NIE WIEDZĄ GDZIE DALI MILIARDY??? - DGP: UE nie da Polsce zakładanych pieniędzy na kolej CPK. Brakuje ponad 20 mld złkresy.pl

Unia Europejska nie zapewni Polsce zakładanych wcześniej 33,6 mld zł na kolejową część Centralnego Portu Komunikacyjnego. Według obecnych szacunków z Brukseli może trafić jedynie 10–12 mld zł, co oznacza lukę przekraczającą 20 mld zł. Resort infrastruktury szuka innych źródeł finansowania.

O sprawie pisze w poniedziałek „Dziennik Gazeta Prawna”. Problem dotyczy przede wszystkim budowy linii Kolei Dużych Prędkości w układzie „Y”, która ma połączyć Warszawę i Łódź z Wrocławiem oraz Poznaniem. W wieloletnim programie inwestycyjnym przyjętym przez rząd pod koniec 2024 roku założono, że na kolejowy komponent CPK do 2032 roku przeznaczone zostanie 76,8 mld zł. Z tej kwoty 33,6 mld zł miało pochodzić ze środków unijnych, a około 43,2 mld zł z emisji obligacji skarbowych.

Jak jednak przyznał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, uzyskanie zakładanej wcześniej kwoty z funduszy europejskich nie jest realne. Według obecnych szacunków w kolejnej perspektywie finansowej UE na lata 2028–2034 Polska może otrzymać na linię „Y” jedynie 10–12 mld zł.

„Szacuję, że w zbliżającej się perspektywie unijnej na linię igrek możemy uzyskać 10–12 mld zł” – powiedział Malepszak w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Oznacza to, że w stosunku do przyjętego planu powstaje luka przekraczająca 20 mld zł. Resort infrastruktury ma obecnie poszukiwać innych źródeł finansowania inwestycji.

„Brakujące środki trzeba będzie znaleźć z innych źródeł. Pracuję nad tym. Na razie nie chcę mówić o szczegółach” – zaznaczył wiceminister.

Problemy z zapewnieniem finansowania zbiegają się z opóźnieniami w uruchamianiu kolejnych postępowań przetargowych dotyczących budowy torów. Według „DGP” harmonogram części przetargów jest przesuwany, choć branża budowlana deklaruje gotowość do realizacji dużych inwestycji kolejowych.

Linia „Y” ma być jednym z najważniejszych elementów kolejowej części CPK. Według rządowych planów szybkie połączenia kolejowe mają umożliwić przejazd między Warszawą a największymi miastami zachodniej Polski w czasie wyraźnie krótszym niż obecnie. Problem ze znalezieniem ponad 20 mld zł oznacza jednak konieczność przebudowy przyjętego wcześniej modelu finansowania projektu.

http://kresy.pl/wydarzenia/ue-nie-da-polsce-zakladanych-pieniedzy-na-kolej-cpk-brakuje-ponad-20-mld-zl/

#cpk #ue #koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #tusk

5

Sikorskiemu nie podoba się brak Ukrainy w wystąpieniu prezydenta Polskikresy.pl

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski skrytykował wystąpienie prezydenta Karola Nawrockiego podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Szef MSZ uznał za „bardzo dziwne”, że w przemówieniu zabrakło odniesienia do Ukrainy. Zarzucił również prezydentowi prowadzenie polityki zagranicznej odmiennej od polityki rządu.

Karol Nawrocki wystąpił w ubiegłym tygodniu podczas 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. W swoim przemówieniu mówił m.in. o zagrożeniu ze strony Rosji i jej „imperialnej pysze”. Do wystąpienia prezydenta odniósł się w niedzielę Radosław Sikorski w programie „Pytanie dnia” w TVP Info.

„Zabrakło Ukrainy, to bardzo dziwne (…). Pojawiły się elementy ideologiczne niezwiązane z tematem obrad, ale taką mamy urodę naszego życia politycznego” – powiedział szef MSZ.

Sikorski krytykował również różnice między stanowiskiem Pałacu Prezydenckiego a polityką zagraniczną prowadzoną przez rząd.

„To jest niefortunne: to, że mamy taki rozdźwięk, on jest złamaniem konstytucji. Pan prezydent powinien reprezentować politykę zagraniczną rządu, nawet gdy się z nią nie zgadza. Prowadzi inną politykę niż rząd i to nie wzmacnia pozycji Polski” – stwierdził.

Jednocześnie minister przyznał, że „pan prezydent widzi zagrożenie ze strony Rosji”, po czym zarzucił Nawrockiemu, że „na sentymentach sterowanych z zewnątrz przeciwko Ukrainie próbuje zwiększyć swoje słupki poparcia”.

W dalszej części rozmowy Sikorski przekonywał, że w Polsce prowadzona jest rosyjska kampania wymierzona w Ukrainę i Unię Europejską.

„Ławrow w ostatnich godzinach nazwał UE IV Rzeszą. Proszę zobaczyć, po której stronie sceny politycznej jest powielanie tej propagandy” – mówił.

Szef MSZ odniósł się także do obecności wojsk amerykańskich, podkreślając, że „Polska zabiega o stałe bazy amerykańskie w Polsce”. Zapytany o ewentualną polityczną rywalizację z otoczeniem prezydenta wokół tej sprawy, zadeklarował, że rząd nie zamierza traktować jej jako elementu partyjnego sporu.

„Polacy by nam nie wybaczyli, gdybyśmy wokół tej sprawy uprawiali politykę partyjną (…). Rząd nie będzie takich rzeczy robił” – powiedział Sikorski.

http://kresy.pl/wydarzenia/sikorskiemu-nie-podoba-sie-brak-ukrainy-w-wystapieniu-prezydenta-polski/

#sikorski #koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #zdrajcy #ukraina #Polska

7

Rząd ukrywa to przed Polakami?! Coraz bliżej katastrofynczas.info

Zadłużenie Polski zmierza do 80 proc. PKB. To daje dwie perspektywy: gigantyczny kryzys gospodarczy oraz działania naprawcze prowadzone przez Unię Europejską. Jedno i drugie z ogromną szkodą dla Polski.

Zadłużenie Polski wynosi 76 proc. PKB – ogłosił na portalu X w sobotę 12 września Leszek Balcerowicz. W ten sposób „guru polskiej ekonomii” i niekwestionowany autorytet środowisk lewackich, mniej czy bardziej świadomie – zadał kłam oficjalnej rządowej propagandzie swoich kolegów z tej samej strony politycznej barykady. Według rządu zadłużenie Polski wynosi 55–56 proc. PKB, jest trzymane w normie i nie daje powodów do paniki. Fakty są zgoła inne.

Biliony złotych

W 2010 roku Leszek Balcerowicz był inicjatorem tzw. „licznika długu”. To wirtualny licznik ustawiony na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich, w centrum Warszawy, miał pokazywać dwie wartości: zadłużenie Polski i dług odpowiednio na jednego mieszkańca kraju. Ta druga wartość w momencie założenia licznika wynosiła powyżej 20 tysięcy złotych. To oznaczało, że każdy noworodek, przychodząc na świat, miał już do spłacenia powyżej 20 tysięcy złotych z tytułu pożyczek i kredytów zaciąganych przez państwo.

Hipokryzja tego pomysłu polegała na tym, że najgłośniej przeciwko zwiększaniu długu protestował Balcerowicz, który sam był jego kreatorem i głównym winowajcą jego istnienia u zarania III RP. Balcerowicz też zaprogramował licznik w taki sposób, aby pokazywał tylko dług wewnętrzny – to znaczy stan zadłużenia państwa wobec własnych obywateli (zaciągany np. poprzez emisję obligacji skarbowych). Tyle, że jest to tylko jeden rodzaj długów. Do zadłużenia wewnętrznego, najmniej groźnego, dochodzi jeszcze zadłużenie zagraniczne, czyli pożyczki i kredyty udzielone przez inne państwa i międzynarodowe instytucje finansowe. Trzeci filar to zadłużenie samorządów, a czwarty – zadłużenie systemu emerytalnego, czyli różnica między tym, co dziś wpływa do ZUS a tym, co w przyszłości wypłacać będzie trzeba osobom starszym i schorowanym. Wskaźniki wszystkich tych zadłużeń są alarmujące. Gdy rządowi brakuje pieniędzy, ma dwa wyjścia: albo szukać oszczędności, albo dodrukowywać pieniądze. Pierwsze rozwiązanie skutkuje spadkiem popularności rządu, drugie inflacją, czyli wzrostem cen.

Czerwona granica

Unijne prawo dopuszcza próg zadłużenia państwa na 60 proc. Produktu Krajowego Brutto. Inaczej mówiąc: maksymalnie 60 proc. tego, co wytwarza państwowa gospodarka w sektorze dóbr i usług, może zostać wykorzystane na spłatę długów wraz z odsetkami. Jeśli ta granica zostanie przekroczona – Komisja Europejska ma prawo podjąć tzw. działania naprawcze podobne do tych podejmowanych przez sąd w stosunku do bankrutującego przedsiębiorstwa. Sąd ogłasza wówczas upadłość i powołuje syndyka. Syndyk zaś musi zagospodarować masę upadłościową (czyli resztę majątku firmy) w taki sposób, aby zaspokoić roszczenia wierzycieli. Procedury unijne mówią nie tylko o UEkomisarzu – syndyku, który będzie mógł podejmować działania naprawcze. Dają mu również prawa do działań politycznych, tzn. wprowadzania prawa zgodnego z oczekiwaniem UE.

Czy Komisja Europejska nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka jest faktyczna sytuacja budżetowa Polski? Ma przecież dostęp do danych, z których wynika, że oficjalne deklaracje rządu Tuska to mydlenie wszystkim oczu. Sytuacja finansowa państwa pokazuje jasno, że władze w Brukseli mogą w każdej chwili podjąć polityczne kroki, aby zdyscyplinować Polskę z powodu fatalnych warunków finansowych. Dlaczego jednak tego nie zrobi? Wszystko wskazuje na to, że taka możliwość zostałaby zrealizowana, gdyby w Warszawie władzę miał przejąć rząd eurosceptyczny. Wówczas KE może sobie „przypomnieć” o trudnej sytuacji, wprowadzić komisarza i podjąć działania polityczne. Te ostatnie oczywiście odbiorą nam resztki suwerenności. A zatem: proniemiecki Tusk zadłuża Polskę ponad granice wytrzymałości, dając ewentualne narzędzie nacisku na nasz kraj w przyszłości.

Złe dane

Mimo rządowej propagandy sytuacja gospodarcza Polski jest coraz gorsza. Aby podreperować finanse państwa, rząd zapowiedział podwyżki obowiązkowych składek na ZUS. To oznacza, że tysiące firm będą musiały płacić większy haracz. To zaś będzie oznaczać wzrost kosztów pracy (czyli wzrost cen), a z drugiej strony dynamiczny wzrost zamknięć firm, zwłaszcza małych i średnich. Na to wszystko nakładają się szokujące dane o zamykaniu kolejnych zakładów pracy. Jest to szczególnie dotkliwe w małych miasteczkach. Od ponad roku na łamach „NCz!” piszę o fali problemów, a nawet bankructw kolejnych sektorów gospodarki (rolnictwa, branży meblowej i drzewnej) oraz kolejnych, dużych fabryk (komponenty do komputerów, opony). To oznacza jeszcze jedno negatywne zjawisko: wzrost bezrobocia. Jeśli to wszystko nakłada się na gigantyczne zadłużenie, sytuacja staje się dramatycznie trudna.

Drożej i gorzej

Wydaje się, że Polska ma duży potencjał inwestycyjny i biznesowy. Oprócz polskiej pracowitości nasz kraj może zaoferować bezpieczeństwo, brak kataklizmów, dogodne warunki lokalizacyjne i transportowe. Co takiego powoduje, że wielkie firmy jedna po drugiej decydują się na zamykanie swoich fabryk w Polsce? Najlepiej oddaje to komunikat grupy Alchemia SA, która ponad rok temu zamknęła fabrykę rur w miejscowości Zawadzkie na granicy województwa opolskiego i śląskiego.

„Zarząd Alchemia Spółka Akcyjna podjął decyzję o zamiarze rozpoczęcia procesu likwidacji, mając na uwadze m.in. przewidywaną utratę zdolności oddziału do konkurowania na rynku, z uwagi na przestarzałą technologię produkcyjną, wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej oddziału i przewidywany stały wzrost tych kosztów, nieuzasadnione technologicznie i ekonomicznie zwiększanie nakładów na remonty i unowocześnianie technologii produkcji” – czytamy w oficjalnym komunikacie spółki.

Inne firmy, które decydowały się na zamknięcie swoich fabryk, w oficjalnych komunikatach podnosiły podobne czynniki: stały wzrost kosztów i wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej. To wszystko powodowało, że produkcja staje się mało opłacalna.

Zielony Bezwład

Chodzi głównie o zmiany wynikające z Zielonego Ładu, czyli aberracyjnej polityki niszczenia gospodarki pod pretekstem ochrony przyrody. Chora idea „zeroemisyjności”, czyli ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, wymusiła ogólnounijne dyrektywy nakazujące zamykanie kopalń węgla kamiennego i brunatnego. Rząd Polski zaczął więc zamykać kopalnie jedną po drugiej, co spowodowało ograniczenia w wydobyciu węgla, a więc wzrost kosztów produkcji prądu (do czego potrzebny jest węgiel). To zaś przełożyło się na wzrost rachunków za prąd. Prąd, czyli energia elektryczna jest jednym ze składników ceny produkcji towaru. Drugim, równie ważnym, jest ogrzewanie. Hale produkcyjne w okresie zimowym trzeba bowiem ogrzać. Jednak polityka „Zielonego ładu” spowodowała również kilkunastokrotny wzrost cen gazu. Przedsiębiorca odbija sobie te koszty na cenie produktów.

W ostatnich miesiącach wzrosły również koszty pracy. Ustawowy wzrost „płacy minimalnej” jeszcze nie jest bolesny, bo mało która fabryka zatrudnia robotników na podstawie płacy minimalnej. Bardziej dokuczliwy jest wzrost obowiązkowych składek ubezpieczeniowych na ZUS. Powoduje on wzrost realnych kosztów zatrudnienia. Czym więc pracodawca rekompensuje sobie te wzrosty kosztów? Podwyżką cen. Tyle tylko, że to też nie pozostaje bez konsekwencji. Droższe produkty stają się mniej konkurencyjne, zwłaszcza na rynku eksportowym. Towary produkowane przez fabryki należące do zagranicznych koncernów inwestowały w Polsce, bo produkcja tutaj była tańsza niż gdzie indziej i wyprodukowane tutaj towary (np. opony samochodowe) można było eksportować na inne rynki. Jednak wzrost kosztów doprowadził do wzrostu cen. W rezultacie produkty przestały już konkurować cenowo, a zatem firmie opłaca się przenieść produkcję tam, gdzie jest ona tańsza. Polska jako miejsce do inwestycji przegrywa więc rywalizację z krajami afrykańskimi. A wszystko z powodu sztucznych kosztów zawyżających ceny.

Ta sytuacja pokazuje również logikę zarządzania socjalistycznego. Można powiedzieć, że najbardziej zainteresowany w podwyżkach kosztów pracy jest rząd, ponieważ więcej dostaje z podatku VAT. Jeśli rura wyprodukowana w walcowni „Andrzej” kosztowała 10 tys. złotych, producent musiał do niej doliczyć VAT (23 proc.) i sprzedać ją po cenie 12300 złotych, a różnicę (2300) odprowadzić do urzędu skarbowego. Tyle, że przy eksporcie towary zwolnione są z VAT, więc fiskusowi pozostawały tylko wpływy z podatku dochodowego. Jednak i ten się skończył, bo podwyżki spowodowały to, że rury nie są już atrakcyjne cenowo na zagranicznych rynkach. To zaś oznacza, że również urząd skarbowy nie zobaczy wpływów z podatku dochodowego. Mógłby i na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że przestaną na jego konta wpływać zaliczki na podatek dochodowy, bo pracownicy zostaną zwolnieni i zamiast płacić podatki, staną się beneficjentami świadczeń socjalnych. Jest to klasyczny przykład zarządzania socjalistycznego – w imię biurokratycznych pomysłów wprowadza się zarządzenia, które prowadzą wyłącznie do bankructwa.

http://nczas.info/2026/09/28/rzad-ukrywa-to-przed-polakami-coraz-blizej-katastrofy/

#dlug #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #szkodniki #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #tusk

11

Horna-Cieślak pod sąd? Jest zawiadomienie o popełnieniu przestępstwax.com

Zdjęcie

http://x.com/PK_GOV_PL/status/2103448180532588986

Zdjęcie

Prokuratura Krajowa poinformowała w piątek, że otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, m.in. przekroczenia uprawnień, przez rzecznika praw dziecka Monikę Horną-Cieślak.

Informację o zawiadomieniu PK opublikowała w serwisie X. Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia.

Zawiadomienie ma zostać rozpoznane przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie. Ma ono związek z interwencją dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki, opisaną w środę przez portal Zero.pl.

Według artykułu Monika Horna-Cieślak – będąc świadkiem ulicznego incydentu z udziałem dziecka – podjęła działania, które doprowadziły do przymusowego odebrania biologicznym rodzicom dwojga dzieci.

O złożeniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Horną-Cieślak poinformował m.in. poseł Paweł Jabłoński (Rozwój Plus).

„Prokuratura powinna bardzo pilnie zabezpieczyć całość dokumentacji i korespondencji między panią Rzecznik a jej pracownikami, policją, kuratorem i sądem. Powinno to nastąpić jeszcze dziś, tak aby nikt nie mógł nawet spróbować w jakikolwiek sposób mataczyć w tym zakresie” – napisał Jabłoński w serwisie X. „Prokurator powinien zwrócić się do Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie pani Rzecznik do odpowiedzialności karnej” – dodał.

Do opisanego przez portal Zero.pl zdarzenia doszło w sierpniu tego roku. Według portalu Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko i na nie krzyczała. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała, używając wulgarnych słów. O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która pod presją, jak twierdzi portal, wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci, co skutkowało umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Portal, powołując się na słowa sądu rodzinnego, podał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej», a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.

W rozmowie z PAP RPD odparła te zarzuty, tłumacząc, że działała w ramach swoich kompetencji, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, a rodzina, której dotyczyła interwencja, była znana służbom i była m.in. objęta procedurą Niebieskiej Karty.

W środę posłowie Rozwoju Plus, PiS oraz Konfederacji – w odpowiedzi na publikację – zapowiedzieli złożenie wniosków o odwołanie Hornej-Cieślak ze stanowiska RPD.

http://nczas.info/2026/09/25/horna-cieslak-pod-sad-jest-zawiadomienie-o-popelnieniu-przestepstwa/

#prokuratura #wiedzma #lewackiespierdolenie #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #dzieci

10

Czerwony marszałek w akcji. Czarzasty bez UE wypróżniał się w polu. „Mi się rzygać chce” [VIDEO]x.com

http://x.com/TGtarnogorski/status/2102155486984544435

Zdjęcie

Włodzimierz Czarzasty postanowił ogłosić, że dzięki Unii Europejskiej on i rolnicy nie muszą „sr*ć w polu”. – Pamiętacie te śmierdzące kible moczem? To wszystko było 30 lat temu – mówił Czarzasty, przekonując, że to dzięki Brukseli powstała w Polsce na terenach wiejskich kanalizacja oraz nastąpił rozwój.

Na profilu tarnogorski.info opublikowano nagranie z wystąpieniem Włodzimierza Czarzastego. Jak podkreślił administrator profilu, czerwony marszałek rzucił „sr*łem w polu”.

„Polityk wrócił do czasów sprzed wejścia do Unii Europejskiej i strefy Schengen. Wspominał rodzinną podróż maluchem z dwojgiem małych dzieci, 11 godzin stania w kolejce na granicy czesko-austriackiej, zepsuty termos i brak gotówki na ciepłe napoje” – napisano.

Następnie ogłosił, że „dobrem jest UE”. A gdy słyszy „dyskusje ze strony prawicy, że to jest największe zło, które nam zagraża, które powstało, to sobie myślę tak, i tu powiem po raz pierwszy coś, czego pewnie nie powinienem mówić”.

– Jeżeli ktoś uważa, że UE jest złem, to albo jest z PiS-u, albo z Konfederacji albo od Nawrockiego albo jest idiotą – powiedział Czarzasty.

Następnie zwrócił się do „trochę starszych ludzi”, utożsamiając UE ze Strefą Schengen.

– Przypomnijcie sobie taką rzecz. Nie było Schengen, nie byliśmy w UE. Ja mam dwójkę dzieci. Pamiętam, jak jechałem, tak nawiasem małym fiatem. Dzisiaj byłem w Tychach, wsadzili mnie do małego fiata, wspomnienia wróciły. Jechałem […] i proszę państwa pamiętam, w Czechach, na granicy czesko-austriackiej siedziałem w tym maluchu 11 godzin. Z dwojgiem małych dzieci, 11 godzin – przekonywał.

– Nie było UE – podkreślił.

– Sr*łem w polu, bo nie było po prostu kibli. Miałem kanapki. Termos mi się zepsuł, w związku z tym dzieci piły zimne napoje – mówił marszałek Czarzasty.

– Pamiętacie, jaka była infrastruktura? Jakie były drogi, jakie były hotele? Jakie były sklepy, jak to wszystko wyglądało? Pamiętacie stacje benzynowe, pamiętacie te śmierdzące moczem kible? To wszystko było 30 lat temu. Dotykaliśmy to – przekonywał.

– Jak ja słyszę, że UE jest złem, to mi się rzygać chce – mówił Czarzasty.

http://nczas.info/2026/09/22/czerwony-marszalek-w-akcji-czarzasty-bez-ue-wyproznial-sie-w-polu-mi-sie-rzygac-chce-video/

#komuchy #czarzasty #koalicja13grudnia #lewactwo #lewackiespierdolenie

16

Największy proces polityczny III RP. Czy prokurator fałszuje akta?!nczas.info

Zdjęcie

W dniach 4 i 11 września 2026 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe odbyły się kolejne – jedenasta i dwunasta – rozprawy w procesie karnym przeciw europosłowi Grzegorzowi Braunowi, prezesowi Konfederacji Korony Polskiej.

Tempo procedowania spraw zdumiewa. Po wakacyjnej przerwie sędzia Marcin Brzostko przyjął jako schemat naszych spotkań aż trzy terminy w każdym miesiącu. Wynika to z faktu, że latem tych rozpraw w ogóle nie było, gdyż trwał sezon urlopowy i przedstawiciele procesowi stron porozjeżdżali się na wakacje. W końcu kanikuła się skończyła i skład sędziowski we wrześniu ostro zabrał się do roboty. Każdy, kto ma cokolwiek wspólnego z sądem w naszym kraju, musi być zaskoczony stachanowskim tempem pracy składu orzekającego warszawskiego sądu.

Proces, który prokuratura i media głównego nurtu próbują przedstawiać jako zwykłą sprawę o „naruszenie nietykalności” czy „zniszczenie mienia”, od początku ma charakter polityczny. Braun odpowiada za szereg głośnych „interwencji poselskich” z lat 2023–2025, w tym za zgaszenie gaśnicą świec chanukowych w Sejmie, wejście do Narodowego Instytutu Kardiologii i starcia z prof. Łukaszem Szumowskim, zniszczenie ekspozycji LGBT w Sejmie czy zdjęcie flagi ukraińskiej.

Łącznie zarzutów jest siedem. Oskarżony nie przyznaje się do winy i od początku podkreśla, że chodzi o uciszenie niewygodnego polityka, który mówi wprost o banderyzmie, eksperymentach covidowych i zdradzie interesu narodowego. Sąd powołał ponad osiemdziesięciu świadków – większość zresztą na wniosek prokuratury – co sprawia, że sprawa ta szybko się nie zakończy.

XI rozprawa: asystentka Szumowskiego na tapecie

Rozprawa 4 września trwała wiele godzin. Głównym wątkiem były zeznania świadków związane z interwencją w Narodowym Instytucie Kardiologii imienia Kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którym poseł domagał się zbadania alkomatem ówczesnego dyrektora placówki i byłego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Prokuratura zarzuca Braunowi naruszenie nietykalności cielesnej i pomówienie Szumowskiego (jakoby nigdy nie pije on alkoholu w pracy). Na sali pojawiła się m.in. asystentka Szumowskiego. Poseł Grzegorz Braun konsekwentnie i konkretnie obnażał niespójności w jej zeznaniach. Świadek miała opisywać sytuację jako agresję ze strony posła, który „przycisnął” profesora do futryny i prowokował. Braun pytał o szczegóły, o obecność kamer, o to, dlaczego profesor nie był obecny na rozprawie, o kontekst szczepień i o to, czy świadek nie broni po prostu swojego przełożonego.

Sąd nie wykazywał szczególnego zainteresowania szerszym kontekstem (odmowy szczepień, atmosfera w instytucie w czasie pandemii), uznając je za „niezwiązane ze sprawą”. Charakterystyczne dla tego procesu jest to, że prokuratura już wcześniej chciała zrezygnować z przesłuchania części świadków, argumentując, że ich zeznania niewiele wnoszą. Obrona Brauna na to nie poszła – właśnie dlatego sprawa się przeciąga. W gruncie rzeczy jest to korzystne dla Grzegorza Brauna, bo ewentualny prawomocny wyrok za przestępstwo popełnione umyślnie zamknąłby mu możliwość kandydowania na posła w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Dla oskarżonego i jego zwolenników to dowód, że nie chodzi o ustalenie prawdy, lecz o skazanie w dogodnym momencie – przed wyborami 2027 r., które mogłyby przekreślić ewentualny wyrok skazujący w pierwszej instancji.

11 września – XII rozprawa: kolejne godziny „operacyjnego” maglowania świadków

Tydzień później, 11 września, odbyła się kolejna, XII już rozprawa. Dla mnie osobiście była to wyjątkowa sytuacja, bo okazało się, że ważność mojej dziennikarskiej przepustki na salę rozpraw wygasła i ochrona w sądzie nie chciała mnie wpuścić na salę rozpraw. Dysponowałem tak zwaną „przepustką cykliczną”, niespodziewanie jednak okazało się, że prezes sadu ją unieważnił i zarządził konieczność ubiegania się o nowe pozwolenia.

Można domniemywać, że celem takich utrudnień ma być faktyczne ograniczenie udziału w posiedzeniach sądu publiczności i dziennikarzy. Myślę, że te nadzieje okażą się płonne. Nasza redakcja zawsze będzie na miejscu!

I tym razem zeznania świadków oscylowały wokół kwestii interwencji poselskiej Grzegorza Brauna w gabinecie dyrektora Narodowego Instytutu Kardiologii w warszawskim Aninie. Sąd w ciągu tego jednego posiedzenia przesłuchał aż pięciu świadków, nie zarządzając nawet zwyczajowej przerwy obiadowej. W trakcie posiedzenia doszło do sytuacji, która musiała zdumiewać. Okazało się bowiem, że świadkowie oświadczali przed sądem, że w postępowaniu przygotowawczym byli wzywani na komisariat tylko jeden raz, a tymczasem sąd miał w dyspozycji protokoły aż z dwóch przesłuchań, zresztą w dwóch różnych miejscach, innych komisariatach policji, w różnych miejscowościach. W jednym przypadku doszło nawet do tak kuriozalnej sytuacji, że świadek pan Adam Kania stwierdził, że on ani razu nie był w tej sprawie przesłuchiwany!

Tak pisał o tym obecny na rozprawie poseł Włodzimierz Skalik w swoim wpisie w mediach społecznościowych:

„Skandal na rozprawie Grzegorza Brauna. Świadek Adam Kania zeznał, że w tej sprawie przesłuchiwany jest PIERWSZY RAZ. Tymczasem w aktach są dwa protokoły rzekomo jego wcześniejszych zeznań. Gdy pokazano mu podpis, stwierdził: »TO NIE JEST MÓJ«. Skąd więc te dokumenty? Kto je sporządził i jak trafiły do akt?!!”.

Mogę potwierdzić, że świadek tak zareagował. Powiedział on nawet do sędziego: „podobny, ale nie mój!” – w reakcji na okazanie mu podpisanego protokołu zeznań z komisariatu policji. Czy w tej sytuacji możemy mówić o fałszerstwie dokumentów – protokołów zeznań świadków przez prokuraturę? Byłby to rzeczywiście skandal, a przede wszystkim, przestępstwo! Grzegorz Braun domagał się w tej sytuacji od sędziego natychmiastowego przerwania rozprawy, a nawet dokonania zatrzymania osób podejrzanych. Sędzia Marcin Brzostko nie przystał na tak radykalny środek, ale zapewnił strony, że sprawa musi zostać dogłębnie zbadana.

Szczegóły przebiegu – jak zwykle w tym procesie – sprowadzają się do przesłuchań, wniosków dowodowych i sporów proceduralnych. Sędzia (wcześniej już krytykowany przez stronę obrony) utrzymuje tempo, które według otoczenia Brauna ma doprowadzić do wyroku w pierwszej instancji jeszcze jesienią 2026 r. (październik – listopad). Potem sprawa trafiłaby do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, gdzie rozpoznanie może potrwać od kilku miesięcy do nawet dwóch lat. Dla kogoś, kto planuje start w wyborach 2027, różnica jest kluczowa. Skazanie prawomocne przed wyborami mogłoby zablokować kandydaturę. Stąd – zdaniem krytyków – pośpiech prokuratury i sądu, a z drugiej strony konsekwentna obrona polegająca na pełnym wykorzystaniu prawa do przesłuchania świadków i wniosków formalnych.

Grzegorz Braun nie ukrywa, że uważa cały proces za element szerszej operacji. „Cały układ, cały reżim, eurofederaści, ukropoliniacy, podżegacze wojenni, totaliści covidowi sprzysięgają się, by zapakować mnie do więzienia” – mówił wcześniej na jednej z rozpraw. W kontekście wrześniowych posiedzeń te słowa nabierają konkretnego wymiaru: przesłuchania świadków z otoczenia Szumowskiego, próby ograniczenia jawności w innych wątkach, presja czasowa. Szerszy kontekst: nie jeden proces, lecz system.

Proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe to tylko jeden z wątków. Równolegle toczą się inne postępowania (m.in. cywilne związane z zakłóceniem wykładu). Parlament Europejski właśnie (15 września) uchylił Braunowi immunitet w kolejnej sprawie – o rzekome negowanie zbrodni w Auschwitz. Wcześniej immunitet uchylano już w sprawach „gaśnicowych” i innych. W tym samym czasie prokuratura interesuje się zniszczeniem pomnika UPA na Lubelszczyźnie – Braun nie ukrywa, że uważa takie obeliski za obrazę pamięci ofiar rzezi wołyńskiej i banderyzmu.

Dla nas obraz jest jasny. Grzegorz Braun od lat konsekwentnie mówi rzeczy, których nie wypada: o odpowiedzialności za eksperyment medyczny zwany pandemią, o banderyzacji polskiej przestrzeni publicznej, o tym, że państwo polskie coraz częściej chroni symbole obce kosztem własnych obywateli. System reaguje procesami. Sąd rejonowy na Pradze-Południe stał się sceną, na której odgrywa się ten spektakl. Warto podkreślić: pełne zapisy rozpraw są dostępne publicznie. Każdy może sam ocenić, kto zadaje precyzyjne pytania, a kto unika odpowiedzi, kto powołuje się na „powagę sądu”, a kto na prawo do obrony. Media głównego nurtu zwykle skracają relacje do „skandalisty Brauna” i „napaści”. Nagrania godzinami pokazują coś innego – polityka, który nie ugina się i zmusza system do pokazania swojej prawdziwej twarzy.

Co dalej? Według osób znających realia procesu, jeśli tempo się utrzyma, wyrok w pierwszej instancji może zapaść jeszcze w tym roku. Wymagałoby to jednak przesłuchania kilkudziesięciu świadków. Apelacja potrwa dłużej. Braun gra na czas – nie dlatego, że boi się merytorycznej konfrontacji, lecz dlatego, że wie, iż prawomocne skazanie przed wyborami 2027 byłoby dla systemu wygodne. Zwolennicy KKP i wszyscy, którym zależy na wolności słowa i suwerenności, powinni uważnie śledzić kolejne terminy rozpraw.

Bo to nie jest proces o gaśnicę czy alkomat. To proces o to, czy w Polsce wolno jeszcze mówić prawdę niewygodną dla rządzących i ich sojuszników. Grzegorz Braun na sali sądowej powtarza: „Szczęść Boże, Wysoki Sądzie”. I broni się. Z kolei system broni swoich interesów. Historia pokaże, kto zwycięży. Na razie – dzięki pełnym transmisjom – możemy oglądać niemal na żywo ten niezwykły bój o wolność i swobodę wypowiedzi.

http://nczas.info/2026/09/22/najwiekszy-proces-polityczny-iii-rp-czy-prokurator-falszuje-akta/

#Braun #sad #prokuratura #koalicja13grudnia #usmiechnietapolska

14

Szokujące doniesienia. Weterani z Azow otwierają placówkę w Warszawiedorzeczy.pl

Ukraiński "Korpus Weteranów" zapowiedział rozpoczęcie działalności w Warszawie. Organizacja została utworzona przez część wojska ukraińskiego wywodzącego się z batalionu "Azow".

Zdjęcie

http://dorzeczy.pl/kraj/945478/weterani-z-azow-otwieraja-placowke-w-warszawie.html

#azov #ukraina #zaprzanstwo #warszawa #nazizm #koalicja13grudnia

20

ZUS wypłaca już pierwsze zasiłki opiekuńcze osobom pozostającym w jednopłciowych "małżeństwach" zawartych za granicą i transkrybowanych w Polsce. Następna ma być możliwość wspólnego rozliczania PIT oraz zasady opodatkowania spadków i darowizn między małżonkami. Rząd warszawski mówi zatem Polakom, że bycie homosiem jest społecznie pożyteczne.

http://dorzeczy.pl/ekonomia/944770/zus-wyplaca-pieniadze-homo-malzenstwom-dziemianowicz-bak-potwierdza.html

#lgbt #lewactwo #uniaeuropejska #koalicja13grudnia #podatki

12

Skandaliczne słowa Sikorskiego podczas wywiadu z ukraińskim dziennikarzem. „Powinien za to stracić stanowisko” [VIDEO]x.com

http://x.com/MarcinMozdzonek/status/2100403263145128440

Zdjęcie

Skandaliczna postawa szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego podczas wywiadu przeprowadzonego przez ukraińskiego dziennikarza. Przytaknął stwierdzeniu prowadzącego, że Roman Dmowski był faszystą. Padło to w kontekście Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

– Nie stawiamy pomników faszystom – stwierdził w rozmowie z ukraińskim dziennikarzem Sikorski.

– Kluczowa różnica jest taka, że UPA to nie faszyści – odparł Ukrainiec.

– Miała faszystowską ideologię – zwrócił uwagę szef polskiego MSZ.

– Cóż, Dmowski także miał – odgryzł się dziennikarz.

– I dlatego jest tak kontrowersyjną postacią w Polsce – zgodził się z nim Sikorski.

– Ale mimo to jest czczony – odparł Ukrainiec.

Burza w sieci

Wywiad odbił się szerokim echem w sieci. Słowa Sikorskiego skomentował m.in. Marcin Możdżonek.

„Jeśli Dmowski, jeden z Ojców Niepodległości, jest «równie kontrowersyjny co UPA», to postawy naszego naczelnego dyplomaty, nie ma nawet co próbować oceniać…🤦

Dobrze, że tam klęcznika nie postawili do tego wywiadu, bo jeszcze Pan minister by skorzystał🤦” – skwitował.

Do sprawy odniósł się także Marek Tucholski z Ruchu Narodowego. „Minister Sikorski przytakuje ukraińskiemu dziennikarzowi, że Roman Dmowski był faszystą. Sikorski wpisał się w ten sposób w ukraińską narrację. Znieważając Romana Dmowskiego pomógł zbudować symetryzm wzajemnych oskarżeń i krzywd” – napisał.

„Ukraińcy od Radosław Sikorski dostali argument na wiele lat w sporach z Polską w kwestiach historycznych. Powinien za to stracić stanowisko” – dodał w swoich mediach społecznościowych.

Słowa szefa MSZ spotkały się też z reakcją wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka. „Od szefa polskiej dyplomacji należy oczekiwać realizacji polskiej racji stanu. Tymczasem @radek_sikorski zamiast przeciąć próbę zestawiania Dmowskiego z Banderą przyjmuje tę fałszywą symetrię.

W sporach historycznych z Ukrainą takie wypowiedzi mają znaczenie. Dają stronie ukraińskiej punkt zaczepienia, który będzie wracał w sporach historycznych na arenie międzynarodowej” – napisał jeden z liderów Konfederacji.

„Polska dyplomacja powinna pilnować polskich interesów, a nie dostarczać pretekstów do rozmywania odpowiedzialności za zbrodnie na Polakach i budowania kultu zbrodniarzy” – podkreślił.

Dmowski a UPA

Nie jest to pierwszy raz, kiedy nazwisko Dmowskiego pada z ukraińskich ust w kontekście UPA. W lipcu szef Związku Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka odniósł się do nadania jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. W rozmowie z „Angorą” przekonywał, że nie była to najlepsza decyzja, ale też nie była wymierzona w Polskę. Dalej porównał tę sprawę do ronda w Warszawie, które nosi imię Romana Dmowskiego. Stwierdził, że kiedy Wołodymyr Zełeński jedzie na spotkania z władzami warszawskimi z lotniska, zwykle tamtędy przejeżdża.

Skórka podkreślał, że Dmowski był przeciwnikiem istnienia państwa ukraińskiego, a wobec Ukraińców miał wrogi stosunek. Zaznaczył, że mimo to Zełeński nie poucza Polaków, czyimi imionami nazywać ulice i place nad Wisłą.

Zasadnicza różnica jest jednak taka, że UPA dopuściła się bestialskiego ludobójstwa na Polakach, głównie kobietach, dzieciach i starcach, którzy żyli na Kresach Wschodnich II RP. Dmowski zaś nie wzywał do wyżynania Ukraińców, ani tego nie robił.

Kim był Dmowski?

Przypomnijmy, że Roman Dmowski był polskim politykiem, publicystą, a także jednym z ojców polskiej niepodległości. Piastował także urząd ministra spraw zagranicznych w rządzie Wincentego Witosa i był posłem.

Był współtwórcą Narodowej Demokracji. Postulował zjednoczenie ziem polskich i uzyskanie autonomii w ramach Imperium Rosyjskiego, a następnie odzyskanie niepodległości przy wsparciu ententy (Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji) – w opozycji do Niemiec i Austrii. Był przekonany, że to Niemcy stanowią dla Polski i jej dążeń niepodległościowych większe zagrożenie niż Rosja. Stworzył koncepcję państwa narodowego, która zakładała asymilację, naturalizację i polonizację ludności niepolskiej.

Pod koniec I wojny światowej Dmowski stał na czele Komitetu Narodowego Polski. W 1919 r. był, obok premiera Ignacego Paderewskiego, polskim delegatem na konferencję paryską i sygnatariuszem traktatu pokojowego w Wersalu. W czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. był członkiem Rady Obrony Państwa.

Po zamachu majowym w 1926 r. założył Obóz Wielkiej Polski, opozycyjny wobec piłsudczyków. Deklaracja ideowa tej organizacji zakładała m.in. solidarność narodową, ścisły związek państwa z Kościołem i potrzebę dyscypliny społecznej oraz obyczajowej.

http://nczas.info/2026/09/17/skandaliczne-slowa-sikorskiego-podczas-wywiadu-z-ukrainskim-dziennikarzem-powinien-za-to-stracic-stanowisko-video/

#sikorski #zdradek #dmowski #upa #koalicja13grudnia

6

#ai #koalicja13grudnia

Wiecie co będziemy w tej fabryce produkować? Pomysł świetny - przestajemy być krajem taniej siły roboczej a tam czekają dobrze płatne miejsce dla górników z likwidowanych kopalń, czy pracowników z montowni i przetwórni rolnych. Rząd ma pomysł na Polskę!

14

#tusk #koalicja13grudnia

Może i starlinka nie zbudujemy ale trochę miliardów na wysokoopłacane stołki i drogie "raporty" uda się przepalić:

14

#kukiz #tusk #koalicja13grudnia

Przygotowania do wyborów idą pełną parą :

10

8

Kolejna kompromitacja specjalistki Tuska - błędy z raportu jak halucynacje AIwpolityce.pl

Donald Tusk miesiąc temu osobiście prezentował jako swojego wybitnego "fachowca" dr hab. Barbarę Mróz-Gorgoń, która została Pełnomocniczką Rządu ds. promocji marki Polski. Jak dodał, jej celem będzie spójna promocja naszego kraju, w tym zapewnienie, że Polska stanie się jeszcze atrakcyjniejszym kierunkiem dla turystów. Wszystko wskazuje, że "jej" raport za 200 000 zł niestety został wygenerowany przez sztuczną inteligencję.

Zdjęcie

Na kolejnych stronach roi się od zupełnie kuriozalnych błędów. Napisano np. że Katowice leżą na "północnym centrum" Polski. Mamy pięcioro polskich noblistów zamiast siedmiorga. Czy że młode pokolenie Polaków ma powszechną znajomość języka niemieckiego, francuskiego czy mandaryńskiego. W niektórych częściach tekstu pojawiają wprost słowa w obcym języku, mimo że struktura wywodu w żaden sposób tego nie uzasadnia. Są też puste przypisy do nieistniejących publikacji. Co więcej nie jest to pierwszy tekst Barbary Mróz-Gorgoń z błędami wyglądającymi jak halucynacje AI. Mniej więcej w tym samym czasie pracowała nad współautorskim artykułem naukowym. I tam też prawdziwe liczby dostają nowe znaczenie, wydarzenia są przesuwane w czasie, a bibliografia kieruje do nieistniejących źródeł. Sprawę nagłośnił Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego. "Czy 'Markę Polska' ma nam wygenerować sztuczna inteligencja? Czy Ministerstwo Sportu i Turystyki zapłaciło 200 tys. zł w ramach zadania publicznego za raport wygenerowany przez AI? Czy mogę prosić panią minister prof. Barbarę Mróz-Gorgoń o odniesienie się do tych pytań?" .

Tuskowa specjalistka 🤡 od promowania marki Polski ma problem nawet z marką własną. Jak widać jedyną myślącą istotą w rządzie Tuska jest sztuczna inteligencja. A "kierownik" ma rękę do doradców na swoim poziomie bo zamiast promocji jest tylko robienie z Polski pośmiewiska. Jaki pan taki kram. Pytam czy ktoś poniesie odpowiedzialność karną za niekompetencje i sprzeniewierzenie środków publicznych? Kiedy z kajdankami wkroczy żurkowa prokuratura? Czy ktoś w ogóle sprawdzi cały dorobek "naukowy" tej kobiety i zabierze jej stopień? Ile jeszcze jest generowanych takich pseudo-raportów za nasze pieniądze? Kogoś dziwi deficyt który bije rekordy.

http://x.com/MeitzPL/status/2090274676069064917

http://wpolityce.pl/polityka/nowa-gwiazda-tuska-i-juz-afera-co-to-w-ogole-ma-byc,234861

#tusk #tuskurwysyn #bekazdebili #bekazko #bekazlewactwa #koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #turystyka #polska

31

Gigantyczny wyciek danych medycznych blisko 19 milionów Polaków!money.pl

Gigantyczny wyciek danych medycznych blisko 19 milionów Polaków stał się faktem po cyberataku na systemy firmy MyDr! Wicepremier i minister cyfryzacji Gawkowski z koalicji 13 grudnia potwierdził, że hakerzy wykradli bazę o wielkości ponad 2 TB. Sprawa dotyczy osób, które korzystały z usług około 12 tysięcy placówek medycznych w kraju. MyDr to firma, która oferuje oprogramowanie medyczne, umożliwiające m.in. zarządzanie wizytami i obsługę placówki medycznej w jednym systemie. Baza zawiera numery PESEL oraz powiązane z nimi informacje o charakterze medycznym. Przestępcy mogli mieć dostęp do informacji takich jak między innymi wystawione e-recepty czy szczegóły konkretnych wizyt lekarskich. Dopiero trwają ustalenia jaka była zawartość przejętych pakietów danych. Na rządowym portalu (bezpiecznedane.gov.pl) wciąż nie można sprawdzić czy wasze dane wyciekły ponieważ nie trafiły jeszcze do bazy serwisu. Gawkowski zapytany o to czy wie o tym czy hakerzy domagają się okupu - odpowiedział że "są to informacje niejawne". Natomiast zwrócił się też hakerów: "Będziemy was bezwzględnie ścigali. Każda osoba musi liczyć się z tym, że bezwzględność polskiej prokuratury będzie ostateczna. Nikt w Polsce nie będzie płacił żadnych okupów" 🤡

http://www.money.pl/gospodarka/wielki-wyciek-danych-19-milionow-polakow-7317656934754496a.html

#polska #cyberbezpieczenstwo #cybersecurity #cyberatak #medycyna #nfz #koalicja13grudnia

18