#smiecizglowy epizod 46

Na jednego wygranego przypada milion przegranych, czyli nie czuj się lepszy, albo gorszy.

Jedną z rzeczy, która mnie wkurza w świecie to przesadne skupianie się na drobnostkach, mniejszych problemach i sytuacjach które statystycznie mają małą szansę się wydarzyć, jednak ktoś podporządkowuje swoje życie właśnie tej zasadzie.

Przykład?

W 95% przypadków, pasy ratują życie, jednak zdarzają się przypadki mieszczące w 5% kiedy zamiast ratować to mogą zabić. Mój dawny kolega, nigdy nie zapinał pasów, bo jego wujek wjechał kiedyś w drzewo, nie miał zapiętych pasów i przerzuciło go przez przednią szybę i poobijany przeżył wypadek. Gdyby miał zapięte pasy to najprawdopodobniej byłby zmiażdżony razem z autem, a tak skończyło się na złamaniach.

5% szans na powodzenie, 95% szans na to że się nie uda. Jednak dalej trwał przy swoim i chociaż dawno się z nim nie widziałem to pewnie jeszcze żyje. Co nie znaczy, że dzięki swojemu myśleniu, miał farta, tak samo jak jego wujek.

Innym przykładem są palacze. Każdy z nich zna wujka Heńka, który palił 60 lat i dożył 80-tki. Nie biorą pod uwagę, że Heniek by żył może i jeszcze dłużej, ale fajki to ukróciły.

Wkurza mnie skupianie się na cierpieniu zwierząt, a nikt nie zwraca uwagi na cierpienie ludzi. Weganie są dobrym przykładem. Strasznie się martwią losem zwierząt, podczas gdy miliony giną w wojnach, z głodu, z braku opieki medycznej etc. Chociaż o tym mógłbym oddzielny wpis napisać i notabene skupiam się na jakiejś mniejszości.

Innym złudzeniem i skupianiem się na tym jest mówienie o tym, że każdy może osiągnąć sukces. Każdy z was zna ze słyszenia syna koleżanki waszej starej, który samotnie opiekuje się piątką dzieci, chodzi na dwa etaty, studiuje i jeszcze prowadzi udane życie towarzyskie. Każdy zna ze słyszenia dziadka Wiesia, który ciężką pracą dorobił się czegoś w życiu. Każdy zna wujka Mariusza, który wyjechał i zarabia kokosy.

Każdy zna kogoś, kto rzucił studia i rozwijał swoje pasje w garażu, zapominając wspomnieć że wyglądają one jak nasze mieszkania, rzucili Harvard, a nie politechnike w Pcimiu Dolnym, a ich pasje i utrzymanie finansowali rodzice, którzy mogli sobie na to pozwolić…

Usłyszycie o wspaniałym poświęceniu, pasji i ciężkiej pracy, a potem się okazuje, że to tylko iluzja i tak naprawdę bez pomocy z zewnątrz nie osiągnęliby nic.

Oczywiście są przypadki, gdzie komuś się uda i faktycznie działa jak ten zasłyszany syn z akapitów wyżej, ale zawsze się zapomina o milionach poległych, a to oni są ważni. Dzięki ich błędom i poświęceniu wiadomo jest czego się wystrzegać i co robić. Jednak ludzie wolą patrzeć na tych kilku ludzi sukcesu, zapominając o milionach, którym się nie udało i skończyli fatalnie.

O takich ludziach lepiej nie mówić, psują narrację, że każdy może osiągnąć wszystko, a złudzenie wolności i świadomość, że można polepszyć swój stan daje siłę wielu ludziom, by dalej napędzać system, będąc prostym trybikiem. Raczej mało który z nich zada sobie pytanie czy naprawdę jest taka wolna, a ci którzy spróbują zostaną wpisani do liczby ofiar i strat koniecznych, a na koniec powie się, że za mało się starali i cyk pora na cs’a.

Ilu ludzi znacie, którym się nie powiodło? Którzy mimo starań i ciężkiej pracy, tylko się pogrążyli? Pewnie za mało się starali? Nie wątpię, jednak czy aby na pewno tak było? Czy mieli wpływ na wszystkie wydarzenia? Czy mimo poświęcenia całego swojego czasu byli w stanie odmienić swój los?

Zapomina się o takich czynnikach jak: Geny, biologia, czynniki losowe, polityka etc. Człowiek nie ma na wszystko wpływu, a bardzo dużo zależy od szczęścia. Możecie powiedzieć, że ten syn koleżanki daje radę, ale jednak nie każdy jest w stanie tak się poświęcić, chociażby przez czynniki biologiczne.

Myślicie że to głupie usprawiedliwienia? Mam pewną teorię. Jeśli to czytacie i tylko macie ochotę by powiedzieć weź się w garść i przestań szukać głupich wymówek to mam wrażenie, że nie poznaliście tych przegranych.

Najmocniejszym przegranym, który mi utknął w pamięci, był gość, którego ściągałem z drzewa. Napisałem o nim jeden z moich wpisów.

Facet miał firmę. Sam ją rozwinął, sam ją poprowadził i dorobił się całkiem ładnej sumy, żony, dzieci. Jego partnerka, poprosiła go, żeby załatwił posady jej braciom. Zrobił to. Zbyt ufny to był człowiek i dał im za dużą władzę, a po jakimś czasie wygryźli go z interesu, zabierając mu wszystko, a potem odcinając się od jego rodziny. Męczył się 10 lat z depresją, aż któregoś dnia znalazłem go wiszącego 4 metry nad ziemią i poznałem tę historię. Jedna z wielu.

Mój kolega z klasy, prymus, dzięki któremu cała nasza klasa zdawała, zmarł ojciec w ostatniej klasie technikum. Żeby utrzymać dom i chorą matkę, zrezygnował ze studiów i zaczął pracować. Czasami go widuję jak pracuje jako kurier. Jest sam.

Inny taki chłopak był znęcany przez rodziców i dzisiaj siedzi pod sklepem pijąc najtańsze piwo.

Los ci rozdaje karty, a ty musisz je wykorzystać.

Nawet przegryw nie wylądował w tym z własnej woli. Przegrywy to nie są rozpuszczone dzieciaki, które wszystko dostawały pod nos. Przegrywy to zbite psy, które reagują agresją na każdego kto się zbliży, bo znają tylko to, poniżanie i wyzwiska. Ciężko osobie takiej zrozumieć, że ludzie są z natury dobrzy, bo tak nie jest.

System nasz tak działa. Coś kosztem czegoś. Żeby był wygrany, musi być o wiele więcej przegranych. Żebyś ty mógł zarabiać więcej, ktoś musi zarabiać mniej. Żebyś ty żył w pokoju, ktoś inny idzie na wojnę. Byś ty mógł jeść, ktoś inny musi głodować.

Więc nie gardź ludźmi, tylko dlatego że miałeś szczęście, albo więcej możliwości by swój stan rzeczy zmienić. Nie czuj się lepszy, bo dorastałeś w domu, w którym rodzice cię kochali, a twój kolega musiał spać w budzie z psami.

Bo to cię nie czyni lepszym. Po prostu miałeś więcej szczęścia.
#przegryw #depresja #przemyslenia

9

Zawsze posty @gixxer motywują mnie do działania, czyli do ćwiczeń. Ostatnio po małym noworocznym kryzysie energii - w końcu trzeba było wrócić do pracy - mam przypływ tej pozytywnej energii. Niestety już trzeci dzień trzymają mnie zakwasy na mięśniach brzucha Co oczywiście jest z jednej strony pozytywne bo wiem że zrobiłem "dużo" pozytywnej roboty, ale chyba jednak za dużo skoro to tak długo trwa i lepiej jednak zwolnić. Dobrze jest skupić się na technice i systematyczności niż ilości, która przy źle wykonywanych ćwiczeniach może przynieść odwrotny skutek.
Dziś, czyli w leniwą niedzielę, będę ćwiczył górę. Brzuch dalej musi odpoczywać.
#ćwiczenia #przemyślenia
Pokaż spoilerAle pizze to sobie jednak zjem.

6

Lureczki kochane.
Dziś poczułem zew i skorzystałem z usług PKP.
Na dworcu wypatrzyłem troje panczurow…
Co prawda bez irokezów, ale wyglądali prawilnie. Glany, skóry, włosy na kolorowo, kolczyki….
Nawet się ucieszyłem, bo dawno nie widziałem, więc gapiłem się na nich dość długo…
I to był błąd…
W pewnym momencie odwrócili się w moją stronę…
Nasze spojrzenia się spotkały, a ja szybko pożałowałem, że tak się w nich wgapialem…
Okazało się, że takie panczury, ale legitnie maski pozakładane tak, że ledwo oczy było widać…

Z przykrością zawiadamiam, że niestety, mimo szumnych zapowiedzi:
Punk's dead…
#przemyslenia #rozwazania #gownowpis

24

Nie chcę się szczepić. Nie ma to nic wspólnego ze strachem. Ryzyko jest minimalne. Jest mi to raczej zbędne, naturalna odporność zdaje się być lepsza. Jest to jedno z zastrzeżeń. Ale to mógłbym jeszcze zignorować.

Boli mnie co innego. Po zaszczepieniu zostanę wliczony do już większości osób zaszczepionych. To pomoże rządowi dalej pchać okno Overtona w stronę nowych idiotyzmów i większego ostracyzmu dla niezaszczepionych. Abonament na prawa obywatelskie u Pfizera czy dowolnej innej firmy jest ideą która bardziej mnie przeraża niż ewentualne skutki uboczne.

Niezaszczepionych zaczyna się traktować jak Żydów za panowania pewnego akwarelisty w Niemczech. Tamto też nie stało się z dnia na dzień. Wystarczy władzy na to pozwolić i gotowe.

Gdybym dostał deal w którym znikają wszystkie obostrzenia i segregacje to w zamian poszedłbym się zaszczepić nawet teraz.
#koronawirus #przemyslenia

25

#lurekpyta #przemyslenia

Lurki, tak się zastanawiam, skoro nasza "kochana" władza tak bardzo chce dbać o zdrowie obywateli to powiedzcie mi, bo nie wiem, czy insulina dla chorych na cukrzycę jest za free? Czy chemioterapia dla chorych na nowotwory jest za free?
I jeszcze jedno, dlaczego do tej pory, od 4 dekad, nie udało się opracować szczepionki na wirusa #hiv, a na wirus #covid19 "udało" się to w tak krótkim czasie?
#sleevecontent

17

Czytam różne doniesienia dotyczące tego jak UE doi, a chce jeszcze bardziej doić Polaków... A to nie dadzą pieniędzy, a to karę nałożą, a to podważa jakąś decyzję, a to fit for 55 chcą wprowadzić za jedyne 190 mld euro…
I dochodzę do wniosku, że jedyna sensowna aktywnością nasza w tym euro kołchozie powinno być następujące postepowanie: brać jak dają, nie dawać, jak chcą zabierać, nie podpisywać żadnych deklaracji tak długo jak się da... Wszystko wetować, albo dawać do analiz prawnych... Jak już się dłużej nie da odwlekać, to podpisywać, ale nic nie wdrażać... Nie płacić kar i najważniejsze, nie dać się wyrzucić…
Lecieć w chuja tak długo jak się da, a jak się zorientują, to iść w zaparte i twierdzić, że to nie my…
#przemyslenia #rozwazania #gownowpis

15

#smiecizglowy epizod 41

Jak nie wychowywać dziecka.

Miałem kiedyś szczerą rozmowę z matką, podczas której wyrzuciłem wiele moich żali i pretensji do niej, a było tego sporo. Role się odwróciły. Tym razem to ona słuchała, a każde słowo to był dla niej jak nóż. Nie czułem z tego powodu satysfakcji, ani jej nie współczułem. Całokształt mojego życia z rodzicami kazał mi się pozbyć wszelkich pozytywnych uczuć, a wtedy mi było naprawdę wszystko jedno.

Nie chcę się odnosić do całej rozmowy, ale zakotwiczę się w jednym co mi powiedziała, a potem temat sam już poleci i co nieco z tej rozmowy złapiecie.

Powiedziała mi: Byłam taka surowa, bo przeczytałam/usłyszałam, że na CHŁOPCÓW dobrze działa krytyka.

Sens tej wypowiedzi dotarł do mnie znacznie później. Moja matka po latach przyznała się, że nieustanna krytyka, kary i wymaganie ciągle czegoś ponad moje siły było zmotywowane tym co usłyszała, bądź przeczytała w jakimś szmatławcu typu pani domu…

Gdybym wziął i przeanalizował postępowanie moich rodziców to napisałbym o tym książkę i dał jej tytuł: Jak nie wychowywać dziecka.

Patologiczne zachowanie, znęcanie fizyczne i psychiczne oraz zniszczone dzieciństwo nie musiało być spowodowane tym jak mówicie, że nie byłem ich dzieckiem. Tylko po prostu oni naprawdę wierzyli, że robią to dla mojego dobra! Jest to przerażająca wizja.

Dobrymi chęciami piekło jest brukowane.

To znaczy, że wszystko co napisałem na tym tagu odnośnie moich rodziców, moich historii etc było podyktowane miłością, troską i dbaniem o moją przyszłość, tylko rodzice byli na to za głupi i robili to w jedyny sposób jaki znali. Krzykami, biciem i wyzwiskami.

Możecie powiedzieć, że nie, ale zastanówcie się. Rodzic, który ma gdzieś swoje dziecko, w ogóle się nim nie interesuje, nie rozmawia i nie dba o jego potrzeby. Za to u siebie nigdy nie czułem się niezauważony. Rozmowy były, ale bałem się coś powiedzieć, bo prędzej czy później było to wykorzystywane przeciwko mnie. Ojciec z matką, często siedzieli ze mną przy lekcjach. Nieraz styrani po całym dniu pracy przychodzili i odrabiali ze mną lekcje, albo tłumaczyli temat. Tylko nie mogłem powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.

Ojciec jak mnie zaczął tłuc, że aż mu ręka spuchła za 4- robił to ze swojej niemocy, bo siedział ze mną tydzień po kilka godzin, a mnie było tylko na tyle stać.

Nie raz słyszałem, że kiedyś im za to podziękuję… Oni naprawdę w to wierzyli… Bo coś gdzieś przeczytali, bo coś gdzieś obejrzeli, bo coś gdzieś usłyszeli i wierzyli, że edukacja, nauka, dyscyplina stworzą ze mnie silnego człowieka. Wierzyli w to, że co cię nie zabije to cię wzmocni, że każdy jest kowalem swojego losu etc.

Mieli tak dobre chęci, ale połączone z ich niewiedzą doprowadziły do katastrofy. Za wszelką cenę chciałem uciec i się od nich odciąć i wszystko co zrobili przyniosło efekt odwrotny do zamierzonego.

Możecie mówić, że gówno prawda, ale to gówno prawda. Nic nigdy nie jest czarno-białe, a historie moich rodziców też nie były jakieś kolorowe i naprawdę próbowali zrobić ze mnie kogoś innego. Chcieli ze mnie zrobić porządnego człowieka, ale stosowali metody by wytresować sobie pieska.

Częsty błąd w rodzicielstwie, bo w którymś momencie rodzic sobie musi sobie uświadomić, że nie ma przed sobą kilkuletniego dziecka, które intelektem dorównuje psu, a ma żywego człowieka ze swoimi planami, marzenia etc.

Jestem w stanie uwierzyć, że mieli dobre intencje, ale wcale ich to nie usprawiedliwia. Możecie mi nie wierzyć, ale ja też nie opisuję wszystkiego. Dostaliście dużo czarnego, a białe jest ukryte. Na przykład dobrze zawsze wspominałem święta i mama się starała. Ojciec zabierał mnie na basen, nad jezioro, na przejażdżki rowerowe. Bez ich wsparcia finansowego nie mógłbym wrócić do Polski itp.

Szkoda się rozpisywać. Jednak za całokształt z ojcem już nie rozmawiam w ogóle.

Czy ich staram się trochę wybielić? Tak. Pewnie niektórzy z was mogą mieć z tym problem, na pewno ci, którzy trochę na tagu już siedzą, ale czy mieliście problem, kiedy jechałem po nich po całości?

Ten jeden wpis nie zmieni całego odbioru obrazu jaki przedstawiłem, ale chciałbym zwrócić uwagę, że jednak każde działanie może mieć drugie dno, którego nie zauważamy.

W takim wypadku największym błędem moich rodziców i rzeczą niewybaczalną, było wierzenie w własną nieomylność i brak refleksji. Pozbawienie się zatrzymania, przemyślenia i wzięcia pod lupę swoich dotychczasowych zachowań. To nie cały świat się myli tylko ja? Dlaczego powtarzanie ciągle tych samych zachować nie daje innych efektów? Może to ja jestem problemem?
#depresja #przemyslenia

8

Piękny ten Nowy Rok na uchodzącym za prawicowy portalu, gdzie na wstępie wybucha afera jak po drugim odcinku Wiedźflixa z nierządnicami w Kaer Morhen. Lurker, nasze internetowe siedliszcze!
-------
Oksana - typ dziewczyny którą szarpałby jak reksio szynkę, bo seksapil to jej drugie imię. Mieszkała w akademiku UMCS, cztery lata starsza. Pozanłem ją na jakiejś studenckiej imprezie, samemu będąc jeszcze w liceum i zapunktowałem widać znajomością spraw ukraińskich. Świetnie gotowała, więc czasem do niej wpadałem na obiad wkupując się flaszką, kwiatkiem, czy produktami spożywczymi, z których coś robiła, bo ja wtedy gotować nic nie umiałem. Trochę traktowała mnie jak niewinnego dzieciaka, bo faktycznie nic nie kleiłem zapatrzony w każdy jej ruch, gest, słowo, czy uśmiech.
- Ooo stary, mam nadzieję, ze zdążyłeś ją zaliczyć - powiedział dawno niewidziany, starszy kolega z politechniki.
- Co? Kogo?
- Oksana wyjechała, wywalil ją!
Okazało się, że moja femme fatale to była cichodajka, robiąca z akademika płatny zamtuz. Teraz bawi mnie to, że nie rozumiałem, co laska w tym wieku robi na tzw. roku zerowym. Okazało się, że swój biznes na owym zerowym roku przysposobienia dla emigrantów prowadziła już wcześniej we Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu. Taki to był mój pierwszy kontakt z profesją, o której wiedzy z przyzwoitego domu się nie wynosiło.

Ludmiła - całkiem ładna i rzutka blondynka ok 30, z włosami spiętymi w kucyk i dżinsem opinającym pierwszorządną pupę. Poznaliśmy się na trasie przemytniczej fajek z Rawy Ruskiej do Lubyczy Królewskiej. Z racji, że kiedyś bardzo dużo jeździłem do Lwowa ukraińskimi autobusami to dość dobrze znałem całą jej babską szajkę i od słowa do słowa, w wielogodzinnych kolejkach na granicy się zakolegowaliśmy. Z czasem robiliśmy wymianę. Ona brała na czas przekorczenia granicy kilka moich flaszek, a ja kilka kartonów jej fajek, gdyż ja fajek nie woziłem, a ona tylko fajki. Pewnego jesiennego popłudnia, stojąc na dworcu Stryjskim, czuję szturchnięcie w ramię i znajomy głos.
- Uuu, co się tak odawliłaś, jakbyś na nowyj god?! - pytam
- No wiesz, wypadałam z interesu, za dużo "wzięłam na siebie"
- Moi Cię pogonili?
- Nieee... Twoi zawsze brali swoje i jakoś to było.
- To co teraz?
- No to co widzisz! - obkręciła się bokiem wypinając zalotnie tyłek ledwo opięty kłusą mini z cekinami i wypychając dłońmi piersi do przodu - mąż pije jeszcze więcej, telewizję tylko ogląda, a dzieciom książki, buty do szkoły... Zaraz jechać mi trzeba, zamówiona jestem. Ty jeszcze za młody, ale może spotkam jakiegoś Polaka, co mnie i dzieci do was zabierze…
Więcej już jej nie widziałem. Z tego co wiem do mrówek nie wróciła.

Tamara - bułgarska prostytutka, pracownica klubu nocnego należącego do zaprzyjaźnionego Turka, którą zabookowałem w szkockim hoteliku, w którym pracowałem jako portier. Układ z Izaakiem był taki, że robota zostaje na zewnątrz, ja dostaję ekstra kopertę za nie zadawanie pytań i pacyfikację domysłów reszty personelu. No i sok pomarańczowy, którego chłodna szklanka miała czekać na Tamarę z samego rana. Tamara przychodziła do mnie do kanciapy popołudniami pogadać. Nie znała angielskiego, znała rosyjski, którym też się w miarę komunikatywnie posługuję, więc mogła zwyczajnie pogadać o rodzinie, tęsknocie za krajem, że łatwo w życiu nie ma. Najbardziej skarżyła się na samotność. Z czasem się zakolegowaliśmy i chyba z racji okazywanej jej neutralnej sympatii zaczęła przynosić mi moje ulubione falafle z knajpy pod nocnym klubem. Po dwóch miesiącach wróciła do Bułgarii.
-------------------
Takie to poznałem kobiety upadłe. Upadłe anioły, co wodzą na pokuszenie, by je zwyzywać, upokorzyć i jeszcze bardziej pognębić, mając je za moralny kontrapunkt. Czy jednak wtedy, tak wdeptane w ziemię, wstaną i grzeszyć więcej nie będą?
#afera #checkkchir #przemyslenia #lurker #memrys

7

#smiecizglowy epizod 39

Im dłużej żyję tym bardziej zaczynam rozumieć dlaczego faceci tak dziadzieją i większość ludzi ma wiecznie przygnębione miny, wiecznie narzekają i wiecznie im coś nie pasuje.

Dziadzieje i dostrzegam to. Moje gorsze dni zamieniły się w miesiące, a miesiące zamieniają się w lata i nic nie wskazuje na poprawę. Mam dosyć słuchania ludzi, którzy twierdzą, że wystarczy tylko chcieć i że jesteśmy kowalami własnego losu. Wiele razy to tłumaczyłem w moich wpisach. Nie jesteśmy wolni i jesteśmy jak liść targany na wietrze. Na większość rzeczy nie mamy wpływu i musimy radzić sobie z tym co mamy. Ktoś kto w partii wylosował dwa asy będzie tłumaczył komuś kto wylosował dwójkę i siódemkę, że to wszystko od niego zależy. Wszystko zależy od rozdanych później kart. Z tym że ktoś z dwoma asami ma większe szanse na wygraną, niż ten drugi. Co nie znaczy, że ten drugi nie może wygrać partii. Może. Jednak jest to kwestia farta i umiejętności jakich nabył. Jednak nic mu to nie da jak na stole leżą kolejne dwa asy. Może jedynie ograniczyć straty.

Pełno tutaj ludzi, którzy przegrali na samym starcie i muszą sobie radzić z tym co mają, bo jeśli tego nie zrobią to nic dobrego ich nie czeka.

I pełno takich ludzi i ciężko to zrozumieć zwłaszcza gdy otaczasz się ludźmi sukcesu, albo dziećmi, które nasłuchały się tych pierwszych i powtarzają to co usłyszały, wierzą w to co przeczytały, a potem przeżywają szok, kiedy zostaną rzuceni w świat dorosłych i to takich, których nie widzieli, albo gardzili, bo przecież patrzyło się tylko na tych u góry. Uważało się, że mi się to należy. Gardziło się swoimi rodzicami, którzy tłukli nadgodziny, gardziło się pospólstwem i czuło się lepszym, a potem trzeba było wylądować w tym gronie gdy skończyły się inne możliwości.

Oczywiście ktoś stwierdzi, że wcale tak nie jest. Że on akurat ma dobrą pracę, dobrze zarabia i na wszystko zapracował i się z nim zgodzę. Szkoda tylko, że nikt nie widzi tych, którym się nie udało. Łatwo zwracać uwagę na ludzi, którzy wygrali, a setek przegranych nikt nie chce widzieć.

Ja czuję, że etap w moim życiu, kiedy mogłem coś zmienić minął bezpowrotnie i utknąłem w pułapce, której nie opuszczę. Stałem się niewolnikiem i moje kajdany coraz bardziej ograniczają mi ruchy. Wydostać się stąd mogę tylko dzięki szczęściu. Dostanę zastrzyk kasy, który mnie uwolni od tego i pozwoli spokojnie mnie rozwijać, albo postawić wszystko na jedną kartę i zacząć realizować moje plany. Jednak jeśli mi się nie uda, zniewolę się jeszcze bardziej, a obiektywnie patrząc setki przegranych wcale nie sprawiają, że chcę podejmować takie ryzyko, bo życie w tej formie jakie mam mi nie pasuje, jednak zawsze może być gorzej, a strach przed tym jest wystarczający by tkwić w tym marazmie jakim jestem teraz.

Oglądaliście doktora House?

Cały czas odczuwał ból, związany ze swoją nogą, łykał tabletki i był złośliwy dla ludzi wokół. W jednym odcinku zaczął brać tak silny lek, że już go nie czuł. Jego charakter się zmienił wtedy o 180 stopni. Stał się wesoły, cieszył się życiem i zaczął być milszy dla ludzi wokół.

Czuję się tak samo. Jakbym ciągle czuł ból. Nie ten fizyczny. Psychiczny.

Lata w depresji mnie zniszczyły, cały czas ona jest, mimo że potrafię sobie teraz radzić. Jednak życie nie zmieniło się aż w takim stopniu. Po prostu życie jest mdłe, ale trzeba się oszukiwać, żeby wstać znowu z łóżka i coś robić.

Wiecie czego się wstydzę? Że słuchałem rad randomów z internetu konkretniej z wykopu. Każdy miał dobre pomysły. Wyjedź. Nie idź na studia programistyczne, sam się ucz. Ucz się języka. Zerwij kontakty. 600Zł na jedzenie to za dużo. Do restaraucji codziennie chodzisz? Się nie dziwię jak cię na nic nie stać jak miesięcznie wydajesz 30zł na kebaby. Tak toksyczne i oderwane od rzeczywistości społeczeństwo znalazłem tylko tutaj. Gdzie każdy zarabia minimum 15k, wszyscy wyjechali, rzucają partnera/partnerkę po jednej kłótni, gdzie zrywają kontakty z rodziną, bo ktoś ma inne poglądy. Gdzie każdy jest specem od astronomii, wirusologii, socjologii, a najbardziej to od związków. Każdy drugiego poucza, a jak przychodzą matury, to nagle nikogo z tych znawców nie ma i nie ma kto odpisać, albo wczorajszy ekspert, dzisiaj prosi i loguje się na jakiegoś lewego discorda, żeby dostać nagie fotki jakiejś tiktokerki, jednak z innych śmiać się potrafi.

Wstydzę się tego, że słuchałem tych rad. Jednak mnie zrozumcie. Innych wzorców nie miałem i nikogo, kto by mi pomógł.

Jak byłem odcięty od wszystkich, miałem impuls i nie mogłem nawet na telefon zaufania się dodzwonić to gdy dodałem wpis z prośbą o pomoc to dostałem 2 komentarze i jedną wiadomość, żebym się zabił i dał wszystkim spokój…

Ból. Czuję ciągle ból. Łagodniejszy, mocniejszy, jakoś sobie z nim radzę, jednak wpadam znowu w apatię i wszystko mi jedno. Cokolwiek mam zrobić sprawia mi olbrzymi wysiłek i zaczyna mnie to denerwować. Bo znowu pracuję cały tydzień, a jeden dzień wolny jaki mi wypadnie to albo mam zaplanowany, albo nie potrafię się nim cieszyć bo na nic nie mam siły. Nie mam siły ruszyć cokolwiek. Mam w końcu wolne to tylko uświadamiam sobie jak moje życie jest pozbawione sensu i moje plany na przyszłość to tylko jeść, pracować i spać. Na niczym mi nie zależy, niczego nie pragnę.

Czy miałem pieniądze czy ich nie miałem to czułem to samo. Czy było na koncie 10k czy 1k nie robiło mi to różnicy. I mimo tego nadmiaru i tak nic nie mam. Innym ludziom daje frajdę kupowanie, remonty i wydawanie pieniędzy, a mi nie. Po prostu są. Chociaż odkąd przez moją dobroć i zaufanie do innych ludzi, skończyłem z kredytem, bo nie miałem na jedzenie to coś we mnie się złamało i straciłem całą dobroć jaką miałem do innych ludzi.

Strach przed drugą taką sytuacją sprawia że staram się trzymać wszystkich na dystans i liczę każdy grosz. W Polsce to w ogóle jest dramat pod tym względem. Co miesiąc kupuję coraz mniej, a pieniędzy wydaję tyle samo.

Bo pracuję, żyję i nie stać mnie na jedzenie? Na podstawowe potrzeby, które nawet niewolnikowi trzeba było załatwić? Muszę zapierdalać, że mieć na miskę ryżu? Kiedyś zapierdalałem, bo trzeba i miałem spokojną głowę. Teraz zapierdalam, nie mogę wziąć wolnego i muszę uważać, żebym miał co jeść?

I mam jeszcze zaciskać pasa? Odmówiłem już sobie prawie wszystkich przyjemności, a zaraz będę myślał czy powinienem siedzieć i to pisać, bo mnie na prąd nie będzie stać?

I to jest rzeczywistość wielu ludzi. Wielu których się nie widzi i nikt widzieć nie chce, bo przecież każdy jest kowalem swojego losu, a nikt z nich tego nie napisze, bo nie ma siły, czasu i nie widzi w tym sensu.

Ci którzy mogą pisać, tworzą w internecie inną rzeczywistość. Tak jak robi to telewizja.

I obie są przekłamane, a jedna i druga strona wytyka drugą palcami.
#depresja #gorzkiezale #zalesie #przemyslenia

12

Amerykańska popkultura jest jak samochody Henriego Forda, które mogą być w dowolnym kolorze, pod warunkiem, że będzie to ten sam kolor. Nie znaczy to, że nie będziemy dalej się cieszyć jazdą, ale wszystko z czasem się oku opatrzy i nie będzie już atrakcyjne. Formy mają więc znaczenie, bo to w nich podawana jest treść. I tak dziś rozmyślam co, ile i w jakiej formie oraz o jakiej treści dostajemy z netflixowym Wiedźminem. Refleksja jest taka, że szału nie ma, bo gdzieś już to wszystko widziałem. Ot, umaiło się nam Polaczkom, że za amerykańskie pieniądze zbudujemy spiżowy pomnik polskiej kultury popularnej i od Tajlandii, przez Indian w dżungli, po Hawaje młode pokolenie światowców będzie znało Sapkowskiego jak ich rodzice Wałęsę i Jana Pawła II. Może tak i być ale pod warunkiem, że obierzemy jednak drogę CDProjektu a nie Netflixa. Kluczem jest to do kogo należą środki wytwórcze dóbr kultury. bo to one dają finanse i narzędzia do eksploatacji jej źródeł. Dlatego za znacznie ciekawsze i dające większą satysfakcję jako konsumentowi, uważam ubigosowanie amerykańskiego Cyberpunka 2020 niż anglosaska pieczeń z sagi wiedźmińskiej, która obiecana była z piekarnika, a smakuje jak zwykle, z mikrofali.
#memrys #wiedzmin #cyberpunk #kultura #przemyslenia #netflix #cdprojektred

7

W 2014 roku wylądowałem w #uk i żydowska twarzoksiążka przypomniała mi dziś taką oto historię jaką siedem lat temu na szybko zapisałem:
---------------------------------------------------
10 grudnia, wymijając szalejące orkany, wylądowałem w Luton. Nie wykupiwszy opcji priorytetowego opuszczenia pokładu, wyszedłem jako jeden z ostatnich, zajmując podobne miejsce w kolejce do odprawy. Za mną stanęła, nienagannie ubrana, starsza pani, której wzrok nieustannie odczuwałem na plecach. Kiedy się odwracałem ta patrzyła mi prosto w oczy.
Myślę - wytrzymam, zignoruję, to w końcu Luton, pierwszy krok milowy większości Polaków na Wyspach. A wiadomo, że w tej specyficznej zbieraninie nietrudno o wariata i dziwaka.
Po kontroli dokumentu, przystanąłem na pobliskich krzesełkach w celu lepszego zabezpieczenia przewożonej kontrabandy przed dalszą drogą.
- Przepraszam, czy może mi Pan powiedzieć, gdzie jest ubikacja?
Jakoś nie byłem zaskoczony. Wiedziałem, że podejdzie…
- Pierwszy raz tu jestem, ale chyba najłatwiej będzie się kierować napisem "toilets"... czyli zdaje się za tym rogiem.
- Dziękuję... - odpowiedziała czyniąc pierwszy krok we wskazanym kierunku. Nagle się odwróciła:
- A czy przyjmie Pan ode mnie święty medalik? - uroczo i nienachalnie zagaiła.
- Medalik? Ja?
- No tak, Mam go specjalnie dla Pana i chciałam go Panu podarować.
- Bardzo mi miło, mogę przyjąć, przekaże babci, myślę, że bardzo się ucieszy.
- Nie nie, w żadnym wypadku, to dla Pana.
- Dla mnie... - powtórzyłem cicho, pomyślawszy, że te całe talizmanowe pogaństwo, może być dobrą wróżbą na nowe życie w tym kraju.
Nienależny odmawiać. Prezent przyjąłem. Jak się okazało szczęśliwie.
Nawet nie zauważyłem, kiedy starsza Pani odeszła. Bardziej zniknęła. A może jej tam wcale nie było?
---------------------------------------------
Spisałem powyższe 15 grudnia 2014 roku. Co było dalej? Rok 2015 był dla mnie najtrudniejszym w życiu, oszukany, okradziony przez brytyjskiego wspólnika i wystawiony przez niego na ostrzał brytyjskiej skarbówki, musiałem podjąć się najprostszych prac na produkcji przerzucając miesiącami 20 kilowe worki. Jednocześnie nie mając już firmy w Polsce, sprzedawszy też tam mieszkanie na poczet doinwestowania w nową spółkę, musiałem jak najszybciej sciągnąć żonę z malutkim dziekciem. Generalnie syf, kiła, mogiła, depresja i budowanie życia od zera w nowym kraju, z mocnym minusem finansowym na start.
O medaliku oczywiście zapomniałem w tym trudnym czasie, bo nigdy zbytnio religijny nie byłem, chociaż z pewnością gdzieś go mam i postaram się go w tym roku odnaleźć.
Jednak najbardziej zastanawia mnie jak to mnie owa starsza pani, tak dumnego i będącego pewnego swojej świetlanej przyszłości, przejrzała? Skąd wiedziała, że już za miesiąc będę potrzebował, również i duchowego wsparcia? A może to spotkanie to był tylko przypadek?
#memrys #uk #przemyslenia #religia #creepycontent #takbylo #emigracja

12

Lurki, takie moje spostrzeżenie…

Ostatnio w moim srodowisku pojawiło się trochę osób kowidopozytywnych…
Jak ich pytam jak to przeszli mam wrażenie, ze wyraźnie widać kto byl szczepiony, a kto nie…
Szczepionkowcy najczęściej opowiadają jak to straszliwie przechodzili i gdyby nie szczepionka to pewnie Piotr by im bramę już otwierał…
Niezaszczepieni zwykle mowia: eeee spooo, kilka dni jak w grypie i luzik... Gładko poszło, nie ma o czym gadać…
Nie wiem, czy to kwestia nastawienia psychicznego, czy faktycznie układ odpornościowy po szczepieniu dostaje swira i robi w organizmie jesień sredniowiecza jak widzi wirusa…
#przemyslenia #ciekawostki #szczepienia

18

Hejka.
Garść przemyśleń z rana... Wiecie, że całe to lewackie gówno rozlewa się po swiecie dzięki prawym ludziom. Dzięki chrześcijanom lewacka ideologia może egzystować? Myślę, że ci co ciągną za sznurki, ci co to zaplanowali muszą mieć niezła radochę, bo dymają nas podwójnie... Walą nas w rogi dwukrotnie... O czym pisze?
Nie wiem, czy to najtrafniej dobrany cytat, ale niech bedzie:
"Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: "Jestem bogaty" i "wzbogaciłem się", i "niczego mi nie potrzeba", a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny, i ślepy, i nagi."
Cała ta ideologia (czy to będzie lgbt, czy ekoterror, czy inny lewacki pomysł na rozwałkę zastanego porządku) nie bierze się znikąd... Ktoś musi stwierdzić, ze warto w to zainwestować, ze na końcu będzie jakiś zysk.
Myślę, ze nikt nie wyciągnie sobie kilku baniek z własnej kieszeni i nie stwierdzi, chuj-mogę to utopić…
Oni stwierdzają, ok ja to mogę firmować, ja to mogę wspierać, ale zapłaci za to Kowalski, zapłaci za to prawak, zapłaci za to katol, zapłaci za to lurek... Każdy z nas, spoleczenstwo zapłaci…
O co chodzi? Chodzi o nasz sprzeciw, a w zasadzie jego brak…
Jedynym w miarę optymistycznym przykładem, który podepre te #przemyslenia i #tegierozkminy jest przykład Gillette... Wymyślili sobie, ze nasraja i naplują w ogolone męskie twarze... Odjebali anty męska reklamę i na szczęście chopy skumali, że się na nich pluje to przestali kupować maszynki tej firmy... Zadziałało…

Niestety nie działa w innych sytuacjach. Nie działa, bo często wciskają nam kłamstwo, że jak oni padną to rozwali się wszystko, a często nie działa, bo sami nie chcemy/nie mamy sily/nie mamy ochoty zmieniac swoich przyzwyczajeń. Bo myślimy, ze co ja jeden zmienię, co ja jeden mogę?
Przyklad: wykop, fb, zywiec, (to tylko drobne przykłady z naszego podwórka) gdyby wszyscy wkurwieni propagandą, z dnia na dzień stwierdzili, "stop" to poszło za daleko nie kupuje, kasuje konto, lewactwo osraloby zbroje…
Biauek ma niezły polew jak Prawaki się odważą za pyskować, a po banie potulnie wracają... W normalnych warunkach Biauek powinien srac w gacie, zaraz mi "dzieło zycia" się rozpadnie bo propaganda idzie za daleko, ludzie się wkurwią i odejdą... A on wali bana za banem i wie, ze po dwóch tygodniach prawie wszyscy będą spowrotem, albo założą inne konto i będą wcześniej…
To samo z fb, to samo z tęczowym zywcem... Się ludzie zapienili jak pojawiła się reklama... Ale zakładam, ze 3/4 zapienionych dalej pije zywca….
Zobaczcie w drugą stronę jak to działa…
Jakas prawacka akcja, lewactwo tak długo skowycze, kłamie, pluje, tnie plandeki, pali, aż osiągną swój cel…
Brak sprzeciwu wobec zła, jest przyzwoleniem na zło…

Sorry, ze w weekend takie wrzuty, ale co zrobić... Naszło mnie

16

Witam wszystkich, jest długi weekend z okazji swieta dziękczynienia, wyszedlem z domu pojechałem po Philadelphii i chodze sobie bez celu słuchając audobooka(achaja). Dawno tu nie uczęszczałem z powodu tego ze mam blisko do pracy i ledwo mam czas zrobic lekcje na duolingo. Żałuję że zerwalem kontakt ze wspaniałą społecznością lurka. Spróbuję jakos nadrobic, przepraszam pozdrawiam
#przemyslenia #usa

15

Kiedy odwala coś człowiek przy władzy, bogacz, celebryta, lewak:
- korzysta z wolności slowa
- mowi metaforycznie, eufeumistycznie i "nie został zrozumiany" (przez plebs i idiotów)
- to byla empatia i człowieczeństwo, okaz empatię i człowieczeństwo
- kazdy robi błędy, chciał(a) dobrze

Kiedy zwykły człowiek wypowiada, co mu się nie podoba lub z czym się nie zgadza:
- hejt
- mowa nienawisci
- to jest karalne
- jestes nikim, nie masz osiagniec, zamknij się
- pisowski wiesniak i prymityw (albo z konfy)
#przemyslenia #gownowpis #lewackalogika #lewactwo

26

Piękno geopolityki.
Rosyjska inwazja na Ukrainę może mieć ciekawy obrót, brak reakcji Polski może spowodować że będziemy mieli na całej granicy wschodniej wrogo nastawionego rosyjskiego sąsiada którego celem będzie dalszej grze Polska albo od razu za jednym zamachem przeoraną ten kraj aby nie był ekonomicznym konkurentem.
Druga opcja to inwazja państw bałtyckich na wschód wraz z atakiem rosyjskim na Ukrainę.

W obu przypadkach mamy przejebane chociaż odebranie Kaliningradu w zamian za ziemie wschodniej ukrainity brzmi ciekawie, Białoruś idzie w znacznej cześć do Rosji a zachodnia Ukraina jest bufforem, UE się centralizuje pod wpływem oddolnych nacisków i nowy cykl historyczny rozpoczęty.
#geopolityka #przemyślenia

8

Mając gówniany humor postanowiłem sobie jeszcze dołożyć, robiąc podejście do nigdy wcześniej nie oglądanej batmanowskiej trylogii Krzysztofa Nolana. Jego filmy generalnie dzielę na długie i nudne oraz na nudne i długie. Czerwona lampka zapala mi się dodatkowo, kiedy widzę, że przy scenariuszu daje zarobić swojemu mniej zdolnemu bratu. I tak było niestety tutaj.

Wybrałem Mrocznego Rycerza z względu na wszędzie polecaną rolę Heatha Ledgera, że taka fajna i w ogóle wariactwo na ekranie. Trzeba przyznać, że napracowane, facet daje radę i aż miło porównać jego kreację z klasyczną kreskówkową oraz tą znaną z filmów Burtona. Nawet myślałem, że tytuł "Mroczny Rycerz" jest o nim, no ale nie jest.

Odnoszę wrażenie, że Nolan musiał być kompletnie zaskoczony kreacją Ledgera i nie był w stanie kontrolować spójności postaci Jokera z rysem reszty bohaterów. Wyszło takie "one man show", tam gdzie Ledger się pojawiał. Już tłumaczę: Kino Nolana jest klasycznym "plot driven story" i to aż do bólu. Akcja determinuje poczynania bohaterów, którzy gdzieś miedzy kolejnymi jej zwrotami prowadzą między sobą dialogi wyjaśniające widzowi, co był właśnie zobaczył. To takie zamaskowane słabiutką ekspozycją aktorską didaskalia.

Ziew totalny, zwłaszcza jak jest się wprowadzanym w meandry dokumentalistyki finansów przestępczości w Gotham i perypetii wymiaru sprawiedliwości. Uczyniło to Batmana kimś na miarę Eliota Nessa ds. przestępczości skarbowej. Nie takiego Batmana mam ochotę oglądać. W każdym razie Ladger widocznie olał nudny jak księgowy raport kwartalny scenariusz i postanowił zagrać "character driven story" wskazując że to nie akcja, a motywacja kreowanej postaci ma wpływ na to co się dzieje.
Powoduje to zupełne rozjechanie się spójności formuły filmu, co przez osoby nieobeznane z teorią sztuki filmowej jest niedostrzegane, bo przecież dostali fajnego Jokera, a dalej... dalej nic pusto i nieciekawie.
Takim szczytem przerostu formy nad treścią jest powierzenie zagrania tej samej postaci mentora i powiernika Batmana aż dwóm aktorom o tej samej, wypróbowanej, wadze gatunkowej - Morgan'owi Freeman'owi i Michael'owi Caen'owi. Bez sensu.

Jakby film zmontować do godziny 1:30, wywalając ten cały wątek księgowo - gangsterski i skupiając więcej uwagi na motywach głównych bohaterów to obraz mógłby być bardzo udany. Z tym co jest przyznaję dwie garści nietoperzowego guana na pięć garści w puli do zdobycia.
Aha, film był długi i nudny.
#batman #joker #nolan #film #recenzja #przemyslenia #memrys

8

Widzę, że wielu Lurków chętnie szkaluje i opluwa prezesa Glapińskiego, wchodząc w narrację tzw. wolnych mediów, dotyczącą inflacji. Nawet dość ciekawie to wygląda, kiedy to taki telewizyjny ekonomista, będący na etacie jakiegoś banku wymyśla Glapińskiemu, a potem ze zrozumieniem pochyla się nad prezesem amerykańskiego FEDu, tłumacząc, że sytuacja jest niepewna i skomplikowana, inflacja może być przejściowa, musimy sprawdzić efekt bazy itd, no ale jankes nie jest kojarzony z PiS, to można przez chwilę merytorycznie. Może i cała sytuacja nie zwróciłaby specjalnie mojej uwagi, gdyby nie personalna nagonka na prezesa NBP, której loty zostały obniżone do poziomu mema, emocjonalnie zrozumiałego dla potencjalnego janusza internetu, który widzi zdjęcie Glapy z dwoma stuningowanymi, hehe, asystentkami, a z drugiej strony widzi 6 zł za litr wachy do swojego używanego passata.

I tak mnie zastanowiło, kto tak nagania ulicę w temacie stóp procentowych, których zagadnień naganiani nawet nie rozumieją. Widać jest potrzeba stworzenia mocnego nacisku w masie wyborców w celu wytworzenia bazy dla decyzji politycznej, skoro podwyżki nie można było umotywować z powodów ekonomicznych.

Tylko komu to potrzebne? Z pewnością temat wygodny jest dla totalnej opozycji, która kupi w ciemno każdy los, aby tylko ***** ***, mimo że sam Glapiński jest z rekomendacji Marka Belki.
Ale to naganiacze. Sądzę, że prawdziwymi inspiratorami są banki komercyjne działające w Polsce, które siedzą na kredytach frankowych i euro, często upakowanych i zalewarowanych w różne instrumenty, które upychano frajerom, gdy dewizy były tanie. A złotówka obecnie na dnie, giełda w korekcie, obligacji nikt nie kupuje, wyniki kwartalne marne, klient w lokatę nie wchodzi, więc i hanuka może być na smutno, bo premie kwartalne biednie się zapowiadają.

Oczywiście stopy procentowe będzie można podnosić, kiedy pierwszy ruch zaczną wykonywać Amerykanie, wtedy dolar się gwałtownie umocni i warto mieć amunicję, w żargonie inwestora tzw. dry powder do podsypania złotówce. Wypsztykanie się amunicji przedwcześnie może doprowadzić do tego, że zabraknie jej na gonienie dolara w przyszłości bez obawy chłodzenia gospodarki. A co jak się okaże, że inflacja jest przejściowa i amerykański FED ma rację? Ano wtedy zostaniemy z wysokimi stopami jak Himilsbach z angielskim…

Warto też się zastanowić dlaczego prezes Glapiński jest tak wyjątkowo szkalowany atakami osobistymi na poziomie mądrali z lekcji przedsiębiorczości w gimnazjum. Jest to zresztą nie pierwszy raz. A kiedy to Glapiński podpadł pierwszy raz? Było to wtedy jak podjął z sukcesami starania o odzyskanie polskiego złota z londyńskiego City, kiszonego tam od wojny, dokładając do tego nowe zakupy kruszcu, aby było na cięższe czasy, które właśnie nadchodzą. Warto patrzeć na to co ktoś robi, a nie na to co o nim mówią.
#inflacja #glapinski #nbp #banki #pieniadze #kryzys #przemyslenia #ekonomia

8