Skandal w Grabowie! Nagrobek „wojownika UPA” na polskim cmentarzu. Burmistrz zapowiada rozmowę z rodzinąnczas.info

Zdjęcie

Upamiętnienie „bojownika UPA” na jednym z cmentarzy w Polsce. Profil Narodowy Słupsk ujawnił, gdzie znajduje się mogiła członka formacji odpowiedzialnej za rzeź na Polakach na Kresach Wschodnich II RP. „Nie możemy milczeć wobec takiego bezczeszczenia historii!” – czytamy.

Facebookowy profil donosi o „skandalicznym pomniku”. Sprawa dotyczy pochowanego na polskiej ziemi bojownika Ukraińskiej Powstańczej Armii. Skandalicznym wydaje się być fakt, że na jego mogile podkreślono, iż był „bojownikiem UPA”. Pochówek nie jest stary, bowiem pochodzi sprzed 20 lat.

„Na terenie cmentarza we wsi Grabowo stoi pomnik, na którym pod nazwiskiem upamiętnionej osoby widnieje napis w cyrylicy «wojownik UPA». Tak UPA!! Organizacji odpowiedzialnej za bestialskie mordy na polskich kobietach, dzieciach i starcach!” – napisał Narodowy Słupsk.

„Jak to możliwe, że w Polsce na naszej ziemi, w wolnym kraju stoi monument gloryfikujący zbrodniarzy spod znaku UPA?! To policzek dla pamięci ofiar i wszystkich, którzy znają prawdę o tamtych wydarzeniach” – czytamy.

Bojownik, o którym mowa, urodził się w 1923 r., zmarł w 2005 r. Oznacza to, że w czasach Rzezi Wołyńskiej miał około 20 lat. „Czyli był w wieku, w którym wielu brało czynny udział w tych wydarzeniach. Jeśli rodzina lub on sam zdecydowali się pozostawić po sobie pomnik z takim napisem, to też o czymś świadczy” – podkreślono.

Z napisów na grobie wynika również, że banderowiec urodził się we wsi Ulhówek, zniszczonej w czasie II wojny światowej. W latach 1944-1946 ukraińscy nacjonaliści dokonali tam mordu na 30 Polakach.

„Złożyłem już oficjalne pismo do Urzędu Miejskiego w Białym Borze, domagając się natychmiastowej reakcji – usunięcia tego pomnika lub przynajmniej likwidacji napisów i symboliki odwołujących się do UPA” – oświadczył administrator profilu.

„Nie możemy milczeć wobec takiego bezczeszczenia historii! Zachęcam wszystkich patriotów, wszystkich, którym leży na sercu pamięć o ofiarach, aby również zareagowali, pisali do władz, nagłaśniali sprawę. Prawda i szacunek dla ofiar są obowiązkiem każdego Polaka! 🇵🇱” – skwitował.

Jak podaje portak GK24.pl, do Urzędu Miasta w Białym Borze wpłynęło oficjalne pismo w tej sprawie. Autor domaga się natychmiastowej reakcji władz, czyli usunięcia pomnika lub przynajmniej napisów i symboliki, odnoszącej się do UPA.

Pomnik, o którym mowa, znajduje się na cmentarzu komunalnym. Stanowi jednak element nagrobka, a polskie prawo nie przewiduje, by samorządy mogły ingerować w wygląd lub treść napisów zamieszczanych na nagrobkach.

– To nie jest pomnik, to jest nagrobek. To jest grób dwojga osób – pani i pana i pod nim jest napisane „wojnik UPA”, czyli właśnie „żołnierz UPA”. To nie jest pomnik gloryfikujący UPA i ten nagrobek – poza tym napisem – nie różni się od innych znajdujących się na cmentarzu. Jest tam również „tryzub”, ale on jest godłem narodowym, więc nie jest zakazanym symbolem. Ten grób ma 25 lat. A nie ma przepisów, które pozwalają nam, jako właścicielowi cmentarza komunalnego, ingerować w treści nagrobne – twierdził w rozmowie z portalem burmistrz gminy Biały Bór Paweł Mikołajewski.

– Nie wiem, skąd była taka decyzja te 25 lat temu tej rodziny i dlaczego zdecydowali się taką informację na tym grobie napisać. Natomiast w Polsce nie ma żadnych przepisów, które regulowałyby jakąkolwiek możliwość ingerencji w groby – dodał.

– Sytuacja jest skomplikowana. Byłoby inaczej, gdyby to był jakiś pomnik, ale to jest nagrobek, z krzyżem, pod którym pochowane są dwie osoby. Nie ma też żadnego napisu „chwała UPA” czy innych gloryfikujących zwrotów, a jedynie informacja, że osoba ta była żołnierzem UPA. Nie chcę nawet wnikać, dlaczego rodzina zdecydowała się umieścić tam taki napis, bo w ten sposób sami wystawiają się na ocenę – stwierdził burmistrz.

Zapowiedział też, że gmina będzie rozmawiać o tym z rodziną zmarłego. – Ale tak naprawdę my, jako gmina, możemy jedynie zwrócić się do potomków tej rodziny z informacją, że dla własnego bezpieczeństwa powinni się zastanowić nad zasłonięciem tego napisu. Ponieważ wiadomo, że ludzie mogą na ten napis różnie reagować. I z taką sugestią zwrócimy się do rodziny – oświadczył.

http://nczas.info/2025/11/10/skandal-w-grabowie-nagrobek-wojownika-upa-na-polskim-cmentarzu-burmistrz-zapowiada-rozmowe-z-rodzina/

#upadlina #upa #banderowcy #mordercy #ludobojstwo

14

Ukraiński portal o inicjatorze Rzezi Wołyńskiej: „legendarny dowódca”kresy.pl

Zdjęcie

Ukraiński portal Espreso przedstawia Kłyma Sawura jako „wybitnego dowódcę UPA”, jednocześnie odrzucając odpowiedzialność za zbrodnie na ludności polskiej na Wołyniu.

Portal Espreso opublikował materiał dotyczący Kłyma Sawura, jednego z kluczowych dowódców UPA na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Artykuł przedstawia go jako jedną z najbardziej wyróżniających się postaci ukraińskiego podziemia oraz organizatora zbrojnego oporu w regionie.

W tekście podano, że Dmytro-Roman Klaczkiwski, znany pod pseudonimem Kłym Sawur, miał zapisać się w historii jako jeden z twórców Ukraińskiej Powstańczej Armii. Został on opisany jako „legendarny dowódca UPA w obwodzie wołyńskim” oraz postać szczególnie znacząca dla kształtowania struktur podziemia.

Zacytowano portal Last Bastion, według którego „dzięki wybitnym zdolnościom organizacyjnym i umiejętnościom dowódczym Klaczkiwskiego powstańcy zdołali siłą wyzwolić całe rejony Wołynia spod okupantów”.

Ukraiński portal twierdzi, że przypisywanie Sawurowi odpowiedzialności za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej jest – w ocenie portalu – „fałszywą narracją” stworzoną przez sowieckie służby specjalne. Według tej interpretacji to służby ZSRR miały „sfabrykować” tezę o jego udziale w organizacji Rzezi Wołyńskiej.

Warto w tym miejscu zauważyć, że w artykule z lipca 2025 roku (artykuł wybielał innego ukraińskiego zbrodniarza Romana Szuchewycza), ten sam portal wskazuje, że Kłym Sawur jest głównym, odpowiedzialnym Rzezi Wołyńskiej: „głównym inicjatorem czystek międzyetnicznych po stronie ukraińskiej mógł być Dmytro Klaczkiwski, dowódca UPA na Wołyniu” – pisał portal Espreso.

W czerwcu 1943 roku „Kłym Sawur” miał wydać rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w obwodach objętych działalnością UPA. Według szacunków historyków, do końca czerwca 1943 roku na Wołyniu zginęło od 9 do 15 tysięcy Polaków. Potem akcja miała przyspieszyć.

„Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu […]” – pisał w czerwcu w tajnej dyrektywie Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”, dowódca oddziałów UPA w tym rejonie. – „Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”.

W artykule nie odniesiono się do ustaleń polskich i międzynarodowych historyków, według których to właśnie Kłym Sawur, jako dowódca okręgu UPA-Północ, był jednym z głównych organizatorów zbrodni na ludności polskiej na Wołyniu w latach 1943–1944.

http://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-portal-o-inicjatorze-rzezi-wolynskiej-legendarny-dowodca/

#ludobojstwo #wolyn #upadlina #Polska #mordercy #historia

10

2016r Donbas i morderstwo dzieci w Donbasie przez ukraińców. Na Onecie ktoś przegapił bo nie zdjeli.

Anioły Donbasu

- Siedemdziesiąt dwa młode życia. Siedemdziesiąt dwoje małych ludzi, którzy już nigdy nie pójdą do szkoły. Nie otworzą piórnika i nie wyjmą z niego linijki ani ołówka. O tych maleńkich aniołach musimy pamiętać zawsze, choć zostały nam po nich tylko fotografie. Cząstka naszych dusz na zawsze pozostanie z nimi. Nigdy tego nie wybaczymy, bo ich rany to nasze rany, które będą boleć do naszej śmierci – takimi słowami rozpoczyna się rok szkolny 2016 w Donieckiej Republice Ludowej.

Zdjęcie

Na centralnym placu w Doniecku, tuż przy pomniku Lenina, zebrała się kilkusetosobowa grupa ludzi. Skrzyknęli się na "Wkontakcie", rosyjskim odpowiedniku Facebooka. W ostatniej chwili dołączyli do nich donieccy oficjele. Wszyscy przyszli, by oddać cześć poległym w Donbasie dzieciom. Są wśród nich rodzice, dziadkowie, rodzeństwo i znajomi zabitych.

- Saszka tak się dobrze uczyła. Tak dźwięcznie się śmiała cały czas. Liczyła dobrze i już czytała – opowiada, łkając starsza kobieta, której wnuczka zginęła w ostrzale artyleryjskim. Obejmuje ją jej mąż i siostra. W czarnych, żałobnych ubraniach przyszli na plac Lenina, gdzie oprócz setek ludzi pojawiły się także zdjęcia zabitych dzieci. - Jechaliśmy do Dobropola. Z Doniecka to parę kilometrów. Czemu strzelali do nas? Nie wiem, ale tak walili w domy dookoła, że nie został kamień na kamieniu — dodaje staruszek. - Swoje życie bym oddała, żeby Sasza mogła dalej żyć — mówi załamującym się głosem jego żona.

Eduard Basurin, wiceminister obrony narodowej DRL

- Przykro zaczynać rok szkolny od takich strasznych wspomnień. Ciężko dobrać słowa, kiedy wokół są cierpiący rodzice – zabrał głos zastępca ministra obrony narodowej DRL Eduard Basurin podczas spotkania w centrum Doniecka. - Trzeba jednak żyć dalej i to z podniesioną głową. Wypłakaliśmy już swoje i na pewno uronimy jeszcze nie jedną łzę – mówił z kamiennym wyrazem twarzy żołnierz. - Wy, rodzice, bracia, siostry, babcie i dziadkowie, możecie być pewni, że nikt nie zapomni o tych małych aniołach. Wy módlcie się, żeby nikt już nigdy nie musiał tak płakać na mogiłach, a my was nie zawiedziemy i włożymy maksimum siły, aby pomścić ich śmierć. Sprawimy, że wróg, który wszedł do naszego ogrodu zza granicy, będzie uciekał z przerażenia. Tak, jak oni zaatakowali nas, tak my pójdziemy na nich – zakończył przemówienie Basurin, otrzymując gromkie brawa.

Złość

W międzyczasie na prowizoryczną scenę udekorowaną flagami DRL, tuż pod pomnikiem Lenina, wychodzą kolejni rodzice i dziadkowie. - Nikita tak sobie dobrze radził w szkole – opowiada Olga Nikolajowna. - Już się nigdy nie dowiem, kim zostałby w przyszłości. Kim byłyby jego dzieci. Nawet nie mam siły już o tym myśleć – mówi przez łzy. - Chciałabym się tylko dowiedzieć, kto mu to zrobił, a później sama bym go zabiła – dodaje zdenerwowana i rozedrgana kobieta.

Tuż obok stoi na oko 80-letnia pani wsparta o drewnianą laskę. W rękach ma cztery zdjęcia. Podczas jednego z bombardowań miasta, we własnym domu, zginęli wszyscy członkowie jej rodziny. Dwie dziewczynki – Kristina i Aleksandra oraz ich rodzice. - W mojej duszy czuję taki ból... - przerywa. - Czuję taki ból, którego nie zmierzysz niczym – mówi. - Dałabym wszystko, żeby wrócili. Znowu mogłabym opowiadać im bajki, czytać książki. Ale ich już nie ma i nie będzie. Wiem to i pamiętam, jak tylko coś gruchnęło... rozwaliło cały dom... - znów przerywa. - Dlaczego akurat my? Dlaczego do nas strzelali? Za co? - zadaje pytania, na które najprawdopodobniej nigdy nie pozna odpowiedzi. - Przecież też jesteśmy ludźmi. W czym jesteśmy gorsi, że można nas tak zabijać bezkarnie? Ja już chcę tylko pokoju. Niech nie giną więcej nasze dzieci.

- Kiedy mówimy o prawach człowieka, to nie można rozgraniczać ich na narodowość – powiedziała Daria Morozowa, rzecznik praw człowieka Donieckiej Republiki Ludowej. - Łatwo jest przedstawiać statystyki. Każdy z nas wie jednak, że za każdą cyfrą kryje się osobne, niewinne życie. 43 chłopców i 29 dziewczynek. Tyle ofiar zabrała zbrojna agresja ze strony Ukrainy – mówiła łamiącym się głosem Morozowa. - Kto by pomyślał, że po 70 latach od zakończenia II wojny światowej, to właśnie u nas będzie powtarzać się ta tragiczna historia. Ten sam strach, który przeżywali ich pradziadkowie i prababki przyjdzie czuć dzieciom w Donbasie. Dziś, kiedy nie ma ich już z nami, musimy szukać ich dusz w pozostawionych rysunkach, wierszykach czy zabawkach. Ta wojna pozostanie na długo w naszej pamięci i w snach. Mimo to dzieci Donbasu nie będą siedzieć zamknięte w piwnicach. To w końcu potomkowie górników i robotników, którzy ciągle oddają życie za swój kraj – zakończyła przemówienie Morozowa.

- Miał właśnie skończyć szkołę, ale uratował mi życie – mówi mama Danii. - Przykrył mnie własnym ciałem. Ja zostałam raniona, a on... umarł. Jeszcze całkiem niedawno mi mówił... tak bardzo cię kocham, mamo. Teraz ja to powtarzam w kółko i mam nadzieję, że mnie słyszy. Kocham cię, kocham, kocham cię Dania. Tylko ciebie mi teraz w domu brakuje. Bez ciebie już słońce nie świeci tak samo, trawa nie jest tak zielona. Miał tylko 16 lat i 10 miesięcy... dwa do urodzin... i nie dożył...

Konflikt na wschodniej Ukrainie rozpoczął się w marcu 2014 roku protestami przeciwko rewolucji na Majdanie oraz tuż po tzw. kryzysie krymskim. W maju tamtego roku, po zajęciu przez rebeliantów budynków Administracji Obwodowej, Doniecka Republika Ludowa ogłosiła niepodległość i postanowiła odłączyć opanowane terytorium od Ukrainy. Separatystom początkowo udało się zająć nawet miasto Słowiańsk. Później zmuszeni do odwrotu przez regularne wojska ukraińskie cofnęli się aż do Doniecka.

Najostrzejsze walki toczyły się między siłami DRL a armią ukraińską o lotnisko. Początkowo wszytko działo się w granicach miasta. Niemal całkowitemu zniszczeniu uległy wtedy obrzeża, gdzie przebiegała regularna linia frontu. Większość okolicznych mieszkańców została ewakuowana lub uciekła, ale byli i tacy, którzy mimo ostrych walk zostali, a także i tacy, którzy zginęli w trakcie przemieszczania się wzdłuż formującej się linii frontu. Ostrzał padał wtedy z każdej strony.

Strach

Szkoła numer 63 w dzielnicy Kujbyszewskiej w Doniecku znajduje się niedaleko ostrzeliwanej regularnie dzielnicy Kijowskiej. Rozpoczęcie roku szkolnego niesie tutaj za sobą wspomnienie sprzed dwóch lat. Na boisku położonym na niewielkim wzniesieniu ponad szkołą zginęła dwójka dzieci: Wiktor i Andrjej. Do dziś widać ślady odłamków na metalowym ogrodzeniu, bramce i na słupkach. Na ziemi dwie ciemne smugi. Wybuch nastąpił w narożniku boiska, gdzie mecz rozgrywało dziewięciu chłopców. Oprócz dwóch zabitych czterech zostało rannych, w tym Mikolaj.

- Graliśmy w piłkę, tu obok na boisku. Nagle jakiś pocisk poleciał w naszą stronę. Pamiętam, że wtedy w ogóle mocno strzelali. Ale pomyśleliśmy, że pewnie chwilę tylko to potrwa. Jak zwykle. Poza tym była dopiero szesnasta – mówi 13-latek.

- Dzieci często tam grały. Brały klucze do furtki od pani portierki i szły – mówi Swietlana Nikolajowa, nauczycielka ze szkoły 63. - Nagle buch. Coś uderzyło obok. Ojciec jednego z chłopców mieszkał niedaleko. Od razu przybiegł na miejsce. To, co znalazł... - przerywa. - Za chwilę zjechało się wielu reporterów, fotografów. Pytali, co się stało. Tylko po rozerwanej siatce i śladach na ziemi można było mniej więcej rozpoznać trajektorię lotu, ale do dziś nie można jednoznacznie powiedzieć, skąd to nadleciało. Od strony lotniska. Tak mówią [północny zachód miasta, miejsce starć armii ukraińskiej z rebeliantami].

- Ja byłem ranny w nogę, w rękę i lekko w głowę – opowiada Mikolaj.

- A teraz, gdzie gracie w piłkę? - pytam.

- Na tym samym boisku.

- I nie boicie się? Nie strzelają już?

- Strzelają cały czas, ale lekko.

To jeden z najtragiczniejszych obrazów wojny w Donbasie. Organizacje pozarządowe alarmują, że dzieci wychowujące się w rejonie konfliktu tracą poczucie zagrożenia. Przyzwyczajone do wybuchów i strzałów tracą naturalny odruch ucieczki. Zostają i giną.

Nowe boisko zostało zbudowane tuż obok wyremontowanej szkoły. Pracę wsparła finansowo fundacja oligarchy urodzonego w Doniecku, właściciela hoteli, stadionu i klubu Szachtar Donieck, Rinata Achmetowa. Do dziś po mieście krążą legendy, że biznesmen zapowiedział obu stronom, że jeśli jakaś rakieta spadnie na stadion, to sam się z nimi rozliczy. Boisko przy szkole nie miało tyle szczęścia.

- Kiedyś, przed wojną mieliśmy tu jakieś 500 dzieci – wspomina dyrektorka Ludmiła Dmytruk. - Dziś rok szkolny zaczyna 255. Jeszcze 25 maja nie wiedzieliśmy dokładnie, ilu będziemy mieć uczniów. Zapisanych było 109. Po prostu rodzice nie wiedzieli, czy rok szkolny się w ogóle rozpocznie. Poza tym bardzo dużo ludzi wyjechało – przyznaje dyrektorka. Donieck po Kijowie, Charkowie i Odessie to największe miasto Ukrainy z prawie milionem mieszkańców. Przed wojną. Dziś zostało ich nie więcej niż połowa. Szacuje się, że w całym Donbasie może mieszkać teraz co najwyżej dwa miliony ludzi.

Aleje aniołów

Po stronie ukraińskiej sytuacja wygląda niestety podobnie. Wiaczesław Abroskin, szef policji obwodu donieckiego informował o 50 zabitych dzieciach w ciągu dwóch lat. Według oficjalnych statystyk w rejonie jeszcze w 2013 roku było 657 tysięcy dzieci. Dziś liczba ta spadła do 300 tysięcy.

Szkoła numer 63 to nie jedyna, gdzie trafiły zabłąkane pociski. Wasylina Grigorjewna jest dyrektorką szkoły nr 57 w donieckiej dzielnicy "Kijowska", która była ostrzelana jako jedna z pierwszych w mieście. Jak podawała w październiku 2014 roku administracja obwodowa, pocisk eksplodował kilka metrów od murów budynku.

W szkole przebywało wtedy ponad 200 osób, w tym 70 dzieci i 28 nauczycieli. Cztery osoby zginęły, kilkanaście trafiło do szpitali. Na szczęście wtedy ofiarami nie były dzieci. - Tak nie może być dłużej. Dziś zaczynamy nowy rok szkolny i dzieci, a także ich rodzice chcą być pewni, że ich pociechy wrócą z lekcji całe i zdrowe. Niech nie powiększa się już aleja aniołków – powiedziała dyrektorka.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/anioly-donbasu/p6brnv

#upadlina #banderowcy #mordercy

16

Komisja Śledcza ONZ uznała działania Izraela za zbrodnię ludobójstwakresy.pl

Izrael dopuścił się ludobójstwa na Palestyńczykach w Strefie Gazy, ustaliła Niezależna Międzynarodowa Komisja Śledcza ONZ. Jej śledztwo trwało dwa lata.

ONZ stwierdziła, że ​​Izrael popełnił cztery z pięciu aktów ludobójstwa określonych w Konwencji w sprawie ludobójstwa z 1948 roku to jest: zabójstwo, spowodowanie poważnego uszczerbku na zdrowiu fizycznym lub psychicznym, umyślne stworzenie warunków życia mających na celu całkowite lub częściowe zniszczenie grupy ludności oraz stosowanie środków mających na celu wstrzymanie urodzeń, zrelacjonował “Jerusalem Post”.

Ustalenia Komisji opierają się na kompleksowej analizie aktów ludobójstwa (actus reus) i zamiaru ludobójczego (dolus specialis). „Komisja stwierdza, że ​​Izrael ponosi odpowiedzialność za popełnienie ludobójstwa w Strefie Gazy” – powiedziała Navi Pillay, przewodnicząca Komisji. Jak podkreśliła – „Jest oczywiste, że istnieje zamiar zniszczenia Palestyńczyków w Strefie Gazy poprzez działania spełniające kryteria określone w Konwencji o Ludobójstwie”.

„Odpowiedzialność za te zbrodnie ludobójstwa spoczywa na najwyższych szczeblach władz Izraela, które od prawie dwóch lat organizują kampanię ludobójczą, której celem jest zniszczenie grupy Palestyńczyków w Strefie Gazy” – referowała Pillay – „Komisja stwierdza również, że Izrael nie zapobiegł popełnieniu ludobójstwa i nie ukarał go, nie podejmując śledztw w sprawie aktów ludobójstwa i nie ścigając domniemanych sprawców”.

Po raz pierwszy komisja ogłosiła ustalenie dwóch konkretnych, dokonanych aktów ludobójstwa, a także zamiaru ludobójczego. Raport nie analizuje jednak indywidualnej odpowiedzialności karnej na mocy Statutu Rzymskiego.

Dowodami na to są między innymi „dehumanizujące” wypowiedzi izraelskich urzędników oraz oświadczenia, które wprost nawoływały do ​​zemsty, zniszczenia i zagłady. Komisja śledcza uznała również, że chociaż izraelscy przywódcy polityczni i wojskowi konsekwentnie określali operacje wojskowe w Strefie Gazy jako „samoobronę” i twierdzili, że 7 października stanowiło „egzystencjalne zagrożenie dla Izraela”, to w istocie nie nosiły one charakteru obronnego.

Jak oceniła Komisja – „Ataki [Hamasu] w południowym Izraelu z 7 października 2023 r. były brutalnymi zbrodniami wojennymi, ale nie stanowiły egzystencjalnego zagrożenia dla Państwa Izrael”

Komisja stwierdziła również, że zamiar ludobójczy można powiązać z „dziesiątkami lat szkodliwej okupacji i brutalnego osadnictwa, z segregacją rasową lub apartheidem” wobec Palestyńczyków.

Komisja wezwala Izrael do natychmiastowego zaprzestania ludobójstwa w Strefie Gazy i pełnego zastosowania się do środków tymczasowych Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, zawartych w jego zarządzeniach z 26 stycznia, 28 marca i 24 maja 2024 r. Zaapelowała również o przywrócenie dostępu ONZ i wsparcia humanitarnego do Strefy Gazy, „zakończenie polityki głodu” oraz „zbadanie i ukaranie ludobójstwa i podżegania do ludobójstwa wobec ludności palestyńskiej w Strefie Gazy”.

Wszystkie państwa członkowskie ONZ są zachęcane do wykorzystania wszelkich dostępnych im środków w celu zapobiegania ludobójstwu w Strefie Gazy, zaprzestania transferu broni i innego sprzętu lub dóbr oraz do zbadania i ścigania osób i korporacji na ich terytoriach, które „pomagają w popełnianiu ludobójstwa lub podżeganiu do ludobójstwa”

W wyniku działań zbrojnych Izraela zginęło 64,7 tys. mieszkańców Strefy Gazy. 164,6 tys. zostało rannych. Izraelczycy przyznali, że wśród ofiar ich działań zbrojnych prowadzonych od połowy marca do połowy sierpnia tylko jedną piątą stanowili bojownicy Hamasu.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/bliski-wschod/komisja-sledcza-onz-uznala-dzialania-izraela-za-zbrodnie-ludobojstwa/

#zydzi #mordercy #ludobojstwo #palestyna #onz

14

Jak komuniści mordowali polskich księżynczas.info

Zdjęcie

26 sierpnia 1963 r. w Lublinie zmarł biskup Czesław Kaczmarek, od 1938 r. ordynariusz kielecki. W latach 1951–1956 był więziony i torturowany przez władze komunistyczne. Czerwoni faszyści zarzucili mu… faszyzację życia społecznego, szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych oraz Watykanu, nielegalny handel walutami. A naprawdę ordynariuszowi kieleckiemu nie mogli darować raportu o „pogromie kieleckim”, za który obwinił UB i NKWD. To nie jedyny kapłan prześladowany i wyeliminowany przez czerwoną zarazę.

Dokładną liczbę represjonowanych kapłanów trudno jest ustalić. Na pewno nie były to pojedyncze przypadki, lecz setki. Istotne jest to, że wobec księży bolszewicy nie stosowali taryfy ulgowej, a często metody były jeszcze bardziej bestialskie.

Raport biskupa

Aresztowanie, tortury i haniebny proces ordynariusza kieleckiego Czesława Kaczmarka były karą za Kielce – prowokację, którą w lipcu 1946 r. przeprowadziły tam komunistyczne służby. Na zlecenie bpa Czesława Kaczmarka powstał bowiem raport przekazany następnie ambasadorowi USA w Warszawie Arthurowi Bliss Lane’owi.

Czytamy w nim m.in.: „Cała polska prasa rządowa poświęciła temu faktowi mniejsze lub większe ustępy, zgodnym chórem stwierdzono, że chodziło tu o przygotowany przez organizacje podziemne, których nici sięgają aż generała Andersa, pogrom Żydów, że był to ruch o charakterze faszystowskim”. Kilka zdań dalej mamy diagnozę kieleckiej prowokacji: „Powody tej niechęci ogólnej [do Żydów] są powszechnie znane, w każdym razie nie wynikają one ze względów rasowych. Żydzi w Polsce są głównymi propagatorami ustroju komunistycznego, którego naród polski nie chce, który mu jest narzucany przemocą, wbrew jego woli”.

Dywersja i szpiegostwo

W katowni komunistycznej bezpieki przy ul. Rakowieckiej bp Czesław Kaczmarek był poddawany konwejerowi – trwającym non stop, w dzień i w nocy przesłuchaniom przez zmieniających się „oficerów” śledczych. Ubecy podawali mu środki odurzające. „Przekonywali go”, że jest zdrajcą i jako takiego wszyscy się go wyrzekli. Po ponad dwu i pół roku takiego śledztwa, we wrześniu 1953 r. stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Sądził jeden z najbardziej krwawych stalinowców – Mieczysław Widaj. Akt oskarżenia dotyczył „działalności w antypaństwowym ośrodku” w interesie „imperializmu amerykańskiego i Watykanu” w celu „obalenia władzy robotniczo-chłopskiej” drogą „działalności dywersyjnej i szpiegowskiej”.

Ten pokazowy proces został jednak przerwany, bo duchowny przestał czytać przygotowany mu przez „oficerów” śledczych maszynopis. Wtedy z salki obok wyszedł dyrektor departamentu śledczego MBP Jacek Różański (Józef Goldberg) i powiedział: „Ja już skułem mordy obrońcom [m.in. słynnemu adwokatowi Mieczysławowi Mojżeszowi Maślance, który pełnił de facto rolę jednego z oskarżycieli] i przestrzegam księdza biskupa, aby nie poważył się więcej na podobne postępowanie”. Wyrok – 12 lat. Z więzienia bp. Czesław Kaczmarek wyszedł w maju 1956 r. jako wrak człowieka.

Przeciw Mrożek i Szymborska

W marcu 1949 r. przed łódzkim WSR Mieczysław Widaj – razem z innym mordercą sądowym – Julianem Polanem-Haraschinem skazał na śmierć kpt. Jana Małolepszego „Murata”, ostatniego dowódcę Konspiracyjnego Wojska Polskiego, oraz dwóch księży z diecezji częstochowskiej: ks. Mariana Łososia i ks. Wacława Ortotowskiego. Trzeci ksiądz Stefan Faryś dostał 12 lat więzienia. Podstawą był dekret „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa” z 13 czerwca 1946 r., tzw. mały kodeks karny. Księżom Bierut złagodził wyroki, a „Murata” zamordowano w więzieniu. Jego zwłoki posłużyły do badań medycznych.

W styczniu 1953 r. ten sam Widaj w tzw. procesie kurii krakowskiej skazał trzech księży na karę śmierci (wyroków ostatecznie nie wykonano). „Działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję” – taką rezolucję Związku Literatów Polskich podpisał m.in. Sławomir Mrożek i Wisława Szymborska.

Komuniści bali się „Bartka”

Ks. Rudolf Marszałek, członek Sodalicji Mariańskiej, we wrześniu 1939 r. obrońca Warszawy, więzień hitlerowskich katowni, po wojnie związał się ze zgrupowaniem Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Aresztowany 12 grudnia 1946 r., wskutek donosu agenta UB – Henryka Wendrowskiego (wcześniej oficer Okręgu Białystok AK), który doprowadził również do okrutnej śmierci kilkudziesięciu żołnierzy „Bartka”. Wendrowski został potem ambasadorem PRL w Danii, a zmarł w Warszawie w 1997 r. jako zasłużony, dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.

Akt oskarżenia wobec ks. Marszałka zatwierdził wicedyrektor Departamentu Śledczego MBP Adam Humer. Co takiego zrobił kapłan, że jego sprawą zajął się aż tak wysoki funkcjonariusz?

Komuniści bali się „Bartka” i jego ludzi, bo na Śląsku Cieszyńskim przeprowadził ok. 340 akcji zbrojnych. Nie mogli mu darować szczególnie zajęcia 3 maja 1946 r. Wisły, w której jego żołnierze przeprowadzili dwugodzinną defiladę żołnierzy NSZ. Po brutalnym śledztwie w katowickim UB, a potem na warszawskim Mokotowie ks. Marszałka oskarżono o szereg „zbrodni”, m.in. ujawnianie tajemnic państwowych i działalność wywiadowczą. 10 marca 1948 r. stanął przed plutonem egzekucyjnym. W rzeczywistości w tył głowy strzelał metodą katyńską jeden morderca – Piotr Śmietański. Ten sam kat zamordował rtm. Pileckiego, kierownictwo IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

Zamordowani, zamęczeni

Podobny los spotkał innych niezłomnych kapłanów. 24 maja 1946 r. od strzału w potylicę zginął ks. Kazimierz Łuszczyński, ps. „Mateusz”, „Rosa” – kapelan Narodowych Sił Zbrojnych. Miesiąc wcześniej – 19 marca 1946 r. – razem z sześcioma współtowarzyszami walki został skazany w tzw. procesie lubelskiego Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie pod przewodnictwem komunistycznego ppłk Alfreda Janowskiego na karę śmierci.

Ks. Zygmunt Kaczyński – przedwojenny redaktor pism społeczno-katolickich, poseł na Sejm II RP – według oficjalnej komunistycznej wersji doznał ataku serca, a w rzeczywistości zmarł wskutek tortur.

26 kwietnia 1951 r. komuniści aresztowali go (zresztą ponownie) pod zarzutem zamiaru zmiany przemocą ustroju ludowo-demokratycznego państwa polskiego. 29 sierpnia tego samego roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał kapłana na 10 lat więzienia, pomimo interwencji Watykanu i Episkopatu Polski. 13 maja 1953 r. ksiądz Zygmunt Kaczyński został zamordowany w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.

Baraniak małomówny

13 sierpnia 1977 r. zmarł abp Antoni Baraniak, przed II wojną światową sekretarz prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, po wojnie – Stefana Wyszyńskiego. We wrześniu 1953 r. aresztowany przez władze komunistyczne i poddany brutalnemu śledztwu, co osłabiło zdrowie kapłana i doprowadziło do jego przedwczesnej śmierci. To była cena za uratowanie życia Prymasa Tysiąclecia. Niewiele bowiem brakowało, by komuniści urządzili prymasowi Wyszyńskiemu proces o zdradę państwa i działalność kontrrewolucyjną. Gdyby tak się stało, za tak ciężkie – wymyślone przez czerwonych bandytów – przestępstwa mógł być skazany nawet na karę śmierci, która – nie można tego wykluczyć – zostałaby wykonana.

Rodzimi bolszewicy świetnie wiedzieli, że ks. Prymas Stefan Wyszyński sam nic im nie powie, nie przyzna się do absurdalnych zarzutów. Dlatego zamierzali wykorzystać do tego jego sekretarza. Po bp. Baraniaka do Domu Arcybiskupów Warszawskich przy ul. Miodowej czerwoni faszyści przyszli 25 września 1953 r. – tego samego dnia aresztowali prymasa Wyszyńskiego.

Podlegli Moskwie rodzimi komuniści nie spodziewali się jednak, że Antoni Baraniak okaże się „małomówny”. Po przewiezieniu do katowni przy ul. Rakowieckiej, wytrzymał tam 27 miesięcy ciężkiego śledztwa, przesłuchiwany przez bandytów z bezpieki przynajmniej 145 razy, nawet przez kilkanaście godzin z rzędu. Śledczy robili wszystko, aby wydobyć od biskupa informacje obciążające Wyszyńskiego, świadczące o tym, że Prymas Polski jest zdrajcą i szpiegiem. Ubecy (którzy dziś chcą przywrócenia przywilejów emerytalnych) zrywali mu paznokcie, przetrzymywali przez wiele dni nago w lodowatej, pełnej fekaliów celi (polecam szczególnie wszystkim lewackim obrońcom zwierząt). Ale biskup Baraniak nie dał się złamać. Zmaltretowany odmawiał współpracy, nie obciążył kardynała Wyszyńskiego i komuniści musieli zrezygnować z procesu Prymasa Polski.

Kiedy błogosławiony?

Efekt był wszak taki, że w tym komunistycznym areszcie bp Antoni Baraniak stracił zdrowie – od września 1954 r. do maja 1955 r. przebywał w więziennym szpitalu. Potem został zabrany z Warszawy do aresztu domowego w zakładzie salezjańskim w Marszałkach k. Ostrzeszowa, a następnie internowany w domu sióstr elżbietanek w Krynicy. Komuniści uwolnili go ostatecznie 30 października 1956 r. i wkrótce wrócił na stanowisko kierownika Sekretariatu Prymasa Polski.

A bp Antoni Baraniak – tak jak bp Czesław Kaczmarek – choć wypuszczony na wolność, odszedł do Domu Ojca przedwcześnie – po bestialstwie miejscowych bolszewików. Zmarł 13 sierpnia 1977 r. i został pochowany w podziemiach poznańskiej katedry.

Przypomnieć trzeba, że przed pracą sekretarza, a wcześniej kapelana Prymasa Stefana Wyszyńskiego, bp Antoni Baraniak pełnił analogiczne funkcje u boku wielkiego poprzednika – Prymasa Augusta Hlonda: od 1933 r. do tajemniczej wciąż śmierci kardynała w październiku 1948 r. (nie można wykluczyć, że został przez komunistów zamordowany). Biskup Baraniak już w czasie okupacji niemieckiej był niezłomny, dzieląc z Prymasem Hlondem trudy rozłąki z Ojczyzną. Dlatego po tym, jak Prymas Stefan Wyszyński został uznany za błogosławionego, czekamy na zakończenie podobnej procedury odnośnie do biskupa Antoniego Baraniaka.

Zbrodnie junty

19 października 1984 r. – to oficjalna data śmierci kapelana „Solidarności” – ks. Jerzego Popiełuszki. W styczniu 1989 r., czyli na kilka miesięcy przed obradami „okrągłego stołu”, zginęli kolejni niezłomni kapłani: Stefan Niedzielak i Stanisław Suchowolec. Ks. Sylwester Zych stracił życie miesiąc po czerwcowych wyborach do kontraktowego Sejmu. To tylko niektórzy kapłani – ofiary czerwonej zarazy.

http://nczas.info/2025/09/14/jak-komunisci-mordowali-polskich-ksiezy/

#Polska #ub #zydzi #mordercy #komunisci #kk #kosciolkatolicki

22

Powojenny atak UPA w Sanockiem. Ukraińcy spalili Łodzinę, Hłomczę i Witryłówkresy.pl

10 września 1946 roku doszło do jednego z najpoważniejszych napadów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na terenie południowo-wschodniej Polski.

Zorganizowany atak objął trzy miejscowości: Łodzinę, Hłomczę i Witryłów w powiecie sanockim. Akcja była przeprowadzona z dużym rozmachem przez połączone sotnie UPA, dowodzone przez oficerów znanych pod pseudonimami „Hryń”, „Jar”, „Burłaka” i „Łastiwka”. Siły partyzanckie szacowano wówczas na około 2000 ludzi.

UPA uderzyła równocześnie na kilka wsi, stosując taktykę zastraszania ludności oraz niszczenia infrastruktury. Atak miał na celu sparaliżowanie życia codziennego, wymuszenie uległości na miejscowych Polakach i odcięcie ich od wsparcia ze strony państwa polskiego.

Witryłów – dzięki dobrze zorganizowanej samoobronie mieszkańców wieś nie została całkowicie zniszczona. Udało się odeprzeć część napastników, choć skutki napadu były poważne: spalono 56 domów, budynki gospodarcze oraz dworskie zabudowania rodziny Dwernickich. Zamordowano w okrutny sposób 7 osób: Franciszkę Baran, Kazimierę Dzik, Antoniego Kozłowskiego, Adama Kurzacza, Tadeusza Pelca, Józefa Skrzypskiego i Marię Wituszyńską, kilkanaście osób zostało rannych.

Hłomcza – miejscowość została niemal całkowicie spalona. UPA zniszczyła 90 domów oraz dwa zbiorniki ropy naftowej w miejscowej kopalni. W napadzie życie straciły 3 osoby, w tym 14-letnia córka Emila Romana.

Łodzina – pierwszy atak na Łodzinę miał miejsce 30 grudnia 1945 roku, kiedy oddział UPA uprowadził jednego z mieszkańców wsi. Przed 1945 rokiem wieś była w większości zamieszkana przez Ukraińców, którzy potem zostali wysiedleni do Związku Sowieckiego. Na miejscu pozostało jedynie kilka rodzin, a do opuszczonych domów wprowadzili się osadnicy z innych wsi, spalonych przez oddziały UPA. W czasie wrześniowego ataku zniszczono w Łodzinie 62 budynki oraz zamordowano 9 osób. Byli to: Andrzej Fik (22 lata), Mikołaj Fik (42 lata), Katarzyna Fik (53 lata), Mieczysław Okriak (32 lata), Aleksander Fedyn (55 lat), Mikołaj Sawczak (58 lat), Mikołaj Hołowka (70 lat), Mikołaj Bagan (45 lat) oraz Czesława Solecka (19 lat). Ta ostatnia została zabita w wyjątkowo okrutny sposób – zadano jej 14 ciosów bagnetem.

Napady UPA w Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim były wówczas zjawiskiem powtarzalnym. Miały one charakter terroru wobec ludności polskiej, był także metodą zdobywania zaopatrzenia przez UPA i szerzenia dywersji wobec struktur państwa. Część ukraińskich wiosek wspierała partyzantów – czasem z obawy przed represjami, a czasem z własnej woli.

Atak z 10 września 1946 roku pokazał, że siły UPA w 1946 roku nadal były w stanie przeprowadzać duże, skoordynowane działania. Nasilające się akty terroru wobec polskich osadników oraz spalenia wsi przyczyniły się do wzrostu napięcia na tym obszarze. Wydarzenia takie jak atak na Łodzinę, Hłomczę i Witryłów znalazły się wśród argumentów używanych przez władze komunistyczne do uzasadnienia przeprowadzenia wiosną 1947 roku akcji „Wisła”, której celem było rozbicie zaplecza społecznego UPA.

http://kresy.pl/kresopedia/powojenny-atak-upa-w-sanockiem-ukraincy-spalili-lodzine-hlomcze-i-witrylow/

#Polska #upa #upadlina #banderowcy #ludobojstwo #mordercy

8

Pogrzeb ofiar UPA w Puźnikach. Minister kultury pisze o zbrodniach, „których ofiarami padły oba narody”kresy.pl

Zdjęcie

W sobotę odbył się pochówek polskich ofiar zamordowanych przez UPA w Puźnikach. Tymczasem minister kultury Marta Cienkowska pisze o zbrodniach, „których ofiarami padły oba narody”.

W sobotę na zachodniej Ukrainie odbyły się uroczystości pogrzebowe polskich ofiar ukraińskich szowinistów zamordowanych w 1945 r. w Puźnikach, dawnej wsi w obwodzie tarnopolskim. Podczas tegorocznych ekshumacji odnaleziono szczątki co najmniej 42 osób – kobiet, mężczyzn i dzieci.

Do sprawy odniosła się na platformie X minister kultury Marta Cienkowska (Polska 2050), która zabrała głos podczas obchodów.

„W noc z 12 na 13 lutego 1945 roku zginęli mieszkańcy Puźnik – Polki i Polacy. Pomordowani przez członków nacjonalistycznej partyzantki ukraińskiej, znanej jako Ukraińska Armia Powstańcza. Dlaczego ich zabito w tak okrutny sposób w dzień po ogłoszeniu wyników konferencji jałtańskiej, która ostatecznie przesądzała o tym, że okupowane województwo tarnopolskie stanie się częścią sowieckiej Ukrainy? Tego nikt nie rozumie. Teraz po niemal 80 latach od zbrodni UPA szczątki 42 Polek i Polaków spoczęły w godnym miejscu – w imiennych grobach. Wierzę, że odnajdziemy pozostałe ofiary tej zbrodni, a w niedługim czasie podobne uroczystości odbędą się także w innych miejscowościach Wołynia i Galicji” – napisała.

„Rodziny ofiar latami czekały na ten moment. To ważny etap w polsko-ukraińskim dialogu. Nie można odwlekać uczciwej i trudnej dyskusji – nie tylko o historii polsko-ukraińskiej, a także o tym, dlaczego doszło do zbrodni takich jak ta w Puźnikach, których ofiarami ostatecznie padły oba narody” – stwierdziła w dalszej części wpisu.

„Naszym obowiązkiem jest przywracać tożsamość ofiar, chować je z godnością i dbać, by ich historia nie została zapomniana. Bo choć prawda bywa trudna, to właśnie pamięć buduje wspólną przyszłość” – dodała Cienkowska.

W nocy z 12 na 13 lutego 1945 r. sotnie UPA pod dowództwem Petra Chamczuka, stojącego na czele oddziału Szare Wilki (Siri Wowky), dokonały w Puźnikach masakry polskich mieszkańców. Według różnych źródeł liczba ofiar wyniosła od 50 do 120 osób. Wieś została całkowicie zniszczona, a jej miejsce dziś zajmuje las. Chamczuk i jego podkomendni nigdy nie ponieśli kary.

http://kresy.pl/wydarzenia/pogrzeb-ofiar-upa-w-puznikach-minister-kultury-pisze-o-zbrodniach-ktorych-ofiarami-padly-oba-narody/

#Polska #ukraina #upa #banderowcy #ludobojstwo #mordercy #wolyn

8

30 sierpnia 1943 roku: tysiące ofiar. UPA zlikwidowała m.in. Gaj i Wolę Ostrowieckąkresy.pl

Po masowych mordach dokonanych dzień wcześniej, 30 sierpnia 1943 roku Ukraińska Powstańcza Armia kontynuowała falę eksterminacji polskiej ludności na zachodnim Wołyniu.

Tego dnia doszło do jednych z największych masakr całej rzezi – w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej czy kolonii Gaj.

Ostrówki

Mieszkańcy Ostrówek, mimo wieści o mobilizacji UPA, nie wierzyli, że padną ofiarą ataku. Rano wieś otoczył kureń dowodzony przez Iwana Kłymczaka „Łysego”. Podstępem zgromadzono Polaków na placu szkolnym. Mężczyzn zamknięto w szkole, kobiety i dzieci w kościele. Następnie grupami wyprowadzano ich nad przygotowane doły i mordowano siekierami, maczugami oraz strzałami w tył głowy. Ponad 300 kobiet i dzieci rozstrzelano na rżysku nazwanym później „Trupim Polem”. Zginęło od 474 do ponad 520 osób.

Wola Ostrowiecka

Podobny scenariusz rozegrał się w sąsiedniej Woli Ostrowieckiej. Polaków zwabiono do szkoły i stodoły, pod pretekstem „badań lekarskich”. Tam mordowano ich przy pomocy siekier, młotów i pałek. Następnie podpalono budynki z uwięzionymi wewnątrz ludźmi, a uciekających dobijano. Według badań zginęło 628 Polaków i 7 Żydów, w tym 220 dzieci. Wieś została całkowicie spustoszona.

Warto dodać, że jesienią 1942 roku w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej powstała konspiracyjna placówka Armii Krajowej. Nie udało się jednak zorganizować oddziału samoobrony, ponieważ mieszkańcy obu wsi byli przekonani, że groźba napaści ze strony Ukraińców jest niewielka – od wielu lat żyli bowiem z nimi w zgodzie.

Gaj i Sucha-Łoza

Tego samego dnia sotnia dowodzona przez „Wowka” otoczyła kolonię Gaj w powiecie kowelskim, liczącą ponad 100 gospodarstw. Polaków spędzono do szkoły, a do egzekucji zmuszono chłopów ukraińskich z Janówki, mobilizowanych pod groźbą śmierci.

Mordowano narzędziami gospodarczymi – siekierami, widłami, drągami. Ciała wrzucano do rowu strzeleckiego. Według różnych źródeł zginęło 600 do 1000 Polaków. Ocalała Józefa Cyniak opisała zamordowanie żony brata stryjecznego: „…leżała zabita od kuli w głowę, obok niej synek 9 miesięcy, główkę miało wdeptaną w ziemię, a nożem czy bagnetem w szyjkę ugodzone […] widocznie okrutny morderca butem stanął na główce, a nożem zadawał śmiertelne rany.”

W 2013 roku archeolodzy odkryli w nieistniejącej już wsi jedną ze zbiorowych mogił – szczątki 80 osób, w większości dzieci. Symbolem tragedii Gaju pozostaje także ocalała polska dziewczynka, adoptowana przez ukraińskie małżeństwo Bojmistruków, które mimo gróźb UPA uratowało jej życie. Za swoją postawę zostali oni pośmiertnie odznaczeni Medalem Virtus et Fraternitas.

Jankowce

Jankowce, dawna wieś w gminie Bereźce w powiecie lubomelskim, także zostały całkowicie zniszczone 30 sierpnia 1943 roku. Mieszkańców wymordowano, a ocalałych mieszkańców zmuszono do ucieczki.

Kąty

Równie tragiczny los spotkał wieś Kąty w powiecie lubomelskim. W nocy 30 sierpnia 1943 roku, liczące około 310 mieszkańców, zostały otoczone przez bojówki UPA z kurenia „Łysego” oraz ludność ukraińską z Leśniaków i Zapola. Zaskoczonych Polaków mordowano siekierami, widłami i drągami, do uciekających strzelano. Według Władysława i Ewy Siemaszków, zginęło 209–210 Polaków i 3 Ukraińców. Ocalałych mieszkańców przyjęto w Lubomlu. Bezpośrednio po rzezi w Kątach kureń „Łysego” udał się do Jankowiec, a następnie Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, dokonując kolejnych zbrodni. W 1992 roku Prokuratura Ukrainy Wołyńskiego Obwodu potwierdziła fakt dokonania masakry, podając liczbę około 180 ofiar.

„Nie życzę nikomu coś podobnego oglądać”

Według Antoniego Łysiaka, jednego z ocalałych z Ostrówek, w powiecie lubomelskim zamordowano około 1200 osób. Z kolei Leon Popek, autor książki „Ostrówki: wołyńskie ludobójstwo” (Lublin 2011), podaje, że w samych Ostrówkach zginęło co najmniej 474 Polaków, a w Woli Ostrowieckiej – 568. Zbrodni tych dokonali upowcy z kurenia „Łysego”. Jak relacjonuje Łysiak, w mordach uczestniczyła także miejscowa ludność ukraińska z Przekurki, Sokoła, Połap, Zapola, Huszczy i Równego.

Po ataku UPA do kilku wsi przybyli żołnierze 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Wśród nich był Tadeusz Kański ps. „Muszka”, który spisał swoje wspomnienia. O Ostrówkach pisał:

„Ciała pokładzione w wykopanym rowie jedno na drugie rzędami, głowami w jednym kierunku, a następny rząd głowami w odwrotnym kierunku. Na górnej warstwie ciał nakładli słomy i podpalili, wiatr zwęgloną słomę zdmuchał. Ciała te wyglądały strasznie, na ciałach były nadęte pęcherze, niektóre popękane i czerwieniało zbrudzone popiołem mięso, niektóre ciała nadwęglone, ta mogiła do dziś mi pozostaje w pamięci. Nie życzę nikomu coś podobnego oglądać”.

W Woli Ostrowieckiej: „[…] niedaleko już szkoły napotkaliśmy leżącą kobietę z dzieckiem przy piersi, dziecko przygwożdżone widłami do matki i tak te widły sterczały w ciele dziecka i matki.”

Zbrodnie z 30 sierpnia 1943 roku były kontynuacją akcji rozpoczętej dzień wcześniej. 29 sierpnia UPA zaatakowała m.in. Czmykos, Głęboczycę, Grabinę, Świętocin, Teresin i Władysławówkę. 29 lub 30 sierpnia doszło również do masakry w Budach Ossowskich.

Akcja OUN-UPA na Wołyniu miała charakter ludobójstwa, podkreślają autorzy opracowania IPN „Dokumenty zbrodni wołyńskiej”. Jak piszą: „[…] celem było wyniszczenie ludności polskiej, a nie jej wypędzenie. Dokładna lista ofiar mordów ukraińskich na Wołyniu nie została i nigdy już nie zostanie ustalona. Brakuje dokumentów, gdyż praktycznie nie sporządzano na bieżąco wykazów pomordowanych. W wielu miejscowościach nikt nie ocalał, nie miał więc kto opisać zbrodni i podać nazwisk ofiar. Ci, którzy mogliby to zrobić, w większości już nie żyją bądź nie są w stanie dać świadectwa (wiek, choroby, trudności w dotarciu do tych osób)”.

http://kresy.pl/kresopedia/30-sierpnia-1943-roku-tysiace-ofiar-upa-zlikwidowala-m-in-gaj-i-wole-ostrowiecka/

#Polska #upadlina #upa #banderowcy #ludobojstwo #wolyn #mordercy

14

Uzasadnienie wyroku ciekawe i sprawiedliwe

Amerykański oficer zabił swoją dziewczynę strzałem w plecy, bo nie chciała zamordować swojego dziecka. Sędzia się nie wahał

Emmanuel Coble, były porucznik amerykańskiej marynarki został skazany przez sąd na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego za to, że zamordowało swoją 20-letnią dziewczynę Raquiah King. Była w 12 tygodniu ciąży i nie chciała zamordować swojego nienarodzonego dziecka.

27-letni Coble został skazany na dożywocie za morderstwo pierwszego stopnia swojej 20-letniej dziewczyny. Powodem było odmówienie przez nią zamordowania swojego nienarodzonego dziecka.

Wyrok zapadł 18 lipca. Orzekł go sędzia John Harris z hrabstwa Hanover w stanie Wirginia.

Poza morderstwem, amerykański oficer zabrał działo swojej dziewczyny i wywiózł do lasu.

Coble dał wcześniej swojej dziewczynie pieniądze na zamordowanie dziecka. Ta jednak będąc już w ośrodku aborcyjnym postanowiła, że nie pozwoli go zamordować.

Skutkiem była później awantura. Amerykański oficer strzelił potem swojej dziewczynie w plecy, pozbawiając ją życia.

Oskarżenie i wyrok łącznie obejmują: Zabójstwo kobiety w ciąży, użycie broni palnej w celu popełnienia zabójstwa, ukrywanie lub transport zwłok i zabójstwo płodu pierwszego stopnia.

– To morderstwo wskazuje na osobę o zdeprawowanym umyśle – stwierdził sędzia John Harris podczas rozprawy.

– Uważam, że jest to niezwykle niebezpieczna osoba i uważam, że powinien spędzić resztę życia w więzieniu – dodał.

W 2023 roku Instytut Charlotte Lozier opublikował badanie, w którym przepytano 1000 Amerykanek. Wyniki wykazały, że 61 proc. kobiet, które mordują swoje nienarodzone dzieci, robi to pod presją „partnerów, członków rodziny, innych osób, z powodów finansowych i innych okoliczności”.

http://nczas.info/2025/08/02/amerykanski-oficer-zabil-swoja-dziewczyne-strzalem-w-plecy-bo-nie-chciala-zamordowac-swojego-dziecka-sedzia-sie-nie-wahal/

#mordercy #aborcja #dzieci #prawo

9

Australia. Zasiłek za aborcję. Szokująca interpretacja przepisów. Tak działa zbrodnicze „państwo opiekuńcze”nczas.info

Przerażająca odsłona „państwa opiekuńczego” w Australii. Rządowa agencja socjalna została tam upoważniona do wypłacania zasiłków kobietom, które zdecydują się na zabicie swojego nienarodzonego dziecka.

„Opieka społeczna” – tym nominalnie zajmuje się państwowa agencja Centrelink, która ma wdrażać politykę przewidującą wypłacanie pieniędzy podatników matkom, które zamordowały – w procederze aborcji – swoje nienarodzone dzieci. Dotyczy to tzw. późnej aborcji, czyli dokonanej po 20. tygodniu ciąży.

W takim przypadku kobiety mają dostać jednorazowo 4 327 dolarów, a także do nawet 22 754 dolarów zasiłku – imitującego zasiłek macierzyński.

W ocenie australijskich pro-liferów taki system stanowi po prostu podżeganie do zabijania jeszcze większej liczby dzieci, zanim zdążą się urodzić.

Ten krwawy zasiłek to pokłosie interpretacji obowiązujących w Australii przepisów. Ujawniły ją tamtejsze media. Z opublikowanego listu dyrektor Służb Ministerialnych i Parlamentarnych Katy Stevens wynika, że „kryteria kwalifikowalności do płatności za dziecko martwe nie wykluczają okoliczności, w których martwy poród był spowodowany zakończeniem leczenia, w tym celową aborcją”.

http://nczas.info/2025/08/02/zasilek-za-aborcje-szokujaca-interpretacja-przepisow-tak-dziala-zbrodnicze-panstwo-opiekuncze/

#mordercy #aborcja #dzieci #lewactwo

22

Szef OUN znów pluje na Polaków. „W czasie II wojny światowej po stronie nazistowskich Niemiec”nczas.info

Zdjęcie

Przedstawiciel melnykowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która legalnie działa na Ukrainie, oskarżył Polaków o masowe zaciąganie się w szeregi Wehrmachtu podczas II wojny światowej. Bogdan Czerwak wywołał tym samym burzę w mediach społecznościowych.

Nie jest to pierwsza, godząca w Polaków, wypowiedź szefa melnykowców. W grudniu ubiegłego roku ten sam Czerwak zgroził Polakom, pisząc że „każda próba aneksji Lwowa będzie karana jak na Wołyniu”. Ponadto, w jednym z komentarzy stwierdził, że Polacy „wymyślili ludobójstwo, które nie istniało”, a nie chcą widzieć „prawdziwych zbrodni popełnionych przez Moskwę przeciwko Polsce”.

W lipcu 2024 r., w mediach społecznościowych, Czerwak zamieścił wpis, w którym grzmiał, iż nie pozwoli zakazać symboli OUN i UPA. „Nie pozwolimy Polakom. Nie pozwolimy nikomu!” – przekonywał.

Ukraiński polityk zasłynął też skandalicznymi wypowiedziami po odsłonięciu pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie w województwie podkarpackim. Pisał, że „niestety, Polacy nigdy nie zrozumieli, że obrażając uczucia narodowe Ukraińców, kopią grób dla Polski”. Twierdził także, że Kijów nie zakazuje ekshumacji polskich ofiar rzezi na Wołyniu.

Czerwak kłamał także na temat zbrodni w Jedwabnem, wybielając przy tym ukraińskie ludobójstwo.

Teraz Czerwak zabrał głos kilka dni po otwarciu wystawy „Nasi chłopcy” w Muzeum Gdańska. W mediach społecznościowych szef melnykowskiej frakcji OUN odniósł się do czasów II wojny światowej i kolaboracji OUN oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii z III Rzeszą. Czerwak twierdził, że większy udział we współpracy z niemiecką armią mieli Polacy.

„W Polsce OUN i UPA oskarżane są o współpracę z Hitlerem. Przypomnę, że w latach 1940–1944 do armii niemieckiej wstąpiło 450–500 tysięcy Polaków. Największą grupę Polaków noszących jakiekolwiek mundury stanowiły mundury Wehrmachtu” – grzmiał.

Wcześniej taką narrację, powołując się na rzeczoną wystawę, podał także ukraiński portal Zaxid. „Warto w tym miejscu podkreślić, że w rzeczywistości aż 500 tysięcy Polaków służyło w Wehrmachcie i w czasie II wojny światowej po stronie nazistowskich Niemiec” – twierdził portal.

Post Czerwaka, zamieszczony na portalu X, został jednak „wstrzymany w Polsce na podstawie lokalnego prawa”.

Przypomnijmy, że w piątek, 11 lipca, odbył się w Muzeum Gdańska wernisaż wystawy zatytułowanej: „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”. Ekspozycja prezentuje losy dziesiątek tysięcy mieszkańców Pomorza, którzy odbywali służbę w Wehrmachcie.

http://nczas.info/2025/07/21/szef-oun-znow-pluje-na-polakow-w-czasie-ii-wojny-swiatowej-po-stronie-nazistowskich-niemiec/

#Polska #upa #upadlina #banderowcy #ludobojstwo #wolyn #mordercy

14

Ludobójstwo w Strefie Gazy. Izraelscy żołnierze „bawią się” w zabijanie cywilów dronami. „Jak w grze wideo”nczas.info

Armia izraelska wykorzystuje tanie komercyjne drony z Chin, do których doczepia adaptery do zrzutu granatów: żołnierze twierdzą, że „jak w grze wideo” celowo atakują nieuzbrojonych cywilów, których ciała zjadają potem bezpańskie psy – wynika ze śledztwa niezależnych mediów izraelskich.

Siedmioro żołnierzy i oficerów potwierdziło portalowi Sicha Mekomit i +972 Magazine, że drony te są często wykorzystywane do eliminowania palestyńskich cywilów – w tym dzieci – w celu zmuszenia ich do opuszczenia domów lub uniemożliwienia im powrotu do ewakuowanych obszarów.

Większość jednostek w Strefie Gazy używa modelu EVO dronów przeznaczonych głównie do fotografii i produkowanych przez chińską firmę Autel, które kosztują około 10 tys. szekli (około 11 tys. złotych). Dla porównania używany przez izraelskie siły powietrzne wojskowy dron Elbit Hermes 450 kosztuje około 2 milionów dolarów za sztukę.

S., izraelski żołnierz, który w 2025 roku służył w rejonie Rafahu, koordynował ataki dronów w dzielnicy, którą armia nakazała opuścić. Raporty dowódcy batalionu, które przeanalizowali dziennikarze, potwierdzają, że codziennie wykorzystywano drony do ataku na ludzi, a nie – jak było to na początku wojny – do robienia rekonesansu.

W raportach wszyscy zabici Palestyńczycy zostali określeni jako terroryści. S. przyznał jednak, że podczas 100 dni operacji, poza jedną osobą z nożem i pojedynczym starciem z uzbrojonymi bojownikami, wszystkie inne ofiary to nieuzbrojeni cywile.

„Było jasne, że ci ludzie próbowali wrócić do swoich domów. Żaden z nich nie był uzbrojony i nigdy niczego nie znaleziono w pobliżu ich ciał. Nigdy nie oddaliśmy strzałów ostrzegawczych. Ani razu” – przyznał żołnierz.

Palestyńczycy zginęli daleko od miejsca, w którym stacjonowali żołnierze, więc ich ciała armia pozostawiła na pastwę bezpańskich psów.

„Można to było zobaczyć na nagraniach z drona. (…) Psy nauczyły się przybiegać do miejsc, w których dochodzi do strzelanin lub eksplozji, bo oznacza to, że prawdopodobnie jest tam jakieś ciało” – wspominał S.

Zdaniem H., służącego w rejonie Nusejrat w centralnej Strefie Gazy, „gdy dowódca określi wyimaginowaną czerwoną linię, każdy, kto ją przekroczy, jest skazany na śmierć”.

„Oczekuje się, że (Palestyńczycy) zrozumieją to na własnej skórze, bo nie ma innego sposobu, nikt nigdzie nie oznacza tej linii” – dodał S.

Według oficera A., walczącego w okolicach Chan Junus, armia uznaje, że każdy cywil, który pozostał w okolicy po wydaniu nakazu ewakuacji, „albo jest winny, albo musi przekonać się na własnej skórze, że ma odejść”.

Powszechne użycie chińskich dronów zwiększyło zasięg stref rażenia z zasięgu lekkiej broni palnej do nawet kilku kilometrów.

„To jest jak gra wideo. Na środku ekranu jest celownik, a ty widzisz obraz. Jesteś setki metrów dalej, czasem nawet kilometr lub więcej. Potem bawisz się joystickiem, widzisz cel i zrzucasz granat. I to jest nawet całkiem fajne, tyle że ta gra zabija ludzi” – skomentował H.

Po opublikowaniu artykułu firma Autel zaprzeczyła temu, by jej drony były sprzedawane w Izraelu, w tym izraelskiemu wojsku.

Armia izraelska z kolei odrzuciła zarzuty, że świadomie działa „w celu wyrządzenia krzywdy osobom postronnym” w Strefie Gazy.

http://nczas.info/2025/07/13/ludobojstwo-w-strefie-gazy-izraelscy-zolnierze-bawia-sie-w-zabijanie-cywilow-dronami-jak-w-grze-wideo/

#zydzi #ludobojstwo #gaza #mordercy #palestyna

19

Ponoć poszukiwany morderca z Limanowej przegrał:

Zdjęcie

#limanowa #mordercy

16

Jak banderowski zbrodniarz urządził się w Kanadziemagnapolonia.org



Zdjęcie

16 maja 1944 roku we wsi Kupcze pow. Kamionka Strumiłowa, pododdział Służby Bezpieczeństwa UPA pod wodzą Dymitra Kupiaka obrabowała i spaliła polskie gospodarstwa oraz zamordowała 17 Polaków. Oto historia przywódcy tej bandy.

Banderowski zbrodniarz Dymitr Kupiak urodził się w 1918 roku we wsi Jabłonówka w powiecie Kamionka Strumiłowa w województwie tarnopolskim. Od dzieciństwa wychowywany był w duchu nienawiści do Polaków i wszystkiego co polskie. Rozwinęła się ona i pogłębiła, gdy w 1938 roku wstąpił do OUN. Jako aktywny członek organizacji znalazł się w więzieniu, uwolniła go w 1939 roku wojna. Zakonspirowany w czasie okupacji sowieckiej, zaczął działać od lipca 1941 roku, kiedy Małopolskę Wschodnią zajęły wojska niemieckie, przepędzając Sowietów.

Występując pod pseudonimem „Sławko Weslar”, ogłosił we wsiach Stary Milatyn i Jabłonówka rejonu Busk, tzw. „samostijnu Ukrainu” i zorganizował w nich ukraińską policję. Dokonywała ona aresztowań Polaków i tych Ukraińców, którzy współpracowali z reżimem sowieckim. „Zlikwidować kogoś” było znanym powiedzonkiem Kupiaka. Zabójstwa były codziennym zajęciem jego bandy. O zlikwidowaniu człowieka, Kupiak decydował sam. Mordował ludzi nie sprawdzając, czy donosy i podejrzenia są prawdziwe.

Często mówił – „my nie mamy czasu sprawdzać, czy donosy są prawdziwe, im więcej będzie zabójstw, tym pokorniejsza i bardziej posłuszna będzie ludność. Samostijnu Ukrainu można zdobyć tylko terrorem”.

Oto fragment wspomnień ofiary band OUN/UPA, Bronisława Szeremety: „W maju 1944 roku dokonał on ze swoją bandą napadu na wieś Kupcze. Zabili tam trzech Polaków: Włodzimierza Sołtysa, Eugeniusza Kotowskiego i Eugeniusza Sołtysa, po czym zagrabili ich majątek. Świadek Smaga, były członek bojówki Kupiaka zeznał: „Z Pobużan pojechaliśmy do wsi Kupcze, dokąd przybyliśmy o zmierzchu. Zatrzymaliśmy się niedaleko tej wsi i nasz watażka „Klej” ogłosił, że mamy przeprowadzić we wsi akcję – zabić jakiś Polaków.

Podzielił nas na kilka grup i każdej wyznaczył zadanie do wykonania. Sam Kupiak, ja i jeszcze kilku poszliśmy mordować jedną rodzinę, a reszta została wysłana przez Kupiaka do innej chałupy. Nasza grupa wraz z Kupiakiem otoczyła jedną z chałup, do której wtargnął Kupiak z innymi, ja zostałem na zewnątrz. Po chwili usłyszałem strzały, po których wezwano mnie do wnętrza. Gdy wszedłem, zobaczyłem przy świetle gazowej lampy dwa trupy, leżące na podłodze. Mnie podali worek wypełniony zagrabionymi rzeczami i kazali zanieść do furmanki.

Kupiak, „Pyłup” (Iwanow) i inni bandyci także przynieśli worki wypełnione zagrabionymi rzeczami. Inna grupa po zabójstwie i grabieży też przyniosła worki z zagrabionymi rzeczami i wszyscy pojechaliśmy do wsi Nowosiółki. W czasie drogi powrotnej z rozmowy z Kupiakiem zrozumiałem, że ludzie we wsi zostali zamordowani dlatego, że byli Polakami.

Tutaj z kolei zeznania drugiego świadka mordu w Kupczach – Jana Maksimowa: „Mieszkałem w Kupczu z żoną i dwojgiem nieletnich dzieci. W tym czasie spłonęła chata mego wujka, tj. brata mojej mamy, Włodzimierza Sołtysa, który ze swą córką Katarzyną i jej mężem Eugeniuszem Kotowskim i czteroletnią wnuczką został bez mieszkania. Pozwoliłem im zamieszkać w mojej nowo zbudowanej chałupie, wszyscy byli Polakami.

W połowie maja 1944 roku, około północy, usłyszałem straszliwe łomotanie do zewnętrznych drzwi. Przez okno zobaczyłem kilku uzbrojonych mężczyzn. Gdy otworzyłem drzwi, wszedł uzbrojony bandyta i kazał oddać klucze do mojej nowej chałupy. Zabrał podane klucze i wyszedł. Po chwili usłyszałem dobiegające stamtąd odgłosy strzałów. Następnie usłyszałem wielki gwar i ruch na podwórzu, a potem wszystko ucichło. Rano zaszedłem do mojej chałupy i na podłodze w pokoju i w kuchni zobaczyłem trupy Sołtysów i Kotowskiego. Cały majątek tej rodziny został zagrabiony”.

Niestety, zbrodniarz Dymitr Kupiak, odpowiedzialny za zamordowanie co najmniej 200 osób, uciekł z Małopolski Wschodniej. W październiku 1945 roku zamordował ekspatrianta Władysława Brodziaka i na jego dokumentach wyjechał do Polski, zabierając ze sobą zagrabione złoto, dolary i inne cenne mienie pomordowanych przez siebie ludzi. W maju 1946 roku uciekł z Polski do Czechosłowacji i przez Niemcy oraz Anglię wyjechał do Kanady, gdzie osiedlił się w Toronto. Za skradziony majątek założył restaurację i opływał w luksusach. Tam, po prawie pół wieku ukrywania się, popełnił samobójstwo w 1995 roku.

Czyżby zagrabione dobra nie dawały mu spokoju? Czyżby targały nim wyrzuty sumienia? Niestety, wszystko wskazuje, że chodziło raczej o strach; strach przed odpowiedzialnością karną za popełnione zbrodnie. Oto bowiem w 1992 roku władze Kanady otrzymały zbiór dokumentów, stanowiących dowody morderstw Kupiaka. Sprawę popychał do przodu jeden z poszkodowanych – Bronisław Szeremeta. Idące ślimaczym tempem śledztwo, mogło doprowadzić do ekstradycji zbrodniarza do Polski. Ten cechował się wciąż dobrym zdrowiem, więc mógł jeszcze długo pokutować w naszym więzieniu.

W lipcu 1995 roku Bronisław Szeremeta otrzymał list od Ministerstwa Sprawiedliwości Kanady, Sekcji Zbrodni Przeciwko Ludzkości i Zbrodni Wojennych, datowany na 26 czerwca 1995 roku. „Uprzejmie dziękujemy za list z dnia 12 maja 1992 roku, który nam został przekazany przez Ambasadę Kanadyjską w Warszawie. Postępowanie przeciwko p. Kupiakowi zostało zamknięte ze względu na śmierć podejrzanego. Raz jeszcze dziękujemy bardzo za Pańskie zainteresowanie i poparcie dla naszej pracy” – czytamy w treści listu.

Jak widzimy, ukraiński bandyta, który wykazywał się tak wielką odwagą wobec polskich kobiet i dzieci, stchórzył przed zwykłym sądem i więzieniem. Pokazał tym samym, że był małym, zakompleksionym krwiopijcą, keirującym się najniższymi instynktami modu i grabieży, a nie żadną walką o „samostijną Ukrainę”. Taka była większość banderowców, czczonych dziś na Ukrainie

http://www.magnapolonia.org/zbrodniarz-urzadzil-sie-w-kanadzie/ jako bohaterowie.

#Polska #banderowcy #upa #upadlina #upadlina #mordercy #ludobojstwo

15

Premier Słowacki o szczepionkach, plandemii ułaskawieniu mordercy fauciego

http://www.youtube.com/watch?v=n871k-20k4I

#plandemia #covid #dna #mordercy

9

„Mała, krępa Żydówka”. Bestia, która zasłaniała się antysemityzmemnczas.info

Urodziła się w 1919 r. w Warszawie jako Fajga Mindla Danielak. Zmarła 26 listopada 2008 r. w podlondyńskim Oksfordzie, posługując się imieniem i nazwiskiem Helena Brus. 21 listopada 1950 r., jako płk Naczelnej Prokuratury Wojskowej Helena Wolińska, na wniosek por. Zygmunta Krasińskiego z Departamentu III MBP (zajmującego się walką z podziemiem), usankcjonowała bezprawne aresztowanie szefa „Kedywu” Armii Krajowej gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.

Zdjęcie

W konsekwencji doprowadziło to do śledztwa, skazania i zamordowania jednego z największych bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego (dowody winy spreparowano). Gen. Fieldorf został powieszony 24 lutego 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Kilkakrotnie uzupełniany wniosek ekstradycyjny o wydanie nam z Wielkiej Brytanii tej zbrodniarki wymieniał jeszcze 23 inne osoby, które pozbawiła wolności, łamiąc nawet stalinowskie „prawo” – m.in. bp. Czesława Kaczmarka, wielu akowców, jak również komunistę Zenona Kliszkę, prawą rękę Gomułki.

Bezprawność decyzji wobec Fieldorfa polegała na tym, że Wolińska zatwierdziła aresztowanie dopiero po 11 dniach od zatrzymania generała, nie przedstawiając do tego żadnych dowodów winy. Drugi raz złamała prawo 15 lutego 1951 r., przedłużając areszt Fieldorfowi – podobnie jak poprzednio ex post (poprzedni nakaz obowiązywał do 9 lutego) i również bez opisania czynu, który był mu zarzucany. Tym samym działała w zbrodniczej zmowie z bezpieką, która od pierwszych godzin torturowała generała.

Faktyczny wyrok śmierci

– Wolińską ścigano na mój wniosek. Była przecież pierwszym prokuratorem wojskowym, który aresztował ojca. Jej odpowiedzialność za śmierć „Nila” była taka sama, jak całej reszty prokuratorów i sędziów z tej sprawy – mówiła mi przed laty Maria Fieldorf-Czarska, córka generała.

Gdy ważyły się losy wydania zbrodniarki Polsce, tygodnikowi „Sunday Telegraph” Maria Fieldorf powiedziała: „Mój ojciec jest uznanym w świecie polskim patriotą, który walczył szlachetnie w obronie kraju przed nazistami. Wolińska, sama prześladowana przez Niemców, której rodzina zginęła z ich rąk, nakazując aresztowanie ojca, faktycznie podpisała na niego wyrok śmierci. Dla dobra mojego taty, mojego bohatera, do końca życia będę walczyć o jej ekstradycję, by stanęła w obliczu sprawiedliwości. Sprawiedliwości, której mojemu tacie odmówiono”.

Maria Fieldorf sprawiedliwości jednak nie doczekała (tak samo zresztą jak odnalezienia szczątków ojca). Jej słowa okazały się prorocze: „Z prokurator Wolińską będzie tak jak z sędzią Marią Gurowską, której nie chciano postawić przed sądem. Wielu osobom zależało, aby nie doszło do jej procesu”.

16 kwietnia 1952 r. sędzia Maria Gurowska (z domu Zand) przewodniczyła składowi sędziowskiemu, który skazał Fieldorfa na śmierć. Zmarła – pod zmienionym nazwiskiem Górowska – w 1998 r., kiedy miał się rozpocząć jej (grubo spóźniony) proces o „mord sądowy”.

Polski Pinochet

W 1999 roku, kiedy w „Życiu Warszawy” ujawniłem działalność Heleny Wolińskiej (jako jeden z nielicznych kibicował mi nieodżałowany varsavianista Jerzy Kasprzycki), wydawało się, że jej osądzenie jest tylko kwestią czasu. W styczniu 1999 r., po wysłaniu do Wielkiej Brytanii wniosku o ekstradycję, połączonego z nakazem tymczasowego aresztowania byłej stalinowskiej prokurator, prowadzący śledztwo mówił: „Drogą dyplomatyczną dowiedzieliśmy się, że Anglicy nie wykluczają wydania nam podejrzanej. W sprawę zaangażowały się najwyższe władze III RP. MSZ zapewniało, że zbadało sprawę w Ambasadzie Brytyjskiej w Warszawie i otrzymało odpowiedź, że nie ma żadnych formalnych przeszkód w ekstradycji Wolińskiej do Polski”.

Ówczesny wiceminister sprawiedliwości Leszek Piotrowski w wypowiedzi ze stycznia 1999 r. stwierdził: „Są duże szanse na wydanie Wolińskiej. Cała procedura ekstradycyjna jest szybka”.

Podobne głosy można było przeczytać w brytyjskich mediach, które obszernie informowały o sprawie. „Daily Mail” pisał: „W świetle sprawy Augusto Pinocheta, brytyjskiemu ministrowi spraw wewnętrznych Jackowi Straw trudno będzie odrzucić polski wniosek o ekstradycję”.

„The Sunday Times”: „Jeśli Jack Straw gotów jest zgodzić się na ekstradycję Pinocheta do Hiszpanii, to czemu nie miałby zgodzić się na ekstradycję Heleny Brus?”.

„W śledztwie”

– Mała, krępa Żydówka. Zawsze przyjmowała w mundurze, który jej pękał. Siedziała na krześle, nigdy nie wstawała. Chodziłam do niej przez dwa i pół roku, co dwa tygodnie. Zawsze jak automat powtarzała te same słowa: sprawa w śledztwie” – opowiadała mi Hanna Mickiewicz, żona szefa wywiadu przemysłowego AK. Zatrzymany przez bezpiekę w 1950 r. Adam Mickiewicz miał szczęście – ze zniszczonym zdrowiem, ale wyszedł z więzienia.

Innego AK-owca Juliusza Sobolewskiego Wolińska aresztowała w 1953 roku. Jego żona Krystyna Sobolewska po wielu staraniach została dopuszczona do gabinetu Wolińskiej. Pani pułkownik siedziała za wielkim stołem, zza którego ledwo ją było widać. Krystyna pytała o ratunek dla niewinnie przetrzymywanego męża, co Wolińska skwitowała krótkim: „to najgorszy dzień w moim życiu, bo umarł Stalin”. I wyrzuciła Sobolewską z gabinetu.

Juliusz Sobolewski zmarł wskutek zbrodniczych praktyk w UB (rentgenowskie prześwietlenia w katowni przy ul. Rakowieckiej okazały się celowymi naświetleniami). I na nic się zdało złagodzenie kary śmierci, o którym postanowił były konkubent Wolińskiej – „ludowy” gen. Franciszek Jóźwiak (przedwojenny działacz WKP(b) i KPP; partyzant GL i AL, potem twórca i pierwszy komendant MO, wiceminister bezpieki; w 1956 r. Wolińska dała kosza Jóźwiakowi, wiążąc się ponownie z poślubionym w 1940 r. Włodzimierzem Brusem – naprawdę Beniaminem Zylberbergiem, politrukiem w armii Berlinga, potem stalinowskim ekonomistą, w końcu rewizjonistą).

Krystyna Sobolewska, żona Juliusza, mówiła mi przed laty: – Wolińskiej trudno dziś życzyć więzienia, kary śmierci, szubienicy. Marzę tylko o jednym – żeby została uznana za inkwizytorkę, człowieka podłego. Żeby ten potwór w mundurze przestał żyć w chwale żony profesora Oksfordu.

Żona Radka Sikorskiego

„Fajna pani. Otwarta, ironiczna, ciepła. To był dla mnie szok, kiedy się dowiedziałem – wiele lat później – że Polska żąda jej ekstradycji” – mówił „Gazecie Wyborczej” Paweł Pawlikowski, który do Oksfordu przyjechał z Polski jako młody chłopak, a Wolińską poznał, studiując w latach osiemdziesiątych u jej męża prof. Włodzimierza Brusa. Jego państwo Brusowie wpuścili do domu, a potem podejmowali podwieczorkami. I zainspirował się tym, „ile osobowości może pomieścić się w jednym człowieku”. Tak powstała jedna z głównych bohaterek „Idy” – Wanda (w tej roli Agata Kulesza).

Na te kilka osobowości Wolińskiej zwróciła kiedyś uwagę Anna Applebaum, żona Radka Sikorskiego, i w 1998 r. napisała tekst: „The Three Lives of Helena Brus” („Trzy życia Heleny Brus”), akcentując, że w czasie wojny była w warszawskim getcie i to zdeterminowało jej późniejsze losy.

Bardziej pryncypialna była „Gazeta Wyborcza”, która przez wiele miesięcy przemilczała zbrodnie Wolińskiej, a w końcu – gdy sprawa stała się zbyt głośna – opublikowała sążnisty materiał. Podkreślano w nim, że fakt przebywania w getcie zmywał jej późniejsze winy – na zawsze pozostała ofiarą, nigdy katem. Jakże podobnie zabrzmiała potem Jewish Telegraphic Agency: doznawane w getcie cierpienia uprawniły Wolińską do późniejszego prześladowania Polaków (czytaj: polskich antysemitów).

Z kolei „The Independent” podkreślał, że Wolińska jest jedną z nielicznych już przedstawicielek mniejszości żydowskiej w Polsce, która ocalała z Holokaustu: „Byłaby to więc ekstradycja do kraju, gdzie znajdują się takie miejsca, jak Oświęcim i Brzezinka”. W te same tony uderzył też „The Sunday Times”: „Czy Żyd może liczyć na sprawiedliwość w kraju Auschwitz, Majdanka i Treblinki, gdzie antysemityzm rodem ze średniowiecza wciąż pozostaje przygnębiająco mocno okopany? (…) Polski antysemityzm odradza się w sposób alarmujący”.

Antysemicka akcja

– Podpis ppłk Wolińskiej figuruje na moim akcie oskarżenia czerwonym ołówkiem. Zatwierdzając go, wiedziała, że działałem w Żegocie (podziemnej Radzie Pomocy Żydom). Jestem przykładem, że tłumaczenia pewnych ludzi wokół Wolińskiej i jej samej, że trwa wokół niej jakaś antysemicka akcja, są bzdurą – komentował Władysław Bartoszewski.

Kiedy w latach 50., jako więzień bezpieki, zwrócił się o przedstawienie mu nakazu aresztowania, pokazano mu kilka niewypełnionych, lecz podpisanych przez Wolińską blankietów. Oznaczało to, że może pozostawać „w śledztwie” tak długo, jak zechcą tego funkcjonariusze MBP. Wolińska nakazy aresztowania wydawała co prawda mechanicznie, nie zapoznając się z aktami sprawy (sama potwierdziła to w liście do Marii Fieldorf-Czarskiej, ale wtedy jeszcze nie mówiło się o jej ekstradycji), jednak w sposób świadomy – z myślą o wyeliminowaniu przeciwników politycznych.

Żona jest… kozłem ofiarnym

A jak tłumaczyła się Wolińska? W wywiadach dla brytyjskiej prasy (z polską nie chciała rozmawiać) oznajmiła, że ta „kretyńska sprawa” jej „nic, a nic nie obchodzi”. Że nie przyjedzie do Polski (podobno jej rodzinnego kraju), gdyż nie może tu liczyć na sprawiedliwy proces, polskie władze nic ją nie obchodzą, a prokuratorowi, który ośmielił się postawić jej zarzuty „ukręciłaby łeb”.

Już w „ludowej” partyzantce: Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, pod wdzięcznym pseudonimem „Lena”, była znana z niewyparzonego języka; jej wulgarny styl przerażał nawet innych stalinowców, ale bali się jej, bo niejednemu – ze względu na koneksje na szczytach komunistycznej władzy – złamała karierę, a nawet „załatwiła” odsiadkę.

Heleny Wolińskiej bronił Włodzimierz Brus, twierdząc, że żona jest… kozłem ofiarnym. Po wyjeździe z Polski państwo Brus osiedli w willowej dzielnicy Oksfordu. On wykładał ekonomię, ale też filologię rosyjską i środkowoeuropejską w Wolfson i Saint Anthony’s College. Ona uczestniczyła w sympozjach naukowych, ale przede wszystkim udzielała się towarzysko. Przedstawiciele polskiej emigracji zapamiętali, że wręcz demonstracyjnie popierała „Solidarność” i potępiała stan wojenny.

Podwieczorek ze zbrodniarzem zobowiązuje…

W „Idzie” Pawła Pawlikowskiego Wanda popełnia samobójstwo. W rzeczywistości Wolińska zmarła śmiercią naturalną – jak już pisaliśmy – w 2008 r. w Oksfordzie. „Rzeczpospolita” napisała: „Zgodnie z oficjalnym komunikatem jej pogrzeb miał się odbyć w miejscowym kościele. Ludzie, którzy przybyli na uroczystość, dowiedzieli się jednak, że o tej porze odbędzie się ceremonia pochówku kogoś innego. W ten sposób rodzina Wolińskiej zmyliła osoby postronne i dziennikarzy, którzy chcieli wziąć udział w pogrzebie. Wolińską pochowano w tajemnicy dwa dni wcześniej. W ceremonii w obrządku żydowskim wzięło udział ok. dziesięciu osób, między innymi prof. Kołakowski. Uroczystość miała przebiegać w bardzo spokojnej atmosferze. Nic nie zakłóciło pogrzebu komunistycznej prokurator”.

Kilka miesięcy później, w lipcu 2009 r., prof. Leszek Kołakowski podążył za swoją przyjaciółką. Nie wiemy, czy w ostatniej drodze zbrodniarki uczestniczył Paweł Pawlikowski. W końcu wspólne podwieczorki do czegoś zobowiązują…

http://nczas.info/2025/04/20/mala-krepa-zydowka-bestia-ktora-zaslaniala-sie-antysemityzmem/

#Polska #zydzi #antypolonizm #antysejsmityzm #antysemityzm #mordercy #prl

20

„Tysiące trupów, wszystkie w mundurach oficerów polskich…” 13 kwietnia 1943 roku świat dowiedział się o Katyniukresy.pl

Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej obchodzony jest corocznie 13 kwietnia – w rocznicę ogłoszenia przez Niemców w 1943 roku informacji o odkryciu masowych grobów polskich oficerów w Lesie Katyńskim.

To 13 kwietnia 1943 roku świat po raz pierwszy oficjalnie usłyszał o jednej z najstraszniejszych zbrodni dokonanych na narodzie polskim przez sowieckie NKWD w 1940 roku.

Wiosną 1943 roku, po klęsce Niemców pod Stalingradem, propaganda III Rzeszy postanowiła wykorzystać tę zbrodnię do rozbicia jedności aliantów. Choć już w 1942 roku Niemcy uzyskali informacje o grobach w Katyniu od miejscowej ludności, dopiero na przełomie stycznia i lutego 1943 roku dowództwo III Rzeszy zdecydowało się zająć sprawą.

29 marca 1943 roku wydano rozkaz rozpoczęcia ekshumacji. Pracami kierował prof. Gerhard Buhtz, dyrektor Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, a zarazem główny lekarz sądowy Armii „Środek”. Do 11 kwietnia 1943 roku – kiedy do Katynia przyjechała pierwsza polska delegacja – jego zespół wydobył ciała 160 osób, w tym generałów Bronisława Bohaterewicza i Mieczysława Smorawińskiego. Prace prowadzono w Smoleńsku i Katyniu, wykorzystując także relacje okolicznej ludności.

Do przyjazdu drugiej polskiej delegacji, 16 kwietnia 1943 roku, Niemcy wydobyli 412 zwłok zamordowanych oficerów.

11 kwietnia 1943 roku agencja Transocean rozpowszechniła wiadomość o odkryciu masowych grobów. Dwa dni później, 13 kwietnia, Niemcy zorganizowali konferencję prasową w Berlinie. Rozpoczęto organizowanie wizyt w Katyniu – wśród zaproszonych byli polscy oficerowie z oflagów, zagraniczni dziennikarze i przedstawiciele organizacji humanitarnych.

Pod naciskiem niemieckich władz Polski Czerwony Krzyż wysłał do Katynia komisję techniczną. Jej prace trwały od 17 kwietnia do 7 czerwca 1943 roku. Ofiary identyfikowano na podstawie znalezionych przy nich dokumentów. Równolegle, w dniach 28–30 kwietnia, działała Międzynarodowa Komisja Lekarska, złożona z 12 ekspertów z krajów okupowanych przez Niemcy oraz Szwajcarii.

Po ujawnieniu zbrodni katyńskiej Niemcy zaproponowali dziennikarski wyjazd do Katynia także Józefowi Mackiewiczowi, który udał się tam w maju 1943 roku. Wywiad z nim opublikował potem „Goniec Codzienny”. Mackiewicz tak relacjonował to, co zobaczył:

„Smoleńsk, który widziałem, Katyń, zbrodnie, trupy, ruiny, bolszewizm, który sam przeszedłem, i listy, listy dzieci do swych ojców, zaczynające się od słów: «Kochany Tatusiu» czy «Kochany Ojczulku», wydobywane dziś ze stosów sprasowanych, cuchnących ciał, z tej mazi śmierci lub na wpół zasuszonych mundurów polskich… Tak, wszystko to razem wytwarza jakby długi łańcuch asocjacji, myśli, refleksji, zapadających głęboko w duszę. […] Czy widziałem! Straszliwy odór przyprawił mnie w pierwszej chwili o mdłości, zanim całym wysiłkiem woli zdołałem się opanować. Poszliśmy ścieżką usianą wydobytymi już rzędami trupów i tam, za grubą sosną, za wałem świeżo wykopanego piasku, spojrzałem w dół. […] Straszne. Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie i przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące, i wszystkie w mundurach oficerów polskich…”

Wyniki ekshumacji jednoznacznie wskazywały, że ofiary zostały zastrzelone z broni krótkiej kalibru 7,65 mm strzałem w tył głowy. Niemiecka dokumentacja „Amtliches Material zum Massenmord von Katyn” opublikowana we wrześniu 1943 roki zawierała raport Buhtza, relacje świadków i szczegółowe zdjęcia.

Związek Radziecki przez dekady zaprzeczał odpowiedzialności za zbrodnię, zrzucając winę na Niemców. Dopiero 13 kwietnia 1990 roku, po pięćdziesięciu latach, Michaił Gorbaczow oficjalnie przekazał prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu dokumenty NKWD, potwierdzające odpowiedzialność ZSRR.

http://kresy.pl/kresopedia/tysiace-trupow-wszystkie-w-mundurach-oficerow-polskich-13-kwietnia-1943-roku-swiat-dowiedzial-sie-o-katyniu/

#Polska #katyn #rosja #bolszewicy #zbrodnia #mordercy

6