W Rzymie jest góra zrobiona z andaluzyjskich śmieci.Monte Testaccio, który możecie zobaczyć na Google Maps, ma 35 metrów wysokości, prawie kilometr obwodu i podstawę o powierzchni 20 000 m². Leży na południe od Awentynu, obok Tybru, w dzielnicy dawnego Emporium — rzymskiego portu rzecznego. Cała góra składa się z fragmentów potłuczonych amfor — szacuje się, że około 53 milionów (inne obliczenia obniżają tę liczbę do 25 milionów, ale w każdym razie to kolosalna ilość).Ponad 80% z nich to amfory typu Dressel 20 — standardowe opakowanie na olej z Betiki (dzisiejsza Andaluzja), produkowane w warsztatach nad Gwadalkwiwirem między Hispalis (Sewilla) a Cordubą (Kordoba). Każda Dressel 20 miała średnią pojemność 70 litrów. Przez ten obszar przewieziono kilka miliardów litrów andaluzyjskiego oleju między I a połową III wieku n.e.Dlaczego je po prostu wyrzucano, zamiast recyklingować? Z dwóch powodów technicznych: Dressel 20 rozbijała się na duże, zakrzywione fragmenty, które nie nadawały się do zmielenia na drobny kruszywo do opus signinum (rzymskiego betonu).

Olej tak mocno impregnował ceramikę, że źle reagował z wapnem w betonie.

Nie nadawały się też ani na rury, ani na donice. Został tylko wysypisko — zorganizowane przez administrację państwową z tarasami, murami oporowymi zrobionymi z prawie całych amfor wypełnionych skorupami i posypane wapnem, żeby zneutralizować zapach zjełczałego oleju.Każda amfora miała namalowaną szczegółową inskrypcję (titulus pictus) z nazwiskiem producenta, wagą tara, wagą oleju, kontrolami celnymi i datą konsularną. Dzięki tym napisom wiemy dokładnie, kto produkował olej koło Carmony czy Lora del Río, ile eksportował i z którego roku pochodzi każda dostawa.Polecana bibliografia: Emilio Rodríguez Almeida i José Remesal Rodríguez, Excavaciones arqueológicas en el Monte Testaccio (Roma), Madryt 1994.

Ciekawostki o Monte Testaccio.

To sztuczne wzgórze (jedno z największych wysypisk starożytnego świata) — nazywane czasem „ósmym wzgórzem Rzymu”. Powstało głównie między I a III wiekiem n.e.

Szacuje się, że zawiera fragmenty ok. 53 milionów amfor, w których przetransportowano około 6 miliardów litrów oliwy (głównie z Hiszpanii). W szczytowym okresie (koniec II w. n.e.) na wysypisko trafiało nawet 130 000 amfor rocznie.

Oliwa z oliwek była wtedy strategicznym towarem — Rzym (miasto liczące co najmniej milion mieszkańców) zużywał ogromne ilości na jedzenie, oświetlenie i higienę.

Amfory nie nadawały się do recyklingu ze względu na olej i kształt — dlatego powstało to monumentalne wysypisko. Rzymianie robili to w sposób bardzo zorganizowany (tarasy, stabilizacja konstrukcji).

Tituli picti (malowane etykiety) to prawdziwa kopalnia wiedzy dla historyków — działają jak starożytne faktury i dowody celne. Dzięki nim rekonstruujemy gospodarkę imperium.

Dziś Monte Testaccio jest w modnej dzielnicy Testaccio — porośnięte trawą i drzewami, z restauracjami wbudowanymi w zbocze. Można je zobaczyć na Google Maps, a fragmenty amfor wystają gdzieniegdzie z ziemi.

Archeolodzy nadal badają wzgórze — to jeden z najważniejszych źródeł wiedzy o handlu oliwą w Cesarstwie Rzymskim.

Tłumaczenie @grok SI 🤖

#historia #rzym #oliwa

18

"Historia to świadek czasów, światło prawdy, żywa pamięć, mistrzyni życia, zwiastunka przeszłości." – Cyceron

#historia #hiszpabia #ciekawostki

18

Czego brakuje konstytucji? 🤔 📜 ✊

Dziś mija dzień Święta Konstytucji. Konstytucja to zestaw podstawowych norm i zasad prawnych określających formę władzy publicznej w danym społeczeństwie.

Zdjęcie

W Polsce pierwszy raz wprowadzono konstytucję 3 maja 1791 roku ustawa regulowała ustrój prawny monarchii dziedzicznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Był to dokument przełomowy na skalę Polski jak i Europy.

Oczywiście nie był to też dokument bez wad a jego siła prawna była niska. Zwłaszcza, że spisana została tuż przed zaborami, a sam akt jej spisania był czynnikiem napaści zaborców którzy rościli sobie prawo do terytorium Polski.

Pierwszą konstytucją „niezależnej” Polski (ale ówcześnie Ludowej) po drugiej wojnie światowej była konstytucja z 1952r. Dokument prawny narzucony przez Związek Sowiecki obowiązywał do 1997r. Dopiero po tej dacie został delikatnie kosmetycznie zmieniony, nadając kształt obecnej i obowiązującej nam konstytucji.

Upiększona post-komunistyczna konstytucja jak nie trudno się domyślić jest mocno ułomna. Brakuje w niej punktów które świadomie (lub mniej świadomie) opuszczono, dając szersze pole prawne do interpretacji prawa, stosunków międzynarodowych i traktowania obywateli RP w taki sposób jak „politycy rozumieją prawo”.

W pierwszej kolejności konstytucja Polski musi być narzędziem prawnym Polaków. I to ich prawa muszą być na pierwszym miejscu.

Oto lista kilku punktów o które konstytucja Polski musi zostać uzupełniona, aby przynajmniej prawnie ten kraj miał strukturę niezależną. Te punkty to tzw. „basic bich” elementy niezbędne w naszym akcie prawnym.

1. Nieograniczony dostęp do powietrza, wody i pokarmu w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych dla obywateli Polski.

- w dobie gdy płacimy podatek od oddychania (dosłownie), gdy korporacje międzynarodowe żądają sprywatyzowania wody gdy Unia niszczy rolnictwo i chce decydować o naszych własnych ogródkach, ten punkt jest koniecznością przy zachowaniu podstawowych potrzeb.

2. Zapewnienie nieograniczonej wolności do posiadania środków obrony osobistej (broni) jak i odparcia wszelkiego ataku, na życie, mienie i osoby postronne.

- „mój dom moja twierdza” zdrowie i życie żadnego Polaka nie może być kwestią uznaniową prokuratora dziury w dupie który wymyślił sobie „przekroczenie obrony”. Życie tak nie działa i naturalnie nikt o takich rzeczach nie myśli w momencie napaści.

3. Bezwzględny zakaz używania i posiadania broni obcokrajowcom na terenie RP, przeciw obywatelom Polski i najcięższy możliwy wymiar kary w przypadku złamania zakazu.

- przypomnijmy sobie polskiego żołnierza zadźganego na granicy przez nachodźcę. Nigdy więcej.

4. Zagwarantowanie wolności słowa, ekspresji artystycznej i wypowiedzi w tym zagwarantowanie jej po wymienionych czynnościach. Z wyłączeniem bezpośredniego nawoływania do morderstwa.

-wolność słowa to taki „no brainer”… ale jakimś cudem nie w oświeconej Europie, gdzie politykom bardzo ta wolność przeszkadza, w utrzymaniu ich „naszej demokracji ™”.

5. Zagwarantowanie zachowania prywatności: myśli, poglądów, stanu zdrowia i samopoczucia oraz miejsca przebywania obywatelom Polski. Z wyłączeniem sądowego nakazu przeprowadzania śledztwa na osobach podejrzanych.

- nawet Związek Radziecki nie inwigilował ludzi jak obecne państwa. Po prostu nie miał wtedy takiej technologii. Czytanie myśli już częściowo istnieje. Jest kwestią czasu gdy tyrani zaczną za nie karać. Obowiązkowo trzeba się temu przeciwstawić.

6. Żadna osoba lub grupa społeczna nie może mieć przywilejów względem obywateli Polski. W tym obywatele Polski nie mogą być traktowani gorzej niż cudzoziemcy.

-darmowa służba zdrowia dla ukrów, mieszkania socjale dla nachodźców, „antysemityzm” jak żyd go rozumie i „homofobia” jak rozumie ją pedał. To nie przejdzie. Albo pozbywamy się traktowania „równy i równiejszy” albo pozbywamy się problemu ostatecznie.

7. System sądowniczy ma bezwzględny obowiązek traktować wszelkich cudzoziemców ostrzej niż obywateli własnego państwa. W bezwzględnym obowiązku obcych osób przyjezdnych jest dostosowanie się do praw kraju Polskiego w którym przebywają.

- zgwałcił bo „nie wiedział że niewolno”, dostał jedynie po łapce bo miał małe IQ. Sąd który pomaga przestępcom jest zagrożeniem dla całego społeczeństwa.

8. Kara śmierci jest obowiązkowym narzędziem porządku publicznego, stosowana za najcięższe przestępstwa jak doprowadzenie do śmierci. Do najcięższych przestępstw zaliczana jest korupcja na szczeblach urzędniczych i politycznych. W tych wypadkach kara śmierci będzie wykonywana bezwzględnie niezależnie od posiadanego immunitetu.

- jedynie kara śmierci jest skutecznym narzędziem odstraszania przestępców

9. Państwo Polskie ma bezwzględny obowiązek zachowania: własnej kultury, granic, odrębności etnicznej i genetycznej, własnej niezależnej od obcych podmiotów władzy, własnej waluty (w tym możliwości obrotu tą walutą), własnego wojska i służb porządku publicznego.

- bez tego Polska i Polacy nie istnieją, to podstawa

10. Kto publicznie wyrzeka się Polski jako kraju lub narodu, dąży do zniszczenia lub podziału państwa, bezwzględnie traci polskie obywatelstwo.

- niemiec Kochut, ta poślica która nie wie któremu państwu składała przysięgę, całe stada internetowych neuropków które plują na Polskę ale niestety dalej żyją w tym kraju zamiast wypierdalać

11. Obywatelami Polski mogą zostawać tylko i wyłącznie osoby urodzone w Polsce, pochodzące od rodziców pochodzenia wyłącznie polskiego.

- Ahmed urodzony w Szwecji nie jest Szwedem, mysz urodzona w stodole nie jest koniem

12. Stanowiska urzędnicze, wojskowe jak i strategicznych podmiotów gospodarczych mogą być sprawowane tylko i wyłącznie przez obywateli Polski bez podwójnego obywatelstwa lub przynależności do innej grupy etnicznej lub kulturowej niż Polskiej.

-jeżeli masz wątpliwości że „polski” polityk się troszczy o twój kraj to czy masz wątpliwości, że obcy będzie to robić?

13. Środki pieniężne urzędników państwowych, oficerów wojska polskiego i podmiotów sektora o znaczeniu strategicznym dla Polski, muszą być przechowywane jedynie w polskich bankach na terenie terytorium Polski. W przypadku wyprowadzenia środków poza granicę, skutkuje ich przepadkiem.

- już są kraje które to zrobiły. Urzędnik będzie mieć motyw by w kraju działo się dobrze bo ucieczka bez gotówki może nie wyjść

14. Organizacje pozarządowe nie będące polskimi organizacjami o charakterze narodowym, uderzające w polska odrębność, kulturę, historię, kompozycję etniczną i genetyczną kraju oraz niezależność narodową będą bezwzględnie ścigane a ich działalność oraz ich członków ograniczana.

- policzek w kierunku Sorosa, Jad Wasz, fundacji Batorego i innych wrogich Polsce i Polakom NGO’sów

15. Wszelkie programy socjalne mają zakaz wydawania więcej środków na osoby nimi objęte niż środki włożone w te programy przez ich beneficjentów.

- więcej otrzymujesz niż wkładasz? Koniec z tym pasożytem.

16. Na obowiązek Państwa Polskiego spada przymusowe udzielenie pomocy psychologicznej i psychiatrycznej w ośrodkach zamkniętych, osobom z zaburzeniami seksualnymi i osobowości. Do momentu ich naprostowania i możliwości integracji z resztą społeczeństwa bez nawrotów odchyłów.

- LGBTPQZ+ to się leczy

17. W stosunkach międzynarodowych obowiązuje zasada wzajemności. Wszelkie działania wrogie Polsce i jej obywatelom będą się spotykały z proporcjonalną reakcją. Wszelkie działania pozytywne powinny być odwzajemnione przy pierwszej okazji. Wszystko w ramach możliwości państwa Polskiego.

- oko za oko, ząb za ząb, uśmiech za uśmiech… proste, logiczne i sprawiedliwe

18. Umowy międzynarodowe z rządem i społeczeństwem Polski przestają obowiązywać w momencie rozszerzania się tych umów o punkty będące pierwotnie poza umową, gdy warunki umowy pozostają nie spełnione w całości lub gdy umowa zawiera klauzury ukryte działające na niekorzyść Państwa Polskiego.

- „abyście dostali należne pieniążki, musicie jeszcze spełnić nowe warunki i módlcie się aby się nie zmieniły”… nie to tak nie będzie działać.

19. Polska ma obowiązek rozwiązania wszelkich umów międzynarodowych które uderzają w jej bezpieczeństwo narodowe, kształt granic, niezależność, system prawny bądź sądowniczy.

- tego nie trzeba komentować

20. Państwo Polskie powinno pozostać neutralne w stosunkach wszelkich sporów międzynarodowych.

- tego nie trzeba komentować… logiczne, niestety nie dla naszych polityków, tylko taki punkt w konstytucji może powstrzymać ich spierdolenie.

21. Państwo Polskie zapewnia dostęp do pracy i wszelkich programów pomocy społecznej w pierwszej kolejności dla Polaków. W przypadku ich zaspokojenia te same środki mogą być rozszerzone o obcokrajowców.

- jest to bardzo racjonalny i zrównoważony punk, czemu ściągać hindusa na wizie pracowniczej gdy bezrobocie istnieje, czy pracodawcy faktycznie brakuje pracowników czy może tylko „szuka murzyna” który robi za frajer? Bezrobocie znika, wtedy dopiero pojawia się miejsce na kogoś z zza granicy.

----------------------------------------------------------

Być może są jeszcze inne rzeczy które powinny znajdować się w naszej konstytucji. Chętnie o nich usłyszę. Na razie to tylko kilka podstawowych punktów które muszą wejść do ustawodawstwa.

W imię narodu i państwa Polskiego.

#polska #konstytucja #prawo #historia #spoleczenstwo #narod #przepisy

15

#ciekawostki #historia

1 maja. Dziesiąt lat temu milicja zawitała na pole mojego pradziadka. W tym dniu orał i jakiś życzliwy somsiad go podjebał. Niezadowoleni funkcjonariusze zabrali go na komendę wysłuchać zeznań a potem za karę wysłali na paradę 1 majową przez miasto. Jak to można pracować w świętym dniu dla komunistów?

Zdjęcie

W ramach tradycji 1 maja udałem się dziś na pole pradziadka. Ten po latach je sprzedał, było podzielone na działki budowlane, potem po latach znów trafiło do rodziny i ja się tam wybudowałem. Dzień pracy świętuję pracą.

Zdjęcie

Tak tam historia z życia wzięta.

Zdjęcie

12

Społeczeństwa wysokiego zaufania - geneza, rozwój i przebieg. 🤔 📚 🗺️youtu.be

Społeczeństwa wysokiego zaufania, albo czasem też zamiennie społeczeństwa o wysokim kapitale społecznym.

Zdjęcie

Termin ten został zapożyczony z pogranicza ekonomii i socjologii, oznacza kapitał (jako element procesu produkcji i życia w zorganizowanym społeczeństwie), którego wartość opiera się na wzajemnych relacjach społecznych i zaufaniu jednostek, które dzięki niemu mogą osiągać więcej korzyści (z ekonomicznego i społecznego punktu widzenia). Uważa się, że istnieje pozytywny związek między społeczeństwem wysokiego zaufania a produktywnością gospodarki.

Termin kapitału społecznego został wprowadzony w sposób systematyczny do literatury socjologicznej w latach 70. XX wieku przez Pierre’a Bourdieu, a następnie rozpowszechniony przez Jamesa Colemana. Oba nazwiska związane są jednocześnie z dwiema odmiennymi szkołami rozumienia i definiowania tego pojęcia. Ze względu na funkcjonowanie odmiennych tradycji definiowania w literaturze podejmuje się próby odróżnienia podstawowych pojęć, tj. kapitał ludzki (tożsamość, cechy jednostkowe), kapitał społeczny (właściwości struktury społecznej, tworzony przez mechanizmy kulturowe jak np. tradycja i religia) i kapitał kulturowy (właściwości struktury kulturowej, normy i wartości z kultury grupy reprezentowanej przez jednostki).

Znalezisko jednak dotyczy tego w jaki sposób i jakie czynniki zdefiniowały, że społeczeństwa (szeroko rozumianego "zachodu") stały się społeczeństwami wysokiego zaufania.

Szeroka analiza obejmuje czasy od starożytności po dzisiejszy dzień, unikalne czynniki środowiskowe, polityczne, społeczne i genetyczne, oraz zagrożenia jakie czyhają na tego typu społeczeństwa.

---------------------------------

http://youtu.be/LnoPMKHlpgk?si=LuNmXGT5CQ2yojnX

---------------------------------

#ciekawostki #nauka #wiedza #kultura #spoleczenstwo #historia #socjologia

10

Dlaczego Churchill nie wspomniał w swoich książkach ani razu o holololo?

#historia

13

POV: Za chwilę doświadczysz naturalnej selekcji. 🧬 🤔 🔬youtu.be

Ludzka genetyka to bezwzględny aspekt doboru naturalnego.

Animacja omawia kilka wybranych przykładów genów, za co są odpowiedzialne oraz możliwe zdarzenia które doprowadziły do ich rozprzestrzenienia.

Zdjęcie

-----------------------------------

http://youtu.be/3jDWDA4FQZ8?si=Q92kZUNQW5eggHYl

-----------------------------------

#ciekawostki #biologia #genetyka #nauka #historia #ludzie

6

18.04

• Jan Paweł II beatyfikował siostrę Faustynę Kowalską (1993 r.)

#historia

5

18.04

• w katedrze gnieźnieńskiej odbyła się koronacja Bolesława I Chrobrego na pierwszego króla Polski (1025 r.)

#historia

8

To Polacy skroplili azot – przełomowy eksperyment z 1883 rokukresy.pl

13 kwietnia 1883 roku w laboratorium Uniwersytetu Jagiellońskiego dokonano jednego z najważniejszych przełomów w historii badań nad niskimi temperaturami – po raz pierwszy uzyskano ciekły azot.

Autorami tego osiągnięcia byli Karol Olszewski oraz Zygmunt Wróblewski, którzy na początku 1883 roku podjęli współpracę nad problemem skraplania tzw. „gazów trwałych”.

W drugiej połowie XIX wieku część gazów, w tym tlen i azot, uważano za niemożliwe do skroplenia. Pogląd ten podważała rozwijana wówczas kinetyczna teoria gazów, współtworzona przez Jamesa Clerka Maxwella, która zakładała, że wszystkie gazy mogą przejść w stan ciekły przy odpowiednio niskiej temperaturze i wysokim ciśnieniu. Potwierdzenie tej tezy miało fundamentalne znaczenie dla rozwoju fizyki.

Inspiracją dla krakowskich uczonych były wcześniejsze eksperymenty Louis-Paula Cailleteta, który zbliżył się do skroplenia tlenu, uzyskując jedynie krótkotrwałą mgiełkę. Olszewski i Wróblewski udoskonalili jego podejście. W aparaturze zaprojektowanej przez Wróblewskiego zastosowali etylen wrzący pod obniżonym ciśnieniem, co pozwoliło osiągnąć znacznie niższe temperatury.

Pod koniec marca 1883 roku uzyskali pierwsze oznaki skroplenia tlenu, natomiast na początku kwietnia – w doświadczeniu uznawanym za rozstrzygające – otrzymali ciecz o wyraźnym menisku. Oznaczało to pełne, zgodne z rygorami naukowymi skroplenie gazu. Zaledwie kilka dni później, 13 kwietnia, badacze doprowadzili do jeszcze trudniejszego procesu – skroplenia azotu, drugiego głównego składnika powietrza.

Sukces krakowskich uczonych obalił koncepcję „gazów trwałych” i dostarczył silny argument na rzecz teorii kinetycznej. Osiągnięcie szybko zostało zauważone w Europie, wywołując zarówno uznanie, jak i kontrowersje związane z wykorzystaniem wcześniejszych wyników badań. Karol Olszewski był później wielokrotnie nominowany do Nagrody Nobla, co potwierdza rangę dokonania.

Eksperymenty z 1883 roku otworzyły drogę do dalszego rozwoju kriogeniki i badań nad własnościami materii w ekstremalnie niskich temperaturach, stając się jednym z kamieni milowych nowoczesnej fizyki.

http://kresy.pl/kresopedia/to-polacy-skroplili-azot-przelomowy-eksperyment-z-1883-roku/

#nauka #fizyka #historia #Polacy #Polska

5

Dziś jest Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Bestialskiego mordu, jakiego dokonali rosjanie zydzi i ukraincy, przez niektórych uważani zresztą do dziś za „wyzwolicieli”. (tak patrzę na was pdf-y Tusk i Czarzasty)

Patrzcie, czy dzisiaj jacykolwiek cwelebryci, dziennikurwiarze i politykierzy upamiętnią ten dzień. Bo za kilka dni symbolizujące ludobójstwo i pedofilię żonkile będą u każdego cwela.

#polska #historia

14

Minęło już dobre parę lat, więc pora na historię, którą mogę powiedzieć dopiero teraz. Wszystko, co opisuję, jest prawdą. Jedynie dane osobowe zostały zmienione dla ochrony osób.

– Dzień dobry, na kiedy możemy się umówić? – zapytałem.

– A skąd masz mój telefon? – zapytał nieznajomy głos.

– …od Piotrka, wrzucił mi numer – dodałem. – Był zadowolony.

Usłyszałem jakby pomruk uśmiechu.

– W porządku, kiedy się widzimy?

– Myślałem o sobocie. Dwunasta będzie OK?

Chwila zastanowienia.

– Tak, zapraszam na dwunastą, na ulicę …….

Zapisałem adres, ale ulica brzmiała dziwnie. Nigdy tam nie byłem. Sprawdziłem adres w Google Maps – ta ulica jest na Wyspie Puckiej.

Jeśli nie jesteś ze Szczecina, pozwól, że przybliżę – Wyspa Pucka w Szczecinie to swego czasu było miasto w mieście. Prowadzi tam w zasadzie jedna ulica, a teren, jak to wyspa, otoczony jest wodą. Są to głównie tereny zalewowe. Oficjalnie nie można tam niczego dużego budować, więc dominuje zabudowa rekreacyjna, parterowa. Ludzie często mieszkają całe życie na ogródku działkowym, który został zaadaptowany na pełnoprawne mieszkanie. Większość jest tam chyba z przymusu, niektórzy z wyboru. To hermetyczne środowisko wychowało wielu przestępców, z których najbardziej znany jest „Oczko”. Sam pamiętam wielu zakapiorów stamtąd na moim osiedlu, z których każdy gonił na dzielni narkotyki.

Obecnie to raczej normalna dzielnica z nieciekawą przyszłością, na której – ku mojemu zdziwieniu – będę miał spotkanie. W zasadzie pierwszy raz jestem na tej wyspie inaczej niż przejazdem – tym razem jestem w interesach.

Adres, który dostałem, sprawił mi nie lada problemy – przejechałem obok wjazdu na posesję dwa razy, by za trzecim razem wjechać w ścieżkę prowadzącą w głąb terenu. Niby był przy głównej drodze, ale ścieżka sprawiała wrażenie, jakbym wjeżdżał w dzicz. Samochód jechał po szutrowej drodze, a wokół było mnóstwo krzaków i owocowych drzewek.

– To nie może być tutaj – byłem bliski zwątpienia.

I kiedy już myślałem, że ktoś zrobił sobie ze mnie dowcip, droga po tych kilkudziesięciu metrach odbiła w lewo, a zza krzaków wyłoniły się parterowe zabudowania. Budynki wyglądały na gospodarcze, niskie, z surową, szarą elewacją. Dookoła stały liczne samochody. Stare samochody – niektóre wyglądały, jakby były porzucone, inne w naprawie. Po okolicy błąkał się jakiś kundel, od czasu do czasu poszczekując w moją stronę, kiedy podjeżdżałem pod dobytek.

– Gdzie ja, kurwa, jestem – pomyślałem. – Jak mnie ktoś tu porwie lub zamorduje, to mnie nie znajdą. Czy to jest jakaś dziupla? A może to właśnie w dokładnie tym miejscu wychował się „Oczko”? Tak czy inaczej jakby mnie ktoś tutaj znalazł groziłaby mi poważna kara, ale okolica wyglądała tak jakby była wyjęta spod prawa

Wysiadłem z auta, nie do końca wiedząc, gdzie było wejście do budynku. Poszedłem z drugiej strony – znalazłem drzwi, które były uchylone.

Nadmienię, że było chłodnawo, ale wiosenne słońce sprawiało wrażenie, jakby w rzeczywistości było pięć stopni więcej. Był chyba kwieceń i było rześko.

Postanowiłem nie wchodzić bez zaproszenia – zapukałem w otwarte drzwi. Nikt się nie odezwał.

– Dzień dobry! – rzekłem u progu z entuzjazmem, co rzeczywiście poskutkowało. Otworzono mi drzwi i zaproszono do środka.

- od Piotrka?

Przytaknąłem.

Trochę byłem zdziwiony – u wejścia była od razu kuchnia. Standardowa, brzydka kuchnia, która w pomieszczeniu urządzonym bez smaku po prostu była. Próżno było tutaj szukać wyszukanych kombinacji kolorystycznych. Bliżej tu było do kuchni, jakie zwykliśmy widywać przed metamorfozą w programie „Nasz Nowy Dom”. Na marginesie – cały ten budynek byłby idealny do tego programu, nie tylko kuchnia – pomyślałem.

– Zapraszam za mną – powiedział gospodarz.

Grzecznie przeszedłem przez pomieszczenie przypominające korytarz i znalazłem się w niedużym, ciemnym pokoiku, oświetlanym wyłącznie żarówką zwisającą na kablu. Duże lustro bardzo pomagało w wypełnieniu tego ponurego pomieszczenia światłem.

– Proszę siadać – usłyszałem, co też uczyniłem, zadając sobie cały czas w głowie pytanie: co ja tu, kurwa, robię? Gospodarz gdzieś poszedł zostawiając mnie samego. Minęła długa minuta, może dwie. W końcu dołączył do mnie i zapytał:



jak strzyżemy?

Kwiecień 2020



#historie #historia

8

Wszystko zaczyna się w 1932 roku w Warszawie, w skromnym biurze przy Alejach Ujazdowskich. Trzej absolwenci matematyki Uniwersytetu Poznańskiego dostają zadanie, które z pozoru wydaje się niemożliwe: złamać szyfr Enigmy, urządzenia, które sama jego twórca uważał za niezniszczalne.

Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski nie byli kryptografami z zawodu. Byli matematykami, i właśnie to miało zmienić historię.

Zanim jednak do tego doszło, musiał się wydarzyć jeden z tych drobnych wypadków, które ciągną za sobą ogromne konsekwencje. W 1929 roku do Urzędu Celnego w Warszawie trafia paczka z Niemiec.

Celnik otwiera ją i znajduje dziwną maszynę do pisania. Telefon do Biura Szyfrów, kilka godzin czasu, aparat fotograficzny. Niemcy po paczce przyjeżdżają, maszyna wraca do nadawcy nienaruszona. Polacy mają zdjęcia i mają pewność, że Enigma jest czymś, czego powinni się bać.

Przez dwa lata nic. Szyfr trzyma się nieugięcie. Francuzi podrzucają instrukcje obsługi pozyskane przez szpiega, ale i to nie wystarczy. Wtedy pojawia się Rejewski.

Ma dwadzieścia siedem lat i pomysł, który nie przychodzi do głowy tradycyjnym kryptografom. Zamiast analizować treść wiadomości, zaczyna analizować samą strukturę szyfru. Zamiast szukać słów, szuka permutacji. Traktuje Enigmę jak problem algebraiczny, bo tym w istocie jest. W ciągu kilku tygodni rekonstruuje okablowanie rotorów. Robi to wyłącznie na podstawie matematyki, bez jednego fizycznego egzemplarza maszyny.

To, co Rejewski osiągnął, nie było odgadnięciem hasła ani szczęśliwym trafem. To było coś głębszego: zrozumienie wewnętrznej logiki urządzenia przez czyste myślenie abstrakcyjne. Do dzisiaj kryptografowie piszą o tym z podziwem.

Przez kolejne lata trio pracuje bez rozgłosu.

Zygalski projektuje arkusze perforowane, swego rodzaju kombinatoryczne sito do odsiewania możliwych konfiguracji rotorów. Różycki wynajduje metodę nazwaną od doby zegarowej. Rejewski buduje pierwszą mechaniczną bombę kryptologiczną, maszynę przyspieszającą łamanie kolejnych kluczy szyfrowych. To nie jest jeszcze Turing. To jest Rejewski, Polska, rok 1938.

W 1938 roku Niemcy komplikują system, dodając dwa nowe rotory. Wymagałoby to sześćdziesięciu bomb zamiast sześciu. Polacy mają środki na sześć. Wiedzą, że czas im ucieka.

I wtedy zapada decyzja, która jest jedną z najbardziej niedocenianych w historii II wojny światowej. W lipcu 1939 roku, kilka tygodni przed wybuchem wojny, Polacy zapraszają do Pyrzowie pod Warszawą Brytyjczyków i Francuzów. Przekazują im wszystko: repliki Enigmy, metody, arkusze Zygalskiego, dokumentację matematyczną.

Oddają to bez żadnych warunków, bez politycznych targów, po prostu jako dar. Alec Denniston z Bletchley Park wychodzi ze spotkania blady. Jego ekipa przez lata kręciła się wokół tego samego problemu i nie doszła tak daleko.

Churchill będzie później pisał o Bletchley jako o "kurach znoszących złote jaja, nigdy nie gdaczących". Będzie mówił o Turingu. O Polakach nie powie nic, bo nic nie będzie mógł powiedzieć, bo wszystko było tajne. Rejewski, Różycki i Zygalski trafią po klęsce kampanii wrześniowej do Francji, potem do Algierii, potem ponownie do Francji, gdzie w Vichy będą nadal łamać szyfry na małym oddziale. Różycki zginie w 1942 roku na Morzu Śródziemnym, prawdopodobnie gdy statek, którym płynął, zostanie zatopiony. Miał trzydzieści dwa lata.

Rejewski przeżyje wojnę i wróci do Polski. Przez całe dekady będzie pracował jako zwykły księgowy, bo praca w kryptografii była zbyt niebezpieczna w PRL-u. Dopiero pod koniec życia zacznie udzielać wywiadów, pisać wspomnienia, opowiadać o tym, co zrobił. Umrze w 1980 roku, rok przed stanem wojennym.

Historia o złamaniu Enigmy, jaką znamy z filmów i książek, zaczyna się zazwyczaj od Alana Turinga i Bletchley Park. To nie jest historia fałszywa, ale jest niepełna. Turing budował na fundamentach, które już stały. A fundamenty te postawili trzej polscy matematycy, którym dano złe narzędzia, zbyt mało czasu i w końcu nie dano nawet możliwości opowiedzenia własnej historii.

http://www.facebook.com/reel/1683972073052991

#szyfrowanie #iiiwojnaswiatowa #historia

15

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 April 2026|0 Komentarze|w Historia, II Wojna Światowa, Kresopedia |Przez Eugeniusz Wiśniewski

odjazd transportu rekrutów z dworca Stettiner Bahnhof, zdjęcie poglądowe, fot. Bundesarchiv, Bild 183-2007-0928-503 / CC-BY-SA 3.0.

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Czytaj też: Zamach w Tarnowie. Niemiecka bomba zegarowa wybuchła na trzy dni przed wojną

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Jesteśmy najbardziej rzetelnymi mediami w Polsce

Akcja berlińska nie była odosobniona. Już w lutym 1943 roku „Zagra-Lin” przeprowadził wcześniejszy zamach na tej samej stacji Friedrichstraße. W kolejnych tygodniach polscy dywersanci uderzyli również we Wrocławiu, gdzie eksplozja na dworcu kolejowym zakłóciła transporty wojskowe. Przeprowadzono także akcję wysadzenia pociągu z amunicją i sprzętem wojskowym w rejonie Rygi. Równolegle oddział uczestniczył w operacjach likwidacyjnych wymierzonych w funkcjonariuszy niemieckiego aparatu okupacyjnego.

Działalność „Zagra-Linu” była jednak krótkotrwała. 5 czerwca 1943 roku gestapo przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję aresztowań, zatrzymując wielu członków „Osy”–„Kosy 30”. Uderzenie to doprowadziło do rozbicia struktur organizacji i jej rozwiązania. Mimo to w ciągu kilku miesięcy istnienia oddział zdążył przeprowadzić operacje, które odbiły się szerokim echem nie tylko w okupowanej Polsce, ale również w samej III Rzeszy.

Zamach na Friedrichstraße pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów ofensywnej działalności Armii Krajowej. Pokazywał, że polskie podziemie nie ograniczało się do walki defensywnej, lecz potrafiło przenosić działania na teren przeciwnika, uderzając tam, gdzie Niemcy czuli się najpewniej.

#ak #bohater #iiiwojnaswiatowa #historia

11

Każda rewolucja, bez względu na program czy ideały, wcześniej czy później kończy się eksterminacją miejscowych katolików

Cromwell, jakobini, Luter, bolszewicy, bez różnicy czy wojujący ateiści, zakamuflowani talmudzisci czy hiperreligijni protestanci. Wszystkich ich zawsze łączy nienawiść do Koscioła Katolickiego

http://gdynia.fsspx.pl/2002/10/01/ryszard-mozgol-krew-ktora-scementowala-wiare/

#historia #4konserwy #katolicyzm

9

🛑 KAT W SPÓDNICY. Zlikwidowali bestię z Dworca Zachodniego w równe 8 minut! [AKcja "PANIENKA"]

Wyobraźcie sobie mroźną, bezlitosną zimę 1944 roku. Zrujnowana, okupowana Warszawa. Wszechogarniający chłód i głód zaglądają w oczy z każdym dniem coraz mocniej. Zziębnięte, ubrane w łachmany dzieci z Woli i Ochoty podejmują desperackie ryzyko – wkradają się na tory Dworca Zachodniego, by zebrać kilka bryłek węgla i choć na chwilę ogrzać swoje zamarzające domy.

Dla nich to walka o przetrwanie. Dla niego – rozrywka i doskonała okazja do morderstwa.

Zbrodniarz nazywał się Karl Schmalz, pseudonim "Panienka". Był niemieckim funkcjonariuszem ochrony kolei, sadystą i absolutnym postrachem okolicy. Ten wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna wymyślił potworną taktykę: przebierał się w kobiece stroje, zakładał na głowę chustę, malował usta i z daleka udawał staruszkę zbierającą węgiel. Gdy zmarznięci Polacy ufnie podchodzili bliżej, wyciągał broń. Za kradzież garstki węgla wymierzał tylko jedną karę: śmierć na miejscu, często w ogromnych męczarniach. Miał na sumieniu blisko 200 niewinnych ofiar.

Polskie Państwo Podziemne powiedziało: DOŚĆ. Wyrok mógł być tylko jeden.

Zadanie wydawało się samobójcze. Wartownia Schmalza przypominała twierdzę otoczoną drutem kolczastym, a tuż za rogiem znajdowały się niemieckie koszary pękające w szwach od żołnierzy Wehrmachtu. Wtedy do akcji wkroczył "Kazik" i "Kolumb" ze swoimi ludźmi z Kedywu.

Zastosowali genialnego "konia trojańskiego". W zdobycznych niemieckich mundurach, w biały dzień, wprowadzili rzekomego "złodzieja" węgla prosto do jaskini lwa. Hałas pobliskich betoniarek, wymuszony przez obstawę, zagłuszył strzały. Zlikwidowanie bestii i wyniesienie potężnego arsenału broni z ufortyfikowanej wachy zajęło im dokładnie 8 minut. Wyszli bez ani jednego zadraśnięcia.

To opowieść o nieludzkim bestialstwie okupanta, ale przede wszystkim o niewyobrażalnym bohaterstwie, chirurgicznej precyzji i odwadze żołnierzy Armii Krajowej. Zwycięstwo to miało jednak swoją tragiczną, potworną cenę – dowódca akcji i jego żona zostali później zamęczeni na Szucha, ratując jedynie swojego małego synka.

Nie możemy o nich zapomnieć.

👇 Znaliście wcześniej historię "Panienki" i tej brawurowej akcji Kedywu? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach – pamięć o tych ludziach musi trwać!

Drobna uwaga techniczna: Materiały wizualne towarzyszące tej historii zostały przygotowane przy pomocy nowoczesnych narzędzi cyfrowych. Z góry przepraszam za ewentualne wpadki w detalach, zniekształcenia czy historyczne nieścisłości w kadrach. Technologia wciąż bywa ułomna, ale moim nadrzędnym celem jest to, aby najważniejsza pozostała Pamięć o tych wydarzeniach.

http://www.facebook.com/reel/1250533009763730

#historia #iiiwojnaswiatowa

9

Polscy żołnierze 1. Dywizji Pancernej podczas wielkanocnego święcenia pokarmów w Wielką Sobotę. Wielka Brytania, Wielkanoc 1944 roku.

#historia

13