NIEUDACZNICY NA PEŁNEJ - Na stronie rządowej poinformowano o opublikowaniu poradnika reagowania podczas nalotu. W pliku zamiast tego konkurs grzybiarski [VIDEO]nczas.info

http://tiny.pl/zytxmfpf7

Zdjęcie

RCB na stronie rządowej opublikowało informację o pojawieniu się instrukcji reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza. Użytkownik miał móc pobrać 12-stronicowy załącznik PDF z poradami. Jednak plik okazał się być informacją o konkursie zbierania grzybów.

„Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji udostępniło instrukcję właściwego postępowania na wypadek ataku z powietrza. Materiał stanowi rozwinięcie treści zawartych w „Poradniku Bezpieczeństwa”, który na początku 2026 roku przy współpracy z RCB trafił do blisko 17 mln domów Polek i Polaków” – napisano wczoraj na rządowej gov.pl/web/rcb w tekście „MSWiA opublikowało instrukcję reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza”.

„12-stronicowa instrukcja, opracowana przy udziale ekspertów ds. ochrony ludności, zawiera praktyczne wskazówki dotyczące m.in. właściwego reagowania na sygnały alarmowe, wyboru bezpiecznego miejsca schronienia, czy zasad postępowania przed, w trakcie i po zagrożeniu atakiem z powietrza. Zapraszamy do zapoznania się z Instrukcją reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza” – napisano, udostępniając załącznik w formacie PDF zatytułowany „Instrukcja reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza”.

Tiktoker Pioter_455 postanowił zapoznać się z publikacją. Jakie musiało być jego rozczarowanie, gdy okazało się, że plik ten jest… ogłoszeniem konkursu zbierania grzybów „Grzybowe Łowy. Mistrzostwa 2026”.

„Oficjalna instrukcja reagowania podczas zagrożenia atakiem z powietrza na rządowej stronie gov” – napisał Pioter_455, publikując nagranie przedstawiające, jak otwiera załącznik.

Po sprawdzeniu strony dzisiaj okazuje się, że dokonano zmian. Zamieniono pliki z załącznikami i obecnie otwierają się właściwe instrukcje.

Jednak przeglądając stronę poprzez web.archive.org widzimy, że pierwotnie publikacja na stronie rządowej zawierała możliwość pobrania pliku PDF widocznego na nagraniu „Piotera” z TikToka. Nie można go jednak już pobrać – najpewniej został usunięty z serwera lub zmieniono jego adres w plikach na serwerze. Według web.archive.org, modyfikacji dokonano wczoraj po godz. 17.

A teraz szybko, ruszajmy gotowi na wojnę wgnieść Putina w ziemię.

http://nczas.info/2026/09/30/na-stronie-rzadowej-poinformowano-o-opublikowaniu-poradnika-reagowania-podczas-nalotu-w-pliku-zamiast-tego-konkurs-grzybiarski-video/

#nierzad #nieudacznicy #usmiechnietakoalicja #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #tusk

10

12 minut kłamstw, ciekawe czy znajdą się desperaci co będą tego słuchać. pewnie tylko upośledzone na umyśle ukraińskie onuce pokroju wiechosława co cieszy się z zanieczyszczenia atmosfery płonącymi rafineriami

#polityka #tusk

11

NIE WIEDZĄ GDZIE DALI MILIARDY??? - DGP: UE nie da Polsce zakładanych pieniędzy na kolej CPK. Brakuje ponad 20 mld złkresy.pl

Unia Europejska nie zapewni Polsce zakładanych wcześniej 33,6 mld zł na kolejową część Centralnego Portu Komunikacyjnego. Według obecnych szacunków z Brukseli może trafić jedynie 10–12 mld zł, co oznacza lukę przekraczającą 20 mld zł. Resort infrastruktury szuka innych źródeł finansowania.

O sprawie pisze w poniedziałek „Dziennik Gazeta Prawna”. Problem dotyczy przede wszystkim budowy linii Kolei Dużych Prędkości w układzie „Y”, która ma połączyć Warszawę i Łódź z Wrocławiem oraz Poznaniem. W wieloletnim programie inwestycyjnym przyjętym przez rząd pod koniec 2024 roku założono, że na kolejowy komponent CPK do 2032 roku przeznaczone zostanie 76,8 mld zł. Z tej kwoty 33,6 mld zł miało pochodzić ze środków unijnych, a około 43,2 mld zł z emisji obligacji skarbowych.

Jak jednak przyznał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, uzyskanie zakładanej wcześniej kwoty z funduszy europejskich nie jest realne. Według obecnych szacunków w kolejnej perspektywie finansowej UE na lata 2028–2034 Polska może otrzymać na linię „Y” jedynie 10–12 mld zł.

„Szacuję, że w zbliżającej się perspektywie unijnej na linię igrek możemy uzyskać 10–12 mld zł” – powiedział Malepszak w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Oznacza to, że w stosunku do przyjętego planu powstaje luka przekraczająca 20 mld zł. Resort infrastruktury ma obecnie poszukiwać innych źródeł finansowania inwestycji.

„Brakujące środki trzeba będzie znaleźć z innych źródeł. Pracuję nad tym. Na razie nie chcę mówić o szczegółach” – zaznaczył wiceminister.

Problemy z zapewnieniem finansowania zbiegają się z opóźnieniami w uruchamianiu kolejnych postępowań przetargowych dotyczących budowy torów. Według „DGP” harmonogram części przetargów jest przesuwany, choć branża budowlana deklaruje gotowość do realizacji dużych inwestycji kolejowych.

Linia „Y” ma być jednym z najważniejszych elementów kolejowej części CPK. Według rządowych planów szybkie połączenia kolejowe mają umożliwić przejazd między Warszawą a największymi miastami zachodniej Polski w czasie wyraźnie krótszym niż obecnie. Problem ze znalezieniem ponad 20 mld zł oznacza jednak konieczność przebudowy przyjętego wcześniej modelu finansowania projektu.

http://kresy.pl/wydarzenia/ue-nie-da-polsce-zakladanych-pieniedzy-na-kolej-cpk-brakuje-ponad-20-mld-zl/

#cpk #ue #koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #tusk

7

Rząd ukrywa to przed Polakami?! Coraz bliżej katastrofynczas.info

Zadłużenie Polski zmierza do 80 proc. PKB. To daje dwie perspektywy: gigantyczny kryzys gospodarczy oraz działania naprawcze prowadzone przez Unię Europejską. Jedno i drugie z ogromną szkodą dla Polski.

Zadłużenie Polski wynosi 76 proc. PKB – ogłosił na portalu X w sobotę 12 września Leszek Balcerowicz. W ten sposób „guru polskiej ekonomii” i niekwestionowany autorytet środowisk lewackich, mniej czy bardziej świadomie – zadał kłam oficjalnej rządowej propagandzie swoich kolegów z tej samej strony politycznej barykady. Według rządu zadłużenie Polski wynosi 55–56 proc. PKB, jest trzymane w normie i nie daje powodów do paniki. Fakty są zgoła inne.

Biliony złotych

W 2010 roku Leszek Balcerowicz był inicjatorem tzw. „licznika długu”. To wirtualny licznik ustawiony na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich, w centrum Warszawy, miał pokazywać dwie wartości: zadłużenie Polski i dług odpowiednio na jednego mieszkańca kraju. Ta druga wartość w momencie założenia licznika wynosiła powyżej 20 tysięcy złotych. To oznaczało, że każdy noworodek, przychodząc na świat, miał już do spłacenia powyżej 20 tysięcy złotych z tytułu pożyczek i kredytów zaciąganych przez państwo.

Hipokryzja tego pomysłu polegała na tym, że najgłośniej przeciwko zwiększaniu długu protestował Balcerowicz, który sam był jego kreatorem i głównym winowajcą jego istnienia u zarania III RP. Balcerowicz też zaprogramował licznik w taki sposób, aby pokazywał tylko dług wewnętrzny – to znaczy stan zadłużenia państwa wobec własnych obywateli (zaciągany np. poprzez emisję obligacji skarbowych). Tyle, że jest to tylko jeden rodzaj długów. Do zadłużenia wewnętrznego, najmniej groźnego, dochodzi jeszcze zadłużenie zagraniczne, czyli pożyczki i kredyty udzielone przez inne państwa i międzynarodowe instytucje finansowe. Trzeci filar to zadłużenie samorządów, a czwarty – zadłużenie systemu emerytalnego, czyli różnica między tym, co dziś wpływa do ZUS a tym, co w przyszłości wypłacać będzie trzeba osobom starszym i schorowanym. Wskaźniki wszystkich tych zadłużeń są alarmujące. Gdy rządowi brakuje pieniędzy, ma dwa wyjścia: albo szukać oszczędności, albo dodrukowywać pieniądze. Pierwsze rozwiązanie skutkuje spadkiem popularności rządu, drugie inflacją, czyli wzrostem cen.

Czerwona granica

Unijne prawo dopuszcza próg zadłużenia państwa na 60 proc. Produktu Krajowego Brutto. Inaczej mówiąc: maksymalnie 60 proc. tego, co wytwarza państwowa gospodarka w sektorze dóbr i usług, może zostać wykorzystane na spłatę długów wraz z odsetkami. Jeśli ta granica zostanie przekroczona – Komisja Europejska ma prawo podjąć tzw. działania naprawcze podobne do tych podejmowanych przez sąd w stosunku do bankrutującego przedsiębiorstwa. Sąd ogłasza wówczas upadłość i powołuje syndyka. Syndyk zaś musi zagospodarować masę upadłościową (czyli resztę majątku firmy) w taki sposób, aby zaspokoić roszczenia wierzycieli. Procedury unijne mówią nie tylko o UEkomisarzu – syndyku, który będzie mógł podejmować działania naprawcze. Dają mu również prawa do działań politycznych, tzn. wprowadzania prawa zgodnego z oczekiwaniem UE.

Czy Komisja Europejska nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka jest faktyczna sytuacja budżetowa Polski? Ma przecież dostęp do danych, z których wynika, że oficjalne deklaracje rządu Tuska to mydlenie wszystkim oczu. Sytuacja finansowa państwa pokazuje jasno, że władze w Brukseli mogą w każdej chwili podjąć polityczne kroki, aby zdyscyplinować Polskę z powodu fatalnych warunków finansowych. Dlaczego jednak tego nie zrobi? Wszystko wskazuje na to, że taka możliwość zostałaby zrealizowana, gdyby w Warszawie władzę miał przejąć rząd eurosceptyczny. Wówczas KE może sobie „przypomnieć” o trudnej sytuacji, wprowadzić komisarza i podjąć działania polityczne. Te ostatnie oczywiście odbiorą nam resztki suwerenności. A zatem: proniemiecki Tusk zadłuża Polskę ponad granice wytrzymałości, dając ewentualne narzędzie nacisku na nasz kraj w przyszłości.

Złe dane

Mimo rządowej propagandy sytuacja gospodarcza Polski jest coraz gorsza. Aby podreperować finanse państwa, rząd zapowiedział podwyżki obowiązkowych składek na ZUS. To oznacza, że tysiące firm będą musiały płacić większy haracz. To zaś będzie oznaczać wzrost kosztów pracy (czyli wzrost cen), a z drugiej strony dynamiczny wzrost zamknięć firm, zwłaszcza małych i średnich. Na to wszystko nakładają się szokujące dane o zamykaniu kolejnych zakładów pracy. Jest to szczególnie dotkliwe w małych miasteczkach. Od ponad roku na łamach „NCz!” piszę o fali problemów, a nawet bankructw kolejnych sektorów gospodarki (rolnictwa, branży meblowej i drzewnej) oraz kolejnych, dużych fabryk (komponenty do komputerów, opony). To oznacza jeszcze jedno negatywne zjawisko: wzrost bezrobocia. Jeśli to wszystko nakłada się na gigantyczne zadłużenie, sytuacja staje się dramatycznie trudna.

Drożej i gorzej

Wydaje się, że Polska ma duży potencjał inwestycyjny i biznesowy. Oprócz polskiej pracowitości nasz kraj może zaoferować bezpieczeństwo, brak kataklizmów, dogodne warunki lokalizacyjne i transportowe. Co takiego powoduje, że wielkie firmy jedna po drugiej decydują się na zamykanie swoich fabryk w Polsce? Najlepiej oddaje to komunikat grupy Alchemia SA, która ponad rok temu zamknęła fabrykę rur w miejscowości Zawadzkie na granicy województwa opolskiego i śląskiego.

„Zarząd Alchemia Spółka Akcyjna podjął decyzję o zamiarze rozpoczęcia procesu likwidacji, mając na uwadze m.in. przewidywaną utratę zdolności oddziału do konkurowania na rynku, z uwagi na przestarzałą technologię produkcyjną, wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej oddziału i przewidywany stały wzrost tych kosztów, nieuzasadnione technologicznie i ekonomicznie zwiększanie nakładów na remonty i unowocześnianie technologii produkcji” – czytamy w oficjalnym komunikacie spółki.

Inne firmy, które decydowały się na zamknięcie swoich fabryk, w oficjalnych komunikatach podnosiły podobne czynniki: stały wzrost kosztów i wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej. To wszystko powodowało, że produkcja staje się mało opłacalna.

Zielony Bezwład

Chodzi głównie o zmiany wynikające z Zielonego Ładu, czyli aberracyjnej polityki niszczenia gospodarki pod pretekstem ochrony przyrody. Chora idea „zeroemisyjności”, czyli ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, wymusiła ogólnounijne dyrektywy nakazujące zamykanie kopalń węgla kamiennego i brunatnego. Rząd Polski zaczął więc zamykać kopalnie jedną po drugiej, co spowodowało ograniczenia w wydobyciu węgla, a więc wzrost kosztów produkcji prądu (do czego potrzebny jest węgiel). To zaś przełożyło się na wzrost rachunków za prąd. Prąd, czyli energia elektryczna jest jednym ze składników ceny produkcji towaru. Drugim, równie ważnym, jest ogrzewanie. Hale produkcyjne w okresie zimowym trzeba bowiem ogrzać. Jednak polityka „Zielonego ładu” spowodowała również kilkunastokrotny wzrost cen gazu. Przedsiębiorca odbija sobie te koszty na cenie produktów.

W ostatnich miesiącach wzrosły również koszty pracy. Ustawowy wzrost „płacy minimalnej” jeszcze nie jest bolesny, bo mało która fabryka zatrudnia robotników na podstawie płacy minimalnej. Bardziej dokuczliwy jest wzrost obowiązkowych składek ubezpieczeniowych na ZUS. Powoduje on wzrost realnych kosztów zatrudnienia. Czym więc pracodawca rekompensuje sobie te wzrosty kosztów? Podwyżką cen. Tyle tylko, że to też nie pozostaje bez konsekwencji. Droższe produkty stają się mniej konkurencyjne, zwłaszcza na rynku eksportowym. Towary produkowane przez fabryki należące do zagranicznych koncernów inwestowały w Polsce, bo produkcja tutaj była tańsza niż gdzie indziej i wyprodukowane tutaj towary (np. opony samochodowe) można było eksportować na inne rynki. Jednak wzrost kosztów doprowadził do wzrostu cen. W rezultacie produkty przestały już konkurować cenowo, a zatem firmie opłaca się przenieść produkcję tam, gdzie jest ona tańsza. Polska jako miejsce do inwestycji przegrywa więc rywalizację z krajami afrykańskimi. A wszystko z powodu sztucznych kosztów zawyżających ceny.

Ta sytuacja pokazuje również logikę zarządzania socjalistycznego. Można powiedzieć, że najbardziej zainteresowany w podwyżkach kosztów pracy jest rząd, ponieważ więcej dostaje z podatku VAT. Jeśli rura wyprodukowana w walcowni „Andrzej” kosztowała 10 tys. złotych, producent musiał do niej doliczyć VAT (23 proc.) i sprzedać ją po cenie 12300 złotych, a różnicę (2300) odprowadzić do urzędu skarbowego. Tyle, że przy eksporcie towary zwolnione są z VAT, więc fiskusowi pozostawały tylko wpływy z podatku dochodowego. Jednak i ten się skończył, bo podwyżki spowodowały to, że rury nie są już atrakcyjne cenowo na zagranicznych rynkach. To zaś oznacza, że również urząd skarbowy nie zobaczy wpływów z podatku dochodowego. Mógłby i na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że przestaną na jego konta wpływać zaliczki na podatek dochodowy, bo pracownicy zostaną zwolnieni i zamiast płacić podatki, staną się beneficjentami świadczeń socjalnych. Jest to klasyczny przykład zarządzania socjalistycznego – w imię biurokratycznych pomysłów wprowadza się zarządzenia, które prowadzą wyłącznie do bankructwa.

http://nczas.info/2026/09/28/rzad-ukrywa-to-przed-polakami-coraz-blizej-katastrofy/

#dlug #usmiechnietakoalicja #usmiechnietapolska #szkodniki #koalicjaobywatelska #koalicja13grudnia #tusk

12

Rząd powie Wam, co jest prawdą. Tusk ma powołać Centrum ds. Walki z Dezinformacjąnczas.info

Zdjęcie

W najbliższych dniach premier Donald Tusk ma powołać rządowe Centrum ds. Walki z Dezinformacją, które m.in. na specjalnej stronie internetowej odnosić się będzie do najbardziej rozpowszechnionych narracji dezinformacyjnych – poinformował PAP wiceminister cyfryzacji Paweł Olszewski.

Centrum Walki z Dezinformacją ma być organem pomocniczo-doradczym rządu. W jego skład wejdą przedstawiciele poszczególnych ministerstw, takich jak MSWiA, MON i MSZ, ale też KPRM, rzecznika rządu, Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Komendy Głównej Policji, szefów służb specjalnych czy Prokuratora Krajowego. Będzie też możliwość dopraszania ekspertów, przedstawicieli organizacji pozarządowych i mediów.

Zarządzenie o powołaniu Centrum, jak poinformował PAP wiceminister cyfryzacji Paweł Olszewski, ma w najbliższych dniach podpisać premier Tusk. – Jeśli premier podpisze powołanie Centrum przeprowadzimy formalną drogę, powołanie szefa, zastępcy i sekretarza – powiedział PAP wiceminister cyfryzacji.

Według nieoficjalnych informacji to właśnie Olszewski, który opracował zasady, na jakich Centrum ma działać, jest głównym kandydatem na jego szefa.

– O tym, kto będzie szefem Centrum będzie decydował minister cyfryzacji, który wskaże go spośród członków kierownictwa. Ja się tym zajmuję, więc być może będę ja, ale pan premier Gawkowski może zdecydować inaczej – zaznaczył Olszewski.

Centrum będzie miało za zadanie m.in. opracowanie strategii walki z dezinformacją. Olszewski zapewnił PAP, że jest ona już prawie gotowa.

Zadaniem Centrum ds. Walki z Dezinformacją będzie też tworzenie i wydawanie komunikatów w sprawach dotyczących zidentyfikowanych działań dezinformacyjnych. Ma powstać także specjalna strona internetowa, na której Centrum będzie odnosić się do najbardziej rozpowszechnionych narracji.

– Chciałbym publikować reakcje na narracje dezinformacyjne, które pochodzą głównie ze strony Rosji i Białorusi – powiedział Olszewski. Zwrócił uwagę, że w walce z dezinformacją niezwykle ważna jest szybkość reagowania.

Do zadań rządowego Centrum Walki z Dezinformacją będzie również należało przygotowywanie informacji oraz opracowywanie rekomendacji dla administracji publicznej, dotyczących przeciwdziałania i zwalczania dezinformacji.

O planach powołania Centrum napisało jako pierwsze w czwartek Money.pl.

http://nczas.info/2026/09/24/rzad-powie-wam-co-jest-prawda-tusk-ma-powolac-centrum-ds-walki-z-dezinformacja/

#tusk #usmiechnietakoalicja #koalicjaobywatelska #klamcy

23

Tusk mówił o raporcie CIA, prezydencki minister odpowiada: Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publicznąkresy.pl

Premier Donald Tusk 10 września mówił o raporcie przekazanym mu bezpośrednio przez szefa CIA. Kilka dni później prezydencki minister Marcin Przydacz stwierdził, że żadnego tajnego raportu na biurku premiera nie było. Szef BBN Bartosz Grodecki również wskazał, że nie zna takiego dokumentu i go nie widział.

10 września premier Donald Tusk poinformował, że otrzymał informacje od CIA dotyczące możliwych wydarzeń w najbliższych miesiącach oraz sytuacji bezpieczeństwa Polski i Europy. Wypowiedź padła w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz sytuacji na wschodniej flance Unii Europejskiej.

„Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach i tak, jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy. Należy spodziewać się różnych scenariuszy i Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE” — powiedział premier Donald Tusk.

Kilka dni później pojawiły się informacje podważające istnienie raportu w formie dokumentu. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że widział raportu CIA, na który powołuje się Tusk.

Czytaj także: Co szef CIA przekazał Tuskowi? Morawiecki domaga się działań i niejawnego posiedzenia Sejmu

Kilka dni później szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz napisał 17 września na platformie X, że takiego dokumentu nie było na biurku premiera.

„Nie było żadnego „tajnego raportu CIA” na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować. Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował. Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?” — napisał prezydencki minister Marcin Przydacz.

Informacje przekazane przez Tomasza Siemoniaka

Do sprawy odniósł się wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki, który wyjaśnił, że określenie „raport” odnosiło się do informacji przekazanych premierowi przez ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka po jego spotkaniu z szefem CIA w Waszyngtonie.

„W ubiegłym tygodniu minister Siemoniak był w Waszyngtonie, spotkał się z szefem CIA. Szef CIA przekazał mu informacje, jak podkreslił sam Siemoniak, ważne dla bezpieczeństwa Polski. Minister Siemoniak niezwłocznie przedstawił te informacje premierowi. Nie ma w tym żadnego kłamstwa, nie ma w tym żadnej przesady” — powiedział wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki.

Na pytanie, czy informacje przekazane przez Siemoniaka były raportem, o którym wcześniej mówił premier, Bosacki odpowiedział twierdząco.

Jak informacje trafiły do prezydenta

19 września do sprawy odniósł się szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki w programie „Sprawdzam!” Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Wyjaśnił, że po powrocie z USA Tomasz Siemoniak skontaktował się z nim, a następnie podczas spotkania przekazał mu informacje dotyczące rozmowy z szefem CIA.

„Pan minister koordynator Tomasz Siemoniak widział się z szefem CIA. Jak wylądował w Warszawie, skontaktował się ze mną, zaprosił na spotkanie, abyśmy o tej rozmowie mogli podyskutować. Spotkaliśmy się w czwartek. Ja te informacje, które uzyskałem od ministra koordynatora, przekazałem do pana prezydenta” — powiedział szef BBN Bartosz Grodecki.

Grodecki wskazał, że informacje dotyczące bezpieczeństwa są przekazywane między ośrodkiem rządowym a prezydentem. Jak zaznaczył, podobny przepływ informacji odbywa się także między ministrem obrony narodowej a głową państwa.

Dopytywany o istnienie dokumentu określanego jako raport CIA, Grodecki wskazał, że nie zna takiego dokumentu i go nie widział.

„Nie ma. Nie jest mi znana, nie widziałem. […] Nie ma tej kartki papieru. Jest informacja przekazana ustnie” — powiedział szef BBN.

http://kresy.pl/wydarzenia/tusk-mowil-o-raporcie-cia-prezydencki-minister-odpowiada-wymyslone-klamstwo-zeby-zelektryzowac-opinie-publiczna/

#tusk #klamca #cia

13

Fritz: Tusk konfabuluje, nawołując wszystkich do wojnynczas.info

Zdjęcie

Poseł Roman Fritz z Konfederacji Korony Polskiej ostro skrytykował Donalda Tuska za powoływanie się na „tajny raport CIA”.

Podczas wystąpienia w Sejmie Fritz zarzucił premierowi konfabulację i straszenie wojną. Stwierdził, że Tusk powołał się na raport CIA, który „podobno jest na stole”, ale minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył, że o czymś takim nawet nie słyszał, prezydencki minister Marcin Przydacz też „nie widzi żadnego raportu CIA”.

Fritz podsumował: Tusk „po prostu konfabuluje, nawołując wszystkich do wojny”. Dodał, że premier napiętnował osoby pragnące pokoju jako te, które „wchodzą w rosyjską narrację”. Na koniec zapowiedział: „My chcemy pokoju i dlatego w niedzielę (20 września 2026 r.) o 12.00 spod Ronda Dmowskiego wyjdzie kolejny marsz Polska za pokojem”.

Dodajmy, że będzie to kolejna tego typu manifestacja, zorganizowana przez Konfederację Korony Polskiej.

Przypomijmy. Donald Tusk poinformował niedawno, ze otrzymał „dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA” (Johna Ratcliffe’a) dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach. Ostrzegł, że Polska i Europa muszą być przygotowane na różne scenariusze – nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale też na wschodniej flance UE.

Informacje te to ponoć pokłosie wizyty koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka w USA i jego rozmowy z dyrektorem CIA. Siemoniak przekazał je, jak wieść niesie, Tuskowi.

Strona prezydencka (Marcin Przydacz, szef BBN Bartosz Grodecki) oraz część opozycji podkreślają, że nie istniał żaden pisemny, fizyczny „tajny raport CIA na biurku”. Była to ewentualnie informacja przekazana ustnie. Grodecki stwierdził wprost: „Nie ma tej kartki papieru. Jest informacja przekazana ustnie”. Przydacz nazwał to „wymyślonym kłamstwem, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować”.

http://nczas.info/2026/09/19/fritz-tusk-konfabuluje-nawolujac-wszystkich-do-wojny/

#tusk #podzegaczwojenny #klamca #cia #fritz #konfederacjakoronypolskiej

16

KOGOŚ NORMALNEGO TO DZIWI??? - Tusk kłamał w kluczowej sprawie? „To byłby absolutny skandal”x.com

http://x.com/BaranowskaKam/status/2100851930079559721

Zdjęcie

Sprawa domniemanego „tajnego raportu CIA”, o którym mówił premier Donald Tusk, od kilku dni wywołuje polityczną burzę. Prezydencki minister Marcin Przydacz stwierdził wprost, że takiego dokumentu nigdy nie było, a wypowiedź szefa rządu nazwał „wymyślonym kłamstwem”. Kontrowersje pogłębia fakt, że o istnieniu rzekomego raportu nie wiedział nawet minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Zaczęło się 10 września w Bratysławie, podczas spotkania premierów Grupy Wyszehradzkiej i Irlandii. Donald Tusk poinformował wówczas, że „w ostatnich godzinach” otrzymał „dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA” Johna Ratcliffe’a, dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach.

Premier nie ujawnił szczegółów dokumentu, ale zasugerował, że chodzi o wojnę z Rosją i zagrożenie wschodniej flanki NATO.

Kilka dni później minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsatu, pytany bezpośrednio o dokument wywiadowczy, odpowiedział krótko: – Nie, nie widziałem tego raportu.

Wywołało to konsternację, ponieważ jeden z najważniejszych członków rządu odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa publicznie przyznał, że nie zna treści dokumentu, na który powoływał się premier.

Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz zasugerował, że Kosiniak-Kamysz nie mógł widzieć dokumentu, bo takiego nie ma.

„Nie było żadnego »tajnego raportu CIA« na biurku” – napisał, dodając, że to „wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować”. Przydacz pytał retorycznie, kto uwierzy premierowi, „gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć”.

Do wpisu Przydacza odniosła się Kamila Baranowska z Kanału Otwartego. „Po wypowiedzi WKK w Polsacie, gdy stwierdził, że żadnego raportu nie widział, też nabrałam podobnego przekonania. Tylko jeśli żadnego raportu nie było, to oznacza, że premier kłamał w tak kluczowej sprawie jak bezpieczeństwo. To byłby absolutny skandal” – napisała.

Sprawę skomentował także Krzysztof Bosak z Konfederacji Wolność i Niepodległość. – Nie sądzę, żeby CIA przekazywało raporty polskiemu premierowi (…) Po pierwsze nie wiemy, czy był raport. Ja osobiście mam wątpliwości – powiedział w programie „Graffiti” w Polsat News wicemarszałek Sejmu.

http://nczas.info/2026/09/19/tusk-klamal-w-kluczowej-sprawie-to-bylby-absolutny-skandal/

#tusk #klamca #cia

14

Prawda o kopani soli w Kłodawie

Czy doprowadzenie polskich kopalni soli do ruiny, może doprowadzić do katastrofy ekologicznej w naszym kraju? 🚨

Niemcy mają potężne problemu ze składowaniem niebezpiecznych odpadów m.in. popiołów z pieców hutniczych, kadmu, azbestu, odpadów radioaktywnych itp.

Dla ich składowania szukają miejsc pod ziemią, także w innych krajach Europy.☢️☣️

Czy Kłodawa, wokół której zrobiło się teraz głośno, może być ich kolejnym celem?!⚠️

http://www.facebook.com/reel/1096377126375158

#tusk #koalicjaobywatelska #niemcy #Polska #kopalnia

11

#tusk

Najpierw prof. Gordoń, teraz Wiech, do tego posła Króla aresztowali - co jeszcze ruskie przygotowały?????

(chodzą słuchy, że nawet ten raport to ruska sprawa...)

5

@Socjaldemokrata tu masz tego swojego "stratega" #tusk vel #strateg

Europa bez Polski a Tusk do gadania nic nie ma.

http://www.facebook.com/reel/993676180380216

10

ZMIECIEMY ICH Z PLANSZY W 2 DNI! TO PO CO TA CAŁA POMOC DLA WUKRAINY BYŁA??? - Tusk straszy, że w planie Rosji jest uderzenie rakietami i dronami m.in. na Polskęnczas.info

Zdjęcie

Premier Donald Tusk powiedział w Sejmie, że – w ocenie służb wywiadowczych – w planie Rosji są hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. Podkreślił, że celem Moskwy jest zniszczenie w możliwie dużej skali gospodarki i logistyki Ukrainy.

Podczas czwartkowego przemówienia w Sejmie szef rządu przyznał, że nie spełniły się zapowiedzi dotyczące rozejmu energetycznego pomiędzy Rosją a Ukrainą. O takim rozejmie mówił w poniedziałek prezydent USA Donald Trump.

– Od tego czasu zdarzyło się wiele ataków, w tym na infrastrukturę energetyczną w Ukrainie. Musimy więc założyć, że będzie to kontynuowane, co ma także konsekwencje dla Polski, ponieważ te ataki coraz częściej dotyczą instalacji bardzo blisko naszych przejść granicznych z Ukrainą – powiedział premier.

Dodał, że celem Rosji jest zniszczenie w możliwie dużej skali gospodarki i logistyki Ukrainy. – Na razie Ukrainy – zaznaczył szef rządu.

– Spodziewane są ciągłe uderzenia o bardzo dużej częstotliwości i intensywności na sześć głównych miast ukraińskich, w tym niszczenie magazynów wszelkiego typu produktów niezbędnych przede wszystkim do obrony kraju, a także – czego jesteśmy świadkami w ostatnich tygodniach już bardzo mocno – infrastruktury kolejowej – podkreślił Tusk. Dodał, że w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni Rosjanie zniszczyli ponad 300 lokomotyw kolei ukraińskich.

Jak powiedział premier, w ocenie służb wywiadowczych, w planie rosyjskim są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę.

http://nczas.info/2026/09/17/tusk-straszy-ze-w-planie-rosji-jest-uderzenie-rakietami-i-dronami-m-in-na-polske/

#tusk #Polska #rosja #propaganda

9