#ciekawostki #historia #ziemia #kosmos

Około 3-4 mld lat temu, tj. w czasie "młodości" Księżyca, znajdował się on dużo bliżej Ziemi, w odległości ok. 150 000 km (obecnie ok. 400 000 km). W związku z tym jego wpływ na naszą planetę był silniejszy niż obecnie. Powodowało to powstawanie znacznie wyższych niż obecnie pływów na powierzchni pierwotnych oceanów rodzących się na Ziemi.

Ponadto fala pływowa systematycznie spowalnia obrót Ziemi, wydłużając dobę. Szacuje się, że pierwotnie okres obrotu Ziemi mógł wynosić zaledwie 6 godzin.

14

Oto najstarszy klasztor w Polsce – przetrwał wojny, rozbiory i kasatynational-geographic.pl

http://www.national-geographic.pl/traveler/kierunki/cuda-polski-opactwo-benedyktynow-w-tyncu/

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to jedno z najważniejszych miejsc sakralnych i historycznych w Polsce. Położone na malowniczym wapiennym wzgórzu nad Wisłą, opactwo powstało w XI wieku i jest najstarszym funkcjonującym klasztorem benedyktyńskim w kraju. W ciągu prawie tysiąca lat przechodziło przez zniszczenia, odbudowy i przemiany, by dziś stać się popularnym celem pielgrzymek, turystyki kulturowej oraz miejscem kontemplacji i zwiedzania.

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to nie tylko najstarszy klasztor w Polsce, ale także jedno z najcenniejszych miejsc dziedzictwa religijnego i kulturowego w kraju. Położone na malowniczym wzgórzu nad Wisłą w zachodniej części Krakowa, opactwo tynieckie od XI wieku pełniło kluczową rolę duchową, edukacyjną i obronną. Przez stulecia przetrwało najazdy tatarskie, wojny i okres kasaty, by dziś służyć jako miejsce kontemplacji, turystyki religijnej oraz zwiedzania architektonicznego. Bogata historia, wyjątkowa architektura romańska i barokowa, a także życie według reguły świętego Benedykta czynią z Tyńca obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto interesuje się dziedzictwem benedyktynów w Polsce.

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu sięga czasów odbudowy polskiej państwowości po najazdach i kryzysie lat 40. XI wieku. Opactwo w Tyńcu zostało prawdopodobnie założone około 1044 roku z inicjatywy Kazimierza I Odnowiciela, który sprowadził zakonników benedyktyńskich z zachodu Europy jako element wzmocnienia struktur kościelnych i kulturalnych. Usytuowanie klasztoru na wysokim wzgórzu nad Wisłą miało nie tylko znaczenie religijne, ale też strategiczne – kontrolowało szlaki handlowe i wodne prowadzące do Krakowa.

Według przekazów pierwszym opatem był Aaron, późniejszy biskup Krakowa, co świadczy o wyjątkowym znaczeniu tego miejsca już od samego początku. Opactwo tynieckie szybko stało się jednym z głównych centrów duchowych w Polsce, a jego klasztor — jednym z najważniejszych ośrodków benedyktyńskich w Europie Środkowej. To jeden z ciekawszych przykładów rozwoju zakonów w średniowieczu.

Na przestrzeni wieków opactwo benedyktynów w Tyńcu doświadczyło wielu dramatycznych wydarzeń. Najazd tatarski w 1259 roku niemal doszczętnie zniszczył zabudowania klasztorne. Odbudowywano je przez kolejne dekady, a zakonnicy kontynuowali działalność mimo licznych trudności. W okresie potopu szwedzkiego klasztor został splądrowany i spalony, a w czasach konfederacji barskiej służył jako ważna twierdza obronna, co dziś tłumaczy jego masywne mury i rozmieszczenie.

Ciekawostką jest, że przez pewien czas benedyktyni prowadzili tu także szkołę klasztorną oraz skryptorium, w którym kopiowano manuskrypty i kroniki — część z nich przetrwała do dziś. W epoce zaborów, w 1816 roku, opactwo zostało skasowane przez władze austriackie, a mnisi musieli opuścić klasztor. Przez kolejne dziesięciolecia budowla popadała w ruinę, służąc m.in. jako magazyn i budynek świecki.

Dopiero w 1939 roku benedyktyni oficjalnie powrócili do Tyńca, podejmując trud odbudowy duchowego i kulturowego dziedzictwa tego miejsca. Dziś opactwo tynieckie nie tylko pełni funkcję klasztoru, ale także centrum edukacyjnego, wydawniczego i turystycznego, a jego mury są żywym świadkiem ponad 950 lat historii Polski.

Architektura i zabytki opactwa

Opactwo w Tyńcu to fascynujący przykład architektonicznej ewolucji sakralnych budowli w Polsce. Przez niemal tysiąc lat swojej historii łączyło i przekształcało style, zachowując elementy średniowiecznej architektury romańskiej, gotyckiej oraz barokowej. Obecny wygląd kompleksu klasztornego jest efektem wielowiekowych przebudów, odbudów po zniszczeniach oraz adaptacji do zmieniających się potrzeb liturgicznych i obronnych.

reszta pod linkiem

#historia #historiapolski #polska

9

Gwałty, rabunki i zniszczenia. Wkroczenie Armii Czerwonej do Olsztynakresy.pl

22 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Olsztyna, kończąc niemiecką kontrolę nad tym miastem.

Położone w północno-wschodnich Prusach Wschodnich ziemie Warmii i Mazur były stopniowo zajmowane od połowy stycznia 1945 roku. 13 stycznia rozpoczęła się sowiecka ofensywa na Prusy Wschodnie, której celem było odcięcie i rozbicie niemieckich sił w regionie. Olsztyn był pierwszym większym miastem zdobytym przez Armię Czerwoną na tym odcinku frontu.

„Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”

Wejście wojsk radzieckich do Olsztyna miało dramatyczne konsekwencje dla ludności cywilnej. W pierwszych tygodniach po zajęciu miasta doszło do fali gwałtów, mordów, rabunków i grabieży, które objęły zarówno samo miasto, jak i okoliczne miejscowości. Skala przemocy była bezprecedensowa.

„Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać. […] Widziałam, jak dziewczyna, córka kowala, 19-letnia, przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana” — wspominała mieszkanka Okręgu Mazurskiego moment wkroczenia czerwonoarmistów w 1945 roku.

W pierwszych dniach pobytu w Olsztynie żołnierze Armii Czerwonej dopuścili się także wyjątkowo brutalnych zbrodni. Zamordowani zostali pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kortowie, a także chorzy oraz siostry zakonne sprawujące nad nimi opiekę w szpitalu mariackim, mieszczącym się w gmachu dzisiejszego szpitala miejskiego.

Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, sowieccy żołnierze rabowali mienie, zabijali mieszkańców i podpalali budynki. Gdy 17 lutego 1945 roku do miasta dotarła pierwsza grupa polskich kolejarzy, olsztyński dworzec kolejowy wciąż płonął.

Przemoc nie była wyłącznie skutkiem chaosu wojennego. Dowódca 3. Front Białoruski, generał Iwan Czerniachowski, otwarcie formułował założenia brutalnej polityki okupacyjnej, stwierdzając: „Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Hasło to interpretowano jako odwet za zbrodnie niemieckie popełnione na terytorium Związku Sowieckiego. W praktyce represje dotykały nie tylko Niemców, lecz także Warmiaków, Mazurów oraz Polaków przybywających do miasta w kolejnych tygodniach.

Skala bezkarności żołnierzy sowieckich była na tyle duża, że zwracali na nią uwagę nawet przedstawiciele tworzącej się administracji komunistycznej. Jesienią 1945 roku kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie przyznawał, że poważnym problemem pozostają masowe napady grup żołnierzy Armii Czerwonej, połączone z rabunkami i zabójstwami.

Olsztyn został formalnie przekazany władzom polskim dopiero 23 maja 1945 roku. Przez cały okres pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej a ustanowieniem polskiej administracji w mieście utrzymywały się przemoc, grabież i niszczenie mienia. Straty materialne były ogromne — w pierwszym półroczu 1945 roku zniszczeniu uległo wiele budynków, a miasto zostało w znacznym stopniu ogołocone i wyludnione.

Z pogromów i aktów dewastacji dokonanych przez czerwonoarmistów ocalały kościoły, co ks. Jan Hanowski wynegocjował z sowieckim dowództwem. Nietknięty pozostał również olsztyński zamek.

„Olsztyn odnotował w swej historii wypadki, których następstwa zmieniły jego oblicze. Dochodziło do epidemii, klęsk żywiołowych, okupacji i rabunków ze strony obcych wojsk. Wiele zła ludności i miastu wyrządzili na przykład w 1807 roku żołnierze Napoleona. Wcześniejsze wydarzenia wojenne nigdy nie były jednak tak gwałtowne i tragiczne jak te z 1945 roku” — podkreśla Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.

Mimo tych doświadczeń w powojennych latach władze komunistyczne konsekwentnie promowały narrację o „wyzwoleniu” Olsztyna przez Armię Czerwoną. Jej symbolem stały się pomniki i oficjalne uroczystości mające podkreślać wdzięczność wobec Związku Sowieckiego. Relacje świadków oraz badania historyczne wskazują jednak, że wydarzenia z początku 1945 roku pozostawiły trwałą traumę w pamięci mieszkańców Olsztyna i całego regionu.

http://kresy.pl/kresopedia/gwalty-rabunki-i-zniszczenia-wkroczenie-armii-czerwonej-do-olsztyna/

#iiwojnaswiatowa #zsrr #bolszewicy #gwalt #mordercy #Polska #historia

11

Izajasz Szechter _ojciec Michnika.

Pochodził z żydowskiej rodziny: był synem Natana i Klary (z domu Steinwurcel), miał brata Szymona. Jako nastolatek angażował się we działalność młodzieżowej komunistycznej grupy samokształceniowej we Lwowie, a w 1920 wstąpił do Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej[1]. Następnie wyjechał do Wiednia na studia, które przerwał i w 1923 powrócił do Lwowa[1]. Od 1925 zaangażował się w działalność nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, dążącej do oderwania od Polski części jej wschodnich ziem oraz przyłączenia ich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej[1], w której pełnił liczne funkcje we władzach różnych szczebli.wiki

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ozjasz_Szechter

#ukropolin #historia #ciekawostki

18

AFRYKA niebo nad Tunezją

Niemcy śmiali się z „garstki Polaków” — dopóki Skalski nie zestrzelił 6 asów w 15 minut

Zdjęcie

http://www.youtube.com/watch?v=t3Pi1tiMu0w

historia, w której elita wygnańców obraca niemiecką pewność siebie w panikę. „Cyrk Skalskiego” rezygnuje z bezpiecznego dystansu: 80 metrów, czasem mniej, krótkie serie z działek 20 mm i karabinów Browning – nie brawura, metoda. 20 kwietnia nad Pantellerią sześć Spitfire’ów atakuje z iście samobójczym bilansem sił: 6 przeciwko około 20 Bf 109 i Macchi C.202. Piętnaście minut później sześć wrogich myśliwców płonie, a wszystkie polskie maszyny wracają do bazy bez jednej straty. Odkryj opowieść o garstce pilotów, których zwiastowały litery ZX – i przed którymi nawet asy Luftwaffe przestali się śmiać.

#historia #afryka #iiiwojnaswiatowa #lotnictwo #bohaterzy #tunezja #Polska

11

Wynalazca trójfazowej rewolucji Michał Doliwo-Dobrowolskimlodytechnik.pl

Zdjęcie

Był oczkiem w głowie ojca, Polaka Józefa Doliwo-Dobrowolskiego i matki Rosjanki, Olgi Michajłowny. Najstarszy syn pary przyszedł na świat drugiego stycznia 1862 roku w Gatczynie, w pobliżu Petersburga.

Ojciec przyszłego wynalazcy był dyrektorem szkoły zawodowej w Gatczynie, dokąd jego rodzina herbu Doliwa trafiła z terenów środkowo-wschodniej Polski. Radzili sobie w Rosji nieźle. Nie pomogło to jednak Michałowi, który z powodu polskiego pochodzenia musiał później opuścić Rosję.

Zanim do tego doszło, Michał otrzymał staranne wykształcenie, opanowując biegle trzy języki - polski, rosyjski i niemiecki. Podczas edukacji w gimnazjum w Odessie, dokąd rodzina przeprowadziła się w 1872 roku, zainteresował się chemią. Był to okres wielu interesujących i ważnych odkryć w tej dziedzinie, m.in. pięć lat wcześniej Alfred Nobel opracował dynamit, a ledwie trzy lata wcześniej Dimitr Mendelejew ogłosił prawo okresowości pierwiastków. Zafascynowany ich odkryciami nastolatek chętnie eksperymentował w rodzinnym domu np. z materiałami wybuchowymi, zaś w wieku zaledwie 16 lat został przyjęty na prestiżowy Wydział Chemiczny Politechniki w Rydze, gdzie wykładowym językiem był niemiecki.

Choć Michał spędził na tej uczelni tylko dwa lata, to udało mu się stworzyć ważne projekty, które zostały zaprezentowane przez uczelnię na rosyjskiej wystawie elektrotechnicznej w Petersburgu (1880 r.) oraz na Międzynarodowej Wystawie Elektrotechnicznej w Wiedniu (1883 r.). Zademonstrowane w Austrii ogniwo galwaniczne Michała Doliwo-Dobrowolskiego okazało się warte nagrody Austriackiego Stowarzyszenia Elektryków.

Mimo sukcesów zdolny student został relegowany z uczelni w 1881 roku z powodu represji wobec Polaków po zamachu na cara Aleksandra II. A za młodym chemikiem ciągnęła się gimnazjalna sława piromańskich osiągnięciach. Dla carskiej policji chłopak był podejrzanym typem. Nie pomogła mu nawet interwencja matki Rosjanki oraz odwołanie się do odznaczeń zdobytych przez dziadka i ojca chłopaka podczas służby w armii carskiej. Michała nie przyjęto na uniwersytet w Odessie ani inną liczącą się uczelnię. Rodzina zdecydowała, że utalentowany Michał powinien opuścić Rosję i udać się na zagraniczną uczelnię.

Okazało się to doskonałym pomysłem, bo młodego studenta chętnie przyjęto na pierwszy w świecie Wydział Elektrotechniczny w Wyższej Szkole Technicznej w Darmstadt, w Niemczech, jednej z renomowanych ówczesnych politechnik europejskich. Nie bez znaczenia był fakt, że studiowało tam wielu Polaków. To dawało nadzieję, że Michał ukończy uczelnię bez przeszkód politycznych.

Zdolny student szybko trafił pod skrzydła fizyka i pioniera elektrotechniki Erazmusa Kittlera. Ostatecznie nawet został asystentem wybitnego profesora i dzięki jego rekomendacji otrzymał w 1887 roku posadę konstruktora-wynalazcy w berlińskim oddziale Allgemeine Elektricitäts-Gesellschaft (AEG, wcześniej DEG).

Niemiecki potentat branży elektrotechnicznej korzystał z patentów Edisona, ale koncern miał spory budżet na innowacje i projekty badawcze. Wszyscy wówczas szukali rozwiązania, pozwalającego przesyłać energię elektryczną na większe odległości. Próbowano też zbudować tani silnik elektryczny.

To była wielka szansa, którą młody naukowiec wykorzystał. Ważną inspiracją dla Doliwo-Dobrowolskiego stał się artykuł na temat m.in. alternatora z marca 1888 roku autorstwa Galileo Ferrarisa, włoskiego fizyka i współpracownika Tesli. W ciągu zaledwie kilku miesięcy pracujący dla niemieckiego koncernu naukowiec skonstruował prądnicę trójfazowego prądu zmiennego, a w marcu 1889 roku zgłosił do opatentowania asynchroniczny silnik o mocy 100 W z wirnikiem klatkowym, pracujący w systemie prądu przemiennego trójfazowego. Doliwo wprowadził zarazem stosowany potem powszechnie termin "trójfazowy" na określenie układu trzech obwodów elektrycznych prądu przemiennego. Taki układ otwierał wiele możliwości budowania na nowych zasadach silników, transformatorów i generatorów.

Wynalazca pracował intensywnie dalej. Jeszcze w tym samym roku skonstruował generator prądu przemiennego trójfazowego. Budował silniki większej mocy, silniki pierścieniowe, eksperymentował z możliwością dołączenia opornika rozruchowego. W 1890 r. Doliwo-Dobrowolski miał gotowy transformator trójfazowy. Dzięki jego wynalazkom pod koniec lat 80. XIX wieku firma AEG rozpoczęła sprzedaż rynkową silników trójfazowych o mocy 2 i 3 KM.

Wynalazca opracował wszystko, co było niezbędne do zbudowania trójfazowej sieci energetycznej. W tym samym czasie niemiecki inżynier elektryk Oskar Miller wpadł na pomysł stworzenia specjalnej instalacji trójfazowej, która dostarczy energię na dużą odległość i zapewni prąd na Międzynarodowej Wystawie Elektrotechnicznej zaplanowanej na 1891 we Frankfurcie nad Menem. Ten spektakularny projekt wymagał sporych inwestycji i rozmachu, ale okazał się najważniejszym wydarzeniem roku i przesądził o odejściu od prądu stałego w przemyśle i energetyce.

Gości, przybyłych do Frankfurtu 24 sierpnia 1891 roku na Wystawę Elektrotechniczną, witał widok wspaniałego podświetlanego 10-metrowego wodospadu. Pompę wodną instalacji zasilał trójfazowy indukcyjny silnik elektryczny o mocy 100 KM, największy wówczas na świecie. Niezbędny prąd do pracy silnika i rozświetlenia 1000 żarówek dostarczano przewodami naziemnymi z elektrowni wodnej nad rzeką Neckar w miejscowości Lauffen, oddalonej od Frankfurtu o 175 km. Do zbudowania linii przesyłowej użyto 3282 słupów. Trójfazowa linia energetyczna pracowała przy napięciu 15 kV ze sprawnością 75%. Michał Doliwo-Dobrowolski był kluczowym projektantem całości.

Zdjęcie

Silnik prądu trójfazowego skonstruowany przez Doliwo-Dobrowolskiego

W dużym stopniu to właśnie dzięki niemu niemiecka AEG wyrosła na globalnego giganta w dziedzinie energetyki opartej na prądzie przemiennym. Pierwsze trójfazowe elektrownie AEG uruchomiło w Zabrzu i Chorzowie. Pierwsza na świecie trójfazowa elektrownia wodna z urządzeniami Dobrowolskiego powstała na Renie, w miejscowości Rheinfelde.

Doliwo-Dobrowolski stał się światowym autorytetem. W 1900 r. uhonorowano go Złotym Medalem Światowej Wystawy w Paryżu, a macierzysta politechnika w Darmstadt przyznała mu tytuł doktora honoris causa "za wybitne zasługi dla rozwoju elektrotechniki" (1911 r.). Zaangażował się w działalność Stowarzyszeniu Elektrotechników Niemieckich. Przyjął obywatelstwo szwajcarskie i przez kilka lat prowadził badania naukowe w Lozannie. Pozostał jednak wierny AEG. W 1909 wrócił do Niemiec, by objąć stanowisko dyrektora technicznego fabryki aparatury AEG. Zarządzał firmą i nadal prowadził projekty badawcze, co zaowocowało kolejnymi wynalazkami, jak np. fazomierz, komory gasikowe w wyłącznikach wysokonapięciowych, w końcu popularne suszarki do włosów, znane pod nazwą handlową Fön (w tłum. ciepły, górski wiatr) produkowane przez AEG od 1899 r.

Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość Doliwo-Dobrowolski wysłał depeszę gratulacyjną do rządu krajowego. Do ojczyzny ojca i dziadka nie zdążył przyjechać. Zmarł w Niemczech 15 października 1919 roku z powodu zakażenia grypą hiszpanką. W czerwcu 2022 r. w Szczecinie odsłonięto pomnik wynalazcy. Na ławeczce przy gmachu Wydziału Elektrycznego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego przysiadła odlana z brązu postać pioniera prądu trójfazowego.

http://mlodytechnik.pl/technika/31243-wynalazca-trojfazowej-rewolucji-michal-doliwo-dobrowolski

#nauka #historia #energia #elektrycznosc #wynalazki

20

Sofja [Zofia] Kowalewska - Jedna z najwybitniejszych matematyczek światapiekniejszastronanauki.pl

Wielu, którzy mieli okazję dowiedzieć się czegoś więcej o matematyce, myli ją z arytmetyką i uważali ją za jałową naukę. W rzeczywistości jednak jest to nauka wymagająca ogromnej ilości wyobraźni.

(Zofia Kowalewska)



Zdjęcie

Jedna z najwybitniejszych matematyczek świata urodziła się 15 stycznia (3 stycznia) 1850 w Moskwie. Jej ojciec Wasilij Wasiljewicz Krukowski był oficerem pochodzenia polskiego (pochodził z rodu Korwin-Krukowskich), natomiast matka Jelizawieta Fiodorowna Schubert wywodziła się z rodziny niemieckich imigrantów. Na uwagę zasługuje fakt, że pradziadkiem przyszłej uczonej był astronom i geograf Theodor von Schubert, zaś dziadkiem generał i kartograf Friedrich von Schubert. Z kolei jej starszą siostrą była Anna Jaclard (1843–1887) socjalistka i rewolucjonistka, która nieśmiertelność zyskała na kartach powieści F. Dostojewskiego Idiota jako Anna. Wczesne lata życia spędziła w posiadłości Palibino w gubernii Witebskiej. Sonia – jak ją nazywała rodzina oraz przyjaciele – wspominała, że dom był niezwykle piękny i nowoczesny. Na krótko przed zamieszkaniem w nowej posiadłości została ona całkowicie poddana modernizacji. Niestety jej pokój z prozaicznej przyczyny – niewystarczającej ilości tapety – został wyklejony papierem znalezionym na strychu. Jak się okazało papier zawierał litografie wykładów z zakresu rachunku różniczkowego i całkowego, na które uczęszczał Wasilij jako młody oficer. Był to niewątpliwe pierwszy wielki bodziec matematyczny, który zaczął działać na wyobraźnię przyszłej uczonej. Zwykłam całymi godzinami ślęczeć przed tymi ścianami, raz po raz na nowo odczytując spisane tam symbole – wspominała po latach Sofija. Niestety nie zawsze miała możliwość pełnego pochłaniania wiedzy, tym bardziej, że jej ojciec niespecjalnie była zadowolony z kształcenia kobiet. Trwałam w chronicznym stanie głodu książek – wspominała. W dużej mierze Sonia uczyła się samodzielnie – czytała książki, próbowała poznawać świat nauki. Jeden z zaprzyjaźnionych przyjaciół ojca, profesor fizyki Nikolai Nikanorowicz Tyrtov podarował mu swój nowy podręcznik. Dziewczynka bez wiedzy ojca przeczytała książkę i przy następnej wizycie profesora zaczęła z nim rozmawiać o optyce. Niewątpliwie był bardzo zdziwiony, gdy kilkuletnia dziewczynka dokładnie mu wyjaśniła czego nie rozumie, ale co wydaje jej się logiczne i powinno mieć takie a nie inne rozwiązanie. Tyrtov nazwał ją nowym Pascalem i zasugerował, aby dać jej szansę kontynuowania studiów matematycznych. Nie ulega wątpliwości, że dziewczynka była bardzo zdolna. Znała doskonale język angielski, francuski i niemiecki. W latach 1866-67 spędzała większość zimy z rodziną w Petersburgu, gdzie otrzymywała prywatne lekcje rachunku różniczkowego.

Jednak rozbudziło to tylko głód wiedzy dziewczyny. Jej marzeniem były studia, ale było to dość trudne, gdyż w carskiej Rosji kobiety nie mogły studiować, a wyjazd samotnej kobiety do innego kraju nie wchodził w grę. Salomonowym rozwiązaniem było zatem zawarcie w 1868 roku fikcyjnego małżeństwa ze starszym o osiem lat paleontologiem Włodzimierzem Kowalewskim. Należał on do radykalnego ugrupowania politycznego walczącego o równouprawnienie kobiet i zapewnienie im dostępu do edukacji. Sonia z mężem i siostrą wyjechała do Heidelbergu, gdzie studiowała między innymi u Hermanna von Helmholtza, Gustava Kirchhoffa i Roberta Bunsena. Później odbyła także podróż do Anglii, a następnie powróciła do Berlina, gdzie uczył ją Karl Weierstrass – jeden z najwybitniejszych matematyków niemieckich.

W 1874 roku Sofja Kowalewska przesłała z Berlina na uniwersytet w Getyndze rozprawę doktorską opartą o trzy prace związane z teorią równań różniczkowych cząstkowych, redukcji całek abelowych oraz postaci pierścieni Saturna. Dzięki staraniom Weierstrassa nie musiała zdawać egzaminów doktorskich i przyznano jej doktorat… in absentia. Została tym samym pierwszą Europejką posiadającą doktorat z matematyki!

Zofia Kowalewska, po 1880, domena publiczna

Sukcesy zawodowe szły w parze z prywatnymi. Pomiędzy Sonią i Włodzimierzem zaczęło rodzić się autentyczne uczucie. W 1874 roku powrócili do Rosji, a cztery lata później przyszła na świat ich córka Zofia nazywana Fufą. Po prawie dwóch latach poświęconych wychowaniu córki Kowalewska pozostawiła ją pod opieką krewnych oraz przyjaciół i chcąc wznowić pracę w dziedzinie matematyki opuściła Włodzimierza po raz ostatni. W wyniku namowy Weierstrassa w 1881 roku powróciła do Berlina, gdzie natychmiast powróciła do pracy naukowej. Zaowocowała ona opublikowaniem prac związanych z refrakcją światła w kryształach. Kiedy w 1883 roku przebywała w Paryżu otrzymała wstrząsającą wiadomość o śmierci męża. Włodzimierz zapadł na głęboką depresję związaną z poważnymi kłopotami finansowymi, w wyniku czego odebrał sobie życie.

W tym samym czasie uczona otrzymała propozycję pracy na uniwersytecie w Sztokholmie. Jej zdolnościami matematycznymi zachwycił się jeden z nielicznych w tamtych czasach zwolenników kobiet w nauce Magnus Mittag-Leffler. Po sześciu miesiącach pracy w Sztokholmie przyznano jej tytuł profesorski oraz etat redaktora w prestiżowym czasopiśmie matematycznym „Acta Mathematicaˮ. Co ciekawe w tym czasie biegle władała już językiem szwedzkim. W 1885 roku Kowalewska objęła funkcję dziekana Wydziału Matematyki. Początkowo zaproszono mnie w charakterze docenta. Przed upływem roku jednak mianowano mnie profesorem zwyczajnym, którym jestem od roku 1884. Poza wykładami spoczywa na mnie także obowiązek uczestniczenia w posiedzeniach rady i mam prawo głosu na równi z pozostałymi profesorami – wspominała uczona. Trzy lata później, w 1888 roku wygrała konkurs paryskiej Akademii Nauk – w temacie ścisłego rozwiązania równań ruchu bryły sztywnej, za co otrzymała Nagrodę Bordina. W 1889 roku wybrano ją na członkinią Petersburskiej Akademii Nauk. Poza matematyką była także zdolną pisarką. Napisała między innymi Uniwersytet chłopski w Szwecji, Wspomnienia z dzieciństwa, Nihilistka, Docent prywatny, Siostry Rejewskie i Rodzina Woroncowych, stąd nazywano ją nie tylko „Królową Matematyki” ale także „Michałem Aniołem Konwersacji”.

Zofia Kowalewska, ok. 1880, Institut Mittag-Leffler, domena publiczna.

W 1889 roku uczona zakochała się w Maxie Kowalewskim dalekim krewnym zmarłego męża. Nie nalegała jednak na małżeństwo, gdyż wiedziała, że nie byłaby w stanie osiąść i zamieszkać z Maxem.

Sofja Kowalewska zmarła w kwiecie wieku, licząc zaledwie czterdzieści jeden lat, w Sztokholmie w lutym 1891 roku w wyniku powikłań po zapaleniu płuc. Została pochowana w mieście Solna na Cmentarzu Północnym, gdzie spoczywa wiele wybitnych i znanych ludzi.

Jeden z badaczy jej życia, Roger Cooke napisał: […] im bardziej zastanawiam się nad jej życiem i biorę pod uwagę ogrom jej osiągnięć, przeciwstawiając się ciężarowi przeszkód, które musiała przezwyciężyć, tym bardziej ją podziwiam. Dla mnie przyjęła bohaterską postawę osiągniętą przez niewielu innych ludzi w historii. Aby wejść, tak jak ona, do świata akademickiego, świata, którego prawie żadna kobieta jeszcze nie zbadała, i być konsekwentnie obiektem ciekawskiej analizy, podczas gdy wątpiące społeczeństwo patrzyło, na wpół oczekując, że je zawiedzie, zebrała ogromną odwagę i determinację. Aby osiągnąć, tak jak ona, co najmniej dwa główne wyniki o trwałej wartości stypendium, jest dowodem znacznego talentu, rozwiniętego dzięki żelaznej dyscyplinie […].

Zalecana Literatura:

Z. Kowalewska, Wspomnienia z dzieciństwa, PIW, Warszawa, 1978.

J. Navarro, Kobiety w matematyce: od Hypatii do Emmy Noether, RBA, Toruń, 2012, ss 84-91.

R. L. Cooke, The life of S. V. Kovalevskaya, [w]: V. B. Kuznetsov, ed., The Kowalevski Property, American Mathematical Society, 2002, ss 1–19.

P. Połubarinowa-Koczina: Zofia Kowalewska: Wielki matematyk rosyjski, Czytelnik, Warszawa, 1951.

J. Spicci, Beyond the Limit: The Dream of Sofya Kovalevskaya, Forge Books, New York, 2002.

http://piekniejszastronanauki.pl/sofja-zofia-kowalewska/

#matematyka #nauka #kobiety #historia

14

#matematyka #historia #zydzi

Zrobimy sobie wieczorem rundkę z matematyką. Podobno niektórzy twierdzą, że matematyka jest antysemicka.

----------------------------------------

http://youtu.be/Y4veVZmo7oU?si=SEpPYNoYYBeIkZ_L

---------------------------------------

Co mnie natknęło? Czytałem ten wpis na mikroblogu dot. wysokichobcasów (ten sprzed 2h) i jego (((autorki))). Szperając po necie znalazłem jej wywiad tej bajkopisarki dla Krytyki Politycznej z 2014. Akurat znam historię opisywanego miasta i co chwila łapałem się za głowę skąd to to wymyśliło takie bzdury. Bajkopisarka przyznała się tam skąd czerpie swoją wiedzę o plemieniu wybranym. Otóż żydzi z u$a pisali ją w książce wydanej w 1971 i autorka powiela te brednie (muh holololo)... o miescie którego historię znam. Gdzie mój pradziadek został zesłany do Auszwitz, bo sprzedawał żywność pejsom gdy nie wolno było i w ramach wdzięczności został zadenuncjowany do gestapo.

Sory ale musiałem to jakoś odreagować. Błędem była jakakolwiek pomoc temu plemieniu.

16

#obraz #sztuka #historia #ciekawostki

Eminence Grise „Szara Eminencja” Jean-Leon Gerome 1873.

Scena przedstawiająca pierwszą połowę XVIIw. Miejsce Francja – pałac Kardynała Richelieu „Czerwony Kardynał”.

Od lewej. Ksiądz w purpurze, prowadzi króla Ludwika XIII (na czerwono) i jego faworyta (?) Karola de Luynes (?) na spotkanie z Richelieu. Arystokracja i duchowni robią małe zamieszanie kłaniając się w pas, skromnej postaci mnicha Kapucyna nonszalancko czytającego Biblię który wraca od Richelieu. Całości sceny przygląda się straż pałacowa.

Zdjęcie

W latach 1600, prawdziwą władzę w Francji sprawował „Czerwony Kardynał” który doradzał Ludwikowi XIII. Richelieu jednak sam był zależny od swojej „prawej reki” mnicha zwanego „Szarą eminencją” Ojca Józefa (Pere Joseph).

Ojciec Józef był odpowiedzialny za całą siatkę szpiegów Richelieu rozsianych po całej europie jak i za politykę zagraniczną kardynała. O ile Richelieu był głową Francji to Józef był jej szyją.

Arystokracja mimo swoich spisków i niesforności dobrze znała pozycję niepozornego mnicha i bała się go. Dziś od przydomku „Szarej eminencji” pojęcie stosuje się wobec postaci działających w najważniejszych sprawach, których rola pozostaje jednak niedostrzegalna dla szerokiej opinii.

7

Lurcy UDAŁO SIĘ robię #pokazkonto 😱

13 sty 2026, 09:03 CET moje konto na portalu Wykop.ru przestało istnieć. 🎉 Batalia o jego usunięcie trwała od 31 gru 2025 - czyli od zeszłego roku

Czemu dopiero teraz? Po pierwsze jestem leniwym skurwysynem, trzymałem to konto dla samego trzymania mimo, że praktycznie nie udzielałem się na tamtym portalu. To co tam pisałem i tak było często cenzurowane za myślozbrodnię i wytykanie moderacji jej hipokryzji.

Szukałem dobrego momentu na usunięcie konta od kilku lat. Myślałem o odejściu z pierdolnięciem – pasta o serwerowni + zdjęcia elfika w zbożu.

Pod koniec zeszłego roku, jeden z Was namówił mnie do zajrzenia na tamten ściek. Co zrobiłem. Przy próbie zalogowania okazało się, że „weryfikacja konta” mnie nie puszcza. Jak się okazało udało im się tam coś spieprzyć (koncertowo) i po każdym kliknięciu przycisku [przejdź dalej], weryfikacja resetowała się.

Wtedy zrozumiałem… nic z tego nie będzie.

Pozostało jedno, komunikacja z dałnami od moderacji i nakłonienie ich do usunięcia mojego konta. Jako że byłem bojówka „4konserwy” powinni byli klaskać dupą na ten widok. Proste? No jak się okazało nie tak do końca.

Prośba o usunięcie konta złożona 31 grudnia czekała do 7 stycznia na odpowiedź od ekipy białkowa. W streszczeniu, treść brzmiała „usuń sobie konto sam”.

Wysryw moderacji odczytałem dopiero 9 stycznia, tego samego dnia pisząc do nich dalej:

Zdjęcie

Dopiero po tej wiadomości odpowiedzieli 12 stycznia prosząc o podanie nicku i maila (tak jak by nie wiedzieli z kim rozmawiają ).

Tego samego dnia spełniłem ich prośbę, którą wykonali 13 stycznia.

Lurki i Lukrecje. Jestem Andrzej Zieliński, ale na tamtym portalu znaliście mnie jako Flasz Gordon.

Zdjęcie

15 lat na tym koncie (to było drugie). Najwyższe miejsce w rankingu w TOP20 (chyba 16) zanim rozpoczęto zorganizowany spam polityką przez neuropki. Testowałem nowe wydania wyklopu i zgłaszałem blędy. Byłem uczestnikiem userwoice z przyzwoitymi pomysłami (50+ wykopów) na działanie portalu (które zostały olane przez białka). Obserwowałem większość afer tamtego portalu.

Uczestniczyłem w wykopowym ABW by promować wartościowe treści. Zdobyłem wykopową kostkę w konkursie.

Uczestniczyłem w discordzie „konserw” i w porę zorientowałem się, że coś nie halo. Po tym Stecka w porozumieniu z neuropa stworzyli „aferę” i dokonali masowej czystki na konserwach (a neuropa przyznała się, że serwer był ich honypotem).

Scrolowałem po polach pełnych zbóż. Widziałem jak usuwali Spacemana a potem memy z kosmonautą, widziałem jak zdejmowali ręcznie wpisy Brzytwy_Ockhama z głównej by promować wysrywy nonamów. Walczyłem z hordami lewactwa o wpisy Wojny Idei. Gdy Donald Kluska założył mikrolisty dla „4 konserwy” wiadomym było, że moderacja go będzie chciała udupić. Gnoje nie wiedziały, że to mi Donald przekazał rolę administratora przed zbanowaniem. Pod moją opieką neuropki były usuwane i nie udało im się siać fermentu. Co doprowadziło moderację wykop.ru do opcji nuklearnej i cofnięcia współpracy z mikrolistami całkowicie.

Zdjęcie

Od 2018 moją stroną startową dla wykopu były treści wymoderowane (tak nieobliczalna była moderacja + podwójne standardy)

W 2019r dawałem moderacji ostatnią szansę zniżając się do aplikacji na moderatora, tylko z zasadami. Szczęśliwie dla mnie nie ubrudziłem się tym stanowiskiem – zgłoszenie zostano odrzucone (miałem wszystkie chromosomy).

Jako odskocznię od wykopowych afer, neuropy i zjebów z moderacji zacząłem udzielać się pod tagiem „randomanimeshit” (aka: chińskie bajki) – moderacja zrobiła nagonkę i zaczęła go cenzurować (połączyła z „anime” który tag należał do innej społeczności zajmującej się czym innym co powodowało dodatkowe tarcia).

Przeszedłem do wstawiania obrazków pod „kucyki” (aka: kucozjeby) – był spokój… aż nie było, a moderacja uznała, że spam (mimo nie śmiecenia i wstawiania dodatkowych obrazków pod oryginalnym postem)

Ostatecznie nie pozostało nic oprócz czystej nienawiści do tamtego portalu.

Na moim dysku pozostaje jeszcze ponad 130 zrzutów zbiorczych z kontrowersyjnych decyzji moderacji (od odwracania głowy na wulgarność po czysta hipokryzję i kurestwo) + mnóstwo innych plików dot. tamtego portalu. Będę z nich korzystał przy okazji jeszcze przez wiele lat.

Również przez wiele lat chciałem dobrze dla wykopu, dla różnorodności treści, dla innych użytkowników. Nigdy nie dano mi tej szansy.

Niestety gówna w złoto nie zmienisz, zwłaszcza gdy to gówno opiera się i twierdzi, że lubi smród.

Z tym się nie da układać, to trzeba zwalczyć wszelkimi metodami.

Żegnaj Flaszu Gordonie 🫡 – teraz pozostaje Andrzej.

Ps. Ciekawostka. Na początkach Lurka zarejestrował się tu „FlaszGordon” w porę dałem znać @Thanos który znał moje alter-ego. Nie wiem który neuropek się pode mnie podszywał ale muszę przyznać mu jedno, naprawdę dobrze udawał moje wpisy. Szacun

Nigdy nie używam tego samego nicka na różnych portalach. Właśnie przez takie przypadki.

#guwnowpis #ciekawostki #wykop #historia

26

Zmarł Erich von Daniken. 🕯️ 😢 🛸youtu.be

10 stycznia 2026 zmarł w Interlaken (Szwajcaria) Erich von Daniken.

Zdjęcie

Szwajcarski pisarz i publicysta, autor hipotez dotyczących wpływu istot pozaziemskich na życie i rozwój ludzkości w czasach przedhistorycznych (tzw. paleoastronautyka).

Od 1968 roku wydawał książki, w których rozważał, że Ziemia w ciągu tysiącleci była odwiedzana przez kosmitów, po których pozostały liczne ślady. Autor twierdził, że wiele budowli i znalezisk, pochodzących z dawnych epok, nie mogło być wykonanych znaną wówczas prymitywną techniką, co sugeruje, że nasi przodkowie musieli korzystać z wiedzy przekazanej im przez obce bardziej rozwinięte cywilizacje.

Teorie pisarza zdobyły wielką popularność wśród czytelników na całym świecie. Jego książki przetłumaczono na ponad trzydzieści języków, a łączny nakład przekroczył 60 milionów egzemplarzy. Nakręcono również serial telewizyjny, oparty na książkach Danikena.

W Polsce na przykład, dużą popularność zdobyła seria komiksowa Według Ericha von Danikena "Bogowie z kosmosu" alternatywny tytuł "Ekspedycja" (scenariusz Arnold Mostowicz i Alfred Górny, rysunki Bogusław Polch).

W 2003 roku w szwajcarskim Interlaken otwarty został park rozrywki, którego celem jest propagowanie poglądów Danikena.

Szereg jego książek, zapoznał całe tłumy z pojęciem UFO (które w tamtych czasach było niszowe) i pobudził wyobraźnię do odkrywania i kwestionowania tego co oficjalna nauka serwuje jako "oczywistość".

------------------------------------------

http://youtu.be/UCT6Og-eCG0?si=7xH0kM9wUWVN1YNQ

------------------------------------------

Spoczywaj w pokoju wielki człowieku.

#ludzie #ksiazki #daniken #ufo #teoriespiskowe #historia #archeologia #paleoastronautyka

18

W katowni Gestapo wyryła modlitwę własnym zębem. Górecki uczynił z niej symfonię [+POSŁUCHAJ]kresy.pl

W piwnicach zakopiańskiego „Palace” — jednej z najokrutniejszych katowni Gestapo na Podhalu — osiemnastoletnia Helena Wanda Błażusiakówna wyryła na ścianie krótką modlitwę. Zrobiła to… własnym zębem, który jej wybito.

Muzeum Armii Krajowej przypomina postać Heleny Błażusiakówny, góralki, której wojenny wiersz zrobił światową karierę dzięki muzyce Henryka Mikołaja Góreckiego.

Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44

Helena miała osiemnaście lat, kiedy trafiła do piwnic zakopiańskiego „Palace” – gestapowskiej katowni Podhala. Pochodziła ze Szczawnicy, z domu nazywała się Błażusiak, a w konspiracji nosiła pseudonim „Lena”. Od początku wojny pomagała ojcu Stanisławowi „Pikowi” i bratu „Orzełkowi” w przeprowadzaniu żołnierzy przez „zieloną granicę” na Węgry, później została zaprzysiężona w AK jako łączniczka na trasie Szczawnica–schronisko na Lubaniu, gdzie leczyli się ranni partyzanci.

We wrześniu 1944 roku Niemcy otoczyli schronisko, część ludzi zastrzelili, resztę aresztowali. Helenę po brutalnym przesłuchaniu w Czorsztynie przewieziono do gestapowskiej katowni „Palace”.

Tam zaczęło się piekło: bicie, wieszanie na drzwiach, polewanie wodą. Podczas jednego z przesłuchań wybito jej zęby. Mimo tortur nie wydała nikogo – tak jak przewidywał ojciec, mówiąc: „Nie bójcie się, ona nikogo nie wyda”. W celi, pozbawiona narzędzi, jednym z wybitych zębów wydrapała na ścianie modlitwę i podpis:

Mamo, nie płacz, nie.

Niebios Przeczysta Królowo,

Ty zawsze wspieraj mnie.

Zdrowaś Mario, Łaskiś pełna

Zakopane Palace, cela nr 3, ściana nr 3.

Błażusiakówna Helena Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44.


To lament córki skierowany do matki, ale też akt wiary wpisany w koszmar przesłuchań. Helena spędziła w „Palace” siedem tygodni. 22 listopada 1944 roku, w drodze „do obozu”, konwój więźniów został zaatakowany przez partyzantów; wyłamano drzwi wagonów, kazano więźniom uciekać. „Lena” zdołała przedrzeć się przez lasy do Nowego Targu, potem do rodzinnej Szczawnicy. Ciężko chora, w pełnej konspiracji była leczona w szpitalu aż do końca wojny. W PRL musiała ukrywać przeszłość AK-owską: przyjęła drugie imię, znana była jako Wanda Pawlik, mieszkała w Wadowicach, wychowała pięcioro dzieci. Zmarła 25 lipca 1999 roku.

Historia Heleny jest jedną z wielu opowieści o góralkach, które stawiały opór okupantowi: jako łączniczki, sanitariuszki, osoby ukrywające Żydów, działaczki konspiracji. Przez cele „Palace” przeszły setki kobiet – bite, upokarzane, poddawane eksperymentom, ale niełamiące się w śledztwie.

„Palace” – Gestapo w pensjonacie

Przed wojną budynek „Palace” był eleganckim pensjonatem — nazwę dobrano tak, by brzmiała jak „pałac wypoczynku”. „[…] zarówno w sezonie zimowym, jak i letnim wabił szerokimi taflami jasnych okien, wygodnymi tarasami, elegancją wnętrz i wreszcie znakomitą kuchnią — co zamożniejszych gości”, pisał Alfons Filar w książce „Palace, Katownia Podhala”.

Po zajęciu Zakopanego Niemcy urządzili tu komisariat Gestapo i więzienie śledcze. Kobiety w „Palace” były traktowane równie brutalnie jak mężczyźni, a pracujący tam funkcjonariusze Gestapo, na czele z SS-Hauptsturmführerem Robertem Philippem Weißmannem — komendantem Policji Bezpieczeństwa i SD w Zakopanem — odznaczali się wyjątkowym sadyzmem. Piwnice stały się salami tortur. Przewinęło się przez nie ponad 2000 osób.

Po wojnie budynek wrócił do funkcji pensjonatu; przez lata na ścianach istniały jeszcze napisy więźniów. W latach 90. część z nich zniszczono podczas przebudowy — bezcenne świadectwa przepadły. Dopiero w 2017 roku obiekt wykupił samorząd, a po konserwacji w 2024 roku otwarto tu Muzeum „Palace”, poświęcone okupacyjnym losom Podhala. Ekspozycja odtwarza także część z utraconych inskrypcji.

Górecki był wstrząśnięty

Jeszcze w latach 70. historię tę odkrył kompozytor Henryk Mikołaj Górecki. Po lekturze książki o zakopiańskim „Palace” dotarł do opisu kaźni w piwnicach budynku i natknął się na modlitwę Heleny Błażusiakówny. Prawdopodobnie później odwiedził to miejsce osobiście. Tekst, który młoda więźniarka wyryła w celi własnym zębem, kompozytor przepisał i włączył do swojej III Symfonii op. 36, znanej dziś na świecie jako „Symfonia pieśni żałosnych”.

Dzieło miało premierę w 1977 roku, a kilkanaście lat później zdobyło świat — nagrania trafiały na listy bestsellerów, a muzyka brzmiała w największych salach koncertowych i filmach. Górecki wybrał akurat te słowa, bo — jak mówił — w ich prostocie było „cierpienie, miłość i nadzieja matki i dziecka zarazem”.

Historia Heleny Błażusiakówny przypomina, że nawet w miejscu tortur powstawały słowa, które miały ocalić pamięć. A muzyka sprawiła, że jej cicha modlitwa z zakopiańskiej celi usłyszana została na całym świecie.

http://kresy.pl/kresopedia/w-katowni-gestapo-wyryla-modlitwe-wlasnym-zebem-gorecki-uczynil-z-niej-symfonie-posluchaj/

#ak #iiiwojnaswiatowa #niemcy #gestapo #bohater #historia #Polska

8

#memy #ciekawostki #historia

Ewolucja "równości". Jak się zastanowisz to z czasem ta równość gnije coraz bardziej.

Po Netanjahuj można by spokojnie stwierdzić, że "równość" nie istnieje.

Na pierwszym miejscu Jan II Dobry (król Francji) - to "dobry" nadano mu troche na przekór. Raczej był niekompetentny. Odziedziczył po ojcu (który odbił mu narzeczoną) "wojnę 100letnią" i kraj po zarazie czarnej śmierci. Czy bogacz czy biedak, czy chłop czy król - zaraza traktowała wszystkich jednakowo co Jan II widział na swoje oczy.

Robespiera nie ma co zbytnio komentować - zastąpił Boga "prawem", swoim prawem i gilotyną. Ale prawo go dogoniło.

Stalin wprowadzał swoja "równość socjalną" ostro. Az gułagi pękały w szwach.

Kolejnego pewnie nie kojarzycie. John Money - to on ukuł pojęcie "gender equality". Ten psycholog seksualny bardzo lubił dzieci. Tak w saki od 1 do 10 - Epstein. Dzięki niemu sporo popełniło samobójstwa po tym jak chłopcom wmawiał, że są dziewczynkami i na odwrót. A statystyki robione na pedofilach w więzieniu przedstawiał społeczeństwu jako "grupę reprezentacyjną". Ojciec chrzestny LGBTQPZ+ wszystkich 260-iluś tam zaimków.

Ostatni z kolei, żydek który dzieci nie lubi - zwłaszcza palestyńskich. Tak jak reszta jego żmijowego plemienia.

9

Zginęli, bo pomagali Żydom. W Boiskach Niemcy zamordowali dwie rodzinykresy.pl

2 stycznia 1943 roku niemieccy żandarmi zamordowali mieszkańców wsi Boiska (Boiska-Kolonia) koło Solca nad Wisłą, karząc ich za pomoc udzielaną Żydom.

Zbrodnia została przeprowadzona przez oddział żandarmerii z Lipska nad Wisłą, należący do 1. Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii. Akcja miała charakter pokazowy: miała zastraszyć okoliczną ludność i zniechęcić do ukrywania uciekinierów z gett.

Z rąk żandarmerii za pomoc Żydom zginęło w tym rejonie czterdziestu Polaków

Nad ranem Niemcy otoczyli gospodarstwo Józefa i Zofii Krawczyków. Najpierw dom obrabowano, następnie całą rodzinę wyprowadzono na podwórze. Rozstrzelano Józefa Krawczyka, jego żonę Zofię oraz kilkuletniego syna Adama, po czym zabudowania podpalono. Powodem represji była pomoc udzielona wcześniej rannemu Żydowi, który zdołał wydostać się z okolicznego getta. Krawczyk zaopatrzył ranę i dał schronienie, a kiedy żandarmi odkryli u złapanego uciekiniera fachowo wykonany opatrunek, biciem zmusili go do przyznania się, kto mu pomógł.

Potem kolumna skierowała się do domu Boryczków. Tam w podobny sposób zamordowano Stanisława Boryczkę, jego żonę Zofię oraz ich roczne dziecko. W tym przypadku Niemcy podejrzewali, że Zofia, ochrzczona Żydówka, pomaga ukrywającym się współwyznawcom, przekazując im żywność i informacje. Zabudowań Boryczków nie spalono, ale zakazano pochówku zamordowanych na cmentarzu parafialnym. Ofiary pogrzebano prowizorycznie w polu, a dopiero po wojnie przeniesiono je na cmentarz w Solcu nad Wisłą.

Łącznie tego dnia w okolicy za pomoc Żydom zginęło sześciu Polaków, a wraz z nimi także wspomniany uciekinier żydowski — siedem ofiar śmiertelnych. Z rodziny Krawczyków ocalał jedynie starszy syn Stanisław: przeżył, ponieważ noc poprzedzającą pacyfikację spędził u krewnych i został w porę powstrzymany przed powrotem do domu.

Zbrodnia z 2 stycznia nie była jednak odosobnionym wybuchem przemocy. Posterunek żandarmerii w Lipsku stworzył sieć konfidentów, których zadaniem było tropienie Polaków pomagających Żydom. Donosy uruchamiały błyskawiczne akcje karne. Już w grudniu 1942 roku ofiarą padła rodzina Kryczków, rozstrzelana po podejrzeniu o udzielanie wsparcia. W kolejnych tygodniach ginęli następni — jak gajowy Franciszek Parol, wskazany jako osoba pomagająca uciekinierom. Ten sam mechanizm prowadził do tragedii w Boiskach. Już 8 stycznia 1943, niecały tydzień po zbrodni w Boiskach, w pobliskim Słuszczynie zamordowali sześć osób z rodziny Borków. W rezultacie zimą 1942/1943 roku z rąk lipskiej żandarmerii zginęło około czterdziestu Polaków.

Tu relacje polsko-żydowskie były dobre

Jak podkreśla dyrektor Biura Badań Historycznych IPN dr Sebastian Pilarski: — Warto przypomnieć, że w okresie okupacji Niemcy dokonali pacyfikacji ponad 800 wsi w okupowanej Polsce […]. Przed wojną, w rejonie Ciepielowa, Lipska i Solca nad Wisłą relacje polsko-żydowskie były dobre. Silne wpływy miał ruch ludowy, nie było nastrojów niechętnych wobec ludności żydowskiej. Po wybuchu wojny pomoc udzielana przez Polaków ludności żydowskiej była więc na tym obszarze stosunkowo częstym zjawiskiem, mimo iż groziła za nią kara śmierci. Stąd również i skala represji była większa niż w innych regionach okupowanej Polski. Warto podkreślić, że dziś wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że mieszkańcy polskiej wsi odczuli wyjątkowo boleśnie eksterminacyjną politykę Niemców.

http://kresy.pl/kresopedia/zgineli-bo-pomagali-zydom-w-boiskach-niemcy-zamordowali-dwie-rodziny/

#historia #iiiwojnaswiatowa #niemcy #mordercy #zydzi #Polska

14

Cyryl z Aleksandrii o talmudzistach

"""Nieszczęśliwi żydzi grzeszą ciężko nie tylko przeciw Synowi, którego ośmielają się piętnować, lecz także przeciwko Ojcu. W rzeczywistości słuchali nie któregoś z proroków, ale samego boskiego Chrystusa, który był zapowiedzianym i przysłanym, byli oni widzami jego nadzwyczajnych czynów. Cóż więc mogłoby wybawić żydów z szaleństwa. Widzieli Chrystusa i słuchali go a mimo to nienawidzili tak Syna, jak i Ojca. Stąd też nie otrzymali nauki Ojca przekazanej przez Syna i pozostali w bezbożnictwie”""

#zydzi #historia #chrzescijanstwo

7

Zagadka megalitycznych murów rozwiązana? 🗿🏰🏺youtu.be

Wydaje się, że w końcu odkryto zagadkę prastarych megalitycznych budowli. Kamienie nie były wykuwane.

One były odlewane z pomocą geopolimerów. Co ciekawe to technologia która była dostępna w tamtych czasach.

Zdjęcie

-----------------------------------------

http://youtu.be/WE9VaHsDHho?si=0_KVStNcgrfbakPl

-----------------------------------------

#ciekawostki #historia #teoriespiskowe #megality #budownictwo #starozytnosc #technologia

12

#heheszki #rzymianie #historia

Tymczasem w starożytnym Rzymie (55 b.c.)

Zdjęcie

--------------------------------------

http://youtube.com/shorts/Q0Yw1JiNGmM?si=JNN7jwh0TKn6jTvT

--------------------------------------

6

Trucie studni i Czarna Smierć - to nie był odosobniony przypadek. 🐀 ✡️ 🦠youtu.be

Obiegowa plotka głosi, że to to szczury przyniosły Czarną Śmierć do europy. Podróżując na statkach roznosiły zarazę najpierw poprzez miasta portowe by potem dostać się do głębi lądu.

Jak wynika z bogatej dokumentacji XIV sporządzonej przez ówczesnych śledczych, zdecydowanie szczury... ale nie tego gatunku którego by się można spodziewać. Mimo zarazy która wybuchła w 1346r. dokumenty jasno wskazywały na sprawców tej jak i mniejszych ognisk które wybuchły trochę ponad 20 lat wcześniej.

Jak się okazuje dopiero w latach 70tych ub. wieku "naukowcy" masowo zaczęli pochylać się nad średniowieczną dokumentacją i selektywnie dobierać informacje... by nie było oskarżeń o "antysemityzm".

Zdjęcie

Co głosiły owe dokumenty?

Była to szeroko zakrojona akcja gdzie osoby (((specjalnego pochodzenia))) jak i osoby przekupione masowo wsypywały skażony proszek do studni. Wiele z nich było przyłapanych podczas uczynku i przesłuchiwanych (co przyniosło powyższe informacje), niestety jeszcze więcej z nich, nigdy nie zostało złapanych za rękę.

Czarna Śmierć pochłonęła życia blisko 60% ludności ówczesnej europy.

Z czasem oskarżenia o trucie studni były (współcześnie) określone jako "antysemickie" mimo jednoznacznego uczestnictwa sprawców i szerokiej dokumentacji. Wielu dziennikarzy i historyków było zaszczutych z tego powodu. Za sam fakt przekazywania prawdy.

Jak się okazuje historia i metody lubią się powtarzać. W ostatnich latach na jaw wyszły nowe ciekawe dokumenty, wskazujące na trucie. W 1948r. nowe państwo Izrael rozpoczęło czystki na ludności arabskiej wykorzystując właśnie metodę trucia studni.

Zdjęcie

Co ciekawe tym razem swoje uczynki dokumentowała sama strona izraelska. Co ciekawe znów z użyciem tajemniczych proszków.

Stare nawyki plemienia trucicieli pozostały nie zmienione.

W obecnych czasach ciekawą koincydencją jest kto szeroko był zaangażowany w szeroki globalny program szczepień przeciw Covid-19 i ich efekty.

---------------------------------------

http://youtu.be/he-OqA-I3To?si=kLOBEoZ2MgeRK1B3

---------------------------------------

#historia #ciekawostki #zydzi #syjonizm #bronbiologiczna #zaraza #smierc #zatrucie

21