Polecam zapoznać się z filmem „dokumentalnym” pt „Krajobraz po Hitlerze”. Pod płaszczykiem przybliżenia powojennego krajobrazu Europy sączy się tu antypolski jad. Zwłaszcza od fragmentu 30;00, gdy mowa jest o komunistycznej prowokacji, czyli pogromie kieleckim.
Przez cały film praktycznie nie wspomina się o Polakach, jako o ofiarach niemieckiej okupacji, co najwyżej pokazują zniszczona Warszawę, a chwilę potem zniszczony Budapeszt i resztę miast, tak, aby widz odniósł wrażenie, że była tam jakaś wojna wymierzona w Żydów, no i między innymi bombardowano przez to różnorakie przybytki.

Całość jest zmontowana w taki sposób, aby Polska wyszła na gniazdo antysemitów. Z jednej strony urywki biednych Francuzów czy Holendrów, którzy na piechotę wracają z niemieckich fabryk, potem dzielni amerykanie i ONZ załatwiające wszystkim biedakom transport lotniczy do swoich ojczyzn, no i nagle bum, mamy Polaków, o, zobaczcie, ledwo wojna się zakończyła, ledwo wyzwolono obozy śmierci, a oni już zaczynają z antyżydowskimi pogromami.

Takich programów na Discovery Historia jest mnóstwo, oczywiście nie muszę chyba nikomu wyjaśniać, że są w całości montowane przez nowojorskie żydostwo, przy znacznym wsparciu amerykanskich kundelkow. Jest to jeden z elementów strategii pt „opluwać Polaków, ile się da, aż w końcu się ugną i zaczną nam płacić”.
https://www.youtube.com/watch?v=175WhB0-QvE
#jfe #zydostwo #iiwojnaswiatowa

11

Prof. Musiał o przekrętach na pożydowskim majątku: Ten proceder był na masową skalę. Powstawały trudniące się tym mafiewpolityce.pl

„Powstawały też mafie na tej płaszczyźnie, gdzie ubecja wiedziała, jakie majątki są bezspadkowe i szukano podobnego nazwiska wśród tych, którzy przeżyli Holokaust, wypisywano, że to jest rodzina, przejmowano ten majątek i szybko sprzedawano. Chodziło o to, żeby szybko sprzedać i oczywiście byli kupcy, którzy chętnie to kupili za korzystną cenę. To było normalne. Ten proceder był na skalę masową. Ci ludzie przeważnie kupowali to w dobrej wierze i to są akty notarialne i to teraz odwrócić i stwierdzić, gdzie było oszustwo jest po prostu niemożliwe” – powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Bogdan Musiał, historyk https://wpolityce.pl/polityka/557930-musial-o-przekretach-na-pozydowskim-majatku-byly-masowe
#iiwojnaswiatowa #zydzi #holokaust #prl

8

Żyd Żydowi Żydem. W roli głównej dr Rudolf Kastner.
(Rozsyłajcie ten wpis gdzie się da, niech ludzie wiedzą, jaką rolę odegrali Żydzi w swojej własnej zagładzie)
Fragment londyńskiego Daily Herald z lutego 1961 roku:
"Jestem Żydem - rozpoczyna swe wspomnienia pan Rudolf Verba - i mimo to, a właściwie tylko i wyłącznie dlatego, oskarżam pewnych przywódców żydowskich o jedną z najbardziej potwornych zbrodni wojennych. Ta mała grupa quislingów wiedziała przez cały czas, co dzieje się z ich braćmi w hitlerowskich komorach gazowych, ale kupowali swoje własne życie za cenę milczenia. Między nimi był dr Rudolf Kastner, przywódca Judenratu Budapesztu, który zabierał głos w imieniu wszystkich Żydów węgierskich. w czasie, kiedy byłem więźniem numer 44070 w Oświęcimiu - ten numer pozostaje na mojej ręce do dziś - dokonałem dokładnych statystyk eksterminacji. Zebrałem te dane statystyczne i zabrałem ze sobą podczas ucieczki z Oświęcimia w 1944 roku.

Dane te byłem w stanie dostarczyć do przywódców syjonistów węgierskich. Na trzy tygodnie przed tym, jak Eichmann wysłał pierwsze transporty do gazu… Kastner poszedł do Eichmanna i powiedział… »Wiem o waszych planach, oszczędź tych, których wybiorę, a zachowam milczenie«… Eichmann nie tylko zgodził się, ale przebrał go w mundur SS-mana i zawiózł do Belsen w celu odszukania niektórych przyjaciół. Kastner zapłacił Eichmannowi wiele tysięcy dolarów. Z tą małą fortuną Eichmann był zdolny kupić sobie wolność po upadku Niemiec i urządzić się w Argentynie."
Zaledwie 150 SS-manów oraz 5000 węgierskiej Żandarmerii było w stanie wywieźć do Oświęcimia 800 tysięcy węgierskich Zydów…Jak??? Ano, zaczęli od rodzinnego miasta pana dra Kastnera, będącego domem dla przeszło 20 tysięcy Żydów. Żydzi ci dowiedzieli się, że zostaną przesiedleni z getta do strefy pod niemiecką okupacją, do miejscowości Kenyermeze (węg. Chlebowe Pole). Tam wszyscy dostaną pracę w fabrykach i na roli. Mogą jechać z całymi rodzinami, wszyscy razem.

Całe miasto żyje w podnieceniu, domysły, plotki, fantastyczne i urojone rozwiązania. Najważniejsze, że Hitler potrzebuje Żydów; źle mu idzie wojna i doszedł w końcu do przekonania, że Żydzi pracując są mu bardziej potrzebni. Miasto wypełnione do reszty wszystkim, plotkami, gorączką pakowania, trochę niepokojem… ale nie… żadnym strachem. Pierwszy transport odszedł, po parunastu dniach napłynęły listy i widokówki. Kenyermeze - to cudowne miejsce, mieszkania świetne, praca świetna… W ogóle - świetnie! Pozdrowienia dla wszystkich! Czekamy!!… Czy ktoś - nawet największy sceptyk - mógł przypuszczać, że to jedno wielkie oszustwo??? Że Kenyermeze - to Oświęcim, że ich sąsiedzi, bliscy, krewni to pył… marny pył… Że listy - z grobów…

W Budapeszcie szefowie obdarzają pana dra Kastnera przywilejami bycia… zwykłym człowiekiem. Mieszka w nieoznakowanym domu, nie musi nosić żółtej opaski, może jeździć autem gdzie chce, po całym Budapeszcie. Do czasu. Widocznie Węgrów musiała krew zalać na widok Żyda z takimi przywilejami, bo zamykają go za łamanie przepisów dotyczących wszystkich zwykłych ludzi, w tym zwykłych Żydów. I oto dzieje się rzecz niesłychana. Jakby ręce samego pułkownika SS Eichmanna były w Budapeszczie za krótkie, uwolnienie następuje na osobistą interwencję Herr Vezenmayera - osobistego przedstawiciela Hitlera na Węgry.

Kastner dokładnie rozpoznaje co znaczy ów gest dobrej woli. W raporcie do Kongresu Syjonistycznego w Bazylei pisze: "Wbrew naszej wrodzonej skromności, musimy sobie powiedzieć, że jeżeli Eichmann robi nam drobne przysługi, jeżeli osobisty przedstawiciel Hitlera interweniuje w naszej sprawie u rządu Węgier, jest pewnym, że nie czynią tego z własnej woli. Ale na pewno muszą słuchać wyższych władz Niemiec. A to znaczy, że my, Komitet Ratunkowy mamy swoje miejsce w ich planach"

Na swoim izraelskim procesie płk. SS Eichmann zeznaje:
"Dr Kastner był prawie w moim wieku, zimny jak lód prawnik i fanatyczny syjonista. Zgodził się nam pomóc w niedopuszczeniu do oporu Żydów przed deportacją, a nawet utrzymywać porządek w obozach zbiorczych - jeżeli przymkniemy oczy na parę setek lub tysięcy młodych Żydów emigrujących nielegalnie do Palestyny. To był dobry interes. Za utrzymanie spokoju w obozach, dla mnie cena nie była wcale wysoka. Wierzyliśmy sobie nawzajem, całkowicie. Kiedy przebywał ze mną palił papierosy, jak w kawiarni. Podczas rozmów palił aromatycznego papierosa za papierosem, wyciągając je ze srebnej papierośnicy i przypalając srebrną zapalniczką. Z tą jego ogładą i zachowaniem rezerwy, mógłby być idealnym oficerem Gestapo.
Kastner był gotów poświęcić tysiące, setki tysięcy swych własnych pobratymców dla osiągnięcia swych politycznych celów "Możesz mieć wszystkich innych - powiedział - ale tych muszę mieć ja". No, a ponieważ pomógł nam utrzymać wszystko w spokoju, pozwoliliśmy na ucieczkę jego grupie. Poza tym, jakie znaczenie miała dla mnie ta mała grupka tysiąc lub cośtam Żydów… To była dżentelmeńska umowa, pomiędzy mną a Kastnerem."
Fragment książki "Żydowscy zbrodniarze wojenni", strona 64
#jfe #żydzi #iiwojnaswiatowa

12

Wojenne cmentarzyska dzwonów.


Przeciągająca się I wojna światowa powodowała, że braki metali stały się bardzo dotkliwe.
Berlińskie Ministerstwo Wojny zarządziło przekazanie wszystkich metali, w tym miedzi, mosiądzu, cyny, cynku itp., potrzebnych do produkcji amunicji i uzbrojenia. Niezastosowanie się mogło być karane rokiem więzienia.
Po garnkach, patelniach i posągach przyszła kolej dzwony kościelne. Na mocy dekretu wszystkie parafie w Rzeszy Niemieckiej zostały początkowo poproszone o dostarczenie wykazu wszystkich posiadanych przez nie dzwonów z brązu lub innych stopów miedzi.
W zależności od ich wartości historycznej przypisywano je do jednej z trzech kategorii. Dzwony grupy A o małej wartości kulturowej zostały natychmiast przetopione. Grupa B o umiarkowanej wartości kulturowej i historycznej została początkowo wstrzymana, a dzwony z grupy C uznano za chronione.



Kościoły mogły używać dzwonów o średnicy mniejszej niż 25 cm. Oszczędzono także dzwonki używane do celów sygnalizacyjnych na kolei i na statkach.

W czasie II wojny światowej administracja zaklasyfikowała dzwony do typów A, B, C i D. Typy C i D reprezentowały dzwony wartościowe historycznie. Podczas gdy A i B trzeba było oddać natychmiast, dzwony typu C zostały wstrzymane w oczekiwaniu na zbadanie przez historyków sztuki pod kątem ich wartości kulturowej, natomiast typu D były chronione. W każdym kościele dozwolony był tylko jeden dzwon.

Po zdjęciu dzwonów z wież statki i pociągi towarowe przewoziły je do hut w Hamburgu, Oranienburgu, Hettstedt, Ilsenburgu, Kall i Lünen. Huty miały duże powierzchnie magazynowe, w których dzwony czekały na zabranie do pieca i przetopienie Nazywano je cmentarzami dzwonowymi lub Glockenfriedhof.

Szacuje się, że podczas I wojny światowej przetopiono około 65 000 dzwonów o łącznej wadze 21 000 ton, a kolejne 45 000 w czasie trwania II wojny światowej.
Po zakończeniu II wojny światowej pozostało około 13.000 dzwonów, które zostały skonfiskowane, ale nie przetopione.


W 1947 r. władze alianckie powołały komitet pod nazwą Ausschuss für die Rückführung der Glocken (lub ARG), którego celem była ochrona pozostałych dzwonów i koordynacja ich powrotu do swoich parafii. ARG zaangażowała się w zwrot dzwonów tylko do francuskich i sowieckich stref okupacyjnych. Zwrot dzwonów skonfiskowanych w późniejszych latach wojny z terytoriów okupowanych (Belgii, Francji, Włoch, Holandii, Austrii, Polski, Czechosłowacji i Węgier) był nadzorowany przez władze okupacyjne.
W ciągu zaledwie sześciu lat prawie wszystkie dzwony, które udało się zidentyfikować, zwrócono dawnym gminom i parafiom.
#iwojnaswiatowa #iiwojnaswiatowa #historia #kosciol #niemcy

14

Tajemniczy obóz Himmlera
Zamek w Wewelsbergu był wyłączna własnością Heinricha Himmlera. Ukryty w gęstych lasach, z dala od Berlina i Monachium, pozwalał Reichsfuhrerowi na pełnie władzy. Prywatne lenno. Niedaleko w okolicy znajdował się tajemniczy obóz koncentracyjny. Himmler świadomie utrzymywał jego istnienie w tajemnicy i dołożył wszelkich starań, aby nie widniał on na żadnych z map. Nawet w powojennych archiwach z trudem trafiono na jego ślad.

Pierwotnie powstał jako obóz pracy przymusowej, a więźniowie mieszkali wówczas w namiotach. Himmler finansował go pierwotnie nie z funduszy Rzeszy, ale ze środków prywatnego sponsora, Towarzystwa Ochrony i Konserwacji Zabytków Niemieckiej kultury, utworzonego przez Himmlera do celów renowacji i rozbudowy zamku w Wewelsbergu.
Himmler planował utworzyć tu ośrodek szkoleniowy dla SS, wraz z akademia, w której wyżsi oficerowie przechodziliby szkolenie ideologiczne, oraz punkt badań naukowy dla archeologów. W oczach Himmlera cały przybytek miał stać się czymś w rodzaju germańskiej mekki (jedna z sal została przerobiona na bibliotekę, w której znajdowało się ponad 20 tysięcy książek, do tego do tego niezliczone ilości komnat i sale muzealne ze szklanymi gablotami rzymskie monety czy trzymetrowy szkielet ichnozaura).

Pierwsza grupa przymusowych robotników liczyła zaledwie 70 osób, dopiero wraz z nasileniem budowy liczba urosła do kilkuset więźniów, którzy byli przewożeni z obozu Sachsenhausen. Praktycznie wszyscy należeli do świadków Jehowy. W Rzeszy stanowili specjalną grupę społeczna – swojego losu mogli uniknąć przez zadeklarowanie lojalności wobec Hitlera, co jednak kłóciło się z ich światopoglądem, dlatego decydowali się na obozowe męczeństwo.

Kiedy liczba robotników przekroczyła piec tysięcy, Himmler zbudował dla nich we wsi osobny, duży obóz, który nazwał Niederhagen (nazwa pochodziła od lasu sąsiadującego z zamkiem).
Himmler uciekał się do rozmaitych wybiegów, które zapewniały mu finansowanie renowacji zamku ze środków państwowych, nawet wówczas, gdy prowadzonych prac nie dało się zaliczyć do wydatków wojennych. W odróżnieniu do innych obozów budowanych zwykle w pobliżu fabryk zbrojeniowych, kamieniołomów czy cegielni, himmlerowski wyróżniał się wspomniana lokalizacja.

Obozowe warunki niebyły co prawda tak koszmarne jak np. w Dachau, jednak i tak zginęło tam w ciągu roku 800 osób, pracując przy wydobyciu kamienia potrzebnego do rozbudowy Wewelsbergu. W związku z dużą śmiertelnością (1/4 więźniów) Himmler zbudował przy obozie krematorium, gdyż te znajdujące się w pobliskim Dortmundzie i Bielefeld nie nadążały z kremacją tak wielkiej liczby ciał.
https://tiergartenstrasse4.org/photos/36/b7485d28f532689be3fba558542c6156_image_document_large_featured_borderless.jpg.jpg
#himmler #jfe #iiwojnaswiatowa

9

Arkadiusz Mularczyk przyznał dzisiaj w radiu, ze trwaja prace nad wnioskiem o odszkodowanie za niemieckie zniszczenia Polski w czasie #iiwojnaswiatowa, według wyliczen, ktore podał wychodzi, ze kwota, jakiej bedzie domagac sie Polska od Niemcow to około 700 miliardow dolarow. Praca w toku, wszak to wszystko musi zostac fachowo przygotowane i sam Mularczyk pozytywnie zapatruje sie na przedstawienie takiego wniosku w sejmie, potem głosowanie itp

Inicjatywa moim zdaniem swietna. Raz, ze podobny temat podniosła ostatnio Grecja, dwa, wokoł Polski, oczywiscie jak zwykle za sprawa zydostwa, znowu narasta aura fałszu i pomowien zwiazanych z holokaustem. Merkel i cała niemiecka swita sa wobec tej antypolskiej nawałnicy nastawieni tak, jak sowieci przy Powstaniu Warszawskim - czekaja, az sie wykrwawimy, tym razem pod wzgledem PRowym, zbierajac tym samym na siebie ich winy. Polskie roszczenia (nigdy tak naprawde nie uregulowane) musza wybrzmiec w przestrzeni medialnej, jako swoista kontrofensywa na zydowski fałsz.
https://s.france24.com/media/display/94717d2c-fcaa-11e8-9085-005056bff430/w:1280/p:16x9/merkel__0.webp
#polityka #jfe #4konserwy #zydostwo

12

ORP Błyskawica wraca z remontuwiekdwudziesty.pl

24 czerwca 2021 roku przeprowadzono operację holowania muzealnego niszczyciela ORP Błyskawica. Od marca jednostka przechodziła kompleksowy remont w PGZ Stoczni Wojennej.
#polska #gdynia #morskapolska #historia #ciekawostkihistoryczne #iiwojnaswiatowa #marynarkawojenna
https://wiekdwudziesty.pl/orp-blyskawica-wraca-z-remontu/

5



Dwaj niemieccy żołnierze i mieszkaniec bułgarskiej wsi
#ciekawostki #fotohistoria #iiwojnaswiatowa

8

"Pewnego wieczoru, około godziny dziesiątej, do naszego stanowiska dowodzenia przybył kapelan, by odprawić mszę. Był to doskonały pomysł. Telefoniści, kucharze i łącznicy byli zachwyceni. Ale to nie oni najbardziej potrzebowali duchowego wsparcia.
Poprosiłem dzielnego księdza, żeby poszedł ze mną na wysunięte pozycje. Spędził noc szorując brzuchem po zagonach. Przerażały go kule, które świstały nad głowami. W pewnej chwili utknął w jakiejś dziurze. Musiałem zawrócić po niego:
— Ojcze! czy wierzy Ojciec w Raj?
— Tak…
— I tak się Ojciec boi tam trafić?…
Dzielny człowiek musiał przywołać upodobanie do niebiańskich wędrówek i dalej czołgać się za mną... Pociski tańczyły nad nami. Co chwilę przyklejaliśmy się do gruntu.

Kule uderzały w ziemię. W końcu dotarliśmy do niewielkich jam, gdzie gnieździły się czujki. Przejmowałem po kolei karabiny kolegów, którzy za moimi plecami spowiadali się i przyjmowali komunię. Starałem się nie słuchać, kiedy wyznawali najcięższe grzechy.
A potem ruszaliśmy do następnego okopu, do kolejnej jamy, do następnej ubłoconej postaci, która w głębokiej tajemnicy przeistaczała się pod wpływem malutkiej białej hostii, wznoszonej na krótką chwilę zaledwie kilkadziesiąt metrów od Bolszewików.

Nieszczęsny kapelan nie mógł już dalej posuwać się ze zmęczenia i strachu. Z dziesięć razy prawie nas skoszono. O drugiej nad ranem odprowadziłem go na tyły. Czas był już najwyższy. Powoli wstawał dzień. Księżulo wycierał chustką twarz i wznosił do nieba modlitwy dziękczynne: Deo Gratias! Deo Gratias! powtarzał bez przerwy. Święci, którzy pełnili tej nocy straż, ubawili się tam, w górze, na swoich pozycjach u rajskich bram…"

Fragment "Front Wschodni" Leona Degrelle
#degrelle #jfe #iiwojnaswiatowa #wiara
na zdjęciu Degrelle wraz z resztą walońskich żołnierzy w czasie mszy polnej
https://i.pinimg.com/564x/14/89/9c/14899cea8875399c6a755dce8c64a04f.jpg

13

Fragment wspomnień Heinza Guderiana
W 1936 roku siedzieliśmy z Hitlerem na tarasie jakiejś kawiarni w Monachium. Sprzedawca gazet zaoferował nam kilka ilustrowanych pism. Na pierwszej stronie jednego z nich ukazanych było 200 rosyjskich spadochroniarzy zrzuconych z samolotu w całej grupie. Wybuchneliśmy śmiechem, myśląc, że chodzi o jakiś wielki bluff, ponieważ ci ludzie stawali się wspaniałym celem dla snajperów.

Jedynie Hitler zachował powagę. Kazał sobie przynieść nożyczki, wyciął fotografię i bez słowa schował ją do kieszeni. Wiem, że dwa dni później wezwał Goeringa i podsunął mu zarys instrukcji stworzenia pierwszego niemieckiego pułku spadochroniarzy. Po pierwszych sukcesach, jakie Hitler odniósł w Polsce, a potem w Norwegii, jego wiara we własną nieomylność tylko wzrosła. Stał się niezwykle drażliwy i brutalnie reagował, gdy ktoś "obrażał jego geniusz", to znaczy ośmielał się mieć inne niż on zdanie.

Niemniej, zimą 1939-1940, gdy chciał rozpocząć generalną ofensywę przeciw Francji, po raz kolejny natknął się na opór szefów Wehrmachtu. Tłumaczyli mu oni, że trudności terenowe w Eifel i w Ardenach praktycznie wykluczają kampanię zimową i że, z drugiej strony, większość oddziałów niemieckich nie jest jeszcze dostatecznie wyszkolona do przeprowadzenia takiej kampanii. Hitler po raz kolejny uznał te zastrzeżenia za tchórzostwo i wygłosił w związku z tym incydentem sensacyjne przemówienie (listopad 1939).

Goering znał swego szefa lepiej niż inni, ale nigdy nie przeciwstawiał mu się wprost. On również był zdania, że ta zimowa kampania byłaby nieszczęściem. Sprytny jak zwykle, wstrzymał się z wyrażeniem swej opinii. Czekał spokojnie i w przeddzień wyznaczonej do ataku daty oznajmił Hitlerowi, że Luftwaffe nie jest w stanie uczestniczyć w operacji z powodu zbyt niesprzyjających warunków atmosferycznych.

Powtórzył tę małą grę trzykrotnie. W końcu ofensywa została odłożona. Hitler był jednak urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. To on zadecydował o natarciu przez Ardeny, aby otworzyć rygiel, wokół którego obracały się francuskie armie z północy i ze wschodu. Wbrew wszelkim oczekiwaniom wydarzenia przyznały mu rację. Ten sukces ostatecznie go upoił. Od tej pory osobiście kierował wszystkimi operacjami i nie tolerował żadnego sprzeciwu wobec swych rozkazów. W tym samym czasie jego nieufność do większości szefów Wehrmachtu znacznie wzrosła, osiągając wymiar obsesji.
https://memegenerator.net/img/images/16299000.jpg
#jfe #fuhrer #iiwojnaswiatowa

11

Niemcom od samego początku okupacji Francji zależało na pokazaniu wszystkim mieszkańcom (a szczególnie Paryżanom), że są przedstawicielami światłych Germanów, którzy przewyższają lokalsów nawet pod względem dbałości o zabytki. W grudniu 1940 roku, na osobiste polecenie Hitlera, postanowiono sprowadzić do Paryża szczątki syna Napoleona, które dotychczas znajdowały się od ponad 100 lat w starodawnej, wiedeńskiej krypcie Capuchino.
Całością prac kierował były ambasador Niemiec w stolicy Francji, Otto Abetz (zagorzały francuzofil, studiował nad Sekwaną, jego żoną była rodowita Francuzka). W świetle płonących pochodni (Niemcy zadbali oczywiście o odpowiedni teutoński charakter całej ceremonii) o północy 15 grudnia 1940 roku uroczysty żałobny orszak ruszył w kierunku Placu Inwalidów. Zwłoki Franciszka Bonaparte, księcia Rzeszy, spoczęły u boku jego wielkiego ojca.
#jfe #iiwojnaswiatowa #trzeciarzesza #vichy

15