Gwałty, rabunki i zniszczenia. Wkroczenie Armii Czerwonej do Olsztynakresy.pl

22 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Olsztyna, kończąc niemiecką kontrolę nad tym miastem.

Położone w północno-wschodnich Prusach Wschodnich ziemie Warmii i Mazur były stopniowo zajmowane od połowy stycznia 1945 roku. 13 stycznia rozpoczęła się sowiecka ofensywa na Prusy Wschodnie, której celem było odcięcie i rozbicie niemieckich sił w regionie. Olsztyn był pierwszym większym miastem zdobytym przez Armię Czerwoną na tym odcinku frontu.

„Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”

Wejście wojsk radzieckich do Olsztyna miało dramatyczne konsekwencje dla ludności cywilnej. W pierwszych tygodniach po zajęciu miasta doszło do fali gwałtów, mordów, rabunków i grabieży, które objęły zarówno samo miasto, jak i okoliczne miejscowości. Skala przemocy była bezprecedensowa.

„Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać. […] Widziałam, jak dziewczyna, córka kowala, 19-letnia, przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana” — wspominała mieszkanka Okręgu Mazurskiego moment wkroczenia czerwonoarmistów w 1945 roku.

W pierwszych dniach pobytu w Olsztynie żołnierze Armii Czerwonej dopuścili się także wyjątkowo brutalnych zbrodni. Zamordowani zostali pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kortowie, a także chorzy oraz siostry zakonne sprawujące nad nimi opiekę w szpitalu mariackim, mieszczącym się w gmachu dzisiejszego szpitala miejskiego.

Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, sowieccy żołnierze rabowali mienie, zabijali mieszkańców i podpalali budynki. Gdy 17 lutego 1945 roku do miasta dotarła pierwsza grupa polskich kolejarzy, olsztyński dworzec kolejowy wciąż płonął.

Przemoc nie była wyłącznie skutkiem chaosu wojennego. Dowódca 3. Front Białoruski, generał Iwan Czerniachowski, otwarcie formułował założenia brutalnej polityki okupacyjnej, stwierdzając: „Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Hasło to interpretowano jako odwet za zbrodnie niemieckie popełnione na terytorium Związku Sowieckiego. W praktyce represje dotykały nie tylko Niemców, lecz także Warmiaków, Mazurów oraz Polaków przybywających do miasta w kolejnych tygodniach.

Skala bezkarności żołnierzy sowieckich była na tyle duża, że zwracali na nią uwagę nawet przedstawiciele tworzącej się administracji komunistycznej. Jesienią 1945 roku kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie przyznawał, że poważnym problemem pozostają masowe napady grup żołnierzy Armii Czerwonej, połączone z rabunkami i zabójstwami.

Olsztyn został formalnie przekazany władzom polskim dopiero 23 maja 1945 roku. Przez cały okres pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej a ustanowieniem polskiej administracji w mieście utrzymywały się przemoc, grabież i niszczenie mienia. Straty materialne były ogromne — w pierwszym półroczu 1945 roku zniszczeniu uległo wiele budynków, a miasto zostało w znacznym stopniu ogołocone i wyludnione.

Z pogromów i aktów dewastacji dokonanych przez czerwonoarmistów ocalały kościoły, co ks. Jan Hanowski wynegocjował z sowieckim dowództwem. Nietknięty pozostał również olsztyński zamek.

„Olsztyn odnotował w swej historii wypadki, których następstwa zmieniły jego oblicze. Dochodziło do epidemii, klęsk żywiołowych, okupacji i rabunków ze strony obcych wojsk. Wiele zła ludności i miastu wyrządzili na przykład w 1807 roku żołnierze Napoleona. Wcześniejsze wydarzenia wojenne nigdy nie były jednak tak gwałtowne i tragiczne jak te z 1945 roku” — podkreśla Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.

Mimo tych doświadczeń w powojennych latach władze komunistyczne konsekwentnie promowały narrację o „wyzwoleniu” Olsztyna przez Armię Czerwoną. Jej symbolem stały się pomniki i oficjalne uroczystości mające podkreślać wdzięczność wobec Związku Sowieckiego. Relacje świadków oraz badania historyczne wskazują jednak, że wydarzenia z początku 1945 roku pozostawiły trwałą traumę w pamięci mieszkańców Olsztyna i całego regionu.

http://kresy.pl/kresopedia/gwalty-rabunki-i-zniszczenia-wkroczenie-armii-czerwonej-do-olsztyna/

#iiwojnaswiatowa #zsrr #bolszewicy #gwalt #mordercy #Polska #historia

11

To ideologia z Polski – Bodnar o odpowiedzialności Szuchewycza za Wołyń [+VIDEO]kresy.pl

W dniu 10 stycznia 2026 roku w Kanale Zero wyemitowano rozmowę z ambasadorem Ukrainy w Polsce Wasylem Bodnarem, w której padły pytania o odpowiedzialność dowództwa UPA za zbrodnie na Polakach. Dyplomata odmówił jednoznacznego określenia Romana Szuchewycza jako zbrodniarza wojennego.

Na antenie Kanału Zero wyemitowano wywiad z ambasadorem Ukrainy w Polsce Wasylem Bodnarem. Rozmowę przeprowadziła Arleta Bojke, a jednym z głównych tematów była kwestia zbrodni popełnionych na Polakach podczas wydarzeń na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej oraz odpowiedzialność kierownictwa Ukraińskiej Armii Powstańczej.

W trakcie rozmowy prowadząca zapytała dyplomatę o postać Romana Szuchewycza, który był naczelnym dowódcą UPA i jest w Polsce uznawany za jednego z odpowiedzialnych za zbrodnie dokonane na ludności polskiej. Ambasador Ukrainy nie zgodził się na jednoznaczne określenie go jako zbrodniarza wojennego, argumentując, że jego odpowiedzialność nie została wystarczająco udokumentowana.

„Ja, jako Ukrainiec, jako ambasador potępiam zbrodnie na Polakach” – powiedział Wasyl Bodnar podczas rozmowy.

W dalszej części wywiadu Arleta Bojke zapytała wprost: „I przejdzie panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?”. W odpowiedzi ambasador podtrzymał swoje stanowisko, odmawiając takiej kwalifikacji. Stwierdził, że przypisywanie odpowiedzialności Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi za zbrodnie na Polakach jest elementem narracji, którą określił jako ideologię rozpowszechnianą w Polsce.

„Nie, nie powiem tego, bo to musi być udowodnione na zasadzie dokumentów, a nie stworzonej ideologii, która jest promowana w Polsce, że Bandera, Szuchewycz i inni to są zbrodniarze. Pracujmy nad dokumentami” – powiedział.

Ambasador podkreślał, że strona ukraińska deklaruje gotowość do rozmów o trudnych kwestiach historycznych. W jego ocenie dialog powinien opierać się na źródłach archiwalnych i badaniach, a nie na ocenach, które – jak mówił – zostały sformułowane bez wystarczającej bazy dowodowej.

„Po naszej stronie jest otwartość, by rozmawiać o wszystkich zbrodniach, o wszystkich rzeczach, które były dokonane złe i dobre po obu stronach granicy dzisiejszej i żeby pokazać społeczeństwu, jak to wyglądało naprawdę, a nie tak, jak sobie napisał czy wymyślił” – dodał.

http://kresy.pl/wydarzenia/to-ideologia-z-polski-bodnar-o-odpowiedzialnosci-szuchewycza-za-wolyn/

#upa #banderowcy #mordercy #ludobojstwo #wolyn #ukraina #Polska

16

Rosjanie przywiązali do szyi 70 letniego ukraińskiego dziadka ładunek wybuchowy i trzymając go na smyczy kazali mu wchodzić do potencjalnych kryjówek Ukraińców na potencjalne zasadzki wybuchowe.

He? Pomyliłem się. Nie Rosjanie, a żydzi i nie Ukrainiec a Palestyńczyk

Dobry materiał w ytubowym mainstreamie.

Wielu historii nie znałem.

http://youtu.be/Jr__1VZIyaI

#Israel #mordercy #zydzi

21

Taka refleksja mnie naszła.

Dziś uśmierca się morderców zastrzykiem, przy czym są to osoby winne a sam zastrzyk bezbolesny.

I lewactwo płacze nad ich losem, że to niehumanitarne.

Tymczasem uśmierca się dzieci nienarodzone zastrzykiem bardzo bolesnym w serce lub po prostu rozrywa się żywcem i ta sama lewica bredzi coś o prawach człowieka.

Dla mnie to albo choroba psychiczna albo działanie w służbie złego ducha bo na logikę to się nie klei.

#mordercy

PS Kurwy co domagają się prawa do rozrywania dzieci same przed rozerwaniem powinny być obdarte ze skóry! Nie wytrzymałem

23

Zginęli, bo pomagali Żydom. W Boiskach Niemcy zamordowali dwie rodzinykresy.pl

2 stycznia 1943 roku niemieccy żandarmi zamordowali mieszkańców wsi Boiska (Boiska-Kolonia) koło Solca nad Wisłą, karząc ich za pomoc udzielaną Żydom.

Zbrodnia została przeprowadzona przez oddział żandarmerii z Lipska nad Wisłą, należący do 1. Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii. Akcja miała charakter pokazowy: miała zastraszyć okoliczną ludność i zniechęcić do ukrywania uciekinierów z gett.

Z rąk żandarmerii za pomoc Żydom zginęło w tym rejonie czterdziestu Polaków

Nad ranem Niemcy otoczyli gospodarstwo Józefa i Zofii Krawczyków. Najpierw dom obrabowano, następnie całą rodzinę wyprowadzono na podwórze. Rozstrzelano Józefa Krawczyka, jego żonę Zofię oraz kilkuletniego syna Adama, po czym zabudowania podpalono. Powodem represji była pomoc udzielona wcześniej rannemu Żydowi, który zdołał wydostać się z okolicznego getta. Krawczyk zaopatrzył ranę i dał schronienie, a kiedy żandarmi odkryli u złapanego uciekiniera fachowo wykonany opatrunek, biciem zmusili go do przyznania się, kto mu pomógł.

Potem kolumna skierowała się do domu Boryczków. Tam w podobny sposób zamordowano Stanisława Boryczkę, jego żonę Zofię oraz ich roczne dziecko. W tym przypadku Niemcy podejrzewali, że Zofia, ochrzczona Żydówka, pomaga ukrywającym się współwyznawcom, przekazując im żywność i informacje. Zabudowań Boryczków nie spalono, ale zakazano pochówku zamordowanych na cmentarzu parafialnym. Ofiary pogrzebano prowizorycznie w polu, a dopiero po wojnie przeniesiono je na cmentarz w Solcu nad Wisłą.

Łącznie tego dnia w okolicy za pomoc Żydom zginęło sześciu Polaków, a wraz z nimi także wspomniany uciekinier żydowski — siedem ofiar śmiertelnych. Z rodziny Krawczyków ocalał jedynie starszy syn Stanisław: przeżył, ponieważ noc poprzedzającą pacyfikację spędził u krewnych i został w porę powstrzymany przed powrotem do domu.

Zbrodnia z 2 stycznia nie była jednak odosobnionym wybuchem przemocy. Posterunek żandarmerii w Lipsku stworzył sieć konfidentów, których zadaniem było tropienie Polaków pomagających Żydom. Donosy uruchamiały błyskawiczne akcje karne. Już w grudniu 1942 roku ofiarą padła rodzina Kryczków, rozstrzelana po podejrzeniu o udzielanie wsparcia. W kolejnych tygodniach ginęli następni — jak gajowy Franciszek Parol, wskazany jako osoba pomagająca uciekinierom. Ten sam mechanizm prowadził do tragedii w Boiskach. Już 8 stycznia 1943, niecały tydzień po zbrodni w Boiskach, w pobliskim Słuszczynie zamordowali sześć osób z rodziny Borków. W rezultacie zimą 1942/1943 roku z rąk lipskiej żandarmerii zginęło około czterdziestu Polaków.

Tu relacje polsko-żydowskie były dobre

Jak podkreśla dyrektor Biura Badań Historycznych IPN dr Sebastian Pilarski: — Warto przypomnieć, że w okresie okupacji Niemcy dokonali pacyfikacji ponad 800 wsi w okupowanej Polsce […]. Przed wojną, w rejonie Ciepielowa, Lipska i Solca nad Wisłą relacje polsko-żydowskie były dobre. Silne wpływy miał ruch ludowy, nie było nastrojów niechętnych wobec ludności żydowskiej. Po wybuchu wojny pomoc udzielana przez Polaków ludności żydowskiej była więc na tym obszarze stosunkowo częstym zjawiskiem, mimo iż groziła za nią kara śmierci. Stąd również i skala represji była większa niż w innych regionach okupowanej Polski. Warto podkreślić, że dziś wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że mieszkańcy polskiej wsi odczuli wyjątkowo boleśnie eksterminacyjną politykę Niemców.

http://kresy.pl/kresopedia/zgineli-bo-pomagali-zydom-w-boiskach-niemcy-zamordowali-dwie-rodziny/

#historia #iiiwojnaswiatowa #niemcy #mordercy #zydzi #Polska

14

UPA w Bołdurach: dziesiątki ofiar, spalone domykresy.pl

Zdjęcie

2 stycznia 1944 roku Ukraińska Powstańcza Armia dokonała masakry we wsi Bołdury, położonej w powiecie brodzkim ówczesnego województwa tarnopolskiego.

Miejscowość liczyła około tysiąca mieszkańców, zamieszkanych mniej więcej po równo przez Polaków i Ukraińców. Tragedia rozegrała się w czasie niemieckiej okupacji, przy całkowitej bierności stacjonujących w regionie oddziałów niemieckich, które nie podjęły żadnych działań, by zapobiec napadowi ani zareagować po jego dokonaniu.

Wieczorem tego dnia do wsi wszedł oddział UPA przybyły z Wołynia. Według wspomnień zebranych przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów liczył on co najmniej dwustu ludzi. Napastnicy mieli przewodników z miejscowych Ukraińców, którzy wskazywali domy należące do Polaków. Uzbrojone grupy po 8–10 osób włamywały się do zagród i zabijały napotkanych mieszkańców, przede wszystkim z broni palnej; świadkowie wspominali również o użyciu broni białej. Zaskoczenie oraz położenie wsi w pobliżu rzeki i bagien uniemożliwiły ucieczkę wielu osobom.

Po mordach rozpoczęło się rabowanie. Na furmanki ładowano mienie zabitych i inwentarz, dobijano rannych oraz przeszukiwano obejścia w poszukiwaniu ukrywających się. Ograbione gospodarstwa podpalano, jeśli nie graniczyły z domami ukraińskimi. W rezultacie spłonęło około 70 zagród, a część ofiar zginęła w płomieniach.

Szacunki liczby zabitych są rozbieżne. Sprawozdanie Komitetu Ziem Wschodnich mówi o 60 ofiarach, w tym także o Ukraińcach z rodzin mieszanych. Henryk Komański i Szczepan Siekierka podają około 80 zamordowanych i 20 uprowadzonych, natomiast Grzegorz Hryciuk wskazuje ponad 100 zabitych i 40 uprowadzonych. Część ciał pochowali ocaleni krewni, inne pozostały na miejscu zbrodni.

Profesor Czesław Partacz zauważa, że oddziały UPA, dokonując swoich zbrodni, działały z zamiarem całkowitego usunięcia śladów polskości z terenów objętych napadami: „Depolonizacja polskich województw wschodnich według praktyki banderowskiej, polegała nie tylko na barbarzyńskim wymordowaniu ludności polskiej, głównie chłopów, ale także zatarciu na tym terenie wszelkich śladów polskości. Dlatego po zabiciu mieszkańców i zrabowaniu ich mienia budynki palono a nawet rozbierano ich kominy i fundamenty. Niszczono nawet drzewa owocowe by nie został nawet szczątek po dawnych mieszańcach. Podobnie brutalnie Ukraińcy obeszli się z polskimi szkołami, domami kultury, a nawet kościołami. Puste pole zaorywano. W samej Małopolsce Wschodniej (lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie) banderowcy spalili i zburzyli 170 874 zagród polskich chłopów. Jest to liczba porażająca […]. Wymordowanie i wypędzenie Polaków spowodowało cofnięcie się cywilizacji zachodniej za rzekę Bug”.

http://kresy.pl/kresopedia/upa-w-boldurach-dziesiatki-ofiar-spalone-domy/

#upa #banderowcy #mordercy

18

„OUN-UPA bohaterowie Ukrainy!” Ukraińcy oddają hołd naziście Stepanowi Banderze [FOTO+VIDEO]nczas.info

Zdjęcie

1 stycznia 1909 roku urodził się zbrodniarz, terrorysta i ukraiński nazista Stepan Bandera. Na Ukrainie od lat hucznie świętuje się urodziny bandyty i w tym roku nie było inaczej.

„W Drohobyczu oddano hołd Stepanowi Banderze z okazji jego 117. urodzin” – napisał na X Rafał z Krakowa.

„Przez dekady państwo ukraińskie było rozdzierane przez imperia – polskie, niemieckie i moskiewskie. Wszystko dlatego, że poczyniliśmy ustępstwa i tolerowaliśmy wiele rzeczy, nie zauważając, jak nasz język, kultura, tradycje zostały nam odebrane – lista jest długa…” – zacytował słowa burmistrz Drohobycza Tarasa Kuczmy.

Udostępnił też zdjęcie z haniebnej uroczystości, na której widać flagę Ukrainy oraz czerwono-czarny sztandar zbrodniczej UPA odpowiedzialnej za celowe i wyjątkowo bestialskie ludobójstwo Polaków żyjących na Kresach.

„Dziś na Ukrainie Ukraińcy obchodzą rocznicę urodzin nazisty Stepana Bandery. Siły pod jego dowództwem dokonały masowego ludobójstwa na polskiej ludności cywilnej, ze szczególnym uwzględnieniem kobiet, dzieci i osób starszych. Dziś jego pomnik we Lwowie zostanie ozdobiony kwiatami” – napisał z kolei irlandzki dziennikarz Chay Bowes, udostępniając materiał filmowy z uroczystości we Lwowie.

„’Największy sojusznik’ Polski obchodzi dziś urodziny Stepana Bandery, tuż za granicą, we Lwowie. Polska przyjęła, zapewniła dach nad głową i wyżywienie milionom ukraińskich uchodźców, a Ukraińcy w ten sposób okazują swoją wdzięczność” – napisał z kolei Gabe.

W Internecie pełno jest podobnych treści pokazujących, jak Ukraińcy czczą zbrodniarza i nazistę, wychwalając przy tym zbrodniczą organizację OUN-UPA, jako bohaterów Ukrainy.

„We Lwowie neonaziści uczcili urodziny Stepana Bandery, ukraińskiego narodowosocjalistycznego lidera. Jego ruch OUN współpracował z nazistowskimi Niemcami na początku II wojny światowej [współpraca trwała dłużej, niemal do końca okupacji ziem polskich przez Niemców – red. nczas], a siły powiązane z OUN brały udział w czystkach etnicznych” – napisał z kolei GeopolitiX Monitor, udostępniając wideo z marszu z racami ku czci zbrodniarza Bandery.

Z kolei HoaxBuster utworzył wątek pokazujący, że urodziny Bandery są obchodzone hucznie w wielu ukraińskich miastach, nie tylko we Lwowie.

http://nczas.info/2026/01/01/oun-upa-bohaterowie-ukrainy-ukraincy-oddaja-hold-naziscie-stepanowi-banderze-fotovideo/

#upa #banderowcy #bandera #banderyzm #mordercy #ukraina

17

Jagielska chce uciekać z Polski przed Braunem? „Absolutnie przerażająca sprawa” [VIDEO]nczas.info

Gizela Jagielska przyznała na antenie TVN24, że obawia się o swój los po ewentualnym dojściu Grzegorza Brauna do władzy. Aborcjonistka mówiła nawet o wyjeździe z Polski. Tymczasem na styczeń zaplanowano przesłuchanie lidera Konfederacji Korony Polskiej w związku z jego interwencją w szpitalu w Oleśnicy.

– Grzegorz Braun rośnie w siłę. PiS chce z nim współrządzić po kolejnych wyborach. Jak Pani to przyjmuje? Pani, która fanatyzm Brauna odczuła przecież na własnej skórze przez szarpanie, zatrzymanie, przez znieważenie – mówiła dziennikarka TVN24.

– Powiem szczerze, że jestem trochę przerażona tą sytuacją i tak naprawdę zaczynam myśleć, czy to nie będzie tak, że w pewnym momencie takie osoby jak ja, te które pomagają kobietom, nie będą musiały po prostu z tego kraju wyjechać. Dla mnie to jest absolutnie przerażająca sprawa – dla mnie jako lekarki, dla mnie jako kobiety – że miałby naszym krajem rządzić Braun plus PiS, bo wyobrażam sobie, że konsekwencje tego na pewno by nie przyniosły nic dobrego ani dla mnie, ani dla innych kobiet – stwierdziła Jagielska.

Przypomnijmy, że w kwietniu 2025 r. miała miejsce interwencja poselska Brauna w szpitalu w Oleśnicy. Stało się to po ujawnieniu głośnej sprawy Felka, chłopca zabitego zastrzykiem z chlorku potasu podanym prosto w serduszko w 9. miesiącu ciąży. Zrobiła to właśnie Gizela Jagielska.

Grzegorz Braun, podejrzewany m.in. o naruszenie nietykalności cielesnej lekarz w szpitalu w Oleśnicy, ma zostać przesłuchany w styczniu. Wówczas też zostaną ogłoszone mu zarzuty – poinformowała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prok. Karolina Stocka-Mycek.

Parlament Europejski 13 listopada opowiedział się za uchyleniem immunitetu europosłowi Grzegorzowi Braunowi. Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstw, w tym naruszenia nietykalności cielesnej lekarz w szpitalu w Oleśnicy. Wniosek o uchylenie immunitetu Braunowi skierował do izby w czerwcu tego roku ówczesny prokurator generalny i minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Podstawą wniosku były m.in. zarzuty pozbawienia wolności, naruszenia nietykalności cielesnej, znieważenia i pomówienia lekarz Gizeli Jagielskiej w kwietniu 2025 r. w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy.

Prok. Karolina Stocka-Mycek poinformowała w poniedziałek PAP, że prokuratura otrzymała już z Parlamentu Europejskiego dokumenty dotyczące uchylenia immunitetu Braunowi.

– Zostanie teraz wyznaczony termin przesłuchania. Ono odbędzie się w styczniu, ale nie ma jeszcze wyznaczonej konkretnej daty – powiedziała prok. Stocka-Mycek, wskazując, że podczas przesłuchania zostaną ogłoszone Braunowi zarzuty.

Śledztwo w sprawie „pozbawienia wolności” lekarz Gizeli Jagielskiej w oleśnickim szpitalu – czy też próby „obywatelskiego zatrzymania” – w kwietniu tego roku prowadzi Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

Zarzuty dla Brauna mają dotyczyć m.in. bezprawnego pozbawienia wolności lekarz w szpitalu w Oleśnicy, naruszenia jej nietykalności cielesnej (poprzez popychanie i przytrzymywanie rękoma), znieważenia słownego podczas wykonywania przez nią obowiązków służbowych, a także pomówienia jej o działania mogące podważyć zaufanie do zawodu lekarza.

Grzegorz Braun 16 kwietnia wtargnął do Powiatowego Zespołu Szpitali w Oleśnicy i próbował uniemożliwić pracę ginekolog Gizeli Jagielskiej, która przeprowadziła „indukcję asystolii płodu” (wbicie igły do serca z podaniem chlorku potasu). Jak mówił, dokonywał obywatelskiego zatrzymania. Lekarz, relacjonując PAP, co wydarzyło się w oleśnickim szpitalu, powiedziała m.in., że Braun wtargnął do działu administracyjnego, zagrodził jej drogę i zamknął w pomieszczeniu administracyjnym.

W śledztwie prowadzonym przez wrocławską prokuraturę do tej pory postawiono zarzuty działaczce Konfederacji Korony Polskiej Marcie Cz. Odpowie ona za pozbawienie wolności lekarz Gizeli Jagielskiej poprzez uniemożliwienie jej opuszczenia gabinetu lekarskiego w szpitalu w Oleśnicy podczas „obywatelskiego zatrzymania” dokonywanego przez Brauna. Śledczy zarzucają jej również, że naruszyła nietykalność cielesną lekarz poprzez jej przytrzymywanie rękami podczas i w związku z pełnieniem przez nią obowiązków służbowych lekarza.

Prok. Stocka-Mycek 10 grudnia poinformowała, że Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy umorzyła śledztwo w sprawie przeprowadzenia w oleśnickim szpitalu aborcji z naruszeniem prawa przez lekarz Gizelę Jagielską. Postępowanie zostało wszczęte na początku 2025 r. Podjęto je po doniesieniach medialnych, w których podnoszono, że w szpitalu w Oleśnicy doszło do sprzecznego z prawem przeprowadzenia zabiegu przerwania ciąży. Według prokuratury przerwanie ciąży przez lekarz 29 października 2024 r. w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy oraz inne jej działania związane z tą procedurą nie miały „znamion czynu zabronionego”.

http://nczas.info/2025/12/29/jagielska-chce-uciekac-z-polski-przed-braunem-absolutnie-przerazajaca-sprawa-video/

#braun #jagielska #aborcja #mordercy #olesnica

12

ZA GASZENIE ŚWIECZEK DO SZTUMU - Prokuratura w Oleśnicy umorzyła śledztwo w sprawie aborcji dziewięciomiesięcznego Felkakresy.pl

Zdjęcie

Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy umorzyła śledztwo w sprawie aborcji dziewięciomiesięcznego Felka, przeprowadzonej poprzez wstrzyknięcie chlorku potasu w serce dziecka przez Gizelę Jagielską. Sprawa była wcześniej przedmiotem zawiadomienia Instytutu Ordo Iuris oraz analiz Prokuratury Krajowej.

W dniu 2 grudnia 2025 r. Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy postanowieniem prokurator Beaty Ciesielskiej umorzyła postępowanie w sprawie aborcji dziewięciomiesięcznego Felka, uznając brak znamion czynu zabronionego. Z ustaleń Radia Wnet wynika, że decyzja dotyczy aborcji polegającej na wstrzyknięciu chlorku potasu w serce dziecka przez Gizelę Jagielską.

Do zabicia nienarodzonego Felka doszło 29 października ubiegłego roku w szpitalu w Oleśnicy. W dziewiątym miesiącu życia prenatalnego miał zostać poddany wstrzyknięciu chlorku potasu bezpośrednio w serce. Z informacji medialnych wynikało, że dziecko cierpiało na wrodzoną łamliwość kości, przy czym nie było jasne, w jakim stopniu ta wada mogła wpłynąć na jego przyszłe funkcjonowanie. Ówczesna zastępca dyrektora Gizela Jagielska mimo tych wątpliwości przeprowadziła aborcję w takiej formie.

Wcześniej matka dziecka trafiła początkowo do szpitala w Łodzi, gdzie planowano przeprowadzenie cesarskiego cięcia, które było uznawane za najbezpieczniejszą metodę zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Po narodzinach, Felkowi oraz jego mamie miałaby zostać zapewniona specjalistyczna pomoc medyczna i terapia.

Jednak pod wpływem namów aktywistów aborcyjnych, matka Felka udała się do Oleśnicy, gdzie znajduje się największy ośrodek aborcyjny w Polsce. Tam, w 37. tygodniu ciąży, po osiągnięciu przez dziecko pełnej dojrzałości, dokonano aborcji.

8 kwietnia Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich zwróciło się do Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy w tej sprawie, z prośbą o przekazanie szczegółowych informacji dotyczących postępowania. Wystąpiło również o przesłanie kopii odpowiedzi udzielonej Polskiemu Towarzystwu Ginekologów i Położników, które zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia o wyjaśnienia w kwestii wykładni pojęcia „przerywanie ciąży”.

Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy wszczęła śledztwo w sprawie nielegalnego przerwania ciąży. Referentką postępowania została szefowa tej jednostki prokurator Beata Ciesielska, która prowadziła sprawę pod kątem przestępstwa opisanego w art. 152 kodeksu karnego, dotyczącego różnych postaci nielegalnej aborcji w sytuacji, gdy dziecko poczęte uzyskało zdolność do samodzielnego życia poza organizmem matki.

W toku śledztwa prokuratura badała trzy zasadnicze wątki dotyczące działania doktor Jagielskiej. Pierwszy obejmował samo zabicie Felka. Drugi dotyczył udzielania pomocy w nielegalnym przerwaniu ciąży w okresie od 21 do 29 października, co wiązało się z przebiegiem prowadzenia pacjentki przez lekarkę. Trzeci wątek odnosił się do ewentualnego nakłaniania do nielegalnej aborcji. W żadnej z tych części postępowania prokurator Beata Ciesielska nie dopatrzyła się popełnienia przestępstwa z art. 152 kodeksu karnego, co przesądziło o umorzeniu sprawy.

W tej sytuacji pozostaje nieznane pisemne uzasadnienie decyzji, jednak wskazywano, że Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy mogła oprzeć się przede wszystkim na wytycznych Ministerstwa Zdrowia z 2024 r., kierowanego wówczas przez Izabelę Leszczynę. Dokument ten był szeroko krytykowany jako rozwiązanie pozwalające na obchodzenie obowiązujących przepisów. Instytut Ordo Iuris oceniał, że „Sposób sformułowania wytycznych i kontekst ich przyjęcia wskazuje, że intencją Prezesa Rady Ministrów i Ministra Zdrowia było uzupełnienie przepisów ustawy i doprowadzenie do faktycznego poszerzenia dostępu do aborcji – co naruszyło konstytucyjny system źródeł prawa oraz, tym samym, podstawowe zasady praworządności”.

We wcześniejszej korespondencji Radio Wnet informowało, że sprawa Gizeli Jagielskiej znalazła się także w polu zainteresowania Prokuratury Krajowej, w szczególności osoby podającej się za Dyrektor Departamentu Postępowania Przygotowawczego Katarzynę Kwiatkowską. Według relacji Prokuratury Krajowej, po wszczęciu śledztwa sprawa była analizowana na poziomie jednostek wyższego szczebla.

Według danych z lutego 2025 r. podanych przez Fundacja Życie i Rodzina – szpital w Oleśnicy w 2024 r. abortował 155 dzieci, 13 z nich było całkowicie zdrowe, a 62 miało zespół Downa. Wszystkie aborcje dokonano z przesłanek psychiatrycznych. Fundacja informuje, że zabijano jedno dziecko nienarodzone częściej niż raz na tydzień.

Warto dodać, że Instytut Ordo Iuris utworzył petycję przeciwko wytycznym Ministerstwu Zdrowia, które dopuszczają aborcję do 9-miesiąca ciąży z powodu przesłanek psychicznych i przyczyniły się do śmierci nienarodzonego Felka. Stanowią one uzupełnienie przypadku „zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej”.

Ponadto Instytut poinformował o przygotowaniu wniosku do Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego konstytucyjności wytycznych Ministerstwa Zdrowia, w których zasugerowano lekarzom, że aborcja może być środkiem terapeutycznym na problemy psychiczne kobiet w ciąży.

http://kresy.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/prokuratura-w-olesnicy-umorzyla-sledztwo-w-sprawie-aborcji-dziewieciomiesiecznego-felka/

#prokuratura #mordercy #aborcja #dzieci #olesnica

18

Banderowska Ukraina pielęgnuje obraz swojej hańbywprawo.pl

Zdjęcie

Działania UPA zakończyły się klęską militarną, polityczną i moralną. Przywódcy banderowscy nie zrealizowali żadnego ze swoich planów-poza zniszczeniem kraju, „spaloną ziemią”, którą po sobie zostawili i cierpieniem setek tysięcy ludzi. Mykoła Lebed, Petro Mirczuk, Łew Szankowśkyj i Łonhin Łotoćkyj opisali rzekome walki z okupantem hitlerowskim, przypisali UPA wiele sukcesów, które były udziałem AK i partyzantów sowieckich. To samo robią „historycy” i inni „piewcy chwały” UPA, piszący za zamówienie fałszywą jej historię. Łonhin Łotoćkyj jest autorem „Istoriji Ukrajiny dla ditej”. Dzieci dowiedziały się, że w dniu powstania UPA tj. 14 pażdziernika 1943 r. w „lesie było już 150 tyś. „striłciw” (strzelców), a pół roku później było już 400 tyś. upowców. Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Na taki blef nikt normalny by się nie odważył, a piewcy ludobójców -tak. W rzeczywistości UPA nie przekroczyła 40 tysięcy osób.

UPA skierowała swoje siły w sposób celowy i zaplanowany na rzezie i rabunki niewinnej kresowej ludności. Kiedy zaczęła mordować swoich, to już podcinała gałąź, na której siedziała. Ciemny ukraiński chłop nie uszanował świętości cerkwi i miał pewność, że na zabijanie i rabowanie Lachów ma rozkaz od upowców i od Niemców. Poza tym, Hitler był największym autorytetem, większym od metropolity Szeptyckiego.

Wyzbycie się wszelkich moralnych hamulców pod wpływem ukraińskiego faszyzmu musiało spowodować potrójną klęskę UPA.

UPA poniosła klęskę militarną dlatego, że jej substancja ludzka została zniszczona-poległa lub dostała się do niewoli. Poniesione straty nie dały żadnych wyników, poza zniszczeniem kraju i stosami trupów.

UPA poniosła klęskę polityczną. W imię jakich ideałów politycznych pchnięto ukraińską ciemną chłopską masę do mordowania Polaków, w imię jakich celów chciano walczyć z „historycznymi wrogami” – Moskalami, Polakami, Rumunami, Węgrami Żydami? Co chciano osiągnąć w takiej walce? Czyżby „wielkoukraińskie imperium” chorej wyobraźni?

UPA poniosła klęskę moralną. Zhańbiła naród ukraiński w taki sam sposób, jak hitleryzm zhańbił naród niemiecki, a stalinizm -rosyjski. Stereotyp Ukraińca-rezuna długo będzie pokutować w ludzkich umysłach, choć fałszerze historii robią wszystko, aby tego rezuna wybielić. To nic nie da. Obraz Ukraińca – „bandiuka” z siekierą w jednej ręce, pistoletem w drugiej, nożem w zębach i polskim skalpem u pasa, przetrwa wieki w pamięci Polaków. Poza tym Niemcy oficjalnie odżegnały się od swojej hitlerowskiej przeszłości, nie stawiają pomników Hitlerowi, nie nazywają ulic jego imieniem, nie umieszczają jego wizerunku na swoich produktach. Banderowska Ukraina natomiast, do niczego nam niepotrzebna, krok po kroku realizuje swoje nazistowskie cele. Szuka tożsamości historycznej w banderyźmie po to tylko, aby osłabić Polskę i Rosję. Gdzie się podziała prawdziwa elita na Ukrainie? Przecież takowa była! Banderyzm rozlewa się na cały kraj i jest znakomicie wykorzystywany jako narzędzie do dyscyplinowania ludności oraz indoktrynowania młodego pokolenia Ukraińców. Nacjonalizm ukraiński to samobójstwo dla narodu ukraińskiego. Rzecz w tym, że zanim prysną jego marzenia o wielkiej Ukrainie, może dojść do drugiego Wołynia.

Banderowska Ukraina pielęgnuje obraz swojej hańby. Ukrainiec z Gajów Roztockich Franko Horisznyj konkludował: „Wszystko było niepotrzebne, a teraz tylko wstyd pozostał i hańba. Pojedziesz do Anglii czy Niemiec, albo nawet do Rosji. Kto? -zapytają- „Ukrainiec”, a oni zaraz: rezun, bandera, bulba. Człowiek się rumieni za nieswoje grzechy. („Kurier Zachodni” 26 VI-2VII 1992). Naród nie może odpowiadać za czyny swoich wyrodnych synów, tylko czy wszyscy to rozumieją? Szczególnie ci, którzy do końca swoich godzin życia mieli obraz krwi i pożogi? UPA z całą konsekwencją i do końca wcielała w życie hasło „Kto nie jest Ukraińcem na ukraińskiej ziemi, temu śmierć”. Nawet hitlerowcy i bolszewicy nie odważyli się na takie otwarte głoszenie ludobójczych planów.

Ukraina tak jak i Polska poniosła ogromne straty, do tego przyczynili się także ukraińscy faszyści do końca wierni Hitlerowi. Dziedzictwo OUN-UPA dotyczy Polski, lecz w spadku otrzymało go państwo ukraińskie i jeśli Ukraina nie chce dzielić się odpowiedzialnością za to czego nie popełniła, racją stanu jest sprawców zbrodni oddzielić od narodu, odrzucić faszystowskie emblematy i przestać manipulować historią.

Ukraińska nacjonalistyczna myśl polityczna sformułowana w latach 20-30 XX wieku nie uległa zmianie. Szef partii „Swoboda” Oleg Tiahnibok już 26 stycznia 2011 r. powiedział: „Nasza ideologia jest oparta na pracach D. Doncowa my jedynie staramy się ją uwspółcześnić”. Natomiast radny Miejskiej Rady Lwowa Juryj Michalczyszyn 13 stycznia 2011 r. oznajmił: „Nasza banderowska armia przejdzie rzekę Dniepr, przejdzie Donbas, przepędzi z Ukrainy bandę niebieskich”.

Do dzisiaj nic się nie zmieniło. Na zachodniej Ukrainie odpowiedzialnych za zbrodnie przeciw ludzkości nazywa się bohaterami i buduje im panteony. Działają partie kontynuujące tradycje OUN-UPA i dywizji SS – „Galizien”. Antypolski ukraiński nacjonalizm nie uległ ani ideologicznej, ani programowej transformacji. Zmianie uległa tylko taktyka działania. Polskie władze nie reagują na niepokojące zachowania, demonstrowane przez stronę zachodnio-ukraińskich działaczy i polityków.

Prezydenci Polski i Ukrainy z okazji rocznicowych spotkań dokonali pojednania, zadeklarowali konieczność wspólnych poszukiwań prawdy historycznej, wyrazili przekonanie, iż wzajemne przebaczenie będzie krokiem do pełnego pojednania narodów, uwikłanych w dramat. Przypomnieli oczywiście, iż prawdziwe pojednanie miało miejsce podczas rewolucji pomarańczowej w Kijowie, słowami modlitwy odpuścili winy mordercom i zamknęli bolesną, w ich przekonaniu, kartę historii. Karta ta propagandowo jest dobrze rozgrywana, odpowiedzialnością za zbrodnie OUN-UPA obciążono Polaków i niewinny naród ukraiński. Pojednanie na fundamencie frazesów nie mogło przełożyć się na poziom społeczeństwa. Nie jest prawdą jak napisał pan Czech, że „dzięki wysiłkowi polityków, Kościoła, intelektualistów potrafiliśmy przełamać zaszłości historyczne”. Nie przełamaliśmy, nie było też wyjścia z błędnego koła animozji, nie można więc wprowadzać w błąd opinię publiczną.

Ukraiński historyk Witalij Masłowśkij twierdził, że tak zwana Ukraińska Powstańcza Armia nie była ani „ukraińską” ani „powstańczą i ani „armią”. Nie była ukraińską, ponieważ jej członkowie stanowili ułamek jednego procenta całego narodu ukraińskiego, byli jego marginesem i wyrzutkiem. Nie była też powstańczą, bo jej członkowie jawnie współpracowali z Niemcami realizując ich interesy oraz byli przez nich uzbrajani i szkoleni. Nie było armią, ponieważ składała się „rezunów”, którzy w okrutny sposób wymordowali ludność polską. To były bandy, które nie posiadały żadnego odcinka frontowego. Były wspierane przez hitlerowców w walce z sowiecko-ukraińskimi oraz polskimi oddziałami partyzanckimi oraz wspierającą ich bezbronną ludnością cywilną. UPA była narzędziem niemieckim.

To był po prostu defekt historii. Państwo Ukraińskie jakie powstało w 1991 r. w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego jest prawnym następcą USRR. Ukraińcy mieszkający na wschód od rzeki Zbrucz (dawna granica polsko-radziecka) stanowią zdecydowaną większość narodu ukraińskiego i nie mają antypolskich kompleksów ani uprzedzeń do Polaków, Rosjan czy innych grup etnicznych. Członków OUN-UPA i ich czcicieli określają mianem faszystów ogarniętych galicyjską „psychozą ukraińską”. Ukrainę zachodnią reprezentują „czerwono-czarni” (barwa sztandaru zatwierdzona przez Stepana Banderę na Zjeździe w kwietniu 1940 r.) wielbiciele OUN i jej struktur zbrojnych odpowiedzialnych za zbrodnie ludobójstwa i za zbrojną kolaborację z III Rzeszą Niemiecką. Mamy zatem dwie Ukrainy, mieszkańcy obu części mają odmienne tradycje, pamięć historyczną, strukturę narodowościową, posługują się różnymi językami i są podzieleni religijnie. W tym stanie rzeczy łatwo przyszło siłom zewnętrznym wzbudzić antyrosyjskie nastroje i skłócić społeczeństwo.

http://wprawo.pl/banderowska-ukraina-pielegnuje-obraz-swojej-hanby/

#upadlina #upa #banderowcy #ludobojstwo #mordercy

6

Nasłali policję na modlących się. Bosak: Zaczyna się to co w Angliinczas.info

Podczas Publicznego Różańca o zatrzymanie aborcji przed szpitalem w Oleśnicy doszło do policyjnej interwencji. Funkcjonariusze chcieli wylegitymować wszystkich uczestników zgromadzenia, bo takie dostali polecenie „z góry”. – Zaczyna się to co w Anglii – komentuje wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.

Policja przybyła na Publiczny Różaniec w Oleśnicy i zamierzała podjąć czynności sprawdzające wobec całej grupy modlących się. Z relacji świadków wynika, że interwencji przyglądał się z okien personel medyczny szpitala, w tym sama słynna aborterka dr Gizela Jagielska.

Mimo pytań organizatora o podstawę prawną, policjanci nie wskazali konkretnego przepisu uzasadniającego wylegitymowanie wszystkich osób. – Nie mówię, że pan popełnia wykroczenie, ale muszę wiedzieć, kto brał udział. Kazano nam wylegitymować wszystkich uczestników, takie dostałem polecenie od przełożonych – tłumaczył na miejscu funkcjonariusz.

Organizatorzy wyrazili oburzenie, sugerując, że działania policji mogą mieć charakter nękania w kontekście toczącego się sporu wokół działalności oleśnickiego szpitala.

Zdarzenie skomentował poseł Konfederacji Wolność i Niepodległość Bosak. „Zaczyna się to co w Anglii. Zło wszędzie rozprzestrzenia się według podobnych do siebie schematów” – napisał w serwisie X.

„Nagranie wskazuje na to, że funkcjonariusze otrzymali bezprawne polecenia i je wykonali. Ta sytuacja wymaga przeanalizowania przez ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji i ministra Marcina Kierwińskiego. Policja jest od zabezpieczenia obywateli korzystających ze swoich praw, a nie szykanowania ich” – dodał Bosak.

Przypomnijmy, że w Wielkiej Brytanii zabroniono modlitwy przed klinikami aborcyjnymi. A niektóre miasta, jak Birmingham czy Bournemouth, poszły o krok dalej i zakazały także klęczenia, trzymania różańców czy kropienia wodą święconą na chodnikach. Dochodziło nawet do zatrzymań przez policję za tzw. „cichą” modlitwę, a przed sądami wciąż toczą się postępowania.

http://nczas.info/2025/11/18/naslali-policje-na-modlacych-sie-bosak-zaczyna-sie-to-co-w-anglii/

#aborcja #mordercy #olesnica #mengele #szpital #wiara #modlitwa #dzieci

15

Skandal w Grabowie! Nagrobek „wojownika UPA” na polskim cmentarzu. Burmistrz zapowiada rozmowę z rodzinąnczas.info

Zdjęcie

Upamiętnienie „bojownika UPA” na jednym z cmentarzy w Polsce. Profil Narodowy Słupsk ujawnił, gdzie znajduje się mogiła członka formacji odpowiedzialnej za rzeź na Polakach na Kresach Wschodnich II RP. „Nie możemy milczeć wobec takiego bezczeszczenia historii!” – czytamy.

Facebookowy profil donosi o „skandalicznym pomniku”. Sprawa dotyczy pochowanego na polskiej ziemi bojownika Ukraińskiej Powstańczej Armii. Skandalicznym wydaje się być fakt, że na jego mogile podkreślono, iż był „bojownikiem UPA”. Pochówek nie jest stary, bowiem pochodzi sprzed 20 lat.

„Na terenie cmentarza we wsi Grabowo stoi pomnik, na którym pod nazwiskiem upamiętnionej osoby widnieje napis w cyrylicy «wojownik UPA». Tak UPA!! Organizacji odpowiedzialnej za bestialskie mordy na polskich kobietach, dzieciach i starcach!” – napisał Narodowy Słupsk.

„Jak to możliwe, że w Polsce na naszej ziemi, w wolnym kraju stoi monument gloryfikujący zbrodniarzy spod znaku UPA?! To policzek dla pamięci ofiar i wszystkich, którzy znają prawdę o tamtych wydarzeniach” – czytamy.

Bojownik, o którym mowa, urodził się w 1923 r., zmarł w 2005 r. Oznacza to, że w czasach Rzezi Wołyńskiej miał około 20 lat. „Czyli był w wieku, w którym wielu brało czynny udział w tych wydarzeniach. Jeśli rodzina lub on sam zdecydowali się pozostawić po sobie pomnik z takim napisem, to też o czymś świadczy” – podkreślono.

Z napisów na grobie wynika również, że banderowiec urodził się we wsi Ulhówek, zniszczonej w czasie II wojny światowej. W latach 1944-1946 ukraińscy nacjonaliści dokonali tam mordu na 30 Polakach.

„Złożyłem już oficjalne pismo do Urzędu Miejskiego w Białym Borze, domagając się natychmiastowej reakcji – usunięcia tego pomnika lub przynajmniej likwidacji napisów i symboliki odwołujących się do UPA” – oświadczył administrator profilu.

„Nie możemy milczeć wobec takiego bezczeszczenia historii! Zachęcam wszystkich patriotów, wszystkich, którym leży na sercu pamięć o ofiarach, aby również zareagowali, pisali do władz, nagłaśniali sprawę. Prawda i szacunek dla ofiar są obowiązkiem każdego Polaka! 🇵🇱” – skwitował.

Jak podaje portak GK24.pl, do Urzędu Miasta w Białym Borze wpłynęło oficjalne pismo w tej sprawie. Autor domaga się natychmiastowej reakcji władz, czyli usunięcia pomnika lub przynajmniej napisów i symboliki, odnoszącej się do UPA.

Pomnik, o którym mowa, znajduje się na cmentarzu komunalnym. Stanowi jednak element nagrobka, a polskie prawo nie przewiduje, by samorządy mogły ingerować w wygląd lub treść napisów zamieszczanych na nagrobkach.

– To nie jest pomnik, to jest nagrobek. To jest grób dwojga osób – pani i pana i pod nim jest napisane „wojnik UPA”, czyli właśnie „żołnierz UPA”. To nie jest pomnik gloryfikujący UPA i ten nagrobek – poza tym napisem – nie różni się od innych znajdujących się na cmentarzu. Jest tam również „tryzub”, ale on jest godłem narodowym, więc nie jest zakazanym symbolem. Ten grób ma 25 lat. A nie ma przepisów, które pozwalają nam, jako właścicielowi cmentarza komunalnego, ingerować w treści nagrobne – twierdził w rozmowie z portalem burmistrz gminy Biały Bór Paweł Mikołajewski.

– Nie wiem, skąd była taka decyzja te 25 lat temu tej rodziny i dlaczego zdecydowali się taką informację na tym grobie napisać. Natomiast w Polsce nie ma żadnych przepisów, które regulowałyby jakąkolwiek możliwość ingerencji w groby – dodał.

– Sytuacja jest skomplikowana. Byłoby inaczej, gdyby to był jakiś pomnik, ale to jest nagrobek, z krzyżem, pod którym pochowane są dwie osoby. Nie ma też żadnego napisu „chwała UPA” czy innych gloryfikujących zwrotów, a jedynie informacja, że osoba ta była żołnierzem UPA. Nie chcę nawet wnikać, dlaczego rodzina zdecydowała się umieścić tam taki napis, bo w ten sposób sami wystawiają się na ocenę – stwierdził burmistrz.

Zapowiedział też, że gmina będzie rozmawiać o tym z rodziną zmarłego. – Ale tak naprawdę my, jako gmina, możemy jedynie zwrócić się do potomków tej rodziny z informacją, że dla własnego bezpieczeństwa powinni się zastanowić nad zasłonięciem tego napisu. Ponieważ wiadomo, że ludzie mogą na ten napis różnie reagować. I z taką sugestią zwrócimy się do rodziny – oświadczył.

http://nczas.info/2025/11/10/skandal-w-grabowie-nagrobek-wojownika-upa-na-polskim-cmentarzu-burmistrz-zapowiada-rozmowe-z-rodzina/

#upadlina #upa #banderowcy #mordercy #ludobojstwo

14

Ukraiński portal o inicjatorze Rzezi Wołyńskiej: „legendarny dowódca”kresy.pl

Zdjęcie

Ukraiński portal Espreso przedstawia Kłyma Sawura jako „wybitnego dowódcę UPA”, jednocześnie odrzucając odpowiedzialność za zbrodnie na ludności polskiej na Wołyniu.

Portal Espreso opublikował materiał dotyczący Kłyma Sawura, jednego z kluczowych dowódców UPA na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Artykuł przedstawia go jako jedną z najbardziej wyróżniających się postaci ukraińskiego podziemia oraz organizatora zbrojnego oporu w regionie.

W tekście podano, że Dmytro-Roman Klaczkiwski, znany pod pseudonimem Kłym Sawur, miał zapisać się w historii jako jeden z twórców Ukraińskiej Powstańczej Armii. Został on opisany jako „legendarny dowódca UPA w obwodzie wołyńskim” oraz postać szczególnie znacząca dla kształtowania struktur podziemia.

Zacytowano portal Last Bastion, według którego „dzięki wybitnym zdolnościom organizacyjnym i umiejętnościom dowódczym Klaczkiwskiego powstańcy zdołali siłą wyzwolić całe rejony Wołynia spod okupantów”.

Ukraiński portal twierdzi, że przypisywanie Sawurowi odpowiedzialności za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej jest – w ocenie portalu – „fałszywą narracją” stworzoną przez sowieckie służby specjalne. Według tej interpretacji to służby ZSRR miały „sfabrykować” tezę o jego udziale w organizacji Rzezi Wołyńskiej.

Warto w tym miejscu zauważyć, że w artykule z lipca 2025 roku (artykuł wybielał innego ukraińskiego zbrodniarza Romana Szuchewycza), ten sam portal wskazuje, że Kłym Sawur jest głównym, odpowiedzialnym Rzezi Wołyńskiej: „głównym inicjatorem czystek międzyetnicznych po stronie ukraińskiej mógł być Dmytro Klaczkiwski, dowódca UPA na Wołyniu” – pisał portal Espreso.

W czerwcu 1943 roku „Kłym Sawur” miał wydać rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w obwodach objętych działalnością UPA. Według szacunków historyków, do końca czerwca 1943 roku na Wołyniu zginęło od 9 do 15 tysięcy Polaków. Potem akcja miała przyspieszyć.

„Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu […]” – pisał w czerwcu w tajnej dyrektywie Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”, dowódca oddziałów UPA w tym rejonie. – „Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”.

W artykule nie odniesiono się do ustaleń polskich i międzynarodowych historyków, według których to właśnie Kłym Sawur, jako dowódca okręgu UPA-Północ, był jednym z głównych organizatorów zbrodni na ludności polskiej na Wołyniu w latach 1943–1944.

http://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-portal-o-inicjatorze-rzezi-wolynskiej-legendarny-dowodca/

#ludobojstwo #wolyn #upadlina #Polska #mordercy #historia

10

2016r Donbas i morderstwo dzieci w Donbasie przez ukraińców. Na Onecie ktoś przegapił bo nie zdjeli.

Anioły Donbasu

- Siedemdziesiąt dwa młode życia. Siedemdziesiąt dwoje małych ludzi, którzy już nigdy nie pójdą do szkoły. Nie otworzą piórnika i nie wyjmą z niego linijki ani ołówka. O tych maleńkich aniołach musimy pamiętać zawsze, choć zostały nam po nich tylko fotografie. Cząstka naszych dusz na zawsze pozostanie z nimi. Nigdy tego nie wybaczymy, bo ich rany to nasze rany, które będą boleć do naszej śmierci – takimi słowami rozpoczyna się rok szkolny 2016 w Donieckiej Republice Ludowej.

Zdjęcie

Na centralnym placu w Doniecku, tuż przy pomniku Lenina, zebrała się kilkusetosobowa grupa ludzi. Skrzyknęli się na "Wkontakcie", rosyjskim odpowiedniku Facebooka. W ostatniej chwili dołączyli do nich donieccy oficjele. Wszyscy przyszli, by oddać cześć poległym w Donbasie dzieciom. Są wśród nich rodzice, dziadkowie, rodzeństwo i znajomi zabitych.

- Saszka tak się dobrze uczyła. Tak dźwięcznie się śmiała cały czas. Liczyła dobrze i już czytała – opowiada, łkając starsza kobieta, której wnuczka zginęła w ostrzale artyleryjskim. Obejmuje ją jej mąż i siostra. W czarnych, żałobnych ubraniach przyszli na plac Lenina, gdzie oprócz setek ludzi pojawiły się także zdjęcia zabitych dzieci. - Jechaliśmy do Dobropola. Z Doniecka to parę kilometrów. Czemu strzelali do nas? Nie wiem, ale tak walili w domy dookoła, że nie został kamień na kamieniu — dodaje staruszek. - Swoje życie bym oddała, żeby Sasza mogła dalej żyć — mówi załamującym się głosem jego żona.

Eduard Basurin, wiceminister obrony narodowej DRL

- Przykro zaczynać rok szkolny od takich strasznych wspomnień. Ciężko dobrać słowa, kiedy wokół są cierpiący rodzice – zabrał głos zastępca ministra obrony narodowej DRL Eduard Basurin podczas spotkania w centrum Doniecka. - Trzeba jednak żyć dalej i to z podniesioną głową. Wypłakaliśmy już swoje i na pewno uronimy jeszcze nie jedną łzę – mówił z kamiennym wyrazem twarzy żołnierz. - Wy, rodzice, bracia, siostry, babcie i dziadkowie, możecie być pewni, że nikt nie zapomni o tych małych aniołach. Wy módlcie się, żeby nikt już nigdy nie musiał tak płakać na mogiłach, a my was nie zawiedziemy i włożymy maksimum siły, aby pomścić ich śmierć. Sprawimy, że wróg, który wszedł do naszego ogrodu zza granicy, będzie uciekał z przerażenia. Tak, jak oni zaatakowali nas, tak my pójdziemy na nich – zakończył przemówienie Basurin, otrzymując gromkie brawa.

Złość

W międzyczasie na prowizoryczną scenę udekorowaną flagami DRL, tuż pod pomnikiem Lenina, wychodzą kolejni rodzice i dziadkowie. - Nikita tak sobie dobrze radził w szkole – opowiada Olga Nikolajowna. - Już się nigdy nie dowiem, kim zostałby w przyszłości. Kim byłyby jego dzieci. Nawet nie mam siły już o tym myśleć – mówi przez łzy. - Chciałabym się tylko dowiedzieć, kto mu to zrobił, a później sama bym go zabiła – dodaje zdenerwowana i rozedrgana kobieta.

Tuż obok stoi na oko 80-letnia pani wsparta o drewnianą laskę. W rękach ma cztery zdjęcia. Podczas jednego z bombardowań miasta, we własnym domu, zginęli wszyscy członkowie jej rodziny. Dwie dziewczynki – Kristina i Aleksandra oraz ich rodzice. - W mojej duszy czuję taki ból... - przerywa. - Czuję taki ból, którego nie zmierzysz niczym – mówi. - Dałabym wszystko, żeby wrócili. Znowu mogłabym opowiadać im bajki, czytać książki. Ale ich już nie ma i nie będzie. Wiem to i pamiętam, jak tylko coś gruchnęło... rozwaliło cały dom... - znów przerywa. - Dlaczego akurat my? Dlaczego do nas strzelali? Za co? - zadaje pytania, na które najprawdopodobniej nigdy nie pozna odpowiedzi. - Przecież też jesteśmy ludźmi. W czym jesteśmy gorsi, że można nas tak zabijać bezkarnie? Ja już chcę tylko pokoju. Niech nie giną więcej nasze dzieci.

- Kiedy mówimy o prawach człowieka, to nie można rozgraniczać ich na narodowość – powiedziała Daria Morozowa, rzecznik praw człowieka Donieckiej Republiki Ludowej. - Łatwo jest przedstawiać statystyki. Każdy z nas wie jednak, że za każdą cyfrą kryje się osobne, niewinne życie. 43 chłopców i 29 dziewczynek. Tyle ofiar zabrała zbrojna agresja ze strony Ukrainy – mówiła łamiącym się głosem Morozowa. - Kto by pomyślał, że po 70 latach od zakończenia II wojny światowej, to właśnie u nas będzie powtarzać się ta tragiczna historia. Ten sam strach, który przeżywali ich pradziadkowie i prababki przyjdzie czuć dzieciom w Donbasie. Dziś, kiedy nie ma ich już z nami, musimy szukać ich dusz w pozostawionych rysunkach, wierszykach czy zabawkach. Ta wojna pozostanie na długo w naszej pamięci i w snach. Mimo to dzieci Donbasu nie będą siedzieć zamknięte w piwnicach. To w końcu potomkowie górników i robotników, którzy ciągle oddają życie za swój kraj – zakończyła przemówienie Morozowa.

- Miał właśnie skończyć szkołę, ale uratował mi życie – mówi mama Danii. - Przykrył mnie własnym ciałem. Ja zostałam raniona, a on... umarł. Jeszcze całkiem niedawno mi mówił... tak bardzo cię kocham, mamo. Teraz ja to powtarzam w kółko i mam nadzieję, że mnie słyszy. Kocham cię, kocham, kocham cię Dania. Tylko ciebie mi teraz w domu brakuje. Bez ciebie już słońce nie świeci tak samo, trawa nie jest tak zielona. Miał tylko 16 lat i 10 miesięcy... dwa do urodzin... i nie dożył...

Konflikt na wschodniej Ukrainie rozpoczął się w marcu 2014 roku protestami przeciwko rewolucji na Majdanie oraz tuż po tzw. kryzysie krymskim. W maju tamtego roku, po zajęciu przez rebeliantów budynków Administracji Obwodowej, Doniecka Republika Ludowa ogłosiła niepodległość i postanowiła odłączyć opanowane terytorium od Ukrainy. Separatystom początkowo udało się zająć nawet miasto Słowiańsk. Później zmuszeni do odwrotu przez regularne wojska ukraińskie cofnęli się aż do Doniecka.

Najostrzejsze walki toczyły się między siłami DRL a armią ukraińską o lotnisko. Początkowo wszytko działo się w granicach miasta. Niemal całkowitemu zniszczeniu uległy wtedy obrzeża, gdzie przebiegała regularna linia frontu. Większość okolicznych mieszkańców została ewakuowana lub uciekła, ale byli i tacy, którzy mimo ostrych walk zostali, a także i tacy, którzy zginęli w trakcie przemieszczania się wzdłuż formującej się linii frontu. Ostrzał padał wtedy z każdej strony.

Strach

Szkoła numer 63 w dzielnicy Kujbyszewskiej w Doniecku znajduje się niedaleko ostrzeliwanej regularnie dzielnicy Kijowskiej. Rozpoczęcie roku szkolnego niesie tutaj za sobą wspomnienie sprzed dwóch lat. Na boisku położonym na niewielkim wzniesieniu ponad szkołą zginęła dwójka dzieci: Wiktor i Andrjej. Do dziś widać ślady odłamków na metalowym ogrodzeniu, bramce i na słupkach. Na ziemi dwie ciemne smugi. Wybuch nastąpił w narożniku boiska, gdzie mecz rozgrywało dziewięciu chłopców. Oprócz dwóch zabitych czterech zostało rannych, w tym Mikolaj.

- Graliśmy w piłkę, tu obok na boisku. Nagle jakiś pocisk poleciał w naszą stronę. Pamiętam, że wtedy w ogóle mocno strzelali. Ale pomyśleliśmy, że pewnie chwilę tylko to potrwa. Jak zwykle. Poza tym była dopiero szesnasta – mówi 13-latek.

- Dzieci często tam grały. Brały klucze do furtki od pani portierki i szły – mówi Swietlana Nikolajowa, nauczycielka ze szkoły 63. - Nagle buch. Coś uderzyło obok. Ojciec jednego z chłopców mieszkał niedaleko. Od razu przybiegł na miejsce. To, co znalazł... - przerywa. - Za chwilę zjechało się wielu reporterów, fotografów. Pytali, co się stało. Tylko po rozerwanej siatce i śladach na ziemi można było mniej więcej rozpoznać trajektorię lotu, ale do dziś nie można jednoznacznie powiedzieć, skąd to nadleciało. Od strony lotniska. Tak mówią [północny zachód miasta, miejsce starć armii ukraińskiej z rebeliantami].

- Ja byłem ranny w nogę, w rękę i lekko w głowę – opowiada Mikolaj.

- A teraz, gdzie gracie w piłkę? - pytam.

- Na tym samym boisku.

- I nie boicie się? Nie strzelają już?

- Strzelają cały czas, ale lekko.

To jeden z najtragiczniejszych obrazów wojny w Donbasie. Organizacje pozarządowe alarmują, że dzieci wychowujące się w rejonie konfliktu tracą poczucie zagrożenia. Przyzwyczajone do wybuchów i strzałów tracą naturalny odruch ucieczki. Zostają i giną.

Nowe boisko zostało zbudowane tuż obok wyremontowanej szkoły. Pracę wsparła finansowo fundacja oligarchy urodzonego w Doniecku, właściciela hoteli, stadionu i klubu Szachtar Donieck, Rinata Achmetowa. Do dziś po mieście krążą legendy, że biznesmen zapowiedział obu stronom, że jeśli jakaś rakieta spadnie na stadion, to sam się z nimi rozliczy. Boisko przy szkole nie miało tyle szczęścia.

- Kiedyś, przed wojną mieliśmy tu jakieś 500 dzieci – wspomina dyrektorka Ludmiła Dmytruk. - Dziś rok szkolny zaczyna 255. Jeszcze 25 maja nie wiedzieliśmy dokładnie, ilu będziemy mieć uczniów. Zapisanych było 109. Po prostu rodzice nie wiedzieli, czy rok szkolny się w ogóle rozpocznie. Poza tym bardzo dużo ludzi wyjechało – przyznaje dyrektorka. Donieck po Kijowie, Charkowie i Odessie to największe miasto Ukrainy z prawie milionem mieszkańców. Przed wojną. Dziś zostało ich nie więcej niż połowa. Szacuje się, że w całym Donbasie może mieszkać teraz co najwyżej dwa miliony ludzi.

Aleje aniołów

Po stronie ukraińskiej sytuacja wygląda niestety podobnie. Wiaczesław Abroskin, szef policji obwodu donieckiego informował o 50 zabitych dzieciach w ciągu dwóch lat. Według oficjalnych statystyk w rejonie jeszcze w 2013 roku było 657 tysięcy dzieci. Dziś liczba ta spadła do 300 tysięcy.

Szkoła numer 63 to nie jedyna, gdzie trafiły zabłąkane pociski. Wasylina Grigorjewna jest dyrektorką szkoły nr 57 w donieckiej dzielnicy "Kijowska", która była ostrzelana jako jedna z pierwszych w mieście. Jak podawała w październiku 2014 roku administracja obwodowa, pocisk eksplodował kilka metrów od murów budynku.

W szkole przebywało wtedy ponad 200 osób, w tym 70 dzieci i 28 nauczycieli. Cztery osoby zginęły, kilkanaście trafiło do szpitali. Na szczęście wtedy ofiarami nie były dzieci. - Tak nie może być dłużej. Dziś zaczynamy nowy rok szkolny i dzieci, a także ich rodzice chcą być pewni, że ich pociechy wrócą z lekcji całe i zdrowe. Niech nie powiększa się już aleja aniołków – powiedziała dyrektorka.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/anioly-donbasu/p6brnv

#upadlina #banderowcy #mordercy

16

Komisja Śledcza ONZ uznała działania Izraela za zbrodnię ludobójstwakresy.pl

Izrael dopuścił się ludobójstwa na Palestyńczykach w Strefie Gazy, ustaliła Niezależna Międzynarodowa Komisja Śledcza ONZ. Jej śledztwo trwało dwa lata.

ONZ stwierdziła, że ​​Izrael popełnił cztery z pięciu aktów ludobójstwa określonych w Konwencji w sprawie ludobójstwa z 1948 roku to jest: zabójstwo, spowodowanie poważnego uszczerbku na zdrowiu fizycznym lub psychicznym, umyślne stworzenie warunków życia mających na celu całkowite lub częściowe zniszczenie grupy ludności oraz stosowanie środków mających na celu wstrzymanie urodzeń, zrelacjonował “Jerusalem Post”.

Ustalenia Komisji opierają się na kompleksowej analizie aktów ludobójstwa (actus reus) i zamiaru ludobójczego (dolus specialis). „Komisja stwierdza, że ​​Izrael ponosi odpowiedzialność za popełnienie ludobójstwa w Strefie Gazy” – powiedziała Navi Pillay, przewodnicząca Komisji. Jak podkreśliła – „Jest oczywiste, że istnieje zamiar zniszczenia Palestyńczyków w Strefie Gazy poprzez działania spełniające kryteria określone w Konwencji o Ludobójstwie”.

„Odpowiedzialność za te zbrodnie ludobójstwa spoczywa na najwyższych szczeblach władz Izraela, które od prawie dwóch lat organizują kampanię ludobójczą, której celem jest zniszczenie grupy Palestyńczyków w Strefie Gazy” – referowała Pillay – „Komisja stwierdza również, że Izrael nie zapobiegł popełnieniu ludobójstwa i nie ukarał go, nie podejmując śledztw w sprawie aktów ludobójstwa i nie ścigając domniemanych sprawców”.

Po raz pierwszy komisja ogłosiła ustalenie dwóch konkretnych, dokonanych aktów ludobójstwa, a także zamiaru ludobójczego. Raport nie analizuje jednak indywidualnej odpowiedzialności karnej na mocy Statutu Rzymskiego.

Dowodami na to są między innymi „dehumanizujące” wypowiedzi izraelskich urzędników oraz oświadczenia, które wprost nawoływały do ​​zemsty, zniszczenia i zagłady. Komisja śledcza uznała również, że chociaż izraelscy przywódcy polityczni i wojskowi konsekwentnie określali operacje wojskowe w Strefie Gazy jako „samoobronę” i twierdzili, że 7 października stanowiło „egzystencjalne zagrożenie dla Izraela”, to w istocie nie nosiły one charakteru obronnego.

Jak oceniła Komisja – „Ataki [Hamasu] w południowym Izraelu z 7 października 2023 r. były brutalnymi zbrodniami wojennymi, ale nie stanowiły egzystencjalnego zagrożenia dla Państwa Izrael”

Komisja stwierdziła również, że zamiar ludobójczy można powiązać z „dziesiątkami lat szkodliwej okupacji i brutalnego osadnictwa, z segregacją rasową lub apartheidem” wobec Palestyńczyków.

Komisja wezwala Izrael do natychmiastowego zaprzestania ludobójstwa w Strefie Gazy i pełnego zastosowania się do środków tymczasowych Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, zawartych w jego zarządzeniach z 26 stycznia, 28 marca i 24 maja 2024 r. Zaapelowała również o przywrócenie dostępu ONZ i wsparcia humanitarnego do Strefy Gazy, „zakończenie polityki głodu” oraz „zbadanie i ukaranie ludobójstwa i podżegania do ludobójstwa wobec ludności palestyńskiej w Strefie Gazy”.

Wszystkie państwa członkowskie ONZ są zachęcane do wykorzystania wszelkich dostępnych im środków w celu zapobiegania ludobójstwu w Strefie Gazy, zaprzestania transferu broni i innego sprzętu lub dóbr oraz do zbadania i ścigania osób i korporacji na ich terytoriach, które „pomagają w popełnianiu ludobójstwa lub podżeganiu do ludobójstwa”

W wyniku działań zbrojnych Izraela zginęło 64,7 tys. mieszkańców Strefy Gazy. 164,6 tys. zostało rannych. Izraelczycy przyznali, że wśród ofiar ich działań zbrojnych prowadzonych od połowy marca do połowy sierpnia tylko jedną piątą stanowili bojownicy Hamasu.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/bliski-wschod/komisja-sledcza-onz-uznala-dzialania-izraela-za-zbrodnie-ludobojstwa/

#zydzi #mordercy #ludobojstwo #palestyna #onz

14

Jak komuniści mordowali polskich księżynczas.info

Zdjęcie

26 sierpnia 1963 r. w Lublinie zmarł biskup Czesław Kaczmarek, od 1938 r. ordynariusz kielecki. W latach 1951–1956 był więziony i torturowany przez władze komunistyczne. Czerwoni faszyści zarzucili mu… faszyzację życia społecznego, szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych oraz Watykanu, nielegalny handel walutami. A naprawdę ordynariuszowi kieleckiemu nie mogli darować raportu o „pogromie kieleckim”, za który obwinił UB i NKWD. To nie jedyny kapłan prześladowany i wyeliminowany przez czerwoną zarazę.

Dokładną liczbę represjonowanych kapłanów trudno jest ustalić. Na pewno nie były to pojedyncze przypadki, lecz setki. Istotne jest to, że wobec księży bolszewicy nie stosowali taryfy ulgowej, a często metody były jeszcze bardziej bestialskie.

Raport biskupa

Aresztowanie, tortury i haniebny proces ordynariusza kieleckiego Czesława Kaczmarka były karą za Kielce – prowokację, którą w lipcu 1946 r. przeprowadziły tam komunistyczne służby. Na zlecenie bpa Czesława Kaczmarka powstał bowiem raport przekazany następnie ambasadorowi USA w Warszawie Arthurowi Bliss Lane’owi.

Czytamy w nim m.in.: „Cała polska prasa rządowa poświęciła temu faktowi mniejsze lub większe ustępy, zgodnym chórem stwierdzono, że chodziło tu o przygotowany przez organizacje podziemne, których nici sięgają aż generała Andersa, pogrom Żydów, że był to ruch o charakterze faszystowskim”. Kilka zdań dalej mamy diagnozę kieleckiej prowokacji: „Powody tej niechęci ogólnej [do Żydów] są powszechnie znane, w każdym razie nie wynikają one ze względów rasowych. Żydzi w Polsce są głównymi propagatorami ustroju komunistycznego, którego naród polski nie chce, który mu jest narzucany przemocą, wbrew jego woli”.

Dywersja i szpiegostwo

W katowni komunistycznej bezpieki przy ul. Rakowieckiej bp Czesław Kaczmarek był poddawany konwejerowi – trwającym non stop, w dzień i w nocy przesłuchaniom przez zmieniających się „oficerów” śledczych. Ubecy podawali mu środki odurzające. „Przekonywali go”, że jest zdrajcą i jako takiego wszyscy się go wyrzekli. Po ponad dwu i pół roku takiego śledztwa, we wrześniu 1953 r. stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Sądził jeden z najbardziej krwawych stalinowców – Mieczysław Widaj. Akt oskarżenia dotyczył „działalności w antypaństwowym ośrodku” w interesie „imperializmu amerykańskiego i Watykanu” w celu „obalenia władzy robotniczo-chłopskiej” drogą „działalności dywersyjnej i szpiegowskiej”.

Ten pokazowy proces został jednak przerwany, bo duchowny przestał czytać przygotowany mu przez „oficerów” śledczych maszynopis. Wtedy z salki obok wyszedł dyrektor departamentu śledczego MBP Jacek Różański (Józef Goldberg) i powiedział: „Ja już skułem mordy obrońcom [m.in. słynnemu adwokatowi Mieczysławowi Mojżeszowi Maślance, który pełnił de facto rolę jednego z oskarżycieli] i przestrzegam księdza biskupa, aby nie poważył się więcej na podobne postępowanie”. Wyrok – 12 lat. Z więzienia bp. Czesław Kaczmarek wyszedł w maju 1956 r. jako wrak człowieka.

Przeciw Mrożek i Szymborska

W marcu 1949 r. przed łódzkim WSR Mieczysław Widaj – razem z innym mordercą sądowym – Julianem Polanem-Haraschinem skazał na śmierć kpt. Jana Małolepszego „Murata”, ostatniego dowódcę Konspiracyjnego Wojska Polskiego, oraz dwóch księży z diecezji częstochowskiej: ks. Mariana Łososia i ks. Wacława Ortotowskiego. Trzeci ksiądz Stefan Faryś dostał 12 lat więzienia. Podstawą był dekret „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa” z 13 czerwca 1946 r., tzw. mały kodeks karny. Księżom Bierut złagodził wyroki, a „Murata” zamordowano w więzieniu. Jego zwłoki posłużyły do badań medycznych.

W styczniu 1953 r. ten sam Widaj w tzw. procesie kurii krakowskiej skazał trzech księży na karę śmierci (wyroków ostatecznie nie wykonano). „Działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję” – taką rezolucję Związku Literatów Polskich podpisał m.in. Sławomir Mrożek i Wisława Szymborska.

Komuniści bali się „Bartka”

Ks. Rudolf Marszałek, członek Sodalicji Mariańskiej, we wrześniu 1939 r. obrońca Warszawy, więzień hitlerowskich katowni, po wojnie związał się ze zgrupowaniem Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Aresztowany 12 grudnia 1946 r., wskutek donosu agenta UB – Henryka Wendrowskiego (wcześniej oficer Okręgu Białystok AK), który doprowadził również do okrutnej śmierci kilkudziesięciu żołnierzy „Bartka”. Wendrowski został potem ambasadorem PRL w Danii, a zmarł w Warszawie w 1997 r. jako zasłużony, dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.

Akt oskarżenia wobec ks. Marszałka zatwierdził wicedyrektor Departamentu Śledczego MBP Adam Humer. Co takiego zrobił kapłan, że jego sprawą zajął się aż tak wysoki funkcjonariusz?

Komuniści bali się „Bartka” i jego ludzi, bo na Śląsku Cieszyńskim przeprowadził ok. 340 akcji zbrojnych. Nie mogli mu darować szczególnie zajęcia 3 maja 1946 r. Wisły, w której jego żołnierze przeprowadzili dwugodzinną defiladę żołnierzy NSZ. Po brutalnym śledztwie w katowickim UB, a potem na warszawskim Mokotowie ks. Marszałka oskarżono o szereg „zbrodni”, m.in. ujawnianie tajemnic państwowych i działalność wywiadowczą. 10 marca 1948 r. stanął przed plutonem egzekucyjnym. W rzeczywistości w tył głowy strzelał metodą katyńską jeden morderca – Piotr Śmietański. Ten sam kat zamordował rtm. Pileckiego, kierownictwo IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

Zamordowani, zamęczeni

Podobny los spotkał innych niezłomnych kapłanów. 24 maja 1946 r. od strzału w potylicę zginął ks. Kazimierz Łuszczyński, ps. „Mateusz”, „Rosa” – kapelan Narodowych Sił Zbrojnych. Miesiąc wcześniej – 19 marca 1946 r. – razem z sześcioma współtowarzyszami walki został skazany w tzw. procesie lubelskiego Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie pod przewodnictwem komunistycznego ppłk Alfreda Janowskiego na karę śmierci.

Ks. Zygmunt Kaczyński – przedwojenny redaktor pism społeczno-katolickich, poseł na Sejm II RP – według oficjalnej komunistycznej wersji doznał ataku serca, a w rzeczywistości zmarł wskutek tortur.

26 kwietnia 1951 r. komuniści aresztowali go (zresztą ponownie) pod zarzutem zamiaru zmiany przemocą ustroju ludowo-demokratycznego państwa polskiego. 29 sierpnia tego samego roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał kapłana na 10 lat więzienia, pomimo interwencji Watykanu i Episkopatu Polski. 13 maja 1953 r. ksiądz Zygmunt Kaczyński został zamordowany w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.

Baraniak małomówny

13 sierpnia 1977 r. zmarł abp Antoni Baraniak, przed II wojną światową sekretarz prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, po wojnie – Stefana Wyszyńskiego. We wrześniu 1953 r. aresztowany przez władze komunistyczne i poddany brutalnemu śledztwu, co osłabiło zdrowie kapłana i doprowadziło do jego przedwczesnej śmierci. To była cena za uratowanie życia Prymasa Tysiąclecia. Niewiele bowiem brakowało, by komuniści urządzili prymasowi Wyszyńskiemu proces o zdradę państwa i działalność kontrrewolucyjną. Gdyby tak się stało, za tak ciężkie – wymyślone przez czerwonych bandytów – przestępstwa mógł być skazany nawet na karę śmierci, która – nie można tego wykluczyć – zostałaby wykonana.

Rodzimi bolszewicy świetnie wiedzieli, że ks. Prymas Stefan Wyszyński sam nic im nie powie, nie przyzna się do absurdalnych zarzutów. Dlatego zamierzali wykorzystać do tego jego sekretarza. Po bp. Baraniaka do Domu Arcybiskupów Warszawskich przy ul. Miodowej czerwoni faszyści przyszli 25 września 1953 r. – tego samego dnia aresztowali prymasa Wyszyńskiego.

Podlegli Moskwie rodzimi komuniści nie spodziewali się jednak, że Antoni Baraniak okaże się „małomówny”. Po przewiezieniu do katowni przy ul. Rakowieckiej, wytrzymał tam 27 miesięcy ciężkiego śledztwa, przesłuchiwany przez bandytów z bezpieki przynajmniej 145 razy, nawet przez kilkanaście godzin z rzędu. Śledczy robili wszystko, aby wydobyć od biskupa informacje obciążające Wyszyńskiego, świadczące o tym, że Prymas Polski jest zdrajcą i szpiegiem. Ubecy (którzy dziś chcą przywrócenia przywilejów emerytalnych) zrywali mu paznokcie, przetrzymywali przez wiele dni nago w lodowatej, pełnej fekaliów celi (polecam szczególnie wszystkim lewackim obrońcom zwierząt). Ale biskup Baraniak nie dał się złamać. Zmaltretowany odmawiał współpracy, nie obciążył kardynała Wyszyńskiego i komuniści musieli zrezygnować z procesu Prymasa Polski.

Kiedy błogosławiony?

Efekt był wszak taki, że w tym komunistycznym areszcie bp Antoni Baraniak stracił zdrowie – od września 1954 r. do maja 1955 r. przebywał w więziennym szpitalu. Potem został zabrany z Warszawy do aresztu domowego w zakładzie salezjańskim w Marszałkach k. Ostrzeszowa, a następnie internowany w domu sióstr elżbietanek w Krynicy. Komuniści uwolnili go ostatecznie 30 października 1956 r. i wkrótce wrócił na stanowisko kierownika Sekretariatu Prymasa Polski.

A bp Antoni Baraniak – tak jak bp Czesław Kaczmarek – choć wypuszczony na wolność, odszedł do Domu Ojca przedwcześnie – po bestialstwie miejscowych bolszewików. Zmarł 13 sierpnia 1977 r. i został pochowany w podziemiach poznańskiej katedry.

Przypomnieć trzeba, że przed pracą sekretarza, a wcześniej kapelana Prymasa Stefana Wyszyńskiego, bp Antoni Baraniak pełnił analogiczne funkcje u boku wielkiego poprzednika – Prymasa Augusta Hlonda: od 1933 r. do tajemniczej wciąż śmierci kardynała w październiku 1948 r. (nie można wykluczyć, że został przez komunistów zamordowany). Biskup Baraniak już w czasie okupacji niemieckiej był niezłomny, dzieląc z Prymasem Hlondem trudy rozłąki z Ojczyzną. Dlatego po tym, jak Prymas Stefan Wyszyński został uznany za błogosławionego, czekamy na zakończenie podobnej procedury odnośnie do biskupa Antoniego Baraniaka.

Zbrodnie junty

19 października 1984 r. – to oficjalna data śmierci kapelana „Solidarności” – ks. Jerzego Popiełuszki. W styczniu 1989 r., czyli na kilka miesięcy przed obradami „okrągłego stołu”, zginęli kolejni niezłomni kapłani: Stefan Niedzielak i Stanisław Suchowolec. Ks. Sylwester Zych stracił życie miesiąc po czerwcowych wyborach do kontraktowego Sejmu. To tylko niektórzy kapłani – ofiary czerwonej zarazy.

http://nczas.info/2025/09/14/jak-komunisci-mordowali-polskich-ksiezy/

#Polska #ub #zydzi #mordercy #komunisci #kk #kosciolkatolicki

22

Powojenny atak UPA w Sanockiem. Ukraińcy spalili Łodzinę, Hłomczę i Witryłówkresy.pl

10 września 1946 roku doszło do jednego z najpoważniejszych napadów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na terenie południowo-wschodniej Polski.

Zorganizowany atak objął trzy miejscowości: Łodzinę, Hłomczę i Witryłów w powiecie sanockim. Akcja była przeprowadzona z dużym rozmachem przez połączone sotnie UPA, dowodzone przez oficerów znanych pod pseudonimami „Hryń”, „Jar”, „Burłaka” i „Łastiwka”. Siły partyzanckie szacowano wówczas na około 2000 ludzi.

UPA uderzyła równocześnie na kilka wsi, stosując taktykę zastraszania ludności oraz niszczenia infrastruktury. Atak miał na celu sparaliżowanie życia codziennego, wymuszenie uległości na miejscowych Polakach i odcięcie ich od wsparcia ze strony państwa polskiego.

Witryłów – dzięki dobrze zorganizowanej samoobronie mieszkańców wieś nie została całkowicie zniszczona. Udało się odeprzeć część napastników, choć skutki napadu były poważne: spalono 56 domów, budynki gospodarcze oraz dworskie zabudowania rodziny Dwernickich. Zamordowano w okrutny sposób 7 osób: Franciszkę Baran, Kazimierę Dzik, Antoniego Kozłowskiego, Adama Kurzacza, Tadeusza Pelca, Józefa Skrzypskiego i Marię Wituszyńską, kilkanaście osób zostało rannych.

Hłomcza – miejscowość została niemal całkowicie spalona. UPA zniszczyła 90 domów oraz dwa zbiorniki ropy naftowej w miejscowej kopalni. W napadzie życie straciły 3 osoby, w tym 14-letnia córka Emila Romana.

Łodzina – pierwszy atak na Łodzinę miał miejsce 30 grudnia 1945 roku, kiedy oddział UPA uprowadził jednego z mieszkańców wsi. Przed 1945 rokiem wieś była w większości zamieszkana przez Ukraińców, którzy potem zostali wysiedleni do Związku Sowieckiego. Na miejscu pozostało jedynie kilka rodzin, a do opuszczonych domów wprowadzili się osadnicy z innych wsi, spalonych przez oddziały UPA. W czasie wrześniowego ataku zniszczono w Łodzinie 62 budynki oraz zamordowano 9 osób. Byli to: Andrzej Fik (22 lata), Mikołaj Fik (42 lata), Katarzyna Fik (53 lata), Mieczysław Okriak (32 lata), Aleksander Fedyn (55 lat), Mikołaj Sawczak (58 lat), Mikołaj Hołowka (70 lat), Mikołaj Bagan (45 lat) oraz Czesława Solecka (19 lat). Ta ostatnia została zabita w wyjątkowo okrutny sposób – zadano jej 14 ciosów bagnetem.

Napady UPA w Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim były wówczas zjawiskiem powtarzalnym. Miały one charakter terroru wobec ludności polskiej, był także metodą zdobywania zaopatrzenia przez UPA i szerzenia dywersji wobec struktur państwa. Część ukraińskich wiosek wspierała partyzantów – czasem z obawy przed represjami, a czasem z własnej woli.

Atak z 10 września 1946 roku pokazał, że siły UPA w 1946 roku nadal były w stanie przeprowadzać duże, skoordynowane działania. Nasilające się akty terroru wobec polskich osadników oraz spalenia wsi przyczyniły się do wzrostu napięcia na tym obszarze. Wydarzenia takie jak atak na Łodzinę, Hłomczę i Witryłów znalazły się wśród argumentów używanych przez władze komunistyczne do uzasadnienia przeprowadzenia wiosną 1947 roku akcji „Wisła”, której celem było rozbicie zaplecza społecznego UPA.

http://kresy.pl/kresopedia/powojenny-atak-upa-w-sanockiem-ukraincy-spalili-lodzine-hlomcze-i-witrylow/

#Polska #upa #upadlina #banderowcy #ludobojstwo #mordercy

8

Pogrzeb ofiar UPA w Puźnikach. Minister kultury pisze o zbrodniach, „których ofiarami padły oba narody”kresy.pl

Zdjęcie

W sobotę odbył się pochówek polskich ofiar zamordowanych przez UPA w Puźnikach. Tymczasem minister kultury Marta Cienkowska pisze o zbrodniach, „których ofiarami padły oba narody”.

W sobotę na zachodniej Ukrainie odbyły się uroczystości pogrzebowe polskich ofiar ukraińskich szowinistów zamordowanych w 1945 r. w Puźnikach, dawnej wsi w obwodzie tarnopolskim. Podczas tegorocznych ekshumacji odnaleziono szczątki co najmniej 42 osób – kobiet, mężczyzn i dzieci.

Do sprawy odniosła się na platformie X minister kultury Marta Cienkowska (Polska 2050), która zabrała głos podczas obchodów.

„W noc z 12 na 13 lutego 1945 roku zginęli mieszkańcy Puźnik – Polki i Polacy. Pomordowani przez członków nacjonalistycznej partyzantki ukraińskiej, znanej jako Ukraińska Armia Powstańcza. Dlaczego ich zabito w tak okrutny sposób w dzień po ogłoszeniu wyników konferencji jałtańskiej, która ostatecznie przesądzała o tym, że okupowane województwo tarnopolskie stanie się częścią sowieckiej Ukrainy? Tego nikt nie rozumie. Teraz po niemal 80 latach od zbrodni UPA szczątki 42 Polek i Polaków spoczęły w godnym miejscu – w imiennych grobach. Wierzę, że odnajdziemy pozostałe ofiary tej zbrodni, a w niedługim czasie podobne uroczystości odbędą się także w innych miejscowościach Wołynia i Galicji” – napisała.

„Rodziny ofiar latami czekały na ten moment. To ważny etap w polsko-ukraińskim dialogu. Nie można odwlekać uczciwej i trudnej dyskusji – nie tylko o historii polsko-ukraińskiej, a także o tym, dlaczego doszło do zbrodni takich jak ta w Puźnikach, których ofiarami ostatecznie padły oba narody” – stwierdziła w dalszej części wpisu.

„Naszym obowiązkiem jest przywracać tożsamość ofiar, chować je z godnością i dbać, by ich historia nie została zapomniana. Bo choć prawda bywa trudna, to właśnie pamięć buduje wspólną przyszłość” – dodała Cienkowska.

W nocy z 12 na 13 lutego 1945 r. sotnie UPA pod dowództwem Petra Chamczuka, stojącego na czele oddziału Szare Wilki (Siri Wowky), dokonały w Puźnikach masakry polskich mieszkańców. Według różnych źródeł liczba ofiar wyniosła od 50 do 120 osób. Wieś została całkowicie zniszczona, a jej miejsce dziś zajmuje las. Chamczuk i jego podkomendni nigdy nie ponieśli kary.

http://kresy.pl/wydarzenia/pogrzeb-ofiar-upa-w-puznikach-minister-kultury-pisze-o-zbrodniach-ktorych-ofiarami-padly-oba-narody/

#Polska #ukraina #upa #banderowcy #ludobojstwo #mordercy #wolyn

8

30 sierpnia 1943 roku: tysiące ofiar. UPA zlikwidowała m.in. Gaj i Wolę Ostrowieckąkresy.pl

Po masowych mordach dokonanych dzień wcześniej, 30 sierpnia 1943 roku Ukraińska Powstańcza Armia kontynuowała falę eksterminacji polskiej ludności na zachodnim Wołyniu.

Tego dnia doszło do jednych z największych masakr całej rzezi – w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej czy kolonii Gaj.

Ostrówki

Mieszkańcy Ostrówek, mimo wieści o mobilizacji UPA, nie wierzyli, że padną ofiarą ataku. Rano wieś otoczył kureń dowodzony przez Iwana Kłymczaka „Łysego”. Podstępem zgromadzono Polaków na placu szkolnym. Mężczyzn zamknięto w szkole, kobiety i dzieci w kościele. Następnie grupami wyprowadzano ich nad przygotowane doły i mordowano siekierami, maczugami oraz strzałami w tył głowy. Ponad 300 kobiet i dzieci rozstrzelano na rżysku nazwanym później „Trupim Polem”. Zginęło od 474 do ponad 520 osób.

Wola Ostrowiecka

Podobny scenariusz rozegrał się w sąsiedniej Woli Ostrowieckiej. Polaków zwabiono do szkoły i stodoły, pod pretekstem „badań lekarskich”. Tam mordowano ich przy pomocy siekier, młotów i pałek. Następnie podpalono budynki z uwięzionymi wewnątrz ludźmi, a uciekających dobijano. Według badań zginęło 628 Polaków i 7 Żydów, w tym 220 dzieci. Wieś została całkowicie spustoszona.

Warto dodać, że jesienią 1942 roku w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej powstała konspiracyjna placówka Armii Krajowej. Nie udało się jednak zorganizować oddziału samoobrony, ponieważ mieszkańcy obu wsi byli przekonani, że groźba napaści ze strony Ukraińców jest niewielka – od wielu lat żyli bowiem z nimi w zgodzie.

Gaj i Sucha-Łoza

Tego samego dnia sotnia dowodzona przez „Wowka” otoczyła kolonię Gaj w powiecie kowelskim, liczącą ponad 100 gospodarstw. Polaków spędzono do szkoły, a do egzekucji zmuszono chłopów ukraińskich z Janówki, mobilizowanych pod groźbą śmierci.

Mordowano narzędziami gospodarczymi – siekierami, widłami, drągami. Ciała wrzucano do rowu strzeleckiego. Według różnych źródeł zginęło 600 do 1000 Polaków. Ocalała Józefa Cyniak opisała zamordowanie żony brata stryjecznego: „…leżała zabita od kuli w głowę, obok niej synek 9 miesięcy, główkę miało wdeptaną w ziemię, a nożem czy bagnetem w szyjkę ugodzone […] widocznie okrutny morderca butem stanął na główce, a nożem zadawał śmiertelne rany.”

W 2013 roku archeolodzy odkryli w nieistniejącej już wsi jedną ze zbiorowych mogił – szczątki 80 osób, w większości dzieci. Symbolem tragedii Gaju pozostaje także ocalała polska dziewczynka, adoptowana przez ukraińskie małżeństwo Bojmistruków, które mimo gróźb UPA uratowało jej życie. Za swoją postawę zostali oni pośmiertnie odznaczeni Medalem Virtus et Fraternitas.

Jankowce

Jankowce, dawna wieś w gminie Bereźce w powiecie lubomelskim, także zostały całkowicie zniszczone 30 sierpnia 1943 roku. Mieszkańców wymordowano, a ocalałych mieszkańców zmuszono do ucieczki.

Kąty

Równie tragiczny los spotkał wieś Kąty w powiecie lubomelskim. W nocy 30 sierpnia 1943 roku, liczące około 310 mieszkańców, zostały otoczone przez bojówki UPA z kurenia „Łysego” oraz ludność ukraińską z Leśniaków i Zapola. Zaskoczonych Polaków mordowano siekierami, widłami i drągami, do uciekających strzelano. Według Władysława i Ewy Siemaszków, zginęło 209–210 Polaków i 3 Ukraińców. Ocalałych mieszkańców przyjęto w Lubomlu. Bezpośrednio po rzezi w Kątach kureń „Łysego” udał się do Jankowiec, a następnie Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, dokonując kolejnych zbrodni. W 1992 roku Prokuratura Ukrainy Wołyńskiego Obwodu potwierdziła fakt dokonania masakry, podając liczbę około 180 ofiar.

„Nie życzę nikomu coś podobnego oglądać”

Według Antoniego Łysiaka, jednego z ocalałych z Ostrówek, w powiecie lubomelskim zamordowano około 1200 osób. Z kolei Leon Popek, autor książki „Ostrówki: wołyńskie ludobójstwo” (Lublin 2011), podaje, że w samych Ostrówkach zginęło co najmniej 474 Polaków, a w Woli Ostrowieckiej – 568. Zbrodni tych dokonali upowcy z kurenia „Łysego”. Jak relacjonuje Łysiak, w mordach uczestniczyła także miejscowa ludność ukraińska z Przekurki, Sokoła, Połap, Zapola, Huszczy i Równego.

Po ataku UPA do kilku wsi przybyli żołnierze 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Wśród nich był Tadeusz Kański ps. „Muszka”, który spisał swoje wspomnienia. O Ostrówkach pisał:

„Ciała pokładzione w wykopanym rowie jedno na drugie rzędami, głowami w jednym kierunku, a następny rząd głowami w odwrotnym kierunku. Na górnej warstwie ciał nakładli słomy i podpalili, wiatr zwęgloną słomę zdmuchał. Ciała te wyglądały strasznie, na ciałach były nadęte pęcherze, niektóre popękane i czerwieniało zbrudzone popiołem mięso, niektóre ciała nadwęglone, ta mogiła do dziś mi pozostaje w pamięci. Nie życzę nikomu coś podobnego oglądać”.

W Woli Ostrowieckiej: „[…] niedaleko już szkoły napotkaliśmy leżącą kobietę z dzieckiem przy piersi, dziecko przygwożdżone widłami do matki i tak te widły sterczały w ciele dziecka i matki.”

Zbrodnie z 30 sierpnia 1943 roku były kontynuacją akcji rozpoczętej dzień wcześniej. 29 sierpnia UPA zaatakowała m.in. Czmykos, Głęboczycę, Grabinę, Świętocin, Teresin i Władysławówkę. 29 lub 30 sierpnia doszło również do masakry w Budach Ossowskich.

Akcja OUN-UPA na Wołyniu miała charakter ludobójstwa, podkreślają autorzy opracowania IPN „Dokumenty zbrodni wołyńskiej”. Jak piszą: „[…] celem było wyniszczenie ludności polskiej, a nie jej wypędzenie. Dokładna lista ofiar mordów ukraińskich na Wołyniu nie została i nigdy już nie zostanie ustalona. Brakuje dokumentów, gdyż praktycznie nie sporządzano na bieżąco wykazów pomordowanych. W wielu miejscowościach nikt nie ocalał, nie miał więc kto opisać zbrodni i podać nazwisk ofiar. Ci, którzy mogliby to zrobić, w większości już nie żyją bądź nie są w stanie dać świadectwa (wiek, choroby, trudności w dotarciu do tych osób)”.

http://kresy.pl/kresopedia/30-sierpnia-1943-roku-tysiace-ofiar-upa-zlikwidowala-m-in-gaj-i-wole-ostrowiecka/

#Polska #upadlina #upa #banderowcy #ludobojstwo #wolyn #mordercy

14

Uzasadnienie wyroku ciekawe i sprawiedliwe

Amerykański oficer zabił swoją dziewczynę strzałem w plecy, bo nie chciała zamordować swojego dziecka. Sędzia się nie wahał

Emmanuel Coble, były porucznik amerykańskiej marynarki został skazany przez sąd na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego za to, że zamordowało swoją 20-letnią dziewczynę Raquiah King. Była w 12 tygodniu ciąży i nie chciała zamordować swojego nienarodzonego dziecka.

27-letni Coble został skazany na dożywocie za morderstwo pierwszego stopnia swojej 20-letniej dziewczyny. Powodem było odmówienie przez nią zamordowania swojego nienarodzonego dziecka.

Wyrok zapadł 18 lipca. Orzekł go sędzia John Harris z hrabstwa Hanover w stanie Wirginia.

Poza morderstwem, amerykański oficer zabrał działo swojej dziewczyny i wywiózł do lasu.

Coble dał wcześniej swojej dziewczynie pieniądze na zamordowanie dziecka. Ta jednak będąc już w ośrodku aborcyjnym postanowiła, że nie pozwoli go zamordować.

Skutkiem była później awantura. Amerykański oficer strzelił potem swojej dziewczynie w plecy, pozbawiając ją życia.

Oskarżenie i wyrok łącznie obejmują: Zabójstwo kobiety w ciąży, użycie broni palnej w celu popełnienia zabójstwa, ukrywanie lub transport zwłok i zabójstwo płodu pierwszego stopnia.

– To morderstwo wskazuje na osobę o zdeprawowanym umyśle – stwierdził sędzia John Harris podczas rozprawy.

– Uważam, że jest to niezwykle niebezpieczna osoba i uważam, że powinien spędzić resztę życia w więzieniu – dodał.

W 2023 roku Instytut Charlotte Lozier opublikował badanie, w którym przepytano 1000 Amerykanek. Wyniki wykazały, że 61 proc. kobiet, które mordują swoje nienarodzone dzieci, robi to pod presją „partnerów, członków rodziny, innych osób, z powodów finansowych i innych okoliczności”.

http://nczas.info/2025/08/02/amerykanski-oficer-zabil-swoja-dziewczyne-strzalem-w-plecy-bo-nie-chciala-zamordowac-swojego-dziecka-sedzia-sie-nie-wahal/

#mordercy #aborcja #dzieci #prawo

9