Oglądaliście serial "Kompania Braci"? Poniżej zdjęcie żołnierzy Kompanii E, 2 batalionu, 506 pułku 101 Dywizji Powietrzno-desantowej w Orlim Gnieździe.

#sleevecontent #sleeve9gag #iiwojnaswiatowa #historia

11

LESZEK ŻEBROWSKI: pogromy Żydów w getcie, organizowane przez Żydów. Niemcy stawali w obronie ofiar!m.youtube.com

Podczas okupacji w Warszawie, po utworzeniu przez Niemców getta dla Żydów, na jego terenie działały kościoły katolickie, w których m.in. odprawiane były Msze św. dla Żydów - katolików. Kościoły świadczyły na rzecz nieszczęśników konkretną pomoc materialną, w tym przede wszystkim żywnościową. Było to bardzo ważne, bo Judenrat odebrał Żydom - chrześcijanom wszelką pomoc materialną, w tym przede wszystkim żywnościową.

Reszta Żydów (głównie ortodoksów, ale też bezwyznaniowych) nie była z tego zadowolona - wszak Żydów ochrzczonych uważano za... zdrajców. Dlatego co niedziela, po Mszy św. dochodziło do... pogromów Żydów. To jeden z bardzo wstydliwych aspektów historii getta. Włoski korespondent napisał wprost w swych wspomnieniach z Warszawy, że to "przywodziło na pamięć najmniej szlachetne epizody z Biblii".

Czyli w getcie osadzeni byli Żydzi - ludzie, Żydzi - podludzie (chrześcijanie) i do tego nie-ludzie, czyli Cyganie (dziś zwani Romami). Ich los był szczególnie tragiczny. Niemcy wtłaczali ich do gett żydowskich (było ich zbyt mało, aby tworzyć dla nich oddzielne getta). A tam całkowicie pozbawieni dostaw żywności (choć Judenrat otrzymywał ją dla wszystkich!) skazani byli na powolną śmierć głodową.
#LeszekŻebrowski #WyklęciTv #getto #holokaust #iiwojnaswiatowa
https://m.youtube.com/watch?v=q2TMuiw4fMQ

22

Historyk żydowski Reubcn Ainsztein podkreślając „bliski związek między Żydami a zbiegłymi jeńcami czerwonoarmijcami w tworzeniu polskiego ruchu partyzanckiego”, twierdzi, że „właściwie zawsze Żydzi oraz oficerowie i żołnierze Armii Czerwonej tworzyli jądro a często nawet większość członków oddziałów Gwardii Ludowej”. Dla poparcia argumentu Ainsztein podaje, że Polacy stanowili większość w zaledwie dwóch z dziesięciu istniejących oddziałów GL (Gwardia Ludowa) na Lubelszczyźnie: w oddziale im. Tadeusza Kościuszki i oddziale Franka”. Potwierdza to raport GL z 27 lutego 1943 r. określając stan oddziału im. Tadeusza Kościuszki jako „niejednolity”. Grupa liczyła 11 czerwonoarmistów (z tego 3 partyjnych), 3 komsomolców, 7 Żydów (3 kobiety), 10 młodziaków nowo zrekrutowanych, reszta to stare wygi partyzanckie”

Od zimy 1942/43 komuniści, którzy zaczęli wtedy tworzyć swoje oddziały leśne, zaczęli stosować fizyczną likwidację członków innych organizacji. Na zachodniej Lubelszczyźnie zabito około dwudziestu osób związanych z podziemiem niepodległościowym. I tak, na przykład prawdopodobnie w styczniu 1943 r. GL-owiec Stefan Kilianowicz vel Grzegorz Korczyński („Grzegorz”) wraz z podkomendnym (prawdopodobnie) Ryszardem Postowiczem („Murzyn”) zastrzelili trzech członków placówki NSZ w Kozinie wraz z jej komendantem Henrykiem Wojewodą. Na wiosnę 1943 r. wypadówka GL zastrzeliła Wincentego Frączaka ("Zaolziak”) z NSZ i komendanta posterunku policji granatowej w Polihnie, sierż. Wiśniewskiego z AK. Konspirator NSZ z powiatu kraśnickiego twierdzi „z całą stanowczością, że do tego czasu żaden z członków ugrupowania komunistycznego nic zginął z wyroku Narodowych Sił Zbrojnych”

Oprócz tego dokumenty komunistyczne podają, że 15 lipca GL-owcy zastrzelili działacza ONR Kaczorowskiego, konspiratora grupy podziemnej „Miecza i Pługa”, wraz z synem, członkiem ZWZ. W tym też czasie były komendant Pacyna („Bartosz”) grupy rabunkowej Liska działając z bazy w Dzierzkowicach, wspólnie ze swoim kuzynem, członkiem GL o pseudonimie „Lew” (NN) zastrzelili Hofmana, żołnierza NSZ z Zakrzówka oraz 5 sierpnia 1943 r. starszego wachm./ppor. NSZ Skibińskiego („Chrabąszcz”). Parę dni potem pod wsią Skorczyce ci sami sprawcy zastrzelili dwóch Niemców eskortujących mleko. Z zemsty żandarmeria rozstrzelała 19 chłopów z najbliższej miejscowości.
https://s.twojahistoria.pl/uploads/2018/11/zydokomuna_mini.jpg
#nsz #jfe #żydostwo #iiwojnaswiatowa

16

W 1936 roku podczas wizyty w Londynie z okazji uroczystości pogrzebowych króla Jerzego V sowiecki marszałek Michaił Tuchaczewski „tajnymi kanałami” złożył niemieckiemu dowództwu propozycję podjęcia jak „najściślejszej współpracy”. Oczywiście o ostrzu wymierzonym w Rzeczpospolitą. Oferta została zdecydowanie odrzucona decyzją samego Hitlera, który kierował się „niezachwianą lojalnością wobec Polski”. O sprawie natychmiast zresztą poinformował polskiego ambasadora Józefa Lipskiego Hermann Göring.

Rok wcześniej, w czerwcu 1935 roku, ówczesny ambasador Rzeczypospolitej w Moskwie raportował zaś do Warszawy, że Sowiety są gotowe porozumieć się z Berlinem, ale o sojuszu takim nie ma mowy, gdyż Führer nie jest nim zainteresowany. „Na podstawie konkretnych zresztą dowodów miałem podstawę uważać [Hitlera] w 1934 roku za rzadko spotykany w Niemczech przykład rozsądku w polityce zagranicznej” – pisał Beck w 1939 roku. Podkreślał przy tym, że jeszcze w 1938 roku z Hitlerem „rozmawiało się rozsądnie o polityce europejskiej”. Führer miał być według naszego ministra pierwszym od czasu Bismarcka niemieckim przywódcą usiłującym realizować umiarkowany kurs na arenie międzynarodowej.
24 listopada 1933 roku w rozmowie z francuskim dyplomatą Józef Piłsudski mówił zaś otwarcie, że „wierzy w szczerość Hitlera, człowieka najbardziej właściwego, aby zmienić metody i mentalność, którą rząd Rzeszy odziedziczył od Prusaków. Nie ma ich sztywności, pochodzi z ludu. Chce aliansu (tak Piłsudski tłumaczył słowo Anschluss) z Austrią. Bardzo bym chciał, aby pozostawał on przy władzy możliwie jak najdłużej”
Fragment książki Zychowicza "Ribbentrop-Beck"
#zychowicz #jfe #iiwojnaswiatowa

8

Anni-Frid Synni Lyngstad, słynna wokalistka ABBA, została spłodzona w ramach programu Lebensborn. Himmlerowska wizja nadczłowieka nie obejmowała wyłacznie niemieckich kobiet i do Reichu często przyjeżdżały Dunki, Finki, Holenderki czy Norweżki, żeby sobie "dorobić" poprzez urodzenie dziecka dla Fuhrera. Po wybuchu wojny niemiecka administracja na okupowanych terenach państw nordyckich przykładała duża uwagę do owoców miłości niemieckich żołnierzy i miejscowych kobiet. W Norwegii poczęte dzieci do drugiego roku życia przebywały w specjalnym ośrodku, a następnie matka podejmowała decyzję - albo sama będzie je utrzymywać, albo zezwoli na adopcję do Reichu.

Oczywiście po wojnie tacy nieszczęśnicy z łatka niemieckiego bękarta byli wyrzutkami społecznymi, a władze norweskie odbierały je matkom i wysyłały do szpitali psychiatrycznych (tak samo było z dziećmi belgijskich kolaborantów, wyjatkowo podła kara, dotykajaca niewinnych). Z tych właśnie powodów babcia Fridy postanowiła wyjechać wraz z wnuczka do Szwecji. Na zdjęciu Frida ze swoim ojcem, Alfredem Haase, w 1978 roku.
https://miro.medium.com/max/724/1*hvCkJStvpoXCrMgCK3doug.jpeg
#jfe #iiwojnaswiatowa #muzyka

22

Dlaczego Japończycy przeprowadzili nalot na Pearl Harbor?
Wraz z końcem pierwszej wojny światowej Amerykanie doszli do wniosku, że Japonia stała się zbyt potężna, i podjęli działania na rzecz przywrócenia równowagi. Kontrola nad Chinami, południowo-wschodnią Azją, Koreą i Mandżurią uczyniłaby Japonię hegemonem znacznej części kontynentu azjatyckiego. Stany Zjednoczone były zdecydowane temu zapobiec.

Amerykanie zaczęli więc wywierać na Japończyków bezprecedensową presję gospodarczą i dyplomatyczną. W październiku 1939 roku wysłali Flotę Pacyfiku z portów w Kalifornii na Hawaje. Rok później Kongres USA przyznał Chińczykom pożyczkę w wysokości 100 milionów dolarów. Przekazał im również 100 myśliwców Curtiss P-40. Pilotowali je Amerykanie.

Najbardziej wrogie i groźne wobec Japonii były jednak sankcje gospodarcze. Na przełomie 1940 i 1941 roku, a potem w lipcu 1941 roku, Waszyngton wprowadził szereg drastycznych obostrzeń handlowych. Zamroził aktywa japońskie w USA i wprowadził embargo na eksport do Japonii rudy żelaza, stali i ropy naftowej. Był to cios wręcz druzgoczący. Niektórzy historycy uważają, że de facto równało się to wypowiedzeniu wojny. Wystarczy powiedzieć, że japońska flota i armia zużywały 12 tysięcy ton ropy dziennie.

W dniu, w którym wyczerpałyby się niewielkie rezerwy paliwowe cesarstwa, Japonia zostałaby rzucona na kolana bez jednego wystrzału. Byłaby zdana na łaskę i niełaskę Stanów Zjednoczonych. Waszyngton pozostawił Japończykom wybór - albo zrezygnują z aspiracji mocarstwowych po dobroci, albo zostaną do tego zmuszeni wojną. Japonia czuła się więc przyparta do muru, zagnana w kąt przez pewne siebie i występujące z pozycji siły Stany Zjednoczone. 26 listopada 1941 roku Amerykanie przekazali Japonii ultimatum. Była to nota dyplomatyczna podpisana przez sekretarza stanu Cordella Hulla. Amerykanie zażądali od Japończyków natychmiastowej kapitulacji, wycofania się z Chin, Indochin oraz - jak zinterpretowano to w Tokio - Mandżurii.

Oznaczało to zwinięcie japońskiej gospodarki, a co za tym idzie, nie tylko porzucenie przez Tokio marzenia o hegemonii, ale również zredukowanie Japonii do roli państwa drugorzędnego. Cofnięcie wszystkiego, co udało się wywalczyć od 1904 roku. Pogrążenie jej w kryzysie gospodarczym. "Po otrzymaniu noty Hulla mogliśmy albo popełnić samobójstwo, albo iść na wojnę" - powiedział już po zakończeniu konfliktu były premier Shigenori Togo.

Podobnego zdania było wielu obiektywnych obserwatorów. "Historycy zgodzą się, że nawet księstwo Monako i Wielkie Księstwo Luksemburga po otrzymaniu takiej noty chwyciłyby za broń przeciwko Stanom Zjednoczonym" - mówił Radhabinod Pal, indyjski sędzia biorący udział w powojennym procesie tokijskim. Wszystkie kompromisowe propozycje Japończyków zostały przez pewnych siebie Amerykanów odrzucone. Stany Zjednoczone wyraźnie lekceważyły Japonię i jej determinację. Uważali, że wystarczy na nią tupnąć nogą, żeby zmusić do uległości.
https://www.magnum-x.pl/files/2016/MSiO/SP%2006/Pearl%20Harbor%20-%20www.jpg

Fragment ksiażki "Alianci" Zychowicza
#jfe #iiwojnaswiatowa #zychowicz

22

W przypadku udziału Francuzów na Froncie Wschodnim dużo piszę się o Waffen SS Charlemagne, zapominajac, że żabojadom nie chciało się czekać aż do 1944 roku, aby przelewać krew za Fuhrera ( w przypadku Francuzów hasło o "ochronie Europy przed bolszewizmem" było tylko przykrywka dla ogromnego poparcia samej idei NS oraz nowego porzadku na kontynencie). Już w dniu ataku Niemców na Sowietów wysunięto nad Sekwana hasło sformowania pomocniczego legionu. Urodził się z tego Légion des volontaires français contre le bolchevisme. Do punktu poborowego zgłosiło się 15 tysięcy Francuzów, a pewnie byłoby znacznie więcej gdyby nie fakt, że Niemcy ustanowili limit ochotników.
#vichy #jfe #iiwojnaswiatowa

13

Bitwa pod Studziankami. Do okopu wpada jak burza Marusia Ogoniok.
Łapie za poły płaszcza kryjącego się tam żołnierza z umorusaną dymem twarzą:
- To ty rzuciłeś granat w tamten czołg? - krzyczy pokazując palcem na płonącą maszynę.
- Ja - odpowiada żołnierz.
- A ty wiesz, durak, że to polski czołg, Rudy 102? - szarpie go jeszcze mocniej.
- Ja, ja - odpowiada żołnierz.
#suchar #iiwojnaswiatowa #rudy102

10

Polecam francuski film z 1988 roku pt. „Sprawa kobiet”. Niemiecka okupacja, Marie – uboga francuska żona i matka dwójki dzieci postanawia zerwać z rola kury domowej i bierze życie w swoje ręce, wyzwalając się z kajdan patriarchalizmu. W jaki sposób? Zaczyna udzielać aborcji okolicznym sąsiadkom. Nowa „praca” przypada jej do gustu, szybko zakręca się wokół okolicznych prostytutek, otwiera w pokoju mini burdel, po drodze zdradza męża (niedawno wrócił z robót w Reichu) z jakimś młodym agentem pracującym dla Niemców.

Bardzo ciężki film. Dwie godziny upadku człowieka. Główna bohaterka co chwilę przełamuje kolejne bariery moralne. W pewnym momencie oświadcza mężowi, że już go nie kocha, aby po kilku dniach zaproponować swojej, nowej, służącej, że… może się z nim przespać jak chce. Dzień Marie wypełniają kolejne aborcje, zbieranie utargu od koleżanki-dziwki, zdradzanie męża (zupełnie przestaje się z tym kryć) i śpiewanie – marzy o zostaniu sławna piosenkarka.

Sielanka oczywiście trwa do czasu, wszak Marszałek Pétain ustanawia we Francji prawo, zgodnie, z którym dokonywanie aborcji bądź partycypowanie przy tym procederze, to jedna z największych zbrodni wymierzonych w naród. Marie broni się, że przecież nikogo nie zabiła i świadczyła wyłącznie przysługi swoim klientkom, co jednak trafnie zostaje odparte w mowie sędziowskiej. Bardzo mądre słowa kieruje do niej też katoliczka, siostra jednej z jej klientek, która zmarła podczas poronienia. Głównej bohaterki mi nie żal, wszak nie odczuwa żadnej winy, a nawet w więzieniu (prowadzonym przez siostry zakonne, każdy posiłek zaczyna się od modlitwy) potrafi bluźnić na Matkę Boska. Świetne kino psychologiczne.
https://m.media-amazon.com/images/M/MV5BMTA5ODY4NDEzODdeQTJeQWpwZ15BbWU3MDkzNTA2MjE@.V1.jpg
#film #vichy #iiwojnaswiatowa #katolicyzm

21

"W kwietniu 43' roku wychodzi na jaw sprawa Katynia. Sowieci zerwali z Polską stosunki, żaden kamuflaż nie był im już potrzebny. Wiedzieli, że niedługo stworzą własną Polszę, z własnymi Polakami. Tak się właśnie stało. Wiedza o tym, że istnieją jakieś zakulisowe porozumienia państw zachodnich ze Stalinem była, zarówno w elitach intelektualnych, jak i politycznych świata zachodu.
Zaniepokojony Papież Pius XII postanowił oddelegować swojego specjalnego pełnomocnika kardynała Francisa Spellmana, arcybiskupa Nowego Jorku, do rozmów z Prezydentem Rooseveltem. Rozmowa odbyła się 3 września 43' roku. Była bardzo krótka. Kardynał Spellman tłumaczył, że Polska to kraj o tysiącletniej tradycji, zapora cywilizacyjna, która broniła całej Europy Zachodniej od inwazji muzułmańskiej na Kresach południowo-wschodnich, następnie rozbiory, ponowne odrodzenie, 20 lat niepodległości i teraz Polacy walczą na wszystkich frontach za was wszystkich i co, Polski ma nie być? Co mu odpowiedział Roosevelt?".
"Ludność wschodniej Polski marzy, aby stać się Rosjanami"
Leszek Żebrowski
#jfe #iiwojnaswiatowa #4konserwy

17

„Przełom”.
Tak nazywał się dwutygodnik wydawany w czasie niemieckiej okupacji od wiosny 1944 do stycznia 1945 roku przez dwójkę Polaków - Feliksa Burdeckiego i Jana Emila Skiwskiego. Największe kontrowersje związane są z kulisami powstania gazety - została założona dzięki wsparciu III Rzeszy, natomiast w żaden sposób nie służyła za hitlerowską gadzinówkę. Choć wydawany za pieniądze wroga, „Przełom” – w przeciwieństwie do „Biuletynu Informacyjnego” AK – nie okłamywał rodaków. Nie wmawiał im, że nie ma się czego bać, bo Sowiety są „sojusznikiem naszych sojuszników”. „Przełom” po prostu pisał prawdę. Ostrzegał, że Armia Czerwona przychodzi do Polski nie po to, by ją „wyzwolić”, ale zniewolić.

Pierwszy numer „Przełomu” ukazał się z datą 17 kwietnia 1944 roku, ale do kolportażu trafił w maju. Pismo redagowane było w Krakowie, a szatą graficzną przypominało gazety konspiracyjne. Tak też było rozprowadzane. Podrzucano je do skrzynek pocztowych, kolporterzy sprzedawali „Przełom” spod płaszczów na ulicach. Miało to stworzyć wrażenie, że to przedsięwzięcie polskie, że gazeta jest wydawana bez udziału Niemców. Wszystkie teksty pisali Skiwski i Burdecki, później dołączył do nich jeszcze Jerzy de Nissau. Czy Polacy chętnie sięgali po „Przełom"? Nakład mówi sam za siebie: w szczytowym okresie osiągnął około 200 tysięcy egzemplarzy. A więc dziesięć razy więcej niż „Biuletyn Informacyjny” Armii Krajowej.
Trzeba przesunąć wskazówkę! – apelował Skiwski w programowym tekście Cena krwi. – Musi obrócić się w kierunku największego dziś niebezpieczeństwa, które nadchodzi ze wschodu. Nie rzucamy tych słów w sytuacji, kiedy armia niemiecka zagraża czerwonej Moskwie lub kiedy sztandar ze swastyką powiewał na szczycie Elbrusu. Mówimy to dziś, kiedy hordy Stalina jak stado zgłodniałych wilków harcują pod Tarnopolem. Nie zatrzymamy ich naszymi nagimi piersiami, zatrzymać ich mogą tylko ci, którzy mają broń i chcą z nimi walczyć do ostatka. Ten, kto podminuje tor, po którym ma przejechać pociąg z wojskiem lub amunicją – pisał Skiwski – kto niszczy wiertarkę w fabryce zbrojeniowej lub podpala wojskowy magazyn aprowizacyjny, ten działa wprost na korzyść uzbrojonej w czołgi i samoloty tłuszczy bolszewickiej. Każdy taki akt jest umniejszeniem zbrojeniowego potencjału niemieckiego i przez to torowaniem drogi zwycięstwa Stalinowi. Jest wiązaniem sił niemieckich u nas w kraju, tych sił, które wraz ze swoimi towarzyszami broni na wschodzie powołane są do spełnienia epokowej misji odegnania czerwonej szarańczy od bram Europy.
Jednocześnie autorzy „Przełomu” próbowali wpłynąć na Niemców, by wstrzymali represje. W memoriale złożonym 30 września 1944 roku na ręce szefa rządu Generalnego Gubernatorstwa Josepha Bühlera Skiwski krytykował niemieckie zbrodnie na Polakach. Stosując podobne metody – przekonywał Niemców – sami pchacie Polaków w szeregi konspiracji. Polskie Państwo Podziemne wydanie „Przełomu” przyjęło z furią. Jego autorów wyzywano od najgorszych („Targowica”, „nikczemnicy”, „plugastwo”, „zdrajcy”) i grożono im śmiercią. „Jacy głupcy! Sami wypisali sobie bilet na latarnię!” – naśmiewał się „Biuletyn Informacyjny” Armii Krajowej.

Co jednak najważniejsze, w „Przełomie” nigdy nie pojawił się nawet cień antypolonizmu. Na jego łamach nie wyszydzano polskiego państwa, polskiego sztandaru i godła, nie szargano polskich świętości. Przeciwnie, odwoływano się do polskiego patriotyzmu.
W przeciwieństwie do Wasilewskiej – pisał profesor Jacek Bartyzel – Ważyka, Szenwalda, Adolfa Rudnickiego, Szczypiorskiego, Woroszylskiego e tutti quanti Skiwski wydając „Przełom” nie dopuściłsię żadnej obrzydliwości, już nawet nie w politycznym i narodowym, ale czysto ludzkim sensie. Nie denuncjował kolegów po piórze czy wręcz własnych krewnych. Nie pisał ód strzelistych do Adolfa Hitlera ani nie opiewał ciężkiego trudu nie sypiających po nocach towarzyszy z Gestapo. Nie wyrażał entuzjazmu z powodu „wyzwolenia” przez Wehrmacht Kraju Warty i General Gouvernement i nie składał za to publicznych dziękczynień.
Ostatni numer „Przełomu” ukazał się w styczniu 1945 roku, niemal w przeddzień wkroczenia bolszewików do Krakowa. Gdy ich pismo było rozdawane na ulicach, Skiwski i Burdecki ewakuowali się wraz z rządem Generalnego Gubernatorstwa na zachód. 12 lutego 1945 roku cała kawalkada dotarła do małej bawarskiej miejscowości Neuhaus. W jednym z zajętych przez rząd Generalnego Gubernatorstwa (teraz już na uchodźstwie) domów wraz ze swoimi rodzinami ulokowali się Skiwski i Burdecki. Pewnego dnia wizytę złożył im Hank Frank i formalnie złożył Polakom wyrazy ubolewania z powodu „błędów” popełnionych przez Niemców wobec Polski w czasie wojny.

Jan Emil Skiwski był przed wojną znanym krytykiem literackim. W latach trzydziestych popierał skręt sanacji w stronę totalizmu, czyli zjawisko, które przeszło do historii jako Ozon. Już przed wojną doszedł do wniosku, że bolszewizm jest największym zagrożeniem dla ludzkości i Polska powinna sprzymierzyć się przeciwko niemu z III Rzeszą Z kolei Burdecki był popularyzatorem nauki, autorem szeregu książek na temat techniki przyszłości (Podróże międzyplanetarne, Tajemnice Marsa, Życie maszyn) oraz kilku opowiadań z gatunku science fiction (W niewoli u bestyj morskich czy Rakietą na Merkury).

Burdeckiemu oberwało się np za to, że za zgodą Niemców objął opieką polskich uczniów.
Wiedziałem: teraz zaczną się zbrodnie! – pisał po latach o początku niemieckiej okupacji. – W czasie tej epidemii zbrodni moim zadaniem było do minimum zredukować straty mojego narodu, Narodu Polskiego. Jest bowiem szaleństwem wzywać rozbrojony naród do ponoszenia dalszych ofiar w walce przeciw energetycznie spotęgowanej technice zniszczenia. Najważniejszą sprawą było ratowanie młodych przed zdziczeniem i zapewnienie istnienia szkołom.
Dzięki znajomości języka niemieckiego, a przede wszystkim dzięki umiejętności znajdowania zrozumienia i docierania do tego, co dobre w sercach zdobywców, udało mi się uzyskać zgodę na wydawanie czasopism dla uczniów, jako ersatz skonfiskowanych podręczników szkolnych. Od września 1940 roku pod swoim nazwiskiem redagowałem najpierw czasopisma dla uczniów „Ster”, a następnie „Mały Ster” oraz „Zawód i Życie”. Niezwykle istotną okoliczność stanowił fakt,
że istnienie czasopism związane było z istnieniem szkół i że miliony dzieci mogły codziennie brać udział w lekcjach szkolnych.
Te starania wystarczyły podziemiu do uznania Burdeckiego za zdrajcę. Zarówno Burdecki, jak i Skiwski nie podejmowali jednak żadnych inicjatyw natury politycznej – aż do roku 1943 i odkrycia grobów katyńskich. Wydarzenie to było dla nich wstrząsem, Skiwski zresztą oglądał zmasakrowane ciała oficerów na własne oczy, wziął bowiem udział w zorganizowanej przez Niemców wyprawie do Smoleńska. Burdecki i Skiwski uznali wówczas, że należy zrobić wszystko, aby ratować naród przed kolejnymi Katyniami.

Fragment książki Zychowicza "Opcja niemiecka"
#iiwojnaswiatowa #jfe

15

Na duńskim kanale poświęconym militariom znalazłem ich rodzimą produkcję dotyczaca duńskich ochotników Waffen-SS. Fajnie, że dodali angielskie napisy. Rzetelnie nakręcony, bez papki ideologicznej, ukazane miejsca głównych walk na Froncie Wschodnim oraz dokładne budynki w Berlinie, gdzie wielu z Duńczyków do ostatnich chwil broniło stolicy Reichu przed bolszewikami, do dzisiaj na parterze jeden z kamienic zachowały się ślady kul z karabinów maszynowych. Ekipa filmowa udała się nawet do lasów, gdzie stoczono Bitwę pod Diemiańskiem i razem z okolicznymi pasjonatami historii wykopywali szczatki ekwipunku pozostawione przez duńskich żołnierzy.
https://www.youtube.com/watch?v=ctV6ytT2yDw&ab_channel=DanishDefenceDocumentaries
#ss #jfe #iiwojnaswiatowa

5

Jeden z najbardziej fanatycznych i oddanych sprawie SS-manów został po wojnie cenionym politykiem w zachodnich Niemczech. Mowa o SS - Brigadefuhrerze Gustavie Krukenbergu. Brał udział w konflikcie na całej Europie - jako kwatermistrz (odpowiadał za organizację, uzupełnianie sprzętu i jeńców) walczył w Polsce, Francji, Holandii, ZSRR, Jugosławii, Łotwie, Białorusi i Chorwacji. W roku 1943 został przeniesiony do Waffen SS i, gdy pojawiła się okazja, na własną prośbę aplikował na stanowisko generała oddziału Nordland, a następnie francuskich SS-manów z dywizji Charlemagne, wraz z którymi do ostatnich chwil bronił Berlina przed Armią Czerwoną.

Po wojnie trafił do sowieckiej niewoli, wyszedł w roku 1956 i od razu rozpoczął ożywioną działalność wykładową po terenie całej RFN, głosząc potrzebę pojednania francusko-niemieckiego, mającego być rdzeniem europejskiego ładu pokojowego. Działał we wszelkiej maści stowarzyszeniach skupiających niemieckich jeńców wojennych powracających z sowieckich robót, udzielał się też na płaszczyźnie dyplomacji, np na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć go w trakcie rozmowy z francuskim ambasadorem Seydouxem Francoisem. Swoją działalność zachodniego polityka kontynuował przez długie lata w spokoju, dopiero przed śmiercią zaczęły wychodzić na jaw jego kontakty z weteranami SS, największa afera wybuchła, gdy przyłapano go na bankiecie francuskich SS-manów przez co musiał zejść z politycznego świecznika, zmarł na atak serca w roku 1980.
#jfe #ss #iiwojnaswiatowa #niemcy

19

13

Krótkie świadectwo historii z ust SS-mana Hansa Friedricha na temat masakry cywilów w 1941 roku.
-Co wtedy myślałeś?
-"Celuj ostrożnie"
-Naprawdę? Tylko tyle? Nie odczuwałeś żadnego współczucia dla cywilów, dla tych Żydów, których strzelałeś?
-Nie, moja nienawiść do Żydów była wtedy zbyt duża.
https://www.youtube.com/watch?v=8-qIKaoWBDY&ab_channel=CreepyPlanter
#ss #jfe #iiwojnaswiatowa

5

Ej, a to prawda, że w Niemczech jak się krzyknie "Haj Hitla" to od razu przyjeżdża policja? Odpowiadam: na niemieckiej stronie zajmującą się produkcją figurek wojskowych można legalnie zakupić podobiznę Kurta Meyera, SS-mańskiego zbrodniarza wojennego skazanego na śmierć (kara zamieniona potem na dożywocie, wyszedł po 9 latach) za udział w rozstrzelaniu 45 kanadyjskich jeńców wojennych.
U Helmutów po staremu
#ss #niemcy #jfe #iiwojnaswiatowa

13