„W Ukrainie” czy „na Ukrainie” i inne wydumane problemy. Korwin-Mikke broni języka polskiegox.com

Zdjęcie

W Ukrainie czy na Ukrainie? – to wciąż dla wielu problem, jednak całkowicie wydumany. Janusz Korwin-Mikke celnie wskazuje, że rezygnujemy z języka polskiego tam, gdzie ten język jest naturalny i świetnie sobie radzi, a ulegamy politycznej poprawności i komunistycznej nowomowie. W wpisie na X nestor polskiej prawicy wolnościowej przypomina, że zamiast sowieckiego Zaporoża i Iwano-Frankowska polszczyzna ma właściwe i pierwotne nazwy tych miast: Aleksandrowsk i Stanisławów, tak jak zamiast Kaliningradu – Królewiec. Niestety problem jest szerszy, bo dotyczy nie tylko nazw miejscowości.

Janusz Korwin-Mikke na X napisał:

„Ukraińcy dzielnie bronią Orzechowa. Rosjanie buńczucznie zapowiadają, że pod koniec roku dojdzie do bezpośredniej walki o Aleksandrowsk (chwilowo „Zaporoże”)…

Jak zamiast komunistycznego „Kaliningrad” zawsze pisałem po polsku „Królewiec” to patrzono na mnie, jak na zbrodniarza. Gdy zamiast komunistycznego „Zaporoże” czy „Iwano-Frankowsk” piszę „Aleksandrowsk” i „Stanisławów” – to znów jestem zbrodniarzem. Niektórzy są bardziej przywiązani do ukraińskości i komunizmu, niż do polszczyzny.”

http://x.com/JkmMikke/status/2104076064444309643

Janusz Korwin-Mikke słusznie zauważa, że skoro nazwa Królewiec nie obraża historii i geografii, to na tej samej zasadzie nazwa Stanisławów nie jest aktem wrogości. Niestety problem jest szerszy niż tylko nazwy miejscowości.

W Ukrainie czy na Ukrainie? Klitschko czy Kłyczko? Polszczyzna zna odpowiedź

Język polski od stuleci transkrybuje rusiński alfabet lepiej niż nowomowa politpoprawnych redakcji. Formy gramatyczne takie jak „na Ukrainie” wynikają z tradycji historyczno-językowej, a nie z podważania czyjejś państwowości. Setki lat zachodnia Ruś była częścią Rzeczpospolitej, o tym, że należymy do wspólnej rodziny językowej, nie wspominając.

Po polsku mówimy na Ukrainie, na Węgrzech, na Słowacji i na Litwie – i nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że tym samym kwestionujemy suwerenność Kijowa, Budapesztu, Bratysławy czy Wilna.

Tymczasem po 2022 roku część mediów, niczym na komendę, zaczęła pisać „w Ukrainie”, bo tak każe poprawność polityczna. Jednak to nie jest żaden szacunek dla tożsamości sąsiada, tylko lęk przed opinią salonów, które zmieniają język na polityczne zamówienie.

Podobnie jest z pisownią imion i nazwisk ukraińskich. Braci Kłyczko media uporczywie zapisują „Kliczko”, jakby polszczyzna nie umiała oddać wymowy cyrylicy.

Nazwisko prezydenta Ukrainy powinniśmy zapisywać Zelenski, przez L, a nie Zełenski przez Ł, bo to nazwisko pochodzi od koloru zielonego, po ukraińsku fonetycznie zeleny – tam nie ma Ł, wystarczy posłuchać jak wymawiają to nazwisko Ukraińcy. A imię Włodzimierz też nie musi być Volodymyrem.

Angielska kalka Zelenskyy czy Klitschko w polskim tekście wygląda jak kapitulacja własnego alfabetu przed Waszyngtonem i Londynem (dlaczego nie piszemy Washington czy London? – brak konsekwencji). Polski czytelnik zasługuje na polską pisownię, nie na kalkę z agencji Reutera.

Zmiana nazwy to ten sam chwyt, co wysiedlenie

Komuniści lubili zmieniać nazwy, bo to wykorzenia ludzi z historii, tradycji i kultury, a bez tego nie istnieją narody. Nowa tabliczka urywa odniesienia, kasuje konteksty, wprowadza nowomowę, w której nazwa nie ma już rodowodu, tylko nowy numer w planie pięcioletnim.

Gdy Stanisławów staje się Iwano-Frankowskiem, a Królewiec Kaliningradem, znika nie tylko dźwięk, ale przede wszystkim pamięć, kto tu mieszkał, kto fundował kościół, kto handlował, kto zginął. Bez pamięci łatwiej sterować ludźmi i narzucać im nowy światopogląd – skoro nazwa jest nowa, historia też może być napisana na nowo. Tak działo się także w PRL po 1945 roku – np. Katowice w latach 1953/56 nosiły nazwę Stalinogród.

Na tej samej zasadzie komuniści przesiedlali wielkie grupy ludzi. Zrywali ciągłość pokoleń, rozbijali wspólnoty, mieszali dialekty, parafie i cmentarze, by sąsiad nie pamiętał sąsiada, a wnuk nie umiał powtórzyć opowieści dziada i wskazać miejsc, kontekstów i relacji. Zmiana nazwy działa identycznie, tylko taniej – nie trzeba wagonów i funkcjonariuszy, wystarczy mapa i rozporządzenie.

Dlatego Korwin pyta, czemu za polskie nazwy znów jest „zbrodniarzem”, bo część internetowego komentariatu bardziej lgnie do sowieckich tabliczek i importowanej nowomowy niż do własnego języka.

Język polski nie jest reliktem i narzędziem w rękach politpoprawnych totalniaków. Jest narzędziem precyzji i pamięci. Kto pisze „na Ukrainie”, Kłyczko czy Zelenski, nie atakuje Kijowa tylko zachowuje tożsamość polszczyzny przed sezonową modą. A moda, jak wiadomo, zawsze mija, natomiast język to jeden z fundamentów kultury i narodowej wspólnoty.

Warto o tym pamiętać, zanim kolejna redakcja każe nam pisać po angielsku, ukraińsku czy innym politycznie poprawnym niby-języku.

http://nczas.info/2026/09/27/w-ukrainie-czy-na-ukrainie-i-inne-wydumane-problemy-korwin-mikke-broni-jezyka-polskiego/

#korwinmikke #korwin #jezykpolski #Polska

10

Moskwa bez Odessynczas.info

Zdjęcie

Wyjechałem do Moskwy i planowałem, że napiszę o niej dłuższy tekst. Niestety z uwagi na dziwną, drobną kontuzję wyjechałem z opóźnieniem – a na miejscu kontuzja okazała się znacznie gorsza, więc mogę tylko pisać o moskiewskiej opiece zdrowotnej.

Przede wszystkim: jest w niej mniej biurokracji – ogólnie wszystko jak w 1990 roku. Bardzo ładne i kompetentne lekarki. Niestety: najpierw musiałem się dwukrotnie zetknąć z Pogotowiem Ratunkowym (na poziomie takim jak nasze, choć karetki gorsze).

Dziwne: najpierw zawieziono mnie do Wielkiego Szpitala, gdzie zrobiono mi USG oraz rentgen klatki piersiowej zupełnie nie wiem po co, bo moja kontuzja dotyczyła… krwotoków z nosa! W tym szpitalu mogłem podziwiać roznoszenie lekarstw i wszystkich drobnych rzeczy między oddziałami: robią to pomalowane na biało sześcianiki na nóżkach, sterowane sztuczną inteligencją. Jakąś głupią – bo nieustannie wpadają ludziom pod nogi, a samochodom pod koła.

W drugim szpitalu, do którego dojechałem drugą karetką, wszystko było OK, zrobiono, co trzeba – i po kilku minutach, na moją prośbę, mnie wypuszczono. Czekali na mnie gospodarze; niestety: ok. 9.tej wieczorem zrezygnowali.

Na dowód, że byłem w Moskwie, zrobiłem zdjęcie z p. Olegiem. Biedak nie wie, że do tej pory był miłym, sympatycznym prawicowym Rosjaninem – a jak się pokaże na tym zdjęciu, to zostanie szpiegiem Putina. Może jednak tego zdjęcia nie zamieszczę…?

Moskwa rośnie jak na drożdżach. Osiem pasów w jedną stronę – a i tak korki i korki. Pomimo metra – bardziej rozbudowanego niż nowojorskie. Niestety, nie zdążyłem się przejechać. Ale, okazuje się, że taksówki są mimo wszystko szybsze niż metro!

W Rosji jutro (18 września – przyp. red.) wybory. Na ulicach zupełnie tego nie widać. Podejrzewam, że JE Włodzimierz Putin wygra te wybory bez trudności – bo ma już duże doświadczenie w wygrywaniu wyborów bez trudności. Na tym polega różnica między d***kracją rosyjską a d***kracją ukraińską, w której kandydaci będą brali się za łby.

Po Moskwie w ogóle nie widać, by toczyła jakąś wojnę lub choćby „operację specjalną”. Nie widać NICZEGO. Z czego wynika, że Rosja prowadzi tę wojnę jedną ręką. Podobno po wyborach JE Włodzimierz Putin planuje wypowiedzenie Ukrainie wojny – i wprowadzenie poboru do wojska.

Myślę, że tego nie zrobi – ale raz już tak myślałem i się pomyliłem.

W przypadku polityka pomyłka w dedukcjach bywa bardzo kosztowna…

Już kilka razy pisałem o zasadniczej różnicy między uczonym, a dziennikarzem. Uczony stawia hipotezy i czeka, czy zostaną potwierdzone. Im mniej ma przesłanek, na podstawie których wyciągnął swoje wnioski – tym większa jego sława. Dziennikarz ma podawać informacje na podstawie źródeł; im większą ilość źródeł zbadał, tym lepsza o nim opinia.

Ja np. na podstawie postępowania śp. płk. Józefa Becka postawiłem hipotezę, że Go Anglicy jakoś przekabacili. Zresztą już śp. dr Józef Goebbels napisał, że „wpadł w pułapkę zastawioną przez angielskich lordów”.

Tymczasem rzeczywistość okazała się prozaiczna. Beck został w 1937 (gdy wyszedł z alkoholizmu) uwiedziony przez agentkę MI6 i potem był szantażowany. Przypominam, że 5-V-1939, schodząc z mównicy po „wspaniałym patriotycznym przemówieniu”, powiedział: „Właśnie zgubiłem Polskę…”!

I teraz czy ktoś powie z podziwem: „Ale Pan to genialnie wyindukował!”? Nie, wszyscy powiedzą: „Jesteś Pan nieuk. To wszystko było znane, trzeba było czytać…”.

Ba! Niektórzy powiedzą: „Na pewno Pan to już wcześniej wiedział – i teraz chwali się genialną indukcją!”.

Bardzo nieliczni powiedzą: „Tak jest! Są nam potrzebni ludzie umiejący dedukować i indukować. Nawet jeśli czasem się mylą”.

Nie w d***kracji!

W d***kracji uczeni tylko przeszkadzają. Ale to nic nowego. Gdy podczas rewolucji antyfrancuskiej skazano na gilotynę słynnego chemika i fizyka, śp. Antoniego Lavoisiera – i ten poprosił o przełożenie egzekucji o kilka dni, bo chciał dokończyć ważny eksperyment – v-prezes Trybynału, śp. Jan-Chrzciciel Coffinhal, odparł: „Republika nie potrzebuje uczonych”! I Lavoisiera ścięto, nie czekając…

Porównajmy to z monarchią. Gdy np. ktoś doniósł śp. Aleksandrowi III, że śp. Dymitr Mendelejew popełnił bigamię, car odparł: „Tak: Mendelejew ma dwie żony – ale ja mam tylko jednego Mendelejewa!”.

I Mendelejewowi uszło to na sucho.

http://nczas.info/2026/09/27/moskwa-bez-odessy/

#korwinmikke #korwin #rosja #moskwa #felieton

5

Skandal z udziałem RPD. Korwin-Mikke bez ogródek. „Powinna nie tylko być natychmiast zdymisjonowana, ale…”x.com

http://x.com/JkmMikke/status/2102703667669299503

Zdjęcie

Janusz Korwin-Mikke skomentował skandal związany z postawą i działaniami Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak wobec rodziny i dzieci po sprzeczce na ulicy. Jak ocenił nestor polskiej prawicy wolnościowej, Horna-Cieślak „nie tylko powinna być zdymisjonowana natychmiast”, lecz „powinna najpierw zostać wystawiona na widok publiczny”. Następnie – zdaniem Korwin-Mikkego – powinna „przez następne długie lata gnić w ciemnym lochu”.

Nie milknie krytyka po skandalu, który wywołała Monika Horna-Cieślak. Jako Rzecznik Praw Dziecka podjęła działania zmierzające – wbrew opinii policji i sądu – do odebrania dzieci rodzinie. Wcześniej RPD miała drobną sprzeczkę z kobietą na ulicy. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.

Sprawa wywołała wielkie poruszenie w sieci i falę oburzenia. Pojawiło się mrowie krytycznych i bezkompromisowych głosów.

Sławomir Mentzen z Konfederacji wezwał do dymisji RPD. Krzysztof Stanowski z kolei wprost zapytał, czy Horna-Cieślak nie ma problemów natury psychicznej. Więcej o tym przeczytacie w artykułach poniżej.

Skandal skomentował również nestor polskiej prawicy wolnościowej Janusz Korwin-Mikke. W ostrych słowach podkreślił, że dymisja w tym przypadku to za mało.

„Ta kretynka, która została tzw. rzecznikiem praw dziecka, nie tylko powinna być zdymisjonowana natychmiast. Ona powinna najpierw zostać wystawiona na widok publiczny, a potem przez następne długie lata gnić w ciemnym lochu” – napisał na X Janusz Korwin-Mikke.

W późniejszym wpisie na temat Rzecznik Praw Dziecka, gdy lewica zaczęła bronić urzędniczki. Korwin-Mikke ironicznie zasugerował, jak można „uhonorować” Hornę-Cieślak.

„Rozumiem, że w tym roku do nagrody Wysokich Obcasów zostanie nominowana p. Monika Horna-Cieślak?” – zapytał Janusz Korwin-Mikke.

http://nczas.info/2026/09/24/skandal-z-udzialem-rpd-korwin-mikke-bez-ogrodek-powinna-nie-tylko-byc-natychmiast-zdymisjonowana-ale/

#wiedzma #korwin #spierdolenie #dzieci

18

Ostre spięcie między Korwin-Mikkem a Gozdyrą. Poszło o Rosję i warsztat dziennikarski. „Jest pan hańbą” [VIDEO]x.com

http://x.com/JkmMikke/status/2101739785316421638

Janusz Korwin-Mikke wszedł w dyskusję z Agnieszką Gozdyrą. Nestor polskiej prawicy wolnościowej ubolewał nad jej dziennikarskim upadkiem, natomiast dziennikarka w ostrych słowach zarzucała politykowi „ruskoonucyzm”.

„Pani Agnieszce Gozdyrze (która niegdyś była naprawdę świetną dziennikarką) mogę poradzić już tylko jedno: niech odsłucha swoje programy sprzed wielu lat, a potem wybierze się na kilka rozmów do p. Moniki Jaruzelskiej i nauczy się od niej warsztatu. Może jeszcze jest co ratować” – napisał na portalu X Janusz Korwin-Mikke.

„Panie @JkmMikke. Napiszę raz i na tym zakończę, bo szkoda prądu. Jest pan hańbą. Pańskie rady płyną prosto z centrum zarządzania ruską propagandą od takich obrzydliwych postaci jak Sołowiow czy Simionian. Mam nadzieję, że serio jest pan w Moskwie i już tam pozostanie” – odpowiedziała dziennikarka Polsat News, dołączając zdjęcie Korwin-Mikkego w Moskwie, które sam zamieścił 17 września.

Na tym jednak dyskusja się nie zakończyła. „Pani Gozdyra raczyła przed chwilą zacytować mój wpis o niej, po czym szybko mnie zablokowała, bym nie zdążył zostawić odpowiedzi pod jej wpisem.

Zostawię to tu. Może ktoś jej to pokaże” – napisał Korwin-Mikke, zamieszczając niżej komentarz:

„Nie, wbrew Pani zacietrzewieniu, moje rady płyną z czystej sympatii do Pani. Z naprawdę dobrej dziennikarki stała się Pani antytezą dziennikarstwa w Polsce – godną następczynią p. Olejnik, która przesłuchuje, przerywa, a nawet wyprasza swoich GOŚCI.

W ogóle nie przypomina Pani siebie sprzed 10 lat. I co ważniejsze – zauważa to nie tylko prawa, ale także lewa strona. I chyba to Panią boli najbardziej. W każdym razie życzę Pani głębokiej refleksji nad swoim dziennikarstwem, bo niedługo zostaną Pani rozmowy z samą sobą. A nie chce, by skończyła Pani, jak p. Tomasz Lis lub co gorsza p. Eliza Michalik. Wszystkiego dobrego!”.

„Nie zablokowałam tego pana 🤦 Do Moskwy trafił, a na mój profil nie umie” – odgryzła się Gozdyra.

„Ja mam nadzieję, że Pani trafi na siebie sprzed 10 lat. Pozdrawiam” – skwitował Janusz Korwin-Mikke.

Korwin-Mikke zamieścił na swoim profilu także fragment prowadzonego przez Agnieszkę Gozdyrę programu „Skandaliści” z 7 marca 2020 roku.

„Debata pomiędzy mną, p. Joanną Senyszyn i prof. Włodzimierzem Gutem.

Można było? Można było! Co się zmieniło? To już pytanie nie do mnie, tylko do p. Agnieszki Gozdyry…” – napisał.

http://nczas.info/2026/09/21/ostre-spiecie-miedzy-korwin-mikkem-a-gozdyra-poszlo-o-rosje-i-warsztat-dziennikarski-jest-pan-hanba-video/

#gozdyra #korwin #ukrofilia #ukrofile

8

Korwin-Mikke wyjaśnia banderyzm i krytykuje Szeptyckiego. „Lepiej być ruską onucą, niż banderowskim kolaborantem”nczas.info

Janusz Korwin-Mikke w kilku wpisach skomentował obecną sytuację z Ukrainą. Skrytykował wiceministra Andrzeja Szeptyckiego z Polski 2050 za porównanie UPA do żołnierzy niezłomnych oraz używanie nazistowskiego hasła „slawa Ukrainu”.

Janusz Korwin-Mikke przytoczył wpis jednego z internautów. Jak czytamy, „lepiej być 'ruską onucą’, niż banderowskim kolaborantem”.

„Ten pierwszy bardziej kocha Polskę niż nienawidzi Rosji. Ten drugi za ukraińskie pieniądze i dla własnej kariery sprzeda siebie, ofiary Rzezi, żyjących Polaków i wszystko dookoła” – wyjaśnił Korwin-Mikke.

W kolejnym wpisie zwrócił się z kolei do tych, którzy używają nazistowskiego pozdrowienia „slawa Ukrainu”.

„Ten okrzyk był ostatnim dźwiękiem, jaki słyszeli w swoim życiu wszyscy ci, którzy dziś leżą w dołach, w bezimiennych grobach na Wołyniu” – podkreślił nestor polskiej prawicy wolnościowej.

Odniósł się też do skandalicznej wypowiedzi podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz członka Polski 2050 Andrzeja Szeptyckiego. Zrównał on zbrodniarzy z UPA do polskich żołnierzy niezłomnych.

„Nie wiem, od kiedy WCzc. Andrzej Szeptycki ma te objawy, ale UPA w żadnym razie nie miała nic wspólnego z naszymi Niezłomnymi. Jeśli już miałaby mieć coś z kimś wspólnego, to z niemieckimi oddziałami SS” – skomentował Janusz Korwin-Mikke.

„Pragnę zaznaczyć, że banderyzm to nazizm – ukraińskia odmiana nazizmu” – podsumował.

http://nczas.info/2026/06/07/korwin-mikke-wyjasnia-banderyzm-i-krytykuje-szeptyckiego-lepiej-byc-ruska-onuca-niz-banderowskim-kolaborantem/

#korwin #korwinmikke #banderyzm #ukrainoza

13

„Animalitarne” zakazy. Człowieka traktuje się jak głupie bydlęnczas.info

Za dawnych, średnio dobrych czasów, gdy jedynym powszechnie dostępnym pismem politycznym była POLITYKA – pismo lewicujące, ale w porównaniu ze średnią poglądów w PZPRze wręcz prawicowe – wdałem się w polemikę z p. Krzysztofem Teodorem Toeplizem, czyli KTT. Poszło o to, że On napisał, iż zakaz wchodzenia do wody w niebezpiecznych miejscach jest „humanitarny” – bo jest to troska o człowieka (by się nie utopił). Ja twierdziłem, że ten zakaz jest „animalitarny”, bo człowieka traktuje się tam jak zwierzę, jak bydlę nierozumne – o które rzeczywiście trzeba się troszczyć. A człowiek swój rozumek (mniejszy czy większy) ma, ma też (a przynajmniej: zakładamy, że ma) wolną wolę – i jeśli ma ochotę popływać w wodospadzie Niagara – to jest to jego ludzkie prawo. Zresztą – by trzymać się tego przykładu – wielu ludzi to robiło, a nawet bodaj większość przeżyła…

W tym momencie zatrzymałem się, by sprawdzić u GROKa, jak to jest. Otrzymałem odpowiedź:

„20 października 2003 roku Kirk Raymond Jones (Amerykanin z Michigan) jako pierwszy w historii udokumentowany człowiek celowo skoczył do rzeki Niagara i spadł z Horseshoe Falls (kanadyjskiej części wodospadu) bez beczki, kamizelki ratunkowej czy innego urządzenia – i przeżył z niewielkimi obrażeniami.

W 2017 roku podjął drugą próbę, tym razem w nadmuchiwanej kuli (z wężem wewnątrz dla atrakcji) – i zginął.

Od tamtej pory (stan na styczeń 2026) nie ma udokumentowanych przypadków celowego przepłynięcia/przeskoczenia wodospadu Niagara przez człowieka (czy to z przetrwaniem, czy bez). Takie wyczyny są nielegalne po obu stronach granicy (Kanada i USA), karane wysokimi grzywnami lub więzieniem, a władze aktywnie zapobiegają próbom”.

Czyli jak widać, w USA, które były kiedyś Krajem Wolności, już w 1951 zwyciężyły poglądy KTT: traktuje się człowieka jak głupie bydlę, o które musi troszczyć się Właściciel. Bo rzeczywiście p. Jonesowi po Jego wyczynie wydano dożywotni zakaz zbliżania się do Niagary – i gdyby zdołano to wyegzekwować, to by przecież przeżył.

Od tego czasu przepisów chroniących człowieka przed nim samym narosła tam – i wszędzie – cała kupa. Człowieka – istoty obdarzonej wolną wolą – już nie ma. A za każdym razem jakiś Wysoki Urząd tłumaczy ograniczenie jego Wolności jego dobrem!

Co ciekawe: polemizując z KTT, nie wiedziałem, że ta ogólna Zasada, dla mnie oczywista, została już przez śp. Ulpiana Domicjusza sformułowana do użytku w prawie jako „VOLENTI NON FIT INIURIA” – „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. I konsekwentnie trzeba uznawać, że śp. Kirkowi R. Jonesowi nie stała się żadna krzywda – ani za pierwszym razem, gdy się poobijał – ani za drugim, gdy zginął. A skoro żadna krzywda nie mogła mu się stać, to dlaczego mu tego zabraniać?

Cóż: od czasów Domicjusza minęło 1800 lat – i Właściciele Niewolników rozpięli wiele sieci, by ich niewolnicy nadal dla nich pracowali, zamiast ginąć.

Ciekawym przykładem są pojedynki. W Polsce w zaborze pruskim zostały surowo zakazane w 1851. W austriackim też były zakazane już w XIX wieku – ale były tolerowane. W rosyjskim zakazała ich w 1787 Katarzyna II Wielka, ale po cichu były tolerowane (w 1837 w pojedynku zginął śp. Aleksander Puszkin) i Aleksander III w 1894 zezwolił na nie wojskowym.

Oczywiście Związek Sowiecki natychmiast tę wolność ukrócił.

Jeżeli uznajemy, że chcącemu nie dzieje się krzywda i dwóch dorosłych facetów chce się pojedynkować, to trudno znaleźć powód, by im tego zabronić. Jednak nowocześni prawodawcy wiedzą lepiej od człowieka, co jest dla tego człowieka dobre – a ponadto argumentują jak typowi właściciele niewolników: jeśli połowa oficerów zastrzeli drugą połowę, to Właściciel niewolników będzie musiał pokryć koszt szkolenia nowych…

O ile można zrozumieć Właścicieli niewolników, o tyle trudno mi zrozumieć, dlaczego przeciwko pojedynkom wypowiadają się sami niewolnicy. Przecież nikt nikomu nie każe brać udziału w pojedynkach – a jak połowa się wystrzela, to więcej kobiet zostanie dla drugiej połowy. Tak przynajmniej rozumuje normalny człowiek. Niestety: dzisiaj ludzie wychowani są pod wpływem zgubnej doktryny „Życie ludzkie jest największa wartością” – i rozumieją ją dosłownie. Można tylko cieszyć się, że nie zauważyli jeszcze, że gdyby zakazać ruchu samochodowego, to na świecie zginęłoby rocznie 1 200 000 ludzi mniej. Co prawda znacznie więcej zginęłoby wskutek spadku poziomu życia (a brak karetek pogotowia to najmniejszy problem…) – ale to już przekracza poziom dyskusyj w kraju d***kratycznym.

Co ciekawe: w d***kracji też istnieje coś na kształt pojedynków – ale w Kulturze Masowej te „pojedynki” też są masowe. Nazywają się „ustawki”.

Jak wszyscy wiedzą, takie ustawki są ustawiane z reguły między kibicami różnych klubów sportowych – i faceci tłuką się na gołe pięści. W takich ustawkach brał udział również JE Karol Nawrocki – i to był jeden z ważnych powodów, dla których na Niego głosowałem i do głosowania nań wzywałem.

Jak widać: skutecznie.

Czy ustawki są legalne? Nie są… Łamią chyba kilka przepisów Kodeksu Karnego i Kodeksu Wykroczeń. Ale są po cichu tolerowane – podobnie jak pojedynki w XIX wieku.

Jeśli jednak dwóch facetów rywalizuje o kobietę – to jakaś forma pojedynku jest jak najbardziej właściwa. Podobnie postępują samce większości gatunków zwierząt żyjących na świecie. Bo jak inaczej rozstrzygnąć taki spór?

I to samo dotyczy wojen. W znacznie większym stopniu – bo przy rywalizacji o kobietę można zawsze powiedzieć: niech każdy robi swoje, a kobieta niech rozstrzygnie. W przypadku wojen jest inaczej – bo tu spór nie idzie o kobiety, lecz o dobra, które nie mogą rozstrzygnąć, w czyje ręce chcą trafić. Dlatego humanistom – na razie – nie udało się zakazać wojen.

Jednak nie ustają w wysiłkach!

http://nczas.info/2026/01/24/animalitarne-zakazy-czlowieka-traktuje-sie-jak-glupie-bydle/

#korwin

13

To był spisek i zdrada? Amerykanie pojmali Maduro. Korwin-Mikke: Teraz Niemcy porwą Nawrockiego i zainstalują Trzaskowskiegonczas.info

Zdjęcie

„Niemcy porwą JE Karola Nawrockiego (który sfałszował wybory) i zainstalują w Warszawie p.Rafała Trzaskowskiego” – napisał na X Janusz Korwin-Mikke, komentując zatrzymanie szefa socjalistycznej Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żony. Przy okazji przedstawił swoją teorię na temat porwania prezydenta Wenezueli.

Przywódca socjalistycznej Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores zostali zatrzymani przez amerykańskie siły. Więcej na ten temat przeczytacie w artykule poniżej.

Sytuację skomentował m.in. lider polskiej prawicy wolnościowej Janusz Korwin-Mikke. Jak podkreślił, stwarza to niespotykany dotąd precedens, i jednocześnie przedstawił swoją teorię na temat wydarzeń. Mógł to być spisek i zdrada tzw. siłowników czyli szefów resortów siłowych.

„JE Donald Trump zaatakował Caracas (pewno dla odwrócenia uwagi…) i porwał JE Mikołaja Maduro, prezydenta Wenezueli, i Jego żonę. Do tej pory Amerykanie porywali tylko prezydentów bananowych republik w Ameryce Środkowej. Jakiś postęp jest” – napisał na X Janusz Korwin-Mikke.

Dalej napisał: ”Nikt nie strzelał do helikopterów USAF!! Najprawdopodobniej minister obrony Wenezueli (który tajemniczo zniknął) został przekupiony, a JE Mikołaj Maduro po prostu przekazany Amerykanom. Czekamy na konferencję prasową o 17.00.”

W kolejnym wpisie zaś ironicznie zasugerował, że „przykład Wenezueli jest kuszący” i „trzeba go tylko twórczo rozwinąć”.

„Pora na porwanie JE Ludwika Ignacego „Luli” da Silvy, który sfałszował wybory, i zainstalowanie w Brazylii p.Jaira Bolsonaro, gnijącego w faszystowskich lochach. Niemcy porwą JE Karola Nawrockiego (który sfałszował wybory) i zainstalują w Warszawie p.Rafała Trzaskowskiego. A JE Donald Trump powinien był w 2020 porwać p.Józia Bidena, ogłosić, że wybory zostały sfałszowane – i oszczędzić Stanom 4 lat bidenizmu” – stwierdził Korwin-Mikke.

http://nczas.info/2026/01/03/to-byl-spisek-i-zdrada-amerykanie-pojmali-maduro-korwin-mikke-teraz-niemcy-porwa-nawrockiego-i-zainstaluja-trzaskowskiego/

#korwin

15