Najpierw imigranci, potem Polacy. Szokujący plan ministerstwa na ratowanie „służby zdrowia”nczas.info

„Nowe przywileje dla cudzoziemców. Tak chcą ratować ochronę zdrowia” – poinformował portal rynekzdrowia.pl. W planach jest m.in. nakaz zatrudniania w pierwszej kolejności obcokrajowców.

Projekt rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie wykazu, określającego grupy zawodów, w których występują niedobory kadrowe trafił do opiniowania. Ministerstwo przekonuje w uzasadnieniu, że „utrzymywanie się niskiego poziomu bezrobocia nie eliminuje problemów związanych z niedoborami siły roboczej w określonych segmentach rynku pracy”.

Deficyty kadrowe mają utrzymywać się trwale w kluczowych sektorach gospodarki. W szczególności dotyczyć ma to usług medycznych, transportu, edukacji, budownictwa, energetyki, bezpieczeństwa publicznego, przemysłu przetwórczego i usług finansowo-prawnych.

„Maleje dostępność pracowników zdolnych do świadczenia usług opiekuńczych i medycznych w warunkach rosnącej liczby osób starszych, a potrzeby kadrowe w tym obszarze będą wzrastać co najmniej do 2050 r. Zjawisko to w istotny sposób przekłada się na trwałe niedobory w zawodach medycznych, opiekuńczych oraz paramedycznych” – przekonuje ministerstwo pracy.

Rozporządzenie ma być odpowiedzią na przedstawione problemy. Lekarze i pielęgniarki zza granicy będą mieć pierwszeństwo w zatrudnieniu w państwowych usługach medycznych. Przedstawiciele tych zawodów będą też priorytetowo traktowani przy wydawaniu zezwoleń na pracę i wiz.

http://nczas.info/2026/02/08/najpierw-imigranci-potem-polacy-szokujacy-plan-ministerstwa-na-ratowanie-sluzby-zdrowia/

#sluzbazdrowia #nachodzcy #usmiechnieci #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska

11

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Także i w tej sali, która jest quasi-świątynią masońską!

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/513360664819717

#braun #wiara #chrzescijanstwo #masoni #nachodzcy

20

Niemcy nie będą sprawdzać biletów w obawie przed imigrantami. „Chcemy żyć”nczas.info

Niemcy – znowu! – w szoku. 36-letni konduktor zmarł w wyniku brutalnego pobicia przez pasażera jadącego „na gapę”. Kontrolerzy biletów od lat mierzą się z dużą falą agresji i zapowiadają, że, w obawie o własne życie, przestaną sprawdzać bilety.

Do dramatu doszło podczas rutynowej kontroli biletów. Podejrzanym o atak jest 26-letni obywatel Grecji, który podróżował bez ważnego dokumentu. Gdy konduktor zwrócił mu uwagę, pasażer wpadł w szał i pobił pracownika do nieprzytomności. Mimo reanimacji, życia 36-latka nie udało się uratować.

Statystyki są przerażające: w ubiegłym roku odnotowano w Niemczech aż 3 tysiące przestępstw przeciwko pracownikom kolei, co daje średnio pięć napaści każdego dnia.

Strach wśród załóg jest tak duży, że część konduktorów otwarcie przyznaje, iż rezygnuje z kontroli biletów w sytuacjach zagrożenia. – Nie będziemy sprawdzać biletów, bo chcemy wrócić do domu żywi – cytuje jednego z konduktorów Deutsche Welle. Dla wielu z nich priorytetem stało się przetrwanie zmiany, a nie kontrola i wypisywanie mandatów.

Psycholog Jonas Rees alarmuje, że od 2015 roku agresja wobec kolejarzy – od wyzwisk po ataki fizyczne – rośnie lawinowo. Politycy co i rusz zapowiadają zaostrzenie kar, surowsze wyroki za napaści, ale jak widać metoda kija nie działa.

Branża wolałaby na przykład ochroniarzy, czy montaż bramek na peronach, które nie przepuszczałyby pasażerów bez biletu, a gdyby ci próbowali je jakoś sforsować, wyłapałby to monitoring. Niektórzy zwracają uwagę na prozaiczne braki, jak choćby brak zamykanych przedziałów dla obsługi pociągu, gdzie załoga mogłaby się schronić w razie zagrożenia.

W tle debaty pojawia się również trudny dla mainsteramu wątek migracyjny. Oficjalnie oczywiście napływu imigrantów nie łączy się ze wzrostem przestępczości, ale statystyki pokazują coś innego.

http://nczas.info/2026/02/08/niemcy-nie-beda-sprawdzac-biletow-w-obawie-przed-imigrantami-chcemy-zyc/

#niemcy #nachodzcy #lewackiespierdolenie

12

DZIWICIE SIĘ, ŻE WALĄ NA SOCJAL DO EUROPY?

Uciekał przed stadem słoni. Zabił go krokodyl

Trzech Zambijczyków wracających z połowu ryb do obozowiska natknęło się na stado słoni, które zmusiły ich do ucieczki. Jeden z mężczyzn wskoczył do strumienia wpadającego do rzeki Luangwa płynącej przez wschodnią część Zambii, gdzie został zaatakowany przez krokodyla.

Dowódca policji Prowincji Wschodniej, Robertson Mweemba, cytowany w piątek przez dziennik „Lusaka Times”, poinformował, że rybakowi udało się wyswobodzić z paszczy krokodyla, ale rany, jakie zadał mu gad szybko doprowadziły do wykrwawienia i śmierci.

„Rybakowi udało się uwolnić z uścisku drapieżnika, którego uderzał kijem, który miał przy sobie, i ostatecznie wyczołgał się ze strumienia” – powiedział Mweemba. Krokodyl zdołał jednak rozszarpać jego prawe udo. Dwaj towarzysze rybaka, w tym jego młodszy brat, próbowali zatamować krwotok, ale byli bezradni wobec rozległych obrażeń. Mężczyzna zmarł wkrótce po wydostaniu się z wody.

W rzece Luangwa, która przepływa przez największy zambijski park narodowy Luangwa Południowa położony na pograniczu z Mozambikiem i Malawi, żyje największa w Afryce populacja krokodyli nilowych.

Według ResourceAfrica, organizacji zajmującej się ochroną przyrody, spośród 26 przypadków śmierci spowodowanych atakami dzikich zwierząt odnotowanych w Zambii w 2023 r., za 15 odpowiadały krokodyle, przede wszystkim te żyjące w rzece Luangwa.

Według portalu CrocAttack, rejestrującego przypadki ataku tych gadów na całym świecie, w latach 2015-2024 r. zgłoszono w Zambii 179 ataków krokodyli, z czego 116 zakończyło się śmiercią osób atakowanych.

http://nczas.info/2026/02/07/uciekal-przed-stadem-sloni-zabil-go-krokodyl/

#afryka #nachodzcy

7

Prokuratura umorzyła śledztwa ws. ataku migranta na żołnierza. Bada za to obrażenia Afgańczykanczas.info

Zdjęcie

Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ umorzyła śledztwo ws. domniemanego ataku migranta na polskiego żołnierza. Chodzi o incydent podczas interwencji przy granicy polsko-białoruskiej. Wymiar sprawiedliwości uznał, że nie doszło do czynu zabronionego. Tymczasem postępowanie dot. obrażeń ciała cudzoziemca jest ciągle w toku.

Białostocka prokuratura umorzyła postępowanie ws. czynnej napaści imigranta na żołnierza, który strzegł polsko-białoruskiej granicy. Sprawa z 10 lipca 2025 r. wywołała poruszenie opinii publicznej. Doszło do niej w rejonie Michałowa, podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy, podjętej przez grupę migrantów.

Według ustaleń prokuratury, żołnierz odniósł drobne obrażenia w okolicy oka. Śledczy jednak nie stwierdzili, by migrant działał agresywnie wobec polskiego funkcjonariusza w sposób, który kwalifikowałby czyn jako zabroniony.

– Czyn ten został zakwalifikowany jako przestępstwo z artykułu 223 paragraf 1 kodeksu karnego, w zbiegu z artykułem 157 paragraf 2 kodeksu karnego. Podstawą umorzenia śledztwa był brak znamion czynu zabronionego – przekazał rzecznik prokuratury w Białymstoku.

Zdaniem prokuratora zgromadzone dowody w sprawie – w tym przesłuchania świadków i nagrania z monitoringu – nie potwierdzały wersji, w której cudzoziemiec miał atakować żołnierza.

– Prokurator ocenił, że zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, iż obywatel Afganistanu, który przekroczył granicę z Białorusią, podczas ujęcia go przez żołnierza zachował się biernie i nie wykazywał zachowań agresywnych – podano.

W ocenie prokuratury, żeby kwalifikować czyn jako napaść na funkcjonariusza, potrzeba działania co najmniej dwóch osób lub użycia niebezpiecznego narzędzia. Warunki te nie zostały w tym przypadku spełnione.

Wciąż jednak trwa postępowanie dotyczące zarzutów wobec żołnierza. Prokuratura czeka na opinię biegłych lekarzy. Ma ona wyjaśnić charakter obrażeń doznanych przez imigranta oraz okoliczności ich powstania.

http://nczas.info/2026/01/17/prokuratura-umorzyla-sledztwa-ws-ataku-migranta-na-zolnierza-bada-za-to-obrazenia-afganczyka/

#nachodzcy #Polska #prokuratura #prawo #sg #strazgraniczna

18

Socjal, imigranci i zielona energia. „To jest katastrofa!” Niemieckie gminy w gigantycznych długachnczas.info

„Wiele miast i gmin w Niemczech nie wie już, jak ma wywiązywać się ze swoich obowiązków. Pieniędzy brakuje wszędzie. Obwiniają za to niemiecki rząd” – informuje dw.com. Jak wskazano, powodem jest nie tylko rozbuchany socjalizm, ale też wielkie wydatki na imigrantów.

„Jeszcze niedawno Weissach, pół godziny jazdy od Stuttgartu, uchodziło za najbogatszą gminę w Niemczech” – czytamy.

W tym mieście Porsche miało swoje centrum rozwoju. Wskazano, że kto chciał kilka lat temu zbudować w tej miejscowości dom, otrzymywał od gminy 10 tys. euro dotacji na budowę za każde posiadane dziecko. Wybudowano też bibliotekę, kupiono fortepian za 100 tys. euro i dofinansowywano prywatne lekcje muzyki.

Teraz przemysł motoryzacyjny w Niemczech boryka się z kryzysem. Porsche straciło w ubiegłym roku 96 proc. zysków. Podobnie jest z wieloma innymi branżami.

– Finanse gmin znajdują się w dramatycznym kryzysie – powiedział prezes Niemieckiego Związku Miast i Gmin (DStGB) i burmistrz miasteczka Nieder-Olm w Nadrenii-Palatynacie Ralph Spiegler i dodał, że to nie jest „niepokojące”, lecz „to jest katastrofa”.

„W niemieckim systemie federalnym odpowiedzialność i zadania są rozdzielone między rząd federalny, kraje związkowe (landy) i gminy. Gminy odpowiadają za codzienne życie, a tym samym za znaczną część zadań państwowych. Obejmuje to od wywozu śmieci i zaopatrzenia w wodę, przez szkoły i przedszkola, straż pożarną, sport i kulturę, po większość usług socjalnych” – wyjaśnia dw.com.

Federalny Urząd Statystyczny podał, że w 2024 roku miasta i gminy płaciły łącznie 400 mld euro z tytułu przeróżnych wydatków. W ubiegłym roku pojawiły się wyższe koszty i ceny energii, jednak najwięcej pochłania socjalizm w postaci tzw. opieki społecznej.

– Mówimy o potrojeniu wydatków w ciągu ostatnich 20 lat, bez realnej rekompensaty – podkreślił Spiegler.

Wskazano, że tylko w 2007 roku koszty opieki nad dziećmi i młodzieżą, opieki długoterminowej oraz pomocy integracyjnej dla osób niepełnosprawnych wyniosły prawie 38 mld euro. Od tego czasu wydatki te rosną. Według szacunków, w 2027 roku mają przekroczyć 102 mld euro.

„Integracja uchodźców ze stałym pobytem również stanowi wyzwanie. Szkoły, organizatorzy kursów językowych i integracyjnych, urzędy pracy, a zwłaszcza urzędy imigracyjne, pracują na granicy swoich możliwości. Niemiecki Związek Miast i Gmin apeluje o radykalnie nowy podział obciążeń związanych ze świadczeniami socjalnymi. Rząd Niemiec, kraje związkowe i gminy powinny w przyszłości składać się na koszty finansowania w jednej trzeciej każdy, domaga się Związek” – przyznaje dw.com.

Gminy domagają się też udziału w procesie legislacyjnym. Obecnie prawo tworzą rząd federalny i kraje związkowe.

W ubiegłym roku pojawiły bardziej radykalne postulaty. Burmistrzowie wszystkich 16 stolic landów żądali od rządu federalnego projektu ustawy, która w przyszłości w razie nałożenia obciążeń na gminy, od początku zapewniłaby wynagrodzenie.

Obecnie 25 proc. kosztów przypada na miasta i miasteczka. Udział ich rośnie, natomiast „mimo to gminy otrzymują zaledwie 14 procent całkowitych krajowych dochodów podatkowych”, jak podkreśla szef DStGB.

Rośnie też deficyt kas samorządowych. W 2023 roku wynosił 7,5 mld euro, rok później 24 mld, a w ubiegłym roku przekroczył 30 mld. W efekcie wstrzymywane są projekty budowlane, a finansowanie działań socjalnych i kulturalnych wstrzymuje się jako następne. Wprowadzane są także nowe podatki.

DStGB uważa, że obecnie niemożliwe są inwestycje.

„Problemem jest nawet utrzymanie i remonty istniejących budynków. Potrzeba 218 miliardów euro na remonty szkół, ratuszy, przedszkoli, basenów, mostów i dróg” – czytamy.

http://nczas.info/2026/01/11/socjal-imigranci-i-zielona-energia-to-jest-katastrofa-niemieckie-gminy-w-gigantycznych-dlugach/

#niemcy #lewactwo #ekologizm #zielonylad #nachodzcy #socjalizm #socjal

12

Zachód, którego już nie ma. Raport z dzielnic, do których policja boi się wjeżdżaćnczas.info

Jeszcze dwie dekady temu Paryż, Bruksela czy Sztokholm były dla Polaków synonimem cywilizacyjnego awansu, bezpieczeństwa i porządku. Dziś ten obraz to tylko wyblakła pocztówka. W sercu Europy wyrosły enklawy, w których prawo państwowe jest martwe, a służby mundurowe wjeżdżają tylko w pełnym rynsztunku bojowym. To nie jest scenariusz filmu dystopijnego. To rzeczywistość „stref wrażliwych”, którą zachodnie elity przez lata próbowały pudrować poprawnością polityczną.

Pamiętamy lata 90. i nasze kompleksy wobec Zachodu. Patrzyliśmy na niemieckie autostrady i szwedzkie osiedla z zazdrością. Dziś, gdy polski turysta ląduje w Paryżu czy Malmo, często doznaje szoku poznawczego. Zamiast „europejskiego snu” widzi brud, chaos i dzielnice, które mentalnie i kulturowo bliższe są Bliskiemu Wschodowi niż chrześcijańskiej Europie.

Szwecja: Granaty zamiast argumentów

Najbardziej jaskrawym przykładem upadku modelu państwa opiekuńczego jest Szwecja. Kraj, który przez lata był poligonem doświadczalnym lewicowej inżynierii społecznej, dziś płaci najwyższą cenę za swoją naiwność.

Termin „no-go zones” jest przez szwedzkich polityków oficjalnie wypierany, zastępuje się go eufemizmem „obszary wykluczone”. Niezależnie od nowomowy, fakty są brutalne. Dzielnice takie jak Rinkeby w Sztokholmie czy Rosengard w Malmo to państwa w państwie. Lokalne gangi narkotykowe nie tylko kontrolują handel, ale po prostu – i nie jest to żadna przenośnia – tam rządzą.

Statystyki są bezlitosne i stanowią chłodny prysznic dla entuzjastów „otwartych granic”. Szwecja stała się europejską stolicą strzelanin i zamachów bombowych z użyciem materiałów wybuchowych i granatów ręcznych. Policja, sparaliżowana politycznymi wytycznymi, by „nie eskalować” i „nie stygmatyzować”, w wielu przypadkach po prostu abdykowała.

Francja i Belgia: Terytoria utracone

Jeśli Szwecja jest przykładem gwałtownego załamania bezpieczeństwa, to Francja jest studium powolnego gnicia. W departamencie Seine-Saint-Denis (słynne „93” pod Paryżem) czy brukselskim Molenbeek, asymilacja nie istnieje. Powstały społeczeństwa równoległe, rządzące się własnym kodeksem honorowym, często opartym na prawie klanowym lub szariacie, a nie na kodeksie cywilnym Republiki Francuskiej czy Królestwa Belgii.

Dla przedsiębiorcy czy zwykłego podatnika oznacza to jedno: płacisz na utrzymanie infrastruktury i socjalu w miejscach, do których nie masz wstępu. Strażacy czy ratownicy medyczni wzywani do tych stref często odmawiają przyjazdu bez asysty policji, bo karetki są obrzucane kamieniami. To jest moment, w którym państwo przestaje spełniać swoją podstawową funkcję – zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom.

Kosztowna utopia

Z perspektywy wolnorynkowej i gospodarczej, istnienie takich stref to gigantyczne obciążenie. To „czarne dziury”, które pochłaniają miliardy euro w postaci zasiłków socjalnych, programów aktywizacyjnych (które nie działają) i kosztów naprawy niszczonego mienia publicznego.

Podatnik jest podwójnie poszkodowany. Po pierwsze, jego podatki finansują utrzymanie ludzi, którzy otwarcie kontestują kulturę i prawo kraju gospodarza. Po drugie, spada wartość jego nieruchomości i poczucie bezpieczeństwa, co zmusza go do ucieczki na strzeżone osiedla lub prowincję.

Polska jako oaza? Jeszcze tak.

Na tym tle Polska jawi się jako oaza spokoju. Możemy spacerować po Warszawie, Krakowie czy Gdańsku o dowolnej porze nocy bez obawy, że wejdziemy w „złą dzielnicę”. Jednak ta sytuacja nie jest dana raz na zawsze. Presja unijna w ramach paktu migracyjnego oraz naturalne procesy rynkowe (poszukiwanie taniej siły roboczej przez korporacje) pchają nas w te same koleiny, w których ugrzązł Zachód.

Wnioski z raportu o zachodnich strefach „no-go” muszą być dla nas przestrogą, a nie tylko powodem do satysfakcji. Zachód popełnił błąd, myląc gościnność z naiwnością, a tolerancję z przyzwoleniem na bezprawie. Bezpieczeństwo to nie jest prawicowy fanatyzm. To fundament, bez którego nie ma ani wolnego rynku, ani wolności osobistej, ani narodu.

http://nczas.info/2026/01/10/zachod-ktorego-juz-nie-ma-raport-z-dzielnic-do-ktorych-policja-boi-sie-wjezdzac/

#multikulti #nachodzcy #eurokolchoz #eurokomuna

20

LEWACKIE SPIERDOLENIE - Szwedzka lewica chce „wymieszania ludności” po porażce polityki migracyjnejkresy.pl

Po porażce masowej migracji w Szwecji opozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza proponuje głębokie zmiany w polityce integracyjnej, oparte na przymusowym mieszaniu imigrantów z ludnością szwedzką oraz większej ingerencji państwa w życie wszystkich mieszkańców. Propozycje lewicy obejmują przenoszenie migrantów do zamożnych dzielnic, zmianę polityki czynszowej i obowiązkowe przedszkola dla dzieci z rodzin imigranckich.

W partyjnym raporcie cytowanym przez „Rzeczpospolitą” socjaldemokraci opisują imigrację jako problem systemowy, związany z narastającą segregacją. W dokumencie stwierdzono, że „ekonomiczna, etniczna i językowa segregacja musi zostać przełamana na strukturalnym poziomie, co wymaga wymieszania ludności”. Autorzy raportu dodają, że społeczeństwo powinno działać na skalę, „której wcześniej w Szwecji nie widziano”, a zwalczanie segregacji wymagałoby radykalnych posunięć, przede wszystkim przemieszczenia się znacznej części osób o niskich dochodach do innych dzielnic czy obszarów.

Socjaldemokraci przyznają wprost, że Szwecja przyjęła więcej imigrantów, niż była w stanie zintegrować. Wskazują na dziesiątki „obszarów socjoekonomicznie wrażliwych”, gdzie dominują cudzoziemcy, bezrobocie i przestępczość. W raporcie mowa jest o „65 obszarach określanych jako socjoekonomicznie wrażliwe”, w których 80–90 proc. mieszkańców stanowią uchodźcy, a wiele osób żyje z zasiłków. Według wyliczeń przywoływanych przez socjaldemokrację „62 proc. mieszkańców, którzy żyją w absolutnej biedzie, to osoby urodzone za granicą lub mające co najmniej jednego rodzica cudzoziemca”.

Nowa strategia przewiduje między innymi ograniczenie swobody wyboru miejsca zamieszkania przez imigrantów. W dokumentach partii opisano koniec prawa azylantów do samodzielnego decydowania o mieszkaniu, zakaz osiedlania nowych przybyszy tam, gdzie już mieszkają ich rodacy, oraz możliwość wykorzystywania systemu świadczeń socjalnych jako instrumentu nacisku. Propozycje obejmują także cofanie zasiłków tym, którzy nie podporządkują się narzuconej lokalizacji, oraz administracyjne obniżanie wymogów czynszowych w bogatych dzielnicach, by ułatwić wprowadzanie tam migrantów.

Według socjaldemokratów to państwo ma decydować, gdzie imigrant powinien mieszkać, z kim jego dzieci mają chodzić do szkoły i w jakim środowisku ma się wychowywać. Plan partii zakłada budowanie mieszkań lokatorskich w osiedlach domów jednorodzinnych oraz w centrach miast, przeznaczonych dla migrantów i grup o niskich dochodach. Z kolei wille miałyby powstawać w rejonach biedniejszych, aby przyciągnąć tam zamożniejszych mieszkańców. „Chodzi generalnie o to, by przedstawiciele różnych klas społecznych mieszkali na tych samych obszarach” — opisuje założenia strategii cytowany komentarz.

„Przewodniczący zarządu miasta Göteborg, socjaldemokrata Jonas Attenius mówi, że wymieszanie ludności będzie możliwe przez budowanie różnych form mieszkań. – Mieszkamy bowiem w segregacji – podkreśla. W jednej dzielnicy są tylko lokale do wynajęcia, w innych jedynie wille i mieszkania własnościowe. Teraz ma się to zmienić” — czytamy. Polityk zwrócił się także bezpośrednio do azylantów, którzy w ciągu ostatnich trzech dekad trafili do obszarów dziś określanych jako „socjoekonomicznie wrażliwe”. Prosił ich o wybaczenie za to, że zostali tam ulokowani, wskazując, iż osiedlanie się migrantów w takich rejonach stworzyło fatalne przesłanki do ich zasymilowania się ze szwedzkim społeczeństwem.

Istotnym elementem nowej strategii ma być także systemowe objęcie dzieci z rodzin imigranckich obowiązkową edukacją przedszkolną. Socjaldemokratyczna posłanka Lawen Redar, odpowiedzialna za prace nad nową strategią integracyjną, wskazuje na konieczność wzmocnienia znajomości języka szwedzkiego wśród najmłodszych. Postuluje ona wprowadzenie obligatoryjnych przedszkoli w wymiarze 30 godzin tygodniowo dla wszystkich dzieci od trzeciego roku życia urodzonych w rodzinach cudzoziemskich, podkreślając, że „politycy ponoszą odpowiedzialność za to, że mamy przedszkola, w których język szwedzki prawie zniknął”.

Krytycy nowej strategii ostrzegają, że pod hasłem walki z segregacją dochodzi do przenoszenia problemów migracyjnych do spokojniejszych dzielnic. W statystykach odnotowano, że do 60 proc. strzelanin w ostatnich latach doszło z udziałem osób pochodzących z obszarów zdominowanych przez migrantów, a właśnie na obrzeżach miast najczęściej dochodzi do werbowania do gangów.

„(Rządząca) Umiarkowana Partia Koalicyjna sprzeciwia się projektowi przymusowego mieszania ludności — mówi „Rz” John Bergsten, szef kancelarii partii. „Pod pozorem zwalczenia segregacji socjaldemokratyczne władze miasta niemiłosiernie eksploatują cenione przez nas tereny zielone i willowe osiedla” — wyjaśnił Bergsten.

Negatywnie o projekcie wypowiadają się także przedstawiciele partii liberalnych. „Mieszanie ludności przez państwo pod przymusem to polityczna sztuka inżynierii na sterydach” — ocenił polityk liberałów Mauricio Rojas. Sceptycy obawiają się, że zamiast ograniczyć przestępczość na obszarach „socjoekonomicznie wrażliwych”, strategia lewicy może doprowadzić do przeniesienia problemów w rejony dotąd spokojne.

Szwecja walczy z liberalną polityką migracyjną

Od momentu objęcia władzy w 2022 r. centroprawicowy rząd premiera Ulfa Kristerssona, wspierany przez przeciwną masowej migracji Partię Szwedzkich Demokratów, zaostrza politykę migracyjną Szwecji. W styczniu tego roku szwedzki rząd zwiększył kwotę dotacji dla imigrantów chcących wrócić do ojczyzny o 3400 proc. Poprzednia kwota 900 euro odniosła dotychczas ograniczony sukces. Według Szwedzkiej Agencji Migracyjnej w 2023 r. zatwierdzono tylko jeden z 70 wniosków. Dlatego rząd złożył propozycję zwiększenia kwoty pieniędzy do 32 tys. euro.

W październiku 2025 roku szwedzki minister ds. migracji Johan Forssell zapowiedział deportacje cudzoziemców skazanych nawet na krótki pobyt w więzieniu. Zmiany mają zostać wdrożone przed najbliższymi wyborami.

Wcześniej szwedzki rząd zaproponował nowe, bardziej rygorystyczne zasady przyznawania świadczeń socjalnych dla migrantów, licząc na to, że pomoże to ograniczyć napływ cudzoziemców nawet o ponad tysiąc osób rocznie. Z powodu unijnych przepisów dotyczących zakazu dyskryminacji, nowe regulacje nie obejmą uchodźców oraz osób ubiegających się o ochronę międzynarodową, które otrzymały prawo pobytu. Rząd szacuje, że dzięki reformie liczba imigrantów mogłaby spaść o 5–10 procent, czyli o około 1200–1300 osób rocznie. Nowe przepisy są obecnie rozpatrywane przez rząd i wstępnie planuje się ich wejście w życie 1 stycznia 2027 roku.

W 2024 roku liczba pozytywnie rozpatrzonych wniosków o azyl w Szwecji spadła do 6250, co było najniższą liczbą od 1985 roku.

Na koniec 2024 r. w Szwecji mieszkało około 2 169 296 osób urodzonych za granicą, co stanowiło około 20 proc. całej populacji kraju, wynoszącej wówczas około 10,6 miliona mieszkańców. Dodatkowo ok. 26 proc. mieszkańców Szwecji miało zagraniczne pochodzenie, czyli byli to osoby urodzone za granicą lub urodzone w Szwecji, ale z obojgiem rodziców urodzonych poza granicami kraju .

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/europa-polnocna/szwedzka-lewica-chce-wymieszania-ludnosci-po-porazce-polityki-migracyjnej/

#szwecja #lewackiespierdolenie #nachodzcy

11

Duża niemiecka partia chce stworzyć lotnisko do deportacji. I to nie AfDnczas.info

„Bawarskie CSU zamierza doprowadzić do deportacji z Niemiec większości syryjskich uchodźców” – wynika z dokumentu partyjnego, z którym zapoznała się agencja dpa. Partia proponuje w tym celu budowę na lotnisku w Monachium „deportacyjnego terminalu”. Wygląda więc na to, że antyimigracyjne postulaty AfD zostały uznane przez niemiecki mainstream

Tworzące wraz z CDU i SPD rząd w Berlinie CSU stoi na stanowisku, że w przypadku większości Syryjczyków objętych czasową ochroną podstawy do jej udzielania wygasły.

„W związku z tym wobec tych uchodźców z Syrii, którzy nie opuszczą Niemiec dobrowolnie, deportacje powinny zostać wszczęte tak szybko, jak to możliwe” – głosi dokument CSU, o którym poinformowała w piątek dpa.

Jego autorzy wzywają do zdecydowanego przyspieszenia deportacji do Syrii i Afganistanu w 2026 roku. Aby usprawnić proces, proponują utworzenie na terenie całego kraju „centrów wyjazdowych”, a także „deportacyjnego terminalu” na lotnisku w Monachium.

Bawarska partia równocześnie sygnalizuje zaostrzenie kursu wobec imigrantów z Ukrainy, których w Niemczech jest ok. 1,3 mln. Formalnie są oni uchodźcami.

W dokumencie zobowiązano się do wywierania presji na to, by ukraińscy mężczyźni w wieku poborowym wnieśli większy wkład w obronę swojego kraju. Nie podano jednak szczegółów, jak miałoby to wyglądać.

Wewnętrzny dokument partyjny zawiera także postulat wprowadzenia w Niemczech kar za publiczne nawoływanie do ustanowienia państwa islamistycznego lub kalifatu.

Oznacza to, że największe ugrupowania w Niemczech uznały postulaty AfD za słuszne. A to oznacza, że antyimigracyjne nastroje w Niemczech są bardzo silne.

Pod koniec grudnia po raz pierwszy od wybuchu wojny domowej w Syrii w 2011 roku z Niemiec deportowany został do tego kraju obywatel syryjski skazany za przestępstwa.

Kwestia deportacji do Syrii została uzgodniona w umowie koalicyjnej między blokiem partii chadeckich CDU/CSU a socjaldemokratyczną SPD. W ostatnich miesiącach niemieckie MSW prowadziło rozmowy z nowym rządem w Syrii oraz rządzącymi w Afganistanie od 2021 roku talibami.

Pod koniec listopada kanclerz Friedrich Merz powiedział, że wojna domowa w Syrii się zakończyła i że obecnie nie ma żadnych powodów, by Syryjczycy otrzymywali azyl w Niemczech, można więc rozpocząć ich powroty. Ponieważ jednak sytuacja humanitarna w wielu regionach Syrii pozostaje krytyczna, komentarz ten spotkał się z szeroką krytyką, w tym ze strony organizacji rzekomo broniącymi praw człowieka.

http://nczas.info/2026/01/03/duza-niemiecka-partia-chce-stworzyc-lotnisko-do-deportacji-i-to-nie-afd/

#niemcy #nachodzcy

10

Fajerwerkowe zasadzki na policjantów w Berlinie. Kilkudziesięciu rannych funkcjonariuszynczas.info

W sylwestrową noc policjanci w Berlinie byli wciągani w zasadzki i celowo ostrzeliwani fajerwerkami – poinformował rzecznik związku zawodowego berlińskiej policji Benjamin Jendro. W niemieckiej stolicy po nocy pełnej chaosu zatrzymano ponad 400 osób, około 30 funkcjonariuszy doznało obrażeń.

W noc sylwestrową w Berlinie kolejny rok z rzędu doszło do licznych groźnych incydentów z materiałami pirotechnicznymi. W serwisach społecznościowych pojawiły się liczne filmiki, na których widać, jak fajerwerki wybuchają nisko nad głowami świętujących lub są wystrzeliwane w stronę radiowozów i policjantów. W niespokojną noc aresztowano ponad 400 osób, a ok. 30 policjantów odniosło obrażenia.

W odpowiedzi na zamieszki rzecznik berlińskiego związku zawodowego policji Benjamin Jendro domagał się zmian prawnych. – W 2026 roku zdecydowanie potrzebujemy innych ram działań: ogólnokrajowego zakazu fajerwerków albo przynajmniej drastycznego ograniczenia ich sprzedaży – przekazał w rozmowie z portalem t-Online.

Według rzecznika policjanci byli „celowo wciągani w zasadzki, by można było ich atakować”.

Jak podkreślił, sytuacja ma konsekwencje dla całego miasta. – Wielu ludzi w Berlinie boi się wychodzić w sylwestrową noc na ulicę. To, co się dzieje, nie jest normalne. Tylko dzięki naszym kolegom nie doszło do poważniejszych zajść – powiedział Jendro.

Minister sprawiedliwości Stefanie Hubig na krótko przed sylwestrem opublikowała projekt ustawy przewidujący surowsze kary za ataki na przedstawicieli służb mundurowych. Napaść na policjanta, strażaka lub pracownika służb medycznych ma być karana minimum sześcioma miesiącami więzienia zamiast jak dotąd trzema. Ten, kto zwabia służby w zasadzkę i tam je atakuje, będzie musiał liczyć się z karą co najmniej roku więzienia.

http://nczas.info/2026/01/02/fajerwerkowe-zasadzki-na-policjantow-w-berlinie-kilkudziesieciu-rannych-funkcjonariuszy/

#nachodzcy #niemcy

11

Na Zachodzie bez zmian. Sylwester multikulti. Przybysze tradycyjnie zdemolowali europejskie miasta [VIDEO]nczas.info

Sylwester w Holandii przebiegł w cieniu tragedii i zamieszek. Kilka osób zginęło w wypadkach z fajerwerkami, doszło do kilkudziesięciu pożarów i ataków na policję oraz ratowników medycznych. W wielu miastach wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Podobnie było w Niemczech gdzie przybysze demolowali miasta i ścierali się policją.

Tegoroczna noc sylwestrowa w Holandii okazała się wyjątkowo dramatyczna. W różnych częściach kraju doszło do śmiertelnych wypadków związanych z użyciem fajerwerków, m.in. w Nijmegen i Aalsmeer. Policja bada, czy używany materiał pirotechniczny był legalny. W Bergen nad Morzem Północnym śmierć poniosło dziecko potrącone przez samochód.

Jednym z najpoważniejszych zdarzeń był ogromny pożar zabytkowego kościoła w Amsterdamie – Vondelkerk, który od lat 70 XX wieku przestał pełnić funkcję świątyni katolickiej i stał się miejscem wielu koncertów oraz spotkań. Ogień szybko objął wieżę budynku, a gęsty deszcz iskier zmusił służby do ewakuacji kilkudziesięciu pobliskich domów. Straż pożarna walczyła z żywiołem przez wiele godzin, wykorzystując wodę z pobliskiego parku. Zabytku nie udało się uratować. Na miejscu pojawiła się burmistrz Femke Halsema, która powiedziała: „To jest naprawdę straszne (…) to ogromna tragedia.”

W całym kraju odnotowano liczne pożary budynków mieszkalnych, garaży i obiektów publicznych, w tym hal sportowych i domów jednorodzinnych. W kilku przypadkach eksplodowały składowane fajerwerki, co dodatkowo utrudniało akcje ratunkowe. W wielu miejscach doszło do znaczącego pogorszenia się jakości powietrza. Tysiące zgłoszeń sprawiły, że numer alarmowy 112 był przeciążony – władze apelowały o dzwonienie wyłącznie w sytuacjach zagrożenia życia.

Szczególne zaniepokojenie wzbudziła skala przemocy wobec służb. Policjanci, strażacy i ratownicy medyczni byli obrzucani fajerwerkami, kamieniami, a w Bredzie w dzielnicy Tuinzigt użyto koktajli Mołotowa. Związek zawodowy policji określił sylwestrową noc jako jedną z najbardziej brutalnych w ostatnich latach. Oczywiście nikt nie odważy sie głośno powiedzieć, że sprawcami ataków byli przede wszystkim imigranci.

Mimo obowiązującego w wielu gminach zakazu używania fajerwerków, przepis ten był masowo łamany. Tegoroczny Sylwester był jednocześnie ostatnim, w którym fajerwerki na prywatny użytek były jeszcze legalne w skali kraju. Władze zapowiadają, że przejęta zmiana prawa ma ograniczyć liczbę ofiar, zniszczeń i przemocy, które od lat towarzyszą świętowaniu Nowego Roku w Holandii.

Niemcy zdemolowane

Niemcy powitały Nowy Rok ogniem. Policja, straż pożarna i ratownicy medyczni pracowali bez wytchnienia i pod ciągłą presją.

W Hamburgu policja musiała się wycofać przed imprezowiczami z fajerwerkami, którzy skierowali swoje sztuczne ognie w funkcjonariuszy. Oczywiście większość balowników to byli przybysze.

W Berlinie tradycyjnie doszło do starć bliskowschodnich gangów między sobą i z policją. Policja była wielokrotnie atakowana petardami i rakietami. Dwudziestu jeden funkcjonariuszy odniosło lekkie obrażenia w wyniku uderzeń petardami lub stawiania oporu agresorom. Policja zatrzymała na krótko setki podejrzanych. Wieczorem i nocą skonfiskowano kilka kilogramów nielegalnych fajerwerków.

W Monachium radiowozy zostały ostrzelane rakietami. Kilka osób z 30-osobowej grupy, wszystkie z imigranckim pochodzeniem, zostało złapanych i zatrzymanych przez policję.

Na dworcu kolejowym w Wedding budynek głównego terminalu został trafiony rakietą i spłonął.

W Essen także doszło do zamieszek. Podpalono kosze na śmieci i wyrzucono je na ulicę. Ratownicy byli obrzucani petardami i bali się przerwać sylwestrową zabawę przybyszów.

Podpalonych samochodów już chyba nikt nie liczy. Informacje o zajściach cały czas spływają i zapewne będzie ich więcej. Wspaniała, kolorowa, ubogacona Unia Europejska…

http://nczas.info/2026/01/01/na-zachodzie-bez-zmian-sylwester-multikulti-przybysze-tradycyjnie-zdemolowali-europejskie-miasta-video/

#nachodzcy #multikulti #lewactwo

15

Rząd ogłasza zwolnienie Polski z relokacji migrantów. Konfederacja: to tylko „możliwość”kresy.pl

Premier Donald Tusk oświadczył, że Polska została zwolniona z obowiązku udziału w unijnym mechanizmie relokacji migrantów. Politycy Konfederacji przekonują jednak, że decyzja w tym zakresie nie jest bezwarunkowa i zależy od zgody Unii Europejskiej.

W poniedziałek premier Donald Tusk napisał na platformie X: „Tak jak zapowiadałem, Polska została zwolniona z obowiązku przyjmowania migrantów w ramach unijnego mechanizmu relokacji”. Nie wskazał jednak, jakiego okresu dotyczy ta decyzja. Z kolei minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński, komentując sprawę w Brukseli, przekazał: „Polska jest zwolniona z jakiegokolwiek mechanizmu relokacji, zwolniona także z jakichkolwiek kosztów z tym związanych. W tym zakresie wydaje się, że osiągnęliśmy wszystko, co chcieliśmy”.

Chodzi o tzw. mechanizm solidarnościowy w ramach paktu migracyjnego, który zakłada przyjmowanie nielegalnych migrantów z Afryki i Azji przez państwa z Europy Środkowo-Wschodniej, dotąd nieuczestniczące w takim zakresie w relokacji. W obliczu sprzeciwu kilku rządów Komisja Europejska zgodziła się na tymczasowe odstępstwa.

„Jesteśmy po najważniejszym punkcie Rady JHA dotyczącym Polski. Potwierdziło się to, o czym mówiliśmy od wielu tygodni, że Polska jest zwolniona z mechanizmu relokacji oraz jakichkolwiek kosztów z nim związanych. Osiągnęliśmy wszystko, co zakładaliśmy i deklarowaliśmy. Dyskusja była gorąca, bo nie wszystkie państwa są zadowolone z tych rozwiązań, co tylko pokazuje, jak skuteczne były nasze działania. Mechanizmy zwolnieniowe, które wynegocjowaliśmy, są trudne do przyjęcia dla części krajów południa Europy, a to najlepiej dowodzi skali sukcesu, jaki przywozimy z Brukseli do Polski” – mówił Kierwiński w Brukseli.

„Mamy w tych tabelkach, które dotyczą i relokacji, i ewentualnych kosztów związanych z brakiem relokacji, wpisane zero. To znaczy: nie będzie relokacji, bo na to rząd pana premiera Donalda Tuska nigdy by się nie zgodził, i nie ma też żadnych kosztów dla Polski z tym związanych. Więc my swoje cele zrealizowaliśmy” – dodał.

Zwolnienie dla Polski ma dotyczyć przyszłego roku.

Kierwiński wyraził opinię, że przyjęty algorytm oceny państw dotkniętych presją migracyjną zapewnia Polsce utrzymanie wyłączenia z mechanizmu solidarnościowego także w następnych latach, z uwagi na liczbę przyjętych uchodźców z Ukrainy oraz koszty ponoszone na ochronę zewnętrznej granicy Unii Europejskiej.

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji zwrócił uwagę, że – jego zdaniem – sytuacja wygląda inaczej, niż przedstawia to premier i rząd.

„Rada UE zatwierdziła właśnie mechanizm relokacyjny w ramach paktu migracyjnego. Beneficjentami relokacji mają być Włochy, Hiszpania, Grecja i Cypr. Pozostałe państwa będą zobowiązane do przyjęcia dziesiątek tysięcy imigrantów rocznie lub płacenia setek milionów euro” – stwierdził polityk, publikując fotografię dokumentu unijnego.

Bosak podkreślił również: „Polska jest wymieniona w gronie państw, które mają możliwość ubiegania się (possibility to request) o zwolnienie z części lub całości zobowiązań. A Unia będzie mogła na pokorną prośbę polskiego rządu łaskawie się zgodzić – lub nie. Decyzja została wyjęta z rąk polskiego rządu i przekazana do Unii, a przecież ta sprawa nie należy nawet do traktatowych kompetencji UE!”.

Wicemarszałek podsumował sprawę słowami: „Kompletna porażka rządu Donalda »mnie nikt nie ogra w UE« Tuska”.

Na wspomnianą sprawę zwróciła uwagę także europoseł Konfederacji Anna Bryłka.

Zdjęcie

http://kresy.pl/wydarzenia/rzad-oglasza-zwolnienie-polski-z-relokacji-migrantow-konfederacja-to-tylko-mozliwosc/

#nachodzcy #tusk #klamca

17

Rok 2009 w #norwegia - czasy zanim globaliści wprowadzili cenzurę w mediach i policyjnych statystykach.

To jest przyszłość Polski, jeśli będzie słuchać von der Leyen zamiast Orbana #takaprawda #nachodzcy

http://www.aftenposten.no/norge/i/eK3oy/innvandrere-bak-alle-anmeldte-overfallsvoldtekter-i-oslo

6

Gorzka lekcja dla rządu Tuska! Dywersji można było zapobiec, ale uśmiechnięci odrzucili poprawkę Konfederacji [VIDEO]nczas.info

Odrzucona na początku roku przez koalicję rządzącą poprawka Konfederacji wraca jak bumerang po aktach dywersji na polskiej kolei. Okazało się, że jeden z sabotażystów, który próbował doprowadzić do katastrofy, był wcześniej skazany za podobne czyny w Ukrainie. Gdyby Konfederacji posłuchano, a służby na podstawie nowego prawa zadziałały prawidłowo, ten Ukrainiec nie wjechałby do Polski.

Do niebezpiecznych zdarzeń doszło na trasie Warszawa–Lublin. Premier Donald Tusk, przedstawiając informację w Sejmie, powiedział, że byliśmy świadkami aktu dywersji.

Według premiera dokonali tego Ukraińcy, zwerbowani przez rosyjski wywiad. Chcieli doprowadzić do wykolejenia pociągu, ale działali nieudolnie. Kilka godzin po doprowadzeniu do wybuchu mieli już opuścić terytorium Polski.

Szczególne kontrowersje budzi życiorys jednego ze sprawców. Jak się okazuje, zatrzymany obywatel Ukrainy został wcześniej skazany przez sąd we Lwowie za podobne akty dywersji w swoim kraju. Mimo kryminalnej przeszłości, bez przeszkód wjechał na terytorium Polski.

Tymczasem Konfederacja Wolność i Niepodległość na początku roku zgłosiła poprawkę do przepisów, która nakładałaby obowiązek weryfikacji karalności cudzoziemców przy wjeździe do Polski i zakazywała wydawania wiz osobom skazanym. Propozycja ta została jednak odrzucona przez tzw. uśmiechniętą koalicję rządową.

Politycy Konfederacji WiN przypominają o tamtej decyzji, twierdząc, że odrzucenie poprawki było błędem, który bezpośrednio wpłynął na bezpieczeństwo państwa. Argumentują, że gdyby postulowane przepisy weszły w życie, sabotażysta nie uzyskałby prawa wjazdu do Polski i nie znalazłby się w pobliżu infrastruktury kolejowej.

„Na początku tego roku Konfederacja chciała wprowadzenia obowiązku sprawdzania karalności cudzoziemców w ich kraju, przy wjeździe do Polski. KO odrzuciła poprawkę! Jeden z sabotażystów, którzy wysadzili tory Warszawa–Lublin, to Ukrainiec skazany wcześniej za podobne akty dywersji w swoim kraju. Oto głosowanie, w którym rząd Tuska mówi 'nie’ bezpieczeństwu Polski” – napisał Bartosz Bocheńczak.

http://nczas.info/2025/11/19/gorzka-lekcja-dla-rzadu-tuska-dywersji-mozna-bylo-zapobiec-ale-usmiechnieci-odrzucili-poprawke-konfederacji-video/

#sabotaz #tusk #konfederacja #usmiechnietapolska #nachodzcy

15

Tusk znów kłamie! Bryłka demaskuje premiera ws. paktu migracyjnego. „Polska uczestniczy we wdrażaniu” [VIDEO]x.com

http://x.com/KONFEDERACJA_/status/1988546030372061250

Zdjęcie

Donald Tusk twierdzi, że Polska nie będzie przyjmować migrantów w ramach paktu migracyjnego. Europoseł Anna Bryłka mówi, że to nieprawda i wyjaśnia unijne.

Komisja Europejska poinformowała we wtorek, że Bułgaria, Czechy, Estonia, Chorwacja, Austria i Polska zmagają się z poważną presją migracyjną i będą mogły wystąpić o pełne lub częściowe zwolnienie z relokacji migrantów na nadchodzący rok w ramach unijnego paktu azylowo-migracyjnego.

„Tak, jak mówiłem, Polska nie będzie przyjmować migrantów w ramach Paktu Migracyjnego. Ani płacić za to. To już decyzja. Robimy, nie gadamy!” – ogłosił Tusk.

Europoseł Anna Bryłka z Konfederacji Wolność i Niepodległość skomentowała, że oświadczenie Tuska to są „bzdury”. – Bzdury w dużej mierze powielane przez polityków koalicji rządzącej, którzy muszą ogłaszać jakieś sukcesy, a tych sukcesów tak naprawdę nie ma. Polska nie została zwolniona z paktu migracyjnego, Polska nie została zwolniona z mechanizmu solidarności – zaznaczyła w rozmowie z „Super Expressem”.

– Chodzi o to, że wczoraj Komisja Europejska wydała komunikat i dzisiaj komisarz (Magnus) Brunner będzie prezentował roczne sprawozdanie dotyczące puli solidarnościowej. Pula solidarnościowa polega na tym, że każde państwo uczestniczy w mechanizmie solidarności i państwa są podzielone na państwa beneficjentów i państwa wnoszące wkład w ramach mechanizmu solidarności. (…) Polska jest zagrożona presją migracyjną i znajduje się w obliczu znaczącej sytuacji migracyjnej. (…) W związku z tym, że Polska znajduje się w takiej trudnej, znaczącej sytuacji migracyjnej, może zawnioskować do Rady o częściowe lub całościowe zwolnienie z tego wkładu solidarnościowego, ale tylko w przyszłym roku – wyjaśniła Bryłka.

Podkreśliła, że jeśli w ogóle Polska zostanie wyłączona z systemu, to tylko w przyszłym roku. A nawet tego nie można na razie przesądzać.

– Które z państw chce być państwem wnoszącym wkład? Przecież wszystkie państwa chcą być państwami beneficjentami. To zdecydowanie za wcześnie ogłoszony sukces, to jest pierwsza rzecz – powiedziała europoseł.

– Druga rzecz – o tym się zupełnie nie mówi, ta sprawa jest przemilczana – komisja złoży taki wniosek ustawodawczy dotyczący przyjęcia przez Radę decyzji rozporządzenia wykonawczego. I proszę sobie wyobrazić, że to rozporządzenie wykonawcze będzie dopiero dostępne publicznie w momencie przyjęcia go przez Radę. Czyli my do momentu głosowania nie będziemy wiedzieć, co tam będzie. To wynika z rozporządzenia o zarządzaniu migracją i azylem. Ja o tym wielokrotnie mówiłam, że Komisja Europejska, Rada Unii Europejskiej będą ukrywały dokładnie, jakie będą te wkłady solidarnościowe, jaki będzie ten podział między państwami członkowskimi – wyjaśniła.

– Tak naprawdę szczegółów udziału w mechanizmie solidarności my się dopiero dowiemy w momencie, kiedy Rada Unii Europejskiej przyjmie to rozporządzenie wykonawcze i ono wejdzie w życie – mówiła dalej, dodając, że głosowanie musi się odbyć do końca roku i dopiero wtedy poznamy ostateczny kształt. Wcześniej żadnych publicznych konsultacji nie będzie.

„Polska uczestniczy we wdrażaniu paktu o migracji i azylu”

– Wszyscy zdają sobie sprawę, że żadne z państw unijnych nie chce być państwem wnoszącym wkład w mechanizm solidarności. A na tym to polega, że są państwa beneficjenci i państwa wnoszące wkład. To będą bardzo trudne negocjacje, bo proszę sobie wyobrazić, że termin na przedstawienie tej rocznej puli solidarnościowej minął 2-3 tygodnie temu. I Komisja Europejska naprawdę miała gigantyczny problem, żeby w ogóle to stanowisko przygotować. (…) Natomiast co ważne, wszystkie te dokumenty, również ten komunikat, który został wczoraj opublikowany przez Komisję, pokazuje, że Polska uczestniczy we wdrażaniu paktu o migracji i azylu. Tylko jedno państwo nie uczestniczy we wdrażaniu paktu, to są Węgry – tłumaczyła.

– Te wszystkie wpisy mówiące o tym, że Polska jest wyłączona, zwolniona czy jakkolwiek nie dotyczy jej jakaś część paktu migracyjnego – nie, pakt migracyjny nas dotyczy, Polska jest uczestnikiem mechanizmu solidarności, przedstawia stanowiska Komisji Europejskiej i uczestniczy we wdrażaniu paktu – zaakcentowała raz jeszcze.

– Na razie mamy tylko i wyłącznie komunikat. Jak będzie decyzja wykonawcza, dopiero wtedy będzie wiadomo, w jaki sposób, na jakich zasadach i czy Polska jest zwolniona w całości, czy w części z mechanizmu solidarności – podsumowała Bryłka.

http://nczas.info/2025/11/12/tusk-znow-klamie-brylka-demaskuje-premiera-ws-paktu-migracyjnego-polska-uczestniczy-we-wdrazaniu-video/

#tusk #paktmigracyjny #klamca #ue #nachodzcy #imigracja

16

Multikulti zbiera żniwo. Połowa Niemców boi się wychodzić na ulicenczas.info

Niemcy sparaliżowane strachem. Połowa obywateli nie czuje się bezpiecznie w przestrzeni publicznej, a miażdżąca większość nie wierzy już ani w siłę gospodarki, ani w bezpieczeństwo międzynarodowe kraju.

Sondaż Deutschlandtrend przeprowadzono na zlecenie publicznej telewizji ARD. Wynika z niego, że co drugi Niemiec przestał czuć się bezpiecznie w przestrzeni publicznej – na ulicach i w środkach transportu.

Niemcy wskazują na konkretne zagrożenia, takie jak kradzieże i rosnąca agresja słowna, ale także obawy przed przemocą fizyczną, napaściami na tle seksualnym czy potencjalnymi atakami terrorystycznymi.

Wielu nie ma wątpliwości – choć nie wszyscy wciąż chcą się z tym pogodzić – że za taki stan rzeczy odpowiada polityka multikulti i masowe wpuszczanie imigrantów. Społeczne konsekwencje prowadzonej przez lata polityki imigracyjnej są opłakane.

Badanie ARD potwierdza, że dla 32% obywateli absolutnym priorytetem dla rządu powinna być obecnie kwestia migracji. Wyprzedza ona wyraźnie troskę o stan gospodarki (29%), sprawiedliwość społeczną i ubóstwo (18%) oraz zmiany klimatyczne (14%).

Kryzys zaufania odnotowany w sondażu Deutschlandtrend wykracza jednak daleko poza bezpieczeństwo wewnętrzne i ulice miast. Badanie ujawnia fundamentalne nadwyrężenie wiary w stabilność całego państwa.

Obecnie zaledwie 38% obywateli postrzega sytuację Niemiec w polityce zagranicznej jako bezpieczną. Jeszcze gorzej oceniane są fundamenty gospodarcze kraju. Tylko 29% respondentów uważa pozycję ekonomiczną Niemiec za stabilną.

http://nczas.info/2025/11/09/multikulti-zbiera-zniwo-polowa-niemcow-boi-sie-wychodzic-na-ulice/

#niemcy #multikulti #nachodzcy

10