19

Premier Giorgia Meloni reaguje na rosnący problem z imigrantami we włoskich szkołach i proponuje nowe przepisy❗👇

✅ Ustawowy limit liczby uczniów z zagranicy w jednej klasie

✅ Obowiązek nauki języka włoskiego dla ich rodziców

✅ Zakaz noszenia burek i nikabu w szkołach

Meloni: "Osoby zamierzające budować przyszłość we Włoszech powinny nauczyć się języka, poznać włoską kulturę i respektować obowiązujące w kraju zasady." I bardzo słusznie! 👏

Widać jak na dłoni z jakimi problemami, wynikającymi z wieloletniej polityki masowej migracji, mierzy się teraz wiele państw Europy Zachodniej. Dlatego musimy zrobić wszystko, by Polska nie szła tą ślepą uliczką i uczyła się na błędach innych krajów, które wyrządziły sobie polityką multikulti gigantyczne i być może nieodwracalne szkody.

Dlatego postuluję zero imigracji z państw muzułmańskich i krajów trzeciego świata, zakaz wjazdu dla cudzoziemców, którzy mają na koncie choćby jedno przestępstwo oraz bezwzględną deportację dla każdego, kto złamie nasze prawo. Do tego surowe kary dla aktywistów i ich organizacji, którzy pomagają nielegalnym imigrantom. Tu jest Polska, tu ma być bezpiecznie jak nigdzie indziej w Europie! 🇵🇱

http://www.facebook.com/100044388070966/posts/1638424797647107/

Zdjęcie

#zajaczkowska #wlochy #nachodzcy #Polska

8

Zajączkowska-Hernik nie przebiera w słowach. Dostało się Nowackiej i „popapranej lewaczce” Spurekx.com

http://x.com/EwaZajaczkowska/status/2102009393248170111

Zdjęcie

Ewa Zajączkowska-Hernik mówi „NIE” dla tzw. diety planetarnej, którą do szkół i przedszkoli wprowadziła szefowa resortu edukacji Barbara Nowacka. Europoseł Konfederacji Wolność i Niepodległość wskazała, że za pomysłem stoi nie kto inny jak Sylwia Spurek.

„Minister Barbara Nowacka od samego początku miała w poważaniu głos rodziców i od 1 września wprowadziła do szkół tzw. dietę planetarną, która ograniczyła dzieciom mięso, a wcisnęła posiłki wege. Kto za tym stoi? Sylwia Spurek, popaprana lewaczka, dla której nawet dojenie krowy zabija planetę. Jej organizacja Green REV Institute chwali się, że złożyli projekt nowelizacji do Ministerstwa Zdrowia, potem koordynowali konsultacje społeczne i ostatecznie ich »propozycja stała się prawem«” – wskazała Zajączkowska-Hernik.

„Mnóstwo dzieci nie chce tego jeść, chodzą głodne, rodzice są wściekli, a wiele posiłków ląduje w koszu” – tak oceniła rezultat wprowadzenia diety planetarnej do szkolnych stołówek europoseł Konfederacji.

Przywołała także statystyki. Według danych Urzędu Miejskiego w Otwocku, który zapytał rodziców, aż 72 proc. dzieci nowe posiłki w placówkach edukacyjnych nie smakują i nie czują się nimi najedzone. 66 proc. dzieci nawet nie chce jeść dań na bazie nasion roślin strączkowych.

Podobne wyniki przedstawił portal eDziecko, należący do wydawcy „Gazety Wyborczej”. Jak podkreśliła Zajączkowska-Hernik, „z kilku tysięcy osób niemal 61% stwierdziło, że nie podoba im się taki sposób żywienia i wielu rodziców przyznało wprost, że dzieci nie chcą jeść niektórych potraw”. „Takich głosów jest z całej Polski całe mnóstwo!” – dodała.

Europoseł wskazała też na słowa minister Nowackiej. – W domach rodzice mogą żywić dzieci jak chcą – stwierdziła szefowa resortu edukacji.

„Żenująca wypowiedź, która pokazuje, że komusza mentalność wjechała na pełnej. Całkowita arogancja, lekceważenie głosu rodziców i poczucie wyższości nad nimi. Rodzicie nie mogą decydować o żywieniu dzieci w szkołach, ale Spurek z Nowacką już tak! Dokąd my zmierzamy?” – pytała retorycznie Zajączkowska-Hernik.

„Lewactwo wjechało z buciorami do naszych szkół i zmusza dzieci do swoich fanaberii. Jak dla mnie mogą sobie jeść swoje roślinki od rana do nocy, ale nie godzę się na zmuszanie do tego innych, szczególnie najmłodszych. O potrzebach swoich dzieci mają decydować rodzice, a nie ideologiczni aparatczycy. Rozporządzenie do kosza, a Nowacka ręce precz od naszych dzieci!” – skwitowała europoseł Konfederacji.

http://nczas.info/2026/09/22/zajaczkowska-hernik-nie-przebiera-w-slowach-dostalo-sie-nowackiej-i-popapranej-lewaczce-spurek/

#zajaczkowska #lewackiespierdolenie #lewackifaszyzm #lewactwo #dzieci

15

spymarki następcami watermarków #webcontentbrand.io

http://brand.io/article/spymarks/

Przeczuwam serie pozwów za powielanie treści, głównie te, które ai generuje na skradzionym contencie, i to jest po kupiecku!

6

ZMIECIEMY ROSJĘ SAMI W 6 TYGODNI - Dron w pobliżu bazy obrony przeciwrakietowej. Oficer dyżurna zadzwoniła na 112. Mentzen: „Nasze państwo to mem”x.com

http://x.com/SlawomirMentzen/status/2102128911308017889

Nieuprawniony dron pojawił się w pobliżu amerykańskiej bazy obrony przeciwrakietowej w Redzikowie. Jak donosi Onet, reakcją na to zdarzenie był m.in. telefon oficer dyżurnej na numer alarmowy 112. Informację o bezzałogowym statku powietrznym potwierdził resort obrony.

Do zdarzenia doszło 15 września. Wykryty ok. kilometra od bazy w Redzikowie cywilny, bezzałogowy statek powietrzny nie stanowił żadnego zagrożenia dla obiektów bazy; był cały czas obserwowany przez wojskowe systemy obrony powietrznej – podał we wtorek MON.

Ministerstwo Obrony Narodowej podkreśliło w komunikacie na portalu X, że obserwacja obiektu odbywała się „pod pełną kontrolą”, a dron nie zbliżył się do obiektów newralgicznych bazy w Redzikowie.

W poniedziałek wieczorem portal Onet poinformował, że 15 września w pobliżu amerykańskiej bazy obrony przeciwrakietowej w Redzikowie wykryto nieuprawniony bezzałogowy statek powietrzny. Według portalu, zamiast jego neutralizacji lub zestrzelenia, wojsko uruchomiło procedury, w ramach których oficer dyżurna z jednostki zadzwoniła m.in. na numer alarmowy 112.

„W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami na temat rzekomego przebywania drona nad bazą amerykańską w Polsce informujemy, że wykryty ok. km od bazy w Redzikowie cywilny, bezzałogowy statek powietrzny nie stanowił żadnego zagrożenia dla obiektów bazy i był cały czas obserwowany przez wojskowe systemy obrony powietrznej” – podkreślił MON.

Ministerstwo podało, że dron nie operował nad amerykańską bazą, lecz jego lot „odbywał się z naruszeniem strefy, w której obowiązuje zakaz lotów bezzałogowych statków powietrznych”. Oprócz wykrycia drona zidentyfikowane zostało także miejsce przebywania jego operatora – dodał MON.

„Zgodnie z obowiązującymi w Siłach Zbrojnych RP procedurami o zdarzeniu zostały poinformowane instytucje i służby, w tym Policja. Obserwacja obiektu odbywała się pod pełną kontrolą, dron nie zbliżył się do obiektów newralgicznych bazy w Redzikowie” – podkreśliło ministerstwo.

Sprawę drona i zaalarmowania Policji skomentował krótko na portalu X lider Konfederacji Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen.

„Dzisiaj nad bazą w Redzikowie latał nieuprawniony dron.

Mamy tam cały batalion ochrony. 800 żołnierzy. Ich jedynym zadaniem jest ochrona tej bazy.

Gdy wleciał dron, oficer dyżurny zadzwonił na 112.

Utrzymujemy 800 żołnierzy, a oni dzwonią na policję.

Nasze państwo to mem” – napisał.

„Poprawka: oficer dyżurna zadzwoniła na 112” – dodał w komentarzu.

http://nczas.info/2026/09/22/dron-w-poblizu-bazy-obrony-przeciwrakietowej-oficer-dyzurna-zadzwonila-na-112-mentzen-nasze-panstwo-to-mem/

#mentzen #Polska #obronnosc #usmiechnietakoalicja

14

zauważcie jak (populacyjnie) w zaledwie kilka lat (no dobra, dekad) z prawie 100% prywatności przeszliśmy w 5% prywatności (te 5% to informacje które nawet nie wpadną wam do głowy aby się nimi dzielić - np. jak macie rozmieszczone produkty spożywcze w lodówce).

Nawet w kontekście systemu politycznego jakim jest demokracja, szastanie danymi to kwestia czasu aż wybory zaczną być wygrywane dzięki waszymi danymi prywatnymi - przykładowo

40% ludzi nie ma oszczędności i ma długi, pracuje w branży x -> powodujemy kryzys w branży x -> wygrywa podstawiona opcja polityczna która na sztandary wyciągnie / będzie idealnie uderzać w tony "my wam naprawimy branżę x, damy darmowe pieniądze jak macie długi i brak oszczędności"



Ale przecież mamy demokrację, najlepszy system, który już dekady temu był zjebany - dalej będzie zjebany, ale w głęboko większym % i nie da się za bardzo z tym nic zrobić, bo 90% populacji, janusze/grażyny/julki/tomki nie zejdą nagle na co najmniej poziom 3-4 - chyba że będzie poważny kryzys i zostanie to wymuszone systemowo, tak jak systemowo wymuszone są zabezpieczenia dla branż medycznych i bankowych (które i tak regularnie mają wycieki danych - ale lepsze to niż "pesel i kredyt na 99999999 cebulionów, 100% legit")

11

ZAMKNĄĆ SZCZUJNIĘ - Dyrektor POLIN zestawił NSZ z UPA. Jest reakcja organizacji kresowychkresy.pl

Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” oraz Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów skierowały pismo do minister kultury Marty Cienkowskiej w sprawie wypowiedzi dyrektora Muzeum POLIN prof. Dariusza Stoli. Historyk porównał wcześniej UPA do Narodowych Sił Zbrojnych.

Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” wraz ze Stowarzyszeniem Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów skierowało do minister kultury Marty Cienkowskiej protest dotyczący wypowiedzi dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN prof. Dariusza Stoli. Organizacje poinformowały o swoim działaniu w mediach społecznościowych w 84. rocznicę utworzenia Narodowych Sił Zbrojnych.

Autorzy protestu przypomnieli sierpniową wypowiedź Stoli, w której historyk, mówiąc o Ukraińskiej Powstańczej Armii, wskazał na podobieństwa między nią a NSZ i Obozem Narodowo-Radykalnym.

„Pamiętają Państwo skandaliczne słowa prof. Dariusza Stoli, dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, który zrównał Narodowe Siły Zbrojne ze zbrodniarzami z UPA? Do dzisiaj nie zostały wobec niego wyciągnięte żadne konsekwencje służbowe” – napisało stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć”.

W sierpniu, podczas programu Polsat News „Najważniejsze pytania”, Stola mówił o stosunkach polsko-ukraińskich, sporach historycznych oraz podejściu Ukraińców do dziedzictwa UPA. Ocenił, że oczekiwanie obecnie od strony ukraińskiej zasadniczego rozliczenia z tą częścią historii jest „nierealistyczne”.

„Oczekiwanie, że Ukraińcy teraz się poważnie rozliczą z dziedzictwem UPA, jest po prostu nierealistyczne” – stwierdził wówczas dyrektor POLIN.

Odnosząc się do patronów ukraińskich jednostek wojskowych związanych z UPA, Stola porównał tę formację z polskimi organizacjami narodowymi. „My mieliśmy podobnych ludzi. U nas się to nazywało Narodowe Siły Zbrojne i ONR” – powiedział.

Historyk stwierdził następnie, że wskazane przez niego polskie środowiska miały „bardzo podobny program” do UPA. Jako podobieństwa wymienił negatywny stosunek do demokracji oraz mniejszości narodowych. Jego zdaniem przedstawiciele takich organizacji nie byliby właściwymi patronami polskiej jednostki wojskowej.

Stola zaznaczył jednocześnie, że Polska nie jest w stanie narzucić Ukraińcom sposobu oceny własnej historii. Według niego podczas trwającej wojny na Ukrainie kwestie historyczne nie będą dla strony ukraińskiej pierwszoplanowe, jednak powinny powrócić po zakończeniu działań wojennych.

„Wspólnota i Pamięć” poinformowała, że wobec braku – w ocenie organizacji – konsekwencji po wypowiedzi dyrektora POLIN, zdecydowała się skierować sprawę do szefowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu podlega muzeum.

http://kresy.pl/wydarzenia/dyrektor-polin-zestawil-nsz-z-upa-jest-reakcja-organizacji-kresowych/

#antypolacy #antypolonizm #zydzi #nsz #upa #banderowcy #mordercy #ludobojstwo

15

Mentzen: Polska oddała Ukrainie wielokrotnie więcej efektorów do Patriotów niż twierdzi rząd Tuska [+VIDEO]kresy.pl

Mentzen: Polska oddała Ukrainie wielokrotnie więcej efektorów do Patriotów niż twierdzi rząd Tuska [+VIDEO]

Sławomir Mentzen twierdzi, że Polska przekazała Ukrainie znacznie więcej pocisków do systemów Patriot, niż wynika z oficjalnych informacji. Polityk zarzucił rządowi Donalda Tuska wprowadzanie opinii publicznej w błąd i skrytykował rozważania o dalszych dostawach.

Sławomir Mentzen zarzucił rządowi Donalda Tuska, że zaniża informacje dotyczące liczby pocisków do systemów Patriot przekazanych Ukrainie. Według polityka Polska oddała ich „wielokrotnie więcej”, niż wynika z oficjalnych komunikatów.

Mentzen zwrócił uwagę, że Polska dysponuje niewielką liczbą baterii Patriot, które mają służyć m.in. do ochrony strategicznej infrastruktury przed rakietami i dronami.

Jak stwierdził, Polska kupiła nieco ponad 200 efektorów do tych systemów, a oficjalnie na Ukrainę miała trafić jedynie niewielka ich część.

„Oficjalna wersja wydarzeń jest taka, że dalej mamy około 200 Patriotów, że oddaliśmy naprawdę niewielką nadwyżkę” – mówił Mentzen.

Polityk zakwestionował jednak te dane. „W tej sprawie jesteśmy okłamywani przez nasz rząd, przez naszych polityków” – powiedział.

Według Mentzena rzeczywista liczba przekazanych Ukrainie efektorów była znacznie większa. „Oddaliśmy tych efektorów do Patriotów dużo więcej, wielokrotnie więcej niż oficjalnie się mówi” – stwierdził.

Mentzen odniósł się również do informacji o możliwości wysłania na Ukrainę kolejnych pocisków do systemów Patriot. Jego zdaniem byłoby to problematyczne ze względu na ograniczone polskie zapasy i potrzebę zabezpieczenia własnej przestrzeni powietrznej.

Polityk podkreślił, że w sytuacji, gdy rosyjskie rakiety i drony mogą naruszać polską przestrzeń powietrzną, kluczowe pozostaje zachowanie odpowiednich zdolności do ochrony najważniejszych obiektów w kraju.

http://kresy.pl/wydarzenia/mentzen-polska-oddala-ukrainie-wielokrotnie-wiecej-efektorow-do-patriotow-niz-twierdzi-rzad-tuska-video/

#mentzen #koalicjaobywatelska #klamcy #zdrajcypolski #Polska #ukraina #uzbrojenie

12

Szef ukraińskiej komisji ds. wolności słowa uważa rosyjskojęzycznych Ukraińców za zdrajców [+VIDEO]kresy.pl

http://www.youtube.com/watch?v=wArFBDyO1XY&source_ve_path=OTY3MTQ&embeds_referring_euri=https%3A%2F%2Fkresy.pl%2F

Jarosław Jurczyszyn, przewodniczący Komisji Rady Najwyższej Ukrainy ds. Wolności Słowa, stwierdził, że „nie ma rosyjskojęzycznych Ukraińców”. Według niego są jedynie Rosjanie oraz Ukraińcy wciągnięci przez Rosję do jej „świata kulturowego” i w ten sposób „de facto uczynieni zdrajcami”.

Przewodniczący Komisji Rady Najwyższej Ukrainy ds. Wolności Słowa Jarosław Jurczyszyn stwierdził, że rosyjskojęzyczni Ukraińcy zostali wciągnięci przez Rosję do jej przestrzeni kulturowej i „de facto uczynieni zdrajcami”. Polityk wypowiedział się na ten temat w rozmowie z LVIV MEDIA.

Jurczyszyn mówił o polityce językowej prowadzonej podczas wojny oraz o konieczności ograniczania rosyjskich wpływów kulturowych na Ukrainie. Jego zdaniem dotyczy to m.in. rosyjskich kanałów, działalności gospodarczej związanej z Rosją oraz używania języka rosyjskiego w obszarach, które przyczyniają się do jego popularyzacji, w tym w kulturze.

„Nie ma rosyjskojęzycznych Ukraińców. Są albo Rosjanie, albo Ukraińcy, których Rosjanie po prostu przeciągnęli do swojego świata kulturowego, de facto czyniąc z nich zdrajców” – powiedział przewodniczący parlamentarnej komisji ds. wolności słowa.

Deputowany opowiedział się za ograniczaniem rosyjskiej przestrzeni kulturowej przynajmniej na czas trwania wojny. Jak zaznaczył, kwestia tego, jakie rozwiązania powinny obowiązywać po zakończeniu działań zbrojnych, będzie wymagała osobnej decyzji.

Jurczyszyn uważa jednak, że działania wspierające rozwój języka ukraińskiego mogą być potrzebne także w pierwszym okresie po wojnie, a być może również przez dłuższy czas.

Komisja, której przewodniczy Jurczyszyn, zajmuje się w Radzie Najwyższej m.in. kwestiami wolności słowa, prawa obywateli do informacji, ochroną praw pracowników mediów oraz gwarancjami działalności środków masowego przekazu.

W sierpniu we Lwowie doszło do wydarzenia z udziałem 52-letniej matki ukraińskiego żołnierza, która przyjechała z Polski odwiedzić syna służącego w Siłach Zbrojnych Ukrainy. Według relacji wojskowego kobieta została zaatakowana w autobusie z powodu posługiwania się językiem rosyjskim, a następnie wyrzucona z pojazdu.

Żołnierz twierdził również, że po przybyciu funkcjonariuszy policji jego matka nie otrzymała oczekiwanej pomocy. Później przekazał, że na komisariacie została „doprowadzona do histerii”, a policjant miał poinformować ją, że zawiadomienie może zostać przyjęte wyłącznie w języku ukraińskim.

Policja obwodu lwowskiego przedstawiła inną wersję wydarzeń. Według funkcjonariuszy w autobusie doszło do sporu między 52-latką a kilkoma pasażerami, który następnie przerodził się w przepychankę i przeniósł na ulicę oraz do pobliskiej apteki. Wobec kobiety sporządzono protokół dotyczący drobnego chuligaństwa, ale jednocześnie przyjęto od niej zawiadomienie w sprawie odniesionych obrażeń. Policja zapowiedziała ustalenie dokładnego przebiegu zdarzenia i ocenę zachowania wszystkich uczestników.

http://kresy.pl/wydarzenia/szef-ukrainskiej-komisji-ds-wolnosci-slowa-uwaza-rosyjskojezycznych-ukraincow-za-zdrajcow-video/

#ukraina #rosja

6

Dobre hiszpańskie kino 🫡

12

Największy proces polityczny III RP. Czy prokurator fałszuje akta?!nczas.info

Zdjęcie

W dniach 4 i 11 września 2026 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe odbyły się kolejne – jedenasta i dwunasta – rozprawy w procesie karnym przeciw europosłowi Grzegorzowi Braunowi, prezesowi Konfederacji Korony Polskiej.

Tempo procedowania spraw zdumiewa. Po wakacyjnej przerwie sędzia Marcin Brzostko przyjął jako schemat naszych spotkań aż trzy terminy w każdym miesiącu. Wynika to z faktu, że latem tych rozpraw w ogóle nie było, gdyż trwał sezon urlopowy i przedstawiciele procesowi stron porozjeżdżali się na wakacje. W końcu kanikuła się skończyła i skład sędziowski we wrześniu ostro zabrał się do roboty. Każdy, kto ma cokolwiek wspólnego z sądem w naszym kraju, musi być zaskoczony stachanowskim tempem pracy składu orzekającego warszawskiego sądu.

Proces, który prokuratura i media głównego nurtu próbują przedstawiać jako zwykłą sprawę o „naruszenie nietykalności” czy „zniszczenie mienia”, od początku ma charakter polityczny. Braun odpowiada za szereg głośnych „interwencji poselskich” z lat 2023–2025, w tym za zgaszenie gaśnicą świec chanukowych w Sejmie, wejście do Narodowego Instytutu Kardiologii i starcia z prof. Łukaszem Szumowskim, zniszczenie ekspozycji LGBT w Sejmie czy zdjęcie flagi ukraińskiej.

Łącznie zarzutów jest siedem. Oskarżony nie przyznaje się do winy i od początku podkreśla, że chodzi o uciszenie niewygodnego polityka, który mówi wprost o banderyzmie, eksperymentach covidowych i zdradzie interesu narodowego. Sąd powołał ponad osiemdziesięciu świadków – większość zresztą na wniosek prokuratury – co sprawia, że sprawa ta szybko się nie zakończy.

XI rozprawa: asystentka Szumowskiego na tapecie

Rozprawa 4 września trwała wiele godzin. Głównym wątkiem były zeznania świadków związane z interwencją w Narodowym Instytucie Kardiologii imienia Kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którym poseł domagał się zbadania alkomatem ówczesnego dyrektora placówki i byłego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Prokuratura zarzuca Braunowi naruszenie nietykalności cielesnej i pomówienie Szumowskiego (jakoby nigdy nie pije on alkoholu w pracy). Na sali pojawiła się m.in. asystentka Szumowskiego. Poseł Grzegorz Braun konsekwentnie i konkretnie obnażał niespójności w jej zeznaniach. Świadek miała opisywać sytuację jako agresję ze strony posła, który „przycisnął” profesora do futryny i prowokował. Braun pytał o szczegóły, o obecność kamer, o to, dlaczego profesor nie był obecny na rozprawie, o kontekst szczepień i o to, czy świadek nie broni po prostu swojego przełożonego.

Sąd nie wykazywał szczególnego zainteresowania szerszym kontekstem (odmowy szczepień, atmosfera w instytucie w czasie pandemii), uznając je za „niezwiązane ze sprawą”. Charakterystyczne dla tego procesu jest to, że prokuratura już wcześniej chciała zrezygnować z przesłuchania części świadków, argumentując, że ich zeznania niewiele wnoszą. Obrona Brauna na to nie poszła – właśnie dlatego sprawa się przeciąga. W gruncie rzeczy jest to korzystne dla Grzegorza Brauna, bo ewentualny prawomocny wyrok za przestępstwo popełnione umyślnie zamknąłby mu możliwość kandydowania na posła w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Dla oskarżonego i jego zwolenników to dowód, że nie chodzi o ustalenie prawdy, lecz o skazanie w dogodnym momencie – przed wyborami 2027 r., które mogłyby przekreślić ewentualny wyrok skazujący w pierwszej instancji.

11 września – XII rozprawa: kolejne godziny „operacyjnego” maglowania świadków

Tydzień później, 11 września, odbyła się kolejna, XII już rozprawa. Dla mnie osobiście była to wyjątkowa sytuacja, bo okazało się, że ważność mojej dziennikarskiej przepustki na salę rozpraw wygasła i ochrona w sądzie nie chciała mnie wpuścić na salę rozpraw. Dysponowałem tak zwaną „przepustką cykliczną”, niespodziewanie jednak okazało się, że prezes sadu ją unieważnił i zarządził konieczność ubiegania się o nowe pozwolenia.

Można domniemywać, że celem takich utrudnień ma być faktyczne ograniczenie udziału w posiedzeniach sądu publiczności i dziennikarzy. Myślę, że te nadzieje okażą się płonne. Nasza redakcja zawsze będzie na miejscu!

I tym razem zeznania świadków oscylowały wokół kwestii interwencji poselskiej Grzegorza Brauna w gabinecie dyrektora Narodowego Instytutu Kardiologii w warszawskim Aninie. Sąd w ciągu tego jednego posiedzenia przesłuchał aż pięciu świadków, nie zarządzając nawet zwyczajowej przerwy obiadowej. W trakcie posiedzenia doszło do sytuacji, która musiała zdumiewać. Okazało się bowiem, że świadkowie oświadczali przed sądem, że w postępowaniu przygotowawczym byli wzywani na komisariat tylko jeden raz, a tymczasem sąd miał w dyspozycji protokoły aż z dwóch przesłuchań, zresztą w dwóch różnych miejscach, innych komisariatach policji, w różnych miejscowościach. W jednym przypadku doszło nawet do tak kuriozalnej sytuacji, że świadek pan Adam Kania stwierdził, że on ani razu nie był w tej sprawie przesłuchiwany!

Tak pisał o tym obecny na rozprawie poseł Włodzimierz Skalik w swoim wpisie w mediach społecznościowych:

„Skandal na rozprawie Grzegorza Brauna. Świadek Adam Kania zeznał, że w tej sprawie przesłuchiwany jest PIERWSZY RAZ. Tymczasem w aktach są dwa protokoły rzekomo jego wcześniejszych zeznań. Gdy pokazano mu podpis, stwierdził: »TO NIE JEST MÓJ«. Skąd więc te dokumenty? Kto je sporządził i jak trafiły do akt?!!”.

Mogę potwierdzić, że świadek tak zareagował. Powiedział on nawet do sędziego: „podobny, ale nie mój!” – w reakcji na okazanie mu podpisanego protokołu zeznań z komisariatu policji. Czy w tej sytuacji możemy mówić o fałszerstwie dokumentów – protokołów zeznań świadków przez prokuraturę? Byłby to rzeczywiście skandal, a przede wszystkim, przestępstwo! Grzegorz Braun domagał się w tej sytuacji od sędziego natychmiastowego przerwania rozprawy, a nawet dokonania zatrzymania osób podejrzanych. Sędzia Marcin Brzostko nie przystał na tak radykalny środek, ale zapewnił strony, że sprawa musi zostać dogłębnie zbadana.

Szczegóły przebiegu – jak zwykle w tym procesie – sprowadzają się do przesłuchań, wniosków dowodowych i sporów proceduralnych. Sędzia (wcześniej już krytykowany przez stronę obrony) utrzymuje tempo, które według otoczenia Brauna ma doprowadzić do wyroku w pierwszej instancji jeszcze jesienią 2026 r. (październik – listopad). Potem sprawa trafiłaby do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, gdzie rozpoznanie może potrwać od kilku miesięcy do nawet dwóch lat. Dla kogoś, kto planuje start w wyborach 2027, różnica jest kluczowa. Skazanie prawomocne przed wyborami mogłoby zablokować kandydaturę. Stąd – zdaniem krytyków – pośpiech prokuratury i sądu, a z drugiej strony konsekwentna obrona polegająca na pełnym wykorzystaniu prawa do przesłuchania świadków i wniosków formalnych.

Grzegorz Braun nie ukrywa, że uważa cały proces za element szerszej operacji. „Cały układ, cały reżim, eurofederaści, ukropoliniacy, podżegacze wojenni, totaliści covidowi sprzysięgają się, by zapakować mnie do więzienia” – mówił wcześniej na jednej z rozpraw. W kontekście wrześniowych posiedzeń te słowa nabierają konkretnego wymiaru: przesłuchania świadków z otoczenia Szumowskiego, próby ograniczenia jawności w innych wątkach, presja czasowa. Szerszy kontekst: nie jeden proces, lecz system.

Proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe to tylko jeden z wątków. Równolegle toczą się inne postępowania (m.in. cywilne związane z zakłóceniem wykładu). Parlament Europejski właśnie (15 września) uchylił Braunowi immunitet w kolejnej sprawie – o rzekome negowanie zbrodni w Auschwitz. Wcześniej immunitet uchylano już w sprawach „gaśnicowych” i innych. W tym samym czasie prokuratura interesuje się zniszczeniem pomnika UPA na Lubelszczyźnie – Braun nie ukrywa, że uważa takie obeliski za obrazę pamięci ofiar rzezi wołyńskiej i banderyzmu.

Dla nas obraz jest jasny. Grzegorz Braun od lat konsekwentnie mówi rzeczy, których nie wypada: o odpowiedzialności za eksperyment medyczny zwany pandemią, o banderyzacji polskiej przestrzeni publicznej, o tym, że państwo polskie coraz częściej chroni symbole obce kosztem własnych obywateli. System reaguje procesami. Sąd rejonowy na Pradze-Południe stał się sceną, na której odgrywa się ten spektakl. Warto podkreślić: pełne zapisy rozpraw są dostępne publicznie. Każdy może sam ocenić, kto zadaje precyzyjne pytania, a kto unika odpowiedzi, kto powołuje się na „powagę sądu”, a kto na prawo do obrony. Media głównego nurtu zwykle skracają relacje do „skandalisty Brauna” i „napaści”. Nagrania godzinami pokazują coś innego – polityka, który nie ugina się i zmusza system do pokazania swojej prawdziwej twarzy.

Co dalej? Według osób znających realia procesu, jeśli tempo się utrzyma, wyrok w pierwszej instancji może zapaść jeszcze w tym roku. Wymagałoby to jednak przesłuchania kilkudziesięciu świadków. Apelacja potrwa dłużej. Braun gra na czas – nie dlatego, że boi się merytorycznej konfrontacji, lecz dlatego, że wie, iż prawomocne skazanie przed wyborami 2027 byłoby dla systemu wygodne. Zwolennicy KKP i wszyscy, którym zależy na wolności słowa i suwerenności, powinni uważnie śledzić kolejne terminy rozpraw.

Bo to nie jest proces o gaśnicę czy alkomat. To proces o to, czy w Polsce wolno jeszcze mówić prawdę niewygodną dla rządzących i ich sojuszników. Grzegorz Braun na sali sądowej powtarza: „Szczęść Boże, Wysoki Sądzie”. I broni się. Z kolei system broni swoich interesów. Historia pokaże, kto zwycięży. Na razie – dzięki pełnym transmisjom – możemy oglądać niemal na żywo ten niezwykły bój o wolność i swobodę wypowiedzi.

http://nczas.info/2026/09/22/najwiekszy-proces-polityczny-iii-rp-czy-prokurator-falszuje-akta/

#Braun #sad #prokuratura #koalicja13grudnia #usmiechnietapolska

14

#nocna

Pada i pada. Przydał by mi się ładna pogoda by porobić na zewnątrz.

12

Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna postuluje stworzenie „rejestru agentów zagranicznych”nczas.info

„Rejestr agentów zagranicznych”, którego utworzenie postuluje KKP Grzegorza Brauna, ma – zdaniem polityków formacji – zminimalizować wpływ innych państw oraz obcych podmiotów na polską politykę. Wyborcy powinni zdawać sobie sprawę z tego, na kogo głosują – powiedział związany z KKP Mateusz Piskorski.

Polityk Konfederacji Korony Polskiej, b. poseł Jacek Wilk podczas poniedziałkowej konferencji prasowej przed pomnikiem AK w Warszawie podkreślił, że przygotowany przez KKP „Projekt ustawy o lojalnej służbie publicznej, obcych agentach” ma na celu „zminimalizowanie wpływu innych państw, obcych podmiotów, na naszą politykę, na nasze życie publiczne”.

Według Wilka, zgodnie z głównym zapisem projektu ustawy „podmiot, który podejmuje się wykonywania na terytorium RP działalności o charakterze politycznym, informacyjnym, public relations, doradztwa medialnego, badania opinii publicznej lub lobbingu, a co najmniej 20 proc. przychodów w okresie rozliczeniowym czerpie ze źródeł zagranicznych lub od podmiotów mających siedzibę poza granicami RP, obowiązany jest do dokonania wpisu w »rejestrze agentów zagranicznych«”.

Obecny na konferencji b. poseł Samoobrony Mateusz Piskorski powiedział, że „wyborca powinien wiedzieć, powinien zdawać sobie sprawę z tego, na kogo głosuje”. Dodał, że ludzie mają prawo głosować na „obcego agenta”. Ale – jak stwierdził – powinni „jednak wiedzieć, że np. kandydat na posła, ba – na prezydenta – skończył, ukończył różnego rodzaju kursy, programy i szkolenia poza granicami naszego kraju”.

Piskorski dodał, że bardzo liczy na to, iż projekt ten trafi do Sejmu. – Ja bym bardzo chciał, żeby ten projekt – to też może być pewien test – podpisali posłowie tych partii poza Konfederacją Korony Polskiej, którzy mają usta pełne haseł, słusznych, walki z obcymi agentami – podkreślił.

W maju 2016 r. prokuratura przedstawiła Piskorskiemu – byłemu posłowi Samoobrony i liderowi partii „Zmiana” – zarzut szpiegostwa na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej i Chińskiej Republiki Ludowej. Piskorski został zatrzymany przez ABW i trafił do aresztu, gdzie przebywał do 2019 r., gdy rozpoczął się jego proces i mógł wyjść za kaucją.

– My chcemy gry w otwarte karty. Nie chcemy gry z narodem w „trzy karty” znaczone przy kulawym okrągłym stoliku, przy którym ciągle jeszcze zasiadają „szulerzy” i „macherzy” inspirowani i finansowani z zagranicy – mówił o propozycji KKP lider partii Grzegorz Braun. – Chcemy, żeby Polacy wiedzieli, kto nimi rządzi i chcemy, żeby Polacy mogli wiedzieć, kto do nich przemawia z mównicy sejmowej, z telewizora – dodał.

Podkreślił, że KKP „nie postuluje i nie projektuje cenzury debaty publicznej”. – My nie wykluczamy żadnego głosu; my tylko chcemy, żeby było wiadomo, kto mówi – stwierdził Braun.

Zaznaczył, że Konfederacja Korony Polskiej chce „wykluczyć sprawstwo ludzi, którzy są posiadaczami więcej niż (…) wyłącznie polskiego paszportu”. – A tacy ludzie są, tacy ludzie zasiadają w rządzie, tacy ludzie przemawiają w parlamencie, są ministrami, są liderami opinii, są wpływowymi postaciami i wpływają na zdrowie, życie, bezpieczeństwo mienia Polaków, nie będąc lojalnymi wyłącznie wobec państwa i narodu polskiego – ocenił Braun.

http://nczas.info/2026/09/21/konfederacja-korony-polskiej-grzegorza-brauna-postuluje-stworzenie-rejestru-agentow-zagranicznych/

#Braun #polskaracjastanu #agent #agentura #antypolonizm #konfederacjakoronypolskiej

18

Ojciec witamin bez Nobla: Niewiarygodna historia Kazimierza Funka 🔬🇵🇱💊W 1912 roku w laboratorium w Londynie polski biochemik Kazimierz Funk dokonał przełomu, który na zawsze zmienił medycynę. Badając przyczyny choroby beri-beri, wyizolował z otrębów ryżowych substancję niezbędną do funkcjonowania ludzkiego organizmu. Połączył łacińskie słowo „vita” (życie) oraz chemiczną „aminę”, tworząc pojęcie znane dziś na całym globie – „witamina”. Choć przełożeni w instytucie zabraniali mu używania tego terminu, obawiając się podważenia ówczesnych dogmatów Pasteura i Kocha, Funk opublikował swoje badania wbrew zakazom. Jego odkrycie uratowało miliony istnień ludzkich przed śmiercią głodową i chorobami cywilizacyjnymi, otwierając zupełnie nową erę nauk o żywieniu. Mimo czterokrotnej nominacji do Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny (w 1914, 1925, 1926 i 1946 roku), to zaszczytne wyróżnienie ostatecznie trafiło w ręce innych badaczy. Gdy w 1929 roku komitet noblowski nagradzał badania nad witaminami, nazwisko Funka padło ze sceny, lecz sam polski pionier odszedł z pustymi rękami. Do końca swoich dni na emigracji w Nowym Jorku z dumą powtarzał: „Jestem Polakiem”. Dziś słowo, które stworzył, wypowiadają miliardy ludzi każdego dnia, choć niewielu pamięta o genialnym warszawskim uczonym. Cześć i chwała wielkim polskim umysłom! 🇵🇱 Znaliście wcześniej postać Kazimierza Funka?

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/1563493665463463

#Polak #nauka #historia #ciekawostki

15

Miller punktuje Kosiniaka-Kamysza. Poszło o Ukrainę. „Skala jest nadal niewspółmierna do problemu”nczas.info

Były premier Leszek Miller odniósł się do fałszywej tezy, jaką przed kilkoma dniami przedstawił Władysław Kosiniak-Kamysz. Wskazał też, że nad grobami polskich ofiar ukraińskich nacjonalistów króluje „kłamstwo wołyńskie”, a władze warszawskie nie upominają się o umieszczenie tam prawdy o sprawcach.

– Pomoc dla Ukrainy jest polską racją stanu. Ukraina nie może przegrać tej wojny, bo wtedy nam nie będzie lepiej, tylko będzie nam gorzej. Niektórzy to bardzo w Polsce upraszczają. Mówią: „nasza chata z kraja, nie nasza wojna, nie interesujcie się tym”. Jak tam (na Wołyniu – przyp. red.) będzie Rosja, to zaręczam: nie będzie ani jednej ekshumacji ofiar ludobójstwa na Wołyniu i nie będzie żadnego upamiętnienia – powiedział 14 września w „Faktach po Faktach” w TVN24 Kosiniak-Kamysz, a więc tego samego dnia, kiedy z Bałtyku w woj. zachodniopomorskim wyłowiono drona.

Do m.in. tych słów odniósł się w mediach społecznościowych Leszek Miller.

„Wicepremier Kosiniak-Kamysz powiedział: «Jak tam (na Wołyniu) będzie Rosja, to zaręczam: nie będzie ani jednej ekshumacji […] i nie będzie żadnego upamiętnienia». Pan minister zestawia hipotetyczny brak ekshumacji pod rosyjską okupacją z sytuacją tak, jakby dzisiaj, pod władzą ukraińską, problem był zasadniczo rozwiązany. A przecież nie jest” – ocenił.

„Po pierwsze, skala jest nadal niewspółmierna do problemu. W samych Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej w 2026 r. ekshumowano szczątki 55 osób, a IPN podaje, że według list historyków około 300 osób wciąż pozostaje tam do odnalezienia. Co więcej, jeszcze 7 sierpnia IPN informował, że otrzymał dotąd tylko jedną zgodę na ekshumację ofiar Zbrodni Wołyńskiej; dopiero później przyszła druga zgoda – dotycząca Huty Pieniackiej” – podkreślił były premier.

„Po drugie, ekshumacja i upamiętnienie to dwie różne sprawy. Bardzo wymowne są słowa Pawła Kowala-czołowego przedstawiciela banderowskiej piątej kolumny, który oznajmił, że «nie negocjujemy kwestii upamiętnień». To znaczy, że nad grobami króluje «kłamstwo wołyńskie» gdzie nie ma żadnej informacji o sprawcach ludobójstwa. Szczytem bezczelności jest użycie przez Ukraińców w porozumieniu z Kowalem i polskim ministrem kultury słowa «zginęli». Tymczasem w Puźnikach chodzi o ludzi zamordowanych przez sotnię UPA. «Zginęli» opisuje skutek. «Zostali zamordowani przez UPA» opisuje również czyn i sprawcę. Spór o pamięć zaczyna się właśnie w tym miejscu” – zaznaczył Miller.

Były premier przywołał także wątek niemieckich ekshumacji, które prowadzone są na Ukrainie od lat, także podczas trwającej wojny z Rosją.

„Po trzecie, kontrast z niemieckimi żołnierzami. Niemcy i Ukraina zawarły w 1996 r. umowę dotyczącą grobów wojennych. Według danych Volksbundu w latach 2001–2022 dokonano w Ukrainie niemal 103 tys. ponownych pochówków niemieckich żołnierzy, a tylko w 2022 r., już podczas wojny, przeprowadzono 972 ekshumacje. Polska również ma umowę z Ukrainą dotyczącą ochrony miejsc pamięci, ale polskie ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej zostały po Majdanie 2014 zablokowane i pozostają przedmiotem politycznego sporu” – napisał.

„Dlatego argument Kosiniaka-Kamysza można odwrócić: problemem nie jest wyłącznie to, co zrobiłaby Rosja po zajęciu Ukrainy. Problemem jest również to, czego przez wiele lat nie pozwalała zrobić niepodległa Ukraina” – skwitował Miller.

http://nczas.info/2026/09/21/miller-punktuje-kosiniaka-kamysza-poszlo-o-ukraine-skala-jest-nadal-niewspolmierna-do-problemu/

#kosiniakkamysz #miller #ukrofilia #ukrofile

11