Podwyżki paliw Polska vs. Reszta Światawiadomosci.wp.pl

http://wiadomosci.wp.pl/s/tomasz-skowronek/paliwo-drozeje-ludzie-wychodza-na-ulice-wojna-uderza-w-portfele-7331074504964352a

W Polsce natomiast dla ludzi najważniejsze jest żeby Ursula Von der Leyen była uśmiechnięta, w TVN był ładnie wykadrowany i przypudrowany komunista w garniaku i żeby powstawało dużo żenujących żartów o prawicy, o patriotach i żeby pokazywać sukcesy Ukraińskich polityków. Taka różnica i powód dlaczego polactwo należy tępić twardą ręką. Żadnej litości, żadnej dyskusji. Silne prawo i silne służby wybijające pała lewactwo z pustych, polackich łbów.

#paliwa #protesty #swiat #polska

7

CZYLI BĘDZIEMY KUPOWAĆ GAZ OD NIEMIEC I SOBIE TO CHWALIĆ.... - Reuters: AfD chce rozmawiać z człowiekiem Putina o rosyjskim gazie. W grze Nord Streamkresy.pl

Wysłannik Władimira Putina oraz kierownictwo Alternatywy dla Niemiec odpowiednie przygotowanie do spotkań w 2027 roku. Rozmowy mają zastosowanie do dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec, a także do stosowania przez użytkownika uruchamiającego gazociągów Nord Stream.

Wysłannik gospodarczy prezydenta Władimira Putina Kirył Dmitrijew oraz kierownictwo alternatywy dla niemieckiego przygotowania do zestawu w zasięgu roku, które jest określone przez ma być przedłużenie dostawy rosyjskiego gazu do Niemiec – przepis w piątek Reuters, po przepisaniu się na dwie osoby zaznajomione z planami.

Jedne ze źródeł do ustaleń powstałych już w marcu 2027 roku. W występach uczestników Dmitrijew, wyjściowy doradca Putina i szefa Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich, oraz współprzewodniczący AfD Alice Weidel i Tino Chrupalla.

Rzecznik AfD oraz przedstawiciel Dmitrijewa odmówili Reutersowi komentarza.

Możliwość korzystania z rozmów, które mogą być uruchamiane przez rosyjskich gazociągów Nord Stream. Organizatorzy mają także dostęp do udziałów w Stanach Zjednoczonych, w tym Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera. Wysoki rangą przedstawiciela administracji publicznej jednak Reutersowi, że nie został poinformowany o planowanym działaniu ani na niezaproszony.

Jednego źródła spotkania, które jest dostarczane dopiero po wcześniejszym uzgodnieniu, RAM pokojowego między Rosją a Ukrainą. Wśród różnych miejsc rozmów wymieniane są Izrael, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Indie.

Przedłożenie nam sankcji na Rosję po wprowadzeniu pełnoskalowej wojny na Ukrainie w 2022 roku ponad połowę niemieckiego gazu ziemnego oraz ponad jedną trzecią importowanej przez Niemcy rurociągowe przybyły z Rosji. W czerwcu Weidel przedstawił się w rozwiązaniu z Reutersem za wnioskiem bojkotu rosyjskiej ropy i gazu, argumentując, że rozwiązanie to niemieckie wyjaśnienie.

AfD przedstawia powrót do rosyjskich przepisów jako rozwiązanie gospodarcze. Weidel określiła wcześniej „tanią osobę z Rosji” jako „tajemnicę sukcesu «Made in Germany»”.

Zobacz: Rekordowe poparcie sondażowe dla AfD

Planowane rozmowy spotkały się z krytyką polityków innych niemieckich partii. Zastępca Zielonego Michaela Kellnera, który w czasie, gdy jest zasilany, jest uruchamiany za pośrednictwem energii elektrycznej, który jest automatycznie dostępny, gdy nie jest dostępny ponownie od Rosji.

„Nie można zastosować błędów zasilania elektrycznego” – powiedział. Jak doszło do kryzysu w wysokości 50 miliardów euro. „Nie można tego usunąć. Putin wykorzystuje AfD do celów użytkowych” – stwierdził.

Krytycznie odrywany do podłoża również Roderich Kiesewetter z CDU. Jego podstawowe znaczenie dostaw przez Nord Stream stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa elektrycznego i ponowne sterowanie integracją niemiecką od Rosji.

Reuters zwraca uwagę, że samo spotkanie jest przede wszystkim polityczne, ponieważ AfD nie jest rozpatrywane przez władze federalne. Jedno ze źródeł liczy się jednak, że wyniki są jej źródłem, jako ugrupowanie, które służy do prowadzenia polityki zagranicznej oraz użytkownika, który nie jest dostępny dla wyborców z cen energii.

http://kresy.pl/wydarzenia/reuters-afd-chce-rozmawiac-z-czlowiekiem-putina-o-rosyjskim-gazie-w-grze-nord-stream/

#afd #niemcy #gaz #rosja #Polska

8

CIEKAWE DLACZEGO... - Niemcy emigrują do Polski. „Powinniśmy w końcu zacząć uczyć się też od naszych sąsiadów”kresy.pl

W 2025 roku do Polski przeprowadziło się niemal 5 tys. obywateli Niemiec – więcej niż do Wielkiej Brytanii, Włoch czy Hiszpanii. „Handelsblatt” wskazuje, że przyciągają ich m.in. niższe podatki, sprawniejsza cyfryzacja i bardziej optymistyczne nastroje.

Coraz więcej obywateli Niemiec decyduje się na przeprowadzkę do Polski – zwrócił uwagę w piątek niemiecki dziennik gospodarczy „Handelsblatt”. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w 2025 roku z Niemiec do Polski wyemigrowało 4941 osób. Było ich więcej niż Niemców wybierających Wielką Brytanię, Włochy czy Hiszpanię, a liczba przeprowadzek do Polski była najwyższa od czasu pandemii koronawirusa. W przeciwnym kierunku przeniosło się 1720 obywateli Niemiec.

Gazeta zastanawia się, dlaczego Polska staje się dla Niemców coraz atrakcyjniejsza i jakie rozwiązania funkcjonujące po tej stronie Odry mogłyby zostać wykorzystane w RFN.

Jednym z rozmówców „Handelsblatt” jest 33-letni Kevin Wörner, który w ubiegłym roku przeprowadził się z Berlina do Warszawy. Jego matka pochodzi z Polski. „Panuje tu niesamowita atmosfera nowego początku, wszyscy są tu bardzo optymistyczni” – powiedział. Jak zaznaczył, w Niemczech w rozmowach ze znajomymi znacznie częściej spotyka się z narzekaniem na sytuację w kraju. „To tylko cię przygnębia” – dodał.

Wörner prowadzi firmę zajmującą się przygotowywaniem treści dla przedsiębiorstw w mediach społecznościowych. Wśród zalet prowadzenia działalności w Polsce wymienia niższe niż w Niemczech podatki, wyższy poziom cyfryzacji oraz mniejszą biurokrację. „Mam wrażenie, że tutaj wszystko jest trochę prostsze i bardziej sprzyja przedsiębiorczości” – ocenił. Zwrócił jednocześnie uwagę, że wraz z rozwojem gospodarczym rosną w Polsce czynsze i ceny mieszkań.

O zmianach zachodzących w Polsce mówi również Jens Althoff, kierujący warszawskim biurem Fundacji im. Heinricha Bölla. Jego zdaniem wielu Niemców nadal ma nieaktualny obraz swojego wschodniego sąsiada. „Inwestuje się w infrastrukturę i ją rozbudowuje, poziom cyfryzacji jest wysoki, pociągi jeżdżą punktualnie, a dworce są w świetnym stanie” – powiedział.

Althoff zwrócił też uwagę na postawę młodych Polaków. Według niego są oni dobrze wykształceni i wykazują dużą gotowość do pracy oraz realizowania własnych przedsięwzięć. Ocenił, że Niemcy mogą uczyć się od Polski dynamiki działania i sprawniejszego przeprowadzania projektów.

Nie wszyscy rozmówcy niemieckiej gazety przedstawiają Polskę wyłącznie w pozytywnym świetle. Mieszkający od lat w Polsce niemiecki aktor i kabareciarz Steffen Möller ocenił, że kraj „to nie jest raj, są tu ogromne problemy”, wskazując m.in. na silne polityczne podziały społeczne.

Z kolei Christine Schmitt, która od pięciu lat regularnie przyjeżdża do Polski i rozważa stałą przeprowadzkę, zwróciła uwagę m.in. na system płatności BLIK i aplikację mObywatel. Jej zdaniem Niemcy powinny bardziej pragmatycznie podchodzić do doświadczeń Polski. „Powinniśmy w końcu zacząć uczyć się też od naszych sąsiadów” – stwierdziła.

http://kresy.pl/wydarzenia/niemcy-emigruja-do-polski-powinnismy-w-koncu-zaczac-uczyc-sie-tez-od-naszych-sasiadow/

#Polska #niemcy #imigracja

12

1920 Polskę uratowali Ukraińcy – twierdzi ukraińska telewizjakresy.pl

Ukraiński 5 Kanał opublikował w środę materiał zatytułowany „Polskę uratowali Ukraińcy”. W programie Witalij Dribnycia i jego gość mówili o wydarzeniach wojny polsko-bolszewickiej i roli wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej w walkach u boku Polski.

W środę na ukraińskim 5 Kanale ukazał się materiał poświęcony wojnie polsko-bolszewickiej i udziałowi wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej w walkach przeciwko bolszewikom.

Program opublikowano pod tytułem: „Polskę uratowali Ukraińcy! Dribnycia wyjaśnił, co wydarzyło się pod Warszawą i dlaczego o tym zapomniano”.

Materiał ukazał się w ramach vloga historyka Witalija Dribnycy na ukraińskim 5 Kanale.

W opisie stwierdzono, że armia URL razem z Polakami walczyła przeciwko bolszewikom, wyzwalała Kijów i broniła Warszawy po szeroko zakrojonej kontrofensywie Rosji.

„Rosjanie zostali znokautowani. I z terytorium Kijowa i z terytorium prawobrzeżnej Ukrainy. Tutaj dotarli do Warszawy. Oto ukraińska armia, która broniła Warszawy” – powiedział na nagraniu gość Dribnycy.

W ubiegłym roku prezydent Karol Nawrocki mówił, że w Bitwie Warszawskiej 1920 roku bolszewików pokonało Wojsko Polskie „wspólnie z Ukraińcami”. Wypowiedź tę ostro skrytykował prof. Jacek Bartyzel, który uznał ją za „grubą przesadę” i „polityczny prezentyzm”. Historyk podkreślał, że po stronie polskiej rzeczywiście walczyły oddziały podporządkowane Ukraińskiej Republice Ludowej i Symonowi Petlurze, ale jego zdaniem stanowiły one „mało znaczący militarnie margines” i miały niewielką wartość bojową. Bartyzel uznał za „groteskowe” przedstawianie roli Ukraińców jako równorzędnej z rolą Wojska Polskiego, porównując to do propagandowego eksponowania w PRL udziału „pułków smoleńskich” w bitwie pod Grunwaldem. Wskazywał też, że jeśli mówić o zagranicznych sojusznikach Polski w 1920 roku, należałoby uwzględniać również Białorusinów i białych Rosjan.

http://kresy.pl/wydarzenia/polske-uratowali-ukraincy-twierdzi-ukrainska-telewizja/

#Polska #ukraina #bolszewicy #propaganda

10

Ludzie nienawidzą dzieciyoutu.be

W czasie spadającej demografii warto spojrzeć na jedną z wielu przyczyn takiego stanu rzeczy. Dużo mówimy o tym, że nie rodzą się nowe dzieci, ale mało mówimy o losie tych narodzonych. Społeczeństwo unika gorzkiej i mrocznej prawdy, że duża część społeczeństwa nienawidzi dzieci.

http://youtu.be/JRDoUKqCR2A

#dzieci #rodzina #polityka #społeczeństwo #polska #demografia

9

Prawda o kopani soli w Kłodawie

Czy doprowadzenie polskich kopalni soli do ruiny, może doprowadzić do katastrofy ekologicznej w naszym kraju? 🚨

Niemcy mają potężne problemu ze składowaniem niebezpiecznych odpadów m.in. popiołów z pieców hutniczych, kadmu, azbestu, odpadów radioaktywnych itp.

Dla ich składowania szukają miejsc pod ziemią, także w innych krajach Europy.☢️☣️

Czy Kłodawa, wokół której zrobiło się teraz głośno, może być ich kolejnym celem?!⚠️

http://www.facebook.com/reel/1096377126375158

#tusk #koalicjaobywatelska #niemcy #Polska #kopalnia

11

#polska #polityka #wojna kolejny moralny kretyn, który myśli, że Polska coś dostanie. Ale w sumie za co?

W USA padło, ile Polska straciła przez wojnę w Ukrainie. Znamy kulisy

Ze wstępnych szacunków GUS wynika, że w latach 2022-2025 straty PKB Polski związane z wojną w Ukrainie wyniosły ponad 490 mld zł. — Będziemy kontynuować prace i obliczenia — zapowiedział w rozmowie z "Faktem" rzecznik GUS Krzysztof Jedlak. Jak ustaliliśmy, Paweł Kowal prezentował te dane m.in. w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Zamierza przedstawić je też fińskim sojusznikom i odczytać w Parlamencie Europejskim. Poseł KO ma konkretny cel.

O wstępnych szacunkach Głównego Urzędu Statystycznego dotyczących wpływu rosyjskiej agresji w Ukrainie na polską gospodarkę poinformowano podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Jak przekazał prezes GUS Marek Cierpiał-Wolan, straty PKB za lata 2022-2025 oszacowano na 490,1 mld zł.

GUS: rosyjska agresja w Ukrainie to ponad 490 mld zł strat PKB dla Polski

Najwięcej stracił sektor gospodarstw domowych (292,1 mld zł). Za nim znalazł się sektor przedsiębiorstw (126 mld zł), a na trzecim miejscu sektor rządowo-samorządowy (72 mld zł). Jak wyjaśnił w rozmowie z "Faktem" rzecznik GUS Krzysztof Jedlak, "to wstępne szacunki". — Będziemy kontynuować prace i obliczenia. Z różnych względów uznaliśmy, że już na tym etapie warto się podzielić tymi ustaleniami i to zrobiliśmy — powiedział.

Jedlak wskazał na przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Pawła Kowala, który we współpracy z przedstawicielami świata nauki ma "zajmować się tematyką wpływu wojny w Ukrainie także na różne wymiary życia społecznego". W rozmowie z "Faktem" poseł KO wyjaśnił, że to inicjatywa, do której "wspólnie z z szefem GUS zaprosili przedstawicieli nauki z różnych dziedzin: prawników, politologów, włączyło się też kilka uniwersytetów oraz kierownictwo Sieci Łukasiewicz".

— Zajmujemy się wpływem wojny na szeroko rozumianą gospodarkę. Wliczamy w to straty powiatów przygranicznych, straty w turystyce, koszty migracji. Pracujemy nad tym, żeby przyjąć metodologię, która będzie akceptowana na całym świecie — mówił Kowal. Zauważył, że "tylko ze wstępnych wyliczeń wynika, że Polska w latach 2022-2025 straciła minimum 500 mld zł".

Jak zapewnił rzecznik GUS, szacunek dotyczący strat PKB, "chociaż wstępny, jest bardzo rzetelny". — Braliśmy pod uwagę zarówno to, że w większości dziedzin gospodarki wojna miała wpływ negatywny, ale też pewne obszary gospodarki, na które wpłynęła pozytywnie — choćby ze względu na zwiększone wydatki budżetowe, nakłady na obronę, bezpieczeństwo — wskazał.

Zauważył, że "w trzech sekcjach gospodarki PKB był wyższy na skutek wojny o 120 mld zł". — Natomiast jak się uwzględni negatywny wpływ na pozostałe obszary, okaże się, że to jest w sumie 490 mld zł utraconego PKB — podkreślił.

Jedlak wyjaśnił, że w analizach przyjęto model oparty na metodzie kontroli syntetycznej. — Nie wymyśliliśmy jej, czerpaliśmy z amerykańskiej literatury. W tym przypadku bierze się pod uwagę różne dziedziny gospodarki w różnych krajach, gdzie istnieje bardzo dalekie podobieństwo do dziedzin naszej gospodarki i buduje się "klona". Do momentu wojny my i "klon" rozwijamy się identycznie, potem to podobieństwo zaczyna znikać i na tej podstawie szacujemy straty w gospodarce — doprecyzował.

Jak wskazał, "nie byliśmy pierwszymi, którzy próbowali oszacować wpływ wojny na gospodarkę, natomiast jeśli chodzi o metodę i głębokość badań, jesteśmy pionierami". — W słowach prezesa GUS wybrzmiewała nawet taka nadzieja, że to może być gotowy model do szacowania strat państw trzecich z tytułu wojny toczonej między innymi państwami. To jest z jednej strony przestroga przed wywoływaniem kolejnych konfliktów, z drugiej — gotowe rozwiązanie — mówił.

— Kilka tygodni temu odbyło się spotkanie w USA, w którym brał udział pan poseł Kowal. To było spotkanie z przedstawicielami amerykańskiego establishmentu, z kongresmenami, z przedstawicielami Departamentu Stanu. Elementem spotkania była również prezentacja wstępnych szacunków dotyczących strat polskiej gospodarki z tytułu wojny na Ukrainie, prezes GUS dzielił się wówczas jeszcze bardziej wstępnymi informacjami — przekazał rzecznik GUS.

Kowal wyjaśnił, że wstępne ustalenia były prezentowane w Nowym Jorku przy okazji sesji ONZ dotyczącej statystyki, a także w think tankach w Waszyngtonie. — Pokazywaliśmy, jaką proponujemy metodologię liczenia strat państw trzecich. Oczywiście państwem, które ponosi nieporównywalnie największe straty, jest Ukraina, ale przecież ogromne koszty ponoszą też Polska, Litwa, Łotwa — polegają na upadłości przedsiębiorstw, przerwaniu ciągów komunikacyjnych, stratach ludzkich i moralnych — mówił.

Polityk zapewnił, że zdaje sobie sprawę z tego, że "wojna trwa i najważniejszą sprawą jest bezpieczeństwo ukraińskich cywili". — Natomiast ze względu na przyszłość Rosjanie muszą wiedzieć, że rachunek, który wystawią państwa trzecie — państwa, które poniosły straty, bo przystąpiły do sankcji i zachowały się lojalnie wobec Ukrainy — jest wyliczony zarówno pod względem finansowym, jak i prawnym, niezależnie od tego, czy Rosja będzie chciała zapłacić — ocenił.

Zapytany o dalsze kroki, poseł KO przekazał, że "planują przedstawić te dane m.in. naszym partnerom fińskim, którzy też podjęli próbę liczenia strat państw trzecich". — Teraz szykujemy zebranie ekspertów, a jesienią będziemy pokazywali to w Parlamencie Europejskim na 100 proc. — zapowiedział Kowal.

14

ZMIECIEMY ICH Z PLANSZY W 2 DNI! TO PO CO TA CAŁA POMOC DLA WUKRAINY BYŁA??? - Tusk straszy, że w planie Rosji jest uderzenie rakietami i dronami m.in. na Polskęnczas.info

Zdjęcie

Premier Donald Tusk powiedział w Sejmie, że – w ocenie służb wywiadowczych – w planie Rosji są hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. Podkreślił, że celem Moskwy jest zniszczenie w możliwie dużej skali gospodarki i logistyki Ukrainy.

Podczas czwartkowego przemówienia w Sejmie szef rządu przyznał, że nie spełniły się zapowiedzi dotyczące rozejmu energetycznego pomiędzy Rosją a Ukrainą. O takim rozejmie mówił w poniedziałek prezydent USA Donald Trump.

– Od tego czasu zdarzyło się wiele ataków, w tym na infrastrukturę energetyczną w Ukrainie. Musimy więc założyć, że będzie to kontynuowane, co ma także konsekwencje dla Polski, ponieważ te ataki coraz częściej dotyczą instalacji bardzo blisko naszych przejść granicznych z Ukrainą – powiedział premier.

Dodał, że celem Rosji jest zniszczenie w możliwie dużej skali gospodarki i logistyki Ukrainy. – Na razie Ukrainy – zaznaczył szef rządu.

– Spodziewane są ciągłe uderzenia o bardzo dużej częstotliwości i intensywności na sześć głównych miast ukraińskich, w tym niszczenie magazynów wszelkiego typu produktów niezbędnych przede wszystkim do obrony kraju, a także – czego jesteśmy świadkami w ostatnich tygodniach już bardzo mocno – infrastruktury kolejowej – podkreślił Tusk. Dodał, że w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni Rosjanie zniszczyli ponad 300 lokomotyw kolei ukraińskich.

Jak powiedział premier, w ocenie służb wywiadowczych, w planie rosyjskim są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę.

http://nczas.info/2026/09/17/tusk-straszy-ze-w-planie-rosji-jest-uderzenie-rakietami-i-dronami-m-in-na-polske/

#tusk #Polska #rosja #propaganda

9

„Państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć”. 84 lata temu Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiejnczas.info

Zdjęcie

84 lata temu, 17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).

Tajny protokół

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco:

„W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, mimo że przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

„IV rozbiór Polski”

Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał:

„Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona”. (A. Garlicki „Historia 1815-1939. Polska i świat”).

Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał:

„Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRS. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych”. (J.Beck „Ostatni raport”)

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji. Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski – komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin – zastępca Mołotowa – odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty.

Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską”.

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: „Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji”.

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.

Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał:

„Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów”. (W.Materski „Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939”)

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: „Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką”.

Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: „Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski”.

Rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września „wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse”. (P. Wieczorkiewicz „Historia polityczna Polski 1935-1945”)

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP „Sarny”, brygada KOP „Polesie” oraz jednostki KOP „Kleck” i „Baranowicze”. Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP „Iwieniec”, „Głębokie” i „Krasne”.

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

Tragiczny bilans

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

„Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”

28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRS uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”.

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: „Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i «oddając» Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) – w zamian za przesunięcie do «radzieckiej strefy wpływów» Litwy – miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego”. (A. Paczkowski „Pół wieku dziejów Polski 1939-1989”)

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż „nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach”.

Pokłosie sowieckiej agresji

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce „Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania” pisał: „Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach – od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową – ponad 1 milion osób (…). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób”.

http://nczas.info/2026/09/17/panstwo-polskie-i-jego-rzad-faktycznie-przestaly-istniec-84-lata-temu-armia-czerwona-wkroczyla-na-teren-rzeczypospolitej-polskiej/

#Polska #niemcy #zsrr #bolszewicy #iiws #iiwojnaswiatowa #historia

17

PAŃSTWO Z DYKTY - Szef MON nie widział raportu CIA, na który powołuje się Tusk [+VIDEO]kresy.pl

http://x.com/chrzanikx/status/2099968048941629684

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że nie zapoznał się z raportem szefa CIA Johna Ratcliffa, który otrzymał premier Donald Tusk. Zapewnił jednak, że informacje dotyczące zagrożeń dla Polski i państw bałtyckich są przekazywane na bieżąco.

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział na antenie Polsat News, że nie zapoznał się osobiście z raportem szefa CIA Johna Ratcliffa, który otrzymał premier Donald Tusk. Zaznaczył jednak, że zna informacje dotyczące opisywanych w nim zagrożeń.

10 września Tusk przekazał, że otrzymał od dyrektora CIA raport dotyczący możliwych wydarzeń w najbliższych miesiącach. Premier mówił wówczas, że Polska i Europa powinny być przygotowane na różne scenariusze dotyczące zarówno wojny rosyjsko-ukraińskiej, jak i sytuacji na wschodniej flance Unii Europejskiej.

Zapytany, czy widział dokument, Kosiniak-Kamysz odpowiedział: „Nie, nie widziałem tego raportu”.

Dopytywany, czy zna jego treść, szef MON wskazał na bieżącą wymianę informacji w ramach rządu.

„Rozmawialiśmy z ministrem Siemoniakiem, choćby na komitecie bezpieczeństwa. To są informacje, które są na bieżąco przekazywane” – stwierdził.

Prowadząca rozmowę zapytała następnie, czy są to informacje „bardzo niepokojące”.

„One dotyczą zagrożenia bezpieczeństwa krajów bałtyckich, Polski. To są informacje, które nie są pierwsze i pewnie nieostatnie w tym względzie” – odpowiedział Kosiniak-Kamysz.

http://kresy.pl/wydarzenia/szef-mon-nie-widzial-raportu-cia-na-ktory-powoluje-sie-tusk-video/

#cia #Polska #mon #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

9

TAK SIĘ SZYKUJEMY DO WOJNY - Media: Ukraina może otrzymać z Polski pociski do systemu Patriotkresy.pl

Polska przygotowuje kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 50 mln euro. Według „Rzeczpospolitej” może on obejmować także niewielką liczbę pocisków do systemu Patriot.

Polska przygotowuje pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy o wartości 50 mln euro, który ma obejmować m.in. środki obrony powietrznej. O planowanej pomocy poinformował wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski.

Według nieoficjalnych ustaleń „Rzeczpospolitej”, powołującej się na źródła rządowe i wojskowe, w pakiecie może znaleźć się również kilka pocisków przeznaczonych do systemu Patriot. Dziennik podał, że tego rodzaju dostawy są konsultowane z państwami NATO, w tym ze Stanami Zjednoczonymi.

O możliwość przekazania rakiet zapytano również dowódcę operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. pil. dr. Ireneusza Nowaka.

„Do tej liczby, która została zadeklarowana, to tak” – odpowiedział generał. Zaznaczył przy tym, że liczba pocisków pozostaje niejawna i ma być niewielka.

Ministerstwo Obrony Narodowej przekazało gazecie, że „granicą skali wsparcia dla Ukrainy jest bezpieczeństwo państwa polskiego i zasoby sił zbrojnych, które określa szef Sztabu Generalnego”.

Resort podkreślił również, że pomoc obejmuje sprzęt wycofywany z użycia przez polskie Siły Zbrojne, który nie byłby już wykorzystywany przez polskie wojsko, a „może z pożytkiem być używany na Ukrainie”.

Kilka dni wcześniej „The Economist” informował, że ukraińskiej obronie powietrznej zaczyna brakować kilku kluczowych typów amerykańskich rakiet. Szczególnie trudna sytuacja ma dotyczyć pocisków PAC-3 używanych przez systemy Patriot. Według brytyjskiego tygodnika ich zapasy na Ukrainie są niemal wyczerpane. Pociski te są jednym z podstawowych środków wykorzystywanych do zwalczania rosyjskich rakiet balistycznych.

Problemy dotyczą także pocisków AIM-120 i AIM-9 używanych przez ukraińskie F-16 do zwalczania rosyjskich pocisków manewrujących i dronów. Rosnące zużycie amunicji ma być związane m.in. ze wzrostem liczby szybkich rosyjskich bezzałogowców. Według wcześniejszych doniesień, z powodu niedoborów rakiet ukraińscy piloci coraz częściej mają zwalczać niektóre cele przy użyciu pokładowych działek.

W odpowiedzi część państw europejskich zapowiedziała dalsze dostawy uzbrojenia przeciwlotniczego. Niemcy zadeklarowały przekazanie kolejnych pocisków PAC-2 do Patriotów z zapasów Bundeswehry, natomiast Wielka Brytania przeznaczyła 100 mln funtów na wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej. Pomoc ma obejmować również pociski do systemów Patriot.

Równocześnie państwa Unii Europejskiej zgodziły się na przeznaczenie 3,2 mld euro na zakup pocisków do Patriotów dla Ukrainy. Komisja Europejska informowała, że część środków ma zostać wykorzystana m.in. na pociski PAC-3. Perspektywy szybkiego uzupełnienia zapasów pozostają jednak ograniczone ze względu na możliwości produkcyjne i zapotrzebowanie innych państw.

http://kresy.pl/wydarzenia/media-ukraina-moze-otrzymac-z-polski-pociski-do-systemu-patriot/

#Polska #rozdawnictwo #uzbrojenie #bron #ukraina #usmiechnietakoalicja #koalicjaobywatelska

6

Nalot skarbówki na dożynki. Ukarali nawet strażaków. „Uderzenie w ludzką bezinteresowność”nczas.info

Zamiast tradycyjnego dzielenia się chlebem i wdzięczności za plony, mandaty i weryfikacja kas fiskalnych. Jak relacjonuje „Gazeta Krakowska”, podczas tegorocznych dożynek w podkrakowskich gminach obok ludowych kapel pojawili się funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej. Ich wizyta wywołała oburzenie, a w przyszłości może odstraszyć lokalnych społeczników od darmowej pracy na rzecz sąsiadów.

Sierpniowe uroczystości w gminach Wolbrom, Jerzmanowice-Przeginia oraz w powiecie miechowskim miały niespotykany dotąd finał. Wśród stoisk kół gospodyń wiejskich, strażackich namiotów z piwem i odpustowych kramów pojawili się kontrolerzy ze skarbówki. Cel akcji był jasny: wystawić jak najwięcej mandatów.

Robert Szewczyk, rzecznik Małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego, nie widzi w tej sytuacji nic nadzwyczajnego. – Kontrole celno-skarbowe prowadzone przez Małopolski Urząd Celno-Skarbowy mogą mieć miejsce podczas każdej imprezy terenowej – ucina rzecznik.

W samej Przegini kary za brak nadzoru, nieprawidłową ewidencję i brak kas rejestrujących wyniosły łącznie 3100 zł. Z kolei podczas dożynek w Bukowskiej Woli suma wystawionych mandatów sięgnęła 7500 zł, a najwyższa jednostkowa kara wyniosła 3000 zł.

Dla wielu organizacji, które wystawiają się na lokalnych festynach z pobudek czysto charytatywnych i integracyjnych, działania fiskusa okazały się bolesnym zderzeniem z urzędniczą machiną. Wśród ukaranych w Bukowskiej Woli znalazły się gospodynie z gminy Racławice. By ratować morale mieszkanek, wójt Janusz Kozioł postanowił wziąć sprawę we własne ręce.

– Biorąc pod uwagę fakt, że koła pojechały na dożynki nie po to, żeby zarobić, a po to, aby reprezentować gminę, wzięliśmy to na siebie – tłumaczy samorządowiec. Wspólnie ze swoją zastępczynią, z prywatnych środków, pokryli koszty mandatu, by „sytuacja nie zniechęciła gospodyń do dalszej aktywności”.

Krajowa Administracja Skarbowa broni swoich działań, odpierając zarzuty o złośliwość i celowe nękanie ludzi. Przedstawiciele KAS argumentują, że interwencje to efekt analizy ryzyka oraz zewnętrznych donosów, które urząd miał obowiązek zweryfikować.

– Rozumiemy, że działalność rolników, strażaków czy kół gospodyń często ma charakter społeczny i charytatywny. Nie oznacza to jednak, że można pomijać obowiązujące przepisy – usilnie twierdzą urzędnicy.

Te tłumaczenia nie przekonują jednak lokalnych liderów. Wójt gminy Jerzmanowice-Przeginia, Tomasz Gwizdała, nazywa interwencję skarbówki szokiem i uderzeniem w serce polskiej tradycji.

– Ta kontrola nie uderzyła w wielkie korporacje ani w osoby szukające łatwego zysku. Uderzyła w ludzką bezinteresowność. Ukarano tych, którzy dla rolników i dla całej naszej lokalnej społeczności postanowili stworzyć to święto – punktuje wójt Gwizdała, pytając retorycznie, kto i w jakim celu nasyła służby na pracujących za darmo społeczników.

Skutki fiskalnej gorliwości już widać w regionie. Organizatorzy kolejnych imprez alarmują, że sparaliżowane strachem i widmem kar koła gospodyń odmawiają wystawiania swoich stoisk.

http://nczas.info/2026/09/16/nalot-skarbowki-na-dozynki-ukarali-nawet-strazakow-uderzenie-w-ludzka-bezinteresownosc/

#Polska #koalicjaobywatelska #urzadskarbowy

6

POLSKIE DRONY

Własny silnik, własna technologia, własna konstrukcja. Oby tylko polskie państwo nie przeszkadzało bardziej, niż pomagało, bo takie projekty budują realną siłę kraju.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/965834433116442

#Polska #uzbrojenie #drony

11