„Państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć”. 84 lata temu Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiejnczas.info

Zdjęcie

84 lata temu, 17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).

Tajny protokół

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco:

„W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, mimo że przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

„IV rozbiór Polski”

Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał:

„Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona”. (A. Garlicki „Historia 1815-1939. Polska i świat”).

Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał:

„Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRS. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych”. (J.Beck „Ostatni raport”)

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji. Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski – komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin – zastępca Mołotowa – odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty.

Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską”.

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: „Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji”.

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.

Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał:

„Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów”. (W.Materski „Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939”)

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: „Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką”.

Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: „Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski”.

Rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września „wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse”. (P. Wieczorkiewicz „Historia polityczna Polski 1935-1945”)

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP „Sarny”, brygada KOP „Polesie” oraz jednostki KOP „Kleck” i „Baranowicze”. Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP „Iwieniec”, „Głębokie” i „Krasne”.

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

Tragiczny bilans

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

„Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”

28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRS uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”.

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: „Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i «oddając» Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) – w zamian za przesunięcie do «radzieckiej strefy wpływów» Litwy – miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego”. (A. Paczkowski „Pół wieku dziejów Polski 1939-1989”)

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż „nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach”.

Pokłosie sowieckiej agresji

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce „Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania” pisał: „Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach – od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową – ponad 1 milion osób (…). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób”.

http://nczas.info/2026/09/17/panstwo-polskie-i-jego-rzad-faktycznie-przestaly-istniec-84-lata-temu-armia-czerwona-wkroczyla-na-teren-rzeczypospolitej-polskiej/

#Polska #niemcy #zsrr #bolszewicy #iiws #iiwojnaswiatowa #historia

17

PAŃSTWO Z DYKTY - Szef MON nie widział raportu CIA, na który powołuje się Tusk [+VIDEO]kresy.pl

http://x.com/chrzanikx/status/2099968048941629684

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że nie zapoznał się z raportem szefa CIA Johna Ratcliffa, który otrzymał premier Donald Tusk. Zapewnił jednak, że informacje dotyczące zagrożeń dla Polski i państw bałtyckich są przekazywane na bieżąco.

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział na antenie Polsat News, że nie zapoznał się osobiście z raportem szefa CIA Johna Ratcliffa, który otrzymał premier Donald Tusk. Zaznaczył jednak, że zna informacje dotyczące opisywanych w nim zagrożeń.

10 września Tusk przekazał, że otrzymał od dyrektora CIA raport dotyczący możliwych wydarzeń w najbliższych miesiącach. Premier mówił wówczas, że Polska i Europa powinny być przygotowane na różne scenariusze dotyczące zarówno wojny rosyjsko-ukraińskiej, jak i sytuacji na wschodniej flance Unii Europejskiej.

Zapytany, czy widział dokument, Kosiniak-Kamysz odpowiedział: „Nie, nie widziałem tego raportu”.

Dopytywany, czy zna jego treść, szef MON wskazał na bieżącą wymianę informacji w ramach rządu.

„Rozmawialiśmy z ministrem Siemoniakiem, choćby na komitecie bezpieczeństwa. To są informacje, które są na bieżąco przekazywane” – stwierdził.

Prowadząca rozmowę zapytała następnie, czy są to informacje „bardzo niepokojące”.

„One dotyczą zagrożenia bezpieczeństwa krajów bałtyckich, Polski. To są informacje, które nie są pierwsze i pewnie nieostatnie w tym względzie” – odpowiedział Kosiniak-Kamysz.

http://kresy.pl/wydarzenia/szef-mon-nie-widzial-raportu-cia-na-ktory-powoluje-sie-tusk-video/

#cia #Polska #mon #koalicjaobywatelska #usmiechnietakoalicja

9

TAK SIĘ SZYKUJEMY DO WOJNY - Media: Ukraina może otrzymać z Polski pociski do systemu Patriotkresy.pl

Polska przygotowuje kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 50 mln euro. Według „Rzeczpospolitej” może on obejmować także niewielką liczbę pocisków do systemu Patriot.

Polska przygotowuje pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy o wartości 50 mln euro, który ma obejmować m.in. środki obrony powietrznej. O planowanej pomocy poinformował wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski.

Według nieoficjalnych ustaleń „Rzeczpospolitej”, powołującej się na źródła rządowe i wojskowe, w pakiecie może znaleźć się również kilka pocisków przeznaczonych do systemu Patriot. Dziennik podał, że tego rodzaju dostawy są konsultowane z państwami NATO, w tym ze Stanami Zjednoczonymi.

O możliwość przekazania rakiet zapytano również dowódcę operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. pil. dr. Ireneusza Nowaka.

„Do tej liczby, która została zadeklarowana, to tak” – odpowiedział generał. Zaznaczył przy tym, że liczba pocisków pozostaje niejawna i ma być niewielka.

Ministerstwo Obrony Narodowej przekazało gazecie, że „granicą skali wsparcia dla Ukrainy jest bezpieczeństwo państwa polskiego i zasoby sił zbrojnych, które określa szef Sztabu Generalnego”.

Resort podkreślił również, że pomoc obejmuje sprzęt wycofywany z użycia przez polskie Siły Zbrojne, który nie byłby już wykorzystywany przez polskie wojsko, a „może z pożytkiem być używany na Ukrainie”.

Kilka dni wcześniej „The Economist” informował, że ukraińskiej obronie powietrznej zaczyna brakować kilku kluczowych typów amerykańskich rakiet. Szczególnie trudna sytuacja ma dotyczyć pocisków PAC-3 używanych przez systemy Patriot. Według brytyjskiego tygodnika ich zapasy na Ukrainie są niemal wyczerpane. Pociski te są jednym z podstawowych środków wykorzystywanych do zwalczania rosyjskich rakiet balistycznych.

Problemy dotyczą także pocisków AIM-120 i AIM-9 używanych przez ukraińskie F-16 do zwalczania rosyjskich pocisków manewrujących i dronów. Rosnące zużycie amunicji ma być związane m.in. ze wzrostem liczby szybkich rosyjskich bezzałogowców. Według wcześniejszych doniesień, z powodu niedoborów rakiet ukraińscy piloci coraz częściej mają zwalczać niektóre cele przy użyciu pokładowych działek.

W odpowiedzi część państw europejskich zapowiedziała dalsze dostawy uzbrojenia przeciwlotniczego. Niemcy zadeklarowały przekazanie kolejnych pocisków PAC-2 do Patriotów z zapasów Bundeswehry, natomiast Wielka Brytania przeznaczyła 100 mln funtów na wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej. Pomoc ma obejmować również pociski do systemów Patriot.

Równocześnie państwa Unii Europejskiej zgodziły się na przeznaczenie 3,2 mld euro na zakup pocisków do Patriotów dla Ukrainy. Komisja Europejska informowała, że część środków ma zostać wykorzystana m.in. na pociski PAC-3. Perspektywy szybkiego uzupełnienia zapasów pozostają jednak ograniczone ze względu na możliwości produkcyjne i zapotrzebowanie innych państw.

http://kresy.pl/wydarzenia/media-ukraina-moze-otrzymac-z-polski-pociski-do-systemu-patriot/

#Polska #rozdawnictwo #uzbrojenie #bron #ukraina #usmiechnietakoalicja #koalicjaobywatelska

6

Nalot skarbówki na dożynki. Ukarali nawet strażaków. „Uderzenie w ludzką bezinteresowność”nczas.info

Zamiast tradycyjnego dzielenia się chlebem i wdzięczności za plony, mandaty i weryfikacja kas fiskalnych. Jak relacjonuje „Gazeta Krakowska”, podczas tegorocznych dożynek w podkrakowskich gminach obok ludowych kapel pojawili się funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej. Ich wizyta wywołała oburzenie, a w przyszłości może odstraszyć lokalnych społeczników od darmowej pracy na rzecz sąsiadów.

Sierpniowe uroczystości w gminach Wolbrom, Jerzmanowice-Przeginia oraz w powiecie miechowskim miały niespotykany dotąd finał. Wśród stoisk kół gospodyń wiejskich, strażackich namiotów z piwem i odpustowych kramów pojawili się kontrolerzy ze skarbówki. Cel akcji był jasny: wystawić jak najwięcej mandatów.

Robert Szewczyk, rzecznik Małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego, nie widzi w tej sytuacji nic nadzwyczajnego. – Kontrole celno-skarbowe prowadzone przez Małopolski Urząd Celno-Skarbowy mogą mieć miejsce podczas każdej imprezy terenowej – ucina rzecznik.

W samej Przegini kary za brak nadzoru, nieprawidłową ewidencję i brak kas rejestrujących wyniosły łącznie 3100 zł. Z kolei podczas dożynek w Bukowskiej Woli suma wystawionych mandatów sięgnęła 7500 zł, a najwyższa jednostkowa kara wyniosła 3000 zł.

Dla wielu organizacji, które wystawiają się na lokalnych festynach z pobudek czysto charytatywnych i integracyjnych, działania fiskusa okazały się bolesnym zderzeniem z urzędniczą machiną. Wśród ukaranych w Bukowskiej Woli znalazły się gospodynie z gminy Racławice. By ratować morale mieszkanek, wójt Janusz Kozioł postanowił wziąć sprawę we własne ręce.

– Biorąc pod uwagę fakt, że koła pojechały na dożynki nie po to, żeby zarobić, a po to, aby reprezentować gminę, wzięliśmy to na siebie – tłumaczy samorządowiec. Wspólnie ze swoją zastępczynią, z prywatnych środków, pokryli koszty mandatu, by „sytuacja nie zniechęciła gospodyń do dalszej aktywności”.

Krajowa Administracja Skarbowa broni swoich działań, odpierając zarzuty o złośliwość i celowe nękanie ludzi. Przedstawiciele KAS argumentują, że interwencje to efekt analizy ryzyka oraz zewnętrznych donosów, które urząd miał obowiązek zweryfikować.

– Rozumiemy, że działalność rolników, strażaków czy kół gospodyń często ma charakter społeczny i charytatywny. Nie oznacza to jednak, że można pomijać obowiązujące przepisy – usilnie twierdzą urzędnicy.

Te tłumaczenia nie przekonują jednak lokalnych liderów. Wójt gminy Jerzmanowice-Przeginia, Tomasz Gwizdała, nazywa interwencję skarbówki szokiem i uderzeniem w serce polskiej tradycji.

– Ta kontrola nie uderzyła w wielkie korporacje ani w osoby szukające łatwego zysku. Uderzyła w ludzką bezinteresowność. Ukarano tych, którzy dla rolników i dla całej naszej lokalnej społeczności postanowili stworzyć to święto – punktuje wójt Gwizdała, pytając retorycznie, kto i w jakim celu nasyła służby na pracujących za darmo społeczników.

Skutki fiskalnej gorliwości już widać w regionie. Organizatorzy kolejnych imprez alarmują, że sparaliżowane strachem i widmem kar koła gospodyń odmawiają wystawiania swoich stoisk.

http://nczas.info/2026/09/16/nalot-skarbowki-na-dozynki-ukarali-nawet-strazakow-uderzenie-w-ludzka-bezinteresownosc/

#Polska #koalicjaobywatelska #urzadskarbowy

6

POLSKIE DRONY

Własny silnik, własna technologia, własna konstrukcja. Oby tylko polskie państwo nie przeszkadzało bardziej, niż pomagało, bo takie projekty budują realną siłę kraju.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/965834433116442

#Polska #uzbrojenie #drony

11

Ruski dron morski w Polsce!!!

KŁAMSTWO GĘSTE JAK SMOŁA !!! 😜☠😁 BOGDAN MORKISZ 🙃

http://www.facebook.com/reel/4644494169209729

Zdjęcie

#propaganda #Polska #drony #rosja #ukraina

8

Ładny interes. Polska wysyła prąd na wukrainę bo "wojna" a tymczasem wukraina... sprzedaje prąd Rumunii.

Debilizm, frajerstwo?

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/1468472204965473

#Polska #ukraina #rumunia #prad #frajerzy

13

Ukraińska "artystka" całująca kamienie, określająca się zaimkami „ona/on/oni”, występuje w projekcie realizowanym w ramach „Kongresu Estetycznego 2026”, który otrzymał 234 tys. zł dofinansowania z Ministerstwa Kultury.

A teraz jeszcze lepiej: rząd proceduje ustawę, dzięki której artyści spełniający określone warunki będą mogli otrzymywać dopłaty do składek społecznych i zdrowotnych.

Czyli najpierw publiczne pieniądze na takie „dzieła”, a później możliwe dopłaty do składek artystów.

To już nie jest kabaret. To robienie z podatników idiotów.

http://www.facebook.com/reel/2439257003273665

#spierdolenie #rozdawnictwo #ukraincy #Polska #koalicjaobywatelska

Zdjęcie

17

AMUNICJI NA 3 DNI ALE NÓŻKAMI PRZEBIERAJĄ!!! - Tusk: Nie możemy wykluczyć niestety, że ta eskalacja będzie dotyczyła także naszego terytoriumnczas.info

Zdjęcie

Eskalacja działań Rosji staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy – podkreślił premier Donald Tusk podczas specjalnej odprawy służb. Ataki tej nocy wskazują, że Rosjanie są gotowi użyć groźniejszego niż do tej pory sprzętu – dronów odrzutowych – poinformował premier.

Szef rządu zapowiedział, że przez najbliższe miesiące współpraca przy przejściach granicznych między celnikami, policjantami, strażą graniczną, a wojskiem będzie musiała mieć „specjalny charakter”. Chodzi m.in. o przeciwdziałanie zatorom i gromadzeniu się na przejściach pojazdów np. z paliwem. Na poniedziałek Tusk zapowiedział rozmowy w tej sprawie z Ministerstwem Finansów.

Komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. Robert Bagan przekazał w niedzielę po południu, że sytuacja na przejściach granicznych jest „opanowana”, ruch odbywa się normalnie. Wcześniej, w związku z zagrożeniem atakami dronów po stronie ukraińskiej, okresowo wstrzymywano odprawy na przejściach

Nocny atak dronów Geran-5 na zachodniej Ukrainie

W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Polskie wojsko poderwało myśliwce, a służby ostrzegały przed zagrożeniem mieszkańców regionów przygranicznych. Nie odnotowano naruszenia granicy RP.

– Jesteśmy pewni, że została zaatakowana stacja benzynowa lub jej pobliże, dwa kilometry od naszej granicy, od naszego przejścia oraz skład pociągu towarowego na bocznicy – powiedział premier Tusk podczas niedzielnej odprawy służb z udziałem ministrów w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Podkreślił, że „ważna jest precyzyjna informacja”.

– Informacje o zaatakowaniu kolumny ciężarówek lub lokomotywy z pociągu pasażerskiego na trasie Kijów-Warszawa, które się pojawiały nie tylko u nas w mediach, ale też w niektórych relacjach ze strony ukraińskiej, nie mogę powiedzieć, że one są nieprawdziwe, ale my nie potwierdzamy takich zdarzeń – zaznaczył Tusk.

Brak naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej

Odniósł się także do spekulacji, że została naruszona polska przestrzeń powietrzna. – Spekulacji, że coś wleciało od strony ukraińskiej, czyli rosyjskiej w tym znaczeniu, też nie potwierdzamy. Nic nie naruszało tej nocy polskiej przestrzeni powietrznej – powiedział premier.

Tusk podkreślił, że „eskalacja działań ze strony Federacji Rosyjskiej staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy”.

– Jak wiecie, atak czy próba sparaliżowania przejść granicznych to nie jest pierwsze tego typu zdarzenie – mieliśmy z tym do czynienia w Mołdawii, ale wiedzieliśmy, że w planie rosyjskim będzie próba dezorganizacji, paraliżu, a być może także zniszczenia przejść granicznych ukraińskich, a więc dotyczy to także naszego kraju – zaznaczył Donald Tusk.

– To, co wiemy i to, czego można się spodziewać, to to, że najbliższe tygodnie i miesiące to będzie okres bardzo wzmożonych akcji ze strony rosyjskiej i nie możemy wykluczyć niestety, że ta eskalacja będzie dotyczyła także naszego terytorium – powiedział. Wyraził nadzieję, że „ten najgorszy scenariusz się nie sprawdzi”. – Ale niestety dotychczasowe zdarzenia potwierdzają informacje, które otrzymujemy od wielu miesięcy, że także gorsze warianty są możliwe – podkreślił.

Zwrócił również uwagę na zdolność weryfikacji informacji. – Będę prosił o informacje ze strony służb, abyśmy byli w stanie weryfikować tak już jeden do jeden wszystkie informacje, które otrzymujemy, szczególnie w trybie alarmowym w nocy – powiedział premier.

Zaznaczył, że „nie jest to tylko kwestia Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i przekazywania informacji mieszkańcom”. Wskazał, że bardzo ważne z punktu widzenia armii, ale też rządu jest, żeby strona polska miała „pełną zdolność weryfikowania i potwierdzania” informacji, żeby nie popełnić żadnego błędu, wtedy, kiedy będzie potrzebna pilna reakcja.

Gotowość sojuszników i drony odrzutowe

– Nie ulega wątpliwości, że musimy być wspólnie z naszymi sojusznikami przygotowani na reakcję, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ataki tej nocy wskazują, że Rosjanie są gotowi użyć groźniejszego niż do tej pory sprzętu. Mówię tutaj o dronach odrzutowych. Ich zasięg i precyzja są niepokojące – powiedział.

Tusk poinformował, że zgodnie z informacjami przekazanymi przez wiceszefa MON Cezarego Tomczyka, podczas niedzielnego ataku dronowego Rosji w zachodniej Ukrainie, odnotowano 13 uderzeń.

– Musimy mieć świadomość że Rosja dysponuje takimi możliwościami. Dlatego będę czekał na informacje, jak jesteśmy przygotowani do użycia dronów do dezorganizacji kolei czy zakładów pracy. Nie wykluczam, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Tylko maksymalne przygotowanie to jest gwarancja, że żadne dramatyczne rzeczy się nie zdarzą – zauważył premier.

Zapowiedział, że przez najbliższe miesiące „współpraca przy przejściach granicznych niestety będzie musiała mieć specjalny charakter”. Tusk dodał, że w poniedziałek rozmowy w tej sprawie będą prowadzone także z Ministerstwem Finansów. Podkreślił, że współpraca między celnikami, policjantami, strażą graniczną, wojskiem „musi w sposób maksymalny po pierwsze usprawnić ruch, tak żeby nie było zatorów, bo one mogą być niebezpiecznym z naszego punktu widzenia celem ataków”. – I żeby oczywiście nie dochodziło w żadnym wypadku do gromadzenia się pojazdów przy naszych przejściach granicznych, np. z paliwem – dodał.

Straż Graniczna: sytuacja opanowana, wcześniejsze wstrzymania odpraw

Komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. Robert Bagan przekazał podczas odprawy, że „aktualnie sytuacja na przejściach granicznych jest opanowana”. – Ruch odbywa się normalnie, nie stwierdzamy na ten moment żadnych zagrożeń – powiedział.

Dodał, że wcześniej, w związku z zagrożeniem atakami bezzałogowych statków powietrznych po stronie ukraińskiej, okresowo wstrzymywano odprawy na przejściach. – Praktycznie przez cały dzień i całą noc ten ruch był ruch wstrzymywany i wznawiany – podkreślił komendant.

Jak przekazał, około godz. 4.10 dron zaatakował stację benzynową ok. 2 km od przejścia granicznego w Dorohusku. – Wybuch był tak silny, że szyby w placówce po naszej stronie zadrżały. W związku z atakiem przejście zostało ewakuowane – powiedział gen. Bagan. Wyjaśnił, że poza rejon przejścia przetransportowano ponad 280 podróżnych, w tym pięć autokarów, ewakuowano także 25 funkcjonariuszy SG i 25 funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej.

Komendant przekazał, że do ewakuacji doszło również w Hrebennem, po informacji o niezidentyfikowanym obiekcie zmierzającym w kierunku przejścia, ale – jak podkreślił – po konsultacji z wojskiem zagrożenie nie zostało potwierdzone. – W tym przypadku również doszło do ewakuacji ponad 300 osób – powiedział.

– Około godziny 8.27 doszło również do kolejnego uderzenia po stronie ukraińskiej na bocznicę kolejową i z naszych informacji uzyskanych od strony ukraińskiej wynika, że dron uderzył w lokomotywę pociągu towarowego. Skład tego pociągu składał się z pustych cystern, więc to są nasze informacje, które uzyskaliśmy od strony sąsiedniej – poinformował gen. Bagan. Dodał również, że w mediach pojawiały się inne informacje, jednak – jak wyjaśnił – nie są w stanie ich w 100 proc. potwierdzić.

Komendant Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej gen. bryg. SG Jacek Szcząchor przekazał, że w momencie ewakuacji przejścia granicznego autokary są wyprowadzane poza teren przejścia, natomiast ponieważ ciężarówki nie są w stanie szybko zawrócić i kierowcy są proszeni o udanie się w miejsce ukrycia.

Zwrócił się też z pytaniem o możliwość implementowania od wojska tzw. hesco-bastionów dla funkcjonariuszy SG, którzy pełnią służbą na linii granicy, tak by mogli nadal obserwować linię granicy będąc bezpiecznym.

Hesco-bastiony to składane kosze z drucianej siatki otoczonej wytrzymałą tkaniną wypełnione np. piaskiem. Buduje się z nich tymczasowe umocnienia. Zastąpiły worki z piaskiem.

Komendant zwrócił tez uwagę, na problem informowania na przejściu o alarmie i konieczności ewakuacji. Przekazał, że w niedzielę wykorzystano np. głośniki w pojazdach służbowych ogłaszając alarm.

– Fajnie by było, żeby przynajmniej doraźnie do czasu, kiedy nie będzie centralnego systemu działającego także w przejściu, żeby zakupić tuby, które pozwoliłyby nam ogłaszać alarm w ramach przejść granicznych – dodał.

Podziękował też policji za pomoc w szybkie i sprawne wyprowadzenie w głąb kraju samochodów ADR wypełnionych paliwami.

Reakcja wojska: myśliwce, śmigłowce i obrona powietrzna

Szef sztabu DORSZ gen. bryg. Jarosław Chojnacki powiedział, że podczas nocnych ataków Federacji Rosyjskiej na Ukrainę Dowództwo obserwowało za pośrednictwem systemów rozpoznania radiolokacyjnego obiekty znajdujące się w przestrzeni powietrznej Ukrainy i zmierzające w kierunku Polski. W związku z tym – jak mówił – „dowódca operacyjny oczywiście uruchomił lądowe środki obrony powietrznej rozmieszczone w części wschodniej kraju, w województwie lubelskim i w województwie podkarpackim oraz oczywiście środki obrony powietrznej lotnictwa szybkiego, czyli F-16 oraz śmigłowce M-17 i Black Hawki”.

Przekazał, że ze wstępnych ocen wynika, że Rosjanie w atakach na Ukrainę, które rozpoczęły się w sobotę o godz. 14, użyli ponad 700 dronów oraz 40 pocisków balistycznych. Ataki koncentrowały się na regionie odeskim oraz na zachodniej Ukrainie.

– Warto podkreślić – lądowe środki obrony powietrznej były w gotowości do zestrzelania pocisków, ponieważ widoczność była, tutaj mieliśmy to w pełni dozorowane – przekazał gen. Chojnacki.

http://nczas.info/2026/09/13/tusk-nie-mozemy-wykluczyc-niestety-ze-ta-eskalacja-bedzie-dotyczyla-takze-naszego-terytorium/

#tusk #Polska #rosja #nato #wojna

8

MAM NADZIEJĘ, ŻE GDYBY CO PÓJDZIE W PIERWSZYM SZEREGU - Sikorski zwariował?! „Pokonalibyśmy Rosję w sześć tygodni”x.com

http://x.com/TheOtherSideRu/status/2099171941294739895

Zdjęcie

– Jeśli Rosja zdecydowałaby się zaatakować nas, to pokonalibyśmy ją bardzo szybko – powiedział w sobotę podczas wystąpienia na kongresie Yalta Euopean Strategy w Kijowie wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski.

11 i 12 września w Kijowie odbyła się kolejna edycja organizowanej przez fundację ukraińskiego miliardera Wiktora Pinczuka konferencji Yalta European Strategy. Wzięło w niej udział około 700 polityków i ekspertów z 28 krajów. Głównym tematem była kwestia zakończenia wojny Ukrainy z Rosją.

Jednym uczestników konferencji był Radosław Sikorski. Wicepremier i szef MON powiedział podczas panelu dyskusyjnego, że „gdyby Rosja zdecydowałaby się nas zaatakować, to pokonalibyśmy ją bardzo szybko”.

„Gdyby Rosja nas zaatakowała i zdjęlibyśmy rękawiczki, myślę, że pokonalibyśmy ją dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w sile powietrznej. (…) Jeśli Ukraińcy zlikwidowali połowę rosyjskich zdolności rafineryjnych w sześć miesięcy, my moglibyśmy to zrobić w sześć tygodni i zlikwidować drugą połowę” – powiedział Sikorski.

Minister Sikorski najwyraźniej uprał się wciągnąć Polskę do wojny na Ukrainie. Takie buńczuczne deklaracje tylko prowokują Rosję.

http://nczas.info/2026/09/13/sikorski-zwariowal-pokonalibysmy-rosje-w-szesc-tygodni-video/

#sikorski #spierdolenie #Polska #rosja

8

Zdjęcie

PO BITWIE WĘGRZY STANĘLI PO STRONIE POLAKÓW

Po przegranej bitwie pod Jaktorowem we wrześniu 1944 roku Zgrupowanie AK „Kampinos” zostało rozbite. Wielu partyzantów poległo, inni ruszyli w lasy, próbując uniknąć niemieckiej obławy.

Wtedy wydarzyło się coś niezwykłego.

Węgierscy żołnierze, którzy stacjonowali w okolicy jako część wojsk sojuszniczych III Rzeszy, udzielili pomocy około 100 polskim partyzantom. Zamiast ich wydać Niemcom, pozwolili im przejść przez zajmowany przez siebie teren i pomogli im wydostać się z niemieckiego pierścienia.

Co więcej, Węgrzy mieli powstrzymać niemiecki pościg, dzięki czemu Polacy zyskali czas na ucieczkę.

Był to jeden z najbardziej niezwykłych przykładów pomocy udzielonej żołnierzom AK przez węgierskich wojskowych podczas Powstania Warszawskiego i walk na jego zapleczu.

http://www.facebook.com/61572286545295/posts/122185922882742884/

#Polska #Wegry #niemcy #iiws #iiwojnaswiatowa

17

ODDAWAĆ KURWA KASĘ NIEROBY!!!! - Prawie 300 tys. zł za dwa lata nic nie robienia. Sejmowa komisja nie zebrała się ani razu, ale pieniądze wzięlinczas.info

Zdjęcie

„Fakt” zajął się sprawą Nadzwyczajnej komisji sejmowej ds. mordowania nienarodzonych dzieci, która miała zebrać się 14 września, a która przez ponad dwa lata nie spotkała się ani razu. Spotkanie jednak już odwołano i nie podano nowej daty. Pomimo tego władze komisji otrzymały z naszych podatków łącznie 277 tys. zł brutto dodatków do uposażeń poselskich.

„Komisja Nadzwyczajna do rozpatrzenia projektów ustaw dotyczących prawa do przerywania ciąży została powołana w kwietniu 2024 r. Zebrała się siedem razy, po raz ostatni 9 lipca 2024 r. Od tamtej pory posiedzeń nie było” – poinformował „Fakt”.

Po ponad dwóch latach komisja miała zebrać się ponownie. Termin wyznaczony był na najbliższy poniedziałek o godz. 16. Informacja o zwołaniu posiedzenia pojawiła się na stronach Sejmu w czwartek.

W sobotę jednak spotkanie już zostało odwołane. Oficjalnym powodem był brak stanowiska Ministerstwa Zdrowia wobec projektów zapisanych w drukach sejmowych nr 223 i 611. Nie podano też nowego terminu posiedzenia komisji.

Brak działań tej komisji jest dobry. Złe jest natomiast to, że przez ten cały czas pieniądze podatników szły na posłów. „Fakt” podkreśla, że „mimo braku posiedzeń przewodnicząca komisji i jej zastępczynie otrzymywały dodatki do poselskich uposażeń”.

„Przewodniczącemu komisji przysługuje dodatek w wysokości 20 proc. uposażenia, a wiceprzewodniczącym – co do zasady 15 proc.” – czytamy.

Z danych Kancelarii Sejmu przesłanych „Faktowi” wynika, że w okresie 12.04.2024-31.07.2026 przewodnicząca Dorota Łoboda z KO otrzymała 73891,11 zł brutto. Z kolei trzy wiceprzewodniczące otrzymały po 55418,41 zł brutto. Czwarta wiceprzewodnicząca – ze względu na funkcje również w innych komisjach – otrzymała 36945,51 zł brutto. Łącznie daje to kwotę 277091,85 zł brutto z naszych kieszeni.

Wiceprzewodniczące komisji, według informacji na stronie Sejmu, to Karina Bosak (Konfederacja), Urszula Nowogórska (PSL-TD), Ewa Szymanowska (Centrum) i Anna Maria Żukowska (Lewica).

Łoboda przekonywała w rozmowie z „Faktem”, że część przyznanych jej pieniędzy trafiły na „organizacje pozarządowe zajmujące się pomocą kobietom i dzieciom”.

http://nczas.info/2026/09/12/prawie-300-tys-zl-za-dwa-lata-nic-nie-robienia-sejmowa-komisja-nie-zebrala-sie-ani-razu-ale-pieniadze-wzieli/

#Polska #sejm #patologia

22

Braun i pomnik oddziału UPA, który mordował Polaków. IPN potwierdza: Samowolka i nieudowodniony związek z miejscem pochówkunczas.info

Zdjęcie

IPN potwierdził, że pomnik UPA w gminie Dołhobyczów, w który Grzegorz Braun uderzał młotem, powstał bez uzgodnień i zezwoleń. Ponadto nie potwierdzono jego związku z miejscem pochówku. Wójt Dołhobyczowa zasugerował ekshumacje i przeniesienie szczątków ukraińskich bandytów jak i samego pomnika na Ukrainę.

Grzegorz Braun trafił na pomnik UPA w Polsce. Lider KKP zamieścił nagranie, na którym widać jak niszczy poświęcony ukraińskim zbrodniarzom obiekt.

– Rzecz powinna była być pierwszego dnia po wykryciu tej notabene anonimowej samowolki rozwiązana przez służby i to wcale niekoniecznie specjalne. Ten obelisk obrażający pamięć ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach powinien być usunięty profesjonalnymi narzędziami, które natychmiast powinny być tutaj sprowadzone po udokumentowaniu przestępstwa pochwalania nazizmu, banderyzmu – powiedział Braun.

Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.

Sprawą zajął się IPN. Instytucja przyznała, że obiekt w gminie Dołhobyczów upamiętnia zbrodniarzy z UPA, którzy mieli zostać zlikwidowani przez grupę operacyjną NKWD w lutym 1946 roku. Podkreślono, że związek pomnika z miejscem pochówku ukraińskich bandytów nie został potwierdzony.

– IPN nie dysponuje źródłami historycznymi mogącymi potwierdzić, czy członkowie UPA zostali tam faktycznie pochowani i jaki był ich udział w zbrodniach popełnionych na Polakach – powiedział dr hab. Jacek Romanek, naczelnik Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Lublinie.

Ponadto z informacji IPN wynika, że pomnik postawiono samowolnie, z inicjatywy nieznanych osób po koniec lat 90-tych ubiegłego wieku lub po 2000 roku. Wówczas teren ten należał do Skarbu Państwa.

– Obiekt powstał na terenie ówcześnie należącym do Skarbu Państwa bez jakichkolwiek uzgodnień i zezwoleń. IPN nie opiniował również zgodnie z posiadanymi kompetencjami ustawowymi istniejącego upamiętnienia. Nie był również uzgadniany w okresie przed 2016 r. przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – podkreślił dr hab. Romanek.

W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy na temat inicjatywy Brauna. Starosta hrubieszowski Józef Kuropatwa odniósł się do samego pomnika.

– Postawiony nielegalnie, nieuzgodniony z nikim. Na naszym terenie, przeciwko nam – skwitował Kuropatwa.

Dodał, że sprawę rozstrzygnąć mogłyby ekshumacje i przetransportowanie ich na Ukrainę wraz z pomnikiem.

Do sprawy odniósł się także Sławomir Ozdyk. Bandyci zbrodniczej UPA, których upamiętnia nielegalnie postawiony pomnik mieli bezpośredni udział w mordowaniu Polaków.

„Po bitwie stoczonej 26 lutego 1946 r. w lesie Czepycz pod Liskami z 3. batalionem 18. pułku 64. Dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD pochowano tam żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), przede wszystkim związanych z kureniem 'Wowky’ (’Wilki’). Według dostępnych opracowań na Białystoku spoczęło co najmniej 37 poległych, podczas gdy późniejsze upamiętnienie obejmuje większą liczbę nazwisk. Mariusz Sawa wskazuje, że wymieniono na nim również kilku członków UPA poległych w innych okolicznościach i pogrzebanych gdzie indziej, a zarazem pominięto część osób rzeczywiście spoczywających w tym miejscu. Inskrypcja nie jest zatem ścisłym wykazem pochowanych” – napisał Sławomir Ozdyk na X.

„Rekonstrukcja ich biografii ukazuje zróżnicowane wcześniejsze drogi służbowe. Co najmniej czterech służyło w Ukraińskiej Policji Pomocniczej (Ukrainische Hilfspolizei), podporządkowanej niemieckiej Policji Porządkowej (Ordnungspolizei) i stanowiącej część aparatu okupacyjnego III Rzeszy. Oprócz zadań porządkowych, ochronnych i przeciwpartyzanckich jej funkcjonariusze uczestniczyli w niemieckich represjach i zbrodniach na ludności cywilnej, w tym na Polakach i Żydach. Dwóch służyło wcześniej w Armii Czerwonej, a kolejnych dwóch w Dywizji SS „Galizien” („Galicja”), ukraińskiej jednostce Waffen-SS pozostającej pod niemieckim dowództwem. Kilku przeszło przez Baudienst (Służbę Budowlaną w Generalnym Gubernatorstwie). Około trzech należało do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Większość wstąpiła do UPA w 1944 r., dwóch zaś dopiero w styczniu 1946 r.” – relacjonował Ozdyk.

„25 marca 1945 r. w Kryłowie sotnia 'Wowky’, wykorzystując mundury sowieckie i podając się za oddział NKWD, opanowała posterunek Milicji Obywatelskiej (MO). Zatrzymano milicjantów, członków polskiej samoobrony oraz cywilów. Część zamordowano na miejscu, pozostałych uprowadzono i rozstrzelano w okolicznych lasach. Egzekucje zatrzymanych odnotowano także w kronice oddziału. 18 maja 1945 r. formacja ta dokonała mordów na polskiej ludności cywilnej w rejonie Radkowa, Łachowców, Rzeplina i Brodzicy (Bohorodycy). Zginęło kilkudziesięciu Polaków; dla samej Brodzicy/Bohorodycy baza ofiar IPN podaje 45 zabitych. Był to jeden z ostatnich epizodów antypolskiej działalności OUN-B i UPA na tym obszarze przed zawarciem rozejmu z polskim podziemiem poakowskim. Z 'Wowky’ wiązane są również zabójstwa dokonane w Liskach. W 2020 r. Instytut Pamięci Narodowej (IPN) odnalazł tam szczątki trzech osób złożone w płytkich, pojedynczych jamach, uznanych za prawdopodobne ofiary tego oddziału” – czytamy.

Jak następnie podkreślił, w tym kontekście „problemem nie jest samo istnienie i oznaczenie mogiły, lecz nadanie jej charakteru heroizującego”.

„Upamiętnienie zmarłych należy wyraźnie odróżnić od publicznego przedstawiania ich jako bohaterów. Jeżeli późniejszą walkę z NKWD uznać za wystarczającą podstawę do heroizacji, konsekwencją takiego kryterium byłaby możliwość analogicznego stawiania pomników członkom innych nazistowskich formacji tylko dlatego, że w pewnym momencie walczyli przeciw Związkowi Sowieckiemu. Pomnik o takim charakterze jest świadomym aktem polityki historycznej i nie powinien opierać się na przemilczaniu służby w strukturach podporządkowanych III Rzeszy ani udziału formacji, do których należeli, w antypolskich akcjach obejmujących uprowadzenia i mordowanie polskiej ludności cywilnej” – podsumował Sławomir Ozdyk.

http://nczas.info/2026/09/12/braun-i-pomnik-oddzialu-upa-ktory-mordowal-polakow-ipn-potwierdza-samowolka-i-nieudowodniony-zwiazek-z-miejscem-pochowku/

#Braun #Polska #upa #mordercy #ludobojstwo #banderowcy

14