Minęło już dobre parę lat, więc pora na historię, którą mogę powiedzieć dopiero teraz. Wszystko, co opisuję, jest prawdą. Jedynie dane osobowe zostały zmienione dla ochrony osób.
– Dzień dobry, na kiedy możemy się umówić? – zapytałem.
– A skąd masz mój telefon? – zapytał nieznajomy głos.
– …od Piotrka, wrzucił mi numer – dodałem. – Był zadowolony.
Usłyszałem jakby pomruk uśmiechu.
– W porządku, kiedy się widzimy?
– Myślałem o sobocie. Dwunasta będzie OK?
Chwila zastanowienia.
– Tak, zapraszam na dwunastą, na ulicę …….
Zapisałem adres, ale ulica brzmiała dziwnie. Nigdy tam nie byłem. Sprawdziłem adres w Google Maps – ta ulica jest na Wyspie Puckiej.
Jeśli nie jesteś ze Szczecina, pozwól, że przybliżę – Wyspa Pucka w Szczecinie to swego czasu było miasto w mieście. Prowadzi tam w zasadzie jedna ulica, a teren, jak to wyspa, otoczony jest wodą. Są to głównie tereny zalewowe. Oficjalnie nie można tam niczego dużego budować, więc dominuje zabudowa rekreacyjna, parterowa. Ludzie często mieszkają całe życie na ogródku działkowym, który został zaadaptowany na pełnoprawne mieszkanie. Większość jest tam chyba z przymusu, niektórzy z wyboru. To hermetyczne środowisko wychowało wielu przestępców, z których najbardziej znany jest „Oczko”. Sam pamiętam wielu zakapiorów stamtąd na moim osiedlu, z których każdy gonił na dzielni narkotyki.
Obecnie to raczej normalna dzielnica z nieciekawą przyszłością, na której – ku mojemu zdziwieniu – będę miał spotkanie. W zasadzie pierwszy raz jestem na tej wyspie inaczej niż przejazdem – tym razem jestem w interesach.
Adres, który dostałem, sprawił mi nie lada problemy – przejechałem obok wjazdu na posesję dwa razy, by za trzecim razem wjechać w ścieżkę prowadzącą w głąb terenu. Niby był przy głównej drodze, ale ścieżka sprawiała wrażenie, jakbym wjeżdżał w dzicz. Samochód jechał po szutrowej drodze, a wokół było mnóstwo krzaków i owocowych drzewek.
– To nie może być tutaj – byłem bliski zwątpienia.
I kiedy już myślałem, że ktoś zrobił sobie ze mnie dowcip, droga po tych kilkudziesięciu metrach odbiła w lewo, a zza krzaków wyłoniły się parterowe zabudowania. Budynki wyglądały na gospodarcze, niskie, z surową, szarą elewacją. Dookoła stały liczne samochody. Stare samochody – niektóre wyglądały, jakby były porzucone, inne w naprawie. Po okolicy błąkał się jakiś kundel, od czasu do czasu poszczekując w moją stronę, kiedy podjeżdżałem pod dobytek.
– Gdzie ja, kurwa, jestem – pomyślałem. – Jak mnie ktoś tu porwie lub zamorduje, to mnie nie znajdą. Czy to jest jakaś dziupla? A może to właśnie w dokładnie tym miejscu wychował się „Oczko”? Tak czy inaczej jakby mnie ktoś tutaj znalazł groziłaby mi poważna kara, ale okolica wyglądała tak jakby była wyjęta spod prawa
Wysiadłem z auta, nie do końca wiedząc, gdzie było wejście do budynku. Poszedłem z drugiej strony – znalazłem drzwi, które były uchylone.
Nadmienię, że było chłodnawo, ale wiosenne słońce sprawiało wrażenie, jakby w rzeczywistości było pięć stopni więcej. Był chyba kwieceń i było rześko.
Postanowiłem nie wchodzić bez zaproszenia – zapukałem w otwarte drzwi. Nikt się nie odezwał.
– Dzień dobry! – rzekłem u progu z entuzjazmem, co rzeczywiście poskutkowało. Otworzono mi drzwi i zaproszono do środka.
- od Piotrka?
Przytaknąłem.
Trochę byłem zdziwiony – u wejścia była od razu kuchnia. Standardowa, brzydka kuchnia, która w pomieszczeniu urządzonym bez smaku po prostu była. Próżno było tutaj szukać wyszukanych kombinacji kolorystycznych. Bliżej tu było do kuchni, jakie zwykliśmy widywać przed metamorfozą w programie „Nasz Nowy Dom”. Na marginesie – cały ten budynek byłby idealny do tego programu, nie tylko kuchnia – pomyślałem.
– Zapraszam za mną – powiedział gospodarz.
Grzecznie przeszedłem przez pomieszczenie przypominające korytarz i znalazłem się w niedużym, ciemnym pokoiku, oświetlanym wyłącznie żarówką zwisającą na kablu. Duże lustro bardzo pomagało w wypełnieniu tego ponurego pomieszczenia światłem.
– Proszę siadać – usłyszałem, co też uczyniłem, zadając sobie cały czas w głowie pytanie: co ja tu, kurwa, robię? Gospodarz gdzieś poszedł zostawiając mnie samego. Minęła długa minuta, może dwie. W końcu dołączył do mnie i zapytał:
jak strzyżemy?
Kwiecień 2020
#historie #historia
– Dzień dobry, na kiedy możemy się umówić? – zapytałem.
– A skąd masz mój telefon? – zapytał nieznajomy głos.
– …od Piotrka, wrzucił mi numer – dodałem. – Był zadowolony.
Usłyszałem jakby pomruk uśmiechu.
– W porządku, kiedy się widzimy?
– Myślałem o sobocie. Dwunasta będzie OK?
Chwila zastanowienia.
– Tak, zapraszam na dwunastą, na ulicę …….
Zapisałem adres, ale ulica brzmiała dziwnie. Nigdy tam nie byłem. Sprawdziłem adres w Google Maps – ta ulica jest na Wyspie Puckiej.
Jeśli nie jesteś ze Szczecina, pozwól, że przybliżę – Wyspa Pucka w Szczecinie to swego czasu było miasto w mieście. Prowadzi tam w zasadzie jedna ulica, a teren, jak to wyspa, otoczony jest wodą. Są to głównie tereny zalewowe. Oficjalnie nie można tam niczego dużego budować, więc dominuje zabudowa rekreacyjna, parterowa. Ludzie często mieszkają całe życie na ogródku działkowym, który został zaadaptowany na pełnoprawne mieszkanie. Większość jest tam chyba z przymusu, niektórzy z wyboru. To hermetyczne środowisko wychowało wielu przestępców, z których najbardziej znany jest „Oczko”. Sam pamiętam wielu zakapiorów stamtąd na moim osiedlu, z których każdy gonił na dzielni narkotyki.
Obecnie to raczej normalna dzielnica z nieciekawą przyszłością, na której – ku mojemu zdziwieniu – będę miał spotkanie. W zasadzie pierwszy raz jestem na tej wyspie inaczej niż przejazdem – tym razem jestem w interesach.
Adres, który dostałem, sprawił mi nie lada problemy – przejechałem obok wjazdu na posesję dwa razy, by za trzecim razem wjechać w ścieżkę prowadzącą w głąb terenu. Niby był przy głównej drodze, ale ścieżka sprawiała wrażenie, jakbym wjeżdżał w dzicz. Samochód jechał po szutrowej drodze, a wokół było mnóstwo krzaków i owocowych drzewek.
– To nie może być tutaj – byłem bliski zwątpienia.
I kiedy już myślałem, że ktoś zrobił sobie ze mnie dowcip, droga po tych kilkudziesięciu metrach odbiła w lewo, a zza krzaków wyłoniły się parterowe zabudowania. Budynki wyglądały na gospodarcze, niskie, z surową, szarą elewacją. Dookoła stały liczne samochody. Stare samochody – niektóre wyglądały, jakby były porzucone, inne w naprawie. Po okolicy błąkał się jakiś kundel, od czasu do czasu poszczekując w moją stronę, kiedy podjeżdżałem pod dobytek.
– Gdzie ja, kurwa, jestem – pomyślałem. – Jak mnie ktoś tu porwie lub zamorduje, to mnie nie znajdą. Czy to jest jakaś dziupla? A może to właśnie w dokładnie tym miejscu wychował się „Oczko”? Tak czy inaczej jakby mnie ktoś tutaj znalazł groziłaby mi poważna kara, ale okolica wyglądała tak jakby była wyjęta spod prawa
Wysiadłem z auta, nie do końca wiedząc, gdzie było wejście do budynku. Poszedłem z drugiej strony – znalazłem drzwi, które były uchylone.
Nadmienię, że było chłodnawo, ale wiosenne słońce sprawiało wrażenie, jakby w rzeczywistości było pięć stopni więcej. Był chyba kwieceń i było rześko.
Postanowiłem nie wchodzić bez zaproszenia – zapukałem w otwarte drzwi. Nikt się nie odezwał.
– Dzień dobry! – rzekłem u progu z entuzjazmem, co rzeczywiście poskutkowało. Otworzono mi drzwi i zaproszono do środka.
- od Piotrka?
Przytaknąłem.
Trochę byłem zdziwiony – u wejścia była od razu kuchnia. Standardowa, brzydka kuchnia, która w pomieszczeniu urządzonym bez smaku po prostu była. Próżno było tutaj szukać wyszukanych kombinacji kolorystycznych. Bliżej tu było do kuchni, jakie zwykliśmy widywać przed metamorfozą w programie „Nasz Nowy Dom”. Na marginesie – cały ten budynek byłby idealny do tego programu, nie tylko kuchnia – pomyślałem.
– Zapraszam za mną – powiedział gospodarz.
Grzecznie przeszedłem przez pomieszczenie przypominające korytarz i znalazłem się w niedużym, ciemnym pokoiku, oświetlanym wyłącznie żarówką zwisającą na kablu. Duże lustro bardzo pomagało w wypełnieniu tego ponurego pomieszczenia światłem.
– Proszę siadać – usłyszałem, co też uczyniłem, zadając sobie cały czas w głowie pytanie: co ja tu, kurwa, robię? Gospodarz gdzieś poszedł zostawiając mnie samego. Minęła długa minuta, może dwie. W końcu dołączył do mnie i zapytał:
jak strzyżemy?
Kwiecień 2020
#historie #historia










