Lwów nie został zdobyty w walce. Wzięty w dwa ognie, musiał skapitulowaćkresy.pl

Zdjęcie

22 września 1939 roku Lwów, po dziesięciu dniach obrony przed Niemcami i w obliczu wkroczenia Armii Czerwonej, skapitulował przed Sowietami. Obrona miasta nie została jednak przełamana w walce.

Walki o Lwów rozpoczęły się 12 września, gdy pod miasto dotarły oddziały Wehrmachtu. Pomimo przewagi przeciwnika polskie dowództwo zdołało zorganizować skuteczną obronę, opierającą się głównie na jednostkach improwizowanych i zapasowych Wojska Polskiego, a także policji i ochotnikach.

– W polskich planach Lwów nie był brany pod uwagę jako miejsce oporu, ponieważ liczono na to, że front tam po prostu nie dojdzie – mówił historyk Damian Markowski. Miasto miało stanowić zaplecze mobilizacyjne i punkt, przez który na front kierowano by sprzęt sprowadzany przez Rumunię. Tymczasem pierwsze niemieckie bomby spadły na Lwów już 1 września. Luftwaffe zaatakowała wówczas m.in. główny dworzec kolejowy.

Pierwsze bezpośrednie starcia o miasto 12 września zakończyły się sukcesem obrońców. Niemiecka kolumna pościgowa dotarła do ulicy Gródeckiej, lecz została powstrzymana. Istotną rolę odegrał kontratak Policji Państwowej. Pokazuje to, jak słabo przygotowana była początkowo obrona miasta.

W kolejnych dniach obronę wzmacniały oddziały zapasowe i rezerwowe Wojska Polskiego. Na zachód od miasta do Lwowa próbowały przebić się oddziały Armii „Małopolska” gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Na północnych przedpolach miasta walczyła natomiast 10. Brygada Kawalerii płk. Stanisława Maczka, która w dniach 14–17 września prowadziła ciężkie walki, przede wszystkim o Zboiska.

Miasto było bombardowane przez Luftwaffe i ostrzeliwane przez niemiecką artylerię.

W walki i pomoc obrońcom zaangażowali się także mieszkańcy Lwowa, w tym harcerze i harcerki. – Pełniły niezwykle ofiarną służbę czy to w szpitalach polowych, czy też jako łączniczki, znajdując się często na linii bojowej pod niemieckim ostrzałem artylerii lub ogniem niemieckich strzelców wyborowych – przypominał Markowski.

Harcerze angażowali się również bezpośrednio w działania bojowe. – Doszło nawet do pewnej samowolki, gdy jeden z lwowskich oddziałów harcerskich dokonał samodzielnego wypadu, przebijając się do Armii „Małopolska”. I harcerze przynieśli wówczas polskim żołnierzom trzy słynne „Urugwaje”, czyli karabiny przeciwpancerne – mówił historyk.

Sytuacja zmieniła się całkowicie po 17 września, gdy na mocy tajnego protokołu paktu Ribbentrop–Mołotow Związek Sowiecki zaatakował Polskę. Pierwsze oddziały Armii Czerwonej dotarły pod Lwów w nocy z 18 na 19 września. Tego samego dnia sowieckie dowództwo zaproponowało gen. Władysławowi Langnerowi kapitulację.

Polskie oddziały znalazły się w położeniu bez wyjścia. Niemcy nadal znajdowali się na zachód i północ od miasta, a od wschodu nadciągnęła Armia Czerwona. Przedstawiciele Wehrmachtu i Armii Czerwonej spotykali się pod Lwowem w celu uzgodnienia dalszych działań. 20 września niemieckie dowództwo otrzymało jednak rozkaz zaprzestania oblężenia miasta, które zgodnie z ustaleniami niemiecko-sowieckimi miało przypaść ZSRR.

Wobec braku szans na odsiecz oraz obaw o dalsze straty wśród ludności cywilnej gen. Władysław Langner zdecydował o kapitulacji przed Sowietami.

– Pamiętajmy, że obrona Lwowa nie została złamana – mówił Markowski. – Lwów nie został zdobyty w walce. Miasto poddało się, gdy stało się jasne, że wojna jest po prostu przegrana.

22 września podpisano „Protokół ogłoszenia o przekazaniu miasta Lwowa Armii Czerwonej”. Polscy oficerowie mieli zachować wolność osobistą, nietykalność własności i prawo wyjazdu za granicę. Żołnierze po złożeniu broni mieli zostać zwolnieni.

Sowieci niemal natychmiast złamali podpisane warunki. Oficerów Wojska Polskiego rozbrojono i wzięto do niewoli. Armia Czerwona i NKWD dopuściły się także zbrodni na polskich żołnierzach i policjantach. IPN wskazuje m.in. na rozstrzelanie policjantów przy rogatce na ul. Zielonej oraz żołnierzy i policjantów w Brygidkach.

Łącznie do niewoli sowieckiej dostało się ponad 15 tys. polskich żołnierzy, w tym około 1500 oficerów. Wielu oficerów trafiło następnie do sowieckich obozów jenieckich i zostało zamordowanych wiosną 1940 roku w ramach zbrodni katyńskiej, m.in. w Charkowie.

Z wkroczeniem Armii Czerwonej rozpoczęła się pierwsza okupacja sowiecka Lwowa. Nowe władze oczekiwały od mieszkańców przystrojenia ulic czerwonymi flagami. W przypadku braku sowieckich symboli polecano rozdzierać polskie biało-czerwone flagi i wywieszać ich czerwoną część.

Z tego czasu pochodzi historia lwowskiej rodziny Gruszkowskich, która, chcąc ocalić polską flagę, ukryła ją w domowym składzie węgla. Po wojnie rodzina zabrała ją do Gdańska. Flaga, z zachowanymi zabrudzeniami po węglu, znajduje się dziś w zbiorach Muzeum II Wojny Światowej.

http://kresy.pl/kresopedia/lwow-nie-zostal-zdobyty-wziety-w-dwa-ognie-musial-skapitulowac/

#iiws #iiwojnaswiatowa #Polska #lwow #niemcy #zsrr #historiapolski #historia

8

Narodowe Siły Zbrojne. Walczyli o niepodległą Polskę przeciw dwóm okupantomkresy.pl

Zdjęcie

20 września 1942 roku powstały Narodowe Siły Zbrojne – jedna z największych organizacji polskiego podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej.

NSZ wyróżniały się tym, że jako jedyne nie były podporządkowane politycznie ani materialnie innym strukturom, opierając swoją działalność na samofinansowaniu i własnym zapleczu ideowym. Celem formacji była walka z obydwoma okupantami – niemieckim i sowieckim – oraz przygotowanie struktur przyszłego, wolnego państwa.

Politycznym zapleczem NSZ była Tymczasowa Narodowa Rada Polityczna, a wśród jej liderów znaleźli się przedstawiciele Stronnictwa Narodowego i środowisk narodowo-radykalnych. Pierwszym dowódcą organizacji został płk Ignacy Oziewicz „Czesław”, a kolejnym płk Tadeusz Kurcyusz „Morski”.

Do 1944 roku struktury NSZ objęły większość ziem przedwojennej Polski, a liczebność formacji sięgała 90 tys. żołnierzy. Ważną rolę odgrywał wywiad, którego informacje często trafiały również do Armii Krajowej. Silny rozwój propagandy podziemnej zaowocował wydawaniem licznych pism i podręczników szkoleniowych.

Brygada Świętokrzyska przebiła się na Zachód

NSZ prowadziły walkę partyzancką, organizując akcje dywersyjne, zdobywając broń i broniąc ludności przed terrorem niemieckim i komunistycznym. Choć początkowo nie były częścią AK, uznawały zwierzchnictwo rządu londyńskiego. W marcu 1944 roku część oddziałów została scalona z AK, jednak wskutek rozłamu wyodrębniły się także samodzielne struktury.

Żołnierze NSZ brali udział w Powstaniu Warszawskim, m.in. w ramach Zgrupowania „Chrobry II” czy Brygady Dyspozycyjno-Zmotoryzowanej „Koło”. Najsłynniejszą jednostką była Brygada Świętokrzyska, która powstała 11 sierpnia 1944 roku na Kielecczyźnie. Skupiono wokół niej dotychczas istniejące oddziały NSZ, które nie zjednoczyły się z AK. Prowadziła ona walkę zarówno z Niemcami, jak i z oddziałami komunistycznymi i sowieckimi, co odzwierciedlało zasadę NSZ o traktowaniu obu okupantów jako jednakowych wrogów. Do starć z Niemcami doszło m.in. pod Czarnocinem, Olesznem czy Zagnańskiem. Równocześnie Brygada podejmowała walkę z oddziałami Armii Ludowej i partyzantką sowiecką, np. pod Fanisławicami i Rząbcem.

W styczniu 1945 roku, wobec nadciągającej ofensywy Armii Czerwonej, zapadła decyzja o wymarszu na Zachód. Był to manewr o charakterze strategicznym – żołnierze zdawali sobie sprawę, że w warunkach tworzonej przez komunistów Polski Ludowej grozi im likwidacja. Przemarsz przez niemiecką strefę okupacyjną odbył się za zgodą Wehrmachtu, co stało się potem przyczyną kontrowersji. Dowódca Brygady Antoni Szacki pisał po latach: „Wierzyłem, że wyprowadzę was z domu niewoli i śmierci. Polska Ludowa kopała nam groby, otwierała nowe więzienia, stawiała szubienice, ziejąc nienawiścią i chęcią zemsty nad każdym członkiem-żołnierzem Brygady Świętokrzyskiej. Nie udało się. Wyszliśmy szczęśliwie”.

Zakończyli szlak bojowy u boku armii amerykańskiej, wyzwalając m.in. obóz koncentracyjny w Holiszowie. Historyk Leszek Żebrowski podkreśla: „Amerykanie po sprawdzeniu kontrwywiadowczym, że Brygada nie brała udziału w walkach z Niemcami po ich stronie, że nie występowała razem z nimi, uznają Brygadę jako jednostkę aliancką. To jest jedyna polska jednostka, która uzyskała od Amerykanów w maju 1945 roku prawo do noszenia odznak jednostek amerykańskich”.

„Odziedziczony po PRL stan «dwójmyślenia»”

Po rozwiązaniu Armii Krajowej w lutym 1945 roku działacze Stronnictwa Narodowego przystąpili do organizowania nowej formacji zbrojnej – Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W jego szeregi weszło wielu żołnierzy NSZ. NZW dążyło do utrzymania niepodległości Polski w granicach z 1939 roku i walczyło z nową, komunistyczną okupacją. Organizacja była bezwzględnie zwalczana przez UB, KBW i NKWD, a jej oficerowie i żołnierze padali ofiarą brutalnych represji. W latach 1945–1956 przeprowadzono liczne procesy polityczne, w których żołnierzy i oficerów NSZ skazywano na kary śmierci bądź wieloletnie pozbawienie wolności.

W czasach PRL propaganda komunistyczna przedstawiała Narodowe Siły Zbrojne jako formację mordującą Żydów, kolaborującą z Niemcami i odpowiedzialną za wywołanie tzw. wojny domowej. Obraz ten był podporządkowany celom politycznym władz komunistycznych i zawierał liczne fałszerstwa, uogólnienia oraz przemilczenia.

„Obecnie temat NSZ, jak i całego podziemia narodowego, które z bronią w ręku stawiło opór okupantom niemieckiemu i sowieckiemu, należy do poważnych problemów, z którymi polska historiografia nie może sobie poradzić – pisał dr Wojciech Muszyński. – W dalszym ciągu utrzymuje się odziedziczony po PRL stan «dwójmyślenia». Nie ma już co prawda potrzeby odkłamywania historii NSZ, dysponujemy bowiem dużą liczbą poważnych opracowań naukowych (także autorstwa historyków związanych z IPN), które jednoznacznie stwierdzają, że żołnierze NSZ wielce zasłużyli się w walce o wolną i niepodległą Polskę. Trudność polega jednak na tym, ż#e ustalenia historyków z trudem torują sobie drogę do świadomości społeczeństwa, które przez dziesięciolecia poddawane było propagandowemu praniu mózgu”.

Jednocześnie niektóre epizody działalności poszczególnych oddziałów i struktur NSZ – w tym przypadki zabójstw Żydów oraz charakter kontaktów części NSZ z Niemcami – pozostają przedmiotem badań i sporów historyków.

http://kresy.pl/kresopedia/narodowe-sily-zbrojne-podziemna-armia-niepodleglej-polski/

#iiwojnaswiatowa #nsz #bohater #Polska #historiapolski #historia

9

„Państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć”. 84 lata temu Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiejnczas.info

Zdjęcie

84 lata temu, 17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).

Tajny protokół

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco:

„W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, mimo że przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

„IV rozbiór Polski”

Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał:

„Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona”. (A. Garlicki „Historia 1815-1939. Polska i świat”).

Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał:

„Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRS. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych”. (J.Beck „Ostatni raport”)

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji. Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski – komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin – zastępca Mołotowa – odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty.

Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską”.

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: „Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji”.

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.

Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał:

„Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów”. (W.Materski „Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939”)

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: „Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką”.

Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: „Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski”.

Rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września „wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse”. (P. Wieczorkiewicz „Historia polityczna Polski 1935-1945”)

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP „Sarny”, brygada KOP „Polesie” oraz jednostki KOP „Kleck” i „Baranowicze”. Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP „Iwieniec”, „Głębokie” i „Krasne”.

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

Tragiczny bilans

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

„Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”

28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRS uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”.

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: „Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i «oddając» Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) – w zamian za przesunięcie do «radzieckiej strefy wpływów» Litwy – miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego”. (A. Paczkowski „Pół wieku dziejów Polski 1939-1989”)

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż „nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach”.

Pokłosie sowieckiej agresji

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce „Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania” pisał: „Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach – od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową – ponad 1 milion osób (…). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób”.

http://nczas.info/2026/09/17/panstwo-polskie-i-jego-rzad-faktycznie-przestaly-istniec-84-lata-temu-armia-czerwona-wkroczyla-na-teren-rzeczypospolitej-polskiej/

#Polska #niemcy #zsrr #bolszewicy #iiws #iiwojnaswiatowa #historia

17

Zdjęcie

WĘGIERSKA HRABINA RYZYKOWAŁA ŻYCIE, BY RATOWAĆ POLAKÓW!

Erzsébet Szápáry pochodziła z jednej z najstarszych węgierskich rodzin arystokratycznych. Jej matką była Polka, Maria Przeździecka. Po wybuchu wojny stanęła po stronie polskich uchodźców.

Kierowała wydziałem spraw obozowych Węgiersko-Polskiego Komitetu Opieki nad Uchodźcami. Dbała o zaopatrzenie Polaków, odwiedzała obozy i interweniowała w sprawie aresztowanych. Ryzykując własne bezpieczeństwo, pomagała także w ewakuacji polskich żołnierzy na Zachód.

W grudniu 1943 r. pojechała do okupowanej Warszawy. Przywiozła węgierskie paszporty dla żony i córki Henryka Sławika, umożliwiając im ucieczkę na Węgry.

W 1944 r. pomogła również uratować polskie żydowskie sieroty przed deportacją do Auschwitz. Dzięki jej interwencji do ośrodka w Vác przybył nuncjusz apostolski Angelo Rotta, co pomogło ochronić dzieci.

Erzsébet Szápáry była jedną z tych Węgierek, które w najciemniejszych latach wojny naprawdę zaryzykowały wszystko dla Polaków.

http://www.facebook.com/61572286545295/posts/122186231834742884/

#wegry #iiwojnaswiatowa #iiw #historia #odwaga #bohater

15

Zdjęcie

PO BITWIE WĘGRZY STANĘLI PO STRONIE POLAKÓW

Po przegranej bitwie pod Jaktorowem we wrześniu 1944 roku Zgrupowanie AK „Kampinos” zostało rozbite. Wielu partyzantów poległo, inni ruszyli w lasy, próbując uniknąć niemieckiej obławy.

Wtedy wydarzyło się coś niezwykłego.

Węgierscy żołnierze, którzy stacjonowali w okolicy jako część wojsk sojuszniczych III Rzeszy, udzielili pomocy około 100 polskim partyzantom. Zamiast ich wydać Niemcom, pozwolili im przejść przez zajmowany przez siebie teren i pomogli im wydostać się z niemieckiego pierścienia.

Co więcej, Węgrzy mieli powstrzymać niemiecki pościg, dzięki czemu Polacy zyskali czas na ucieczkę.

Był to jeden z najbardziej niezwykłych przykładów pomocy udzielonej żołnierzom AK przez węgierskich wojskowych podczas Powstania Warszawskiego i walk na jego zapleczu.

http://www.facebook.com/61572286545295/posts/122185922882742884/

#Polska #Wegry #niemcy #iiws #iiwojnaswiatowa

17

I TO SĄ PRZYJACIELE A NIE MITYCZNI MIESZKAŃCY STEPÓW KTÓRZY WYKOPALI MORZE CZARNE.

Zdjęcie

WĘGRZY OTWORZYLI OGIEŃ DO SOWIETÓW W OBRONIE POLAKÓW!

28 września 1939 roku, gdy Polska walczyła już samotnie z dwoma agresorami, na stacji kolejowej Beskid na granicy polsko-węgierskiej doszło do niezwykłego starcia. Oddziały węgierskie, znajdujące się po drugiej stronie granicy, wkroczyły na stację i otworzyły ogień do nacierających czerwonoarmistów.

Sowieci naciskali na wycofujące się polskie oddziały, próbując odciąć im drogę odwrotu. Węgrzy nie pozostali jednak bierni. Ich udział w starciu pozwolił Polakom utrzymać drogę przez Karpaty i kontynuować odwrót w kierunku granicy węgierskiej.

To jeden z najbardziej niezwykłych epizodów kampanii 1939 roku.

Gdy Niemcy i Sowieci walczyli o zniszczenie Polski, na południu jej żołnierze mogli liczyć na broń Węgrów.

http://www.facebook.com/61572286545295/posts/122185863806742884/

#Polska #Wegry #bolszewicy #iiwojnaswiatowa #iiws

16

Żydowscy kolaboranci.

W okupowanej Warszawie wróg nie zawsze nosił niemiecki mundur. Jedną z najmroczniejszych i najbardziej perfidnych kart tamtych lat była działalność organizacji „Żagiew” – siatki konfidentów wywiadowczych opłacanych i zadaniowanych bezpośrednio przez Gestapo.

W jej skład wchodzili żydowscy kolaboranci (z Leonem Skosowskim na czele), którzy za cenę własnego przetrwania, broni i pieniędzy stali się bezlitosnym narzędziem w rękach okupanta. Udając zbiegów z getta, przenikali do struktur polskiego podziemia, namierzali szlaki AK i donosili na polskie rodziny ukrywające Żydów. Byli też głównymi wykonawcami potwornej pułapki – afery Hotelu Polskiego, w której zamożnych uciekinierów kuszono zagranicznymi paszportami, po czym ograbiono i wysłano wprost do obozów zagłady.

Polskie Państwo Podziemne nie znało litości dla zdrajców. 1 listopada 1943 roku w restauracji „Gospoda Warszawska” komórka likwidacyjna kontrwywiadu Armii Krajowej (Referat 993/W) dopadła Leona Skosowskiego. Egzekutorzy w biały dzień, z zimną krwią, wykonali wyrok śmierci. Kolaboracja z niemieckim okupantem nie miała narodowości – i w podziemnej Polsce kończyła się tak samo.

Zdjęcie

http://www.youtube.com/shorts/gwYbaDklI00

http://www.facebook.com/reel/2056253771923159

#zydzi #mordercy #ak #iiwojnaswiatowa

11

NIEMCY&UKRAIŃCY - Żydzi nazywali je „dniami petlurowców”. Tak zaczęły się pogromy lwowskiekresy.pl

1 lipca 1941 roku we Lwowie rozpoczęła się fala pogromów ludności żydowskiej, która nastąpiła po wkroczeniu do miasta wojsk niemieckich i odkryciu zwłok więźniów zamordowanych przez wycofujące się NKWD.

Lwów od września 1939 roku znajdował się pod okupacją sowiecką. Po ataku III Rzeszy na ZSRR, rozpoczętym 22 czerwca 1941 roku, Sowieci opuszczali miasto w pośpiechu, dokonując masowych mordów w więzieniach. Ofiarami byli przede wszystkim więźniowie polityczni, wśród nich Ukraińcy. Gdy 30 czerwca do Lwowa weszły oddziały niemieckie, ciała pomordowanych stały się jednym z głównych narzędzi propagandy.

Wkroczenie Niemców zostało entuzjastycznie przyjęte przez część mieszkańców, szczególnie przez Ukraińców wiążących z upadkiem władzy sowieckiej nadzieje na utworzenie własnego państwa. W mieście pojawiły się niemieckie i ukraińskie flagi, a wśród witających wojsko słychać było hasła łączące poparcie dla Hitlera i Bandery z antyżydowskimi okrzykami.

Żołnierze batalionu „Nachtigall”, złożonego z Ukraińców i podporządkowanego niemieckiej Abwehrze, pozdrawiali zgromadzonych okrzykiem „Sława Ukrajini”. W tej atmosferze oczekiwania na proklamację państwa ukraińskiego od początku splatały się z antysemicką agitacją.

30 czerwca we Lwowie Jarosław Stećko ogłosił Akt odnowienia Państwa Ukraińskiego, zapowiadając współpracę z III Rzeszą. Propaganda OUN-B przedstawiała Żydów, Polaków i Rosjan jako wrogów przyszłego państwa ukraińskiego.

Niemcy oraz działacze ukraińskich środowisk nacjonalistycznych obarczyli odpowiedzialnością za zbrodnie sowieckie Żydów, odwołując się do stereotypu „żydokomuny”. W atmosferze szoku po odkryciu masakr więziennych i przy celowym podsycaniu nienawiści antyżydowskiej rozpoczęła się przemoc na ulicach miasta.

„Dnia 30 czerwca o 12-ej w nocy opuszczała czerwona armia Lwów, a w 6 godzin później do miasta wkroczyli Niemcy. Już w ciągu pierwszych dni po tym fakcie zaczęli Ukraińcy stosować krwawe represje w stosunku do Żydów, wyzyskując do tego celu przede wszystkim sprawę więzień” — przekazał współpracownikowi Oneg Szabat anonimowy uchodźca z Warszawy, który we wrześniu 1939 roku przedostał się na wschód. Jego relację spisano po 7 grudnia 1941 roku i opublikowano w trzecim tomie „Archiwum Ringelbluma”.

Świadek wskazywał, że wśród zamordowanych przez NKWD byli Ukraińcy, Polacy i Żydzi. Mimo to ukraińscy nacjonaliści przedstawiali mordy więzienne jako rzekomą zbrodnię „żydowskiego NKWD”. Żydów zmuszano do pracy przy ciałach ofiar sowieckich mordów, bito ich i mordowano.

Szczególną rolę odegrali ukraińscy nacjonaliści związani z frakcją banderowską Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Już 30 czerwca OUN-B rozpoczęła tworzenie Ukraińskiej Milicji Narodowej. Jej członkowie, obok niemieckich formacji okupacyjnych i części miejscowej ludności, uczestniczyli w zatrzymywaniu Żydów, biciu ich, upokarzaniu i prowadzeniu do więzień.

Obraz terroru zachowała także inna relacja z „Archiwum Ringelbluma”. Jej autor, niewymieniony z nazwiska świadek, pisał, że „od pierwszych dni uzbrojone bandy petlurowców zaczęły urządzać Żydom pogromy; na niektórych ulicach same, na innych z pomocą Niemców”. Określenie „petlurowcy” oznaczało tu potocznie członków i sympatyków ukraińskich ugrupowań nacjonalistycznych.

Według tej samej relacji napastnicy bili przechodniów, strzelali do nich, wdzierali się do żydowskich mieszkań i wyciągali z nich całe rodziny. „Ten, którego zabrano z mieszkania, już nigdy nie ujrzał światła dnia” — relacjonował świadek.

Ten sam autor opisał scenę schwytania młodej Żydówki przez grupę Ukraińców i Niemców. Napastnicy mieli ciągnąć ją za włosy po kamiennym bruku, bić i kopać, a następnie zawlec do lokalu, w którym leżeli już inni pobici i zamordowani Żydzi.

„Leży tam już wielu Żydów, starych, młodych, mężczyzn i kobiet. Wielu jest już martwych, inni błagają o litość, krzycząc «zastrzelcie nas», lecz zdziczali bandyci kopią nieszczęśników, biją kolbami karabinów i kijami. Wielu zabiją na miejscu. Część wywożą autami w nieznanym kierunku i tam rozstrzeliwują” — czytamy w relacji.

W kolejnych zdaniach świadek pisał, że po mieście jeździli „petlurowcy” w asyście Niemców, zatrzymywali się przy żydowskich mieszkaniach i wyłapywali ludzi pod pozorem kierowania ich do pracy. W rzeczywistości zatrzymanych prowadzono do piwnic, gdzie byli bici kijami po głowach. Nieliczni wracali do domów.

„Te straszne dni we Lwowie żydowska ludność nazywa «dniami petlurowców», chociaż faktycznie urządzili je Niemcy: petlurowcom i Ukraińcom dali broń i ochronę, także nimi dowodzą” — zapisał ten sam świadek.

Świadectwo Kazimiery Poraj, zapisane w dzienniku pod datą 1 lipca 1941 roku, pokazuje, że przemoc miała także charakter publicznego upokarzania ofiar. „Pod Ratuszem znajdują się dwie ubikacje, które w czasie bombardowania nie były sprzątane. Żołnierze niemieccy, mówiący po ukraińsku, z literami SS na kołnierzach, złapali dużo mężczyzn, kobiet, a nawet staruszków. Część kobiet zapędzili do tych ubikacji, między innymi była moja znajoma, lekarka dr Berta Jolles. Kazali im zdjąć ubranie i odzieżą myć podłogi i muszle, a przy tym bito ich do krwi drutem elektrycznym”.

Poraj pisała także o Żydach zmuszanych do noszenia potłuczonego szkła gołymi rękami. „Odbywało się to pod razami pałek i drutów elektrycznych. Droga od ulicy Halickiej do Krakowskiej była oblana krwią płynącą z rąk ludzkich” — zapisała w dzienniku.

Liczby ofiar tych pogromów pozostają trudne do precyzyjnego ustalenia. Jeden ze świadków cytowanych w „Archiwum Ringelbluma” oceniał, że w samym Lwowie mogło zginąć nawet 10 tys. Żydów, jednak nowsze opracowania podają zwykle ostrożniejsze szacunki — od kilkuset do kilku tysięcy ofiar w pierwszych dniach przemocy. Prof. Andrzej Żbikowski, pisząc o skali przemocy w całej byłej Galicji Wschodniej, wskazywał natomiast, że w pierwszym miesiącu okupacji niemieckiej w wyniku pogromów zginęło tam ponad 12 tys. Żydów, a około 7 tys. padło ofiarą egzekucji przeprowadzonych przez niemieckie grupy specjalne.

Pogromy lwowskie z lipca 1941 roku stały się jednym z najtragiczniejszych epizodów pierwszych tygodni niemieckiej okupacji na Kresach.

http://kresy.pl/kresopedia/zydzi-nazywali-je-dniami-petlurowcow-tak-zaczely-sie-pogromy-lwowskie/

#niemcy #ukraincy #zydzi #nkwd #zsrr #mordy #pogromy #iiwojnaswiatowa #iiws

9

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim. Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie. „Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”nczas.info

Zdjęcie

Przewodniczący ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) oraz przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura w ostrych słowach skrytykował Ukrainę, odradzanie się nazizmu i banderyzmu w Kijowie oraz opowiedział się za Polską. „Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami” – podkreślił czeski polityk.

Okamura to czesko-japoński przedsiębiorca i przewodniczący czeskiej izby poselskiej. Urodził się w Tokio, matka była Morawianką, a ojciec miał pochodzenie japońsko-koreańskie.

W poniedziałek wieczorem ostro potępił Kijów i banderyzm oraz stanął po stronie Polaków.

„Nawet Polacy mają już dość tego, że ukraińskie państwo 🇺🇦 oficjalnie przyznaje się do kolaborantów, którzy mordowali Czechów, Polaków i Żydów. Kiedy Polacy zaprotestowali przeciwko temu, Ukraińcy zaczęli ich wulgarnie obrażać” – napisał Okamura na X.

„Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami. Odmawiamy, by takie państwo wstąpiło do UE i NATO! Kiedy ktoś zaprotestuje przeciwko temu, że ukraiński prezydent oficjalnie przyznaje się do ukraińskich rzeźników, którzy dokonywali ludobójstwa, Ukraińcy są jeszcze bardziej urażeni. A gdzie jest pan prezydent Petr Pavel? Dlaczego nie wypowie się na temat tego, że jego ukraińscy przyjaciele przyznają się do morderców, którzy mordowali także Czechów?” – zapytał czeski polityk.

Następnie odniósł się do nazwania jednej z ukraińskich jednostek imieniem „Bohaterów UPA”. Okamura przypomniał, że UPA odpowiedzialna jest za „masakry nawet kilkuset tysięcy Polaków, Żydów, Czechów i Ukraińców na Ukrainie podczas drugiej wojny światowej”. Wspomniał też o odebraniu przez Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełeńskiego.

„W weekend na Ukrainie wybuchła antypolska 'burza’. Były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oświadczył, że polski prezydent 'nienawidzi Ukraińców jako fenomen’. Radykalny ukraiński nacjonalista i dowódca ochotniczej armii Dmytro Jarosz nazwał rzekomo polskich polityków 'sprzedanymi dziwkami’. Pojawiło się też twierdzenie ukraińskiej dziennikarki, że po tym, jak Zełeński został ostrzeżony przed konsekwencjami swojego kroku, miał rzekomo wulgarnie skomentować sprawę: 'Je**ć Polaków.’ Ukraińcy masowo wysyłają swoje odznaczenia do Warszawy” – czytamy we wpisie.

Przytoczył też atak szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy, który „ostro zaatakował Polskę oraz prezydenta Nawrockiego”. Wspomniał też o zwrocie kolejnych orderów ze strony Ukraińców. Przytoczył także słowa szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego, który podkreślił, że „przedstawiciele ukraińskich urzędów zwracają polskie odznaczenia lekką ręką, zapominając, że te same ręce były wyciągnięte po pomoc, a ta pomoc przyszła z polskich rąk: od polskiego rządu, samorządów, organizacji pozarządowych i milionów Polaków”.

„Polska dziennikarka Arleta Bojke z Channel Zero opublikowała komentarz do skandalu z nazwaniem ukraińskiej jednostki 'Bohaterów UPA’. Według Bojki, która powołuje się na oświadczenie byłego ukraińskiego posła Ihora Mosijczuka, Zełeński rzekomo użył wulgarnych wyrażeń do opisu Polski i Polaków i był świadomy tego, co jego krok wywoła. 'Kiedy do Zełeńskiego przyszli ludzie i powiedzieli mu, by nie nazywał tej ukraińskiej jednostki po UPA, że to rozdrażni Polaków, Wołodymyr Zełeński rzekomo odpowiedział: 'Je**ć Polskę i Polaków'” – napisał przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura.

Szkoda, że władze Czech bardziej upominają się o pamięć Polaków, niż niby-polski rząd.

http://nczas.info/2026/06/23/czeski-polityk-ostro-o-ukrainie-upa-i-zelenskim-broni-polski-mocniej-niz-rzad-w-warszawie-ukraina-przyznaje-sie-do-kolaboracji-z-nazistami/

#czechy #Polska #ukraina #nazizm #niemcy #iiwojnaswiatowa #upa #banderowcy

16

Niewielu miało tyle odwagi, by wejść prosto w szeregi wroga. 🇵🇱🕵️

Kazimierz Leski udawał niemieckiego oficera i działał tuż pod nosem okupantów.

Czy dziś ktoś odważyłby się na coś takiego?

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/1276865664254274

#iiwojnaswiatowa #iiws #Polska #bohater

12

„Przyspieszona likwidacja” elit. 20 i 21 czerwca 1940 miała miejsce największa niemiecka egzekucja w Palmirachkresy.pl

W dniach 20–21 czerwca 1940 roku Niemcy dokonali największej egzekucji w Palmirach. W lesie podwarszawskim zamordowano co najmniej 358 osób, w tym wielu wybitnych przedstawicieli polskiej elity politycznej, społecznej i kulturalnej.

To właśnie wtedy w Puszczy Kampinoskiej zginęli m.in. marszałek Sejmu Maciej Rataj, działacz Polskiej Partii Socjalistycznej Mieczysław Niedziałkowski oraz mistrz olimpijski Janusz Kusociński.

Była to kulminacja niemieckiej akcji wyniszczania polskiej inteligencji, której celem było fizyczne zlikwidowanie osób mogących stanowić intelektualne, moralne lub organizacyjne zaplecze polskiego oporu. Na terenie Generalnego Gubernatorstwa czystki przeprowadzano w ramach tzw. Akcji AB, czyli Außerordentliche Befriedungsaktion – Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej.

Operacja miała charakter prewencyjny i była wymierzona w przewidywany opór polskiego społeczeństwa. Jej celem była fizyczna eliminacja przedstawicieli polskich elit – polityków, działaczy społecznych, intelektualistów, duchownych, nauczycieli i liderów opinii. Podczas narady policyjnej 30 maja 1940 roku generalny gubernator Hans Frank stwierdził, że akcja ma służyć „przyspieszonej likwidacji […] większości buntowniczych polityków głoszących opór i innych osobników politycznie podejrzanych”. Dodał także: „Przyznaję otwarcie, że w rezultacie będzie musiało się rozstać z życiem kilka tysięcy Polaków, głównie ze sfer ideowych przywódców polskich”.

Palmiry były odizolowane

Palmiry, położone około 25–30 kilometrów na północny zachód od Warszawy, zostały przez Niemców wybrane na miejsce masowych egzekucji nieprzypadkowo. Przed wojną znajdowały się tam wojskowe magazyny amunicji, a teren był odizolowany i trudno dostępny dla osób postronnych. Niemcy szybko uznali, że jest to dogodne miejsce do potajemnego mordowania więźniów przywożonych z Warszawy.

Pierwsze egzekucje w Palmirach odbyły się 7 i 8 grudnia 1939 roku. Od tego momentu aż do lipca 1941 roku Niemcy przeprowadzili tam 21 egzekucji, w których zamordowano ponad 1700 osób. Ofiarami byli głównie więźniowie Pawiaka i aresztu Gestapo w alei Szucha. Przed śmiercią byli cynicznie oszukiwani – mówiono im, że jadą na roboty rolne lub do innego więzienia. Wydawano im osobiste przedmioty i dawano porcję chleba. Dopiero tuż przed egzekucją, kiedy wiązano im oczy, zaczynali rozumieć, co ich czeka.

W dniach 20–21 czerwca 1940 roku miała miejsce największa z palmirskich egzekucji. Wśród ofiar byli, obok wspomnianych Rataja, Niedziałkowskiego i Kusocińskiego, m.in. Halina Jaroszewiczowa – poseł i senator, Jan Pohoski – wiceprezydent Warszawy, oraz Agnieszka Dowbor-Muśnicka – córka generała Józefa Dowbor-Muśnickiego, przywódcy powstania wielkopolskiego. Rozstrzelano także dziennikarzy, lekarzy, księży, nauczycieli i działaczy społecznych. Wśród zamordowanych były 82 kobiety.

Egzekucje przeprowadzały jednostki SS i policji bezpieczeństwa, pod bezpośrednim nadzorem Josefa Meisingera – dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski. Po wojnie Meisinger został osądzony i stracony w Warszawie w 1947 roku. Jego współpracownik Ludwig Hahn został skazany dopiero w 1975 roku na dożywocie. Większość bezpośrednich wykonawców pozostała anonimowa i nie poniosła odpowiedzialności.

Ukryte, ale nie zapomniane

Miejsce egzekucji było ściśle strzeżone. Doły grzebalne kopała młodzież z pobliskiego obozu Hitlerjugend. Zwłoki zasypywano ziemią i maskowano liśćmi, często sadzono na nich młode drzewa. Mimo starań okupanta prawda o zbrodni nie została jednak pogrzebPolscy leśnicy, m.in. Adam Herbański, oznaczali potajemnie mogiły – wycinali krzyżyki w korze drzew i wbijali łuski w pnie. Dzięki ich odwadze po wojnie możliwe było odnalezienie masowych grobów. Ekshumacje rozpoczęto w 1945 roku.

W rejonie Palmir odnaleziono 24 masowe groby, z których wydobyto szczątki ponad 1700 osób. W 1948 roku utworzono cmentarz-mauzoleum, gdzie spoczęły także ofiary niemieckiego terroru ekshumowane z innych miejsc egzekucji w Puszczy Kampinoskiej i Lasach Chojnowskich. Łącznie na cmentarzu w Palmirach pochowano szczątki ponad 2 tysięcy ofiar.

Do dziś udało się zidentyfikować 577 osób, znanych jest też 485 nazwisk ofiar, o których wiadomo, że zginęły w Palmirach, ale ich ciał nie rozpoznano. Pozostałe ofiary pozostają bezimienne.

Nie jest wykluczone, że w lasach wokół Palmir wciąż znajdują się nieodnalezione groby ofiar niemieckiego terroru.

http://kresy.pl/kresopedia/przyspieszona-likwidacja-elit-20-i-21-czerwca-1940-miala-miejsce-najwieksza-niemiecka-egzekucja-w-palmirach/

#niemcy #mordercy #zbrodniewojenne #ludobojstwo #Polska #historia #iiwojnaswiatowa

.

10

Wyrok na agenta Gestapo z grupy Kalksteina. Tak AK ukarała zdrajcę „Grota”kresy.pl

20 czerwca 1944 roku w Warszawie żołnierze Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II Komendy Głównej Armii Krajowej wykonali wyrok śmierci na Eugeniuszu Świerczewskim „Gensie”, agencie Gestapo działającym w strukturach polskiej konspiracji.

Świerczewski przed wojną był dziennikarzem i krytykiem teatralnym. W czasie II wojny światowej wstąpił do konspiracji i pod pseudonimem „Gens” rozpoczął pracę w wywiadzie ZWZ-AK.

Jego zdrada wiązała się z działalnością Ludwika Kalksteina, byłego oficera wywiadu Armii Krajowej, który po aresztowaniu przez Gestapo przeszedł na stronę Niemców i zaczął wykorzystywać swoje konspiracyjne kontakty przeciwko polskiemu podziemiu.

Kalkstein nie był postacią przypadkową. Przed zdradą działał w wywiadzie ZWZ-AK i stworzył siatkę wywiadowczą „Hanka”. Po zatrzymaniu przez Niemców w 1942 roku podjął współpracę z Gestapo. Okupanci mieli upozorować jego śmierć, co ułatwiło mu dalsze funkcjonowanie w środowiskach konspiracyjnych i budowę sieci agenturalnej wewnątrz Armii Krajowej.

Do siatki Kalksteina należeli między innymi Blanka Kaczorowska, późniejsza żona Kalksteina, oraz Eugeniusz Świerczewski, jego szwagier. Świerczewski był mężem Niny Kalkstein, siostry Ludwika. Po aresztowaniu Niny przez Gestapo Świerczewski, namówiony przez szwagra, zgodził się współpracować z Niemcami jako agent nr „100”. W zamian miał otrzymać obietnicę wcześniejszego zwolnienia żony.

Grupa Kalksteina działała wewnątrz struktur polskiego podziemia i przekazywała Niemcom informacje dotyczące wywiadu oraz łączności konspiracyjnej. Jej działalność doprowadziła do aresztowania setek osób związanych z Armią Krajową i czasowego rozbicia części warszawskiego wywiadu AK.

Najcięższym skutkiem zdrady było aresztowanie komendanta głównego Armii Krajowej gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Według najczęściej przyjmowanej wersji tego wydarzenia, 30 czerwca 1943 roku Świerczewski zauważył generała na ulicy, śledził go do kamienicy przy ul. Spiskiej 14 na warszawskiej Ochocie, a następnie powiadomił Gestapo o miejscu pobytu dowódcy AK.

Niemcy aresztowali „Grota” i przewieźli go do Berlina, a później do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Generał odrzucił niemieckie propozycje współpracy. Został zamordowany w sierpniu 1944 roku, już po wybuchu Powstania Warszawskiego.

Kontrwywiad Armii Krajowej zdemaskował Świerczewskiego i Kalksteina jako agentów Gestapo w grudniu 1943 roku. Według jednej z wersji Wojskowy Sąd Specjalny skazał Świerczewskiego, Kalksteina i Kaczorowską na karę śmierci 25 marca 1944 roku. Kalkstein zdołał uniknąć kary, ukrywając się pod niemiecką ochroną.

20 czerwca 1944 roku Świerczewski został przesłuchany w piwnicy budynku przy ul. Krochmalnej 74 w Warszawie. Przesłuchanie prowadził Stefan Ryś „Józef”, zastępca kierownika Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II KG AK. Pytania dotyczyły współpracy z Gestapo oraz wydania Niemcom pracowników wywiadu i łączności Armii Krajowej. Świerczewski miał przyznać się do winy.

Wyrok Polskiego Państwa Podziemnego wykonano przez powieszenie. Spośród najważniejszych osób z siatki odpowiedzialnej za zdradę i aresztowanie „Grota” tylko Eugeniusz Świerczewski poniósł karę z rąk żołnierzy Armii Krajowej.

http://kresy.pl/kresopedia/wyrok-na-agenta-gestapo-z-grupy-kalksteina-tak-ak-ukarala-zdrajce-grota/

#historia #iiwojnaswiatowa #armiakrajowa #ak

8

Powstanie iwienieckie: zapomniany sukces Armii Krajowejkresy.pl

19 czerwca 1943 roku w Iwieńcu na Nowogródczyźnie żołnierze Armii Krajowej przeprowadzili jedną z największych akcji zbrojnych polskiego podziemia na Kresach Północno-Wschodnich.

Miasteczko znajdowało się pod okupacją niemiecką i było ważnym punktem administracyjnym w regionie. Stacjonowali tam niemieccy żandarmi, funkcjonariusze administracji okupacyjnej, oddział białoruskiej policji pomocniczej oraz żołnierze Luftwaffe zakwaterowani w koszarach położonych poza centrum. Siły przeciwnika były liczniejsze od polskiego oddziału, jednak Armia Krajowa dysponowała silnym atutem: miejscową siatką konspiracyjną.

Bezpośrednią przyczyną akcji była dekonspiracja części struktur AK i aresztowanie członków oraz sympatyków polskiego podziemia. Dowództwo Ośrodka Stołpce Okręgu Nowogródzkiego AK postanowiło uderzyć na Iwieniec, uwolnić więźniów i zdobyć broń. Oddziałem dowodził porucznik Kacper Miłaszewski „Lewald”, miejscowy ziemianin i oficer rezerwy. W działaniach uczestniczył Polski Oddział Partyzancki imienia Tadeusza Kościuszki, zwany także „Polskimi Legionami”.

Plan zakładał jednoczesne uderzenie z zewnątrz i wewnątrz miasta. Polacy wykorzystali fakt, że okupanci zarządzili na ten dzień stawienie się młodych mężczyzn przed komisją werbunkową oraz przymusowy przegląd koni. Dzięki temu uzbrojeni konspiratorzy mogli łatwiej przedostać się do Iwieńca. Sygnałem do rozpoczęcia akcji były dzwony bijące w południe na „Anioł Pański”.

Żołnierze AK zaatakowali najważniejsze punkty w mieście, odcięli łączność i uniemożliwili Niemcom szybkie wezwanie posiłków. Na posterunku białoruskiej policji pomocniczej znajdowało się wielu Polaków, w tym członków i sympatyków AK. Na rozkaz zastępcy komendanta, starszego sierżanta Stefana Poznańskiego, policjanci złożyli broń, a część z nich dołączyła później do polskiego oddziału.

Najcięższe walki toczyły się o budynek żandarmerii, w którym Niemcy stawili opór. Ostatecznie został on oblany benzyną przy użyciu sprzętu strażackiego i podpalony. Równolegle polskie oddziały blokowały koszary Luftwaffe, nie dopuszczając do odsieczy.

Czytaj też: Zapomniany bunt. Powstanie czortkowskie 1940 roku

Walki trwały około 18 godzin. Armia Krajowa opanowała Iwieniec, uwolniła więźniów i zdobyła znaczne ilości broni, amunicji, granatów, żywności, leków oraz pojazdów. W polskie ręce wpadły między innymi samochody, działka przeciwpancerne oraz ręczne i ciężkie karabiny maszynowe. Miasto znalazło się na krótko pod kontrolą polskiego podziemia. Według relacji na budynkach pojawiły się polskie flagi, a z radia popłynął „Mazurek Dąbrowskiego”.

Nad ranem 20 czerwca, wobec groźby nadejścia niemieckiej odsieczy i pojawienia się samolotów rozpoznawczych, partyzanci opuścili miasto. Razem z nimi wycofali się białoruscy policjanci, którzy przeszli na stronę AK, oraz część młodzieży zagrożonej wcieleniem do formacji okupacyjnych.

Sukces miał jednak krwawe następstwa. Po powrocie do Iwieńca Niemcy dokonali egzekucji mieszkańców, mszcząc się za klęskę garnizonu. Latem 1943 roku rozpoczęli też w Puszczy Nalibockiej operację „Hermann”, wymierzoną w polską i sowiecką partyzantkę oraz miejscową ludność cywilną.

Powstanie iwienieckie pozostało jednak jednym z najbardziej znaczących wystąpień zbrojnych Armii Krajowej na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej.

http://kresy.pl/kresopedia/powstanie-iwienieckie-zapomniany-sukces-armii-krajowej/

#ak #armiakrajowa #historia #historiapolski #iiwojnaswiatowa #iiws

8

ZAUFALI BOLSZEWIKOM - „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. 18 czerwca 1945 roku rozpoczął się proces szesnastukresy.pl

18 czerwca 1945 roku w Moskwie rozpoczął się tzw. proces szesnastu – pokazowy proces przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. ostatni komendant Armii Krajowej gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, Delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski oraz Kazimierz Pużak – przewodniczący Rady Jedności Narodowej.

Wszystko zaczęło się pod koniec marca 1945 roku. Pod pretekstem rozmów politycznych z przedstawicielem sowieckiej armii, „generałem Iwanowem”, do Pruszkowa zostali zaproszeni liderzy podziemia. Obiecano im pełne bezpieczeństwo. Okazało się, że spotkanie zorganizował gen. Iwan Sierow, szef radzieckiego kontrwywiadu wojskowego. 27 i 28 marca zostali aresztowani przez NKWD i wywiezieni do Moskwy.

Wśród aresztowanych byli: gen. Leopold Okulicki ps. „Niedźwiadek”, ostatni komendant AK; Jan Stanisław Jankowski, wicepremier i Delegat Rządu na Kraj (funkcję tę sprawował do 1944 roku); Adam Bień, działacz Stronnictwa Ludowego, zastępca Delegata Rządu na Kraj; Kazimierz Pużak, wybitny działacz PPS, przewodniczący konspiracyjnej Rady Jedności Narodowej; Kazimierz Bagiński, członek Stronnictwa Ludowego; Stanisław Mierzwa, członek Stronnictwa Ludowego; Stanisław Jasiukowicz, Kazimierz Kobylański, Zbigniew Stypułkowski (współorganizator NSZ), Aleksander Zwierzyński ze Stronnictwa Narodowego, Józef Chaciński, Franciszek Urbański ze Stronnictwa Pracy, Eugeniusz Czarnowski, Stanisław Michałowski, należący do Zjednoczenia Demokratycznego; Antoni Pajdak, należący do PPS; Józef Stemler, pracownik Departamentu Informacji Delegatury Rządu na Kraj.

Po zatrzymaniu część aresztowanych została przewieziona do podwarszawskich Włoch. Rano mieli pojechać do Poznania. Samolot, do którego wsiedli, poleciał jednak nie do Poznania, ale na wschód. „Spojrzałem przez okno samolotu i zobaczyłem, że lecimy w innym kierunku, niż się spodziewaliśmy. Zapytałem dlaczego? W odpowiedzi usłyszałem, że lecimy do Moskwy, do Stalina” – wspominał potem Adam Bień.

Łubianka i tortury

Polacy trafili do osławionego więzienia na Łubiance. Osadzono ich w pojedynczych celach, pozbawiono kontaktu ze światem i poddano brutalnym przesłuchaniom. Zastosowano wyrafinowane tortury psychiczne, głodówki i izolację – wszystko po to, by wymusić zeznania. Jednocześnie sowiecka propaganda przygotowywała się do procesu – rzekomo „legalnego”, choć oskarżeni nie mieli realnej szansy na obronę.

18 czerwca 1945 roku ruszył proces przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR. Oskarżonym zarzucono m.in. działalność szpiegowską, dywersyjną, współpracę z Niemcami oraz tworzenie „terrorystycznych grup zbrojnych”. Proces był prowadzony w języku rosyjskim – dla niektórych zapewniono tłumaczenia. Choć pozwolono na obecność adwokatów, część oskarżonych – m.in. Okulicki – zrezygnowała z ich usług. „Nie możecie nam dowieść, że nie walczyliśmy z Niemcami […] Najlepsi patrioci i demokraci brali udział w tej walce” – tak sam odpierał zarzuty.

Wielu zmarło w więzieniach

Wyroki w moskiewskim procesie ogłoszono 21 czerwca 1945 roku o godzinie 4:30 nad ranem. Gen. Leopold Okulicki został skazany na 10 lat więzienia, Jan Stanisław Jankowski – na 8 lat, Adam Bień i Stanisław Jasiukowicz – na 5 lat, Kazimierz Pużak – na 1,5 roku, Kazimierz Bagiński – na rok, Aleksander Zwierzyński – na 8 miesięcy, Eugeniusz Czarnowski – na 6 miesięcy, natomiast Józef Chaciński, Stanisław Mierzwa, Zbigniew Stypułkowski i Franciszek Urbański – na 4 miesiące. Uniewinniono trzech oskarżonych: Stanisława Michałowskiego, Kazimierza Kobylańskiego i Józefa Stemlera. Antoniego Pajdaka sądzono osobno w tajnym procesie i skazano na 5 lat więzienia.

http://kresy.pl/kresopedia/wladzy-raz-zdobytej-nie-oddamy-nigdy-18-czerwca-1945-roku-rozpoczal-sie-proces-szesnastu/

#historia #iiwojnaswiatowa #ak #bolszewicy #zsrr #nkwd

13

🔥🇵🇱 POLAK VS NIEMIECKA KOLUMNA PANCERNA - Stefan Karaszewski

⚔️💪🏼 Kiedy jego oddział dostał rozkaz wycofania się, ranny plutonowy Stefan Karaszewski podjął decyzję aby sam osłaniać odwrót swoich kolegów przed nadciągającą kolumną pancerną Wermachtu.

⌛️☠️ Polak powstrzymywał niemieckie natarcie za pomocą CKM’a. Kosił załogi czołgów które wjechały na miny, rozstrzelał dwóch motocyklistów i unieruchamiał czołgi granatami.

💀✝️ Kiedy zrozumiał że jest otoczony przez wroga, odbezpieczył granat i dotrzymał przysięgi że żywy nie da się Niemcom. Jesienią 1939 roku spoczął na cmentarzu w Tomaszowie Mazowieckim.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/2481501105628537

#iiwojnaswiatowa #historia #bohater

11

Powstanie? Jakie Powstanie? Nie dajmy sobie wmówić, że powstaniem było coś, o czym przed laty sami żydzi mówili: "nie nazywajmy tego powstaniem - to nie było żadne powstanie".

Skąd zatem współczesna narracja - i czemu służy?

Zapraszam, bo prawda jest arcyciekawa ⬇️

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/944189605063419

#mity #hagada #powstanie #warszawa #iiwojnaswiatowa #zydzi #klamstwa

9

Gwałty, rabunki i zniszczenia. Wkroczenie Armii Czerwonej do Olsztynakresy.pl

22 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Olsztyna, kończąc niemiecką kontrolę nad tym miastem.

Położone w północno-wschodnich Prusach Wschodnich ziemie Warmii i Mazur były stopniowo zajmowane od połowy stycznia 1945 roku. 13 stycznia rozpoczęła się sowiecka ofensywa na Prusy Wschodnie, której celem było odcięcie i rozbicie niemieckich sił w regionie. Olsztyn był pierwszym większym miastem zdobytym przez Armię Czerwoną na tym odcinku frontu.

„Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”

Wejście wojsk radzieckich do Olsztyna miało dramatyczne konsekwencje dla ludności cywilnej. W pierwszych tygodniach po zajęciu miasta doszło do fali gwałtów, mordów, rabunków i grabieży, które objęły zarówno samo miasto, jak i okoliczne miejscowości. Skala przemocy była bezprecedensowa.

„Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać. […] Widziałam, jak dziewczyna, córka kowala, 19-letnia, przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana” — wspominała mieszkanka Okręgu Mazurskiego moment wkroczenia czerwonoarmistów w 1945 roku.

W pierwszych dniach pobytu w Olsztynie żołnierze Armii Czerwonej dopuścili się także wyjątkowo brutalnych zbrodni. Zamordowani zostali pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kortowie, a także chorzy oraz siostry zakonne sprawujące nad nimi opiekę w szpitalu mariackim, mieszczącym się w gmachu dzisiejszego szpitala miejskiego.

Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, sowieccy żołnierze rabowali mienie, zabijali mieszkańców i podpalali budynki. Gdy 17 lutego 1945 roku do miasta dotarła pierwsza grupa polskich kolejarzy, olsztyński dworzec kolejowy wciąż płonął.

Przemoc nie była wyłącznie skutkiem chaosu wojennego. Dowódca 3. Front Białoruski, generał Iwan Czerniachowski, otwarcie formułował założenia brutalnej polityki okupacyjnej, stwierdzając: „Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Hasło to interpretowano jako odwet za zbrodnie niemieckie popełnione na terytorium Związku Sowieckiego. W praktyce represje dotykały nie tylko Niemców, lecz także Warmiaków, Mazurów oraz Polaków przybywających do miasta w kolejnych tygodniach.

Skala bezkarności żołnierzy sowieckich była na tyle duża, że zwracali na nią uwagę nawet przedstawiciele tworzącej się administracji komunistycznej. Jesienią 1945 roku kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie przyznawał, że poważnym problemem pozostają masowe napady grup żołnierzy Armii Czerwonej, połączone z rabunkami i zabójstwami.

Olsztyn został formalnie przekazany władzom polskim dopiero 23 maja 1945 roku. Przez cały okres pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej a ustanowieniem polskiej administracji w mieście utrzymywały się przemoc, grabież i niszczenie mienia. Straty materialne były ogromne — w pierwszym półroczu 1945 roku zniszczeniu uległo wiele budynków, a miasto zostało w znacznym stopniu ogołocone i wyludnione.

Z pogromów i aktów dewastacji dokonanych przez czerwonoarmistów ocalały kościoły, co ks. Jan Hanowski wynegocjował z sowieckim dowództwem. Nietknięty pozostał również olsztyński zamek.

„Olsztyn odnotował w swej historii wypadki, których następstwa zmieniły jego oblicze. Dochodziło do epidemii, klęsk żywiołowych, okupacji i rabunków ze strony obcych wojsk. Wiele zła ludności i miastu wyrządzili na przykład w 1807 roku żołnierze Napoleona. Wcześniejsze wydarzenia wojenne nigdy nie były jednak tak gwałtowne i tragiczne jak te z 1945 roku” — podkreśla Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.

Mimo tych doświadczeń w powojennych latach władze komunistyczne konsekwentnie promowały narrację o „wyzwoleniu” Olsztyna przez Armię Czerwoną. Jej symbolem stały się pomniki i oficjalne uroczystości mające podkreślać wdzięczność wobec Związku Sowieckiego. Relacje świadków oraz badania historyczne wskazują jednak, że wydarzenia z początku 1945 roku pozostawiły trwałą traumę w pamięci mieszkańców Olsztyna i całego regionu.

http://kresy.pl/kresopedia/gwalty-rabunki-i-zniszczenia-wkroczenie-armii-czerwonej-do-olsztyna/

#iiwojnaswiatowa #zsrr #bolszewicy #gwalt #mordercy #Polska #historia

11

NO KURWA WIADOMO!!! - Historyk z Yad Vashem zabrał głos po skandalicznym wpisie. „Nie ma za co przepraszać”nczas.info

Naszywka dla Żydów dobrowolnie służących Niemcom w Getcie / fot. ilustracyjne

Zdjęcie

Nie milkną echa skandalicznego i wprowadzającego w błąd wpisu Yad Vashem na temat Polski. Głos zabrał historyk z tego instytutu David Silberklang, który twierdzi, że „nie ma za co przepraszać”.

Przypomnijmy, że Yad Vashem napisał w niedzielę na platformie X, że „Polska była pierwszym krajem, gdzie Żydzi zostali zmuszeni do noszenia wyróżniającej ich odznaki, w celu odizolowania ich od otaczającej ludności”.

„23 listopada 1939 r. Hans Frank, gubernator Generalnego Gubernatorstwa, wydał rozkaz, zgodnie z którym wszyscy Żydzi w wieku 10 lat i starsi musieli nosić na prawym ramieniu białą, materiałową opaskę o szerokości 10 cm, oznaczoną niebieską Gwiazdą Dawida” – dodał instytut, zachęcając do zapoznania się z pełnym tekstem analizującym to antysemickie prawo.

„Jak zauważyło wielu użytkowników i jak wyraźnie podano w podlinkowanym artykule, stało się to na polecenie władz niemieckich” – dodano po kilku godzinach w kolejnym wpisie, po tym jak internauci zaczęli uzupełniać kontekst tych wydarzeń.

Później, w poniedziałek minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przekazał, że wezwał do MSZ ambasadora Izraela w Polsce, w związku z tym, że niedzielny „wprowadzający w błąd wpis” opublikowany przez Yad Vashem nie został poprawiony.

Do sprawy odniósł się historyk instytutu David Silberklang. Udzielił on wypowiedzi w programie „Polska i Świat” w TVN24.

– Nie ma za co przepraszać. W języku angielskim nie trzeba powtarzać tego, co w sposób oczywisty wynika z kontekstu – powiedział.

– Niemcy okupowali Polskę, to oczywiste, że zarządzenie zostało wydane przez Hansa Franka, generalnego gubernatora okupowanych ziem polskich. To oczywiste dla każdego, kto wie cokolwiek na temat Holokaustu lub kliknie w link odnoszący do artykułu na stronie – grzmiał.

http://nczas.info/2025/11/25/historyk-z-yad-vashem-zabral-glos-po-skandalicznym-wpisie-nie-ma-za-co-przepraszac/

#zydzi #antypolonizm #Polska #iiwojnaswiatowa #klamcy

14