No i dobra, już się wyjaśniło

Noc odwetu: listopadowe uderzenie AK w niemieckie linie kolejowe

W nocy z 16 na 17 listopada 1942 roku, w odpowiedzi na brutalne represje okupanta, Armia Krajowa przeprowadziła szeroko zakrojony „Odwet kolejowy”. Była to największa akcja odwetowa polskiego podziemia. Brały w niej udział kobiety.

Uderzono w niemieckie linie transportowe koło Dęblina, Łukowa i Białej Podlaskiej, starannie wybierając miejsca oddalone od dużych miast, aby zminimalizować ryzyko odwetu na ludności cywilnej. Celem akcji było zablokowanie linii kolejowych, które biegły od Wisły na wschód.

Akcję, przygotowaną przez ppłk. Franciszka Niepokólczyckiego „Teodora”, a dowodzoną przez mjr. Jana Wojciecha Kiwerskiego „Rudzkiego”, wykonano z udziałem zarówno patroli męskich, jak i kobiecych zespołów minerskich Związku Odwetu oraz oddziału „Dysk” (lub DISK, od: Dywersja i Sabotaż Kobiet).

Kobiety-minerki, kobiece patrole

Udział kobiet był konsekwencją wcześniejszej decyzji o włączeniu ich do struktur dywersyjnych ZWZ-AK. Organizacyjne podstawy „Odwetu” stworzył rozkaz gen. Kazimierza Sosnkowskiego z kwietnia 1940 roku, prowadzący do powołania Związku Odwetowego, przekształconego następnie w Związek Odwetu. Inspiracją dla tej organizacji były doświadczenia z początku XX wieku, kiedy Polki działały w Organizacji Bojowej PPS, Związku Strzeleckim czy POW. Kierownictwo ZWZ-AK uznało, że udział kobiet w konspiracji ma istotną wartość operacyjną. Dawne dzałaczki POW brały zresztą udział w szkoleniach dla ZWZ-AK.

Od wiosny 1940 roku powstawały pierwsze kobiece patrole minerskie, tworzone z ochotniczek szkolonych według przedwojennych standardów saperskich. Panie uczyły się posługiwania materiałami wybuchowymi, konstruowania ładunków i montażu zapalników. Ich zadania obejmowały wysadzanie linii telekomunikacyjnych, mostów, studzienek telefonicznych oraz torów.

W 1942 roku obok patroli minerskich działać zaczął kolejny oddział – wspomniany już „Dysk” („DISK”), dowodzony przez por. Wandę Gertz. Jednostka ta specjalizowała się w działaniach dywersyjnych, sabotażowych, rozpoznawczych i w obsłudze zrzutów. W późniejszym okresie kobiety z tej grupy kontynuowały działalność dywersyjną, m.in. likwidowały agentki Gestapo. One, a także niektóre minerki, wzięły udział w Powstaniu Warszawskich w Zgrupowaniu „Radosław”.

„Odwet” był kontynuacją „Wieńca”

Bezpośrednim tłem „Odwetu kolejowego” była operacja „Wieniec” z nocy 7/8 października 1942 roku, podczas której wysadzono tory wokół Warszawy, powodując wykolejenia i wielogodzinne przerwy w ruchu. Za tę akcję Niemcy rozstrzelali i powiesili łącznie 89 zakładników. To właśnie po tych represjach AK zdecydowała o kolejnym uderzeniu.

W listopadową noc polscy odwetowcy zakładali ładunki m.in. pod Łukowem, gdzie działały patrole por. Zbigniewa Lewandowskiego „Szyny” i Kazimiery Olszewskiej „Miry”, oraz pod Dęblinem, gdzie zadanie wykonywał patrol kpt. Jana Kajusa Andrzejewskiego „Jana” wspólnie z grupą kobiet z „Dysku”. Kolejne uderzenie przeprowadzono pod Białą Podlaską.

Rezultaty akcji były znaczące: wykolejono pięć pociągów, zniszczono most kolejowy, uszkodzono drugi i przerwano tory w dwóch miejscach. Miny-pułapki spowodowały dodatkowe wykolejenia pociągów ratowniczych. Była to jedna z najskuteczniejszych operacji sabotażowych AK w 1942 roku, potwierdzająca znaczenie Związku Odwetu i oddziałów kobiecych, których działalność trwała nieprzerwanie aż do wybuchu Powstania Warszawskiego.

http://kresy.pl/kresopedia/noc-odwetu-listopadowe-uderzenie-ak-w-niemieckie-linie-kolejowe/

#historia #iiiwojnaswiatowa #ak

8

Fragment przemówienia Adolfa Hitlera z 30 stycznia 1939 ryadvashem.org

tłumaczenie z: http://www.yadvashem.org/docs/extract-from-hitler-speech.html

...W związku z kwestią żydowską mam do powiedzenia: to haniebny spektakl widzieć, jak cały świat demokratyczny emanuje współczuciem dla biednego, udręczonego narodu żydowskiego, ale pozostaje twardy i uparty, jeśli chodzi o pomaganie im, co z pewnością, biorąc pod uwagę jego postawę, jest oczywistym obowiązkiem. Argumenty podnoszone jako wymówka, aby im nie pomóc, tak naprawdę przemawiają w imieniu nas, Niemców i Włochów.

Bo tak mówią:

1. „My”, czyli demokracje, „nie jesteśmy w stanie przyjąć żydów” Jednak w tych imperiach na kilometr kwadratowy nie ma 10 osób. Podczas gdy Niemcy, liczące 135 mieszkańców na kilometr kwadratowy, powinny mieć dla nich miejsce!

2. Zapewniają nas: Nie możemy ich przyjąć, jeśli Niemcy nie będą gotowe pozwolić im na przywiezienie ze sobą określonej ilości kapitału jako imigrantów.

Przez setki lat Niemcy były wystarczająco dobre, aby przyjąć te elementy, chociaż nie posiadały niczego poza zakaźnymi chorobami politycznymi i fizycznymi. To, co posiadają dzisiaj, w dużej mierze zyskali kosztem mniej bystrego narodu niemieckiego w wyniku najbardziej nagannych manipulacji.

Dziś po prostu płacimy tym ludziom to, na co zasługują. Kiedy naród niemiecki został, dzięki inflacji wywołanej i przeprowadzonej przez żydów, pozbawiony całości oszczędności, które zgromadził w latach uczciwej pracy, kiedy reszta świata odebrała narodowi niemieckiemu zagraniczne inwestycje, kiedy pozbyliśmy się całości naszych posiadłości kolonialnych, te względy filantropijne najwyraźniej nie miały zauważalnego znaczenia dla demokratycznych mężów stanu.

Dziś mogę jedynie zapewnić tych panów, że dzięki brutalnej edukacji, z jaką demokracje faworyzowały nas przez piętnaście lat, jesteśmy całkowicie zatwardziali na wszelkie ataki nastrojów. Po tym, jak pod koniec wojny ponad osiemset tysięcy dzieci w kraju zmarło z głodu i niedożywienia, byliśmy świadkami wypędzenia z nas prawie miliona sztuk krów mlecznych zgodnie z okrutnymi paragrafami nakazu, który humanitarni demokratyczni apostołowie świata narzucili nam jako traktat pokojowy. Byliśmy świadkami przetrzymywania ponad miliona niemieckich jeńców wojennych bez żadnego powodu przez cały rok po zakończeniu wojny. Byliśmy świadkami oderwania ponad półtora miliona Niemców od wszystkiego, co posiadali na terytoriach leżących na naszych granicach,i zostali wychłostani praktycznie tylko tym, co mieli na sobie na plecach. Musieliśmy znosić, że miliony naszych rodaków zostały nam odebrane bez ich zgody i bez zapewnienia im najmniejszej możliwości istnienia. Mógłbym uzupełnić te przykłady dziesiątkami najokrutniejszych rodzajów. Z tego powodu prosimy, aby oszczędzono nam wszelkich sentymentalnych rozmów. Naród niemiecki nie chce, aby jego interesy były ustalane i kontrolowane przez jakikolwiek obcy naród. Francja dla Francuzów, Anglia dla Anglików, Ameryka dla Amerykanów, a Niemcy dla Niemców. Jesteśmy zdecydowani zapobiec osiedleniu się w naszym kraju obcego narodu, który był w stanie wyrwać sobie wszystkie czołowe pozycje w kraju i wyprzeć go. Ponieważ naszą wolą jest wychowanie naszego narodu na te wiodące stanowiska. Mamy setki tysięcy bardzo inteligentnych dzieci chłopów i klasy robotniczej. Wykształcimy ich - właściwie już zaczęliśmy i pragniemy, aby pewnego dnia oni, a nie przedstawiciele obcej rasy, mogli zajmować czołowe stanowiska w państwie wraz z naszymi wykształconymi klasami. Przede wszystkim kultura niemiecka, jak pokazuje sama jej nazwa, jest niemiecka, a nie żydowska, dlatego jej zarządzanie i opieka zostaną powierzone członkom naszego narodu. Jeśli reszta świata z obłudą woła przeciwko temu barbarzyńskiemu wypędzeniu z Niemiec tak niezastąpionego i wybitnie cennego kulturowo elementu, możemy być jedynie zdumieni wnioskami, jakie wyciągają z tej sytuacji. Jakże wdzięczni muszą być za to, że uwalniamy tych cennych apostołów kultury, i oddając je do dyspozycji reszty świata. Zgodnie z własnymi deklaracjami nie mogą znaleźć ani jednego powodu, aby usprawiedliwiać się odmową przyjęcia tej najcenniejszej rasy we własnych krajach. Nie widzę też powodu, dla którego członkowie tego wyścigu mieliby być narzucani narodowi niemieckiemu, podczas gdy w państwach, które są tak entuzjastycznie nastawione do tych „wspaniałych ludzi”, ich osiedlenie powinno zostać nagle odrzucone z każdą możliwą wymówką. Myślę, że im szybciej problem ten zostanie rozwiązany, tym lepiej; ponieważ Europa nie może się ustatkować, dopóki kwestia żydowska nie zostanie wyjaśniona. Bardzo możliwe, że prędzej czy później uda się osiągnąć porozumienie w tej sprawie w Europie, nawet między tymi państwami, które w przeciwnym razie nie mogłyby się tak łatwo zjednoczyć.

Świat ma wystarczająco dużo miejsca na osadnictwo, ale musimy raz na zawsze pozbyć się opinii, że rasa żydowska została stworzona przez Boga tylko po to, aby w pewnym procencie być pasożytem żyjącym na ciele i produktywnej pracy innych narodów. Rasa żydowska będzie musiała dostosować się do solidnej konstruktywnej działalności, tak jak robią to inne narody, w przeciwnym razie prędzej czy później ulegnie kryzysowi o niepojętej skali.

W tym dniu chciałbym powiedzieć jedną rzecz, która może być niezapomniana zarówno dla innych, jak i dla nas, Niemców: w ciągu mojego życia bardzo często byłem prorokiem i zwykle byłem za to wyśmiewany. W czasie mojej walki o władzę to przede wszystkim rasa żydowska przyjęła moje proroctwa ze śmiechem dopiero wtedy, gdy powiedziałem, że pewnego dnia przejmę przywództwo państwa, a wraz z nim całego narodu, i że wtedy między innymi rozwiążę problem żydowski. Ich śmiech był głośny, ale myślę, że od jakiegoś czasu śmieją się po drugiej stronie twarzy. Dziś znów będę prorokiem: jeśli międzynarodowym żydowskim finansistom w Europie i poza nią uda się ponownie pogrążyć narody w wojnie światowej,wtedy rezultatem nie będzie bolszewizacja ziemi, a tym samym zwycięstwo żydów, ale unicestwienie rasy żydowskiej w Europie!

...Narody nie chcą już ginąć na polu bitwy, aby ta niestabilna rasa międzynarodowa mogła czerpać zyski z wojny lub zaspokoić swoją zemstę ze Starego Testamentu. żydowskie hasło „Robotnicy świata jednoczą się” zostanie podbite przez wyższą świadomość, mianowicie „Robotnicy wszystkich klas i wszystkich narodów, rozpoznajcie swojego wspólnego wroga!”

NH Baynes, wyd., Przemówienia Adolfa Hitlera, I, Londyn, 1942, s. 737-741.

#ocieplaniewizerunkuadolfa #hitler #zydzi #holokaust #historia

11

Ukraiński portal o inicjatorze Rzezi Wołyńskiej: „legendarny dowódca”kresy.pl

Zdjęcie

Ukraiński portal Espreso przedstawia Kłyma Sawura jako „wybitnego dowódcę UPA”, jednocześnie odrzucając odpowiedzialność za zbrodnie na ludności polskiej na Wołyniu.

Portal Espreso opublikował materiał dotyczący Kłyma Sawura, jednego z kluczowych dowódców UPA na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Artykuł przedstawia go jako jedną z najbardziej wyróżniających się postaci ukraińskiego podziemia oraz organizatora zbrojnego oporu w regionie.

W tekście podano, że Dmytro-Roman Klaczkiwski, znany pod pseudonimem Kłym Sawur, miał zapisać się w historii jako jeden z twórców Ukraińskiej Powstańczej Armii. Został on opisany jako „legendarny dowódca UPA w obwodzie wołyńskim” oraz postać szczególnie znacząca dla kształtowania struktur podziemia.

Zacytowano portal Last Bastion, według którego „dzięki wybitnym zdolnościom organizacyjnym i umiejętnościom dowódczym Klaczkiwskiego powstańcy zdołali siłą wyzwolić całe rejony Wołynia spod okupantów”.

Ukraiński portal twierdzi, że przypisywanie Sawurowi odpowiedzialności za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej jest – w ocenie portalu – „fałszywą narracją” stworzoną przez sowieckie służby specjalne. Według tej interpretacji to służby ZSRR miały „sfabrykować” tezę o jego udziale w organizacji Rzezi Wołyńskiej.

Warto w tym miejscu zauważyć, że w artykule z lipca 2025 roku (artykuł wybielał innego ukraińskiego zbrodniarza Romana Szuchewycza), ten sam portal wskazuje, że Kłym Sawur jest głównym, odpowiedzialnym Rzezi Wołyńskiej: „głównym inicjatorem czystek międzyetnicznych po stronie ukraińskiej mógł być Dmytro Klaczkiwski, dowódca UPA na Wołyniu” – pisał portal Espreso.

W czerwcu 1943 roku „Kłym Sawur” miał wydać rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w obwodach objętych działalnością UPA. Według szacunków historyków, do końca czerwca 1943 roku na Wołyniu zginęło od 9 do 15 tysięcy Polaków. Potem akcja miała przyspieszyć.

„Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu […]” – pisał w czerwcu w tajnej dyrektywie Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”, dowódca oddziałów UPA w tym rejonie. – „Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”.

W artykule nie odniesiono się do ustaleń polskich i międzynarodowych historyków, według których to właśnie Kłym Sawur, jako dowódca okręgu UPA-Północ, był jednym z głównych organizatorów zbrodni na ludności polskiej na Wołyniu w latach 1943–1944.

http://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-portal-o-inicjatorze-rzezi-wolynskiej-legendarny-dowodca/

#ludobojstwo #wolyn #upadlina #Polska #mordercy #historia

10

„Więźnie trupy wyjedli”, „ręce nam do pałaszów przymarzali”. Kapitulacja polskiej załogi na Kremlukresy.pl

7 listopada 1612 roku zakończyła się dramatyczna obrona polskiego garnizonu w Moskwie. Po dwóch latach nieustannego oblężenia przez rosyjskie pospolite ruszenie, wycieńczona głodem, osłabiona brutalnym zimnem i pozbawiona nadziei na szybką odsiecz, polska załoga Kremla zmuszona była złożyć broń.

To wydarzenie, które miało głęboki wpływ na historię Polski i Rosji, stanowiło kluczowy punkt w zakończeniu polskiej interwencji w Moskwie i na zawsze zmieniło układ sił w Europie Wschodniej.

Koniec ambicji Zygmunta III

Wojna polsko-moskiewska, zapoczątkowana przez Zygmunta III Wazę w 1609 roku, miała na celu odzyskanie przez Rzeczpospolitą kontroli nad dawnymi ziemiami Wielkiego Księstwa Litewskiego. W wyniku zamętu wewnętrznego w Carstwie Rosyjskim, znanego jako Wielka Smuta, Zygmunt III postanowił wykorzystać sytuację i wspierać korzystnych dla siebie pretendentów do tronu moskiewskiego.

Wspólnie z wojskami polskimi, które już w 1610 roku zajęły Moskwę, zamierzano wprowadzić na tron rosyjski królewicza Władysława, syna Zygmunta III. Początkowo, po zwycięstwie pod Kłuszynem i objęciu Moskwy przez polski garnizon, wydawało się, że plan ten zostanie zrealizowany bez większych trudności. Polacy obsadzili Kreml i Kitajgród, jednak wkrótce napotkali potężny opór. Zjednoczone siły bojarskie, chłopstwo i Kozacy, podjęli walkę o wyparcie najeźdźców.

Wzrost nastrojów antypolskich w Moskwie, represje wobec ludności cywilnej, a także konflikt bojarów z Zygmuntem III, który nie zgodził się na przejście Władysława na prawosławie, pogłębiły kryzys. Zamiast jedności, Polacy stworzyli liczne wrogie frakcje.

Dochodziło do kanibalizmu?

Z upływem czasu sytuacja garnizonu polskiego w Moskwie stawała się coraz bardziej dramatyczna. Brak zaopatrzenia, głód i demoralizacja wśród żołnierzy doprowadziły do skrajnych warunków. „Nasi tak sobie bezpiecznie [butnie] poczynali, że co się komu podobało i u największego bojarzyna, żona albo córka, brali je gwałtem. Czym się jednak wzruszyła Moskwa bardzo, a miała czym zaprawdę” – wspominał w swoim „Diariuszu” Samuel Maskiewicz.

Według świadectw, dochodziło do aktów kanibalizmu. Józef Budziło, członek oblężonej załogi, pisał o sytuacji: „Już traw, korzonków, myszy, psów, kotek i ścierwa nie stało. Więźnie trupy wyjedli wykopując z ziemi”.

Ponadto, żołnierze byli zmuszeni do walki z surowymi warunkami klimatycznymi – mroźna zima 1611 roku i brak odpowiednich zapasów żywnościowych były poważnym zagrożeniem. Nie tylko walka z nieprzyjacielem, ale i z trudnymi warunkami atmosferycznymi, wyniszczyła resztki polskich sił. Ręce nam do pałaszów przymarzali. Siła towarzystwa i pacholików palce u rąk, u nóg i nogi same odmrażali. Nie było tak ciężko nigdy na naszych od zimna, jako wtedy”, pisał Samuel Maskiewicz.

Po nieudanych próbach przerwania oblężenia przez polskiego hetmana Jakuba Karola Chodkiewicza, który mimo bliskiej odsieczy musiał odstąpić od walki, sytuacja w Moskwie stała się beznadziejna. W październiku 1612 roku Polacy zaczęli negocjować z Rosjanami, a 6 listopada uzgodniono warunki kapitulacji.

7 listopada, po dwóch latach nieprzerwanego oporu, polska załoga Kremla poddała się. Zgodnie z umową, Polacy mieli złożyć broń i opuścić miasto, ale już wkrótce okazało się, że nie wszyscy zostali uwolnieni. Wbrew warunkom porozumienia, wielu żołnierzy zostało brutalnie zamordowanych przez rosyjskie pospolite ruszenie.

Daleko idące konsekwencje

Kiedy Zygmunt III, zdążający na odsiecz Polakom, dowiedział się o kapitulacji załogi Kremla, podjął próby negocjacji z Dymitrem Pożarskim, przywódcą moskiewskiego pospolitego ruszenia, starając się wymusić zgodę na osadzenie królewicza Władysława na tronie carskim. Jednak wszystkie zabiegi okazały się bezskuteczne, co zmusiło wojska królewskie do powrotu do Smoleńska.

Kapitulacja polskiej załogi na Kremlu miała daleko idące konsekwencje. Zakończyła krwawe i kontrowersyjne rządy Polaków w Moskwie. 3 marca 1613 roku kolejnym carem został wybrany Michał Romanow, a dynastyczne plany Wazów spełzły na niczym.

Z okazji tej kapitulacji, w Rosji obchodzone jest 4 listopada święto państwowe – Dzień Jedności Narodowej. To święto ma na celu upamiętnienie zwycięstwa nad polskim garnizonem i jednocześnie jest wyrazem uznania dla narodowego zjednoczenia, które zrodziło się w czasie Wielkiej Smuty. Dla nas jest zaś wspomnieniem czasów, kiedy Polacy byli wystarczająco silni, żeby opanować Kreml.

http://kresy.pl/kresopedia/wieznie-trupy-wyjedli-rece-nam-do-palaszow-przymarzali-kapitulacja-polskiej-zalogi-na-kremlu/

#Polska #rosja #historia

7

#historia #ciekawoski #polska #oszukujo

Mam dla was Lurki taką historię. Ku przestrodze!

Ostatnio zasłyszałem coś takiego. Ojciec koleżanki mojej znajomej, starszy pan z lekkimi objawami demencji, wpadł w kłopoty.

Zdjęcie

Zapomniał opłacać wywóz śmieci przez 6 miesięcy. Po tym czasie „nagle” Urząd Miasta sobie przypomniał że coś nie tak i wysłał pismo do Urzędu Skarbowego w sprawie windykacji. I cyk!

Starszy pan budzi się któregoś pięknego dnia a tu konto zajęte. Nic nie kupisz, nic nie sprzedasz, nic nie opłacisz. Logiczne co nie?

Szczęśliwie miał rodzinę, sprawą zajęła się córka z znajomościami w US więc przynajmniej tam szybko doszła co się stało – dziadkowi nie potrafili wyjaśnić czemu blokada konta. Postanowiła sama opłacić jego zaległości.

Najpierw odkryła, że UM nie przysłał powiadomienia czy ponaglenia spłaty, do dziadka. Ten absolutnie nie był w stanie powiedzieć czy odbierał pismo. Zakładamy, że mogło być awizo – ale „znikło”. Poczta Polska nic nie wie, na niczym się nie zna, ich nie pytajcie.

Wycieczka do UM by odkręcić sytuację. Uruchomili procedurę… paragonik 300zł. Opłata za śmieci normalnie 25(?)zł + odsetki za zwłokę 6 miechów (jak by się wydawało) + uruchomienie procedury 100zł.

Koniec?

Nieeee… po dokładnym wczytaniu się w dokumentację te 300zł to za 1 miesiąc! Cwaniaczki z UM próbowały robić taki scam, że zamiast naliczyć wszystko na raz chcieli rozłożyć to sobie na 6 miechów i za każdym kolejnym „przypomniało mi się że nie opłacił pan jeszcze tego miesiąca” chcieli pobierać kolejne 100zł za wznowienie procedury.

Kolejna wycieczka do UM (ostateczna) opiewała na 500zł (w tym było te 100zł proceduralne)… czyli wyciągnęli z córki dziadka 700zł… a gdy by nikt nie zauważył ich wału to spokojnie by wypadło ponad 1K opłat (nie wiem dokładnie ile bo cały czas by odsetki leciały).

Ponoć nie ma się co dziwić bo tamtejszy UM obsadzony mocno chochołami z PO-KO. U nich prawo jest jak je sami rozumieją.

Pytaniem pozostaje jak wiele jest podobnych sytuacji o których nie słyszymy? W normalnych gminach przynajmniej 2 razy UM powiadamia wierzyciela zanim prześle sprawę do windykacji… no i nie ma mowy by w takim wypadku „rozdzielać” płatności na każdy miesiąc osobno z obowiązkowa opłatą każdej oddzielnej procedury.

Oczywistym jest, że trzeba pamiętać o opłatach. Nie zwalnia to jednak urzędników z odpowiedzialności za próbę wyłudzenia kolejnych (dodatkowych) pieniędzy zasłaniając się przy tym papierologią.

Konto pana starszego już jest przywrócone. Zapewne wyciągnął też z tego lekcję, że dobrze trzymać pieniądze w gotówce „w skarpecie” właśnie na takie okoliczności. Nigdy nie wiadomo kiedy nam się takie gówno przytrafi czy naszym najbliższym. Zwłaszcza tym którzy jak pan starszy mogą mieć objawy demencji i jakiś skurwysyn z urzędu będzie próbował to wykorzystać.

W ten sposób rodzą się naprawdę poważne zadłużenia, trudne a nawet niemożliwe do spłaty, a walka z aparatem urzędniczym jest nierówna.

-----------------------------------------

Wspominam o tej sytuacji, ze względu na jesienną porę. Jak na człowieka z zadupia jestem trochę nowoczesny. Sprzątając zagrodę, zrobiłem ognisko i wysłałem swoje odpady do chmury

Ekologicznie nic nie zostało, a CO2 pomoże w rozwoju roślinek.

Chyba nie myślicie, że będę płacił za nie UM?

19

Zachowanie kobiet w ostatnich dniach gnijącego społeczeństwa. 🙋‍♀️ 🫂 🤮youtu.be

Przeniesiemy się do ostatnich dni Republiki Weimarskiej (Rzeszy Niemieckiej). Publiczny hedonizm, dziecięce burdele, nieskrepowany homoseksualizm i "wyzwolone" kobiety - parzące się z kim wygodnie i ich feminizm.

Od strony męskiej - hiperinflacja, brak pracy, brak wartości ludzkiej.

Do czego to prowadzi?

Zdjęcie

Jest to głównie analiza hipergamicznej biologii kobiecej ale i również zachowań męskich w obliczu upadku społeczeństwa. Podobne znaki już od dawna widzimy na świecie. Jak łatwo jest sterować "płcią piękną" gdy wszystko w kolo zaczyna płonąć.

--------------------------------------

http://youtu.be/_lWocBA5OKY?si=D5bEvN77dMe_iRX9

--------------------------------------

#filozofia #historia #biologia #niemcy #kobiety #zwiazki #feminizm #blackpill

@kusanagi w ostatnich dniach poruszałeś tematykę kobiecą, może będziesz zainteresowany

15

O żydach, fachowo i bez cenzury!banbye.com

Nie ukrywam. Temat dosyć długi, miejscami trochę nudnawy i trudny, ale ostatecznie bardzo ważny, bardzo potrzebny w świadomości Polaków. Bardzo dużo, bardzo mocnych faktów. Gorąco polecam, osobiście przyznam, na ratych chyba z miesiąc całość oglądałem

http://banbye.com/watch/v_5stPxMa88fYt

Cz. 2

http://banbye.com/watch/v_1PzVDe2IOIGA

Cz. 3

Cz.1 jak ktoś chce, to też tam jest. Podpowiem, że napięcie rośnie z każdym, kolejnym prelegentem.

#zydzi #historia

11

#heheszki #humorobrazkowy #historia

Zdjęcie

Kontekst dla tych którzy nie wiedzą.

Holandia przeprowadziła swój lincz na premierze (znaczy jego ówczesnym odpowiedniku - stanowisko Wielkiego Pensjonariusza Holandii) w 1674r. Ofiarą był Johan de Witt.

Współczesna historia przedstawia zdarzenie jego morderstwa jako "smutny błąd" ówczesnej Holandii. Przypisuje mu rozwój floty i armii (w celu rywalizacji morskiej z Anglią) oraz zaciekłą walkę z domem Orańskim (rodziną Orańską). Jego śmierć miała być rzekomo spowodowana wszechobecnymi pamfletami na jego temat i "nieporozumieniami" jakie rozsiewały. Taka ówczesna modna "mowa nienawiści".

Współczesna historia jest stronnicza i naprawdę ciężko uwierzyć, że taki dobry człowiek, nic nie zrobił nigdy złego, na ulicy się kłaniał i nagle go dziki tłum ukatrupił, wypatroszył i sprzedawał jego obcięte członki.

A całość rzekomo miał odpowiadać Wilhelm Orański - ale temu nic nie udowodniono.

W 1672r. miało miejsce rozpoczęcie wojny francusko-angielsko-niderlandzkiej. Francja w porozumieniu z Anglią napadły na Holandię. Witt wraz z swoim bratem wcześniej współpracował mocno z Francją a jak wyżej wspomniałem rywalizował z Anglią. Co nie przeszkadzało tym dwóm państwom napaść w koalicji - polityka to dziwka.

W 1672r. Johan został usunięty z stanowiska Pensjonariusza (premiera) a jego brat uwięziony pod zarzutami zdrady narodowej. W 1674r, gdy odwiedzał brata w więzieniu, tam dorwał go rozwścieczony tłum. Zabił rozebrał i uwiesił ciała braci na drabinie do góry nogami.

Po śmierci Wittów, do władzy doszedł ród Orańskich. Zmieniając republikę holenderską na monarchię (zwykle po rewolucjach jest na odwrót) a jak by tego było mało Wilhelm III Orański w 1672 został stadhouderem, a w 1689 r. – królem Anglii.

Bonus: Wspomniany w memie obraz "Ciała braci de Witt" który przez pewien czas straszył w holenderskim parlamencie. Nie wiem czy dalej tam się znajduje.

Ale wiem jedno, co jakiś czas dla przykładu tak należy robić z politykami. Zachłanność bardzo łatwo ich sprowadza na złą drogę i tylko przez przykład można ich naprostować.

Zdjęcie

12

Zmarł nasz wspólny - Białorusinów i Polaków - symboliczny wróg: Aron Bell. Zmarł w swoim domu w Palm Beach na Florydzie w wieku 98 lat. Bandyta, ludobójca, przebywający po II wojnie światowej wśród izraelskich ludobójców. W czasie wojny nie zajmował się walką z Niemcami - jak to głosi mit - ale, pod nadzorem Sowietów, mordowaniem polskich i białoruskich cywilów - nie wyłączając dzieci i starców. Napaść "partyzantów" braci Bielskich na wieś Naliboki to kulminacja jego zbrodni. Hollywood zrobił z niego bohatera.

http://nczas.info/2025/10/08/zmarl-aron-bielski-z-zydowskiego-oddzialu-mordujacego-polakow/

#ciekawostki #pejsy #historia

Od @PiotrHeszen z X

12

Rozbraja mnie podobieństwo sztuczek Heroda i jego Ojca - udawanych Żydów Edomitów, którzy owinęli sobie Rzymian wokół palca na czele z Cezarem do tego co się dzieje w Ameryce i ich poddaństwie wobec Netanjahu. Herod zdobywając w 37 roku Jerozolimę czynił to z rzymskimi pretorianami u swojego boku, w ten sam sposób żydzi z "państwa izraelskiego" wykorzystują Pentagon do niszczenia Arabów i Bliskiego Wschodu, kropla w krople ten sam zestaw intryg, szantażów, kłamstw

#edom #ezaw #zydzi #historia

9

#ciekawoski #geografia #statki #heheszki #historia

Co się stanie jak zaparkujesz statek o północy w nowy rok na przecięciu południka Greenwich (południk zerowy) z równikiem?

Taką okazję miał statek SS Warrimoo w 1899 na 1900. Skoro był w pobliżu lokalizacji w odpowiednim czasie kapitan zrobił sobie drobne heheszki. W ten sposób dziób statku był w strefie lata południowej półkuli. Tył był w strefie zimy północnej półkuli. Na dziobie zaczynał się pierwszy dzień nowego roku 1900 a na tyle statku był ostatni dzień grudnia. W ten sposób statek w jednej chwili był w dwóch rożnych czasach, mileniach i strefach pór roku.

11

Żyd Żydowi Żydem

Często pomijanym faktem (podobnie jak udział Żydów w tworzeniu władzy ludowej w początkach PRL-u) był udział ich samych w tworzeniu praw przeciw swym współwyznawcom. Rabin Burgos Salomon Ha-Levi, dochodząc do godności kanclerza Kastylii, a potem legata papieskiego w Kastylii (przyjął chrzest i zmienił nazwisko na Pablo de Santa Maria), stał się twórcą traktatu Scrutinium scriptuarum, sive dialogis Sauli et Pauli contra Judaeos z 1432 roku, nawołującego wprost do pogromów gett żydowskich.

Podobnym przykładem jest traktat wymierzony w religię przodków napisany przez ex-rabina Jehoshua Ha-Lorqui (znanego jako Jerónimo de Santa Fe). Atmosferę antysemityzmu podsycali także tacy ex-żydzi, jak: Pedro de la Caballería, Alonso de Espina (mówiący o narodzie żydowskim jako zdrajcach, bluźniercach, złodziejach, dzieciobójcach, homoseksualistach, morderczych lekarzach, trucicielach etc.).


#ezaw #zydzi #historia

10

Żyjemy w Matrixie – Historie niewiarygodne 🤔 😱 🤨

W ostatnim czasie po zabójstwie Charliego Kirka pojawiły się porównania wydarzenia do filmu „Snake Eyes” z Nicolasem Cagem. Pewne zbieżności są niesamowite. Osobiście jednak wykluczam by zabójstwo Kirka było zaplanowane jeszcze w 1998r. Jednak życie pisze zadziwiające scenariusze.

Poświęciłem chwilę czasu by przepisać fragment książki która przedstawia fakty historyczne które wykraczają poza rozumienie i zwykłe przypadki. Udowadnia, że żyjemy w Matrixie gdzie różne zdarzenia są prawdopodobne.

Zdjęcie

Fragment książki: „Historie niewiarygodne” Juliusz Jerzy Herlinger

---------------------------------------------------------

KARTKA Z BIBLII

Co tam się dzieje? - głos bosmana nie wróżył niczego dobrego. - Zmierzyliście już temperaturę?

Dwaj marynarze, którzy właśnie wyciągali balię z wodą morską, byli najwyraźniej speszeni.

Tak... to jest nie - odezwał się jeden z nich. - Melduję posłusznie, że butelka...

Jaka znów butelka?! - wrzasnął rozsierdzony bosman.

Czy nie wiecie, że za picie podczas służby na okręcie wojennym idzie się pod sąd? Odpowiadać!

Melduję posłusznie, że nie piliśmy. Tylko butelka... - tu przerwał, widząc, że bosman staje się purpurowy. - Wyłowiliśmy ją przed chwilą z morza i...

Co zrobiliście? - oczy bosmana wyglądały teraz jak dwa niebieskie spodki.

Zgodnie z rozkazem mierzyliśmy temperaturę wody. Przed chwilą w balii, którą zaczerpnęliśmy wodę, znaleźliśmy butelkę. Zalakowaną. Oto ona. Chyba nic w niej nie ma jest lekka, ale szkło jest ciemne...

Pokażcie.

Butelka z ciemnego nieprzezroczystego szkła była rzeczywiście bardzo lekka. Bosman spojrzał pod światło, ale niewiele dostrzegł. Szyjka butelki była zalakowana, a na niej odciśnięta jakaś pieczęć, dość niewyraźna.

Kiedy to znaleźliście? - jego głos był już znacznie spokojniejszy. Właśnie przed chwilą, w ostatniej balii.

Hmmm... - mruknął bosman i chciał podkręcić wąsy, ale w porę przypomniał sobie, że je wczoraj zgolił. - Dobrze już, dobrze... Zamelduję oficerowi.

W kilka minut później butelka znalazła się na stole kapitana Costy, dowódcy brazylijskiej kanonierki patrolowej ,,Araguari".

Ciekawe... - powiedział oglądając ją pod światło. Tyle lat pływam, a po raz pierwszy widzę coś takiego. Zupełnie jak w powieści przygodowej o piratach. Co wy o tym sądzicie, bosmanie?

Tak jest! - wrzasnął doniośle bosman, który teraz wyglądał jak łagodny baranek, a jego oczy jak błękitne niezabudki.

Kapitan Costa z uśmiechem spojrzał na niego. Wiedział, że bosman, choć doskonały marynarz i doświadczony wilk morski, nie grzeszył zbytnią inteligencją.

Dziękuję. Marynarzom wydać podwójną porcję rumu.

Tak jest! - tym razem bosman przeszedł samego siebie.

Costa odpieczętował butelkę. Na biurko wypadł pożółkły kawałek papieru. Była to kartka wydarta z Biblii, na której ktoś drżącą ręką wypisał kilka słów:

,,Na pokładzie szkunera » Sea Hero « bunt. Kapitan zabity. Pierwszy oficer wyrzucony za burtę. Ja, drugi oficer, zostałem siłą zmuszony do prowadzenia statku. Oni każą mi płynąć do ujścia Amazonki, nasza prędkość 3,5 węzła. Ratujcie nas!"

Kapitan Costa wydobył z kasy pancernej pokładowy rejestr Lloyda i szybko przekartkował go, odnajdując potrzebną informację:

,,»Sea Hero «: wodowany w 1866 roku, wyporność 460 t, port macierzysty Hull."

W minutę później ,,Araguari" pędziła już pełną parą w kierunku ujścia Amazonki. Na pokładzie okrętu ogłoszono alarm bojowy, działa kanonierki zostały obsadzone przez załogi.

Pościg trwał niecałe dwie godziny. Zbliżywszy się do ,,Sea Hero" kanonierka oddała strzał ostrzegawczy. Buntownicy na szkunerze od razu chyba zorientowali się, że nie mają najmniejszych szans, bo żagle zostały zrefowane. Oddział abordażowy z ,,Araguari" w mgnieniu oka znalazł się na pokładzie zbuntowanego statku, którego marynarze zostali skrępowani linami i zakuci w kajdany.

Dowódca oddziału, porucznik Vieira, otworzył luk do ładowni. Znalazł tam drugiego oficera, nazwiskiem Hadger, i dwóch marynarzy, którzy nie przyłączyli się do buntowników.

Hadger, wciąż jeszcze nie wierząc w to, że został uratowany, opowiedział dokładnie cały przebieg wypadków, dodając tylko, że podczas buntu został zabity pies kapitana, który właśnie niedawno opuścił statek. Co prawda porucznik Vieira trochę się zdziwił, kiedy padło nazwisko kapitana ,,Sea Hero": Longstaff. W rejestrze Lloyda - pamiętał to doskonale - figurowało zupełnie inne: Regis. ,,Może pomyślał - kapitan statku się zmienił... Zresztą to nieważne". Teraz jednak zaczęły się dziać rzeczy zdumiewające.

Kiedy Hadger trochę ochłonął, zapytał porucznika Vieirę: To wspaniałe, żeście nas uratowali! Ale skąd dowiedzieliście się o naszym nieszczęściu?

Jak to skąd?! - zdumiał się porucznik. - Przecież wyłowiliśmy butelkę z tą kartką z Biblii, na której pan napisał, co się wam przytrafiło, i oczywiście natychmiast...

Butelkę?! - Hadger otarł pot z czoła. - Jaka znowu butelkę? - Jak to jaką? Te, którą pan wrzucił do morza.

Ja?!

- No tak - oczywiście. Przecież gdyby nie ta kartka wyłowiona przez naszych marynarzy...

- Jaka kartka? Czy pan sobie ze mnie kpi?

Przecież pan sam ją napisał! - Porucznik był najwyraźniej zirytowany.

- Wyłowiliśmy ją przed dwiema godzinami.

Hadger potarł czoło. - Poruczniku, to jakieś nieporozumienie... Nie miałem czasu na pisanie jakichkolwiek kartek. Wszystko stało się dziś rano... Skrepowali mnie od razu. Czyżbym już zupełnie zwariował? Który dziś jest? 4 maja 1882 roku - podpowiedział Vieira.

No właśnie... Bunt odbył się błyskawicznie. Zostałem skrępowany i wrzucony do ładowni. Nie miałem czasu kichnąć. O jakim więc liście pan mówi?

Porucznik bez słowa podał mu kartkę wydartą z Biblii.

- Na miłość boską! To przecież nie jest moje pismo! Skąd pan to wziął?

- Już panu mówiłem - wyłowili ją z morza marynarze z ,,Araguari" podczas pobierania prób wody do mierzenia temperatury. Przecież inaczej nie wpadlibyśmy na wasz trop...

- Ale ja tego nie napisałem! Rozumie pan, poruczniku?

- No więc kto to napisał?

Nie wiem... Nie mam pojęcia...

Tak więc cała sprawa pozostała zagadką: nikt nie wiedział, czyja ręka wydarła ową kartkę z Biblii i w zalakowanej butelce wrzuciła do morza...

Zbuntowani marynarze z ,,Sea Hero" zostali przewiezieni przez "Araguari" na Falklandy, wyspy będące pod protektoratem Wielkiej Brytanii, a stamtąd odtransportowani do Anglii, gdzie stanęli przed sądem.

I tam dopiero, w czasie rozprawy, pękła bomba!

Na 16 lat przed opisanymi wypadkami w Anglii ukazała się książka niejakiego Johna Parmingtona pod tytułem ,,Sea Hero" (zwróćcie uwagę na tytuł!). Nie było to może arcydzieło literatury pięknej, ale powieść cieszyła się ogromnym powodzeniem dzięki pewnemu sprytnemu trikowi reklamowemu zastosowanemu przez autora. Otóż wpadł on na niebanalny sposób zdobycia sobie czytelników. Zakupił pięć tysięcy butelek do whisky i do każdej z nich włożył wyrwana kartkę z Biblii ze znanym nam już odręcznym tekstem napisanym w poprzek kartki. Później za skromną opłatą wręczył owe załogom kilku statków z prośbą, aby wrzucili je do morza w różnych punktach.

W ciągu 16 lat większość butelek została wyłowiona, przysparzając autorowi czytelników, a więc i pieniędzy. Kilkaset spośród nich nadal jednak wędrowało po morzach i oceanach, niesione morskimi prądami. Jedna z nich - właśnie ta, o której mowa została wyłowiona na południowym Atlantyku przez brazylijską kanonierkę „Araguari". Niezwykłym zbiegiem okoliczności nazwa statku, wydarzenia, jakie się na nim rozegrały, a także współrzędne podane na owej kartce wydartej z Biblii zgadzały się co do joty.

Nie było to jednak wołanie o pomoc, lecz... prospekt reklamowy!

W swoim czasie sprawa buntu na ,,Sea Hero" stała się niezwykłą sensacją. Nic zresztą w tym dziwnego, skoro była to historia tak nieprawdopodobna i niezwykła. Oczywiście cudowny zbieg okoliczności wprawił wszystkich w osłupienie. Zajęli się nim również specjaliści z różnych dziedzin, którzy nie byli w stanie wytłumaczyć tego wypadku w jakikolwiek racjonalny sposób. Nic zresztą dziwnego. Ponieważ jednak był to zbieg okoliczności, choć niezwykły, pozostała tylko jedna możliwość: zastosowanie rachunku prawdopodobieństwa, o którym już wspominałem.

Oczywiście wypadek z wyłowioną z oceanu butelką nie może być obliczony w sposób dokładny, choć pewne przybliżone dane są możliwe. Musimy się zastrzec od razu, że nawet najbardziej przybliżone oceny prawdopodobieństwa muszą być oparte na określonych danych. Zobaczymy więc, na ile możliwy jest taki zbieg okoliczności. Przede wszystkim potrzebne nam będą informacje na temat całego szeregu szczegółów. Na przykład dla oceny prawdopodobieństwa zbieżności nazw statków musimy znać liczbę statków, które mają takie same nazwy, Ponadto musimy wiedzieć, ile razy w ciągu tych lat w marynarce angielskiej mógł wybuchnąć bunt, przypadek bądź co bądź w naszych czasach niezbyt częsty.

Załóżmy, że w owym okresie jeden z tysiąca statków miał właśnie nazwę ,,Sea Hero". Przypuśćmy również, że bunt mógł wybuchnąć w owym okresie na jednym z 10 000 statków. Wówczas odpowiednie liczby wynoszą 1/1000 i 1/10 000. Ponieważ są one niezależne, czyli nie zachodzi pomiędzy nimi ścisły związek, musimy obie te liczby pomnożyć przez siebie.

Wynikałoby z tego, że istnieje tylko jedna dziesięciomilionowa szansa na to, że bunt wybuchnie akurat na statku noszącym nazwę ,,Sea Hero". Ponadto... ponadto musimy niestety ze smutkiem stwierdzić, że pozostałych danych nie jesteśmy w stanie określić, podać ich prawdopodobieństwa. Chociaż wyłowienie na pełnym morzu zalakowanej butelki nie jest znowu wydarzeniem aż tak nie- zwykłym, nie wiemy jednak, i nigdy się chyba tego nie dowiemy, ile takich butelek pływa po morzu w danym czasie, a ile zostało wyłowionych. Nie możemy również określić miejsca, w którym bunt wybuchnie. Na ten temat nie mamy żadnych, nawet jako tako przybliżonych informacji. Tego typu wydarzenia nie mogą być po prostu oceniane z punktu widzenia matematyki. Nie ulega jednak wątpliwości, że prawdopodobieństwo takich zdarzeń w żadnym wypadku nie przekracza prawdopodobieństwa, które obliczyliśmy przed chwileczką.

Tak więc tylko 1/10 000 000 szansa... Jest to prawdopodobieństwo tak małe, że właściwie moglibyśmy je całkowicie pominąć w naszych obliczeniach. Innymi słowy, opisany przez nas wypadek w ogóle nie powinien zaistnieć. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że... jednak się wydarzył. Świadczą o tym niezbicie archiwa angielskiej admiralicji i akta z procesu sądowego.

Tak więc literatura wyprzedza życie? No cóż - wypadek z ,,Sea Hero", choć na pewno niezwykły, nie jest jednak odosobniony. W historii literatury, a może po prostu w historii zanotowano kilka takich dziwnych zbiegów okoliczności.

Pan Morgan Robertson nie był pisarzem wielkiego formatu, zajmował się powieściami przygodowymi i sensacyjnymi. Jego dzieła nie cieszyły się zresztą nigdy zbyt wielkim powodzeniem u czytelników, choć jedno z nich zrobiło oszałamiającą furorę, ale dopiero w wiele lat po jego wydaniu.

W 1896 roku w Stanach Zjednoczonych wyszła kolejna powieść pana Robertsona, podobnie jak i poprzednie bez większych walorów artystycznych. Robertson - w przeszłości marynarz i kapitan, który wiele pływał po morzach i oceanach, doskonale znał różne realia morskie, toteż fabuła jego powieści, choć prościutka i nieskomplikowana, w całości poświęcona była tematyce morskiej.

Oto w dużym skrócie treść tej książeczki.

Pewnego dnia z Europy do Ameryki wyrusza niezwykły parostatek, olbrzym, największy z największych, jakie dotąd zbudowano. Kolos długości 245 metrów wyposażony w trzy śruby napędowe, w swym pierwszym rejsie transatlantyckim ma na pokładzie 3000 pasażerów. Podróż przebiega spokojnie, pasażerowie bawią się, wiedzą bo- wiem wszyscy, że statek jest całkowicie niezatapialny. Ale oto pewnej kwietniowej nocy kolos zderza się z górą lodową niedaleko od wybrzeży Ameryki. Akcja ratunkowa nie daje żadnego efektu i statek idzie na dno. Koniec.

Tu może jeszcze mała uwaga: w powieści Morgana Robertsona ów kolos nazywał się „Titanic".

Ot, i cała fabułka, nic szczególnego, prawda? Nie dziwmy się więc, że powieść nie cieszyła się specjalnym powodzeniem.

A jednak stała się bestsellerem, choć dopiero... po upływie szesnastu lat. Wtedy to właśnie (tym razem już nie w powieści, lecz naprawdę) w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku niedaleko wybrzeży Ameryki zderzył się z górą lodową największy w owych czasach statek mający na swym pokładzie 2000 pasażerów. Ten kolos morski, uważany za całkowicie niezatapialny, miał 250 metrów długości i wyposażony był również w 3 śruby (porównajcie!). W wyniku zderzenia z górą lodową statek zatonął, jego pierwszy rejs okazał się również ostatnim.

Mam nadzieję, że czytelnicy domyślili się już, jak się ten statek nazywał? Tak jest – również ,,Titanic". Wszystko zgadzało się prawie co do joty z powieścią zaprezentowaną przez Morgana Robertsona. Przypominam tu jeszcze raz, że wspomniana powieść ukazała się 16 lat przed wydarzeniami, jakie rozegrały się w rzeczywistości. Była to więc niejako ,,prorocza" książka, nie dziwmy się więc, że zdobyła sobie ogromną popularność właśnie po wypadku prawdziwego ,,Titanica".

No cóż, jeszcze raz literatura wyprzedziła życie. Historia zna jednak wypadki odwrotne, kiedy życie wyprzedzało fikcję literacką.

Czy pamiętacie pana Artura Conan Doyle'a, tego samego, który stworzył postać legendarnego detektywa Sherlocka Holmesa? A jeżeli - w co nie wierzę - nikt z Was nie przeczytał ani jednej książki opisującej niezwykłe przygody tego niezwykłego detektywa, na pewno zwróciliście uwagę, że nazwisko Artura Conan Doyle'a już się na kartkach naszej książki przewinęło. To on był autorem krew w żyłach mrożącej wersji o zaginięciu ,,Mary Celeste". No cóż, Artur Conan Doyle był jednak pisarzem wielkiej klasy, człowiekiem obdarzonym nieprzeciętną fantazją, co w literackim ,,fachu" jest jednak rzeczą pierwszoplanową.

Po tym wstępie możemy już przystąpić do opowieści o fikcji literackiej i prawdziwym życiu.

Tak się kiedyś złożyło, że Artur Conan Doyle, podróżując po Europie, znalazł się w Szwajcarii. Kraj piękny, malowniczy i dla rodowitego Anglika, mieszkającego stale na zamglonych wyspach Albionu, wręcz egzotyczny. W czasie swoich wędrówek autor Sherlocka Holmesa zatrzymał się kiedyś w niewielkim hoteliku pod nazwą ,,Schwarenbach". Był to dość dziwaczny budyneczek, nieciekawy, ponury, jak gdyby przygarbiony, w sumie sprawiający wrażenie dość przygnębiające. Pisarz, urzeczony niezwykłą atmosfera tego zakątka, jak zresztą całego miasteczka, powiewem osamotnienia, jaki snuł się wokół hoteliku, zdecydował się tu właśnie umieścić akcję swego kolejnego opowiadania kryminalnego.

Pomysł noweli zrodził się szybko, wymagał jedynie nieznacznego doszlifowania. Tak więc akcja miała się toczyć w tym ponurym hoteliku zagubionym w górach Szwajcarii, a głównym bohaterem miał być właściciel. Miał to być człowiek stary, równie ponury i rów nie samotny jak jego hoteliczek, do którego zresztą rzadko kto za- chodził. Przed wielu, wielu laty jego jedyny syn (przypominam, że to opowiadanie) uciekł z domu i odtąd wszelki słuch po nim zaginął.

Żona hotelarza, przybita zgryzotami i zmartwieniami, zmarła i starzec pozostał sam. Na widok ponurej postaci właściciela hoteliku ewentualnym gościom odchodziła ochota do zamieszkania w nim. Hotelik pustoszeje coraz bardziej, aż wreszcie pewnego dnia zrozpaczony i pogrążony w nędzy właściciel postanawia, że w okrutny sposób zamorduje pierwszego gościa, który zdecyduje się przenocować w hotelu.

Mija wiele dni i tygodni, ale chętnych do zamieszkania wciąż brak. Pewnego dnia zjawia się jednak młody człowiek i bez wahania wy- najmuje pokój. Nadchodzi wreszcie owa upragniona chwila, kiedy starzec może spełnić swoją przysięgę. Tejże nocy zabija podstępnie gościa i... rozpoznaje w nim swego własnego syna, który po latach nieobecności postanowił wrócić do ojca.

Znając mistrzowskie pióro Conan Doyle'a i jego liczne opowiadania kryminalne, należy przypuszczać, że i to stałoby się prawdziwą perełką nowelistyki. A jednak nie zostało nigdy napisane. Tak się bowiem złożyło, że następnego dnia wędrując uliczkami miasteczka natknął się na miejscową bibliotekę, niewielką, nie najlepiej zaopatrzoną.

Aby skrócić sobie długie wieczory przy kominku w hotelowym saloniku, wypożyczył z biblioteki maleńki tomik opowiadań Maupassanta. Kiedy wrócił do ,,Schwarenbachu" i usadowił się wygodnie w fotelu, zabrał się do lektury.

Jakież było jego zdziwienie, kiedy przekonał się, że... jego nowela została już napisana, i to właśnie przez Maupassanta! Jej treść pokrywała się co do joty z pomysłem samego Conan Doyle'a. Jego zdumienie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy dowiedział się, że w swoim czasie Maupassant często odwiedzał ową mieścinę i zatrzymywał się właśnie w hotelu ,,Schwarenbach". Conan Doyle często opowiadał swoim przyjaciołom i znajomym o tym dość niezwykłym zbiegu okoliczności, nie kryjąc swego prawdziwego zdziwienia. Ale jego zdziwienie byłoby jeszcze większe, gdyby znany mu był szczegół, o którym oczywiście nie wiedział.

Otóż mniej więcej przed stu laty niemiecki pisarz Zacharias Werner wydał tragedię zatytułowaną ,,24 luty". Akcja tej tragedii, podobnie jak u Maupassanta, rozgrywa się właśnie w ponurej scenerii hotelu ,,Schwarenbach". Utwór Wernera nie jest jednak całkowitą fikcją literacką, jak nowela Maupassanta czy też niedoszłe opowiadanie Conan Doyle'a. Werner oparł akcję swojej tragedii na autentycznym wydarzeniu, na autentycznym morderstwie, które w tym właśnie hotelu zostało popełnione w XVIII wieku.

----------------------------------------------------------

Książka zawiera tą jak i wiele innych opowieści napisanych przez samo życie a historie w niej zawarte… jak sama nazwa wskazuje są tak dziwne, że prawie niewiarygodne gdyby nie zdarzyły się naprawdę.

#ciekawostki #historia #zycie #ksiazka #swiat #przypadki #paranormalne

12

Co łączy Fundację Batorego i bolszewików?

Wszystko...

Teraz Niemcy i Ukraińcy chcą pisać historię na nowo.Zapewne nie dowiemy się już,że pejsaci kolaboranci sowietów dalej zasiadają na stołkach w PL. Na zdjęciu obok komuchowskiego i kaczora Aleksander Smolar, niegdyś prezes F.Batorego,syn żydowskiego zbrodniarza walczącego po stronie bolszewików.

http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Smolar

#historia #ciekawostki #zbrodnie

23

Wyobraź sobie że jesteś grajkiem/śpiewakiem grającym w klubie i przed wykonaniem kolejnego kawałka dostajesz karteczkę z wiadomością ze po zakończeniu występu zostaniesz zabity. Jest 16 maja 1992, nazywasz się Chalino Sánchez i właśnie coś takiego ci się przytrafiło.

Facet urodził się w meksykańskim Sinaloa znanym głównie z bycia miastem-matką dla jednego z najbardziej brutalnych meksowych karteli. Dorastał w biedzie, popełniał drobne przestępstwa już w wieku 15 lat odstrzelił typa który zgwałcił jego siostrę. pierwsze piosenki (corrido) komponował dla innych współwięźniów. W 1989 założył studio nagraniowe i wszystko jakoś się kręciło do feralnego 1992.

25 stycznia tego roku doszło do pierwszego zamachu na Sancheza gdy niejaki Eduardo Gallegos (schlany i sćpany) - mechanik zaczął strzelać do muzyka w kalifornijskim klubie Los Arcos. Sanchez przeżył, a popularność i popyt na jego usługi wzrosły. Sanchez wbrew radom zespołu postanowił wrócić z występami do Meksyku.

Sánchez opuścił klub w meksykańskim Culiacan 16 maja wraz z dwoma braćmi, kuzynem. Ich samochód został zatrzymany przez grupę uzbrojonych mężczyzn w czarnych Chevroletach. Okazali legitymacje policyjne i powiedzieli Sánchezowi, że ich dowódca chce się z nim widzieć. Sánchez zgodził się i wsiadł do jednego z ich samochodów. Następnego dnia znaleziono go w przydrożnym rowie związanego oraz dwoma kulami w tyle głowy. Winnych jak to w Meksyku nie znaleziono

#muzyka #ciekawostka #meksyk #historia

http://www.youtube.com/watch?v=dMNBjH--74w

9

Zanim rozpoczniesz jakiekolwiek badania, należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: "Czy coś w tym stwierdzeniu wydaje się podejrzane lub mało prawdopodobne?" Na przykład, już we wczesnej części Kodu Leonarda Da Vinci, Brown twierdzi, że przez okres trzechset lat Kościół Katolicki spalił pięć milionów czarownic na stosie w Europie około XV wieku. Byłem od razu podejrzliwy wobec tego "faktu", więc wyciągnąłem kalkulator i sprawdziłem. Rzym musiałby palić czterdzieści pięć kobiet dziennie, każdego dnia, przez trzysta lat. To sporo drewna opałowego.

Ponadto, szybkie wyszukiwanie w Internecie ujawniło, że populacja Europy w tamtym czasie wynosiła około 50 milionów. Jeśli połowa z nich była płci żeńskiej (25 milionów), a połowa z tych kobiet była dorosła (12,5 miliona), to mniej więcej 40 procent całej dorosłej kobiecej populacji zginęło z ręki Watykanu. To większa rzeź niż Czarna Śmierć w roku 1347, która zabijała co trzecią osobę. Powiedzmy po prostu, że wydaje się to wysoce mało prawdopodobne.

Zdjęcie

#historia #klamstwa

11

Jan III Sobieski załatwił sprawę w kilka godzin. Bitwa pod Wiedniemkresy.pl

Zdjęcie

Bitwa pod Wiedniem, stoczona 12 września 1683 roku, była jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach XVII-wiecznej Europy. W powszechnej świadomości zapisała się jako wielkie zwycięstwo króla Jana III Sobieskiego nad Imperium Osmańskim, które miało zatrzymać dalszą ekspansję turecką na zachód.

W rzeczywistości jednak decyzja polskiego monarchy o wyruszeniu z pomocą cesarzowi Leopoldowi I miała podłoże nie tylko sojusznicze czy religijne, lecz także strategiczne.

Dlaczego Sobieski poszedł pod Wiedeń?

Król stanął przed wyborem: walczyć wspólnie z Austriakami i książętami niemieckimi na obcej ziemi lub w kolejnym roku samotnie mierzyć się z armią turecką pod murami Krakowa. Upadek Wiednia oznaczałby bowiem otwarcie drogi dla Imperium Osmańskiego ku ziemiom Rzeczypospolitej. Zdecydowanie lepiej było stawić czoła przeciwnikowi w sojuszu i poza granicami kraju, niż samodzielnie bronić ojczyzny. Jak mówił na naszych łamach prof. Mirosław Nagielski: – Sobieski wyłożył swoje stanowisko w liście do hetmana Sieniawskiego. Pisał, że lepiej wojować z Turcją przy pomocy wszystkich sił cesarstwa i w dużej mierze na jego koszt, niż w pewnym momencie stanąć sam na sam z całą potęgą turecką. To było rozsądne stanowisko.

Na sejmie początkowo brakowało zrozumienia dla planów króla. Od czasu pokoju w Stambule z 1678 roku, mimo że zawartego na niekorzystnych warunkach, wielu Polaków sądziło, że Turcja nie zagrozi Polsce. Sobieski, chcąc przełamać tę opinię, odciął się demonstracyjnie od stronnictwa francuskiego i ujawnił działania posła Wersalu markiza de Vitry oraz związanych z nim magnatów (Francja była wówczas naturalnym sprzymierzeńcem Turcji, osłabiającej cesarza Leopolda I). Dzięki temu król uzyskał poparcie dla sojuszu z Austrią, zawartego 31 marca 1683 roku.

Polacy stanowili jedną trzecią sił sprzymierzonych

Po stronie chrześcijańskiej pod Wiedniem stanęło około 65–68 tysięcy żołnierzy. Wojsko polskie liczyło ponad 20 tysięcy, czyli jedną trzecią całości. Cesarza Leopolda I wspierały kontyngenty lenników Rzeszy, przede wszystkim z Bawarii, Hesji i Saksonii.

Turcy oblegali Wiedeń od lipca. Miasto, pozbawione dostaw i nękane ciągłymi atakami, mogło się bronić najwyżej kilka dni. Kara Mustafa, wielki wezyr, liczył na rychłe zwycięstwo i lekceważył wiadomości o nadciągających oddziałach. – Licząc na szybkie zdobycie Wiednia, zlekceważył napływające informacje o zbliżaniu się ogromnej armii sojuszniczej – przypomina na łamach portalu Muzeum Historii Polski dr Konrad Bobiatyński. – Dowódca turecki zaczął przygotowywać się do walki właściwie dopiero w przeddzień bitwy, kiedy oddziały chrześcijańskie zaczęły już przeprawiać się przez Las Wiedeński i wychodzić bezpośrednio na przedpole Wiednia.

Bitwa trwała kilka godzin

Rankiem 12 września wojska sprzymierzonych zajęły wzgórza Lasu Wiedeńskiego. Na lewej flance nacierały wojska austriackie pod dowództwem Karola Lotaryńskiego, w centrum walczyły oddziały niemieckie książąt Rzeszy, a na prawym skrzydle do decydującego natarcia ruszyła armia polska pod wodzą Jana III Sobieskiego. – Sobieski nie wiedział, czy rozegrać bitwę w jeden dzień, czy w dwa – wyjaśnia prof. Nagielski. – Kiedy jednak zobaczył, że atak wojsk Karola Lotaryńskiego w kierunku Wiednia dobrze się rozwija i także Waldeck, dowódca centrum sił sprzymierzonych, posuwa się do przodu, zdecydował się skończyć bitwę tego samego dnia szarżą jazdy.

Bez wątpienia to prowadzona od rana przez Jana III Sobieskiego z pozycji na Kahlenbergu jazda polska zdecydowała o wyniku starcia. Ostateczna szarża husarii – królewskiej i oddziałów hetmana Jabłonowskiego – rozpoczęła się około godziny 18:00. Ze wzgórz runęło na Turków blisko 20 tysięcy jeźdźców, w tym około 2,5 tysiąca husarzy.

Ciężka jazda stopniowo rozpędzała się, by w pełnym cwale uderzyć niczym huragan na obóz przeciwnika. Za husarią nacierały chorągwie pancerne, lekka jazda oraz oddziały sprzymierzone – austriackie i niemieckie. Była to szarża bez precedensu, prowadzona osobiście przez Sobieskiego. Jej impet okazał się tak miażdżący, że janczarzy i tureccy artylerzyści zdołali oddać zaledwie jedną salwę. Oddziały osmańskie, zaskoczone i źle ustawione, wpadły w panikę i rzuciły się do ucieczki. Bitwa trwała zaledwie kilka godzin.

Choć dziewiętnastowieczna literatura austriacka czy niemiecka próbowała przypisywać główną rolę Karolowi Lotaryńskiemu, źródła nie pozostawiają wątpliwości: naczelnym dowódcą sprzymierzonych był Jan III Sobieski. Zarówno układ sojuszniczy, jak i jego doświadczenie wojskowe oraz autorytet sprawiły, że to on decydował o planie i wykonaniu operacji. Nawet w dalekim Iranie polski król otrzymał zaszczytny przydomek El Ghazi – „Zwycięzca”.

Wielkie zwycięstwo, mała korzyść

Zwycięstwo wiedeńskie nie przyniosło Rzeczypospolitej tak dużych korzyści, jak jej sojusznikom. Rok po bitwie powstała Liga Święta z udziałem Polski, Austrii, Wenecji i papiestwa, a od 1686 roku także Rosji. Wojna z Turcją trwała aż do traktatu w Karłowicach w 1699 roku. Najwięcej zyskała Austria, odzyskując Węgry z Budą, część Siedmiogrodu i Chorwacji. Rosja wymogła zgodę Polski na podpisanie pokoju Grzymułtowskiego, który oddawał jej Kijów. Wenecja zdobyła Peloponez.

Rzeczpospolita odzyskała jedynie Podole z Kamieńcem oraz prawobrzeżną Ukrainę – terytoria utracone w 1672 roku. Sobieski snuł dalekosiężne projekty dynastyczne, chcąc zapewnić tron synowi Jakubowi w Mołdawii, Prusach czy nawet na Węgrzech. Jednak te koncepcje pozostały w sferze politycznych mrzonek i nie znalazły poparcia szlachty, która zadowoliła się odzyskaniem Podola.

Choć polityczne owoce wiktorii wiedeńskiej były dla Polski ograniczone, bitwa znacząco podniosła prestiż Sobieskiego i umocniła jego przydomek „Lwa Lechistanu”. Ogromny obóz turecki, wraz z artylerią, zapasami i kosztownościami, stał się bogatym łupem, a orientalne zdobycze wpłynęły na kulturę szlachecką. – Tutaj Sobieski odniósł dużo większe korzyści niż w sferze politycznej – mówi dr Bobiatyński. – Z rejestru łupów wynika, że polski król, jako główny zwycięzca w bitwie, zagarnął bardzo wielką część zdobyczy. Później w Polsce te łupy przyczyniły się do dalszego rozpropagowania kultury Orientu w społeczeństwie szlacheckim Rzeczypospolitej. A na pewno przyczyniły się do podniesienia prestiżu króla. Oczywiście stanowiły także wielki zysk materialny.

Z legendą zwycięstwa związana jest także historia Jerzego Franciszka Kulczyckiego, Polaka, który w Wiedniu założył pierwszą kawiarnię, wykorzystując zdobyczne zapasy kawy/

Bitwa pod Wiedniem pozostaje symbolem wspólnej walki chrześcijańskiej Europy przeciwko ekspansji osmańskiej i przykładem militarnego geniuszu Sobieskiego. Choć jej polityczne skutki nie spełniły królewskich ambicji, w wymiarze historycznym i kulturowym zwycięstwo to należy do najświetniejszych kart dziejów Rzeczypospolitej.

http://kresy.pl/kresopedia/jan-iii-sobieski-zalatwil-sprawe-w-kilka-godzin-bitwa-pod-wiedniem/

#historia

14

Narciarka i bohaterka. Helena Marusarzówna była najlepszą tatrzańską kurierkąkresy.pl

Zdjęcie

12 września 1941 roku, w Pogórskiej Woli pod Tarnowem Niemcy rozstrzelali Helenę Marusarzównę – jedną z najwybitniejszych polskich narciarek okresu międzywojennego, kurierkę tatrzańską i bohaterkę polskiego podziemia. Miała zaledwie 23 lata.

Helena urodziła się w 1918 roku w Zakopanem, w góralskiej rodzinie. Już jako dziecko zaczęła startować w zawodach narciarskich organizowanych m.in. przez Kornela Makuszyńskiego. Kiedy dorosła, wstąpiła do sekcji narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem. Jej talent szybko się ujawnił – w latach 1936–1939 była najlepszą zawodniczką w kraju, siedmiokrotnie zdobywając mistrzostwo Polski w konkurencjach alpejskich: biegu zjazdowym, slalomie i kombinacji. W 1939 roku przygotowywała się do startu w mistrzostwach świata, lecz plany przerwała kontuzja, a niedługo potem wybuch wojny.

Podobnie jak rodzeństwo, Helena włączyła się w działalność konspiracyjną. Została kurierką tatrzańską, kursując na trasie Zakopane–Budapeszt. Przenosiła dokumenty, meldunki, pieniądze, a także przeprowadzała ludzi przez granicę. Nie wiadomo, ile razy pokonała tę trasę.

Jej odwaga i dyscyplina sprawiły, że szybko zdobyła zaufanie współpracowników i stała się jednym z najbardziej cenionych kurierów. Niemcy zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowiła, dlatego była przez nich poszukiwana. Mimo wielkiego ryzyka, przez wiele miesięcy unikała wpadki.

W marcu 1940 roku została zatrzymana przez słowacką żandarmerię na granicy z Węgrami i przekazana gestapo. Rozpoczął się dla niej okres brutalnych przesłuchań i więzienia – w Zakopanem, Muszynie, Nowym Sączu i Tarnowie. Była wielokrotnie torturowana, jednak nie zdradziła nikogo z podziemia i odrzuciła wszelkie propozycje współpracy. Niemcy liczyli, że znana sportsmenka stanie się ich narzędziem propagandowym, ale Helena pozostała nieugięta.

12 września 1941 roku wraz z pięcioma innymi więźniarkami została wywieziona z tarnowskiego więzienia do Pogórskiej Woli. W leśnym zagajniku kobiety rozstrzelano. Świadkowie wspominali, że przed śmiercią śpiewały pieśń do Matki Boskiej. Miejsce pochówku zamaskowano, a ciała przykryto piaskiem i posadzono krzak jałowca.

Dopiero w 1958 roku przeprowadzono ekshumację. Część prochów Marusarzówny złożono w Pogórskiej Woli, a część przewieziono do Zakopanego i pochowano na cmentarzu zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Jej pogrzeb zgromadził setki górali i działaczy niepodległościowych.

Pośmiertnie odznaczono ją Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari. W historii Helena Marusarzówna zapisała się zarówno jako wybitna sportsmenka, jak i bohaterka, która za wierność Polsce zapłaciła najwyższą cenę.

http://kresy.pl/kresopedia/narciarka-i-bohaterka-helena-marusarzowna-byla-najlepsza-tatrzanska-kurierka/

#Polska #iiiwojnaswiatowa #historia #bohater

18