Nowe badania korygują prognozy dla 25. cyklu słonecznegourania.edu.pl

Zdjęcie

Przewidywania i oceny naukowe sugerują aktualnie, że obecny cykl aktywności słonecznej osiągnie maksimum wcześniej niż dotąd oczekiwano. Ta nowa prognoza ma istotne konsekwencje dla operacji i misji kosmicznych, w tym dla bezpieczeństwa satelitów i astronautów.

Słońce podlega około 11-letniemu cyklowi aktywności. Każdy pojedynczy cykl słoneczny rozpoczyna się od minimum słonecznego, czyli okresu z bardzo małą liczbą plam słonecznych. Ich liczba wzrasta do maksimum w ciągu około pięciu lub sześciu lat, a następnie spada z powrotem do minimum. Obecnie znajdujemy się w 25 cyklu słonecznym – 25 od czasu rozpoczęcia szczegółowych badań i zapisów liczby zliczeń plam słonecznych w 1755 roku. Nie każdy cykl musi przy tym trwać dokładnie 11 lat: niektóre dotąd trwały zaledwie osiem, a inne nawet 14 lat. Nasze Słońce jest po prostu dość nieobliczalne i czasem trzeba się z tym pogodzić. Obecnie jednak ludzka aktywność w kosmosie jest większa niż kiedykolwiek wcześniej w historii, więc dokładne prognozy na temat aktywności naszej gwiazdy – przynajmniej tej panującej w obecnym cyklu – są nam coraz bardziej niezbędne.

W 2019 roku zespół naukowców pomógł Centrum Prognozowania Pogody Kosmicznej (SWPC), będącego częścią Narodowej Administracji Oceanicznej i Atmosferycznej NOAA, opracować wstępną prognozę dla nowego wtedy, 25 cyklu słonecznego. Pierwotnie szacowano, że maksimum słoneczne wystąpi między 2023 a 2026 rokiem, a liczba plam słonecznych wyniesie w cyklu od 95 do 130. To mało w porównaniu ze średnią, która wynosi od 140 do 220 plam słonecznych na cykl. Okazuje się jednak, że w kilku latach, jakie upłynęły od tej pierwszej prognozy, Słońce zaskoczyło uczonych, wykazując znacznie większą niż się spodziewano liczbę plam słonecznych i innych przejawów swojej aktywności. Jeszcze w sierpniu tego roku Ziemia ledwo uniknęła poważnych skutków serii silnych rozbłysków słonecznych, w której jeden rozbłysk dogania drugi i łączy się z nim, tworząc w rezultacie coś znacznie bardziej groźnego.

Tymczasem nowa, zaktualizowana prognoza przewiduje, że szczyt 25 cyklu słonecznego nastąpi między styczniem a październikiem 2024 roku, a maksymalna liczba plam wyniesie od 137 do 173. Prognoza ta to jednocześnie debiut eksperymentalnego produktu SWPC Updated Solar Cycle Prediction, publikowanego na stronie internetowej Space Weather Prediction Testbed. Zespół naukowy projektu szacuje, że nowa eksperymentalna prognoza będzie znacznie dokładniejsza niż ta z 2019 roku. Co więcej, w przeciwieństwie do poprzednich prognoz ma być ona stale aktualizowana co miesiąc, gdy tylko dostępne będą nowe obserwacje plam słonecznych, co jest bardzo istotną zmianą na plus.

Z nowej prognozy wynika również, że faza spadku aktywności Słońca może być znacznie dłuższa niż obecnie mająca miejsce faza jej wzrostu. Oznacza to, że możemy spodziewać się utrzymującej się wysokiej aktywności słonecznej (w tym często występujących zórz polarnych) co najmniej do 2027 roku. Oczywiście zorze to tylko jeden z efektów zwiększonego poziomu aktywności magnetycznej na Słońcu – w dodatku ten prawdopodobnie najmniej dla nas kłopotliwy. Zwiększona aktywność Słońca obejmuje też częstsze rozbłyski słoneczne, koronalne wyrzuty masy i silniejszy wiatr słoneczny.

Zrozumienie bieżącego cyklu słonecznego pozwala ludziom lepiej planować i reagować na zmieniające się warunki z wyprzedzeniem. Znajomość długości obecnego cyklu i prawdopodobnych poziomów aktywności słonecznej pomaga na przykład agencjom prognozującym pogodę kosmiczną określać prawdopodobieństwo wystąpienia pewnych silnych zjawisk zachodzących w przestrzeni kosmicznej. Na Ziemi zdarzenia te mogą powodować awarie sieci elektrycznych i degradację sygnałów GPS, a także zwiększać opór atmosferyczny na orbitujących wokół Ziemi satelitach, zagrażając ich pracy. Dokładne prognozy pomagają również astronomom lepiej zrozumieć Słońce, ponieważ są one oparte na modelach jego wnętrza. Opracowując modele, tworząc prognozy i ostatecznie porównując je z rzeczywistymi pomiarami, naukowcy są w stanie potwierdzić lub wykluczyć pewne koncepcje dotyczące działania pól magnetycznych wewnątrz Słońca.

Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy aspekt związany z 25 cyklem słonecznym. Jeśli najnowsza prognoza się sprawdzi, obecny cykl będzie miał maksimum blisko dnia kolejnego zaćmienia Słońca – 8 kwietnia 2024 roku. Może to skutkować prawdziwie imponująco wyglądającą koroną, czyli zewnętrzną atmosferą Słońca, która zwykle widoczna jest właśnie tylko podczas jego zaćmień.

Zdjęcie

Górny wykres porównuje przewidywaną obecnie liczbę plam słonecznych (obszary zacienione na fioletowo) z liczbą przewidywaną w 2019 r. (obszary zacienione na różowo). Rzeczywista liczba plam słonecznych zarejestrowanych każdego miesiąca jest oznaczona czarną linią. Dolny wykres, który przedstawia aktywność radiową Słońca, pokazuje wzorzec podobny do tego dla plam słonecznych. Źródło: NOAA SWPC

http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowe-badania-koryguja-prognozy-dla-25-cyklu-slonecznego

#slonce #nauka #ciekawoski #klimat #pogoda

9

DŁUGIE ALE WARTO - Kilkadziesiąt lat klimatycznego szaleństwa. Skutki widać wszędzienczas.info

Zdjęcie

Minęło ponad czterdzieści lat od pierwszych zapowiedzi klęsk wywołanych zmianami klimatu, wydano setki mld USD, a nie udowodniono nawet podstawowej tezy, że zmiany stężenia CO2 powodują zmiany temperatury i są przyczyną występowania zjawisk ekstremalnych. W okresie poprzedzającym powstanie Międzyrządowego Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) panował wśród niektórych naukowców pogląd, że nadchodzi ochłodzenie.

W skrajnych przypadkach twierdzono nadejście Epoki Lodowcowej. Później, po 1975 roku, ci sami naukowcy – agresywni w propagandzie nadchodzącej klęski ochłodzenia – zostali aktywnymi współpracownikami IPCC i z wielką gorliwością (prof. Stephen Schneider) zapowiadali nadchodzący okres ocieplenia z oczywiście wielką katastrofą w finale. W obu wariantach katastrofy zapowiadali zarówno identyczne syndromy, jak i skutki obu zjawisk (wzrost częstości i gwałtowności zjawisk ekstremalnych i inne), tylko z odmiennym finałem, który zawsze był katastrofą…

W ciągu ostatnich 32 lat IPCC opublikował 47 raportów na temat potencjalnych zagrożeń związanych ze zmianami klimatu wywołanymi przez człowieka, a mimo to sondaże pokazują, że społeczeństwo nie jest przekonane, że zmiany klimatu są priorytetem. Swoistą wyspę klimatyzmu na świecie z licznymi odstępstwami stanowi Unia Europejska, w której dysputę naukową zastąpiono agresywną propagandą i cenzurą. Tymczasem na świecie obserwuje się odchodzenie czy wprost negowanie tez klimatystów.

Na przykład Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) usunęła z oficjalnej strony informacje o antropogenicznym wpływie na klimat. Zmienił się również ton przekazu. Wcześniejsze sformułowania były jednoznaczne i kategoryczne. Teraz większy nacisk położono na procesy naturalne. Zmieniła się idea uporządkowania przekazu – mniej sloganów, więcej odsyłaczy do dokumentów i danych. To oczekiwany standard: instytucja finansowana z publicznych pieniędzy ma informować i dokumentować, a nie moralizować lub prowadzić spór w imieniu jednej strony. Zmiana bardzo oczekiwana, gdyż spór o stronę EPA jest sporem o coś bardziej znaczącego: czy urzędy mają być uczestnikiem ideologicznego konfliktu, czy mają wrócić do roli technicznego administratora faktów i procedur, czego oczekują podatnicy.

Pecunia non olet!

Zdziwienie wzbudza wydawanie setek miliardów dolarów na badania i przedsięwzięcia związane z przewidywaniem katastrofalnych zmian klimatu bez alternatyw. Nawet wśród klimatystów wychowanych na 97 proc. konsensusie występuje zwątpienie. Tak ujął to jeden głośniejszych przedstawicieli tego gatunku w Polsce: „gdy obserwujemy dyskusję w przestrzeni publicznej, to mamy wrażenie, że jesteśmy w mniejszości. To skutki dezinformacji. Słyszymy: nie róbmy nic, za drogo, nie stać nas, stracimy na tym…”. Sama prawda, tylko przyczyny inne. Życie to bezwzględna ekonomia; brak sprawdzalności wypowiedzi klimatystów, brak wiarygodnych przepowiedni (tak zwanych scenariuszy IPCC nie można nazwać prognozami, gdyż nie spełniają podstawowych standardów), prymitywna i nachalna propaganda oraz coraz bardziej odczuwalne skutki tych działań w postaci coraz wyższych rachunków stwarzają sytuację zwątpienia, a potem narastającego oburzenia podatników.

Wskutek wyraźnego spadku zainteresowania problemem, a może zmianą trendów w polityce i przede wszystkim w źródłach finansowania, klimatyści poszukują nowych kierunków działalności w zielonym obłędzie.

To zjawisko występuje również w różnych formach w Polsce. Oto komentarz z bloga do wystąpienia jednego z głośniejszych klimatystów polskich: „Pan profesor zaangażowany politycznie, bo zachwala bezemisyjne budownictwo, czyli już podpisaną dyrektywę budynkową (treść dyrektywy – jeśli nie radzisz sobie z doprowadzeniem swojego domu do zeroemisyjności, to państwo ci go zabierze, choć państwo nie będzie miało obowiązku dokonywania remontu do zeroemisyjności). Dyrektywa ta jest zwana dyrektywą wywłaszczeniową i taki może być jej realny skutek, bo cena doprowadzenia domu do założonych przez UE celów jest horrendalna”.

W Polsce doprowadzenie budynku mieszkalnego o powierzchni około 200 m2 do nowych standardów UE szacuje się na 300 tysięcy złotych. Czy jakiś polski naukowiec pracował nad tą dyrektywą? Czy zna konsekwencje wprowadzenia Zielonego Ładu? Na pewno nie, bo tu obowiązuje zasada, że wóz ciągnie konia. Na początku powstaje dokument polityczny, a potem dorabia się ideologię klimatyczną. Nie wolno bez analizy popierać nierealnych rozwiązań, które mogą być dla gospodarki rujnującym obciążeniem, a dla wielu rodzin tragedią.

Socjalne skutki działań klimatystów

Wielką sensację spowodowało wystąpienie Billa Gatesa, od zawsze bardzo aktywnego zwolennika tezy o antropogenicznych przyczynach ocieplenia klimatu, który opublikował kontrowersyjny esej, w którym kwestionuje dotychczasowe priorytety strategii klimatycznej. W swoim wpisie „Three Tough Truths About Climate” pisze, że zamiast obsesyjnie skupiać się na ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, powinniśmy najpierw zadbać o zdrowie i dobrobyt ludzi w najbiedniejszych regionach świata. Gates uważa, że to nie klimat będzie głównym zabójcą, lecz ubóstwo i brak dostępu do podstawowej opieki medycznej. Jako przykład podaje kraje Afryki Subsaharyjskiej i Azji Południowej, gdzie mieszkańcy są bardziej narażeni na choroby zakaźne czy niedożywienie niż na minimalny wzrost temperatury. O warunkach życia zadecyduje dostęp do czystej wody, energii i opieki zdrowotnej.

Gates zmienił wyraźnie swoje dotychczasowe stanowisko i ku zaskoczeniu klimatystów zaproponował bardziej realistyczne podejście, które łączy kwestie klimatu z rozwojem społecznym. Przypominając, że od 1990 roku światowa liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie spadła o połowę, a dzięki szczepieniom i edukacji zredukowano śmiertelność dzieci. Natomiast klimatyści uważają, że nadmierna koncentracja na rozwoju gospodarczym krajów najuboższych może opóźnić konieczne cięcia emisji, narażając planetę na jeszcze bardziej ekstremalne zjawiska pogodowe. Tymczasem nie udowodniono związku wzrostu częstości i natężenia występowania zjawisk ekstremalnych i wzrostu temperatury. Gates ostrzega, że „wizja »końca świata« może odwracać uwagę od realnych działań i skutkować marnotrawstwem pieniędzy”. Gates i nie tylko on twierdzi, że „programy zdrowotne i edukacyjne w krajach najuboższych przyniosą natychmiastowe korzyści i pozwolą społecznościom lepiej stawić czoła zmianom klimatu”.

Problem kosztów i skutków socjalnych działań klimatystów jest także ważny w krajach rozwiniętych. W naszym kraju ponad dwa miliony ludzi żyje poniżej granicy ubóstwa!

Zmiana trendu i poszukiwanie nowej, dojnej krowy

Działania klimatystów od początku istnienia IPCC budziły sprzeciw ze strony części naukowców, a nawet protesty rządów (Indie, Australia). Obecnie coraz częściej pojawiają się bardzo krytyczne uwagi dotyczące działań klimatystów.

Dr Harold Lewis (Uniwersytet Kalifornijski), profesor fizyki, opisał tę rzeczywistość: „Oszustwo związane z globalnym ociepleniem, napędzane miliardami dolarów, skorumpowało tak wielu naukowców… To największe i najbardziej udane pseudonaukowe oszustwo, jakie widziałem w moim długim życiu jako fizyk”. I jest to coraz częściej spotykane stanowisko.

Prowadziłem badania prac Klubu Rzymskiego i IPCC. Wyniki, które część z Państwa już zna, przedstawiłem w swojej książce „Zmiany klimatu” dostępnej na sklep-niezalezna.pl. Moje wnioski: działania IPCC mają negatywny wpływ na podejmowanie decyzji związanych z ochroną środowiska, gospodarowaniem wodą, planowaniem przestrzennym, działaniami w rolnictwie i innych ważnych dziedzinach życia. Szczególnie niebezpiecznie są rozwijane przez wyznawców IPCC błędne oceny dotyczące genezy różnych wydarzeń np. Arabskiej Wiosny, migracji ludności, a także rozpowszechniane mity na przykład dotyczące spadku wielkości stada niedźwiedzi polarnych i Antropocenu.

Raporty IPCC są wydawane nie tylko z licznymi błędami, a także znacznymi różnicami pomiędzy ustaleniami zawartymi w podstawowych dokumentach IPCC Raportach i Podsumowaniach dla decydentów. Poddałem krytycznej ocenia dane pomiarowo-obserwacyjne stanowiące podstawę opracowań IPCC. Wskazałem na kilkunastu przykładach przeróbki wyników obserwacji i pomiarów, można wprost stwierdzić fałszowanie w skali, która budziła sprzeciwy świata nauki i propozycje wprowadzenia ochrony surowych wyników obserwacji. Skrytykowałem efektywność modeli klimatycznych IPCC i sposób ich wykorzystania. Wobec negowania przez klasyków IPCC wystąpienia w przeszłości między innymi Małej Epoki Lodowcowej, Średniowiecznego Okresu Ciepła przedstawiłem opisy tych okresów, szczególnie akcentując ich wpływ na ówczesne życie, a także zmieniające się zasięgi roślinności na Ziemi.

Obecnie wskutek coraz większej opozycji wobec prac IPCC, klimatyści szukają nowych zagrożeń, które mogłyby stanowić nowe źródło dochodów.

Czarnym koniem wyścigu są zmiany prądów oceanicznych. I sprawa nabiera rozpędu! Już rozważane są nawet scenariusze przymusowej migracji ludności w przypadku całkowitego załamania systemu prądów oceanicznych. Taką zagrywkę już znamy z historii działalności IPCC. Prądy oceaniczne stanowią swoisty system klimatyzacji Ziemi. Prądy ciepłe wpływają na wzrost temperatury powietrza oraz sumy opadów atmosferycznych, a prądy zimne powodują spadek średniej temperatury powietrza oraz zmniejszenie sumy opadów atmosferycznych. Przykładowo ciepły Prąd Północnoatlantycki, stanowiący przedłużenie Golfsztromu, przyczynia się do ocieplenia klimatu Skandynawii, a zimny Prąd Benguelski występujący u południowo-zachodnich wybrzeży Afryki przyczynił się do powstania pustyni Namib. Ten naturalny system klimatyzacyjny pracuje od tysięcy lat (por. rys. 1).

Zdjęcie

Błędy klimatystów

Kiedyś klimatyści błędnie wyobrażali sobie, że regulując stężenie CO2, będziemy mogli sterować klimatem. Klimatyści mają dwa podstawowe cele: walkę ze zmianami klimatu i ograniczenie stężenia CO2 (CO2 to podstawowy budulec roślin).

Podstawową cechą klimatu jest jego zmienność, która trwa tak długo jak historia Ziemi. Przez ponad 6100 lat (czyli 60 proc. obecnego okresu ocieplenia interglacjalnego) temperatura była wyższa niż obecnie. Spośród dziewięciu wcześniejszych, znaczących okresów ocieplenia od zakończenia ostatniej epoki lodowcowej, pięć charakteryzowało się szybszym tempem wzrostu temperatury, a siedem większym całkowitym wzrostem temperatury. Co więcej, każdy z poprzednich cykli ocieplenia charakteryzował się znacznie wyższymi temperaturami niż obecnie.

Zdjęcie

Jedyną stałą cechą temperatury jest to, że nigdy nie jest stała. Potwierdza to powyższy wykres (rys. 2), który przedstawia 10 000-letnią historię zmian temperatury od końca ostatniej epoki lodowcowej. Wykres przedstawia duże wahania temperatury, znacznie większe niż te obserwowane w ciągu ostatnich 150 lat. Każda z tych zmian była spowodowana wyłącznie przez siły natury. Ci, którzy propagują pogląd, że działania człowieka są główną przyczyną zmian temperatury, powinni wyjaśnić, dlaczego siły natury nagle i niewytłumaczalnie przestały działać na początku XX wieku. Obecny trend ocieplenia jest naturalnym rezultatem szczęśliwego zakończenia Małej Epoki Lodowcowej.

Wbrew wypowiedziom klimatystów, że dzisiejsze stężenie CO2 jest bezprecedensowo wysokie, obecny poziom dwutlenku węgla jest bliski historycznego minimum. Średnie stężenie CO2 w ciągu ostatnich 600 milionów lat wynosiło ponad 2600 ppm, to prawie siedem razy więcej niż obecne stężenie i 2,5 razy więcej niż najgorszy scenariusz przewidywany przez IPCC na rok 2100. Mamy zbyt niskie stężenie CO2 na Ziemi. Potwierdza to rys. 3, a przede wszystkim potrzeby roślin… Najlepszym dowodem na to jest wzrastające zazielenienie Ziemi postępujące ze wzrostem stężenia CO2.

Zdjęcie

Obecne niskie stężenie CO2 pozbawia rośliny pożywienia, którego potrzebują do osiągnięcia pełnego potencjału wzrostu poprzez fotosyntezę. Wzrost stężenia CO2 poprawi również gospodarkę wodną roślin i poprawi ich odporność na występujące okresy suszy. Rys. 4 przedstawia wyniki badań wpływu stężenia CO2 na rozwój roślin.

Zdjęcie

Fotografia przedstawia korzystny wpływ wzrostu stężenia CO2 na rozwój roślin. Zdjęcie wykonano ponad 40 lat temu, a więc przed okresem największej propagandy IPCC, trudno zatem podejrzewać autora o jakąkolwiek stronniczość.

Badania (Idso, 2013) 83 upraw wykazało, że zwiększenie stężenia CO2 o 300 ppm zwiększy wzrost roślin średnio o 46 proc. we wszystkich badanych uprawach. Z drugiej strony wiele badań wskazuje na negatywny wpływ środowiska o niskiej zawartości CO2. Na przykład Overdieck (1988) wskazał, że w porównaniu z obecnym stanem rzeczy wzrost roślin został zahamowany o 8 proc. w okresie poprzedzającym rewolucję przemysłową, przy niskim stężeniu CO2 wynoszącym 280 ppm. Zatem proponowane wbrew faktom i bez podstaw naukowych próby redukcji stężenia CO2 są szkodliwe dla roślin, zwierząt i ludzkości.

Skutki szaleństwa widać wszędzie

Opisano już negatywny wpływ klimatystów we wszystkich kierunkach działań człowieka. Na przykład w przemyśle produkcja stali w Europie spadła do najniższego poziomu od 1960 roku. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. W rolnictwie rezygnacja z gazu ziemnego stanowiącego podstawowy surowiec do produkcji nawozów azotowych grozi w wymiarze globalnym klęską głodu. Nawozy azotowe żywią obecnie około połowy populacji światowej. Według profesorów Lindzena i Happera – autorów raportu o skutkach polityki klimatycznej – bez użycia nieorganicznych (azotowych) nawozów pochodzących z paliw kopalnych, świat po prostu nie osiągnie podaży żywności potrzebnej dla wsparcia 8,5 do 10 miliardów ludzi (por. rys. 5).

Zdjęcie

Taką dziedziną, gdzie polityka klimatyczna UE spowodowała już stan klęski, jest sztuczna inteligencja. Tu podstawę sukcesu stanowi możliwość pozyskania wielkich zasobów energii niezbędnych dla pracy centrów danych. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że zużycie prądu przez centra danych na świecie podwoi się do 2030 roku, odpowiada to obecnemu zapotrzebowaniu Japonii. W Stanach Zjednoczonych potrzeby energetyczne centr danych zużywać będą nieomal połowę wzrostu zapotrzebowania na energię w najbliższych pięciu latach. A do końca dekady przetwarzanie danych w Ameryce pochłonie więcej prądu niż wszystkie energochłonne gałęzie przemysłu razem wzięte. Dlatego na świecie trwa wyścig w rozbudowie możliwości produkcji energii elektrycznej. Istnieją plany uruchomienia zamkniętych kopali węgla.

Postępuje rozbudowa infrastruktury energetycznej. Tymczasem w Unii Europejskiej ceny energii są 2–2,5 razy wyższe niż w USA, a gaz kosztuje pięciokrotnie więcej. W 2024 roku gospodarka UE urosła zaledwie o 0,7–0,8 procent – w tym samym czasie Chiny odnotowały wzrost rzędu 4,5 procent, a Ameryka 2,2 procent. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. Europa nie ma szans na jakąkolwiek konkurencję, uniemożliwia to najdroższa energia na świecie i najbardziej restrykcyjne regulacje. Kolejna rewolucja technologiczna rozstrzygnie się w elektrowniach i na liniach wysokiego napięcia. I wszystko wskazuje na to, że Europa nie ma żadnych szans (zmianynaziemi.pl).

Kalibracja polityczna

Obawy powinny budzić zmienne poglądy klimatystów podążających za potrzebami polityki. Wprowadzono nawet pojęcie kalibracja polityczna. Prof. Judith Curry porównała mechanizm tego procesu do wozu ciągnącego konia. „Twoje finansowanie, podwyżka pensji, twoja sprawa o etat zależą od zgody na konsensus. Tak naprawdę chodzi o karierowiczostwo i zasoby. Wszyscy muszą tańczyć w tym samym rytmie, jeśli chcą zdobyć uznanie zawodowe i awans zawodowy” – uważa dr Curry, emerytowana profesor Georgia Institute of Technology, opisując stan nauki i badań nad klimatem w ostatnich latach.

http://nczas.info/2026/01/03/kilkadziesiat-lat-klimatycznego-szalenstwa-skutki-widac-wszedzie/

#klimat #klimatyzm #co2 #oszustwo

17

#ocipelnieklimatu #pogoda #klimat

Jak w tym roku było parę dni ciepła to mówiono, że planeta płonie bo kto w lato widział 24 stopnie nad morzem czy 30 stopni w centrum w lipcu???? Klimat się gotuje. Jak ogólnie jest zimno, dowaliło śniegiem to tylko pogoda i żaden dowód, że klimat się nie ociepla.

10

planeta płonie mili państwo

a nie, zaraz...

#OZE #klimat

18

planeta płonie, a denialiści klimatyczni ze Szwajcarii, którzy śpią na pieniądzach nie chcą płacić przez co dodatkowy ciężar spada na nasze mocarstwo humanitarne

#szwajcaria #klimat #co2

12

Jak myślicie czy 90 prywatnych odrzutowców lecących na wesele miliardera zrównoważy jeden oderwaną zakrętkę od butelki?

#klimat #planetaplonie

19

zobaczcie co się dzieje za oknem, 4 stopnie, a mamy prawie czerwiec. jeżeli tak będzie się zmieniał klimat w takim tempie to nam planeta po prostu zamarznie. jeżeli ktoś tego nie rozumie, że jeśli natychmiast nie zwiększymy emisji CO2 to za chwilę będziemy się bić na śnieżki w lecie to jest kwestia edukacji.

#globalneocieplenie #trzaskowski #klimat

9

Jednak to nie będzie najcieplejszy maj w historii pomiarów!wydarzenia.interia.pl

Unikam pisania o pogodzie, bo zawirowania pogodowe i kryzysy klimatyczne są na ziemi od 4,5 mld lat, więc nie ma sensu tego rozgrzebywać. Ale jako że @malcolm jest fanem różnych anomalii to podrzucam: maj nie będzie najcieplejszym w historii pomiarów, może być najzimniejszy!

http://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-do-ocieplenia-sporo-zostalo-w-prognozach-wyrozniaja-sie-konk,nId,21401524

#pogoda #klimat

12

ogólnie fajne te #samochody dzisiaj robią, że trzeba poprawiać fabrykę. nie jestem ekspertem, ale remont silnika pewnie mocno redukuje całkowitą emisję CO2 i przy okazji gasi planetę, a także oszczędza wodę oddalając od nas wizję suszy hydrologicznej.

#uniaeuropejska #klimat #ekologia

12

Przyspieszenie zmiany biegunów jest już blisko - rząd to śledzi. 🌊 🌍 🏚️youtu.be

Od lat 80tych ubiegłego wieku pole magnetyczne ziemi zaczęło przyspieszać swoje przemieszczanie. Naukowe dane są mocno niepokojące. Razem z polem magnetycznym, ziemia zaczęła się też szybciej obracać, co skutkuje krótszymi dniami. Nie na tyle by przeciętny człowiek zauważył, ale instrumenty pomiarowe owszem. Zmiany w polu magnetycznym odpowiadały okresom masowego wymierania.

Zdjęcie

Przewiduje się, że będzie to wpływać na klimat (i to nie wina człowieka). Znaczącym wydarzeniem geologicznym będzie przebudzenie trapów syberyjskich (pokrywy lawowe). Ich erupcje były największymi udokumentowanymi erupcjami w historii ziemi.

Przypuszczalnie jeszcze za naszego życia będziemy świadkami przebiegunowania.

-------------------------------------------------------------------

http://youtu.be/8904MH79z-4?si=izGJWycpKdJCevOe

-------------------------------------------------------------------

#ziemia #nauka #geologia #kataklizmy #alarm #klimat #ekologia

9

Musk wycina raka. Zwolniono już z pracy setki „naukowców” i „ekspertów” od klimatunczas.info

Komisja pod przewodnictwem Elona Muska dokonuje cięć w federalnej administracji USA. Przyszła też kolej na „klimatystów” i Narodową Agencję ds. Oceanów i Atmosfery (NOAA). Jak poinformował w oświadczeniu wydanym 28 lutego demokrata Jared Huffman z Kalifornii, „setki naukowców i ekspertów NOAA właśnie otrzymało wiadomość, której obawia się każdy pracownik federalny…”.

Zdjęcie

Narodowa Agencja ds. Oceanów i Atmosfery (NOAA) jest odpowiedzialna nie tylko za prognozowanie pogody, ale też za „analizę klimatu i ochronę oceanów”. Najwyraźniej nowe władze nie widzą jej zbytniej przydatności.

Agencja była zresztą oskarżana o propagowanie ideologii klimatyzmu, a wygodną przystań znaleźłi w nim rozmaici prorocy końca świata i zmian klimatu. Redukcje zatrudnienia w NOAA to jednak część szerszej polityki odchudzania federalnej administracji, czym zajmuje się kierowana przez Elona Muska Komisja ds. Efektywności Rządowej.

„Fałszywa misja Muska tłumi ważne programy. Ludzie w całym kraju polegają na NOAA, jeśli chodzi o darmowe, dokładne prognozy, ostrzeżenia o złej pogodzie i informacje o sytuacjach awaryjnych” – alarmuje Demokrata Huffman i strasz, że te „czystki” zagrażają bezpieczeństwu, a nawet „życiu ludzkiemu”.

Rzecznik NOAA Theo Stein powiedział, że agencja nie komentuje wewnętrznych spraw kadrowych. „Zgodnie z naszą misją zapewnienia bezpieczeństwa publicznego nadal udostępniamy informacje o pogodzie, prognozy i alerty” – dodał.

W 900-stronicowym raporcie opracowanym przez think tank Heritage Foundation, NOAA została opisana jako „główny czynnik napędzający przemysł alarmizmu klimatycznego”. Wezwano w nim do całkowitej likwidacji tej agencji w ramach „Projektu 2025” i postulowano prywatyzację Narodowej Służby Meteorologicznej.

http://nczas.info/2025/03/02/musk-wycina-raka-zwolniono-juz-z-pracy-setki-naukowcow-i-ekspertow-od-klimatu/

#lewactwo #klimatyzm #klimat #ekologizm #pasozyty #musk #usa

10

#ostatniepokolenie #klimat #ocieplenieklimatu

Macie jakieś doniesienia o przyklejaniu się do czegokolwiek z tego tametu ratujących planetę?

5

parę minut temu prezenter pogody na #TVP - pan Kret pomylił #klimat z pogodą i stwierdził, że za obecną odwilż odpowiadamy MY 🤡

#klimatyzm #pogoda

21

Zielona rewolucja: Jak CO2 ratuje planetę, a nie ją niszczymedycyna-komorkowa.com

W erze zdominowanej przez alarmizm klimatyczny i nieustanne dążenie do polityki Net Zero, rosnąca liczba dowodów naukowych podważa narrację, że dwutlenek węgla (CO2) jest planetarnym złoczyńcą. Recenzowane badania i szanowani naukowcy ujawniają obecnie, że CO2 jest nie tylko nieszkodliwy, ale wręcz korzystny dla Ziemi, napędzając globalne zjawisko zazieleniania, które karmi świat i przywraca różnorodność biologiczną. Jednak te przełomowe badania są systematycznie ignorowane przez media głównego nurtu, które pozostają przywiązane do politycznie motywowanej agendy klimatycznej.

Ostatnie badania opublikowane przez Koalicję CO2 i inne niezależne grupy naukowe wykazały, że rosnący poziom CO2 nie jest zagrożeniem egzystencjalnym, za jakie został uznany. W rzeczywistości atmosfera jest już „nasycona” CO2, co oznacza, że dodatkowe emisje mają znikomy wpływ na globalne temperatury. Ten efekt nasycenia, od dawna podnoszony przez sceptyków klimatycznych, wyjaśnia, dlaczego historyczne poziomy CO2 – od 10 do 15 razy wyższe niż obecnie – nie doprowadziły do niekontrolowanego ocieplenia. Zamiast tego, CO2 okazuje się być dobrodziejstwem dla życia roślin, napędzając „zieloną rewolucję”, która zwiększa plony rolne i zazielenia ogromne połacie planety.

Jedno z najbardziej przekonujących odkryć pochodzi od zespołu tajwańskich naukowców kierowanego przez profesora Peng-Sheng Wei. Ich badania, opublikowane w niedawnym artykule, wykazały, że zwiększenie poziomu CO2 ze 100 do 400 części na milion (ppm) spowodowało wzrost temperatury gruntu o zaledwie 0,3°C – wartość tak mała, że mieści się w marginesie błędu. Co jeszcze bardziej uderzające, badanie nie wykazało dodatkowego ocieplenia wraz ze wzrostem poziomu CO2 do 400 ppm. Jest to bezpośrednio sprzeczne z twierdzeniem Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), że podwojenie poziomu CO2 doprowadzi do katastrofalnego wzrostu temperatury o 3°C.

Podobnie austriaccy naukowcy doszli do wniosku, że podwojenie CO2 do 800 ppm spowodowałoby co najwyżej 0,5°C ocieplenia, bez wzrostu absorpcji podczerwieni przy kluczowych długościach fal. Odkrycia te, wraz z wynikami polskich i kanadyjskich naukowców, sugerują, że wrażliwość klimatu na CO2 została znacznie zawyżona. Dr Jan Kubicki i jego zespół twierdzą, że powyżej 400 ppm CO2 „nie może już powodować żadnego wzrostu temperatury”, podczas gdy profesor Yi Huang z McGill University zauważa, że absorpcja CO2 jest już nasycona, co sprawia, że dodatkowe emisje są w dużej mierze nieistotne dla ocieplenia.

http://medycyna-komorkowa.com/zielona-rewolucja-jak-co2-ratuje-planete-a-nie-ja-niszczy-1102/

#co2 #dwutlenek #klimat #pogoda

8

WHO straszy nową pandemią. Winne globalne ocieplenienczas.info

Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) straszą kolejną możliwą pandemią w 2025 roku. W końcu wojna na Ukrainie dobiega końca. Co ciekawe, wiążą możliwość pandemii z globalnym ociepleniem, które w nietrzymającej się kupy propagandzie wywoływać ma człowiek, co de facto wpisuje się w szantaż nakazujący być biednym i zniewolonym, bo inaczej podpala się planetę.

Globalne ocieplenie wywoła pandemię

Eksperci WHO w alarmistycznym tonie ostrzegają, że rośnie liczba patogenów, które mogą wywołać światową pandemię w rozpoczętym roku. Jednym z głównych powodów takiej możliwości ma być globalne ocieplenie.

– Najbardziej obawiałabym się dengi, choroby przenoszonej przez komary. W związku z ociepleniem klimatu, owady wcześniej uznawane za egzotyczne coraz częściej pojawiają się w Europie, niosąc ze sobą ryzyko potencjalnie groźnych infekcji – powiedziała WP abcZdrowie dr n. med. Karolina Pyziak-Kowalska, specjalista chorób zakaźnych, medycyny podróży, hepatologii (chorób wątroby) oraz leczenia chorób zakaźnych u kobiet w ciąży.

Redakcja wskazuje, że okres inkubacji wirusa dengi wynosi 3-14 dni, najczęściej 4-7. Zakażeni mają gorączkę, osłabienie oraz bóle głowy i kostno-stawowe.

Zakład Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru NIZP PZH – PIB podał, że w okresie od 1 stycznia do 15 grudnia minionego roku w Polsce zdiagnozowano 125 przypadków wirusa dengi. W okresie tym w 2023 roku były to 64 przypadki. Te małe liczby portal.abczdrowie.pl podaje w alarmistycznym tonie sugerującym, że to niezwykle wiele i zaraz może wybuchnąć z tego pandemia w kilkudziesięciomilionowym państwie.

– Jest ryzyko, że powstanie rodzima wersja dengi, którą będzie się można zarazić w krajach Europy Południowej, zwłaszcza że dwa gatunki komarów, które przenoszą wirusa, już tam bytują – przekonywała prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii w Instytucie Nauk Biologicznych UMCS w Lublinie.

Ludzie umierają z głodu, ale to wina wirusa

Wspomniano także „tajemniczą chorobę 'X'”, która miała wystąpić w Demokratycznej Republice Konga i w państwach sąsiadujących.

„Infekcja została określona przez naukowców jako potencjalnie groźna i wysoce zakaźna, a towarzyszące jej objawy, takie jak gorączka, bóle głowy i kaszel, połączone z niedożywieniem, prowadziły do wysokiej śmiertelności” – podaje portal.abczdrowie.pl.

Krótko mówiąc, jakaś choroba, która potem okazała się być odmianą malarii z objawami jak przy grypie, została przedstawiona jako powód wysokiej śmiertelności. Niedożywienie, które w Afryce zbiera śmiertelne żniwo, było tylko efektem potęgującym. W ten sposób zasugerowano, że malaria taka mogłaby masakrować społeczeństwa Europy jakby się pojawiła, choć problemu z niedożywieniem u nas nie ma, a raczej z nadwagą i otyłością, jak chociażby w przypadku autora tego tekstu.

Przypomniano, że „choroba 'X'” to termin ukuty przez WHO w 2018 roku.

„Oznacza on nieznaną dotychczas chorobę zakaźną o potencjale epidemicznym. Termin ten wprowadzono, by móc lepiej planować reakcje na nieznane dotychczas choroby, na przykład ułatwić produkcję szczepionek” – wskazuje portal.

Jest to więc nieznana choroba czy nawet odmiana, jakich na świecie jest naprawdę wiele. Ale brzmi groźniej.

Ukraińcy się nie szczepią – wina Polski i świata

Ciekawie też przedstawiono kwestię szczepień. Faktem jest, że w społeczeństwach po Wielkiej Histerii – nazywanej w mediach z wysokim budżetem „pandemią” – znacząco zmalało zaufanie do wielkiego przemysłu farmaceutycznego jak i do skuteczności szczepień. Dokonuje się jednak pewnej manipulacji.

„Niepokoi zwłaszcza odra, choroba całkowicie możliwa do wyeliminowania dzięki szczepieniom, która wraca do zachodniego świata w dużej mierze poprzez spadek poziomu wyszczepialności, obserwowany od 2019 roku. Przez cały 2024 odnotowano dziewięciokrotny wzrost zachorowań na odrę (w porównaniu z rokiem 2023) w Polsce, a w całym 2023 roku na odrę zmarło ponad 107 tysięcy dzieci na całym świecie” – napisano w tekście na portal.abczdrowie.pl.

Tymczasem nie wspomina się, że choroby te do niedawna nie występowały na Zachodzie, jednak były i są czymś normalnym na Ukrainie. Wielu Ukraińców nie przyjmowało żadnych szczepień, następnie wyemigrowało zarówno do Polski jak i do innych państw Europy.

Teraz zaś sugeruje się w tonie pretensjonalnym, że mieszkańcy Europy nie chcą się szczepić. Pomija się fakt, że to problem, który przybył do nas ze Wschodu.

„Lekarze częściej diagnozują też krztusiec, przeciwko któremu istnieje skuteczna szczepionka. W Polsce liczba zachorowań wzrosła tu z niespełna 900 przez cały 2023 rok do ponad 30 tysięcy w roku 2024. Odnotowano także zgon niemowlęcia, które padło ofiarą braku odporności zbiorowiskowej. Przypadek ten podkreślił, jak ważną rolę odgrywają szczepienia na krztusiec u kobiet w ciąży” – przekonuje portal.

http://nczas.info/2025/01/03/who-straszy-nowa-pandemia-winne-globalne-ocieplenie/

#who #klimat #plandemia

6