#ubezpieczenia #oc
Krótka historia:
Spójrz na takie auto...założmy Audi a4. Z przodu po rogach i z tyłu ma takie rzeczy do świecenia. To, widzisz, odpowiada za 40 tyś wartości całego auta. Przynajmniej wg producenta. Czyli przy podstawowej wersji to stanowi JEDNĄ CZWARTĄ WARTOŚCI AUTA.
jeszcze raz - cztery reflektory - jedna czwarta.
Do rzeczy.
Ktoś mnie obtarł (tj zderzak i kawałek błotnika) na miejscu postojowym i grzecznie się przyznał. Zgłosiłem sprawę do ubezpieczyciela. Wypłacił mi za to 1200 zł(błotnika nie zauważył) na razie na papierze i SPIESZYŁ się by wlać mi te środki na konto. Myślę - "mało. To może być warte z 2-3 tys"
Jako, ze te 1200 zł specjalnie nie robiło mi różnicy postanowiłem auto naprawić. I jak pomyślałem tak po pół roku zrobiłem:), bo mi się nie spieszyło - zostawiłem auto w aso, a sobie wypożyczyłem auto na koszt sprawcy.
Po około tygodniu naprawy usłyszałem, że dodatkowo jest jeszcze reflektor do zrobienia, bo się uszkodził przy obcierce. Po kolejnym tygodniu otrzymałem auto z powrotem i informację, że cała naprawa wyniosła bagatela 16000 brutto , gdyż połamał się reflektor, który kosztuje netto 8300 (czyli brutto 10 k )

I mi się tylko tak trochę wydaje, że reflektor NIE kosztuje 10 tys. złotych, szczególnie, że to nie jest jakieś niepopularne auto, a nawet... całkiem odwrotnie. Zapewne mnóstwo osób na świecie cały czas potrzebuje reflektorów do tego modelu i nie jest tak, że jest gdzieś jedna fabryka na dalekim krańcu świata, gdzie śpiący inżynier z wąsem otrzymuje maila, że w Polsce potrzeba reflektor i wtedy ten stary poczciwy inżynier startuje tę całą machinerię, jak w historyjce Tuwima o lokomotywie, uruchamia maszyny by wyprodukować, w kłębach pary, plastikowe cudo techniki za 10 tys złotych.
No k.... nie jest tak!
Zdaje się, że ubezpieczenia to jeden wielki wał, gdzie za wydumane koszty naprawia się samochody, bo... wszystko z ubezpieczenia, czyli "za darmo". Ubezpieczyciel ma wywalone, bo i tak zapłacą wszyscy - niby w jaki sposób sprawdzić? Ty będziesz płacił składkę zamiast 900 zł to 1000 zł. Przykładowo. Ta stówka to taki niewidzialny podatek tego chorego systemu, gdzie szkody są naprawiane za kosmiczne pieniądze.
ps sprawdziłem na allegro. Najtaniej 900 zł za dwie lampy w chinach. Normalna cena tam to 2000k. Co, jak porównasz np z pralką, to i tak kosmiczna kwota, ale znośna i cały czas nieporównywalna z 8k od niemieckiego producenta.
Krótka historia:
Spójrz na takie auto...założmy Audi a4. Z przodu po rogach i z tyłu ma takie rzeczy do świecenia. To, widzisz, odpowiada za 40 tyś wartości całego auta. Przynajmniej wg producenta. Czyli przy podstawowej wersji to stanowi JEDNĄ CZWARTĄ WARTOŚCI AUTA.
jeszcze raz - cztery reflektory - jedna czwarta.
Do rzeczy.
Ktoś mnie obtarł (tj zderzak i kawałek błotnika) na miejscu postojowym i grzecznie się przyznał. Zgłosiłem sprawę do ubezpieczyciela. Wypłacił mi za to 1200 zł(błotnika nie zauważył) na razie na papierze i SPIESZYŁ się by wlać mi te środki na konto. Myślę - "mało. To może być warte z 2-3 tys"
Jako, ze te 1200 zł specjalnie nie robiło mi różnicy postanowiłem auto naprawić. I jak pomyślałem tak po pół roku zrobiłem:), bo mi się nie spieszyło - zostawiłem auto w aso, a sobie wypożyczyłem auto na koszt sprawcy.
Po około tygodniu naprawy usłyszałem, że dodatkowo jest jeszcze reflektor do zrobienia, bo się uszkodził przy obcierce. Po kolejnym tygodniu otrzymałem auto z powrotem i informację, że cała naprawa wyniosła bagatela 16000 brutto , gdyż połamał się reflektor, który kosztuje netto 8300 (czyli brutto 10 k )

I mi się tylko tak trochę wydaje, że reflektor NIE kosztuje 10 tys. złotych, szczególnie, że to nie jest jakieś niepopularne auto, a nawet... całkiem odwrotnie. Zapewne mnóstwo osób na świecie cały czas potrzebuje reflektorów do tego modelu i nie jest tak, że jest gdzieś jedna fabryka na dalekim krańcu świata, gdzie śpiący inżynier z wąsem otrzymuje maila, że w Polsce potrzeba reflektor i wtedy ten stary poczciwy inżynier startuje tę całą machinerię, jak w historyjce Tuwima o lokomotywie, uruchamia maszyny by wyprodukować, w kłębach pary, plastikowe cudo techniki za 10 tys złotych.
No k.... nie jest tak!
Zdaje się, że ubezpieczenia to jeden wielki wał, gdzie za wydumane koszty naprawia się samochody, bo... wszystko z ubezpieczenia, czyli "za darmo". Ubezpieczyciel ma wywalone, bo i tak zapłacą wszyscy - niby w jaki sposób sprawdzić? Ty będziesz płacił składkę zamiast 900 zł to 1000 zł. Przykładowo. Ta stówka to taki niewidzialny podatek tego chorego systemu, gdzie szkody są naprawiane za kosmiczne pieniądze.
ps sprawdziłem na allegro. Najtaniej 900 zł za dwie lampy w chinach. Normalna cena tam to 2000k. Co, jak porównasz np z pralką, to i tak kosmiczna kwota, ale znośna i cały czas nieporównywalna z 8k od niemieckiego producenta.








