Uśmiechnięta władza. Minister zdrowia nie chciała powiedzieć, gdzie zarobiła ponad 700 tysięcy złotychx.com

Zdjęcie

http://x.com/S_Lukaszewicz/status/2071925088237035574

„Wirtualna Polska” przeprowadziła wywiad z minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą. W toku rozmowy o aferach dotyczących gigantycznych zarobków lekarzy z naszych pieniędzy wyszło, że minister zarobiła w ubiegłym roku ponad 700 tys. zł i nie chciała ujawnić, z jakiego tytułu.

Komentując aferę w Szpitalu Południowym minister Sobierańska-Grenda zapewniła, że nie była na urlopie, gdy ta wybuchła.

– Zakres kontroli, który mógł być w gestii ministra zdrowia, pojawił się w doniesieniach medialnych wieczorem 23 czerwca. Już następnego dnia zleciłam kontrolę konsultantowi krajowemu ds. ratownictwa medycznego. Dokładnie wiem, jakie zakresy kontroli i interwencji wobec podmiotów leczniczych należą do ministra zdrowia. W tej sprawie uruchomiono trzy kontrole: najpierw zrobił to nadzór właścicielski szpitala, następnie – od 15 czerwca – Narodowy Fundusz Zdrowia, a na końcu Ministerstwo Zdrowia – powiedziała minister.

Dodała, że najistotniejsze dla niej były informacje z 23 czerwca, „które dotyczyły kwestii medycznych i stały się podstawą do podjęcia kontroli i to się zadziało natychmiast”. Unikała też odpowiedzi na pytanie, jakie miała odczucia i pierwsze przemyślenia, gdy wyszło na jaw, że „koordynatorem SOR-u jest lekarz bez specjalizacji”.

Minister zapytano też, czy można cokolwiek zrobić z chorymi ilościami rzekomej pracy lekarzy.

– Dziś nie ma górnego limitu godzin pracy. A na dodatek, w przypadku tej historii mamy do czynienia z umowami B2B, zawieranymi z przedsiębiorcą. Ta sytuacja pokazuje, że powinniśmy wspólnie z samorządami zawodowymi rozważyć możliwość ustawowego wprowadzenia bezpiecznych limitów czasu pracy personelu medycznego. Obecnie nawet kontroler NFZ czy innej jednostki może najwyżej stwierdzić, że liczba godzin jest duża, ale w świetle dzisiejszych przepisów nie jest w stanie uznać jej za nieprawidłową. I chyba czas powiedzieć, że to wymaga doregulowania – oceniła i potwierdziła, że „idziemy właśnie w tym kierunku”.

– Chcę też podkreślić, że nie było wcześniej żadnych niepokojących sygnałów kierowanych do Ministerstwa Zdrowia dotyczących Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Południowym. Trudno mi się ustosunkować do tego, co się działo w innych instytucjach, które są odpowiedzialne za nadzór – dodała minister zdrowia.

Na pytanie o „salonik VIP” minister Sobierańska-Grenda odpowiedziała, że obecnie toczy się kontrola w tej sprawie. Nie są znane żadne nazwiska osób, które by z „saloniku” korzystały. Wyniki kontroli mogą być znane w ciągu około półtora miesiąca.

W wywiadzie poruszono też kwestię zarobków lekarzy oraz samej minister.

– Skoro zaglądamy lekarzom do portfeli, to ja przepraszam za wścibstwo, ale zajrzę do pani. W ostatnim oświadczeniu majątkowym ma pani pozycję „inne osiągnięte dochody” – 725 tys. zł. Dlaczego nie napisała pani konkretnie, co się na nią składa? – zapytał Paweł Buczkowski.

– Przez całe swoje życie zawodowe składam oświadczenia majątkowe, moje zarobki są znane powszechnie. I tym razem również wypełniłam je dokładnie w taki sposób, jak jestem do tego zobligowana – odpowiedziała ogólnikowo minister Jolanta Sobierańska-Grenda.

– To proszę powiedzieć wprost: co składa się na te 725 tysięcy? – dopytywał.

– Upubliczniłam swoje oświadczenie majątkowe. Nie jestem posłem ani senatorem. Od wszystkich moich dochodów płacę podatki, w normalnych progach podatkowych. To jest rzetelnie podany dochód – przekonywała dalej.

– To nie jest trudne pytanie. Skąd te 725 tysięcy złotych? – nie dawał za wygraną, lecz minister nie chciała odpowiedzieć na pytanie, rzucając tylko, że „wszystko jest jawne” i pieniądze te są „z rzetelnie i uczciwie wykonywanej pracy, czy to w roli radcy prawnego, zarządzającego czy wykładowcy”.

Ten wątek wzbudził spore zainteresowanie w mediach społecznościowych.

„Minister zdrowia zarobiła ponad 700 tys. zł w 2025 r., ale nie powie u kogo i za co (część za zarządzanie szpitalami, ale tylko część), bo – jak twierdzi – nie musi. Świetny standard” – skomentował na X Patryk Słowik z zero.pl.

Do wywiadu odniósł się także poseł Sebastian Łukaszewicz.

„Pani minister nie chce powiedzieć, za co zarobiła setki tysięcy? To ja przypomnę fragment tej układanki, który poskutkował tym, że prokuratura w Białymstoku prowadzi śledztwo po zawiadomieniu moim i @artur_kosicki. W ramach umowy z @wojpodlaskie przytuliła ok. 128 tys. zł, z czego część zgarnęła za okres od 23 do 31 grudnia – na szybko, byle przed końcem roku” – napisał na X.

„Pracowała przy politycznym planie 'konsolidacji’ podlaskich szpitali, czyli w praktyce – zwijania ich. Plan upadł dopiero po ogromnych protestach mieszkańców i pracowników. Ale za ten eksperyment pani minister zdążyła przytulić pieniądze” – dodał.

http://nczas.info/2026/07/01/usmiechnieta-wladza-minister-zdrowia-nie-chciala-powiedziec-gdzie-zarobila-ponad-700-tysiecy-zlotych/

#ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

16

Smród wokół Trzaskowskiego. Cały zarząd Warszawskiego Szpitala Południowego odwołanynczas.info

Cały zarząd Warszawskiego Szpitala Południowego właśnie został odwołany – poinformował w czwartek po południu na portalu X prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. To ten szpital, w którym skromne 1,6 mln zł w rok wyssał lekarz i polityk KO Dawid Kacprzyk. To też on organizował leczenie bez kolejki dla zaprzyjaźnionych polityków z otoczenia Tuska i Trzaskowskiego.

Trzaskowski poinformował, że nową prezes szpitala zostanie Aneta Gomółka-Siembora, którą przedstawił jako specjalistkę z zakresu audytów i kontroli zarządczej w ochronie zdrowia oraz zamówień publicznych. Dotychczas szpitalem zarządzała Anna Łukasik, była wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL.

Prezydent Warszawy twierdzi teraz, że wszystkie wątpliwości wokół Szpitala Południowego „muszą zostać wyjaśnione dogłębnie i transparentnie”.

„W toku ustaleń wyciągamy konsekwencje – także personalne. Kolejne decyzje niebawem. Będę o nich Państwa na bieżąco informował” – napisał Trzaskowski.

Przypomnijmy, że podczas kampanii prezydenckiej w 2025 roku Trzaskowski chełpił się, że wybudował Szpital Południowy i że sam zarządza dziesięcioma warszawskimi szpitalami.

– Państwo przez cały czas opowiadacie o tym, co powinno się zrobić, natomiast ja zarządzam dziesięcioma szpitalami. W ogóle wybudowałem jeden szpital od podstaw, szpital południowy, więc tutaj nie chodzi o to, żeby o tym mówić, tylko to trzeba po prostu robić – mówił Trzaskowski, odpowiadając na jedno z pytań Mentzena.

Szpital Południowy złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szpitala w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Prokuratura bada już tę sprawę z urzędu.

Na informacje o Kacprzyku zareagowała Nacz#elna Izba Lekarska – w poniedziałek złożyła zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w jego sprawie. Zarzut dotyczy opuszczenia dyżuru medycznego. Z medialnych doniesień wynika, że grafik lekarza pokrywał się z jego wystąpieniami w TVP czy w Senacie.

http://nczas.info/2026/06/18/smrod-wokol-trzaskowskiego-caly-zarzad-warszawskiego-szpitala-poludniowego-odwolany/

#trzaskowski #szpital #ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

11

Skrucha na pokaz! Kacprzyk gorączkowo „koryguje” kilkadziesiąt faktur, czym przyznaje, że doił systemnczas.info

Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz-milioner bez pełnej specjalizacji i radny Koalicji Obywatelskiej, zwrócił Warszawskiemu Szpitalowi Południowemu 500 tysięcy złotych. Stało się tak za sprawą „skorygowania” 33 faktur. Mamy do czynienia z rozpaczliwą próbą ugaszenia medialnego pożaru przelewem.

O gigantycznych zarobkach młodego lekarza z legitymacją partyjną od kilku dni mówią niemal wszyscy. Sprawy już tak łatwo nie dało zamieść się pod dywan, choć na początku jeszcze wykonywano jedynie pozorne ruchy.

Smród afery stał się jednak nie do zniesienia, więc partyjna góra bez skrupułów rzuciła Kacprzyka na pożarcie. Oczywiście opinii publicznej sprzedano bajeczkę o jego „dobrowolnej rezygnacji” z szeregów KO, ale prawdziwy kabaret zaczął się chwilę później. Nagle cała wierchuszka zapadła na syndrom zbiorowej amnezji – dziś, kogo by nie zapytać, nikt rzekomo nie kojarzy tego człowieka, choć wielu z nich jeszcze chwilę temu ochoczo korzystało u Kacprzyka z VIP-owskiej, szybkiej ścieżki leczenia.

Tymczasem w szpitalu trwa audyt i są już pierwsze jego wyniki. „Od 15 czerwca Dawid Kacprzyk skorygował 33 faktury, obejmujące okres od 31 stycznia 2025 r. do 16 czerwca 2026 r. i na konto szpitala zwrócił 0,5 mln zł” – czytamy w komunikacie.

To najwyraźniej nie wystarczy, bo placówka poinformowała, że kieruje zawiadomienie do prokuratury, która to już wcześniej informowała, że podejmie śledztwo z urzędu, ale z innego paragrafu.

„W następstwie dotychczasowych ustaleń audytu szpital złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szpitala w celu osiągnięcia korzyści majątkowej” – ogłosił szpital.

Skoro Kacprzyk po wybuchu afery gorączkowo „koryguje” swoje faktury, to de facto przyznaje, że wcześniej po prostu doił system. Pamiętajmy jednak, że nie mógł być w tym sam. Ktoś te faktury przyjmował, autoryzował, podpisywał przelewy. Ciekawa w tym kontekście jest także grobowa cisza dyrektor szpitala Anny Łukasik. Czy była wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL nie widziała, co dzieje się na jej własnym podwórku, czy może wolała nie przeszkadzać w interesach partyjnych?

No i czy ten nagły zwrot pieniędzy to szczery akt skruchy, czy jedynie wyrachowany zabieg z podręcznika zarządzania kryzysowym pożarem? Oczywiście z tą skruchą żartujemy. Wiadomo przecież, że w polityce jedynym powodem uderzenia się w pierś jest strach przed możliwymi konsekwencjami (prawnymi lub wyborczymi), a zwracana gotówka to po prostu cena, jaką płaci się za próbę ocalenia resztek układu.

http://nczas.info/2026/06/18/skrucha-na-pokaz-kacprzyk-goraczkowo-koryguje-kilkadziesiat-faktur-i-przyznaje-ze-doil-system/

#lekarz #szpital #nepotyzm #ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

7

Wszystkie umowy wypowiedziane. Dawid Kacprzyk odchodzi ze Szpitala Południowego w Warszawienczas.info

Dawid Kacprzyk nie pracuje już w Warszawskim Szpitalu Południowym. Po nagłośnieniu szeregu afer, dyrekcja miejskiej placówki rozwiązała z nim wszystkie umowy.

Jak podało Polskie Radio RDC, wszystkie umowy z Kacprzykiem zostały rozwiązane, a jego nazwisko usunięto ze strony internetowej szpitala. Lekarz miał także zawiesić dyżury w Szpitalu Bródnowskim, w którym też jest zatrudniony.

Informację potwierdziła Marta Wojtach, kierownik działu promocji zdrowia Warszawskiego Szpitala Południowego. „Informujemy, że umowy zawarte pomiędzy Warszawskim Szpitalem Południowym Sp. z o.o. a lekarzem Dawidem Kacprzykiem zostały wypowiedziane przez spółkę” – przekazała portalowi tvn24.pl.

Decyzja taka zapadła, bo wokół Kacprzyka i Warszawskiego Szpitala Południowego zrobił się za duży „smród”. Zaczęło się od oświadczenia majątkowego 28-letniego lekarza i radnego Koalicji Obywatelskiej dzielnicy Ursus, w którym wykazał przychód za 2025 rok w wysokości 1,6 mln zł tylko z tytułu koordynowania SOR-em w tej placówce.

Tę burzę Kacprzyk jeszcze przetrwał. Potem okazało się, że – jak ujawnił portal zero.pl – Kacprzyk pracował średnio 331 godzin miesięcznie tylko w Szpitalu Południowym. Żeby wykręcić taki wynik, musiałby pracować po 11 godzin dziennie, 365 dni w roku, bez ani jednego dnia wolnego. Mało tego, według oficjalnych dokumentów potrafił dyżurować bez przerwy przez 96 godzin. Do tego łapał fuchy w kilku innych państwowych warszawskich placówkach medycznych.

Dla wielu już w tym momencie stało się jasne, że coś tutaj jest grubymi nićmi szyte. A jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy portal zero.pl zestawił oficjalne dyżury Kacprzyka ze Szpitala Południowego z jego aktywnością polityczno-medialną. Okazało się, że gdy chłopak według papierów ratował ludzkie życie, w tym czasie brylował w studiu TVP3 Warszawa, spotykał się z marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską czy głosował w wyborach i prowadził polityczną kampanię KO w sieci.

Po tej informacji Kacprzyk chwiał się na nogach. Bohatersko zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, ale lekarzem w Szpitalu Południowym, którego dyrektorem jest była wiceminister zdrowia rządu PO-PSL Anna Łukasik, wciąż pozostawał.

Kolejny dzień przyniósł kolejną aferę. Tym razem okazało się, że Kacprzyk, zarządzając SOR-em, podzielił pacjentów na tych z ulicy i tych z salonów. W placówce funkcjonowała nieoficjalna ścieżka VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. Działacze partii byli obsługiwani poza kolejnością w specjalnie wydzielonym, komfortowym pokoju, podczas gdy zwykli pacjenci czekali godzinami na pomoc.

Tej burzy Kacprzyk już nie przetrwał i szpital poinformował o jego zwolnieniu. Pytanie, czy przy okazji nie powinien zostać aresztowany, jeśli oczywiście złamał prawo.

http://nczas.info/2026/06/17/wszystkie-umowy-wypowiedziane-dawid-kacprzyk-odchodzi-ze-szpitala-poludniowego-w-warszawie/

#szpital #nepotyzm #usmiechnietakoalicja #ko #koalicjaobywatelska

7

Jeżeli Trzaskowski będzie się wypierał odpowiedzialności za patologię w szpitalu południowym w Warszawie, to warto przypomnieć, jak rok temu chwalił się, że to ON OSOBIŚCIE zarządza szpitalami, a szpital południowy sam wybudował od podstaw.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/1952113722155637

#patologia #nepotyzm #trzaskowski #szpital #ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

22

Kapele ludowe też zatańczą za Twoje. Ten festiwal rozdawnictwa będzie kosztował podatników 180 mln zł w pierwszym rokunczas.info

Zdjęcie

„Fakt” poinformował, że do Sejmu wpłynął projekt ustawy mający przyznawać państwowe dotacje zespołom pieśni i tańca oraz regionalnym kapelom. Projekt jest inicjatywą PSL. Kapele będą mogły zabrać dla siebie nawet do 75 tys. zł z naszych kieszeni.

„Fakt” przekazał o projekcie ustawy, który trafił do Sejmu z inicjatywy PSL. W projekt zaangażowani byli m.in. wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz i wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski.

Projekt pozwoli zespołom ludowym sięgać do naszych kieszeni. Chodzi o dofinansowania nawet do 75 tys. zł.

W Polsce zespoły ludowe nie mają odgórnie żadnego stabilnego finansowania. Utrzymują się ze składek członków i lokalnych dotacji samorządowych, czyli płacą mieszkańcy poszczególnych regionów.

Teraz ma się to zmienić i takie zespoły będą mogły mieć udział w grabieży Polaków w skali całego kraju. Pretekstem jest „dalszy rozwój” i „zachowanie dziedzictwa muzycznego” regionów.

Projekt przewiduje dwa typy pomocy finansowej. Pierwsza to jednorazowa dotacja na zakup strojów ludowych, instrumentów i nagłośnienia. Może ona wynieść do 50 tys. zł.

Druga dotacja to coroczne wsparcie do 25 tys. zł rocznie na bieżącą działalność. Chodzi tutaj o transport, wynajem sal i szkolenia.

Zespół będzie musiał złożyć wniosek do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, by otrzymać dotację. Będzie także musiał zarejestrować się w specjalnym wykazie, który prowadzi agencja.

Oczywiście, w teorii każdy wydatek będzie musiał być szczegółowo rozliczony. W praktyce, wiadomo, jak to będzie wyglądało.

Twórcy będą mogli prowadzić działalność zarobkową, np. granie koncertów, sprzedaż rękodzieł, etc. Warunkiem jest jednak nieprzekroczenie 1 mln zł przychodu. Pozyskane środki zaś będą miały trafić na cele statutowe.

Posłowie w uzasadnieniu projektu przekonują, że dawanie takim zespołom pieniędzy Polaków pozwoli kapelom kontynuować działalność i propagować lokalne tradycje. Twierdzą też, że działalność zespołów „może wzmocnić ofertę turystyczną i przyczynić się do wzrostu dochodów lokalnych społeczności”.

Projekt zakłada, że w pierwszym roku zabierze się nam na ten cel 180 mln zł, zaś w kolejnych latam będziemy tracili 30-40 mln zł rocznie na ten cel.

Propozycja PSL wpisuje się w kontrowersyjny pomysł wspierania artystów poprzez przymusowe finansowanie przez Polaków socjalu dla nich. To będzie nas kosztowało około 4,4 mld zł w ciągu dekady.

http://nczas.info/2026/06/16/kapele-ludowe-tez-zatancza-za-twoje-ten-festiwal-rozdawnictwa-bedzie-kosztowal-podatnikow-180-mln-zl-w-pierwszym-roku/

#psl #usmiechnietakoalicja #rozdawnictwo

9

Afera z zarobkami lekarza. Patologiczne eldorado i pokazowa dymisja. Lakoniczny komunikat Kierwińskiegonczas.info

Zdjęcie

Pożar w Koalicji Obywatelskiej. Szef stołecznych struktur, Marcin Kierwiński, pośpiesznie ogłosił rzekomo dobrowolną rezygnację Dawida Kacprzyka z partyjnych szeregów. Ta pokazowa dymisja to nic innego jak rozpaczliwe gaszenie wizerunkowej katastrofy po tym, jak media obnażyły patologiczne eldorado 28-letniego lekarza.

„Dziś przyjąłem rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej” – taki lakoniczny komunikat wystosował Kierwiński.

Kacprzyk, radny KO dzielnicy Ursus i koordynator SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym, w 2025 roku wykazał w oświadczeniu majątkowym dochód przekraczający 1,6 mln zł z tytułu świadczenia usług medycznych.

Według oficjalnych dokumentów Kacprzyk pracował średnio 331 godzin miesięcznie tylko w Szpitalu Południowym. Żeby wykręcić taki wynik, musiałby pracować po 11 godzin dziennie, 365 dni w roku, bez ani jednego dnia wolnego. Mało tego, według grafików potrafił dyżurować bez przerwy przez 96 godzin. Do tego łapał fuchy w kilku innych państwowych warszawskich placówkach medycznych. Nie wiadomo, w jakim wymiarze, ale to zapewne kwestia czasu, aż dane wyjdą na jaw.

Dla wielu już w tym momencie stało się jasne, że coś tutaj jest grubymi nićmi szyte. A jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy portal zero.pl zestawił oficjalne dyżury Kacprzyka ze Szpitala Południowego z jego aktywnością polityczno-medialną. Okazało się, że gdy chłopak według papierów ratował ludzkie życie, w tym czasie brylował w studiu TVP3 Warszawa, spotykał się z marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską czy głosował w wyborach i prowadził polityczną kampanię KO w sieci.

Mamy więc sytuację, że radny KO, lekarz bez specjalizacji, z bardzo krótkim stażem, dostaje kierownicze stanowisko w zadłużonym szpitalu. A przypadkiem szpitalem tym kieruje była wiceminister zdrowia rządu PO-PSL Anna Łukasik.

http://nczas.info/2026/06/15/afera-z-zarobkami-lekarza-patologiczne-eldorado-i-pokazowa-dymisja-lakoniczny-komunikat-kierwinskiego/

#ko #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

16

Był „na dyżurze”, a tymczasem występował w telewizji. GIGANTYCZNE KONTROWERSJE wokół milionowych zarobków młodego lekarza i radnego KOnczas.info

Zdjęcie

Dawid Kacprzyk, lekarz-polityk wywołał oburzenie w narodzie. W ubiegłym roku wykazał 1,6 mln zł dochodu. Gdy według grafiku miał pełnić dyżur na SOR, bywał telewizji, brał udział w sesjach rady miasta czy w politycznych spotkaniach.

Portal zero.pl przyjrzał się dokładniej sprawie Kacprzyka. W ubiegłym roku wykazał 1,6 mln zł dochodu. W Warszawskim Szpitalu Południowym średnio miał pracować 331 godz. miesięcznie, czyli 11 godz. dziennie, zakładając zupełny brak dni wolnych przez cały rok.

Oprócz tego Dawid Kacprzyk pracuje w trzech innych placówkach medycznych oraz jest radnym Ursusa. Do niedawna był również szefem młodzieżówki KO.

„Dotarliśmy do grafików Kacprzyka z Warszawskiego Szpitala Południowego z 2025 r. Sprawdziliśmy też, co robił w dniach i godzinach, w których według dokumentacji miał dyżurować. W kilku przypadkach był w trakcie dyżurów w telewizji, urzędach, spotykał się z politykami. W kilkunastu kolejnych – niewykluczone, że już ze szpitala – prowadził aktywność polityczną w mediach społecznościowych” – czytamy na zero.pl.

Z dokumentacji wynika, że Kacprzyk pracował na przykład trzy doby z rzędu bez żadnej przerwy.

8 czerwca Urząd m.st. Warszawy opublikował oświadczenie majątkowe radnego KO w dzielnicy Ursus Dawida Kacprzyka. 28-latek miał w ramach własnej praktyki lekarskiej uzyskać 1,6 mln zł dochodu.

„Kacprzyk pracuje w czterech warszawskich publicznych placówkach. Najmocniej związany jest z Warszawskim Szpitalem Południowym (placówka jest własnością miasta), w którym jest koordynatorem szpitalnego oddziału ratunkowego” – czytamy.

Redakcja podkreśla, że to „błyskawiczna kariera” i że powierzenie funkcji „koordynatora SOR-u osobie bez specjalizacji i z tak krótkim doświadczeniem jest sytuacją co najmniej nietypową”.

Szpital Południowy przekazał, że Kacprzyk w ubiegłym roku wypracował 3976 godzin, co daje średnią miesięczną 331 godz. Jego stawki godzinne mają nie odbiegać od stawek rynkowych. Z kolei Naczelna Izba Lekarska poinformowała, że Kacprzyk należy do 1 proc. najlepiej zarabiających lekarzy w kraju.

Z dokumentacji wewnętrznej szpitala i grafików lekarza za ubiegły rok, na które powołuje się zero.pl wynika, że 1 lutym Kacprzyk spędzał średnio 13,5 godz. na dyżurach każdego dnia. W czerwcu było to już prawie 14 godz., a w listopadzie 15 godz. dziennie.

„Tu wyraźnie podkreślmy: to comiesięczne plany dyżurów. Wszystkie dyżury sumują się idealnie do 3976 godzin, które wskazał oficjalnie szpital. Ale nie można wykluczyć, że któregoś dnia Kacprzyk zamienił się z kimś na dyżury i nie zostało to po prostu odnotowane w dokumentacji. Dokonywanie takich korekt to obowiązek koordynatora SOR-u, czyli samego Kacprzyka. Jednocześnie trudno sobie wyobrazić, by zmian było kilkanaście i żadna nie znalazła odzwierciedlenia w papierach, które do chwili obecnej są w szpitalnej bazie. Dokumentacja służy także do naliczenia właściwego wynagrodzenia” – wskazuje redakcja zero.pl.

Redakcja wysłała pytania do szpitala i Dawida Kacprzyka o to, czy zaszły istotne zmiany w grafiku. Nikt nie udzielił odpowiedzi.

Wskazano też przykładowe sytuacje, gdy Kacprzyk miał mieć dyżur, ale go nie pełnił. 13 lutego ubiegłego roku Kacprzyk pochwalił się spotkaniem z marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską. 30 kwietnia był gościem w TVP3 Warszawa, choć według dokumentacji pełnił całodobowy dyżur.

„1 czerwca 2025 r. Kacprzyk głosował (jak sam wskazał – 'trzaskał’) w wyborach prezydenckich. Według grafiku dyżur miał rozpocząć o godz. 8. Tymczasem o 8:22 opublikował wpis sugerujący, że dopiero rusza do pracy po głosowaniu” – czytamy.

11 kwietnia zaś Kacprzyk oglądał tzw. debatę przed wyborami prezydenckimi. Całą dobę też miał być na dyżurze na SOR.

„Był to zresztą dyżurowy maraton, gdyż Kacprzyk – według grafiku – pracował od 11 kwietnia od godz. 8 rano do 15 kwietnia do godz. 8 rano. Oznacza to, że – jeśli tylko dokumentacja szpitalna nie zawiera błędów – dyżurował bez przerwy przez 96 godzin” – napisano.

Redakcja naliczyła też kilkanaście przypadków, gdy Kacprzyk miał wedle dokumentacji pracować, ale w rzeczywistości był zajęty polityką. Wskazano głównie na promocję siebie w sieci jako radnego oraz promocję KO.

– Czy byłbym w stanie tak dyżurować? Nie. Pewnie dlatego, że jestem słaby i leniwy. Ale być może gdzieś na świecie jest jakiś cud genetyczny, który by potrafił – powiedział zero.pl lekarz Damian Patecki, w latach 2022–2026 przewodniczący komisji kształcenia medycznego Naczelnej Izby Lekarskiej.

Dodał, że w dobrze zorganizowanych SOR-achh nie ma możliwości dyżuru dłuższego, niż 24 godz. Natomiast 72 godz. to „wynik ekstremalny”.

Podobnego zdania był przewodniczący Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce Michał Sutkowski.

– Kilka razy przytrafił mi się trzydniowy maraton. Były to inne czasy, decyzja wtedy sprowadzała się do tego, czy będzie lekarz zmęczony, czy nie będzie żadnego. Ogółem: nie polecam nikomu. Ani lekarzom, ani pacjentom – podkreślił.

Jego zdaniem, trzeciej doby lekarz jest „w najlepszym razie półprzytomny, a częściej nieprzytomny”. Przypadki, gdy taka sytuacja się zdarza, tj. kilka dób dyżuru, to „zupełnie wyjątkowe” momenty, np. skrajne obłożenie szpitala po serii poważnych wypadków. Nie może jednak to być norma.

Redakcja wskazała też, że SOR Warszawskiego Szpitala Południowego ma zwykle dwóch lekarzy na dyżurze i około 65 pacjentów dziennie.

„Trzech medyków z tego szpitala, z którymi rozmawialiśmy, wskazuje, że ich zdaniem trudno sobie wyobrazić, by lekarz w takim systemie pracy mógł regularnie zajmować się działalnością polityczną w czasie dyżuru. Co najwyżej w godzinach nocnych jest niekiedy czas na sen” – czytamy.

Ponadto nie ma możliwości, by lekarz koordynator dyżurował tylko pod telefonem z domu. Jest to możliwe tylko w przypadku niektórych oddziałów i specjalizacji, nie na ostrym dyżurze dużego warszawskiego szpitala.

Lekarze powiedzieli redakcji „Zero”, że najpewniej odpowiedzią na publikację tych informacji będzie komunikat, że „Kacprzyk przecież był 'pod telefonem'”. Według rozmówców redakcji, będzie to tylko próba „gaszenia pożaru”.

„Specyfika pracy na SOR-ze jest bowiem taka, że lekarz może być potrzebny w każdej chwili. Osoba koordynująca pracę oddziału, w ramach swojego dyżuru, tym bardziej. Ponadto w niektórych godzinach obłożenie SOR-u powoduje, że każda para rąk medyka jest na wagę złota, więc nie miałoby sensu dyżurować pod telefonem” – podał portal zero.pl.

Osoba dobrze zorientowana w realiach tegoż szpitala cytowana przez portal zauważa też, że byłaby to „daleko idąca niegospodarność, by płacić lekarzowi ze stanowiskiem kierowniczym za samą gotowość do pracy tak ogromne pieniądze”.

W latach 2018-2024 Warszawski Szpital Południowy tylko w jednym roku zanotował zysk netto. W pozostałych miał straty, z czego w 2023 i 2024 roku prawie 5 mln zł.

Dyrektorem szpitala jest Anna Łukasik. W 2015 roku była wiceministrem zdrowia w rządzie PO-PSL.

Ale jak się wywali jeszcze więcej pieniędzy w państwową usługę medyczną – albo jak to ładnie się nazywa, „przeznaczy się więcej funduszy na darmową służbę zdrowia – to na pewno nie będzie takich sytuacji, prawda?

http://nczas.info/2026/06/15/byl-na-dyzurze-a-tymczasem-wystepowal-w-telewizji-gigantyczne-kontrowersje-wokol-milionowych-zarobkow-mlodego-lekarza-i-radnego-ko/

#usmiechnietakoalicja

18

Tak wygląda „służba zdrowia” w Polsce pod rządami Tuska. Zajączkowska-Hernik OSTRO: „I jak tu się nie wkur*ić!?”nczas.info

Do głośnej w ostatnich dniach sprawy lekarza Dawida Kacprzyka, który jest także radnym z ramienia Koalicji Obywatelskiej, odniosła się europoseł Konfederacji Wolność i Niepodległość Ewa Zajączkowska-Hernik. Polityk nie przebierała w słowach.

„I jak tu się nie wkur*ić⁉️ 28-letni radny KO pomimo braku specjalizacji wygrał «konkurs» na kierownika SOR-u w warszawskim szpitalu i w rok zarobił 1,6 miliona złotych 🤯” – rozpoczęła swój wpis na portalu X Zajączkowska-Hernik.

Zdjęcie

„Według przepisów ten gość w ogóle nie powinien pełnić tej funkcji bez specjalizacji, a prawo do wykonywania zawodu lekarza uzyskał zaledwie półtora roku wcześniej. W Polsce Tuska i Warszawie Trzaskowskiego już został milionerem” – dodała.

Przypomnimy, że chodzi o Dawida Kacprzyka, lekarza w trakcie specjalizacji, który w zeszłym roku osiągnął 1,6 mln zł dochodów. Afera wybuchła po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego, gdy okazało się, że medyk bez pełnej specjalizacji, który został kierownikiem SOR-u w warszawskim Szpitalu Południowym, zarabiał w ubiegłym roku średnio 133 tys. zł miesięcznie. Ponadto otrzymywał także wpływy z tytułu diety radnego oraz umów o pracę i zlecenia.

We wpisie w mediach społecznościowych Zajączkowska-Hernik wskazała jednocześnie na problemy finansowe szeregu szpitali w Polsce, których nie stać na podstawowe rzeczy – jak papier toaletowy i mydło.

„❌ Szpital w Skarżysku-Kamiennej nie ma pieniędzy, żeby zapłacić za wodę i ścieki

❌ Szpital powiatowy w Mławie nie ma pieniędzy na leki i podstawowe materiały medyczne

❌ W Instytucie Psychiatrii i Neurologii zabrakło nawet papieru toaletowego i mydła

❌ W bytomskim szpitalu specjalistycznym pracownicy musieli sami zrzucić się na kwotę 2200 złotych, żeby zapłacić za serwis podstawowego urządzenia do chirurgii” – wyliczała.

„To co, uśmiechamy się?” – zapytała retorycznie Zajączkowska-Hernik.

„Plują Polakom w twarz i każą myśleć, że to deszcz pada. Gardzą zwykłymi ludźmi i robią sobie z Polski prywatny folwark. Niedawno dyrektor szpitala i zarazem polityk KO zawinął karetkę, by pojechać do członka rodziny posłanki KO, Krystyny Szumilas, a senator KO, Tomasz Lenz, bez kolejki i wymaganych papierów, wcisnął swojego syna na zabieg w szpitalu powiatowym” – podkreśliła.

„To jest poziom bezczelności jaki ekipa Tuska osiągnęła w siódmym i ósmym roku poprzednich, 8-letnich rządów. Teraz wystarczyło im 2,5 roku. Strach pomyśleć jak będą pasożytować i rozkradać państwo przez pozostałe kilkanaście miesięcy” – skwitowała Zajączkowska-Hernik.

„Nie mogę się doczekać przyszłorocznych wyborów. Cała ta banda musi wylecieć na kopach!” – zakończyła europoseł.

http://nczas.info/2026/06/15/tak-wyglada-sluzba-zdrowia-w-polsce-pod-rzadami-tuska-zajaczkowska-hernik-ostro-i-jak-tu-sie-nie-wkuric/

#tusk #sluzbazdrowia #szpital #szpitale #zarobki #lekarz #usmiechnietakoalicja #usmiechnieci

20

Hańba w Sejmie. Uśmiechnięta koalicja nie chciała uczcić pamięci zamordowanego Henryka Nowakanczas.info

W czwartek 11 czerwca 2026 r. w polskim Sejmie posłowie opozycji wstali, by uczcić pamięć zamordowanego Henryka Nowaka. Posłowie koalicji rządzącej w większości pozostali na miejscach, odmawiając oddania hołdu osiemnastoletniemu studentowi polskiego pochodzenia, który padł ofiarą brutalnego morderstwa w Wielkiej Brytanii. Ten incydent obnaża hipokryzję i brak elementarnego patriotyzmu u tych, którzy szczycą się europejskimi wartościami.

Poseł Dariusz Matecki stanął przy mównicy, pokazał zdjęcie Henryka Nowaka i wezwał posłów do powstania w hołdzie ofierze. Opozycja wstała jednomyślnie, ale większość posłów koalicji 13 grudnia pozostała siedząca. To skandaliczne zachowanie wobec pamięci zamordowanego Polaka.

Henryk Nowak zginął 3 grudnia 2025 roku w Southampton, dźgnięty czterokrotnie 21-centymetrowym nożem przez imigranta Vickruma Digwę. Napastnik fałszywie oskarżył ofiarę o rasizm, policja zakuła umierającego chłopaka w kajdanki i nie udzieliła pomocy. Henry wykrwawił się na miejscu.

Sprawa wstrząsnęła Wielką Brytanią, wywołując protesty po publikacji nagrań. Rodzina domaga się walki z przestępczością nożową.

W Sejmie rządzący zlekceważyli apel o pamięć, bo ofiara nie pasuje do ich narracji o multikulturalizmie. Morderca z mniejszości etnicznej, a krytyka takich zdarzeń jest dla Tuska i jego bandy niewygodna. Koalicja wspierająca pakt migracyjny woli milczeć o kosztach swojej polityki. Gdy ginie Polak z rąk imigranta, posłowie wolą siedzieć. Prawicowa opozycja pokazała szacunek dla niewinnej ofiary multilateralizmu.

Siedzieli wszyscy z rządowej bandy Tuska: Lewica, PL2050, PSL i KO.

Siedzenie posłów Tuska podczas hołdu to hańba dla Sejmu i dowód obojętności elit na ludzką krew. To jest prawdziwe oblicze władzy, która przedkłada polityczną poprawność nad pamięć i godność ofiar.

http://nczas.info/2026/06/12/hanba-w-sejmie-usmiechnieta-koalicja-nie-chciala-uczcic-pamieci-zamordowanego-henryka-nowaka/

#usmiechnietakoalicja

14

Ewa Zajączkowska

Trzymajcie mnie❗ Ochrona zdrowia upada, tymczasem Ministerstwo Obrony daje 900 tysięcy TVP za transmisję uroczystości, Ministerstwo Energii sypie 800 tysięcy TVN-owi za emisję klipów, a Ministerstwo Zdrowia przeznacza 320 tysięcy na marketing w TVN-owskim "Top Model"❗ 🤯

Wy tam ludzie wstydu nie macie?! Czy koryto już wam tak mózgi przeżarło, że w głowach nic poza pustką i tylko ślepy pęd za mamoną?

Nawet KRRiT wyraziła oburzenie kasą od MON dla TVP za coś, czym media publiczne zajmują się w ramach ustawowych obowiązków i podkreśliła, że "jeszcze nigdy rząd nie płacił za transmisję uroczystości państwowych." Myślę, że produkcji TOP MODEL też jeszcze nigdy nie sponsorowało żadne ministerstwo 🙃 I za to wszystko płacą zwykli Polacy!

Jak to jest, że w ochronie zdrowia tnie się środki na badania, odwołuje zabiegi ratujące życie, w Instytucie Psychiatrii i Neurologii nie ma pieniędzy na papier toaletowy i mydło, w Bytomiu personel medyczny sam musi się zrzucać 2200 złotych na serwis aparatu do chirurgii, a zarazem nie ma problemów, by pompować pieniądze na rzecz TVP i TVN?!

Przecież sama TVP dostaje co roku dodatkowe miliardy z budżetu i jeszcze mało? I czy to przypadkiem nie miało iść na onkologię, zakłamana Koalicjo Obywatelska?

Powiedziałabym, że staliście się memem, gdyby nie to, że tu chodzi o zdrowie i życie ludzi. Sypiecie kasą swoim służalczym mediom, by siały propagandę rządową i zamiatały pod dywan afery i zaniedbania, a w tym czasie doicie państwo ile wlezie, na każdym kroku. Wasza patowładza nadaje się tylko na śmietnik historii.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/photo/?fbid=1509590260530562&set=a.647274536762143

#tvn #tusk #usmiechnietakoalicja #patologia

15

Dieta żywieniowa.

Skandaliczne proporcje? 144 zł dla uchodźców, 26 zł dla rodzącej Polki 🤯

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/922532817005343

#usmiechnietakoalicja #nachodzcy

15

Najpierw imigranci, potem Polacy. Szokujący plan ministerstwa na ratowanie „służby zdrowia”nczas.info

„Nowe przywileje dla cudzoziemców. Tak chcą ratować ochronę zdrowia” – poinformował portal rynekzdrowia.pl. W planach jest m.in. nakaz zatrudniania w pierwszej kolejności obcokrajowców.

Projekt rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie wykazu, określającego grupy zawodów, w których występują niedobory kadrowe trafił do opiniowania. Ministerstwo przekonuje w uzasadnieniu, że „utrzymywanie się niskiego poziomu bezrobocia nie eliminuje problemów związanych z niedoborami siły roboczej w określonych segmentach rynku pracy”.

Deficyty kadrowe mają utrzymywać się trwale w kluczowych sektorach gospodarki. W szczególności dotyczyć ma to usług medycznych, transportu, edukacji, budownictwa, energetyki, bezpieczeństwa publicznego, przemysłu przetwórczego i usług finansowo-prawnych.

„Maleje dostępność pracowników zdolnych do świadczenia usług opiekuńczych i medycznych w warunkach rosnącej liczby osób starszych, a potrzeby kadrowe w tym obszarze będą wzrastać co najmniej do 2050 r. Zjawisko to w istotny sposób przekłada się na trwałe niedobory w zawodach medycznych, opiekuńczych oraz paramedycznych” – przekonuje ministerstwo pracy.

Rozporządzenie ma być odpowiedzią na przedstawione problemy. Lekarze i pielęgniarki zza granicy będą mieć pierwszeństwo w zatrudnieniu w państwowych usługach medycznych. Przedstawiciele tych zawodów będą też priorytetowo traktowani przy wydawaniu zezwoleń na pracę i wiz.

http://nczas.info/2026/02/08/najpierw-imigranci-potem-polacy-szokujacy-plan-ministerstwa-na-ratowanie-sluzby-zdrowia/

#sluzbazdrowia #nachodzcy #usmiechnieci #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska

11