A propos mojego wpisu http://lurker.land/post/5pjsyay0natg

Tak wygrały statystyki dwadzieścia lat temu,spadek w PL 🇵🇱 zbiegł się dziwnie z wejśćiem polski do unii jewropejskiej. 😜

Statystyki przestępczości sprzed 10 (2016) i 20 lat (2006):

Niemcy (łączna liczba przestępstw):

- 2006: 6 304 223

- 2016: 6 372 526

- 2024: 5 837 445

Polska:

- 2006: 1 013 071

- 2016: 776 909

- 2024: 440 269

Odsetek podejrzanych cudzoziemców w Niemczech: ~22% (2006), ~31% (2016), ~42% (2024).

Źródła: BKA PKS, Policja Polska, Eurostat.

Niemcy dziwią się polskim statystykom przestępczości w biednym kraju będąc beneficjentem rabunku całej Europy . Realia życia i kar jakie grożą za recydywę w krajach bloku wschodniego to inny temat bo w DE i ogólnie na zachodzie to jest "hotel" a nie kryminał i kary są niższe choć wraz z napływem nachodzców i to się zmienia. W DE jest większa ilość obcokrajowców niż w PL 2_3 🇵🇱 do 15% 🇩🇪 a przestępczość jest większa niż u tubylców.Kolejną sprawa to zwykła nienawiść do kraju , który rozpoczął wojnę światową i usprawiedliwienie popełnianych przez imigrantów przestępstw.Do powolnego upadku Niemiec przyczyniają się też sami Niemcy w szczególności pokolenia uchodźców z krajów poza europejskich a szczególnie muzułmanów,których nic nie łączy z europejską kulturą.No i co za tym idzie lewactwo nie mające nic wspólnego z moralnością itp.do tego zarabiają na imigrantach pogarszając poziom życia w karaju, statystyki mówią same za siebie,połowa imigrantów nie pracuje a oni chcą ich sprowadzać ich więcej bo w DE brakuje rąk do pracy. 🤡🌍

Swoją drogą faktem jest ,że od czasów zaborów Polska była niszczona,zapoczątkowali to Szwedzi i pewnien pustynny naród razem z KK sprowadzeni na tereny Słowian tysiąc lat temu. Później była druga wojna światowa i żydo bolszewizm po którym w tak zwanej demokracji nie zostało już nic poza trupem nad którym jak sępy zaczęły pastwić się zachodnie korporacje.Teraz pozostaje nam patrzeć na Polskę w której resztki wolności będą zabierane przez technokrację i obce rządy. I tutaj znów pojawia się temat imigrantów,bo że względu na coraz większą liczbę popełnianych przestępstw przez nich i rozgłosu , który nadaje prawica będzie coraz bardziej dokręcana śruba "zwykłym obywatelom".Co by nie mówić, że są tylko źli imigranci no prawdopodobnie oprócz pesjów i muzułmanów,że względu na ich religię to gospodarka RFN potrzebuje ich jak drzewo wody.

#przemyslenia #historia

#polska

12

Spalona wieś, zamordowani mieszkańcy. Puźniki 1945kresy.pl

Zbrodnia w Puźnikach była jednym z masowych mordów dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na polskiej ludności cywilnej w Małopolsce Wschodniej po zakończeniu działań frontowych II wojny światowej. Do ataku doszło w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku.

Puźniki były wsią położoną w dawnym powiecie buczackim województwa tarnopolskiego. Zbrodni dokonały sotnie podporządkowane kureniowi dowodzonemu przez Petra Chamczuka „Bystrego”.

Samoobronę zlikwidowali Sowieci

Przed wojną Puźniki były niemal w całości zamieszkane przez Polaków. W latach 1943–1944, w obawie przed narastającą falą mordów dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, mieszkańcy zorganizowali samoobronę opartą na strukturach Armii Krajowej. Po ponownym wkroczeniu Armii Czerwonej latem 1944 roku dowódca samoobrony został aresztowany, część mężczyzn wcielono do Wojska Polskiego, a ludność – na polecenie władz sowieckich – zmuszono do zdania posiadanej broni.

Na kilka dni przed atakiem UPA doszło do masowych mordów Polaków w sąsiednich miejscowościach Barysz i Zalesie, co dodatkowo potęgowało atmosferę zagrożenia.

Atak na Puźniki nastąpił w chwili zmiany nocnych wart. Oddziały UPA otoczyły wieś i rozpoczęły mordowanie ludności cywilnej przy użyciu broni palnej, siekier, bagnetów i noży, jednocześnie podpalając zabudowania. Najwięcej ofiar zginęło w tzw. rowie Borkowskiego, gdzie ukrywały się kobiety i dzieci. Próby obrony miały charakter chaotyczny i okazały się nieskuteczne. Nad ranem napastnicy wycofali się z miejscowości.

Liczba ofiar nie została jednoznacznie ustalona. W zależności od źródeł zamordowano od około 50 do nawet 120–130 Polaków. Zginęły głównie kobiety, dzieci i osoby starsze. Wieś została w znacznej części spalona, a ocaleni mieszkańcy wkrótce opuścili Puźniki, które ostatecznie przestały istnieć.

Wiosną 2025 roku w miejscu zbrodni przeprowadzono prace ekshumacyjne prowadzone przez polsko-ukraiński zespół badaczy. Wydobyto szczątki co najmniej 42 osób, w tym dzieci i kobiet, oraz liczne przedmioty osobiste. Trwające badania genetyczne mają umożliwić identyfikację ofiar i precyzyjne ustalenie skali zbrodni.

Usunąć „zajmańców”

Koncepcja usunięcia tzw. „zajmańców”, czyli Polaków i Żydów, z Wołynia oraz Małopolski Wschodniej pojawiła się w środowiskach ukraińskich nacjonalistów już we wczesnych latach 20. XX wieku. Najpierw w kręgach Ukraińskiej Wojskowej Organizacji, a następnie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), dojrzewała idea budowy państwa ukraińskiego poprzez radykalne „oczyszczenie” spornych terytoriów.

Ideologiczne podstawy takiego myślenia stworzyły poglądy Dmytra Doncowa oraz Mychajły Kołodzińskiego. Zakładały one powstanie silnego, monoetnicznego państwa ukraińskiego, w którym nie było miejsca dla innych narodów. Masowa eksterminacja Żydów w okupowanej przez III Rzeszę Europie od 1942 roku utwierdziła nacjonalistów w przekonaniu, że eliminacja całych grup ludności jest możliwa do przeprowadzenia w warunkach wojny.

W 1940 roku OUN rozpadła się na dwa rywalizujące nurty – skupiony wokół Andrija Melnyka oraz kierowany przez Stepana Banderę. To frakcja banderowska wysunęła postulat rozwiązania kwestii przynależności Wołynia i Małopolski Wschodniej poprzez masową eksterminację polskiej ludności. W lutym 1943 roku, podczas III Konferencji OUN-B, zapadła decyzja o utworzeniu Ukraińskiej Powstańczej Armii. W krótkim czasie jej struktury wzmocniło kilka tysięcy uzbrojonych funkcjonariuszy Ukraińskiej Policji Pomocniczej, którzy zdezerterowali z niemieckiej służby.

Rzeź ludności polskiej rozpoczęła się w lutym 1943 roku, a kulminację osiągnęła latem tegoż roku. Napady trwały do 1945 roku. Ataki miały charakter planowy, często przeprowadzane były z udziałem miejscowej ludności ukraińskiej, a ofiary ginęły w sposób wyjątkowo brutalny – od kul, siekier, wideł i innych narzędzi gospodarskich. Jak podaje IPN, w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali od 80 tys. do 120 tys. Polaków.

http://kresy.pl/kresopedia/spalona-wies-zamordowani-mieszkancy-puzniki-1945/

#wolyn #Polska #upa #banderyzm #banderowcy #ludobojstwo #mordercy #historia

13

Jak to jest, że Żydówka z Izraela umie po polsku a rabiny urodzone w Polsce nie??

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/1205566365016711

#zydzi #Polska #historia

8

Izrael zniszczył cmentarz w tym groby poległych Polaków!magnapolonia.org

http://www.magnapolonia.org/izraelskie-buldozery-zniszczyly-cmentarz-z-polskimi-grobami/

Zniszczone groby, zniszczona pamięć

Ojczyzna to nie tylko granice i język.

Ojczyzna to także groby tych, którzy umierali daleko od domu, wierząc, że walczą o wolność.

W czasie II wojny światowej tysiące Polaków zostało rzuconych w wir historii na Bliski Wschód.

Nie z własnej woli — z rozkazu, z konieczności, z nadziei na powrót do wolnej Polski.

Część z nich nigdy nie wróciła.

Ich mogiły rozsiane są po świecie: we Włoszech, w Afryce, w Iraku, w Palestynie.

Jednym z takich miejsc był wojenny cmentarz w Strefie Gazy.

Spoczywali tam żołnierze alianccy, w tym Polacy — lotnicy, żołnierze pomocniczych formacji, ludzie bezimienni dla wielkiej polityki, ale nie dla historii.

Dziś ten cmentarz w dużej mierze nie istnieje.

Został zrównany z ziemią przez ciężki sprzęt wojskowy.

Nie przez czas.

Nie przez erozję.

Nie przez zapomnienie.

Przez buldożery.

Zdjęcia satelitarne nie kłamią.

Tam, gdzie były równe rzędy nagrobków, są dziś ślady gąsienic i przekopana ziemia.

Nie był to przypadkowy skrawek pustkowia.

Było to miejsce pochówku żołnierzy chronione przez międzynarodowe konwencje i wojenną tradycję szacunku dla poległych.

Zniszczenie cmentarza wojennego nigdy nie jest „neutralnym działaniem operacyjnym”.

Zawsze jest symbolem.

Symbolem tego, że nawet martwi nie są już bezpieczni.

Że pamięć przegrywa z logistyką wojny.

Można tłumaczyć to „koniecznością militarną”.

Można mówić o „strefie działań bojowych”.

Można używać języka procedur i bezpieczeństwa.

Ale żadna z tych formuł nie przywróci zniszczonych grobów.

Wśród nich były także polskie nazwiska.

Ludzie, którzy nie walczyli ani za Hamas, ani za Izrael.

Walczyli kiedyś za Europę, za aliantów, za przetrwanie własnego narodu.

I właśnie dlatego ta sprawa nie jest „lokalnym problemem Bliskiego Wschodu”.

To sprawa pamięci historycznej, która powinna być wspólna.

Milczenie wobec niszczenia polskich grobów za granicą jest zgodą.

Zgodą na to, że polska historia nie ma znaczenia, gdy staje na drodze cudzych interesów.

Państwo, które nie upomina się o swoich poległych,

uczy świat, że można ich bezkarnie zepchnąć spychaczem.

Groby nie mają głosu.

Ale my go jeszcze mamy.

I od nas zależy, czy zostanie użyty.

#historia #wojna #izrael

19

Niepokalanów 1938 – Twierdza polskiego ducha i techniki. Zapomniana potęga gospodarcza II RP. [Wideo]youtu.be

Krótki dokument o tym, jak Św. Maksymilian zbudował od zera najnowocześniejsze wydawnictwo w Europie. 700 braci, własna elektrownia, straż pożarna i maszyny lepsze niż w Warszawie. Dowód na to, jak potrafią zorganizować się Polacy, gdy mają cel.

Link: http://youtu.be/vASW3vB_ITM

#polska #historia #katolicyzm #ciekawoski #patriotyzm #technologia

7

Co by nie powiedzieć,żyjemy w otwartym psychiatryku. 🤡🌍

W 1973 roku osiem całkowicie zdrowych osób trafiło do szpitali psychiatrycznych w Stanach Zjednoczonych.

Żaden z nich nie był chory.

Nikt w środku nie zdawał sobie z tego sprawy. 🧠

To nie był wypadek.

Był to eksperyment zaprojektowany przez psychologa Davida Rosenhana, mający na celu odpowiedź na niepokojące pytanie.

Czy specjaliści są w stanie wiarygodnie odróżnić zdrowie psychiczne od choroby psychicznej?

Aby się tego dowiedzieć, Rosenhan zwerbował osiem zwykłych osób: malarza. Gospodynię domową. Pediatrę. Studentkę.

Skłamali tylko w jednej sprawie. Powiedzieli, że słyszeli głosy. Tylko trzy słowa. „Pusto”. „Głucho”. „Łup”.

To wystarczyło.

Przyjęto wszystkich ośmiu.

W chwili, gdy weszli do szpitali, przestali udawać. Zachowywali się normalnie. Współpracowali. Prosili o wypisanie. 🚪

Nigdy nie zadziałało.

Każda normalna czynność była interpretowana jako objaw.

Robienie notatek stało się obsesyjnym zachowaniem.

Spokojne czekanie stało się patologicznym szukaniem uwagi.

Uprzejmość stała się kontrolowanym zachowaniem zgodnym z chorobą.

U siedmiu osób zdiagnozowano schizofrenię.

Osoba z depresją maniakalną.

Żaden z pracowników nie uznał ich za zdrowe.

Ale pacjenci tak.

Prawdziwi pacjenci podchodzili do nich i szeptali: „Nie jesteście tacy jak inni. Nie pasujecie tutaj”.

Ci, których uważano za chorych, widzieli to, czego nie widzieli przeszkoleni specjaliści.

Średni pobyt wynosił 19 dni.

Jedna osoba pozostała w szpitalu przez 52 dni. ⏳

Każdy dzień utwierdzał nas w tej samej prawdzie. Raz zaszufladkowana rzeczywistość przestała mieć znaczenie.

Kiedy Rosenhan opublikował książkę „O zdrowym rozsądku w miejscach chorych psychicznie”, świat psychiatrii oszalał. Jeden ze szpitali rzucił mu wyzwanie, by wysyłał nowych pseudopacjentów, przekonany, że ich wyłapią.

Rosenhan się zgodził.

W ciągu kolejnych miesięcy szpital zidentyfikował 41 domniemanych oszustów.

Rosenhan nie wysłał nikogo. Ani jednej osoby.

Wniosek był nieunikniony.

Diagnoza nie zawsze opierała się na faktach. Kształtował ją kontekst i oczekiwania.

Ten eksperyment podważył ślepe zaufanie do etykiet klinicznych i wymusił poważne zmiany w sposobie diagnozowania i leczenia chorób psychicznych. Jednak jego głębsza lekcja wciąż nie daje spokoju.

Percepcja może zniekształcać rzeczywistość bardziej niż samo szaleństwo.

A czasami najniebezpieczniejszą iluzją są ci, którzy wierzą, że nie mogą się mylić.

#ciekawostki #psychologia #historia

20

Na zdjęciu widać Elektronika WM-12 (często zapisywana jako VM-12) – radziecki magnetowid kasetowy VHS, jeden z pierwszych seryjnie produkowanych w ZSRR.

Identyfikacja i opis urządzenia

Pełna nazwa: Elektronika WM-12

Producent: zakłady Elektronika (ZSRR)

Kraj produkcji: Związek Radziecki

Standard: VHS

Rok wprowadzenia: ok. 1984–1985

Przeznaczenie: rynek wewnętrzny ZSRR oraz kraje bloku wschodniego

WM-12 był pełnowymiarowym magnetowidem domowym, obsługującym kasety VHS w trybie SP. Konstrukcja była masywna, oparta na metalowym chassis, z dużą liczbą elementów dyskretnych. Charakterystyczny jest bardzo „techniczny” panel przedni: suwakowe i klawiszowe przełączniki, wskaźniki LED oraz rozbudowany blok programatora czasowego.

Cechy techniczne (w przybliżeniu)

zapis i odtwarzanie VHS (SP, bez LP/EP)

tuner analogowy SECAM/PAL (zależnie od wersji)

ręczne strojenie kanałów

timer do nagrań

wyjście RF i composite

bardzo duża masa i pobór mocy w porównaniu z zachodnimi odpowiednikami

Urządzenie uchodziło za mechanicznie trwałe, ale jednocześnie:

trudne w serwisowaniu

wrażliwe na jakość taśmy

podatne na rozkalibrowanie toru wizyjnego

Jakość obrazu była wyraźnie gorsza niż w sprzęcie japońskim, zwłaszcza pod względem stabilności i poziomu szumów.

Konkurencja z Zachodu (ten sam okres)

W połowie lat 80. Zachód miał już dużą przewagę technologiczną.

Przykładowe modele:

JVC HR-3300 / HR-D725

Panasonic NV-2000 / NV-370

Sony SL-C7 / SL-HF100

Philips VR-6560

Porównanie

Cecha Elektronika WM-12 / Zachodnie VHS

Rok technologii początek VHS / 2–3 generacje dalej

Jakość obrazu przeciętna / bardzo dobra

Stabilność mechaniki wysoka masa, ale toporna / precyzyjna, cicha

Funkcje podstawowe / LP/EP, OSD, autokalibracja

Ergonomia. słaba / wysoka

Niezawodność długoterminowa/ zmienna wysoka

Zachodnie magnetowidy były mniejsze, cichsze, miały lepszą elektronikę sterującą i znacznie bardziej dopracowany tor wizyjny.

Podobne modele z Polski

W Polsce nie produkowano seryjnie magnetowidów VHS.

Istniały jednak:

projekty prototypowe (Unitra, WZT, Unimor) – nigdy nie weszły do masowej produkcji

montaż lub dystrybucja zagranicznych modeli pod polskimi oznaczeniami (głównie sprzęt japoński lub koreański)

Najczęściej spotykane w PRL były magnetowidy:

Panasonic

JVC

GoldStar (LG)

Funai

Sprzęt radziecki, taki jak Elektronika WM-12, trafiał do Polski w bardzo ograniczonych ilościach i był raczej ciekawostką niż realną alternatywą.

Znaczenie historyczne

Elektronika WM-12 ma dziś wartość kolekcjonerską i muzealną. To przykład próby dogonienia Zachodu w dziedzinie elektroniki użytkowej, wykonanej dużym kosztem materiałowym, ale bez dostępu do nowoczesnych technologii półprzewodnikowych i precyzyjnej mechaniki.

#elektronika #historia #zsrr

5

1 lutego 1944 roku w Warszawie przeprowadzono akcję likwidacji dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski Franza Kutschery, jednego z głównych organizatorów niemieckiego terroru w okupowanej stolicy.

#historia #ciekawostki #polska

11

#niemcy #twitter #historia

Liebe to pół Niemiec i pół główek 🙃

🇩🇪🚷👍

9

Ukraińskie MSZ: od trzech do pięciu tysięcy Ukraińców zdobywało Monte Cassinokresy.pl

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi, że ukraińscy żołnierze zdobywali Monte Cassino. Była to reakcja na wypowiedzi wicepremiera Włoch Matteo Salviniego.

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odniosło się do wypowiedzi wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, który wezwał prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego do podpisania porozumienia pokojowego. Reakcję strony ukraińskiej przedstawił rzecznik MSZ Georgij Tychyj w serwisie X.

Dyplomata twierdzi, że w bitwie o Monte Cassino, udział wzięło od 3 do 5 tysięcy Ukraińców. Jego zdaniem, walczyli oni ramię w ramię z innymi aliantami o wyzwolenie Włoch i bezpieczeństwo całej Europy.

Na podstawie artykułu Jerzego Grzybowskiego dotyczącego udziału Ukraińców w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie można wysnuć, że przez Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie w czasie II wojny światowej przewinęło się około 2 tys. żołnierzy narodowości ukraińskiej, z czego znaczna część służyła w 2. Korpusie Polskim walczącym we Włoszech. W maju 1944 roku, podczas bitwy o Monte Cassino, korpus ten liczył około 50 tys. żołnierzy.

Na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino zidentyfikowano 18 poległych żołnierzy narodowości ukraińskiej.

W swojej wypowiedzi Tychyj odniósł się bezpośrednio do słów Matteo Salviniego, sugerując, że apele o zawarcie porozumienia pokojowego powinny być kierowane nie do władz Ukrainy, lecz do prezydenta Rosji Władimira Putina. Jak stwierdził, to Rosja rozpoczęła wojnę i ponosi odpowiedzialność za jej kontynuowanie.

Podczas weekendowego wydarzenia politycznego „Idee w ruchu”, zorganizowanego przez prawicową Ligę w miejscowości Rivisondoli w regionie Abruzja, wicepremier Włoch Matteo Salvini skrytykował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Wystąpienie miało miejsce kilka dni po przemówieniu ukraińskiego przywódcy na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Salvini stwierdził, że po latach szerokiego wsparcia politycznego, wojskowego i finansowego ze strony państw Zachodu Zełenski nie ma podstaw do formułowania pretensji wobec europejskich partnerów. W jego ocenie pomoc udzielona Ukrainie była znacząca i długotrwała, a obecna postawa władz w Kijowie budzi wątpliwości części europejskiej opinii publicznej.

„Słyszeliśmy Zełenskiego, który po wszystkich pieniądzach, po całym wysiłku i po całej pomocy, jeszcze ma czelność narzekać” – powiedział Salvini. Dodał, że sytuacja Ukrainy na froncie jest trudna, a dalsze prowadzenie wojny wiąże się z rosnącymi stratami. „Mój przyjacielu, przegrywasz wojnę, tracisz ludzi, tracisz wiarygodność i godność. Podpisz porozumienie pokojowe jak najszybciej. Musisz wybrać między porażką a całkowitą klęską” – stwierdził.

http://kresy.pl/wydarzenia/ukrainskie-msz-ukraincy-zdobywali-monte-cassino/

#iiiwojnaswiatowa #historia

8

Żydowscy kolaboranci Hitlerathreadreaderapp.com

Wojna w kolorze_twitter.

"Chciałbym przypomnieć wiersz Icchaka Kacenelsona, „O bólu mój”:

„Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy

O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…

I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby

Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom!”"

http://threadreaderapp.com/thread/1883878817586131038.html

#historia #wojna #zydzi

*wpisując na tłiterze - @threadapp unroll - w powiadomieniach otrzymujemy link z artykułem.

12

XVII wieczne pouczenie Żydów mieszkających nad Wislą, aby zaniechac w nowych wydaniach swoich ksiąg obrzydliwych odniesień do Jezusa (były one później kolportowane drogą ustną w szkołach rabinicznych)

Książka "Talmud o górach" pióra księdza Kruszyńskiego

#zydzi #historia

11

Ciemna historia biblijnego Izraela. 😈 ✡️ ⚔️youtu.be

Jedno trzeba przyznać Jahweh. Ma wyjątkową cierpliwość do narodu który go notorycznie zdradza od tysięcy lat. To też się przekłada na jego "skuteczność".

Podroż po historii starożytnego Izraela i jego niuansów polityczno religijnych.

Zdjęcie

-----------------------------------------

http://youtu.be/CAqbBoZg4eo?si=tiyCne2DC2HDI9Gr

-----------------------------------------

#ciekawostki #historia #izrael #zydzi #wojna #zbrodnie #religia

11

Rzekomy deep state w II RP:

Zdjęcie

znalezione na X bez szerszego kontekstu

#deepstate #zydostwo #historia

10

#ciekawostki #historia #ziemia #kosmos

Około 3-4 mld lat temu, tj. w czasie "młodości" Księżyca, znajdował się on dużo bliżej Ziemi, w odległości ok. 150 000 km (obecnie ok. 400 000 km). W związku z tym jego wpływ na naszą planetę był silniejszy niż obecnie. Powodowało to powstawanie znacznie wyższych niż obecnie pływów na powierzchni pierwotnych oceanów rodzących się na Ziemi.

Ponadto fala pływowa systematycznie spowalnia obrót Ziemi, wydłużając dobę. Szacuje się, że pierwotnie okres obrotu Ziemi mógł wynosić zaledwie 6 godzin.

14

Oto najstarszy klasztor w Polsce – przetrwał wojny, rozbiory i kasatynational-geographic.pl

http://www.national-geographic.pl/traveler/kierunki/cuda-polski-opactwo-benedyktynow-w-tyncu/

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to jedno z najważniejszych miejsc sakralnych i historycznych w Polsce. Położone na malowniczym wapiennym wzgórzu nad Wisłą, opactwo powstało w XI wieku i jest najstarszym funkcjonującym klasztorem benedyktyńskim w kraju. W ciągu prawie tysiąca lat przechodziło przez zniszczenia, odbudowy i przemiany, by dziś stać się popularnym celem pielgrzymek, turystyki kulturowej oraz miejscem kontemplacji i zwiedzania.

Opactwo benedyktynów w Tyńcu to nie tylko najstarszy klasztor w Polsce, ale także jedno z najcenniejszych miejsc dziedzictwa religijnego i kulturowego w kraju. Położone na malowniczym wzgórzu nad Wisłą w zachodniej części Krakowa, opactwo tynieckie od XI wieku pełniło kluczową rolę duchową, edukacyjną i obronną. Przez stulecia przetrwało najazdy tatarskie, wojny i okres kasaty, by dziś służyć jako miejsce kontemplacji, turystyki religijnej oraz zwiedzania architektonicznego. Bogata historia, wyjątkowa architektura romańska i barokowa, a także życie według reguły świętego Benedykta czynią z Tyńca obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto interesuje się dziedzictwem benedyktynów w Polsce.

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu

Historia opactwa benedyktynów w Tyńcu sięga czasów odbudowy polskiej państwowości po najazdach i kryzysie lat 40. XI wieku. Opactwo w Tyńcu zostało prawdopodobnie założone około 1044 roku z inicjatywy Kazimierza I Odnowiciela, który sprowadził zakonników benedyktyńskich z zachodu Europy jako element wzmocnienia struktur kościelnych i kulturalnych. Usytuowanie klasztoru na wysokim wzgórzu nad Wisłą miało nie tylko znaczenie religijne, ale też strategiczne – kontrolowało szlaki handlowe i wodne prowadzące do Krakowa.

Według przekazów pierwszym opatem był Aaron, późniejszy biskup Krakowa, co świadczy o wyjątkowym znaczeniu tego miejsca już od samego początku. Opactwo tynieckie szybko stało się jednym z głównych centrów duchowych w Polsce, a jego klasztor — jednym z najważniejszych ośrodków benedyktyńskich w Europie Środkowej. To jeden z ciekawszych przykładów rozwoju zakonów w średniowieczu.

Na przestrzeni wieków opactwo benedyktynów w Tyńcu doświadczyło wielu dramatycznych wydarzeń. Najazd tatarski w 1259 roku niemal doszczętnie zniszczył zabudowania klasztorne. Odbudowywano je przez kolejne dekady, a zakonnicy kontynuowali działalność mimo licznych trudności. W okresie potopu szwedzkiego klasztor został splądrowany i spalony, a w czasach konfederacji barskiej służył jako ważna twierdza obronna, co dziś tłumaczy jego masywne mury i rozmieszczenie.

Ciekawostką jest, że przez pewien czas benedyktyni prowadzili tu także szkołę klasztorną oraz skryptorium, w którym kopiowano manuskrypty i kroniki — część z nich przetrwała do dziś. W epoce zaborów, w 1816 roku, opactwo zostało skasowane przez władze austriackie, a mnisi musieli opuścić klasztor. Przez kolejne dziesięciolecia budowla popadała w ruinę, służąc m.in. jako magazyn i budynek świecki.

Dopiero w 1939 roku benedyktyni oficjalnie powrócili do Tyńca, podejmując trud odbudowy duchowego i kulturowego dziedzictwa tego miejsca. Dziś opactwo tynieckie nie tylko pełni funkcję klasztoru, ale także centrum edukacyjnego, wydawniczego i turystycznego, a jego mury są żywym świadkiem ponad 950 lat historii Polski.

Architektura i zabytki opactwa

Opactwo w Tyńcu to fascynujący przykład architektonicznej ewolucji sakralnych budowli w Polsce. Przez niemal tysiąc lat swojej historii łączyło i przekształcało style, zachowując elementy średniowiecznej architektury romańskiej, gotyckiej oraz barokowej. Obecny wygląd kompleksu klasztornego jest efektem wielowiekowych przebudów, odbudów po zniszczeniach oraz adaptacji do zmieniających się potrzeb liturgicznych i obronnych.

reszta pod linkiem

#historia #historiapolski #polska

9

Gwałty, rabunki i zniszczenia. Wkroczenie Armii Czerwonej do Olsztynakresy.pl

22 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Olsztyna, kończąc niemiecką kontrolę nad tym miastem.

Położone w północno-wschodnich Prusach Wschodnich ziemie Warmii i Mazur były stopniowo zajmowane od połowy stycznia 1945 roku. 13 stycznia rozpoczęła się sowiecka ofensywa na Prusy Wschodnie, której celem było odcięcie i rozbicie niemieckich sił w regionie. Olsztyn był pierwszym większym miastem zdobytym przez Armię Czerwoną na tym odcinku frontu.

„Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”

Wejście wojsk radzieckich do Olsztyna miało dramatyczne konsekwencje dla ludności cywilnej. W pierwszych tygodniach po zajęciu miasta doszło do fali gwałtów, mordów, rabunków i grabieży, które objęły zarówno samo miasto, jak i okoliczne miejscowości. Skala przemocy była bezprecedensowa.

„Po drodze widziałam okropne rzeczy. Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać. […] Widziałam, jak dziewczyna, córka kowala, 19-letnia, przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana” — wspominała mieszkanka Okręgu Mazurskiego moment wkroczenia czerwonoarmistów w 1945 roku.

W pierwszych dniach pobytu w Olsztynie żołnierze Armii Czerwonej dopuścili się także wyjątkowo brutalnych zbrodni. Zamordowani zostali pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kortowie, a także chorzy oraz siostry zakonne sprawujące nad nimi opiekę w szpitalu mariackim, mieszczącym się w gmachu dzisiejszego szpitala miejskiego.

Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, sowieccy żołnierze rabowali mienie, zabijali mieszkańców i podpalali budynki. Gdy 17 lutego 1945 roku do miasta dotarła pierwsza grupa polskich kolejarzy, olsztyński dworzec kolejowy wciąż płonął.

Przemoc nie była wyłącznie skutkiem chaosu wojennego. Dowódca 3. Front Białoruski, generał Iwan Czerniachowski, otwarcie formułował założenia brutalnej polityki okupacyjnej, stwierdzając: „Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Hasło to interpretowano jako odwet za zbrodnie niemieckie popełnione na terytorium Związku Sowieckiego. W praktyce represje dotykały nie tylko Niemców, lecz także Warmiaków, Mazurów oraz Polaków przybywających do miasta w kolejnych tygodniach.

Skala bezkarności żołnierzy sowieckich była na tyle duża, że zwracali na nią uwagę nawet przedstawiciele tworzącej się administracji komunistycznej. Jesienią 1945 roku kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie przyznawał, że poważnym problemem pozostają masowe napady grup żołnierzy Armii Czerwonej, połączone z rabunkami i zabójstwami.

Olsztyn został formalnie przekazany władzom polskim dopiero 23 maja 1945 roku. Przez cały okres pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej a ustanowieniem polskiej administracji w mieście utrzymywały się przemoc, grabież i niszczenie mienia. Straty materialne były ogromne — w pierwszym półroczu 1945 roku zniszczeniu uległo wiele budynków, a miasto zostało w znacznym stopniu ogołocone i wyludnione.

Z pogromów i aktów dewastacji dokonanych przez czerwonoarmistów ocalały kościoły, co ks. Jan Hanowski wynegocjował z sowieckim dowództwem. Nietknięty pozostał również olsztyński zamek.

„Olsztyn odnotował w swej historii wypadki, których następstwa zmieniły jego oblicze. Dochodziło do epidemii, klęsk żywiołowych, okupacji i rabunków ze strony obcych wojsk. Wiele zła ludności i miastu wyrządzili na przykład w 1807 roku żołnierze Napoleona. Wcześniejsze wydarzenia wojenne nigdy nie były jednak tak gwałtowne i tragiczne jak te z 1945 roku” — podkreśla Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.

Mimo tych doświadczeń w powojennych latach władze komunistyczne konsekwentnie promowały narrację o „wyzwoleniu” Olsztyna przez Armię Czerwoną. Jej symbolem stały się pomniki i oficjalne uroczystości mające podkreślać wdzięczność wobec Związku Sowieckiego. Relacje świadków oraz badania historyczne wskazują jednak, że wydarzenia z początku 1945 roku pozostawiły trwałą traumę w pamięci mieszkańców Olsztyna i całego regionu.

http://kresy.pl/kresopedia/gwalty-rabunki-i-zniszczenia-wkroczenie-armii-czerwonej-do-olsztyna/

#iiwojnaswiatowa #zsrr #bolszewicy #gwalt #mordercy #Polska #historia

11

Izajasz Szechter _ojciec Michnika.

Pochodził z żydowskiej rodziny: był synem Natana i Klary (z domu Steinwurcel), miał brata Szymona. Jako nastolatek angażował się we działalność młodzieżowej komunistycznej grupy samokształceniowej we Lwowie, a w 1920 wstąpił do Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej[1]. Następnie wyjechał do Wiednia na studia, które przerwał i w 1923 powrócił do Lwowa[1]. Od 1925 zaangażował się w działalność nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, dążącej do oderwania od Polski części jej wschodnich ziem oraz przyłączenia ich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej[1], w której pełnił liczne funkcje we władzach różnych szczebli.wiki

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ozjasz_Szechter

#ukropolin #historia #ciekawostki

18

AFRYKA niebo nad Tunezją

Niemcy śmiali się z „garstki Polaków” — dopóki Skalski nie zestrzelił 6 asów w 15 minut

Zdjęcie

http://www.youtube.com/watch?v=t3Pi1tiMu0w

historia, w której elita wygnańców obraca niemiecką pewność siebie w panikę. „Cyrk Skalskiego” rezygnuje z bezpiecznego dystansu: 80 metrów, czasem mniej, krótkie serie z działek 20 mm i karabinów Browning – nie brawura, metoda. 20 kwietnia nad Pantellerią sześć Spitfire’ów atakuje z iście samobójczym bilansem sił: 6 przeciwko około 20 Bf 109 i Macchi C.202. Piętnaście minut później sześć wrogich myśliwców płonie, a wszystkie polskie maszyny wracają do bazy bez jednej straty. Odkryj opowieść o garstce pilotów, których zwiastowały litery ZX – i przed którymi nawet asy Luftwaffe przestali się śmiać.

#historia #afryka #iiiwojnaswiatowa #lotnictwo #bohaterzy #tunezja #Polska

11

Wynalazca trójfazowej rewolucji Michał Doliwo-Dobrowolskimlodytechnik.pl

Zdjęcie

Był oczkiem w głowie ojca, Polaka Józefa Doliwo-Dobrowolskiego i matki Rosjanki, Olgi Michajłowny. Najstarszy syn pary przyszedł na świat drugiego stycznia 1862 roku w Gatczynie, w pobliżu Petersburga.

Ojciec przyszłego wynalazcy był dyrektorem szkoły zawodowej w Gatczynie, dokąd jego rodzina herbu Doliwa trafiła z terenów środkowo-wschodniej Polski. Radzili sobie w Rosji nieźle. Nie pomogło to jednak Michałowi, który z powodu polskiego pochodzenia musiał później opuścić Rosję.

Zanim do tego doszło, Michał otrzymał staranne wykształcenie, opanowując biegle trzy języki - polski, rosyjski i niemiecki. Podczas edukacji w gimnazjum w Odessie, dokąd rodzina przeprowadziła się w 1872 roku, zainteresował się chemią. Był to okres wielu interesujących i ważnych odkryć w tej dziedzinie, m.in. pięć lat wcześniej Alfred Nobel opracował dynamit, a ledwie trzy lata wcześniej Dimitr Mendelejew ogłosił prawo okresowości pierwiastków. Zafascynowany ich odkryciami nastolatek chętnie eksperymentował w rodzinnym domu np. z materiałami wybuchowymi, zaś w wieku zaledwie 16 lat został przyjęty na prestiżowy Wydział Chemiczny Politechniki w Rydze, gdzie wykładowym językiem był niemiecki.

Choć Michał spędził na tej uczelni tylko dwa lata, to udało mu się stworzyć ważne projekty, które zostały zaprezentowane przez uczelnię na rosyjskiej wystawie elektrotechnicznej w Petersburgu (1880 r.) oraz na Międzynarodowej Wystawie Elektrotechnicznej w Wiedniu (1883 r.). Zademonstrowane w Austrii ogniwo galwaniczne Michała Doliwo-Dobrowolskiego okazało się warte nagrody Austriackiego Stowarzyszenia Elektryków.

Mimo sukcesów zdolny student został relegowany z uczelni w 1881 roku z powodu represji wobec Polaków po zamachu na cara Aleksandra II. A za młodym chemikiem ciągnęła się gimnazjalna sława piromańskich osiągnięciach. Dla carskiej policji chłopak był podejrzanym typem. Nie pomogła mu nawet interwencja matki Rosjanki oraz odwołanie się do odznaczeń zdobytych przez dziadka i ojca chłopaka podczas służby w armii carskiej. Michała nie przyjęto na uniwersytet w Odessie ani inną liczącą się uczelnię. Rodzina zdecydowała, że utalentowany Michał powinien opuścić Rosję i udać się na zagraniczną uczelnię.

Okazało się to doskonałym pomysłem, bo młodego studenta chętnie przyjęto na pierwszy w świecie Wydział Elektrotechniczny w Wyższej Szkole Technicznej w Darmstadt, w Niemczech, jednej z renomowanych ówczesnych politechnik europejskich. Nie bez znaczenia był fakt, że studiowało tam wielu Polaków. To dawało nadzieję, że Michał ukończy uczelnię bez przeszkód politycznych.

Zdolny student szybko trafił pod skrzydła fizyka i pioniera elektrotechniki Erazmusa Kittlera. Ostatecznie nawet został asystentem wybitnego profesora i dzięki jego rekomendacji otrzymał w 1887 roku posadę konstruktora-wynalazcy w berlińskim oddziale Allgemeine Elektricitäts-Gesellschaft (AEG, wcześniej DEG).

Niemiecki potentat branży elektrotechnicznej korzystał z patentów Edisona, ale koncern miał spory budżet na innowacje i projekty badawcze. Wszyscy wówczas szukali rozwiązania, pozwalającego przesyłać energię elektryczną na większe odległości. Próbowano też zbudować tani silnik elektryczny.

To była wielka szansa, którą młody naukowiec wykorzystał. Ważną inspiracją dla Doliwo-Dobrowolskiego stał się artykuł na temat m.in. alternatora z marca 1888 roku autorstwa Galileo Ferrarisa, włoskiego fizyka i współpracownika Tesli. W ciągu zaledwie kilku miesięcy pracujący dla niemieckiego koncernu naukowiec skonstruował prądnicę trójfazowego prądu zmiennego, a w marcu 1889 roku zgłosił do opatentowania asynchroniczny silnik o mocy 100 W z wirnikiem klatkowym, pracujący w systemie prądu przemiennego trójfazowego. Doliwo wprowadził zarazem stosowany potem powszechnie termin "trójfazowy" na określenie układu trzech obwodów elektrycznych prądu przemiennego. Taki układ otwierał wiele możliwości budowania na nowych zasadach silników, transformatorów i generatorów.

Wynalazca pracował intensywnie dalej. Jeszcze w tym samym roku skonstruował generator prądu przemiennego trójfazowego. Budował silniki większej mocy, silniki pierścieniowe, eksperymentował z możliwością dołączenia opornika rozruchowego. W 1890 r. Doliwo-Dobrowolski miał gotowy transformator trójfazowy. Dzięki jego wynalazkom pod koniec lat 80. XIX wieku firma AEG rozpoczęła sprzedaż rynkową silników trójfazowych o mocy 2 i 3 KM.

Wynalazca opracował wszystko, co było niezbędne do zbudowania trójfazowej sieci energetycznej. W tym samym czasie niemiecki inżynier elektryk Oskar Miller wpadł na pomysł stworzenia specjalnej instalacji trójfazowej, która dostarczy energię na dużą odległość i zapewni prąd na Międzynarodowej Wystawie Elektrotechnicznej zaplanowanej na 1891 we Frankfurcie nad Menem. Ten spektakularny projekt wymagał sporych inwestycji i rozmachu, ale okazał się najważniejszym wydarzeniem roku i przesądził o odejściu od prądu stałego w przemyśle i energetyce.

Gości, przybyłych do Frankfurtu 24 sierpnia 1891 roku na Wystawę Elektrotechniczną, witał widok wspaniałego podświetlanego 10-metrowego wodospadu. Pompę wodną instalacji zasilał trójfazowy indukcyjny silnik elektryczny o mocy 100 KM, największy wówczas na świecie. Niezbędny prąd do pracy silnika i rozświetlenia 1000 żarówek dostarczano przewodami naziemnymi z elektrowni wodnej nad rzeką Neckar w miejscowości Lauffen, oddalonej od Frankfurtu o 175 km. Do zbudowania linii przesyłowej użyto 3282 słupów. Trójfazowa linia energetyczna pracowała przy napięciu 15 kV ze sprawnością 75%. Michał Doliwo-Dobrowolski był kluczowym projektantem całości.

Zdjęcie

Silnik prądu trójfazowego skonstruowany przez Doliwo-Dobrowolskiego

W dużym stopniu to właśnie dzięki niemu niemiecka AEG wyrosła na globalnego giganta w dziedzinie energetyki opartej na prądzie przemiennym. Pierwsze trójfazowe elektrownie AEG uruchomiło w Zabrzu i Chorzowie. Pierwsza na świecie trójfazowa elektrownia wodna z urządzeniami Dobrowolskiego powstała na Renie, w miejscowości Rheinfelde.

Doliwo-Dobrowolski stał się światowym autorytetem. W 1900 r. uhonorowano go Złotym Medalem Światowej Wystawy w Paryżu, a macierzysta politechnika w Darmstadt przyznała mu tytuł doktora honoris causa "za wybitne zasługi dla rozwoju elektrotechniki" (1911 r.). Zaangażował się w działalność Stowarzyszeniu Elektrotechników Niemieckich. Przyjął obywatelstwo szwajcarskie i przez kilka lat prowadził badania naukowe w Lozannie. Pozostał jednak wierny AEG. W 1909 wrócił do Niemiec, by objąć stanowisko dyrektora technicznego fabryki aparatury AEG. Zarządzał firmą i nadal prowadził projekty badawcze, co zaowocowało kolejnymi wynalazkami, jak np. fazomierz, komory gasikowe w wyłącznikach wysokonapięciowych, w końcu popularne suszarki do włosów, znane pod nazwą handlową Fön (w tłum. ciepły, górski wiatr) produkowane przez AEG od 1899 r.

Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość Doliwo-Dobrowolski wysłał depeszę gratulacyjną do rządu krajowego. Do ojczyzny ojca i dziadka nie zdążył przyjechać. Zmarł w Niemczech 15 października 1919 roku z powodu zakażenia grypą hiszpanką. W czerwcu 2022 r. w Szczecinie odsłonięto pomnik wynalazcy. Na ławeczce przy gmachu Wydziału Elektrycznego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego przysiadła odlana z brązu postać pioniera prądu trójfazowego.

http://mlodytechnik.pl/technika/31243-wynalazca-trojfazowej-rewolucji-michal-doliwo-dobrowolski

#nauka #historia #energia #elektrycznosc #wynalazki

20