Dlaczego Churchill nie wspomniał w swoich książkach ani razu o holololo?

#historia

13

POV: Za chwilę doświadczysz naturalnej selekcji. 🧬 🤔 🔬youtu.be

Ludzka genetyka to bezwzględny aspekt doboru naturalnego.

Animacja omawia kilka wybranych przykładów genów, za co są odpowiedzialne oraz możliwe zdarzenia które doprowadziły do ich rozprzestrzenienia.

Zdjęcie

-----------------------------------

http://youtu.be/3jDWDA4FQZ8?si=Q92kZUNQW5eggHYl

-----------------------------------

#ciekawostki #biologia #genetyka #nauka #historia #ludzie

6

18.04

• Jan Paweł II beatyfikował siostrę Faustynę Kowalską (1993 r.)

#historia

5

18.04

• w katedrze gnieźnieńskiej odbyła się koronacja Bolesława I Chrobrego na pierwszego króla Polski (1025 r.)

#historia

8

To Polacy skroplili azot – przełomowy eksperyment z 1883 rokukresy.pl

13 kwietnia 1883 roku w laboratorium Uniwersytetu Jagiellońskiego dokonano jednego z najważniejszych przełomów w historii badań nad niskimi temperaturami – po raz pierwszy uzyskano ciekły azot.

Autorami tego osiągnięcia byli Karol Olszewski oraz Zygmunt Wróblewski, którzy na początku 1883 roku podjęli współpracę nad problemem skraplania tzw. „gazów trwałych”.

W drugiej połowie XIX wieku część gazów, w tym tlen i azot, uważano za niemożliwe do skroplenia. Pogląd ten podważała rozwijana wówczas kinetyczna teoria gazów, współtworzona przez Jamesa Clerka Maxwella, która zakładała, że wszystkie gazy mogą przejść w stan ciekły przy odpowiednio niskiej temperaturze i wysokim ciśnieniu. Potwierdzenie tej tezy miało fundamentalne znaczenie dla rozwoju fizyki.

Inspiracją dla krakowskich uczonych były wcześniejsze eksperymenty Louis-Paula Cailleteta, który zbliżył się do skroplenia tlenu, uzyskując jedynie krótkotrwałą mgiełkę. Olszewski i Wróblewski udoskonalili jego podejście. W aparaturze zaprojektowanej przez Wróblewskiego zastosowali etylen wrzący pod obniżonym ciśnieniem, co pozwoliło osiągnąć znacznie niższe temperatury.

Pod koniec marca 1883 roku uzyskali pierwsze oznaki skroplenia tlenu, natomiast na początku kwietnia – w doświadczeniu uznawanym za rozstrzygające – otrzymali ciecz o wyraźnym menisku. Oznaczało to pełne, zgodne z rygorami naukowymi skroplenie gazu. Zaledwie kilka dni później, 13 kwietnia, badacze doprowadzili do jeszcze trudniejszego procesu – skroplenia azotu, drugiego głównego składnika powietrza.

Sukces krakowskich uczonych obalił koncepcję „gazów trwałych” i dostarczył silny argument na rzecz teorii kinetycznej. Osiągnięcie szybko zostało zauważone w Europie, wywołując zarówno uznanie, jak i kontrowersje związane z wykorzystaniem wcześniejszych wyników badań. Karol Olszewski był później wielokrotnie nominowany do Nagrody Nobla, co potwierdza rangę dokonania.

Eksperymenty z 1883 roku otworzyły drogę do dalszego rozwoju kriogeniki i badań nad własnościami materii w ekstremalnie niskich temperaturach, stając się jednym z kamieni milowych nowoczesnej fizyki.

http://kresy.pl/kresopedia/to-polacy-skroplili-azot-przelomowy-eksperyment-z-1883-roku/

#nauka #fizyka #historia #Polacy #Polska

5

Dziś jest Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Bestialskiego mordu, jakiego dokonali rosjanie zydzi i ukraincy, przez niektórych uważani zresztą do dziś za „wyzwolicieli”. (tak patrzę na was pdf-y Tusk i Czarzasty)

Patrzcie, czy dzisiaj jacykolwiek cwelebryci, dziennikurwiarze i politykierzy upamiętnią ten dzień. Bo za kilka dni symbolizujące ludobójstwo i pedofilię żonkile będą u każdego cwela.

#polska #historia

14

Minęło już dobre parę lat, więc pora na historię, którą mogę powiedzieć dopiero teraz. Wszystko, co opisuję, jest prawdą. Jedynie dane osobowe zostały zmienione dla ochrony osób.

– Dzień dobry, na kiedy możemy się umówić? – zapytałem.

– A skąd masz mój telefon? – zapytał nieznajomy głos.

– …od Piotrka, wrzucił mi numer – dodałem. – Był zadowolony.

Usłyszałem jakby pomruk uśmiechu.

– W porządku, kiedy się widzimy?

– Myślałem o sobocie. Dwunasta będzie OK?

Chwila zastanowienia.

– Tak, zapraszam na dwunastą, na ulicę …….

Zapisałem adres, ale ulica brzmiała dziwnie. Nigdy tam nie byłem. Sprawdziłem adres w Google Maps – ta ulica jest na Wyspie Puckiej.

Jeśli nie jesteś ze Szczecina, pozwól, że przybliżę – Wyspa Pucka w Szczecinie to swego czasu było miasto w mieście. Prowadzi tam w zasadzie jedna ulica, a teren, jak to wyspa, otoczony jest wodą. Są to głównie tereny zalewowe. Oficjalnie nie można tam niczego dużego budować, więc dominuje zabudowa rekreacyjna, parterowa. Ludzie często mieszkają całe życie na ogródku działkowym, który został zaadaptowany na pełnoprawne mieszkanie. Większość jest tam chyba z przymusu, niektórzy z wyboru. To hermetyczne środowisko wychowało wielu przestępców, z których najbardziej znany jest „Oczko”. Sam pamiętam wielu zakapiorów stamtąd na moim osiedlu, z których każdy gonił na dzielni narkotyki.

Obecnie to raczej normalna dzielnica z nieciekawą przyszłością, na której – ku mojemu zdziwieniu – będę miał spotkanie. W zasadzie pierwszy raz jestem na tej wyspie inaczej niż przejazdem – tym razem jestem w interesach.

Adres, który dostałem, sprawił mi nie lada problemy – przejechałem obok wjazdu na posesję dwa razy, by za trzecim razem wjechać w ścieżkę prowadzącą w głąb terenu. Niby był przy głównej drodze, ale ścieżka sprawiała wrażenie, jakbym wjeżdżał w dzicz. Samochód jechał po szutrowej drodze, a wokół było mnóstwo krzaków i owocowych drzewek.

– To nie może być tutaj – byłem bliski zwątpienia.

I kiedy już myślałem, że ktoś zrobił sobie ze mnie dowcip, droga po tych kilkudziesięciu metrach odbiła w lewo, a zza krzaków wyłoniły się parterowe zabudowania. Budynki wyglądały na gospodarcze, niskie, z surową, szarą elewacją. Dookoła stały liczne samochody. Stare samochody – niektóre wyglądały, jakby były porzucone, inne w naprawie. Po okolicy błąkał się jakiś kundel, od czasu do czasu poszczekując w moją stronę, kiedy podjeżdżałem pod dobytek.

– Gdzie ja, kurwa, jestem – pomyślałem. – Jak mnie ktoś tu porwie lub zamorduje, to mnie nie znajdą. Czy to jest jakaś dziupla? A może to właśnie w dokładnie tym miejscu wychował się „Oczko”? Tak czy inaczej jakby mnie ktoś tutaj znalazł groziłaby mi poważna kara, ale okolica wyglądała tak jakby była wyjęta spod prawa

Wysiadłem z auta, nie do końca wiedząc, gdzie było wejście do budynku. Poszedłem z drugiej strony – znalazłem drzwi, które były uchylone.

Nadmienię, że było chłodnawo, ale wiosenne słońce sprawiało wrażenie, jakby w rzeczywistości było pięć stopni więcej. Był chyba kwieceń i było rześko.

Postanowiłem nie wchodzić bez zaproszenia – zapukałem w otwarte drzwi. Nikt się nie odezwał.

– Dzień dobry! – rzekłem u progu z entuzjazmem, co rzeczywiście poskutkowało. Otworzono mi drzwi i zaproszono do środka.

- od Piotrka?

Przytaknąłem.

Trochę byłem zdziwiony – u wejścia była od razu kuchnia. Standardowa, brzydka kuchnia, która w pomieszczeniu urządzonym bez smaku po prostu była. Próżno było tutaj szukać wyszukanych kombinacji kolorystycznych. Bliżej tu było do kuchni, jakie zwykliśmy widywać przed metamorfozą w programie „Nasz Nowy Dom”. Na marginesie – cały ten budynek byłby idealny do tego programu, nie tylko kuchnia – pomyślałem.

– Zapraszam za mną – powiedział gospodarz.

Grzecznie przeszedłem przez pomieszczenie przypominające korytarz i znalazłem się w niedużym, ciemnym pokoiku, oświetlanym wyłącznie żarówką zwisającą na kablu. Duże lustro bardzo pomagało w wypełnieniu tego ponurego pomieszczenia światłem.

– Proszę siadać – usłyszałem, co też uczyniłem, zadając sobie cały czas w głowie pytanie: co ja tu, kurwa, robię? Gospodarz gdzieś poszedł zostawiając mnie samego. Minęła długa minuta, może dwie. W końcu dołączył do mnie i zapytał:



jak strzyżemy?

Kwiecień 2020



#historie #historia

8

Wszystko zaczyna się w 1932 roku w Warszawie, w skromnym biurze przy Alejach Ujazdowskich. Trzej absolwenci matematyki Uniwersytetu Poznańskiego dostają zadanie, które z pozoru wydaje się niemożliwe: złamać szyfr Enigmy, urządzenia, które sama jego twórca uważał za niezniszczalne.

Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski nie byli kryptografami z zawodu. Byli matematykami, i właśnie to miało zmienić historię.

Zanim jednak do tego doszło, musiał się wydarzyć jeden z tych drobnych wypadków, które ciągną za sobą ogromne konsekwencje. W 1929 roku do Urzędu Celnego w Warszawie trafia paczka z Niemiec.

Celnik otwiera ją i znajduje dziwną maszynę do pisania. Telefon do Biura Szyfrów, kilka godzin czasu, aparat fotograficzny. Niemcy po paczce przyjeżdżają, maszyna wraca do nadawcy nienaruszona. Polacy mają zdjęcia i mają pewność, że Enigma jest czymś, czego powinni się bać.

Przez dwa lata nic. Szyfr trzyma się nieugięcie. Francuzi podrzucają instrukcje obsługi pozyskane przez szpiega, ale i to nie wystarczy. Wtedy pojawia się Rejewski.

Ma dwadzieścia siedem lat i pomysł, który nie przychodzi do głowy tradycyjnym kryptografom. Zamiast analizować treść wiadomości, zaczyna analizować samą strukturę szyfru. Zamiast szukać słów, szuka permutacji. Traktuje Enigmę jak problem algebraiczny, bo tym w istocie jest. W ciągu kilku tygodni rekonstruuje okablowanie rotorów. Robi to wyłącznie na podstawie matematyki, bez jednego fizycznego egzemplarza maszyny.

To, co Rejewski osiągnął, nie było odgadnięciem hasła ani szczęśliwym trafem. To było coś głębszego: zrozumienie wewnętrznej logiki urządzenia przez czyste myślenie abstrakcyjne. Do dzisiaj kryptografowie piszą o tym z podziwem.

Przez kolejne lata trio pracuje bez rozgłosu.

Zygalski projektuje arkusze perforowane, swego rodzaju kombinatoryczne sito do odsiewania możliwych konfiguracji rotorów. Różycki wynajduje metodę nazwaną od doby zegarowej. Rejewski buduje pierwszą mechaniczną bombę kryptologiczną, maszynę przyspieszającą łamanie kolejnych kluczy szyfrowych. To nie jest jeszcze Turing. To jest Rejewski, Polska, rok 1938.

W 1938 roku Niemcy komplikują system, dodając dwa nowe rotory. Wymagałoby to sześćdziesięciu bomb zamiast sześciu. Polacy mają środki na sześć. Wiedzą, że czas im ucieka.

I wtedy zapada decyzja, która jest jedną z najbardziej niedocenianych w historii II wojny światowej. W lipcu 1939 roku, kilka tygodni przed wybuchem wojny, Polacy zapraszają do Pyrzowie pod Warszawą Brytyjczyków i Francuzów. Przekazują im wszystko: repliki Enigmy, metody, arkusze Zygalskiego, dokumentację matematyczną.

Oddają to bez żadnych warunków, bez politycznych targów, po prostu jako dar. Alec Denniston z Bletchley Park wychodzi ze spotkania blady. Jego ekipa przez lata kręciła się wokół tego samego problemu i nie doszła tak daleko.

Churchill będzie później pisał o Bletchley jako o "kurach znoszących złote jaja, nigdy nie gdaczących". Będzie mówił o Turingu. O Polakach nie powie nic, bo nic nie będzie mógł powiedzieć, bo wszystko było tajne. Rejewski, Różycki i Zygalski trafią po klęsce kampanii wrześniowej do Francji, potem do Algierii, potem ponownie do Francji, gdzie w Vichy będą nadal łamać szyfry na małym oddziale. Różycki zginie w 1942 roku na Morzu Śródziemnym, prawdopodobnie gdy statek, którym płynął, zostanie zatopiony. Miał trzydzieści dwa lata.

Rejewski przeżyje wojnę i wróci do Polski. Przez całe dekady będzie pracował jako zwykły księgowy, bo praca w kryptografii była zbyt niebezpieczna w PRL-u. Dopiero pod koniec życia zacznie udzielać wywiadów, pisać wspomnienia, opowiadać o tym, co zrobił. Umrze w 1980 roku, rok przed stanem wojennym.

Historia o złamaniu Enigmy, jaką znamy z filmów i książek, zaczyna się zazwyczaj od Alana Turinga i Bletchley Park. To nie jest historia fałszywa, ale jest niepełna. Turing budował na fundamentach, które już stały. A fundamenty te postawili trzej polscy matematycy, którym dano złe narzędzia, zbyt mało czasu i w końcu nie dano nawet możliwości opowiedzenia własnej historii.

http://www.facebook.com/reel/1683972073052991

#szyfrowanie #iiiwojnaswiatowa #historia

15

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 April 2026|0 Komentarze|w Historia, II Wojna Światowa, Kresopedia |Przez Eugeniusz Wiśniewski

odjazd transportu rekrutów z dworca Stettiner Bahnhof, zdjęcie poglądowe, fot. Bundesarchiv, Bild 183-2007-0928-503 / CC-BY-SA 3.0.

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Czytaj też: Zamach w Tarnowie. Niemiecka bomba zegarowa wybuchła na trzy dni przed wojną

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Jesteśmy najbardziej rzetelnymi mediami w Polsce

Akcja berlińska nie była odosobniona. Już w lutym 1943 roku „Zagra-Lin” przeprowadził wcześniejszy zamach na tej samej stacji Friedrichstraße. W kolejnych tygodniach polscy dywersanci uderzyli również we Wrocławiu, gdzie eksplozja na dworcu kolejowym zakłóciła transporty wojskowe. Przeprowadzono także akcję wysadzenia pociągu z amunicją i sprzętem wojskowym w rejonie Rygi. Równolegle oddział uczestniczył w operacjach likwidacyjnych wymierzonych w funkcjonariuszy niemieckiego aparatu okupacyjnego.

Działalność „Zagra-Linu” była jednak krótkotrwała. 5 czerwca 1943 roku gestapo przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję aresztowań, zatrzymując wielu członków „Osy”–„Kosy 30”. Uderzenie to doprowadziło do rozbicia struktur organizacji i jej rozwiązania. Mimo to w ciągu kilku miesięcy istnienia oddział zdążył przeprowadzić operacje, które odbiły się szerokim echem nie tylko w okupowanej Polsce, ale również w samej III Rzeszy.

Zamach na Friedrichstraße pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów ofensywnej działalności Armii Krajowej. Pokazywał, że polskie podziemie nie ograniczało się do walki defensywnej, lecz potrafiło przenosić działania na teren przeciwnika, uderzając tam, gdzie Niemcy czuli się najpewniej.

#ak #bohater #iiiwojnaswiatowa #historia

11

Każda rewolucja, bez względu na program czy ideały, wcześniej czy później kończy się eksterminacją miejscowych katolików

Cromwell, jakobini, Luter, bolszewicy, bez różnicy czy wojujący ateiści, zakamuflowani talmudzisci czy hiperreligijni protestanci. Wszystkich ich zawsze łączy nienawiść do Koscioła Katolickiego

http://gdynia.fsspx.pl/2002/10/01/ryszard-mozgol-krew-ktora-scementowala-wiare/

#historia #4konserwy #katolicyzm

9

🛑 KAT W SPÓDNICY. Zlikwidowali bestię z Dworca Zachodniego w równe 8 minut! [AKcja "PANIENKA"]

Wyobraźcie sobie mroźną, bezlitosną zimę 1944 roku. Zrujnowana, okupowana Warszawa. Wszechogarniający chłód i głód zaglądają w oczy z każdym dniem coraz mocniej. Zziębnięte, ubrane w łachmany dzieci z Woli i Ochoty podejmują desperackie ryzyko – wkradają się na tory Dworca Zachodniego, by zebrać kilka bryłek węgla i choć na chwilę ogrzać swoje zamarzające domy.

Dla nich to walka o przetrwanie. Dla niego – rozrywka i doskonała okazja do morderstwa.

Zbrodniarz nazywał się Karl Schmalz, pseudonim "Panienka". Był niemieckim funkcjonariuszem ochrony kolei, sadystą i absolutnym postrachem okolicy. Ten wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna wymyślił potworną taktykę: przebierał się w kobiece stroje, zakładał na głowę chustę, malował usta i z daleka udawał staruszkę zbierającą węgiel. Gdy zmarznięci Polacy ufnie podchodzili bliżej, wyciągał broń. Za kradzież garstki węgla wymierzał tylko jedną karę: śmierć na miejscu, często w ogromnych męczarniach. Miał na sumieniu blisko 200 niewinnych ofiar.

Polskie Państwo Podziemne powiedziało: DOŚĆ. Wyrok mógł być tylko jeden.

Zadanie wydawało się samobójcze. Wartownia Schmalza przypominała twierdzę otoczoną drutem kolczastym, a tuż za rogiem znajdowały się niemieckie koszary pękające w szwach od żołnierzy Wehrmachtu. Wtedy do akcji wkroczył "Kazik" i "Kolumb" ze swoimi ludźmi z Kedywu.

Zastosowali genialnego "konia trojańskiego". W zdobycznych niemieckich mundurach, w biały dzień, wprowadzili rzekomego "złodzieja" węgla prosto do jaskini lwa. Hałas pobliskich betoniarek, wymuszony przez obstawę, zagłuszył strzały. Zlikwidowanie bestii i wyniesienie potężnego arsenału broni z ufortyfikowanej wachy zajęło im dokładnie 8 minut. Wyszli bez ani jednego zadraśnięcia.

To opowieść o nieludzkim bestialstwie okupanta, ale przede wszystkim o niewyobrażalnym bohaterstwie, chirurgicznej precyzji i odwadze żołnierzy Armii Krajowej. Zwycięstwo to miało jednak swoją tragiczną, potworną cenę – dowódca akcji i jego żona zostali później zamęczeni na Szucha, ratując jedynie swojego małego synka.

Nie możemy o nich zapomnieć.

👇 Znaliście wcześniej historię "Panienki" i tej brawurowej akcji Kedywu? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach – pamięć o tych ludziach musi trwać!

Drobna uwaga techniczna: Materiały wizualne towarzyszące tej historii zostały przygotowane przy pomocy nowoczesnych narzędzi cyfrowych. Z góry przepraszam za ewentualne wpadki w detalach, zniekształcenia czy historyczne nieścisłości w kadrach. Technologia wciąż bywa ułomna, ale moim nadrzędnym celem jest to, aby najważniejsza pozostała Pamięć o tych wydarzeniach.

http://www.facebook.com/reel/1250533009763730

#historia #iiiwojnaswiatowa

9

Polscy żołnierze 1. Dywizji Pancernej podczas wielkanocnego święcenia pokarmów w Wielką Sobotę. Wielka Brytania, Wielkanoc 1944 roku.

#historia

13

Linia przerywana obrazuje moment wprowadzenia powszechnych szczepień na daną chorobę.

#medycyna #szczepienia #historia

8

#ciekawostki #historia

NIE TAK DAWNO POLINIACKI SEJM DEBATOWAL NA TEMAT POŻYCZKI SEJW OBRADOM W LOŻY HONOROWEJ PRZYSŁUCHUJE SIE PRZYGLĄDA SIĘ AMBASADOR NIEMIEC MIGUEL BERGER.

TYMCZASEM NA OBRAZIE MATEJKI PRZEDSTAWIAJĄCY SEJM ROZBIOROWY W LOŻY HONOROWEJ SIEDZI AMBASADOR ;-) PRZYGLĄDA PRZYSŁUCHUJE SIE OBRADOM ROZBIOROM POLSKI HIHOT HISTORII KTÓRA TO ZATACZA KOŁO I SPRAWDZA CZY WYCIĄGNELIŚMY WNIOSKI Z NASZEJ PRZESZŁOŚCI..

PS. DOBRY GOSPODARZ NIGDY SIĘ NIE ZADŁUŻA..

17

5 marca 1953 był bardzo wesołym dniem w którym Dżugaszwili stał się dobrym komuchem

#historia #zsrr #dobrzezezdechl

16

Kiedy usunięto 13 miesiąc z kalendarza i dlaczego. 🗓️ 🤔 🕵️youtu.be

13 miesięcy po 28 dni. Naturalny kalendarz świata przyjęty (niezależnie?) przez różne cywilizacje które nie miały nigdy na siebie wpływu. Czemu znikł i został zastąpiony kalendarzem Gregoriańskim?

Można by powiedzieć że z tego samego powodu dla którego nie chcą dziś zlikwidować zmiany czasu. Niczemu to nie służy oprócz zwykłego fleksu biurokratów i trzymaniu ludzkiego zegara rozregulowanym.

Zdjęcie

-----------------------------------

http://youtu.be/O3uyPeQXLiY?si=fiBV_zFD9lL5Q6GP

-----------------------------------

#ciekawostki #historia #kalendarz #czas #wladza #teoriespiskowe

10