#smiecizglowy epizod 26

Po dłuższej przerwie wracam do was z nowym śmieciem. Niestety ostatnie okoliczności trochę namieszały w moim życiu i zabrały kupę cennego czasu, którego i tak nie miałem, a teraz nie mam go prawie wcale. Nowa praca, wychodzenie z długów i powolne wygrzebywanie się z epizodu depresyjnego pozwoliły mi w końcu osiągnąć chwilowy spokój.

Co u mnie? Nowa praca, która nie jest tak obciążająca psychicznie i skończyły się moje wieczne nadgodziny. Stolarka mnie męczyła i doprowadziła po pięciu latach do wypalenia. Nigdy nie mogłem sobie zaplanować wieczoru, bo zazwyczaj siedziałem na nadgodzinach na montażach gdzieś 100km dalej, kiedy to szef zapewniał, że szybka robota i wrócimy wcześniej, a siedziało się nawet do godziny 22. Prostsza, mniej wymagająca i lepiej płatna praca, pozwalająca na zajęcie sobie czasu po niej. Dodatkowo stwierdzam, że pasuje mi system zmianowy, a nocki to jest w ogóle coś dla mnie zajebistego, bo zawsze preferowałem nocny styl życia. Pięć lat wstawania rano, a i tak się nie przyzwyczaiłem.

Moi byli pracodawcy? Założyli nową firmę i na niej wszystko robią, bo stara jest w takich długach, że grozi im zabranie majątku. Pip się zbierał 3 miesiące żeby wejść, a jak wszedł to nałożył im karę w wysokości 1000zł. Kara adekwatna za niewypłacenie wypłaty za 2 miesiące pracy i miesiąc urlopu. Dziękuję. Zanim sąd rozpatrzy sprawę minie wiele czasu.

Tak w ogóle to szukałem sobie hobby i zajęcia po pracy i może mnie wyśmiejecie i w miarę czytania tego tekstu wasz śmiech i politowanie będzie narastać, ale wróciłem do grania w tibię. Co niektórzy pamiętają pewnie mój wpis o moim rzekomym uzależnieniu od tej gry. Jednak szukając bardziej produktywnego zajęcia mój problem z bezsensem życia wcale nie malał, ale jeszcze bardziej narastał. Przeczytałem parę książek. Między innymi Finansową Fortecę, żeby się przekonać, że raczej w ciągu najbliższych lat nie osiągnę kapitału potrzebnego do rozpoczęcia inwestowania i zacząłem zmieniać swoje nawyki, co i tak kiepski to skutek przynosi, bo szalejąca inflacja ogranicza moje możliwości, a w pierwszej kolejności próbuję pozbyć się długów, które zaciągnąłem przez ludzi, których nazywałem przyjaciółmi. Ogólnie to znowu stałem się bardziej podejrzliwszy i staram się ludzi trzymać na dystans. Jedyną osobą, której ufam jest moja dziewczyna i babcia. I tylko dla tych osób, zrobię wszystko. Jeśli chodzi o resztę to już będę kalkulował ryzyko i straty. Bo mimo że kalkulowałem to wcześniej i wiedziałem, że źle na tym wyjdę, zaufałem ludziom, którym nie powinienem i teraz ponosimy razem z moją tego konsekwencje.

Zacząłem rysować. Jednak to też nie było zajęcie dość absorbujące. Chciałem znów się czegoś uczyć, jednak zmęczenie było zbyt duże i była to katorga. Na zdrowiu psychicznym upadałem coraz bardziej, aż w końcu stwierdziłem, że to wszystko pie****ę. Życie nie musi mieć sensu, nie muszę non stop robić coś co ma sens i czas zacząć robić to co mi daje przyjemność. Bo jak do tej pory z robienia tego co muszę i co daje zysk, więcej miałem problemów niż korzyści. Lekarz mi polecił znaleźć sobie hobby, lecz to wszystko spróbowałem zanim do niego przyszedłem i za wszelką cenę próbował mi odmówić powrót do grania, bo jak stwierdził, znów się uzależnię.

I co?

Ludzie, którzy mnie znają tylko z tego portalu stwierdzili, że czemu niby? Moja dziewczyna sama też tak uważała i sama mi doradziła powrót. Brakowało mi jakiejkolwiek czynności dającej mi satysfakcję, a jednocześnie nie absorbowała mnie całkowicie tak jak to było z czytaniem, uczeniem się czy pisaniem tych wpisów. Gdzie jednak musiałem poświęcić dużo siły i energii, by to miało sens. Przeszedłem więc do bezsensownego bicia pikseli i zwiększania cyferek. Nic z tego nie mam, nic na tym nie zarobię, nie będzie to procentować w przyszłości. Jednak jest to szalenie satysfakcjonujące i przyjemne, że zagrywam się już trzeci miesiąc.

Lekarz się pomylił. Mam pracę, obowiązki etc. I nie gram więcej niż mogę i mam ochotę. Nie siedzę dzień w dzień i nie tłukę tych cyferek. Mam czas to gram, nie mam to nie. Wrócę zmęczony z pracy? Nie gram. Wiem że jutro muszę wstać wcześniej? Idę wcześniej spać. Impreza rodzinna, albo ktoś mnie o coś prosi? Robię to. I tak podliczając to może pogram max 5 godzin w ciągu całego tygodnia, a wpływa to na mój komfort psychiczny bardzo dobrze. Bo w końcu nie ląduje sam na sam z moimi myślami, albo nie zmuszam się do czegoś czego nie chcę robić. Życie to nie tylko praca i obowiązki. Skoro nic innego nie dawało mi satysfakcji to jaki był problem odpalić sobie grę dla no-life i patusów (co niektórzy tak ją określają) i zacząć sobie grać, skoro mi to daje frajdę? Może za dużo się przejmowałem opiniami innych?

Kiedyś napisałem tekst odnośnie tego, że uzależnienia to skutek, a nie przyczyna problemów. Sam po sobie widzę, że to prawda. Nie mając nic, mogłem tłuc całe dnie. Mając dużo i zaspokajając swoje potrzeby, moje teoretyczne uzależnienie to tylko miła odskocznia od codziennej rutyny.
#przemyslenia #tworczoscwlasna #chwalesie #wygryw #tibia #gry

10

#smiecizglowy epizod 25

Boję się nieśmiertelności.

Większość ludzi boi się śmierci. Woli o niej nie myśleć i zapominają o niej, trwając w swoim życiu nie dopuszczając myśli, że oni kiedyś zginą lub po prostu ignorują ją traktując jako coś czym trzeba będzie martwić się później. Wizja śmierci za 60 lat jest taka odległa, że niemal nierealna.

Ja nie boję się śmierci. Boję się czegoś innego, mianowicie tego, że mógłbym nigdy nie umrzeć.

Nasza podróż zaczyna się od narodzin i trwa do ostatniego oddechu. To nieuniknione, że pewnego dnia umrzemy. Może nawet dziś, jutro, za tydzień, za rok. Nigdy nie wiesz co i kiedy zabierze twój ostatni oddech i zabierze cię z tego świata. Możecie uznać mnie za szalonego, ale wizja tego, że kiedyś umrę jest dla mnie niesamowicie kojąca i uspakajająca.

Byłbym przerażony, gdybym nie mógł zakończyć mojej wędrówki i trwałaby ona wiecznie.

Miałem kiedyś sen. Głupi i bezsensowny, jednak nie liczył się ten sen, a to co następowało po nim. Zazwyczaj we śnie gdy spadasz z wysokiej wysokości, albo giniesz, automatycznie się przebudzasz. Koszmar się kończy. Jednak gdy ja spadłem, stało się coś innego. Tak bardzo wierzyłem w to, iż zginąłem, że zamiast się przebudzić, sen trwał dalej i był on najbardziej kojący w całym moim życiu. Utknąłem w jakiejś próżni. Nie czułem, nie widziałem, nie słyszałem. Miałem wrażenie, że unosiłem się w próżni i żadne bodźce do mnie nie docierały. Myśli były całkowicie czyste. Nie myślałem i nie byłem w stanie. Po prostu tkwiłem w tym stanie, a potem się obudziłem i dalej żyłem.

Tak sobie wyobrażam śmierć i wcale mnie nie przeraża, a wręcz przeciwnie, oczekuję jej. Jednak nie mam zamiaru jej pomagać. Czas prędzej czy później mnie wykończy, od śmierci nie ma odwrotu, a po co w takim razie się bezsensownie tam pchać? Wystarczy poczekać, a może życie czymś jeszcze dobrym mnie zaskoczy?

I tak sobie trwam, żyję. Zajmuje się swoimi sprawami, które zawsze wydają mi się mdłe i nijakie. Robię to co muszę, żeby przeżyć kolejny dzień i po prostu czekam. W razie czego, gdyby życie było dla mnie zbyt dużym ciężarem i zbyt wiele wysiłku musiałbym poświęcić to zawsze mam jakieś wyjście. Jest tyle sposobów na opuszczenie tego świata. Ludzkie ciała są takie kruche i delikatne. Jak znudzi mi się czekanie to po prostu trzeba wykorzystać jeden z wielu sposobów na zakończenie cierpienia.

I ta myśl jest dla mnie kojąca i pozwala mimo wszystko przeć do przodu. Zawsze mam wybór, zawsze mam wyjście. Wrócę z powrotem do tej nicości i cały ten balast zniknie. Będę tam uwięziony wieczność? Nie będę miał umysłu, który byłby w stanie to przeanalizować i stwierdzić, że mam przesrane. Jestem więźniem i zakładnikiem mojego ciała i mózgu. Uwalniając się od jego jarzma, będę wolny.

Co złego mi się przydarzy, jak bardzo będę miał przekichane to i tak prędzej czy później. Zginę. Nawet jeśli skończę jako warzywo to może nie będę w stanie sam się zabić, ale wystarczy, że będę cierpliwy. Każde cierpienie się kiedyś skończy.

Poddam się? Co w tym złego? Mam walczyć dla samej walki? Grać dla samej gry? Żyć dla samego życia? Nawet jeśli mówię, że czas mamy ograniczony to może warto walczyć?

Ja tam walczę, ale zawsze mam inne rozwiązanie w razie gdybym już się tym znudził i byłbym zbyt zmęczony. Po prostu.

I boję się dlatego nieśmiertelności i boję się tego, że pewnego dnia, będzie dla nas ona osiągalna. Nie życzę nikomu być uwięzionym w wiecznym paśmie męki i cierpienia, z którego nie ma ucieczki. Wszelkie nasze cierpienie kiedyś się skończy. Zawsze! Nieśmiertelność uwięzi cię w nim na wieczność.

Już dziś słyszy się o przenoszeniu świadomości do komputerów. Kombinowaniu z genetyką, etc. Boję się, iż dożyję czasów, kiedy to będzie realne. Kiedy będzie można uwięzić nasze umysły w maszynach, komputerach, dyskach, internecie. Będziemy skazani na życie i odbierze nam się śmierć. Naszą drogę ucieczki, nasz koniec drogi. Będziemy żyć w wiecznym cierpieniu i bólu.
#przemyslenia #samobojstwo #smierc #depresja

8

#smiecizglowy epizod 23

Tak w temacie samobójstw. To nadal pamiętam faceta, który wybrał sobie bardzo ładny dzień na dokonanie tego czynu. Pamiętam to jak dziś. Nie za ciepło, nie za zimno. Dla mnie to był idealny dzień na spacer po lesie. Zżarty umysł depresją, codzienne myśli samobójcze, zarośnięty jak małpa, poszedłem sobie zrobić małą przechadzkę. Podobno miało to jakieś działanie terapeutyczne, ale po takim czasie to stwierdzam, że jednak nie i wcale mnie przyroda nie uspokajała. Całe życie nią otoczony bardziej miałem jej dosyć.

Idąc sobie dalej, nagle usłyszałem krzyki i wołanie o pomoc. Jakoś nie myślałem wtedy tylko po prostu poleciałem w stronę źródła dźwięku. W moją stronę wybiegła kobieta i zaczęła krzyczeć: Mąż mi się powiesił! I wtedy zauważyłem go jak wisi 2 metry nad ziemią, zawieszony na drzewie, a obok stała drabina. Pamiętam, że wtedy podjąłem szybkie decyzje. Wisi 2 metry nad ziemią, nie wiadomo ile i każda sekunda go dzieli od śmierci. Zawołałem tylko czy ma nóż i niech mi da. Poleciała wtedy do auta, a ja szukałem czegoś w pobliżu. Kobiecina wsiadła w auto i pojechała… (Potem od policji się dowiedziałem, że była w takim szoku, że pojechała do domu po nóż) Znalazłem pustą butelkę po piwie, zbiłem ją i odciąłem faceta. Wtedy uznałem, że lepiej będzie jak połamie nogi, albo stanie mu się coś gorszego niż żebym go zostawiał na drzewie i miał zginąć. Wydaje mi się, że na jego miejscu wolałbym żeby nikt mnie nie ściągał, bo można by było zrobić ze mnie kalekę i to w imię czego?

Spadł na ziemię i rozeznałem całą sytuację. Od zobaczenia ciała do ściągnięcia go, minęła minuta. Przybiegłem w ciągu minuty, a kobieta, mogła go znaleźć jeszcze wcześniej i nie wiadomo ile czasu wołała o pomoc, będąc w szoku. Facet był zimny. Wszystkie te rozeznania zrobiłem zanim dodzwoniłem się na pogotowie. Jakoś tak działała wtedy adrenalina. Opisując całą sytuację i tak zostałem poinstruowany, aby przeprowadzać reanimację co zrobiłem i było trochę bez sensu, jednak wykonywałem polecenia mądrzejszych od siebie. Dopiero później dowiedziałem się, że wisiał tam dwie godziny, więc reanimowałem go 30 minut na próżno. Kobiecie gdy wróciła z nożem, kazałem jechać na początek drogi, żeby wskazała drodze karetce. Sądziłem, że lepiej będzie jak nie będzie oglądać swojego męża i sobie pojedzie, a zresztą droga była tak ukryta iż naprawdę było lepiej żeby stała na drodze i wskazała drogę karetce.

Pół godziny później zjawiła się straż, karetka i policja. Oddałem go w ich ręce, opisałem sytuację policji w międzyczasie usłyszałem że zgon już dawno nastąpił i poszedłem do domu.

Wtedy zauważyłem że to był naprawdę ładny dzień, końcówki jesieni. Nie za ciepło, nie za zimno. Słońce tak nie grzało jak to robi teraz, że jak tylko wyjdzie to jest skwar nie do wytrzymania, a jak zajdzie to trzeba kurtkę założyć. Pogoda była naprawdę ładna i chyba pierwszy raz od dawna zwróciłem uwagę na przyrodę.

Potem wróciłem do domu i dalej grałem w tibie.

Szybko się wieści rozchodziły i zaraz były do mnie pytania, ale jakoś nie chciało mi się o tym myśleć. Zacząłem mieć wyrzuty sumienia. Co by było gdybym jednak go odratował? Stałby się kaleką. 10 lat był na lekach, życie go przytłoczyło, chciał umrzeć, wybrał taką ładną pogodę i w sumie miejsce, a ja bym to wszystko zniszczył. Chyba się dość nawalczył… Spoczywaj w pokoju.

Reszty informacji dowiedziałem się po jakimś czasie.

Typ miał firmę budowlaną i całkiem ładnie prosperował. Jego żona miała dwóch braci i poprosiła go, żeby wkręcił ich do firmy. Na co się zgodził. Bracia jego żony, wygryźli go jakimś cudem z interesu i zgarnęli wszystko dla siebie, a jego z żoną wysłali na bruk. Cała jego ciężka praca poszła na marne i tamci wszystko zagarnęli dla siebie. Sądzenie, walka itp. Nic nie dały i stracił firmę bezpowrotnie. Więcej szczegółów nie znam.

Przynajmniej pierwszy raz od dawna doceniłem tę przyrodę, ale tylko tamtego dnia.
#depresja #samobojstwo #wyznanie

11

#smiecizglowy epizod 22

Czuję się mniej warty dla społeczeństwa jako facet.

Uwaga! Wpis nie jest jakimś wylaniem żali, mizoginistyczny czy incelowski. Po prostu wylanie swoich myśli jak to zawsze robię na moim tagu. Subiektywne odczucia i przemyślenia.

Ostatnio usłyszałem od osoby starszej, która była zmuszona słuchać od młodszej odnośnie zaimków bezosobowych, ubrania nie mają płci itp. Usłyszałem taki oto komentarz: Facet i kobieta to są dwie połówki sobie potrzebne, każdy ma swoją rolę i jesteśmy sobie nawzajem potrzebni.

I jest to popularna sentencja wśród osób starszych, która zaczyna wymierać. Nasi dziadkowie, rodzice itp. Mieli określone role i byli szanowani za to kim są i co robią. Jako kobieta, żona i matka. Jako mężczyzna, mąż i ojciec. Każdy miał swoją rolę i wypełniał określone obowiązki, które były mu narzucone społecznie. I co jest dobre czy nie to już inny temat. Jednak ja bym chciał się skupić na czymś innym. Na tym że rola mężczyzn została spłycona i są oni coraz bardziej umniejszani w życiu społecznym. Odnoszę się tylko do Polski. Nie mam porównania.

Od faceta wymagało się zaradności i zapewnienia stabilności swojej rodzinie, kobiecie zajmowania się domem i dziećmi. Jakoś to współgrało, chociaż bywało różnie i z jedną i z drugą stroną. Zakładamy teoretycznie, że obie strony spełniały te warunki i jeden bez drugiego nie mógł żyć. Co dzisiaj nie jest tak znowu oczywiste.

W dzisiejszych czasach coraz częściej jest jednak tak, że rola facetów jest umniejszana i w zasadzie mogliby oni przestać istnieć. Jeśli mi nie wierzycie to poczytajcie co piszą Julki na twitterze, facebooku itp. Nienawiść czasami to aż się wylewa z monitora i czuć to dosadnie. Zepsuty rynek matrymonialny (popularna zasada 80% dla 20%) odnosi się do wielu aspektów społecznych, ekonomicznych itp.

I nie ma w tym nic dziwnego. Kobiety z biologicznego punktu widzenia są bardziej wartościowe dla społeczeństwa jako iż zapewniają przetrwanie gatunku i gdyby w wiosce żyło 10 kobiet i 10 samców to gdyby 5 facetów zginęło to nadal może urodzić się dziesięcioro dzieci, zaś gdy zginie 5 kobiet to wtedy urodzi się tylko 5 w ciągu roku, dlatego to mężczyźni chodzili na wojny, podejmowali niebezpieczne prace, bo w razie czego była to mała strata, a jego żona nadal może rodzić dzieci, więc on jest niepotrzebny. Jednak kiedyś to było bardziej szanowane przez społeczeństwo. Dzisiaj mam odczucie, że umniejsza się ich role i moglibyśmy umierać na potęgę.

Zapewnienie bytowi rodzinie? Cóż. Do tego jesteśmy potrzebni, ale niekoniecznie musimy korzystać z przywilejów, które opisałem wyżej. Bardzo łatwo w tych czasach dostać rozwód i przyznać alimenty na dziecko. Możesz nawet tych dzieci nie mieć i płacić alimenty na byłą żonę, bo przecież przez tyle lat ona zajmowała się domem, a mogła robić karierę. Im bardziej facet wypruwa sobie żyły, pracując, biorąc nadgodziny by zapewnić byt rodzinie tym bardziej oddala się od niej i potem kończy się to rozwodem. Błędne koło, bo często jest tak, że nie możesz pogodzić pracy z życiem osobistym i stajesz się tylko lokatorem, który ma przynosić pieniądze do domu. Przykre, ale prawdziwe. Widziałem to zbyt wiele razy. Nie wiem jak to możliwe, ale ludzie starszej daty mają więcej wigoru, chęci i zaparcia niż młodsze pokolenia. Sześćdziesięciolatek potrafi zapieprzać po 12 godzin dziennie w pracy, wrócić, porobić coś przy domu, zająć się obowiązkami domowymi i iść spać bo trzeba iść do pracy następnego dnia. Dla mnie takie życie to nie życie, a wegetacja. Ja chcę odpocząć, zająć się swoimi pasjami, mieć czas dla mojej dziewczyny. Jednak z jakiegoś powodu czuję presję, że ja jako facet mam mieć siłę i chęci by oddać się CAŁKOWICIE rodzinie i zatracić siebie. Co wielu starszym osobom wychodzi, ale to kwestia czasów, w których żyli.

Kobiety mogą brać dodatki na dzieci, alimenty etc. (faceci też, ale nie zaprzeczycie, że to jest rzadkość, matka musi być ostrą patuską i jeszcze ojciec może nie dostać praw rodzicielskich). Łatwo można faceta oskarżyć o gwałt, założyć mu niebieską kartę. Kobieta jest zawsze stroną poszkodowaną i to mężczyzna musi udowadniać, że tak nie jest. Nawet nie wiecie jak łatwo by facet dostał niebieską kartę. Wystarczy że żona pójdzie do psychiatry i stwierdzi, że ojciec bije swoje dziecko. Z automatu jest to zgłoszone i karta jest założona, a sytuacje gdzie kobieta niesłusznie oskarża kogoś o gwałt? Pełno takich historii.

Gdy facet nie spełnia oczekiwań kobiety to bardzo łatwo jest go wywalić z domu, zwalić całą winę na niego i się go pozbyć. Różnie to bywa, nie powiem i sam doświadczyłem przemocy domowej ze strony ojca, jednak za moich czasów nie tak łatwo było patusów wywalić, a teraz jest niesamowicie prosto i obrywają też normalni ojcowie. Poszliśmy w drugą skrajność.

Kolejną rzeczą jest stosunek liczby samobójstw w Polsce 1 kobieta na 8 mężczyzn. I wcale się temu nie dziwię, a teraz opowiadam ze swojego doświadczenia jak to wyglądało i nie podważycie tego (do tego co napisałem wyżej pewnie bez problemu większość się odniesie, bo dane tam zawarte są dziurawe i zbyt ogólne, a patologia jest w obu przypadkach, tylko sensem mojej wypowiedzi jest co innego, ale o tym później).

Nie wiem od kiedy mam depresję, ale celuję w wiek 9 lat, kiedy to myśli samobójcze stały się u mnie normą. Okres podstawówki i gimnazjum warto pominąć, bo nikt tam nie wiedział co to jest depresja, bo ludzie byli wyrwani z komuny i dalej w niej żyli, a jako porady wychowawcze proponowali rodzicom pasek, a ja byłem uważany za upośledzonego dzieciaka. W technikum ludzie wiedzieli co to jest depresja i jak ona wygląda. BA, nawet mieli gości którzy się powiesili? Komentarz? Dobrze że zdechł, i tak był nic nie wart, ciota. Wprost słyszałem: Tylko się nie powieś.

Szukałem porad w internecie jak się zabić, nie wiedziałem wtedy o bing i innych tego typu wyszukiwarkach i co chwilę trafiałem na artykuły poświęcone temu byś się nie zabijała

Byś się nie zabijała… Na całą jedną stronę w wyszukiwarce tylko jeden artykuł był napisany w formie bezosobowej, żaden w formie męskiej. Kochana masz dla kogo żyć, to jego wina nie rób sobie tego, przytłacza cię życie? Ja też miałam problemy.

Od kobiet, albo dla kobiet. Czułem się jak odpad i mogę ginąć. Lata później, gdy czytałem te artykuły to były one też skierowane w większości do kobiet, ale rzadko do mężczyzn, a nawet jeśli już to pisane przez ludzi na wysokich stanowiskach i dla takich ludzi kierowane, lub po prostu do ludzi, którzy pracowali w biurze.

Jak ktoś znajdzie link to proszę bardzo. Czekam. Napisane przez faceta dla osób pracujących przy pracach fizycznych. Czekam. Jedyne co możesz znaleźć to żebyś wziął się garść, jesteś śmieciem i masa ludzi, którzy zamiast cię wspierać każą ci się ogarnąć, albo zdechnąć. Przed próbą samobójczą szukałem ratunku. Napisałem jakiś wpis i dostałem tylko komentarze: Idź się zajeb i daj już wszystkim spokój. Chciałem się dodzwonić na linię zaufania to nie byłem w stanie. Wszystkie znaki na ziemi mi mówiły, że jestem odpadem, nikogo nie obchodzę i żebym w końcu zdechł.

Ojciec kiedyś usłyszał o tym, że mam takie myśli to się wydarł na mnie i spuścił wpierdol. Matka stwierdziła że mam dobrze w domu, mam co jeść i w co się ubrać, więc nie ma problemu. Dalsza rodzina, że mi potrzebne są prawdziwe problemy, a jedyną atencję w ciągu życia to dostałem jak opisałem całe moje życie i ktoś mi w końcu po 20 latach zaczął współczuć. 20 lat czekania, żeby ktoś mi w końcu powiedział, że mi potrzebna pomoc.

Ilu facetów z chorobami psychicznymi ma kogoś? Dziwicie się że mamy zdesperowanych ludzi, którzy nie mając nikogo szukają sobie byle kogo do związku, kto tylko zwróci na nich uwagę i robi za betabankomaty i całkowitych służących? Że faceci dają sobie tak pomiatać, bo są samotni i muszą się ukrywać ze swoimi problemami, bo ludzie ich zjedzą i traktują jak gorszy sort?

Sprawdźcie sobie i wpiszcie w google: jak się zabić. Sprawdźcie to o czym mówię i zobaczcie jakie wsparcie ma zwykły facet na najniższym szczeblu. No po prostu czuję się jak nieistotny śmieć i odpad społeczeństwa. Nikomu niepotrzebny.

Uogólniam? Tak! Bo na nas facetów nikt nie zwraca uwagi i często sami musimy się borykać ze swoimi problemami! Mogłem coś napisać o kobietach i że one też mają ciężko? ZNOWU?! 1 na 10 artykułów jest poświęcony kobietom i pisząc w końcu o facetach znowu mam wspominać o kobietach? Tak, mają ciężko, tak, też przeżywają piekło, tak, też mają depresję, tak one też są ofiarami. Teraz znajdź taką samą sentencję w artykułach dla kobiet. Szukaj wsparcia jako facet, albo jako kobieta.

Znalazłem zajebistą kobietę, która teraz jest moją partnerką, za nic jej nie puszczę, bo takie kobiety to skarb i nigdy bym się nie podniósł gdyby nie ona. I ona coś mi daje od siebie i ja daję jej. Partnerstwo i dawanie sobie nawzajem. Mój towarzysz, który pójdzie razem ze mną i mnie wspiera w moich działaniach, gdy upadam to cierpliwie czeka i pomaga mi wstać i ja jej.

Faceci, wcale nie jesteśmy gorsi, też zasługujemy na wsparcie i pomoc.
#depresja #przegryw #mezczyzna #gorzkiezale #zalesie

9

Wpis powstał na podstawie filmu na youtube pt. Jak działa uzależnienie: https://www.youtube.com/watch?v=H_Jq4F3sP4I a także na podstawie moich doświadczeń, opisów innych internautów oraz we współpracy z Międzynarodowym Instytutem Danych z Dupy. Serdecznie zapraszam.

Ocena całej sytuacji i wszystkie spostrzeżenia są czysto subiektywne.

Uzależnienia są skutkiem problemów, a nie ich przyczyną

Opisując ostatnią historię: (https://lurker.land/post/bIZxyDwzR Nie jest potrzebna do zrozumienia wpisu, a jest tylko dodatkiem i moim eksperymentem) chciałem przedstawić jedną z wielu historii, jakie ludzie znają i co poniektórzy mogą się identyfikować, aby wyjaśnić dlaczego ludzie popadają w uzależnienia. Do napisania tego wpisu skłonił mnie jeden komentarz, pod jednym z moich ostatnich wpisów, brzmiał on mniej więcej tak:
Dawanie klapsów dzieciom jest wstępem do bicia, tak samo jak marihuana jest wstępem do cięższych narkotyków.
Udzieliłem wtedy prostej odpowiedzi: Jeśli jesteś słaby psychicznie i sobie nie radzisz to tak właśnie jest.

Tematem wpisu było zupełnie co innego i nikt tego nie ciągnął, więc postanowiłem rozwinąć go teraz. Dawanie klapsów dzieciom było wstępem do ich bicia w wielu przypadkach. Gdy dziecko, krzyczy, awanturuje się, wchodzi ci na głowę to koniec końców, któregoś dnia możesz zastosować użycie klapsa, by je uspokoić (klaps czyli uderzenie otwartą dłonią w pośladki dziecka) i nagle przekonasz się jak proste jest to rozwiązanie i jak szybko udało się ci ustawić dziecko do pionu. Rozmowy nic nie dawały, a klaps tak? Opisywałem to szerzej w mojej trylogii odnośnie bicia dzieci (https://lurker.land/post/EvMJE8cZn) dlatego nie będę się rozwodził na ten temat. Skupię się na tym co następuje w osobach słabszych psychicznie, nie radzących sobie z problemami.

Przekonując się że to działa, rozpocznie regularne dawanie klapsów, co szybko przerodzi się w bicie. Skończą się krzyki, bicia, awantury, a dziecko stanie się całkowicie podległe swojemu katowi. Proste rozwiązanie dające spokój.

Osoby popadające w uzależnienia to zazwyczaj jednostki z problemami psychicznymi, wynikającymi z wielu czynników, niekoniecznie zależnych od nich samych. Mogą to być warunki rodzinne, ekonomiczne, genetyczne, które kształtują zachowanie i poglądy danej jednostki. By zrozumieć szerzej ten temat, opiszę eksperyment z szczurzym parkiem, który został omówiony w wyżej wymienionym przeze mnie filmiku.

Ogólnie założenie wielu naukowców, mediów, zwykłych szarych ludzi, było proste. Jak dasz komuś możliwość wzięcia używek to on z nich skorzysta, dlatego powinno się zabronić sprzedawania narkotyków, alkoholu i innych, ponieważ ludzie są idiotami i każdy tylko myśli, żeby się upić, naćpać i walić bez gumy.

Na potwierdzenie tych argumentów, naukowcy przeprowadzili eksperyment na szczurach, które zamknięto pojedynczo w klatkach i miały do wyboru dwa dozowniki: jeden to była zwykła woda, drugi woda z heroiną. Oczywiście szczury w większości wybierały wodę z heroiną, a badania posłużyły mediom, dużym firmom i politykom do udowodnienia swoich racji. Ludzie są tacy sami i jak dasz im wybór to będą woleli się naćpać. Przez wiele lat to kłamstwo było tak skutecznie propagowane, że do dziś zwłaszcza u osób starszych można usłyszeć, że marihuen to wstęp do gorszego świństwa. Co jest nieprawdą, ale tutaj też wchodził czynnik związany z ekonomią i polityką. Szerzej ten temat, mogę omówić, gdy ktoś będzie ciekawy. Jeśli mam opisać to w skrócie to powiem tak: Koniec prohibicji, doprowadził do tego, że potrzeba było przyczepić się do czegoś innego. Duże firmy dużo by straciły, bo wytwarzały materiały, szkodząc środowisku i za wiele większą kwotę, niż można by to było robić z konopi indyjskich.

Wracając do tematu. Szczury to zwierzęta stadne, więc jakiś co bardziej rozgarnięty facet stwierdził, że badanie to jest dziurawe i niezbyt miarodajne, więc wymyślił, że przeprowadzi ten eksperyment po swojemu. Jako iż trochę na szczurach się znał to wiedział: potrzebne są im zabawy i co najważniejsze drugi szczur. To takie podstawy w ich hodowli.

Zbudował szczurzy park rozrywki, zapewniając im wszelkie wygody i zabawy jakich potrzebują, a także ogarnął stadko, które wpuścił do zbudowanej przez siebie placówki. Nie zapominając oczywiście o dwóch dozownikach: z wodą i heroiną.

I co? Nagle okazało się, że szczury jednak nie lubią heroiny, a mając zapewnione wszystkie swoje potrzeby nie tykały używki Nawet jeśli parę się takich osobników trafiło, to szybko przestawały korzystać z tej możliwości, bo były wykluczone przez resztę zgrai. Co ciekawsze, szczury wcześniej zamknięte w jednoosobowych celach, które uzależniły się od hery, lądując w szczurzym parku, szły na dobrowolny odwyk i wracały do życia społecznego.

Jednak ludzie są inni od zwierząt czyż nie? No nie do końca. Zasada działania jest ta sama, tylko mamy bardziej skomplikowany system społeczny, jednak zaraz do tego wrócę.

W filmie został podany przykład z żołnierzami, którzy podczas wojny w Wietnamie, popadli w nałóg i zaczęli regularnie brać heroinę, bo nie mogli sobie poradzić z wojną, ciągłą wizją śmierci itp. Media wtedy trąbiły na alarm, że po ich powrocie zaleje ich fala naćpanych zombie, którzy nie będą mogli funkcjonować w społeczeństwie. Tak się jednak nie stało i większość osób, które się uzależniły po powrocie do domu i swoich rodzin. Przestało brać i wrócili bardzo szybko na łono społeczeństwa. Niczym te szczury, wykluczone społecznie.

Dopiero ten eksperyment, rzucił inne światło na temat uzależnień ich przyczyn i skutków. Jednak w świadomości ludzkiej lata tłuczenia czegoś innego doprowadziło do tego, że ludziom ciężko jest to zrozumieć i nadal patrzą na osoby uzależnione, jak na kogoś gorszego. Kto po prostu nie miał tyle siły i samozaparcia jak oni, żeby nigdy nie popaść w nałóg.

Historia Mirka, którą opisałem, opowiadała o gościu bez perspektyw, życia towarzyskiego itp. Taka osoba idealnie nadaje się do tego by popaść w nałogi: alkohol, narkotyki, papierosy, pornografia, media społecznościowe. Każda z tych rzeczy pozwala mu zastąpić to, czego nie jest w stanie dostać w prawdziwym życiu. Alkohol zagłusza ból istnienia, narkotyki poprawiają nastrój, papierosy uspakajają, pornografia daje ujście popędowi seksualnemu, media społecznościowe dają złudną iluzję relacji międzyludzkich. Wszystkiego z tych rzeczy mu brakuje i musi znaleźć to wszystko gdzie indziej. Są oczywiście inne przyczyny jego stanu, ale dzisiaj się skupiamy na skutkach, a nie przyczynach jego problemów. Skutki są takie jak napisałem wyżej i póki potrzeby te nie będą zaspokojone to niemal zabójcze dla niego będzie ich odstawienie. Bo człowiek bez spełnienia swoich podstawowych potrzeb, tylko coraz bardziej się zatraca. Zabranie mu tych zamienników wcale mu nie pomoże.

Ludzie z uzależnieniami wokół nas to podobne istoty. Są pewne podstawowe potrzeby ludzkie, które muszą być spełnione, jeśli nie, to wasz mózg wywrze na was presję, aby te potrzeby spełnić. Idealnym przykładem jest tutaj Piramida Maslowa.

Potrzeby fizjologiczne (ciekawe jak szybko poczujecie głód i jak bardzo będzie on dla was uciążliwy)
Potrzeby bezpieczeństwa (Ciekawe jak uspokoicie swój umysł wiedząc, że żyjecie z miesiąca na miesiąc, a w każdej chwili możesz stracić pracę. Jedna wypłata dzieląca cię od bycia bezdomnym)
Potrzeby przynależności (Czyli relacje międzyludzkie)
Potrzeby uznania (na ten moment nieważne)
Potrzeby samorealizacji (Czyli coś co pasuje do wielu rodziców. Jeśli dziecko nie ma zapewnionych wszystkich potrzeb powyżej to jak możesz oczekiwać, że ono będzie się realizować? Sam nie potrafisz, a zmuszasz kogoś!)

Zazwyczaj osoby, które kończą z depresją, nerwicą itp. Nie mają zapewnionych nawet tych trzech podstawowych potrzeb z samej góry. Mówienie Mirkowi, żeby poszedł na kursy, studia itp. Jest bezsensowne, bo bez zaspokojenia podstawowych potrzeb jak ma to zrobić? NO JAK?! Zaczynanie od dupy strony to nie jest rozwiązanie. Jak masz bałagan na strychu to zaczynasz od piwnicy.

Może powinien zacząć rozmawiać z ludźmi w pracy? Tylko, że przez tyle lat był tak pomiatany i wykluczony społecznie, że nie był w stanie przez najmłodsze lata zbudować relacji. Jak ma to zrobić teraz, będąc w sumie społecznym inwalidą? No jak?

Rady, które otrzymuje to tylko puste słowa osób, które mając zaspokojone podstawowe potrzeby, potrafią komuś mówić co ma robić i nie potrafią wczuć się w sytuację tej osoby. Niczym Oskarek, któremu skarżysz się, że nie stać cię na mieszkanie, a on beztrosko ci mówi żeby ci rodzice kupili tak jak jemu i nie będziesz miał problemu. Super rada! Tak samo bezużyteczna jak kazanie komuś w depresji się uśmiechnąć, albo żeby sobie kogoś znalazł, albo żeby wyszedł do ludzi. Super! Rodzice wam już kupili to mieszkanie czy nie?

Przepaść między ludźmi ,,normalnymi” a tymi z depresją jest tak wielka, jak bananowych dzieci w stosunku do zwykłych ludzi. Rady przez nich dawane są tak samo bezwartościowe jak Oskarka, żeby rodzice kupili ci dom.
#smiecizglowy epizod 18
#uzaleznienie #przegryw #depresja #nerwica #psychologia #przemyslenia

6

O dwóch systemach w naszym mózgu. Na podstawie nieprzeczytanej całej książki pt. ,,Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”

To moje subiektywne przemyślenia, które naszły mnie po napisaniu wpisu odnośnie schematów: https://lurker.land/post/VOliuhjVm Gdzie opisuję, dlaczego ludzie robią to co robią, niekoniecznie myśląc nad sensem swoich czynności i dlaczego narzucają je innym oraz czemu jest tak ciężko zmienić swoje przyzwyczajenia, poglądy, myśli. Dlaczego człowiek w depresji, podświadomie zostaje w utartych schematach itp. Itd.

Wpis wyżej nie jest potrzebny do zrozumienia tego o czym teraz napiszę. Nie ma to większego znaczenia. Bardziej mi chodzi o to, aby przedstawić wam dwa systemy działające w mózgu, a zrozumienie ich, pozwoli na pewno coś zmienić w waszym życiu.

Jeżeli dotrwałeś do tego akapitu, to teraz postaram się, aby cię zatrzymać na dłużej i dam ci pewne zadanie. Chcę ci pokazać jak ciężko jest zmienić schematy i jaki to wysiłek kosztuje twój mózg. Zadanie jest proste. Wyobraź sobie dowolną czterocyfrową liczbę, najlepiej jeśli liczby nie będą się z niej powtarzać, a teraz spróbuj tę liczbę przeczytać do tyłu np. Wymyśliłeś liczbę 6859, od tyłu to będzie 9586. Ważne jest abyś nie zapisywał tej liczby, ani nie mówił jej na głos, zrób to po prostu w myślach i powtórz to ćwiczenie kilka razy. Ile podjąłeś prób, zanim zacząłeś się mylić, albo poczułeś zmęczenie?
Jeśli nie, spróbuj zwiększyć ilość cyfr w liczbie.

To właśnie moi drodzy, nazywamy systemem 2, jest on bardziej zaawansowany i bardziej wymagający niż system 1. Zaczynam od złej strony, jednak zaraz wszystko nabierze sensu i opiszę to bardziej jasno.

System 1, jest to system, który działa podświadomie w każdym z nas i jest zaprogramowany poprzez nasze myśli, przeżycia i otoczenie. On podejmuje większość waszych decyzji i działa bardziej emocjonalnie i jest energooszczędny dla mózgu.
System 2, jest z kolei jego przeciwieństwem, podchodzi na chłodno, odpowiada za logiczne myślenie i jest niesamowicie żarłoczny na energię, czego przykład, dałem akapit wyżej.

Jak działa system 1? Kolejny przykład:

Zgadnij kim jest Mirek:

Mirek jest spokojnym chłopakiem, typem introwertyka. Spokojny, ułożony, ma rodzinę. Nie kierują nim emocje i do wszystkiego podchodzi na chłodno. W wolnym czasie czyta książki.

Mirek jest bibliotekarzem czy rolnikiem?

Pomyśl chwilę i zastanów się jaka była pierwsza reakcja i odpowiedź na pytanie? Nie do każdego będzie pasował opis poniżej, ale pozwoli on na zrozumienie tematu.

System 1 nasuwa od razu myśl, że jest bibliotekarzem. Jego opis pasuje idealnie. Cichy, spokojny chłopak, nie działa impulsywnie, nie krzyczy. Podświadomość krzyczy, że idealnie nadaje się na to stanowisko. Jeśli tak to zostawisz to tak właśnie będziesz uważał, ale jeśli się zastanowisz, uruchomisz system 2, który stwierdzi:
- Wiele osób nie pracuje w zawodach jakich chcą, albo do jakich pasują.
- Rolników jest 20 razy więcej niż bibliotekarzy.
- Nie bez powodu ktoś ci daje taką zagadkę, mówiąc o jakiś dwóch systemach i jest tutaj coś podchwytliwego.
Pierwszy podsunął ci rozwiązanie podświadomie na podstawie zlepka informacji, drugi przeanalizował to i wysunął własne wnioski.

Podświadomość jest prostym narzędziem i nie wymaga za dużo wysiłku. Zlepek informacji wystarczy, żeby szybko podjąć za ciebie decyzję i nasunąć pierwszą myśl, jaka mu przyjdzie do głowy. Wielu ludzi dla własnej wygody nie używa systemu 2, ponieważ jak mogłeś się przekonać na przykładzie z cyfrą jest to zbyt uciążliwe i zbyt wymagające. Taka osoba pójdzie do sklepu i zobaczy promocję 5zł zmniejszone na 4zł, mimo że produkt poprzedniego dnia był za 3zł. Podświadomość zadziałała i narzuciła najprostsze rozwiązanie. Bierz to, bo jest w promocji. Osoby od marketingu, doskonale zdają sobie sprawę z działania obu tych systemów i wykorzystują to bardzo często. Nawet jeśli uważasz, że u ciebie system 2 jest bardziej wykształcony to i tak możesz dać się nabrać na niektóre zagrywki.

Temat opisany w skrócie, aby zrozumieć działania serca i rozumu, jeśli ciekawi kogoś temat to może przeczytać więcej w książce ,,Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”. Całość do tej poty była tylko moim subiektywnym przedstawieniem tematu.

Znając schemat działania tych dwóch programów. Możemy inaczej spojrzeć na ludzi, ich myśli i zachowania, a także przyjrzeć się swoim.

Ja doszedłem do prostych wniosków, biorąc pod uwagę istnienie tych dwóch systemów. Bardziej opłacalne i prostsze jest używanie systemu 1 i nic dziwnego, że ludzie tkwią w swoich zachowaniach, poglądach i schematach narzuconych przez innych, ponieważ korzystanie z drugiego systemu jest zbyt męczące. Im człowiek starszy tym gorzej zmienić jego poglądy.

Depresja odcisnęła na mnie olbrzymie piętno i wryła się w system 1. Zmiana tych zachowań kosztowała mnie olbrzymi wysiłek i przeprogramowanie go, a także zużywanie wszystkich zasobów na system 2. Niemożliwym było dla mnie podczas takiej terapii funkcjonowanie czy to w pracy, czy w kontaktach międzyludzkich. Ponieważ będąc wśród ludzi, pracy itp. Nie mogłem używać systemu 1, który stał się dla mnie destrukcyjny, a cały czas był używany system 2, abym mógł normalnie funkcjonować. Wyobraźcie sobie cały dzień robić ten przykład z czwartego akapitu. Nie jest to możliwe i system 1 przejmuje kontrolę. Każdy dzień w pracy był dla mnie udręką i resztę czasu leżałem w wyrze nie mogąc nic z siebie wykrzesać, a dłuższy czas doprowadził mnie na skraj wytrzymałości.

Ludziom ciężko jest wyjść z depresji, ponieważ wiele rzeczy zostało w podświadomości zakodowane i utrwalone. Osoby z fobią społeczną, czasem mają przebłyski i mogą spędzić czas z ludźmi, dając wrażenie, że wszystko z nimi ok. Jednak jest to tak męczące, że jedno takie spotkanie może się skończyć leżeniem w łóżku potem kilka dni. Zmiana swojego zachowania i podejścia kosztuje olbrzymi nakład pracy i ciężko to osobom postronnym zrozumieć. Rób do skutku przykład z akapitu czwartego, a przez chwilę poczujesz się jak osoba w depresji, lub z innym schorzeniem i wyobraź sobie, że ma coś takiego cały czas, za każdym razem, kiedy próbuje z tego wyjść.

Oczywiście pamiętajcie, że to są moje osobiste przypuszczenia i wnioski, mogące mieć nikły związek z prawdą. Jednak tutaj skupiłem się na osobach chorych. Jednak myślę, że jeśli wysilicie swój system 2 to odpowiecie mi w komentarzach na poniższe pytania:

Dlaczego tak ciężko zmienić cudze schematy i zachowania? Dlaczego nie możesz komuś przetłumaczyć, że ta promocja to kłamstwo. Dlaczego twoi rodzice, znajomi itp. Tak ślepo wierzą w to co widzą w telewizji?
#smiecizglowy epizod 17
#psychologia #przemyslenia

5

Miałem nie dodawać tego wpisu, ale dowiedziałem się, że jest dzisiaj Światowy Dzień Sprzeciwu wobec Bicia Dzieci, więc postanowiłem go opublikować.

Dziękuję wszystkim za komentarze, dyskusje oraz wiadomości na priv. Dzięki wam zrozumiałem, dlaczego tak bardzo nienawidzę klapsów i ludzi, którzy je stosują. Było to dla mnie bardzo odkrywcze i dało do myślenia. Na tyle, że musiałem jeden dzień poświęcić na odpoczynek od pisania, żeby poukładać to sobie w głowie i móc zakończyć ten temat na moim tagu. Odpowiedź jest prosta:

Nienawidzę ludzi, którzy mając nad kimś władzę wykorzystują ją, dlatego że po prostu mogą.

Dzieci i bicie ich zalicza się do tego. Nie ma człowieka bardziej bezbronnego i tak ufającego ci bezgranicznie jak twoje własne dziecko. Mimo że jesteś alkusem, patusem i bijesz je. To ono nadal jest przy to tobie i cię kocha (oczywiście do pewnego momentu). Mając taką kontrolę nad dzieckiem i zaufanie, którym cię ono darzy, uważam za najgorsze świństwo bicie go (przemoc psychiczna też się liczy, ale nie o tym tutaj). Niektórzy mnie przekonali do uderzenia otwartą dłonią w pośladek dziecka, ale były to sytuacje skrajne, niebezpieczne, albo takie, w których sam bym nie wiedział co robić. Najbardziej mnie ruszył komentarz pewnego rodzica, który w życiu nie podniósł ręki na swoje dziecko, a potem dowiedział się, że jego syn znęca się nad innym uczniem.

To kiedy można dać klapsa, a kiedy nie, jest tematem na inny wpis. Granica jest cienka i bardzo łatwo ją przekroczyć. Moja dziewczyna czytając niektóre komentarze i na podstawie swoich spostrzeżeń, a także po przeczytaniu pewnej książki doszła do bardzo ciekawego wniosku, który mi dał do myślenia:

Osoby, które są za biciem, zawsze pamiętają za co dostali i im to na dobre wyszło, z kolei przeciwnicy pamiętali tylko przemoc, a za co dostali to już niekoniecznie.

I faktycznie jest to prawda. Ja sam również tego nie pamiętam, przeciwnicy pobieżnie, bo oceny, bo zachowanie itp. A ci, którzy byli za biciem opisywali dokładnie każdą sytuację i dlaczego się z tym zgadzają. Co samo w sobie kazało mi się zastanowić czy klapsy same w sobie są problemem, czy może ich częstotliwość, okoliczności i podejście rodzica do tego.

Granica jednak jest cienka, a podejście do każdego dziecka jest indywidualne, a to jak rodzice wymierzają karę, też ma znaczenie. Złożony temat. Bo co to znaczy to wszystko co do tej pory napisałem? Kiedy klaps można stosować? Co to znaczy od czasu do czasu i za jakie przewiny, ile klapsów, jak ma się rodzic zachować? To jest temat do dłuższej debaty. Myślę jednak, że jeśli spędzając czas ze swoim dzieckiem, widząc jak się rozwija, o czym mówi, co myśli, jak się zachowuje ty nadal nie wiesz jakie kary są dla niego proporcjonalne, na czym mu zależy i jak można je zmotywować. To poległeś na każdym kroku jako rodzic, a bicie/klapsy inne formy przemocy, są nie dla ciebie. Bo jeśli spędzasz z tym dzieckiem tyle czasu, lub olewasz je na tyle, że tego nie wiesz to bicie będzie dla ciebie najlepszym rozwiązaniem. Proste rozwiązanie dla prostego umysłu. Dziecko dostało klapsy i cyk pora na cs-a. Jak nadal jest problem to wystarczy zwiększyć częstotliwość, albo ilość klapsów, zawsze działa. Możesz dojść do momentu, że będziesz tłukł dziecko tyle razy, że powiesz że cię ręka boli i dasz sobie spokój (pozdrawiam tatę).

Dlatego bezpieczniej będzie jeśli zostanę przy swoim, żadne formy przemocy fizycznej i psychicznej nie powinny się znajdować w wychowywaniu dziecka, bo małe umysły, czytając to co napisałem akapit wyżej, stwierdzą że mają przyzwolenie na bicie, bo nie dają sobie rady.

Nie dajecie sobie rady, bo mieliście w dupie swoje dziecko, albo byliście za głupi, by je zrozumieć. W tym drugim przypadku, jeszcze wam wybaczę, ale nie pozwolę na bicie. W pierwszym przypadku będę wami gardził, bo jesteście dla mnie małymi podłymi istotami, które nic nie znaczą i muszą odreagowywać na kimś kto jest niżej, bo nikt was nie szanuje i gardzi wami, więc znęcacie się nad istotą najbardziej niewinną i która wam najbardziej ufa.

W obu przypadkach są opisane skrajności. Można to jakoś wypośrodkować, jednak wiem, że większość ludzi jest na to za głupich i trzeba myśleć za nich i nic dziwnego, że w Polsce jest to już nielegalne od długiego czasu, bo przecież powiesz Januszowi, że klaps od czasu do czasu nie jest niczym zły, a on pójdzie i będzie bił dzieci kablem od żelazka codziennie, bo przecież HEHE ktoś powiedział, że od czasu do czasu to nie jest złe, a on wraca do domu, da trochę ,,klapsów” i może piwko w spokoju wypić i meczyk obejrzeć :DDD i gites majones. I patrz Halynka jakie te dzieci rozbestwione przez beztresowe wychowanie, a u nas nie ma problemu.

Odniosę się teraz do kilku sytuacji z komentarzy. Jeden użytkownik napisał, a co mam zrobić jak mi dziecko próbuje wbiec na ulicę, podczas sporego ruchu? No nie wiem, a co robisz z psem? Trzymasz na smyczy, pilnujesz. Czasami mnie śmieszą te fikołki, bo niektórzy stwierdzą, że zwierząt się nie bije, bo nie zrozumieją. Psa trzymasz krótko na smyczy, żeby ci nie wbiegł na ulicę. Dziecko puszczasz samopass? Przykład z komentarza dotyczył 4-latka, a ja nawet 7-latka pilnuje, bo nigdy nie wiesz co mu odbije. Możesz iść, tłumaczyć, a on któregoś dnia tak się podnieci, że widzi tatę po tygodniu, że nie będzie myślał tylko wbiegnie na ulicę, bo się stęsknił. W ten sposób to równie dobrze mężowie powinni bić żony, bo one też reagują czasami zbyt emocjonalnie i odwalają głupoty. Dziecko to dziecko, pilnuj je.

Jeden komentarz, który mnie ruszył. Opiszę sytuację po swojemu z pamięci, jak użytkownik będzie chciał się ujawnić to bez problemu.
Ojciec miał syna, nic mu nie brakowało, nie bił, nie wyzywał. Poświęcał mu czas i uwagę. Wychowywał na dobrego człowieka. Któregoś dnia został wezwany na rozmowę do szkoły i dowiedział się, że jego syn razem z kilkoma innymi chłopakami, znęcali się nad jednym uczniem. W ojcu coś pękło i po powrocie do domu, pierwszy raz w życiu go uderzył (klapsy).

I tutaj mnie zatkało, bo starałem się wczuć w tę sytuację i doszedłem do wniosków, dlaczego tego ojca usprawiedliwiłem za to co zrobił. On nigdy nie wykorzystał swojej pozycji i władzy nad dzieckiem, aby wymierzyć mu najprostszą karę, jednak gdy jego syn wykorzystał swoją władzę i znęcał się nad kolegą to coś w nim pękło i zastosował karę adekwatną do tego co zrobił jego syn. Nie wierzę, że w takiej sytuacji dziecko by zrozumiało to w inny sposób. I myślę że klapsy były i tak łagodniejsze od tego co serwował temu koledze, a sam ojciec miał tak olbrzymi kac moralny za to co zrobił, że aż mu współczułem.

Jeden komentarz dał mi tak wiele do myślenia. Czy wasi rodzice mieli jakieś rozterki moralne po takim biciu? Czy jednak uważali to za dobre i że kiedyś im za to podziękujecie? Myślę że dla jednej i drugiej strony odpowiedź jest tak samo oczywista. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. I bez namysłu jedna strona powie tak, a druga nie. I jedna i druga strona nie potrafi zrozumieć drugiej. I jedna i druga strona może zrobić dziecku krzywdę, jeśli nie zachowa balansu. Bo bicie dziecka zniszczy je tak samo gdy pozwolisz mu na wszystko, bez żadnych konsekwencji.

Jakby co, to nadal jestem przeciwnikiem bicia/klapsów/przemocy psychicznej itd. Każdy z nas jest tylko człowiekiem i czasem nie daje sobie rady. Mogę to wybaczyć.
Jednak jak ktoś regularnie bije swoje dzieci i uważa to za podstawę wychowania to serdeczny członek w końcówkę układu pokarmowego.

PS. Nikt ze zwolenników mi nie odpowiedział na moje ostatnie pytanie:
Dlaczego w pierwszych klasach szkoły podstawowej, byłem nieznośny, dokuczałem i przeszkadzałem na lekcji, a byłem bity regularnie? A nauczyciele mówili, że mi brakuje ojcowskiej ręki?
#smiecizglowy epizod 15
#rodzina #wychowanie #depresja #przegryw

5

Pamiętacie jeszcze stare gry Wapstera na telefony komórkowe, wydawane chyba z dekadę temu?

Ja pamiętam, bo mimo upływu lat, były to pierwsze gry, które mnie czegoś nauczyły, że ludzie to zachłanne stworzenia, aby czytać ze zrozumieniem, nie ma nic za darmo i jeszcze parę rzeczy, którę tutaj opiszę, ale po kolei.

Dla niewtajemniczonych: Dawno, dawno temu, niedaleko stąd, gdy nie było jeszcze smartphonów, a raczej były one dla najbogatszych, albo wchodziły dopiero na rynek. Za czasów, kiedy płaciło się kilka złotych za parę mb internetu w telefonie i gry chodziły w jme (java micro ediction), a wujek czesio, żeby obejrzeć gorący filmik z panią Irenką, musiał zapłacić ponad 10zł, żeby móc dostać link, a następnie go pobrać. Były sobie bieda gry za kupę kasy na te starocie. Jedna gierka kosztowała powyżej 10 zł co było kosztem niewiarygodnie dużym dla małego berbecia, a potem i tak wychodziły problemy z pobraniem, odpaleniem itp., a nawet jeśli gra jakimś cudem zadziałała to zabawy starczyło max na godzinę. Gry były powtarzalne, banalne i nudne. Od czasu do czasu trafiały się perełki, ale one też były na krótki czas. Poza tym mama z tatą zabraniali pobierania takich gierek, nierzadko ludzie mieli abonamenty, a wtedy to już ciągnęło kasę ostro. Jak miałeś telefon na kartę to gdy kończył ci się hajs, po prostu nie mogłeś już korzystać z internetu, wysyłać smsów, dzwonić. Gdy ktoś miał abonament to rachunki mogły przyjść na kilkaset złotych, jeśli się nie uważało.

Naprzeciwko naszym oczekiwaniom, przyszła pewna firma, która udostępniała w tych starych gazetkach gry całkowicie za darmo! ZA DARMO! No Scam, 100% legit. Pobierasz, grasz i jest cud miód orzeszki. Za darmo to uczciwa cena. Pierwszą grą, którą oczywiście pobrałem było: Odpicuj Furę. Wysłałem darmowego sms-a, wszedłem w darmowy link i pobrałem darmową grę. I powiem wam, że to był 100% legit darmowa gra. F2P, mimo że nie wiedziałem nigdy co to jest i czy w ogóle ta definicja wtedy istniała. Pograłem chyba z kwadrans i zaczęły się problemy.

Zasady gry były takie, mogę coś przekręcić i musicie mi wybaczyć: Dostawałem furę i brałem udział w wyścigach, zarabiałem kasę, ulepszałem auta, zdobywałem lepsze auta, żeby startować w lepszych wyścigach. W sumie standardowa gierka, ale był w tym pies pogrzebany. Nie pamiętam dokładnie, ale codziennie (nie czas gry, a rzeczywisty) dostawało się pieniądze, żeby móc dalej grać. Kasa szybko się rozchodziła i nie mogłeś startować w wyścigach, bo nie miałeś paliwa. Musiałeś czekać do następnego dnia, żeby dostać troszkę kaski. Hej, hej, a co to?

Na ekranie wielkimi literami jest napisane, że pan Miecio ci zatankuje lewym paliwem, za hehe, prowizoryczną opłatę. Godzisz się? Jeszcze się pytasz głupio. Klikam tak, coś tam wyskakuje, ale kto to będzie czytał i sru, wracam na tor. Znów nie ma wachy? Dziękuje pan Mieciu! Nie chce mi się dalej grindować kasy na nową furę. No przecież jest bank, w nim są pieniądze, wystarczy tylko brać. Biorę pieniądze za darmo, żeby odpicować furę. Znowu nie ma wachy? O! Pan Mietek, jak miło. LEJ! Dlaczego nie lejesz? DLACZEGO NIE LEJESZ?

I nagle przyjaźń z bankami i panem Mietkiem się skończyła, a ja nie mogłem zrozumieć jako 12-latek dlaczego, wszyscy się ode mnie odwrócili i już nie chcieli mi dawać tak chętnie i ochoczo pieniędzy jak to miało miejsce na samym początku. Zostając sam na sam z moimi myślami i brakiem wachy, postanowiłem, że pobiorę jeszcze inne darmowe gry od mojego wspaniałego przyjaciela Wapstera, który mi biednemu chłopcu udostępniał gry za darmo na końcu telegazety. Dziękuję pan Wapster.

Tylko, że nie mogłem wysłać nawet darmowego smsa i jeszcze bardziej zacząłem się zastanawiać o co tutaj chodzi?

Sprawdziłem stan konta: 0,00zł

Miałem 90 zł! Gdzie są moje pieniądze? Nie wiem wtedy jak powiązałem fakty jako dzieciak, ale trochę podukałem, przejrzałem wiadomości i zorientowałem się, że wysłałem jakieś wiadomości. Spojrzałem na godzinę, kiedy to było. Było to przez ten krótki czas, gdy grałem w moją ,,darmową” grę. I tak dodając dwa do dwóch, zorientowałem się, że wysyłałem smsy w trakcie gry i zorientowałem się, że bank mnie oszukał, pan Mietek mnie oszukał, pan Wapster mnie oszukał. Wszyscy mnie oszukali, a za tę kwotę kupiłbym 7 gier z wyższej półki.

Rodzicom nawet się nie przyznawałem do tego co zrobiłem. Przez trzy miesiące z drobnych, które uzbierałem, kupowałem doładowania do telefonu tak żeby się nie zorientowali co zrobiłem. Dostałem cenną nauczkę i wtedy jako berbeć się czegoś nauczyłem:

1. Nie ma nic za darmo.
2. Ludzie są z tobą, póki masz pieniądze.
3. Nikt ci nic nie da.
4. Czytaj ze zrozumieniem.
5. Czytaj co podpisujesz.
6. Sprawdzaj na co dajesz zgodę aplikacji.
7. Nie bierz telefonu w abonamencie
8. Płać za swoje błędy.
9. W takich grach działa przestawienie daty.

Dostałem wtedy cenną lekcję i jestem zdziwiony, że tak mnie to dotknęło, bo moi ,,koledzy” potrafili przepuścić w tej grze kilka stów i dalej nie wyciągnąć żadnych wniosków, co nauczyło mnie jeszcze jednej rzeczy.

10. Ludzie to idioci.

I tak dalej w to grałem, tylko tym razem uważałem i przestawiałem datę. Teoretycznie, grając 3 miesiące można było wszystko w grze osiągnąć co się da. Grałem jeszcze w parę gierek tej firmy. Moja rybka, miss wapster. Z czasem do gry został dodany tryb multi to siedząc na miss wapster, pisałem jako małolat z jakimiś laskami. Najbardziej zapadła mi w pamięć historia 30-latki narzekającej wtedy mi, że jej małżeństwo nie wyszło. W odpicuj furę, byłem pierwszy w rankingu, nie wydając wtedy ani grosza, po prostu przestawiając datę. Jak z kimś o tym pisałem w wiadomościach to mnie straszył sądem i policją, bo łamię zasady gry.

11. Trzeba kombinować.

Ogólnie moja historia była z happy endem, ale wiele z nich nie było. Wtedy rekordzistą to był jakiś dzieciak, który wydał 5000zł w abonamencie, a rekord na pewno był pobity przez kogoś innego. Nie interesowało mnie to zbytnio. Popyt był, coraz więcej tych gier wychodziło, a co Wapster się nachapał to jego. Jak ktoś zna dalszą relację całej tej sytuacji to chętnie posłucham.

W każdym razie cieszę się z tej lekcji i te 90zł niech sobie wezmą. Niech się wypchają, a ja jako dzieciak dowiedziałem się wiele ciekawych rzeczy i dostałem nauczkę.

12. Pilnuj dzieciaka co robi w telefonie! (Oczywiście jeśli nie byłby mną)
#smiecizglowy epizod 12
#nostalgia #staregry #wapster #przemyslenia #poradnik

8

Nie pamiętam dokładnie ile miałem lat, kiedy to się zaczęło. Chyba sześć, nie wiem i to bez znaczenia. Kupę jednak czasu byłem zamknięty w swojej głowie. Nie miałem innego wyjścia i teraz gdy na to patrzę to mam wrażenie, że tylko to pozwoliło mi nie zwariować w moim małym sterylnym i zamkniętym świecie.

Nie pamiętam jak to się zaczęło, ale było to tak jak z dziećmi, które bawią się zabawkami i rozgrywają różne historie w swojej wyobraźni. Dziecko zajmie się samo, dorosły jednak nie chwyci zabawek i nie będzie rozgrywał swoich wymyślonych historii. Nie wiem dlaczego, ale stwierdziłem, że jestem już za duży na zabawki i starałem się zajmować czas inaczej. Byłem w takim wieku, że już chodziłem do szkoły i niestety było to dla mnie dosyć traumatyczne przeżycie. Nie pamiętam, żeby rodzice mnie na to przygotowywali, nie pamiętam rozmów na ten temat. Nic. Po prostu pewnego dnia mama mnie wsadziła do samochodu, zawiozła do jakiegoś brzydkiego budynku, pomogła założyć buty, a potem mnie zostawiła samego z grupą krzyczących dzieci i jakiejś starej pani. Nie wiedziałem co to jest szkoła, co ja tutaj robię i czemu mnie ktoś tu zostawił. Chyba to był też pierwszy raz kiedy miałem styczność z rówieśnikami. Byłem tak odizolowany od innych ludzi, że jedynie znałem dzieci starsze ode mnie o kilka lat, lub młodsze o kilka lat, zawsze to było plus/minus 3 lata różnicy i też bardzo rzadko z kimś się spotykałem.

Szok z szkołą był tak silny, że pamiętam to tak jakbym pierwsze dni stał pod ścianą i nic nie robił. Grupy już się tworzyły, a gdy mój szok minął nie potrafiłem wpiąć się do żadnej grupy i zostałem sam jako ten dziwny dzieciak. Mniejsza z tym.

Rodzice wiedzieli co jest przyczyną tego mojego wyobcowania. Oczywiście to że nigdy nie miałem kontaktu z rówieśnikami, że nie wiedziałem o szkole i o tym że wywiną mi taki numer, że jednak dziecko to nie pies i trzeba z nim rozmawiać. Rodzice wyciągnęli wnioski, zaczęli mnie traktować jak człowieka i wszystko potem dobrze się ułożyło.

Oczywiście żartuje. Winą obciążyli gry komputerowe (dwie godziny w weekendy i odmierzany czas) i telewizję (trzy kanały: polsat, tvp1, tvp2. Codzienna wieczorynka i jakieś bajki rano w weekendy, jeszcze na polsacie leciały pokemony, albo dragonball, których nie mogłem oglądać, bo za dużo było przemocy) Nie jest to wszystko istotne, ale koniec końców nie miałem co robić w wolnym czasie. Zabita dechami wieś, nic nie ma wokół.

Nie wiem skąd mi się to wzięło, czy podpatrzyłem mojego dziadka, czy może kogoś innego, ale któregoś dnia wziąłem jakiś kijek i zacząłem chodzić w kółko. Chodziłem i chodziłem, aż w końcu miałem wytyczoną ścieżkę po ubitej trawie. Chodziłem aż się zmęczyłem, chwila odpoczynku i znowu. W głowie natomiast zaczęło się coś dziać. Gra, która w tamtym czasie mnie wciągnęła był Croc Legends of the Gobbos. Zacząłem wtedy rozmyślać o tej grze, a w głowie zaczynałem tworzyć różne scenariusze. Na początku to było po prostu co to zapadło mi najbardziej w pamięci, wyobrażałem sobie go jak skacze po tych tratwach na lawie, podwodne poziomy, albo walka z tą okropną biedronką w rękawicach bokserskich. Nie potrafiłem tworzyć, ale mając to co znałem odgrywałem moje historie w głowie i trochę je zmieniałem. Po czasie potrafiłem skopiować fabułę z innej bajki, nadać moim postaciom głosu i raz po raz wskrzeszać i zabijać głównego złego, którego teraz imienia nie mogę sobie przypomnieć. Gdy odkryłem dwójkę, to już w ogóle mieszałem wszystko jak leci, a nim się obejrzałem zdeptana trawa, zamieniła się w wydeptaną ścieżkę.

Mama głośno i wyraźnie na mnie narzekała, zniszczyłem jej trawnik i brzydko to wyglądało, dodatkowo robiłem to w takim miejscu, że ludzie mnie widzieli i zaczęli gadać, że nie do końca ze mną jest wszystko dobrze. Chociaż już nie pamiętam czy rodzice podjęli jakieś środki, by coś z tym zrobić. Zapamiętałem jedynie jeden raz jak przyjechali w goście ciocia z wujkiem oraz kuzynka i ja dalej chodziłem po tej ścieżce. Mama głośno gadała na mnie, już nie pamiętam co. Kuzynka to podłapała i podeszła do mnie po cichu i zaczęła mnie podsłuchiwać. Zazwyczaj to wszystko działo się w mojej głowie, ale czasem jakieś słowo mi się wymsknęło z ust. Kuzynka poleciała potem do rodziców, powiedziała że udaje że jestem superbohaterem i wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Nie przejmowałem się tym, Croc musiał znowu pilnować doktora gobbosa, żeby zamknąć złola w potralu. Chociaż mnie to zabolało.

Gdy była zima, latałem po prostu po pokoju i odbijałem piłkę od ścian. Gdy zrobiło się cieplej zrezygnowałem z kija oraz wydeptanej ścieżki i zacząłem po prostu odbijać piłkę do koszykówki i chodziłem wokół domu. Gdy już miałem zamontowany kosz tam sobie chodziłem i tam było już najlepiej.

Moje historie zaczęły jednak ewoluować i stawać się coraz bardziej złożone. Oglądałem różne bajki. Najbardziej lubiłem filmy pixara i to z nich dużo ciągnąłem. Potwory i spółka, iniemamocni, dawno temu trawie. Mieszałem postacie że były w jednej historii, albo pomagały Crocowi znowu zabić złola, który już po tylu razach miał tylko oko ze swojego ciała, bo tak to wszystko były protezy.

Nie wiem dlaczego, ale któregoś razu połączyłem sobie doktora who z atlantydą disneya. Tylko mój doktor był tym napakowanym gościem z atlantydy i latał i przeżywał przygody w czasie. Ja się robiłem coraz starszy, moje historie się zmieniały. Mieszałem, kombinowałem, improwizowałem. Później już miałem telewizor w pokoju i codziennie o 21.00 na kanale Hyper leciały jakieś anime. Death Note, Fullmetal Alchemist, Black Lagoon i wiele innych bardzo ciekawych produkcji. Mieszałem to wszystko, w mojej historii Raito przeżył i leciał dalej z zabijaniem. L co chwilę ginął, ale wracał. W Black Lagoon Levy latała w dwiema spluwami i zabijała nimi ludzie na odległość kilometrów. To była moja głowa, ja byłem dzieckiem i historie były jakie były. Dla mnie były one arcydziełami i tworzyłem lepsze historie niż to co oglądałem, no chyba że zobaczyłem coś lepszego, wtedy to trafiało do mojej głowy.

To była moja wyobraźnia i moje historie, nikt mnie nie będzie sądził za łamanie praw autorskich czy coś i nigdy się z tym z nikim nie dzieliłem.

Gdy już dorosłem, nie pozbyłem się tego. Miałem osiemnaście lat i dalej chodziłem grać dalej w kosza, a gdy tego nie robiłem przez kilka dni to czułem się jakbym miał delirkę. Byłem uzależniony od tego, a moje historie ewoluowały w taki sposób, że były pełnoprawnymi powieściami, filmami czy jak by to tam się zwało i jak się to widziało.

Stworzyłem własny świat, swoje uniwersum i zasady, postacie i ogólne założenia, a potem ruszałem to w ruch. W pewnym momencie miałem wrażenie, że to nie ja mam kontrolę, a wręcz przeciwnie. Któregoś razu byłem trochę wystraszony, ale bardzo szybko byłem zachwycony tym co zrobiłem. Mój świat i moje postacie ożyły. Nie miałem nad nimi władzy, one same wiedziały co mają robić. Ruszyłem machinę i tylko obserwowałem ten świat i to co się z nim dzieje, a sam jedynie zmieniałem coś gdy uznałem, że tak może być lepiej.

Widziałem co moje postacie robią i jaki ma to wpływ na mój świat, oglądałem gdy któraś z nich umierała i nic z tym nie robiłem. W pewnym momencie uznałem, że cofanie decyzji ,,czasu“ nie wychodzi temu na dobre. Moja historia, w mojej głowie i ona się toczy jak chce i jest tylko moja.

Opowiem wam po krótce o czym była to historia. W moim uniwersum ludzie mieli ,,dusze“. Była to energia, która po prostu zasilała ciało i gdy energia się skończyła, bądź człowiek umarł przedwcześnie dusza ulatywała z ciała i zasilała coś innego. Coś ala reinkarnacja, chociaż temat byłby bardziej złożony i byłoby to twistem dosyć solidnym. Jednak w wyniku ,,Wielkiej Wojny“ duża część tych dusz została zabrana i nie mogła zasilić reszty świata. Ciało bez duszy umierało, tak samo jak na przykład wszelka roślinność itp Ludzie wtedy skryli się na wyspie, odgrodzili magiczną barierą od zewnętrznego świata i nie pozwalali resztce tej energii ulecieć poza nią, ponieważ było za mało ,,dusz“ na tak duży świat i nie mogli pozwolić na stratę tej energii.

Oto jak wyglądał mój świat, miałem stworzoną historie przed. Historia teraz, działa się teraz. Miesiące mijały na rozwijaniu tej mojej historii i tak ona sobie trwała i trwała u mnie w głowie. Byłem jak na haju, jakbym oglądał super serial, albo dobrą książkę.

Niestety, zatraciłem tą umiejętność, a świat teraz jest martwy, a w mojej głowie pustka. Chociaż może stety? Zawsze uważałem że jestem głupi, nienormalny, albo nawet cofnięty w rozwoju, że robiłem coś takiego. Wstydziłem się tego i nie pozostał po tym żaden ślad, poza obręczą do kosza i trochę pomazane ściany od piłki, którą odbijałem. Wam zostawiam ten ślad z mojej głowy, mojego dawno martwego świata.
#smiecizglowy epizod 11
#tworczoscwlasna #przemyslenia #oswiadczenie

8

TL;DR

Jak przez własną głupotę skończyłem bez kasy i odciąłem się od ludzi, których nazywałem przyjaciółmi. O tym że trzeba myśleć o własnej dupie. I jak z ludzi wychodzi jad, gdy się im na to pozwoli.

Zatrudniłem się dwa lata temu na warsztacie stolarskim, jako pomocnik. Nie będę wchodził w szczegóły jak do tego doszło, albo jak po depresji radziłem sobie w nowym otoczeniu po prawie roku przerwy w zatrudnieniu. Mniejsza. W każdym razie mimo ciężkich początków, przepracowałem tam dwa lata. Robiłem tylko z jedną osobą, która była jednocześnie pracownikiem, szefem i moim kolegą. Mimo wszystko 9 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu robiło swoje i nie dało się inaczej.

Dużo się nauczyłem i mimo wszystko dobrze się u nich pracowało. Dostawałem 3200 zł na rękę, nigdy nie dłużej niż do połowy następnego miesiąca. Opłacali mnie, byli ze mnie zadowoleni, a ja byłem zadowolony z nich. Mimo, że odwalali krzywe akcje to czułem się jak równy z równym. Mogłem powiedzieć co myślę, wydrzeć się czasem i usiąść na spokojnie porozmawiać o tym co się dzieje na warsztacie i ustalić plan działania u klienta. Praca od całkowitych podstaw. Od pomiarów do montaży. Mimo 25 lat na karku byłem w stanie sam zrobić od podstaw kuchnię. Dużo się nauczyłem i zdarzało się, że nawet inne firmy mnie zaczepiały czy nie chcę pracy zmienić. Odmawiałem, bo byłem fair i było mi tam dobrze, a poza tym wyższe zarobki by mi nie rekompensowały też swobody w tym miejscu pracy. Mogłem sobie usiąść w trakcie pracy, zapalić papierosa, a na pytanie szefa co robię odpowiadałem, że mi się nie chce. Siadał wtedy ze mną i mówił, że jemu też i tak siedzieliśmy i gadaliśmy o głupotach. Oczywiście potem kończyło się to na nadgodzinach, ale coś za coś. Nawet gdybym nie palił, pracował te 8 godzin to i tak by był ten sam efekt.

Siedziałem na nadgodzinach czasami nawet 16 godzin i następnego dnia szedłem do pracy. Miałem okres dwóch miesięcy, gdzie robiłem minimum 10 godzin dziennie i jeszcze w soboty. Najlepsze jest to, że za nadgodzinę dostawałem 10 zł, ale nic nie mówiłem, bo premia w wysokości 70% mojej pensji mi to rekompensowała, chociaż niekoniecznie to było zadowalające i miałem dosyć takiej pracy. Plus to, że zmęczenie wpływało na nasze pomyłki, a każda taka była okupiona olbrzymią stratą. Wymiar pomylony o 1cm mógł ich kosztować kupę kasy i czasu. Bo trzeba kupić nową płytę, bo trzeba po nią pojechać, bo znów trzeba pociąć, okleić itp.

Były plusy i minusy takiej pracy. Teraz to nawet nie będę miał oporów poopowiadać do jakich głupot doprowadzili mój szef i jego żona. Jednak póki kasa była to moje uwagi były tylko moją opinią i robiłem to za co mi płacili. Zżyliśmy się tak, że potrafiliśmy się umówić gdzieś na mieście na piwo, albo wpaść do siebie na urodziny.

Na początku się godziłem na wszystko, potem się zasiedziałem. Na początku byłem bez grosza przy duszy i potrafiłem jeździć 15km w jedną stronę rowerem, bo już byłem tak spłukany. Potem zdałem sobie sprawę jak wiele się nauczyłem. Rozmawiać z ludźmi, nie byłem już taki zamknięty i miałem fach w ręku, gdzie ktoś potem potrafił się o mnie pytać czy nie zrobię mu tego czy tamtego.

Jakie głupie akcje odwalali?

Jak klient był miły i ich ,,porobił” to schodzili z ceny tak bardzo, że wychodzili na zero zakładając że nie będą musieli nic dokupować, dorabiać itp. Wychodzili wtedy na minusie

Mimo ustaleń uzgodnionych przez klienta, potrafili iść mu na rękę. Na przykład. Zawiasy do szafek były uzgodnione inne, a klient stwierdził, że chce blumy (te z górnej półki) różnica w cenie była 7zł, ale gdy kupić musisz takich 60 to wychodzi 420zł, a zakładając że robili mu za prawie bezcen, wychodzili na minusie.

Szczytem była klientka, która chciała mebel w cenie materiału na co szef się zgodził, bo był robiony cały dom. Zrobiliśmy jej to, daliśmy i powiedzieliśmy jaka jest za to cena. Wtedy wyszły jej wielkie oczy i stwierdziła:

- Ja myślałam że jest w cenie tego co państwo sobie wypracowali.

Nie za bardzo rozumiałem o co chodzi, a potem się okazało, że na przykład. My z tej roboty mielibyśmy mieć 5k na plusie to za te 5k jej zrobimy ten mebel.

Szef odpuścił i zszedł jej z ceny!

Jedna, druga, trzecia taka akcja i nie miał kasy na materiał, żeby ruszyć z inną robotą, bo ciągle tracił. Żeby ruszyć z robotą, jechał na pomiar, a za kasę z zaliczki, zaczynał starą pracę. Dochodziło do tego, że nie miałem co robić cały dzień, bo nie było kasy na materiał, a jutro trzeba do klienta jechać. Co prowadziło do kolejnych nieprzyjemności i schodzenia klientowi z ceny za zwłokę i koło się toczyło. Brakowało kasy na materiał, opłaty i dla mnie, a ja jak głupi widząc to, nadal przy nich byłem.

Mimo że szefowa, beztrosko sobie żyła i twierdziła, że to problem szefa, że tak odwala. Więc poinformowałem ich, że niedługo upadną, a ja widząc co się dzieje, stwierdzam że czas szukać nowej pracy.

Było to przed świętami Bożego Narodzenia. Nie dostałem wtedy wypłaty za listopad i musiałem oszczędzać każdy grosz, żeby dać sobie radę. Razem z moją kobietą dawałem sobie radę, ale zaczynałem powoli czegoś szukać, bo mimo że ich lubiłem to wiedziałem, że za parę miesięcy będę udupiony. Nie myliłem się, ale kroki podjąłem za późno.

W końcu dostałem zaległe wypłaty i biznes dalej się kręcił, mimo tych problemów. Jednak nie mogłem wziąć urlopu, nie mogłem zachorować, nie mogłem nic. Bo cały czas miałem z tyłu głowy, że to wszystko się zawali i nic z tym nie zrobię i mogę być bez kasy. Miałem prawie 30 dni urlopu i nie mogłem go wziąć, więc poszedłem na l4, bo już byłem na wyczerpaniu i żyłem licząc każdy grosz, bo nie wiadomo, kiedy mi zapłacą. Po powrocie poinformowałem ich, że odchodzę i szukam nowej pracy. Dzień później miałem już zaklepaną pracę.

Lubiłem ich, nigdy nie czułem się oszukany i wykorzystany, więc odszedłem z pracy na mocy porozumienia stron. Pieniądze miały być wypłacane, gdy będą mogli. Znałem ich, ich sytuację i wiedziałem, że najlepsze co mogę zrobić to złożyć wypowiedzenie z ich winy i zażądać zapłaty w określonym terminie. Nie zrobiłem tego. Traktowałem ich jak przyjaciół. Poszedłem do nowej pracy. Bez dnia przerwy. Jednak tam mi się nie udało i wylądowałem na bezrobociu. Bez pieniędzy, bez zasiłku (bo przez porozumienie stron, muszę czekać 90dni) postawiony pod ścianą, pracować gdzieś na produkcji za nic lub iść do innego tego typu stolarza, gdzie znów skończę na nie wiadomo czym. Stwierdziłem, że mam dosyć, a pieniądze mi się od nich należą. Przyjaźnie, przyjaźniami, ale jeść trzeba, a ja nie mam za co żyć.

Wróciłem, przedstawiłem sytuację i powiedziałem, że nie mogę czekać, bo przez moją dobroć ja jestem teraz w kropce. Myślałem że zrozumieją, myślałem że mogę z nimi dogadać, a dziś dostaję od nich telefon: ,,To nie nasza wina, że ty nie masz pieniędzy, przez to że odszedłeś z dnia na dzień, nie mogliśmy ruszyć z robotami, byliśmy u adwokata i sam od nas odszedłeś i nic ci się nie należy. Pieniędzy nie mamy i ci nie damy. Dostaniesz jak będziemy mieć. Kiedy? Nie wiem” Oczywiście z podniesionym głosem, że nic nie mogę zrobić, oni są górą i to moja wina cała ta sytuacja…

Sam odszedłem, to po mojej stronie było wszystko do zrobienia i teraz mogę być sam sobie winny. Nie wyszło mi z nową pracą? To nie ich problem. Zadałem im pytanie czy miałem dalej za darmo u nich robić. To tylko zmienili temat.

Za moją głupotę i dobroć, skończyłem bez pieniędzy, na bezrobociu. Z niewykorzystanym urlopem, dwoma miesiącami w plecy.

Jutro jadę do Inspekcji Pracy i przedstawiam sytuację, jadę do adwokata i stosuję pismo. Za długo byłem za miękki i dobry dla innych palantów. Mam dosyć. Jak to łatwo się wszystko zmienia, gdy chodzi o kasę. Póki robiłem to byłem cacy, a teraz jestem tym złym.

Czy ja mogę im w jakiś sposób zaszkodzić? Jest szansa na w miarę szybkie odzyskanie tych pieniędzy? Oni mogą w każdej chwili upaść. J

Jak ktoś chce mnie zbesztać za moją głupotę to proszę bardzo. Nie mam nic przeciwko. Jednak czy mogę coś z tym wszystkim ugrać?
#smiecizglowy epizod 10
#praca #pracbaza #anonimowelurkowyznania #stolarstwo #pytanie #prawo

13

Władza to tylko iluzja

W komnacie siedzi trzech wielkich ludzi, król, kapłan i bogacz, który ma złoto, a między nimi stoi najemnik, pozbawiony znaczenia człowiek o podłym pochodzeniu i niewielkim rozumie. Każdy z możnowładców rozkazuje mu zabić pozostałych dwóch. Król mówi: „Zrób to, albowiem jestem prawowitym władcą”, kapłan: „Zrób to, gdyż rozkazuje ci w imieniu bogów, a bogacz: „Zrób to, a całe złoto będzie należało do ciebie”. Powiedz mi, kto ocali życie, a kto zginie?

Ta zagadka z gry o tron, przewija się w sumie przez wszystkie jego sezony, aż do ostatniego i nie można znaleźć na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi i wszystko zmienia się w zależności od okoliczności. Najprostszą odpowiedzą Varysa było to:
Władzę ma ten, kogo ludzie uważają za władce.
I gra o tron była dla mnie najlepszym tego przykładem, w zależności od tego w którym konkretnym odcinku postawić zabójcę, ten wybierze kogoś innego. Chociaż jak już mówiłem jest to nie do końca jasne, a ludzie, a to co my widzieliśmy wpływałoby inaczej na te decyzje. Załóżmy jednak, że to my będziemy zabójcą. Przez pierwszy sezon władzę miał król Robert, mimo że Lanisterowie, mieli wszędzie swoich ludzi, udzielili kredytu królestwu itp. To jednak póki Robert żył, to sprawował on największą władzę i każdy się z nim liczył. Lanisterowie zdobywali swoje wpływy, by przejąć władzę, jednak tak długo jak żył król. Nie mogli nic zrobić. O kapłanie się nawet wtedy nie myślało, bo był on całkowicie bez znaczenia. Po śmierci głowy państwa, jego syn zasiadł na tronie i miał on chwilową całkowitą kontrolę, którą dostał z rozpędu po swoim ojcu. Podjął wtedy głupie wybory doprowadzając do wojny domowej, jednak to szczegół i szybko to ucięto. Joffrey zajął się swoimi sprawami (znęcanie się nad ludźmi) i mało go obchodził los państwa. Za głupi był by rozumieć politykę, ekonomię i wszystkie te inne pierdoły, którymi zajmował się ktoś inny.

Zastosuję skróty myślowe i coś przeinaczę, bo grę o tron oglądałem już dawno temu, a w moim wpisie chodzi mi o coś innego. Władzę przejął potem Tyrion jako namiestnik do czasu powrotu swojego ojca, król był już wtedy tylko marionetką, który nie miał wpływu na ważniejsze losy państwa. Po Tyrione przejął władzę Tywin, po nim Cersei, po niej Wróbel, a potem znów Cersei.

Tyriona pominę, bo teraz opisując Tywina i tak dojdę do tego samego. Władzę przejął bogacz. Przez całe życie króla robił sobie podwaliny, żeby po jego odejściu, jego rodzina przejęła władzę nad krajem. W sumie ludzi ma obsadzonych, gdzie nie spojrzy otaczają go Lanisterowie, komu w łapę miał dać to dał, a śmierć poprzedniego władcy sprawiła, że już w żaden sposób nic go nie ograniczało. Gdy Joffrey się buntował i twierdził, że to on tu rządzi to Tywin odesłał go, żeby poszedł spać, bo jest zmęczony. Załatwił kogoś kto w teorii sprawuje władzę na tym państwem i wysłał go spać jak dziecko, które nim było. Bo poza okrucieństwem, pochodzeniem i wpływami swojego dziadka to nie miał nic i mógł sobie tylko szczekać. Gdy ktoś przybył do stolicy z arystokracji to szedł do Tywina, a do króla tylko żeby zachować niezbędne maniery. Ukłonić się i pójść w swoją stronę do tego kto naprawdę ma tutaj władzę.

W tym momencie zabójca powinien oszczędzić bogacza, ale jak już mówiłem to zależy. My jako widz to widzieliśmy. Arystokracja wiedziała kto sprawuje władzę, a jeśli chodzi o zwykłych ludzi z tego uniwersum to czy oni byli świadomi, kto nad nimi sprawuje faktyczną władzę?

Chyba jeszcze na to kto przeżyje, znaczenie by miało pochodzenie zabójcy, które jest opisane wyżej: ,,pozbawiony znaczenia człowiek, o podłym pochodzeniu i niewielkim rozumie”

I w sumie tu się zatrzymałem, bo to nie jest teraz jednoznaczne kogo wybierze, mimo że Tywin sprawował władzę to jednak iluzja nadal się utrzymywała przy Joffrey’u. W sumie tutaj zostawię to pytanie dla was. Kogo by na ten moment zabił zabójca?

Po śmierci Tywina (najpierw zginął Joffrey i władzę przejął młodszy brat) nie było do końca dla mnie jasne, kto teraz sprawuje, faktyczną władzę. Lanisterowie działali z rozpędu, jednak ich wpływy i to co osiągnął ich ojciec nie były solidnym fundamentem i w każdej chwili ich potęga mogła się zawalić, bo inni gracze (gry o tron) zaczęli krążyć jak sępy i zaczynały podburzać te fundamenty. Wtedy na scenę zaczął wkraczać Wielki Wróbel (kapłan) który zaczynał powoli robić podwaliny pod swoją władzę. Cersei zamiast zobaczyć w nim wroga, ujrzała kogoś, kogo może wykorzystać, by utrzymać swoją władzę. Pozwoliła mu działać i nie powstrzymywała go, a on kroczek po kroczku, zdobywał coraz większe wpływy. Cersei nie widząc zagrożenia, pozwoliła mu działać i wykorzystywała go do pozbywania się swoich wrogów. Nie zauważyła że broń, którą używała przeciwko swoim wrogom, była obusieczna i ostatecznie wylądowała w lochu, zamknięta przez kapłana, któremu dała za dużo władzy.

Wiele zapłaciła za swoją głupotę, naprawdę dużo. Stała się marionetką i jej władza była tak samo iluzoryczna jak władza Joffrey’a (Rządził Tommen, ale stosuję uproszczenie, bo nawet jako postać był taki nijaki i jako widz nie czułem do niego nic, albo żeby miał jakiekolwiek znaczenie, a nawet w tym wpisie szkoda na niego czasu, może przy innej okazji).

Na ten moment nie mam wątpliwości, że nasz zabójca wybrałby kapłana, który królową mógł zamknąć w lochu, na ulicach byli jego żołnierze i zmuszono się ludzi do przestrzegania zasad wiary. Coś jak papież w średniowieczu.

Cersei wyszła z lochu, zorganizowała zemstę i doprowadziła do ludobójstwa, pozbywając się wszystkich swoich wrogów. Pozbyła się wszystkich graczy w walce o tron, a jej syn popełnił wtedy samobójstwo. Przejęła całkowitą kontrolę nad krajem.

Tutaj zabójca nawet nie miałby wyboru, jedynie taki czy zabić króla czy nie. Zabiłby?

Władza to tylko iluzja. Niepewna, chwiejna, na słabych fundamentach. Każdy kto ją zdobył, musiał poświęcić naprawdę dużo by przy niej zostać.

W każdym etapie naszej historii, w każdym kraju, mieście, wsi, pracy, rodzinie jest ktoś kto ma władzę. Zawsze tak to wygląda. Dziecko słucha bardziej jednego z rodziców, który ma według niego większą władzę. W pracy słuchasz się przełożonego, ale też nie do końca, jeśli twój przełożony daje sobie wejść na głowę to nie traktujesz jego słów poważnie, mimo że jest wyżej od ciebie. W teorii to działa inaczej, w praktyce przyjrzyj się swojemu otoczeniu, kto ma nad tobą władzę? Kogo słów nie olejesz? Szef cię może zwolnić, jeśli nie masz wyboru i musisz tam pracować to on ma nad tobą władzę i może kazać ci robić wszystko i to jego dobra wola czy cię wykorzysta czy nie. Rodzic ma władzę nad swoim dzieckiem, może dać szlaban, odciąć kieszonkowe, dać klapsa (kwestia sporna). Władzę może mieć nad tobą bank, gdy weźmiesz kredyt hipoteczny i musisz go spłacać 20 lat. Władzę może mieć nad tobą ktoś kto ci pomoże, bo możesz być zobowiązany potem wobec niego. Ty może masz nad kimś władzę?

Kto rządzi nami? Kto rządzi światem? Kto rządzi krajem?

Mam dwie zagadki:

Mogąc zabić dwie osoby, kogo zabijesz w takim zestawieniu:

Król (Jarosław Kaczyński), Bogacz (wstaw jakiegoś, którego uważasz, że ma największe wpływy), kapłan (niech będzie Rydzyk xd)

Król (Joe Bidden), Bogacz (Xi Jinping prezydent Chin), kapłan (Papież Franciszek)

PS. Król odnosi się do tego, kto iluzorycznie ma władzę, a nie faktyczną władzę, żeby nie było że ktoś się oburza na Jarosława Kaczyńskiego. Jak ktoś ma pomysł kogo zmienić w tym zestawieniu to niech powie.

PS2. Pomijam to, że równie dobrze zabójca może mieć władzę, bo jest ona najmniej stabilna ze wszystkich, jest chwilowa, tak samo jak gwałciciel ma kontrolę nad swoją ofiarą to jednak potem bardzo szybko ją traci.
#smiecizglowy epizod 9
#got #graotron #wladza #przemyslenia

7

Drażni mnie pazerność ludzi na kasę.

I nie chodzi tutaj o to, że pieniądze szczęścia nie dają czy coś w tym rodzaju. Chodzi mi bardziej o to, że ludzie zaślepieni chęcią zysku, zrobią wszystko dla pieniędzy. Absolutnie wszystko. Jeżeli ktoś twierdzi, że nie to powiem tylko, że wszystko jest kwestią ceny. Przypomniał mi się stary żart, kiedyś zasłyszany:

- Oddałabyś się siedemdziesięciolatkowi za milion złotych?
- Tak.
- A za sto złotych?
- Oszalałeś? Za kogo ty mnie masz?
- To już ustaliliśmy, teraz negocjujemy cenę.

Ilu z was mając możliwość zrobić coś niemoralnego, zrobiłoby to za odpowiednią opłatą? Zabiłbyś własną matkę za ten milion złotych? Jeśli nawet powiesz, że nie to zaraz odezwie się twój rozum, który będzie próbował ze wszystkich sił usprawiedliwić ci ten czyn. Robisz za minimalną, masz dwoje dzieci i żonę na utrzymaniu, ten milion byłby dobrym startem w ich życiu, mógłbyś sobie coś kupić. BA! Nawet twoja matka sama ci się pozwoli zabić jak usłyszy za ile i będzie wiedzieć, że poprawi to życie tobie i wnukom!

Przykład wymyślony na poczekaniu, możecie wymyślić własne. Zjeść czyjegoś stolca, pójść z kimś do łóżka, przeparadować po mieście nago itd. Kwestia ceny i pewności, że te pieniądze otrzymacie oraz warunki w jakich żyjecie, mogą co niektórych pchać do takich czynów. Jednak nikt się o tym nie przekona, póki nie przyjdzie taki dzień, kiedy ktoś ci taką ofertę złoży. Możesz się zapierać, że czegoś w życiu nie zrobisz, ale jak ktoś ci podstawi pod nos kasę to jakoś momentalnie te sumienie może zostać uśpione.

Ludzie sprzedają swoją wolność, godność i bliskich za o wiele mniejsze stawki. Gdy jest troje rodzeństwa i jedno mieszkanie po rodzicach to dopiero wtedy można zobaczyć ile te więzy krwi były warte. Gdy jako mąż podupadniesz na zdrowiu i nie będzie szans na poprawę, dopiero wtedy zobaczysz ile znaczyłeś dla swojej żony.

Widziałem i słyszałem w życiu wiele sytuacji. Gdy mąż wyrzucił swoją żonę z domu, bo ta była chora na raka i nie robiła mu już obiadków. Gdy rodzeństwo po śmierci rodziców skakało sobie do gardeł, żeby jak najwięcej nachapać dla siebie. Gdy mąż zatrudnił braci swojej żony, a oni mu ukradli firmę i kopnęli w dupę swoją żonę i szwagra, aż ten się powiesił. I wiele, wiele innych.

Tak po prostu się sprzedać i dać sobą rządzić. Nigdy nie parłem, aż tak na pieniądze, żeby robić dla nich wszystko, a znam osoby, które potrafiły po rękach całować szefa, za to że im nadgodziny pozwolił robić i robili po 16 godzin dziennie, a nawet jak im szef pozwolił to przyszli w niedzielę!
Bo przecież więcej kasy. Mimo że traci się wszystko inne. Gdy ja nie chciałem zostawać godzinę dłużej w pracy to jak myślicie kto miał największe pretensje? Szef? Nie! Najbliżsi, który potrafili mnie za takie coś niemal palcami wytykać, obrażać i poniżać.

Bo parę złotych więcej… Tylko, że to byłyby moje pieniądze, a nie ich, a i tak ich strzelała zawiść na to, że nie chcę pracować więcej niż muszę! A i tak ci ludzie z tych pieniędzy nic nie mieli. W zależności od tego czy zarabiają 2k czy 3k to i tak życie się toczy od pierwszego do pierwszego, tylko przy tym drugim nie ma już nic z życia.

Ten facet, który robił po 16 godzin, wracał co parę miesięcy do Polski i wszystko potrafił przepić w jeden tydzień, a za granicą to żył jak robak na głodowych porcjach, bez ogrzewania w domu, oszczędzając na wszystkim.

I pytam się w imię czego? W imię czego to wypruwanie sobie żył? Ojciec, który potrafi właśnie tak pracować i zaniedbywać wszystko inne. Mimo że robi po 12 godzin dziennie, soboty połowę tego, a w niedzielę odpoczywa po całym tygodniu. Zaniedbuje dom, dzieci, żonę. Dzieci nie znają ojca, a z czasem to już go nawet nie chcą widzieć w domu, bo zgrzybiały staruch, wyładowuje na nich swoją frustrację, bo dzieci zamiast robić z siebie niewolników jak on i zamiast poświęcać cały swój czas na naukę, tak jak on na pracę to wolą się bawić i mieć kontakty z rówieśnikami. Żona też się oddala, bo z czasem mąż staje się tylko gościem, który przynosi kasę i nic poza tym.

I potem taki ktoś potrafi mnie umoralniać, że jestem nieodpowiedzialny!

Zmieniłem niedawno pracę, bo umawiałem się inaczej z przyszłym szefem, a ostatecznie zrobił coś innego. Mniejsza z tym co i jak. W każdym razie miało nie być nadgodzin, tylko czasami, a na sam początek słyszę, że praca 9 godzin dziennie i soboty pracujące będą normą. Rzuciłem to w cholerę. I mimo że jestem teraz bez pracy to super się czuję, bo nie jestem niewolnikiem i robolem, który musi żyć by pracować. Już nawet komentarzy nie słyszę wokół siebie, mimo że czuję od bliskich taki chłód, że jak to tak bez pracy zostać? Widocznie już się zmieniłem na tyle, że nikt mi uwagi nie zwróci, ale jednak mam to z tyłu głowy, głupie uczucie, które mnie dobija, wierci i nęka odmęty mojej głowy. Wpajany całe życie kult niewolnika i pracy, aż padniesz z przemęczenia i zdechniesz.

Gdy w nowej pracy szef ogłosił te nadgodziny to nikt nie myślał o tym, że miało być inaczej, albo że nikt ich o zdanie nie pytał. Cieszyli się że mogą godzinę wcześniej zacząć pracę i nie będą musieli siedzieć tak długo (praca była od 8 do 16, a po tym ogłoszeniu od 7 do 16, więc się cieszyli, że nie muszą do 17 robić) a w soboty to tylko będą musieli robić jak będzie brzydka pogoda Następnego dnia przyjechałem normalnie na 8 z zamiarem wypowiedzenia (i tak robiłem na czarno i to była ta jedna z tych rzeczy, które miały być inaczej) to pierwsze co usłyszałem to to, że mi się pospało, a potem zdziwienie, dlaczego odchodzę.

Dobrze zrobiłem? Może nie? Czas pokaże.

Jednak nie jestem niewolnikiem, nie będę się dostosowywał do tego systemu więcej niż muszę, nie będę sobie pozwalał na wszystko w imię paru groszy więcej. Pięć lat takiej pracy i nic z tego nie miałem, oprócz nerwów, zmęczenia, depresji i zniszczonych relacji!
A inni? Nadal się nie uczą na błędach. Nic się nie dorobili, nic nie zyskali, stracili to co powinno być najcenniejsze, a dali się sprzedać za parę groszy. Gdyby coś wydarzyło się z tych rzeczy na samej górze to pewnie by poszli i zrobili to wszystko za jeszcze mniejsze pieniądze. Bo liczy się tylko kasa.

Jest tu ktoś podobny do mnie? Co wy o tym myślicie? Mam rację czy nie? Czy jest szansa na jakąkolwiek zmianę?

PS. Chociaż pewnie chodzi tutaj też o warunki w jakich się żyje. Gdy nie musisz myśleć co sobie kupić, żeby ci starczyło do wypłaty. Za granicą mimo że robiłem za minimalną to nie musiałem patrzeć co chwilę na moje konto ile mi zostało kasy i nie było problemu by iść do restauracji, coś odłożyć itp. Jednak u nas w Polsce za minimalną nie masz takiego spokoju i jest on zarezerwowany dla osób, które zarabiają trochę więcej. Tylko, że to powinien być standard dla każdego człowieka, a nie dla wybranych, więc w sumie się nie dziwię tym ludziom. Jest mi po prostu ich żal.
#smiecizglowy epizod 8
#przemyslenia #pieniadze #praca

16

Wpis powstał jedynie w celach wylania kolejnych śmieci z mojego śmietnika. Żadne użalanie się nad sobą, żadne psioczenie na to jaki świat jest zły, żadne przegrywowe żale jak to mnie wszyscy skrzywdzili. Jedynie opis tego co mi się kiedyś przydarzyło.

Pokorne ciele dwie matki ssie, nie reaguj to im się znudzi, nadstaw drugi policzek. Ta. Jeżeli chcesz zrobić kalekę ze swojego dziecka to polecam tłuc mu do głowy te powyższe frazy, a jeszcze lepiej, gdyby się do nich nie stosował, to bić po łbie i sprowadzać do parteru, za każdym razem, kiedy się stawia. Masz wtedy pewność, że twoje dziecko będzie nikim i całkowicie zależne od innych i uległe.

Wyprowadzony na świat tymi zasadami, przeżyłem prawdziwe piekło w okresie szkolnym, gdzie nękali mnie rodzice, koledzy, a także nauczyciele. Gdzie się nie ruszyłem dostawałem po pysku i w sumie byłem traktowany jak rzecz, własność, z którą można robić co tylko się chce. Rodziców nie obchodziło to co się dzieje, a wręcz sprowadzali mnie do parteru, mówiąc mi, że sam jestem problemem, nauczyciele widząc, że rodzice nie ingerują, olali mnie i moje skargi, a koledzy widząc, że nie ponoszą żadnych konsekwencji swoich czynów zaczęli się rozkręcać.

Niektórzy nauczyciele nie nadawaliby się nawet na pracowanie w zakładach karnych, bo mimo że cechowała ich ogromna podłość i zawiść, to jednak byli głupi i nie wystartowali by do kogoś kto mógłby im oddać w jakikolwiek sposób, dlatego zostali nauczycielami, bo dzieci nikt nie ochroni.
Byłem bity, podduszany i w różny sposób nękany, a gdy potem zachowywałem się tak jak się zachowywałem (odosobniony, zamknięty w sobie, zacząłem sprawiać problemy jak to dziecko, które chce żeby ktoś na mnie zwrócił uwagę) usłyszałem od nauczycielki, że ja to bym się nadawał do szkoły specjalnej.

Rodzice nie pomagali, liczyło się tylko oceny. Nauczyciele mieli w dupie moje skargi i opowiadania, twierdząc że zmyślam, a koledzy (myślę że to złe słowo, jednak nie mam lepszego. koledzy to po prostu osoby, które miałem w klasie) wyśmiewali mnie i wyszydzali. Przykładowo gdy już nauczyciele, ani rodzice mi nie pomogli to potrafili odwalać najgłupsze akcje jakie im do głowy przyszły. Szli do łazienki, wyrwali kran, a potem szli do nauczycielki i mówili, że ja to zrobiłem, a potem byli wzywani rodzice do szkoły, dostawałem wpierdol, kary i konsekwencje w szkole. Jak udało im się raz to potem już chodzili i wymyślali najgłupsze idiotyzmy jakie im przychodziły do głowy. Raz nawet miałem alibi, bo jeden nauczyciel, mnie widział całą przerwę, ale mimo to dostałem uwagę tak z przyzwyczajenia. HEHE, wiesz anon. Znasz bajkę o chłopcu co wołał wilk?

Jedną z wielu akcji, które pamiętam ze szkoły, było dawanie na porost włosów. Była u nas taka tradycja, że gdy ktoś się obciął, klepało się go ręką w potylicę, a żeby włosy szybciej rosły. Koleżeńska zabawa i nikt nikomu krzywdy nie robił. Jednak gdy ja byłem obcięty to byłem bity z całej siły. Tak bardzo, że nie chciałem się strzyc i ukrywałem się, kiedy była moja kolej. Oczywiście nie muszę mówić, że ja jako śmieć, rzecz nie mogłem nawet tknąć nikogo, gdy taka rzecz się wydarzała. Czasem się biłem, jednak gdy wygrywałem do akcji wkraczali inni chłopacy i zawsze kończyłem źle. Nie było czegoś takiego jak solówka, no chyba że naprawdę nie dawałem rady, ale jak dawałem to do akcji wkraczali inni, a jak kogoś uderzyłem, powiedziałem coś nie tak. To czekało na mnie sześciu przed szkołą i tłukło. Byłem takim popychadłem i śmieciem, bez żadnego wsparcia, że nic nie mogłem zrobić.

Wracając do tamtej sytuacji. Pewnego dnia, przyszedłem obcięty do szkoły i znów się chowałem, gdy zadzwonił dzwonek, poszedłem pod klasę, a tam na mnie czekali. Osoby ze starszej klasy i moja. Zanim ogarnąłem co się dzieje. Czterech już mnie trzymało za ręce i ograniczyli mi ruchy tak, że nie mogłem się ruszyć. Zaczęli mnie wtedy jeden po drugim walić w głowie z całej siły. Brali 10 metrowy rozpęd i uderzali raz po raz. Nie pamiętam ilu ich było, miałem mroczki przed oczami, jak na złość nie mogłem stracić przytomności. Jeden cios za drugim. Kiedy już odpływałem i nie miałem już siły na jakikolwiek opór, nagle puścili mnie na ziemię i uderzyłem twarzą o podłogę i tak leżałem. Nie wiem ile czasu to trwało. Dyżury nauczycieli były od początku przerwy do końca przerwy, nauczyciel schodził i szedł do pokoju nauczycielskiego i przez ten krótki okres końca przerwy do przyjścia nauczyciela pod klasę, mijało parę minut. Puścili mnie, gdy zorientowali się że idzie nasza nauczycielka.

Przeszła obok mnie i spojrzała na mnie:

- Ty naprawdę jesteś jakiś upośledzony, żeby leżeć na ziemi.

Klasa w śmiech, nauczycielka otworzyła klasę i stwierdziła, żebym wstał, bo dostanę nieobecność.

Historii tego typu miałem masę, jednak to co opisuję nie było jedną z najgorszych historii, jakie mnie spotkały. Bywało gorzej, to już za mną i po prostu nic o tym nie myślę. Nawet nie mam komentarza do tej historii, żalu, ani wściekłości. Nawet nie było nic co mógłbym wtedy zrobić, a dziś już nawet nie mam jak i po co. Po prostu idę przed siebie.

Ciężka praca mnie czekała i teraz czytając tego typu historię, mam wrażenie że wydarzyła się komuś zupełnie innemu.

Chcę więc powiedzieć każdemu, kto przeżył jakieś okropne historie, że da się jakoś z tego wyjść. Można iść naprzód i być zadowolonym z życia i samemu nie popełniać podobnych błędów już na przykład jako rodzic.
#smiecizglowy epizod 7
#depresja #gorzkiezale #zalesie #anonimowelurkowyznania

12

Depresja, Nerwica, Zaburzenia Osobowości.

Postanowiłem jeden z moich epizodów #smiecizglowy poświęcić dla osób, które chcą wyjść z depresji, przegrywu, lub innego rodzaju chorób psychicznych nęcących ich umysł. Chcę wam przedstawić, co zadziałało u mnie i jak moje życie poprawiło się w stosunku do lat ubiegłych. Nie jest kolorowo, ale jestem w stanie żyć na tyle, żeby nie myśleć codziennie o śmierci i bezsensowności mojego istnienia. Może komuś pomogę, może komuś podam kilka przydatnych według mnie rad, może ktoś walnie pięścią w stół i rozwali go w drzazgi. Oczywiście to nie jest recepta, ani sposób by poradzić sobie z problemami. Po prostu chcę opisać co zadziałało u mnie, ty zrobisz z tą wiedzą co chcesz, możesz nawet wrzucić mnie na czarną listę. Ktoś skorzysta, ktoś straci bezcenny czas, ktoś ten wpis oleje i zostanie zasypany innymi. Poza czasem nie stracisz nic, więc może warto chwilę poczytać.

Nie będę się rozpisywał nad moją historią. Wszystko jest na moim tagu i czasem coś dodaję do mojej historii. Leczenie depresji, zacząłem zdecydowanie za późno. W momencie gdy już mi zaorała w głowie i zmieniła moje postrzeganie świata tak bardzo, że to nie była depresja, a zaburzenie osobowości. Część mnie, która została tak zakorzeniona, że nic mi nie mogło pomóc. Myślenie o śmierci było dla mnie czymś naturalnym tak jak oddychanie.

Nie zdążyłem nawet załatwić swoich spraw za granicą, by wrócić do Polski i się zacząć leczyć, bo psychika mi siadła i wykończyłem się tak, że moje myślenie przeszło w działanie. Ogólnie jednak nic mi się nie stało, ale powrót do Polski, został przyspieszony i rozpocząłem terapię.

Poszedłem na terapię psychoanalityczną i powiem wam, że to co tam doświadczyłem, zmieniło moje myślenie i pozwoliło mi na lepsze funkcjonowanie. Nie myślcie sobie o tym, że będzie tu pitu, pitu o tym jakie to życie jest piękne, ciesz się dniem i jak ktoś ci dokucza to mu mówisz, żeby tego nie robił, bo ci to przeszkadza. Oczywiście takie pitu pitu jest, ale to wszystko miało cię przygotować na walenie po mordzie jakie cię potem czeka.

Zapomniałem wspomnieć. Terapia była grupowa i było w niej 13 osób. Pitu pitu miało na celu wspomóc poczucie bezpieczeństwa grupy, aby potem ludzie zaczęli się otwierać i mówić rzeczy, które nigdy by im przez gardło nie przeszły. W mojej grupie wszyscy dotrwali do końca, bardzo często jednak takie grupy nie kończą w takim samym składzie jak były na początku. Z 13 osób, robi się 7, bo nie dają rady. #blackpill to czuliby się tutaj jak w domu, oczywiście do momentu, aż terapeuci uświadomią ich o drugiej stronie medalu i że jednak faceci mają też swoje za uszami. W każdym razie jak jesteś blackpillowcem to polecam ci iść na terapię, z czysto naukowego powodu. Nauczysz się jak docierać do kobiet i o co im chodzi i nawet nie mając mordy 10/10 dowiesz się jak można do nich dotrzeć.

Ogólne założenia tej terapii to po prostu: Ludzie nie są źli, ani dobrzy, ludzie po prostu są. Co to znaczy? Weźmy na przykład przyrodę. Wilk pożera owce. Wilk jest dobry czy zły? Wilk jest po prostu wilkiem i robi co musi. Owca jest dobra czy zła? Owca jest po prostu owcą itd. Ktoś może powiedzieć ludzie są inni! Mamy moralność, poczucie co jest dobre, a co złe. Nie skupię się na filozofii i skąd ta nasza moralność jest i skąd wiemy, co jest dobre, albo złe. W każdym razie człowiek robi to co robi, bo jest człowiekiem i wiele czynników działało i działa na niego z zewnątrz.

Weźmy na przykład przegrywa oczami normika. Normik miał dobre życie, rodzice byli kochający, niczego nie brakowało. Były gorsze okresy, były lepsze okresy, koniec końców, nie ma jednak na co narzekać. Taka osoba, automatycznie uważa że inni mają tak samo, albo podobnie, nawet jeśli słyszy o głodujących dzieciach, patologii i innych tego typu zjawiskach to przechodzą mu przez głowę jako puste frazesy i wypiera to z głowy. Jeśli ten opis kogoś uraził to podaję teraz przykład:
Maciej lat 24. Mieszka w domu, ma depresję, psioczy na dziewczyny, jest ulany, dodaje wpisy jak to on nie chce żyć i chce pomocy. Gdy ktoś wyciąga do niego rękę to on taką osobę zbeszta i dalej zawinie się w kocyk narzekając na to jaki świat jest okropny, a on sam został skrzywdzony.
Jeśli widzisz w tym kimś nieudacznika, który potrafi się użalać nad sobą i dobrze mu tam gdzie jest:

TO PEWNIE MASZ RACJĘ

Pytanie jednak brzmi czy dostrzegasz tutaj coś więcej? Jeśli nie to opis u góry do ciebie pasuje, bądź sobie urażony i idź sobie, bo ta wiedza tutaj w niczym nie jest ci potrzebna i życie w nieświadomości będzie lepsze. Wierz mi, że wiem co mówię. Ignorancja jest dobra i będziesz szczęśliwy, ja myślałem za dużo i byłem zbyt empatyczny i zobacz gdzie jestem.

Maciej ma dłuższą i gorszą historię życia, która też go zniszczyła i wykształciła go takim jakim jest teraz. Matka mogła go zamykać w schowku na miotły, bo za głośno płakał, ojciec alkoholik, bił go bez wyraźnego powodu. W szkole koledzy sprawdzali ile razy musi dostać w łeb cegłą, żeby zemdleć, a nauczycielka, która powinna pracować w obozach pracy, nie mogąc na niego patrzeć dokuczała mu na tle klasy. Wszystko idzie jak domino i w końcu masz obraz, wystraszonego chłopaka, zamkniętego w domu, który woli siedzieć z patologiczną rodziną, bo na zewnątrz go nie czeka wcale nic lepszego. Jak wyciągniesz do niego rękę, to będzie reagował jak pies bity bez powodu, będzie warczał i gryzł byle byś od niego odszedł, bo zaraz dostanie od ciebie lanie. Takie błędne koło i bardzo ciężko się z tego wydostać, bez pomocy kogoś naprawdę, naprawdę cierpliwego. Bo gryźć i warczeć może na ciebie latami, może już nawet za życia się to nie stanie.

Tak to wygląda z ludźmi, może jesteśmy bardziej rozwinięci, ale jednak to jak reagujemy i funkcjonujemy zależy w dużej mierze od dzieciństwa i tego jak ono nas kształtowało. Inaczej możesz przez to spojrzeć na innych ludzi, nawet na morderców, ale twoje rozumienie, nie oznacza akceptacji. Bo chociaż rozumiem Sebe, bo wywalił gonga frajerowi, jakie miał motywację i o co mu chodziło, to Seba idzie do więzienia i z Sebą to nie chcę mieć za dużo wspólnego. Bo nie jestem terapeutą, lekarzem czy jego rodziną, żeby przejmować się bardziej niż o to, że nie wiem co zjeść na kolację.

Czy takie myślenie pomaga? Zależy jak na to patrzysz. Mi w relacjach międzyludzkich bardzo. Dlaczego? Kiedy znam motywację innych osób, rozumiem ich zachowania o wiele łatwiej jest mi do nich dotrzeć. Jest czas, że mówię im to co chcą usłyszeć i potrafię na tej podstawie osiągnąć jakieś korzyści. Chociaż brzmi to egoistycznie, bo pewnie takie jest to jednak mam jedną, bardzo WIELKĄ wadę, że dobry ze mnie chłopak i nie wykorzystuje ludzi, ponadto co sam jestem w stanie zaoferować.

I tutaj to wygląda tak. Oczywistość dla wielu. Nie ma relacji bezinteresownych, a ci którzy takie relacje prowadzą, często lądują na terapii i lekach. Ty czegoś chcesz ode mnie? Ja chcę czegoś od ciebie. Jeśli tylko dajesz i nic nie bierzesz w zamian to masz idealny przepis na nerwicę. Bo ile można znosić kogoś, kto ciągle bierze, a nie daje ci nic? A narasta w tobie frustracja, bo zazwyczaj takie osoby widząc to, wykorzystują cię! Nawet nieświadomie, bo ludzie są po prostu ludźmi i korzystają z tego. Sam miałem okazję być po drugiej stronie barykady, kiedy tylko brałem, musiałem sam walczyć ze sobą, żeby takiej osoby nie zniszczyć, bo pokusa była zbyt silna i już wolałem zakończyć znajomość niż ją ciągnąć.

Jednak uważam to za wadę, bo trzeba być Skurwysynem! I robić tak by było tobie najlepiej.

Otaczam się teraz jednak ludźmi, którzy to doceniają i jakoś sobie funkcjonuje.

To jednak jedna z wielu rzeczy, które się nauczyłem na terapii, a jest ich o wiele więcej i wspomnę o nich w innych wpisach. Jeśli ktoś dotrwał do końca to dziękuję, za te kilka minut poświęcone na przeczytanie moich wypocin. Jeśli masz pytania to wal śmiało, a ja odpowiem czy to tutaj czy na priv. Czasami moje odpowiedzi są takiej samej długości jak te wpisy.
#smiecizglowy epizod 6
#przegryw #depresja #nerwica #zaburzeniaosobowosci #blackpill #wychodzimyzprzegrywu #przemyslenia #smiecizglowy

7

Nie wiem już co myśleć na temat koronawirusa, pandemii i wszystkim co do tej pory się dzieje w Polsce i na świecie.

Zazwyczaj potrafię sobie wyrobić opinię na jakiś temat, po prostu śledząc jedną i drugą stronę barykady. Wyciągać wnioski z jednej i drugiej strony i osiągać jakiś środek, jednak nie tym razem. Mam taki mętlik w głowie, a widząc sprzeczności, które ciągle są nam podawane, nie wiem co myśleć. Na każdy jeden argument jest drugi kontrargument, na każde głupie pytanie, pojawia się równie głupia odpowiedź, a na mądre pytania, mądre odpowiedzi. Po jednej i drugiej stronie. Jakoś nie potrafię tego wypośrodkować. Bo albo będę szurem, albo panikarzem i nie ma absolutnie nic pomiędzy i nawet wokół siebie nie widzę innej tendencji.

Czy wirus istnieje?

Istnieje, a odmian koronawirusa jest podobno ponad 100! Tylko nie były one tak groźne jak ta odmiana przed którą nas wszyscy straszą. Czy faktycznie tak jest? Wiele osób przeszło covida bez ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i przeleżeli to jak normalną grypę, albo nawet nie mieli żadnych objawów. Tylko tych osób się nie pokazuje i skupia się na tragedii, liczbach itd.

Testy.

Testy to bardzo ciekawy temat. Udało mi się gdzieś wyczytać, że te testy nie wykazują czy masz tę odmianę koronawirusa, którą tak wszyscy straszą tylko pokazuje czy ogólnie masz koronawirusa! Czyli jedną ze stu odmian tego wirusa. Czyli tak naprawdę na sto osób tylko jedna ma Covida. (Przykro mi, nie mam źródeł. Jedne źródła i drugie źródła są albo od ,,szurów” albo od ,,panikarzy” ani jedni ani drudzy nie są wiarygodni, a nic obiektywnego na ten temat nie znalazłem) jednak miało to dla mnie największy sens i dlaczego te testy są niewiarygodne. Na mój rozum tylko to ma sens i jest to celowe zawyżanie statystyk.

Wpisywanie koronki, nawet gdy się jej nie ma.

Może niektórzy z was widzą historie w internecie, jak to wujek, babcia, mama próbowały się dostać do szpitala i musiały podpisywać papierek, że jadą z podejrzeniem covida. W sumie historie absurdalne i tak samo wiarygodne jak te o pełnych szpitalach. Jedna i druga strona tutaj przesadza i wszystko zależy od tego co was w życiu spotka. Chociaż faktem jest że lekarze dostają dodatek za pacjentów covidowych i starają się wpisywać każdemu koronkę, bo to się po prostu opłaca i moi znajomi już tego doświadczyli. Historii nie zweryfikuje, za to dodatek od pacjentów covidowych jest i każdy kto zna naturę ludzką wie, że to prowadzi do nadużyć.

Szczepionki

Faktem jest, że szczepionki robi się co najmniej dekadę, ponieważ nie można przewidzieć długoterminowych konsekwencji, jednak drugą stroną medalu jest to, że koronawirus jest znany już więcej czasu i w sumie szczepionkę opracowywano wiele lat wcześniej zanim zaczął się ten cały burdel. Ostatni rok to przyspieszył. (Znów nie mogę tego zweryfikować!)
Ostatnio słyszałem, że któraś szczepionka powodowała zakrzepy krwi i ludzie umierali przez nią. Pomyślałem sobie wtedy że łącząc skutek z dowolną przyczyną można osiągnąć ciekawe rezultaty. Na przykład to że dzisiaj pada, to zasługa tego, że gdzieś tam Indianie w rezerwatach zaczęli tańczyć taniec deszczu. Ludzie starsi, dostali zakrzepu krwi i po prostu umarli i w żaden sposób to nie zwiększyło śmiertelności, tylko czy by przyjęli czy nie, to i tak ten zakrzep by był.
Tak jak większość osób wpisanych że zostało zabitych przez covida! Mieli tyle chorób współistniejących, że czy by byli chorzy czy nie to i tak by umarli, zwykłe przeziębienie by ich zabiło. Jednak liczby rosną i jest czym straszyć.

Czy maski chronią?

Ulubionym cytatem jest powiedzenie naszego byłego już ministra Szumowskiego, który stwierdził, że maseczki nie mają sensu i jest to po części prawda. Jednak z jakiegoś powodu nosili jest lekarze. Mam wrażenie, że Szumowski po prostu znał się na ludziach i wiedział jak to wygląda. Zrobiłem kiedyś test i oglądałem się w sklepie jak te maseczki są używane i doszedłem do wniosków, które nie były dla mnie żadnym zdziwieniem. NIKT! Powtarzam! NIKT! Nie używał ich w sposób właściwy. Maseczki mają sens, jeśli zakładacie je tylko raz i wyrzucacie oraz nie dotykacie ich rękoma. Po pierwsze każdy dotknął maseczki czy po to żeby ją poprawić, czy po to żeby dotknąć dla samej zasady. Do tego dodajmy jeszcze, że ludzie zakładają je po kilka, kilkanaście razy zanim je zmienią, plus że te maseczki są trzymane w kieszeniach, albo torbach razem z innymi rzeczami użytku codziennego. Przecież nikt nie będzie przestrzegał zasad sanitarnych takich jak na przykład lekarze, więc pod tym względem są one niepraktyczne i mogą doprowadzić do gorszych rzeczy, bo ludzie są zwyczajnie głupi. O ewenementach noszących jedną i tą samą maskę od kwietnia tamtego roku nie wspomnę. Jak gaci nie będziecie zmieniać to też się nabawicie fajnych chorób.

Plandemia!

Nie wierzę w niczyją dobroć, a szczególnie rządów światowych, korporacji itp. W jednym z moich wpisów opowiadałem historię o tym jak korporacje i rządy zachęcały do palenia papierosów i wtedy też było mnóstwo ,,szurów” twierdzących że fajki to trucizna i byli wyszydzani podobnie jak ci nasi szurzy. Czas pokaże kto miał rację, jednak można powiedzieć szczerze, że niektóre z argumentów są tak absurdalne, że jednak nie można traktować ich poważnie. Jednak przesadzone teorie spiskowe, zaczynają się sprawdzać w inny sposób. Jak na przykład chipy w szczepionce. Od początku to było dla mnie niedorzeczne i nie zgadzam się z tym. Widzę jednak, że w inny sposób rządy to wykorzystują. Paszporty szczepionkowe czy jak to się zwie, pomysł żeby do restauracji był wstęp tylko dla osób zaszczepionych itp. Ktoś albo zarobi na tym dużo kasy, albo trzeba będzie podać o sobie tyle danych, że one będą to rekompensować i będzie się nas trzymać w garści i wiedzieć o nas wszystko. Najprawdopodobniej jedno i drugie, a nawet więcej.
Jeszcze kwestia filmików z żółtymi napisami. Obejrzałem jeden i powiem tak: Nie znam chińskiego, nikt u mnie nie zna chińskiego i nie mogę zweryfikować tych słów. Bo można w takie filmiki wstawiać dowolne linie dialogowe, a niektórzy zarabiają dużo na sianiu paniki. Jednak Bill Gates kiedyś powiedział, że chciałby zredukować liczbę ludzi na świecie to prawda. Jednak to było wyrwane z kontekstu i użyte w innej sytuacji. Ogólnie jego zamysł polegał na tym, żeby w krajach uboższych, ludzie się nie rozmnażali jak króliki. Jak urodzisz dziesięcioro dzieci i wiesz, że tylko troje z nich może przeżyje to rodzisz na potęgę i potem jest tych ludzi za dużo. Gates chciał po prostu, żeby zamiast iść w ilość, iść w jakość i żeby te dzieci przeżywały i nie umierały na byle pierdołę, gdy przyjdzie czas. To tak w dużym skrócie.

Chaotycznie, bez ładu i składu!

Oddaje to idealnie jaki mam mętlik w głowie, strasznie zmęczył mnie ten wpis i nadal nie wiem co o tym myśleć. Zbyt złożony temat, zbyt dużo niewiadomych. Są osoby, które na tym zyskają, są osoby, które na tym stracą. Jednak ciężko odnaleźć jedną, lub nawet kilka przyczyn tego stanu rzeczy. Trzymanie nas w garści? Pieniądze? Zmiana sił na świecie? Wszystko? Czy może jedna z tych rzeczy, a reszta to skutki uboczne? Powoli i systematycznie coś się zmienia na świecie i nie możemy nic na to poradzić. Nawet gdy to się skończy to nic już nie będzie takie jak dawniej.
Czeka nas ciężki okres.
#smiecizglowy epizod 5
#koronawirus #pandemia #plandemia #pytanie

6

Lenistwo to cnota.

Mam wrażenie, że przez przypadek, albo błąd tłumacza, lenistwo zostało wpisane na listę siedmiu grzechów głównych. Jak na moje oko jest to niedopatrzenie, które doprowadziło do wielu, wielu, wielu lat stagnacji, które odbiły się echem na naszej historii. Według mnie na tej liście powinna znajdować się pracowitość, bo działało to z większą szkodą dla naszej cywilizacji.

Zastanówcie się przez chwilę ile dobrego nas spotkało dzięki lenistwu. Ile rzeczy jest na nim zbudowane.

Gdy tak o tym pomyślę, to jednak wpisanie na listę grzechów głównych lenistwa, miało sens, bo nie może ono się rozwijać bez pracowitości. Gdyby nie to drugie to byśmy skończyli jak zwierzęta, które robią rzeczy niezbędne do przeżycia i resztę czasu poświęcają na tej kochanej cnocie.

Sam sobie zaprzeczyłem, ale trudno. Mogę pisać co chcę.

Człowiek jak żadne inne zwierze, ma niesamowity talent w rozwiązywaniu problemów, które sam stworzył! Mózg nasz jest bardzo przewrotny i złośliwy, a nasze pragnienie do posiadania coraz więcej za mniej spowodowało, że życie wygląda jak wygląda.

Znowu bredzę.

Zastanówcie się jednak na chwilę, odsunę się od poważnych przykładów i dawaniu racjonalnych argumentów, bo gdyby tak było to bym teraz się rozpisywał na temat higieny, zdrowia itp. Jednak znów bym napisał coś na 1500 słów i nikt by nie dotrwał do końca.

Jednak nie uprzedzajmy faktów!

Człowiek stworzył problem: Trzeba prać ubrania.
Człowiek stworzył rozwiązanie: Trzeba prać ubrania!

I latały takie chłopki, służki czy tam inne takie i prały te ubrania w rzece i chociaż ten przykład jest banalny to pokaże wam jak w skuteczny sposób stworzyło to inne problemy.

Człowiek stworzył problem: Trzeba suszyć ubrania
Człowiek stworzył rozwiązanie: Trzeba suszyć ubrania!

I wieszał te ubrania, żeby wyschły, mógłby chodzić w mokrych, albo niewypranych, ale nie! Trzeba prać i suszyć. Problem i rozwiązanie, które doprowadziły do tego, że pierzemy ubrania po dziś dzień i wymyślamy nowe problemy i rozwiązania tego problemu.

Jednak gdzie w tym wszystkim moja najukochańsza ze cnót?

Ktoś już stwierdził, że skoro trzeba prać ubrania i już ten problem istnieje to można to robić szybciej. Jakoś się nie interesuję tematem rozwoju prania w średniowiecznej europie to przeskoczę ten etap i skoczę do czasów po średniowieczu, czyli późny PRL

Człowiek chce przyspieszyć rozwiązywanie problemu, który sam stworzył: Trzeba przyspieszyć pranie.
Człowiek znajduje rozwiązanie: Trzeba przyspieszyć pranie.

I stworzył Franie! Takie dziadostwo, które nie wiem jak działa, a najlepszy komentarz, który mogę usłyszeć od mojej dziewczyny na temat tego dziadostwa to to, że był dobry na tamte lata. Tylko, że to stworzyło kolejny problem, który trzeba było rozwiązać, bo Frania działała na prąd.

Problem: Frania nie może działać bez prądu.
Rozwiązanie: Potrzebny prąd!

Więc jakiś tam niemiec wynalazł prąd, a jakiś typ o nazwisku Edison (znany dziś z tego, że lubił plagiaty (podobno)) wynalazł prąd w gniazdkach, żeby Frania działała (albo to był Tesla, nie wiem, nie jestem uczonym)

Widzicie ten przeskok technologiczny, myślowy? Jak człowiek ewoluował, żeby skutecznie rozwiązywać problemy, które sam stworzył? Od głupiego problemu z higieną, aż do stworzenia prądu, dzięki któremu, mogę pisać takie głupoty i jeszcze mi ludzie przyklasną?

Gdzie w tym wszystkim lenistwo?

To dzięki niemu jesteśmy panami na ziemi i głupia małpa nie może się nam równać! Bo jak małpie ktoś pokazał, że może wsadzić kij w mrowisko i może jeść te mrówki to potem, mogłeś iść 3000 lat później i dzieci tej małpy dalej to robią. Gdyby były leniwe to by pomyślały, że mogą wsadzić kij w dwa mrowiska, albo podkraść królowe i stworzyć w ogródku swoje mrowiska. Jak by były mądrzejsze to by stworzyły ekonomię i by zarabiały u innych małp, za te mrówki.

A człowiek? To jest kozak! Nie musiał prać w rzece i mógł sobie w każdej chwili zrobić prąd i robi to za niego pralka, niedługo to nawet nie trzeba będzie ich prać, bo wymyślimy samoprące się ubrania i będziemy mogli się kisić jak ogórki przed ekranem monitora, bo wszystko będzie na tacy, a jak nam się znudzi to wymyślimy inny problem, na przykład otyłość i stworzymy jedzenie, które będzie ujmować kalorii zamiast ich dodawać, bo dzisiejsze rozwiązanie jak na przykład dieta jest niepraktyczne i tworzy inne problemy, które z czasem trzeba będzie rozwiązać!

I to jest piękne, szanujcie siebie za wasze lenistwo, doceńcie je i zróbcie coś dla niego. Przeleż cały wieczór, nie idź do pracy, a najlepiej nic już nie rób. To jest najpiękniejsza rzecz pod słońcem.

Tylko kto wtedy będzie rozwiązywał nasze problemy?
#smiecizglowy epizod 4
#heheszki #tworczoscwlasna

5

O życiu szaraczka słów kilka.

Ostatnio widziałem wpis kogoś, kto jedynie wygłosił #gorzkiezale bo zarabia 2k netto miesięcznie, mieszka z rodzicami i nie ma żadnych perspektyw na rozwój. Kasa mu leci, nie ma z czego odłożyć i ogólnie opisał coś co wielu ludzi zna.

Różnie bywa w naszych życiach, może to jego wina, może nie, może powinien bardziej zaciskać pasa, a może zmienić pracę. Dużo tych może. Jednak większość nawet się nie zastanowi i są dla nich tylko dwa rozwiązania: Zaciskaj pas, albo zmień pracę. To prawie tak jak nasz były prezydent powiedział: Weź kredyt i zmień pracę. PROSTE!

Mam wrażenie, że większość tych osób nigdy nie doświadczyła tego co my, albo dopiero to przeżyje. Bo albo wypowiadają się osoby typu programista15k, albo dzieci, które tych pierwszych słuchają, a potem rzeczywistość jest dla nich okrutna. Wiem co mówię, bo sam tak miałem. Po wejściu na rynek pracy, szybko się wyleczyłem z porad internetowych ekspertów.

Większość rzeczy, które widać w internecie odnośnie pracy, jej zmiany i kształcenia się, piszą osoby, które mają na to czas. Są to osoby pracujące w biurze, przy komputerze itp. W każdym razie nie wykonują pracy fizycznej.

Okoliczności zmusiły mnie, żebym zamiast na studia, pójść do pracy. Nie ważne po co i dlaczego. Po prostu uwierzyłem ,,mądrzejszym” od siebie, że po pracy będę miał czas i siłę, żeby się uczyć, pójdę na studia zaoczne i chociaż w dłuższym czasie, to jednak poradzę sobie z nauką, pracą i jeszcze obowiązkami domowymi. Nie żebym im ufał w 100%, że wtedy olałem szkołę, po prostu okoliczności i tak mnie do tego zmusiły. Wyjechałem za granicę, znalazłem pracę, poszedłem na kursy na miejscu uczyć się języka i po roku, lub dwóch latach miałem iść na studia.

Kasę odkładałem, chodziłem na kursy językowe i tak to powoli się ciągnęło. Jednak bardzo szybko moja praca zaczęła mnie wykańczać. Niby robiłem osiem godzin, to jednak było to aż osiem godzin. Cały ten czas to była ciężka praca, z jedną przerwą w ciągu dnia i miałem zero czasu na przemyślenia, odpoczynek, lub żeby się zastanowić. Całe 100% mojego czasu, uwagi i energii lądowało w pracę, a dodając do tego fizyczny wysiłem, po ośmiu godzinach pracy nie miałem na nic siły. Poświęcić głupie pół godziny na naukę, graniczyło u mnie z cudem, nie dlatego, że mi się nie chciało, a dlatego, że po tym czasie i tak nic nie rozumiałem. Straciłem pół godziny, żeby zmusić się do jakiejś aktywności, z której nic nie miałem.

Szkoły wieczorowe? Kursy? Mam niby iść na studia zaoczne?

Nie mogę się skupić 30 min, żeby nauczyć się paru słówek, a ja mam iść na kilkugodzinne wykłady? Weekendy? Jedynie niedziele, bo w sobotę nic ze mnie nie było, bo schodziło ze mnie ciśnienie i miałem tylko jeden dzień na odpoczynek, naukę i załatwienie swoich spraw. Oczywiście robiłem to też w sobotę, ale wtedy nie odpoczywałem ani jednego dnia i następny tydzień kończył się dla mnie następująco: 8-16 w pracy, wracam do domu, zjem, umyję się i idę spać o 18.00 i wstaję następnego dnia przed 7 i póki nie odpocząłem jednego dnia to tak wyglądały wszystkie moje dni, a najdłuższy taki mój okres trwał 2 miesiące.

Posłuchałem rad ,,ekspertów” idź pobiegać, aktywność fizyczna, dobrze działa na ciało. SUPER POMYSŁ! Łapałem się wtedy wszystkiego i różnych sposobów próbowałem, ale wtedy nie wiedziałem, że pisze to gość, który 8 godzin siedzi przy kompie i jemu po takim wysiłku umysłowym, siłownia, bieganie się przyda, ale nie mnie, gdzie pracuję ciężko fizycznie. Biegałem sobie spokojnie, przez kilka miesięcy, aż nogi mi odmówiły posłuszeństwa, bo stoję 8 godzin, biegam codziennie godzinę i jeszcze kupę innych rzeczy robię.

Zmiana pracy? Oczywiście! Były gorsze, były takie same, ale na pewno nie lepsze, niż to co miałem. Bez języka i bez umiejętności udało mi się trafić na stolarkę i jedynie na to mogłem liczyć.

Wykończony, bez perspektyw, z upadłym i tak już wcześniej zdrowiem psychicznym, skończyłem z depresją i na dwa lata zostałem wykluczony z życia społecznego, aby nie odjebać samobója, kiedy miałem na to okazję.

Wróciłem do Polski, dwa lata przeleżałem i przepiłem wszystko co odłożyłem, bo miałem taką traumę, że odkładałem powrót do pracy jak tylko mogłem. Dziś się nawet nie łudzę, że będzie lepiej, że pójdę na studia itp. Życie brutalnie pokazuje, że chcieć to sobie mogę. Szukałem potem pracy prawie pół roku i nikt nigdzie mnie nie chciał. Składałem na kasę do Lidla, na Orlen, produkcję itd. Cokolwiek, byle znowu nie wylądować w tej stolarce, ale jak w końcu stało się, że nie miałbym co jeść, bo na ten moment żarłem tylko naleśniki, bo były dosyć tanie w zrobieniu, to musiałem w to iść. Trzy lata w sumie miałem doświadczenia, więc szybko znalazłem wtedy pracę i skończyło się tak jak wtedy

Praca i do domu. Już nawet się nie łudzę jakimkolwiek rozwojem i zmianą, zaczynam akceptować swój los i nawet źle nie zarabiam jak na głupiego robola. Tylko że chuj mi z pieniędzy, skoro w tym kraju jest jak jest, a jak znów wyjadę to wrócę za pół roku z rozwaloną psychiką, albo w śmieciarce.

Jednak to moja wina, bo przecież jestem leniwy c’nie?

PS. Jak ktoś stwierdzi, że niby przez te dwa lata miałem czas na naukę, to odsyłam do tagu #depresja albo wstrzymajcie się z komentarzem. Kto tego nie doświadczył, nigdy nie zrozumie, co ta choroba robi ci w głowie, więc olej ten okres dwóch lat, albo nic nie pisz. Bo dla moich bliskich to była walka o moje życie, a mi było bez różnicy, o nauce nie wspominając, no bo po co? Ja już mam drzewo upatrzone, na co mi nauka, będę fajnym trupem, z jakąś tam wiedzą, która nic nie znaczy.
#smiecizglowy epizod 3
#przemyslenia #zaburzeniaosobowosci #zalesie

17

Była sobie kiedyś dziewczynka, którą strasznie frasowało to, że jej mama zawsze kroiła kiełbasę na pół, przed wrzuceniem go garnka i ugotowaniu jej. Kierowana swoją dziecięcą ciekawością, zapytała się mamy, dlaczego tak robi. Mama bez namysłu odpowiedziała jej:
- Ponieważ moja mama tak robiła
Dziewczynce jednak nie dawało to spokoju, a odpowiedź nie była dla niej satysfakcjonująca, dlatego poszła do swojej babci i zapytała o to samo, na co ona odpowiedziała:
- Ponieważ moja mama tak robiła.
Odpowiedź była równie niesatysfakcjonująca, więc dziewczynka wybrała się do swojej prababci i zapytała o to samo ją. Prababcia się uśmiechnęła i powiedziała:
- Ponieważ mam za mały garnek

Lubię tę historię. Prawdziwa czy nie, to jednak każdy z nas na pewno się z czymś takim spotkał. Bezmyślnym powtarzaniu schematów, które ktoś nam narzucił i powielaniu ich. Innym może bliższym przykładem jest eksperyment z małpami, o którym czytałem parę lat temu, ale też odnosił się on do tego zjawiska. Będę pisał z pamięci, jak kogoś interesuje faktyczny przebieg eksperymentu to na końcu wkleję link do artykułu. W skrócie:

Naukowcy zamknęli na sali dziesięć małp, a na środku ustawili drabinę, a na jej szczycie koszyk z bananami. Za każdym razem, kiedy jedna małpa się wspięła i wzięła banany, wszystkie pozostałe były lane wodą. Bardzo szybko małpy zauważyły zależność, pomiędzy zbieraniem tych bananów, a laniem wodą, więc jak tylko którą weszła na górę, to gdy schodziła, była bita przez inne małpy. Gdy już nauczono ich tych odruchów, żadna już nigdy nie weszła na drabinę. Naukowcy więc zaczęli wymieniać małpy. W miejsce starej małpy, przychodziła nowa, która niczego nieświadoma, chciała ,,poczęstować” się bananem. Wtedy reszta skutecznie jej to wybijała z głowy i już nawet nie próbowała. Tak samo było z każdą pozostałą małpą. Raz za razem, naukowcy systematycznie wymieniali małpy, aż w końcu ze starej ekipy nie został nikt. Żadna z tych małp nigdy nie doświadczyła lania wodą, jednak zostało w nich to tak zakorzenione, że żadna już nie tknęła koszyczka z bananami.

Myślę, że to idealnie oddaje funkcjonowanie społeczeństwa i naszych zachowań. Sztywne ramy i schematy, które ktoś nam wpoił. Z małpami jest prościej. Podejrzewam, że nie przekazały sobie dlaczego nie wchodzimy na drabinkę i wcale nie potrzebowały sensu i odpowiedzi w tym, reszta narzuciła jej swoją wolę, a ona musiała się dostosować. Tak jak każda inna i ostatecznie ta małpa też brała w tym udział. Nie potrzebowała w tym sensu i logiki, tak jest i już.

My jednak różnimy się od małpy czyż nie?

Cóż. Historia z dziewczynką pokazuje, że nie do końca. Mamy mózg, potrafimy zadawać pytania dlaczego, to czemu ani mama, ani babcia nigdy tego nie zrobiły? Tylko ślepo podążały za tym co ktoś robi?

Strasznie mnie to całe życie drażniło. Zastanawiały mnie zachowania ludzi, które według mnie nie miały sensu, a do tego były narzucone mi jak prawda objawiona. Czułem się jak ta małpa, której ktoś narzuca swoją wolę i nikt nie potrafi mi odpowiedzieć dlaczego. Im bardziej byłem ciekawy, im bardziej chciałem zrozumieć te zachowania tym bardziej byłem sprowadzany do parteru przez ludzi wokół. Mam tak robić i koniec. Moje pytania dlaczego, albo stwierdzenia, że coś nie ma sensu, tak działało ludziom na nerwy, że byłem traktowany z agresją i ludzie wokół mnie zniszczyli. Póki nie nauczyłem się nie zadawać pytań i zostałem sam na sam z moimi myślami. Tak jak w tym eksperymencie. Małpy mnie tłukły, aż wymusiły na mnie posłuszeństwo. Jednak ja już nie powielałem ich zachowań, ale to nieważne.

Zastanówcie się czy macie takie osoby wokół siebie? A może sami już zostaliście sprowadzeni do bezmyślnego powielania schematów? Najprostszy przykład jest dla mnie związany z religią. Instytucja działająca na zasadzie strachu i wzbudzania poczucia winy. Dzisiaj nie jest tak tragicznie jak to było załóżmy 30 lat temu, lub 600 lat temu. Jednak dalej są ludzie tak głęboko zakorzenieni w kościele, że nic do nich nie dociera, a tam jest największy zbiór schematów i zachowań, który są przestrzegane, a nikt ich nie rozumie. Dlatego pijak, który bije regularnie swoją żonę, leci potem do kościółka, bo tak trzeba. Nie rozumie, że bicie żony jest złe, że znęcanie się nad swoimi dziećmi je niszczy. On idzie bezmyślnie do kościoła i nie widzi w tym hipokryzji, ani niczego złego. Pierwszy rzuci się na kogoś, kto według niego nie szanuje świętości schematów, które ktoś mu wpoił, mimo że ta osoba może szanować i kochać swoją rodzinę. Mało go to interesuje. Bezmyślnie jak małpa wykonuje schematy jego ojca, ojca jego ojca itd.

Nie chcę się skupiać na motywacji kościoła i do czego dążył, bo to temat na inny wpis.

W każdym razie nie neguję kościoła, religii. Wiara jest dobra. Tylko trzeba najpierw zrozumieć co na przykład Jezus miał na myśli, a tego większość osób nie robi. Nawet wielu duchownych, traktuje wiarę jako narzędzie do kierowania ludem, dlatego do kościoła już nie chodzę, nawet gdy ksiądz jest w porządku, rozumie i potrafi przekazać swoją wiarę, to on sam jest zmuszony do narzucania rzeczy, w które nie wierzy, podyktowane polityką, chęcią zysku itp.

Zastanówcie się przez chwilę, jakie wy macie schematy, co robicie czego nie rozumiecie? Zastanów się czy jakaś czynność, którą wykonujesz nie ma najmniejszego sensu? Nie wiem, nie wywiesisz prania w niedzielę? Pocałujesz chlebek jak spadnie na ziemię? Nie mówię, że to głupie. Pytam się po prostu czy widzisz w tym jakiś sens? Jeśli tak to dobrze, jeśli nie to zastanów się nad tym po co w takim razie to kontynuować? Tylko pamiętaj, bo tak trzeba, moja mama tak robiła, nie jest dobrą odpowiedzą, co chyba do tej pory można wywnioskować.

Nie atakuję kościoła, po prostu najlepsze przykłady, które można przedstawić, pojawiają się właśnie tam. Są inne rzeczy jak na przykład: Ucz się, pójdź na studia, żebyś nie harował jak my. Widzę bardzo dużo osób, które są zdziwione, kiedy okazuje się, że po studiach i tak muszą robić za najniższą krajową, albo nawet co gorsza nie pracują w zawodzie, który wybrali. Z czego ta pierwsza opcja nie jest jeszcze tragiczna, bo kształtujesz się dalej w swoim fachu, tak druga opcja może zamknąć ci drzwi do dalszego rozwoju.

Nie wińcie za to swoich rodziców, ludzi wokół siebie, oni też bezmyślnie powtarzali schematy, które ktoś im narzucił. Intencje były dobre, jednak przykłady, kiedy ktoś po studiach pracuje u człowieka, który ledwo skończył zawodówkę, lub nie skończył szkoły jest dużo. Różne czynniki na to wpłynęły. Statystycznie po studiach masz większe szanse na rozwój, jednak sucha wiedza i papierek niewiele ci pomogą, jeśli nie umiesz ich wykorzystać. Mogłeś w tym czasie poświęcić czas na inne aktywności, które mogłyby ci pomóc, jednak skąd mogłeś wiedzieć? Nawet jeśli wiedziałeś to mogłeś zostać zgnojony za własne myślenie i tak by nic z tego nie wyszło. Wśród wykształconych są jednostki wybitnie głupie, tak samo wśród ludzi słabo wykształconych spotkasz tak samo osoby wybitne. Jednak to wyjątki, a nie reguła, a ty miałeś pecha. Czy to przez otoczenie, czy przez to, że sam nie byłeś na to gotowy.

Dobrymi chęciami piekło jest brukowane. Czasu nie cofniesz, możesz jedynie iść przed siebie. Jeśli ciśnie ci się na usta jak? To ci odpowiem: Nie wiem. Sam jeszcze tego nie wiem, ale wierzę że jest jakieś wyjście.

Dobrym krokiem, jest na przykład pozbycie się schematów, zastanowić się nad tym co robimy, dlaczego to robimy, czemu nasi rodzice robią to co robią i jak można to poprawić. Może aktywności, które wykonujesz cię blokują, sprawiają że czujesz się gorzej? Może prościej będzie rodzicom wybaczyć ich błędy, gdy zrozumiesz kto i jak ich oszukał? Dobrym przykładem jest brak osób wykształconych w naszym kraju po upadku PRL-u, wtedy trąbiło się w mediach że nie mamy wykształconych ludzi, że studia to przepis na udane życie itd. Tylko niestety, jest to zarezerwowane dla 10% społeczeństwa, a nie dla 40%. ,,Nowy Wspaniały Świat” polecam ci tę książkę. Ładnie tam też zostało opisane, dlaczego nie może być w społeczeństwie zbyt wielu wykształconych ludzi. Jednak nie chce mi się na ten temat rozpisywać. Może w innym wpisie. Tutaj skup się tylko na tym dlaczego robisz to co robisz, dlaczego wierzysz w to co wierzysz, dlaczego kogoś nienawidzisz?

Widzisz to?
#smiecizglowy epizod 2
#terapia #zaburzeniaosobowosci #depresja #psychologia #psychiatria #przemyslenia

Wołam @Macer bo trochę mnie zainspirowałeś

15

Czuję się, jakby mój mózg był wysypiskiem śmieci. Lecą do niego odpadki, które zbierałem przez całe życie i które już go nigdy nie opuszczą. Czuję się jak zbierasz, tylko zamiast rzeczy materialnych, zbieram rzeczy takie jak: wiedza, informacje, spostrzeżenia. Gdy czytałem Sherlocka Holmesa, zapadł mi w pamięć jeden dialog jaki prowadził z Watsonem.

Lekarz opowiadał mu o tym, że ziemia kręci się wokół słońca. Tłumaczył mu ruchy ciał niebieskich, spostrzeżenia naukowców itp. Holmes stwierdził jednak krótko: Fascynujące! Mam nadzieję, że jak najszybciej to zapomnę. Gdy Watson zapytał dlaczego ten mu odparł, że nie potrzebuje gromadzić nieistotnych informacji, które do niczego mu się nie przydadzą.

Według mnie, takie podejście ma zdecydowany sens, zwłaszcza gdy jesteś geniuszem jego pokroju. Wyobraźcie to sobie. Detektyw, który jednym spojrzeniem potrafi rozszyfrować zbrodnię, prześwietla od góry do dołu każdego człowieka, niemal bezbłędnie, ma olbrzymie doświadczenie i wiedzę w dziedzinach kryminalistyki i nagle dowiadujecie się, że nie wie o tym iż ziemia się kręci wokół słońca. Gdybyście go nie znali, nazwalibyście go idiotą, ale ponieważ znacie go, jesteście w szoku, że nie ma tak podstawowej wiedzy.

W sumie tylko po co mu ta wiedza? On zajmuje się czymś innym i bez reszty poświęcił się swojej pasji, pracy. Gdyby postawić mu to pytanie w milionerach i nie znałby odpowiedzi to większość ludzi by go wyśmiała i długo by się jeszcze mówiło o idiocie, który nie wie, że ziemia krąży wokół słońca. Jednak wielu z tych ludzi, nadal by wyglądała blado przy nim.

Nazwa mojego tagu nie wzięła się znikąd. Chciałem pozbyć się moich myśli, które zaśmiecały mój umysł przez kilkanaście lat. Jednak dalej siedzą mi w głowie i nie wiem nawet czy gdybym zapisał tych wpisów milion to bym się ich pozbył. Podczas jednej takiej sesji przy komputerze, odzywają się inne śmieci. Pisząc do tej pory już wpadłem na pomysł, że może bym mógł iść do 1z10, bo w sumie dużo małej wiedzy by się tam przydało. Myślałem nad Sherlockiem i jego pasji. Porównanie o zbieractwie odezwało się nagle i nawet nie miałem zamiaru tego pisać. Tak jabym zaczął wybierać śmieci z dołu, w rezultacie czego, obsunęła się na mnie reszta śmieci. I krok po kroku przy przygotowywaniu tego wpisu nagle wszystkie moje śmieci, potrzebne na ten moment przybyły, przyciągnięte jak magnes, a inne ustawiły się w kolejce, abym z nimi też zrobił porządek.

Za dużo myślę, ale gdy nie myślę wcale to wtedy dopiero zaczyna mi ciążyć ciężar mojego umysłu. Zaczynają się odzywać demony, przykryte całym tym syfem i miażdżą mnie swoim ciężarem.

Chciałbym aby moja wiedza, była przydatna dla mnie w jakiś sposób, aby nie była tylko niepotrzebnym balastem przez życie. Skoro nie mam z niej żadnej korzyści, to wolałbym się tego pozbyć. Mogę pogadać na temat ekonomii, historii, polityki, religii, psychologii, informatyki, stolarstwa itd. Jednak nie będę ekspertem w żadnej dziedzinie i zaciekawię jedynie osoby, które nic na ten temat nie wiedzą. Czego się nie podejmę to zawsze jestem mądrzejszy od przeciętnego Kowalskiego, ale nigdy nie będę mądrzejszy od kogoś, kto jest ekspertem w danej dziedzinie. Wiszę wtedy w próżni zdając sobie sprawę jak mało wiem i to co uzbierałem do tej pory, jest w sumie bezwartościowe. Z pisaniem jest tak samo, pojawi się jedna osoba, która stwierdzi, że mam talent, a druga mi powie, że jeszcze bardzo dużo pracy przede mną. I taka osoba ma rację, jednak jest pewien próg, którego przekroczyć nie mogę i zostaję na tym etapie, którym jestem.

Gdy byłem młodszy uprawiałem sport. Biegałem i sprawdzałem się w biegu na 3km. Bardzo łatwo było przeskoczyć z 25 minut na 20, potem 15, 14, 13, Jednak gdy pokonywałem 3km w czasie 12 minut to tak już nie mogłem tej bariery przekroczyć. Wymagało to ode mnie wysiłku, intensywniejszych treningów i tak w sumie po trzech latach nie mogłem dalej przekroczyć tej granicy. Po prostu po osiągnięciu pewnego poziomu się zatrzymuje i już tam pozostaje. Z drugiej jednak strony o wiele lepiej sobie radziłem w maratonach na tle reszty. Po prostu nigdy nie byłem krótkodystansowcem, a o biegu na 100m to już nawet nie mówię, bo tutaj było tragicznie.

Tak sam mam z nauką. Nie potrafię przekroczyć pewnej granicy i się zatrzymuje, nie wiem co jest przyczyną, a ja zebrałem kolejne doświadczenie, które zaśmieca mój umysł. Niektórzy mogą powiedzieć: Trzymaj się jednego i przy tym zostań! No dobrze. Tylko podałem wyżej jeden przykład z moim bieganiem. Podam jeszcze jeden przykład. Pracuję 5 lat jako stolarz i też nie robię postępów i zatrzymałem się na pewnym poziomie. Mój czas pracy, dokładność została na tym samym poziomie. Pracuję w takim samym tempie jak po pół roku i staram się być tak samo dokładny jak wtedy, wiedza jedynie mi się poszerza, która nieutrwalona, po prostu przepada.

A tak w ogóle to nie lubię tego zawodu, po prostu się na to uparłem, bo mam za krótkie życie by próbować wszystkiego i może w wieku 65 lat znajdę swoją prawdziwą pasję i powołanie, po drodze tracąc kupę czasu na inne aktywności, z których nic nie będę miał za te parę lat.

Chciałbym się realizować w czymś bardziej wymagającym, albo czymś co przyniesie mi większą satysfakcję, niekoniecznie materialną. Drażni mnie to gdy ktoś mi mówi że jestem inteligenty, bo skoro tak jest to dlaczego zarabiam niewiele więcej niż najniższa krajowa, liczę każdy grosz, a ostatnio jak prawdziwy polak spędziłem urlop na remoncie. Rozumiem to, ale nie akceptuję. Wydaje mi się, że rozumiem swoje błędy, jednak brak mi sił, czasu i chęci by to zmienić, a nawet gdy mam coś z tych trzech rzeczy to nie mam pozostałych dwóch. Gdy nie mam czasu, mam siły i chęci. Gdy mam siłę i czas, brakuje mi chęci. Gdy mam chęci i czas to brakuje mi siły. I nie jest to okres cykliczny. Dziś tak, jutro tak. Często to występuje w ciągu dnia. Rano mam siły i chęci, ale pracuję i brak mi czasu. Wracam do domu, mam czas i chęci, ale brakuje mi siły. Przychodzi niedziela, to nawet jak nie mam nic do załatwienia to brakuje mi chęci, bo cała moja motywacja została zabrana w ciągu tygodnia, a nawet jeśli się do tego zmuszę to konsekwencje odczuwam przez najbliższe tygodnie. Niekończące się błędne koło, brak perspektyw.

Mam teraz kilka dni wolnego. Odżywam i zaczynam coś robić. Nawet napisanie tego wpisu to jest dla mnie wyczyn. Tylko, że wolne się skończy, a ja wyląduje znowu w błędnym kole. I moje plany, zapał i dobry humor pryśnie jak bańka mydlana, a nawet jeśli bym uwolnił się od pracy i mógł się całkowicie czemuś poświęcić to nie wiem nawet jak wykorzystać mój potencjał.

Raczej nie widzę perspektyw i szansy na jakąś zmianę. Inteligencja, wiedza to nie jest atut, jeśli nie umie się jej wykorzystać. Może kiedyś moje wysypisko będzie puste i będę w końcu zadowolony z mojego życia?
#smiecizglowy epizod 1
#depresja #gorzkiezale #zalesie #zaburzeniaosobowosci #tworczoscwlasna

12