NIEUDACZNICY NA PEŁNEJ - Na stronie rządowej poinformowano o opublikowaniu poradnika reagowania podczas nalotu. W pliku zamiast tego konkurs grzybiarski [VIDEO]nczas.info

http://tiny.pl/zytxmfpf7

Zdjęcie

RCB na stronie rządowej opublikowało informację o pojawieniu się instrukcji reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza. Użytkownik miał móc pobrać 12-stronicowy załącznik PDF z poradami. Jednak plik okazał się być informacją o konkursie zbierania grzybów.

„Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji udostępniło instrukcję właściwego postępowania na wypadek ataku z powietrza. Materiał stanowi rozwinięcie treści zawartych w „Poradniku Bezpieczeństwa”, który na początku 2026 roku przy współpracy z RCB trafił do blisko 17 mln domów Polek i Polaków” – napisano wczoraj na rządowej gov.pl/web/rcb w tekście „MSWiA opublikowało instrukcję reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza”.

„12-stronicowa instrukcja, opracowana przy udziale ekspertów ds. ochrony ludności, zawiera praktyczne wskazówki dotyczące m.in. właściwego reagowania na sygnały alarmowe, wyboru bezpiecznego miejsca schronienia, czy zasad postępowania przed, w trakcie i po zagrożeniu atakiem z powietrza. Zapraszamy do zapoznania się z Instrukcją reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza” – napisano, udostępniając załącznik w formacie PDF zatytułowany „Instrukcja reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza”.

Tiktoker Pioter_455 postanowił zapoznać się z publikacją. Jakie musiało być jego rozczarowanie, gdy okazało się, że plik ten jest… ogłoszeniem konkursu zbierania grzybów „Grzybowe Łowy. Mistrzostwa 2026”.

„Oficjalna instrukcja reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza na rządowej stronie gov” – napisał Pioter_455, publikując nagranie przedstawiające, jak otwiera załącznik.

Po sprawdzeniu strony dzisiaj okazuje się, że dokonano zmian. Zamieniono pliki z załącznikami i obecnie otwierają się właściwe instrukcje.

Jednak przeglądając stronę poprzez web.archive.org widzimy, że pierwotnie publikacja na stronie rządowej zawierała możliwość pobrania pliku PDF widocznego na nagraniu „Piotera” z TikToka. Nie można go jednak już pobrać – najpewniej został usunięty z serwera lub zmieniono jego adres w plikach na serwerze. Według web.archive.org, modyfikacji dokonano wczoraj po godz. 17.

A teraz szybko, ruszajmy gotowi na wojnę wgnieść Putina w ziemię.

http://nczas.info/2026/09/30/na-stronie-rzadowej-poinformowano-o-opublikowaniu-poradnika-reagowania-podczas-nalotu-w-pliku-zamiast-tego-konkurs-grzybiarski-video/

#nierzad #nieudacznicy #usmiechnietakoalicja #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #tusk

10

NIE WIEDZĄ GDZIE DALI MILIARDY??? - DGP: UE nie da Polsce zakładanych pieniędzy na kolej CPK. Brakuje ponad 20 mld złkresy.pl

Unia Europejska nie zapewni Polsce zakładanych wcześniej 33,6 mld zł na kolejową część Centralnego Portu Komunikacyjnego. Według obecnych szacunków z Brukseli może trafić jedynie 10–12 mld zł, co oznacza lukę przekraczającą 20 mld zł. Resort infrastruktury szuka innych źródeł finansowania.

O sprawie pisze w poniedziałek „Dziennik Gazeta Prawna”. Problem dotyczy przede wszystkim budowy linii Kolei Dużych Prędkości w układzie „Y”, która ma połączyć Warszawę i Łódź z Wrocławiem oraz Poznaniem. W wieloletnim programie inwestycyjnym przyjętym przez rząd pod koniec 2024 roku założono, że na kolejowy komponent CPK do 2032 roku przeznaczone zostanie 76,8 mld zł. Z tej kwoty 33,6 mld zł miało pochodzić ze środków unijnych, a około 43,2 mld zł z emisji obligacji skarbowych.

Jak jednak przyznał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, uzyskanie zakładanej wcześniej kwoty z funduszy europejskich nie jest realne. Według obecnych szacunków w kolejnej perspektywie finansowej UE na lata 2028–2034 Polska może otrzymać na linię „Y” jedynie 10–12 mld zł.

„Szacuję, że w zbliżającej się perspektywie unijnej na linię igrek możemy uzyskać 10–12 mld zł” – powiedział Malepszak w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Oznacza to, że w stosunku do przyjętego planu powstaje luka przekraczająca 20 mld zł. Resort infrastruktury ma obecnie poszukiwać innych źródeł finansowania inwestycji.

„Brakujące środki trzeba będzie znaleźć z innych źródeł. Pracuję nad tym. Na razie nie chcę mówić o szczegółach” – zaznaczył wiceminister.

Problemy z zapewnieniem finansowania zbiegają się z opóźnieniami w uruchamianiu kolejnych postępowań przetargowych dotyczących budowy torów. Według „DGP” harmonogram części przetargów jest przesuwany, choć branża budowlana deklaruje gotowość do realizacji dużych inwestycji kolejowych.

Linia „Y” ma być jednym z najważniejszych elementów kolejowej części CPK. Według rządowych planów szybkie połączenia kolejowe mają umożliwić przejazd między Warszawą a największymi miastami zachodniej Polski w czasie wyraźnie krótszym niż obecnie. Problem ze znalezieniem ponad 20 mld zł oznacza jednak konieczność przebudowy przyjętego wcześniej modelu finansowania projektu.

http://kresy.pl/wydarzenia/ue-nie-da-polsce-zakladanych-pieniedzy-na-kolej-cpk-brakuje-ponad-20-mld-zl/

#cpk #ue #koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #tusk

7

Rząd ukrywa to przed Polakami?! Coraz bliżej katastrofynczas.info

Zadłużenie Polski zmierza do 80 proc. PKB. To daje dwie perspektywy: gigantyczny kryzys gospodarczy oraz działania naprawcze prowadzone przez Unię Europejską. Jedno i drugie z ogromną szkodą dla Polski.

Zadłużenie Polski wynosi 76 proc. PKB – ogłosił na portalu X w sobotę 12 września Leszek Balcerowicz. W ten sposób „guru polskiej ekonomii” i niekwestionowany autorytet środowisk lewackich, mniej czy bardziej świadomie – zadał kłam oficjalnej rządowej propagandzie swoich kolegów z tej samej strony politycznej barykady. Według rządu zadłużenie Polski wynosi 55–56 proc. PKB, jest trzymane w normie i nie daje powodów do paniki. Fakty są zgoła inne.

Biliony złotych

W 2010 roku Leszek Balcerowicz był inicjatorem tzw. „licznika długu”. To wirtualny licznik ustawiony na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich, w centrum Warszawy, miał pokazywać dwie wartości: zadłużenie Polski i dług odpowiednio na jednego mieszkańca kraju. Ta druga wartość w momencie założenia licznika wynosiła powyżej 20 tysięcy złotych. To oznaczało, że każdy noworodek, przychodząc na świat, miał już do spłacenia powyżej 20 tysięcy złotych z tytułu pożyczek i kredytów zaciąganych przez państwo.

Hipokryzja tego pomysłu polegała na tym, że najgłośniej przeciwko zwiększaniu długu protestował Balcerowicz, który sam był jego kreatorem i głównym winowajcą jego istnienia u zarania III RP. Balcerowicz też zaprogramował licznik w taki sposób, aby pokazywał tylko dług wewnętrzny – to znaczy stan zadłużenia państwa wobec własnych obywateli (zaciągany np. poprzez emisję obligacji skarbowych). Tyle, że jest to tylko jeden rodzaj długów. Do zadłużenia wewnętrznego, najmniej groźnego, dochodzi jeszcze zadłużenie zagraniczne, czyli pożyczki i kredyty udzielone przez inne państwa i międzynarodowe instytucje finansowe. Trzeci filar to zadłużenie samorządów, a czwarty – zadłużenie systemu emerytalnego, czyli różnica między tym, co dziś wpływa do ZUS a tym, co w przyszłości wypłacać będzie trzeba osobom starszym i schorowanym. Wskaźniki wszystkich tych zadłużeń są alarmujące. Gdy rządowi brakuje pieniędzy, ma dwa wyjścia: albo szukać oszczędności, albo dodrukowywać pieniądze. Pierwsze rozwiązanie skutkuje spadkiem popularności rządu, drugie inflacją, czyli wzrostem cen.

Czerwona granica

Unijne prawo dopuszcza próg zadłużenia państwa na 60 proc. Produktu Krajowego Brutto. Inaczej mówiąc: maksymalnie 60 proc. tego, co wytwarza państwowa gospodarka w sektorze dóbr i usług, może zostać wykorzystane na spłatę długów wraz z odsetkami. Jeśli ta granica zostanie przekroczona – Komisja Europejska ma prawo podjąć tzw. działania naprawcze podobne do tych podejmowanych przez sąd w stosunku do bankrutującego przedsiębiorstwa. Sąd ogłasza wówczas upadłość i powołuje syndyka. Syndyk zaś musi zagospodarować masę upadłościową (czyli resztę majątku firmy) w taki sposób, aby zaspokoić roszczenia wierzycieli. Procedury unijne mówią nie tylko o UEkomisarzu – syndyku, który będzie mógł podejmować działania naprawcze. Dają mu również prawa do działań politycznych, tzn. wprowadzania prawa zgodnego z oczekiwaniem UE.

Czy Komisja Europejska nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka jest faktyczna sytuacja budżetowa Polski? Ma przecież dostęp do danych, z których wynika, że oficjalne deklaracje rządu Tuska to mydlenie wszystkim oczu. Sytuacja finansowa państwa pokazuje jasno, że władze w Brukseli mogą w każdej chwili podjąć polityczne kroki, aby zdyscyplinować Polskę z powodu fatalnych warunków finansowych. Dlaczego jednak tego nie zrobi? Wszystko wskazuje na to, że taka możliwość zostałaby zrealizowana, gdyby w Warszawie władzę miał przejąć rząd eurosceptyczny. Wówczas KE może sobie „przypomnieć” o trudnej sytuacji, wprowadzić komisarza i podjąć działania polityczne. Te ostatnie oczywiście odbiorą nam resztki suwerenności. A zatem: proniemiecki Tusk zadłuża Polskę ponad granice wytrzymałości, dając ewentualne narzędzie nacisku na nasz kraj w przyszłości.

Złe dane

Mimo rządowej propagandy sytuacja gospodarcza Polski jest coraz gorsza. Aby podreperować finanse państwa, rząd zapowiedział podwyżki obowiązkowych składek na ZUS. To oznacza, że tysiące firm będą musiały płacić większy haracz. To zaś będzie oznaczać wzrost kosztów pracy (czyli wzrost cen), a z drugiej strony dynamiczny wzrost zamknięć firm, zwłaszcza małych i średnich. Na to wszystko nakładają się szokujące dane o zamykaniu kolejnych zakładów pracy. Jest to szczególnie dotkliwe w małych miasteczkach. Od ponad roku na łamach „NCz!” piszę o fali problemów, a nawet bankructw kolejnych sektorów gospodarki (rolnictwa, branży meblowej i drzewnej) oraz kolejnych, dużych fabryk (komponenty do komputerów, opony). To oznacza jeszcze jedno negatywne zjawisko: wzrost bezrobocia. Jeśli to wszystko nakłada się na gigantyczne zadłużenie, sytuacja staje się dramatycznie trudna.

Drożej i gorzej

Wydaje się, że Polska ma duży potencjał inwestycyjny i biznesowy. Oprócz polskiej pracowitości nasz kraj może zaoferować bezpieczeństwo, brak kataklizmów, dogodne warunki lokalizacyjne i transportowe. Co takiego powoduje, że wielkie firmy jedna po drugiej decydują się na zamykanie swoich fabryk w Polsce? Najlepiej oddaje to komunikat grupy Alchemia SA, która ponad rok temu zamknęła fabrykę rur w miejscowości Zawadzkie na granicy województwa opolskiego i śląskiego.

„Zarząd Alchemia Spółka Akcyjna podjął decyzję o zamiarze rozpoczęcia procesu likwidacji, mając na uwadze m.in. przewidywaną utratę zdolności oddziału do konkurowania na rynku, z uwagi na przestarzałą technologię produkcyjną, wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej oddziału i przewidywany stały wzrost tych kosztów, nieuzasadnione technologicznie i ekonomicznie zwiększanie nakładów na remonty i unowocześnianie technologii produkcji” – czytamy w oficjalnym komunikacie spółki.

Inne firmy, które decydowały się na zamknięcie swoich fabryk, w oficjalnych komunikatach podnosiły podobne czynniki: stały wzrost kosztów i wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej. To wszystko powodowało, że produkcja staje się mało opłacalna.

Zielony Bezwład

Chodzi głównie o zmiany wynikające z Zielonego Ładu, czyli aberracyjnej polityki niszczenia gospodarki pod pretekstem ochrony przyrody. Chora idea „zeroemisyjności”, czyli ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, wymusiła ogólnounijne dyrektywy nakazujące zamykanie kopalń węgla kamiennego i brunatnego. Rząd Polski zaczął więc zamykać kopalnie jedną po drugiej, co spowodowało ograniczenia w wydobyciu węgla, a więc wzrost kosztów produkcji prądu (do czego potrzebny jest węgiel). To zaś przełożyło się na wzrost rachunków za prąd. Prąd, czyli energia elektryczna jest jednym ze składników ceny produkcji towaru. Drugim, równie ważnym, jest ogrzewanie. Hale produkcyjne w okresie zimowym trzeba bowiem ogrzać. Jednak polityka „Zielonego ładu” spowodowała również kilkunastokrotny wzrost cen gazu. Przedsiębiorca odbija sobie te koszty na cenie produktów.

W ostatnich miesiącach wzrosły również koszty pracy. Ustawowy wzrost „płacy minimalnej” jeszcze nie jest bolesny, bo mało która fabryka zatrudnia robotników na podstawie płacy minimalnej. Bardziej dokuczliwy jest wzrost obowiązkowych składek ubezpieczeniowych na ZUS. Powoduje on wzrost realnych kosztów zatrudnienia. Czym więc pracodawca rekompensuje sobie te wzrosty kosztów? Podwyżką cen. Tyle tylko, że to też nie pozostaje bez konsekwencji. Droższe produkty stają się mniej konkurencyjne, zwłaszcza na rynku eksportowym. Towary produkowane przez fabryki należące do zagranicznych koncernów inwestowały w Polsce, bo produkcja tutaj była tańsza niż gdzie indziej i wyprodukowane tutaj towary (np. opony samochodowe) można było eksportować na inne rynki. Jednak wzrost kosztów doprowadził do wzrostu cen. W rezultacie produkty przestały już konkurować cenowo, a zatem firmie opłaca się przenieść produkcję tam, gdzie jest ona tańsza. Polska jako miejsce do inwestycji przegrywa więc rywalizację z krajami afrykańskimi. A wszystko z powodu sztucznych kosztów zawyżających ceny.

Ta sytuacja pokazuje również logikę zarządzania socjalistycznego. Można powiedzieć, że najbardziej zainteresowany w podwyżkach kosztów pracy jest rząd, ponieważ więcej dostaje z podatku VAT. Jeśli rura wyprodukowana w walcowni „Andrzej” kosztowała 10 tys. złotych, producent musiał do niej doliczyć VAT (23 proc.) i sprzedać ją po cenie 12300 złotych, a różnicę (2300) odprowadzić do urzędu skarbowego. Tyle, że przy eksporcie towary zwolnione są z VAT, więc fiskusowi pozostawały tylko wpływy z podatku dochodowego. Jednak i ten się skończył, bo podwyżki spowodowały to, że rury nie są już atrakcyjne cenowo na zagranicznych rynkach. To zaś oznacza, że również urząd skarbowy nie zobaczy wpływów z podatku dochodowego. Mógłby i na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że przestaną na jego konta wpływać zaliczki na podatek dochodowy, bo pracownicy zostaną zwolnieni i zamiast płacić podatki, staną się beneficjentami świadczeń socjalnych. Jest to klasyczny przykład zarządzania socjalistycznego – w imię biurokratycznych pomysłów wprowadza się zarządzenia, które prowadzą wyłącznie do bankructwa.

http://nczas.info/2026/09/28/rzad-ukrywa-to-przed-polakami-coraz-blizej-katastrofy/

#dlug #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #szkodniki #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #tusk

12

Burza po słowach Hornej-Cieślak w TVP Info. Stanowski OSTRO: „Tylko dość specyficzne osoby potrafią” [VIDEO]nczas.info

Zdjęcie

Krzysztof Stanowski skomentował fragment rozmowy z Rzecznik Praw Dziecka na antenie TVP Info. Dziennikarz nie gryzł się w język.

Monika Horna-Cieślak gościła w TVP Info, gdzie odniosła się m.in. do starej sprawy lodów za świadectwo z paskiem, rozdawanych dzieciom w Pszczynie. RPD stwierdziła, że chce narrację o tej historii „wyprostować”. – W ogóle w przestrzeni medialnej była informacja, że ja zakazuję lodów, że ja tutaj… Ja, po pierwsze, mam świetne relacje z panią z Pszczyny, my się znamy, jesteśmy razem w kontakcie – twierdziła.

– Dzięki niej też udało mi się i jesteśmy w kontakcie z innymi organizacjami pozarządowymi, które w Pszczynie działają na rzecz ochrony dzieci – dodała Horna-Cieślak.

– To była interwencja spowodowana tym, że do nas dotarła informacja, że to właśnie panią Jolę w Pszczynie spotyka hejt za to, że ma taką akcję. Pierwsze pismo do pani Joli, mówiące o tym, że my prosimy tylko po prostu o rozwagę, bo się martwimy o to, co się dzieje po prostu w lokalnej społeczności – powiedziała.

Przypomnijmy, że do sytuacji doszło w czerwcu 2026 r. Lodziarnia Pod Dębem od 25 lat na zakończenie roku szkolnego oferowała darmowe lody dzieciom, które otrzymały świadectwo z paskiem.

Wówczas lodziarnia przedstawiała wersję odbiegającą od słów RPD.

„Drodzy Klienci, Z bólem serca informujemy, że po raz pierwszy od 25lat, w dniu rozdania świadectw szkolnych, nie będziemy mogli kontynuować naszej tradycji rozdawania darmowych lodów uczniom ze świadectwem z czerwonym paskiem. Otrzymaliśmy imienne pismo od Rzecznika Praw Dziecka z prośbą o zaprzestanie tej inicjatywy. W związku z tym jesteśmy zmuszeni zakończyć tradycję, która została zapoczątkowana przez założyciela lodziarni, śp. Tadeusza Hałas. Co roku rozdawaliśmy kilkaset darmowych lodów w tym dniu. Kopia pisma jest dostępna do wglądu w naszej lodziarni. Choć kończymy ten piękny zwyczaj, niezmiennie serdecznie zapraszamy wszystkich uczniów, rodziców i naszych klientów do wspólnego świętowania zakończenia roku szkolnego” – napisano na facebookowym profilu lodziarni.

Wypowiedź RPD skomentował krótko Krzysztof Stanowski. „Myślę, że ten fragment wideo mówi wszystko na temat prawdomówności Rzecznik Praw Dziecka. Tylko dość specyficzne osoby potrafią opowiadać takie dyrdymały z uśmiechem na twarzy” – skwitował.

http://nczas.info/2026/09/26/burza-po-slowach-hornej-cieslak-w-tvp-info-stanowski-ostro-tylko-dosc-specyficzne-osoby-potrafia-video/

#wiedzma #rpd #dzieci #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska

18

„Interwencja” Hornej-Cieślak. Rodzice UJAWNIAJĄ kulisy odebrania dzieci. Zdjęcia z ukrycia i szarpanie o drzwi do blokunczas.info

Zdjęcie

Dziennikarze Kanału Zero dotarli do rodziców, którym odebrano dzieci po głośnej „interwencji” Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak, do której doszło w sierpniu na jednej ze stołecznych ulic. Para przedstawiła swoją wersję wydarzeń, która różni się od opowiadanej przez RPD w mediach.

– Odprowadzałam dzieci do przedszkola, więc jechaliśmy komunikacją miejską. Syn nie posłuchał się, bo wybiegł sobie na ulicę. Prosiłam go trzy razy na początku, żeby wrócił, za czwartym razem faktycznie krzyknęłam, bo zauważyłam, że samochody mają zielone światło i zaczynają ruszać. Syn nie wrócił, więc złapałam go za rękę i ściągnęłam go po prostu z jezdni – relacjonowała matka dzieci.

– Pani rzecznik podeszła, zaczęła się czepiać, że dlaczego krzyczę na swoje dziecko – dodała.

– Czy pani rzecznik nagrywała to zajście? – zapytał jeden z dziennikarzy.

– Na początku tego nie nagrywała (…) Dysponuje nagraniem, ale to nagranie również było w sądzie, na rozprawie. Nagranie zaczynało się od momentu, kiedy pani rzecznik już była przeze mnie zwyzywana za bezprawne robienie zdjęć moim dzieciom – do czego się praktycznie nie przyznała – powiedziała kobieta.

Dodała, że RPD miała robić dzieciom zdjęcia, „i to jeszcze tak jakby z ukrycia, tylko nie wyłączyła dźwięku w aparacie”.

Przyznała też, że nie rozpoznała, kim jest kobieta, która zaczepiła ją na ulicy. – Dla mnie to była obca kobieta. Rzekomo się przedstawiła, że jest Rzecznikiem Praw Dziecka, poprosiłam o to, żeby pokazała legitymację, to zaczęła czegoś szukać w tej swojej sukience, ale nic mi nie przedstawiła, kompletnie. Żadnej legitymacji, żadnego papierka, nic – relacjonowała.

Pytana, czy użyła wobec dziecka wulgarnych słów, kobieta powiedziała, że „wobec dziecka nie”. – A wobec niej tak – dodała.

– Nigdy w życiu bym syna na k nie nazwała, bo dobrze wiem, o jakie słowo jej chodzi. Tego sformułowania użyłam do niej – i nie tylko na k, ale też i na s – wyjaśniła.

Pytana, dlaczego tak powiedziała, odparła: „z powodu właśnie tego, że zaczęła robić zdjęcia moim dzieciom”. – Nie lubię, jak ktoś to robi, nie wiem, kim była ta kobieta i nie wiem, co miała w planach zrobić z tymi zdjęciami moich dzieci, więc troszeczkę się zdenerwowałam. No jeszcze ta sytuacja stresowa, gdzie praktycznie prawie potrącił samochód moje dziecko – dodała.

– W tym wywiadzie pani rzecznik też twierdziła, że dzieci, kiedy pani próbowała odejść stamtąd w stronę swojego domu, że dzieci nie chciały z panią iść. Jak to wyglądało z pani perspektywy? – pytał jeden z dziennikarzy.

– Dzieci były zdenerwowane i zestresowane całą sytuacją, więc szły do domu niechętnie, ale iść – szły. Jak mówiłam, że idziemy do domu, to szły do tego domu. Szły powoli, bo były przestraszone – mówiła kobieta.

– Pani rzecznik w tym wywiadzie opisała, że aż dzieci trzymały się szyby i tak bardzo nie chciały pójść – wtrącił dziennikarz.

– Nie trzymały żadnej szyby (…) To było tak, że otworzyłam klatkę czipem, weszliśmy na klatkę, dzieci pobiegły w stronę windy, żeby wezwać windę, to pani rzecznik się ze mną szarpała o drzwi do bloku – opisywała kobieta.

– Chciała wejść za mną, zobaczyć do jakiego lokalu wchodzę, pod jakim numerem mieszkania mieszkam. No ale nie weszła, można powiedzieć nie pozwoliłam jej – dodała.

Kobieta opisała, że po około dwóch godzinach od momentu powrotu do domu, odwiedził ich dzielnicowy.

Po „interwencji” RPD dzieci zostały zabrane z rodziny. Na tym jednak problemy się nie skończyły, bowiem właściciel mieszkania wypowiedział parze umowę, dając tydzień na opuszczenie lokalu. Aktualnie matka razem z dziećmi mieszka w ośrodku interwencji kryzysowej, a jej partner szuka nowego mieszkania dla rodziny. Mężczyzna podkreślał, że nie miał żadnych zaległości w opłatach, jednak do dziś nie dowiedział się jaki był powód wypowiedzenia umowy.

Z relacji kobiety wynika, że dzieci trafiły do placówki opiekuńczej 15 sierpnia. – W poniedziałek byliśmy w sądzie od 8 rano, o 14 była sprawa, o 17 dostaliśmy papier z sądu, że możemy odebrać dzieci – dodała.

Rodzice odnieśli się także do informacji medialnych o przemocowej przeszłości – niebieskiej karcie i wyroku za rozbój. Kobieta przyznała, że założono jej tzw. niebieską kartę, ale „z powodów mieszkaniowych”. – Po prostu warunki mieszkaniowe były zbyt złe na to, żeby dzieci tam się wychowywały, rozwijały i przebywały – powiedziała, wyjaśniając, że chodzi o inne mieszkanie, w którym mieszkała z babcią i bratem. Dodała, że karta została założona około dwa lata temu i nie miało to żadnego związku z przemocą.

Z kolei mężczyzna przyznał, że kilka lat temu odsiedział wyrok za sprawę, która także nie miała żadnego związku z przemocą, ani z dziećmi. Podkreślał też, że nie miał nic wspólnego z tzw. niebieską kartą swojej partnerki.

Para zaznaczyła także, że w trakcie odbierania im dzieci funkcjonariusze zapewnili, że ktoś z rodziny może zająć się opieką nad nimi, jednak – jak wynika z ich relacji – gdy babcia dzieci pojawiła się na miejscu, nie przekazano jej ich pod opiekę. – Pan komendant stwierdził, że nie i koniec, kropka – powiedziała kobieta.

http://nczas.info/2026/09/26/interwencja-hornej-cieslak-rodzice-ujawniaja-kulisy-odebrania-dzieci-zdjecia-z-ukrycia-i-szarpanie-o-drzwi-do-bloku/

#wiedzma #dzieci #rpd #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska

16

Czy sprawa miliona złotych dla fundacji syna Radosława Sikorskiego doczeka się wyjaśnienia? Wątpliwości budzą informacje sprzed kilku miesięcy, według których organizacja założona przez potomka szefa MSZ otrzymała potężne wsparcie finansowe z Fundacji Polskiej Rady Biznesu.

Pojawia się kluczowe pytanie o standardy i przejrzystość takich dotacji – czy każda fundacja w Polsce może liczyć na równie hojne traktowanie, czy może mamy do czynienia z wyjątkowym przywilejem? Potrzebna jest pełna transparentność w kwestii finansowania organizacji pozarządowych, szczególnie w kontekście powiązań z podmiotami zewnętrznymi. Czy to kolejny temat, który zostanie zamieciony pod dywan, czy doczekamy się konkretów?

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/899454496092288

#sikorski #nepotyzm #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska

16

Horna-Cieślak pod sąd? Jest zawiadomienie o popełnieniu przestępstwax.com

Zdjęcie

http://x.com/PK_GOV_PL/status/2103448180532588986

Zdjęcie

Prokuratura Krajowa poinformowała w piątek, że otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, m.in. przekroczenia uprawnień, przez rzecznika praw dziecka Monikę Horną-Cieślak.

Informację o zawiadomieniu PK opublikowała w serwisie X. Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia.

Zawiadomienie ma zostać rozpoznane przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie. Ma ono związek z interwencją dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki, opisaną w środę przez portal Zero.pl.

Według artykułu Monika Horna-Cieślak – będąc świadkiem ulicznego incydentu z udziałem dziecka – podjęła działania, które doprowadziły do przymusowego odebrania biologicznym rodzicom dwojga dzieci.

O złożeniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Horną-Cieślak poinformował m.in. poseł Paweł Jabłoński (Rozwój Plus).

„Prokuratura powinna bardzo pilnie zabezpieczyć całość dokumentacji i korespondencji między panią Rzecznik a jej pracownikami, policją, kuratorem i sądem. Powinno to nastąpić jeszcze dziś, tak aby nikt nie mógł nawet spróbować w jakikolwiek sposób mataczyć w tym zakresie” – napisał Jabłoński w serwisie X. „Prokurator powinien zwrócić się do Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie pani Rzecznik do odpowiedzialności karnej” – dodał.

Do opisanego przez portal Zero.pl zdarzenia doszło w sierpniu tego roku. Według portalu Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko i na nie krzyczała. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała, używając wulgarnych słów. O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która pod presją, jak twierdzi portal, wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci, co skutkowało umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Portal, powołując się na słowa sądu rodzinnego, podał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej», a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.

W rozmowie z PAP RPD odparła te zarzuty, tłumacząc, że działała w ramach swoich kompetencji, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, a rodzina, której dotyczyła interwencja, była znana służbom i była m.in. objęta procedurą Niebieskiej Karty.

W środę posłowie Rozwoju Plus, PiS oraz Konfederacji – w odpowiedzi na publikację – zapowiedzieli złożenie wniosków o odwołanie Hornej-Cieślak ze stanowiska RPD.

http://nczas.info/2026/09/25/horna-cieslak-pod-sad-jest-zawiadomienie-o-popelnieniu-przestepstwa/

#prokuratura #wiedzma #lewackiespierdolenie #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #dzieci

10

A jednak! Rząd Tuska wprowadza nowe przywileje dla homomałżeństw tylnymi drzwiaminczas.info

Zdjęcie

Rząd Tuska zatwierdza homomałżeństwa tylnymi drzwiami. Andrzej Domański zakomunikował, że osoby, które uzyskały transkrypcję aktu małżeństwa mogą spodziewać się pewnych przywilejów.

„Podpisałem dziś interpretację ogólną, która zapewnia, że osoby, które uzyskały transkrypcję aktu małżeństwa będą miały w polskich urzędach skarbowych takie same prawa i obowiązki podatkowe jak wszyscy małżonkowie” – poinformował minister finansów i gospodarki na platformie X.

I ruszył na wycieczki po mediach. – Chodzi o elementarną równość i sprawiedliwość. Chcemy, aby te prawa mogły być w efektywny sposób egzekwowane – powiedział w TVN24.

Do wpisu Domańskiego odniósł się szef gabinetu prezydenta Karola Nawrockiego Paweł Szefernaker, w którego ocenie interpretacja MF to niezgodna z konstytucją próba faktycznego zrównania małżeństwa ze związkami jednopłciowymi. „Bez ustawy, bez debaty, bez uczciwego powiedzenia Polakom, co naprawdę się dzieje” – podkreślił.

„Każdy ma prawo do prywatnego życia według własnych wyborów. Ale państwo ma obowiązek chronić porządek prawny i wspierać podatkowo małżeństwo, instytucję rodziny, trwałości i odpowiedzialności, a nie rozszerzać te same przywileje decyzją administracyjną na inne formy relacji. To jest wprowadzanie rewolucji światopoglądowej pieczątką ministra finansów” – napisał na X Szefernaker.

Decyzję Domańskiego krótko skomentował także Sławomir Mentzen z Konfederacji. „Do uchylenia w pierwszym dniu po zmianie rządu!” – napisał.

Resort finansów podał w komunikacie, że interpretacja została wydana w związku z wyrokiem TSUE, na mocy którego do polskiego rejestru stanu cywilnego są transkrybowane akty homomałżeństw, zawartych w innym państwie członkowskim UE.

MF przekazało, że osoby posługujące się transkrybowanym aktem małżeństwa będą mogły korzystać z ulg i preferencji podatkowych na takich samych zasadach, jakie muszą spełnić tradycyjne małżeństwa.

Resort dodał, że przy rozstrzyganiu takich spraw organ podatkowy będzie uwzględniał „przesłanki zastosowania danej ulgi lub nałożenia obowiązku, zasady ogólne prawa podatkowego i wszystkie istotne okoliczności sprawy”.

Jak wskazano w interpretacji, system podatkowy nadaje uprawnienia przysługujące małżonkom lub członkom ich rodzin, na przykład w zakresie preferencyjnych zasad opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn lub preferencyjnego opodatkowania w podatku dochodowym od osób fizycznych, czyli tzw. wspólnego rozliczenia.

Małżonkowie mogą też korzystać z gwarancji procesowych i ułatwień w życiu codziennym, m.in. możliwości zapłaty podatku za małżonka lub prawa do odmowy zeznań w charakterze świadka w sprawie dotyczącej małżonka.

Jednocześnie – jak wynika z interpretacji – przepisy nakładają na małżonków określone obowiązki, na przykład odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe małżonka.

Od 23 sierpnia obowiązuje rozporządzenie pozwalające na transkrypcję aktów małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Dzięki transkrypcji osobom tworzącym takie związki mają przysługiwać takie same prawa jak małżeństwom dwupłciowym zawartym w Polsce.

Pierwszą instytucją, która zobowiązała się respektować te prawa, był Zakład Ubezpieczeń Społecznych, a co za tym idzie, osoby, które zawarły związek małżeński za granicą, uznany przez polski urząd stanu cywilnego, mogą liczyć m.in. na szereg wypłacanych przez ZUS świadczeń – w tym na zasiłek opiekuńczy, który już teraz przysługuje w sytuacji, kiedy konieczne jest zaopiekowanie się chorym małżonkiem.

http://nczas.info/2026/09/25/a-jednak-rzad-tuska-wprowadza-nowe-przywileje-dla-homomalzenstw-tylnymi-drzwiami/

#lgbt #lpg #zboczency #usmiechnietakoalicja #usmiechnietakoalicja

11

Skandal z Moniką Horną-Cieślak. Zajączkowska-Hernik ostro do „kobiet koalicji Tuska”. „Co do cholery jest z wami nie tak?”x.com

http://x.com/EwaZajaczkowska/status/2103102860414038241

Zdjęcie

Polacy są oburzeni działaniami Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak. Ewa Zajączkowska-Hernik zwróciła z kolei uwagę na postawę kobiet w koalicji rządzącej, które wydają się nie okazywać zbytniego zbulwersowania całą sytuacją.

Ewa Zajączkowska-Hernik wyznała na X, iż „jest jej okrutnie wstyd” za „kobiety koalicji Tuska”.

„Zawsze pierwsze do wściekłego moralizowania, a gdy wybrany przez was Rzecznik Praw Dziecka z zemsty i bezpodstawnie (co orzekł sąd!) odbiera matce małe dzieci, które lądują w domu dziecka, to cisza jak makiem zasiał” – zauważyła polityk.

„Do czarnych marszy i latania z piorunami byłyście pierwsze, ale gdy trzeba bronić rodzinę przed przemocowym działaniem swojej urzędniczki, to chowacie głowę w piasek. Krzyczenie i szarpnięcie dziecka wybiegającego na ulicę to dla was zbrodnia, ale za aborcję to jeszcze przyklaśniecie. To jest wasza 'obrona’ kobiet i dzieci” – podkreśliła.

Następnie przypomniała, że gdy wybuchła „afera pedofilska w strukturach KO, a działaczka Koalicji Obywatelskiej razem z partnerem przez 12 lat znęcali się i gwałciła swoje dziecko, to żadna nie pisnęła nawet słowem”.

„Gdy prokuratura Żurka przez wiele miesięcy nie dawała aktu oskarżenia dla Wenezuelczyka, który w Toruniu brutalnie napadł i zabił 24-letnią Klaudię, to ani jeden piorun się nie pojawił. Gdy telewizja TVN24, którą trudno uznać za prawicową, opublikowała materiał, że rzeczniczka Horna-Cieślak znęca się psychicznie nad 20 pracownikami instytucji, to też próżno było was szukać” – wyliczała [pisownia oryg. – red. nczas].

„Tutaj oburzenia i telefonów do sędziów, czy prokuratorów jakoś nie było. Tylko wyciszanie spraw, zamiatanie ich pod dywan i udawanie, że wszystko w porządku. Co do cholery jest z wami nie tak?” – zapytała Ewa Zajączkowska-Hernik.

„Po dorwaniu się do władzy jedyne co macie do zaoferowania to worek ziemniaków dla mieszkańców DPS-u. Gdy widzę co wyprawiacie, to wiem, że jestem po właściwej stronie. Nie jesteście żadnymi reprezentantkami kobiet!” – podsumowała Zajączkowska-Hernik.

http://nczas.info/2026/09/24/skandal-z-monika-horna-cieslak-zajaczkowska-hernik-ostro-do-kobiet-koalicji-tuska-co-do-cholery-jest-z-wami-nie-tak/

#zajaczkowska #lewactwo #wiedzma #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #koalicjaobywatelska #lewactwo #kobieta

14

Rząd powie Wam, co jest prawdą. Tusk ma powołać Centrum ds. Walki z Dezinformacjąnczas.info

Zdjęcie

W najbliższych dniach premier Donald Tusk ma powołać rządowe Centrum ds. Walki z Dezinformacją, które m.in. na specjalnej stronie internetowej odnosić się będzie do najbardziej rozpowszechnionych narracji dezinformacyjnych – poinformował PAP wiceminister cyfryzacji Paweł Olszewski.

Centrum Walki z Dezinformacją ma być organem pomocniczo-doradczym rządu. W jego skład wejdą przedstawiciele poszczególnych ministerstw, takich jak MSWiA, MON i MSZ, ale też KPRM, rzecznika rządu, Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Komendy Głównej Policji, szefów służb specjalnych czy Prokuratora Krajowego. Będzie też możliwość dopraszania ekspertów, przedstawicieli organizacji pozarządowych i mediów.

Zarządzenie o powołaniu Centrum, jak poinformował PAP wiceminister cyfryzacji Paweł Olszewski, ma w najbliższych dniach podpisać premier Tusk. – Jeśli premier podpisze powołanie Centrum przeprowadzimy formalną drogę, powołanie szefa, zastępcy i sekretarza – powiedział PAP wiceminister cyfryzacji.

Według nieoficjalnych informacji to właśnie Olszewski, który opracował zasady, na jakich Centrum ma działać, jest głównym kandydatem na jego szefa.

– O tym, kto będzie szefem Centrum będzie decydował minister cyfryzacji, który wskaże go spośród członków kierownictwa. Ja się tym zajmuję, więc być może będę ja, ale pan premier Gawkowski może zdecydować inaczej – zaznaczył Olszewski.

Centrum będzie miało za zadanie m.in. opracowanie strategii walki z dezinformacją. Olszewski zapewnił PAP, że jest ona już prawie gotowa.

Zadaniem Centrum ds. Walki z Dezinformacją będzie też tworzenie i wydawanie komunikatów w sprawach dotyczących zidentyfikowanych działań dezinformacyjnych. Ma powstać także specjalna strona internetowa, na której Centrum będzie odnosić się do najbardziej rozpowszechnionych narracji.

– Chciałbym publikować reakcje na narracje dezinformacyjne, które pochodzą głównie ze strony Rosji i Białorusi – powiedział Olszewski. Zwrócił uwagę, że w walce z dezinformacją niezwykle ważna jest szybkość reagowania.

Do zadań rządowego Centrum Walki z Dezinformacją będzie również należało przygotowywanie informacji oraz opracowywanie rekomendacji dla administracji publicznej, dotyczących przeciwdziałania i zwalczania dezinformacji.

O planach powołania Centrum napisało jako pierwsze w czwartek Money.pl.

http://nczas.info/2026/09/24/rzad-powie-wam-co-jest-prawda-tusk-ma-powolac-centrum-ds-walki-z-dezinformacja/

#tusk #usmiechnietakoalicja #koalicjaobywatelska #klamcy

23

Hennig-Kloska twierdzi, że „ceny za tego rządu tylko taniały”. Sommer ostro: „Zobaczcie, jak kłamie w żywe oczy” [VIDEO]x.com

http://x.com/1972tomek/status/2102663364895994160

Paulina Hennig-Kloska w Kanale Zero przekonywała, że za obecnego rządu ceny energii spadały. Prowadzący rozmowę Robert Mazurek załamał się po usłyszeniu tych rewelacji. Z kolei redaktor naczeln „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer podkreślił, że Hennig-Kloska „kłamie w żywe oczy”.

– Czy to prawda, że średnio ceny wzrosną o 18 proc.? – zapytał prowadzący rozmowę Robert Mazurek.

Odpowiedź Hennig-Kloski była zdumiewająca. Jak twierdziła, „póki co ceny za tego rządu tylko taniały”.

– To są kompletne… – zaczął Mazurek, na co dokończyła za niego Hennig-Kloska.

– To nie są kompletne bzdury. Taniały, wystarczy, niech pan sobie włączy wykres. Nie mam dla pana prezentu, mam różne prezenty – kontynuowała Paulina Hennig-Kloska.

– Wydrukowała pani pół Internetu, ale tego jeszcze nie? – zażartował Mazurek.

Fragment z absurdalną teorią o rzekomych spadkach cen energii podał dalej z własnym komentarzem redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Zabaczcie jak kobieta od Hołowni kłamie w żywe oczy. Może ten lekarz od Hołowni powinien teraz do niej zadzwonić?” – zauważył Tomasz Sommer.

http://nczas.info/2026/09/23/hennig-kloska-twierdzi-ze-ceny-za-tego-rzadu-tylko-tanialy-sommer-ostro-zobaczcie-jak-klamie-w-zywe-oczy-video/

#idioci #lewackiespierdolenie #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #sommer #lewactwo #klamcy

12

„Wiedźma. Takich ludzi należy trzymać w więzieniach”. Mentzen grzmi po aferze Hornej-Cieślak, chce jej odwołaniax.com

http://x.com/SlawomirMentzen/status/2102671911482196277

Zdjęcie

Takich ludzi jak Horna-Cieślak należy trzymać w więzieniach, czy innych ośrodkach odosobnienia, a nie w urzędzie – komentuje głośną sprawę Sławomir Mentzen. Zapowiada, że Konfederacja rozpoczyna zbiórkę podpisów pod odwołaniem Hornej-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka.

Uliczna kłótnia, urażona duma Rzecznik Praw Dziecka i dwoje maluchów odebranych rodzicom. Tak w skrócie wygląda afera z udziałem Moniki Hornej-Cieślak, która uruchomiła urzędniczą machinę, by odegrać się na matce.

Sprawę opisał szeroko portal zero.pl. Choć policja, kurator i sąd rodzinny nie widzieli żadnych podstaw do interwencji ani zagrożenia dla dzieci, Horna-Cieślak uruchomiła wszelkie kontakty i całą urzędniczą machinę, spotkała się ze stołecznym komendantem policji i finalnie dopięła swego. Doprowadziła do zabrania dzieci z domu.

W międzyczasie były psy tropiące, absurdalne zarzuty o dwóch zamkniętych piwach, wyciąganie ojcu dawnych problemów z prawem. Na szczęście finalnie sąd rodzinny przywrócił dzieci rodzicom, a działania Hornej-Cieślak określił jako „przemoc instytucjonalną”. Niewątpliwie jednak horror i trauma pozostaną w rodzinie na długo. Zachęcamy do zapoznania się z całą szokującą historią w poniższym materiale:

Do sprawy odniósł się Sławomir Mentzen, jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość. Choć wokół Hornej-Cieślak już wcześniej narastało wiele kontrowersji, polityk wierzy, że tym razem uda się ją odwołać ze stanowiska.

„Ta wiedźma doprowadziła do zabrania dzieci w wieku 3 i 4 lat do domu dziecka, tylko dlatego, że została słusznie zwyzywana na ulicy przez ich matkę. Jako argument podała to, że policja znalazła w ich domu dwie zamknięte butelki piwa! Takich ludzi jak Horna-Cieślak należy trzymać w więzieniach, czy innych ośrodkach odosobnienia, a nie w urzędzie. Do dymisji!” – napisał Mentzen.

Zapowiedział zbiórkę podpisów pod odwołaniem Hornej-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka.

Podobne działania zapowiada również Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Wszystko wskazuje więc na to, że w tej sprawie polityczne podziały zejdą na dalszy plan.

http://nczas.info/2026/09/23/wiedzma-takich-ludzi-nalezy-trzymac-w-wiezieniach-mentzen-grzmi-po-aferze-hornej-cieslak-chce-jej-odwolania/

#wiedzma #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #mentzen #ko #koalicjaobywatelska #lewactwo

22

KŁAMCY Z NIERZĄDU.

Porównać wystarczy cenę baryłki w 2022 z obecną - NIŻSZĄ a paliwo dużo droższe. Gdzie trafia różnica???

http://www.facebook.com/share/v/1EXkq72cMA/

❗️W 2022 r. baryłka ropy w przeliczeniu na złotówki kosztowała 480 zł, a paliwo było na stacjach po 6,50 zł.

❗️Dzisiaj baryłka ropy kosztuje 380 zł, czyli o 100 zł taniej, a proszę spojrzeć, jakie są ceny na stacjach benzynowych.

❗️Prawda jest taka, że rząd jest nieudolny i próbuje w ten sposób łatać dziurę budżetową

Zdjęcie

#nierzad #usmiechnietakoalicja #ko #koalicjaobywatelska #paliwo

11

ZMIECIEMY ROSJĘ SAMI W 6 TYGODNI - Dron w pobliżu bazy obrony przeciwrakietowej. Oficer dyżurna zadzwoniła na 112. Mentzen: „Nasze państwo to mem”x.com

http://x.com/SlawomirMentzen/status/2102128911308017889

Nieuprawniony dron pojawił się w pobliżu amerykańskiej bazy obrony przeciwrakietowej w Redzikowie. Jak donosi Onet, reakcją na to zdarzenie był m.in. telefon oficer dyżurnej na numer alarmowy 112. Informację o bezzałogowym statku powietrznym potwierdził resort obrony.

Do zdarzenia doszło 15 września. Wykryty ok. kilometra od bazy w Redzikowie cywilny, bezzałogowy statek powietrzny nie stanowił żadnego zagrożenia dla obiektów bazy; był cały czas obserwowany przez wojskowe systemy obrony powietrznej – podał we wtorek MON.

Ministerstwo Obrony Narodowej podkreśliło w komunikacie na portalu X, że obserwacja obiektu odbywała się „pod pełną kontrolą”, a dron nie zbliżył się do obiektów newralgicznych bazy w Redzikowie.

W poniedziałek wieczorem portal Onet poinformował, że 15 września w pobliżu amerykańskiej bazy obrony przeciwrakietowej w Redzikowie wykryto nieuprawniony bezzałogowy statek powietrzny. Według portalu, zamiast jego neutralizacji lub zestrzelenia, wojsko uruchomiło procedury, w ramach których oficer dyżurna z jednostki zadzwoniła m.in. na numer alarmowy 112.

„W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami na temat rzekomego przebywania drona nad bazą amerykańską w Polsce informujemy, że wykryty ok. km od bazy w Redzikowie cywilny, bezzałogowy statek powietrzny nie stanowił żadnego zagrożenia dla obiektów bazy i był cały czas obserwowany przez wojskowe systemy obrony powietrznej” – podkreślił MON.

Ministerstwo podało, że dron nie operował nad amerykańską bazą, lecz jego lot „odbywał się z naruszeniem strefy, w której obowiązuje zakaz lotów bezzałogowych statków powietrznych”. Oprócz wykrycia drona zidentyfikowane zostało także miejsce przebywania jego operatora – dodał MON.

„Zgodnie z obowiązującymi w Siłach Zbrojnych RP procedurami o zdarzeniu zostały poinformowane instytucje i służby, w tym Policja. Obserwacja obiektu odbywała się pod pełną kontrolą, dron nie zbliżył się do obiektów newralgicznych bazy w Redzikowie” – podkreśliło ministerstwo.

Sprawę drona i zaalarmowania Policji skomentował krótko na portalu X lider Konfederacji Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen.

„Dzisiaj nad bazą w Redzikowie latał nieuprawniony dron.

Mamy tam cały batalion ochrony. 800 żołnierzy. Ich jedynym zadaniem jest ochrona tej bazy.

Gdy wleciał dron, oficer dyżurny zadzwonił na 112.

Utrzymujemy 800 żołnierzy, a oni dzwonią na policję.

Nasze państwo to mem” – napisał.

„Poprawka: oficer dyżurna zadzwoniła na 112” – dodał w komentarzu.

http://nczas.info/2026/09/22/dron-w-poblizu-bazy-obrony-przeciwrakietowej-oficer-dyzurna-zadzwonila-na-112-mentzen-nasze-panstwo-to-mem/

#mentzen #Polska #obronnosc #usmiechnietakoalicja

14

Burza w Sejmie. Mentzen wyszedł na mównicę i się zaczęło. „Ucieczka do Rumunii albo do Berlina” [VIDEO]x.com

http://x.com/SlawomirMentzen/status/2100848585096966456

Z czym Wy jesteście gotowi? Nic nie mamy – mówił w Sejmie lider Konfederacji Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen w kontekście przygotowania państwa polskiego do konfliktu. W czasie wystąpienia prezesa Nowej Nadziei podniosła się wrzawa w ławach sejmowych.

Sejm w piątek, po godz. 9 wznowił obrady. Posłowie mają między innymi wybrać nowego wicemarszałka Sejmu. Zgłoszone są dwie kandydatury Marcina Ociepy zgłoszonego przez klub PiS oraz Marcina Horały zaproponowanego przez klub Rozwój Plus.

Sejm będzie też głosował nad projektem ustawy ws ratyfikacji traktatu polsko-brytyjskiego. Początek obrad to jednak czas wniosków formalnych. Na swoje wystąpienie wykorzystał go lider Konfederacji WiN Sławomir Mentzen, który zarządził rządowi brak przygotowania Polski do konfliktu.

– Ten rząd regularnie powtarza, że jesteśmy gotowi, a może nawet absolutnie gotowi do konfliktu. Z czym Wy jesteście gotowi? – zaczął Mentzen

– Mamy amunicji artyleryjskiej dosłownie na kilka dni wojny, śladowe ilości obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej, nieprzeszkolone rezerwy. Jesteśmy ostatnim krajem graniczącym z Rosją, który nie przywrócił powszechnych szkoleń wojskowych – powiedział.

– Nie mamy obrony cywilnej, nie mamy schronów, nic nie mamy – stwierdził poseł.

Wówczas na sali sejmowej dało się słyszeć okrzyki „mamy”. – Gdzie ją macie? Dla ilu procent ludzi jest ochrona? Dla ilu procent ludzi są gotowe schrony? Nie ma tego – odparł Mentzen.

– Nie jesteście do niczego gotowi i okłamujecie Polaków. Jedyna rzecz, do której jesteście gotowi i co macie nawet przećwiczone, to ucieczka do Rumunii albo do Berlina – podsumował lider Konfederacji.

Kiedy Mentzen kończył swoje wystąpienie, któryś z posłów rzucił: „co Ty gadasz za głupoty”.

http://nczas.info/2026/09/18/burza-w-sejmie-mentzen-wyszedl-na-mownice-i-sie-zaczelo-ucieczka-do-rumunii-albo-do-berlina/

#usmiechnietakoalicja #mentzen #wojna

17

PAŃSTWO Z DYKTY - Szef MON nie widział raportu CIA, na który powołuje się Tusk [+VIDEO]kresy.pl

http://x.com/chrzanikx/status/2099968048941629684

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że nie zapoznał się z raportem szefa CIA Johna Ratcliffa, który otrzymał premier Donald Tusk. Zapewnił jednak, że informacje dotyczące zagrożeń dla Polski i państw bałtyckich są przekazywane na bieżąco.

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział na antenie Polsat News, że nie zapoznał się osobiście z raportem szefa CIA Johna Ratcliffa, który otrzymał premier Donald Tusk. Zaznaczył jednak, że zna informacje dotyczące opisywanych w nim zagrożeń.

10 września Tusk przekazał, że otrzymał od dyrektora CIA raport dotyczący możliwych wydarzeń w najbliższych miesiącach. Premier mówił wówczas, że Polska i Europa powinny być przygotowane na różne scenariusze dotyczące zarówno wojny rosyjsko-ukraińskiej, jak i sytuacji na wschodniej flance Unii Europejskiej.

Zapytany, czy widział dokument, Kosiniak-Kamysz odpowiedział: „Nie, nie widziałem tego raportu”.

Dopytywany, czy zna jego treść, szef MON wskazał na bieżącą wymianę informacji w ramach rządu.

„Rozmawialiśmy z ministrem Siemoniakiem, choćby na komitecie bezpieczeństwa. To są informacje, które są na bieżąco przekazywane” – stwierdził.

Prowadząca rozmowę zapytała następnie, czy są to informacje „bardzo niepokojące”.

„One dotyczą zagrożenia bezpieczeństwa krajów bałtyckich, Polski. To są informacje, które nie są pierwsze i pewnie nieostatnie w tym względzie” – odpowiedział Kosiniak-Kamysz.

http://kresy.pl/wydarzenia/szef-mon-nie-widzial-raportu-cia-na-ktory-powoluje-sie-tusk-video/

#cia #Polska #mon #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

9

TAK SIĘ SZYKUJEMY DO WOJNY - Media: Ukraina może otrzymać z Polski pociski do systemu Patriotkresy.pl

Polska przygotowuje kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 50 mln euro. Według „Rzeczpospolitej” może on obejmować także niewielką liczbę pocisków do systemu Patriot.

Polska przygotowuje pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy o wartości 50 mln euro, który ma obejmować m.in. środki obrony powietrznej. O planowanej pomocy poinformował wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski.

Według nieoficjalnych ustaleń „Rzeczpospolitej”, powołującej się na źródła rządowe i wojskowe, w pakiecie może znaleźć się również kilka pocisków przeznaczonych do systemu Patriot. Dziennik podał, że tego rodzaju dostawy są konsultowane z państwami NATO, w tym ze Stanami Zjednoczonymi.

O możliwość przekazania rakiet zapytano również dowódcę operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. pil. dr. Ireneusza Nowaka.

„Do tej liczby, która została zadeklarowana, to tak” – odpowiedział generał. Zaznaczył przy tym, że liczba pocisków pozostaje niejawna i ma być niewielka.

Ministerstwo Obrony Narodowej przekazało gazecie, że „granicą skali wsparcia dla Ukrainy jest bezpieczeństwo państwa polskiego i zasoby sił zbrojnych, które określa szef Sztabu Generalnego”.

Resort podkreślił również, że pomoc obejmuje sprzęt wycofywany z użycia przez polskie Siły Zbrojne, który nie byłby już wykorzystywany przez polskie wojsko, a „może z pożytkiem być używany na Ukrainie”.

Kilka dni wcześniej „The Economist” informował, że ukraińskiej obronie powietrznej zaczyna brakować kilku kluczowych typów amerykańskich rakiet. Szczególnie trudna sytuacja ma dotyczyć pocisków PAC-3 używanych przez systemy Patriot. Według brytyjskiego tygodnika ich zapasy na Ukrainie są niemal wyczerpane. Pociski te są jednym z podstawowych środków wykorzystywanych do zwalczania rosyjskich rakiet balistycznych.

Problemy dotyczą także pocisków AIM-120 i AIM-9 używanych przez ukraińskie F-16 do zwalczania rosyjskich pocisków manewrujących i dronów. Rosnące zużycie amunicji ma być związane m.in. ze wzrostem liczby szybkich rosyjskich bezzałogowców. Według wcześniejszych doniesień, z powodu niedoborów rakiet ukraińscy piloci coraz częściej mają zwalczać niektóre cele przy użyciu pokładowych działek.

W odpowiedzi część państw europejskich zapowiedziała dalsze dostawy uzbrojenia przeciwlotniczego. Niemcy zadeklarowały przekazanie kolejnych pocisków PAC-2 do Patriotów z zapasów Bundeswehry, natomiast Wielka Brytania przeznaczyła 100 mln funtów na wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej. Pomoc ma obejmować również pociski do systemów Patriot.

Równocześnie państwa Unii Europejskiej zgodziły się na przeznaczenie 3,2 mld euro na zakup pocisków do Patriotów dla Ukrainy. Komisja Europejska informowała, że część środków ma zostać wykorzystana m.in. na pociski PAC-3. Perspektywy szybkiego uzupełnienia zapasów pozostają jednak ograniczone ze względu na możliwości produkcyjne i zapotrzebowanie innych państw.

http://kresy.pl/wydarzenia/media-ukraina-moze-otrzymac-z-polski-pociski-do-systemu-patriot/

#Polska #rozdawnictwo #uzbrojenie #bron #ukraina #usmiechnietakoalicja #koalicjaobywatelska

6

Uśmiechnięta władza. Minister zdrowia nie chciała powiedzieć, gdzie zarobiła ponad 700 tysięcy złotychx.com

Zdjęcie

http://x.com/S_Lukaszewicz/status/2071925088237035574

„Wirtualna Polska” przeprowadziła wywiad z minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą. W toku rozmowy o aferach dotyczących gigantycznych zarobków lekarzy z naszych pieniędzy wyszło, że minister zarobiła w ubiegłym roku ponad 700 tys. zł i nie chciała ujawnić, z jakiego tytułu.

Komentując aferę w Szpitalu Południowym minister Sobierańska-Grenda zapewniła, że nie była na urlopie, gdy ta wybuchła.

– Zakres kontroli, który mógł być w gestii ministra zdrowia, pojawił się w doniesieniach medialnych wieczorem 23 czerwca. Już następnego dnia zleciłam kontrolę konsultantowi krajowemu ds. ratownictwa medycznego. Dokładnie wiem, jakie zakresy kontroli i interwencji wobec podmiotów leczniczych należą do ministra zdrowia. W tej sprawie uruchomiono trzy kontrole: najpierw zrobił to nadzór właścicielski szpitala, następnie – od 15 czerwca – Narodowy Fundusz Zdrowia, a na końcu Ministerstwo Zdrowia – powiedziała minister.

Dodała, że najistotniejsze dla niej były informacje z 23 czerwca, „które dotyczyły kwestii medycznych i stały się podstawą do podjęcia kontroli i to się zadziało natychmiast”. Unikała też odpowiedzi na pytanie, jakie miała odczucia i pierwsze przemyślenia, gdy wyszło na jaw, że „koordynatorem SOR-u jest lekarz bez specjalizacji”.

Minister zapytano też, czy można cokolwiek zrobić z chorymi ilościami rzekomej pracy lekarzy.

– Dziś nie ma górnego limitu godzin pracy. A na dodatek, w przypadku tej historii mamy do czynienia z umowami B2B, zawieranymi z przedsiębiorcą. Ta sytuacja pokazuje, że powinniśmy wspólnie z samorządami zawodowymi rozważyć możliwość ustawowego wprowadzenia bezpiecznych limitów czasu pracy personelu medycznego. Obecnie nawet kontroler NFZ czy innej jednostki może najwyżej stwierdzić, że liczba godzin jest duża, ale w świetle dzisiejszych przepisów nie jest w stanie uznać jej za nieprawidłową. I chyba czas powiedzieć, że to wymaga doregulowania – oceniła i potwierdziła, że „idziemy właśnie w tym kierunku”.

– Chcę też podkreślić, że nie było wcześniej żadnych niepokojących sygnałów kierowanych do Ministerstwa Zdrowia dotyczących Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Południowym. Trudno mi się ustosunkować do tego, co się działo w innych instytucjach, które są odpowiedzialne za nadzór – dodała minister zdrowia.

Na pytanie o „salonik VIP” minister Sobierańska-Grenda odpowiedziała, że obecnie toczy się kontrola w tej sprawie. Nie są znane żadne nazwiska osób, które by z „saloniku” korzystały. Wyniki kontroli mogą być znane w ciągu około półtora miesiąca.

W wywiadzie poruszono też kwestię zarobków lekarzy oraz samej minister.

– Skoro zaglądamy lekarzom do portfeli, to ja przepraszam za wścibstwo, ale zajrzę do pani. W ostatnim oświadczeniu majątkowym ma pani pozycję „inne osiągnięte dochody” – 725 tys. zł. Dlaczego nie napisała pani konkretnie, co się na nią składa? – zapytał Paweł Buczkowski.

– Przez całe swoje życie zawodowe składam oświadczenia majątkowe, moje zarobki są znane powszechnie. I tym razem również wypełniłam je dokładnie w taki sposób, jak jestem do tego zobligowana – odpowiedziała ogólnikowo minister Jolanta Sobierańska-Grenda.

– To proszę powiedzieć wprost: co składa się na te 725 tysięcy? – dopytywał.

– Upubliczniłam swoje oświadczenie majątkowe. Nie jestem posłem ani senatorem. Od wszystkich moich dochodów płacę podatki, w normalnych progach podatkowych. To jest rzetelnie podany dochód – przekonywała dalej.

– To nie jest trudne pytanie. Skąd te 725 tysięcy złotych? – nie dawał za wygraną, lecz minister nie chciała odpowiedzieć na pytanie, rzucając tylko, że „wszystko jest jawne” i pieniądze te są „z rzetelnie i uczciwie wykonywanej pracy, czy to w roli radcy prawnego, zarządzającego czy wykładowcy”.

Ten wątek wzbudził spore zainteresowanie w mediach społecznościowych.

„Minister zdrowia zarobiła ponad 700 tys. zł w 2025 r., ale nie powie u kogo i za co (część za zarządzanie szpitalami, ale tylko część), bo – jak twierdzi – nie musi. Świetny standard” – skomentował na X Patryk Słowik z zero.pl.

Do wywiadu odniósł się także poseł Sebastian Łukaszewicz.

„Pani minister nie chce powiedzieć, za co zarobiła setki tysięcy? To ja przypomnę fragment tej układanki, który poskutkował tym, że prokuratura w Białymstoku prowadzi śledztwo po zawiadomieniu moim i @artur_kosicki. W ramach umowy z @wojpodlaskie przytuliła ok. 128 tys. zł, z czego część zgarnęła za okres od 23 do 31 grudnia – na szybko, byle przed końcem roku” – napisał na X.

„Pracowała przy politycznym planie 'konsolidacji’ podlaskich szpitali, czyli w praktyce – zwijania ich. Plan upadł dopiero po ogromnych protestach mieszkańców i pracowników. Ale za ten eksperyment pani minister zdążyła przytulić pieniądze” – dodał.

http://nczas.info/2026/07/01/usmiechnieta-wladza-minister-zdrowia-nie-chciala-powiedziec-gdzie-zarobila-ponad-700-tysiecy-zlotych/

#ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

16

Smród wokół Trzaskowskiego. Cały zarząd Warszawskiego Szpitala Południowego odwołanynczas.info

Cały zarząd Warszawskiego Szpitala Południowego właśnie został odwołany – poinformował w czwartek po południu na portalu X prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. To ten szpital, w którym skromne 1,6 mln zł w rok wyssał lekarz i polityk KO Dawid Kacprzyk. To też on organizował leczenie bez kolejki dla zaprzyjaźnionych polityków z otoczenia Tuska i Trzaskowskiego.

Trzaskowski poinformował, że nową prezes szpitala zostanie Aneta Gomółka-Siembora, którą przedstawił jako specjalistkę z zakresu audytów i kontroli zarządczej w ochronie zdrowia oraz zamówień publicznych. Dotychczas szpitalem zarządzała Anna Łukasik, była wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL.

Prezydent Warszawy twierdzi teraz, że wszystkie wątpliwości wokół Szpitala Południowego „muszą zostać wyjaśnione dogłębnie i transparentnie”.

„W toku ustaleń wyciągamy konsekwencje – także personalne. Kolejne decyzje niebawem. Będę o nich Państwa na bieżąco informował” – napisał Trzaskowski.

Przypomnijmy, że podczas kampanii prezydenckiej w 2025 roku Trzaskowski chełpił się, że wybudował Szpital Południowy i że sam zarządza dziesięcioma warszawskimi szpitalami.

– Państwo przez cały czas opowiadacie o tym, co powinno się zrobić, natomiast ja zarządzam dziesięcioma szpitalami. W ogóle wybudowałem jeden szpital od podstaw, szpital południowy, więc tutaj nie chodzi o to, żeby o tym mówić, tylko to trzeba po prostu robić – mówił Trzaskowski, odpowiadając na jedno z pytań Mentzena.

Szpital Południowy złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szpitala w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Prokuratura bada już tę sprawę z urzędu.

Na informacje o Kacprzyku zareagowała Nacz#elna Izba Lekarska – w poniedziałek złożyła zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w jego sprawie. Zarzut dotyczy opuszczenia dyżuru medycznego. Z medialnych doniesień wynika, że grafik lekarza pokrywał się z jego wystąpieniami w TVP czy w Senacie.

http://nczas.info/2026/06/18/smrod-wokol-trzaskowskiego-caly-zarzad-warszawskiego-szpitala-poludniowego-odwolany/

#trzaskowski #szpital #ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

11