Biologiczny ojciec bez praw. Jego dziecko trafi na Ukrainę przez bierność państwa.

Historia 42 letniego Sebastiana z Raciborza pokazuje brutalną prawdę o polskim prawie rodzinnym. Mężczyzna, który jest biologicznym ojcem dziecka, został przez system zepchnięty na margines, pozbawiony kontaktu z córką i możliwosci obrony swoich praw. Testy DNA jednoznacznie potwierdzają jego ojcostwo, a mimo to od ponad roku nie widział własnego dziecka. Państwo w tej sprawie stoi po stronie formalnej fikcji, a nie biologicznej i emocjonalnej rzeczywistości.

Matka dziecka wskazała jako ojca swojego nowego męża, a on podpisał się pod tym oświadczeniem. Prawo na to pozwala. Nie ma sankcji karnych, nie ma odpowiedzialności za świadome podanie nieprawdy w tak fundamentalnej sprawie jak ojcostwo. Adwokaci wprost przyznają, że kobieta może wskazać dowolnego mężczyznę, a biologiczny ojciec zostaje z niczym, dopóki nie przejdzie wieloletniej drogi sądowej. To systemowe przyzwolenie na krzywdę.

Pan Sebastian dowiedział się o narodzinach córki z mediów społecznościowych. Gdy rozpoczął walkę o dziecko, prokuratura przez ponad pół roku przetrzymywała sprawę, a on sam był traktowany wyłącznie jako świadek. Formalnie nie istnieje jako ojciec, więc nie ma prawa do informacji, decyzji ani kontaktu.

Najbardziej niepokojące są wypowiedzi matki dziecka. Wprost zapowiada wyjazd na Ukrainę, by uniemożliwić ojcu jakikolwiek kontakt z córką, nawet jeśli sąd potwierdzi jego ojcostwo. Prawo rodzinne okazuje się bezradne wobec takiego działania, a dziecko staje się narzędziem w sporze dorosłych.

W tej historii nie chodzi tylko o jednego mężczyznę. Chodzi o tysiące ojców, którzy zostali wyeliminowani z życia własnych dzieci przez wadliwe przepisy i urzędniczą obojętność. Biologiczne ojcostwo nie daje dziś realnej ochrony. Liczy się podpis, procedura i wygoda jednej strony. Dobro dziecka jest tylko hasłem, które znika w zderzeniu z praktyką. Państwo, które nie chroni prawa dziecka do obojga rodziców i prawa ojca do relacji z własnym dzieckiem, samo produkuje dramaty, frustrację i poczucie niesprawiedliwości

#polska #polacy #politka #politycy #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainizacjapolski

15

Ukraińska spółka sięga po polskie „skarby”. Idzie po węgiel i metale ziem rzadkichnczas.info

Ukraińska spółka Coal Energy planuje uruchomienie wydobycia węgla na Górnym Śląsku oraz odzysk cennych metali ziem rzadkich. Surowiec ma trafiać głównie na eksport, wspierając ukraińskie fabryki i przemysł.

Coal Energy, spółka z ukraińskim kapitałem, która przed laty zarządzała dziesięcioma kopalniami w Donbasie, chce ponownie samodzielnie wydobywać.

Tym razem firma stawia na Polskę, a konkretnie na Górny Śląsk. Do tej pory holding działał u nas głównie jako dostawca usług dla sektora górniczego, ale teraz zamierza sięgnąć po własne zasoby. Przede wszystkim chce eksploatować złoża Bobrek-Miechowice. Prezes Wiktor Wiśniowiecki potwierdził, że przygotowania formalne są już na bardzo zaawansowanym etapie.

Spółka zamierza złożyć wniosek o koncesję na prace geologiczno-rozpoznawcze jeszcze w 2026 roku. Uzyskała już pozytywną opinię prawną, co oznacza, że firma ma realne szanse na uzyskanie wszystkich niezbędnych pozwoleń. Po uzyskaniu koncesji wydobywczej firma będzie mogła ubiegać się o komplet decyzji administracyjnych.

Ukraińcy nie planują masowej produkcji, lecz wydobycie węgla na stosunkowo niewielką skalę – od 12 do 25 tysięcy ton miesięcznie. Taka ilość surowca ma bez trudu znaleźć nabywców poza granicami Polski. Głównym kierunkiem eksportu ma być Ukraina, a konkretnie tamtejsi producenci cementu, cukru oraz ceramiki.

Coal Energy interesuje się także metalami ziem rzadkich. Wykorzystuje się je w produkcji elektroniki, samochodów elektrycznych oraz w sektorze zielonej energii. Polska, ze swoimi licznymi hałdami pogórniczymi, jest dla Ukraińców niezwykle atrakcyjnym terenem.

Choć ten kierunek jest obecnie na etapie wstępnych analiz, to w niedalekiej przyszłości może stać się głównym źródłem dochodu ukraińskiej firmy.

http://nczas.info/2026/01/21/ukrainska-spolka-siega-po-polskie-skarby-idzie-po-wegiel-i-metale-ziem-rzadkich/

#Polska #ukraina #wegiel

18

Jakbyście chcieli zobaczyć prawdziwego błazna. On się nie musi przejmować ogrzewaniem, bo "jego prezydent, Rafał Trzaskowski buduje linie metra".

http://jbzd.com.pl/obr/4372653/iq-99999999999999999999999999

Nie wiem nawet co tu się odwaliło

#polska #polityka #bekazlewactwo

18

Nawrocki dostał propozycję od Trumpa. Podobna oferta na stole w Budapeszcie, Moskwie i Mińskunczas.info

Zdjęcie

Prezydent Karol Nawrocki otrzymał od prezydenta Donalda Trumpa zaproszenie do udziału pracach Rady Pokoju – poinformował szef prezydenckiego BPM Marcin Przydacz. Będzie to przedmiotem rozmów ze stroną amerykańską w najbliższym czasie – dodał.

– Mogę potwierdzić, że prezydent Karol Nawrocki otrzymał zaproszenie do udziału w pracach tejże Rady od Donalda Trumpa – powiedział Przydacz na poniedziałkowym briefingu prasowym pytany o doniesienia portalu Onet o takim zaproszeniu.

Dodał, że „będzie to przedmiotem rozmów ze stroną amerykańską już w najbliższym czasie”.

– Co do finalnych decyzji proszę pozwolić, aby najpierw strona amerykańska poznała odpowiedź prezydenta RP – powiedział szef BPM.

Rzecznik MSZ Marcin Wewiór przekazał dziennikarzom w poniedziałek, że resort spraw zagranicznych pośredniczył w przekazaniu zaproszenia. „Mogę tylko potwierdzić, że MSZ pośredniczyło w przekazaniu zaproszenia adresowanego do pana prezydenta” – przekazał Wewiór.

Rada ma przede wszystkim nadzorować realizację planu pokojowego Trumpa dla Strefy Gazy, ale nie wyklucza się, że zajmie się też innymi konfliktami międzynarodowymi, w tym wojną na Ukrainie i sytuacją w Wenezueli. Na czele Rady ma stać Trump, a według części mediów stałe członkostwo w niej ma kosztować ponad 1 mld dolarów w gotówce.

Rosja i Białoruś wśród zaproszonych

Zaproszenie do Rady opublikował w niedzielę węgierski premier Viktor Orban, a według agencji AFP otrzymało je około 60 krajów, w tym m.in. Egipt, Turcja i Kanada.

Zaproszenie do Rady Pokoju dostał także Władimir Putin, o czym Kreml poinformował w specjalnym komunikacie.

– Rzeczywiście, prezydent Putin otrzymał za pośrednictwem kanałów dyplomatycznych zaproszenie do wejścia w skład Rady Pokoju. Spodziewamy się w najbliższym czasie kontaktu ze strony amerykańskiej w celu wyjaśnienia wszystkich niuansów – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

O propozycji od Trumpa poinformowało także MSZ Białorusi. Rzecznik tamtejszego resortu Rusłan Warankow powiedział, że Alaksandr Łukaszenka „z zadowoleniem przyjął” zaproszenie.

http://nczas.info/2026/01/19/nawrocki-dostal-propozycje-od-trumpa-podobna-oferta-na-stole-w-budapeszcie-moskwie-i-minsku/

#trump #usa #Polska #nawrocki #bialorus #rosja #putin

14

Dzisiaj 9. rocznica śmierci śp. posła Rafała Wójcikowskiego w wypadku samochodowym. Sprawa tajemnicza, co myślicie o tym?

#polska #prawica #politycy

7

Cudzoziemcy zrównani z Polakami. Ukraińcy potwierdzają równe prawa do mieszkań socjalnych.

Ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy samo przyznało, że obywatele Ukrainy w Warszawie mają taki sam dostęp do mieszkań komunalnych i socjalnych jak obywatele Polski.

W komunikacie wprost potwierdzono, że Ukraińcy mogą ubiegać się o lokale finansowane z publicznych środków na identycznych zasadach jak Polacy, a obywatelstwo nie ma żadnego znaczenia. To kluczowe, bo oznacza faktyczne zrównanie cudzoziemców z obywatelami państwa polskiego w dostępie do jednego z najbardziej deficytowych dóbr socjalnych. Cudzoziemcy konkurują z Polakami o mieszkania socjalne i komunalne na dokładnie tych samych zasadach, mimo że nie są obywatelami Rzeczypospolitej i nie ponoszą takich samych obowiązków wobec państwa.

Ten komunikat nie uspokaja sytuacji, lecz ją potwierdza. Równość w dostępie do lokali socjalnych stała się faktem. W warunkach wieloletniego deficytu mieszkań, kolejek liczonych w latach i dramatycznej sytuacji tysięcy polskich rodzin oznacza to realne wypychanie obywateli na dalszy plan.

Państwo powinno w pierwszej kolejności zabezpieczać potrzeby własnych obywateli, pojawiają się pouczenia i oskarżenia o rzekome „napięcia społeczne”, kierowane z zewnątrz, przy jednoczesnej akceptacji zrównania cudzoziemców z Polakami w dostępie do publicznych zasobów. To jest prawdziwy powód rosnących antagonizmów!

#polska #politka #politykaspoleczna #politykazagraniczna #ukraincy #ukrainizacjapolski

21

O sprawie informuje portal plotkarski Republiki BlaskOnline

#polska #kanalzero #stanowski

7

Ostatni Żołnierz Niezłomny. Był wielkim bohaterem zbrojnego antykomunistycznego ruchu oporunczas.info

Józef Gryga nie był wielkim bohaterem zbrojnego antykomunistycznego ruchu oporu, jak setki innych polskich partyzantów – Żołnierzy Niezłomnych – tych poległych w walkach z komunistami z bronią w ręku czy zabitych w więzieniach UB–MBP. W partyzanckich oddziałach i grupach Józef Gryga przebywał i walczył z różnymi przedstawicielami komunistycznych władz w sumie tylko przez 8–9 miesięcy – w dwóch okresach, w latach 1946–1947: od połowy kwietnia do około 20 października 1946 r. i od kwietnia do 25 czerwca 1947 r. Potem już tylko ukrywał się i co kilka lub kilkanaście miesięcy przy pomocy 1–3 współpracowników lub w pojedynkę, przeprowadzał zbrojne akcje zaopatrzeniowe na wiejskie sklepy GS i inne komunistyczne spółdzielnie i obiekty – aż do końca października 1964 r. Ale Józef Gryga ps. „Twardy”, „Partyzant” był w latach 1963–1966 (już po zastrzeleniu 21 października 1963 r. przez grupę operacyjną MO i SB sierżanta Józefa Franczaka pseud. „Lalek”) ostatnim na ziemiach polskich ukrywającym się jeszcze i przemieszczającym wraz z bronią palną byłym partyzantem antykomunistycznego podziemia.

Od wiosny 1946 r. do sierpnia 1966 Józef Gryga był zawsze dobrze uzbrojony – miał zawsze przy sobie pistolet Walther z amunicją, a niekiedy też pistolet maszynowy – niemiecki MPi wzór 44, kilka granatów i inną broń. Większość tej broni przechowywał w kilku skrytkach do sierpnia 1966 r. W niektórych latach, np. 1949–1954 i 1964–1966, co kilka dni lub tygodni przemieszczał się z jednej wsi do innej – do różnych swoich współpracowników i znajomych. Józef Gryga był także ostatnim z polskiego zbrojnego niepodległościowego podziemia, który został schwytany przez MO i SB. Był poszukiwany przez służby komunistycznego państwa, mniej lub bardziej intensywnie, od końca września 1945 r. do sierpnia 1966. Został ujęty i aresztowany dopiero 8 sierpnia 1966 r. i to zupełnie przypadkowo.

Józef Antoni Gryga urodził się 26 sierpnia 1923 r. we wsi Wapniska koło Biecza w powiecie Gorlice (współcześnie to część Biecza). Był synem Karoliny Podkulskiej z domu Gryga (ur. w 1896 r. i zmarłej 26 września 1984 r.) i Antoniego. Do pierwszych dni września 1945 r. mieszkał wraz z matką i młodszą siostrą Anną w starym domu w Wapniskach 45. Od połowy września 1945 r. – od dnia, w którym otrzymał kartę powołania do „ludowego” wojska, ukrywał się. W tym pierwszym okresie ukrywania się i konspiracji, tj. do lipca 1946 r., nosił pseudonim „Jędrek”, którego używał od roku 1943 lub 1944 – jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Bo od roku 1943 lub 1944 należał do jakiejś konspiracyjnej grupy AK w okolicy Biecza. Zachowały się bowiem krótkie kartoteczne zapisy kilku jednostek UB i MO, jak np. KW MO i WUBP w Rzeszowie i KW MO i WUBP w Krakowie, wskazujące na bliżej nieokreślone członkostwo Józefa Grygi w AK, jak np. „nieujawniony członek AK”, „członek AK ps. »Jędrek«” itp. W jednym z dokumentów UB zapisano, że ówczesny przełożony „Jędrka” w AK nazywał się Jan Duda. W innych zapisano, że (20-letni wówczas) Józef Gryga w roku 1943 został zabrany do przymusowej pracy w niemieckiej Baudienst (Służbie Budowlanej w Generalnym Gubernatorstwie). Po jakimś czasie uciekł z tej Służby i przymusowej pracy z okolic Krakowa i powrócił w rodzinne strony, gdzie się ukrywał.

Józef Gryga „Jędrek” od połowy września 1945 r. do połowy kwietnia 1946 ukrywał się przed komunistycznym wojskiem i MO we wsiach powiatu Gorlice, pow. Tarnów i pow. Jasło. Od jesieni 1945 r. jego towarzyszami w tym ukrywaniu się byli jego rówieśnicy: Lucjan Goleń, Eugeniusz Michalec i Stanisław Lenard. Razem tworzyli „bandę Grygi” (według określeń UB i MO), która gromadziła broń, amunicję i zapasy żywności. Lucjan Goleń ps. „Lutek”, ur. 6 lipca 1923 r. we wsi Szerzyny, od lata 1946 r. „członek dywersyjnej grupy” AK–WiN z pow. Jasło pod dowództwem Józefa Mitoraja pseud. ,,Sowiński” (jak to zapisał PUBP w Tarnowie), w 1947 r. został ujęty i skazany na 5 lat więzienia. Eugeniusz Michalec, ur. 8 lipca 1925 r. we wsi Binarowa, dn. 2 kwietnia 1947 r. ujawnił się w powiatowym UB w Gorlicach w ramach urzędowej „amnestii”, ale jeszcze w latach 1954–55 był rozpracowywany przez UB z Gorlic jako „członek bandy NSZ” (tajnie współpracował z J. Grygą do 1952). A Stanisław Lenard „Huragan”, ur. 18 września 1924 r. w Bieczu, po zaprzestaniu wspólnych akcji z J. Grygą i innymi (około 20 października 1946 r.) ukrywał się i 29 marca 1947 ujawnił się w PUBP Gorlice i osiadł w Bieczu-Wapniska.

Razem z tymi młodzieńcami Józef Gryga od jesieni 1945 r. zdobywał broń i zaopatrzenie. W kwietniu 1946 r. dołączyli oni do kilkuosobowej grupy „Czarnego” (tj. Jana Widełko ps. „Czarny”) z częściowo rozbitego na początku kwietnia partyzanckiego oddziału „Grom” (pod dowództwem Stanisława Piszczka „Okrzeja”). Wiosną 1946 r. grupa „Czarnego” i „Jędrka” zwalczała we wsiach koło Biecza, Gorlic i Tarnowa zbyt gorliwych komunistycznych poborców wiejskich podatków i kontyngentów rolnych, niektórych sołtysów, gminnych urzędników i kierowników zlewni mleka. Np. w maju 1946 r. dokonali oni dwóch „napadów” na sołtysów wsi Racławice i Binarowa, którzy zbyt gorliwie wykonywali polecenia komunistycznych władz. Odebrali im pieniądze zabrane chłopom z tytułu podatków gruntowych i dokumenty i spisy poborowych do LWP. Dokonali też „dwóch napadów na punkty zlewu mleka” [wg zapisów UB] i ostrzelali patrol MO.

Józef Gryga od połowy kwietnia do 15 października 1946 r. walczył z komunistyczną administracją, MO i UB w szeregach partyzanckiego oddziału pod dowództwem najpierw „Czarnego” (w kwietniu i maju 1946 r.) a następnie Andrzeja Szczypty pseud. „Zenit” i jego zastępcy „Czarnego”. Wg zapisów SB z pierwszych zeznań pojmanego J. Grygi (z 9 sierpnia 1966 r.) było tak: „w kwietniu 1946 dołączyłem do oddziału »Czarnego« grasującego na terenie powiatu gorlickiego aż po Nowy Sącz. Była to grupa NSZ. Wraz z tą grupą brałem udział między innymi w napadzie na funkcjonariuszy MO i UB w miejscowości Szymbark […]”.

W oddziale „Zenita” około 30 lipca 1946 r. Józef Gryga został zaprzysiężony, otrzymał nową broń i pseudonim „Twardy”. Ten oddział, liczący latem 1946 r. około 30 dobrze uzbrojonych i umundurowanych partyzantów w wieku na ogół 21–24 lat, od 20 maja 1946 r. do połowy stycznia 1947 podlegał grupie partyzanckich oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego ps. „Salwa” i okręgowej komendzie NSZ w Krakowie. „Twardy” brał udział w kilku większych zbrojnych akcjach oddziału „Zenita” i „Czarnego” – m.in. na kilka posterunków MO, na dwa rolne majątki państwowe, na kilku członków PPR i ORMO i na tajnych współpracowników UB. A 22–23 września 1946 r. w zasadzce na ciężarowy samochód MO i UB z komendy w Gorlicach. Dzięki pomocy współpracującego z partyzantami milicjanta z posterunku w Ropie (członka NSZ z lat 1943–1945), sprowokowali oni wyjazd grupy operacyjnej MO–UB z Gorlic. Przy lesie koło Szymbarka ostrzelali tę ciężarówkę MO z broni maszynowej i zmusili funkcjonariuszy do poddania się (jednemu z UB-ków udało się uciec). Po kilkugodzinnych przesłuchaniach rozstrzelali trzech funkcjonariuszy UB, a sześciu milicjantów rozbroili i puścili wolno – zakazując im jednak dalszej służby w MO i UB pod groźbą kary.

Od końca września 1945 r. do kwietnia 1946 i następnie od 15 października 1946 r. do maja 1954 r. (z dwoma kilkumiesięcznymi przerwami) Józef Gryga sam dowodził kilkuosobowymi grupkami konspiratorów i ludzi ukrywających się przed UB i MO. 15 października 1946 r. wraz z trzema innymi młodymi partyzantami, w tym ze swoim kolegą z Biecza Stanisławem Lenardem „Huraganem”, samowolnie opuścił bowiem wraz z bronią oddział „Zenita” i „Czarnego” – w czasie nieobecności obu dowódców. „Odłączył się od bandy »Zenita« tworząc oddzielną bandę”, jak to zapisał UB. Powody tej ich dezercji nie zostały zapisane w aktach UB. Z późniejszych protokołów ich przesłuchań i z innych akt UB wynika jednak, że głównym powodem opuszczenia oddziału „Zenita” przez Grygę i Lenarda był ten, że jesienią 1946 r. ten oddział NSZ operował bliżej okolic Grybowa i Nowego Sącza niż Gorlic i Biecza. A oni chcieli być bliżej swego rodzinnego Biecza. Innym powodem ich odejścia był zapewne dość wysoki poziom organizacyjnej dyscypliny panującej w oddziale „Zenita” – jak to wynika z późniejszych zeznań kilku jego członków. Między innymi z zeznań złożonych 25.10.1950 r. przez aresztowanego Jana Sadowskiego pseud. „Nałęcz” – członka oddziału „Zenita”, jego ideowego opiekuna i doradcy z ramienia komendy NSZ w Krakowie (zmarłego w roku 1957 – kilka miesięcy po wyjściu z więzienia).

Od kwietnia 1947 r. do maja 1954 Józef Gryga znów był dość aktywny. Przechowywał broń, amunicję i zdobywał zaopatrzenie. Wiosną 1947 rozdawał znajomym jakieś antykomunistyczne materiały i fotografie gen. Andersa. Kilkakrotnie przeprowadzał zbrojne akcje zaopatrzeniowe na sklepy i magazyny komunistycznych gminnych spółdzielni „Samopomoc Chłopska” (GS) i innych spółdzielni – powstałych w latach 1945–1946 na ogół na bazie ziemi i majątku przymusowo zabranych prywatnym właścicielom. Między innymi we wsi Ołpiny 25 czerwca 1947 r. – wraz z 21-letnim Julianem Rutana pseud. „Płomień” (ur. 8 lutego 1926 w Nockowej, postrzelonym w pościgu MO tuż po tej akcji, schwytanym i skazanym na 15 lat więzienia). Józef Gryga uciekł wtedy ścigającym go milicjantom i UB-kom zarekwirowaną konną furmanką – kilkakrotnie strzelając do nich z pistoletu maszynowego. W roku 1949 i 1954 trzykrotnie dokonał też ostrzelania i odstraszenia rzuconymi granatami lokalnych patroli MO. W sporządzonej w 1976 r. na podstawie dawnych akt UB i MO „Charakterystyce nr 69” – dotyczącej „bandy Grygi” – w jej podsumowaniu funkcjonariusze SB zapisali, że w latach 1946–1954 zbrojne 2–4-osobowe grupy pod dowództwem J. Grygi dokonały „25 aktów terrorystycznych, w tym 35 czynów przestępczych”. Były w tym m.in. 2 „napady” na funkcjonariuszy UB, 4 „napady” na funkcjonariuszy MO, 3 ataki na w sumie kilku członków PPR i ORMO oraz „13 napadów na sklepy i instytucje spółdzielcze” (wg akt IPN Rz 05/89). Ta statystyka SB nie obejmuje udziału „Twardego” w kilkunastu akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” od maja do 15 października 1946 r.

Po aresztowaniu w maju 1954 r. trzech jego współpracowników, w tym Michała Kukułki (ur. 15 listopada 1927 w Jodłówce Tuchowskiej) i Bronisława Wantucha (aresztowanego 7 maja 1954 i skazanego na 10 lat więzienia) Józef Gryga już samotnie ukrywał się przed MO i UB i walczył o przetrwanie. Też o przetrwania swej matki, kilku krewnych i przyjaciół. Matkę krótko odwiedzał wieczorami lub nocą – co kilka miesięcy. Nie mógł bywać u niej dłużej, bo funkcjonariusze UB okresowo obserwowali dom matki ze strychu i stodoły jej sąsiadów. A w roku 1958 i od września do grudnia 1963 r. w jej chałupie funkcjonowała podsłuchowa instalacja SB.

W latach 1948–1966 Józef Gryga nosił kolejne konspiracyjne pseudonimy: „Partyzant” i „Józek”. Ukrywał się i wymykał kolejnym akcjom poszukiwania go, kilku obławom i dużym operacyjnym przedsięwzięciom UB, MO i SB – od 25 czerwca 1947 do sierpnia 1966 przeprowadzanym kilkakrotnie specjalnie przeciwko niemu i jego pomocnikom przez jednostki UB, MO i SB z Gorlic, Jasła, Tarnowa, Rzeszowa i Krakowa. Od roku 1953 do 1966 były to akcje nadzorowane przez kilku oficerów Departamentu III MBP/MSW i Komendy Głównej MO w Warszawie. Były to m.in. operacje o kryptonimach „Szpak”, „Wisła” i „Melina” – angażujące każdorazowo i przez kilka miesięcy lub kilka lat po kilku lub kilkunastu funkcjonariuszy i po kilkudziesięciu ich tajnych współpracowników. Np. w latach 1962–1966, w celu złapania „Partyzanta” i jego „meliniarzy” i pomocników, powiatowe i wojewódzkie jednostki SB i MO korzystały z informacji aż 51 ich tajnych informatorów – tylko w operacji krypt. „Melina”.

Józef Gryga niekiedy ukrywał się w lasach i górach, a jesienią, zimą i wczesną wiosną w zabudowaniach w sumie kilkunastu gospodarzy – rolników. Między innymi w domu Władysława i Anny Słowików w Rzepienniku Strzyżewskim nr 304 (od lata 1954 do czerwca 1960), w domu Józefa Bartusika i jego syna Alfreda (ur. 17.03.1944) we wsi Olszyny nr 447 (w latach 1962–1966) oraz w domu Stanisława Lenarda w Czermnej w l. 1964–1966. Nikt z tych kilkudziesięciu zacnych ludzi, którzy „Partyzantowi” pomagali, nie zdradził go. Kilkunastu z nich w latach 50. i w latach 1966–1967 przypłaciło to karami kilkumiesięcznego aresztu i dotkliwymi karami grzywny, a kilku wyrokami więzienia, jak np. Tadeusz Stanula (ur. 7.10.1925) z Ołpin pow. Jasło, który za kwaterowanie Grygi i pomaganie mu został skazany w 1952 r. na 7 lat.

W latach 1954–1964 „Partyzant” co kilkanaście miesięcy dokonywał, już w pojedynkę, akcji zaopatrzeniowych na wiejskie sklepy GS i inne komunistyczne spółdzielnie. Np. jesienią 1956 r. ze sklepu GS w Swoszowej pow. Jasło zabrał m.in. sporą ilość gotówki. Zabierał z nich też żywność, papierosy i alkohol, żeby mieć co jeść i wspomóc kwaterujących go i ubogich wiejskich gospodarzy. Ostatnią taką akcję, z bronią w ręku, przeprowadził 30 października 1964 r. na kasę Spółdzielczego Zrzeszenia Chałupników w Żurowej. Po wcześniejszym rozpoznaniu terenu i zasięgnięciu od jednej z pracownic informacji o terminie wypłat pensji dla pracowników, wszedł do budynku tej spółdzielni z pistoletem Walther w kieszeni i z pistoletem maszynowym MP i granatem ukrytymi pod płaszczem. Poczekał kilka minut w kolejce do wypłaty. Gdy już wyszło dwóch robotników, postraszył kasjera i dwóch innych mężczyzn obecnych w pomieszczeniu kasy groźbą użycia pistoletu i nakazał kasjerowi wyjąć pieniądze z kasy i szuflady biurka. Spokojnie pochował paczki banknotów w kieszeniach, powiedział grzeczne „do widzenia” i poszedł przez pole do nieodległego lasu. Chwilę później jakichś trzech mężczyzn próbowało go dogonić na tym polu. Ale „Partyzant” postraszył ich użyciem pistoletu maszynowego, który demonstracyjnie wyciągnął spod płaszcza, więc zrezygnowali [wg zapisów śledztwa SB]. Pościg kilkudziesięciu funkcjonariuszy MO i SB za „Józkiem”, który trwał kilkanaście miesięcy, znów nie przyniósł im sukcesu. Chociaż uruchomili oni wszelką swoją agenturę i dziesiątki donosicieli w trzech powiatach. A listy gończe i plakaty z narysowanym domniemanym wizerunkiem Józefa Grygi wisiały w każdej okolicznej wsi i na dworcach kolejowych aż do sierpnia 1966 r. W aktach SB zapisano także, że Józef Gryga „zagarnął” wtedy 138,3 tys. zł – równowartość ok. 80 ówczesnych przeciętnych pensji. Część tych pieniędzy „Józek” dał 20-letniemu wówczas Alfredowi Bartusikowi i polecił mu kupić w Gorlicach nowy rower, narty „Beskidy” i buty do nich, radioodbiornik, aparat fotograficzny i kilka innych potrzebnych mu rzeczy. Większość tych rzeczy i część broni „Partyzanta” SB skonfiskowała 31 października 1966 r. – po wytropieniu jego magazynu w domu Bartusików (Józef Gryga do 1 listopada 1966 r. w swoich kilkunastu zeznaniach nic nie mówił SB o rodzinie Bartusików).

Wiosną 1965 r. Józef Gryga intensywnie myślał o przedarciu się przez zieloną granicę do Austrii i na Zachód. Alfredowi Bartusikowi polecił kupić lub gdzieś zdobyć w miarę dokładne mapy Czechosłowacji i północnej Austrii, wojskową lornetkę i inne potrzebne rzeczy. Ale to im się nie udało.

„Partyzant” został ujęty przez MO zupełnie przypadkowo. 8 sierpnia 1966 r. od wczesnego ranka jeździł na rowerze i w trzech wsiach szukał dentysty. Został zatrzymany we wsi Rzepiennik Suchy – w zabudowaniach nieznanego mu wcześniej wiejskiego „dentysty” Tadeusza Niemca, do którego zgłosił się w celu usunięcia mocno bolącego go zęba. Ale T. Niemiec polecił mu czekać na zabieg rwania, bo „Józek” był nietrzeźwy – od rana kilkakrotnie popijał wino i wódkę, żeby ukoić ból zęba. Po około 2–3 godzinach J. Gryga został pojmany po donosie córki Niemca, nauczycielki zamieszkałej w śląskich Świętochłowicach, która w marynarce nieznajomego zauważyła pistolet i wkrótce poinformowała o tym żonę milicjanta mieszkającego w sąsiedztwie. „Partyzant” został zatrzymany przez tego milicjanta i skuty kajdankami – przy pomocy paru mieszkańców wsi, w tym sąsiada Stanisława B. i ww. kobiet. Chwilę wcześniej „Józek” rzucił się do ucieczki – gdy jeszcze nie miał kajdanek na rękach i gdy milicjant Ćwiklik oglądał jakiś dokument podany mu przez Grygę (ale nie tzw. dowód osobisty, którego „Partyzant” nigdy nie miał). 43-letni wówczas Józef Gryga, który nie chciał do nich strzelać, wyskoczył z izby przez okno, ale nie udało mu się przeskoczyć płotu ogródka. Nikt z tych mieszkańców Rzepiennika nie wiedział, kogo zatrzymali. Dowiedzieli się dopiero po kilku godzinach – po przyjeździe funkcjonariuszy z Gorlic.

Po ponad rocznym śledztwie i licznych przesłuchaniach, pomimo swoich obszernych i dość szczerych zeznań, 21 września 1967 r. Józef Gryga został skazany przez Sąd Wojewódzki w Rzeszowie na karę śmierci, utratę praw obywatelskich i grzywnę 60 tys. zł, choć zarzutu zabójstwa jakiejś osoby czy konkretnego funkcjonariusza UB lub MO nie było. Kara śmierci została mu zamieniona, jeszcze na tym samym posiedzeniu Sądu, na dożywotnie więzienie. Tę karę władze PRL zamieniły mu w 1969 r. na 15 lat więzienia – na mocy ogólnej amnestii. 9 października 1967 r. z więzienia w Rzeszowie „Józek” został przetransportowany do więzienia w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. Przebywał tam do 5 grudnia 1968. Tego dnia został przyjęty przez zakład karny w Barczewie koło Olsztyna. Józef Gryga został zwolniony z tego więzienia dopiero 29 kwietnia 1981 r. Według akt więziennej administracji (IPN Ol 52/1765) mógł on opuścić to więzienie już około 20 grudnia 1979 r. na mocy decyzji sądu z 15 grudnia 1979 r. o jego warunkowym zwolnieniu, gdyby nie wspomniana kara grzywny, której wraz z odsetkami ani on, ani jego uboga matka nie byli w stanie w pełni spłacić.

W aresztach i więzieniach PRL „Partyzant” spędził więc w sumie 14 lat, 8 miesięcy i 3 tygodnie. Ale w latach 1944–1966 był całkowicie „wolnym ptakiem”. Wolnym nie tylko od represji UB i MO, ale też od licznych nakazów, zakazów i kontroli urzędów i organów socjalistycznego państwa – w codziennym życiu cywilnym. Józef Gryga „Twardy” – w tym aspekcie partyzant faktycznie niezłomny – nigdy nie ujawnił się przed komunistycznym UB czy MO i nigdy im się nie poddał – pomimo kolejnych urzędowych „amnestii”, zachęt i pułapek dla takich jak on (tych z lat 1945, 1947, 1952, 1956 i innych). Więc partyzanckiej przysięgi złożonej w 1946 r. dotrzymał. Józef Gryga był ostatnim w Polsce zatrzymanym z bronią antykomunistycznym dywersantem, który ukrywał się i przemieszczał z bronią i który do dnia aresztowania był dość ruchliwy i aktywny. Np. w lipcu 1965 r. w przebraniu brał udział w dużej wiejskiej zabawie wraz z trzema osobami z rodziny Bartusików, w tym z 18-letnią Zofią Bartusik. A np. w latach 1963–1966 wraz ze Stanisławem Lenardem z Czermnej w konspiracji pędził i sprzedawał znajomym spore ilości bimbru.

Po wyjściu z więzienia Józef Gryga przez kilka lat mieszkał w rodzinnym Bieczu – w domach rodziny, w tym u córki siostry swej matki – Łucji Kuk na ul. Belnej. Pracował w zakładzie drzewnym w Bieczu, był tam ,,portierem” i stróżem. Jeden z jego znajomych z tego zakładu, p. Igor Czerwień, wspominał w rozmowie z autorem tego tekstu w czerwcu 2023 r., że Józef Gryga był wówczas człowiekiem „bardzo przyzwoitym i spokojnym”. Kolegom z pracy wspominał o swoich partyzanckich latach i mówił, że nigdy nikogo nie zabił.

23 kwietnia 1983 r. Józef Gryga ożenił się z Marią Winiarską z okolic Biecza – w Skołyszynie. Ten związek zakończył się urzędowym rozwodem 28.10.1985. A 25 października 1989 r. zawarł ślub kościelny z Emilią Nieć z parafii w Czechowicach-Dziedzicach, pow. Bielsko-Biała. Tam mieszkał od marca 1989 – przy ul. Staszica 23. Zmarł 17 stycznia 1997 w szpitalu w m. Bystra gm. Wilkowice (wg aktu zgonu). Zmarł w wieku 73 lat i niespełna 5 miesięcy. Jesienią 2023 r. grób Józefa Grygi znajdował się na Cmentarzu Parafialnym w Czechowicach-Dziedzicach.

Choć Józef Gryga nigdy nie był jakimś bohaterem niepodległościowego podziemia, to jednak komunistyczna bezpieka od roku 1953 uznawała go za „groźnego bandytę politycznego” i poszukiwała go usilnie. Świadczy o tym m.in. to, że w 1965 r. MSW wydało na użytek wewnętrzny „Album poszukiwanych przestępców politycznych” [akta IPN BU 003172/3/1]. Wśród owych 57 poszukiwanych jeszcze w 1965 r. „przestępców politycznych” – w większości Ukraińców, członków OUN i UPA – Józef Gryga figuruje jako jedyny członek polskiego zbrojnego podziemia niepodległościowego z obszarów Polski pojałtańskiej (PRL). Oprócz niego w tym „albumie” komunistycznego MSW figuruje kilku innych Polaków – byłych partyzantów i członków niepodległościowych organizacji z ziem Polsce zabranych, głównie z Wileńszczyzny, woj. Nowogródzkiego i okolic Grodna. Te materiały MSW zawierają m.in. różne dane osobowe Józefa Grygi pseud. „Jędrek”, „Twardy”, „Partyzant” i „Józek”, wykaz jego kilkudziesięciu już ustalonych przez UB i MO „kontaktów i melin” i jego fotografię z 1944 r. – wyciętą przez UB ze zbiorowej fotografii rodziny J. Grygi. Zapisano tam także m.in., że Józef Gryga „rzekomo używał nazwiska RENDAK Jerzy” – nie zapisano jednak, w jakim okresie jego w sumie około 23-letniej konspiracji (licząc od roku 1943).

http://nczas.info/2026/01/18/ostatni-zolnierz-niezlomny-byl-wielkim-bohaterem-zbrojnego-antykomunistycznego-ruchu-oporu/

#bohater #prl #komuna #Polska

5

AFRYKA niebo nad Tunezją

Niemcy śmiali się z „garstki Polaków” — dopóki Skalski nie zestrzelił 6 asów w 15 minut

Zdjęcie

http://www.youtube.com/watch?v=t3Pi1tiMu0w

historia, w której elita wygnańców obraca niemiecką pewność siebie w panikę. „Cyrk Skalskiego” rezygnuje z bezpiecznego dystansu: 80 metrów, czasem mniej, krótkie serie z działek 20 mm i karabinów Browning – nie brawura, metoda. 20 kwietnia nad Pantellerią sześć Spitfire’ów atakuje z iście samobójczym bilansem sił: 6 przeciwko około 20 Bf 109 i Macchi C.202. Piętnaście minut później sześć wrogich myśliwców płonie, a wszystkie polskie maszyny wracają do bazy bez jednej straty. Odkryj opowieść o garstce pilotów, których zwiastowały litery ZX – i przed którymi nawet asy Luftwaffe przestali się śmiać.

#historia #afryka #iiiwojnaswiatowa #lotnictwo #bohaterzy #tunezja #Polska

11

NIKT NIE CHCE KUPOWAĆ MIESZKAŃ.

Podobno pojawił się niepokojący trend na rynku polegający na tym, że deweloper kończy budowę, a mieszkania są jeszcze niesprzedane. Towar zalega na półkach, ludzie mogą przed zakupem wejść do gotowego lokalu, ale jest coś jeszcze.

FLIPERZY.

Modus operandi tych pijawek na rynku pierwotnym polegał na rezerwacji mieszkań na etapie dziury w ziemi. Umowa była prosta - fliper daje deweloperowi 10% wartości, a pozostałe 90% oddaje dopiero, kiedy budowa dobiegnie końca. Dzięki temu deweloper pokazywał przed bankiem i innymi kupującymi zainteresowanie jego ofertą, raportował sprzedaż i uszczuplał podaż, bo mieszkanie nie wisiało już na jego stronie internetowej.

Wszystko działało świetnie dopóki ceny na rynku nieruchomości rosły i towar schodził szybciej niż był produkowany. Zysk takiego flipera nie pochodził z pracy, wszystko co musiał taki spekulant zrobić to podpisać umowę i czekać na kogoś kto za ten sam produkt da mu więcej niż dał on. Im więcej fliperów wchodziło na rynek tym bardziej dzisiejsza podaż była odsuwana w czasie na później, a ceny rosły. Te mieszkania istniały, ale były wyciągnięte z obiegu, siedziały w portfelu flipera - zarezerwowane za 10% ich wartości.

Pewnie myślicie, że to zjawisko jest nieistotne i marginalne, ale jesteście w błędzie. Ostatnie 5 lat hossy i popularność tematu w mediach społecznościowych sprawiły, że na rynku nie tylko pojawiło się bardzo dużo nowych fliperów. Ci którzy na rynku już byli - przekonani o swojej zajebistości - zaczęli kupować mieszkania całymi pakietami. Do tego dochodzą różnego rodzaju eventy i darmowe szkolenia, na których ludzie byli kuszeni bardzo łatwym zarobkiem i pomnożeniem swojego kapitału.

Przypominało to trochę piramidę finansową:

1. obietnica szybkiego zysku

2. brak potrzebnych kwalifikacji

3. prosta metoda

4. epatowanie bogactwem

5. oddzielenie fliperów od reszty społeczeństwa (my to WILKI - oni to OWCE)

6. zapraszanie podstarzałych gwiazd na eventy w celu uwiarygodnienia biznesu (ej no Korzeniowski by mnie nie oszukał)

Dziś ta piramida chwieje się u swoich podstaw, bo na rynku nieruchomości mieszkania przestały się sprzedawać, a ceny przestały rosnąć. Deweloperzy kończąc budowę wymagają od fliperów wpłacenia pozostałych 90%, których oni oczywiście nie mają i mieszkania muszą wrócić z rynku "off market" na stronę dewelopera, a to z kolei powoduje nagłe puchnięcie oferty na rynku pierwotnym.

Łańcuszek został przerwany. Oferta, która jeszcze dwa lata temu była wyssana z rynku, teraz wraz z każdym gotowym budynkiem lawinowo na niego wraca. Mechanizm, który do tej pory windował ceny, teraz mocno ciągnie je w dół.

Co to da Kowalskiemu, który szuka mieszkania?

1. Większy wybór

2. Niższe ceny

3. Możliwość oceny gotowego budynku przed zakupem

Dodatkowym atutem tej nietypowej sytuacji jest wgląd do bierzących cen transakcyjnych na rynku pierwotnym, bo te wpisywane są w rejestr dopiero po oddaniu budynku, a jak budynek już stoi to po zakupie mieszkania cena transakcyjna pojawi się bardzo szybko na

@deweloperuch

, co na pewno poprawi pozycję negocjacyjną kupujących.

Co się stanie z fliperami? A kogo to obchodzi?

Część z nich straci wpłacone 10%, a część z nich te pieniądze odzyska (co pewnie nie będzie łatwe). Wszystko zależy od umowy między nimi a deweloperem.

+ Bonus w komentarzach 💥

Źródło z Twittera

Ministerstwo Niedorozwoju i Technofobii

http://x.com/MNiedorozwoju/status/2012129377580908880

#mieszkania #polska #biznes

15

Kolega CEPa Grzesia Brauna wybiera RuSSki Mir

#polska #rosja #eurokolchoz #politycy

7

Szijjártó o Sikorskim: „prowojenny agent Sorosa”kresy.pl

Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjártó określił wicepremiera Radosława Sikorskiego mianem „fanatycznego, prowojennego agenta Sorosa”.

W czwartek minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjártó odniósł się w mediach społecznościowych do wywiadu, jakiego szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski udzielił węgierskiemu portalowi 444. W opublikowanym na Facebooku Szijjártó ostro skrytykował wypowiedzi polskiego ministra, nazywając go „fanatycznym, prowojennym agentem Sorosa”.

Nagranie było bezpośrednią reakcją na rozmowę Sikorskiego z portalem 444, opublikowaną tego samego dnia. Polski minister ocenił w niej, że rząd w Budapeszcie „pozycjonuje się w połowie drogi pomiędzy Sojuszem a Rosją”. Odnosząc się do relacji dwustronnych, zaznaczył, że mimo wielowiekowej przyjaźni polsko-węgierskiej problemem pozostaje blokowanie przez Węgry unijnych środków dla Polski z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju. Dodał również: „Uważamy też za niedopuszczalne, że Węgry łamią solidarność w UE i NATO”.

W innym fragmencie wywiadu Sikorski stwierdził: „Węgry stały się najbiedniejszym krajem w Unii Europejskiej pod rządami skorumpowanych nacjonalistów”.

Te słowa wywołały odpowiedź ze strony Budapesztu. Peter Szijjártó w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych stwierdził, że osoby czytające wywiad Sikorskiego mogą zobaczyć, jak wypowiada się „fanatyczny, prowojenny agent Sorosa”.

Jesteśmy najbardziej rzetelnymi mediami w Polsce

Szef węgierskiego MSZ zarzucił polskiemu ministrowi ingerowanie w wewnętrzną politykę Węgier. Według Szijjártó Sikorski w rozmowie z portalem 444 „zaczął już usprawiedliwiać przyszłą porażkę wyborczą Partii Tisza”, ugrupowania opozycyjnego wobec rządu Viktora Orbána, kierowanego przez Petera Magyara. Węgierski minister stwierdził również, że Sikorski „już teraz mówi o niezaakceptowaniu wyników wyborów i manipulacji”.

http://kresy.pl/wydarzenia/szijjarto-o-sikorskim-prowojenny-agent-sorosa/

#agent #sikorski #soros #wegry #Polska

8

Urzędniczy absurd dekady! 8 lat walki w sprawie 82 opon. Jest ostateczny wyrok sądunczas.info

Sławomir Jakubowski, wulkanizator z Suwalszczyzny, przekazał 82 zużyte opony lokalnej fundacji na budowę tzw. ekologicznego ogrodu. To był początek jego wielkich kłopotów. Walka z urzędnikami trwała prawie osiem lat. Naczelny Sąd Administracyjny wydał właśnie wyrok.

Historia rozpoczęła się w 2018 roku, gdy prezes lokalnej fundacji zwrócił się do wulkanizatora z prośbą o przekazanie starych opon. Miały posłużyć do stworzenia tzw. ekologicznego ogrodu w Starym Folwarku. Podpisano umowę darowizny, a pan Sławomir przywiózł 76 opon ciężarowych i sześć osobowych o łącznej wadze 4,8 tony.

Opony miały wzmocnić nabrzeża zniszczone przez bobry. Istnieje nawet rozporządzenie Ministra Środowiska z maja 2015 roku, które przewiduje takie zastosowanie ogumienia nienadającego się do jazdy. W takiej sytuacji są użyteczne i pożyteczne, czyli nie są odpadami.

Miesiąc po przekazaniu opon, na teren weszli kontrolerzy z suwalskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Uznali, że leżące na działce opony – jeszcze niewkopane w ziemię – to odpady. Pan Sławomir dostał 300 złotych mandatu za przekazanie opon firmie, która nie posiada zezwolenia na zbieranie lub przetwarzanie odpadów. Fundacja otrzymała tysiąc złotych kary administracyjnej.

Wulkanizator przyjął mandat, uznając że lepiej to zrobić niż wchodzić w koszty ewentualnego sądzenia się z inspektoratem.

Fundacja nie chciała odstąpić od pomysłu stworzenia ogrodu. W lipcu 2019 roku wójt gminy Suwałki wydał decyzję, że zgromadzone na nieruchomości opony zostały zebrane w celu modernizacji terenu zdewastowanego przez bobry, a więc nie są odpadami. Samorządowe Kolegium Odwoławcze przyznało rację wójtowi.

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska jednak nie złożył broni i kilka miesięcy później decyzja została uchylona. Pan Sławomir zabrał więc opony. Niedługo później z Urzędu Marszałkowskiego przyszło pismo informujące o opłatach, jakie pan Sławomir musi ponieść w związku ze składowaniem opon na działce znajdującej się w obszarze chronionym Wigierskiego Parku Narodowego. Kara wyniosła dokładnie 1 128 604 złote plus odsetki.

Urzędnik wyszedł z założenia, że przedsiębiorca jest „podmiotem profesjonalnym” i zachodzi domniemanie prawne, że pomimo przekazania opon fundacji – czyli „podmiotowi nieprofesjonalnemu” – to pan Sławomir nadal jest właścicielem tych opon.

W 2026 roku możliwa kara, wraz z odsetkami, urosła do blisko dwóch milionów złotych. Na szczęście kary nie będzie.

Absurd ten zatrzymał dopiero Naczelny Sąd Administracyjny. 13 stycznia 2026 roku wydał ostateczny wyrok na korzyść pana Sławomira. Sąd oddalił skargę kasacyjną od i odrzucił wszystkie wcześniejsze decyzje urzędowe, potwierdzając, że kary nie powinny być egzekwowane.

Sławomira Jakubowskiego, wulkanizatora z Suwałk, który w 2018 roku przekazał 82 zużyte opony fundacji tworzącej ekologiczny ogród. Sąd oddalił skargę kasacyjną od urzędników Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i odrzucił wszystkie wcześniejsze decyzje, potwierdzając, że kary nie powinny być egzekwowane. Gehenna wulkanizatora trwała prawie osiem lat.

http://nczas.info/2026/01/17/urzedniczy-absurd-dekady-8-lat-walki-w-sprawie-82-opon-jest-ostateczny-wyrok-sadu/

#biznes #srodowisko #ekologizm #absurd #Polska

12

Prokuratura umorzyła śledztwa ws. ataku migranta na żołnierza. Bada za to obrażenia Afgańczykanczas.info

Zdjęcie

Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ umorzyła śledztwo ws. domniemanego ataku migranta na polskiego żołnierza. Chodzi o incydent podczas interwencji przy granicy polsko-białoruskiej. Wymiar sprawiedliwości uznał, że nie doszło do czynu zabronionego. Tymczasem postępowanie dot. obrażeń ciała cudzoziemca jest ciągle w toku.

Białostocka prokuratura umorzyła postępowanie ws. czynnej napaści imigranta na żołnierza, który strzegł polsko-białoruskiej granicy. Sprawa z 10 lipca 2025 r. wywołała poruszenie opinii publicznej. Doszło do niej w rejonie Michałowa, podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy, podjętej przez grupę migrantów.

Według ustaleń prokuratury, żołnierz odniósł drobne obrażenia w okolicy oka. Śledczy jednak nie stwierdzili, by migrant działał agresywnie wobec polskiego funkcjonariusza w sposób, który kwalifikowałby czyn jako zabroniony.

– Czyn ten został zakwalifikowany jako przestępstwo z artykułu 223 paragraf 1 kodeksu karnego, w zbiegu z artykułem 157 paragraf 2 kodeksu karnego. Podstawą umorzenia śledztwa był brak znamion czynu zabronionego – przekazał rzecznik prokuratury w Białymstoku.

Zdaniem prokuratora zgromadzone dowody w sprawie – w tym przesłuchania świadków i nagrania z monitoringu – nie potwierdzały wersji, w której cudzoziemiec miał atakować żołnierza.

– Prokurator ocenił, że zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, iż obywatel Afganistanu, który przekroczył granicę z Białorusią, podczas ujęcia go przez żołnierza zachował się biernie i nie wykazywał zachowań agresywnych – podano.

W ocenie prokuratury, żeby kwalifikować czyn jako napaść na funkcjonariusza, potrzeba działania co najmniej dwóch osób lub użycia niebezpiecznego narzędzia. Warunki te nie zostały w tym przypadku spełnione.

Wciąż jednak trwa postępowanie dotyczące zarzutów wobec żołnierza. Prokuratura czeka na opinię biegłych lekarzy. Ma ona wyjaśnić charakter obrażeń doznanych przez imigranta oraz okoliczności ich powstania.

http://nczas.info/2026/01/17/prokuratura-umorzyla-sledztwa-ws-ataku-migranta-na-zolnierza-bada-za-to-obrazenia-afganczyka/

#nachodzcy #Polska #prokuratura #prawo #sg #strazgraniczna

18

Żydowski handel żywym towarem. Nieznane kulisy powstania państwa polskiegonczas.info

Zdjęcie

Obraz dziejów powstania Polski jako niezależnego państwa jest w znacznej mierze zafałszowany. W ich opisie nie podnosi się logicznego wniosku, jaki można wyciągnąć z rysującego się ze źródeł oglądu ówczesnej sytuacji, że państwo polskie powstało, by powstrzymać trwające na terenach słowiańszczyzny w okresie wczesnego średniowiecza gigantyczne polowanie na niewolników. Ten zapomniany handel żywym towarem prowadzili żydowscy kupcy, tzw. radanici, przy współpracy władców germańskich, ruskich i czeskich. Odbiorcą niewolników były zaś kraje islamskie leżące zarówno na zachód, jak i na wschód od Polski.

Mało tego, by ukryć przykrą prawdę, że pierwszymi Żydami, jacy pojawili się na terenach polskich, byli handlarze niewolnikami, udział w tym handlu niektórzy autorzy zaczynają przypisywać… także pierwszym Piastom, mimo braku jakiegokolwiek źródła na ten temat. Wystarczy wrzucić sobie w wyszukiwarkę hasło „obozy koncentracyjne Piastów”, by zobaczyć, jak ten fałsz, mający na celu zmazanie prawdziwego obrazu sytuacji historycznej, jest szeroko rozpowszechniony. Już za kilka tygodni wprowadzimy do sprzedaży pierwszą monografię na temat historii niewolnictwa Słowian autorstwa Tomasza Szkopka, który zgromadził wszystkie dostępne na ten temat informacje. Jej przedsprzedaż rozpoczniemy już w tym tygodniu.

Słowiańszczyzna jak Afryka

Stała masowa eksploatacja Słowiańszczyzny jako rezerwuaru niewolników rozpoczęła się w drugiej połowie VII wieku wraz z podbojem części plemion wschodniosłowiańskich przez Chazarów (przybyłych z okolic Chorasanu, czyli północno-wschodniego Iranu) między 650 a 670 rokiem, a równocześnie z ekspansją Arabów budujących islamskie imperium z ogromnym zapotrzebowaniem na niewolników, które prof. Fernand Braudel nazwał wręcz „cywilizacją niewolniczą par excellence”.

Od VIII wieku Arabowie czasem sami chwytali słowiańskich niewolników podczas wypraw. Na przykład Marwan II (ur. 692, panowanie 744–750), ostatni kalif z dynastii Umajjadów, jeszcze jako wódz napadł na Chazarów w 737 roku, uprowadził do niewoli i osiedlił na Kaukazie dwadzieścia tysięcy Słowian, którzy mieszkali w ziemi Chazarów. Historyk z X wieku Al-Baladhuri podawał, iż oni potem uciekli, lecz Marwan ich schwytał. Zasadniczo jednak niewolników słowiańskich Arabom dostarczali wówczas Chazarowie, głównie spośród podbitych przez siebie Wiatyczów, Radymiczów i Siewierzan.

Kaganat Chazarski jako typowe imperium stepowe służył za źródło i dostawcę niewolników, a także jako organizator handlu niewolnikami. Jego władcy czerpali znaczny dochód z poboru 10 proc. cła na handel zagraniczny swoich poddanych i kupców tranzytowych. Co ciekawe, Chazaria jako jedyne państwo historyczne w tym okresie przyjęła judaizm za religię państwową.

Chazarowie zwykle jednak sami nie organizowali dalekosiężnego handlu niewolnikami, lecz tylko zapewniali dostawy i organizację na miejscu. Transportem niewolników zajmowali się kupcy chorezmijscy i żydowscy. Ci drudzy pochodzili z Babilonii – skąd osiedlali się też w samej Chazarii, gdzie szerzyli judaizm – oraz z Europy Zachodniej.

Kim byli radanici?

Pojęcie „kupców żydowskich” jako wyodrębnionej grupy można rozumieć trojako. W sensie szerokim – jako kupców z różnych państw, ale należących do społeczności judaistycznych, wówczas byli oni równocześnie kupcami np. chazarskimi, frankijskimi czy arabskimi (jak Ibrahim ibn Jakub). W sensie węższym, organizacyjnym – jako wszystkich kupców należących do „korporacji” radanitów, aczkolwiek niektórzy autorzy uważają, że był to związek handlarzy różnych narodowości i nie należy utożsamiać ich wyłącznie z Żydami. W sensie wąskim – jako Żydów zamieszkałych na terenach obecnych zachodnich Niemiec oraz Francji, zwłaszcza południowej, przede wszystkim w Septymanii. Kraina ta, będąca częścią Oksytanii, była centrum kulturalnym Żydów zachodnioeuropejskich we wczesnym średniowieczu. Zdaniem niektórych badaczy, przede wszystkim Arthura J. Zuckermana, w VIII-IX wieku istniało tam „księstwo żydowskie” z głównym portem w Narbonie, stanowiącym bazę dla statków radanickich. W tym ostatnim wypadku można by mówić nawet identyfikacji „państwowej”.

W tym czasie ustalił się też podział stref wpływów w handlu międzynarodowym pomiędzy kupcami w Europie na zachód od Dniepru. Domeną Żydów stały się tereny Europy Zachodniej oraz Południowo- i Środkowo-Wschodniej, zaś Włochów – Bizancjum i basen Morza Śródziemnego. Handel niewolnikami na dużą skalę w kierunku zachodnim w Europie rozpoczęli Żydzi w IX wieku, a ich źródłem również była Słowiańszczyzna. Od początku tego wieku notowana jest sprzedaż przez nich niewolników do Al-Andalus. Dominująca pozycja radanitów w handlu niewolnikami była wynikiem ich ogólnej przewagi w handlu między światem islamskim z Europą we wczesnym średniowieczu.

Przewaga ta miała dwie główne przyczyny. Z jednej strony w wyniku arabskich podbojów wielu greckich i syryjskich kupców, którzy do tej pory byli głównymi konkurentami radanitów, porzuciło handel międzynarodowy. Z drugiej strony konfrontacja między światem islamskim a Europą doprowadziła, przynajmniej w VIII-XI wieku, do gwałtownego kryzysu wymiany handlowej między krajami europejskimi a Wschodem. Nie mamy prawie żadnych informacji, żeby muzułmańscy kupcy odwiedzali Europę Zachodnią. Podobnie niewielu Europejczyków ważyło się udać do krajów islamskich. Głównym powodem tego była najwyraźniej niepewność: w nieprzyjaznym kraju kupiec musiał nieustannie martwić się o swoje życie. Żydzi w tym zakresie byli w lepszej sytuacji: w krajach muzułmańskich posiadali pewną ochronę prawną, w Europie chrześcijańskiej mogli również dość swobodnie żyć i handlować. Jednocześnie żydowski kupiec ze świata islamskiego, który przybył do Europy, mógł liczyć na wsparcie społeczności żydowskich rozsianych po różnych europejskich miastach i odwrotnie: żydowski kupiec z Europy był przyjmowany przez swoich w świecie islamskim. W rezultacie żydowscy kupcy działali w znacznie korzystniejszych warunkach niż wszyscy inni.

Niewolnicza Andaluzja

Od połowy VIII wieku pierwsi niewolnicy słowiańscy trafiali do arabskiej Hiszpanii w wyniku walk Franków ze Słowianami połabskimi, podczas których Słowianie trafiali do niewoli. Pierwsza wzmianka o tych walkach odnosi się do lat 742 lub 743. Następne w latach 766, 776, 778, 782 i 789. Nie miały one jednak większego znaczenia w pozyskiwaniu niewolników. Bardziej wyniszczające dla Słowian stały się dopiero ataki Franków na początku IX wieku, za panowania Karola Wielkiego. Pierwsze wzmianki o Sakalibach w Al-Andaluz pojawiają się dopiero w pierwszej połowie VIII wieku. Oprócz jeńców, spośród mieszkańców obszarów przygranicznych były wśród nich również dzieci sprzedane w niewolę. W żywocie św. Ansgara (ok. 801‒865), biskupa Hamburga i Bremy oraz misjonarza, jest wzmianka, że „kupił słowiańskie i duńskie dzieci, aby uczynić je dobrymi chrześcijanami”.

Clément Venco, archeolog z Uniwersytetu Tuluza II, twierdzi na podstawie ówczesnych dokumentów, że już w IX wieku zarówno Żydzi, jak też sami Frankowie bezpośrednio dostarczali słowiańskich niewolników Arabom.

Niemieccy i morawscy pośrednicy

Zyski z tego handlu czerpali też władcy frankońscy, później niemieccy, poprzez pobieranie cła na niewolników. Poświadczają to źródła takie jak „Inquisitio de theloneis Raffelstettensis” z 903/6 roku, z komory celnej w Raffelstetten na granicy bawarsko-morawskiej, na głównym szlaku niewolniczym ze Słowiańszczyzny Wschodniej. Znajdował się tam wielki targ do handlu z Rusią, zwany od tego Ruzaramarcha, uznany przez króla Ludwika Niemca w 863 roku. Dostarczano z niej na ten targ głównie niewolników i konie.

W Wielkich Morawach, gdzie w drugiej połowie IX wieku frankoński kler łaciński bezwzględnie zwalczał liturgię słowiańską wprowadzoną w tym państwie przez św. Metodego po jego śmierci w 885 roku, książę Świętopełk I (panowanie 871–894) stanął po stronie Franków. Faktem stwierdzonym źródłowo jest to, iż wówczas część duchownych słowiańskich z arcybiskupem świętym Gorazdem na czele wypędzono, część zamordowano, a innych prezbiterów i diakonów sprzedano Żydom. Jak stwierdza „Żywot świętego Nauma”, jednego z uczestników misji na Morawach: „Ci Żydzi wzięli ich i zawiedli do Wenecji, gdzie ich sprzedali”.

Istnieją też skąpe dowody archeologiczne na handel niewolnikami w Wielkich Morawach – przede wszystkim żelazne kajdany. Wśród obszarów, w których dokonano takich znalezisk, wyróżnia się region kontrolowany przez twierdze wielkomorawskie. Znaleziono tam jedno z największych skupisk kajdan w ówczesnej Europie. Współczesny czeski archeolog Jiří Macháček zwracający na to uwagę przyznaje jednak, że „ogólna liczba znalezisk jest stosunkowo niewielka, a przedstawiony obraz jest silnie uwarunkowany obecnym stanem badań”. Znalezisko fragmentów kajdan w twierdzy Kocobędz‒Podobora nad Olzą ma wyjątkowe znaczenie. Czeski archeolog i historyk Pavel Kouřil uznaje twierdzę za ważną bazę strategiczną Morawian, umożliwiającą im ekspansję przeciwko Golęszycom i Wiślanom. Jest to jedno z miejsc, z których wojownicy morawscy mogli wyruszać na polowania na niewolników wśród sąsiadów na tereny późniejszego Śląska i Małopolski.

Żydowscy handlarze słowiańskimi niewolnikami podróżujący przez kontynent cieszyli się poparciem władców frankońskich. Ludwik I Pobożny (778–840), od roku 814 król Franków i cesarz, nie tylko udzielał im pozwoleń, ale nawet zwolnił ich z cła na niewolników. W sytuacjach konfliktów z hierarchami Kościoła, którzy stawali w obronie niewolników, on i jego następca Karol II Łysy (823–877) brali stronę Żydów. Wśród zachowanych dokumentów z lat 825–830 znajduje się cesarski list żelazny dla żydowskiego handlarza niewolnikami Abrahama, zaopatrującego także dwór karoliński w Akwizgranie w różne towary oraz przywileje dla handlarzy niewolnikami z Lyonu: Dawida i Józefa.

Zyski z handlu niewolnikami słowiańskimi czerpali nie tylko żydowscy kupcy wędrowni pochodzący z Niemiec, Francji i Hiszpanii, ale w późniejszym okresie także organizatorzy żydowskich faktorii handlowych w miastach słowiańskich, będących ośrodkami handlu niewolnikami, jak Praga, gdzie już w pierwszej połowie X wieku istniał spory i zamożny kahał.

Od połowy IX do co najmniej połowy XI wieku między Zachodnią Frankonią / Francją a Al-Andaluz podróżowały regularne karawany kupców w kierunku zachodnim wiodących głównie słowiańskich niewolników, cynę kornwalijską i miecze frankijskie, a w kierunku wschodnim wiozących jedwab, skórę, karmazyn, szafran i ambrę. Istniały dwa główne szlaki tego handlu: jeden łączący Verdun z Barceloną wzdłuż Saony i Rodanu, a drugi prowadzący przez Paryż, Angers, Bordeaux i Tuluzę. Wszystkie karawany wjeżdżały do Al-Andalus przez przejście graniczne na południowy zachód od Barcelony, prowadzące do andaluzyjskiego miasta granicznego Tortosa. Na kilku punktach celnych po drodze karawany musiały uiścić cło, nazywane rafica.

Obrońcy niewolników

Źródła pisane przekazują niewiele informacji o osobach stających w obronie Słowian pędzonych na sprzedaż Arabom jako niewolników. W literaturze fachowej jako pierwszy wymieniany jest wspomniany wyżej Agobard (ok. 769–840), lokalnie czczony jako święty, arcybiskup Lyonu, archidiecezji leżącej na terenie kluczowego węzła szlaków niewolniczych ze Słowiańszczyzny na południowo-zachodnie krańce Europy. W 826 roku napisał on list do cesarza Ludwika Pobożnego i dostojników jego dworu, zatytułowany „Epistola ad Proceres Palatii contra Praeceptum impium de baptismo Judaicorum mancipiorum”, a w 829 roku „De insolentia Iudaeorum”, w których skarżył się na ten proceder. Cesarz jednak zdecydowanie sprzyjał żydowskim handlarzom niewolnikami, wydał też zakaz chrzczenia niewolników bez zgody ich żydowskich właścicieli, co arcybiskup mu wypominał. Starał się też zapobiegać konwertowaniu na judaizm zarówno nieochrzczonych, jak i chrześcijańskich niewolników, których właściciele pozostawiali sobie. Ostre słowa arcybiskupa Agobarda na temat Żydów będących handlarzami i właścicielami niewolników, skierowane do cesarza i sprzyjającego im arcybiskupa Narbony Nebrydiusza, w publicystyce czasów współczesnych zostały uznane za przejaw „antysemityzmu”.

Zrobić z Piastów handlarzy niewolnikami

Nieprzyjemny wydźwięk powyższych faktów skłonił grupkę polskich historyków i publicystów historycznych do wymyślenia hipotezy głoszącej, że skoro słowiańszczyzna była zagłębiem handlu niewolnikami, to i Piastowie musieli mieć w nim swój udział. Teza ta jest głoszona mimo braku jakichkolwiek źródeł, które by ją potwierdzały, trzeba więc ją uznać za stuprocentową fabrykację. Tymczasem istnieje źródło, które pokazuje, jaki był prawdziwy stosunek pierwszych Piastów do rozgrywającego się na ich oczach dramatu niewolnictwa. Chodzi o słynne Drzwi Gnieźnieńskie, będące zapisem narracji historycznej z czasów Bolesława Chrobrego, przedstawiające scenę, w której św. Wojciech walczył o zatrzymanie handlu niewolnikami w Czechach i postulował, by nawracanie pogan przeprowadzać pokojowo – za co zresztą zapłacił życiem. Ten szczególny dokument jest ważną przesłanką umożliwiającą uzasadnienie logicznej tezy, że pierwsze Państwo Polskie powstało także po to, by zatrzymać porywanie ludzi prowadzone przez wieki w celu zapełnienia arabskich targów niewolników.

http://nczas.info/2026/01/17/zydowski-handel-zywym-towarem-nieznane-kulisy-powstania-panstwa-polskiego/

#slowianie #Polska #zydzi #sommer #niewolnictwo

11

#polska #rosja #francja

Bardzo wymowny opis z gazetki, pokazujący jakie myślenie o naszej podmiotowości mieli nasi zachodni sojusznicy, gdy przyszło co do rosyjskich aktywów.

P.S. Brak naprawionego mostu na który się żalili Francuzi dotyczy najpewniej wysadzonego w czasie rosyjskiego odwrotu w 1915 mostu na Wiśle, gdzie obok Niemcy po zajęciu Warszawy postawili most pontonowy, który jednak nie zapewniał trakcji szynowej. Cerkiew na Placu Saskim z kolei była rozbierana po Wielkiej Wojnie jako pomnik rosyjskiego panowania.

10