#ciekawostkihistoryczne #jedzenie #ciekawostki #czlowiek #polska #prusy #francja #uk

Charles Domery (ur. ok. 1778, zm. po 1800), znany także jako Charles Domerz – polski żołnierz służący w armii pruskiej, a następnie francuskiej, znany z niezwykle dużego apetytu. Służąc w armii pruskiej przeciwko Francji podczas pierwszej koalicji antyfrancuskiej, stwierdził, że racje żywnościowe Prusaków są niewystarczające i przystąpił do armii francuskiej w zamian za żywność. Chociaż ogólnie był zdrowy, cierpiał na nienasycony apetyt i podczas swojej służby we Francji zjadał wszelkie dostępne pożywienie. Podczas stacjonowania w pobliżu Paryża odnotowano, że w ciągu roku zjadł 174 koty i chociaż nie lubił warzyw, gdy nie mógł znaleźć innego jedzenia, zjadał od 1,8 do 2,3 kg trawy dziennie. Podczas służby na francuskim okręcie Hoche usiłował zjeść oderwaną nogę członka załogi trafionego ogniem armatnim, zanim inni członkowie załogi zdołali mu ją odebrać.

Zdjęcie

W lutym 1799 r. Hoche został przejęty przez siły brytyjskie, a załoga, w tym Domery, została internowana w Liverpoolu, gdzie zszokował Brytyjczyków swoim nienasyconym apetytem. Pomimo że przyznano mu dziesięciokrotnie większe racje żywnościowe, niż innym osadzonym, zjadł więziennego kota i co najmniej 20 szczurów, a także często zjadał więzienne świece. W jednym eksperymencie w ciągu jednego dnia zjadł w sumie 7,3 kg surowego krowiego wymienia, surowej wołowiny oraz łojowych świec, a także wypił cztery butelki portera, co udało mu się osiągnąć bez wypróżniania, oddawania moczu ani wywoływania wymiotów.

Prawie wszystko co wiadomo o Domery pochodzi z relacji dra J. Johnstona z 1799 r., opublikowanej w Medical and Physical Journal, która została oparta głównie na informacjach dostarczonych przez dra Thomasa Cochrane'a.

---

Więcej w wersji audio do posłuchania: http://youtu.be/9ENJp-sou3A

Więcej na wikipedii do poczytania: http://pl.wikipedia.org/wiki/Charles_Domery

---

16

20 lipca 1946 r. w Gdańsku została aresztowana Danuta Siedzikówna „Inka” (1928-1946) sanitariuszka V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej

#ciekawostkihistoryczne #komunizm

23

Elegancka mapa, dobrej rozdzielczości: Egiptu, Petry i kawałka Arabii. Druk w Londynie, druga połowa XIX wieku.

#historia #ciekawostkihistoryczne #ciekawoski #egipt #mapa

10

Prywatna wojna doktora Łazowskiego. Fałszywa epidemia, która ratowała życiamedicus.lublin.pl

Tym razem tyfus nie zabijał. Tym razem epidemia ratowała życie. Tyle, że nie była prawdziwa.

Zdjęcie

Prywatna wojna doktora Łazowskiego

„Achtung! Fleckfieber!” – widniało przez trzy lata na ostrzegawczych tablicach wokół Rozwadowa. Fleckfieber budził grozę w niemieckich wojskach okupacyjnych, toteż niewielu z żandarmów, gestapowców i policjantów miało odwagę wejść na skażony teren. Nie wchodzili, więc nie było łapanek wśród miejscowej ludności, nie ściągano kontyngentów, nie wywożono stąd ludzi na przymusowe roboty do III Rzeszy, żeby nie przywlec do kraju panów tego strasznego Fleckfieber. Przez trzy lata wokół Rozwadowa wojny jakby nie było, nie takiej, jaką ogarnięta była reszta kraju. Bo tu był tyfus – przekonani byli hitlerowcy. Przekonało ich dwóch młodych polskich lekarzy, którzy sami epidemię wywołali. Epidemię, której nigdy nie było.

Pomysł… zaraźliwie szalony

Eugeniusz Łazowski właśnie zdawał egzaminy końcowe na medyka na Uniwersytecie Józefa Piłsudskiego w Warszawie, kiedy kraj ogarnęła wojna. Zmobilizowanego, wysłano do Brześcia nad Bugiem i tu wojna dopadła go naprawdę. Od wschodu. Aresztowany przez Sowietów, uciekł z transportu na Syberię, wrócił do kraju, by zostać aresztowanym, tym razem przez Niemców. Trafił do obozu jenieckiego, ale i stąd uciekł. Wrócił do okupowanej już Warszawy, ale nie bardzo wiedział, co z sobą zrobić, dopóki nie przyszła propozycja od księżnej Anny Lubomirskiej: w Rozwadowie potrzebujemy lekarza. To pojechał z właśnie poślubioną żoną Murką, pod Stalową Wolę.

Prowincja, płacą tyle co nic – ostrzegali Łazowskiego koledzy po fachu, ale na miejscu przekonał się, że jednak jakby złotem płacili. Wojna, pieniądz wartości nie ma, a tu pacjenci w kurach,

jajkach, serze i ziemniakami płacą, to więcej niż papier banknotu.

Tak też napisał przyjacielowi, jeszcze z czasów Szkoły Podchorążych Sanitarnych. Stanisław Matulewicz też szukał pracy w wojennej zawierusze, więc Łazowski wspomniał mu o posadzie w Zbydniowie, nieopodal Rozwadowa. Matulewicz zjechał na prowincję, zajął dwuizbową chatę, a że dotknięty był pasją naukowca, w komórce na zapleczu swojej chaty urządził prowizoryczne laboratorium. W komórce narodził się pomysł, który uratował życie tysiącom ludzi.

„Niemcy zdawali sobie sprawę, że wraz z tysiącami ludzi wywożonych na roboty, mogą przenieść do swojego kraju wszy, zakażone tyfusem” – pisał po latach w swoich wspomnieniach Łazowski.

W komórce Matulewicz odkrył, że powszechnie występująca w naturze i z natury nieszkodliwa bakteria proteus vulgaris OX19 daje w teście Weila-Felixa dokładnie takie same reakcje, jak mikroorganizmy, wywołujące tyfus. A właśnie test Weila-Felixa Niemcy wykorzystywali do potwierdzenia, czy krew pacjenta skażona jest tyfusem. I zdarzyło się, że Matulewicza odwiedził mieszkaniec Zdanowic, który wrócił na dwutygodniowy urlop z przymusowych robót w Reichu. Błagał doktora, by obciął mu rękę albo nogę, byle nie musiał wracać, tyrać dla Hitlera. Matulewiczowi etyka lekarska nie pozwoliła amputować zdrowych kończyn, ale wstrzyknął domięśniowo młodemu mężczyźnie proteusa, instruując, że ma udawać otumanionego (jak to przy tyfusie), gorączkującego i zwijającego się w kłębek na skutek iście tyfusowego bólu brzucha. I żeby – broń Boże – rodzinie nie zdradzał, że tylko symuluje. Krew pacjenta wysłał hitlerowskim lekarzom do zbadania, po kilku dniach dostał czerwony telegram: „Odczyn Weila-Felixa” dodatni. Pacjent na roboty nie wrócił. I Matulewicz na tym pewnie skończyłby eksperyment, gdyby Łazowski nie znalazł wojennego zastosowania dla odkrycia przyjaciela.

Zaraza w Rozwadowie

„Możemy wywołać sztuczną epidemię tyfusu, nastraszyć Niemców – będą bali się szwendać w naszych stronach, wywozić ludzi do Rzeszy, może ustaną aresztowania i rewizje?” – wspominał Łazowski w książce. Plan opracowali natychmiast: ich sztuczna epidemia – zgodnie z regułami rządzącymi epidemiami – musi rozwijać się wzdłuż szlaków komunikacyjnych, żeby nadać jej wiarygodności. Ogniska epidemii ulokować trzeba w podleśnych przysiółkach, do których Niemcy i tak niechętnie się zapuszczali z obawy przed kontrakcją partyzantów. Zaraza ma eksplodować zimą, zanikać latem. I każdy z nich ma „zarażać”, zachowując rozsądek, co do ilości, miejsca i ludzi. Zasada podstawowa: nikt o ich akcji nie ma wiedzieć. Pacjenci też. Nawet żony obu lekarzy. Byli w tym tak konsekwentni, że jeszcze długo po wojnie mało kto wiedział, że przez trzy lata Rozwadowem rządziła epidemia, której nie było.

Łazowski zaczął od bezrobotnego elektryka, powalonego zapaleniem płuc, zastrzyk proteusa nie mógł wyrządzić mu krzywdy. Niemieckie laboratorium w Tarnobrzegu krew elektryka zbadało: „Weil-Feliks dodatni”. Pogłoska o kilku następnych przypadkach szybko dotarła do burmistrza Rozwadowa, policji niemieckiej, gestapo, hitlerowskiego lekarza powiatowego; rosła groza wśród władz okupacyjnych. Zimą z 1941 na 1942 rok na ziemi rozwadowskiej „chorowały” już setki ludzi. I te setki to byli pacjenci albo Łazowskiego albo Matulewicza. Trafiali do doktorów z przeziębieniem, objawami grypowymi, dolegliwościami gastrycznymi, z drobiazgami, które jednak – zdaniem obu lekarzy – wymagały zastrzyku. Opuszczali gabinet lekarski z diagnozą – tyfus.

Zaraza kontrolowana

Policja i żandarmeria przestała zapuszczać się w okolice Rozwadowa, teren kilku gmin objęto kwarantanną, na granicznych słupach i drzewach zawisły ostrzeżenia: „Achtung! Fleckfieber!”. „Każdy plakat i „Achtung! Seuchengebiet!” to dla nas jak dyplom uznania za osiągnięcia naszego celu” – wspominał Łazowski.

Volksdeutsche pierwsi zaczęli snuć podejrzenia, że… jakaś dziwna ta zaraza. A i władzom okupacyjnym zaczął dawać do myślenia nietypowy przebieg epidemii: mimo kwarantanny i środków zapobiegawczych liczba zarażeń wcale nie malała. Łazowski z Matulewiczem postanowili wzmóc środki ostrożności, ten pierwszy wpadł na pomysł, by pacjentów, u których któryś z dwójki konspiratorów stwierdzi prawdziwy(!) tyfus, podsyłać innym lekarzom. Żeby miłujący

statystykę Niemcy nie zaczęli się zastanawiać, dlaczego tylko Łazowski z Matulewiczem mają pecha do duru plamistego. Władającemu powiatem i przerażonemu epidemią Niemcowi, Martinowi Fuldnerowi Łazowski meldował o postępach walki z zarazą, kreślił plan opanowania epidemii i radził… zwiększyć przydziały mydła dla wszystkich urzędników i robotników. Fundner przyjął radę ze zrozumieniem i nawet się do niej zastosował.

I mydło nie pomogło, bo epidemia wciąż miała się dobrze, potęgując wątpliwości okupantów. Ci postanowili wysłać komisję do badania zarazy; nad dwójką lekarzy zawisła groźba dekonspiracji. Komisja lekarzy SS, żandarmeria i policja zjechały na inspekcję do miejscowości Turbia pod Rozwadowem w pierwszych dniach lutego 1944 roku. Łazowski przygotował pacjentów i wójta Turbii, który dla niemieckich gości stół zastawił suto, w kantorze czekało morze wódki. Komisja miała już dobrze w czubie, kiedy zdecydowano ruszyć na inspekcję. A Łazowski wytypował do inspekcji najbardziej chorych (choć niekoniecznie na tyfus), wycieńczonych chorobą i głodem, podeszłych wiekiem, trafił nawet na pacjenta, któremu medycyna ludowa postawiła na czole „bańkę”, bo tak medycyna ludowa leczyła wówczas ból głowy. Na inspektorach z SS zrobił piorunujące wrażenie. Półtrzeźwa komisja weszła do jednego domu, do drugiego, wszędzie nędza, choroba i strach, i jeszcze Łazowski, który głośno i barwnie ostrzegał przed apokaliptycznym „Fleckfieber”. Komisja

szybciutko wycofała się z inspekcji, pacjentów nawet nie badając i nie zauważając w półmroku wiejskich chat, że niby chorzy na tyfus, ale nie mają charakterystycznej dla tej choroby wysypki. Łazowskiemu polecono tu i tam pobranie krwi. To Łazowski pobrał. Od pacjentów, którym wcześniej zaaplikował proteusa. Komisja po badaniach próbek orzekła: „Wynik Weila-Felixa pozytywny”.

„Prywatna wojna, wojna immunologiczna, została wygrana” – zanotował Łazowski.

Latem 1944 roku epidemia w Rozwadowie wciąż miała się dobrze, kiedy zza Sanu słychać już było artylerię zbliżającego się frontu wschodniego. Tego lata do gabinetu doktora wpadł znajomy niemiecki żandarm z ostrzeżeniem: gestapo wie, przyjdą pana rozstrzelać. Żandarm miał powody do wdzięczności, bo nie tak dawno doktor wyleczył go z „frontowej choroby”, z którą Niemiec nie miał odwagi iść do lekarzy niemieckich. Łazowski wpadł w panikę, że trzyletnia tyfusowa mistyfikacja jednak wydała się, tymczasem nieświadomy przyczyn przerażenia żandarm wyjaśnił, że gestapo dowiedziało się, iż Łazowski… pomagał żołnierzom Armii Krajowej. Bo rzeczywiście pomagał. Czasem wezwanie do porodu w rzeczywistości było wezwaniem do rannego partyzanta. Nie roztrząsając przyczyn gestapowskiego zainteresowania, polecił żonie błyskawicznie się spakować. Murka złapała ich maleńką córkę Oleńkę, Łazowscy musieli błyskawicznie uciekać.

Rozstania i powroty

Matulewicz ze świeżo poślubioną żoną uciekli z dwuizbowej chaty w Zbydniowie na dwa lata przed ucieczką Łazowskich. W reakcji na masakrę, jakiej dokonał oddział SS na weselnikach zarządcy dóbr Lubomirskich w Zbydniowie. Łazowski na lata stracił z nim kontakt, a po wojnie rozpoczął pracę w Instytucie Matki i Dziecka.

Łazowscy w latach 50. wyjechali do USA, gdzie doktor kontynuował praktykę pediatryczną i zdobył tytuł profesorski. Matulewicz przez Belgię wyjechał do Zairu, tu na lata przepadł bez wieści. O szalonej

akcji obu polskich lekarzy świat dowiedział się ze wspomnień Łazowskiego, spisanych w latach 70. pt. Prywatna wojna. Wspomnienia lekarza-żołnierza 1933-1944. O dziwo, o wywołanej z przyjacielem epidemii wspomina stosunkowo niewiele, tymczasem – jak obliczono – „ich tyfus” uratował przed śmiercią, wywózką do obozów koncentracyjnych i na przymusowe roboty do Rzeszy ok. 8 tys. ludzi. Łazowski jeszcze w latach 70.

korespondencyjnie odnalazł w Zairze przyjaciela Stasia i okazało się, że i ten zrobił karierę. O ile Łazowski w USA leczył, wykładał, publikował w fachowych pismach medycznych, to Matulewicz został w Zairze jednym z najbardziej cenionych tam radiologów. Obaj po latach spotkali się w miejscu „prywatnej epidemii” sprzed ponad półwiecza.

„Wyjątkowy, pogodny, serdeczny człowiek” – wspomina Lucyna Mizera, dyrektor muzeum w Stalowej Woli, które w 2001 roku przygotowało wystawę o „wojennej” epidemii. – Przed śmiercią przekazał nam swoje archiwa, zawierające dorobek naukowy, twórczość pisarską, korespondencję. Podczas wernisażu podeszła do doktora starsza pani z kwiatami i powiedziała, że przyszła podziękować, bo bezinteresownie uratował jej życie. Była dzieckiem, kiedy ciężko zachorowała, jej ojciec w środku nocy przyszedł do doktora po pomoc. I doktor Łazowski – mówiła starsza pani – tak, jak stał, wyszedł do małej pacjentki. Po czym rozpłakała się i rzuciła doktorowi na szyję.

Eugeniusz Łazowski zmarł w Oregonie w 2006 roku. Wspólnie z Matulewiczem uratowali tysiące ludzi, ryzykując życiem własnym i bliskich. Oskar Schindler uratował setki, ryzykując niewiele, ale to on, a nie dwaj polscy lekarze, stał się filmowym symbolem człowieczeństwa w nieludzkich czasach.

Andrzej Plęs

http://medicus.lublin.pl/2014/10/post-1237/

#historia #zdrowie #ciekawostkihistoryczne

9

#ciekawostkihistoryczne #iiwojnaswiatowa

31 maja 1940 r. miało miejsce zniszczenie przez Niemców pomnika Fryderyka Chopina w Warszawie. Monument, jeden z najsłynniejszych w Warszawie, miał pierwotnie stanąć w 1910 roku, w stulecie urodzin kompozytora. Projektantem był rzeźbiarz i muzyk Wacław Szymanowski. Pomnik stanął jednakże dopiero w 1926 r. W kwietniu 1940 r. gubernator Hans Frank ogłosił zbiórkę metali na cele wojenne III Rzeszy. Pomnik Chopina padł ofiarą tej "zbiórki" – 31 maja 1940 r. Niemcy go wysadzili, uzyskując 16 ton brązu

Zdjęcie

Transport wiozący zniszczony monument sfotografował przypadkowy świadek, który rozpoznał głowę Chopina na platformie kolejowej. Po wojnie pomnik odbudowano, jednak z problemami, gdyż nie zachowały się wzorce. Odnaleziono miniaturę pomnika i na jej podstawie odtworzono dzieło

Zdjęcie

19

#meksyk #chujowie #ciekawostkihistoryczne #hiszpania #wikipedia

Chujowie zamieszkujący San Mateo Ixtatán opierali się hiszpańskiej kontroli dłużej, niż ich sąsiedzi z innych terenów górskich – Hiszpanom udało się pacyfikować ludność tylko do czasu, gdy na miejscu znajdowały się ekspedycje. W dłuższej perspektywie skutkiem był jednak znaczący spadek ludności chujańskiej w XVI wieku.

W drugiej połowie XVII wieku hiszpański misjonarz Alonso de León informował, że w San Mateo Ixtatán żyje około osiemdziesięciu rodzin, które nie płacą daniny hiszpańskiej koronie, ani nie uczęszczają na msze w obrzędzie rzymskokatolickim. Opisał je jako „zadziorne” i narzekał, że tylko pozornie byli chrześcijanami: na wzgórzach w pobliżu przedkolumbijskich ruin wznieśli pogańską świątynię, gdzie palili kadziła i składali w ofierze indyki. Ostatecznie de León został wypędzony z San Mateo Ixtatán przez Chujów.

źródło: http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Chujowie

12

Ja już żyć nie mogę, mnie wykończono. Bo Oświęcim to była igraszka


25 maja 1948 roku o godz. 21.30 kat Piotr Śmietański zamordował strzałem w tył głowy rotmistrza Witolda Pileckiego

#ciekawostkihistoryczne #komunizm

26

W ramach cyklu poruszającego zagadnienia związane z magią, okultyzmem i ludźmi je praktykującymi (tag #occulto) przedstawiam serię wpisów prezentujący życie magiczne starożytnych cywilizacji. W miniblogu zostanie krótko opisany stosunek do magii, takich ludów jak: mieszkańcy Mezopotamii, Egipcjanie, Żydzi, Persowie, Grecy, Rzymianie, Chińczycy, Japończycy, Hindusi i Majowie. Zapraszam do lektury pierwszej części opowiadającej o starożytnej Mezopotamii.

Część I- ludy starożytnej Mezopotamii

Można powiedzie, że właściwe wszystkie ludy, które narodziły się i rozwijały się w obrębie systemu rzecznego Tygrysu i Eufratu (współczesny Irak) żyły w świecie praktyk magicznych. Sumerowie, Asyryjczycy i Babilończycy szukali pomocy u egzorcystów i wróżbitów, aby uzyskać ochronę przed nadprzyrodzonymi bytami i złymi mocami. Już od czasów Sumerów założycieli pierwszych miast do Babilończyków 3000 lat później, Mezopotamia była krainą pełną magii, która stała się częścią życia codziennego.

Poza oficjalnym panteonem bogów i bogiń, wśród których najbardziej znanymi współczesnej nauce są chociażby: Enlil - asyryjski bóg nieba, czy Ea - bóg mądrości, znajdowała się cała gama większych i mniejszych demonów. Lamashtu - zagrażający ciężarnym kobietom, Namataru - demon zarazy. Wszystkie te nadnaturalne istoty utożsamiano z występowaniem zjawisk przyrodniczych takich jak: powodzie, burze, pioruny, czy również choroby zakaźne. Zjawiska te nie był jeszcze naukowo rozumiane, dlatego też ludzie na wszystkich poziomach społeczeństwa preferowali nadprzyrodzone wyjaśnienia.

Wierzono, że katastrofy były powodowane przez mamitu (klątwy) rzucane przez czarownice, czy też przez przestępców, którzy czasem nieświadomie występowali przeciwko bogom lub przez nieumyślne ignorowanie boskich znaków. Królowie chronili się przed tymi zjawiskami, konsultując się z kapłanami, w szczególności ashipu (egzorcyści) którzy wykonywali magiczne rytuały oraz baru, którzy interpretowali znaki. Archiwa pałacowe były zaopatrzone w kolekcje glinianych tabliczek klinowych, zawierających ochronne zaklęcia i znaki. Ogromne ich ilości zostały odzyskane z biblioteki pałacowej asyryjskiego króla Aszurbanipala. Zwykli ludzie również korzystali z usług ashiputo, którzy rzucali zaklęcia ochronne, używali amuletów oraz zaczarowanych figurek, aby przepędzić złe duchy.

#historia #religia #sztuka #rzezba #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #magia #occulto

Fotografia nr 1

Przedstawienie pełnej magii i tajemnicy postaci, czasami nazywanej "Królową Nocy" z Babilonu. Ze skrzydłami i szponami, otoczona przez sowy może być utożsamiana z Lamiami - żeńskimi demonami dręczącymi ciężarne kobiety oraz porywającymi ich potomstwo.

Zdjęcie

Fotografia nr 2

Tablica przedstawiająca Pazuzu- króla demonów wiatru i władcę południowo-zachodnich wiatrów z pustyni, które przynosiły głód i szarańczę. Tablica została stworzona w celach ochronnych przed innym demonem Lamashtu. U dołu tabliczki widać Pazuzu, który tryumfuje nad swoim adwersarzem, nad nimi zaś możemy zobaczyć bóstwa opiekuńcze o głowach lwów tworzących procesje.

Zdjęcie

Fotografia nr 3

Jedna z tablic Maqlû- współcześnie najbardziej znany przykład praktykowania magii w Mezopotamii. Seria tablic kamiennych zawierające akadyjskie zaklęcia ochronne przeciw rzucanym przez wiedźmy czarom i urokom. Przykładowy fragment (tylko urywki) zaklęcia pochodzący z takiej tablicy:

„Niech twe zaklęcie nie zamknie się we mnie, niech twoje słowa mnie nie pokonają.

Wiedźma i czarodziejka siedzi w cieniu za stosem cegieł,

Ona siedzi tam, praktykując czary przeciwko mnie. Przeciwko mnie, tworzy figurki.

Niech twe zaklęcie się do mnie nie zbliża, niech twoje słowa mnie nie pokonają.”

Zdjęcie

Fotografia nr 4

Mezopotamska tradycyjna magiczna miska, zawierająca zaklęcia w j. aramejskim, przedstawiająca demona w centrum (prawdopodobnie z V w n.e.). Takie misy często zakopywano w rogach domostw w celu ochrony przed złymi duchami.

Zdjęcie

12

skopiowane z wyklopu

"Znacie Anastasiia Hrytsenko? Na Linkedinie robiła dobrą robotę publikując zbrodnie rosyjskie i nawołując o pomoc dla jej narodu. W jednym z ostatnich postów dumnie stoi na tle flagi UPA. Po zwróceniu uwagi, że jest to flaga którą używała też UPA, która bestialsko mordowała polaków, dużo bardziej brutalnie niż w Buczy i że jest to bardzo nie fair w stosunku do milionów polaków, którzy pomagają ukrainie, odpowiedziała, że dziękuje za pomoc, ale Ukraińcy też wiele cierpieli przez Polaków i zaangażowanie tej organizacji w faszyzm było kwestionowane i dyskutowane przez stulecie. UPA wniosła wielki wkład w walkę o niepodległość Ukrainy i wbrew ocenom w walkę z faszyzmem.

Ludność Ukrainy również ucierpiała od Polaków, ale z jakiegoś powodu o tym zapomina. Poinformowałem, że przez takie posty ludzie zaczną wierzyć Putinowi, że na Ukrainie szerzy się faszyzm. Komentarze usunęła, post z flagą UPA został i wisi. Powoływała się na ten wpis w Wiki"

#ukraina #wojna #polska #ciekawostkihistoryczne

@Enviador choć ukrofilu nam wytłumacz tą biedną ukrainczkę

18

8 maja 1947 r. funkcjonariusze komunistycznej bezpieki aresztowali rotmistrza Witolda Pileckiego

#ciekawostkihistoryczne

27

30 kwietnia 1940 roku pod Anielinem niedaleko Opoczna w walce z Niemcami poległ mjr Henryk Dobrzański „Hubal”, żołnierz Legionów Polskich, kawalerzysta, olimpijczyk

#ciekawostkihistoryczne

18

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku, Witold Pilecki uciekł wraz z dwoma współwięźniami z niemieckiego obozu Auschwitz

#ciekawostkihistoryczne

27

#ciekawostkihistoryczne #iirzeczpospolita #wojskopolskie #starezdjecia

Uroczystość odsłonięcia pomnika Leopolda Lisa-Kuli (19 IX 1932 r.). Wieniec składany przez delegację strzelców podhalańskich.

13

#ciekawostkihistoryczne #mlodziez #takasytuacja #gorzkiezale #prasa #polska #polskalokalna

"Ziemia Lubelska" z 4 maja 1909 roku. Aż własnej mamie podesłałem, bo urodziła się nieopodal, kiedy ta młodzież była już dziadkami siedzącymi pod GS-em i babami wysiadującymi pod przydrożnym krzyżem

20

#iwojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #niemcy #iirzesza #mapa

Niemiecka "przestrzeń życiowa" i aspiracje terytorialne w oczach propagandy angielskiej z 1916 roku.

11

16 kwietnia 1952 roku w sfingowanym procesie komunistyczny sąd skazał na karę śmierci gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, dowódcę Kedywu Komendy Głównej AK i konspiracyjnej organizacji „Nie”.

Wyrok wykonano 24 lutego 1953 roku

#ciekawostkihistoryczne #komunizm

14

14 kwietnia 1915 roku urodził się Jan Zumbach - as myśliwski II wojny światowej, podpułkownik Wojska Polskiego, dowódca Dywizjonu 303. Odznaczony Orderem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych.

#ciekawostkihistoryczne

21