Przykład niemieckiej, twardogłowej dyscypliny z czasów wojny. Fragment wspomnień Adama Ronikiera.
22 lutego 1940 roku, w czasie tego pobytu w Warszawie spotkała mnie tam niezwykła przygoda, jak mi się to wówczas wydawało. Oto idąc ulicą Szopena z generałem Zacharowem, moim przyjacielem, wpadliśmy pomiędzy dwa rzędy policji niemieckiej, która idąc od strony Alei Ujazdowskich i ul. Mokotowskiej zamknęła nam ulicę i wszystkich znajdujących się tam aresztowała. Pokazywanie przeze mnie dokumentów wystawionych mi przez władze w Krakowie na nic się nie zdało i pod groźbą uderzenia kolbą musiałem z moim przyjacielem pośpiesznie wskakiwać do samochodu ciężarowego, który zjawił się nieoczekiwanie po nas.

Odstawiony na Pawiak razem ze 105 innymi osobami, byliśmy ustawieni w szereg na podwórzu więzienia i musieliśmy wysłuchać przemówienia wypowiedzianego przez owego oficera, który nas aresztował, a obecnie, krzycząc, nam oznajmił, że jesteśmy wzięci jako zakładnicy i że jeżeli w dzielnicy, w której mieszkamy, zdarzy się w najbliższym czasie jakiś zamach lub przestępstwo, to będziemy „pociągnięci do odpowiedzialności, oddani pod sąd i rozstrzelani”. Słuchając tego oświadczenia, każdemu z nas przyjść musiało na myśl, że gdy mamy i tak być rozstrzelani, to po co tu potrzebny jest sąd. Przetrzymany zostałem na Pawiaku przez godzin kilka i na interwencję ks. Radziwiłła po południu z więzienia wypuszczony.

Ten sam oficer, który mnie aresztował, odwoził mnie samochodem przysłanym przez gubernatora do domu i siedział w nim na ławeczce na przodzie, zabawiając mnie konwersacją
prowadzoną tym razem głosem bardzo miłym. W pewnym momencie przed rozstaniem się zapytałem go szczerze, dlaczego rano słyszałem jego głos taki brutalny, gdy teraz mówi on ze mną zupełnie innym, krótką i wymowną była jego odpowiedź: „Tak, Panie, to jest rozkaz” (das ist Befehl)
.
https://www.rdc.pl/wp-content/uploads/2016/06/5-Adam-Ronikier-z-RGO.jpg
#iiwojnaswiatowa #jfe

6

W 1939 roku, po fiasku kampanii wrześniowej, polskie wojsko postanowił przedostać się na zachód i tam kontynuować walkę z Niemcami. Ponad 90 000 naszych rodaków zostało wcielonych do armii francuskiej. Cóż, ze strony żabojadów nie było zaskoczenia i zachowywali się w sposób fatalny, a na końcu wręcz po skurwysyńsku.
Warto zacytować tu jednego z Polaków:
"Rozczarowanie moje nie ma granic. Pobyt w punkcie zbrojnym w Carpiagne, podróż pociągiem z Marsylii do Bressuire i wstępne czynności związane z ewidencją utwierdziły mnie w przekonaniu, że należy dla pamięci robić użytek z ołówka i papieru. Widok pierwszego żołnierza francuskiego, spotkanego po opuszczeniu pokładu greckiego statku Attica, który nas przywiózł, rozwiał moje złudzenia, przywołał do rzeczywistości. Zacząłem patrzeć zupełnie trzeźwo i prędko wyzbyłem się marzeń o wielkości Francji. Pełno tu było mężczyzn o nie ogolonych brodach, ubranych niedbale w coś, co z trudem przypominało mundury wojskowe, obwieszonych manierkami z winem i stukających drewnianymi podeszwami sabotów. Więc tak wyglądała armia francuska? Weryfikacja. Idzie o ustalenie tożsamości osoby zgłaszającej się do Wojska Polskiego. Już trzeci raz opowiadam, co robiłem w Polsce w czasie kampanii wrześniowej. Resztki złudzeń rozwiały kwatery. Sale więzienne, zaścielone starą, zleżałą słomą, zimne i nie opalane. Na każdego wypadało po pół dziurawego koca. W słomie pełno różnego robactwa i pluskiew."
Dawało o sobie też znać kiepskie zaopatrzenie. Pierwszych polskich przybyszów odziano w stare mundury koloru niebieskiego, pamiętające czasy I WŚ. To samo można napisać o sztuce wojennej. Dowódcy francuscy czy przydzieleni do wojsk polskich instruktorzy odrzucali wszelkie krytyczne uwagi oficerów polskich, głosili wyższość doktryny francuskiej (która za pół roku zostanie bezlitośnie obnażona przez Niemców), twierdzili że jej stosowanie umożliwiło Francuzom wygranie wojny 1914-1918, podczas gdy doktryna polska poniosła klęskę w 1939 roku. W konsekwencji przed czerwcem 1940 roku w wyniku licznych trudności formowanie wojska nie zostało zakończone. W tym czasie utworzono lub rozpoczęto formowanie 7 wielkich jednostek.

Po kapitulacji Francji, władze cywilne oraz polskie wojsko postanowiły opuścić jej terytorium. Istniała obawa, że Niemcy, w ramach układu rozejmowego, mogą zażądać przekazania naszych oddziałów. Polacy postanowili przedzierać się ku atlantyckim portom w południowej Francji. Akcja została utrudniona!!! przez wojskowe i cywilne władze francuskie, które nie bacząc na istniejące umowy i tradycje współpracy obu armii, nie chciały sobie utrudniać pozycji przetargowych ze zwycięzcami. Naczelny dowódca marynarki francuskiej, admirał Jean-Francois Darlan, odmówił wydzielenia Polakom statków na cele ewakuacyjne!!!, a dowódcy niższych szczebli w terenie zabronili jakichkolwiek przesunięć, które umożliwiłyby oddziałom polskim wyrwanie się z matni i uniknięcie niemieckiej niewoli, m.in generał Ludwik Faury, długoletni dyrektor nauk Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie i zastępca szefa misji francuskiej przy wojsku polskim we Francji, nie zgodził się na rozwiązanie 3 dywizji, nakazując jej dowódcy poddać się Niemcom.
http://static.prsa.pl/images/30fdb803-6d5e-4394-99f0-9c7772ea14a4.jpg
#jfe #iiwojnaswiatowa #vichy

23

"Oko za oko, zub za zub", Czesi biorą odwet za obozy

Wenzel Hrneček był przeciętnym młodym człowiekiem. Jak wszyscy Czesi z jego pokolenia, przyszedł na świat w Cesarstwie Austro-Węgierskim, czyli w państwie, które rozpadło się, gdy Hrneček miał kilkanaście lat. Wczesne lata dorosłe przeżył jako obywatel Czechosłowacji. Hrneček, mówiący płynnie po czesku i niemiecku, w 1928 roku wstąpił do policji. Po zajęciu Kraju Sudeckiego przez Niemców we wrześniu 1938 roku Hrneček stał się poddanym trzeciego już państwa w trakcie swojego krótkiego życia i służył mu równie pilnie jak dwóm poprzednim rządom. Katastrofa spadła nań w 1940 roku, kiedy został fałszywie oskarżony przez innego Czecha o posiadanie nielegalnego radionadajnika.

I choć zarzut ten został w końcu uznany za pomówienie, to Hrneček, znalazł się w „areszcie ochronnym” w obozie koncentracyjnym Theresienstadt (Terezin) na północ od Pragi. Przez resztę wojny przerzucano go z jednego obozu do drugiego, w Czechosłowacji, Polsce i Niemczech; przebywał między innymi w Sachsenhausen i Gross-Rosen (Rogoźnicy), aż w końcu trafił do Dachau. Tam został mianowany na Stubenältestera, czyli najniższej rangi kapo, wyznaczanych przez Niemców do pilnowania innych więźniów. Jak zeznawali po wojnie jego byli współwięźniowie, Hrneček nie dał się wciągnąć hitlerowcom w popełniane przez nich zbrodnie, czyniąc wszystko, co w jego mocy, by chronić Czechów, za których odpowiadał, przed tym, co było najgorsze w obozowym życiu.

Po wyzwoleniu obozu przez wojska amerykańskie w kwietniu 1945 roku przez trzy tygodnie dochodził do siebie i stopniowo odzyskiwał siły, by następnie wrócić do Czeskich Budziejowic, gdzie zgłosił się na służbę w swoim dawnym policyjnym posterunku. Od razu został wyznaczony na zastępcę komendanta obozu dla internowanych Sudetendeutschów w Linzervostadt, cztery kilometry od Czeskich Budziejowic, gdzie już zapędzono wielu etnicznych Niemców z okolicy. Jego nominalnym szefem był kapitan Alois Vesely, ale codzienny nadzór nad obozem faktycznie znalazł się w gestii Hrnečka.

Obóz Linzervorstadt był jednym z tysięcy zaimprowizowanych ośrodków odosobnienia dla etnicznych Niemców, które pojawiły się w całej środkowej Europie w ciągu pierwszych dni i tygodni po wycofaniu się stamtąd Wehrmachtu. Podczas wojny zamieszkiwali tam robotnicy z Niemieckiego Frontu Pracy (DAF); obóz składał się z pięciu baraków mieszkalnych oraz bloku administracyjnego, z kuchnią i izbą chorych. Nawet gdy umieszczano po dwóch więźniów na jednej pryczy, wkrótce liczba internowanych przekroczyła przewidywane 2 tysiące i obóz zaczął pękać w szwach.

Wśród członków obozowej administracji i straży, zwerbowanych osobiście przez Hrnečka, znaleźli się byli więźniowie niemieckich kacetów, sami niedawno uwolnieni, a poza nimi „młode chłopaki w wieku od 15 do 18 lat, których my nazywaliśmy «partyzantami»”. I właśnie oni od razu zaczęli przekształcać obóz w pomniejszą kopię Dachau, ustanawiając dla uwięzionej lokalnej niemieckiej ludności cywilnej reżim ściśle wzorowany na tym, czego sami zaznali z rąk nazistów. Zamiast esesmańskiego sloganu Arbeit Macht Frei („Praca czyni wolnym”) na bramie obozu wymalowano biblijny werset Oko za oko, zub za zub („Oko za oko, ząb za ząb”).

Kary za tak trywialne wykroczenia jak spóźnienie się ze zdjęciem czapki w obecności obozowego „nadzorcy” czy opieszałość w uformowaniu dwuszeregu były częste i surowe – w tym znane z hitlerowskich obozów koncentracyjnych wieszanie na słupie (polegające na zwieszaniu z belki skazańca za skrępowane za plecami nadgarstki), chłosta metalowym pejczem, „ćwiczenia fizyczne”, czyli dźwiganie ciężkich kamieni albo cegieł oraz całonocne „apele” i parady, podczas których więźniowie musieli stać na baczność od wieczora po następny poranek.

Przemoc wobec internowanych często wiązała się z osobistymi porachunkami. Sam Hrneček zemścił się na swoim byłym niemieckim przełożonym, kapitanie niemieckiej policji z Czeskich Budziejowic, wieszając go na żerdzi na 4–5 godzin, w tym czasie „smagając go pejczem z bydlęcej skóry” aż do utraty przytomności przez torturowanego; wtedy cucił go, oblewając wodą. Pewien uwięziony wspominał, jak „nadzorcy” wieczorami przeprowadzali inspekcje, sprawdzając czystość baraków i ich mieszkańców, i zabierali do łazienki na bicie „tych […] wobec których żywili nienawiść z dawnych czasów. […] Często też – po tym, jak kogoś zabrano – słyszało się dobiegającą z podwórza serię z broni maszynowej”.

Inny przypominał sobie, że „tortury zwykle odbywały się wieczorami, między 21.00 a 22.00. Ale wrzaski torturowanych często trwały aż do północy”. Hrneček przyznawał, że co wieczór „byłych uchodźców politycznych i więźniów [z pobliskiego miasta] wpuszczano do obozu, żeby wyszukiwali tych, którzy działali przeciwko Czechom” oraz że „często znajdowano poważnie zmaltretowanych, pobitych przez te [wizytujące obóz] osoby”. Dodał też, iż samobójstwa, by uniknąć dalszych udręk, a także zabójstwa popełniane przez wartowników i nadzorców, były na porządku dziennym.

Niektórzy więźniowie wieszali się; inni kładli kres swemu życiu, rzucając się na otaczające obóz druty kolczaste i w rezultacie ginęli od kul wartowników. Hrneček nie zaprzeczał przy tym, że wiele z tak zwanych samobójstw było zapewne upozorowanych. „Ciągle meldowano mi, że w nocy jakiś więzień […] popełnił samobójstwo przez powieszenie. Nie potrafię stwierdzić, czy taki człowiek naprawdę popełnił samobójstwo, czy też został powieszony przez nadzorców. Ale nie wykluczam, że do drugie było możliwe”
https://s2.tvp.pl/images2/2/4/5/uid_245b8047f025a64f0ee6620c237137191425276778187_width_1280_play_0_pos_0_gs_0_height_720_niemcy-sudeccy-wyjezdzajacy-z-czechoslowacji-fot-papctk.jpg
#iiwojnaswiatowa #czechy #jfe

13

Tak się kończyły praktycznie każde kontakty z bolszewikami - albo zdradzali, albo wyciągali od razu karabiny. "Sojusznicy naszych sojuszników"…...
4 maja „Cień” i jego oddział szturmowy Armii Ludowej (uprzednio grupa BCh z Chruśliny) oraz podkomendni nieobecnego w tym czasie „Przepiórki” wraz z grupą partyzantów radzieckich Gruzina „Wani” (NN), łącznie około 100 partyzantów, zaatakowali w Owczarni pod Opolem Lubelskim zaprzyjaźniony z „Cieniem” 47-osobowy oddział wydzielony 3 kompanii 15 pułku piechoty AK pod dowództwem por. Mieczysława Zielińskiego („Krych”, „Moczar”).

AK-owcy nic dali się zaskoczyć przeprowadzanym z trzech stron atakiem i otworzyli ogień, zabijając i raniąc kilku napastników. Jednak poznawszy, że mają do czynienia z grupami proradzieckimi a nie z proniemieckimi, AK-owcy przerwali ogień. AL-owcy wmaszerowali
do wsi, gdzie „Cień” powitał swoich starych znajomych, twierdząc, że zaszła pomyłka. Następnie oba oddziały ustawiły się w dwuszeregu równolegle do siebie. Miano oddać sobie honory wojskowe. Zamiast honoru „Cień” z bezpośredniej bliskości wypalił w głowę „Krychowi”, a jego ludzie otworzyli ogień do reszty zdezorientowanych AK-owców. Zastrzelono w ten sposób 18 żołnierzy i 13 raniono. Po dokonaniu masakry, „cieniowcy” przystąpili do obdzierania zabitych z ubrań, zegarków, pierścionków i obrączek. Jeśli któraś z ofiar dawała oznaki życia, była bezlitośnie dobijana.
https://pch24.pl/wp-content/uploads/2013/04/14511.jpg
#nsz #ak #iiwojnaswiatowa

18

22 czerwca 1944 roku Papież Pius XII przyjął na prywatnej audycji generała Andersa, który wręczył Piusowi laskę przeora klasztoru na Monte Casino znalezioną przez polskich żołnierzy. Udzielając błogosławieństwa, Papież stwierdził:
Błogosławieni szybkiemu zmartwychwstaniu bardzo drogiej nam Polski
28 lipca Pius XII przyjął 570 żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, do których odchodząc zawołał po polsku:
Z Bogiem do Polski
#iiwojnaswiatowa #katolicyzm

11

George Patton o Władysławie Andersie
Siedemnastego generał Nesbitt zabrał mnie do generała Andersa, dowódcy polskiego 2 korpusu. W towarzystwie generała Andersa i oficerów naszego sztabu pojechaliśmy do obozu polskiego w pobliżu Faqus po wschodniej stronie delty. Wystawiono nam oddział honorowy złożony z bardzo ładnie prezentujących się żołnierzy. Potem był lunch; podczas lunchu generał Anders przypiął mi dystynkcje polskiego generała porucznika, na ramieniu zaś emblemat polskiego 2 korpusu. Nie pozwoliłem się zdystansować i dałem mu dystynkcje amerykańskie oraz emblemat 7 armii na ramię.
Generał Anders zrobił na mnie silne wrażenie, jako bardzo męski typ. Podczas pierwszej wojny światowej zajmował on stanowisko szefa sztabu rosyjskiej dywizji. Był siedem razy ranny i dwukrotnie otrzymał za męstwo polskie odznaczenie. Oddziały polskie prezentują się najlepiej ze wszystkich, jakie kiedykolwiek widziałem, łącznie z brytyjskimi i amerykańskimi. Śmiejąc się powiedział mi, że jeśli jego korpus dostanie się pomiędzy armię niemiecką i armię rosyjską, będzie w kłopocie, z którą bardziej pragnąłby walczyć.
http://phw.org.pl/wp-content/uploads/patton-anders.jpg
#iiwojnaswiatowa

12

Benito Mussolini i list do Hitlera w obronie Polaków
Pomimo zbombardowania w 1939 roku budynku włoskiej ambasady, placówka dyplomatyczna działała w niej aż do czerwca 1940 roku - Włosi trwali na posterunku najdłużej. Włoscy dyplomaci udzielali Polakom pomocy, m.in poprzez wydawanie wiz pozwalających opuścić okupowany kraj. Również w miesiącach poprzedzających wojnę starali się mediować na rzecz pokojowego zakończenia konfliktu, zwłaszcza w temacie ugodowego rozwiązania kwestii Gdańska. Hrabia Ciano w swoich pamiętnikach zapisał, że Włosi nie chcieli w 1939 roku przystąpić do wojny po stronie Niemców, gdyż naród włoski ogarnąłby gniew za niemiecką agresję wymierzoną w Polskę, co mogłoby doprowadzić do skierowania broni przeciwko III Rzeszy.

Również Benito Mussolini łączył się w bólu z Polakami. Wiele słów współczucia pod adresem Polski zostało spisanych w pamiętnikach jego kochanki, Clary Petacci. Włoski przywódca kręcił głową na kryminalną angielską zdradę, sowiecką agresję i na nieprzemyślaną politykę zagraniczną, która doprowadziła nas do tragedii. Duce nie ograniczał się tylko do wyrazów ubolewania. Nie tylko podjął interwencję za sprawą której Gestapo zwolniło z obozu krakowskich profesorów. Wysłał również pismo do Adolfa Hitlera.

W 1940 roku Władysław Studnicki napisał do Mussoliniego memoriał opisujący szereg niemieckich okrucieństw wymierzonych w ludność polską. Informował, że w interesie Włoch jest istnienie niepodległej Polski, stanowiącej równowagę sił w Europie Środkowej, oraz zaporę zaborczych tendencji Rosji w kierunku Bałkanów i Bałtyku. 4 stycznia 1940 roku Mussolini podjął w naszej sprawie interwencję w Berlinie, co było najpoważniejszym włoskim wystąpieniem w polskim interesie przez całą IIWŚ. Duce w osobistym liście do Hitlera zwrócił uwagę na szkodliwość niemieckiego postępowania wobec Polaków, oraz wezwał Fuhrera do zmiany polityki okupacyjnej wraz z restytuowaniem Polski.
Wspomniał o polskim narodzie, który pomimo zawodu ze strony swoich przywódców politycznych bił się dzielnie i odważnie. Zasługuje więc na to, aby traktować go jak pokonanego przeciwnika, a nie stado niewolników. W drugiej części Mussolini wyraził swój sprzeciw wobec paktu Ribbentrop-Mołotow, nazywając go antyrzymskim, antykatolickim, oraz zdradą antykomunistycznych ideałów i wydaniem połowy Polski oraz państw bałtyckich na pastwę Stalina. Dodał, że Niemcy muszą czym prędzej iść na wojnę z Sowietami, bo wyłącznie tam mogą odnaleźć swój Lebensraum.
#duce #iiwojnaswiatowa #jfe #włochy

15

To już mamy dogadane ze szwagrem następną wyprawę historyczną na przyszły rok. Właśnie wyszedł ode mnie
Będzie połączenie I i II wś. Na początek francuskie bitwy pod Somma oraz Ypres (gdzie również walczyli żołnierze Maczka w II wś), potem linia Maginota a potem szlakiem wojsk Maczka przez Belgię i Holandię. Kończąc w Bredzie.
#podroze #historia #iiwojnaswiatowa #iwojnaswiatowa

11

Oglądaliście serial "Kompania Braci"? Poniżej zdjęcie żołnierzy Kompanii E, 2 batalionu, 506 pułku 101 Dywizji Powietrzno-desantowej w Orlim Gnieździe.

#sleevecontent #sleeve9gag #iiwojnaswiatowa #historia

11

LESZEK ŻEBROWSKI: pogromy Żydów w getcie, organizowane przez Żydów. Niemcy stawali w obronie ofiar!m.youtube.com

Podczas okupacji w Warszawie, po utworzeniu przez Niemców getta dla Żydów, na jego terenie działały kościoły katolickie, w których m.in. odprawiane były Msze św. dla Żydów - katolików. Kościoły świadczyły na rzecz nieszczęśników konkretną pomoc materialną, w tym przede wszystkim żywnościową. Było to bardzo ważne, bo Judenrat odebrał Żydom - chrześcijanom wszelką pomoc materialną, w tym przede wszystkim żywnościową.

Reszta Żydów (głównie ortodoksów, ale też bezwyznaniowych) nie była z tego zadowolona - wszak Żydów ochrzczonych uważano za... zdrajców. Dlatego co niedziela, po Mszy św. dochodziło do... pogromów Żydów. To jeden z bardzo wstydliwych aspektów historii getta. Włoski korespondent napisał wprost w swych wspomnieniach z Warszawy, że to "przywodziło na pamięć najmniej szlachetne epizody z Biblii".

Czyli w getcie osadzeni byli Żydzi - ludzie, Żydzi - podludzie (chrześcijanie) i do tego nie-ludzie, czyli Cyganie (dziś zwani Romami). Ich los był szczególnie tragiczny. Niemcy wtłaczali ich do gett żydowskich (było ich zbyt mało, aby tworzyć dla nich oddzielne getta). A tam całkowicie pozbawieni dostaw żywności (choć Judenrat otrzymywał ją dla wszystkich!) skazani byli na powolną śmierć głodową.
#LeszekŻebrowski #WyklęciTv #getto #holokaust #iiwojnaswiatowa
https://m.youtube.com/watch?v=q2TMuiw4fMQ

22

Historyk żydowski Reubcn Ainsztein podkreślając „bliski związek między Żydami a zbiegłymi jeńcami czerwonoarmijcami w tworzeniu polskiego ruchu partyzanckiego”, twierdzi, że „właściwie zawsze Żydzi oraz oficerowie i żołnierze Armii Czerwonej tworzyli jądro a często nawet większość członków oddziałów Gwardii Ludowej”. Dla poparcia argumentu Ainsztein podaje, że Polacy stanowili większość w zaledwie dwóch z dziesięciu istniejących oddziałów GL (Gwardia Ludowa) na Lubelszczyźnie: w oddziale im. Tadeusza Kościuszki i oddziale Franka”. Potwierdza to raport GL z 27 lutego 1943 r. określając stan oddziału im. Tadeusza Kościuszki jako „niejednolity”. Grupa liczyła 11 czerwonoarmistów (z tego 3 partyjnych), 3 komsomolców, 7 Żydów (3 kobiety), 10 młodziaków nowo zrekrutowanych, reszta to stare wygi partyzanckie”

Od zimy 1942/43 komuniści, którzy zaczęli wtedy tworzyć swoje oddziały leśne, zaczęli stosować fizyczną likwidację członków innych organizacji. Na zachodniej Lubelszczyźnie zabito około dwudziestu osób związanych z podziemiem niepodległościowym. I tak, na przykład prawdopodobnie w styczniu 1943 r. GL-owiec Stefan Kilianowicz vel Grzegorz Korczyński („Grzegorz”) wraz z podkomendnym (prawdopodobnie) Ryszardem Postowiczem („Murzyn”) zastrzelili trzech członków placówki NSZ w Kozinie wraz z jej komendantem Henrykiem Wojewodą. Na wiosnę 1943 r. wypadówka GL zastrzeliła Wincentego Frączaka ("Zaolziak”) z NSZ i komendanta posterunku policji granatowej w Polihnie, sierż. Wiśniewskiego z AK. Konspirator NSZ z powiatu kraśnickiego twierdzi „z całą stanowczością, że do tego czasu żaden z członków ugrupowania komunistycznego nic zginął z wyroku Narodowych Sił Zbrojnych”

Oprócz tego dokumenty komunistyczne podają, że 15 lipca GL-owcy zastrzelili działacza ONR Kaczorowskiego, konspiratora grupy podziemnej „Miecza i Pługa”, wraz z synem, członkiem ZWZ. W tym też czasie były komendant Pacyna („Bartosz”) grupy rabunkowej Liska działając z bazy w Dzierzkowicach, wspólnie ze swoim kuzynem, członkiem GL o pseudonimie „Lew” (NN) zastrzelili Hofmana, żołnierza NSZ z Zakrzówka oraz 5 sierpnia 1943 r. starszego wachm./ppor. NSZ Skibińskiego („Chrabąszcz”). Parę dni potem pod wsią Skorczyce ci sami sprawcy zastrzelili dwóch Niemców eskortujących mleko. Z zemsty żandarmeria rozstrzelała 19 chłopów z najbliższej miejscowości.
https://s.twojahistoria.pl/uploads/2018/11/zydokomuna_mini.jpg
#nsz #jfe #żydostwo #iiwojnaswiatowa

16

W 1936 roku podczas wizyty w Londynie z okazji uroczystości pogrzebowych króla Jerzego V sowiecki marszałek Michaił Tuchaczewski „tajnymi kanałami” złożył niemieckiemu dowództwu propozycję podjęcia jak „najściślejszej współpracy”. Oczywiście o ostrzu wymierzonym w Rzeczpospolitą. Oferta została zdecydowanie odrzucona decyzją samego Hitlera, który kierował się „niezachwianą lojalnością wobec Polski”. O sprawie natychmiast zresztą poinformował polskiego ambasadora Józefa Lipskiego Hermann Göring.

Rok wcześniej, w czerwcu 1935 roku, ówczesny ambasador Rzeczypospolitej w Moskwie raportował zaś do Warszawy, że Sowiety są gotowe porozumieć się z Berlinem, ale o sojuszu takim nie ma mowy, gdyż Führer nie jest nim zainteresowany. „Na podstawie konkretnych zresztą dowodów miałem podstawę uważać [Hitlera] w 1934 roku za rzadko spotykany w Niemczech przykład rozsądku w polityce zagranicznej” – pisał Beck w 1939 roku. Podkreślał przy tym, że jeszcze w 1938 roku z Hitlerem „rozmawiało się rozsądnie o polityce europejskiej”. Führer miał być według naszego ministra pierwszym od czasu Bismarcka niemieckim przywódcą usiłującym realizować umiarkowany kurs na arenie międzynarodowej.
24 listopada 1933 roku w rozmowie z francuskim dyplomatą Józef Piłsudski mówił zaś otwarcie, że „wierzy w szczerość Hitlera, człowieka najbardziej właściwego, aby zmienić metody i mentalność, którą rząd Rzeszy odziedziczył od Prusaków. Nie ma ich sztywności, pochodzi z ludu. Chce aliansu (tak Piłsudski tłumaczył słowo Anschluss) z Austrią. Bardzo bym chciał, aby pozostawał on przy władzy możliwie jak najdłużej”
Fragment książki Zychowicza "Ribbentrop-Beck"
#zychowicz #jfe #iiwojnaswiatowa

8

Anni-Frid Synni Lyngstad, słynna wokalistka ABBA, została spłodzona w ramach programu Lebensborn. Himmlerowska wizja nadczłowieka nie obejmowała wyłacznie niemieckich kobiet i do Reichu często przyjeżdżały Dunki, Finki, Holenderki czy Norweżki, żeby sobie "dorobić" poprzez urodzenie dziecka dla Fuhrera. Po wybuchu wojny niemiecka administracja na okupowanych terenach państw nordyckich przykładała duża uwagę do owoców miłości niemieckich żołnierzy i miejscowych kobiet. W Norwegii poczęte dzieci do drugiego roku życia przebywały w specjalnym ośrodku, a następnie matka podejmowała decyzję - albo sama będzie je utrzymywać, albo zezwoli na adopcję do Reichu.

Oczywiście po wojnie tacy nieszczęśnicy z łatka niemieckiego bękarta byli wyrzutkami społecznymi, a władze norweskie odbierały je matkom i wysyłały do szpitali psychiatrycznych (tak samo było z dziećmi belgijskich kolaborantów, wyjatkowo podła kara, dotykajaca niewinnych). Z tych właśnie powodów babcia Fridy postanowiła wyjechać wraz z wnuczka do Szwecji. Na zdjęciu Frida ze swoim ojcem, Alfredem Haase, w 1978 roku.
https://miro.medium.com/max/724/1*hvCkJStvpoXCrMgCK3doug.jpeg
#jfe #iiwojnaswiatowa #muzyka

22

Dlaczego Japończycy przeprowadzili nalot na Pearl Harbor?
Wraz z końcem pierwszej wojny światowej Amerykanie doszli do wniosku, że Japonia stała się zbyt potężna, i podjęli działania na rzecz przywrócenia równowagi. Kontrola nad Chinami, południowo-wschodnią Azją, Koreą i Mandżurią uczyniłaby Japonię hegemonem znacznej części kontynentu azjatyckiego. Stany Zjednoczone były zdecydowane temu zapobiec.

Amerykanie zaczęli więc wywierać na Japończyków bezprecedensową presję gospodarczą i dyplomatyczną. W październiku 1939 roku wysłali Flotę Pacyfiku z portów w Kalifornii na Hawaje. Rok później Kongres USA przyznał Chińczykom pożyczkę w wysokości 100 milionów dolarów. Przekazał im również 100 myśliwców Curtiss P-40. Pilotowali je Amerykanie.

Najbardziej wrogie i groźne wobec Japonii były jednak sankcje gospodarcze. Na przełomie 1940 i 1941 roku, a potem w lipcu 1941 roku, Waszyngton wprowadził szereg drastycznych obostrzeń handlowych. Zamroził aktywa japońskie w USA i wprowadził embargo na eksport do Japonii rudy żelaza, stali i ropy naftowej. Był to cios wręcz druzgoczący. Niektórzy historycy uważają, że de facto równało się to wypowiedzeniu wojny. Wystarczy powiedzieć, że japońska flota i armia zużywały 12 tysięcy ton ropy dziennie.

W dniu, w którym wyczerpałyby się niewielkie rezerwy paliwowe cesarstwa, Japonia zostałaby rzucona na kolana bez jednego wystrzału. Byłaby zdana na łaskę i niełaskę Stanów Zjednoczonych. Waszyngton pozostawił Japończykom wybór - albo zrezygnują z aspiracji mocarstwowych po dobroci, albo zostaną do tego zmuszeni wojną. Japonia czuła się więc przyparta do muru, zagnana w kąt przez pewne siebie i występujące z pozycji siły Stany Zjednoczone. 26 listopada 1941 roku Amerykanie przekazali Japonii ultimatum. Była to nota dyplomatyczna podpisana przez sekretarza stanu Cordella Hulla. Amerykanie zażądali od Japończyków natychmiastowej kapitulacji, wycofania się z Chin, Indochin oraz - jak zinterpretowano to w Tokio - Mandżurii.

Oznaczało to zwinięcie japońskiej gospodarki, a co za tym idzie, nie tylko porzucenie przez Tokio marzenia o hegemonii, ale również zredukowanie Japonii do roli państwa drugorzędnego. Cofnięcie wszystkiego, co udało się wywalczyć od 1904 roku. Pogrążenie jej w kryzysie gospodarczym. "Po otrzymaniu noty Hulla mogliśmy albo popełnić samobójstwo, albo iść na wojnę" - powiedział już po zakończeniu konfliktu były premier Shigenori Togo.

Podobnego zdania było wielu obiektywnych obserwatorów. "Historycy zgodzą się, że nawet księstwo Monako i Wielkie Księstwo Luksemburga po otrzymaniu takiej noty chwyciłyby za broń przeciwko Stanom Zjednoczonym" - mówił Radhabinod Pal, indyjski sędzia biorący udział w powojennym procesie tokijskim. Wszystkie kompromisowe propozycje Japończyków zostały przez pewnych siebie Amerykanów odrzucone. Stany Zjednoczone wyraźnie lekceważyły Japonię i jej determinację. Uważali, że wystarczy na nią tupnąć nogą, żeby zmusić do uległości.
https://www.magnum-x.pl/files/2016/MSiO/SP%2006/Pearl%20Harbor%20-%20www.jpg

Fragment ksiażki "Alianci" Zychowicza
#jfe #iiwojnaswiatowa #zychowicz

22

W przypadku udziału Francuzów na Froncie Wschodnim dużo piszę się o Waffen SS Charlemagne, zapominajac, że żabojadom nie chciało się czekać aż do 1944 roku, aby przelewać krew za Fuhrera ( w przypadku Francuzów hasło o "ochronie Europy przed bolszewizmem" było tylko przykrywka dla ogromnego poparcia samej idei NS oraz nowego porzadku na kontynencie). Już w dniu ataku Niemców na Sowietów wysunięto nad Sekwana hasło sformowania pomocniczego legionu. Urodził się z tego Légion des volontaires français contre le bolchevisme. Do punktu poborowego zgłosiło się 15 tysięcy Francuzów, a pewnie byłoby znacznie więcej gdyby nie fakt, że Niemcy ustanowili limit ochotników.
#vichy #jfe #iiwojnaswiatowa

13

Bitwa pod Studziankami. Do okopu wpada jak burza Marusia Ogoniok.
Łapie za poły płaszcza kryjącego się tam żołnierza z umorusaną dymem twarzą:
- To ty rzuciłeś granat w tamten czołg? - krzyczy pokazując palcem na płonącą maszynę.
- Ja - odpowiada żołnierz.
- A ty wiesz, durak, że to polski czołg, Rudy 102? - szarpie go jeszcze mocniej.
- Ja, ja - odpowiada żołnierz.
#suchar #iiwojnaswiatowa #rudy102

10