#co2

Macie jakieś teorie skąd się brały burze, grad, powodzie, upały etc zanim wynaleziono antropogeniczne CO2? Bo teraz jaka nie będzie pogoda to wina tego, że oddycham.

11

#ets #co2 #szury #ocieplenieklimatu

Szury znowu miały rację - to całe ets jest po to by doić kasę i po nic więcej.

11

Kolejne zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej. 90 proc. redukcji emisji do 2040 rokukresy.pl

Parlament Europejski zatwierdził nowy, wiążący cel klimatyczny zakładający ograniczenie emisji CO₂ o 90 proc. do 2040 roku. Decyzja oznacza dalsze zaostrzenie polityki klimatycznej UE, obejmujące transport, budownictwo i kolejne koszty dla państw członkowskich.

We wtorek Parlament Europejski opowiedział się za wprowadzeniem nowego celu klimatycznego na 2040 rok, zakładającego redukcję emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. Rezolucję poparło 413 europosłów, przeciw było 226, a 12 wstrzymało się od głosu. Przyjęcie dokumentu oznacza dalsze zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej w perspektywie najbliższych kilkunastu lat.

Nowy cel ma charakter wiążący i stanowi kolejny etap realizacji strategii osiągnięcia neutralności klimatycznej UE do 2050 roku. Aby regulacje weszły w życie, konieczna jest jeszcze formalna zgoda państw członkowskich w Radzie UE. Wstępne porozumienie zostało już osiągnięte, jednak kraje zgodziły się na nie pod warunkiem uzyskania większej elastyczności w sposobach realizacji redukcji emisji.

Jednym z takich rozwiązań jest dopuszczenie wykorzystywania międzynarodowych kredytów węglowych. Od 2036 roku do 5 punktów procentowych wymaganej redukcji emisji będzie mogło pochodzić z projektów realizowanych poza UE. Oznacza to, że część zobowiązań klimatycznych Unia będzie mogła realizować poprzez finansowanie tzw. zielonych inwestycji w państwach trzecich.

Europosłowie zgodzili się także na możliwość kompensowania emisji poprzez tzw. trwałe pochłanianie dwutlenku węgla, m.in. z wykorzystaniem lasów. Rozwiązanie to ma pozwolić na równoważenie emisji w sektorach, w których redukcja uznawana jest za szczególnie trudną lub kosztowną.

http://kresy.pl/wydarzenia/kolejne-zaostrzenie-unijnej-polityki-klimatycznej-90-proc-redukcji-emisji-do-2040-roku/

#klimatyzm #lewackiespierdolenie #co2 #ue

10

CO DO KURWY! A CO2? - Pierwszy transport lotniczy wołowiny z Mercosur dotarł do Europykresy.pl

D0 Portugalii dotarła pierwsza partia południowoamerykańskiej wołowiny przetransportowana drogą lotniczą. Przesyłkę zorganizowała argentyńska firma Logros z siedzibą w Rio Segundo.

Na początku lutego, z prowincji Córdoba w Argentynie, zrealizowano pierwszy w historii tego kraju lotniczy eksport schłodzonej wołowiny do Europy. Ponad 4 tony mięsa zostały przetransportowane samolotem rejsowym do Madrytu, skąd następnie, drogą lądową, dostarczono je do odbiorcy w Portugalii.

Do tej pory argentyńska wołowina trafiała na rynki europejskie niemal wyłącznie transportem morskim, co wiązało się z koniecznością mrożenia mięsa oraz długim czasem dostawy.

Dziennik „La Nación” wskazuje, że nietypowy charakter operacji polegał nie tylko na wykorzystaniu transportu lotniczego, lecz także na odejściu od tradycyjnych portów morskich. Mięso wysłano z regionalnego portu lotniczego Aeropuerto Internacional Ambrosio Taravella w Córdobie. Za realizację transportu odpowiadała hiszpańska linia lotnicza Air Europa.

Portugalia od lat pozostaje jednym z krajów Unii Europejskiej o znacznym popycie na wołowinę, w tym mięso importowane z państw Ameryki Południowej.

Operacja wpisuje się także w szerszy kontekst planowanego rozszerzenia dostępu produktów rolnych z krajów Mercosur do rynku Unii Europejskiej, w tym z Argentyny, Brazylii, Urugwaju, Paragwaju oraz Boliwii. Pierwszy lotniczy eksport schłodzonej wołowiny do Europy został oceniony jako impuls do dalszych inwestycji w kanały dystrybucji.

Przedstawiciele branży podkreślają, że powodzenie operacji potwierdza gotowość argentyńskiego sektora mięsnego do konkurowania na rynkach zagranicznych.

21 stycznia Parlament Europejski przegłosował skierowanie umowy Unii Europejskiej z Mercosurem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co może zamrozić jej procedowanie na około dwa lata. Eurodeputowani chcą, by Trybunał ocenił zgodność porozumienia z prawem unijnym oraz kwestie związane z trybem jego stosowania.

Kanclerz Friedrich Merz oświadczył, że nie zgadza się z decyzją PE, a porozumienie musi mimo wszystko wejść w życie. „Decyzja Parlamentu Europejskiego w sprawie umowy Mercosur jest godna ubolewania. Błędnie ocenia sytuację geopolityczną. Jesteśmy przekonani o legalności umowy. Koniec z opóźnieniami. Umowa musi teraz wejść w życie tymczasowo”. – oświadczył kanclerz.

9 stycznia większość państw członkowskich UE wyraziła zgodę na finalizację umowy, jednak sprzeciw zgłosiły Polska, Francja, Austria, Irlandia i Węgry, a Belgia wstrzymała się od głosu. Nie wystarczyło to do stworzenia mniejszości blokującej. Choć udało się spełnić kryterium minimum czterech państw blokujących, nie osiągnięto progu reprezentowania co najmniej 35 proc. ludności Unii. Do odrzucenia porozumienia zabrakło głosu Włoch, które początkowo wahały się w tej sprawie. Jeszcze we wrześniu Karol Nawrocki spotkał się z premier Włoch Giorgią Melonii, aby omówić budowę mniejszości blokującej. Ostatecznie Rzym zagłosował „za”.

W ramach umowy handlowej między Unią Europejską a Mercosur przewidziano ochronę oznaczeń geograficznych i tradycyjnych nazw produktów, tak aby producenci z Ameryki Południowej nie mogli ich podrabiać ani stosować podobnych oznaczeń handlowych. Zakres tej ochrony zależy jednak od list zgłoszonych przez poszczególne państwa członkowskie.

W przypadku Polski lista ta obejmuje jedynie dwa produkty: Polską Wódkę oraz Żubrówkę. Dla porównania Francja zgłosiła 63 produkty, Hiszpania 59, Włochy 57, a Niemcy 27. Łącznie na unijnej liście znalazły się 344 pozycje.

Warto jednak zaznaczyć, że w Paragwaju zakwestionowano obowiązywanie mechanizmów zabezpieczających przyjętych przez Unię. Minister spraw zagranicznych Paragwaju Rubén Ramírez Lezcano stwierdził, że unijne klauzule ochronne „nie są częścią umowy”. Jak podkreślał, zabezpieczenia przyjęte jednostronnie przez Unię Europejską nie wiążą państw Mercosuru.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/europa-zachodnia/pierwszy-transport-lotniczy-wolowiny-z-mercosur-dotarl-do-europy/

#ekolodzy #zielonylad #ets #lewactwo #co2

8

FOTOSYNTEZA, KLIMAT, PANDEMIA ITD.

♨️ Niespodziewany gość! Wśród setek uczestników KINGS trafiliśmy także na dra Hubert Czerniak!

Udało nam się z nim odbyć ciekawą, mocną rozmowę bez tabu na kluczowe zdrowotne tematy ⚕️

Zobaczcie i przekażcie tę cenzurowaną wiedzę dalej 🔃

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/1610420990380802

#klimat #co2 #pandemia

8

Klimatyzm to bujda?! Mit o dwutlenku węgla!nczas.info

14 stycznia w Sejmie RP odbyła się konferencja naukowa objęta honorowym patronatem Wicemarszałka Krzysztofa Bosaka. Wydarzenie okazało się szansą dla niezależnych naukowców, którzy mieli okazję poruszyć niezwykle aktualne zagadnienie: czy człowiek, w tym w szczególności emisja CO2, ma wpływ na klimat. Wśród prelegentów znaleźli się dr inż. Jan Kubicki i dr inż. Tomasz Wójcik, prowadząc panel „Eksperymentalne dowody braku wpływu stężenia CO2 na wzrost temperatury atmosfery w aktualnych warunkach”. Po konferencji dr inż. Jan Kubicki odbył rozmowę z redaktorem naczelnym „Najwyższego Czasu!”, która – mamy nadzieję – streści i przybliży Państwu ustalenia naukowców.

Tomasz Sommer: Część Pana badań było opublikowanych, część jest nowych. W każdym razie dosyć długo już trwają te badania, około dekady. A stoją one w sprzeczności z tezą o antropomorficzności globalnego ocieplenia. Wynika z nich, że wytwarzany przez człowieka dwutlenek węgla na ocieplenie klimatu w tej chwili już nie wpływa. Jak odnosi się Pan do faktu, że zdecydowana większość klimatologów uznaje dwutlenek węgla za kluczowy gaz cieplarniany?

Jan Kubicki: Zagadnienie to jest bardzo szerokie. Była o nim mowa na konferencji, całkowicie się zgadzam z wysuwanymi tam twierdzeniami. To nie naukowcy, a politycy poprzez finansowanie odpowiednich programów badawczych wymuszają wstawianie odpowiednich tez, zgodnych z ich oczekiwaniami.

Które konkretnie elementy powszechnie przyjętej teorii na temat przyczyn efektu globalnego ocieplenia uważa pan za błędne?

Najczęściej w literaturze, wbrew faktom eksperymentalnym, przyjmuje się niekiedy w sposób jawny, a częściej niejawny, że przy dostatecznie dużym stężeniu CO2 całe promieniowanie cieplne emitowane przez Ziemię może być pochłaniane przez ten gaz. To jest pierwsza rzecz. Po drugie często do analiz komputerowych wykorzystywane są tak zwane modele cyrkulacyjne. Atmosfera poszatkowana jest wówczas z pionowymi i poziomymi płaszczyznami, dając olbrzymią ilość komórek, z których przy pomocy równań różniczkowych rozwiązywane są zagadnienia związane z termodynamiką i przepływami. Po trzecie przy omawianiu na konferencji tzw. modelu jednowarstwowego mówiłem o wymianie ciepła pomiędzy atmosferą i litosferą.

Generalnie cały proces wymiany ciepła jest procesem wewnętrznym jednego układu atmosfery i litosfery, i nie może być mowy o wzroście jego wewnętrznej energii, a tym samym o wzroście temperatury w wyniku tego procesu. Ostatecznie więc przyjmowanie dogmatu, że tzw. promieniowanie wsteczne powoduje podgrzewanie Ziemi, jest wielkim nieporozumieniem. Po czwarte wiadomo, że przy zerowym stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze emisja promieniowania z tego gazu również w kierunku pionowym w górę jest zerowa. Dlatego oczywiste jest, że ze wzrostem tego stężenia emisja promieniowania może jedynie wzrastać.

Mamy więc do czynienia z kolejnym nieporozumieniem, gdy mowa jest o tym, że emisja promieniowania z CO2 ulega zmniejszeniu przy wzroście jego stężenia, gdyż zachodzi w wyższych, zimniejszych warstwach. Ostatecznie rozważania przedstawionego na konferencji modelu ośmiowarstwowego potwierdził fakt, że ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze emisja spontaniczna w górę cały czas wzrasta. I wreszcie po piąte: generalnie w literaturze klimatycznej obserwuje się podejście jakościowe pozwalające na wyolbrzymianie małych, nieistotnych czynników, praktycznie nie mających wpływu na całość.

Zdjęcie

Dlaczego Wasze wnioski nie są powszechnie akceptowane i nie jest to zrozumiałe?

Moje wnioski nie są zgodne z wnioskami tzw. konsensusu naukowego. Na konferencji bardzo mocno była akcentowana jego wartość. Padło m.in. stwierdzenie, że prawdy, która jest celem badań naukowych nie ustala się w wyniku głosowania, w którym często biorą, nawiasem mówiąc, udział osoby niekompetentne, a na podstawie analizy faktów, analizy modeli komputerowych adekwatnych do rzeczywistości i na podstawie obliczeń z wiarygodnymi danymi wejściowymi.

W historii miały niekiedy miejsca różne konsensusy. Najbardziej rażący to ten w czasach kopernikowskich.

A jakby Pan przedstawił krótko, na czym polegały te badania, które prowadziliście i jak doszliście do tych wniosków, które stoją w tak radykalnej sprzeczności z tym „konsensusem”?

Nasze badania były prowadzone w stosunkowo długim czasie. Były one bardzo różne. M.in. rozpoczęliśmy od tego, że było przeprowadzone badanie promieniowania termicznego z Księżyca, gdyż jego oświetlona warstwa posiada temperaturę około 110 stopni Celsjusza, tym samym emituje promieniowanie podczerwone. Promieniowanie to, po przejściu przez atmosferę, było przepuszczane przemiennie przez wstawiane dwie kuwety, jedna z dwutlenkiem węgla, druga z powietrzem. W ten sposób sprawdzano, jaka jest absorpcja promieniowania podczerwonego z Księżyca po przejściu przez atmosferę ziemską w tych kuwetach. Okazało się, że nie było różnicy w pomiarze mocy promieniowania z Księżyca, czy przechodziło ono przez kuwetę z dwutlenkiem węgla, czy z powietrzem. W analogicznym eksperymencie w laboratorium, gdy Księżyc został zastąpiony promiennikiem i promieniowanie nie przechodziło przez grubą warstwę atmosfery, absorpcja w dwutlenku węgla w kuwecie wynosiła około 14 proc., a więc była bardzo wyraźna.

Świadczy to wybitnie o tym, że dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczany do atmosfery nie może już absorbować promieniowania podczerwonego. Dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczony do atmosfery nie może już absorbować promieniowania termicznego. Nastąpił proces nasycenia i ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla już absorpcja nie wzrasta. Można go w dowolnej ilości wypuszczać do atmosfery i on nie ma żadnego wpływu na wzrost temperatury Ziemi.

Powtarzaliście te badania wielokrotnie i przy różnych warunkach. Czyli raz był to eksperyment księżycowy, raz potem już w czystej formie i zawsze Wam pokazywało, że właśnie w granicach tych 400–500 ppm ten efekt ocieplenia właściwie już przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Nawet mniej, właściwie przy 200 ppm już prawie go nie ma.

Czy ktoś, kto polemizuje z tym badaniem, próbował – o ile Panu wiadomo oczywiście coś na ten temat – przeprowadzić podobne badanie, żeby sprawdzić, czy te wartości się zgadzają? Pokazaliście praktyczne stosowanie modelu matematycznego, z którego wynika, że krótko mówiąc, wzrost temperatury nie jest liniowo powiązany z wzrostem dwutlenku węgla. Wydawałoby się, że ktoś, kto chciałby z tym polemizować, powinien zrobić taki sam eksperyment i sprawdzić, czy u niego też to zadziała. I jeżeli zadziała, to się zgodzić z taką tezą. A jeśli nie zadziała, to zastanawiać się, dlaczego jest rozbieżność, tak? Więc pytanie, czy słyszeliście o takiej próbie falsyfikacji Waszego badania?

Niestety nikt się nie podjął. Pomimo że w Polsce mamy wiele ośrodków, które zajmują się geofizyką, to jednak zamiast powtórzenia eksperymentu, wylała się fala hejtu. Zostaliśmy nazwani pseudonaukowcami. Natomiast o żadnym eksperymencie nie słyszałem, żeby ktoś próbował powtórzyć i w ogóle nie tylko eksperymentu, ale w ogóle merytorycznej dyskusji nie było. I również jakiś czas temu odbyła się konferencja w Sejmie. Na tej konferencji też nie było żadnych uwag, żadnych pytań merytorycznych, dotyczących właśnie tego eksperymentu.

A gdzie publikowaliście wcześniej i czy była jakakolwiek dyskusja wokół tych publikacji?

Te prace były wcześniej publikowane w znanym czasopiśmie Politechniki Lubelskiej. Następnie zostały opisane w sposób całościowy, ogólny, z odpowiednimi wnioskami w czasopiśmie „Applications in Engineering Science”. Zamieszczony tam artykuł został wycofany na skutek odpowiednich interwencji klimatologów.

A te interwencje miały jakieś merytoryczne uzasadnienie? Czyli, że ktoś na przykład właśnie powiedział, że coś mu się nie zgadza, jakieś dane tam są?

Tłumaczono, że w innych artykułach jest to inaczej przedstawiane. Taka była „merytoryczna” dyskusja. Potem artykuł został wycofany i jest jedynie krótka wzmianka, że publikacja nie spełnia wymogów stawianych przez czasopismo.

Kiedy to było? W przypadku materiałów ścisłych, żeby czemuś zaprzeczyć, no to trzeba jakieś kontrrozumowanie przedstawić, kontrobliczenia czy kontreeksperyment. Rozumiem, że żadna informacja o tym, że coś takiego było, do Was nie dotarła?

Nic takiego nie dotarło. Natomiast kiedy powstały krytyczne uwagi w Internecie? Po powołaniu się w raporcie Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2024 roku na nasz artykuł, w Internecie ukazały się obszerne opinie krytyczne. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego – mamy wolność słowa – gdyby nie to, że krytyczne opinie niemerytoryczne były wypowiadane przez utytułowanych naukowców. W obszerny sposób negowane było jedyne podejmowanie tematu przez osoby uważane za niekompetentne bez pokazania błędów merytorycznych. Po pewnym czasie pod wpływem tych właśnie zewnętrznych nacisków, o których wspomniałem, artykuł został przez wydawcę wycofany.

W Sejmie odbyła się wspomniana przeze mnie konferencja, czy człowiek wpływa na zmiany klimatu i właśnie jedno z wystąpień również dotyczyło tego zagadnienia. Czas i miejsce oraz sposób rejestrowania były wyraźnie pokazane w Internecie. Szkoda, że „zabrakło merytorycznych znawców’’. Referujący oczekiwali merytorycznej dyskusji. Fizyka nie jest przez nich traktowana jako ideologia i pod wpływem rzetelnych argumentów, gdyby takie były, można było odrzucić wypowiadane wnioski z prezentowanych prac. Zamiast tego w Internecie i w innych środkach masowego przekazu powtarzana jest niemerytoryczna narracja i ośmieszanie pracowników naukowych, którzy pokazują fakty negujące tzw. konsensus klimatyczny.

No właśnie, a tutaj warto dodać, co się dzieje w kontekście dosyć dynamicznych zmian w zakresie tego konsensusu, jakie mają miejsce w Stanach Zjednoczonych. 10 dni temu Stany Zjednoczone wycofały się z IPCC, czyli tej pararządowej komisji zajmującej się oceną klimatu, wytaczaniem celów klimatycznych itd. To było miejsce, gdzie ten tzw. konsensus był krzewiony i kultywowany. Otóż zostały one oskarżone o ideologizowanie wyników badań naukowych, które się sprowadza do tego, że niektóre badania są odrzucane z tego względu, że nie pasują do modelu. Z kolei inne modele są robione tylko po to, by powtórzyć i uzasadnić ten model, który kiedyś tam sobie w ramach konsensusu ustalono.

Więc tu jest ostatnie pytanie, które mam w związku z tym wszystkim. Jak Pan sądzi, co może się lokalnie i globalnie stać w sensie klimatycznym? Czy możemy w ogóle mówić o prognozie globalnej? A może te temperatury zależą jednak od miejsca na ziemi? Teraz jesteśmy w takiej sytuacji, że mamy rzeczywiście pierwszy od wielu lat styczeń, który prawdopodobnie cały będzie w dużej części kraju pod znakiem mrozu. Już w tej chwili w Warszawie na przykład to są trzy tygodnie, ponad trzy tygodnie. Prognozy pokazują, że być może nawet kolejne trzy tygodnie, a na pewno dwa jeszcze takiego stanu rzeczy będziemy mieli. Ale też widzimy takie niespotykane zdjęcia z Kamczatki, gdzie spadły jakieś zupełnie nieprawdopodobne ilości śniegu. Więc jakiegoś rodzaju chyba nieprzewidziane jednak sytuacje zaczynają zachodzić.

Pan redaktor tutaj wspomniał o dwóch rzeczach. Pierwsza to, dlaczego istnieje taka narracja, a nie inna. Na ostatniej konferencji w Sejmie była o tym mowa i padały tam stwierdzenia, z którymi ja się całkowicie zgadzam: że to nie naukowcy, a politycy wprowadzają odpowiednią narrację, wymuszają stawianie pewnych tez, bo naukowcy otrzymują pieniądze, granty – wtedy gdy ich badania są zgodne z tymi tezami. Takie stwierdzenie padło i ja widzę, że tak rzeczywiście jest. Jeżeli chodzi o drugie zagadnienie, to ja zajmuję się jedynie wpływem wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze na wzrost temperatury naszej planety. Jest to jedynie niewielki zakres klimatologii i dlatego na postawione pytanie nie mogę się autorytatywnie wypowiedzieć. Myślę jednak, że na ten temat powinny być również prowadzone dyskusje merytoryczne z geologami i astrofizykami.

Tak, ale tutaj postawili Państwo taką tezę, która jest wynikiem tego przeglądu eksperymentu, że już możliwość przyrostu ocieplenia spowodowanego przez wzrost ilości dwutlenku węgla jest w zasadzie wyczerpana.

Tak, zgadzam się.

No i jest to teza w tym sensie politycznym zupełnie rewolucyjna z tego względu, że przecież cała ideologia Unii Europejskiej też tutaj narzucona w Polsce jest w tej chwili oparta o walkę z dwutlenkiem węgla. Dziękuję za rozmowę.

http://nczas.info/2026/02/07/klimatyzm-to-bujda-mit-o-dwutlenku-wegla/

#klamcy #klimat #klimatyzm #co2

13

DŁUGIE ALE WARTO - Kilkadziesiąt lat klimatycznego szaleństwa. Skutki widać wszędzienczas.info

Zdjęcie

Minęło ponad czterdzieści lat od pierwszych zapowiedzi klęsk wywołanych zmianami klimatu, wydano setki mld USD, a nie udowodniono nawet podstawowej tezy, że zmiany stężenia CO2 powodują zmiany temperatury i są przyczyną występowania zjawisk ekstremalnych. W okresie poprzedzającym powstanie Międzyrządowego Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) panował wśród niektórych naukowców pogląd, że nadchodzi ochłodzenie.

W skrajnych przypadkach twierdzono nadejście Epoki Lodowcowej. Później, po 1975 roku, ci sami naukowcy – agresywni w propagandzie nadchodzącej klęski ochłodzenia – zostali aktywnymi współpracownikami IPCC i z wielką gorliwością (prof. Stephen Schneider) zapowiadali nadchodzący okres ocieplenia z oczywiście wielką katastrofą w finale. W obu wariantach katastrofy zapowiadali zarówno identyczne syndromy, jak i skutki obu zjawisk (wzrost częstości i gwałtowności zjawisk ekstremalnych i inne), tylko z odmiennym finałem, który zawsze był katastrofą…

W ciągu ostatnich 32 lat IPCC opublikował 47 raportów na temat potencjalnych zagrożeń związanych ze zmianami klimatu wywołanymi przez człowieka, a mimo to sondaże pokazują, że społeczeństwo nie jest przekonane, że zmiany klimatu są priorytetem. Swoistą wyspę klimatyzmu na świecie z licznymi odstępstwami stanowi Unia Europejska, w której dysputę naukową zastąpiono agresywną propagandą i cenzurą. Tymczasem na świecie obserwuje się odchodzenie czy wprost negowanie tez klimatystów.

Na przykład Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) usunęła z oficjalnej strony informacje o antropogenicznym wpływie na klimat. Zmienił się również ton przekazu. Wcześniejsze sformułowania były jednoznaczne i kategoryczne. Teraz większy nacisk położono na procesy naturalne. Zmieniła się idea uporządkowania przekazu – mniej sloganów, więcej odsyłaczy do dokumentów i danych. To oczekiwany standard: instytucja finansowana z publicznych pieniędzy ma informować i dokumentować, a nie moralizować lub prowadzić spór w imieniu jednej strony. Zmiana bardzo oczekiwana, gdyż spór o stronę EPA jest sporem o coś bardziej znaczącego: czy urzędy mają być uczestnikiem ideologicznego konfliktu, czy mają wrócić do roli technicznego administratora faktów i procedur, czego oczekują podatnicy.

Pecunia non olet!

Zdziwienie wzbudza wydawanie setek miliardów dolarów na badania i przedsięwzięcia związane z przewidywaniem katastrofalnych zmian klimatu bez alternatyw. Nawet wśród klimatystów wychowanych na 97 proc. konsensusie występuje zwątpienie. Tak ujął to jeden głośniejszych przedstawicieli tego gatunku w Polsce: „gdy obserwujemy dyskusję w przestrzeni publicznej, to mamy wrażenie, że jesteśmy w mniejszości. To skutki dezinformacji. Słyszymy: nie róbmy nic, za drogo, nie stać nas, stracimy na tym…”. Sama prawda, tylko przyczyny inne. Życie to bezwzględna ekonomia; brak sprawdzalności wypowiedzi klimatystów, brak wiarygodnych przepowiedni (tak zwanych scenariuszy IPCC nie można nazwać prognozami, gdyż nie spełniają podstawowych standardów), prymitywna i nachalna propaganda oraz coraz bardziej odczuwalne skutki tych działań w postaci coraz wyższych rachunków stwarzają sytuację zwątpienia, a potem narastającego oburzenia podatników.

Wskutek wyraźnego spadku zainteresowania problemem, a może zmianą trendów w polityce i przede wszystkim w źródłach finansowania, klimatyści poszukują nowych kierunków działalności w zielonym obłędzie.

To zjawisko występuje również w różnych formach w Polsce. Oto komentarz z bloga do wystąpienia jednego z głośniejszych klimatystów polskich: „Pan profesor zaangażowany politycznie, bo zachwala bezemisyjne budownictwo, czyli już podpisaną dyrektywę budynkową (treść dyrektywy – jeśli nie radzisz sobie z doprowadzeniem swojego domu do zeroemisyjności, to państwo ci go zabierze, choć państwo nie będzie miało obowiązku dokonywania remontu do zeroemisyjności). Dyrektywa ta jest zwana dyrektywą wywłaszczeniową i taki może być jej realny skutek, bo cena doprowadzenia domu do założonych przez UE celów jest horrendalna”.

W Polsce doprowadzenie budynku mieszkalnego o powierzchni około 200 m2 do nowych standardów UE szacuje się na 300 tysięcy złotych. Czy jakiś polski naukowiec pracował nad tą dyrektywą? Czy zna konsekwencje wprowadzenia Zielonego Ładu? Na pewno nie, bo tu obowiązuje zasada, że wóz ciągnie konia. Na początku powstaje dokument polityczny, a potem dorabia się ideologię klimatyczną. Nie wolno bez analizy popierać nierealnych rozwiązań, które mogą być dla gospodarki rujnującym obciążeniem, a dla wielu rodzin tragedią.

Socjalne skutki działań klimatystów

Wielką sensację spowodowało wystąpienie Billa Gatesa, od zawsze bardzo aktywnego zwolennika tezy o antropogenicznych przyczynach ocieplenia klimatu, który opublikował kontrowersyjny esej, w którym kwestionuje dotychczasowe priorytety strategii klimatycznej. W swoim wpisie „Three Tough Truths About Climate” pisze, że zamiast obsesyjnie skupiać się na ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, powinniśmy najpierw zadbać o zdrowie i dobrobyt ludzi w najbiedniejszych regionach świata. Gates uważa, że to nie klimat będzie głównym zabójcą, lecz ubóstwo i brak dostępu do podstawowej opieki medycznej. Jako przykład podaje kraje Afryki Subsaharyjskiej i Azji Południowej, gdzie mieszkańcy są bardziej narażeni na choroby zakaźne czy niedożywienie niż na minimalny wzrost temperatury. O warunkach życia zadecyduje dostęp do czystej wody, energii i opieki zdrowotnej.

Gates zmienił wyraźnie swoje dotychczasowe stanowisko i ku zaskoczeniu klimatystów zaproponował bardziej realistyczne podejście, które łączy kwestie klimatu z rozwojem społecznym. Przypominając, że od 1990 roku światowa liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie spadła o połowę, a dzięki szczepieniom i edukacji zredukowano śmiertelność dzieci. Natomiast klimatyści uważają, że nadmierna koncentracja na rozwoju gospodarczym krajów najuboższych może opóźnić konieczne cięcia emisji, narażając planetę na jeszcze bardziej ekstremalne zjawiska pogodowe. Tymczasem nie udowodniono związku wzrostu częstości i natężenia występowania zjawisk ekstremalnych i wzrostu temperatury. Gates ostrzega, że „wizja »końca świata« może odwracać uwagę od realnych działań i skutkować marnotrawstwem pieniędzy”. Gates i nie tylko on twierdzi, że „programy zdrowotne i edukacyjne w krajach najuboższych przyniosą natychmiastowe korzyści i pozwolą społecznościom lepiej stawić czoła zmianom klimatu”.

Problem kosztów i skutków socjalnych działań klimatystów jest także ważny w krajach rozwiniętych. W naszym kraju ponad dwa miliony ludzi żyje poniżej granicy ubóstwa!

Zmiana trendu i poszukiwanie nowej, dojnej krowy

Działania klimatystów od początku istnienia IPCC budziły sprzeciw ze strony części naukowców, a nawet protesty rządów (Indie, Australia). Obecnie coraz częściej pojawiają się bardzo krytyczne uwagi dotyczące działań klimatystów.

Dr Harold Lewis (Uniwersytet Kalifornijski), profesor fizyki, opisał tę rzeczywistość: „Oszustwo związane z globalnym ociepleniem, napędzane miliardami dolarów, skorumpowało tak wielu naukowców… To największe i najbardziej udane pseudonaukowe oszustwo, jakie widziałem w moim długim życiu jako fizyk”. I jest to coraz częściej spotykane stanowisko.

Prowadziłem badania prac Klubu Rzymskiego i IPCC. Wyniki, które część z Państwa już zna, przedstawiłem w swojej książce „Zmiany klimatu” dostępnej na sklep-niezalezna.pl. Moje wnioski: działania IPCC mają negatywny wpływ na podejmowanie decyzji związanych z ochroną środowiska, gospodarowaniem wodą, planowaniem przestrzennym, działaniami w rolnictwie i innych ważnych dziedzinach życia. Szczególnie niebezpiecznie są rozwijane przez wyznawców IPCC błędne oceny dotyczące genezy różnych wydarzeń np. Arabskiej Wiosny, migracji ludności, a także rozpowszechniane mity na przykład dotyczące spadku wielkości stada niedźwiedzi polarnych i Antropocenu.

Raporty IPCC są wydawane nie tylko z licznymi błędami, a także znacznymi różnicami pomiędzy ustaleniami zawartymi w podstawowych dokumentach IPCC Raportach i Podsumowaniach dla decydentów. Poddałem krytycznej ocenia dane pomiarowo-obserwacyjne stanowiące podstawę opracowań IPCC. Wskazałem na kilkunastu przykładach przeróbki wyników obserwacji i pomiarów, można wprost stwierdzić fałszowanie w skali, która budziła sprzeciwy świata nauki i propozycje wprowadzenia ochrony surowych wyników obserwacji. Skrytykowałem efektywność modeli klimatycznych IPCC i sposób ich wykorzystania. Wobec negowania przez klasyków IPCC wystąpienia w przeszłości między innymi Małej Epoki Lodowcowej, Średniowiecznego Okresu Ciepła przedstawiłem opisy tych okresów, szczególnie akcentując ich wpływ na ówczesne życie, a także zmieniające się zasięgi roślinności na Ziemi.

Obecnie wskutek coraz większej opozycji wobec prac IPCC, klimatyści szukają nowych zagrożeń, które mogłyby stanowić nowe źródło dochodów.

Czarnym koniem wyścigu są zmiany prądów oceanicznych. I sprawa nabiera rozpędu! Już rozważane są nawet scenariusze przymusowej migracji ludności w przypadku całkowitego załamania systemu prądów oceanicznych. Taką zagrywkę już znamy z historii działalności IPCC. Prądy oceaniczne stanowią swoisty system klimatyzacji Ziemi. Prądy ciepłe wpływają na wzrost temperatury powietrza oraz sumy opadów atmosferycznych, a prądy zimne powodują spadek średniej temperatury powietrza oraz zmniejszenie sumy opadów atmosferycznych. Przykładowo ciepły Prąd Północnoatlantycki, stanowiący przedłużenie Golfsztromu, przyczynia się do ocieplenia klimatu Skandynawii, a zimny Prąd Benguelski występujący u południowo-zachodnich wybrzeży Afryki przyczynił się do powstania pustyni Namib. Ten naturalny system klimatyzacyjny pracuje od tysięcy lat (por. rys. 1).

Zdjęcie

Błędy klimatystów

Kiedyś klimatyści błędnie wyobrażali sobie, że regulując stężenie CO2, będziemy mogli sterować klimatem. Klimatyści mają dwa podstawowe cele: walkę ze zmianami klimatu i ograniczenie stężenia CO2 (CO2 to podstawowy budulec roślin).

Podstawową cechą klimatu jest jego zmienność, która trwa tak długo jak historia Ziemi. Przez ponad 6100 lat (czyli 60 proc. obecnego okresu ocieplenia interglacjalnego) temperatura była wyższa niż obecnie. Spośród dziewięciu wcześniejszych, znaczących okresów ocieplenia od zakończenia ostatniej epoki lodowcowej, pięć charakteryzowało się szybszym tempem wzrostu temperatury, a siedem większym całkowitym wzrostem temperatury. Co więcej, każdy z poprzednich cykli ocieplenia charakteryzował się znacznie wyższymi temperaturami niż obecnie.

Zdjęcie

Jedyną stałą cechą temperatury jest to, że nigdy nie jest stała. Potwierdza to powyższy wykres (rys. 2), który przedstawia 10 000-letnią historię zmian temperatury od końca ostatniej epoki lodowcowej. Wykres przedstawia duże wahania temperatury, znacznie większe niż te obserwowane w ciągu ostatnich 150 lat. Każda z tych zmian była spowodowana wyłącznie przez siły natury. Ci, którzy propagują pogląd, że działania człowieka są główną przyczyną zmian temperatury, powinni wyjaśnić, dlaczego siły natury nagle i niewytłumaczalnie przestały działać na początku XX wieku. Obecny trend ocieplenia jest naturalnym rezultatem szczęśliwego zakończenia Małej Epoki Lodowcowej.

Wbrew wypowiedziom klimatystów, że dzisiejsze stężenie CO2 jest bezprecedensowo wysokie, obecny poziom dwutlenku węgla jest bliski historycznego minimum. Średnie stężenie CO2 w ciągu ostatnich 600 milionów lat wynosiło ponad 2600 ppm, to prawie siedem razy więcej niż obecne stężenie i 2,5 razy więcej niż najgorszy scenariusz przewidywany przez IPCC na rok 2100. Mamy zbyt niskie stężenie CO2 na Ziemi. Potwierdza to rys. 3, a przede wszystkim potrzeby roślin… Najlepszym dowodem na to jest wzrastające zazielenienie Ziemi postępujące ze wzrostem stężenia CO2.

Zdjęcie

Obecne niskie stężenie CO2 pozbawia rośliny pożywienia, którego potrzebują do osiągnięcia pełnego potencjału wzrostu poprzez fotosyntezę. Wzrost stężenia CO2 poprawi również gospodarkę wodną roślin i poprawi ich odporność na występujące okresy suszy. Rys. 4 przedstawia wyniki badań wpływu stężenia CO2 na rozwój roślin.

Zdjęcie

Fotografia przedstawia korzystny wpływ wzrostu stężenia CO2 na rozwój roślin. Zdjęcie wykonano ponad 40 lat temu, a więc przed okresem największej propagandy IPCC, trudno zatem podejrzewać autora o jakąkolwiek stronniczość.

Badania (Idso, 2013) 83 upraw wykazało, że zwiększenie stężenia CO2 o 300 ppm zwiększy wzrost roślin średnio o 46 proc. we wszystkich badanych uprawach. Z drugiej strony wiele badań wskazuje na negatywny wpływ środowiska o niskiej zawartości CO2. Na przykład Overdieck (1988) wskazał, że w porównaniu z obecnym stanem rzeczy wzrost roślin został zahamowany o 8 proc. w okresie poprzedzającym rewolucję przemysłową, przy niskim stężeniu CO2 wynoszącym 280 ppm. Zatem proponowane wbrew faktom i bez podstaw naukowych próby redukcji stężenia CO2 są szkodliwe dla roślin, zwierząt i ludzkości.

Skutki szaleństwa widać wszędzie

Opisano już negatywny wpływ klimatystów we wszystkich kierunkach działań człowieka. Na przykład w przemyśle produkcja stali w Europie spadła do najniższego poziomu od 1960 roku. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. W rolnictwie rezygnacja z gazu ziemnego stanowiącego podstawowy surowiec do produkcji nawozów azotowych grozi w wymiarze globalnym klęską głodu. Nawozy azotowe żywią obecnie około połowy populacji światowej. Według profesorów Lindzena i Happera – autorów raportu o skutkach polityki klimatycznej – bez użycia nieorganicznych (azotowych) nawozów pochodzących z paliw kopalnych, świat po prostu nie osiągnie podaży żywności potrzebnej dla wsparcia 8,5 do 10 miliardów ludzi (por. rys. 5).

Zdjęcie

Taką dziedziną, gdzie polityka klimatyczna UE spowodowała już stan klęski, jest sztuczna inteligencja. Tu podstawę sukcesu stanowi możliwość pozyskania wielkich zasobów energii niezbędnych dla pracy centrów danych. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że zużycie prądu przez centra danych na świecie podwoi się do 2030 roku, odpowiada to obecnemu zapotrzebowaniu Japonii. W Stanach Zjednoczonych potrzeby energetyczne centr danych zużywać będą nieomal połowę wzrostu zapotrzebowania na energię w najbliższych pięciu latach. A do końca dekady przetwarzanie danych w Ameryce pochłonie więcej prądu niż wszystkie energochłonne gałęzie przemysłu razem wzięte. Dlatego na świecie trwa wyścig w rozbudowie możliwości produkcji energii elektrycznej. Istnieją plany uruchomienia zamkniętych kopali węgla.

Postępuje rozbudowa infrastruktury energetycznej. Tymczasem w Unii Europejskiej ceny energii są 2–2,5 razy wyższe niż w USA, a gaz kosztuje pięciokrotnie więcej. W 2024 roku gospodarka UE urosła zaledwie o 0,7–0,8 procent – w tym samym czasie Chiny odnotowały wzrost rzędu 4,5 procent, a Ameryka 2,2 procent. Firmy energochłonne przenoszą fabryki za ocean lub do Azji, bo w Europie po prostu nie stać ich na rachunki za prąd. Europa nie ma szans na jakąkolwiek konkurencję, uniemożliwia to najdroższa energia na świecie i najbardziej restrykcyjne regulacje. Kolejna rewolucja technologiczna rozstrzygnie się w elektrowniach i na liniach wysokiego napięcia. I wszystko wskazuje na to, że Europa nie ma żadnych szans (zmianynaziemi.pl).

Kalibracja polityczna

Obawy powinny budzić zmienne poglądy klimatystów podążających za potrzebami polityki. Wprowadzono nawet pojęcie kalibracja polityczna. Prof. Judith Curry porównała mechanizm tego procesu do wozu ciągnącego konia. „Twoje finansowanie, podwyżka pensji, twoja sprawa o etat zależą od zgody na konsensus. Tak naprawdę chodzi o karierowiczostwo i zasoby. Wszyscy muszą tańczyć w tym samym rytmie, jeśli chcą zdobyć uznanie zawodowe i awans zawodowy” – uważa dr Curry, emerytowana profesor Georgia Institute of Technology, opisując stan nauki i badań nad klimatem w ostatnich latach.

http://nczas.info/2026/01/03/kilkadziesiat-lat-klimatycznego-szalenstwa-skutki-widac-wszedzie/

#klimat #klimatyzm #co2 #oszustwo

17

planeta płonie, a denialiści klimatyczni ze Szwajcarii, którzy śpią na pieniądzach nie chcą płacić przez co dodatkowy ciężar spada na nasze mocarstwo humanitarne

#szwajcaria #klimat #co2

12

Prawie 250 mln zł kary i ryzyko upadku elektrociepłowni z powodu ETS. Mieszkańcy mogą zostać bez ciepłakresy.pl

Zdjęcie

Główny Inspektor Ochrony Środowiska nałożył na operatora elektrociepłowni w Będzinie karę w wysokości 248 mln zł za nieuregulowane emisje CO2 w 2020 roku. Samorządy i związki zawodowe apelują o wstrzymanie decyzji, wskazując na zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego regionu.

Główny Inspektor Ochrony Środowiska uznał, że operator elektrociepłowni w Będzinie, spółka EC Zagłębie Dąbrowskie (ECZD), ma zapłacić prawie 250 mln zł kary za uchylanie się od płacenia unijnego podatku wynikającego z systemu ETS, dotyczącego emisji dwutlenku węgla. Decyzja dotyczy roku 2020 i wywołała protesty ze strony związków zawodowych oraz lokalnych samorządów, które apelują o wstrzymanie egzekucji kary do czasu rozpatrzenia sprawy przez sąd administracyjny.

GIOŚ, w decyzji z 31 października, potwierdził wcześniejszą karę wymierzoną przez Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Katowicach, uzasadniając, że konieczne było ponowne nałożenie sankcji z powodu zmiany nazwy operatora.

Spółka ECZD przypomina, że elektrociepłownia w Będzinie działa od 1913 roku i jest kluczowym elementem lokalnej infrastruktury ciepłowniczej dla Sosnowca, Będzina i Czeladzi. Obecna struktura prawna powstała w 2014 roku, a w 2024 zakład przejęła Grupa Altum. Nowy właściciel rozpoczął działania mające na celu bieżące umarzanie uprawnień do emisji CO2 oraz przygotowanie zakupu certyfikatów za okresy rozliczeniowe od 2023 roku.

„W trakcie analiz okazało się jednak, że obowiązujący system EU ETS uniemożliwia umarzanie bieżących uprawnień, dopóki nie zostaną rozliczone lata wcześniejsze, objęte postępowaniami administracyjnymi” – podkreślono w oświadczeniu spółki.

ECZD zaznacza, że niezawinione zaległości z lat 2020–22 uniemożliwiają skuteczne działania naprawcze. W latach 2023–25 spółka otrzymała trzy decyzje nakładające kary za nierozliczenie emisji CO2 w latach 2020–22, które łącznie wynoszą 743,9 mln zł. „Zastosowano sztywny mechanizm kary w wysokości 100 euro plus waloryzacja za każdą nieumorzoną tonę CO2” – tłumaczy ECZD, wskazując, że system nie uwzględnia sytuacji finansowej przedsiębiorstwa ani wpływu decyzji na bezpieczeństwo energetyczne regionu.

„W przypadku instalacji infrastruktury krytycznej takie podejście pozostaje w sprzeczności z zasadą proporcjonalności wynikającą zarówno z Konstytucji RP, jak i z prawa europejskiego” – argumentuje ECZD, dodając, że problem ma charakter systemowy i był już sygnalizowany przez instytucje publiczne oraz branżę ciepłowniczą.

Pomimo prawa do odwołania się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, decyzja GIOŚ pozostaje wykonalna. Samorządy i związki zawodowe ostrzegają, że egzekucja kary może doprowadzić do przerwy w dostawach ciepła dla mieszkańców regionu.

Prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński wskazał, że wykonanie decyzji mogłoby doprowadzić do upadłości spółki, a nawet kontynuacja działalności pod nadzorem syndyka byłaby utrudniona. Szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz podkreślił: „Egzekucja decyzji administracyjnej, która spowoduje zagrożenie pozbawienia dostaw tysięcy rodzin w trakcie sezonu grzewczego, pozostaje w rażącej sprzeczności z tą zasadą”.

Szef krajowego sekretariatu górnictwa i energetyki Solidarności Jarosław Grzesik wskazał, że nakładanie takich samych wymogów i kar zarówno na duże koncerny, jak i lokalnych producentów energii, stanowi dyskryminację i narusza zasadę proporcjonalności. „Orzecznictwo unijne w tym zakresie jednoznacznie uznaje taką sytuację za niedopuszczalną” – podkreślił.

http://kresy.pl/wydarzenia/prawie-250-mln-zl-kary-i-ryzyko-upadku-elektrocieplowni-z-powodu-ets-mieszkancy-moga-zostac-bez-ciepla/

#ets #patologia #ue #co2 #elektrownia #energetyka

11

PATOLOGIA UE - Orlen, PGE, Enea i Tauron wydały ok. 45 mld zł na zakup uprawnień do emisji w 2024 r.kresy.pl

W ostatnich latach największe polskie spółki energetyczne wydały dziesiątki miliardów złotych na zakup uprawnień do emisji CO2, domagając się jednocześnie głębokiej reformy unijnego systemu ETS. Orlen ostrzega przed wyczerpaniem puli uprawnień ok. 2039 r., czyli znacznie wcześniej niż wynika z przyjętego harmonogramu redukcji, który zakłada neutralność klimatyczną UE w 2050 r.

W 2024 r. w Polsce polskie spółki energetyczne i przemysłowe coraz głośniej zaczęły domagać się zmian w unijnym systemie handlu emisjami CO2, wskazując na rosnące obciążenia finansowe oraz ryzyka dla konkurencyjności krajowego przemysłu, choć równocześnie podkreślają przyspieszającą transformację energetyczną. Z udostępnionych przez największe grupy energetyczne danych wynika, że tylko cztery firmy – Orlen, PGE, Enea i Tauron – wydały w 2024 r. łącznie blisko 45 mld zł na zakup uprawnień do emisji. Jednocześnie statystyki Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami pokazują, że wskaźnik emisyjności polskiej gospodarki stopniowo maleje: w 2015 r. emisja CO2 dla energii elektrycznej produkowanej w instalacjach spalania paliw wynosiła 810 kg/MWh, a w 2023 r. spadła do 743 kg/MWh, co jest w dużej mierze efektem wysokich kosztów emisji i wymuszonej nimi transformacji.

W ostatnich blisko 15 latach same duże spółki energetyczne przeznaczyły n (EUA) setki miliardów złotych, aby móc wytwarzać energię i paliwa z wykorzystaniem surowców kopalnych. Najwięcej wydała Polska Grupa Energetyczna, która na zakup EUA przeznaczyła 96,3 mld zł, licząc także pierwsze półrocze 2025 r. Jednocześnie PGE przypomina, że spółka nie tylko kupuje, lecz również sprzedaje część posiadanych uprawnień: w tym samym okresie dokonała sprzedaży EUA o wartości 7,8 mld zł, co oznacza saldo na poziomie 89,2 mld zł. Grupa Orlen wydała łącznie 32,7 mld zł (bez danych za 2025 r.), natomiast Enea – 33 mld zł do końca poprzedniego roku. Tauron podał dane za lata 2022–2025, informując o łącznych wydatkach na poziomie 12,7 mld zł. Inne duże podmioty, jak ZE PAK czy Grupa Azoty, odmówiły przedstawienia konkretnych kwot, a KGHM przekazał swoje stanowisko dotyczące ETS, zaznaczając, że dane o kosztach traktuje jako tajemnicę przedsiębiorstwa.

W 2024 r. PGE poniosła koszty zakupu uprawnień do emisji w wysokości 24,9 mld zł przy marginalnej sprzedaży EUA. Do 30 czerwca 2025 r. wydatki te wyniosły 2,5 mld zł. Spółka zakłada, że w kolejnych latach obciążenia będą stopniowo maleć wraz ze spadkiem emisji CO2 i kontynuacją transformacji. Strategia Grupy PGE do 2035 r. przewiduje zmniejszenie emisji CO2 o 50 proc. do 2030 r. i o 75 proc. do 2035 r. względem poziomu z 2024 r.

W przypadku Enei koszty związane z ETS w 2024 r. przekroczyły 7 mld zł, ale według władz spółki w 2025 r. będą już wyraźnie niższe. „W przyszłości spodziewamy się dalszego spadku kosztów związanych z uprawnieniami do emisji CO2, wynikającego przede wszystkim z malejącego wolumenu produkcji energii w jednostkach wysokoemisyjnych” — informuje Enea. Tauron z kolei w 2024 r. wydał na uprawnienia do emisji CO2 3,8 mld zł, a w 2025 r. ma to być 3,6 mld zł. Koncern sygnalizuje, że przy spadającej produkcji i jednoczesnym trendzie wzrostowym cen CO2 prognozowane koszty uprawnień w kolejnych latach mieszczą się w przedziale 2–3 mld zł rocznie.

W Grupie Orlen wydatki na EUA w 2024 r. wyniosły 9,22 mld zł. Spółka zakłada jednak, że w latach 2026–2030, czyli w czwartej fazie EU ETS, koszty udziału w systemie wzrosną z powodu ograniczenia puli darmowych uprawnień oraz działania mechanizmów podbijających ceny EUA, takich jak rezerwa stabilizacyjna rynku (MSR) i mechanizm liniowej redukcji (LRF). Według Orlenu czynniki te powodują stopniowe zwiększanie kosztów operacyjnych przedsiębiorstw objętych ETS, w tym dużych grup paliwowo-energetycznych.

Polskie spółki podkreślają, że mimo intensywnych inwestycji w nowe moce i modernizację, w nadchodzącej dekadzie węgiel nadal będzie pełnić rolę stabilizującą system, choć w dużo mniejszym zakresie niż obecnie. PGE przypomina, że prowadzi stopniową transformację, budując mniej emisyjne bloki gazowe w miejsce wysłużonych jednostek węglowych. „Koszty uprawnień muszą być zatem przewidywalne i nie obciążać zanadto źródeł wytwórczych gwarantujących bezpieczeństwo energetyczne kraju, a w dłuższej perspektywie musimy zapewnić też, by uprawnienia były dostępne (wg obecnych parametrów, na rynku pierwotnym skończą się ok. 2040 r.)” — przekazuje PGE. Spółka postuluje wprowadzenie skutecznego mechanizmu przeciwdziałającego nadmiernie wysokim cenom EUA oraz reformę rezerwy stabilności rynkowej tak, aby uwalniała ona uprawnienia w zależności od sytuacji rynkowej, a także możliwość odpowiedniego pomniejszania liczby uprawnień do umorzenia dla jednostek konwencjonalnych zastępowanych instalacjami o emisjach ujemnych.

PGE uważa ponadto, że przydział darmowych uprawnień dla ciepłownictwa powinien być utrzymany po 2030 r., aby wesprzeć transformację tego sektora i ograniczyć wzrost cen ciepła dla gospodarstw domowych. Zbliżone stanowisko prezentuje Tauron, który również opowiada się za utrzymaniem darmowych EUA dla ciepłownictwa. „Są kluczowe dla sektora komunalnego, który nie ma jeszcze pełnych możliwości przejścia na technologie niskoemisyjne” — wskazuje firma.

Enea zwraca uwagę na rolę uczestników finansowych na rynku ETS i zjawisko spekulacji. Spółka mówi o konieczności sprawdzenia wpływu podmiotów, które traktują pozwolenia do emisji CO2 jako instrument finansowy służący generowaniu zysków i kreowaniu chwilowych sygnałów cenowych. „Warto przyjrzeć się roli i zasadności uczestnictwa w rynku uprawnień podmiotów finansowych, które nie są zobowiązane do ich umarzania” — podkreśla Enea. Podobne zastrzeżenia zgłasza Tauron, który proponuje wyłączenie instytucji finansowych z handlu emisjami, aby ograniczyć pole do spekulacji i przywrócić koncentrację systemu na jego pierwotnym celu, jakim jest transformacja energetyczna. Orlen formułuje tę tezę wprost: „Podmioty prowadzące spekulacyjną działalność (banki oraz fundusze inwestycyjne) wpływają negatywnie na poziom cen uprawnień do emisji” — wskazuje spółka.

Enea dzieli ryzyka związane z ETS na dwa główne obszary i proponuje rozwiązania zmierzające do ich ograniczenia. „Z jednej strony są to ryzyka znaczącego wahania cen uprawnień – i tu kierunkiem pożądanych zmian mogłoby być np. wprowadzenie mechanizmów ograniczających znaczące wahania cen – np. ceny minimalnej i maksymalnej, mechanizm analogiczny do opłaty zastępczej” — wyjaśnia spółka. Enea postuluje także rozważenie instrumentów, które nie uderzają bezpośrednio w poziom cen EUA, lecz zmniejszają koszty zakupu uprawnień oraz ryzyka związane z uczestnictwem w rynku dla przedsiębiorstw zobowiązanych do umarzania emisji.

Orlen zwraca uwagę na problem dostępności uprawnień w dłuższej perspektywie. Według spółki, przy utrzymaniu obecnych przepisów limit emisji gazów cieplarnianych w ramach EU ETS dla przemysłu (ETS1) osiągnie wartość zerową około 2039 r., czyli znacznie wcześniej, niż wynika to z planu osiągnięcia neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w 2050 r. „Brak dostępności uprawnień w systemie znacznie przed 2050 r. spowoduje w pierwszej kolejności gwałtowny wzrost cen energii, a następnie brak możliwości prowadzenia działalności przez spółki energetyczne” — uważa Orlen. Firma proponuje zmianę progów uruchamiania MSR tak, aby mechanizm ten nie prowadził do nadmiernego ograniczania liczby uprawnień na rynku, a także efektywniej reagował na ich niedobór.

Orlen rekomenduje przywrócenie niższego współczynnika transferu uprawnień do MSR (tzw. intake rate). Obecnie wynosi on 24 proc., podczas gdy pierwotnie był ustalony na poziomie 12 proc. jako rozwiązanie tymczasowe. Zgodnie z założeniami początkowymi wskaźnik miał wrócić do 12 proc. już w 2023 r., lecz do tego nie doszło. Koncern proponuje również wprowadzenie mechanizmu wykorzystania uprawnień zgromadzonych w rezerwie, na przykład w celu finansowania inwestycji związanych z transformacją energetyczną.

W stanowisku przekazanym przez Energę pojawia się postulat ochrony sektorów o znaczeniu strategicznym z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Spółka „dostrzega, że w obecnej sytuacji geopolitycznej pozytywny wpływ mogłoby też mieć wyłączenie z systemu ETS przedsiębiorstw z sektorów rozwijających technologie powiązane z bezpieczeństwem państwa”. KGHM z kolei postuluje wprowadzenie ulg dla przedsiębiorstw wytwarzających produkty objęte rozporządzeniem Critical Raw Materials Act, takich jak miedź. „– Ważne jest bowiem, aby cena uprawnień nie wpływała na poziom produkcji przemysłowej w Europie. Istotne byłoby również włączenie do systemu EU ETS międzynarodowych kredytów węglowych. Usprawniłoby to płynność rynku EU ETS, a także zwiększyłoby wolumen redukcji emisji poza UE, który jest znacznie większy niż emisje samej Unii.” — wskazuje spółka.

Polskie propozycje zmian zostały przedstawione w ramach publicznych konsultacji związanych z przeglądem dyrektywy EU ETS, które zakończyły się w lipcu 2025 r. Komisja Europejska zaplanowała kompleksową rewizję systemu na 2026 r., co oznacza, że postulaty spółek energetycznych i przemysłowych będą przedmiotem dalszych prac i negocjacji na poziomie unijnym.

W stanowisku Energi zaakcentowano również pozytywne aspekty funkcjonowania EU ETS. Spółka przypomina, że „w okresie funkcjonowania systemu ETS emisje w objętych nim sektorach spadły o 50 proc.” i ocenia, że ETS stanowi impuls do podejmowania inwestycji w redukcję emisji CO2 i rozwój technologii niskoemisyjnych, a docelowo zeroemisyjnych. „W ostatnich latach Grupa Energa poczyniła znaczące inwestycje w obszarach: OZE, nowoczesnych, niskoemisyjnych bloków gazowo-parowych oraz sieci dystrybucyjnych ukierunkowanych na przyłączanie i integrację rozproszonych elektrowni fotowoltaicznych i wiatrowych” — wskazuje Energa. W pierwszym półroczu 2025 r. odnawialne źródła energii odpowiadały za 46 proc. całkowitej produkcji brutto grupy, co stanowi najwyższy udział spośród krajowych spółek energetycznych.

Energa podkreśla, że dochody budżetu państwa ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 powinny zostać docelowo przeznaczone na wsparcie technologii i aktywów sprzyjających dekarbonizacji gospodarki, zwłaszcza w sektorach o ograniczonym dostępie do kapitału inwestycyjnego, takich jak ciepłownictwo. Spółka dodaje, że rozwój instalacji OZE „przyczynia się do obniżenia zależności państwa od eksportu paliw kopalnych i ogranicza wpływ, jaki mogą mieć na nie zmiany cen na rynkach globalnych, czego przykładem był wzrost cen energii elektrycznej w wyniku zmian cen surowców energetycznych po inwazji Rosji na Ukrainę”.

UE zatwierdziła nowy system handlu emisjami

5 listopada ministrowie środowiska krajów Unii Europejskiej porozumieli się w sprawie ustanowienia nowego celu klimatycznego na 2040 r. Zakłada on zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. Podczas posiedzenia, w którym Polskę reprezentował wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta, uzgodniono również, że system ETS2 zostanie wdrożony z rocznym opóźnieniem. Ma zacząć obowiązywać w 2028 r.

Początkowo Polska zabiegała o trzyletnie przesunięcie startu mechanizmu, jednak mimo uzyskania tylko częściowego sukcesu, rząd w Warszawie podkreśla swoją skuteczność w działaniach na rzecz ochrony Polaków przed wzrostem kosztów życia.

ETS2 obejmie paliwa wykorzystywane w transporcie, budownictwie i ogrzewaniu. System ten wprowadzi dodatkowe koszty za każdą tonę wyemitowanego dwutlenku węgla, co przełoży się na ceny gazu, węgla i paliw płynnych.

Bernd Weber, szef think tanku Epico Klima-Innovation z siedzibą w Brukseli i Berlinie, wskazał, że w Polsce skutki wprowadzenia ETS2 będą szczególnie dotkliwe. Rachunki za ogrzewanie mogą wzrosnąć nawet o 150 proc. Ekspert zaznaczył, że w Niemczech cena za CO₂ jest już wliczana w rachunki za ogrzewanie i transport, co złagodzi efekt wejścia ETS 2. Obecnie stawka wynosi tam 55 euro za tonę CO₂, a po rozszerzeniu systemu ma kształtować się w przedziale 50–75 euro. „Rachunek za zatankowanie samochodu lub za zużycie gazu nie będzie szokiem” — dodał Weber. Zwrócił jednocześnie uwagę, że liczba pozwoleń na emisję będzie maleć, przez co na początku przyszłej dekady cena może dojść do 100 euro za tonę CO₂.

Jak w październiku wskazywała minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, w najgorszym scenariuszu koszt węgla może wzrosnąć aż o 450 zł za tonę, a ceny benzyny i diesla mogą podskoczyć o 40–50 groszy na litrze.

Warto dodać, że od 2028 r. wejdzie w życie zakaz instalacji pieców na gaz i węgiel dla budynków należących do państwa lub samorządów. Od 2030 r. zostanie wprowadzony zakaz montowania kotłów gazowych w nowych budynkach. Do 2040 roku te zmiany obejmą również budynki istniejące. Te zmiany będą niekorzystne dla wielu Polaków, którzy w ostatnim czasie skorzystali z programu „Czyste Powietrze” i wymienili swoje stare piece na instalacje gazowe. W całej Polsce z ogrzewania gazowego korzysta 2 mln gospodarstw domowych.

ETS2 obejmie również sektor transportu i budownictwa. Średnie gospodarstwo domowe emituje ok. 6 ton CO2 rocznie. Oznaczałoby to dodatkowy koszt w wysokości ok. 1,2 tys. zł rocznie.

Kolejną kwestią jest wymóg termomodernizacji budynków. W Polsce ponad 4 mln budynków wymaga docieplenia ścian, wymiany okien, instalacji nowych systemów grzewczych czy wykonanie audytów energetycznych.

http://kresy.pl/wydarzenia/regiony/polska-regiony/orlen-pge-enea-i-tauron-wydaly-ok-45-mld-zl-na-zakup-uprawnien-do-emisji-w-2024-r/

#ets #patologia #lewackiespierdolenie #energetyka #energia #ue #co2 #klimatyzm

11

To kiedy w końcu będzie ten prąd za darmo? Rozumiem, że jak 100% prądu bedzie z wiatraków i paneli

#nwo #co2 #uniaeuropejska #energetyka #bekazlewactwa

18

No kto by się spodziewał 🤡🌍

+ Zdjęcie generatora CO2

"Dwutlenek węgla CO2 jest niezbędny do wzrostu roślin, ponieważ podczas fotosyntezy są one przekształcane w glukozę."

#CO2 #maszyny #oszustwo

15

Wykryto duże ilości CO2 w atmosferze 4 nowych planet.dzienniknaukowy.pl

Astronomowie zbadali atmosferę czterech planet znajdujących się w układzie HR 8799 oddalonym od Ziemi o 130 lat świetlnych.

Są to młode, niedawno powstałe planety, które jeszcze nie zdążyły ostygnąć - panująca tam wysoka temperatura powoduje, że emitują one dużo promieniowania podczerwonego które zarejestrował teleskop Webba.

Badając widmo tego promieniowania można ustalić jakie gazy znajdują się w atmosferze planet.

Na wszystkich 4 badanych planetach są duże ilości dwutlenku węgla, a oprócz tego również metan i tlen w mniejszych ilościach.

http://dzienniknaukowy.pl/telskop-webba-wykryl-dwutlenek-wegla-na-planetach-pozaslonecznych

#astronomia #co2 #ociepleniekliamtu #ocipelnieklimatu

9

#ocieplenieklimatu #co2 #zmianyklimatu

Myślicie, że te zmiany klimatyczne są spowodowane antropogenicznym CO2 na ziemi?

16

Zielona rewolucja: Jak CO2 ratuje planetę, a nie ją niszczymedycyna-komorkowa.com

W erze zdominowanej przez alarmizm klimatyczny i nieustanne dążenie do polityki Net Zero, rosnąca liczba dowodów naukowych podważa narrację, że dwutlenek węgla (CO2) jest planetarnym złoczyńcą. Recenzowane badania i szanowani naukowcy ujawniają obecnie, że CO2 jest nie tylko nieszkodliwy, ale wręcz korzystny dla Ziemi, napędzając globalne zjawisko zazieleniania, które karmi świat i przywraca różnorodność biologiczną. Jednak te przełomowe badania są systematycznie ignorowane przez media głównego nurtu, które pozostają przywiązane do politycznie motywowanej agendy klimatycznej.

Ostatnie badania opublikowane przez Koalicję CO2 i inne niezależne grupy naukowe wykazały, że rosnący poziom CO2 nie jest zagrożeniem egzystencjalnym, za jakie został uznany. W rzeczywistości atmosfera jest już „nasycona” CO2, co oznacza, że dodatkowe emisje mają znikomy wpływ na globalne temperatury. Ten efekt nasycenia, od dawna podnoszony przez sceptyków klimatycznych, wyjaśnia, dlaczego historyczne poziomy CO2 – od 10 do 15 razy wyższe niż obecnie – nie doprowadziły do niekontrolowanego ocieplenia. Zamiast tego, CO2 okazuje się być dobrodziejstwem dla życia roślin, napędzając „zieloną rewolucję”, która zwiększa plony rolne i zazielenia ogromne połacie planety.

Jedno z najbardziej przekonujących odkryć pochodzi od zespołu tajwańskich naukowców kierowanego przez profesora Peng-Sheng Wei. Ich badania, opublikowane w niedawnym artykule, wykazały, że zwiększenie poziomu CO2 ze 100 do 400 części na milion (ppm) spowodowało wzrost temperatury gruntu o zaledwie 0,3°C – wartość tak mała, że mieści się w marginesie błędu. Co jeszcze bardziej uderzające, badanie nie wykazało dodatkowego ocieplenia wraz ze wzrostem poziomu CO2 do 400 ppm. Jest to bezpośrednio sprzeczne z twierdzeniem Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), że podwojenie poziomu CO2 doprowadzi do katastrofalnego wzrostu temperatury o 3°C.

Podobnie austriaccy naukowcy doszli do wniosku, że podwojenie CO2 do 800 ppm spowodowałoby co najwyżej 0,5°C ocieplenia, bez wzrostu absorpcji podczerwieni przy kluczowych długościach fal. Odkrycia te, wraz z wynikami polskich i kanadyjskich naukowców, sugerują, że wrażliwość klimatu na CO2 została znacznie zawyżona. Dr Jan Kubicki i jego zespół twierdzą, że powyżej 400 ppm CO2 „nie może już powodować żadnego wzrostu temperatury”, podczas gdy profesor Yi Huang z McGill University zauważa, że absorpcja CO2 jest już nasycona, co sprawia, że dodatkowe emisje są w dużej mierze nieistotne dla ocieplenia.

http://medycyna-komorkowa.com/zielona-rewolucja-jak-co2-ratuje-planete-a-nie-ja-niszczy-1102/

#co2 #dwutlenek #klimat #pogoda

8

Dla milionerów itp którzy wyczerpali już swój limit CO2 proponuję eutanazję jako rozważanie tego problemu. 🙃#heheszki #f1 #CO2

13

O krowach i węglu: analiza programu szczepień przeciw metanowi Billa Gatesa i wprowadzającej w błąd wojny z CO2medycyna-komorkowa.com

W świecie, w którym finansowane przez miliarderów rozwiązania dotyczące zmian klimatycznych przyciągają więcej nagłówków niż twarda nauka, pojawiły się dwie dziwnie kontrastujące ze sobą historie: Inwestycja Billa Gatesa w szczepionkę redukującą metan dla krów i rosnąca obrona przed kategorycznym demonizowaniem dwutlenku węgla. Ponieważ narracja klimatyczna staje się coraz bardziej zawiła, nadszedł czas, aby oddzielić gazowe rozproszenie uwagi od prawdziwego zrozumienia środowiska.

http://medycyna-komorkowa.com/o-krowach-i-weglu-analiza-programu-szczepien-przeciw-metanowi-billa-gatesa-i-wprowadzajacej-w-blad-wojny-z-co2-1006/

#co2 #klimat #gates #krowy

7