Katastrofa migracyjna z Bliskiego Wschodu już puka

W dobie geopolitycznych zawirowań polskie władze pompują miliardy złotych w betonowe fortyfikacje na granicy z Białorusią i Rosją, przekonując podatników, że to klucz do bezpieczeństwa. Zapora z Białorusią, ukończona w 2022 roku, pochłonęła 1,6 miliarda złotych, a ambitny program „Tarcza Wschód” z 2024 roku zakłada kolejne 10 miliardów na umocnienia wschodniej flanki. Brzmi imponująco? Szkoda tylko, że te stalowe mury nie powstrzymują fali migrantów – ani tych nielegalnych, ani tych witanych z otwartymi ramionami i wizami pracowniczymi. Nadciągająca burza z Bliskiego Wschodu, gdzie USA i Izrael właśnie rozpętały wojnę z Iranem, każe pytać: po co beton na wschodzie, skoro prawdziwe wyzwania płyną z dyplomacji i… zachodniej granicy?

Budowa zapory na granicy z Białorusią ruszyła w 2021 roku. Stalowa konstrukcja wysokości 5,5 metra, z drutem kolczastym i systemami elektronicznymi, kosztowała 1,6 miliarda złotych – kwotę, którą można by przeznaczyć na setki szkół czy szpitali. Do tego dochodzą plany na granicę z obwodem kaliningradzkim: tymczasowe bariery z drutu, a wkrótce elektroniczne systemy za setki milionów. Całość uzupełnia „Tarcza Wschód” – projekt z 2024 roku, wart 10 miliardów złotych, obejmujący bunkry, okopy i zaawansowane technologie. Premier Donald Tusk chwalił to jako „inwestycję w bezpieczeństwo”, ale fakty mówią co innego.

W 2023 roku odnotowano 26 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. W 2024 – już 30,4 tysiąca, choć w drugiej połowie roku spadek o 50% po wprowadzeniu strefy buforowej. W 2025 – około 30 tysięcy, z lekkim obniżeniem dynamiki. Płot na granicy dziurawy jak sito: Straż Graniczna chwali się skutecznością 97–98%, ale tysiące pushbacków – często brutalnych i kwestionowanych przez HRW jako łamanie prawa UE – świadczą o braku nadziei. A koszty? Utrzymanie granicy z Białorusią pochłania 2,5 miliarda złotych rocznie. Chociaż dyplomacja przyniosła efekty w 2024, ale betonowy fetysz wciąż trwa.

Tymczasem nikt z polityków nie chce powiedzieć otwarcie, że prawdziwa „inwazja” w naszym kraju dzieje się legalnie. W 2023 roku urodziło się w Polsce około 272 tysięcy dzieci, podczas gdy wydano 320,6 tysiąca pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. W 2024 – 245 tysięcy urodzeń kontra 322,9 tysiąca wiz pracowniczych. W 2024 Polska wydała 488,8 tysiąca pierwszych zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza EU, a liczba cudzoziemców z ważnymi dokumentami przekroczyła milion. To nie incydent – polski trend od 2019. Gospodarka pędzi, ale brakuje rąk: logistyka, budownictwo, opieka zdrowotna stoją dzięki „importowi” z Ukrainy, Indii czy Kolumbii.

Państwo kapituluje przed demografią: współczynnik dzietności spadł do 1,03 w 2025, a zamiast polityki prorodzinnej – tanie mieszkania, stabilne umowy – woli wizy. To pragmatyzm czy lenistwo? Mur na wschodzie nie wpływa na te liczby – imigranci lądują na Okęciu, nie w Puszczy Białowieskiej.

A teraz wisienka na torcie: 28 lutego 2026 USA i Izrael rozpoczęły ofensywę przeciw Iranowi. Ataki na Teheran, zabicie ajatollaha Chameneiego, bombardowania nuklearnych instalacji – Trump nazywa to „ostatnią szansą” na zmianę reżimu. Iran kontratakuje: ataki na bazy USA, blokada Ormuzu, zaangażowanie Hezbollahu i Huti. Konflikt eskaluje: setki zabitych, destabilizacja regionu.

Eksperci z Mixed Migration Centre szacują, że w przypadku długotrwałej destabilizacji, do 20-25% populacji – czyli 18-22 miliony Irańczyków – może szukać schronienia poza granicami Iranu. To więcej niż w Syrii w 2015 roku, gdzie wojna wypędziła 6,6 miliona osób, z czego ponad milion trafiło do Europy. Na razie nie ma masowego exodusu: raporty z pierwszych dni wskazują na niewielki wzrost przekroczeń granicy z Turcją (50–100 pojazdów więcej dziennie), Armenią i Irakiem, głównie przez Irańskich Kurdów i zamożniejszych obywateli. Ale to cisza przed burzą – jak w Syrii, gdzie początkowe ucieczki do sąsiadów (Turcja, Liban, Jordania) szybko przerodziły się w falę do Europy.

Dla Polski oznacza to presję na system azylowy. Historycznie, konflikty bliskowschodnie – jak wojna w Iraku (2003), Syrii (2011) czy Afganistanie (2021) – generowały fale migrantów przez szlak bałkański: z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię do Węgier i dalej na północ. W 2015 roku Polska przyjęła tylko 12 tysięcy uchodźców z Syrii, ale presja UE na relokację była ogromna. Teraz, z destabilizacją Libanu (Hezbollah), Jemenu i potencjalnie Iraku, szlaki mogą się zintensyfikować. UNHCR ostrzega, że w ciągu 18–24 miesięcy Europa może zobaczyć 2-4 miliony nowych migrantów z regionu, w tym Irańczyków, Libańczyków i Irakijczyków. Polska, z już napiętym systemem, może być zmuszona do przyjęcia dziesiątek tysięcy – zwłaszcza jeśli Niemcy, jak w 2015, otworzą granice, a potem zaczną pushbacki w ramach procedur dublińskich.

Budowa ogrodzenia na granicy z Rosją i Białorusią to lekcja marnotrawstwa: miliardy złotych na barierę, która nie zatrzymuje migrantów, podczas gdy dyplomacja mogłaby przynieść trwałe rozwiązania. W obliczu wojny USA-Izrael-Iran, Polska musi przygotować się na nową falę uchodźców – nie murami, ale współpracą międzynarodową. Inaczej betonowe fortyfikacje okażą się tylko kosztownym pomnikiem krótkowzroczności polityki naszych władz.

HANNA KRAMER #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #migranci #iran

11

Od marca 2026 w Polsce nie kupisz oprysku bez uprawnień!

Samodzielna uprawa i hodowla mają być nielegalne we wspaniałym neomarksistowskim reżimie.

UE wprowadza coraz surowsze wymogi dotyczące rejestracji, stosowania i ewidencji środków ochrony roślin. Od marca 2026 zakup oprysku w Polsce będzie wymagał uprawnień i nowych dokumentów.

Aby kupić opryski, trzeba posiadać aktualne zaświadczenie o ukończeniu szkolenia ŚOR ważne maksymalnie 5 lat oraz okazać dowód osobisty. Sprzedawca otrzymał obowiązek weryfikacji uprawnień klienta i ma prawo odmówić sprzedaży w przypadku braku dokumentów.

Zakupy online pozostały możliwe, ale wymagają podania dokładnych danych z zaświadczenia: imienia i nazwiska, numeru dokumentu, nazwy podmiotu wydającego oraz terminu ważności. Dane podlegają weryfikacji. Przesyłka może zostać dostarczona wyłącznie pod wskazany adres do domu, gospodarstwa lub siedziby firmy. Wykluczono dostawy do paczkomatów, skrzynek pocztowych, sklepów spożywczych i punktów z paszą.

Najbardziej restrykcyjne zmiany objęły fumiganty. Od 6 marca 2026 obowiązuje całkowity zakaz ich sprzedaży przez internet. Zakup jest możliwy wyłącznie stacjonarnie i tylko po ukończeniu specjalistycznego szkolenia z fumigacji. Zwykłe szkolenie ŚOR nie wystarcza. Sprzedawca ma obowiązek każdorazowo sprawdzić dokumenty, wystawić fakturę z pełnymi danymi, wpisać transakcję do ewidencji i przechowywać ją przez 5 lat.

Te zmiany wpisują się w szerszy kierunek unijnych regulacji, które mnożą obowiązki formalne i przerzucają ciężar kontroli na sprzedawców oraz rolników. Drobne gospodarstwa już dziś funkcjonują pod presją raportów, ewidencji i kontroli. Każdy kolejny wymóg dokumentacyjny oznacza więcej czasu przy biurku i mniej w polu.

Rolnik jest już nie tylko gospodarzem, ale też w pewnym zakresie księgowym, prawnikiem, a teraz jeszcze chemikiem.⁩ #polacy #polska #politka #politycy #politykaspoleczna

18

Polacy dostają listy grozy!

Olbrzymie wzrosty cen ogrzewania – NAWET O 1000 ZŁ!

Do skrzynek Polaków trafiają nowe naliczenia za centralne ogrzewanie, a podwyżki w części spółdzielni sięgają KILKUDZIESIĘCIU PROCENT! Na jednym osiedlu w Skórczu w woj. Pomorskim podwyżka wyniosłą 300%, czyli równowartość 1000 zł!

Podobna sytuacja ma miejsce w reszcie kraju. Według Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie realne wzrosty cen objęły 56 procent systemów w kraju. Podwyżki obnażają realny koszt polityki klimatycznej Unii Europejskiej i systemu ETS! Ciepłowni nie stać na wykup uprawnień do emisji CO2!

Szokowy wzrost cen odczuwalny jest głównie przez wygaśnięcie ustawy mrożącej ceny ciepła systemowego. Po zakończeniu mechanizmu osłonowego taryfy zaczęły być rozliczane według realnych stawek. Dlaczego więc ceny ogrzewania na rynku rosną? Powody są dwa: Rosja i Unia Europejska.

Rząd ustawą wprowadził mrożenie cen ze względu na inwazję Rosji na Ukrainę i związane z tymi sankcje. Później mieliśmy zawirowania związane z cenami węgla i gazu – to one kształtowały wyższe ceny ciepła systemowego.

Zawirowania minęły i ceny się ustabilizowały, ustawa przestaje funkcjonować, a ceny są bardzo wysokie, dlaczego? Bo ciepłowni nie stać na wykup certyfikatów węglowych w ramach systemu ETS. W ubiegłym roku w Polsce 16 firm nie rozliczyło się z emisji. Problem mają głównie małe, lokalne ciepłownie.

Wzrost rachunków ma bezpośredni związek z unijną polityką klimatyczną. Dlatego trzeba ją odrzucić! #polska #politka #politycy #polacy #uniaeuropejska #zielonaenergia #zwierzeta

11

Limit 200 zł z bankomatu!Gotówka ma coraz więcej wrogów, od UE po globalne instytucje finansowe. Pętla się zaciska!

Euronet ogranicza wypłaty BLIKiem w swoich urządzeniach. Czy to koniec gotówki? Limit 200 zł obowiązuje od 19 lutego. Zmiana ta wpisuje się w szerszy trend stopniowego ograniczania obrotu gotówkowego. Presja regulacyjna już dziś obejmuje przedsiębiorców, a od 2027 roku UE przewiduje limit w wysokości 10 tys. euro dla każdego z nas. Duże instytucje finansowe także idą w tę stronę.

Limit 200 zł dla jednorazowej wypłaty BLIK w bankomatach Euronet nie jest zakazem gotówki, ale pokazuje, że dostęp do niej zależy coraz bardziej od decyzji operatorów i instytucji finansowych. Formalnie gotówka pozostaje legalnym środkiem płatniczym, jednak jej praktyczna dostępność i użyteczność są systematycznie zawężane.

Jeszcze bardziej niebezpieczne są forsowane zmiany na szczeblu unijnym i warszawskim. Obecnie w Polsce firmy nie mogą regulować transakcji powyżej 15 tys. zł w gotówce. Jeżeli wartość jednej transakcji przekracza ten próg, musi zostać rozliczona przez rachunek płatniczy, niezależnie od liczby częściowych płatności. W praktyce dla wielu przedsiębiorstw oznacza to faktyczne wyłączenie gotówki z większych operacji gospodarczych.

Kolejny etap nadchodzi w 2027 roku. Państwa członkowskie UE będą zobowiązane do wprowadzenia limitu płatności gotówkowych w wysokości 10 tys. euro. Co istotne, kraje będą mogły ustanowić jeszcze niższe progi. Oznacza to, że ograniczenia dotkną nie tylko firm, ale także osób prywatnych, na przykład przy zakupie używanego samochodu czy innych droższych dóbr.

System finansowy już teraz ściśle monitoruje większe przepływy środków. Transakcje przekraczające 15 tys. euro są automatycznie raportowane do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. W przypadku dużych przelewów, jak zakup nieruchomości, banki często wymagają osobistej wizyty w oddziale i dodatkowej dokumentacji, powołując się na przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Wszystko wskazuje na to, że trend będzie się pogłębiał, szczególnie w kontekście planów rozwoju cyfrowych walut banków centralnych. Wraz z pojawieniem się alternatyw w postaci pieniądza cyfrowego rola gotówki może być dalej marginalizowana, a zakres jej stosowania ograniczany kolejnymi regulacjami.⁩ #polacy #politycy #politka #politykaspoleczna #polska

17

Bruksela chce objąć MLEKO systemem kaucyjnym do 2030 roku!m.in.

Z unijnego rozporządzenia PPWR wynika, że do 2030 roku opakowania po mleku powinny zostać włączone do systemu kaucyjnego. Oznacza to, że butelki i inne opakowania po produktach mlecznych mogłyby zostać objęte obowiązkową kaucją na podobnych zasadach jak dziś butelki plastikowe, puszki metalowe czy szkło. Byłaby to istotna zmiana dla producentów, handlu oraz konsumentów w całej Unii Europejskiej.

W praktyce oznaczałoby to rozszerzenie systemu o kolejną kategorię produktów spożywczych, które do tej pory w wielu państwach nie były objęte kaucją. Opakowania po mleku, często wymagające szczególnych warunków higienicznych, musiałyby być zbierane, magazynowane i transportowane w sposób zapewniający bezpieczeństwo sanitarne.

Wyzwanie dotyczyłoby zarówno przede wszystkim małych sklepów, które już dziś z trudem obsługują system zwrotów opakowań. Już dziś małe sklepy mają problem http://m.in. z zapachem z gromadzonych zgodnie z prawem puszek. W wielu przypadkach lokalni sklepikarze, głownie ze wsi zbierają puszki i butelki do worków i czekają, często tygodniami na firmę, która je odbierze. Zapewnienie specjalnych urządzeń do magazynowania butelek i puszek kaucyjnych często jest dla nich za drogie. Najtańsze takie automaty kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Włączenie w system butelek po mleku byłoby jeszcze większym problemem, z którym wielu sprzedawców by sobie nie poradziło. W konsekwencji ludzie ze wsi jeździliby częściej na zakupy do marketów, a osoby niezmotoryzowane płaciliby więcej za podstawowy produkt spożywczy, jakim jest mleko. #uniaeuropejska #zielonylad #polacy #polexit #politka #politycy #politykaspoleczna

16

NIEBYWAŁY SKANDAL! Usunięto tablicę o polskich ofiarach. Nowa tablica upamiętnia tylko Żydówki.

W Zielonej Górze zdemontowano tablicę z 1979 roku upamiętniającą polskie kobiety zamęczone przez niemieckich okupantów w filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Po 46 latach została zastąpiona nową tablicą poświęconą wyłącznie żydowskim więźniarkom, które wyruszały z tego miejsca w Marszu Śmierci. Skandaliczna zmiana nastąpiła podczas miejskich obchodów poświęconych ofiarom najdłuższego Marszu Śmierci.

Chcę zostać dobrze zrozumianym – nie dopisano Żydówek, po prostu usunięto Polki. Wcześniejsza tablica odnosiła się do losu polskich kobiet jako ofiar niemieckiego terroru. Obie tablice dotyczyły różnych aspektów tragedii obozowej i mogły funkcjonować równolegle.

Takie działanie wymagało bardzo złej woli i jest to element szerszego procesu zmiany narracji historycznej, w którym pamięć o polskich ofiarach II wojny światowej bywa ograniczana. Równolegle zarzuca się Polakom udział w zbrodniach przeciwko Żydom, choć to właśnie setki tysięcy Polaków były zaangażowane w przeciwdziałanie holocaustowi.

Nie możemy milczeć w sytuacjach takich jak ta, bo jest ich zwyczajnie za dużo. Za każdym razem, gdy ktoś próbuje zepchnąć pamięć o Polskich ofiarach II wojny światowej, zabijana jest cząstka naszego narodu! #polska #politka #politykaspoleczna #politycy #polacy #wojnaidei

27

Szczury zjadły internet. Telekom bankrutuje przez… ekologię!g.network

Brytyjski operator internetowy http://G.Network rozpoczął procedurę upadłości po tym, jak jego nowoczesna sieć światłowodowa okazała się podatna na… ataki gryzoni. Bezpośrednią przyczyną problemów były biodegradowalne osłony kabli wykonane z materiałów roślinnych, które przyciągnęły szczury i doprowadziły do masowych uszkodzeń infrastruktury.

Spółka była zadłużona na około 300 mln funtów i obsługiwała jedynie 25 tys. klientów, co w realiach jednego z najdroższych miast Europy okazało się modelem nie do utrzymania. Ostatnią szansą miało być przejęcie aktywów przez konkurencyjnego operatora Community Fibre. Do transakcji jednak nie doszło po wstępnej analizie technicznej.

Jak ujawnił brytyjski dziennik The Telegraph, potencjalny nabywca zrezygnował po odkryciu, że światłowody http://G.Network są systematycznie niszczone przez szczury. Osłony kabli, zaprojektowane zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju i oparte na komponentach z soi lub kukurydzy, stały się dla gryzoni atrakcyjnym źródłem pożywienia.

Cała „ekologiczna” infrastruktura potrzebowałaby wymiany. Problem okazał się tym poważniejszy, że kable prowadzono głównie pod jezdniami, a nie pod chodnikami. Każda naprawa oznaczała zamykanie ulic, utrudnienia w ruchu i wysokie koszty administracyjne. W efekcie firma jest nic niewarta.

Przypadek londyńskiego operatora pokazuje, że ideologiczne podejście do ekologii, oderwane od realnych warunków środowiskowych, może prowadzić katastrofy gospodarczej, bo tak należy odczytywać z perspektywy inwestorów upadek całej firmy. #politka #politycy #uniaeuropejska

23

W Kijowie sprzedają generatory za polskie pieniądze

W ostatnich dniach internet huczy od plotek: Ukraińcy rzekomo odsprzedają polskie generatory na OLX. W tle głośnych doniesień o polskiej pomocy rządowej i obywatelskiej – zwłaszcza transportach agregatów prądotwórczych do Kijowa – w polskich mediach społecznościowych lawinowo rozprzestrzenia się narracja o tym, że darowizny trafiają na czarny rynek.

Jedna z najmocniej rezonujących historii dotyczy właśnie generatorów przekazanych w ramach akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa”. Na początku 2026 roku na platformie X pojawiły się setki postów z rzekomymi zrzutami ekranu z ukraińskiego OLX – zdjęcia ogłoszeń sugerowały, że pomocowe agregaty są wystawiane na sprzedaż z zyskiem. Według strony ukraińskiej to typowa operacja hybrydowa: rosyjskie boty i trolle pompują nienawiść, by rozbić polsko-ukraińską solidarność. Polskie MSWiA również szybko zdementowało sprawę, zapewniając, że każdy egzemplarz jest dokładnie monitorowany i trafia wyłącznie do cywilów. Problem w tym, że Kijów do dziś nie pokazał żadnego twardego dowodu – zdjęcia z rozładunku, listy seryjne, protokoły przekazania – które jednoznacznie potwierdziłyby, że te konkretne maszyny dotarły do potrzebujących. W takiej sytuacji rodzi się uzasadnione pytanie: czy pomoc naprawdę trafia tam, gdzie powinna?

Mądrość ludowa głosi, że nie ma dymu bez ognia. Ukraina od dekad boryka się z głęboko zakorzenioną korupcją, a wojna tylko dolewa oliwy do ognia. W rankingu Transparency International za 2024 rok (publikowanym w 2025) Ukraina uplasowała się na 105. miejscu spośród 180 państw, zdobywając zaledwie 35 punktów na 100 – wynik wyraźnie wskazujący na bardzo wysoki poziom ryzyka korupcyjnego.

Polska pomoc humanitarna – w tym generatorów z akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa” – nie jest wolna od ryzyka. Ukraina rzeczywiście zmaga się z głęboko zakorzenioną korupcją, a wojna tylko spotęgowała stare patologie: zawyżone ceny, fikcyjne kontrakty, haracze i wyprowadzanie pieniędzy. Afery typu „jajka po 17 hrywien”, schemat Hrynkewycza, operacja „Midas” czy niewykonane osłony infrastruktury energetycznej za 1,6 mld dolarów pokazują, że problem jest realny i systemowy. Nie da się go zamieść pod dywan hasłami o „solidarności”. Pomoc powinna być monitorowana jeszcze mocniej: pełne listy seryjne, publiczne protokoły przekazania, audyty międzynarodowe, mechanizmy wycofania w razie nadużyć. Bez tego zaufanie będzie słabnąć – nie tylko wśród zwykłych Polaków, ale także wśród rządów i organizacji donatorów. Ukraina musi sama pokazać, że potrafi rozliczać się z korupcją nie tylko w słowach, lecz w czynach. Dopóki tego nie zrobi, każda nowa afera będzie podsycać wątpliwości, bo w wojnie o zaufanie nie wystarczy dobry intencja – trzeba też przejrzystości i dowodów. Inaczej dym, o którym mówi przysłowie, będzie gęstniał, nawet jeśli ognia naprawdę nie ma.

HANNA KRAMER

#polacy #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainskapropaganda #korupcja

7

5

TikTok kasuje filmy Grzegorza Brauna

Zdjęcie

Oczywistym jest, że były podszyte mową nienawiści i były sprzeczne z polskim, unijnym i chińskim prawem.

Filmy zgłosiło Stowarzyszenie Nigdy Więcej, umotywowało swoją prośbę licznymi przykładami z polskiego, jak i europejskiego prawa.

Jednak na tym nie koniec. Bardziej dotkliwe dla Brauna może okazać się to, że TikTok czasowo ograniczył rekomendowanie jego treści w kanale „Dla Ciebie”, czyli w spersonalizowanej stronie głównej wyświetlającej filmy dopasowane do indywidualnych zainteresowań użytkownika, biorąc pod uwagę m.in. polubienia i czas oglądania.

#braun #polska #politycy #konfederacjakorony #konfederacjakoronypolskiej

9

Sprzeciw wobec judaizacji KUL!

Część pracowników, absolwentów, doktorantów i studentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II wystosowała list otwarty, w którym skrytykowała działania władz uczelni dotyczące relacji chrześcijaństwa z judaizmem. Autorzy pisma zakwestionowali praktykę łączenia katolickiej celebracji adwentu z żydowską Chanuką oraz teologiczne tezy głoszone przy okazji tych wydarzeń.

Impulsem do wystąpienia był grudniowy obchód Chanuki na KUL, któremu towarzyszyło stanowisko Koła Naukowego Teologów uczelni. W opublikowanym dokumencie podkreślano, że „bez judaizmu nie ma chrześcijaństwa” oraz że chrześcijaństwo „wyrosło z judaizmu jak gałąź z pnia”. Sygnatariusze listu uznali te sformułowania za błędne zarówno historycznie, jak i teologicznie, wskazując, że nie należy utożsamiać judaizmu z religią starotestamentalną.

List został skierowany do Wielkiego Kanclerza KUL, abpa Stanisława Budzika oraz rektora uczelni, ks. prof. Mirosława Kalinowskiego. Autorzy podkreślili, że wydarzenia łączące adwent z Chanuką nie odbywają się w imieniu całej społeczności akademickiej i nie wyrażają jej wspólnych poglądów religijnych. Pod pismem podpisało się 37 osób związanych z uczelnią. Słów poparcia jest jednak wiele więcej zarówno wśród studentów, jak i absolwentów KUL.

Sygnatariusze wyrazili oburzenie wobec – jak to określili – synkretycznej narracji, która ich zdaniem prowadzi do religijnego indyferentyzmu i jest sprzeczna z katolicką doktryną o wyłącznym, zbawczym charakterze chrześcijaństwa. W liście podkreślono, że dialog międzyreligijny nie może podważać „świętości wiary” ani jej nadprzyrodzonego charakteru.

Autorzy odnieśli się również do sytuacji międzynarodowej, wskazując na cierpienia ludności cywilnej w Strefie Gazy, w tym chrześcijan, i uznali, że tym bardziej nieuzasadnione jest – ich zdaniem – patronowanie przez katolicki uniwersytet wydarzeniom o charakterze niekatolickim. W konkluzji zaapelowali o reakcję władz uczelni i uporządkowanie zasad patronatu nad wydarzeniami organizowanymi na KUL, tak aby nie budziły one zgorszenia wśród wiernych i wątpliwości co do zgodności z misją statutową uniwersytetu.

#politka #politycy #politykaspoleczna #polska

26

Biologiczny ojciec bez praw. Jego dziecko trafi na Ukrainę przez bierność państwa.

Historia 42 letniego Sebastiana z Raciborza pokazuje brutalną prawdę o polskim prawie rodzinnym. Mężczyzna, który jest biologicznym ojcem dziecka, został przez system zepchnięty na margines, pozbawiony kontaktu z córką i możliwosci obrony swoich praw. Testy DNA jednoznacznie potwierdzają jego ojcostwo, a mimo to od ponad roku nie widział własnego dziecka. Państwo w tej sprawie stoi po stronie formalnej fikcji, a nie biologicznej i emocjonalnej rzeczywistości.

Matka dziecka wskazała jako ojca swojego nowego męża, a on podpisał się pod tym oświadczeniem. Prawo na to pozwala. Nie ma sankcji karnych, nie ma odpowiedzialności za świadome podanie nieprawdy w tak fundamentalnej sprawie jak ojcostwo. Adwokaci wprost przyznają, że kobieta może wskazać dowolnego mężczyznę, a biologiczny ojciec zostaje z niczym, dopóki nie przejdzie wieloletniej drogi sądowej. To systemowe przyzwolenie na krzywdę.

Pan Sebastian dowiedział się o narodzinach córki z mediów społecznościowych. Gdy rozpoczął walkę o dziecko, prokuratura przez ponad pół roku przetrzymywała sprawę, a on sam był traktowany wyłącznie jako świadek. Formalnie nie istnieje jako ojciec, więc nie ma prawa do informacji, decyzji ani kontaktu.

Najbardziej niepokojące są wypowiedzi matki dziecka. Wprost zapowiada wyjazd na Ukrainę, by uniemożliwić ojcu jakikolwiek kontakt z córką, nawet jeśli sąd potwierdzi jego ojcostwo. Prawo rodzinne okazuje się bezradne wobec takiego działania, a dziecko staje się narzędziem w sporze dorosłych.

W tej historii nie chodzi tylko o jednego mężczyznę. Chodzi o tysiące ojców, którzy zostali wyeliminowani z życia własnych dzieci przez wadliwe przepisy i urzędniczą obojętność. Biologiczne ojcostwo nie daje dziś realnej ochrony. Liczy się podpis, procedura i wygoda jednej strony. Dobro dziecka jest tylko hasłem, które znika w zderzeniu z praktyką. Państwo, które nie chroni prawa dziecka do obojga rodziców i prawa ojca do relacji z własnym dzieckiem, samo produkuje dramaty, frustrację i poczucie niesprawiedliwości

#polska #polacy #politka #politycy #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainizacjapolski

15

Dzisiaj 9. rocznica śmierci śp. posła Rafała Wójcikowskiego w wypadku samochodowym. Sprawa tajemnicza, co myślicie o tym?

#polska #prawica #politycy

7

Kolega CEPa Grzesia Brauna wybiera RuSSki Mir

#polska #rosja #eurokolchoz #politycy

7

Umowa z Mercosur oznacza olbrzymi przemyt narkotyków do Europy!

Już dziś morskie transporty żywności z Ameryki Południowej do Europy służą do przemytu narkotyków. Po podpisaniu umowy z Mercosur staniemy się eldorado dla karteli narkotykowych. W jednym transporcie da się ukryć kilka ton kokainy!

Brytyjski dziennik „The Telegraph”, powołując się na źródła wywiadowcze, ujawnił, że kartele wykorzystują statki załadowane chorym i martwym bydłem do przemytu ogromnych ilości kokainy trafiającej ostatecznie na europejski rynek.

Według informacji pochodzących z Centrum Analiz i Operacji Morskich ds. Narkotyków, w portach kontrolowanych przez gangi w Brazylii oraz w kolumbijskiej Cartagenie na zdezelowane jednostki ładuje się jednorazowo nawet 10 tys. krów. Statki płyną przez Karaiby, gdzie przejmują kokainę z mniejszych jednostek. Ładunki o wartości sięgającej 450 mln funtów są ukrywane w silosach zbożowych i improwizowanych skrytkach na pokładzie.

Służby graniczne rzadko decydują się na przejęcie takich statków. Zarządzanie tysiącami zwierząt, fatalne warunki sanitarne i intensywny odór tworzą koszmar logistyczny. Psy tropiące są bezużyteczne, a koszt pełnej kontroli bez precyzyjnych danych jest ogromny. Przemytnicy doskonale o tym wiedzą i cynicznie to wykorzystują.

Oficjalnym celem rejsów są porty w Libanie lub Egipcie, gdzie przepisy sanitarne są mniej rygorystyczne. Po drodze narkotyki przeznaczone dla Antwerpii i Rotterdamu trafiają na pontony wyposażone w GPS i w ten sposób są wprowadzane do Belgii i Holandii. Skuteczność tej metody jest porażająca. Przez ostatnie 18 lat w Europie zatrzymano tylko jeden statek z bydłem przewożący kokainę, choć według szacunków, co tydzień z Ameryki Południowej wypływa co najmniej jedna podejrzana jednostka.

24 stycznia 2023 roku hiszpańska policja przechwyciła statek Orion V płynący z Kolumbii do Libanu. Na jego pokładzie znaleziono 4,5 tony kokainy. Podczas interwencji funkcjonariusze brodzili w gnoju. Ten przykład pokazuje, o jakiej skali problemu mówimy.W tym kontekście umowa handlowa z Mercosur nie jest abstrakcyjną debatą o taryfach. To realne ryzyko zwiększenia skali przemytu narkotyków do Europy pod przykrywką handlu żywnością. Jeżeli transportów żywnościowych będzie więcej, to i ładunki będą mogły być mniejsze, więc mniej wykrywalne. To tylko kolejny powód do zatrzymania umowy z Mercosur! Zatrzymajmy to, zanim koszty poniosą nasze społeczeństwa. #politka #politycy #politykazagraniczna #politykamiedzynarodowa #uniaeuropejska #mercosur

15

Skarbówka zabrała mu 186 tys. za zaległą opłatę abonamentową. Urzędnicy bezlitośni!

Długi abonamentowe z tytułu niepłacenia za radio lub telewizor potrafią dziś sięgać grubych tysięcy złotych, a w skrajnych przypadkach setek tysięcy, o czym boleśnie przekonał się dłużnik z województwa łódzkiego. Opłatę pobiera Poczta Polska, ale realną siłą egzekucyjną jest skarbówka. Ministerstwo Finansów, na prośbę Interia Biznes, ujawniło dane za okres od stycznia do października 2025 roku.

Resort finansów przekazał listę najwyższych kwot wyegzekwowanych w poszczególnych województwach. W pięciu przypadkach skarbówka przejęła ponad 100 tys. zł zaległości abonamentowych. Kwoty z podziałem na województwa porażają:

•dolnośląskie - 116 tys. zł,

•kujawsko-pomorskie - 56 tys. zł,

•lubelskie - 34 tys. zł,

•lubuskie - 33 tys. zł,

•łódzkie - 186 tys. zł,

•małopolskie - 147 tys. zł,

•mazowieckie - 129 tys. zł,

•opolskie - 146 tys. zł,

•podkarpackie - 39 tys. zł,

•podlaskie - 18 tys. zł,

•pomorskie - 99 tys. zł,

•śląskie - 44 tys. zł,

•świętokrzyskie - 10 tys. zł,

•warmińsko-mazurskie - 41 tys. zł,

•wielkopolskie - 63 tys. zł,

•zachodniopomorskie - 99 tys. zł.

Z danych wynika też jasno, że najszybciej zadłużają się przedsiębiorstwa. Powód jest prosty. W firmach liczy się każdy odbiornik, w tym radia w samochodach, telefonach, komputery biurowe. Tak właśnie powstają rekordowe kwoty, które potem państwo ściąga. Nagłe odebranie komuś 186 tys. mocno uderza w budżet firmy. Pracownicy zapewne nie widzieli premii świątecznej.

To przykład systemu, w którym archaiczny abonament RTV, służący do finansowania rządowej propagandy uderza w polski biznes. #polacy #polska #politycy #politka #politykaspoleczna

13

Ukraińcy będą pomagać tropić dezinformację w Polsce? To oni dezinformują!4.pr

Polska i Ukraina podpisały nową umowę o współpracy w zwalczaniu przestępczości. W umowie wspomniano o wspólnym przeciwdziałaniu dezinformacji. Polskie MSW poinformowało, że po wejściu umowy w życie możliwa będzie skuteczniejsza wymiana informacji między polskimi i ukraińskimi służbami. Problem w tym, że często to Ukraina prowadzi u nas dezinformację. W kontekście wojny, ale i w kontekście polityki historycznej.

Tu przykłady dezinformacji Ukrainy:

1.Katastrofa w Przewodowie: Ukraińska rakieta przeciwlotnicza zabiła dwóch Polaków na Lubelszczyźnie. Ukraiński rząd naciskał, aby Polska zwaliła winę na Rosję. Przeprosin do dziś nie uzyskaliśmy, a Ukraińcy blokują śledztwo.

2.Minimalizowanie roli OUN-UPA w rzezi wołyńskiej: Ukraińskie instytucje państwowe (np. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej) promowały narrację o "wojnie polsko-ukraińskiej" lub "buncie społecznym" w 1943 r., bagatelizując zaplanowany charakter ludobójstwa na Polakach i przerzucając częściową odpowiedzialność na stronę polską.

3.Pretensje o brak dostaw MiG-29: Zełenski publicznie krytykował Polskę za nieprzestrzeganie rzekomych porozumień o przekazaniu wszystkich myśliwców. Takie porozumienia nie istnieją.

http://4.Próba wciągnięcia innych w wojnę: Wielokrotnie Ukraińcy produkowali fejki o rzekomym naruszeniu przestrzeni powietrznej nad Polską, Rumunią i Mołdawią twierdząc, że to celowe ataki Rosji. Najczęściej było to jednak związane z błędami ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.

5.Brak wdzięczności za pomoc humanitarną: W kontekście protestów rolników i blokowania ukraińskiego zboża technicznego, ukraińskie instytucje sugerowały, że Polska wykorzystuje sytuację wojenną dla własnych interesów, mimo że w rzeczywistości byliśmy największym dawcą pomocy w przeliczeniu na PKB.

Czy Ukraina, to jest na pewno dobry partner do walki z dezinformacją? Co uważacie? #polacy #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #ukraina #ukraincy #ukrainizacja #ukrainskapropaganda

15

Wydaliśmy 170 mln zł na leki na HIV na Ukraińców! Wirus migruje ze wschodu do Polski!

Polska finansuje ukraińską politykę zdrowotną kosztem bezpieczeństwa sanitarnego własnych obywateli. Rządowy raport Polska pomoc Ukrainie 2022-2023 ujawnił, że w latach 2022-2023 z Funduszu Pomocy zakupiono i przekazano Ukrainie leki antyretrowirusowe za 168 997 672 zł – wskazał Tyszka.

To realny wydatek z budżetu państwa, które w tym samym czasie notowało rekordowe wzrosty nowych zakażeń HIV. W 2022 roku w Polsce odnotowano najwyższą w historii liczbę nowych zakażeń HIV i ma to bezpośredni związek ze wzrostem imigracji Ukraińców do naszego kraju. Na Ukrainie w latach 2020-2025 zarejestrowano ponad 15,5 tys. nowych przypadków HIV, co daje wskaźnik 37,5 na 100 tys. mieszkańców, a liczba osób żyjących z HIV sięga około 257 tys.

Natomiast w pierwszych 10 miesiącach 2024 roku w Polsce zanotowano blisko 2 tys. nowych zakażeń, z czego wiele w zaawansowanym stadium choroby. Dyrektor Małopolskiej Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej Andrzej Hawranek podkreślił, że sytuacja jest alarmująca i wymaga intensyfikacji działań profilaktycznych, edukacyjnych i diagnostycznych. Zamiast tego środki z polskich funduszy kierowano na leczenie populacji ukraińskiej, co ujawnia całkowitą dysproporcję w traktowaniu potrzeb obywateli Polski i potrzeb kraju trzeciego.

Cała sytuacja jest kuriozalna. Państwo polskie samo ma problem z epidemią HIV, a jednocześnie finansuje leczenie poza granicami kraju, z którego zresztą ten wirus rozprzestrzenia się po Polsce. #polacy #polityk #politycy #politykaspoleczna #politykazdrowotna #politykazagraniczna #ukraincy #ukraina #ukrainizacjapolski

20