Walcząca Ukraina będzie sprzedawać broń. Zełeński zapowiedział otwarcie dwóch przedstawicielstwnczas.info

W tym roku Ukraina otworzy dwa przedstawicielstwa w Berlinie i Kopenhadze odpowiedzialne za sprzedaż broni, która jest dostępna w nadwyżkach oraz wytwarzana w ramach współprodukcji — poinformował w poniedziałek prezydent Wołodymyr Zełenski.

— Otwieramy dwie stolice eksportowe. Wiecie, że chodzi o współprodukcję i eksport — tej broni, którą możemy sobie pozwolić sprzedawać, by zdobywać dodatkowe środki na nasze wewnętrzne wytwarzanie brakujących systemów; tych, na które nie mamy wystarczających funduszy. Pierwsze dwa ośrodki (decyzja zapadła na poziomie firm uczestniczących we współprodukcji, a także na poziomie państw) powstaną w Berlinie i Kopenhadze. Nastąpi to jeszcze w tym roku — powiedział Zełenski podczas briefingu w Kijowie.

Dodał, że kwestiami kontraktów z państwami UE zajmie się doradca prezydenta Ukrainy Ołeksandr Kamyszyn. — Wszystko będzie formalnie otwierane i będą przygotowywane kontrakty. Europą zajmuje się Ołeksandr Kamyszyn — to on będzie reprezentował ukraiński eksport na kontynencie europejskim — wyjaśnił prezydent.

Dodatkowo, jak zaznaczył Zełenski, trwają prace także z państwami Bliskiego Wschodu oraz USA. — W przyszłym tygodniu na Ukrainie pojawi się amerykański zespół odpowiedzialny za tzw. Drone-deal — powiedział prezydent. Na początku października ukraińska delegacja w USA omówiła z przedstawicielami Pentagonu, Kongresu oraz wojskowymi możliwość sprzedaży części ukraińskich dronów, a także ich wspólnej modernizacji i opracowania nowych platform.

Szef państwa ukraińskiego ogłosił, że do końca listopada na Ukrainie będzie produkowanych 600–800 dronów przechwytujących na dobę. — Jeśli wszystko pójdzie tak jak powinno, bo czasem, rozumiemy, są ataki. Czasem atakują nie tylko energetykę — zastrzegł prezydent.

Podkreślił, że mimo trafień w zakłady produkujące broń, wszystkie one wznowiły pracę. — Czyli na dziś nie straciliśmy żadnego rodzaju broni dalekiego zasięgu. Czasem masowa produkcja zwalnia, bo tracimy ten czy inny element — to prawda. Ale i my uderzamy w „ruskich” — dodał prezydent.

Zełenski powiadomił także, że Ukraina całkiem dobrze radzi sobie z produkcją własnych rakiet i że obecnie wykorzystywane są rakiety Flamingo i Neptun.

Według prezydenta 26–30 proc. wszystkich działań bojowych na froncie odbywa się w Pokrowsku. Przypomniał, że w mieście znajduje się obecnie od 260 do 300 rosyjskich żołnierzy.

– Pokrowsk – wróg nie odniósł tam sukcesu w ostatnich dniach (…) Co więcej, 50 proc. wszystkich zrzutów bomb kierowanych (KAB) dotyczy Pokrowska. Rozumiecie, jak trudno jest naszym żołnierzom – stwierdził Zełenski.

Według szefa państwa ukraińskiego na posiedzeniu Sztabu omówiono sytuację w rejonie Kupiańska, gdzie – jak stwierdził – pozostaje około 60 rosyjskich wojskowych. Prezydent zaznaczył, że terminy oczyszczenia terenu zostały określone, ale nie zostaną podane do wiadomości publicznej. Operacja w rejonie Dobropilla trwa.

– Naczelny dowódca (Ołeksandr Syrski) powiedział, że kolejne 2–3 km zostały oczyszczone, ale Rosja rozumie, że całkowicie utraciła tam inicjatywę, i widzimy, że przygotowuje odwet. To oczywiste – gromadzą wojska, widzimy to po przechwyceniach i wszystkich oznakach – powiedział Zełenski.

http://nczas.info/2025/11/04/walczaca-ukraina-bedzie-sprzedawac-bron-zelenski-zapowiedzial-otwarcie-dwoch-przedstawicielstw/

#upadlina

16

2016r Donbas i morderstwo dzieci w Donbasie przez ukraińców. Na Onecie ktoś przegapił bo nie zdjeli.

Anioły Donbasu

- Siedemdziesiąt dwa młode życia. Siedemdziesiąt dwoje małych ludzi, którzy już nigdy nie pójdą do szkoły. Nie otworzą piórnika i nie wyjmą z niego linijki ani ołówka. O tych maleńkich aniołach musimy pamiętać zawsze, choć zostały nam po nich tylko fotografie. Cząstka naszych dusz na zawsze pozostanie z nimi. Nigdy tego nie wybaczymy, bo ich rany to nasze rany, które będą boleć do naszej śmierci – takimi słowami rozpoczyna się rok szkolny 2016 w Donieckiej Republice Ludowej.

Zdjęcie

Na centralnym placu w Doniecku, tuż przy pomniku Lenina, zebrała się kilkusetosobowa grupa ludzi. Skrzyknęli się na "Wkontakcie", rosyjskim odpowiedniku Facebooka. W ostatniej chwili dołączyli do nich donieccy oficjele. Wszyscy przyszli, by oddać cześć poległym w Donbasie dzieciom. Są wśród nich rodzice, dziadkowie, rodzeństwo i znajomi zabitych.

- Saszka tak się dobrze uczyła. Tak dźwięcznie się śmiała cały czas. Liczyła dobrze i już czytała – opowiada, łkając starsza kobieta, której wnuczka zginęła w ostrzale artyleryjskim. Obejmuje ją jej mąż i siostra. W czarnych, żałobnych ubraniach przyszli na plac Lenina, gdzie oprócz setek ludzi pojawiły się także zdjęcia zabitych dzieci. - Jechaliśmy do Dobropola. Z Doniecka to parę kilometrów. Czemu strzelali do nas? Nie wiem, ale tak walili w domy dookoła, że nie został kamień na kamieniu — dodaje staruszek. - Swoje życie bym oddała, żeby Sasza mogła dalej żyć — mówi załamującym się głosem jego żona.

Eduard Basurin, wiceminister obrony narodowej DRL

- Przykro zaczynać rok szkolny od takich strasznych wspomnień. Ciężko dobrać słowa, kiedy wokół są cierpiący rodzice – zabrał głos zastępca ministra obrony narodowej DRL Eduard Basurin podczas spotkania w centrum Doniecka. - Trzeba jednak żyć dalej i to z podniesioną głową. Wypłakaliśmy już swoje i na pewno uronimy jeszcze nie jedną łzę – mówił z kamiennym wyrazem twarzy żołnierz. - Wy, rodzice, bracia, siostry, babcie i dziadkowie, możecie być pewni, że nikt nie zapomni o tych małych aniołach. Wy módlcie się, żeby nikt już nigdy nie musiał tak płakać na mogiłach, a my was nie zawiedziemy i włożymy maksimum siły, aby pomścić ich śmierć. Sprawimy, że wróg, który wszedł do naszego ogrodu zza granicy, będzie uciekał z przerażenia. Tak, jak oni zaatakowali nas, tak my pójdziemy na nich – zakończył przemówienie Basurin, otrzymując gromkie brawa.

Złość

W międzyczasie na prowizoryczną scenę udekorowaną flagami DRL, tuż pod pomnikiem Lenina, wychodzą kolejni rodzice i dziadkowie. - Nikita tak sobie dobrze radził w szkole – opowiada Olga Nikolajowna. - Już się nigdy nie dowiem, kim zostałby w przyszłości. Kim byłyby jego dzieci. Nawet nie mam siły już o tym myśleć – mówi przez łzy. - Chciałabym się tylko dowiedzieć, kto mu to zrobił, a później sama bym go zabiła – dodaje zdenerwowana i rozedrgana kobieta.

Tuż obok stoi na oko 80-letnia pani wsparta o drewnianą laskę. W rękach ma cztery zdjęcia. Podczas jednego z bombardowań miasta, we własnym domu, zginęli wszyscy członkowie jej rodziny. Dwie dziewczynki – Kristina i Aleksandra oraz ich rodzice. - W mojej duszy czuję taki ból... - przerywa. - Czuję taki ból, którego nie zmierzysz niczym – mówi. - Dałabym wszystko, żeby wrócili. Znowu mogłabym opowiadać im bajki, czytać książki. Ale ich już nie ma i nie będzie. Wiem to i pamiętam, jak tylko coś gruchnęło... rozwaliło cały dom... - znów przerywa. - Dlaczego akurat my? Dlaczego do nas strzelali? Za co? - zadaje pytania, na które najprawdopodobniej nigdy nie pozna odpowiedzi. - Przecież też jesteśmy ludźmi. W czym jesteśmy gorsi, że można nas tak zabijać bezkarnie? Ja już chcę tylko pokoju. Niech nie giną więcej nasze dzieci.

- Kiedy mówimy o prawach człowieka, to nie można rozgraniczać ich na narodowość – powiedziała Daria Morozowa, rzecznik praw człowieka Donieckiej Republiki Ludowej. - Łatwo jest przedstawiać statystyki. Każdy z nas wie jednak, że za każdą cyfrą kryje się osobne, niewinne życie. 43 chłopców i 29 dziewczynek. Tyle ofiar zabrała zbrojna agresja ze strony Ukrainy – mówiła łamiącym się głosem Morozowa. - Kto by pomyślał, że po 70 latach od zakończenia II wojny światowej, to właśnie u nas będzie powtarzać się ta tragiczna historia. Ten sam strach, który przeżywali ich pradziadkowie i prababki przyjdzie czuć dzieciom w Donbasie. Dziś, kiedy nie ma ich już z nami, musimy szukać ich dusz w pozostawionych rysunkach, wierszykach czy zabawkach. Ta wojna pozostanie na długo w naszej pamięci i w snach. Mimo to dzieci Donbasu nie będą siedzieć zamknięte w piwnicach. To w końcu potomkowie górników i robotników, którzy ciągle oddają życie za swój kraj – zakończyła przemówienie Morozowa.

- Miał właśnie skończyć szkołę, ale uratował mi życie – mówi mama Danii. - Przykrył mnie własnym ciałem. Ja zostałam raniona, a on... umarł. Jeszcze całkiem niedawno mi mówił... tak bardzo cię kocham, mamo. Teraz ja to powtarzam w kółko i mam nadzieję, że mnie słyszy. Kocham cię, kocham, kocham cię Dania. Tylko ciebie mi teraz w domu brakuje. Bez ciebie już słońce nie świeci tak samo, trawa nie jest tak zielona. Miał tylko 16 lat i 10 miesięcy... dwa do urodzin... i nie dożył...

Konflikt na wschodniej Ukrainie rozpoczął się w marcu 2014 roku protestami przeciwko rewolucji na Majdanie oraz tuż po tzw. kryzysie krymskim. W maju tamtego roku, po zajęciu przez rebeliantów budynków Administracji Obwodowej, Doniecka Republika Ludowa ogłosiła niepodległość i postanowiła odłączyć opanowane terytorium od Ukrainy. Separatystom początkowo udało się zająć nawet miasto Słowiańsk. Później zmuszeni do odwrotu przez regularne wojska ukraińskie cofnęli się aż do Doniecka.

Najostrzejsze walki toczyły się między siłami DRL a armią ukraińską o lotnisko. Początkowo wszytko działo się w granicach miasta. Niemal całkowitemu zniszczeniu uległy wtedy obrzeża, gdzie przebiegała regularna linia frontu. Większość okolicznych mieszkańców została ewakuowana lub uciekła, ale byli i tacy, którzy mimo ostrych walk zostali, a także i tacy, którzy zginęli w trakcie przemieszczania się wzdłuż formującej się linii frontu. Ostrzał padał wtedy z każdej strony.

Strach

Szkoła numer 63 w dzielnicy Kujbyszewskiej w Doniecku znajduje się niedaleko ostrzeliwanej regularnie dzielnicy Kijowskiej. Rozpoczęcie roku szkolnego niesie tutaj za sobą wspomnienie sprzed dwóch lat. Na boisku położonym na niewielkim wzniesieniu ponad szkołą zginęła dwójka dzieci: Wiktor i Andrjej. Do dziś widać ślady odłamków na metalowym ogrodzeniu, bramce i na słupkach. Na ziemi dwie ciemne smugi. Wybuch nastąpił w narożniku boiska, gdzie mecz rozgrywało dziewięciu chłopców. Oprócz dwóch zabitych czterech zostało rannych, w tym Mikolaj.

- Graliśmy w piłkę, tu obok na boisku. Nagle jakiś pocisk poleciał w naszą stronę. Pamiętam, że wtedy w ogóle mocno strzelali. Ale pomyśleliśmy, że pewnie chwilę tylko to potrwa. Jak zwykle. Poza tym była dopiero szesnasta – mówi 13-latek.

- Dzieci często tam grały. Brały klucze do furtki od pani portierki i szły – mówi Swietlana Nikolajowa, nauczycielka ze szkoły 63. - Nagle buch. Coś uderzyło obok. Ojciec jednego z chłopców mieszkał niedaleko. Od razu przybiegł na miejsce. To, co znalazł... - przerywa. - Za chwilę zjechało się wielu reporterów, fotografów. Pytali, co się stało. Tylko po rozerwanej siatce i śladach na ziemi można było mniej więcej rozpoznać trajektorię lotu, ale do dziś nie można jednoznacznie powiedzieć, skąd to nadleciało. Od strony lotniska. Tak mówią [północny zachód miasta, miejsce starć armii ukraińskiej z rebeliantami].

- Ja byłem ranny w nogę, w rękę i lekko w głowę – opowiada Mikolaj.

- A teraz, gdzie gracie w piłkę? - pytam.

- Na tym samym boisku.

- I nie boicie się? Nie strzelają już?

- Strzelają cały czas, ale lekko.

To jeden z najtragiczniejszych obrazów wojny w Donbasie. Organizacje pozarządowe alarmują, że dzieci wychowujące się w rejonie konfliktu tracą poczucie zagrożenia. Przyzwyczajone do wybuchów i strzałów tracą naturalny odruch ucieczki. Zostają i giną.

Nowe boisko zostało zbudowane tuż obok wyremontowanej szkoły. Pracę wsparła finansowo fundacja oligarchy urodzonego w Doniecku, właściciela hoteli, stadionu i klubu Szachtar Donieck, Rinata Achmetowa. Do dziś po mieście krążą legendy, że biznesmen zapowiedział obu stronom, że jeśli jakaś rakieta spadnie na stadion, to sam się z nimi rozliczy. Boisko przy szkole nie miało tyle szczęścia.

- Kiedyś, przed wojną mieliśmy tu jakieś 500 dzieci – wspomina dyrektorka Ludmiła Dmytruk. - Dziś rok szkolny zaczyna 255. Jeszcze 25 maja nie wiedzieliśmy dokładnie, ilu będziemy mieć uczniów. Zapisanych było 109. Po prostu rodzice nie wiedzieli, czy rok szkolny się w ogóle rozpocznie. Poza tym bardzo dużo ludzi wyjechało – przyznaje dyrektorka. Donieck po Kijowie, Charkowie i Odessie to największe miasto Ukrainy z prawie milionem mieszkańców. Przed wojną. Dziś zostało ich nie więcej niż połowa. Szacuje się, że w całym Donbasie może mieszkać teraz co najwyżej dwa miliony ludzi.

Aleje aniołów

Po stronie ukraińskiej sytuacja wygląda niestety podobnie. Wiaczesław Abroskin, szef policji obwodu donieckiego informował o 50 zabitych dzieciach w ciągu dwóch lat. Według oficjalnych statystyk w rejonie jeszcze w 2013 roku było 657 tysięcy dzieci. Dziś liczba ta spadła do 300 tysięcy.

Szkoła numer 63 to nie jedyna, gdzie trafiły zabłąkane pociski. Wasylina Grigorjewna jest dyrektorką szkoły nr 57 w donieckiej dzielnicy "Kijowska", która była ostrzelana jako jedna z pierwszych w mieście. Jak podawała w październiku 2014 roku administracja obwodowa, pocisk eksplodował kilka metrów od murów budynku.

W szkole przebywało wtedy ponad 200 osób, w tym 70 dzieci i 28 nauczycieli. Cztery osoby zginęły, kilkanaście trafiło do szpitali. Na szczęście wtedy ofiarami nie były dzieci. - Tak nie może być dłużej. Dziś zaczynamy nowy rok szkolny i dzieci, a także ich rodzice chcą być pewni, że ich pociechy wrócą z lekcji całe i zdrowe. Niech nie powiększa się już aleja aniołków – powiedziała dyrektorka.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/anioly-donbasu/p6brnv

#upadlina #banderowcy #mordercy

16

ŻADNEJ WOJNY, GDZIE UPUSZCZĄ KREW POLAKOM!facebook.com

A mówię zobaczę co chłopak ma do powiedzenia.

No i co by o nim ostatnimi czasy nie mówili, to ma rację w tym co mówi i się z tym zgadzam!

"Żadnej wojny z nikogo!"

http://www.facebook.com/watch?v=2253982078373922

Zdjęcie

#Polska

#piotrkorczarowski

-------------------------------

#wojna

#upadlina

#ukraina

#rosja

#ruscy

5

UPAdlińcy... wygnać wszystkich wpizdu i zamknąć graniecę!

Czym prędzej...

Zdjęcie

#Polska

#woda

#proba

#skazenie

------------------------

#upadliniecwpolsce

#upadlina

#upadlincy

#ukraina

#banderowcy

16

Skandal! Ukrainka Panczenko reprezentuje Polskę w USA. Wcześniej mówiła, że „zaczną się podpalenia” nad Wisłąnczas.info

Zdjęcie

Ukraińska aktywistka Natalia Panczenko, która w lutym tego roku groziła możliwymi „podpaleniami” w Polsce, obecnie reprezentuje nasz kraj w prestiżowym programie Departamentu Stanu USA. Na zaproszenie Ambasady USA w Warszawie uczestniczy ona w International Visitor Leadership Program (IVLP) poświęconym tematyce „wzmacniania bezpieczeństwa”.

International Visitor Leadership Program to program wymiany zawodowej Departamentu Stanu USA, działający od 1940 roku. Panczenko informuje w swoim wpisie na Instagramie, że program stanowi dla niej „wyjątkowy zaszczyt reprezentowania Polski” w kontaktach z ekspertami z całego świata.

Aktywistka twierdzi, że na co dzień zajmuje się „wzmacnianiem bezpieczeństwa Polski i regionu”, szczególnie w obszarach cyberbezpieczeństwa oraz walki z dezinformacją.

Kontrowersyjna działalność Panczenko

Panczenko jest dobrze znana w Polsce jako liderka inicjatywy „Euromajdan-Warszawa” i organizatorka licznych akcji wspierających Ukrainę. Jej działalność nie jest pozbawiona kontrowersji.

Najwięcej emocji wzbudziła jej wypowiedź dla ukraińskiej telewizji, w której, komentując nastroje antyukraińskie w Polsce, stwierdziła, że eskalacja wrogości jest niebezpieczna, „zwłaszcza dla Polski, bo to na terytorium Polski zaczną się bójki, to na terytorium Polski zaczną się podpalenia jakichś sklepów, budynków i tak dalej”.

Słowa te wywołały burzę w polskiej opinii publicznej i wśród polityków. Część komentatorów zarzuciła jej groźby i sianie paniki. Grzegorz Braun domagał się jej deportacji, a inni politycy apelowali o zbadanie sprawy przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Sama Panczenko stwierdziła, że nic się nie stało, że jej wypowiedź wyrwano z kontekstu i nie wykluczyła, że to rosyjskie służby maczały palce w kampanii przeciwko niej.

Panczenko była niegdyś związana z antypolską Fundacją Otwarty Dialog kierowaną przez Bartosza Kramka i Ludmiłę Kozłowską. W 2023 roku na antenie RMF FM zasugerowała, że społeczność ukraińska powinna mieć swoich przedstawicieli w polskim parlamencie.

Czarno-czerwoną flagę UPA Panczenko nazywała „flagą zwycięstwa” i krytykowała Polaków za negatywne reakcje na symbole kojarzące się z ludobójstwem na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Portal kresy.pl przypomina z kolei, że Panczenko na swoim profilu umieściła ponadto wpis ze zdjęciem spalonego ciała mężczyzny – ofiary masakry w Odessie w 2014 roku z napisami – „Psu – psia śmierć!” podpisując zdjęcie „Żal ich Wam? Bo mnie nie – niech płoną!”.

http://nczas.info/2025/09/23/skandal-ukrainka-panczenko-reprezentuje-polske-w-usa-wczesniej-mowila-ze-zaczna-sie-podpalenia-nad-wisla/

#upadlina #Polska #usa

25

No właśnie dlaczego?

Przecież to są bracia w biedzie i potrzebie...

Zdjęcie

#Polska

--------------------------

#UPAdlina

#upadlincy

#upadliniecwpolsce

7

Trwa wojna, a Ukraina kupuje 2 rosyjskie reaktory atomowe… od Bułgarii, która sama ich nie produkuje za 500 mln euro a w Polsce? poniemieckie wiatraki!

http://www.facebook.com/reel/1839616433573313

#upadlina #energia #Polska

19

Włoski sąd apelacyjny zatwierdził we wtorek ekstradycję do Niemiec Ukraińca aresztowanego w zeszłym miesiącu pod zarzutem doprowadzenia do eksplozji, które uszkodziły gazociągi North Stream między Rosją i Niemcami.

Podejrzany, Serhij Kuzniecow, sprzeciwił się ekstradycji, a jego adwokat, Nicola Canestrini, poinformował, że odwołuje się od decyzji sądu apelacyjnego w Bolonii do włoskiego Sądu Kasacyjnego. Ekstradycja zostanie wstrzymana do czasu wydania decyzji przez sąd kolejnej instancji spodziewanej za około miesiąc, uznał prawnik, na którego powołała się agencja informacyjna Associated Press.

Canestrini kwestionował stopień uczestnictwa podejrzanego w procedurze ekstradycyjnej, bezstronność niemieckiego wymiaru sprawiedliwości i warunki w aresztach RFN.

Włoski sąd apelacyjny odrzucił argument obrony, że Kuzniecow może korzystać z „immunitetu funkcjonalnego”, ponieważ miał przeprowadzić atak na rozkaz wojskowy, twierdząc, że niemiecki wniosek o ekstradycję nie dotyczył jego roli jako wojskowego, jak wynika z dokumentów sądowych, na które powołała się informująca o sprawie AP.

49-letni Kuzniecow został zatrzymany 21 sierpnia na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania na kempingu w pobliżu nadmorskiego włoskiego Rimini, gdzie spędzał wakacje z rodziną.

Pod koniec sierpnia niemieckie organy ścigania wydały nakazy aresztowania wobec kolejnych sześciu obywateli Ukrainy podejrzewanych o udział w wysadzeniu gazociągu Nord Stream. Podczas pierwszego przesłuchania Kuzniecow zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w sabotażu, potwierdzając jednocześnie, że służył w ukraińskim wojsku w stopniu kapitana.

Dotychczasowe ustalenia niemieckich śledczych sugerują, że wysadzenia gazociągu Nord Stream dokonał grupa ukraińskich nurków. Na podstawie fałszywych dokumentów grupa ta wynajęła jacht “Andromeda” i właśnie z niego dokonała zaminowania, a następnie wysadzenia trzech z czterech nitek gazociągu przebiegającego po dnie Morza Bałtyckiego.

Niemieccy śledczy twierdzą, że materiały wybuchowe podłożyło sześciu nurków, którzy mieli zostać przeszkoleni w Polsce. Badali też ślad furgonetki z polskimi numerami rejestracyjnym, jaka miała zaopatrywać grupę domniemanych sabotażystów.

Przypomnijmy, że w sierpniu 2024 r. “Wall Street Journal” napisał, iż wysadzenia nitek gazociągu Nord Stream dokonała grupa Ukraińców na rozkaz ówczesnego głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy, gen. Walerego Załużnego.

Jak podały z kolei niemieckie media, jeden z członków grupy Wołodymyr Z., ukraiński nurek i instruktor nurkowania, na początku lipca zeszłego roku wyjechał z Polski na Ukrainę. Wspomniane informacje potwierdziła polska prokuratura, argumentując, że Niemcy nie wprowadziły jego nazwiska do bazy danych osób poszukiwanych w odpowiednim czasie.

Przypomnijmy, że w sierpniu 2024 r. “Wall Street Journal” napisał, iż wysadzenia nitek gazociągu Nord Stream dokonała grupa Ukraińców na rozkaz ówczesnego głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy, gen. Walerego Załużnego.

Jak podały z kolei niemieckie media, jeden z członków grupy Wołodymyr Z., ukraiński nurek i instruktor nurkowania, na początku lipca zeszłego roku wyjechał z Polski na Ukrainę. Wspomniane informacje potwierdziła polska prokuratura, argumentując, że Niemcy nie wprowadziły jego nazwiska do bazy danych osób poszukiwanych w odpowiednim czasie.

Przedstawiciel kanclerii ówczesnego prezydenta Polski Andrzeja Dudy nazwał te stwierdzenia “bezpodstawnymi incynuacjami”.

Szwecja i Dania zamknęły swoje śledztwa w tej sprawie już na początku 2024 roku.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/europa-poludniowa/blizej-ekstradycji-ukrainca-podejrzanego-o-wysadzenie-nord-streamu/

#nordstream #upadlina #niemcy #wlochy

8

Pozują na turystów, ale ich zachowanie budzi podejrzenia. Seria dziwnych zdarzeń z udziałem Ukraińców i Łotyszanczas.info

Historię dwóch Ukraińców, którzy weszli na chroniony teren wodociągów krakowskich opisuje „Rzeczpospolita”. Jak się okazało, przebywają w Polsce nielegalnie. Policja zaś uznała ich za zabłąkanych turystów i puściła bez żadnych konsekwencji.

Dziennik zwraca uwagę na podobne historie z obcokrajowcami w rolach głównych. Niejednokrotnie bowiem zdarzyło się, że cudzoziemcy znajdowali się przy infrastrukturze krytycznej naszego kraju.

Historia z Krakowa rozegrała się 30 sierpnia bieżącego roku. O sprawie mówił na antenie TVN24 w połowie września dyrektor ds. bezpieczeństwa w Wodociągach Miasta Krakowa gen. Marian Janicki, który w latach 2007-2013 był szefem Biura Ochrony Rządu.

Dwaj młodzi Ukraińcy zostali zauważeni przez ochronę i monitoring wodociągów, które dostarczają wodę 1,2 mln mieszkańców Krakowa. Weszli oni na teren chroniony, przeskakując przez ogrodzenie. Najpierw konwój interwencyjny nie był w stanie ich ująć, jednak po godzinie ponownie zostali zauważeni na monitoringu, w innym miejscu. Tam próbowali otworzyć furtkę i bacznie przyglądali się ogrodzeniu, według ochrony używali także telefonów w sposób sugerujący robienie zdjęć lub nagrań.

Ostatecznie Ukraińców udało się ująć po pościgu, jednak policja dała wiarę ich zapewnieniom, że są zbłąkanymi turystami i nie byli świadomi, że robią coś niezgodnego z prawem. Co więcej, policja nie przeszukała plecaka, który posiadał jeden z zatrzymanych.

– Tłumaczyli, że weszli na teren wodociągów, by tą drogą najszybciej dostać się na Kopiec Kościuszki. Zostali wylegitymowani, nie byli poszukiwani. Nie stwierdzono, by robili zdjęcia obiektu – przekazał w rozmowie z dziennikiem rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Krakowie kom. Piotr Szpiech.

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła, bowiem po ujawnieniu jej przez gen. Janickiego, zainteresowała się nią Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ukraińcy w ciągu dwóch dni zostali zatrzymani za „posiadanie narkotyków”. Ostatecznie usłyszeli zarzuty z art. 193 Kodeksu karnego, tj. naruszenie miru domowego – za wtargnięcie na teren wodociągów.

Według „Rzeczpospolitej”, dopiero wtedy miało wyjść na jaw, że Ukraińcy przebywają w Polsce nielegalnie – jeden od lipca 2024 r., a drugi od czerwca 2025 r. Ustalenia potwierdziła rzecznik krakowskiej prokuratury, prok. Oliwia Bożek-Michalec. Jak mówiła, mają oni pochodzić z Donbasu, a w Krakowie nielegalnie pracować na budowie.

Ukraińcom grozi deportacja, jednak nie zostali aresztowani, tylko objęci dozorem policji. – Ta sprawa została fatalnie rozegrana przez służby. A już niesprawdzenie statusu pobytowego cudzoziemców jest kompromitujące – ocenił cytowany przez dziennik jeden z byłych funkcjonariuszy.

Gazeta przypomniała, że podobnych historii w bieżącym roku było więcej. W lipcu 36-letni Ukrainiec Ihor H. włamał się na Pomorzu do studni głębinowej i zniszczył infrastrukturę, stanowiącą element sieci wodociągowej – w tym aparaturę energetyczną oraz sterującą przyłączami do sieci i studni głębinowych – dostarczającej wodę mieszkańcom Sopotu. Tydzień wcześniej H. miał włamać się do innego zbiornika, ale został spłoszony przez spacerowicza.

Tłumaczenia Ukraińca były kuriozalne, twierdził bowiem, że chciał w ten sposób zwrócić uwagę na nadużywanie przez ludzi urządzeń elektronicznych i ignorowanie siebie nawzajem. Po zbadaniu go przez biegłych orzeczono, że nie jest chory psychicznie ani upośledzony umysłowo.

Gazeta przypomniała też zdarzenie z kwietnia 2025 r., kiedy to 25-letni Łotysz usiłował dostać się na dach hotelu Warsaw Presidential (dawniej Mariott), do chronionej części z infrastrukturą krytyczną. Mówił w języku rosyjskim i przekonywał, że jest turystą i chciał zrobić z dachu zdjęcia Warszawy.

W jego plecaku znaleziono jednak nie tylko aparat fotograficzny, lecz także narzędzia – m.in. śrubokręt. 25-latek zdołał wejść w hotelu do miejsca, w którym jest wyjście na dach, mimo że jest to strefa, do której wejście na kartę mają wyłącznie uprawnieni pracownicy. Tam też został zatrzymany przez ochronę.

Samochód Łotysza był zaparkowany kilka przecznic od hotelu. Policja znalazła w nim rewolwer gazowy, kilkanaście sztuk amunicji oraz granat. Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty – dotyczące posiadania broni bez zezwolenia oraz naruszenia miru domowego.

http://nczas.info/2025/09/20/pozuja-na-turystow-ale-ich-zachowanie-budzi-podejrzenia-seria-dziwnych-zdarzen-z-udzialem-ukraincow-i-lotysza/

#upadlina #szpiony

17

żyd żełeński kupił hotel z kasynem za 700 mln pln, daj daj daj nie odmawiaj

http://www.facebook.com/reel/1106920460767407

#zelenski #korupcja #upadlina

6

Z tego co zaobserwowałem to Polacy zauważają i zwracają uwagę że niektóre z ostatnich "ruskich dronów" nie mają napędów, są posklejane taśmą, mają tylko awionikę i to też nie koniecznie dającą możliwość kontroli/sterowania.

Czyżby to gówno wcale nie leciało tylko zostało zrzucone i szybowało do momentu aż sobie gdzieś w pole, króliczą klatkę spadnie?!!!

Ludzie też zauważają że niektóre gówno portaliki "informacyjne" używają zdjęć z wcześniejszych dronowych akcji.

#Polska

-------------------------------------------

#drony2025

#upadlina

#rosja

9

Ta sytuacja pokazuje, że trzeba wreszcie podjąć decyzję pozwalającą krajom sąsiadującym z Ukrainą na wykorzystywanie swojej obrony powietrznej do przechwytywania dronów i pocisków nad Ukrainą, w tym tych zbliżających się do granic NATO – oświadczył szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha.

Szef ukraińskiej dyplomacji odniósł się w ten sposób do naruszenia przestrzeni powietrznej Polski przez drony w nocy z wtorku na środę podczas zmasowanego ataku wojsk Rosji na Ukrainę.

„Ta sytuacja pokazuje, że trzeba wreszcie podjąć decyzję o umożliwieniu wykorzystania zdolności obrony powietrznej partnerów w krajach sąsiednich do przechwytywania dronów i pocisków w przestrzeni powietrznej Ukrainy, w tym tych, które zbliżają się do granic NATO” – napisał Sybiha na platformie X.

Zaznaczył, że przywódca Rosji Władimir Putin wciąż eskaluje, rozszerza swoją wojnę i testuje Zachód. „Im dłużej nie spotyka się z odpowiedzią opartą na sile, tym bardziej staje się agresywny. Słaba reakcja teraz sprowokuje Rosję jeszcze bardziej, a wtedy rosyjskie pociski i drony polecą jeszcze dalej w głąb Europy” – kreśli narrację Sybiha.

„Ukraina od dawna sugerowała taki krok. Musi on zostać podjęty ze względu na bezpieczeństwo zbiorowe. Jest to także apel do partnerów o pilne wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej i lepszą ochronę przed rosnącą liczbą rosyjskich dronów i pocisków, które regularnie nas atakują” – przekazał.

Szef MSZ stwierdził, że sankcje muszą zostać natychmiast zaostrzone. W jego ocenie Putin podejdzie poważnie do rozmów pokojowych dopiero wtedy, gdy stanie wobec poważnej presji transatlantyckiej. „Rosyjska machina wojenna musi zostać zatrzymana i może to się stać tylko dzięki sile, nie słabości” – dodał.

Według Sybihy, rosyjskie drony wlatujące w polską przestrzeń powietrzną podczas zmasowanego ataku na Ukrainę pokazują, że poczucie bezkarności Putina wciąż rośnie, ponieważ nie został on właściwie ukarany za swoje wcześniejsze zbrodnie.

http://nczas.info/2025/09/10/ukraina-chce-wciagnac-polske-do-wojny-trzeba-wreszcie-podjac-decyzje/

#upadlina #nato #wojna

9

Powojenny atak UPA w Sanockiem. Ukraińcy spalili Łodzinę, Hłomczę i Witryłówkresy.pl

10 września 1946 roku doszło do jednego z najpoważniejszych napadów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na terenie południowo-wschodniej Polski.

Zorganizowany atak objął trzy miejscowości: Łodzinę, Hłomczę i Witryłów w powiecie sanockim. Akcja była przeprowadzona z dużym rozmachem przez połączone sotnie UPA, dowodzone przez oficerów znanych pod pseudonimami „Hryń”, „Jar”, „Burłaka” i „Łastiwka”. Siły partyzanckie szacowano wówczas na około 2000 ludzi.

UPA uderzyła równocześnie na kilka wsi, stosując taktykę zastraszania ludności oraz niszczenia infrastruktury. Atak miał na celu sparaliżowanie życia codziennego, wymuszenie uległości na miejscowych Polakach i odcięcie ich od wsparcia ze strony państwa polskiego.

Witryłów – dzięki dobrze zorganizowanej samoobronie mieszkańców wieś nie została całkowicie zniszczona. Udało się odeprzeć część napastników, choć skutki napadu były poważne: spalono 56 domów, budynki gospodarcze oraz dworskie zabudowania rodziny Dwernickich. Zamordowano w okrutny sposób 7 osób: Franciszkę Baran, Kazimierę Dzik, Antoniego Kozłowskiego, Adama Kurzacza, Tadeusza Pelca, Józefa Skrzypskiego i Marię Wituszyńską, kilkanaście osób zostało rannych.

Hłomcza – miejscowość została niemal całkowicie spalona. UPA zniszczyła 90 domów oraz dwa zbiorniki ropy naftowej w miejscowej kopalni. W napadzie życie straciły 3 osoby, w tym 14-letnia córka Emila Romana.

Łodzina – pierwszy atak na Łodzinę miał miejsce 30 grudnia 1945 roku, kiedy oddział UPA uprowadził jednego z mieszkańców wsi. Przed 1945 rokiem wieś była w większości zamieszkana przez Ukraińców, którzy potem zostali wysiedleni do Związku Sowieckiego. Na miejscu pozostało jedynie kilka rodzin, a do opuszczonych domów wprowadzili się osadnicy z innych wsi, spalonych przez oddziały UPA. W czasie wrześniowego ataku zniszczono w Łodzinie 62 budynki oraz zamordowano 9 osób. Byli to: Andrzej Fik (22 lata), Mikołaj Fik (42 lata), Katarzyna Fik (53 lata), Mieczysław Okriak (32 lata), Aleksander Fedyn (55 lat), Mikołaj Sawczak (58 lat), Mikołaj Hołowka (70 lat), Mikołaj Bagan (45 lat) oraz Czesława Solecka (19 lat). Ta ostatnia została zabita w wyjątkowo okrutny sposób – zadano jej 14 ciosów bagnetem.

Napady UPA w Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim były wówczas zjawiskiem powtarzalnym. Miały one charakter terroru wobec ludności polskiej, był także metodą zdobywania zaopatrzenia przez UPA i szerzenia dywersji wobec struktur państwa. Część ukraińskich wiosek wspierała partyzantów – czasem z obawy przed represjami, a czasem z własnej woli.

Atak z 10 września 1946 roku pokazał, że siły UPA w 1946 roku nadal były w stanie przeprowadzać duże, skoordynowane działania. Nasilające się akty terroru wobec polskich osadników oraz spalenia wsi przyczyniły się do wzrostu napięcia na tym obszarze. Wydarzenia takie jak atak na Łodzinę, Hłomczę i Witryłów znalazły się wśród argumentów używanych przez władze komunistyczne do uzasadnienia przeprowadzenia wiosną 1947 roku akcji „Wisła”, której celem było rozbicie zaplecza społecznego UPA.

http://kresy.pl/kresopedia/powojenny-atak-upa-w-sanockiem-ukraincy-spalili-lodzine-hlomcze-i-witrylow/

#Polska #upa #upadlina #banderowcy #ludobojstwo #mordercy

8

Zapałowski: Dron, który spadł nad Polską to prawdopodobnie kolejna ukraińska prowokacjakresy.pl

Dron, który spad nad Polską to prawdopodobnie kolejna ukraińska prowokacja — ocenia poseł Andrzej Zapałowski z Konfederacji. „O godzinie 18 – 19 nie było jeszcze żadnego drona nad zachodnią Ukrainą” — podkreśla.

W sobotę ok. godz. 17:40 w miejscowości Majdan-Sielec w powiecie tomaszowskim (woj. lubelskie) spadł niezidentyfikowany dron. Według rzecznika lubelskiej policji Andrzeja Fijołka, w rozmowie z PAP, urządzenie rozbiło się na polu, ok. 500 m od zabudowań. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Z informacji podanych przez Onet wynika, że na szczątkach maszyny znajdują się napisy cyrylicą. Pierwsze przypuszczenia służb wskazywały, że mógł to być dron przemytniczy. „Nie był to dron, który miał cechy bojowe” — przekazał w rozmowie z Polsat News rzecznik prasowy ministra obrony narodowej Janusz Sejmej.

Do sprawy odniósł się w niedzielę poseł Andrzej Zapałowski (Konfederacja). „Dron, który spad nad Polską to prawdopodobnie kolejna ukraińska prowokacja. O godzinie 18 – 19 nie było jeszcze żadnego drona nad zachodnią Ukrainą. Był atak, ale wszystkie drony były jeszcze na wschodzie Ukrainy. Nie było w tym czasie żadnego alarmu w okolicach Lwowa” — napisał na platformie X.

http://kresy.pl/wydarzenia/zapalowski-dron-ktory-spadl-nad-polska-to-prawdopodobnie-kolejna-ukrainska-prowokacja/

#Polska #upadlina

11

Polityk Polski 2050 relatywizuje banderowskie symbole, a polskie ofiary nazizmu zrównuje z oprawcami. „Żartuje pani?” [VIDEO]nczas.info

Zdjęcie

Podsekretarz stanu w MSZ i polityk Polski 2050 Anna Radwan-Röhrenschef broniła symboli banderowskich. Posunęła się do tego, że zaatakowała osoby, które ginęły w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau i które walczyły z nazizmem oraz komunizmem.

– Patrząc na chłodno na tę sprawę, słuchając pana posła z Konfederacji, rzeczywiście jest to przykład kolejnej histerii antyukraińskiej. Tzn. znowu mówienie o banderyzmie, o symbolice, to jest kolejna cegła do tej antyukraińskiej narracji… Proszę się nie uśmiechać – mówiła Anna Radwan-Röhrenschef z Polski 2050.

– Bo wiadomo, nie można złego słowa powiedzieć na Ukraińców. Oni są świętymi ludźmi, ja wiem – wtrącił Wojciech Machulski.

– Polecam panu, jest taki tygodnik „Więź” – powiedziała Radwan-Röhrenschef.

Przypominamy, że „Więź” to czasopismo udające katolickie, w rzeczywistości wielokrotnie głoszące sprzeczne z nauczaniem Kościoła nauki. Jak wyjaśnia minister z Polski 2050, może być też uznawane za propagujące neobanderyzm i usprawiedliwiające quasinazistowskie symbole.

– I tam jest bardzo dobry artykuł mówiący o percepcji symboliki banderowskiej, tak jak dzisiaj o tym mówimy, przez samych Ukraińców. Wielokrotnie, tak jak pani redaktor powiedziała, poprzednicy obecnego prezydenta zwracali uwagę na wrażliwości historyczne. Na percepcję pewnych symboli historycznych – mówiła.

– I jaka jest ta symbolika niech pani nam powie? – zaproponował Machulski, choć minister z Polski 2050 nie skorzystała z okazji.

– Jeśli będę mogła skończyć, to będę panu wdzięczna – odpowiedział.

– Zaraz zaczniemy mówić, że swastyka to symbol szczęścia? No bo tak też można – stwierdził Machulski.

– Być może pan tak uważa – odparła Radwan-Röhrenschef.

– Nie, to właśnie uważają ci, co relatywizują symbole banderowskie – odpowiedział polityk Konfederacji.

– Dzisiaj rozmowa na temat flag, kolorystyki, to nie jest temat, który jest tematem priorytetowym w Polsce. Dobrze pan o tym wie, że mamy ważniejsze tematy – przekonywała.

Należy zaznaczyć, że to teza wprost pochodząca z aktualnej ukraińskiej propagandy, wedle której Polska i Ukraina razem walczą i razem zostały napadnięte przez Rosję, przez co Polska ma działać tak, by Ukrainie było dobrze. Zaraz potem Radwan-Röhrenschef rzuciła skandaliczny pomysł, zrównujący ofiary z II wojny światowej z ich niemieckimi oprawcami.

– Być może pan prezydent też powinien wpisać do swojej ustawy np. mieczyk Chrobrego, zakazać mieczyka Chrobrego – rzuciła podsekretarz stanu w MSZ, na co natychmiast zareagował Machulski.

– Żartuje pani? Dlaczego? Co zrobili ludzie noszący mieczyk? Niech mi pani powie, bo z tego co wiem, to ludzie noszący ten mieczyk zginęli np. w Auschwitz-Birkenau. Zginęli z rąk niemieckich nazistów – powiedział Wojciech Machulski.

Jednak polityk Polski 2050 postanowiła iść w zaparte.

– Jeżeli wchodzimy w dyskusję o historię, być może pan prezydent też tego typu propozycje zaproponuje. Apeluję do tego, żebyśmy nie antagonizowali teraz, szczególnie… – brnęła dalej.

– Proszę przeprosić za obrażanie polskich bohaterów. Ludzi, którzy walczyli z nazizmem, komunizmem – stwierdził polityk Konfederacji WiN.

– … antagonizowali nas z Ukraińcami i też zachęcam państwa… – mówiła dalej Radwan-Röhrenschef.

– To jest właśnie cała Polska 2050 – skwitował Machulski.

Potem polityk Konfederacji WiN zamieścił fragment programu ze skandaliczną postawą polityk Polski 2050 na X.

„Skandaliczna wypowiedź pani minister Anny Radwan-Röhrenschef z Polski 2050! Pani minister proponuje, by do zakazu symboli banderowskich dorzucić… mieczyk Chrobrego, który nosili polscy bohaterowie z obozu narodowego, tacy jak Jan Mosdorf, ofiara niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau. Przeproście – napisał na X wicerzecznik Konfederacji WiN Wojciech Machulski.

http://nczas.info/2025/08/31/polityk-polski-2050-relatywizuje-banderowskie-symbole-a-polskie-ofiary-nazizmu-zrownuje-z-oprawcami-zartuje-pani-video/

#Polska #upadlina #polska2050 #usmiechnietakoalicja

7