Ukraiński portal o inicjatorze Rzezi Wołyńskiej: „legendarny dowódca”kresy.pl

Zdjęcie

Ukraiński portal Espreso przedstawia Kłyma Sawura jako „wybitnego dowódcę UPA”, jednocześnie odrzucając odpowiedzialność za zbrodnie na ludności polskiej na Wołyniu.

Portal Espreso opublikował materiał dotyczący Kłyma Sawura, jednego z kluczowych dowódców UPA na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Artykuł przedstawia go jako jedną z najbardziej wyróżniających się postaci ukraińskiego podziemia oraz organizatora zbrojnego oporu w regionie.

W tekście podano, że Dmytro-Roman Klaczkiwski, znany pod pseudonimem Kłym Sawur, miał zapisać się w historii jako jeden z twórców Ukraińskiej Powstańczej Armii. Został on opisany jako „legendarny dowódca UPA w obwodzie wołyńskim” oraz postać szczególnie znacząca dla kształtowania struktur podziemia.

Zacytowano portal Last Bastion, według którego „dzięki wybitnym zdolnościom organizacyjnym i umiejętnościom dowódczym Klaczkiwskiego powstańcy zdołali siłą wyzwolić całe rejony Wołynia spod okupantów”.

Ukraiński portal twierdzi, że przypisywanie Sawurowi odpowiedzialności za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej jest – w ocenie portalu – „fałszywą narracją” stworzoną przez sowieckie służby specjalne. Według tej interpretacji to służby ZSRR miały „sfabrykować” tezę o jego udziale w organizacji Rzezi Wołyńskiej.

Warto w tym miejscu zauważyć, że w artykule z lipca 2025 roku (artykuł wybielał innego ukraińskiego zbrodniarza Romana Szuchewycza), ten sam portal wskazuje, że Kłym Sawur jest głównym, odpowiedzialnym Rzezi Wołyńskiej: „głównym inicjatorem czystek międzyetnicznych po stronie ukraińskiej mógł być Dmytro Klaczkiwski, dowódca UPA na Wołyniu” – pisał portal Espreso.

W czerwcu 1943 roku „Kłym Sawur” miał wydać rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w obwodach objętych działalnością UPA. Według szacunków historyków, do końca czerwca 1943 roku na Wołyniu zginęło od 9 do 15 tysięcy Polaków. Potem akcja miała przyspieszyć.

„Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu […]” – pisał w czerwcu w tajnej dyrektywie Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”, dowódca oddziałów UPA w tym rejonie. – „Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”.

W artykule nie odniesiono się do ustaleń polskich i międzynarodowych historyków, według których to właśnie Kłym Sawur, jako dowódca okręgu UPA-Północ, był jednym z głównych organizatorów zbrodni na ludności polskiej na Wołyniu w latach 1943–1944.

http://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-portal-o-inicjatorze-rzezi-wolynskiej-legendarny-dowodca/

#ludobojstwo #wolyn #upadlina #Polska #mordercy #historia

10

Jak powszechnie wiadomo, żydom w Polsce nadawano nazwiska od dnia tygodnia Np poniedziałek, środa czy niedziela, często z końcówką ski, lub dla beki nazwiska znanych osób Polaków np pisarzy

#zydzi #Polska

8

Żaden „antysemita” się nie prześliźnie. Żydowska propaganda, monitoring mediów i skuteczniejsze karanienczas.info

Rząd Tuska pochylił się nad losem Żydów w Polsce i zaprojektował uchwałę ws. przyjęcia dokumentu, który nosi miano „Krajowej Strategii przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego na lata 2025-2030”. Oto, co znalazło się w rządowym projekcie.

„Krajowa Strategia przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego na lata 2025-2030” to dokument programowy, który definiuje „priorytety aktywności rządu w obszarze przeciwdziałania zjawisku antysemityzmu”. Projekt został opracowany przez resort sprawiedliwości – z udziałem MSWiA, MEN, MNiSW, MKDiN, MSiT, uczelni wyższych oraz Narodowego Instytutu Wolności. Nie ma charakteru legislacyjnego – zaznaczono.

Wśród celów rządowego projektu znalazło się m.in.: „budowanie świadomości na temat specyfiki zjawiska antysemityzmu oraz związanych z nim zagrożeń”.

W praktyce miałoby to oznaczać prowadzenie badań i analiz „dotyczących stanu świadomości społecznej na temat antysemityzmu w Polsce”, a następnie opracowanie wytycznych dot. definiowania przejawów antysemityzmu – oczywiście „oparte na wiedzy naukowej o charakterystyce antysemickich uprzedzeń w Polsce”.

„Antysemityzm” – szerokie pojęcie

Rząd chciałby także przeprowadzenia kampanii społecznej na temat „antysemityzmu i związanych z nim zagrożeń” oraz na temat jego zwalczania i „wspierania życia żydowskiego w Polsce”. Dodatkowo „edukowani” w tym temacie mieliby być politycy, urzędnicy i inne kategorie osób zatrudnionych w sektorze publicznym. Pojawia się w tym kontekście m.in. promocja definicji IHRA „jako narzędzia do zwalczania antysemityzmu”. A definicja ta jest niezwykle szeroka.

Przypomnijmy, że Polska pod rządami PiS, w październiku 2021 roku, uznała tę definicję. Resort kultury, kierowany wówczas przez Piotra Glińskiego, podkreślał, że „Polska jako członek Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Upamiętnienia Holokaustu (International Holocaust Remembrance Alliance – IHRA) poparła w 2016 r. przyjęcie przez Sojusz roboczej prawnie niewiążącej definicji antysemityzmu”.

Dodano też, że nasz kraj uznał „roboczą prawnie niewiążącą definicję antysemityzmu IHRA za ważny i oczywisty punkt odniesienia w przeciwdziałaniu temu zjawisku”. Definicja ta została przyjęta 26 maja 2016 roku.

„Antysemityzm to określone postrzeganie Żydów, które może się wyrażać jako nienawiść do nich. Antysemityzm przejawia się zarówno w słowach, jak i czynach skierowanych przeciwko Żydom lub osobom, które nie są Żydami, oraz ich własności, a także przeciw instytucjom i obiektom religijnym społeczności żydowskiej” – czytamy w definicji IHRA.

Więcej przestępstw antysemickich

Ponadto rząd Tuska chce uczynić Polskę krajem „bez przestępstw motywowanych antysemityzmem”. Z tego powodu aparat państwowy ma skuteczniej ścigać „przestępstwa o charakterze antysemickim”.

W tym celu Rada Ministrów postuluje:

„Zwiększenie skuteczności karania i przeciwdziałania przestępstwom o charakterze antysemickim na poziomie Policji i Prokuratury oraz wsparcie sytuacji ofiar”.

„Zwiększenie skuteczności karania i przeciwdziałania przestępstwom o charakterze antysemickim na poziomie sądownictwa”.

„Zapewnienie właściwej ochrony przed przestępstwami o charakterze antysemickim w polskim prawie”.

„Usprawnienie procedur monitorowania i gromadzenia danych na temat przestępstw o charakterze antysemickim”.

W projekcie wprost założono „zwiększenie liczby wszczynanych przez Policję dochodzeń oraz prowadzonych przez Prokuraturę postępowań dotyczących przestępstw o charakterze antysemickim poprzez zwiększenie świadomości i wiedzy wśród policjantów i prokuratorów na temat specyfiki takich przestępstw, uzyskiwanych dzięki właściwym szkoleniom, dystrybucji materiałów informacyjnych oraz kontaktom z przedstawicielami mniejszości żydowskiej w Polsce”.

A zatem można założyć, że definicja przestępczego „antysemityzmu” ma się poszerzyć. Pod tym kątem ma być przeanalizowana praktyka sądów wobec takich przestępstw w ciągu ostatnich 10 lat. Policja i resort sprawiedliwości mają nieustannie monitorować statystyki dotyczące takich przestępstw i związanych z nimi postępowań.

Swoją rolę w tym procesie mają także odegrać „sygnaliści”, bowiem rząd chce informować obywateli, jakie procedury obowiązują przy zgłaszaniu takich przestępstw, a także ma szkolić organy ścigania z potrzeb i sytuacji ofiar lub zgłaszających.

„Stosowanie Wytycznych Prokuratora Generalnego w zakresie prowadzenia postępowań o przestępstwa motywowane uprzedzeniami, w szczególności w zakresie legitymacji do składania zawiadomień z art. 256, 257 czy 119 KK oraz właściwej kwalifikacji określonych czynów jako spełniających znamiona przestępstw określonych w tych przepisach prawa, jak również podnoszenie świadomości w polskiej Policji w tym obszarze” – czytamy dalej.

Co więcej, ma zawiązać się międzynarodowa współpraca w obszarze wymiany wiedzy i doświadczeń orzeczniczych, w tym przede wszystkim dobrych praktyk. Sądy mają też pozyskiwać „wiedzę ekspercką” od „kompetentnych, specjalizujących się w tej tematyce biegłych”.

Żaden „antysemita” się nie prześliźnie

Rząd chce też zlikwidować wszelkie „luki prawne” w zakresie nie tylko zwalczania i przeciwdziałania przestępstwom o charakterze antysemickim, lecz także szerzej – przepisów dotyczących antysemityzmu w ogóle.

Luki te mają być niwelowane w porozumieniu z Żydami. „Przeprowadzanie konsultacji z przedstawicielami mniejszości żydowskiej w Polsce oraz organizacjami pozarządowymi zajmującymi się problemem antysemityzmu podczas projektowania właściwych nowych lub nowelizowania istniejących przepisów prawa” – czytamy.

Polska ma też implementować wszelkie przepisy unijne. „Pełna implementacja najnowszych instrumentów prawa unijnego w obszarze nowych technologii oraz AI w odniesieniu do przeciwdziałania przestępstwom o charakterze antysemickim” – napisano.

Na celownik zostaną wzięte „grupy skrajne dopuszczające się przestępstw o charakterze antysemickim” – będą pod lupą „właściwych organów państwa, przy współpracy z organizacjami żydowskimi, w tym w szczególności żydowskimi gminami wyznaniowymi”.

Tropienie i walka z antysemityzmem ma rozszerzyć na inne państwowe ośrodki. „Wykorzystanie potencjału instytucji publicznych do realizacji zadań w zakresie monitorowania tego typu przestępstw (działania Instytutu Myśli Politycznej im. Gabriela Narutowicza, Instytutów PAN, uczelni) poprzez uruchomienie i finansowanie konkretnych projektów i programów grantowych” – czytamy.

Prowadzone mają być także sondaże „umożliwiające wczesne przeciwdziałanie przestępstwom o charakterze antysemickim (analiza grup ryzyka narażonych na radykalizację antysemicką, grup narażonych na antysemicką mowę nienawiści, itp.)”.

Autocenzura mediów

Działania mają być także zintensyfikowane na linii mediów i internetu, które mają być „wolne od antysemityzmu oraz zniekształcania Holokaustu”. W tym punkcie rząd chce skupić się na „opracowaniu i wdrożeniu rozwiązań zapobiegania mowie nienawiści oraz antysemityzmowi” w:

radiofonii, telewizji oraz na platformach audiowizualnych,

prasie i mediach internetowych,

internecie

oraz na „przeciwdziałaniu zaprzeczaniu i zniekształcaniu Zagłady w mediach oraz internecie”.

Media publiczne i koncesyjne mają być „monitorowane” pod kątem treści antysemickich i przeciwdziałania im. Jako podstawę wskazano art. 18 pkt. 1 ustawy o RTV oraz przepisów wynikających z dyrektywy UE o świadczeniu audiowizualnych usług medialnych.

Dalej jest jeszcze ciekawiej, bowiem rząd Tuska zakłada m.in. „inicjowanie i wspieranie samoregulacji w zakresie tworzenia mechanizmów przeciwdziałających antysemityzmowi w usługach medialnych”, co może przywodzić na myśl po prostu autocenzurę.

Dalej rządzący projektują „edukację medialną, we współpracy ze społecznością żydowską”. Chodzi o tworzenie treści „uwrażliwiających na kwestie antysemityzmu i mowy nienawiści” oraz o „przeciwdziałanie stereotypom i uprzedzeniom, zwłaszcza w mediach publicznych”.

„Wprowadzenie odrębnych przepisów dotyczących zwalczania różnych przejawów mowy nienawiści w prasie drukowanej i internetowych portalach informacyjnych” – czytamy dalej ambitne cele rządu.

„Aktywne kontrolowanie największych platform internetowych w zakresie raportowania i usuwania przejawów antysemityzmu” – dodano, choć nie wiadomo, na czym owa kontrola miałaby polegać.

Tutaj również pojawia się instytucja „sygnalisty”, czy jak się kiedyś mówiło – „donosiciela”. „Stała współpraca z zaufanymi podmiotami sygnalizującymi w zakresie zwalczania antysemityzmu w sieci” – czytamy.

Oczywiście policja i prokuratura mają „efektywnie” ścigać przestępstwa o charakterze antysemickim w internecie.

Edukowani z antysemityzmu mają być właściciele portali i platform. Będą uczeni „dobrych praktyk w zakresie samoregulacji oraz usuwania treści antysemickich”.

Ponadto „wspierane” będą inicjatywy mające na celu „przeciwdziałanie zaprzeczaniu/zniekształcaniu Holokaustu w sieci, w tym ściślejsze współdziałanie w ramach UE i organizacji międzynarodowych nad stworzeniem nowych, skutecznych mechanizmów przeciwdziałania tym zjawiskom oraz potencjalnych zagrożeń związanych z dezinformacją lub będących konsekwencją rozwoju AI”.

Edukacja kluczem do formatowania umysłów

Cały odrębny punkt poświęcono także „edukacji o antysemityzmie i Holokauście”. Chodzi o edukację w szkołach na poziomie podstawowym i ponadpodstawowym, na uczelniach wyższych, a także o „edukację publiczną”. I tu rząd projektuje utworzenie Zespołu ds. Edukacji o Holokauście i Antysemityzmie, w którym mieliby się znaleźć „eksperci i nauczyciele”. Ma on działać w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Nauka o antysemityzmie ma być wdrożona w ramach podstawy programowej – już w bieżącym roku.

„Poruszanie tematyki antysemityzmu i teorii spiskowych w ramach wprowadzonego w 2025 przedmiotu Edukacja Obywatelska” – czytamy.

„Rekomendacje podręczników oraz materiałów edukacyjnych do nauczania historii i kultury Żydów oraz Holokaustu przez MEN jako książki pomocnicze do nauczania historii” – napisano dalej.

Nauczyciele mają mieć możliwość odbycia szkoleń z zakresu tematyki żydowskiej oraz dostęp do polskich wersji materiałów dydaktycznych dla nauczycieli stworzonych przez Radę Europy, OBWE/ODIHR i UNESCO. Z kieszeni podatników finansowane mają być również działania mające na celu edukację o lokalnych społecznościach żydowskich.

„Monitorowanie efektów kształcenia o Holokauście, antysemityzmie i dziedzictwie polskich Żydów dzięki systematycznym badaniom sprawdzającym poziom wiedzy i przekonań polskiej młodzieży” – czytamy dalej. Dzieci mają się uczyć, że zagłada Żydów była „konsekwencją uprzedzeń antysemickich”.

Pieniądze będą przepalane także w inny sposób. „Uruchomienie w ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki ścieżki finansowania projektów dotyczących dziedzictwa żydowskiego, historii i kultury Żydów, problematyki antysemityzmu i jego następstw” – czytamy.

„Wsparcie dla organizacji pozarządowych w zakresie kampanii informacyjnych przeciwdziałających antysemityzmowi i jego konsekwencjom” – zapowiada rząd.

Na uczelniach wzmocnione ma być natomiast działanie „instytucji antydyskryminacyjnych”, które będą „przeciwdziałać radykalizacji” oraz „obecności treści o charakterze antysemickim”.

„Stworzenie mechanizmów szybkiego reagowania na zdarzenia o charakterze antysemickim (integracja działań wewnętrznych uczelni, ew. policji, straży miejskiej) przy pełnym zachowaniu autonomii akademickiej” – czytamy dalej.

Antysemityzm nie uchowa się także w sporcie. „Wypracowanie i wdrożenie mechanizmów systemowego monitorowania i skutecznego reagowania na incydenty antysemickie w sporcie, przy współpracy ze środowiskiem sportowym, w tym z PZPN” – napisano.

Czego (tylko) Żydom potrzeba

Z troską natomiast traktowane będą „potrzeby oraz bezpieczeństwo społeczności żydowskiej i jej dziedzictwa”. Wzmocnione mają być „niezbędne środki bezpieczeństwa”, by chronić Żydów i instytucje żydowskie, w tym miejsca kultu. Co to oznacza w praktyce, nie wiadomo.

Instytucje państwa polskiego oraz służby mają stale współpracować z organizacjami żydowskimi oraz instytucjami, fundacjami, stowarzyszeniami zajmującymi się historią i kulturą Żydów. Ma to na celu „przeciwdziałanie i skuteczne reagowanie w przypadku potencjalnych zagrożeń wymierzonych w społeczność polskich Żydów, incydentów o charakterze antysemickim, dewastacji miejsc pamięci lub kultu (w tym synagogi, cmentarze) w tym mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści”.

„Regularne, przynajmniej raz w roku wystąpienie MSWiA, Ministra ds. Równości oraz Ministra Sprawiedliwości podczas posiedzeń Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP, podejmujące stan bezpieczeństwa społeczności żydowskiej oraz kwestiom przeciwdziałania antysemityzmowi w Polsce” – zapowiedziano.

Co więcej, „wzmacniana” ma być pamięć o holokauście i polskich Żydach – m.in. poprzez „wsparcie inicjatyw oraz projektów społecznych i edukacyjnych upamiętniających Żydów oraz Zagładę”. Mają temu służyć także badania nad holokaustem i współpraca międzynarodowa.

„Wsparcie dla istniejących jednostek badawczych oraz instytucji zajmujących się upamiętnianiem Holokaustu i społeczności żydowskiej w Polsce, w tym dla polskich instytucji działających w ramach European Research Infrastructure Consortium-European Research Holocaust Infrastructure.

Gwarancje niezależności naukowej dla osób zajmujących się tematami polsko-żydowskich relacji, historyków etc. Instytucjonalna ochrona przed procesami typu SLAPP za badania w tym obszarze, świadczona przez pracodawców (uczelnie publiczne, instytuty PAN)” – zaplanowano. Procesy typu SLAPP to „strategiczne postępowanie sądowe przeciwko udziałowi społecznemu”, czyli obciążanie niewygodnych ludzi procesami sądowymi, ich kosztami, by zniechęcić ich do dalszej działalności.

„Ścieżka finansowa na działania lokalne na rzecz ochrony dziedzictwa żydowskiego i pamięci o Żydach (dedykowany program grantowy; warunkiem uzyskania finansowania działań dotyczących cmentarzy opinia Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy przy biurze Naczelnego Rabina RP)” – zapowiedziano.

„Dążenie do włączenia przedstawicieli społecznych organizacji żydowskich działających w sferze polityki pamięci oraz badań historycznych dotyczących dziedzictwa żydowskiego oraz badań nad Holokaustem – w trybie obowiązujących przepisów prawa dotyczących muzeów i instytucji kultury – do procesu decydowania o instytucjach kultury i miejscach pamięci dotyczących społeczności żydowskiej (opiniowanie dyrektorów, włączenie ekspertów delegowanych przez społeczność do rad) w celu uniknięcia zawłaszczania kulturowego” – dodano.

Ma odbywać się także „facylitacja współpracy samorządów lokalnych z organizacjami żydowskimi”.

Ponadto rząd chce „szeroko zakrojonej” cyfryzacji archiwów zawierających dokumenty na temat życia żydowskiego i Zagłady w Polsce.

http://nczas.info/2025/11/09/zaden-sie-nie-przesliznie-propaganda-monitoring-mediow-i-skuteczniejsze-karanie/

#tusk #zydzi #antypolonizm #antysemityzm #Polska

14

śp. Witek był wielkim człowiekiem, wielkim Polakiem, który mówił głośno czym są polskojęzyczni skurwysynowie z Wiejskiej i gdzie jest ich miejsce!

http://stream.new/v/LVyOnB9mgUMYdIVrD4SdQqJ01LFB41gZMAZIK2H8RSzY

Mój jeden z wielu ulubionych utworów Witka:

http://www.youtube.com/watch?v=2Y032q9Hjps

Zdjęcie

#Witek

#prawda

#takaprawda

#Polska

6

Ułaaa

To chyba nie dobra jest

O UPAdliniakach dobrze albo wcale

Zdjęcie

#Polska

--------------------------

#upadlina

#upadliniecwpolsce

11

Prezydent RP i zwierzchnik sił zbrojnych, bezprawną decyzją Tuska jest pozbawiony dostępu do informacji o bezpieczeństwie państwa ze strony służb! Gdzie jest granica bezczelności rudego?youtu.be

Donald Tusk podjął decyzję, że szefowie służb specjalnych mają zakaz spotykania się z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. W ten sposób po raz kolejny premier wykorzystał służby specjalne w walce politycznej. W czasie, gdy za naszą wschodnią granicą trwa wojna, zdecydował, że prezydent, zwierzchnik sił zbrojnych, ma być pozbawiony dostępu do najważniejszych informacji o bezpieczeństwie państwa. Odmówiono udzielenia istotnych informacji dotyczących bezpieczeństwa państwa przedstawicielowi prezydenta podczas posiedzenia Kolegium do spraw Służb Specjalnych. Odwołano cztery moje spotkania z szefami służb specjalnych. To właśnie na nich miały zostać omówione kluczowe kwestie dla bezpieczeństwa Polski, miały też zapaść decyzje dotyczące nominacji oficerskich. Tak się jednak nie stało, bo pomylono interes państwa z interesem partyjnym. Na to nie może być i nie będzie mojej zgody

— podkreślił prezydent.

Zdjęcie

http://youtu.be/1pl789pkEcY?t=413

W związku z tym Prezydent odmówił podpisania promocji na pierwszy stopień oficerski dla 136 funkcjonariuszy ABW i SKW z rozdania Tuska.

Tusk działa jak zewnętrzny namiestnik wspierany przez zagranicę.

#tusk #tuskurwysyn #ko #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #sluzbyspecjalne #wojskopolskie #wojna #wojnadomowa #nawrocki #polska #prezydent

12

„Więźnie trupy wyjedli”, „ręce nam do pałaszów przymarzali”. Kapitulacja polskiej załogi na Kremlukresy.pl

7 listopada 1612 roku zakończyła się dramatyczna obrona polskiego garnizonu w Moskwie. Po dwóch latach nieustannego oblężenia przez rosyjskie pospolite ruszenie, wycieńczona głodem, osłabiona brutalnym zimnem i pozbawiona nadziei na szybką odsiecz, polska załoga Kremla zmuszona była złożyć broń.

To wydarzenie, które miało głęboki wpływ na historię Polski i Rosji, stanowiło kluczowy punkt w zakończeniu polskiej interwencji w Moskwie i na zawsze zmieniło układ sił w Europie Wschodniej.

Koniec ambicji Zygmunta III

Wojna polsko-moskiewska, zapoczątkowana przez Zygmunta III Wazę w 1609 roku, miała na celu odzyskanie przez Rzeczpospolitą kontroli nad dawnymi ziemiami Wielkiego Księstwa Litewskiego. W wyniku zamętu wewnętrznego w Carstwie Rosyjskim, znanego jako Wielka Smuta, Zygmunt III postanowił wykorzystać sytuację i wspierać korzystnych dla siebie pretendentów do tronu moskiewskiego.

Wspólnie z wojskami polskimi, które już w 1610 roku zajęły Moskwę, zamierzano wprowadzić na tron rosyjski królewicza Władysława, syna Zygmunta III. Początkowo, po zwycięstwie pod Kłuszynem i objęciu Moskwy przez polski garnizon, wydawało się, że plan ten zostanie zrealizowany bez większych trudności. Polacy obsadzili Kreml i Kitajgród, jednak wkrótce napotkali potężny opór. Zjednoczone siły bojarskie, chłopstwo i Kozacy, podjęli walkę o wyparcie najeźdźców.

Wzrost nastrojów antypolskich w Moskwie, represje wobec ludności cywilnej, a także konflikt bojarów z Zygmuntem III, który nie zgodził się na przejście Władysława na prawosławie, pogłębiły kryzys. Zamiast jedności, Polacy stworzyli liczne wrogie frakcje.

Dochodziło do kanibalizmu?

Z upływem czasu sytuacja garnizonu polskiego w Moskwie stawała się coraz bardziej dramatyczna. Brak zaopatrzenia, głód i demoralizacja wśród żołnierzy doprowadziły do skrajnych warunków. „Nasi tak sobie bezpiecznie [butnie] poczynali, że co się komu podobało i u największego bojarzyna, żona albo córka, brali je gwałtem. Czym się jednak wzruszyła Moskwa bardzo, a miała czym zaprawdę” – wspominał w swoim „Diariuszu” Samuel Maskiewicz.

Według świadectw, dochodziło do aktów kanibalizmu. Józef Budziło, członek oblężonej załogi, pisał o sytuacji: „Już traw, korzonków, myszy, psów, kotek i ścierwa nie stało. Więźnie trupy wyjedli wykopując z ziemi”.

Ponadto, żołnierze byli zmuszeni do walki z surowymi warunkami klimatycznymi – mroźna zima 1611 roku i brak odpowiednich zapasów żywnościowych były poważnym zagrożeniem. Nie tylko walka z nieprzyjacielem, ale i z trudnymi warunkami atmosferycznymi, wyniszczyła resztki polskich sił. Ręce nam do pałaszów przymarzali. Siła towarzystwa i pacholików palce u rąk, u nóg i nogi same odmrażali. Nie było tak ciężko nigdy na naszych od zimna, jako wtedy”, pisał Samuel Maskiewicz.

Po nieudanych próbach przerwania oblężenia przez polskiego hetmana Jakuba Karola Chodkiewicza, który mimo bliskiej odsieczy musiał odstąpić od walki, sytuacja w Moskwie stała się beznadziejna. W październiku 1612 roku Polacy zaczęli negocjować z Rosjanami, a 6 listopada uzgodniono warunki kapitulacji.

7 listopada, po dwóch latach nieprzerwanego oporu, polska załoga Kremla poddała się. Zgodnie z umową, Polacy mieli złożyć broń i opuścić miasto, ale już wkrótce okazało się, że nie wszyscy zostali uwolnieni. Wbrew warunkom porozumienia, wielu żołnierzy zostało brutalnie zamordowanych przez rosyjskie pospolite ruszenie.

Daleko idące konsekwencje

Kiedy Zygmunt III, zdążający na odsiecz Polakom, dowiedział się o kapitulacji załogi Kremla, podjął próby negocjacji z Dymitrem Pożarskim, przywódcą moskiewskiego pospolitego ruszenia, starając się wymusić zgodę na osadzenie królewicza Władysława na tronie carskim. Jednak wszystkie zabiegi okazały się bezskuteczne, co zmusiło wojska królewskie do powrotu do Smoleńska.

Kapitulacja polskiej załogi na Kremlu miała daleko idące konsekwencje. Zakończyła krwawe i kontrowersyjne rządy Polaków w Moskwie. 3 marca 1613 roku kolejnym carem został wybrany Michał Romanow, a dynastyczne plany Wazów spełzły na niczym.

Z okazji tej kapitulacji, w Rosji obchodzone jest 4 listopada święto państwowe – Dzień Jedności Narodowej. To święto ma na celu upamiętnienie zwycięstwa nad polskim garnizonem i jednocześnie jest wyrazem uznania dla narodowego zjednoczenia, które zrodziło się w czasie Wielkiej Smuty. Dla nas jest zaś wspomnieniem czasów, kiedy Polacy byli wystarczająco silni, żeby opanować Kreml.

http://kresy.pl/kresopedia/wieznie-trupy-wyjedli-rece-nam-do-palaszow-przymarzali-kapitulacja-polskiej-zalogi-na-kremlu/

#Polska #rosja #historia

7

#historia #ciekawoski #polska #oszukujo

Mam dla was Lurki taką historię. Ku przestrodze!

Ostatnio zasłyszałem coś takiego. Ojciec koleżanki mojej znajomej, starszy pan z lekkimi objawami demencji, wpadł w kłopoty.

Zdjęcie

Zapomniał opłacać wywóz śmieci przez 6 miesięcy. Po tym czasie „nagle” Urząd Miasta sobie przypomniał że coś nie tak i wysłał pismo do Urzędu Skarbowego w sprawie windykacji. I cyk!

Starszy pan budzi się któregoś pięknego dnia a tu konto zajęte. Nic nie kupisz, nic nie sprzedasz, nic nie opłacisz. Logiczne co nie?

Szczęśliwie miał rodzinę, sprawą zajęła się córka z znajomościami w US więc przynajmniej tam szybko doszła co się stało – dziadkowi nie potrafili wyjaśnić czemu blokada konta. Postanowiła sama opłacić jego zaległości.

Najpierw odkryła, że UM nie przysłał powiadomienia czy ponaglenia spłaty, do dziadka. Ten absolutnie nie był w stanie powiedzieć czy odbierał pismo. Zakładamy, że mogło być awizo – ale „znikło”. Poczta Polska nic nie wie, na niczym się nie zna, ich nie pytajcie.

Wycieczka do UM by odkręcić sytuację. Uruchomili procedurę… paragonik 300zł. Opłata za śmieci normalnie 25(?)zł + odsetki za zwłokę 6 miechów (jak by się wydawało) + uruchomienie procedury 100zł.

Koniec?

Nieeee… po dokładnym wczytaniu się w dokumentację te 300zł to za 1 miesiąc! Cwaniaczki z UM próbowały robić taki scam, że zamiast naliczyć wszystko na raz chcieli rozłożyć to sobie na 6 miechów i za każdym kolejnym „przypomniało mi się że nie opłacił pan jeszcze tego miesiąca” chcieli pobierać kolejne 100zł za wznowienie procedury.

Kolejna wycieczka do UM (ostateczna) opiewała na 500zł (w tym było te 100zł proceduralne)… czyli wyciągnęli z córki dziadka 700zł… a gdy by nikt nie zauważył ich wału to spokojnie by wypadło ponad 1K opłat (nie wiem dokładnie ile bo cały czas by odsetki leciały).

Ponoć nie ma się co dziwić bo tamtejszy UM obsadzony mocno chochołami z PO-KO. U nich prawo jest jak je sami rozumieją.

Pytaniem pozostaje jak wiele jest podobnych sytuacji o których nie słyszymy? W normalnych gminach przynajmniej 2 razy UM powiadamia wierzyciela zanim prześle sprawę do windykacji… no i nie ma mowy by w takim wypadku „rozdzielać” płatności na każdy miesiąc osobno z obowiązkowa opłatą każdej oddzielnej procedury.

Oczywistym jest, że trzeba pamiętać o opłatach. Nie zwalnia to jednak urzędników z odpowiedzialności za próbę wyłudzenia kolejnych (dodatkowych) pieniędzy zasłaniając się przy tym papierologią.

Konto pana starszego już jest przywrócone. Zapewne wyciągnął też z tego lekcję, że dobrze trzymać pieniądze w gotówce „w skarpecie” właśnie na takie okoliczności. Nigdy nie wiadomo kiedy nam się takie gówno przytrafi czy naszym najbliższym. Zwłaszcza tym którzy jak pan starszy mogą mieć objawy demencji i jakiś skurwysyn z urzędu będzie próbował to wykorzystać.

W ten sposób rodzą się naprawdę poważne zadłużenia, trudne a nawet niemożliwe do spłaty, a walka z aparatem urzędniczym jest nierówna.

-----------------------------------------

Wspominam o tej sytuacji, ze względu na jesienną porę. Jak na człowieka z zadupia jestem trochę nowoczesny. Sprzątając zagrodę, zrobiłem ognisko i wysłałem swoje odpady do chmury

Ekologicznie nic nie zostało, a CO2 pomoże w rozwoju roślinek.

Chyba nie myślicie, że będę płacił za nie UM?

19

Zielona Góra: para Ukraińców zaatakowała ochroniarza po kradzieży w sklepiekresy.pl

Para obywateli Ukrainy została zatrzymana po próbie wyniesienia towaru z marketu w Zielonej Górze i ataku na ochroniarza. Policja, po analizie monitoringu, postawiła zarzuty kradzieży rozbójniczej oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu. Za przestępstwa grozi do pięciu lat więzienia.

W Zielonej Górze w zeszły piątek doszło do kradzieży i napaści w jednym z marketów, zakończonej interwencją policji. Para obywateli Ukrainy, mężczyzna w wieku 29 lat i kobieta w wieku 27 lat, próbowała opuścić sklep ze skradzionymi towarami. Ochroniarz zablokował im drogę, co doprowadziło do szarpaniny zakończonej pobiciem pracownika.

Z ustaleń wynika, że mężczyzna brał produkty z półek i chował do kieszeni kurtki, a towarzysząca mu kobieta pobrała z półki chleb tostowy. Następnie para podeszła do kasy, gdzie kobieta opłaciła wyłącznie pieczywo, po czym oboje skierowali się do wyjścia. Interwencja ochrony wywołała agresywną reakcję mężczyzny, do którego po chwili dołączyła kobieta. Szarpanina przeniosła się przed sklep.

„Czujny pracownik ochrony zauważył, jak mężczyzna z półek sklepowych bierze towary i chowa do kieszeni kurtki” — powiedziała Anna Baran, mł. asp. z zespołu prasowego policji w Zielonej Górze.

Według relacji, złodzieje początkowo zbiegli z miejsca zdarzenia. „Nie uciekli jednak daleko, ponieważ niedługo po kradzieży oboje zostali zatrzymani przez patrol policji” — dodała. Po analizie monitoringu sklepu i relacji pracownika ochrony podejrzanym przedstawiono zarzuty kradzieży rozbójniczej oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu ochroniarza.

Choć wartość zabranych produktów była niewielka, kwalifikacja czynu pozostaje poważna. „Przypominamy, że kradzież połączona z użyciem siły, jest poważnym przestępstwem o surowych konsekwencjach. Sprawcy wkrótce staną przed sądem, który zdecyduje o ich dalszym losie” — podkreśliła.

Za opisane przestępstwa grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/polska-regiony/zielona-gora-para-ukraincow-zaatakowala-ochroniarza-po-kradziezy-w-sklepie/

#zlodzieje #ukraincy #Polska

12

Panczenko twierdzi, że Rosja wydała 15 mln złotych na kampanię przeciwko niejkresy.pl

Zdjęcie

W rozmowie z Onetem ukraińska aktywistka Natalia Panczenko stwierdziła, że Rosja finansuje działania mające ją zdyskredytować, a Polska pozostaje głównym celem rosyjskiej dezinformacji. Podkreśliła, że otrzymuje groźby i korzysta z ochrony. Panczenko jest znana z wypowiedzi oskarżających Polskę o prowadzenie „retoryki antyukraińskiej”. Ostrzegała również przed „walkami ulicznymi na tle narodowościowym”.

„Wojna informacyjna to też jest wojna. W wojnie informacyjnej też są ofiary. I tak, mogą mnie zabić. Ja to rozumiem i się tego obawiam. Przecież każda normalna osoba bałaby się w takiej sytuacji, w jakiej ja jestem. Nie będę udawać, że się nie boję czy że nie wiem, co mi grozi. Wszystkie badania wskazują na to, że jesteśmy krajem numer jeden, który jest na celowniku rosyjskiej wojny dezinformacyjnej”. „Jeszcze raz powtórzę, że tylko w kampanię przeciwko mnie władowali 15 milionów złotych” — powiedziała w rozmowie z Onetem Natalia Panczenko, liderka społeczności ukraińskiej w Polsce i prezeska fundacji Stand With Ukraine

Wskazała na cel rosyjskiej operacji — skłócenie Polaków i Ukraińców — oraz stałe finansowanie tych działań. „Rosja nas rozgrywa, Rosja chce pokłócić Ukraińców z Polakami i ładuje w to ogromne pieniądze. Jeżeli mówimy o całej kampanii, bo jestem malutką częścią tej wielkich działań dezinformacyjnych, są to miliardy, które są ładowane systematycznie w to, żeby Polska z Ukrainą się kłóciła” — powiedziała. „Na tę chwilę nie widzę, żebyśmy wojnę informacyjną z Rosją wygrywali” — oceniła.

„Na Forum staramy się rozmawiać ze wszystkimi politykami, zapraszamy do rozmów na temat Ukrainy ekspertów i polityków ze wszystkich stron sceny politycznej. Dialog polsko ukraiński będzie niemożliwy, jeżeli będziemy kogoś pomijać” — powiedziała. „Komu jest na rękę, że prezydent Nawrocki nie może się dogadać z prezydentem Zełenskim? Ukrainie? Polsce? Wszyscy bardzo dobrze wiemy, że Rosji” — dodała.

„Wierzę jednak w państwo polskie, mamy wywiad, kontrwywiad, ABW, policję, Ministerstwo Cyfryzacji, które ma się zajmować właśnie odbijaniem ataków dezinformacyjnych” — stwierdziła. „Ze względu na bezpieczeństwo nie będę mówiła o szczegółach tego, kto i w jaki sposób mnie chroni. Wszystkie możliwe organy państwa wiedzą o zagrożeniu, którego doświadczam” — dodała. Panczenko twierdzi, że pierwszy raz grożono jej śmiercią w 2015 r. kiedy „rozkręcano bardzo temat Wołynia„ i „wyzywano ją od banderówek”.

Ukraińska aktywistka ma zorganizować w najbliższym czasie debatę w Sejmie pt. „Między społecznym mandatem a polityczną odpowiedzialnością: polska polityka wobec wojny i Ukrainy”. Podczas debaty mają zostać zaprezentowane i omówione wyniki najnowszego raportu dotyczącego opinii społecznych na temat wsparcia udzielanego przez Polskę Ukrainie, kwestii bezpieczeństwa oraz roli naszego kraju w strukturach NATO i Unii Europejskiej.

Postać Natalii Panczenko opisywaliśmy na naszym portalu wielokrotnie.

Na początku roku ukraińska aktywistka w wywiadzie dla Kanału 5 powiedziała, że prowadzenie „retoryki antyukraińskiej” w Polsce może skończyć się walkami ulicznymi na tle narodowościowym „To jest przede wszystkim ogromne niebezpieczeństwo dla Polaków i rozumiem, że oni rozumieją, bo dziś, kiedy co 10 mieszkaniec Polski jest Ukraińcem to wzrastanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest już bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla Polski. Ponieważ na terytorium Polski zaczną się walki, bo na terytorium Polski rozpoczną się podpalenia sklepów, domów i tak dalej” – powiedziała ukraińskiej telewizji . Jej słowa wywołały falę oburzenia w polskiej przestrzeni publicznej.

Na początku września 2016 r. Panczenko umieściła na swoim profilu na Facebook zdjęcia z pożaru stacji telewizyjnej „Inter” i skomentowała je słowami „jak pięknie płonie”. Wcześniej informowaliśmy o jej wypowiedzi, w której wypowiedziała pogląd, że UPA walczyła z Polakami o niepodległą Ukrainę. Ukraińska aktywistka stwierdziła także, że Gdańsk to niemieckie miasto. Na swoim profilu umieściła także wpis ze zdjęciem spalonego ciała mężczyzny – ofiary masakry w Odessie w 2014 roku z napisami – „Psu – psia śmierć!” podpisując zdjęcie „Żal ich Wam? Bo mnie nie – niech płoną!”.

W 2018 r. warszawski Euromajdan, na którego czele swoi Panczenko, zorganizował w Warszawie pokaz filmu „Mit” opowiadającego o Wasylu Slipaku – śpiewaku operowym, który zginął w Donbasie w szeregach skrajnie nacjonalistycznego Prawego Sektora.

W październiku 2020 r., po wyroku TK delegalizującym aborcję eugeniczną Panczenko napisała w mediach społecznościowych, że „wstydzi się za kraj, w którym mieszka”.

We wrześniu 2021 r. Panczenko zachęcała do udziału w proteście we Wrocławiu związku ze śmiercią 25-letniego Ukraińca we wrocławskiej izbie wytrzeźwień, a po rosyjskiej inwazji na Ukrainę brała udział w proteście pod ambasadą Rosji w Warszawie, gdzie zabrała głos.

W 2023 r. Panczenko w rozmowie z gościem RMF FM wyraziła opinię, że społeczność ukraińska w Polsce jest bardzo dobrze zorganizowana. “Dobrze by było, gdyby ktoś reprezentował nas w Sejmie” – oświadczyła.

„Skoro ta społeczność jest tak duża, to ktoś powinien ją reprezentować. Ale do tej pory o tym nie myśleliśmy, pewnie dlatego, że większość z tych osób i tak ma w tej chwili obywatelstwo ukraińskie, nie ma obywatelstwa polskiego, nie ma prawa głosu w Polsce” – powiedziała, odnosząc się do osób, które przyjechały do Polski po 24 lutego 2022 roku.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/panczenko-twierdzi-ze-rosja-wydala-15-mln-zlotych-na-kampanie-przeciwko-niej/

#Polska #ukraina #subtelnaruskapropaganda

14

Histeria na granicy: Polska zamyka drzwi do własnej gospodarki

W ciągu ostatnich trzech lat granica polsko-białoruska stała się symbolem rosnącego napięcia w Europie Wschodniej, gdzie polityczne prowokacje mieszają się z zagrożeniami dla bezpieczeństwa. Od kryzysu migracyjnego w 2021 r., przez unijne sankcje w 2022 r., po zamknięcia granic w 2025 r. – działania Polski i Litwy, postrzegane przez Mińsk jako celowa eskalacja, prowokują coraz ostrzejsze odpowiedzi Białorusi. Najnowszy dekret prezydenta Alaksandra Łukaszenki z 31 października 2025 r., wprowadzający zakaz wjazdu ciężarówek i ciągników zarejestrowanych w Polsce i na Litwie do końca 2027 r., to kulminacja tej spirali.

Napięcia na granicy polsko-białoruskiej nasiliły się w 2021 r., gdy Białoruś oskarżono o „wojnę hybrydową” poprzez instrumentalizację migracji – ponad 40 tys. nielegalnych prób przekroczenia granicy doprowadziło do budowy muru granicznego przez Polskę w 2022 r. kosztem ok. 350 mln euro. W 2022 r., po rozpoczęciu ukraińskiego kryzysu na Ukrainie, Polska i Litwa wprowadziły restrykcje handlowe, w tym zakazy eksportu towarów podwójnego zastosowania. Unijne sankcje – 16 pakietów wprowadzonych od 2022 r. – zablokowały 70 proc. eksportu Białorusi do UE, w tym potas i drewno, powodując spadek handlu UE-Białoruś o 50 proc. w porównaniu do 2021 r. polski eksport do Białorusi spadł z 1,8 mld euro w 2022 r. do ok. 1 mld euro w 2024 r., podczas gdy import wzrósł z 1 mld do 2,36 mld euro – głównie maszyny i chemikalia – co pokazuje, jak prowokacje handlowe odbijają się na obu stronach.

W tym roku eskalacja osiągnęła szczyt – ale to efekt polskiej histerii, gdzie rząd Tuska wielokrotnie zamykał granice pod pretekstami tzw. zagrożenia, ignorując rosnące straty gospodarcze. 12 września Polska zamknęła wszystkie przejścia graniczne z Białorusią – w tym kolejowe w Małaszewiczach – w odpowiedzi na manewry Zapad-2025. Premier Tusk uzasadnił to „zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego”, ale krytycy wskazują na wzorzec: w 2023 r. zamknięto przejście w Bobrownikach pod pretekstem „hybrydowych ataków” grupy Wagnera, a w 2024 r. – kolejne z powodu „migracji”, co sparaliżowało lokalne firmy i kosztowało Polskę 200 mln euro w cłach z tranzytu. Litwa poszła w ślady: 27 października zamknęła ostatnie dwa przejścia (Medininkai i Šalčininkai) do 30 listopada, motywując to „hybrydowymi atakami” balonami z kontrabandą papierosów – incydentem, który w 2021 r. ujawnił przemyt wart 10 mln euro.

Ta histeria nie tylko eskaluje napięcia, ale bezpośrednio szkodzi Polsce. Blokada paraliżuje Nowy Jedwabny Szlak: w 2024 r. przez Małaszewicze przewieziono towary warte 25 mld euro, 90 proc. kolejowego tranzytu Chin-UE, ze wzrostem wolumenu o 10,6 proc. i wartości o 85 proc. rok do roku – generując 200 mln euro w polskich cłach.

Według ekspertów blokada tranzytu z Chin też pogłębia kryzys: miesięczne straty przekraczają 18 mln euro, z falą bankructw i utratą tysięcy miejsc pracy. Eksperci z Transport & Logistics Poland ostrzegają, że straty do końca 2025 r. sięgną 2 mld euro, a długoterminowo co najmniej 1 mld euro corocznie dla logistyki wschodniej Polski. W 2021 r. Białoruś eksportowała do Polski towary za 1,58 mld euro, a importowała za 1,06 mld euro. Sankcje i retorsje zmniejszyły to o 30 proc. do 2024 r., blokując nie tylko eksport (wartość polsko-białoruskiego handlu: ok. 1 mld euro rocznie), ale i tranzyt z Chin – kluczowy dla UE. To cios w 30 proc. polskich firm logistycznych na Wschodzie, gdzie od 2021 r. zamknięcia spowodowały zatory warte setki milionów euro rocznie, a w 2024 r. Polska straciła 200 mln euro w cłach z Małaszewicz.

Wbrew zapewnieniom, że polski eksport do Białorusi i traci na tym tylko Mińsk, jednak ostatnie dane pokazują, że traci na tym najbardziej Polska z regionami jak Podlasie i Lubelszczyzna zależnymi od logistyki w 15 proc. PKB lokalnego. Zamknięcia, choć uzasadniane obroną NATO, to prowokacja, która budzi pytania: dlaczego Warszawa sama blokuje własne interesy ekonomiczne, podsycając spiralę?

Jeśli zamknięcia granic to prowokacja – i wyraz polskiej histerii, gdzie preteksty jak „Zapad-2025” i „drony” są wykorzystywane jako powody do zamykania granic – retorsje Białorusi są ekonomiczną katastrofą, która uderza w Polskę z podwójną siłą. Dekret Łukaszenki z 31 października 2025 r. wprowadzi zakaz ruchu ciężarówek, ciągników i przyczep z polskimi i litewskimi tablicami na terytorium Białorusi do 31 grudnia 2027 r. – z wyjątkami dla tranzytu bez CMR. Skutki tej „symetrycznej odpowiedzi” na zamknięcia są niszczycielskie: litewskie stowarzyszenie Linava szacuje, że utknęło 5 tys. pojazdów, ze stratami 6 mln euro w ciągu 10-15 dni (każdy tir traci ok. 200 euro dziennie). W Polsce, gdzie 10 tys. białoruskich kierowców pracuje dla lokalnych firm i utknęło po drugiej stronie, straty są jeszcze większe – aktywa warte 60 mln euro zablokowane, z miesięcznymi stratami do 18 mln euro.

Polska histeria pogłębia ten cios – zamknięcia w 2025 r. już spowodowały, że koszty alternatywnych tras (przez Niemcy czy Łotwę) wzrosły o 30-50 proc., a PKP Cargo ostrzega o dywersji towarów na południe, tracąc dla Polski setki milionów euro rocznie. W 2022-2024 r. retorsje – np. zawieszenie umów o unikaniu podwójnego opodatkowania w kwietniu 2024 r. i cła na nawozy potasowe w marcu 2024 r. – spowodowały spadek polskiego eksportu do Białorusi o 20 proc., z wartości handlu spadającą z 1,8 mld euro (2022) do 1 mld euro (2024), mimo wzrostu importu do 2,36 mld euro. Powtarzane blokady pod pretekstami zamienia tymczasowe problemy w wieloletnią agonię, gdzie własne decyzje rządu Tuska kosztują gospodarkę miliardy, podczas gdy alternatywy jak Morze Czarne czy Azja Środkowa tylko podnoszą ceny i opóźnienia.

Polska, podsycając histerię antybiałoruską i zamykając granice pod pretekstami od „hybrydowych ataków” po „zagrożenia militarne”, sama wpędza się w ekonomiczną katastrofę. W ciągu trzech lat decyzje Warszawy – od muru granicznego za 350 mln euro po blokady przejść w 2025 r. kosztowały Polskę setki milionów euro. Dekret Łukaszenki z 31 października 2025 r. to odpowiedź na polską prowokację, która teraz zamienia się w agonię dla 30 proc. firm logistycznych na Wschodzie kraju, z miesięcznymi stratami 18 mln euro i widmem 2 mld euro do końca roku. Polska histeria, ignorująca własne interesy gospodarcze, paraliżuje kluczowy sektor transportu, który generuje 15 proc. PKB Podlasia i Lubelszczyzny, oraz 20 proc. unijnej pracy transportowej. Zamiast dialogu, Warszawa wybiera mury i preteksty, podsycając spiralę, która grozi nie tylko bankructwami, ale i destabilizacją regionu. Bez unijnej mediacji i natychmiastowego otwarcia przejść, Polska zapłaci najwyższą cenę za własne decyzje, ryzykując długoterminową utratę pozycji w handlu UE-Chiny i tysiące miejsc pracy. Czas na racjonalność, zanim histeria zamieni się w nieodwracalny kryzys. #polska #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #uniaeuropejska

12

Lekarska pazernośćyoutu.be

http://youtu.be/hw2NtTvUEKA

Dziś miał się pojawić inny odcinek z tej serii, ale postanowiłem zmienić kolejność. Tym razem będzie o absurdach lekarskiej łapczywości. #medycyna #lekarze #Polska #zdrowie #polityka

5

Masowy napływ Ukraińców do Polski. Miller OSTRZEGA: Kijów świadomie buduje w Polsce zalążek nowej, licznej diasporynczas.info

Zdjęcie

„Kijów świadomie buduje w Polsce zalążek nowej, licznej diaspory – politycznego, gospodarczego i kulturowego zaplecza Ukrainy w samym sercu Unii Europejskiej” – uważa były premier, postkomunista Leszek Miller, który ostrzega w swych mediach społecznościowych przed skutkami masowego napływu Ukraińców do Polski.

Pod koniec sierpnia władze w Kijowe złagodziły przepisy mobilizacyjne, umożliwiając mężczyznom w wieku 18-22 lat wyjazd z kraju mimo obowiązującego stanu wojennego, co sprawiło, że w ciągu zaledwie dwóch miesięcy do Polski przybyło 98 tysięcy Ukraińców.

Dla porównania, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2025 r. do naszego kraju przyjechało 45,3 tys. ukraińskich mężczyzn w wieku od 18 do 22 lat. Nastąpił zatem blisko dziewięciokrotny wzrost liczby przybywających do Polski Ukraińców w skali miesiąca.

Przyznając młodym Ukraińcom większą swobodę wyjazdu, liczono na to, że więcej z nich powróci i zgłosi się do walki w późniejszym terminie.

Spodziewano się również, że powstrzyma to rodziny przed wysyłaniem nastoletnich dzieci za granicę przed ukończeniem przez nie 18. roku życia, aby uniknąć poboru w przyszłości.

Były premier Leszek Miller wskazał, że „władze wyjaśniają, że celem jest umożliwienie młodym Ukraińcom podjęcia nauki lub pracy za granicą, co może przynieść korzyści całemu społeczeństwu poprzez późniejszy transfer wiedzy lub kapitału”, ale „to wykładnia oficjalna, ale nie sposób nie dostrzec drugiego dna tej decyzji”. Zdaniem polityka Kijów świadomie buduje w Polsce zalążek silnej diaspory, która miałaby stanowić „polityczne, gospodarcze i kulturowe zaplecze Ukrainy w samym sercu Unii Europejskiej”.

Miller podkreślił, że podobną politykę od lat prowadzi chociażby Izrael albo Turcja. „Ukraina chce iść podobną drogą. Zwłaszcza że jej sytuacja jest wyjątkowa: kraj w stanie wojny, z ogromnym odpływem ludności, potrzebuje nowych kanałów wpływu, także poza swoimi granicami” – napisał.

Były premier dodał, że Polska jest naturalnym miejscem do tworzenia takiego zaplecza. „Młodzi, mobilni, często wielojęzyczni. Zakładają własne i przejmują polskie firmy, pracują w polskich instytucjach, wchodzą w struktury organizacji pozarządowych. To tu płyną pieniądze, tu powstają ukraińskie media, tu rośnie różnorodne zaplecze. Stają się częścią polskiej przestrzeni publicznej” – podkreślił.

Zdaniem Millera, w takim przypadku potrzebne są „jasne zasady gry”, do których zalicza m.in. finansowanie ukraińskich organizacji pozarządowych w Polsce, prawa i obowiązki Ukraińców przebywających w naszym kraju oraz narrację historyczną.

„Jeśli tego nie zrobimy, nie zauważymy momentu, gdy rola gospodarza zamieni się w rolę gościa we własnym domu. Byłoby naiwnością udawać, że to proces spontaniczny i apolityczny. Państwo ukraińskie doskonale rozumie, że diaspora to miękka siła – bezpieczna, tania i długofalowa” – zaznaczył były premier.

http://nczas.info/2025/11/04/masowy-naplyw-ukraincow-do-polski-miller-ostrzega-kijow-swiadomie-buduje-w-polsce-zalazek-nowej-licznej-diaspory/

#Polska #ukraina

28

Miły gest Unii Europejskiej. Wprowadzono kolejne przepisy klimatyczne wzmacniający chińską konkurencję.

Unia Europejska po raz kolejny pokazuje, jak jej regulacje, zamiast chronić europejski przemysł, faktycznie wzmacniają pozycję Chin. W 2025 roku wprowadzono nowy, drastyczny limit emisji CO2 – 93,6 g/km w autach osobowych. Każdy producent przekraczający ten próg musi zapłacić 95 euro kary za każdy gram emisji ponad limit dla każdego sprzedanego auta. Szacunki mówią nawet o 15 mld euro kar w całej branży. Dla producentów z Europy i Japonii to finansowy koszmar, z którego wyjście znalazły… chińskie koncerny.

Regulacje UE dopuszczają tworzenie tzw. grup emisyjnych, w których producenci rozliczają się wspólnie. Oznacza to, że marki o wysokiej emisji mogą „podpiąć się” pod producentów aut elektrycznych, by obniżyć średni wynik. Europejski przemysł masowo wchodzi w komitywę z chińskimi koncernami sprzedającymi auta elektryczne. Mazda już skorzystała z tej furtki, łącząc się z państwowym chińskim koncernem Changan. Nissan działa w grupie z BYD, a KG Mobility (dawny SsangYong) z Xpengiem. Mercedes i Volvo współpracują ze Smartem, który również jest powiązany z chińskim kapitałem.

Najwięcej do zyskania ma BYD – chiński gigant, którego średnia emisja to zaledwie 7,4 g CO2/km, czyli ponad dziesięciokrotnie mniej niż u europejskich producentów. W praktyce oznacza to, że BYD i inne chińskie firmy mogą sprzedawać europejskim markom „czyste” emisje, inkasując za to ogromne pieniądze. To czysty zysk wynikający z unijnych przepisów.

Paradoks jest oczywisty: te same chińskie koncerny, które jeszcze rok temu zostały obłożone dodatkowymi cłami przez Brukselę (nawet do 45 proc.), teraz zarabiają na unijnym systemie kar za emisję CO2. Komisja Europejska najpierw oskarża Pekin o dumping i nieuczciwą konkurencję, a następnie tworzy mechanizm, który pozwala tym samym firmom odzyskiwać pieniądze poprzez współpracę z europejskimi producentami. Sytuacja jest tak absurdalna, że trudna do uwierzenia.

Tego typu przepisów jest wiele. To systemowa słabość unijnej polityki klimatycznej. Biurokraci w Brukseli, w pogoni za „neutralnością węglową”, zniszczyli konkurencyjność europejskiego przemysłu motoryzacyjnego i otworzyli rynek dla chińskich korporacji kontrolowanych przez totalitarne państwo. W efekcie Unia płaci karne cła, płaci za emisje, a Chiny – liczą zyski. #uniaeuropejska #zielonaenergia #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #polska

18

#ciekawostki #polska #pyrkon #pznan

Słyszeliście przypadkiem o Pyrkonie? To taka impreza masowa skupiająca się na fantastyce i sci-fi: książki, komiksy, manga, gry, filmy ect. W tym roku organizator trochę postanowił spieprzyć regulamin który dotąd działał bez problemu od 20kilku lat.

Zdjęcie

Jako ze kiedyś prenumerowałem miesięczniki Kawaii jak i Fantastykę ta impreza zawsze przewijała mi się tam gdzieś w tle, bywali na niej znajomi więc chcąc nie chcąc trochę to śledziłem.

Jedną z głównych atrakcji Pyrkonu zawsze były kosplayje, rożnych przebierańców czy ciekawych stanowisk w tematyce światów z gier itp.

Organizator w ramach bezpieczniactwa zmienił regulamin zakazujący na Pyrkonie pojawiania się atrap broni, umundurowania czy nawet pokazywania trochę więcej skóry (krótka spódniczka i widoczny pępek).

Tym samym jakieś 2/3 pyrkonowiczów tworzących te imprezę będzie mieć bana na przebieranie się.

Trochę to ujmie imprezie... a wszystko w imię w.w. bezpieczniactwa aby jakiś płatek śniegu nie poczuł się zestresowany "bronią" czy "umundurowaniem".

No cóż, szkoda. Jak jest coś OK to zawsze ktoś ostatecznie przyjdzie i spierdoli.

Więcej na ten temat:

----------------------------------------

http://youtu.be/NU4jKQWM4Es?si=NTboQEW8bk3yjso1

----------------------------------------

19

Orban odpowiada na ataki Tuska: „Podżegacz wojenny. Uczynił z Polski wasala Brukseli”nczas.info

Zdjęcie

Premier Polski Donald Tusk po raz kolejny zaatakował Węgry, ponieważ sam mierzy się z poważnymi problemami we własnym kraju – ocenił w sobotę w serwisach społecznościowych szef rządu Węgier Viktor Orban.

„Premier Donald Tusk przypuścił kolejny atak na Węgry. Robi to, ponieważ ma poważne problemy w kraju. Jego partia przegrała wybory prezydenckie, jego rząd jest niestabilny, a on sam traci w sondażach” – ocenił Orban.

„Wraz z (przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej) Manfredem Weberem stał się jednym z najgłośniejszych podżegaczy wojennych w Europie – a jednak jego polityka wojenna zawodzi: Ukrainie kończą się europejskie pieniądze, a Polacy są zmęczeni wojną. Nie może zmienić kursu, ponieważ uczynił z Polski wasala Brukseli” – dodał.

W jego ocenie polski premier „panikuje, prześladując swoich przeciwników politycznych i krytykując propokojowe stanowisko Węgier, próbując odwrócić uwagę od własnych problemów wewnętrznych”. „To bardzo smutne” – dodał szef węgierskiego rządu.

Polityk zaznaczył, że „historyczna przyjaźń między Węgrami a Polską zasługuje na coś lepszego”. „Nie mogę i nie będę popierał podżegania wojennego Tuska. Węgry podążają inną drogą – drogą pokoju. Naród węgierski odmawia stania się wasalem Brukseli. Czas, żeby Tusk to zaakceptował i zajął się swoimi sprawami” – napisał w sieci przywódca Węgier.

Orban spotkał się w czwartek w Budapeszcie ze Zbigniewem Ziobrą. Były minister sprawiedliwości na portalu X napisał, że udał się do Budapesztu na premierę filmu. Jak dodał, został zaproszony również na „nieplanowane wcześniej spotkanie z premierem Viktorem Orbanem”.

We wtorek minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek przekazał do Sejmu wniosek o uchylenie Ziobrze immunitetu oraz o jego zatrzymanie i aresztowanie. Sprawa dotyczy m.in. ustawiania konkursów na wielomilionowe dotacje z Funduszu Sprawiedliwości.

W rozmowie z portalem wPolityce.pl Ziobro zaprzeczył, jakoby złożył wniosek o azyl polityczny na Węgrzech.

Orban opublikował w internecie wspólne zdjęcie z Ziobrą i napisał, że po „ogromnym zwycięstwie polskiej prawicy w wyborach prezydenckich probrukselski rząd Polski rozpoczął wymierzoną w nią polityczną nagonkę”.

Tusk w komentarzu do spotkania napisał na X: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”.

http://nczas.info/2025/11/01/orban-odpowiada-na-ataki-tuska-podzegacz-wojenny-uczynil-z-polski-wasala-brukseli/

#Polska #wegry #orban #tusk

23