polakami o mieszkania socjalne i komunalne na dokładnie tych samych zasadach, mimo że nie są obywatelami Rzeczypospolitej i nie ponoszą takich samych obowiązków wobec państwa.

Ten komunikat nie uspokaja sytuacji, lecz ją potwierdza. Równość w dostępie do lokali socjalnych stała się faktem. W warunkach wieloletniego deficytu mieszkań, kolejek liczonych w latach i dramatycznej sytuacji tysięcy polskich rodzin oznacza to realne wypychanie obywateli na dalszy plan.

Państwo powinno w pierwszej kolejności zabezpieczać potrzeby własnych obywateli, pojawiają się pouczenia i oskarżenia o rzekome „napięcia społeczne”, kierowane z zewnątrz, przy jednoczesnej akceptacji zrównania cudzoziemców z Polakami w dostępie do publicznych zasobów. To jest prawdziwy powód rosnących antagonizmów!

#polska #politka #politykaspoleczna #politykazagraniczna #ukraincy #ukrainizacjapolski

21

O sprawie informuje portal plotkarski Republiki BlaskOnline

#polska #kanalzero #stanowski

7

Ostatni Żołnierz Niezłomny. Był wielkim bohaterem zbrojnego antykomunistycznego ruchu oporunczas.info

Józef Gryga nie był wielkim bohaterem zbrojnego antykomunistycznego ruchu oporu, jak setki innych polskich partyzantów – Żołnierzy Niezłomnych – tych poległych w walkach z komunistami z bronią w ręku czy zabitych w więzieniach UB–MBP. W partyzanckich oddziałach i grupach Józef Gryga przebywał i walczył z różnymi przedstawicielami komunistycznych władz w sumie tylko przez 8–9 miesięcy – w dwóch okresach, w latach 1946–1947: od połowy kwietnia do około 20 października 1946 r. i od kwietnia do 25 czerwca 1947 r. Potem już tylko ukrywał się i co kilka lub kilkanaście miesięcy przy pomocy 1–3 współpracowników lub w pojedynkę, przeprowadzał zbrojne akcje zaopatrzeniowe na wiejskie sklepy GS i inne komunistyczne spółdzielnie i obiekty – aż do końca października 1964 r. Ale Józef Gryga ps. „Twardy”, „Partyzant” był w latach 1963–1966 (już po zastrzeleniu 21 października 1963 r. przez grupę operacyjną MO i SB sierżanta Józefa Franczaka pseud. „Lalek”) ostatnim na ziemiach polskich ukrywającym się jeszcze i przemieszczającym wraz z bronią palną byłym partyzantem antykomunistycznego podziemia.

Od wiosny 1946 r. do sierpnia 1966 Józef Gryga był zawsze dobrze uzbrojony – miał zawsze przy sobie pistolet Walther z amunicją, a niekiedy też pistolet maszynowy – niemiecki MPi wzór 44, kilka granatów i inną broń. Większość tej broni przechowywał w kilku skrytkach do sierpnia 1966 r. W niektórych latach, np. 1949–1954 i 1964–1966, co kilka dni lub tygodni przemieszczał się z jednej wsi do innej – do różnych swoich współpracowników i znajomych. Józef Gryga był także ostatnim z polskiego zbrojnego niepodległościowego podziemia, który został schwytany przez MO i SB. Był poszukiwany przez służby komunistycznego państwa, mniej lub bardziej intensywnie, od końca września 1945 r. do sierpnia 1966. Został ujęty i aresztowany dopiero 8 sierpnia 1966 r. i to zupełnie przypadkowo.

Józef Antoni Gryga urodził się 26 sierpnia 1923 r. we wsi Wapniska koło Biecza w powiecie Gorlice (współcześnie to część Biecza). Był synem Karoliny Podkulskiej z domu Gryga (ur. w 1896 r. i zmarłej 26 września 1984 r.) i Antoniego. Do pierwszych dni września 1945 r. mieszkał wraz z matką i młodszą siostrą Anną w starym domu w Wapniskach 45. Od połowy września 1945 r. – od dnia, w którym otrzymał kartę powołania do „ludowego” wojska, ukrywał się. W tym pierwszym okresie ukrywania się i konspiracji, tj. do lipca 1946 r., nosił pseudonim „Jędrek”, którego używał od roku 1943 lub 1944 – jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Bo od roku 1943 lub 1944 należał do jakiejś konspiracyjnej grupy AK w okolicy Biecza. Zachowały się bowiem krótkie kartoteczne zapisy kilku jednostek UB i MO, jak np. KW MO i WUBP w Rzeszowie i KW MO i WUBP w Krakowie, wskazujące na bliżej nieokreślone członkostwo Józefa Grygi w AK, jak np. „nieujawniony członek AK”, „członek AK ps. »Jędrek«” itp. W jednym z dokumentów UB zapisano, że ówczesny przełożony „Jędrka” w AK nazywał się Jan Duda. W innych zapisano, że (20-letni wówczas) Józef Gryga w roku 1943 został zabrany do przymusowej pracy w niemieckiej Baudienst (Służbie Budowlanej w Generalnym Gubernatorstwie). Po jakimś czasie uciekł z tej Służby i przymusowej pracy z okolic Krakowa i powrócił w rodzinne strony, gdzie się ukrywał.

Józef Gryga „Jędrek” od połowy września 1945 r. do połowy kwietnia 1946 ukrywał się przed komunistycznym wojskiem i MO we wsiach powiatu Gorlice, pow. Tarnów i pow. Jasło. Od jesieni 1945 r. jego towarzyszami w tym ukrywaniu się byli jego rówieśnicy: Lucjan Goleń, Eugeniusz Michalec i Stanisław Lenard. Razem tworzyli „bandę Grygi” (według określeń UB i MO), która gromadziła broń, amunicję i zapasy żywności. Lucjan Goleń ps. „Lutek”, ur. 6 lipca 1923 r. we wsi Szerzyny, od lata 1946 r. „członek dywersyjnej grupy” AK–WiN z pow. Jasło pod dowództwem Józefa Mitoraja pseud. ,,Sowiński” (jak to zapisał PUBP w Tarnowie), w 1947 r. został ujęty i skazany na 5 lat więzienia. Eugeniusz Michalec, ur. 8 lipca 1925 r. we wsi Binarowa, dn. 2 kwietnia 1947 r. ujawnił się w powiatowym UB w Gorlicach w ramach urzędowej „amnestii”, ale jeszcze w latach 1954–55 był rozpracowywany przez UB z Gorlic jako „członek bandy NSZ” (tajnie współpracował z J. Grygą do 1952). A Stanisław Lenard „Huragan”, ur. 18 września 1924 r. w Bieczu, po zaprzestaniu wspólnych akcji z J. Grygą i innymi (około 20 października 1946 r.) ukrywał się i 29 marca 1947 ujawnił się w PUBP Gorlice i osiadł w Bieczu-Wapniska.

Razem z tymi młodzieńcami Józef Gryga od jesieni 1945 r. zdobywał broń i zaopatrzenie. W kwietniu 1946 r. dołączyli oni do kilkuosobowej grupy „Czarnego” (tj. Jana Widełko ps. „Czarny”) z częściowo rozbitego na początku kwietnia partyzanckiego oddziału „Grom” (pod dowództwem Stanisława Piszczka „Okrzeja”). Wiosną 1946 r. grupa „Czarnego” i „Jędrka” zwalczała we wsiach koło Biecza, Gorlic i Tarnowa zbyt gorliwych komunistycznych poborców wiejskich podatków i kontyngentów rolnych, niektórych sołtysów, gminnych urzędników i kierowników zlewni mleka. Np. w maju 1946 r. dokonali oni dwóch „napadów” na sołtysów wsi Racławice i Binarowa, którzy zbyt gorliwie wykonywali polecenia komunistycznych władz. Odebrali im pieniądze zabrane chłopom z tytułu podatków gruntowych i dokumenty i spisy poborowych do LWP. Dokonali też „dwóch napadów na punkty zlewu mleka” [wg zapisów UB] i ostrzelali patrol MO.

Józef Gryga od połowy kwietnia do 15 października 1946 r. walczył z komunistyczną administracją, MO i UB w szeregach partyzanckiego oddziału pod dowództwem najpierw „Czarnego” (w kwietniu i maju 1946 r.) a następnie Andrzeja Szczypty pseud. „Zenit” i jego zastępcy „Czarnego”. Wg zapisów SB z pierwszych zeznań pojmanego J. Grygi (z 9 sierpnia 1966 r.) było tak: „w kwietniu 1946 dołączyłem do oddziału »Czarnego« grasującego na terenie powiatu gorlickiego aż po Nowy Sącz. Była to grupa NSZ. Wraz z tą grupą brałem udział między innymi w napadzie na funkcjonariuszy MO i UB w miejscowości Szymbark […]”.

W oddziale „Zenita” około 30 lipca 1946 r. Józef Gryga został zaprzysiężony, otrzymał nową broń i pseudonim „Twardy”. Ten oddział, liczący latem 1946 r. około 30 dobrze uzbrojonych i umundurowanych partyzantów w wieku na ogół 21–24 lat, od 20 maja 1946 r. do połowy stycznia 1947 podlegał grupie partyzanckich oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego ps. „Salwa” i okręgowej komendzie NSZ w Krakowie. „Twardy” brał udział w kilku większych zbrojnych akcjach oddziału „Zenita” i „Czarnego” – m.in. na kilka posterunków MO, na dwa rolne majątki państwowe, na kilku członków PPR i ORMO i na tajnych współpracowników UB. A 22–23 września 1946 r. w zasadzce na ciężarowy samochód MO i UB z komendy w Gorlicach. Dzięki pomocy współpracującego z partyzantami milicjanta z posterunku w Ropie (członka NSZ z lat 1943–1945), sprowokowali oni wyjazd grupy operacyjnej MO–UB z Gorlic. Przy lesie koło Szymbarka ostrzelali tę ciężarówkę MO z broni maszynowej i zmusili funkcjonariuszy do poddania się (jednemu z UB-ków udało się uciec). Po kilkugodzinnych przesłuchaniach rozstrzelali trzech funkcjonariuszy UB, a sześciu milicjantów rozbroili i puścili wolno – zakazując im jednak dalszej służby w MO i UB pod groźbą kary.

Od końca września 1945 r. do kwietnia 1946 i następnie od 15 października 1946 r. do maja 1954 r. (z dwoma kilkumiesięcznymi przerwami) Józef Gryga sam dowodził kilkuosobowymi grupkami konspiratorów i ludzi ukrywających się przed UB i MO. 15 października 1946 r. wraz z trzema innymi młodymi partyzantami, w tym ze swoim kolegą z Biecza Stanisławem Lenardem „Huraganem”, samowolnie opuścił bowiem wraz z bronią oddział „Zenita” i „Czarnego” – w czasie nieobecności obu dowódców. „Odłączył się od bandy »Zenita« tworząc oddzielną bandę”, jak to zapisał UB. Powody tej ich dezercji nie zostały zapisane w aktach UB. Z późniejszych protokołów ich przesłuchań i z innych akt UB wynika jednak, że głównym powodem opuszczenia oddziału „Zenita” przez Grygę i Lenarda był ten, że jesienią 1946 r. ten oddział NSZ operował bliżej okolic Grybowa i Nowego Sącza niż Gorlic i Biecza. A oni chcieli być bliżej swego rodzinnego Biecza. Innym powodem ich odejścia był zapewne dość wysoki poziom organizacyjnej dyscypliny panującej w oddziale „Zenita” – jak to wynika z późniejszych zeznań kilku jego członków. Między innymi z zeznań złożonych 25.10.1950 r. przez aresztowanego Jana Sadowskiego pseud. „Nałęcz” – członka oddziału „Zenita”, jego ideowego opiekuna i doradcy z ramienia komendy NSZ w Krakowie (zmarłego w roku 1957 – kilka miesięcy po wyjściu z więzienia).

Od kwietnia 1947 r. do maja 1954 Józef Gryga znów był dość aktywny. Przechowywał broń, amunicję i zdobywał zaopatrzenie. Wiosną 1947 rozdawał znajomym jakieś antykomunistyczne materiały i fotografie gen. Andersa. Kilkakrotnie przeprowadzał zbrojne akcje zaopatrzeniowe na sklepy i magazyny komunistycznych gminnych spółdzielni „Samopomoc Chłopska” (GS) i innych spółdzielni – powstałych w latach 1945–1946 na ogół na bazie ziemi i majątku przymusowo zabranych prywatnym właścicielom. Między innymi we wsi Ołpiny 25 czerwca 1947 r. – wraz z 21-letnim Julianem Rutana pseud. „Płomień” (ur. 8 lutego 1926 w Nockowej, postrzelonym w pościgu MO tuż po tej akcji, schwytanym i skazanym na 15 lat więzienia). Józef Gryga uciekł wtedy ścigającym go milicjantom i UB-kom zarekwirowaną konną furmanką – kilkakrotnie strzelając do nich z pistoletu maszynowego. W roku 1949 i 1954 trzykrotnie dokonał też ostrzelania i odstraszenia rzuconymi granatami lokalnych patroli MO. W sporządzonej w 1976 r. na podstawie dawnych akt UB i MO „Charakterystyce nr 69” – dotyczącej „bandy Grygi” – w jej podsumowaniu funkcjonariusze SB zapisali, że w latach 1946–1954 zbrojne 2–4-osobowe grupy pod dowództwem J. Grygi dokonały „25 aktów terrorystycznych, w tym 35 czynów przestępczych”. Były w tym m.in. 2 „napady” na funkcjonariuszy UB, 4 „napady” na funkcjonariuszy MO, 3 ataki na w sumie kilku członków PPR i ORMO oraz „13 napadów na sklepy i instytucje spółdzielcze” (wg akt IPN Rz 05/89). Ta statystyka SB nie obejmuje udziału „Twardego” w kilkunastu akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” od maja do 15 października 1946 r.

Po aresztowaniu w maju 1954 r. trzech jego współpracowników, w tym Michała Kukułki (ur. 15 listopada 1927 w Jodłówce Tuchowskiej) i Bronisława Wantucha (aresztowanego 7 maja 1954 i skazanego na 10 lat więzienia) Józef Gryga już samotnie ukrywał się przed MO i UB i walczył o przetrwanie. Też o przetrwania swej matki, kilku krewnych i przyjaciół. Matkę krótko odwiedzał wieczorami lub nocą – co kilka miesięcy. Nie mógł bywać u niej dłużej, bo funkcjonariusze UB okresowo obserwowali dom matki ze strychu i stodoły jej sąsiadów. A w roku 1958 i od września do grudnia 1963 r. w jej chałupie funkcjonowała podsłuchowa instalacja SB.

W latach 1948–1966 Józef Gryga nosił kolejne konspiracyjne pseudonimy: „Partyzant” i „Józek”. Ukrywał się i wymykał kolejnym akcjom poszukiwania go, kilku obławom i dużym operacyjnym przedsięwzięciom UB, MO i SB – od 25 czerwca 1947 do sierpnia 1966 przeprowadzanym kilkakrotnie specjalnie przeciwko niemu i jego pomocnikom przez jednostki UB, MO i SB z Gorlic, Jasła, Tarnowa, Rzeszowa i Krakowa. Od roku 1953 do 1966 były to akcje nadzorowane przez kilku oficerów Departamentu III MBP/MSW i Komendy Głównej MO w Warszawie. Były to m.in. operacje o kryptonimach „Szpak”, „Wisła” i „Melina” – angażujące każdorazowo i przez kilka miesięcy lub kilka lat po kilku lub kilkunastu funkcjonariuszy i po kilkudziesięciu ich tajnych współpracowników. Np. w latach 1962–1966, w celu złapania „Partyzanta” i jego „meliniarzy” i pomocników, powiatowe i wojewódzkie jednostki SB i MO korzystały z informacji aż 51 ich tajnych informatorów – tylko w operacji krypt. „Melina”.

Józef Gryga niekiedy ukrywał się w lasach i górach, a jesienią, zimą i wczesną wiosną w zabudowaniach w sumie kilkunastu gospodarzy – rolników. Między innymi w domu Władysława i Anny Słowików w Rzepienniku Strzyżewskim nr 304 (od lata 1954 do czerwca 1960), w domu Józefa Bartusika i jego syna Alfreda (ur. 17.03.1944) we wsi Olszyny nr 447 (w latach 1962–1966) oraz w domu Stanisława Lenarda w Czermnej w l. 1964–1966. Nikt z tych kilkudziesięciu zacnych ludzi, którzy „Partyzantowi” pomagali, nie zdradził go. Kilkunastu z nich w latach 50. i w latach 1966–1967 przypłaciło to karami kilkumiesięcznego aresztu i dotkliwymi karami grzywny, a kilku wyrokami więzienia, jak np. Tadeusz Stanula (ur. 7.10.1925) z Ołpin pow. Jasło, który za kwaterowanie Grygi i pomaganie mu został skazany w 1952 r. na 7 lat.

W latach 1954–1964 „Partyzant” co kilkanaście miesięcy dokonywał, już w pojedynkę, akcji zaopatrzeniowych na wiejskie sklepy GS i inne komunistyczne spółdzielnie. Np. jesienią 1956 r. ze sklepu GS w Swoszowej pow. Jasło zabrał m.in. sporą ilość gotówki. Zabierał z nich też żywność, papierosy i alkohol, żeby mieć co jeść i wspomóc kwaterujących go i ubogich wiejskich gospodarzy. Ostatnią taką akcję, z bronią w ręku, przeprowadził 30 października 1964 r. na kasę Spółdzielczego Zrzeszenia Chałupników w Żurowej. Po wcześniejszym rozpoznaniu terenu i zasięgnięciu od jednej z pracownic informacji o terminie wypłat pensji dla pracowników, wszedł do budynku tej spółdzielni z pistoletem Walther w kieszeni i z pistoletem maszynowym MP i granatem ukrytymi pod płaszczem. Poczekał kilka minut w kolejce do wypłaty. Gdy już wyszło dwóch robotników, postraszył kasjera i dwóch innych mężczyzn obecnych w pomieszczeniu kasy groźbą użycia pistoletu i nakazał kasjerowi wyjąć pieniądze z kasy i szuflady biurka. Spokojnie pochował paczki banknotów w kieszeniach, powiedział grzeczne „do widzenia” i poszedł przez pole do nieodległego lasu. Chwilę później jakichś trzech mężczyzn próbowało go dogonić na tym polu. Ale „Partyzant” postraszył ich użyciem pistoletu maszynowego, który demonstracyjnie wyciągnął spod płaszcza, więc zrezygnowali [wg zapisów śledztwa SB]. Pościg kilkudziesięciu funkcjonariuszy MO i SB za „Józkiem”, który trwał kilkanaście miesięcy, znów nie przyniósł im sukcesu. Chociaż uruchomili oni wszelką swoją agenturę i dziesiątki donosicieli w trzech powiatach. A listy gończe i plakaty z narysowanym domniemanym wizerunkiem Józefa Grygi wisiały w każdej okolicznej wsi i na dworcach kolejowych aż do sierpnia 1966 r. W aktach SB zapisano także, że Józef Gryga „zagarnął” wtedy 138,3 tys. zł – równowartość ok. 80 ówczesnych przeciętnych pensji. Część tych pieniędzy „Józek” dał 20-letniemu wówczas Alfredowi Bartusikowi i polecił mu kupić w Gorlicach nowy rower, narty „Beskidy” i buty do nich, radioodbiornik, aparat fotograficzny i kilka innych potrzebnych mu rzeczy. Większość tych rzeczy i część broni „Partyzanta” SB skonfiskowała 31 października 1966 r. – po wytropieniu jego magazynu w domu Bartusików (Józef Gryga do 1 listopada 1966 r. w swoich kilkunastu zeznaniach nic nie mówił SB o rodzinie Bartusików).

Wiosną 1965 r. Józef Gryga intensywnie myślał o przedarciu się przez zieloną granicę do Austrii i na Zachód. Alfredowi Bartusikowi polecił kupić lub gdzieś zdobyć w miarę dokładne mapy Czechosłowacji i północnej Austrii, wojskową lornetkę i inne potrzebne rzeczy. Ale to im się nie udało.

„Partyzant” został ujęty przez MO zupełnie przypadkowo. 8 sierpnia 1966 r. od wczesnego ranka jeździł na rowerze i w trzech wsiach szukał dentysty. Został zatrzymany we wsi Rzepiennik Suchy – w zabudowaniach nieznanego mu wcześniej wiejskiego „dentysty” Tadeusza Niemca, do którego zgłosił się w celu usunięcia mocno bolącego go zęba. Ale T. Niemiec polecił mu czekać na zabieg rwania, bo „Józek” był nietrzeźwy – od rana kilkakrotnie popijał wino i wódkę, żeby ukoić ból zęba. Po około 2–3 godzinach J. Gryga został pojmany po donosie córki Niemca, nauczycielki zamieszkałej w śląskich Świętochłowicach, która w marynarce nieznajomego zauważyła pistolet i wkrótce poinformowała o tym żonę milicjanta mieszkającego w sąsiedztwie. „Partyzant” został zatrzymany przez tego milicjanta i skuty kajdankami – przy pomocy paru mieszkańców wsi, w tym sąsiada Stanisława B. i ww. kobiet. Chwilę wcześniej „Józek” rzucił się do ucieczki – gdy jeszcze nie miał kajdanek na rękach i gdy milicjant Ćwiklik oglądał jakiś dokument podany mu przez Grygę (ale nie tzw. dowód osobisty, którego „Partyzant” nigdy nie miał). 43-letni wówczas Józef Gryga, który nie chciał do nich strzelać, wyskoczył z izby przez okno, ale nie udało mu się przeskoczyć płotu ogródka. Nikt z tych mieszkańców Rzepiennika nie wiedział, kogo zatrzymali. Dowiedzieli się dopiero po kilku godzinach – po przyjeździe funkcjonariuszy z Gorlic.

Po ponad rocznym śledztwie i licznych przesłuchaniach, pomimo swoich obszernych i dość szczerych zeznań, 21 września 1967 r. Józef Gryga został skazany przez Sąd Wojewódzki w Rzeszowie na karę śmierci, utratę praw obywatelskich i grzywnę 60 tys. zł, choć zarzutu zabójstwa jakiejś osoby czy konkretnego funkcjonariusza UB lub MO nie było. Kara śmierci została mu zamieniona, jeszcze na tym samym posiedzeniu Sądu, na dożywotnie więzienie. Tę karę władze PRL zamieniły mu w 1969 r. na 15 lat więzienia – na mocy ogólnej amnestii. 9 października 1967 r. z więzienia w Rzeszowie „Józek” został przetransportowany do więzienia w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. Przebywał tam do 5 grudnia 1968. Tego dnia został przyjęty przez zakład karny w Barczewie koło Olsztyna. Józef Gryga został zwolniony z tego więzienia dopiero 29 kwietnia 1981 r. Według akt więziennej administracji (IPN Ol 52/1765) mógł on opuścić to więzienie już około 20 grudnia 1979 r. na mocy decyzji sądu z 15 grudnia 1979 r. o jego warunkowym zwolnieniu, gdyby nie wspomniana kara grzywny, której wraz z odsetkami ani on, ani jego uboga matka nie byli w stanie w pełni spłacić.

W aresztach i więzieniach PRL „Partyzant” spędził więc w sumie 14 lat, 8 miesięcy i 3 tygodnie. Ale w latach 1944–1966 był całkowicie „wolnym ptakiem”. Wolnym nie tylko od represji UB i MO, ale też od licznych nakazów, zakazów i kontroli urzędów i organów socjalistycznego państwa – w codziennym życiu cywilnym. Józef Gryga „Twardy” – w tym aspekcie partyzant faktycznie niezłomny – nigdy nie ujawnił się przed komunistycznym UB czy MO i nigdy im się nie poddał – pomimo kolejnych urzędowych „amnestii”, zachęt i pułapek dla takich jak on (tych z lat 1945, 1947, 1952, 1956 i innych). Więc partyzanckiej przysięgi złożonej w 1946 r. dotrzymał. Józef Gryga był ostatnim w Polsce zatrzymanym z bronią antykomunistycznym dywersantem, który ukrywał się i przemieszczał z bronią i który do dnia aresztowania był dość ruchliwy i aktywny. Np. w lipcu 1965 r. w przebraniu brał udział w dużej wiejskiej zabawie wraz z trzema osobami z rodziny Bartusików, w tym z 18-letnią Zofią Bartusik. A np. w latach 1963–1966 wraz ze Stanisławem Lenardem z Czermnej w konspiracji pędził i sprzedawał znajomym spore ilości bimbru.

Po wyjściu z więzienia Józef Gryga przez kilka lat mieszkał w rodzinnym Bieczu – w domach rodziny, w tym u córki siostry swej matki – Łucji Kuk na ul. Belnej. Pracował w zakładzie drzewnym w Bieczu, był tam ,,portierem” i stróżem. Jeden z jego znajomych z tego zakładu, p. Igor Czerwień, wspominał w rozmowie z autorem tego tekstu w czerwcu 2023 r., że Józef Gryga był wówczas człowiekiem „bardzo przyzwoitym i spokojnym”. Kolegom z pracy wspominał o swoich partyzanckich latach i mówił, że nigdy nikogo nie zabił.

23 kwietnia 1983 r. Józef Gryga ożenił się z Marią Winiarską z okolic Biecza – w Skołyszynie. Ten związek zakończył się urzędowym rozwodem 28.10.1985. A 25 października 1989 r. zawarł ślub kościelny z Emilią Nieć z parafii w Czechowicach-Dziedzicach, pow. Bielsko-Biała. Tam mieszkał od marca 1989 – przy ul. Staszica 23. Zmarł 17 stycznia 1997 w szpitalu w m. Bystra gm. Wilkowice (wg aktu zgonu). Zmarł w wieku 73 lat i niespełna 5 miesięcy. Jesienią 2023 r. grób Józefa Grygi znajdował się na Cmentarzu Parafialnym w Czechowicach-Dziedzicach.

Choć Józef Gryga nigdy nie był jakimś bohaterem niepodległościowego podziemia, to jednak komunistyczna bezpieka od roku 1953 uznawała go za „groźnego bandytę politycznego” i poszukiwała go usilnie. Świadczy o tym m.in. to, że w 1965 r. MSW wydało na użytek wewnętrzny „Album poszukiwanych przestępców politycznych” [akta IPN BU 003172/3/1]. Wśród owych 57 poszukiwanych jeszcze w 1965 r. „przestępców politycznych” – w większości Ukraińców, członków OUN i UPA – Józef Gryga figuruje jako jedyny członek polskiego zbrojnego podziemia niepodległościowego z obszarów Polski pojałtańskiej (PRL). Oprócz niego w tym „albumie” komunistycznego MSW figuruje kilku innych Polaków – byłych partyzantów i członków niepodległościowych organizacji z ziem Polsce zabranych, głównie z Wileńszczyzny, woj. Nowogródzkiego i okolic Grodna. Te materiały MSW zawierają m.in. różne dane osobowe Józefa Grygi pseud. „Jędrek”, „Twardy”, „Partyzant” i „Józek”, wykaz jego kilkudziesięciu już ustalonych przez UB i MO „kontaktów i melin” i jego fotografię z 1944 r. – wyciętą przez UB ze zbiorowej fotografii rodziny J. Grygi. Zapisano tam także m.in., że Józef Gryga „rzekomo używał nazwiska RENDAK Jerzy” – nie zapisano jednak, w jakim okresie jego w sumie około 23-letniej konspiracji (licząc od roku 1943).

http://nczas.info/2026/01/18/ostatni-zolnierz-niezlomny-byl-wielkim-bohaterem-zbrojnego-antykomunistycznego-ruchu-oporu/

#bohater #prl #komuna #Polska

5

AFRYKA niebo nad Tunezją

Niemcy śmiali się z „garstki Polaków” — dopóki Skalski nie zestrzelił 6 asów w 15 minut

Zdjęcie

http://www.youtube.com/watch?v=t3Pi1tiMu0w

historia, w której elita wygnańców obraca niemiecką pewność siebie w panikę. „Cyrk Skalskiego” rezygnuje z bezpiecznego dystansu: 80 metrów, czasem mniej, krótkie serie z działek 20 mm i karabinów Browning – nie brawura, metoda. 20 kwietnia nad Pantellerią sześć Spitfire’ów atakuje z iście samobójczym bilansem sił: 6 przeciwko około 20 Bf 109 i Macchi C.202. Piętnaście minut później sześć wrogich myśliwców płonie, a wszystkie polskie maszyny wracają do bazy bez jednej straty. Odkryj opowieść o garstce pilotów, których zwiastowały litery ZX – i przed którymi nawet asy Luftwaffe przestali się śmiać.

#historia #afryka #iiiwojnaswiatowa #lotnictwo #bohaterzy #tunezja #Polska

11

NIKT NIE CHCE KUPOWAĆ MIESZKAŃ.

Podobno pojawił się niepokojący trend na rynku polegający na tym, że deweloper kończy budowę, a mieszkania są jeszcze niesprzedane. Towar zalega na półkach, ludzie mogą przed zakupem wejść do gotowego lokalu, ale jest coś jeszcze.

FLIPERZY.

Modus operandi tych pijawek na rynku pierwotnym polegał na rezerwacji mieszkań na etapie dziury w ziemi. Umowa była prosta - fliper daje deweloperowi 10% wartości, a pozostałe 90% oddaje dopiero, kiedy budowa dobiegnie końca. Dzięki temu deweloper pokazywał przed bankiem i innymi kupującymi zainteresowanie jego ofertą, raportował sprzedaż i uszczuplał podaż, bo mieszkanie nie wisiało już na jego stronie internetowej.

Wszystko działało świetnie dopóki ceny na rynku nieruchomości rosły i towar schodził szybciej niż był produkowany. Zysk takiego flipera nie pochodził z pracy, wszystko co musiał taki spekulant zrobić to podpisać umowę i czekać na kogoś kto za ten sam produkt da mu więcej niż dał on. Im więcej fliperów wchodziło na rynek tym bardziej dzisiejsza podaż była odsuwana w czasie na później, a ceny rosły. Te mieszkania istniały, ale były wyciągnięte z obiegu, siedziały w portfelu flipera - zarezerwowane za 10% ich wartości.

Pewnie myślicie, że to zjawisko jest nieistotne i marginalne, ale jesteście w błędzie. Ostatnie 5 lat hossy i popularność tematu w mediach społecznościowych sprawiły, że na rynku nie tylko pojawiło się bardzo dużo nowych fliperów. Ci którzy na rynku już byli - przekonani o swojej zajebistości - zaczęli kupować mieszkania całymi pakietami. Do tego dochodzą różnego rodzaju eventy i darmowe szkolenia, na których ludzie byli kuszeni bardzo łatwym zarobkiem i pomnożeniem swojego kapitału.

Przypominało to trochę piramidę finansową:

1. obietnica szybkiego zysku

2. brak potrzebnych kwalifikacji

3. prosta metoda

4. epatowanie bogactwem

5. oddzielenie fliperów od reszty społeczeństwa (my to WILKI - oni to OWCE)

6. zapraszanie podstarzałych gwiazd na eventy w celu uwiarygodnienia biznesu (ej no Korzeniowski by mnie nie oszukał)

Dziś ta piramida chwieje się u swoich podstaw, bo na rynku nieruchomości mieszkania przestały się sprzedawać, a ceny przestały rosnąć. Deweloperzy kończąc budowę wymagają od fliperów wpłacenia pozostałych 90%, których oni oczywiście nie mają i mieszkania muszą wrócić z rynku "off market" na stronę dewelopera, a to z kolei powoduje nagłe puchnięcie oferty na rynku pierwotnym.

Łańcuszek został przerwany. Oferta, która jeszcze dwa lata temu była wyssana z rynku, teraz wraz z każdym gotowym budynkiem lawinowo na niego wraca. Mechanizm, który do tej pory windował ceny, teraz mocno ciągnie je w dół.

Co to da Kowalskiemu, który szuka mieszkania?

1. Większy wybór

2. Niższe ceny

3. Możliwość oceny gotowego budynku przed zakupem

Dodatkowym atutem tej nietypowej sytuacji jest wgląd do bierzących cen transakcyjnych na rynku pierwotnym, bo te wpisywane są w rejestr dopiero po oddaniu budynku, a jak budynek już stoi to po zakupie mieszkania cena transakcyjna pojawi się bardzo szybko na

@deweloperuch

, co na pewno poprawi pozycję negocjacyjną kupujących.

Co się stanie z fliperami? A kogo to obchodzi?

Część z nich straci wpłacone 10%, a część z nich te pieniądze odzyska (co pewnie nie będzie łatwe). Wszystko zależy od umowy między nimi a deweloperem.

+ Bonus w komentarzach 💥

Źródło z Twittera

Ministerstwo Niedorozwoju i Technofobii

http://x.com/MNiedorozwoju/status/2012129377580908880

#mieszkania #polska #biznes

15