„Mechofiltr” za prawie 300 tys. zł w Krakowie. Ekspert od ochrony środowiska: „Daje zarobić” [VIDEO]x.com

http://x.com/1972tomek/status/2098051230542987476

Dr hab. inż. Mariusz Czop, profesor AGH, specjalista z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska na tiktokowym kanale „W Sumie Wiadomo” komentował niby-ekologiczną instalację w Krakowie, która rzekomo miała wchłaniać zanieczyszczenia. Instalacja kosztowała podatników prawie 300 tys. zł.

– Panie profesorze, co to za skrzyneczka? – zapytał tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

– To jest średniej wielkości las – odparł ironicznie prof. Czop, na co wyraźną konsternacją zareagował tiktoker.

Jak podkreślił profesor, w „najbardziej zadłużonym mieście w Polsce” przy ul. Wielickiej, gdzie „z budżetu obywatelskiego postawiono taką instalację, która się nazywa 'mechofiltr'”.

– Czyli taka witrynka wypełniona mchem, który – w opinii autorów – „jak magnes przyciąga zanieczyszczenia i oczyszcza powietrze” – uwaga – tak, jak „prawie 300 drzew”, czyli tej właśnie średniej wielkości las

Tiktoker dopytał specjalistę z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska, czy to rzeczywiście działa w taki sposób? Ekspert wyraził zdecydowaną wątpliwość.

– To jest całkowicie suche, nie ma żadnych badań potwierdzających, że to w ogóle oczyszcza, jakie ilości to oczyszcza. No i wydaje się, że urzędnicy rozstrzygający zasadność tych projektów z budżetu obywatelskiego nie powinni polegać na ulotkach reklamowych, tylko rzeczywiście to weryfikować, dlatego, że tego typu rozwiązania nie mają nic wspólnego z rzetelną ochroną środowiska

– Są zwykłym greenwashingiem i jakimś „czystym PR-em”

Najlepsze jest to, ile kosztowała „skrzynka filtrująca powietrze”, która „nic nie daje”. Otóż wartość projektu wyniosła 272,1 tys. zł.

– Mówi pan, panie profesorze, że to nic nie daje. Daje – zarobić – podsumował ironicznie tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

Nagranie z TikToka wrzucono na X, gdzie obejrzano je już setki tys. razy. Post z filmem udostępnił m.in. redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Wałek na mech. Czego to ludzie nie wymyślą” – skwitował Sommer.

http://nczas.info/2026/09/11/mechofiltr-za-prawie-300-tys-zl-w-krakowie-ekspert-od-ochrony-srodowiska-daje-zarobic-video/

#wal #ekologizm #lewactwo #spierdolenie

11

TAKIE SPIERDOLENIE TYLKO W POLSCE - ZUS potwierdził Mentzenowi mechanizm „jednej składki”. Chodzi o emerytury dla Ukraińcówkresy.pl

Przedstawiciel ZUS potwierdził Sławomirowi Mentzenowi, że obywatel Ukrainy, który ma wymagany staż pracy na Ukrainie, może po opłaceniu w Polsce jednej składki nabyć prawo do polskiej emerytury. W przedstawionym przez polityka scenariuszu po przeprowadzce do Polski świadczenia mogą być następnie wyrównywane do wysokości polskiej emerytury minimalnej.

Sławomir Mentzen uzyskał od przedstawiciela Zakładu Ubezpieczeń Społecznych potwierdzenie mechanizmu, zgodnie z którym obywatel Ukrainy może po opłaceniu w Polsce jednej składki nabyć prawo do polskiej emerytury, jeżeli wymagany staż wypracował wcześniej na Ukrainie.

Polityk przedstawił podczas spotkania z przedstawicielami ZUS konkretny przykład. Założył, że obywatel Ukrainy przez 35 lat pracuje w swoim kraju, następnie przyjeżdża do Polski na miesiąc, podejmuje pracę za minimalne wynagrodzenie i opłaca jedną składkę na ubezpieczenie społeczne.

Po osiągnięciu wieku emerytalnego miałby ponownie przyjechać do Polski. Z polskich składek przysługiwałoby mu bardzo niskie świadczenie, natomiast do niego doliczona zostałaby emerytura ukraińska.

„Do końca życia będzie dostawał dopłaty do minimalnej polskiej emerytury. To znaczy to, o czym mówimy, to tak?” – pytał Mentzen.

Przedstawiciel ZUS potwierdził, że taki mechanizm wynika z obowiązujących regulacji i umów międzynarodowych dotyczących sumowania okresów ubezpieczenia.

„Czyli potwierdza pan, że tak jest” – dopytywał Mentzen.

Polityk podsumował następnie, że „ta jedna składka daje prawo do polskiej emerytury”. Przedstawiciel ZUS odpowiedział: „No właśnie”.

Mentzen zaznaczył, że odpowiedzialność za taki stan rzeczy nie spoczywa na Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, który jedynie wykonuje obowiązujące przepisy.

„Mamy zgodę, że ten mechanizm istnieje. Wynika głównie z polskiej ustawy. W połączeniu z naszą umową sprawia, że dochodzi do takiej sytuacji” – powiedział.

Polityk ocenił jednocześnie, że przepisy powinny zostać zmienione, aby uniemożliwić podobne przypadki. Przedstawiciel ZUS podkreślił natomiast, że Zakład jest przede wszystkim wykonawcą regulacji uchwalanych przez ustawodawcę.

Samo opłacenie jednej składki daje możliwość nabycia prawa do bardzo niskiej polskiej emerytury po osiągnięciu wieku emerytalnego. W przypadku obywateli państw objętych odpowiednią umową o zabezpieczeniu społecznym – jak Ukraina – przy ustalaniu wymaganego stażu można jednak uwzględnić również okresy ubezpieczenia przebyte za granicą. Łącznie trzeba wykazać co najmniej 20 lat stażu w przypadku kobiet i 25 lat w przypadku mężczyzn.

Dopłata do wysokości polskiej emerytury minimalnej nie jest przy tym przyznawana każdemu cudzoziemcowi posiadającemu polskie świadczenie. Osoba musi mieszkać w Polsce, a suma jej polskiej emerytury oraz świadczenia wypłacanego przez zagraniczną instytucję emerytalną musi być niższa od obowiązującej w Polsce emerytury minimalnej. W takiej sytuacji różnicę pokrywa polski system.

http://kresy.pl/wydarzenia/zus-potwierdzil-mentzenowi-mechanizm-jednej-skladki-chodzi-o-emerytury-dla-ukraincow/

#zus #spierdolenie #ukraincy #Polska #frajerzy

19

W USA za rozdeptanie 3 małych żółwików grzywna 150000$ grzywny i 3 lata pozbawienia wolności/

Za zabicie 3 swoich dzieci dostanie 1 000 000$ na zrzutce i połowa kraju będzie jej bronić i współczuć....

Koniec jest bliski.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/3136998909831643

#koniecswiata #spierdolenie #usa #mordercy #dzieci #satanizm

14

Brzydkie odezwanie się do Ukrainki i błyskawiczne zatrzymanie. Sommer: Polska policja upadła na głowę [VIDEO]x.com

http://x.com/mateusz_rybak1/status/2095429939856019642

http://x.com/Policja_KSP/status/2095889742546014480

„Polska policja upadła chyba całkiem na głowę. Czy oni dostają jakieś dodatki od Ukrainy?” – zapytał redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer, komentując informację policji o zatrzymaniu mężczyzny, który miał zachowywać się agresywnie wobec innego pasażera. Policja zajęła się sprawą „natychmiast”, pomimo „braku formalnego zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa”.

W środę doszło do przepychanki na pokładzie samolotu do Warszawy z Teneryfy. Radio ZET przekazało relacje pani Larysy, z której wynika, że po wylądowaniu przepychała się do wyjścia, nie czekając na to, aż pasażer przed nią zabierze bagaż.

„Zdenerwowana pasażerka miała powiedzieć coś znajdującemu się obok niej mężczyźnie, który 'interweniował’. Wówczas, jak relacjonuje autorka wpisu, mężczyzna zaczął kierować w ich stronę wulgaryzmy. Posypały się obelgi o charakterze narodowościowym. Brak reakcji ze strony kobiet nie zniechęcił pasażera, przeciwnie – zaczął krzyczeć coraz głośniej. W pewnym momencie jedna z kobiet zwróciła mu uwagę, że nie powinien odzywać się w taki sposób. Wówczas miał odpowiedzieć: 'Mów po polsku. Jesteś w Polsce’, a następnie wykrzykiwać obraźliwe hasła dotyczące Ukrainy i Ukraińców” – podaje radiozet.pl.

Jakiś mężczyzna zwrócił uwagę osobie rzucającej wulgaryzmami. Wówczas osoba awanturująca zwróciła się przeciwko niemu i zagroziła pobiciem.

„Tuż przed wyjściem z samolotu ten mężczyzna rzeczywiście rzucił się na Polaka, który stanął w naszej obronie. Doszło do bójki” – napisała Larysa.

– My jedynie przejeżdżaliśmy przez Polskę tranzytem, wracając do domu na Ukrainę z Hiszpanii. Nie mieszkam w Polsce i nigdy tam nie mieszkałam, ale po tym, co nas spotkało podczas tak krótkiego pobytu w tym kraju, trudno mi nawet wyobrazić sobie z jakimi sytuacjami mogą mierzyć się Ukraińcy mieszkający tam na stałe – powiedziała z kolei Polsat News Ukrainka.

– Jeśli polskie prawo przewiduje odpowiedzialność za takie zachowanie, to moim zdaniem mężczyzna ten powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za swoje czyny. Takie przejawy agresji, zniewagi na tle narodowościowym oraz groźby nie powinny pozostać bez odpowiedniej reakcji – przekonywała.

Co ciekawe, choć twierdzi, że nie mieszka w Polsce, to jednocześnie „coraz częściej słyszy wulgarne odzywki pod adresem Ukraińców”.

W piątek policja poinformowała o zatrzymaniu awanturującego się mężczyzny.

„Policjanci ze stołecznego Komisariatu Policji Portu Lotniczego Warszawa Okęcie zatrzymali 46-letniego mężczyznę, który na pokładzie jednego z samolotów lądujących na Okęciu zachowywał się agresywnie w stosunku do innych pasażerów. Mężczyzna awanturował się i był wulgarny. Swoim zachowaniem mógł dopuścić się znieważenia na tle narodowościowym innego pasażera” – napisano na oficjalnym profilu X warszawskiej policji.

Jak przyznano, „pomimo braku formalnego zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, sprawą natychmiast zajęli się kryminalni z komisariatu na lotnisku”.

„Intensywne działania policjantów doprowadziły do szybkiego ustalenia tożsamości agresywnego pasażera.

„Dziś [w piątek – red. nczas] po godz. 15 mężczyzna został zatrzymany na terenie warszawskiego Targówka” – poinformowano.

Sprawę skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Polska policja upadła chyba całkiem na głowę. Czy oni dostają jakieś dodatki od Ukrainy?” – napisał w odpowiedzi na komunikat policji Sommer.

W Polsce coraz częściej dochodzi do ukraińskich prowokacji. Ukraińcy zachowują się w chamski lub agresywny sposób wobec Polaków. Następnie robią z siebie „ofiary” napaści, a w mediach społecznościowych pojawiają się filmy „udowadniające” rzekomą polską agresję, nie pokazujące jednak całego zajścia.

Coraz więcej ujawnionych faktów wskazuje, że to Ukraińcy prowokują sytuacje, a potem krzyczą, że „napadli mnie, bo jestem Ukraińcem”, co okazuje się być kłamstwem. Duże media natomiast chętnie podają antypolską narrację, nie informując o ujawnionych manipulacjach.

W ostatnim czasie tytułowany ministrem sprawiedliwości Waldemar Żurek ogłosił, że powołał specjalny zespół 100 prokuratorów do ścigania Polaków wypowiadających się źle o Ukraińcach.

http://nczas.info/2026/09/05/brzydkie-odezwanie-sie-do-ukrainki-i-blyskawiczne-zatrzymanie-sommer-polska-policja-upadla-na-glowe-video/

#Polska #ukraina #policja #spierdolenie #antypolonizm #sommer

13

RAJ DLA SOCJALDEMOKRATÓW I INNYCH NIEROBÓW - Dania.Komentator sportowy musi zapłacić 110 procent podatku. „Jestem obywatelem jakiejś republiki bananowej”nczas.info

Ikona duńskiego futbolu Stig Toefting został obłożony podatkiem w wysokości 110 procent za pracę komentatora piłkarskiego w telewizji, po czym nazwał swój kraj „republiką bananową”.

Toefting w latach 1993-2002 rozegrał 41 meczów w reprezentacji narodowej, której był filarem. Jako obrońca był bardzo skuteczny, lecz również twardy i brutalny i media nazywały go „kosiarką”.

Po zakończeniu kariery zajął się działalnością gospodarczą, a dzięki popularności stałym gościem telewizji. Od pięciu lat jest uznanym komentatorem piłkarskim platformy Viaplay.

Jego honoraria stały się jednak podejrzane dla urzędu skarbowego, który w skomplikowany sposób wyliczył mu za rok 2021 zaległy podatek w wysokości 110 procent natychmiast do zapłacenia.

Roczne dochody Duńczyka w 2021 roku wyniosły 174 tysiące euro, a wyliczony podatek wyniósł 190 tysięcy.

Wiadomość ogłoszona w czwartek przez urząd skarbowy stała się tematem numer jeden w duńskich mediach.

Były piłkarz skomentował, że kocha swój kraj i nie wyprowadził się za granicę ze względów podatkowych, jak zrobiło wielu jego kolegów i duńskich sportowców.

– Chyba to był błąd, ponieważ okazało się, że praca nie jest dochodem tylko karą i za możliwość jej wykonywania trzeba dopłacać, więc nagle zdałem sobie sprawę z tego, że jestem obywatelem jakiejś republiki bananowej – powiedział dziennikowi „Ekstrabladet”.

W Szwecji skomentowano wiadomość jako szok i powrót do przeszłości, ponieważ w tym kraju pamięta się podatki w latach 70-tych przekraczające 100 procent.

Dziennik „Expressen” przypomniał, że najgłośniejszą ofiarą szwedzkiego socjaldemokratycznego fiskusa była w 1976 roku słynna pisarka Astrid Lindgren, której wyliczono 102 procent podatku. Od razu napisała satyrę na temat systemu podatkowego o czarownicy Pomperipossa, żyjącej w świecie pieniędzy w kraju Minismania, rządzonym przez bezwzględną dyktaturę jednej partii. Utwór ten zdaniem szwedzkich politologów przyczynił się do upadku socjaldemokratów w tym samym roku po 40 latach rządów.

http://nczas.info/2026/09/04/komentator-sportowy-musi-zaplacic-110-procent-podatku-jestem-obywatelem-jakiejs-republiki-bananowej/

#lewactwo #socjalizm #komunizm #spierdolenie #dania

13

Niesamowite, może padać. Na wszelki wypadek zostanę 2 dni w domu. Ciekawe ile nas to kosztuje.

Uwaga! Dzis i jutro (20/21.06) prawdopodobne intensywne opady deszczu, silny wiatr i burze. Mozliwe przerwy w dostawie pradu. Unikaj otwartych przestrzeni.


#spierdolenie #rcb

7

Tak mieszają białym dzieciom w głowach, że chcą być i czują, że powinni być czarnymi....

Zaczyna się już w przedszkolu.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/

#indoktrynacja #lewactwo #spierdolenie

6

Rośnie liczba zachorowań na grypę. Ograniczenia odwiedzin w szpitalachnczas.info

Zdjęcie

Na początku lutego ponownie wzrósł wskaźnik zachorowalności na grypę. Wynosi obecnie blisko 400 przypadków na 100 tys. osób, czyli przekroczył już najwyższą wartość z ubiegłorocznego sezonu grypowego – wynika z danych portalu ezdrowie.gov.pl. W województwie lubelskim niektóre szpitale wstrzymują odwiedziny na wybranych oddziałach.

Wskaźnik zachorowań na grypę (od 26 stycznia do 1 lutego) wyniósł 397,2 przypadki na 100 tys. osób.

W sezonie grypowym w 2025 r. wskaźnik zachorowalności w najwyższym punkcie osiągnął 365,5 przypadków na 100 tys. osób.

Liczba osób chorujących na grypę rośnie gwałtownie od początku stycznia. Wtedy odnotowano 70 przypadków zachorowań na 100 tys. osób, a pod koniec stycznia już 270 przypadków.

Według głównego inspektora sanitarnego Pawła Grzesiowskiego, za większość zachorowań na grypę odpowiada podtyp K wirusa grypy typu A(H3N2). Zaznaczył, że dostępne w tym sezonie szczepionki mają około 70 proc. skuteczność wobec wariantu K. Obniżają ryzyko zachorowania i ciężkiego przebiegu choroby.

GIS podkreślił, że duże mrozy „nie zabijają wirusów”. – To mit. Wirusy są bardzo odporne na niskie temperatury – powiedział Grzesiowski.

Ograniczenia w lubelskich szpitalach

Rzecznik lubelskiego sanepidu Agnieszka Dados przekazała, że w regionie widać wyraźny wzrost liczby zachorowań na grypę. W dwóch pierwszych tygodniach stycznia zarejestrowano 1,3 tys. przypadków tej choroby, a w drugiej połowie miesiąca było 7,5 tys. zachorowań. W całym styczniu 490 pacjentów wymagało z tego powodu leczenia szpitalnego.

– Dane te pokazują, że skala zachorowań w styczniu jest istotnie wyższa niż w miesiącu poprzedzającym i potwierdzają dynamiczny rozwój sezonu grypowego w regionie – dodała rzecznik.

Szef Oddziału Chorób Zakaźnych dla Dorosłych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Lublinie dr n. med. Sławomir Kiciak wyjaśnił, że hospitalizacje dotyczą tylko pacjentów w ciężkich stanach, np. z zapaleniem płuc, powikłaniami i z dekompensacją krążenia. Cały oddział jest obecnie wypełniony, z czego grypę ma ok. 70 proc. wszystkich pacjentów.

– Mamy też pojedyncze przypadki koronawirusa, RSV, ale króluje grypa – dodał doktor.

Z powodu zachorowań na grypę i infekcje wirusowe odwiedziny pacjentów w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie są wstrzymane w Klinice Chorób Wewnętrznych oraz w Klinice Chirurgii Naczyniowej i Angiologii.

Na hematoonkologii odwiedziny możliwe są wyłącznie za zgodą lekarza prowadzącego lub lekarza dyżurnego. W Klinice Chorób Zakaźnych leczonych jest 10 pacjentów z grypą i jeden z covidem.

W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Lublinie odwiedziny są wstrzymane na Oddziale Geriatrii w związku z ogniskiem norowirusa. Na wszystkich oddziałach przebywa ok. 25-30 pacjentów z grypą i wymagających hospitalizacji.

Instytut Medycyny Wsi w Lublinie ograniczył odwiedziny do sytuacji koniecznych ze względu na stan zdrowia pacjenta. Zgodę na spotkanie musi wyrazić ordynator lub lekarz prowadzący.

W innych szpitalach najczęściej przy jednym chorym może być obecna w danej chwili jedna osoba odwiedzająca. Placówki medyczne apelują, aby najbliżsi nie przychodzili z objawami infekcji i mieli maseczki zasłaniające usta i nos.

http://nczas.info/2026/02/07/rosnie-liczba-zachorowan-na-grype-ograniczenia-odwiedzin-w-szpitalach/

#grzesiowski #grypa #spierdolenie

9

Wiedzieliście, że AGD ma (niektóre) tryb szabasowy??? bo wg. żydów nawet lodówka w domu ma nie pracować...

GROK:

To tryb, w którym lodówka „udaje, że jej nie ma”.

Zero świateł, zero dźwięków, zero zmian na ekranie – nawet jak drzwi otworzysz.

Dla żydów ortodoksyjnych – w szabat nie wolno „napędzać” elektryki, więc taki tryb po prostu chłodzi, ale nie daje znaku życia.

Jakby jej nie było.

#zydzi #spierdolenie

15

CHCĄCEMU NIE DZIEJE SIĘ KRZYWDA! - Islamski Banglijczyk burmistrzem dużego europejskiego miasta. Ledwie mówi po angielsku [VIDEO]x.com

http://x.com/tomek525/status/2012102542927516008

Zdjęcie

W sieci pojawiło się nagranie pokazujące, jak Banglijczyk z brytyjskim obywatelstwem przemawia jako burmistrz brytyjskiego miasta. Jego angielski brzmi gorzej, niż ucznia poniżej szkoły średniej w Polsce.

„Burmistrz Brighton, Anglia (duże miasto)… nie umieć angielski… błazen z mikrofonem mu podpowiadać” – napisał na X Tomek Niewęgłowski.

Dodał, że „dzisiejsza GB to chichot historii”. Załączył do tego również nagranie.

Prostując drobną nieścisłość, widoczny na nagraniu Mohammed Asaduzzaman był burmistrzem Brighton and Hove w latach 2024-2025. Obecnie jest burmistrzem jest Amanda Grimshaw. Nagranie natomiast pochodzi prawdopodobnie z czasu, gdy był burmistrzem Brighton.

Na nagraniu widzimy i słyszymy to, co Niewęgłowski napisał: Ewidentnie wyglądający na imigranta obywatel Zjednoczonego Królestwa na uroczystości w urzędzie mówi coś łamanym angielskim. Akcent, jakim się posługuje, zapewne już na poziomie dawnych gimnazjów oceniony byłby na ocenę niedostateczną.

Sam podkreśla, że pochodzi z Bangladeszu, dlatego wszyscy obecni „są teraz równi”.

http://nczas.info/2026/01/16/islamski-banglijczyk-burmistrzem-duzego-europejskiego-miasta-ledwie-mowi-po-angielsku-video/

#multikulti #wielkabrytania #spierdolenie

14

Ceny energii pójdą ostro w górę, to będzie dramat!pch24.pl

Ceny energii będą drożeć, to więcej niż pewne. Polski biznes już ma potężne problemy, a te będą tylko narastać. Europejskie założenia transformacji energetycznej oznaczają dla naszego kraju regularną katastrofę. Mówił o tym w rozmowie z PCh24.pl dr inż. Mirosław Gajer z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, ekspert Fundacji Wolność i Własność.

Jak plasują się ceny energii w Polsce na tle innych krajów?

Są naprawdę wysokie – w zasadzie należą do jednych z najwyższych. Gospodarstwa domowe tak tego nie odczuwają, bo są chronione przez rząd; przedsiębiorcy są jednak w tragicznej sytuacji. Właściciele piekarni, cukierni, małej gastronomii czy nawet niewielkich warsztatów albo punktów usługowych mają ogromne problemy. Płacą za energię elektryczną trzy, nawet cztery razy więcej niż w gospodarstwie domowym. Mali przedsiębiorcy coraz częściej tego nie wytrzymują – ich biznesy znikają w oczach.

Dlaczego jest aż tak źle?

Kluczową rolę odgrywa podatek ETS – Emission Trading System. Obecnie do każdej tony spalonego węgla trzeba dopłacić aż 87 euro. Ceny pozwoleń na emisję CO2 cały czas wzrastają. Początkowo nie wyglądało to tak źle – pozwolenia kosztowały dosłownie kilka euro. Kilka lat temu cena zaczęła gwałtownie rosnąć. W pewnym momencie przebiła nawet 100 euro; później nastąpiła korekta, ale wracamy teraz do trendu wzrostowego. To zgodne z zamierzeniami całej polityki energetycznej Unii Europejskiej – liczba pozwoleń wypuszczonych na rynek ma być coraz mniejsza, a to oznacza, że cena musi iść w górę. W ten sposób zmusza się takie kraje, jak Polska, do odejścia od spalania węgla.

Jeżeli nie węgiel, to w praktyce – co?

Tu jest pies pogrzebany. Nie jesteśmy Norwegią, która pozyskuje 90 proc. energii elektrycznej z wody. Norwegowie zostali obdarowani przez Stwórcę górami, lodowcami i bogatą siecią rzeczną. Jest ich zresztą tylko kilka milionów, mogą więc czerpać ze źródeł odnawialnych. Duży udział hydroenergii ma też Szwajcaria, nieźle jest w Austrii. W Polsce tak się nie da. Nie mamy odpowiednio wielkich rzek, nasz kraj jest w większości nizinny. Hydroenergia u nas się nie sprawdzi. Tymczasem żadną realną alternatywą nie jest ani fotowoltaika, ani energetyka wiatrowa.

Dlaczego? Fotowoltaika staje się coraz bardziej popularna.

Nie da się w ten sposób zastąpić węgla. Fotowoltaika w naszych warunkach jest sezonowa. Większa produkcja jest w okresie od równonocy wiosennej do równonocy jesiennej, czyli od marca do września. Od listopada do stycznia o fotowoltaice można z kolei w ogóle zapomnieć. Przykładowo w grudniu wkład fotowoltaiki do miksu energetycznego wynosi poniżej 2 procent. Z tej perspektywy fotowoltaika nie ma po prostu żadnego znaczenia.

Skąd mamy dziś energię?

Można to łatwo sprawdzić na stronie operatora Polskich Sieci Energetycznych, pse.pl. Obecne zapotrzebowanie to około 24 gigawatów. Elektrownie cieplne generują około 20 gigawatów. To przede wszystkim elektrownie węglowe; bloki gazowo-parowe opalane gazem ziemnym generują około 5 gigawatów. Z węgla mamy zatem 15 gigawatów. To w większości stare elektrownie budowane jeszcze w czasach Edwarda Gierka, a częściowo nawet wcześniej, bo za Gomułki. Problem polega na tym, że zgodnie z planem te elektrownie mają być systematycznie likwidowane, bo tego wymaga od nas Unia Europejska. Przykładowo do 1 stycznia mają zostać zamknięte dwa bloki w elektrowni Dolna Odra, a kolejne dwa do końca sierpnia przyszłego roku.

To skąd będziemy brać energię?

To jest dobre pytanie. System elektroenergetyczny musi być cały czas w stanie równowagi mocy. Trzeba generować tyle mocy, ile żądają odbiorcy. Jeżeli generujemy za mało, konieczne staje się ogłoszenie tak zwanych stopni zasilania. Wtedy duzi odbiorcy energii o mocy przyłączeniowej powyżej 300 kW muszą dokonać redukcji poboru mocy. Jeżeli tego nie zrobią, grożą im kary finansowe. W skrajnym przypadku ogłasza się tak zwane 20 stopni zasilania. Wówczas operator może wyłączyć dosłownie każdego, żeby ratować system elektroenergetyczny przed rozpadem.

Rozpadem? Co to znaczy?

Jeżeli generowanej mocy jest zbyt mało w stosunku do potrzeb odbiorców, to zaczyna spadać częstotliwość. Rosną wartości przepływów na połączenia transgraniczne. Sąsiedzi mogą się w takiej sytuacji od nas odciąć, a wtedy nasz system pada. Rozsypuje się jak domek z kart. Poszczególne generatory wypadną z pracy – i dochodzi do blackoutu. Coś takiego zdarzyło się w Hiszpanii 28 kwietnia 2025 roku. Pamiętam z dzieciństwa ogłaszane 20 stopni zasilania, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. To było na przełomie lat 70. i 80., kiedy występował spory deficyt mocy w naszym systemie elektroenergetycznym. Rozwiązało go dopiero wybudowanie nowej elektrowni, która dała dodatkowe 12 bloków energetycznych o mocy 360 megawatów każdy.

Co w takim razie dzisiaj? Wspominał Pan o Norwegii czy Szwajcarii, ale czegoś takiego oczywiście nie zrobimy. Są jednak inne kraje o nieco podobniejszej geografii, na przykład Niemcy. Można byłoby zakładać, że jest w Europie jakiś konkretny pomysł, jak ogarnąć w przypadku Polski czy RFN odejście od węgla. Nie jest tak?

Fotowoltaika w Niemczech też się nie sprawdza – daje im w sumie 14 procent miksu energetycznego w skali roku, u nas to jest 9 procent. Co ciekawe, Niemcy mają o wiele więcej fotowoltaiki niż my, ale to się wcale nie przekłada na jej procentowy udział w całości miksu. To wynika ze specyfiki pracy instalacji fotowoltaicznych, która jest okresowa, tak jak mówiłem wcześniej. Dlatego Niemcy faktycznie bazują ciągle na węglu. Na ternie byłego NRD działa szereg kopalń odkrywkowych. W Hambach pod Kolonią znajduje się największa kopalnia odkrywkowa w całej Europie. Z drugiej strony, Niemcy mają też dużo bloków gazowo-parowych, inaczej niż my. Ja nie potrafię sobie wyobrazić odejścia od węgla w Polsce. Tymczasem losy elektrowni są niepewne. Na przykład Turów: elektrowni cofnięto tam decyzję środowiskową i teoretycznie może pracować jedynie do końca 2026 roku.

Jednak Unia Europejska postanowiła niedawno, że do 2040 roku kraje członkowskie obniżą emisję CO2 aż o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. To tylko 15 lat, poprzeczka jest zawieszona zatem bardzo wysoko.

Moim zdaniem to są całkowicie nierealistyczne założenia. Przeczą prawom fizyki. Chyba, że zrezygnujemy z produkcji przemysłowej, rolnictwa i transportu – wtedy się uda! W normalnych warunkach – nie. Norwegowie mogą czerpać sobie 90 proc. energii elektrycznej z wody, uzupełniając to wiatrem i biomasą. W ich przypadku można zrezygnować z emitowania CO2. Nam to się jednak nie uda.

Mówiliśmy o fotowoltaice, ale co z energią wiatrową? Wiatraków powstaje coraz więcej – bo wieje przecież często także zimą, kiedy słońca nie ma.

Roczny wkład ze źródeł wiatrowych wynosi w miksie energii 15 procent. To lepiej niż w przypadku fotowoltaiki i w Polsce jest jeszcze potencjał do wzrostu. Problem w tym, że ten potencjał nie jest nieograniczony. Dobre tereny pod energetykę wiatrową występują jedynie na wybrzeżu i na Suwalszczyźnie. Nieco gorsze, choć jeszcze dość zdatne, w pasie pomiędzy Poznaniem a Warszawą. W pozostałych częściach kraju montowanie wiatraków jest dalece mniej sensowne. Wiatrak na Dolnym Śląsku czy na Lubelszczyźnie nie wyprodukuje tyle energii, co wiatrak nad morzem. Dostępność korzystnych lokalizacji będzie się szybko zmniejszać. Szacuję, że z wiatru możemy czerpać maksymalnie 25 proc. energii w całym miksie.

Energia wiatrowa jest pewniejsza od słonecznej?

Nie do końca. Energia kinetyczna wiatru zależy od trzeciej potęgi jego prędkości. To jest silna zależność. Dwukrotne zwiększenie prędkości wiatru to aż ośmiokrotne zwiększenie mocy wiatraków. Przez większość czasu – około 300 dni w roku – wiatraki w Polsce pracują dość słabo, dają kilkanaście, a często nawet mniej niż 10 procent mocy, którą mogłyby generować przy pełnej sile obrotów. Lepiej jest tylko wtedy, kiedy zrywają się silne wiatry. Wtedy wiatrak generuje 70-80 proc. dostępnej mu mocy. Tak jest jednak średnio przez 40-60 dni w roku, co zmienia się też w zależności od roku. Przykładowo w grudniu 2025 roku z wiatrem jest dość słabo. Czasem przychodzi też flauta, kiedy po prostu w ogóle nie wieje. Tymczasem żeby wiatrak się w ogóle kręcił, jest potrzebna pewna prędkość minimalna. W listopadzie ubiegłego roku wystąpiła bardzo długa flauta. W Niemczech jest nawet osobne słowo: „Dunkelflaute”, „ciemna flauta”, kiedy przez wiele kolejnych dni wiatraki praktycznie w ogóle nie pracują. Wiatraki nie są zatem pewnym źródłem energii.

Jaki zatem polskie władze mają pomysł na sprostanie unijnym wymogom?

Nie wiem – chyba nie mają żadnego. W Krajowym Planie dla Energii i Klimatu przedstawia się kompletnie nierealistyczne scenariusze. Rządzący przyjmują, że po roku 2035 nie będzie w ogóle energii z węgla. Teoretycznie ma go zastąpić gaz ziemny, ale głównym źródłem mają stać się fotowoltaika, wiatraki lądowe oraz wiatraki morskie. Z opisanych wyżej przyczyn to się jednak w praktyce nie sprawdzi – dochodzimy do ściany, założenia rozbijają się o prawa fizyki.

Władze liczą zatem na to, że Unia Europejska blefuje i węgiel będzie dalej dostępny?

Póki pracują jeszcze stare elektrownie węglowe, jesteśmy bezpieczni. Do 2028 roku pracę ma jednak zakończyć w sumie około 40 działających bloków w takich elektrowniach. Od 2030 roku rusza likwidacja elektrowni w Bełchatowie, która jest absolutnie kluczowa dla naszego systemu elektro-energetycznego. Zakłada się, że po 2030 roku deficyt energetyczny może wynosić nawet 10 gigawatów. To absolutna katastrofa, niewyobrażalna ilość mocy. Żeby jakoś to zbilansować, trzeba byłoby dosłownie wyłączyć pół Polski. Teoretycznie węgiel można byłoby zastąpić gazem; tu są podejmowane jakieś działania, w niektórych elektrowniach buduje się bloki gazowe. To jednak wciąż zdecydowanie zbyt mało w stosunku do potrzeb. Obserwujemy systematyczny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Co kilka lat bity jest kolejny rekord. Ostatni padł w styczniu 2024 roku – to było prawie 29 gigawatów. Wystarczy solidny mróz w styczniu 2026 roku i ten rekord zostanie pobity – ludzie mają dużo pomp ciepła, dogrzewają się piecykami elektrycznymi i tak dalej. Jeżeli zapotrzebowanie przekroczy 30 gigawatów, to już dzisiaj trudno byłoby to zbilansować. Trzeba byłoby ogłosić stopnie zasilania, żeby zredukować pobór mocy. W ostateczności ogłosić 20 stopni zasilania i po prostu wyłączyć niektórych odbiorców. Trzeba pamiętać, że to się wiąże z dużymi kosztami, bo jeżeli zostaną przerwane procesy produkcyjne, to niektóre urządzenia mogą się już nie nadawać do dalszego użytku.

Ceny energii będą zatem chyba tylko rosnąć?

Oczywiście. Polski biznes ma już dziś duże problemy i będzie coraz gorzej. Wzrost cen energii jest więcej niż pewny. Wiele zależy oczywiście od tempa zmian narzucanych przez Unię Europejską. Spodziewam się jednak, że solidna zima w najbliższych latach – najpóźniej w roku 2029 – doprowadzi do poważnego głodu energetycznego, kiedy energii będzie po prostu brakować. Pamiętam, że w dzieciństwie musiałem odrabiać zadania domowe przy świeczkach, a później przy lampie naftowej, bo ogłaszano 20 stopni i odłączano odbiorców od prądu. Mam jeszcze tamtą lampę naftową, jest przedwojenna. Może mi się jeszcze przyda.

http://pch24.pl/ceny-energii-pojda-ostro-w-gore-to-bedzie-dramat/

#lewactwo #ue #energia #oze #spierdolenie

17

„Mój tyłek też Pan komentował” i „więdnąca wiedźma”, czyli dalszy ciąg wymiany uprzejmości pomiędzy Leszkiem Millerem a Anną Marią Żukowskąx.com

Zdjęcie

Najbardziej żywiołowe są spory pomiędzy dawnymi sojusznikami. Wymiana epitetów pomiędzy Anną Marią Żukowską z Lewicy i byłym premierem z SLD Leszkiem Millerem jest tego najlepszym dowodem.

Wszystko zaczęło się 29 grudnia, kiedy Leszek Miller wspomniał zmarłą Brigitte Bardot.

„Brigitte Bardot: «Nigdy nie byłam ofiarą molestowania seksualnego. Uważałam, że miło jest słyszeć, że jestem piękna albo że mam ładny tyłek»” – taki wpis zamieścił Leszek Miller, dodając zdjęcie francuskiej gwiazdy.

Te słowa jakoś szczególnie dotknęły Annę Marię Żukowską, gdyż nie szczędziła byłemu premierowi epitetów.

„I chętnie byś ją klepnął znienacka w tyłek i powiedział «hehe», obleśny dziadu” – napisała Żukowska pod słowami Millera.

Leszek Miller postanowił po dwóch dniach odpowiedzieć gwieździe lewicy.

„Starałem się nie reagować na rozmaite zaczepki Anny Marii Żukowskiej. Zgniły zapach, który rozsiewa wokół siebie skutecznie mnie od tego odstręczał. Jednak pod koniec roku pani Żukowska zaszczyciła mnie uwagą, na którą postanowiłem odpowiedzieć. Gwiazda Nowej Lewicy zwróciła się do mnie per „obleśny dziadu”. Uczyniła to w kontekście zamieszczonego przeze mnie cytatu z Brigitte Bardot, w którym ta fascynująca artystka wyznała, że „nie była ofiarą molestowania seksualnego” i że „miło jej słyszeć, że jest piękna albo że ma ładny tyłek”.

Po spojrzeniu w lustro panią Żukowską musiały nawiedzić okropne myśli, skoro gwałcąc lewicowe zasady, nie tylko wytknęła mi mój podeszły wiek, ale jeszcze opatrzyła go przymiotnikiem „obleśny”. Mam nadzieję, że moi czytelnicy wybaczą, iż zajmuję ich głowy przykrymi odruchami więdnącej wiedźmy, ale przecież czynię to rzadko i z obrzydzeniem.

A poza tym Szczęśliwego Nowego Roku!” – napisał Miller na portalu X.

Oczywiście błyskawicznie odpowiedziała na ten wpis sama zainteresowana Anna Maria Żukowska.

„Mój tyłek też Pan komentował, co wiem od jednej z koleżanek zasiadających wtedy z Panem w prezydium. Stąd wiem, że jest Pan obleśnym, seksistowskim dziadem. I nie jestem jedyną kobietą z SLD która to wie z własnych doświadczeń. Pańskie seksistowskie teksty są legendarne. To przez Pana SLD miało przez lata wizerunek seksistowski i odstręczający kobiety” – napisała Żukowska podpisując się jako „Stara Wiedźma”.

http://x.com/LeszekMiller/status/2006363073305612738

http://nczas.info/2025/12/31/moj-tylek-tez-pan-komentowal-i-wiednaca-wiedzma-czyli-dalszy-ciag-wymiany-uprzejmosci-pomiedzy-leszkiem-millerem-a-anna-maria-zukowska/

#spierdolenie #lewactwo

12

Magdalena Środa: na orlikach i stadionach reprodukuje się faszyzmkresy.pl

Magdalena Środa ponownie skrytykowała piłkę nożną, wiążąc ją z nacjonalizmem i faszyzmem. W ostatnim wywiadzie wypowiedzi filozof i feministka przekonywała, że „orliki” i piłka nożna są niebezpiecznymi elementami podtrzymującymi agresywne postawy i militarne nastawienie w społeczeństwie.

W wystąpieniu w Radiu Rebeliant, Środa wskazywała na szkodliwe skutki, jakie jej zdaniem – piłka nożna ma na polskie społeczeństwo. W jej ocenie „nacjonalizm” i „faszyzm” mogą łatwo wyrastać z narodowego sportu, a wszystko to zaczyna się już na poziomie „orlika”.

„Piłka nożna, zwłaszcza w wydaniu kibolskim, jest jednym z poważnych źródeł wojen na świecie. Podtrzymywanie atmosfery militarnej poprzez wyobrażenie, że nasi są lepsi niż obcy, a obcych trzeba zgnoić lub wyeliminować, to właśnie ta mechanika” — przekonywała profesor. Według niej, mecze piłkarskie, popularyzacja sportu i budowanie orlików stanowią tylko powierzchowną próbę wzmocnienia patriotyzmu, który łatwo przeradza się w zachowania nacjonalistyczne.

Magdalena Środa w swojej krytyce posunęła się dalej, twierdząc, że „orliki”, które stały się symbolem rządów Donalda Tuska, w rzeczywistości „reprodukują kibolstwo i nacjonalizm”. „Każda władza potrzebuje kiboli, bo państwo podtrzymuje ducha, który łatwo przeradza się w nacjonalizm” — powiedziała. Dodając, że „kiedy w Polsce budowano orliki, miało to na celu stworzenie przestrzeni, w której młodzi ludzie rozwijaliby swoje pasje sportowe. Ale, jak podkreśliła Środa, ostatecznie jest to tylko jeden z mechanizmów podtrzymywania agresywnych postaw, które przejawiają się także w postaci stadionowego chuligaństwa.

Ocenia również, że „kibole” są to „zorganizowane grupy chuliganów, które mają dużo testosteronu, chodzą po mieście i grożą ludziom, zwłaszcza po meczach”.

W rozmowie Środa nie oszczędzała również wobec premiera Donalda Tuska, który według niej nie rozumiał powagi sytuacji. „Myślę, że pan premier Tusk w ogóle nie zrozumiał, o co chodzi. Był zupełnie neutralnie do tego nastawiony. Do orlików się zapalił, wyłożył wielkie pieniądze, ale orliki są miejscem, gdzie reprodukuje się kibolstwo, nacjonalizm” — podsumowała.

http://kresy.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/magdalena-sroda-na-orlikach-i-stadionach-reprodukuje-sie-faszyzm/

#spierdolenie #sport #lewackiespierdolenie #lewactwo

11

Lukrecje i Lurki, teraz już jestem pewien! Koniec wojny! Byłem w POZ i od 1 marca wracają maseczki dla wszystkich zwiedzających itp.

#plandemia #spierdolenie #chorobypsychiczne

7

Ginekolog ukarany za „transfobię”, bo nie chciał „badać” transseksualistynczas.info

Francuski lekarz z Pau został ukarany dwumiesięcznym zakazem wykonywania zawodu za to, że w sierpniu 2023 roku odmówił zbadania biologicznego mężczyzny w roli „transseksualnej kobiety”. Tłumaczył, że nie ma „umiejętności” potrzebnych do takiego badania i leczy tylko „prawdziwe kobiety”. Pacjent(ka) się poskarżył(a) na „transfobię” ginekologa…

Donos złożył partner transseksualisty, który napisał napisał na stronie internetowej lekarza, że ​​ten „odmówił wizyty”, a „jego sekretarka chłodno nas wyrzuciła”. W sprawę natychmiast zaingerowały różne stowarzyszenia „obrony praw LGBT”.

Ginekolog bronił się w rozmowie z gazetą „Le Parisien”, tłumacząc, że „nie jest w stanie zbadać osoby transseksualnej ani udzielić jej porady”. Dodał, że z naukowego punktu widzenia, mężczyzna pozostaje mężczyzną, a kobieta kobietą. Mimo że pacjentka uważa się za kobietę, ja twierdzę, że jest mężczyzną.

Później jednak sam lekarz przeprosił. Teraz są jednak dalsze skutki tej skargi. Po burzliwej debacie w izbie dyscyplinarnej Związku Lekarzy Regionu Nowej Akwitanii ginekolog został ukarany. Ma zakaz wykonywania zawodu na dwa miesiące, z czego jeden miesiąc w zawieszeniu. Kara może symboliczna, ale pokazuje, że to środowisko we Francji zostało już całkowicie „oduraczone”.

Po kilku miesiącach postępowania, w grudniu 2024 roku, lekarz został wezwany przed izbę dyscyplinarną Związku Lekarzy Regionu Nouvelle-Akwitania na przesłuchanie. W styczniu zapadł już niekorzystny dla lekarza wyrok.

Na tym sprawa się zresztą nie kończy, bo stowarzyszenia SOS Homophobie i SOS Transphobie również złożyły zawiadomienie o „popełnieniu przestępstwa”, co doprowadziło do wszczęcia śledztwa przez prokuraturę w Pau. Będzie więc jeszcze ciąg dalszy..?

http://nczas.info/2025/01/29/ginekolog-ukarany-za-transfobie-bo-nie-chcial-badac-transseksualisty/

#lgtb #spierdolenie #lewactwo #transseksualizm

29