Starałem się już kawał czasu temu zwrócić uwagę na to że PKB "rośnie", ale widać głównie jako orientacyjnie: top5% nowe mieszkania+samochody, top20% nawet nieźle, middle50% "za mało by żyć za dużo by umrzeć", bottom30% komfortowo sobie gnije (brak pracy, rozwoju, rodziny - nic). Pośrednio po statystykach da się to wyciągnąć: to nie jest normalne że Polska wbija w G20 a demografia to 1.1. Status ekonomiczny można coraz bardziej już tylko dziedziczyć, a ci z dołu mają nad głową szklany mur.

Takie jaskrawe zjawiska (jest ich więcej niż tylko te 2) jak wykupywanie mieszkań inwestycyjnych (nowoczesny landlording) czy legislacyjne betonowanie deficytowego zawodu - nie powinny istnieć w kraju złożonym z obywateli - to są cechy feudalizmu "kasuję zyski z samego posiadania lub stanu" czy innego systemu niewolniczego.
Gdzie wady? Ano takie że wybitne jednostki z niższych klas ekonomicznych - którym by się chciało i którzy mają potencjał - odpuszczą z własną ambicją/inicjatywą, nie będą się starać, zjadą do minimum i zostanie tylko wirtualne żonglowanie PKB, czego skutki ekonomiczne uderzą z przesunięciem czasowym.
Już teraz obserwujemy że nowe pokolenie zoomersów - na zachodzie i w Polsce - ma progresywnie wyjebane i mu odpierdala psychicznie.
Innym problemem jest prawo typu "CO2 smaży Ziemię, więc Europa musi zarżnąć swoją ekonomię, podczas dosłownie reszta świata pali śmieciami byle mieć tani prąd" - co już podchodzi pod jawną dywersję.
#wykop