Cudzoziemiec, który przepracował choć jeden dzień w Polsce, ma prawo do 13. i 14. emerytury do końca życia na nasz koszt!

Mechanizm, w którym obywatel dowolnego państwa wpada do systemu na jeden dzień i zyskuje prawo do groszowej emerytury, a po osiągnięciu wieku emerytalnego także do dodatkowych świadczeń rocznych, jest klasycznym przykładem niespójności, która obciąża polski budżet i umożliwia drenaż naszego systemu emerytalnego. W 2025 roku trzynastka i czternastka wyniosła 1878,91 zł, aby ją otrzymać, nie trzeba nawet mieszkać w Polsce.

Eksperci jasno wskazują, że obecne regulacje pozwalają na sytuacje, w których to polski podatnik dopłaca do emerytur osobom mającym minimalny związek z naszym rynkiem pracy. Ukraińcy nabywają prawo do emerytury po jednym dniu pracy, ponieważ Polska nie wymaga żadnego minimalnego stażu. Taki sam przywilej dotyczy obywateli całej Unii Europejskiej i wszystkich innych państw objętych zasadą koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego.

Wszyscy ci beneficjenci otrzymają 13 i 14 emeryturę, ponieważ te świadczenia nie są powiązane z jakimkolwiek stażem w Polsce. To otwarte drzwi do niekontrolowanych wypłat, które zniekształcają system i wymagają natychmiastowej reformy. Jeśli już mamy wypłacać takie świadczenia, to tylko obywatelom polskim!

Tak skonstruowany system jest zaproszeniem do nadużyć i trwałego drenażu finansów publicznych. Jeśli państwo nie uporządkuje zasad przyznawania świadczeń, polski podatnik będzie finansował emerytury dla całego świata, nawet gdy związek tych osób z polskim rynkiem pracy ograniczy się do jednego dnia. #imigracja #imigranci #ukraincy #politykaspoleczna #polska

16

W Polsce mogą przebywać nawet 4 MILIONY imigrantów ze 150 krajów!

To szacunki Warsaw Enterprise Institute. To efekt wspólnych starań rządów Morawieckiego i Tuska, którzy otworzyli nasz kraj na rozcież. Konsekwencje ich bezmyślności będziemy odczuwać przez dekady! Taka skala imigracji odciska znaczące piętno na sytuacji w naszym kraju. Wydłużone kolejki do lekarzy, wysokie ceny nieruchomości, niekonkurencyjne płace czy wzrost przestępczości.

Raport Obserwatorium Wielokulturowości i Migracji z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie pokazuje, jak głęboko te procesy przenikają też system edukacji. W roku szkolnym 2023/2024 w Krakowie uczyło się 66 tys. uczniów szkół podstawowych, z czego 8 tys. stanowili cudzoziemcy, czyli 12 proc. ogółu. W przedszkolach obcokrajowcy stanowili 9,5 proc., w liceach 5 proc., w technikach 12 proc., w szkołach branżowych 11,4 proc., a w szkołach policealnych prawie 30 proc. Najliczniejsze grupy pochodziły z Ukrainy, Białorusi i Indii, co potwierdza, że Kraków staje się jednym z centralnych ośrodków nowych fal migracyjnych.

Patrząc na te dane, widzę wyraźnie narastające wyzwanie dla państwa, które w ciągu kilku lat stało się jednym z największych imigracyjnych hubów w Europie, bez jakiejkolwiek strategicznej polityki migracyjnej. Wzrost liczby obcokrajowców w szkołach, instytucjach publicznych i na rynku pracy oznacza systemowe przeciążenia, ryzyko chaosu integracyjnego, a także trwałą zmianę struktury społecznej, zwłaszcza w dużych miastach. W tej sytuacji konieczne jest postawienie tamy niszczącym nasz kraj procesom migracyjnym. Potrzebujemy polityki odpowiedzialnej i zgodnej z interesem narodowym polityki, która zabezpieczy polskie instytucje i polskie rodziny przed skutkami masowej imigracji. #migracja #migranci #polska #polacy #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

13

Nastolatkowie z Ukrainy przejęli Park w centrum Warszawy i zrobili z niego „Fight Club”!

Tylko w tym roku policja podjęła niemal 1000 interwencji!

Park Świętokrzyski, który miał być wizytówką miasta po otwarciu placu centralnego i Muzeum Sztuki Nowoczesnej, stał się miejscem permanentnej interwencji służb. Od stycznia do listopada 2025 roku policja podejmowała tam działania aż 946 razy. W 2023 roku było ich 791, w 2024 roku 891. W tym roku licznik przekroczy tysiąc. Dla porównania, w 2022 roku najwięcej interwencji w całej Warszawie odnotowano na ul. Skarbka z Gór (o wiele większy obszar na Białołęce) i było ich tylko 633. Dziś ta statystyka wygląda jak z innego świata.

Jak z innego świata wygląda też sam Park Świętokrzyski. Wszechobecne kiepskie grafiti, stoły do ping-ponga pomazane cyrylicą, zataczający się nastolatkowie i niemal codzienne bójki. Od 2022 roku okolica stała się centrum spotkań ukraińskich nastolatków, którzy znaleźli tu swoją enklawę. Towarzyszy temu całkowite oderwanie od norm społecznych, poczucie bezkarności i przekonanie, że w parku mogą robić wszystko. Bywalcy parku twierdzą, że to ich miejsce, że lubią się bić, że działa tu coś w rodzaju nieformalnego Fight Clubu.

Do tego dochodzi eskalacja konfliktów, w które wciągani są przypadkowi ludzie, oraz narastające napięcia społeczne. Władze dzielnicy tłumaczą wszystko słabym oświetleniem i zadrzewieniem, jakby problem wynikał z cienia rzucanego przez drzewa, a nie z braku realnej polityki bezpieczeństwa. Jednocześnie w tym samym miejscu często można zobaczyć bezdomnych. Ten smutny obrazek funkcjonuje w okolicach Pałacu Kultury od wielu lat. Osoby te są wykorzystywane przez młodzież z Ukrainy do nagrywania żenujących scen za drobne pieniądze.

To obraz centrum stolicy 20. gospodarki świata. Utrata kontroli nad przestrzenią publiczną to nie jedynie problem estetyczny. To kwestia elementarnego bezpieczeństwa i powagi państwa. Sprawę trzeba zakończyć. Może ci ludzie zwyczajnie nie są godni, aby być naszymi gośćmi? #ukrainizacja #ukrainizacjapolski #ukraincy #ukraina #polska #polacy #politka #politykaspoleczna

12

OZE nie jest w stanie zastąpić węgla nawet na najmniejszym odcinku!

Dane z KSE pokazują brutalną prawdę o polskiej energetyce i kompromitują propagandę o tanich, zawsze dostępnych odnawialnych źródłach energii. Weźmy dane z dziś (oficjalna strona Polskich Sieci Elektroenergetycznych):

ZAPOTRZEBOWANIE 23979 MW

Energetyka wodna: 589

Energetyka wiatrowa: 727

Energetyka słoneczna: 233

Inne OZE: 0

Energetyka cieplna: 21 666

Import: 825

Te liczby nie pozostawiają miejsca na interpretacje. Mamy początek zimy. Słońca brak. wiatr nie wieje, więc cały ciężar utrzymania gospodarki i zapewnienia dostaw energii spoczywa na energetyce konwencjonalnej, przede wszystkim węglowej. To jest fakt, z którym nie da się polemizować, niezależnie od tego, co twierdzą opłacani z zagranicy autorzy grantowych raportów i medialnych narracji.

Przez lata debatę publiczną kształtowały organizacje i osoby finansowane z funduszy unijnych oraz instytucji finansowych promujących własne modele biznesowe. Produkują one analizy, ekspertyzy i wpisy na X skrojone pod jedną tezę, zgodnie z którą węgiel należy jak najszybciej wygasić, a OZE rzekomo zastąpi całą krajową generację bez kosztów i bez ograniczeń. To bajki dla dużych dzieci.

Choćbyśmy wsadzili setki miliardów złotych w OZE, to nie zapewnimy sobie w ten sposób alternatywy dla węgla. Owszem, będą dni w roku, w których silny wiatr i bezchmurne niebo może nam zapewnić większość energii, ale to rzadkie scenariusze, uzależnione od czynników atmosferycznych. Trzonem naszej energetyki pozostaje węgiel i nie da się go w przypadku Polski zastąpić OZE. Alternatywą może być energetyka jądrowa, której na ten moment nie mamy.

Obecny kurs na pełną zeroemisyjność jest katastrofalny dla naszego bezpieczeństwa. Już teraz importujemy coraz więcej energii, co ukazuje słabość naszego bezpieczeństwa energetycznego. W tle pracuje ciężkie lobby klimatyczne, z którym związany jest biznes branży OZE oraz ideologiczne zacietrzewienie eurokratów. Koszty przerzucane są na społeczeństwo i przemysł, podczas gdy twórcy transformacji pozostają beneficjentami własnej propagandy.

W interesie naszego kraju leży odbudowa stabilnych mocy, a nie podporządkowywanie bezpieczeństwa energetycznego interesom lobbystycznych środowisk żyjących z grantów i finansowych instrumentów transformacji. #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #zielonaenergia

15

Niemcy z najtańszym, Polska – najdroższym prądem w UE!

Komu służy unijna polityka klimatyczna!?

Bundestag uchwalił pakiet zmian obniżający podatki od energii, ograniczający koszty magazynowania gazu i tnący subsydia dla OZE. Efekt jest prosty: 600 tys. firm, rolnicy, leśnicy i setki tysięcy małych przedsiębiorstw otrzymają realne obniżki rachunków. Według szacunków przeciętny Niemiec zapłaci o 159 euro mniej za energię elektryczną i o 188 euro mniej za gaz. Berlin traktuje to jako inwestycję w konkurencyjność i ochronę miejsc pracy, bo niemiecka gospodarka – trzecia największa eksporterka na świecie – od 3 lat tkwi w recesji i przegrywa globalny wyścig z USA i Chinami.

Tymczasem Polska stoi przed odwrotną perspektywą. Średnia cena energii dla firm wynosiła w 2025 roku 0,37 dolara za kilowatogodzinę i wkrótce będzie dwukrotnie wyższa niż w Niemczech. To oznacza utratę konkurencyjności, spadek produkcji i realne ryzyko, że polski przemysł będzie kupował tańszy prąd… z niemieckiej nadwyżki. Do tego rząd wprowadza szereg podwyżek opłąt za prąd w 2026 roku. W praktyce różnica między Polską a Niemcami zostanie pogłębiona na własne życzenie naszego rządu, który zamiast bronić przedsiębiorców, realizuje unijną agendę kosztowych mechanizmów klimatycznych, podnosząc równocześnie trzy kluczowe opłaty obciążające rachunki.

Niemcy właśnie gwarantują sobie przewagę na lata, a polski rząd drenuje kieszenie obywateli. W interesie państwa polskiego jest natychmiastowe odejście od modelu, który niszczy naszą konkurencyjność, i postawienie na mechanizmy chroniące krajowy przemysł przed kosztami narzuconymi z zewnątrz. #polska #politka #politykaspoleczna #zielonaenergia #uniaeuropejska

16

Nowy podatek w Polsce. Wzrost rachunków dla milionów gospodarstw domowych. Oto pierwsze wyliczenia

Ogrzewanie domów gazem i węglem znacząco podrożeje dla milionów polskich rodzin. Przyczyną jest wprowadzenie nowego podatku od emisji CO2, który podniesie rachunki. Choć podatek ma wejść w życie, jego termin obowiązywania może zostać przesunięty. Oto szczegóły.

Prawdopodobieństwo wprowadzenia Systemu Handlu Emisjami 2 (ETS2) już w 2028 roku, a nie w 2030 roku, zgodnie z oczekiwaniami polskich polityków, znacząco wzrosło. Stało się tak, ponieważ Parlament Europejski odrzucił dalsze opóźnienie tego projektu, przyjmując swoje stanowisko negocjacyjne przed rozmowami z Radą Unii Europejskiej na temat całości unijnej polityki klimatycznej. Pierwotna propozycja Komisji Europejskiej zakładała start ETS2 w 2027 roku, jednak Rada UE przeforsowała już roczne przesunięcie na rok 2028. W rezultacie żadna kluczowa instytucja unijna nie popiera obecnie kolejnego dwuletniego odroczenia projektu. Chociaż Parlament i Rada mogą różnić się w innych kwestiach w nadchodzących negocjacjach klimatycznych, ich stanowiska w sprawie terminu ETS2 są obecnie zbieżne.

Nowy podatek, wynikający z objęcia systemem zezwoleń na emisję CO2 sektorów transportu i budownictwa, dotknie miliony osób w Polsce. Analitycy ING Banku Śląskiego oszacowali dodatkowe obciążenia finansowe, zakładając cenę uprawnień na poziomie 200 zł za tonę CO2, czyli 45 euro. W przypadku paliw oznacza to 46 groszy więcej za litr benzyny E95 i 54 grosze więcej za litr oleju napędowego. W przypadku ogrzewania gazowego obciążenie to wyniesie 90 zł za MWh gazu, co stanowi znaczący dodatek do obecnej taryfy dla gospodarstw domowych wynoszącej 239 zł. Dodatkowo, tona węgla podrożeje o około 400 zł.

Wprowadzeniu ETS2 będzie towarzyszyć utworzenie Społecznego Funduszu Klimatycznego. Jego celem jest umożliwienie państwom członkowskim finansowania inwestycji niskoemisyjnych w budownictwie i transporcie, ze szczególnym uwzględnieniem osób zagrożonych ubóstwem energetycznym. W Polsce nowy podatek od ogrzewania dotknie dużą część społeczeństwa. Dane Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków z 10 marca 2025 roku, oparte na 17,4 mln zarejestrowanych deklaracji źródeł ciepła, wskazują, że gaz jest najczęściej używanym paliwem do ogrzewania domów, z którego korzysta 4,9 mln gospodarstw. Ponadto, 2,9 mln użytkowników używa pieców na węgiel, drewno, pellet lub inne paliwa stałe z ręcznym podawaniem, a 1,4 mln posiada kotły na paliwo stałe z automatycznym podawaniem, co łącznie oznacza miliony osób, które odczują wprowadzenie ETS2. Mniej popularne, lecz wciąż liczne, są inne źródła: 2,6 mln użytkowników ogrzewa domy elektrycznie, 1,6 mln korzysta z kominka lub ogrzewacza na paliwo stałe, a 1 mln wykorzystuje lokalną sieć ciepłowniczą.

#uniaeuropejska #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #zielonaenergia #zieloni #zielonylad

5

Zapytałem Groka: Jaki procent dzieci w Niemczech, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Belgii to dzieci migrantów z krajów islamskich i afrykańskich?

Niemcy: Około 40% dzieci poniżej 5 lat ma tło migracyjne (2019). W dużych miastach jak Berlin czy Frankfurt, dzieci migrantów z z krajów afrykańskich/islamskich mogą stanowić nawet 30-40% ogółu, co prowadzi do zmian kulturowych i napięć społecznych.

Szwecja: wśród dzieci w dużych miastach (jak Sztokholm czy Malmö) 43% dzieci jest z tłem migracyjnym. Dzieci migrantów z krajów islamskich (Syria, Irak, Turcja) i afrykańskich (Somalia, Erytrea) stanowią ok. 20-30% ogółu dzieci. To efekt masowej migracji, która zniszczyła szwedzką homogeniczność.

Wielka Brytania: W miastach jak Birmingham, 43,5% dzieci poniżej 18 lat ma muzułmańskie tło.

Belgia: W Brukseli 60,1% dzieci poniżej 18 lat ma nieeuropejskie pochodzenie, w tym 37% afrykańskie (głównie Maroko, Kongo).

Te liczby pokazują jasno: Europa jest islamizowana, afrykanizowana na masową skalę. Musimy chronić Polskę przed tym – żadnych relokacji migrantów, masowe deportacje, wzmocnienie granic i promocja + wsparcie dla polskich rodzin wielodzietnych. Tylko tak ocalimy naszą tożsamość, której już dzisiaj zazdrości nam Europa. #migranci #migracja #unia #uniaeuropejska #politykaspoleczna #polityka

19

PODATEK SMARTFONOWY WCHODZI, CHOCIAŻ NIE MA USTAWY! Wystarczyło nazwać ją nie podatkiem, a opłatą...

Nowa opłata od elektroniki, która zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2026 r., formalnie nie będzie podatkiem i zostanie wprowadzona jedynie poprzez zmianę rozporządzenia Ministra Kultury, bez potrzeby uchwalania ustawy. Obejmie wszystkie nowe telefony, tablety z pamięcią od 32 GB, komputery oraz telewizory z funkcją nagrywania, a jej wysokość wyniesie 1 proc. wartości urządzenia.

Opłatę zapłacą producenci i importerzy, lecz faktycznie koszt poniosą konsumenci, ponieważ zostanie ona ukryta w cenach detalicznych.

Szacuje się, że wpływy z tego tytułu wyniosą 150–200 mln zł rocznie. Przykładowo iPhone 17 Pro zdrożeje o co najmniej 75 zł, a laptop za 5000 zł o 50 zł. Pieniądze z opłaty trafią nie do budżetu państwa, lecz do organizacji takich jak ZAiKS, które mają rekompensować twórcom kopiowanie ich utworów. Innymi słowy, w rzekomej walce z piractwem i dzieleniem się twórczością między znajomymi czy rodziną, rząd prewencyjnie ściągnie pieniądze ze wszystkich, w większości przecież niewinnych. #polacy #politka #politykaspoleczna

18

Histeria na granicy: Polska zamyka drzwi do własnej gospodarki

W ciągu ostatnich trzech lat granica polsko-białoruska stała się symbolem rosnącego napięcia w Europie Wschodniej, gdzie polityczne prowokacje mieszają się z zagrożeniami dla bezpieczeństwa. Od kryzysu migracyjnego w 2021 r., przez unijne sankcje w 2022 r., po zamknięcia granic w 2025 r. – działania Polski i Litwy, postrzegane przez Mińsk jako celowa eskalacja, prowokują coraz ostrzejsze odpowiedzi Białorusi. Najnowszy dekret prezydenta Alaksandra Łukaszenki z 31 października 2025 r., wprowadzający zakaz wjazdu ciężarówek i ciągników zarejestrowanych w Polsce i na Litwie do końca 2027 r., to kulminacja tej spirali.

Napięcia na granicy polsko-białoruskiej nasiliły się w 2021 r., gdy Białoruś oskarżono o „wojnę hybrydową” poprzez instrumentalizację migracji – ponad 40 tys. nielegalnych prób przekroczenia granicy doprowadziło do budowy muru granicznego przez Polskę w 2022 r. kosztem ok. 350 mln euro. W 2022 r., po rozpoczęciu ukraińskiego kryzysu na Ukrainie, Polska i Litwa wprowadziły restrykcje handlowe, w tym zakazy eksportu towarów podwójnego zastosowania. Unijne sankcje – 16 pakietów wprowadzonych od 2022 r. – zablokowały 70 proc. eksportu Białorusi do UE, w tym potas i drewno, powodując spadek handlu UE-Białoruś o 50 proc. w porównaniu do 2021 r. polski eksport do Białorusi spadł z 1,8 mld euro w 2022 r. do ok. 1 mld euro w 2024 r., podczas gdy import wzrósł z 1 mld do 2,36 mld euro – głównie maszyny i chemikalia – co pokazuje, jak prowokacje handlowe odbijają się na obu stronach.

W tym roku eskalacja osiągnęła szczyt – ale to efekt polskiej histerii, gdzie rząd Tuska wielokrotnie zamykał granice pod pretekstami tzw. zagrożenia, ignorując rosnące straty gospodarcze. 12 września Polska zamknęła wszystkie przejścia graniczne z Białorusią – w tym kolejowe w Małaszewiczach – w odpowiedzi na manewry Zapad-2025. Premier Tusk uzasadnił to „zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego”, ale krytycy wskazują na wzorzec: w 2023 r. zamknięto przejście w Bobrownikach pod pretekstem „hybrydowych ataków” grupy Wagnera, a w 2024 r. – kolejne z powodu „migracji”, co sparaliżowało lokalne firmy i kosztowało Polskę 200 mln euro w cłach z tranzytu. Litwa poszła w ślady: 27 października zamknęła ostatnie dwa przejścia (Medininkai i Šalčininkai) do 30 listopada, motywując to „hybrydowymi atakami” balonami z kontrabandą papierosów – incydentem, który w 2021 r. ujawnił przemyt wart 10 mln euro.

Ta histeria nie tylko eskaluje napięcia, ale bezpośrednio szkodzi Polsce. Blokada paraliżuje Nowy Jedwabny Szlak: w 2024 r. przez Małaszewicze przewieziono towary warte 25 mld euro, 90 proc. kolejowego tranzytu Chin-UE, ze wzrostem wolumenu o 10,6 proc. i wartości o 85 proc. rok do roku – generując 200 mln euro w polskich cłach.

Według ekspertów blokada tranzytu z Chin też pogłębia kryzys: miesięczne straty przekraczają 18 mln euro, z falą bankructw i utratą tysięcy miejsc pracy. Eksperci z Transport & Logistics Poland ostrzegają, że straty do końca 2025 r. sięgną 2 mld euro, a długoterminowo co najmniej 1 mld euro corocznie dla logistyki wschodniej Polski. W 2021 r. Białoruś eksportowała do Polski towary za 1,58 mld euro, a importowała za 1,06 mld euro. Sankcje i retorsje zmniejszyły to o 30 proc. do 2024 r., blokując nie tylko eksport (wartość polsko-białoruskiego handlu: ok. 1 mld euro rocznie), ale i tranzyt z Chin – kluczowy dla UE. To cios w 30 proc. polskich firm logistycznych na Wschodzie, gdzie od 2021 r. zamknięcia spowodowały zatory warte setki milionów euro rocznie, a w 2024 r. Polska straciła 200 mln euro w cłach z Małaszewicz.

Wbrew zapewnieniom, że polski eksport do Białorusi i traci na tym tylko Mińsk, jednak ostatnie dane pokazują, że traci na tym najbardziej Polska z regionami jak Podlasie i Lubelszczyzna zależnymi od logistyki w 15 proc. PKB lokalnego. Zamknięcia, choć uzasadniane obroną NATO, to prowokacja, która budzi pytania: dlaczego Warszawa sama blokuje własne interesy ekonomiczne, podsycając spiralę?

Jeśli zamknięcia granic to prowokacja – i wyraz polskiej histerii, gdzie preteksty jak „Zapad-2025” i „drony” są wykorzystywane jako powody do zamykania granic – retorsje Białorusi są ekonomiczną katastrofą, która uderza w Polskę z podwójną siłą. Dekret Łukaszenki z 31 października 2025 r. wprowadzi zakaz ruchu ciężarówek, ciągników i przyczep z polskimi i litewskimi tablicami na terytorium Białorusi do 31 grudnia 2027 r. – z wyjątkami dla tranzytu bez CMR. Skutki tej „symetrycznej odpowiedzi” na zamknięcia są niszczycielskie: litewskie stowarzyszenie Linava szacuje, że utknęło 5 tys. pojazdów, ze stratami 6 mln euro w ciągu 10-15 dni (każdy tir traci ok. 200 euro dziennie). W Polsce, gdzie 10 tys. białoruskich kierowców pracuje dla lokalnych firm i utknęło po drugiej stronie, straty są jeszcze większe – aktywa warte 60 mln euro zablokowane, z miesięcznymi stratami do 18 mln euro.

Polska histeria pogłębia ten cios – zamknięcia w 2025 r. już spowodowały, że koszty alternatywnych tras (przez Niemcy czy Łotwę) wzrosły o 30-50 proc., a PKP Cargo ostrzega o dywersji towarów na południe, tracąc dla Polski setki milionów euro rocznie. W 2022-2024 r. retorsje – np. zawieszenie umów o unikaniu podwójnego opodatkowania w kwietniu 2024 r. i cła na nawozy potasowe w marcu 2024 r. – spowodowały spadek polskiego eksportu do Białorusi o 20 proc., z wartości handlu spadającą z 1,8 mld euro (2022) do 1 mld euro (2024), mimo wzrostu importu do 2,36 mld euro. Powtarzane blokady pod pretekstami zamienia tymczasowe problemy w wieloletnią agonię, gdzie własne decyzje rządu Tuska kosztują gospodarkę miliardy, podczas gdy alternatywy jak Morze Czarne czy Azja Środkowa tylko podnoszą ceny i opóźnienia.

Polska, podsycając histerię antybiałoruską i zamykając granice pod pretekstami od „hybrydowych ataków” po „zagrożenia militarne”, sama wpędza się w ekonomiczną katastrofę. W ciągu trzech lat decyzje Warszawy – od muru granicznego za 350 mln euro po blokady przejść w 2025 r. kosztowały Polskę setki milionów euro. Dekret Łukaszenki z 31 października 2025 r. to odpowiedź na polską prowokację, która teraz zamienia się w agonię dla 30 proc. firm logistycznych na Wschodzie kraju, z miesięcznymi stratami 18 mln euro i widmem 2 mld euro do końca roku. Polska histeria, ignorująca własne interesy gospodarcze, paraliżuje kluczowy sektor transportu, który generuje 15 proc. PKB Podlasia i Lubelszczyzny, oraz 20 proc. unijnej pracy transportowej. Zamiast dialogu, Warszawa wybiera mury i preteksty, podsycając spiralę, która grozi nie tylko bankructwami, ale i destabilizacją regionu. Bez unijnej mediacji i natychmiastowego otwarcia przejść, Polska zapłaci najwyższą cenę za własne decyzje, ryzykując długoterminową utratę pozycji w handlu UE-Chiny i tysiące miejsc pracy. Czas na racjonalność, zanim histeria zamieni się w nieodwracalny kryzys. #polska #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #uniaeuropejska

12

Miły gest Unii Europejskiej. Wprowadzono kolejne przepisy klimatyczne wzmacniający chińską konkurencję.

Unia Europejska po raz kolejny pokazuje, jak jej regulacje, zamiast chronić europejski przemysł, faktycznie wzmacniają pozycję Chin. W 2025 roku wprowadzono nowy, drastyczny limit emisji CO2 – 93,6 g/km w autach osobowych. Każdy producent przekraczający ten próg musi zapłacić 95 euro kary za każdy gram emisji ponad limit dla każdego sprzedanego auta. Szacunki mówią nawet o 15 mld euro kar w całej branży. Dla producentów z Europy i Japonii to finansowy koszmar, z którego wyjście znalazły… chińskie koncerny.

Regulacje UE dopuszczają tworzenie tzw. grup emisyjnych, w których producenci rozliczają się wspólnie. Oznacza to, że marki o wysokiej emisji mogą „podpiąć się” pod producentów aut elektrycznych, by obniżyć średni wynik. Europejski przemysł masowo wchodzi w komitywę z chińskimi koncernami sprzedającymi auta elektryczne. Mazda już skorzystała z tej furtki, łącząc się z państwowym chińskim koncernem Changan. Nissan działa w grupie z BYD, a KG Mobility (dawny SsangYong) z Xpengiem. Mercedes i Volvo współpracują ze Smartem, który również jest powiązany z chińskim kapitałem.

Najwięcej do zyskania ma BYD – chiński gigant, którego średnia emisja to zaledwie 7,4 g CO2/km, czyli ponad dziesięciokrotnie mniej niż u europejskich producentów. W praktyce oznacza to, że BYD i inne chińskie firmy mogą sprzedawać europejskim markom „czyste” emisje, inkasując za to ogromne pieniądze. To czysty zysk wynikający z unijnych przepisów.

Paradoks jest oczywisty: te same chińskie koncerny, które jeszcze rok temu zostały obłożone dodatkowymi cłami przez Brukselę (nawet do 45 proc.), teraz zarabiają na unijnym systemie kar za emisję CO2. Komisja Europejska najpierw oskarża Pekin o dumping i nieuczciwą konkurencję, a następnie tworzy mechanizm, który pozwala tym samym firmom odzyskiwać pieniądze poprzez współpracę z europejskimi producentami. Sytuacja jest tak absurdalna, że trudna do uwierzenia.

Tego typu przepisów jest wiele. To systemowa słabość unijnej polityki klimatycznej. Biurokraci w Brukseli, w pogoni za „neutralnością węglową”, zniszczyli konkurencyjność europejskiego przemysłu motoryzacyjnego i otworzyli rynek dla chińskich korporacji kontrolowanych przez totalitarne państwo. W efekcie Unia płaci karne cła, płaci za emisje, a Chiny – liczą zyski. #uniaeuropejska #zielonaenergia #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #polska

18

Żona ministra z PSL promowała banderyzm!

Pochodząca z Ukrainy żona ministra Miłosza Motyki, jednego z najbardziej eksponowanych polityków młodego pokolenia w rządzie Donalda Tuska, śpiewała na tle flagi UPA. Aranżacja miała pomóc jej dostać się do ukraińskiego programu X Factor.

Miłość małżeńska jest bardzo silna i wie o tym każdy mężczyzna. Kobiety mają bardzo silny wpływ na zachowanie mężczyzn w sprawach prywatnych, jak i zawodowych. Dlatego tak oburzające jest, że najbliższa rodzina polskiego ministra, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo energetyczne kraju, bez najmniejszego skrępowania występuje na tle banderowskiej symboliki.

Ukraińska Powstańcza Armia odpowiada za ludobójstwo około 100 tysięcy polskich obywateli na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. To jedna z najtragiczniejszych kart historii naszego narodu. Dla ogromnej części Polaków czarno-czerwona flaga to symbol brutalnego, nieludzkiego mordu dokonanego na naszych rodakach. Sympatia do tych barw w Polsce budzi uzasadnione pytania o lojalność i świadomość historyczną osób pełniących funkcje publiczne lub pozostających w najbliższym ich otoczeniu.

Minister Motyka nie może udawać, że sprawa go nie dotyczy. Rząd Donalda Tuska nie może zamieść tego pod dywan, zakładając że Polacy zapomną. Nie zapomną. Szczególnie teraz, gdy polityka władz wobec Ukrainy coraz bardziej opiera się na jednostronnych ustępstwach i przemilczaniu bolesnej prawdy historycznej. Państwo polskie musi wymagać szacunku dla swoich ofiar i jednoznacznej postawy wobec zbrodniarzy UPA. Każdy przejaw relatywizowania lub estetyzowania banderyzmu jest niebezpieczny. #polityka #politykaspoleczna #politykazagraniczna #bandera #banderowcy #banderyzm #ukraina #polska

8

Cała Warszawa strefą „tempo 30”? KOSZMAR kierowców i mieszkańców nadchodzi!

Władzom Warszawy nie zależy na żadnym bezpieczeństwie, tylko na zohydzeniu korzystania z własnego samochodu!

Projekt „Strefa Tempo 30”, zapowiadany trzy lata temu jako sposób na „bezpieczniejszy i płynniejszy ruch”, dziś zamienia ulice w tor przeszkód. Garby, zwężenia, szykany, wysepki i słupki pojawiają się masowo – nawet tam, gdzie nie ma żadnej zabudowy ani pieszych. Dlaczego Trzaskowski walczy z kierowcami?

Warszawa coraz szybciej zmienia się w laboratorium drogowych absurdów. Przykład? Ulica Polnych Kwiatów: wzdłuż torów i lasu, bez domów, a mimo to wprowadzono tam strefę 30. Drogę dwukierunkową zwężono tak, że auta nie mogą się minąć, między słupkami leży garb, a kierowcy muszą się zatrzymywać „w środku niczego”. O płynności ruchu można zapomnieć – zamiast spokoju i bezpieczeństwa pojawiło się ryzyko kolizji, bo nie wszyscy wiedzą, kto ma pierwszeństwo.

To nie wyjątek, lecz nowy standard. W okolicy pojawiły się kolejne zwężenia i strefy 30 co kilkaset metrów, a kierowcy, by wydostać się na normalną drogę, pokonują po kilka kilometrów garbów. Równolegle mnożą się „strefy zamieszkania”, w których obowiązuje już 20 km/h. Wiele z nich wyznaczono w miejscach, gdzie… nikt nie mieszka. Cel? Jeszcze bardziej ograniczyć kierowców tanim kosztem. Oficjalny argument to „bezpieczeństwo”, ale skutki są odwrotne – chaos, frustracja, niebezpieczne sytuacje i wzrost hałasu.

Nie chodzi już o bezpieczeństwo, tylko o zniechęcenie ludzi do jazdy samochodem. Warszawa pod rządami Trzaskowskiego staje się miastem, w którym kierowca ma być intruzem – nawet wtedy, gdy jedzie pustą ulicą. Wszystko zgodnie z agendą Cities 40. Dość tej wojny z obywatelami! #polska #zielonaenergia #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #polityka

24

Unia Europejska wprowadza program Erasmus+ dla Arabów!

Unijny „Pakt dla regionu Morza Śródziemnego” znacząco rozszerza swoje wpływy w Afryce i na Bliskim Wschodzie. W ramach porozumienia planowane jest podwojenie budżetu przeznaczonego na ten obszar do 42 miliardów euro oraz włączenie studentów z państw spoza Unii do programów Erasmus+ i Horizon Europe.

Nowa inicjatywa obejmuje kraje takie jak Algieria, Egipt, Izrael, Jordania, Liban, Libia, Maroko, Palestyna, Syria i Tunezja. Bruksela zapowiada nie tylko współpracę akademicką, ale też inwestycje w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną, a także włączenie młodzieży z tych państw do wspólnotowych projektów edukacyjnych. Według komisarz Dubravki Šuicy ma powstać „Uniwersytet Śródziemnomorski” – platforma wspólnych kierunków i dyplomów z uczelniami unijnymi.

Plan zakłada też „rozszerzenie partnerstw talentowych” z Marokiem, Tunezją i Egiptem, co w praktyce oznacza ułatwienia wizowe i legalne ścieżki migracji do państw Unii. W zamian kraje południowego sąsiedztwa mają współpracować przy zwalczaniu przemytu ludzi i ograniczaniu nielegalnych przepraw do Europy.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nazwała region Morza Śródziemnego „mostem między kontynentami”. Jak dla mnie jednak żadnego mostu z Afryką nie potrzebujemy. Masowa imigracja z tamtego kierunku kosztuje nas bardzo dużo. Nas jako państwa Europy, ale również nas jako narodu Europy. Zwiększona przestępczość, turystyka socjalna, normalizacja dzikich obyczajów i islamizacja – to właśnie wszystko efekt zbyt łatwej dostępności Europy dla mieszkańców Europy.

Nowy pakt to szeroko zakrojony projekt polityczny, gospodarczy i migracyjny, który może w praktyce otworzyć drzwi do stałej obecności ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu w Europie. Jak zwykle, nikt nas, Polaków o zdanie w tej sprawie nie pytał. #unia #uniaeuropejska #polska #migracja #migranci #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

22

Ukraińcy zarobią na likwidacji polskich hodowli zwierząt futerkowych. Stracą zarówno rolnicy, jak i zwierzęta!

Sejm miażdżącą większością głosów przyjął ustawę, która w praktyce likwiduje polską branżę futrzarską. Za głosowali niemal wszyscy Lewica, Razem, PSL, KO i PiS. Wyjątkiem byli posłowie Konfederacji oraz mniejszość posłów PiS. Ustawa przewiduje znikome rekompensaty i nie przewiduje wyjątków nawet dla gospodarstw, w których nie stwierdzono żadnych naruszeń dobrostanu zwierząt. W efekcie zlikwidowany zostanie sektor wart 2,4 mld zł rocznie, dający pracę tysiącom polskich rodzin.

Podczas gdy polska klasa polityczna pod naciskiem organizacji pseudoekologicznych zamyka kolejne gałęzie krajowego rolnictwa, Ukraińcy już przygotowują się do przejęcia rynku. Media w Kijowie otwarcie pisały już kilka lat temu, że „zamknięcie tak wielkiego przemysłu w Polsce będzie ogromną szansą dla naszych [ukraińskich] przedsiębiorców”. Portal Status Quo zapowiadał, że władze Ukrainy planują ustawowe ułatwienia dla branży futrzarskiej, by jak najszybciej przejąć produkcję i eksport wart setki milionów dolarów. Możliwe, że te zmiany już miały miejsce.

Ukraińskie portale nie ukrywają też, że chcą korzystać z polskich rozwiązań technologicznych i organizacyjnych – zwłaszcza w zakresie wykorzystania odpadów z przetwórstwa mięsnego i rybnego. Wskazują, że jeśli rząd w Kijowie uprości procedury i zapewni wsparcie państwa, „polskie miękkie złoto” trafi do ich regionów.

Obrót futrami w Polsce nie został zakazany, a obecna polska produkcja to i tak przede wszystkim eksport. Oznacza to, że rynek będzie potrzebował zapełnienia. Choć lewackie organizacje grzały temat znęcania się nad zwierzętami w hodowlach to były to sytuacje wyjątkowe i patologiczne. Polską produkcję futer cechuje wysoki standard higieny oraz dobrostanu zwierząt. Te same standardy nie są oczywistością na Ukrainie. Ostatecznie więc zwierzęta stracą.

Polska, zamiast chronić własny przemysł i miejsca pracy, oddaje kolejną branżę konkurencji zza wschodniej granicy. Konfederacja jako jedyna w Sejmie sprzeciwia się tej polityce samolikwidacji, która uderza w rolników, gospodarkę i narodowe interesy. #polska #ukraincy #ukraina #politykaspoleczna #polityka

19

Tusk sprowadza olbrzymie ilości imigrantów do Polski! Większe, niż PiS!

Rząd Tuska otworzył rynek pracy szerzej dla cudzoziemców niż PiS. Dane Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie pozostawiają złudzeń. W pierwszej połowie 2025 roku Polska przyznała 56,9 tys. wiz pracowniczych imigrantom (nie licząc obywateli Ukrainy). W tym samym okresie 2023 roku, za rządów PiS, takich wiz było 30 tys. Oznacza to niemal podwojenie napływu cudzoziemców, zwłaszcza z Azji i Kaukazu. W 2024 roku padł rekord – 68 tys. wiz. Największe wzrosty odnotowano w Indiach, Turcji, Kazachstanie i Gruzji.

Za rządów Donalda Tuska odsetek wiz przyznawanych osobom spoza dwóch głównych kierunków migracji – Ukrainy i Białorusi – wzrósł z 19 do 33 proc. Zapowiedzi uszczelniania systemu, o których mówił wiceminister Duszczyk, w praktyce były słowami rzuconymi na wiatr.

Najlepszym wskaźnikiem rzeczywiście ukazującym liczbę imigrantów zarobkowych są dane z ZUS. Liczba cudzoziemców ubezpieczonych w ZUS osiągnęła rekordowy poziom 1,24 mln, z czego 2/3 to obywatele Ukrainy. Polska Tuska stała się krajem, który chętniej niż kiedykolwiek dopuszcza obcych pracowników do swojego rynku pracy, mimo że w debacie publicznej rząd próbuje odwrócić odpowiedzialność i zrzucać winę za migracyjną falę na poprzedników.

Fakty są jednak zgoła inne. Tak, jak PiS otworzył drzwi na masową imigrację, tak Donald Tusk nie tylko te drzwi dalej trzyma, ale jeszcze otworzył jeszcze okna. Warto wskazać, że wiz pracowniczych wydanych w I połowie 2024 roku koreluje z medialną falą przestępstw, których sprawcami byli imigranci. W naszym kraju zachodzą te same procesy, co w Zachodniej Europie, tylko na wyższym biegu. Konfederacja nie przerzuca się bezmyślnie frazesami, my chcemy zmian systemowych i prawnych, które ograniczą masową imigrację do Polski! #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #polska #migracja #migranci #uniaeuropejska

14

Piece gazowe i węglowe na złom! Rząd nie zablokował szkodliwych zmian!

Polacy będą musieli wyrzucić piece gazowe i węglowe. Już w połowie przyszłego roku wejdą w życie przepisy, które przewidują całkowity zakaz ogrzewania domów paliwami kopalnymi od 2040 roku, jednak niektóre budynki otrzymają zakaz już w 2028 roku. Oznacza to, że miliony Polaków będą musiały zdemontować swoje kotły gazowe i węglowe.

Jeszcze niedawno polskie rodziny inwestowały w nowe piece gazowe, uznawane za rozwiązanie ekologiczne. Rok temu można było nawet uzyskać dopłaty na ich zakup! Dziś okazuje się, że za 14 lat będą one bezużyteczne. Tymczasem okres 15-20 lat to standardowy czas funkcjonowania takich kotłów. Dla wielu właścicieli domów, którzy wydali na instalację dziesiątki tysięcy złotych, to cios w domowy budżet, zwłaszcza że będzie to oznaczać kolejną dużą inwestycję w pompę ciepła, która pochłonie o wiele więcej pieniędzy.

Wiceminister energii Konrad Wojnarowski potwierdził w Sejmie, że zakaz ogrzewania paliwami kopalnymi ma wejść w życie w 2040 roku. Najpierw obejmie on budynki publiczne (od 2028 r.), a następnie wszystkie nowe domy – od 2030 roku. Od tego momentu każdy nowy budynek będzie musiał być ogrzewany „ekologicznie”, czyli pompą ciepła.

To jednak dopiero początek zmian. Dyrektywa budynkowa nakłada na kraje członkowskie obowiązek egzekwowania przepisów i dopilnowania, by co najmniej 55 proc. oszczędności energii pochodziło z renowacji najstarszych, najbardziej energochłonnych budynków. Oznacza to masowe remonty klimatyczne – wszystko na koszt właścicieli, gdyż Unia nie przewidziała form wsparcia. Zresztą koszty remontów klimatycznych są tak olbrzymie, że nawet państwa nie byłoby na to stać.

Równolegle ETS2, czyli nowy unijny podatek od emisji CO₂, który wejdzie w życie w 2027 roku, podbije ceny gazu, węgla i oleju opałowego, a także paliw do samochodów. Bruksela twierdzi, że nowe przepisy mają „ograniczyć ubóstwo energetyczne”, ale w rzeczywistości ono dopiero się pojawi. Dla Polaków z długim sezonem grzewczym, starszymi budynkami i milionami pieców gazowych i węglowych oznaczają one katastrofę finansową!

Mimo olbrzymiej liczby niebezpieczeństw, rząd Donalda Tuska nie sprzeciwił się wprowadzeniu dyrektywy. Podczas głosowania w Radzie UE Polska, podobnie jak Czechy, Słowacja, Szwecja i Chorwacja, jedynie wstrzymała się od głosu. Pomimo że o sprawie Konfederacja huczy od kilku lat, to sprzeciwu nie zgłosił nikt. Płacić będziemy jako cały naród. #uniaeuropejska #zielonaenergia #polityka #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa

25

WHO chce zniszczyć polską branżę tytoniową. Może dotknąć 13 tys. gospodarstw!

Światowa Organizacja Zdrowia otwarcie wypowiedziały wojnę polskiej wsi. Raport WHO z 29 sierpnia 2025 r. nie pozostawia złudzeń – chodzi o „phase out”, czyli systemowe i trwałe wygaszenie upraw tytoniu w Europie. W praktyce oznacza to zniszczenie dorobku życia tysięcy polskich rodzin.

W Polsce mamy 30 tys. plantatorów, w tym ponad 13 tys. gospodarstw, dla których tytoń jest jedynym źródłem utrzymania. Zajmują się tym przede wszystkim rolnicy z Lubelszczyzny z Podkarpacia. Rolnicy wyspecjalizowali się w uprawie tytoniu, inwestując w specjalistyczne maszyny, które nie znajdują innego zastosowania na roli. Uprawy tytoniu nie tylko dają pracę, ale też generują potężne wpływy do budżetu. W pierwszym półroczu 2025 r. eksport tytoniu i wyrobów tytoniowych osiągnął 2,3 mld euro – więcej niż eksport drobiu (1,9 mld) czy nabiału (1,5 mld). To potężna gałąź w polskim handlu rolno-spożywczym z UE.

Jeśli te uprawy zostaną zaorane, Polska straci miliardy rocznie, a całe regiony zostaną skazane na biedę i masowe bezrobocie. W raporcie WHO wpisano „ochronę zdrowia publicznego” i „ochronę rolników przed wyzyskiem koncernów” – ale prawda jest inna. To nie ochrona, lecz skazanie polskich rolników na bankructwo, a polskiej gospodarki na dramatyczny spadek konkurencyjności. Efektem będzie tylko wzrost przemytu i zalanie rynku wyrobami tytoniowymi z Azji i Afryki. Przecież ludzie nie przestaną palić tylko dlatego, że nie ma polskiego tytoniu. To popyt, a nie podaż są problemem!

To jest być albo nie być dla tysięcy rodzin i dla polskiej gospodarki. Jeśli Warszawa zgodzi się na ten plan, to podpisze wyrok na dziesiątki tysięcy polskich rodzin.

#uniaeuropejska #polityka #polska #zielonaenergia #politykaspoleczna

12

Podatek wojenny?! Absurdalna propozycja członka Rady Polityki Pieniężnej!

Ludwik Kotecki, członek RPP, mówi wprost: zawiesić część świadczeń socjalnych i nałożyć specjalny podatek wojenny na zbrojenia. W imię „odpowiedzialności fiskalnej” i ratingów agencji kredytowych Polacy mają płacić więcej.

Kotecki przyznaje, że mamy dziś 18% PKB w wydatkach socjalnych – i zestawia to z koniecznością utrzymywania 5% PKB na obronność. Mówi o „szwedzkich wydatkach i irlandzkich podatkach”. Ale diagnoza jest uproszczeniem. Polska nie ma ani szwedzkiej jakości usług publicznych, ani irlandzkiego raju podatkowego.

Propozycja „podatku wojennego” to de facto przerzucenie kosztów nieudolności państwa na obywateli. Władza, zamiast ciąć własne wydatki, ograniczać biurokrację i likwidować marnotrawstwo, wybiera najprostsze rozwiązanie – kolejne obciążenia fiskalne. Kotecki mówi, że „może trzeba zmienić Konstytucję”, by wprowadzić taki pakiet fiskalny. To brzmi jak otwarte wezwanie do narzucenia społeczeństwu ciężarów ponad miarę, w imię abstrakcyjnej „odpowiedzialności państwowej”. A co z jachtami z KPO? Dlaczego zbrojeń nie rozpoczęto w 2014 roku, tylko czekano, aż zrobi się naprawdę źle?

Dlaczego Polacy mają ponosić konsekwencje polityki, która przez lata kupowała głosy za publiczne pieniądze? Jeśli państwo potrzebuje środków na obronność, powinno zacząć od własnych przywilejów, aparatu administracyjnego i nieefektywnych programów. Podatek wojenny i zawieszanie świadczeń socjalnych to nie „odpowiedzialność”, ale kapitulacja przed własną nieudolnością.

#polityka #politykaspoleczna #politycy #polska

13

747 mln zł na leczenie Ukraińców – 15 mln zł „oszczędności” Tuska

W 2024 roku Polska wydała 747 mln zł na świadczenia medyczne dla obywateli Ukrainy. Tymczasem rząd Donalda Tuska ogłasza „wielką reformę”, która ma przynieść... 14,6 mln zł miesięcznie oszczędności. To kropla w morzu wydatków, podczas gdy polskie szpitale toną w długach, a Polacy miesiącami czekają w kolejkach.

Każdy obywatel Ukrainy korzystać może dziś z darmowej opieki zdrowotnej bez płacenia składek. Ten przywilej został nadany obywatelom Ukrainy za rządów PiS w marcu 2022 roku. Obecnie procedowany rządowy projekt przewiduje niewielkie ograniczenia w tym niesprawiedliwym uprzywilejowaniu obcokrajowców. Chodzi o innowacyjne leczenie onkologiczne, rehabilitacje, leczenie stomatologiczne czy kosztowne procedury ortopedyczne – to wszystko ma być dostępne dla Ukraińców po spełnieniu takich samych warunków, jakie muszą spełnić Polacy, czyli po zapłaceniu składki zdrowotnej.

System stworzony za PiS i podpierany przez PO jest absurdalny. Nawet lekarze potwierdzają zjawisko „turystyki medycznej”. Jak mówi Jakub Kosikowski z Naczelnej Izby Lekarskiej: „Zjawisko „turystyki medycznej” ze strony Ukraińców istnieje, w naszym środowisku każdy z nas się z tym spotkał. Wychodzi to przez przypadek. Np. gdy zmieniamy termin i dzwonimy do pacjenta, słyszymy, że „on już przejechał granicę”, albo pojawiają się u nas pacjenci z wynikami PET szpitala na Ukrainie”.

Fakty są jasne:

– 2022 r. – 514 mln zł na leczenie uchodźców,

– 2023 r. – 850 mln zł,

– 2024 r. – 747 mln zł.

Do tego 1,5 mld zł rocznie kosztuje opieka nad obywatelami Ukrainy bez statusu uchodźcy. To olbrzymie pieniądze, które musieliśmy wydać na leczenie cudzoziemców. W tym czasie rząd Tuska udaje, że „oszczędza”, ale w praktyce utrwala system uprzywilejowania cudzoziemców kosztem Polaków.

#polityka #polska #politykaspoleczna #migracja #migranci #ukraina #ukraincy

14

Niemcy nie zamkną w tym roku ani jednej elektrowni węglowej!

Oświadczenie Federalnej Agencji Sieci (BNetzA) pokazuje, że w 2025 roku Niemcy nie zamkną ani jednej elektrowni węglowej. Powód? Cel redukcji mocy węglowych został osiągnięty wcześniej – i to w sposób czysto księgowy, bo w praktyce udział węgla w miksie energetycznym nie maleje, lecz rośnie. W pierwszej połowie 2025 roku węgiel odpowiadał za 23,2% produkcji energii – o 2 punkty procentowe więcej niż rok wcześniej. Czyli „odchodzenie od węgla” w niemieckim wydaniu oznacza większe spalanie węgla.

Rzekoma transformacja energetyczna Niemiec okazuje się fikcją. Po zamknięciu elektrowni atomowych system niemiecki opiera się na dwóch filarach: odnawialnych źródłach energii oraz... węglu. OZE dają dziś dwie trzecie produkcji, ale nie gwarantują stabilności. Wystarczy kilkanaście dni bez wiatru i słońca, by kraj musiał ratować się węglem – to zjawisko Niemcy sami określają mianem Dunkelflaute. Dlatego część elektrowni nie zostanie wcale zdemontowana, lecz pozostanie w rezerwie, gotowa do włączenia w krytycznych sytuacjach. Tak wygląda prawdziwa niemiecka „zielona rewolucja”: zamykanie atomu, uzależnienie od niestabilnych OZE i powrót do węgla.

Jednocześnie niemieckie emisje rosną. Według Eurostatu to właśnie Niemcy są największym trucicielem Europy – generują ponad 720 milionów ton CO₂ rocznie. To prawie dwa razy więcej niż Polska, którą Berlin latami stawiał na cenzurowanym. Polacy słyszeli o „brudnym węglu”, o konieczności wyrzeczeń i transformacji – podczas gdy to Niemcy zostają największym hamulcowym europejskiej polityki klimatycznej.

Plany Berlina mówią o odejściu od węgla do 2038 roku, ale rzeczywistość jest brutalna: bez węgla niemiecka gospodarka nie przetrwa. To właśnie dlatego zamykane są jedynie stare, najmniej rentowne jednostki, a reszta wciąż produkuje i produkuje coraz więcej. Oficjalna narracja mówi o „sukcesach transformacji”, a praktyka – o rekordowych emisjach i powrocie do paliwa, które rzekomo miało zniknąć z mapy energetycznej Europy.

Berlin przez lata stawiał się w roli moralnego mentora Europy – pouczał innych o konieczności redukcji emisji, likwidacji elektrowni węglowych, ograniczania śladu węglowego. Polska była celem szczególnym, bo to właśnie nasz miks energetyczny opiera się w dużej mierze na węglu. Niemieccy politycy i media przez lata wskazywali na Warszawę jako przykład kraju zacofanego, trującego i hamującego transformację energetyczną. Ale prawda wygląda zupełnie inaczej.

#uniaeuropejska #polityka #polska #zielonaenergia #politykaspoleczna

13