Ostatni dzień urlopu w lesie. Dobrze, że zapowiadają poprawę pogody, to chociaż w niedzielę będzie można znowu poleżeć w chaszczach pozując na intelektualistę.
#las #książki

13

Fragment powieści Józefa Mackiewicza "Nie trzeba głośno mówić". Rozmowa belgijskiego SS-mana z Polakiem mieszkającym na Kresach Wschodnich
-Czy pan przypuszcza, drogi inżynierze, że wielka rewolucja francuska, uważana za początek współczesnego postępu, nie zamieniłaby swojej gilotyny na komory gazowe, gdyby postęp techniczny już wówczas znał ten wynalazek? Przekonany jestem, że by zamieniła. A pan, nie? Co jest zbrodnią, a co nie jest, decyduje nie prawda obiektywna. Zadecyduje o tym strona zwycięska. Niemcy nie zwyciężą, sans doute. Ale gdyby zwyciężyli, powstanie olbrzymia literatura o dziewczynce śpiącej z misiem na poduszce, której lotnik amerykański oderwał rękę, a ona jeszcze drugą przyciska swego pluszowego niedźwiedzia w niebieskiej kokardce, i przez kałuże krwi biegnie płacząc i wołając mamy... Zwyciężą alianci, będzie ogromna literatura o dziecku żydowskim, które wyszarganym niedźwiadkiem zasłania oczy przed kulą SS-mana.

Od ilości, od powtarzalności tej literatury, zależeć będzie stopień winy... Pan wie, że dziś zakazane są opisy skutków bombardowań alianckich, aby nie straszyć ludności. Bo przecież tamtym chodzi o jej sterroryzowanie. A o dziecku żydowskim - ciągnął w transie - ja opisałbym w innym wariancie: zasłania oczy nie swoje, tylko rączką zasłania guziki oczów swego zatłuszczonego misia, ażeby nie widział strasznej śmierci z rąk niemieckiego oprawcy. Myśli pan, że kicz?

Naturalnie, to co się wyrabia z Żydami, to okropne. Bo to i kobiety, i dzieci. Ale wie pan, czym wstrząsa to okropieństwo? Wstrząsa małą odległością. Zabijanie w rowach, z bliskiej odległości. Tak jak zabici zostali polscy oficerowie w Katyniu przez bolszewików, słyszał pan? Tu tkwi, że tak powiem, różnica w podobieństwie pomiędzy morderstwami niemieckimi i bolszewickimi, a bombardowaniem anglosaskim ludności miejskiej. Jeden patrzy w twarz człowieka i naciska cyngiel. Drugi patrzy w miasto i naciska guzik. W jednym wypadku giną kobiety i dzieci żydowskie, w drugim kobiety i dzieci niemieckie.

Ta różnica odległości ma też inne szczegóły. W pierwszym wypadku człowiek chleje wódkę i strasznie przeklina, w drugim może żuje gumę i uśmiecha się w mikrofon: „Hallo! Jim, spuściłem już swój ładunek!”... Czy jak tam. Bomby lecą na miasto. Pan wie, że ja przypadkowo byłem w Kolonii 29 czerwca. Później już dowiedziałem się, że spadło 44.856 bomb kruszących i około półtora miliona bomb zapalających. Zginęło niewiele, tylko 20 tysięcy ludzi. Jak osobiście z tej nocy wyszedłem i co się działo, nie będę opisywać. To dziedzina literatury, nie filozofii. Prawda, widziałem dzieci... Ale rzecz nie w tym co widziałem. Spalanie cywilnej ludności w komorach gazowych, czy od bomb zapalających asfalt uliczny w Hamburgu, to tylko różnica techniki

Anton miał ochotę zareplikować i uczynił tym razem w formie bardziej obcesowej:
- Dobrze, ale to co pan opowiadał o lotnikach alianckich, to przede wszystkim odwet. Pan w swym równaniu opuścił najważniejszy czynnik: Kto zaczął! Czy nie jest w danym momencie rozstrzygający?
- Drogi panie, nie jestem pewien, czy dla dzisiejszych czasów. W latach dwudziestych dyskutowano na temat odpowiedzialności za wywołanie pierwszej wojny światowej. Staremu Clemenceau postawiono pytanie: „Co będą o tym spornym i trudnym problemie myśleć historycy przyszłości?” Clemenceau odpowiedział: „Nie wiem. Ale wiem, że z pewnością nie powiedzą, że to Belgia zaatakowała Niemcy”. To jasne. Wtedy był to jeszcze elementarny fakt, z rodzaju tych, których przeinaczyć, zdawało się, niepodobna. I nie próbowały nawet przeinaczyć tego Niemcy. A w 1939 Sowiety twierdziły, że napadła na nie Finlandia!... Pan powiada: „Kto zaczął?” Drogi panie, od 10 tysięcy lat zawsze ktoś zaczynał. Poznałem w Berlinie bliżej pewną Ormiankę. Mówi mi: „Co wy tam krzyczycie o jakimś bolszewizmie! A znowu jak posłucham radia brytyjskiego…”
- Nie bała się przyznawać?
- Nie. Une courageuse demoiselle. „To tylko słyszę, powiada, o zbrodniach hitlerowskich! C’est dróle. Turcy, o, to dopiero zaraza świata! To dopiero zbrodniarze autentyczni!” Aleksander Wielki też zaczął. I pan myśli, że jak on szedł naprzód, to spotkanych po drodze przeciwników gładził po główce? W tej chwili ważne nie zbrodnie. Nazizm, to w perspektywie historii une petite mer de, fragment fizycznego terroru, jakie były i będą. Natomiast komunizm, to une peste. Żadna doktryna nie odbierała jeszcze ludziom do tego stopnia prawa do wątpliwości, prawa do porównań z tym co było. Żadna nie odbierała do tego stopnia resztki rozsądku, nie była tak skuteczna i tak zaraźliwa.
https://s.lubimyczytac.pl/upload/books/115000/115511/352x500.jpg
#mackiewicz #jfe #iiwojnaswiatowa #ksiazki

16

Jedna z najlepszych polskich książek o Powstaniu Warszawskim. Analiza użycia środków bojowych w Warszawie. Fakty a nie emocje. Polecam każdemu kto wierzy w sens Powstania Warszawskiego.
#historia #ksiazki #powstaniewarszawskie #iiwojnaswiatowa

9

a wy co? owocowe czwartki i multisport? nawet sami wiecie co
#pracbaza #książki
Pokaż spoilernie ma dobrego powodu, żeby nie przeczytać tej książki


5

Trudno o okrucieństwo większe niż to, które okazują dzieci i salony taniej książki.
#tomaszlis #ksiazki #promocja #heheszki

5

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/61/Phoenix_detail_from_Aberdeen_Bestiary.jpg/220px-Phoenix_detail_from_Aberdeen_Bestiary.jpg
https://www.abdn.ac.uk/bestiary/ - Bestiariusz z Aberdeen w całości wraz z tłumaczeniem na język angielski i komentarzami.

"Bestiariusz z Aberdeen – bogato iluminowany średniowieczny bestiariusz, wykonany w Anglii około 1200 roku. Znajduje się w zbiorach biblioteki University of Aberdeen (sygnatura Univ Lib. MS 24).

Za sprawą bogato nasyconych kolorami miniatur manuskrypt stanowi jeden z najbardziej znanych bestiariuszy średniowiecza. Miniatury utrzymane są w stylu romańskim, umieszczone w złotych ramkach, w warstwie kolorystycznej przeważa czerwień i błękit. Księga rozpoczyna się scenami stworzenia świata, zakończonymi nadaniem przez Adama imion zwierzętom. Ilustracjom poszczególnych zwierząt towarzyszą opisy, których treść została skompilowana na podstawie Fizjologa, Etymologii Izydora z Sewilli, Aviarium Hugh z Fouilloy, Hexameronu Ambrożego z Mediolanu i Liber Memorabilium Solinusa. Manuskrypt pozostał częściowo niewykończony, ostatnie jego karty zapisano dopiero w XIV wieku.

Pierwotne dzieje manuskryptu są nieznane. Nieznany jest jego twórca, miejsce powstania i przechowywania. Miniatury wykazują znaczne podobieństwo do Bestiariusza Ashmole’a, co świadczy o tym, iż obydwie księgi wyszły prawdopodobnie z tego samego skryptorium. Po raz pierwszy bestiariusz wspomniany został w 1542 roku, gdy po sekularyzacji klasztorów znalazł się w kolekcji królewskiej Henryka VIII pod numerem 518. Na początku XVII wieku księga znalazła się w rękach Thomasa Reida, sekretarza Jakuba I, który podarował ją Marischal College w Aberdeen. Po fuzji Marischal College z University of Aberdeen w 1860 roku bestiariusz trafił do biblioteki uniwersyteckiej."
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bestiariusz_z_Aberdeen
#ciekawostkihistoryczne #książki #potwory

9

Proroczy fragment książki Obóz Świętych
– Panie ministrze, nie przesądzając ostatecznego losu tej tragicznej flotylli, czy rząd francuski podejmie jakieś kroki, aby przyjść z pomocą jej pasażerom i zmniejszyć ich cierpienia, które osiągnęły już granice tolerancji?

Człowiek, który zadał to pytanie, Ben Souad, zwany Clémentem Dio, był prawdziwym sługą bestii, kimś w rodzaju kucharza przyrządzającego zatrute napoje, wlewane co poniedziałek – jeszcze dymiące – do mózgów sześciuset tysięcy czytelników jego tygodnika, czekających niecierpliwie, jakby na narkotycznym głodzie, na kolejną porcję trucizny, którą podawał im elegancko, na pięknie nakrytym stole. Był Francuzem pochodzenia północnoafrykańskiego, o krótkich, kędzierzawych włosach i ciemnobrązowej skórze, odziedziczonej po czarnej niewolnicy haremu, której aktu sprzedaży do oficerskiego burdelu w Rabacie doszukał się w rodzinnych papierach.

Żonaty był z Azjatką, przedstawianą jako Chinka, autorką poczytnych powieści. Jego bojowa inteligencja czerpała z żywotnych źródeł podskórnego rasizmu, z którego siły niewielu zdawało sobie sprawę. Jak pająk tkwiący w samym centrum francuskiej myśli oplatał ją swą niewidzialną, subtelną pajęczyną i aż dziwne, że myśl ta mogła jeszcze w ogóle oddychać. Poza tym dusza człowiek, zdolny do uniesień, ale tylko w jednym kierunku; wystarczająco szczery, by wystawić się na krytykę i oberwać od czasu do czasu od swych braci inteligentów, co jednak zdarzało się coraz rzadziej. Z politycznego punktu widzenia Dio mieszał gatunki i przyprawiał swe artykuły utopią.

Ale prawdziwie niepokonany i szczególnie niebezpieczny był w zastawianiu pułapek na współczesną narodową społeczność francuską. Ustawiał je wszędzie, z wyjątkowym geniuszem wyszukiwał zdrowe tkanki społeczności i szpikował śmiercionośnym ładunkiem, seryjnie produkowanym w jego mózgu. Minister Jean Orelle czytywał go regularnie, dając wytchnienie własnej, starzejącej się wyobraźni, i wówczas mawiał: „Ten mały Dio, ho, ho, przypomina mi mnie samego, gdy byłem walczącym pisarzem, ma tę żyłkę, ma tupet, ciągle nowe pomysły! I bezustanna ta troska o uniwersalnego człowieka!”. Jednakże ów uniwersalny człowiek małego Dio – jakież to ciemne, odrażające bydlę!

Pod piórem Dio przybierał rozmaite postaci, mając wszakże jedną cechę stałą: przeciwstawiał się zawsze tradycji zachodniej, francuskiej, stając się kimś w rodzaju anty-Joanny d’Arc, której król Dio powierzył misję zniszczenia walecznego żołnierza Zachodu, pogrążając go we wstydzie i wyrzutach sumienia, zwycięzcę starożytnych bitew, dzisiaj opuszczonego przez swych generałów, ciągle jednak znacząco liczebnego.

Ta anty-Joanna d’Arc stawała się zatem kolejno, we wstępniakach Dio, pogardzanym robotnikiem arabskim, prześladowanym wydawcą pornografii, wyzyskiwanym murzyńskim murarzem, reżyserem gnębionym przez cenzurę, czerwoną świętą dziewicą ze slumsów, ulicznym wandalem, chamem z baru, uniwersyteckim terrorystą, uczennicą, która poddała się aborcji, zwolnionym dyrektorem domu kultury, prorokiem marihuany, oskarżycielem z ludowego trybunału, żonatym księdzem, piętnastoletnim erotomanem, pisarzem kazirodcą, czarownikiem pop muzyki, profesorem-pedofilem, kimś, kto sprofanował grób nieznanego żołnierza, znerwicowanym uczestnikiem strajku głodowego, dezerterem, przywódcą młodzieżowej bandy z przedmieścia, usankcjonowanym medycznie pederastą, licealistą torturowanym moralnie, biednym gwałcicielem uzależnionym od pornografii, złodziejem lub porywaczem ze szlachetnych pobudek, dziedzicznym przestępcą lub z powodu presji społecznej, mordercą dzieci, wołającym o swej ludzkiej godności, Brazylijką z Sertão sprzedaną na targu w São Paulo, Indianinem, który zaraził się odrą od turysty i umarł, zbrodniarzem domagającym się wzorowych więzień, biskupem publikującym marksistowskie listy pasterskie, złodziejem samochodowym kochającym szybką jazdę, oszustem bankowym spragnionym prasowego rozgłosu, uwodzicielem dziewic ogarniętym obsesją seksualnej wolności, Bengalczykiem, który umarł z głodu – i tyloma innymi, starannie wybranymi bohaterami wypraw krzyżowych małego Dio.

Wielu ludziom to się podobało, bohaterowie artykułów Dio wydawali się przekonywający, właściwie czemu by nie…? Używając jako taranów całej tej budzącej fałszywą litość zbieraniny, Dio dobrze wiedział, że wcześniej czy później wyważy drzwi. Wolność sprowadzona do poziomu instynktów i antyspołecznej anarchii jest wolnością martwą. Na jej trupie wszyscy ci Dio, jak pełzające gąsienice, przeobrażają się w czarne motyle, archanioły antyświata. Wreszcie ją mamy! Dopadliśmy! Słuchajcie uderzeń tego tarana u południowej bramy!
https://cf1-taniaksiazka.statiki.pl/images/popups/032/9788364095429.jpg
#jfe #książki #francja

5

A propos poniższego wpisu @KwarcPL, właśnie przyszła paczka, dzisiaj sobie poczytam i podyskryminuje nieczytających

#sleevecontent #książki #ksiazki #czytajzlurkiem

12

Lurki, mam pytanie. Czy posiada ktoś z was w jakiejkolwiek formie(ale w języku polskim) książkę "Lobby Izraelskie w USA" autorstwa John J. Mearsheimera i Stephena M. Walta? Szukając w internecie widzę że była kiedyś dostępna w księgarniach, ale obecnie zdaje się, że jest jakby całkowicie wymazana z dystrybucji.
#politykazagraniczna #usa #izrael #syjonizm #ksiazki

14

http://www.survivorlibrary.com/library-download

Bardzo obszerny zbiór książek (w języku angielskim) dla preppersów czy innych surwiwalistów. Znajdziecie tam m.in sporo praktycznej wiedzy nt. leśnictwa, rusznikarstwa, kowalstwa, botaniki i uprawy roślin, geografii, chemii, rzeźnictwa, etyki... więcej nie wymieniam, bo sporo tego jest. Może komuś się przyda jak akurat będzie musiał budować cywilizację od podstaw
#survival #ksiazki

13

https://4.bp.blogspot.com/_oBSd3MWHoxU/SuTEJMG9d0I/AAAAAAAAAEM/Q5yVrZ4lBZ4/S150/kanji_mushin.jpg

"Od mężczyzn oczekiwano, żeby mieli gotującą się krew i byli porywczy. Dziś porywczość uważana jest za niedorzeczną. Dzisiejsi mężczyźni wykorzystują niepohamowanie swego języka, jedynie po to, by uniknąć wysiłku i odpowiedzialności. Chciałbym, aby młodzi ludzie z powagą rozważyli ten stan rzeczy. Mnich Tannen zwykł powiadać: „Ludzie przestali cokolwiek rozumieć, gdyż kapłani nie nauczają już doktryny Mushin. To, co nazywamy Mushin, to prosty i nieskazitelny duch. Godne to uwagi". Z kolei Pan Sanenori powiadał: „Droga znajduje się jedynie w centrum w oddechu, w którym nie ma już miejsca na brud i zepsucie". Jeśli jest to prawdą, to istnieje tylko jedna Droga. Jednak nikt nie jest w stanie zrozumieć od razu tej oczywistej prawdy. Czystości nie zyskuje się bez wysiłku. Chiński znak „gen" może być czytany po japońsku jako „maboroshi" i oznacza „złudzenie". Hinduskich magików w języku japońskim określa się Gen shi sushi, czyli „iluzjoniści". W doczesnym życiu ludzie są marionetkami. Dlatego też używa się również znaku „gen", chcąc zasugerować złudny charakter wolnej woli. Brzydzić się złem i wieść prawe życie okazuje się rzeczą niezmiernie trudną. To nader zdumiewające, ale liczne błędy biorą się z przekonania, iż najważniejsze, to być bezwzględnie logicznym i stawiać prawość ponad wszystko. Istnieje wyższa droga niż prawość, lecz odkrycie jej nie jest rzeczą prostą i wymaga głębokiej mądrości.

W porównaniu z tą drogą, zasady logiki okazują się pozbawione sensu. I choć człek niedoświadczony nie ma o niej pojęcia, to istnieje sposób na odkrycie PRAWDY, nawet jeśli nie udało się mu dojść do niej samemu. Droga ta polega na rozmowie z drugą osobą. Często zdarza się, że ktoś - nawet niedoskonały - może udzielić mądrych rad, albowiem potrafi spojrzeć na całą sytuację z zewnątrz. Podobnie jak osobnik, który w grze Go „ma tę przewagę, że jest widzem". Powiada się, że możliwe jest także dostrzeżenie własnych błędów poprzez „wejrzenie w głąb siebie" i medytację. Ale i w tym przypadku efekt jest lepszy, gdy porozmawia się z innymi ludźmi. Ponad naszą własną zdolność oceny uda się nam wznieść tylko wtedy, gdy nauczymy się z pożytkiem słuchać innych oraz studiować księgi. Zawsze wzbogacamy się, korzystając z doświadczenia Przodków. Opowiedziano mi, jak pewien mistrz Miecza w podeszłym już wieku rzekł, co następuje: „Samuraj musi ćwiczyć przez całe życie"."

Tsunetomo Yamamoto, "Hagakure"
#ksiazki #cytaty #samuraj #droga

8

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/9a/John_of_the_Cross_crucifixion_sketch.jpg/220px-John_of_the_Cross_crucifixion_sketch.jpg

Życie chłostało Jana od Krzyża naprawdę srogo. Bywało też, że chłostało go dosłownie- raz w tygodniu na oczach całej kongregacji, kiedy został porwany i uwięziony w klasztorze w Toledo. Z innych atrakcji, których doświadczył tam przez pół roku, była między innymi cela tak mała, że ledwo się w niej mieścił, albo głodowa dieta- sześć miesięcy o samym chlebie i wodzie. Zakładam jednak, że oferta XVI-wiecznych klasztornych więzień była znacznie szersza.

Pół roku więżą cię, głodzą i regularnie piorą twoi bracia w wierze. Za co? Za to, że byłeś nieposłuszny i nie przestrzegałeś postanowień z Piacenzy. A twoją jedyną motywacją w tym "przewinieniu" była wiara, że uda ci się naprawić coś co przestało działać tak jak powinno. Bez najmniejszej nadziei na przyszłość... (bo ostatecznie Jan uwolnił się spierdalając stamtąd przez niewielkie okienko w sąsiedniej celi, do której dostał się po obluzowaniu drzwi). Czujesz tą sytuację? aidzpanwchuj.png

Być może ktoś czytał mój post sprzed paru dni o eksperymencie Otchłań Rozpaczy https://lurker.land/post/WTZfp9CFA . Kiedy mózg jest pozbawiony stymulacji, samotność napierdala na zupełnie innym poziomie. Powoli opadasz na dno oceanu, a rosnące ciśnienie twoich własnych myśli robi z ciebie karykaturę tego kim byłeś. Jeżeli masz w sobie dość woli życia, a izolacja nie była na tyle silna by zrobić z ciebie roślinę, to negatywna bierność- żal, lęki, "cały świat przeciwko mnie", przekształci się w negatywną aktywność- wkurw, agresja, "ja przeciwko całemu światu". O ile na początku to wręcz ekstatyczne doznanie, to w dłuższej perspektywie nie da się nienawidzić świata bez znienawidzenia siebie jako jego integralnej części. Koniec końców słabo i jak cię to nie zabije, to i tak zostajesz psychicznym inwalidą.

Otóż Jan nie poddał się temu zjawisku. Nie stracił ducha mimo okoliczności, które zmiotłyby z planszy niemal każdego. Mało tego- ukończył tam jeszcze swoją "Pieśń Duchową". Kozak.

Osiem lat później spod ręki Jana wychodzi "Ciemna noc duszy"- jedno z największych dzieł napisanych w długiej historii kościoła. W wielkim skrócie Jan od Krzyża opisuje ten stan "ciemnej nocy", to co daje człowiekowi siłę, by wyjść z tak ciężkiego gówna, a przede wszystkim jak wyjść z niego jeszcze silniejszym. Nie będę spoilerować. Przeczytaj sam, albo przypomnij sobie o tym sympatycznym karmelicie, gdyby akurat świat docisnął Ci butem gardło do ziemi.
#swieci #ksiazki #duchowosc

11

Polecam najnowszą książkę Jacka Międlara. Książka niedawno przyszła i szybko pękło 200 stron. Bardzo cenny zbiór wypowiedzi naszych rodaków o wrogo nastawionym do Polski elemencie wraz z komentarzem i przemyśleniami pana Jacka. Lektury jeszcze nie skończyłem, a już teraz klaruje się w głowie obraz XX wiecznych realiów i ich dzisiejszych następstwach.
#chwalesie #ksiazki #zydzi #polityka #polska

13

Knut Hamsun. Od Noblisty do Hitlerowca.
Knut Hamsun (ur. 1859, zm. 1952) był niewątpliwie najwybitniejszym pisarzem norweskim, a nawet – jak ujął to Andy McSmith na łamach „The Independent” – jedynym autorem z tego kraju znanym na świecie. Miał istotny wpływ na prozę psychologiczną i nurty egzystencjalistyczne. Za powieść Błogosławieństwo ziemi otrzymał w 1920 roku literacką Nagrodę Nobla. Żywot zapewne zakończyłby w chwale, odsłaniając kolejne pomniki na swoją cześć, gdyby nie jeden szczegół. Był zadeklarowanym nazistą. I to takim hardym, gdyż stał się nim jeszcze w czasach, gdy nikt nie słyszał o Hitlerze czy NSDAP.

Już jako młody mężczyzna, w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX wieku, a zatem właśnie w okresie, kiedy ukazały się jego najwcześniejsze i najlepsze powieści, głosił ideę Krwi i Ziemi, przywiązania do kultury agrarnej, w której to ciężko pracujący na swojej farmie rolnik był ucieleśnieniem uczciwości i szlachetności, czego zwieńczeniem była właśnie nagrodzona powieść.

Jego antysemityzm był umiarkowany. Rzadko decydował się na jakąś wypowiedź w tym tonie. Dopiero w czasie wojny postanowił podzielić się z opinią publiczną swoim spostrzeżeniem na temat Roosvelta, nazywając go "Żydem opłacanym przez Żydów”. Prawdziwe działa wymierzał w kierunku Anglików, do których czuł nieprzejednaną pogardę przez całe życie. W jednej ze swoich powieści nazywał Anglię „krajem sportowców, woźniców i zboczeńców”.

Pogardzał brytyjskimi turystami wykazującymi się lekceważeniem, ignorancją i typową dla wyspiarzy wyniosłością. W odczycie wygłoszonym w okupowanym przez nazistów Wiedniu oświadczył: „Nienawidzę Anglików, Brytyjczyków, nienawiścią, która tkwi głęboko we mnie. Nie potrafię sobie przypomnieć abym kiedykolwiek czuł inaczej. Nie oczekuję za to pochwał. Jest to po prostu mój punkt widzenia”.
Wojna
Co oczywiste, stał się gorącym orędownikiem nowopowstałej władzy w Niemczech. Gdy wybuchła wojna i naziści zajęli Norwegię, momentalnie chwycił pióro do ręki i zaczął masową produkcję artykułów zachęcających do współpracy z okupantem. Goebbelsowi podarował swoją noblowską statuetkę. Spotkał się również z Hitlerem. Jego syn zgłosił się na ochotnika do norweskich oddziałów Waffen-SS. Co ciekawe, wbrew woli ojca, gdyż jak przyznał Hamsun "członkostwo w Waffen-SS ma zarówno swoje dobre jak i złe strony".

Najmocniej nabrudził sobie po samobójstwie Fuhrera, gdy postanowił opublikować nekrolog ku jego czci. Możemy w nim przeczytać:
Nie jestem godzien wypowiadać się w imieniu Adolfa Hitlera, nie zapraszam też na żadne sentymentalne wskrzeszanie jego czynów. Hitler był wojownikiem, wojownikiem ludzkości i głosicielem ewangelii sprawiedliwości dla wszystkich narodów. Był reformatorską postacią najwyższej rangi, a jego historyczny los polegał na tym, że funkcjonował w czasach niezrównanej brutalności, która ostatecznie go zawiodła. W ten sposób zwykły zachodni Europejczyk może spojrzeć na Adolfa Hitlera. A my, jego bliscy wyznawcy, pochylamy głowy przed jego dziełem.
Proces
12 czerwca 1945 roku, na cztery dni przed kapitulacją wojsk niemieckich w Norwegii, Knut Hamsun został aresztowany w swoim domu w Norholm na południowym wybrzeżu kraju. Po śledztwie obejmującym szereg przesłuchań i po procesie, 19 grudnia 1947 roku został ukarany grzywną w wysokości 425 tysięcy koron (współczesne 500 000 funtów). Szybko oddalono przeciwko niemu zarzuty kryminalne (zarzut o zdradę stanu), gdyż byłoby to kłopotliwe dla rządu. Posiadał zresztą poparcie w społeczeństwie. Problem, przed którym stanęły wtedy nowe władze i tak naprawdę cały naród norweski, polegał na tym, że oto największy żyjący pisarz tego kraju i najzagorzalszy sympatyk nazizmu okazali się tą samą osobą.

Po burzy mózgów w końcu zapadł werdykt: u Hamsuna dopatrzono się choroby umysłowej. Lekarze, którzy go badali nie zdołali przekonać nawet samych siebie, że ich pacjent jest niepoczytalny, jednakże, wyciągając daleko idące wnioski z uporu, jaki stawiał, z jego ekscentryczności i głuchoty, ostatecznie wydali oświadczenie uznające go „za osobę o trwale upośledzonych władzach umysłowych”, dodając sentencjonalnie, że nie uważają „aby istniała realna groźba powtórzenia się nagannego zachowania.

Hamsun, co było dosyć niespotykane jak na półgłuchego inwalidę umysłowego, w czasie internowania i procesu prowadził dziennik, który został przez niego wydany w formie powieści "Po zarośniętych ścieżkach" w 1949 roku. Trudno dopatrzeć się w niej jakichkolwiek przejawów obłędu. Szydził z lekarzy, którzy go badali i rysował obraz swojego procesu jako nonsensownego cyrku politycznego, w który został wciągnięty wbrew sobie.
Hamsun był geniuszem, który stworzył wiekopomne dzieła literackie, dlatego wielu Norwegom trudno było zrozumieć, jak człowiek takiego pokroju mógł nagle stać się imbecylem. Dodatkowo, jak już wspomniałem, w przypadku Hamsuna trudno było oddzielić grubą kreską jego działalność pisarską od poglądów politycznych, gdyż od najwcześniejszych lat była ona nasączona przyszłymi ideami, które zdominowały Europę w latach 30.

Minęło kilka dekad, aż Norwegowie zrozumieli, że jednak trochę głupio skazać na wieczne zapomnienie swojego najwybitniejszego literata. W 2007 roku zebrano środki na otworzenie muzeum ku jego pamięci. Otwarcie miało miejsce w czasie obchodzonej 150. rocznicy urodzin pisarza „Dni Hamsuna”. Uroczystości obejmowały także szereg wystaw i seminariów naukowych. Zdjęcie Hamsuna trafiło dodatkowo na norweskie znaczki pocztowe.
https://www.frihetskamp.net/wp-content/uploads/2015/10/Hamsun_Berghof-460x258_ny.jpg
Hamsun w czasie delegacji do Niemiec
#jfe #iiwojnaswiatowa #trzeciarzesza #książki

7

Przyszły książki od Grzegorza Płaczka.

Jeśli chcecie sobie przypomnieć pierwsze dni "pandemii", wypowiedzi rządzących i zaobserwować jak kluczyli oni w swoich zeznaniach - to ta książka jest bardzo przydatna.
#grzegorzpłaczek #tosiesamokomentuje #poczytajmimamo #ksiazki #covid19 #covid1984 #pandemia #plandemia

6