Powstanie? Jakie Powstanie? Nie dajmy sobie wmówić, że powstaniem było coś, o czym przed laty sami żydzi mówili: "nie nazywajmy tego powstaniem - to nie było żadne powstanie".

Skąd zatem współczesna narracja - i czemu służy?

Zapraszam, bo prawda jest arcyciekawa ⬇️

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/944189605063419

#mity #hagada #powstanie #warszawa #iiwojnaswiatowa #zydzi #klamstwa

9

Kolejna odsłona procesu Brauna. „Ona coś krzyczała do niego, broniła tego świecznika” [VIDEO]nczas.info

W poniedziałek 13 kwietnia rozpoczęła się kolejna odsłona procesu przeciwko liderowi Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Sprawa dotyczy m.in. zgaszenia świec chanukowych w Sejmie w grudniu 2023 r.

Przed sądem zeznawała m.in. Ewa Bukowska, która była obecna podczas wydarzenia i miała je prowadzić. Relację z jej zeznań zamieścił na portalu X dziennikarz „Najwyższego CZAS!”-u Marek Skalski.

Kobieta mówiła o przebiegu zdarzeń z 12 grudnia 2023 r. i o tym, jak zobaczyła smugę z gaśnicy „tak po przekątnej, ciągnącą się po posadzce”. – Właściwie tylko wymieniłyśmy, co to jest i nagle wyłonił się człowiek, nawet nie zauważyłam, nawet nie wiedziałam, że to jest p. Braun, wyłonił się człowiek i Magda (Gudzińska-Adamczyk – przyp. red.), dziewczyna, która siedziała koło mnie, ona po prostu zareagowała błyskawicznie, szybciej niż w ogóle zdążyłyśmy wymienić jakiekolwiek zdania między sobą. Ja tak to pamiętam, zawsze ta pamięć jest trochę taka ułomna, w każdym razie mniej więcej tak to wyglądało – powiedziała.

Dalej została poproszona, by „rozkładając maksymalnie na czynniki pierwsze, na ile pani to pamięta”, opisała przebieg zajścia.

– Znaczy to na pewno było przekroczenie w ogóle wszelkich barier… – oceniła.

– Ale bez takich…, nie chodzi mi o ocenę tego, tylko o to, jak to wyglądało, tak czysto technicznie, nazwijmy to tak – słyszymy.

– No więc p. Braun stanął bardzo blisko (…) Magdy, przekraczając taką przestrzeń dozwoloną między dwojgiem ludzi, nie znanych zwłaszcza. No i ona coś krzyczała do niego, broniła tego świecznika – wskazała.

Świadek zaprzeczała też, jakoby Gudzińska-Adamczyk użyła przemocy wobec Brauna. Twierdziła, że go „nie kopnęła, nie podniosła ręki”.

– A złapała za rękę? – padło pytanie.

– Nie pamiętam – odparła.

Padło też pytanie, czy świadek należy do fundacji Chabad Lubawicz.

– Ja jestem buddystką, proszę pana – odparła.

– Ale czy pani należy? – pytano.

– Ja jestem buddystką, to wyklucza – oświadczyła.

– Ale niech pani konkretnie odpowiada, czy pani należy do Chabad Lubawicz – zapytał sąd.

– Nie – powiedziała.

W dalszej części zeznań Bukowska stwierdziła, że „buddyzm to jest miłość do wszystkich, również do chrześcijan”. – Ja się przyjaźnię z Chabad Lubawicz, chcę, żeby to wybrzmiało – zaznaczyła.

Głos zabierał także Grzegorz Braun, który domagał się zakończenia przesłuchania. – Wysoki sąd ma pełen obraz sytuacji, mamy do czynienia z osobą, która żyje w swoim świecie i przedstawiła wysokiemu sądowi swoją fantasmagorię na temat tych zdarzeń – ocenił.

– Dobrze. Niech pan usiądzie, proszę pana to nie jest miejsce na tego typu wnioski. Przesłuchanie pani dokończymy, natomiast ocena tych zeznań zostanie dokonana przez sąd – tak wygląda procedura, nie ma możliwości odstąpienia od przesłuchania świadka – wskazał sędzia.

W dalszej części zeznań Bukowska przyznała, że ona „tylko to prowadziła”.

– Rozumiem. A czy pani widziała jakiekolwiek materiały, dokumenty, zgody na prowadzenie tej imprezy? W jaki sposób ma być prowadzona, plan tego czy to było wszystko spontanicznie? – pytano.

– Spontaniczne – odparła.

– A kto organizował wystrój tej imprezy w tym miejscu, w tej sali? – padło kolejne pytanie.

– Nie mam pojęcia – powiedziała.

Dalej Braun domagał się skonfrontowania zeznań świadka z nagraniami, które sugerują inny przebieg wydarzeń w Sejmie w grudniu 2023 r.

Jak mówił, „ponieważ to zeznanie zostało złożone, no to bardzo prosi o odtworzenie filmu, który punkt po punkcie pomoże świadkowi wrócić do rzeczywistości”.

http://nczas.info/2026/04/13/kolejna-odslona-procesu-brauna-ona-cos-krzyczala-do-niego-bronila-tego-swiecznika-video/

#Braun #zydzi #sejm #sad #klamstwa #chanuka

7

Ceny paliw wystartowały szybciej niż pocisk SCUD, i oto mamy kolejne "wytrzymajcie jeszcze 2 tygodnie".

Lurki co jeszcze oglądają elektrycznego żyda, pierdololo że to chwilowe dotarło już do polskojęzycznych szczekaczek?

http://files.catbox.moe/t2j828.mp4

#propaganda #klamstwa

10

"Bardzo wielu Polaków z polowania na Żydów zrobiło swoją profesję". ❗️🤬

Fragment filmu "Wśród sąsiadów" w reżyserii Yoava Potasha.

Dostępny w antypolskiej telewizji, a dokładnie na vod tvp❗️

Jak trzeba nienawidzieć Polaków, by taki gniot udostępnić⁉️

http://www.facebook.com/reel/1997401654438138

#Polska #zydzi #klamstwa #antypolonizm

13

Rewolucja seksualna - największe kłamstwo jakie sprzedano USA ♀️ 🇺🇸 ✡️youtu.be

Co się stało ze współczesnymi kobietami? Film ujawnia ludzi, przyczyny i historię rewolucji seksualnej.

Największą przeszkoda jak się okazało, był dla niej Bóg. wraz z dokonaniem sekularyzacji, wszystko poszło sprawnie.

Zdjęcie

-----------------------------------

http://youtu.be/RqEtNpZ06ag?si=KDOxeJQlLI1SHKxq

-----------------------------------

#ludzie #rewolucja #spoleczenstwo #usa #zydzi #klamstwa #feminizm #kobiety

9

Młodzież z Izraela opowiadała niebezpieczne kłamstwo o Polsce i Holokauście — na cmentarzu w Kielcach

Polska – kraj z największą liczbą Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata na świecie – po raz kolejny padła ofiarą manipulacyjnej narracji, która hańbi naród polski za Holokaust, ludobójstwo zaplanowane i dokonane przez nazistowskie Niemcy.

Niedawno opublikowany film Fundacji Pojednanie, organizacji pozarządowej otwarcie promującej delegacje izraelskie i symbolikę polityczną w Polsce, przedstawia liczną grupę izraelskiej młodzieży przyprowadzonej na cmentarz żydowski w Kielcach. Podczas wizyty ich przewodnik przekazuje następującą wiadomość:

„Wiele się słyszy o polskich bohaterach, ale niewiele o polskich zbrodniarzach, związku Polski z Holokaustem i wszystkich tych rzeczach, których wstydzimy się dowiedzieć. Dlatego zazwyczaj się o nich nie dowiadujemy”.

Wiadomość jest kontynuowana:

„Mówi się nam tylko o Irenie Sendlerowej i tych, którzy ratowali swoich Żydów.”

💬 Interpretacja?

Określenie „ich Żydzi” sugeruje, że Żydzi mieszkający w Polsce w jakiś sposób nie byli Polakami — pomimo że tysiące z nich służyło w Wojsku Polskim i ginęło za Polskę.

Twierdzenie, że Polska miała „związek z Holokaustem”, odwraca uwagę od niemieckich sprawców — a polscy historycy walczą z tym od dziesięcioleci.



🇵🇱 Dlaczego to jest niebezpieczne:

✔ Kryminalizuje cały naród polski

✔ Znosi odpowiedzialność Niemiec

✔ Zmienia polskie ofiary w złoczyńców

✔ Mówi się w Polsce, że młodzież zagraniczna kształtuje w sobie trwały obraz naszego kraju

A co najgorsze — dzieje się to pod hasłem „pojednania”.



📌 Fakty historyczne, których nie uczą

🔹 Polska nigdy nie współpracowała z nazistowskimi Niemcami

🔹 Za pomoc Żydom groziła kara śmierci dla całych rodzin – tylko w Polsce

🔹 Podczas II wojny światowej zamordowano ponad 6 milionów obywateli polskich, z czego połowę stanowili Żydzi

🔹 7232 Polaków oficjalnie uznanych za Sprawiedliwych – najwięcej na świecie

🔹 Tysiące innych osób, które pomagały Żydom, zostało zamordowanych i nigdy nie zostało to udokumentowane



❗ Kto to organizuje?

Organizacja pozarządowa eksponuje transparenty z flagami Izraela i organizuje marsze „dla żydowskiego życia”.

A gdzie szacunek dla polskiego cierpienia?

Gdzie jest prawda o niemieckich zbrodniach popełnionych na ziemiach polskich?



🟥 Oświadczenie sieci słowiańskich

Wspieramy pamięć i wzajemny szacunek —

ale nigdy nie pozwolimy, aby naród polski został oczerniony jako sprawca Holokaustu.

To jest antypolska propaganda.

A rozprzestrzenianie tego na terenie Polski jest skandalem.



Jeśli uważasz, że historię należy bronić, a nie przepisywać:

👉 Udostępnij to

👉 Oznaczaj znajomych

👉 Mów prawdę

🇵🇱 Najpierw przelana została polska krew.

Honor Polski nie będzie na ostatnim miejscu.

http://streamable.com/b1ob1a ⬅️

#holokaust #klamstwa #izrael

18

NIEZŁY JAD ŻYDOWSKO-NIEMIECKI LECI - Jad Waszem pomija Niemców, obarcza Polskę odpowiedzialnością za oznaczanie Żydówkresy.pl

Z okazji rocznicy wprowadzenia obowiązku noszenia przez Żydów opasek identyfikacyjnych Jad Waszem opublikował wpis, w którym wskazano Polskę jako pierwszy kraj z takim nakazem, bez jednoznacznego podkreślenia, że decyzję podjęły władze niemieckie. W treści zabrakło także odniesień do Niemiec, III Rzeszy czy nazistów.

Izraelski instytut Jad Waszem, zajmujący się dokumentowaniem losów Żydów podczas Holokaustu oraz nadawaniem tytułu „Sprawiedliwy wśród narodów świata”, opublikował kłamliwy wpis w rocznicę wprowadzenia obowiązku noszenia opasek przez ludność żydowską w czasie II wojny światowej.

Żydowski instytut napisał, że Polska była pierwszym krajem, na którym wprowadzono obowiązek noszenia identyfikujących znaków przez Żydów. W publikacji nie wskazano jednak, że nakaz został ustanowiony przez niemieckie władze okupacyjne po agresji na Polskę we wrześniu 1939 roku.

W dalszej części wpisu wspomniano, że decyzję podpisał Hans Frank, gubernator Generalnego Gubernatorstwa. Nie podano jednak, że Frank był przedstawicielem władz niemieckich oraz urzędnikiem działającym z upoważnienia władz w Berlinie. Pominięto również informację, że Generalne Gubernatorstwo znajdowało się pod pełną kontrolą okupacyjnych struktur administracji III Rzeszy.

Pod wpisem zamieszczono link do artykułu rozwijającego temat. W publikacji wskazano, że przepisy dotyczące obowiązkowego oznaczania Żydów wprowadzano od początku inwazji. Nie pojawiły się jednak określenia „Niemcy”, „III Rzesza” czy „naziści”, a ich rolę można wywnioskować jedynie pośrednio, na podstawie kontekstu administracyjnego funkcji Hansa Franka.

To nie pierwsze takie działanie Jad Waszem, promowanej przez ten instytut książce autorstwa Jana Grabowskiego, która sugeruje, że tzw. Granatowa Policja w okupowanej Polsce samodzielnie mordowała Żydów podczas II wojny światowej, bez inspiracji niemieckiej.

Grabowski twierdzi, że polskie plutony egzekucyjne same podejmowały decyzje o strzelaniu, a nie Niemcy ich do tego zmuszali. Autor cytowany przez JTA stwierdził również, że funkcjonariusze granatowej policji prowadzili poszukiwania Żydów na terenie całego kraju nawet po likwidacji gett. Jak mówił: „Czytałem przerażające rzeczy w pamiętnikach polskich policjantów, opisujących, ilu Żydów zabijali każdego dnia”.

Instytut Pamięci Narodowej w odpowiedzi na te zarzuty zwrócił uwagę na „coraz większą niewiedzę na temat wojny” oraz przypomniał fakty historyczne dotyczące Policji Granatowej. W oświadczeniu wyjaśniono, że Polska Policja Generalnego Gubernatorstwa została powołana przez władze niemieckie w grudniu 1939 roku jako część Ordnungspolizei, niemieckich struktur policyjnych.

Służba ta została utworzona przez Rzeszę Niemiecką i zobowiązana do służby jej. Nie miała nic wspólnego z państwem polskim – nie była kontynuacją Policji Państwowej sprzed wojny, ale nową niemiecką służbą – podkreślono w komunikacie.

http://kresy.pl/wydarzenia/jad-waszem-pomija-niemcow-obarcza-polske-odpowiedzialnoscia-za-oznaczanie-zydow/

#zydzi #niemcy #propaganda #klamstwa #Polska

13

Szokujące manipulacje historyczne w książce "Polscy burmistrzowie i Holokaust". Miażdżąca recenzja IPNtysol.pl

Nowa książka „Polscy burmistrzowie i Holokaust” wywołała gorącą debatę historyczną w Polsce i Niemczech. Najnowsza recenzja IPN podważa kluczowe tezy publikacji, zarzucając jej błędy metodologiczne, pomijanie kontekstu okupacji oraz marginalizowanie roli niemieckich władz. Spór o interpretację źródeł pokazuje, jak wrażliwy i złożony pozostaje temat odpowiedzialności za wydarzenia II wojny światowej.

Całość artykułu na: http://www.tysol.pl/a149721-szokujace-manipulacje-historyczne-w-ksiazce-polscy-burmistrzowie-i-holokaust-miazdzaca-recenzja-ipn

#klamstwa #manipulacje #holokaust

11

Do dwóch lat więzienia za zaprzeczanie bajce o masowych grobach Indian w szkołach rezydencyjnych w Kanadzie, choć nikt ich nie widziałnczas.info

Wygląda na to, że w Kanadzie Indianie zajmują rolę Żydów. Kto będzie chciał udowodnić prawdę historyczną – ten będzie karany więzieniem. Chodzi o rzekome masowe mordowanie Indian w szkołach rezydencyjnych.

Projekt ustawy C-254 przewiduje karę więzienia aż do dwóch lat dla osób, które „zaprzeczają lub bagatelizują” doniesienia o masowych grobach w szkołach rezydencyjnych dla Indian. Nazywa się to u nich „negacjonizmem”.

Wiele mediów podkreśla, że nie ma dowodów na ich istnienie. W czasie czerwonego rządu Justina Trudeau pojawiły się doniesienia o rzekomych masowych grobach w takich ośrodkach. Nakręcono wielką medialną kampanię obarczającą winą za to Kościół katolicki i katolików, co szczególnie silne było w 2021 i 2022 roku.

Wielu badaczy podjęło temat i chciało obejrzeć te groby. Okazało się, że ich nie ma. Oczywiście, tym gorzej dla badaczy i osób poszukujących prawdy. W ubiegłym roku emerytowany sędzia z Manitoby Brian Giesbrecht stwierdził, że Kanadyjczycy zostali „celowo oszukiwani przez własny rząd”.

W międzyczasie, na podstawie rządowo-medialnych komunikatów, w Kanadzie wybuchła wielka nienawiść do Kościoła i katolików. W efekcie 120 kościołów zostało spalonych, zdewastowanych lub zbezczeszczonych.

Według sondaży w Kanadzie, 2/3 Kanadyjczyków chce mieć dowód na to, że faktycznie istniały jakieś masowe i nieoznakowane groby Indian. Skoro więc „roszczeniowe” społeczeństwo chce dowodu, pojawia się postulat, by po prostu ustawowo zakazać podważania rządowych bajek.

Projekt C-254 złożyła – a jakże – parlamentarzystka Nowej Partii Demokratycznej Leah Gazan. Jej zdaniem ustawa jest potrzebna, by „położyć kres negacjonizmowi szkół rezydencyjnych”.

– Negacjonizm się rozprzestrzenia, przeinacza fakty, zaprzecza ludobójstwu i ponownie rozpala nieszczęście. To nie tylko krzywdzące, ale i niebezpieczne – przekonywała Gazan.

Projekt przewiduje karę do dwóch lat pozbawienia wolności dla osób, które „poza prywatnymi rozmowami umyślnie propagują nienawiść wobec ludności rdzennej, tolerując, negując, bagatelizując lub usprawiedliwiając system szkół rezydencyjnych dla Indian w Kanadzie lub przeinaczając fakty z nim związane”. Wyjątek przewidziany jest dla osób, które „udowodnią, że przekazane oświadczenia były prawdziwe” lub jeśli oświadczenia te są „istotne dla jakiejkolwiek kwestii będącej przedmiotem zainteresowania publicznego”.

Portal lifesitenews.com podkreśla, że to nie pierwszy raz, gdy Gazan proponuje podobną ustawę. Wcześniej przedstawiła projekt, który kryminalizowałby zaprzeczanie w ogóle, że system szkół rezydencyjnych był „ludobójstwem”. Projekt upadł po ogłoszeniu wyborów.

Tak więc jak w Polsce nie wolno mówić, że Polacy nie zamordowali Żydów w Jedwabnem i nie wolno pytać o wiarygodność i dowody na to wskazujące, tak w Kanadzie wkrótce też nie będzie wolno zaprzeczać, że rzekomo katolicy mordowali Indian, bo tak. A kto spróbuje zapytać o dowody, ten pójdzie siedzieć.

http://nczas.info/2025/11/10/do-dwoch-lat-wiezienia-za-zaprzeczanie-bajce-o-masowych-grobach-indian-w-szkolach-rezydencyjnych-w-kanadzie-choc-nikt-ich-nie-widzial/

#kanada #indianie #lewackiespierdolenie #lewactwo #klamstwa

18

Zanim rozpoczniesz jakiekolwiek badania, należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: "Czy coś w tym stwierdzeniu wydaje się podejrzane lub mało prawdopodobne?" Na przykład, już we wczesnej części Kodu Leonarda Da Vinci, Brown twierdzi, że przez okres trzechset lat Kościół Katolicki spalił pięć milionów czarownic na stosie w Europie około XV wieku. Byłem od razu podejrzliwy wobec tego "faktu", więc wyciągnąłem kalkulator i sprawdziłem. Rzym musiałby palić czterdzieści pięć kobiet dziennie, każdego dnia, przez trzysta lat. To sporo drewna opałowego.

Ponadto, szybkie wyszukiwanie w Internecie ujawniło, że populacja Europy w tamtym czasie wynosiła około 50 milionów. Jeśli połowa z nich była płci żeńskiej (25 milionów), a połowa z tych kobiet była dorosła (12,5 miliona), to mniej więcej 40 procent całej dorosłej kobiecej populacji zginęło z ręki Watykanu. To większa rzeź niż Czarna Śmierć w roku 1347, która zabijała co trzecią osobę. Powiedzmy po prostu, że wydaje się to wysoce mało prawdopodobne.

Zdjęcie

#historia #klamstwa

11

Wysyłano mi groźby i robiono piekło z życia! - o ekshumacjach w Jedwabnem mówi Prof. M. Grupa

http://www.youtube.com/watch?v=8YoXwvnxSfY&t=8s

Zdjęcie

#zydzi #jedwabne #klamstwa

20

Grzegorz Braun wyjaśnia słowa o komorach gazowych [VIDEO]rumble.com

Zdjęcie

http://rumble.com/v6w5rcy-grzegorz-braun-narracje-trzeba-testowa.html

Historiografia Holokaustu, z punktu widzenia warsztatu historyczno-naukowego, jest, tak powiem grzecznie, dalece niezadowalająca. (…) Nikt nie potrzebuje mi uświadamiać, tłumaczyć i przekonywać, do czego Niemcy są zdolni, jak grają na wyjeździe wobec słabszego – powiedział w rozmowie z Tomaszem Sommerem Grzegorz Braun, odnosząc się do słynnego już przerwanego nagle wywiadu w Radiu Wnet.

Przypomnijmy, co powiedział Braun w Radiu Wnet, za co prowadzący rozmowę red. Łukasz Jankowski od razu przerwał wywiad.

– Kiedy trzeba rzucać kamieniem i rytualnie rozdzierać szaty i upominać o kłamstwa Talmudu, Haggady, Holokaustu, to mnie jako niegodnego potępia blisko 120 organizacji żydowskich. Kto by pomyślał, że aż tyle? Ale oni wszyscy razem, solidarnie, B’nai B’rith, Polin i inne organizacje, które przedstawiają się jako żydowskie, potępiają tych, którzy mówią prawdę. Że mord rytualny to fakt, a dajmy na to Auschwitz z komorami gazowymi to niestety fejk… – mówił Braun.

Główny nurt jest przekonany, jakoby Braun zakwestionował dokonywanie ludobójstwa w komorach gazowych w niemieckim obozie Auschwitz.

Braun dokańcza to, czego nie dano mu powiedzieć w Radiu Wnet

Co rzeczywiście Braun miał na myśli? Do tego odniósł się w rozmowie z Tomaszem Sommerem na kanale Rumble, gdzie mógł swobodnie powiedzieć to, co miało paść po przecinku w słynnym już i nagle przerwanym wywiadzie w Radiu Wnet.

– Historiografia Holokaustu, z punktu widzenia warsztatu historyczno-naukowego, jest, tak powiem grzecznie, dalece niezadowalająca – nie spełnia kryteriów tego warsztatu. Krytyka wewnętrzna, krytyka kontekstowa dokumentów kanonicznych, świadków, weryfikacja ich wiarygodności, a wreszcie materiał audio, foto, wideo – to wszystko prowadzi do bardzo prostego wniosku… Utrzymująca się jako kanoniczna teza o istnieniu systemu komór gazowych w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych, obozach zagłady, jest nieudokumentowana na tyle, żebym uznał ją za przekonującą – rozpoczął Braun.

Następnie wytłumaczył po kolei, co ma na myśli. – Protokół z Wannsee, zeznanie, raport tak zwanego Gersteina, esesmana odpowiedzialnego za rozwożenie Cyklonu B po tych wszystkich miejscach kaźni, męczeństwa i rzeczywistej zagłady. Wspomnienia, pamiętniki Hossa, komendanta, napisane w więzieniu UB przy Montelupich, a zatem edytorami tych wspomnień byli funkcjonariusze komunistycznej bezpieki. Stąd zasadne pytania o wiarygodność tych świadectw – kontynuował.

– W Norymberdze dowody przedstawione Międzynarodowemu Trybunałowi przez Anglosasów – Amerykanów, Brytyjczyków – i przez prokuratorów sowieckich. Co do Amerykanów: oni pokazali tam w Norymberdze film z komory gazowej w jednym z wyzwolonych przez swoją armię obozów. Problem w tym, że już od dawna historiografia, ta poprawna politycznie historiografia, nie podtrzymuje twierdzenia o istnieniu jakichkolwiek komór gazowych w obozach wyzwolonych od zachodu. Co do prokuratorów sowieckich, to są ci sami prokuratorzy sowieccy, którzy na wokandę norymberską najbezczelniej wprowadzili Katyń jako zbrodnię niemiecką. No i musi badacz, nieuprzedzony, obiektywny, zadać proste pytanie o kryteria. Kryteria, które pozwolą odróżnić oczywisty fałsz, czyli Katyń jako zbrodnia przylepiona Niemcom, od oczywistej rzekomo prawdy, czyli komory gazowe w Auschwitz I, Auschwitz II, Birkenau i innych miejscach – mówił dalej Braun.

Wskazał, że film Spielberga „Lista Schindlera” jest wpisywany w bibliografię źródeł do wiedzy o Zagładzie Żydów. – Jak ma młody czy starszy człowiek dowiedzieć się czegoś o tych sprawach, no to tam jest obfita literatura, ale są też filmy, filmy fabularne. Są też filmy dokumentalne i pseudodokumentalne. Jest sztandarowe „Shoah” Lanzmanna. Tam są bajki z mchu i paproci, niestety, opowiadane przez ludzi, którzy niewątpliwie są straumatyzowani, czegoś tam doświadczyli, ale opowiada na przykład fryzjer z Salonik, jak to strzygł i golił ofiary siedzące na ławkach, wstawionych do tej komory gazowej, zanim zostanie uruchomiona procedura gazowania. To są rzeczy, których nigdy nie poddawano rzetelnym badaniom. To są produkty sowieckiej, anglosaskiej i żydowskiej propagandy – wymieniał kolejne wątpliwości polityk.

– Mamy notabene dokumenty. Mamy taką notatkę z 1944 roku Brytyjczyka dwojga nazwisk – Cavendish-Bentinck – szefa Kolegium Operacji Wywiadowczych, Kontrwywiadowczych, Wojny Psychologicznej. I on pisze: „świetnie nam poszło z tymi komorami gazowymi, koledzy. No, ale ponieważ rzecz ta jest całkowicie pozbawiona substancjalnych podstaw, to lepiej już nie idźmy dalej w tę stronę, bo jak to się wyleje, wysypie, to będzie na nas”. Taka jest notatka brytyjskiego urzędnika, który był później, chyba tuż po wojnie, ambasadorem w Warszawie. Więc warto, szanowni państwo, skonstatować, że mamy do czynienia z tym, co nam zostawili zwycięzcy II wojny światowej, Anglosasi, Sowieci, co podjęli Żydzi z dobrodziejstwem inwentarza i twórczo rozwinęli. Ale to nie jest historiografia – kontynuował Braun.

Przypomniał, że członkowie jego rodziny również zginęli w Auschwitz. – Ja mam w Oświęcimiu, w Auschwitz, umocowane osobiste, rodzinne sentymenty i rodzinne wspomnienia. Kuzyn mojej mamy, brat cioteczny, Aleksander Stawiski, nie dożył tam osiemnastych urodzin. Jako siedemnastolatek do Oświęcimia posłany jako aresztant nie uszedł z życiem. W innym obozie niemieckim, akurat na terenie Niemiec, ginie wuj mojego taty, Tymieniecki, zatłuczony tam podobno styliskiem od łopaty, czy kilofa, bo sam nie chciał czegoś podobnego uczynić koledze, współwięźniowi. Więc nikt nie potrzebuje mi uświadamiać, tłumaczyć i przekonywać, do czego Niemcy są zdolni, jak grają na wyjeździe wobec słabszego – zaznaczył.

– Bestialstwa niemieckie, miliony Polaków wymordowane, notabene, moim zdaniem, do dziś niedoszacowane miliony Polaków. Moim zdaniem, jak się nad tym lepiej jeszcze pochylić, jakby tak państwo polskie wróciło w swoim majestacie, to by się okazało, że tych strat jest więcej niż do tej pory sądziliśmy. Są już takie prace, które jednak robią te inwentarze. Ale chwała Bogu, to nie jest powód, żeby Polacy po wsze czasy byli żyrantami sowieckiej, anglosaskiej, żydowskiej propagandy, żydowskich kłamstw, jedwabnych i innych. To nie jest powód, żebyśmy my Polacy uznawali za niezbędne siedzieć cicho, kiedy na naszym terytorium jest po raz kolejny w kolejnym pokoleniu petryfikowana ta wersja historii, jedynie słuszna, propagandowa – podsumował Braun.

http://nczas.info/2025/07/15/grzegorz-braun-wyjasnia-slowa-o-komorach-gazowych-nawoluje-do-badan-video/

#Braun #Polska #zydzi #komorygazowe #obozykoncentracyjne #klamstwa #hagada #prawda

15

Jad Waszem nakazuje usunięcie tablic z prywatnego terenu w Jedwabnem. „Obraźliwa instalacja”nczas.info

„Instytut Jad Waszem jest wstrząśnięty i zaniepokojony profanacją prawdy historycznej i pamięci w Jedwabnem, gdzie ostatnio zainstalowane tablice, które najwyraźniej mają zniekształcać historię zamordowanych tam Żydów” – przekazała w czwartek żydowska instytucja.

„Jad Waszem wzywa właściwe polskie władze do usunięcia tej obraźliwej instalacji oraz do zapewnienia, że historyczne znaczenie tego miejsca zostanie zachowane i uszanowane” – zaznaczono w oświadczeniu Instytutu, opublikowanym w mediach społecznościowych.

Izraelska instytucja twierdziła, że 84 lata temu, 10 lipca 1941 r., w trakcie niemieckiej agresji i okupacji wschodniej Polski, mieszkańcy Jedwabnego i okolic wzięli udział w brutalnym zamordowaniu setek swoich żydowskich sąsiadów.

„Ta straszliwa zbrodnia została szczegółowo udokumentowana w ciągu dekad rzetelnych badań historycznych oraz dzięki licznym zeznaniom ocalałych naocznych świadków” – przekonywał Instytut Jad Waszem, który zajmuje się badaniem holokaustu i upamiętnianiem jego ofiar.

Należy podkreślić, że badania historyków wskazują inaczej, a ostatecznym dowodem na to byłyby ekshumacje. Wcześniejsze przerwano, gdy na miejscu odnaleziono łuski niemieckiej broni.

Jerozolimska instytucja twierdziła, że próby zaprzeczenia lub przeinaczenia „właściwej” narracji są nie tylko rażącym fałszowaniem historii i próbą rozgrzeszenia sprawców, ale też stanowią głęboką obrazę dla ofiar i grożą „niebezpiecznym rozmywaniem polskiej odpowiedzialności historycznej i moralnej”.

Tymczasem wiele wskazuje na to, że to narracja fałszywa i podtrzymywana tylko dzięki uległości państwa na ziemiach polskich wobec środowisk żydowskich.

„Tylko poprzez przyjęcie do wiadomości i upamiętnienie najciemniejszych rozdziałów historii możemy mieć nadzieję, że takie okrucieństwa nigdy się nie powtórzą” – napisano w oświadczeniu.

Na działce prywatnej, sąsiadującej z oficjalnym pomnikiem upamiętniającym ofiary mordu Żydów w Jedwabnem, środowiska narodowe otworzyły w czwartek swoje miejsce pamięci pod nazwą Pomnik prawdy o zbrodni w Jedwabnem. Jest to osiem dużych głazów z metalowymi tablicami i napisami wskazującymi na dokonanie zbrodni przez Niemców.

Według ustaleń śledztwa przeprowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem grupa Polaków zamordowała co najmniej 340 żydowskich sąsiadów. Większość – kobiety, mężczyźni i dzieci – została spalona żywcem w stodole. W ocenie IPN zbrodni dokonano z niemieckiej inspiracji. Liczni przesłuchani świadkowie wskazali na przybyłych w tym dniu do Jedwabnego umundurowanych Niemców.

Według historyków, m.in. prof. Marka Jana Chodakiewicza i dra Tomasza Sommera, zbrodni dokonali Niemcy. Dowody opisano w dwutomowej książce „Jedwabne. Historia Prawdziwa”. Ostatecznym dowodem byłyby same ciała pomordowanych, gdyby dokonano ekshumacji. Te jednak konsekwentnie próbują blokować środowiska żydowskie.

http://nczas.info/2025/07/10/jad-waszem-nakazuje-usuniecie-tablic-z-prywatnego-terenu-w-jedwabnem-obrazliwa-instalacja/

#Polska #zydzi #klamstwa

17

„Współwina Polaków za holokaust”. Skandaliczna ekspozycja w Domu Niemiecko-Polskim w Berlinie [VIDEO]nczas.info

W Domu Niemiecko-Polskim w Berlinie planowana jest ekspozycja z uwzględnieniem rzekomej „współwiny Polaków za holokaust”. Poinformował o tym m.in. publicysta Paweł Sokała, wcześniej doniesienia pojawiły się w serwisie wykop.pl.

Projekt zakłada umieszczenie w ekspozycji fragmentu mówiącego o „współwinie Polaków za Holokaust”. Autorzy koncepcji przekonują, że takie ujęcie tematu jest konieczne z powodu przedstawienia „różnorodnych perspektyw pamięci”.

– Nie możemy opowiadać jednej perspektywy, tylko reprezentować kilka, wiele. I do tego należą też kontrowersje, tak jak kwestie kolaboracji, Holokaustu, udziału w Holokauście – Peter Oliver Loew z Deutsches Polen Institut współpracującym z berlińskim oddziałem Instytutu Pileckiego.

Dom Niemiecko-Polski już na etapie planowania wzbudzał kontrowersje. Wskazywano na możliwość wykorzystywania go jako narzędzia wpływu na debatę historii relacji polsko-niemieckich.

Loew wcześniej wypowiadał się przeciwko Polsce. W „Die Welt” nazywał np. roszczenia Polski w kwestii reparacji „wołaniem Polaków o uwagę”.

„Przypomnę, że koncepcję strony niemieckiej wspiera obecnie oficjalnie polska dyplomacja. Minister Sikorski od 2 lat regularnie powtarza, że Dom Polski w Berlinie stanowić ma centralną część pakietu rekompensaty za straty wojenne. Państwo polskie żyruje więc w pewnym sensie narrację historyczną, której instytucja ta będzie nośnikiem. Materiał wideo pochodzi z konferencji prasowej w Berlinie z czerwca 2025” – skomentował Sokala.

„Obok z aprobatą głową kiwa słynny z wyrzucenia z wystawy Muzeum 2WŚw w Gdańsku patrona instytutu – rtm. Pileckiego – Rafał Wnuk. Poza kadrem ze zrozumieniem głową kiwa obecny na scenie dyrektor instytutu Krzysztof Ruchniewicz” – dodał.

http://nczas.info/2025/07/10/wspolwina-polakow-za-holokaust-skandaliczna-ekspozycja-w-domu-niemiecko-polskim-w-berlinie-video/

#Polska #niemcy #zydzi #klamstwa

11

Tajemnice Jedwabnego. Sommer UJAWNIA kłamstwo założycielskienczas.info

Tomasz Sommer w jednym ze swoich materiałów opowiadał, jak mit jakoby to Polacy zamordowali Żydów w Jedwabnem, nabierał rozpędu i był powtarzany przez decydentów, jeszcze zanim jakiekolwiek fakty zostały potwierdzone. Jak podkreślał, gdy dygnitarze mówili, że winni są Polacy, śledztwo w tej sprawie dopiero się rozpoczynało i „było tłumione w bardzo przykry i niezgodny z prawem sposób”.

Dziś przypada 84. rocznica mordu w Jedwabnem. Zbrodnię tę od lat w oficjalnej narracji przypisuje się Polakom. A jak było naprawdę? W ciągu ostatnich lat sprawę badali Tomasz Sommer, Marek Jan Chodakiewicz i Ewa Stankiewicz.

Owocem ich trzyletniej pracy jest dwutomowe wydawnictwo „Jedwabne. Historia prawdziwa”. Książkę można nabyć TUTAJ. Zachęcamy także do zakupu książki „Jedwabne. Rekonstrukcja mordu” oraz zapoznania się z filmem dokumentalnym „Jedwabne. Historia prawdziwa”.

Jeden z odcinków „Tajemnic Jedwabnego” Tomasz Sommer poświęcił „kłamstwu założycielskiemu” mitu jedwabieńskiego. Jak podkreślał, ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski, ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński, ówczesny premier Jerzy Buzek, ówczesny prezes IPN Leon Kieres oraz ówczesny prymas Józef Glemp „już wszystko wiedzieli”, mimo że toczące się w tej sprawie śledztwo dalekie było od konkluzji.

– Podpowiem, że rąbka tajemnicy, skąd oni to wiedzieli, uchylił właśnie prymas Glemp. A powiedział: Rok wcześniej poważny Żyd uprzedzał mnie, że będzie głośno wokół tej sprawy, a potem przyszło do mnie paru wysokiej rangi polityków, którzy naciskali, żeby przeprosić, bo będzie gniew – relacjonował Sommer.

Tomasz Sommer wspomniał też o słynnej relacji Szmula Wassersteina, który „był albo nie był świadkiem wydarzeń”.

– Niezależnie od tego czy był tym świadkiem, czy nie, to przedstawił je (relacje – przyp. red.) w takiej formie, w jakiej te wszystkie zdarzenia jednak miejsca nie miały, z całą pewnością. Stworzył pewnego rodzaju fikcję literacką na ten temat, ale (…) mimo że widać na pierwszy rzut oka, że to wszystko jest nieprawdopodobne, to jednak to zostało uznane za prawdziwe przez pana Grossa, ale jak się okazuje, nie tylko – mówił.

Chronologia kłamstwa założycielskiego

– Cóż potem nastąpiło? – I tu przechodzimy do tego kłamstwa założycielskiego. Otóż, po tym, jak książka pana Grossa się ukazała, film pani Arnold „Sąsiedzi” – w ogóle pan Gross tytuł swojej książki wziął do filmu pani Agnieszki Arnold, który to jest zbiorem zupełnie nieprawdopodobnych insynuacji, robionych na zasadzie „jedna pani drugiej pani” – taka burza się przetoczyła w roku 2000, czyli to było już 21 lat temu, przez Polskę, iż powołany właśnie w tym mniej więcej czasie IPN postanowił wszcząć śledztwo w tej sprawie. Śledztwo zostało wszczęte tak naprawdę na jesieni 2000 roku. Konkluzją tego śledztwa było umorzenie tego śledztwa, którego tekst został przedstawiony w czerwcu 2003 roku – zaznaczył Sommer.

– Z kolei w lipcu 2001 roku miała miejsce duża rocznicowa uroczystość w Jedwabnem. Podczas tej uroczystości prezydent Aleksander Kwaśniewski przeprosił za „zbrodnię” w imieniu narodu polskiego. (…) Zwróćmy uwagę, to był 10 lipca 2001 roku, to była 60. rocznica zbrodni w Jedwabnem. Dosłownie kilka dni przed tymi uroczystościami zakończyła się ekshumacja w Jedwabnem. Potem się okazało, że tej ekshumacji w ogóle nie było. Jeszcze informacje, jakie z tej próby ekshumacji wypłynęły, nie zdążyły się zweryfikować, sprawdzić, opisać, a pan Kwaśniewski już wszystko wiedział – mówił.

– Ostatecznie decyzja procesowa ws. tego śledztwa, o jego umorzeniu, nastąpiła w ogóle rok później, ale pan Kwaśniewski już wszystko wiedział – zaznaczył.

– Przypomnijmy jeszcze raz, jak przebiegały zdarzenia. Jesień 2000 roku – początek śledztwa. Lipiec 2001 roku – przeprosiny Kwaśniewskiego. 2002 rok, jesień – I decyzja o umorzeniu i czerwiec 2003 roku umorzenie wraz z uzasadnieniem. Można by wręcz dojść do wniosku, że jakoś te daty się nie kleją zupełnie, no bo przecież ostatecznie IPN-owska decyzja z uzasadnieniem była w czerwcu roku 2003, a już dwa lata wcześniej pan Kwaśniewski przepraszał. Cóż się stało? – pytał Sommer.

„Kieres już wiedział”

Jak zaznaczył, po głębszej analizie prasy z tamtego okresu i chronologicznego ciągu wydarzeń, okazało się, że było jeszcze inaczej. – Otóż sygnał do przyznania, iż to Polacy zamordowali, taki oficjalny, został wydany – uwaga – w lutym 2001 roku. Jeszcze wtedy w ogóle właściwie pan Ignatiew prowadzący śledztwo nie zdążył zrobić praktycznie nic. Jeszcze nawet decyzja o tym, że będzie ta próba ekshumacji, która została potem zablokowana przez Lecha Kaczyńskiego, nie zapadła – a pan Kieres już wiedział. On już wiedział – dodał Sommer.

Tomasz Sommer zacytował wywiad z Kieresem, jaki ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej” pod koniec lutego 2001 roku. Ówczesny prezes IPN był pytany z jakimi postawami podczas rozmów na temat mordu w Jedwabnem spotkał się podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych.

„Pragnę podkreślić, że ani razu nie miałem do czynienia z postawami wrogimi. Od wzruszającego spotkania w Nowym Jorku z ostatnim rabinem Jedwabnego Jacobem Bakerem, poprzez rozmowy w Muzeum Holokaustu, po Centrum Studiów Żydowskich Uniwersytetu Kalifornijskiego i Centrum Szymona Wiesenthala w Los Angeles, wszędzie z aprobatą przyjmowano moje deklaracje o tym, jakie znaczenie ma dla nas ta sprawa – w sensie pełnego i obiektywnego wyjaśnienia okoliczności zbrodni w Jedwabnem. Wyjaśniałem bowiem, że nie zamierzamy niczego ukrywać, ani opóźniać toczącego się w sprawie Jedwabnego śledztwa, choć wiemy, iż sprawcami tej zbrodni byli Polacy” – mówił w lutym 2001 roku szef IPN Leon Kieres.

http://nczas.info/2025/07/10/tajemnice-jedwabnego-sommer-ujawnia-klamstwo-zalozycielskie/

#Polska #zydzi #klamstwa #Jedwabne #hagada

16

Szok i niedowierzanie. Izraelski pretekst do ataku okazał się fałszywy. Źródła w amerykańskim wywiadzie potwierdzająnczas.info

W ocenie czterech osób z kręgów służb wywiadowczych USA, cytowanych we wtorkowym materiale telewizji CNN, Iran nie dążył w aktywny sposób do uzyskania broni jądrowej. Źródła tego medium podkreśliły, że władze w Teheranie potrzebowałyby trzech lat, aby wyprodukować takie uzbrojenie.

„Kiedy w ubiegłym tygodniu Izrael rozpoczął serię ataków na Iran, wystosował również wiele poważnych ostrzeżeń dotyczących programu jądrowego tego kraju, sugerując, że Iran szybko zbliża się do krytycznego punktu w procesie rozwoju i pozyskania broni jądrowej. Tym samym, (zdaniem władz w Jerozolimie – przyp. red.), ataki są konieczne, aby zapobiec uzyskaniu przez Teheran broni atomowej” – zaznaczono na portalu CNN.

Zdaniem cytowanych przez tę stację ekspertów i osób z kręgów wywiadowczych, sugestie czynione przez rząd Izraela nie są prawdziwe. W ocenie źródeł CNN Iran nie prowadził aktywnych działań na rzecz uzyskania broni atomowej, która jest połączeniem trzech elementów: środków przenoszenia, głowicy/zapalnika oraz ładunku jądrowego, stworzonego np. ze wzbogaconego uranu.

„Wyzwaniem dla Iranu jest nie tylko wyprodukowanie ładunku jądrowego (wystarczającej ilości wzbogaconego uranu – przyp. red.). W opinii ekspertów Iran – gdyby się na to zdecydował – mógłby tego dokonać w ciągu kilku miesięcy. Musiałby jednak także zbudować efektywne środki przenoszenia, a to mogłoby zająć znacznie więcej czasu” – zaznaczono w artykule.

Po kilku dniach izraelskich nalotów przedstawiciele amerykańskiego wywiadu, cytowani przez CNN, uważają, że Izrael mógł – jak dotąd – opóźnić irański program wzbogacania uranu zaledwie o kilka miesięcy.

„Nawet jeśli Izrael wyrządził znaczne szkody irańskiemu ośrodkowi (jądrowemu) w Natanz, w którym znajdują się wirówki niezbędne do wzbogacania uranu, to druga, silnie ufortyfikowana placówka wzbogacająca w Fordo pozostała praktycznie nietknięta” – zauważono w opracowaniu amerykańskiej stacji.

Ponadto, cytowani przez CNN eksperci ds. obronności uważają, że Izrael nie jest w stanie zniszczyć obiektu w Fordo bez specjalistycznego uzbrojenia i wsparcia lotniczego USA.

– Izrael może krążyć nad tymi obiektami jądrowymi i zablokować ich prace, ale jeśli naprawdę chce się (te obiekty) zlikwidować, konieczny jest albo atak wojskowy USA, albo porozumienie (z Iranem) – powiedział w rozmowie z CNN Brett McGurk, były wysoki rangą dyplomata ds. Bliskiego Wschodu w administracji prezydenta USA Donalda Trumpa i jego poprzednika, Joe Bidena, a obecnie analityk.

Władze w Jerozolimie rozpoczęły 13 czerwca nad ranem zmasowane ataki na Iran, twierdząc, że ich celem są obiekty nuklearne i wojskowe. Premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył tego dnia, że Teheran ma wystarczającą ilość wzbogaconego uranu, by zbudować dziewięć bomb atomowych. Iran nazwał atak „deklaracją wojny” i odpowiedział nalotami z użyciem rakiet balistycznych na Izrael, w których zginęły 24 osoby. Władze w Teheranie powiadomiły o śmierci co najmniej 224 osób.

Obie strony zapowiadają kolejne uderzenia. Światowi przywódcy wzywają do deeskalacji i powrotu Iranu do negocjacji w kwestii programu jądrowego tego państwa.

http://nczas.info/2025/06/17/szok-i-niedowierzanie-izraelski-pretekst-do-ataku-okazal-sie-falszywy-zrodla-w-amerykanskim-wywiadzie-potwierdzaja/

#iran #zydzi #klamstwa

13

Upokarzające kapitulanctwo Kościoła. Dlaczego masowe groby w Kanadzie się nie znalazły?nczas.info

Upadający ultra-lewicowy rząd J. Trudeau po cichu skończył finansowanie wielkiego poszukiwania masowych grobów indiańskich dzieci w Kanadzie. Zapomniał tylko poinformować, że kłamliwa nagonka na Kościół z 2021 r. skończyła się bez odnalezienia jakichkolwiek zwłok. Zapewne od początku wiedział, że cała sprawa jest hucpą, bo już w 2015 r. tamtejsza Komisja Prawdy i Pojednania opublikowała raport tworzący wprawdzie wrażenie strasznych nadużyć, ale faktycznie ich niepotwierdzający.

Zdjęcie

Rzeczony raport jest najobszerniejszym oficjalnym dokumentem opisującym historię szkół z internatem dla kanadyjskich Indian. Jest to dokument skrajnie tendencyjny. Komisja Prawdy i Pojednania Kanady, która go sporządzała, nie była bowiem żadnym neutralnym gremium naukowym. Została powołana w ramach szerszej ugody rządu ze społecznością indiańską z 2007 r., na mocy której Kanada pod presją wątpliwych prawnie zbiorowych pozwów zgodziła się dobrowolnie wypłacać byłym uczniom miliardy odszkodowań. Na czele Komisji stali dwaj Indianie i biała żona Indianina, a jej dyrektorem wykonawczym była Kimberly Murray, która później w 2021 r. jako specjalny doradca rządu J. Trudeau uczestniczyła w nakręcaniu zmyślonej historii „masowych grobów” indiańskich dzieci.

Ponieważ sama ugoda była faktycznie ideologiczną kapitulacją rządu przed Indianami, Komisja z góry pracowała z dogmatycznym założeniem, że szkoły były kolonialnym złem, a tylko należy udokumentować skalę tego zła. Już wstęp Raportu z 2015 r. jest ideologicznym manifestem przeciw kolonializmowi, a szczególnie takiemu, który skutkuje nawracaniem na chrześcijaństwo.

Sterroryzować rozum emocjonalnym szantażem

Najbardziej znanym aspektem Raportu, który posłużył rozpętaniu kampanii nienawiści do chrześcijaństwa, są zgony i zaginięcia tysięcy dzieci oraz ich potajemne pochówki w pobliżu szkół i na kościelnych cmentarzach. Wszystko ujęte przez media w formie niewyrażanej wprost bezczelnej insynuacji, że to ofiary księży pedofilów i sadystycznych zakonnic. Według mediów Raport ustalił co najmniej 3 tysiące zgonów, ale znacznie więcej miało pozostać nieudokumentowanych. Krążą szacunki od 6 do nawet 50 tys. dzieci zmarłych i zaginionych, spośród 150 tys. zabranych do szkół (czyli nawet 1/3 ogółu).

Zdjęcie

Tabela 1: skala śmiertelności indiańskich dzieci w szkołach z internatem w Kanadzie w latach 1867–2000 (wg Raportu Komisji Prawdy i Pojednania)

liczba indiańskich dzieci uczęszczających do szkół z internatem zgony dzieci w szkołach oficjalnie ustalone przez Komisję śmiertelność dzieci w % oficjalnie ustalona przez Komisję zgony dzieci dla których ustalono dokładne miejsce zgonu zgony dzieci, dla których ustalono nazwisko zmarłego zgony dzieci, dla których ustalono przyczynę zgonu

~ 150 tys. 3201 2,1 % 1810 2040 1837

Kluczowy dla sprawy jest tom 4 Raportu zatytułowany „Zaginione Dzieci i Nieoznakowane Pochówki” (ang. „Missing Children and Unmarked Burials”). Zaczyna się on porażającym emocjonalnie wstępem rodzącym najgorsze podejrzenia: „Śmierć rzuca głęboki cień nad szkołami z internatem”. „Każdego miesiąca dochodziło do zgonu wśród dziewczynek (…). Zakonnice ubierały je jednolicie na jasnoniebiesko i zawsze wyglądały tak spokojnie i anielsko. Dawano nam do wierzenia, że ich dusze poszły do nieba…”. Chłopiec nastąpił na gwóźdź. Bezużyteczny lekarz pijak przyszedł za późno. „Znękani, zaniedbywani i wykorzystywani niektórzy uczniowie się zabijali (…) mówiła o chłopcu, który powiesił się ze strachu przed karą”. 6 uczniów utonęło w wypadku łódki. „Wadliwie zbudowane i utrzymywane budynki były pułapkami pożarowymi”. 19 uczniów zginęło w pożarze w 1927 r., 12 w 1930 r. „Niektórzy uczniowie zaginęli podczas ucieczek…”. Uznano, że czterej, którzy uciekli w 1941 r., utonęli. Dwaj uciekli w 1956 r. Dyrektor powiadomił po miesiącu. Nigdy ich nie odnaleziono. Z zaniedbanego cmentarza przy zamkniętej szkole w 2001 r. woda wymyła ciała.

Raport wyjaśnia, że to tylko przykłady szerszego obrazu, że wiele dzieci nie wróciło do domu. O ich śmierci często nie informowano rodziców. Chowano je z dala od domu. Aż do sporządzenia Raportu nikt systematycznie nie zbadał ich zgonów.

Groby ani masowe, ani potajemne, tylko zaniedbane

Istotnie tom 4 zawiera rozdział 3 o pochówkach na przyszkolnych cmentarzach. W rzeczywistości jest w nim mowa tylko o tym, że wiele dawnych kościelnych cmentarzy jest zaniedbanych, a lokalizacja niektórych się zatarła. Nie wynika to z żadnej konspiracji, tylko z faktu, że prawie 90 proc. szkół z internatem zamknięto do końca lat 70. (niektóre ponad 100 lat temu). Nieużywane cmentarze ulegają naturalnej degradacji, bo do niedawna nie stawiano na grobach kamiennych pomników, tylko nietrwałe drewniane krzyże. Nie ma w Raporcie mowy o tym, by same pochówki były potajemne albo podejrzane. Z Raportu wynika, że na cmentarzach jawnie grzebano nie tylko dzieci, ale i dorosłych, w tym nauczycieli. Robiono to z prozaicznego powodu. Środki transportu sprzed stu lat często nie pozwalały na sprawny transport zwłok do odludnych wiosek. Lokalizację części cmentarzy Komisja ustaliła w oparciu o stare mapy i zdjęcia satelitarne, a niektóre odwiedziła, w tym nawet 20 zatartych miejsc pochówku. Te banalne ustalenia medialna propaganda przetworzyła w opowieść o ukrytych mogiłach rzekomo poszukiwanych przez Indian, czego finałem była histeria z „masowymi grobami” z 2021 r.

Lewicowe gwałty na języku

Równie prawdziwe są opowieści o zaginionych tysiącach dzieci i nieudokumentowanych zgonach. Raport niczego takiego nie stwierdził, choć w różnych ocenach i sformułowaniach starał się to sugerować, zapewne dlatego że jego liczbowe ustalenia propagandowo prezentowały się mało okazale. Sposób, w jaki Raport operuje pojęciem „zaginionych dzieci” (ang. missing children), jest typowym lewicowym gwałtem na języku. Zaginionymi nazywa wszystkie, które nie wróciły do rodziców (czyli oficjalnie zmarłe albo po szkole umieszczone w rodzinach zastępczych, albo takie, które same wyjechały, nie wracając do domów). Angielskie słowo missing oznacza też „brakujący” oraz „utęskniony” i tę zbitkę Raport świadomie używa jako „zabrakło ich powrotu ze szkoły do stęsknionych rodziców”, czyli w zupełnie innym sensie niż się rozumie potocznie i przedstawia w mediach.

Komisja ustaliła dokładnie 3201 zgonów uczniów w szkołach z internatem. Raport podnosił wprawdzie niekompletność raportowania zgonów (to na niej zbudowano opowieść o nieudokumentowanych tysiącach śmierci). Tyle że w terminologii Raportu ta niekompletność znów oznacza coś innego niż się potocznie rozumie. Głównie to, że w dokumentach zachowały się informacje o zgonie ucznia, ale bez jego dokładnego nazwiska i przyczyny śmierci. Raport podaje, że z ogólnej liczby 3201 zgonów 2040 dzieci ustalono z nazwiska. Pozostałe nie są więc żadnymi nieudokumentowanymi zgonami jakoby pominiętymi w statystyce, tylko tymi, dla których dane dzieci nie zachowały się w aktach.

Co więcej, z Raportu można wyczytać, że niektóre zgony prawdopodobnie liczono nawet podwójnie, korzystając jednocześnie z imiennych dokumentów uczniów oraz z ogólnych statystyk dla tych samych szkół niezawierających danych osobowych. Co ciekawsze, Raport w statystyce zgonów w szkołach umieścił także uczniów zmarłych w szpitalach lub w domu w ciągu 1 roku od opuszczenia szkoły. Z tabel zawartych w Raporcie wynika, że dla 1810 z ogólnej liczby 3201 zgonów ustalono dokładne miejsce zgonu i tylko 832 z nich (czyli 46 proc.) w sensie ścisłym nastąpiły w trakcie uczęszczania dzieci do szkoły. Rzeczywista liczba zgonów w szkołach jest więc ponad dwukrotnie niższa od oficjalnie ustalonej przez Komisję i oscyluje w granicach 1,5 tys., czyli 1 proc. spośród 150 tys. dzieci przyjętych do internatów.

Zdjęcie

Incydenty kreowane na masowe zjawiska

Najistotniejsza jest jednak przyczyna tych zgonów. Ma się ona nijak do szokujących wstępów i podsumowań, którymi epatuje Raport i bezczelnych insynuacji skrajnie lewicowych mediów o katowaniu dzieci przez księży i zakonnice. Na ponad 100 lat istnienia szkół dla Indian Raport ustalił zaledwie 6 samobójstw dzieci. Przyczyny trzech są nieznane (jedno faktycznie miało miejsce w domu). Jedno z kolei prawdopodobnie było nieszczęśliwym wypadkiem chłopca, który okręcił sobie ręcznik wokół szyi w ramach szczeniackiej zabawy. Przypadek samobójstwa rzekomo z powodu strachu przed karą, którym Raport tak szokuje na wstępie, był w rzeczywistości jednym z zaledwie dwóch, o których z drugiej ręki zasłyszano, że miały być związane z karami w szkole (nie ustalono nawet, czy tak było).

Raport poświęca bardzo obszerne rozdziały wyjątkowo dużemu zagrożeniu pożarowemu w szkołach dla Indian. Ustalił szczegółowo, że spłonęły aż 53 szkoły z internatem spośród około 170 funkcjonujących, a do tego 51 budynków przyszkolnych. Doszło też do 80 innych pożarów i aż 37 przypadków podejrzanych lub stwierdzonych podpaleń. Raport wiele uwagi poświęca złemu projektowaniu i użytkowaniu budynków oraz narażaniu uczniów na niebezpieczeństwo przez brak dróg ewakuacyjnych i zamykanie dzieci w sypialniach na noc. Znów ciągnie się za tym podejrzenie, że może pożarami tuszowano jakieś zbrodnie. W rzeczywistości z Raportu wynika, że wszystkie oprócz dwóch próby podpaleń dotyczyły uczniów nielubiących szkół (Raport groteskowo interpretuje to jako formę uczniowskich protestów przeciw opresji).

Jakby w zupełnej opozycji do ogólnego wrażenia o grozie pożarowej stoją statystyki zgonów. Raport ustalił zaledwie 40 śmierci dzieci w pożarach w całej historii indiańskich internatów. Dwa pożary przywołane na wstępie tomu 4, w których zginęło 19 i 12 dzieci, były jedynymi dużymi tragediami pożarowymi w historii tego szkolnictwa. W obu z dziećmi zginęła odpowiedzialna za nie zakonnica. Ten drugi wywołał uczeń podpalacz. Oprócz tego doszło jeszcze tylko do jednego pożaru, w którym zginęło 4 uczniów i pięciu, w których zmarło po jednym dziecku.

Wśród pozostałych tragicznych przyczyn śmierci pojawia się 57 utonięć (szkoły często znajdowały się przy zbiornikach wodnych, do których chodziły bawić się dzieci), 5 incydentów ogniowych, 38 innych wypadków, 20 zgonów z powodu wychłodzenia i 33 śmierci w trakcie ucieczek ze szkół. Te były skrajnie niebezpieczne dla dzieci, bo w Kanadzie panują warunki klimatyczne zbliżone do syberyjskich. Łącznie wszystkie opisane tragedie odpowiadają za 199 zgonów, czyli za 10,8 proc. spośród 1837, dla których Komisja ustaliła przyczynę śmierci. Na co więc zmarło pozostałe 89,2 proc. dzieci?

Zdjęcie

Kolonialne zło, które uratowało Indian

Odpowiedź jest prozaiczna – z powodu chorób. Raport nie pozostawia co do tego cienia wątpliwości. W 3/4 przypadków były to choroby płucne, w tym sama gruźlica odpowiadała za 896 zgonów, (czyli 48,8 proc. spośród zgonów znanych z przyczyny), a ponadto grypa, zapalenie płuc, krztusiec i inne.

Tu można by zadać pytanie, dlaczego akurat w szkołach kościelnych było tak dużo śmierci z powodu chorób. Przecież nigdzie nic podobnego się nie zdarza… . Dzisiaj oczywiście nie. Istota tego medialnego oszustwa polega na tym, że te dane nie dotyczą czasów dzisiejszych, tylko szkół tworzonych od lat 60-tych XIX w. Wówczas w Ameryce i Europie szalała gruźlica, która była główną przyczyną zgonów populacji.

Rzeczony Raport stara się wprawdzie obciążyć za wysoką śmiertelność w szkołach złe żywienie, ogrzewanie, warunki sanitarne i opiekę medyczną nad dziećmi. Powołuje się na oficjalne statystyki, wedle których śmiertelność dzieci w szkołach dla Indian w latach 1921-50 była dwa do pięciu razy wyższa od ogółu dzieci w Kanadzie. Sugeruje nawet, że w swoich indiańskich namiotach pod opieką rodziców i szamanów byłyby lepiej karmione i zdrowsze niż w kolonialnych szkołach białego człowieka. W rzeczywistości ze wstępu historycznego Raportu wynika, że w drugiej połowie XIX w. ludność indiańska żyjąca prymitywnym życiem łowców koczowników znalazła się na krawędzi biologicznego przetrwania. Raport sam przywołuje szacunki z XIX w., wedle których epidemia ospy zabiła w 1862 r. 1/3 Indian z zachodniego wybrzeża Kanady a na skutek głodu i chorób ich populacja na środkowym-zachodzie skurczyła się w latach 1880-85 z 32 do 20 tys. ludzi. Przed śmiercią głodową ratowała ich pomoc żywnościowa wydawana w zamian za sprzedaż ziemi rządowi.

Zdjęcie

Śmiertelność indiańskich dzieci w szkołach z internatem rzeczywiście była znacznie wyższa od ogólnej. Według szacunku z epoki około 1900 r. sięgać miała na środkowym-zachodzie nawet 4 proc. rocznie. Było to 9-krotnie więcej niż ogółu dzieci w Kanadzie (0,43 proc. rocznie), bo te korzystały z dobrodziejstw cywilizacji białych, ale i tak nieco niżej od śmiertelności indiańskich dzieci żyjących w prymitywnych warunkach w rezerwatach (4,4 proc.). Gruźlica dziesiątkowała wówczas nieodporną na choroby populację Indian i nie miało to nic wspólnego z pracą personelu w szkołach. Co ciekawe, sama Komisja Prawdy i Pojednania obliczyła znacznie niższą śmiertelność w szkołach z tego okresu, która nawet w najgorszych latach miała się wahać od 2,49 proc. do 2,8 proc. rocznie. Nawet ze statystyk podanych w Raporcie widać wyraźnie, że sytuacja szybko się poprawiała. Między 1910 r. a 1950 r. śmiertelność w szkołach była już o ponad połowę niższa niż w dekadach wcześniejszych i oscylowała w granicach 0,4–1,2 proc. rocznie, a po 1950 r. błyskawicznie spadła poniżej 0,1 proc. rocznie i zrównała się ze śmiertelnością białych dzieci. Było to wynikiem wynalezienia antybiotyków i szczepionek oraz wdrożenia zdobyczy medycznych i gospodarczych cywilizacji białych wśród Indian, czyli dokładnie wynikiem tego, czego sam Raport i stojąca za nim fanatyczna ideologia „woke” nienawidzi najbardziej.

Upokarzające kapitulanctwo Kościoła

Tu wyjaśnia się, dlaczego od 2021 r. nie odkopano żadnych zwłok z rzekomych „masowych grobów”. Dlatego że żadnych zamordowanych, ani zaginionych dzieci nigdy nie było. Jedyne, o których rzeczywistym zaginięciu można mówić, to kilkoro których nie odnaleziono po ucieczce ze szkoły, a które uznano za zmarłe. Cała reszta to wynik manipulacji słownych Raportu oraz jego fałszywych ideologicznych ocen, które skrajnie lewicowe media kłamliwie przetwarzają w zupełnym oderwaniu od dość starannie zebranych danych z Raportu.

Aż dziwne, że do tej pory indiańskim wymuszaczom „odszkodowań” nie przyszło do głowy odkopać jeden ze starych przyszkolnych cmentarzy, na którym leżą zmarli sto lat temu na gruźlicę, i ogłosić, że nareszcie odkryto tajne groby ofiar księży pedofilów. Może nie czują takiej potrzeby.

W końcu teoretycznie kanadyjski Kościół ma na tacy podany materiał, żeby rozszarpać za kłamliwą nagonkę i Indian, i lewackie media, i rząd J. Trudeau, w oparciu o ich własny Raport. A zamiast tego tchórzliwym milczeniem potulnie uwiarygodnia najgorsze kalumnie na swój temat. Obezwładniony psychicznie posoborowym łaszeniem się do świata prowadzi politykę upodlającego przepraszactwa, wmawiając sobie, że musi wszystkim bardziej nadskakiwać i się płaszczyć, to łaskawie przestaną go kopać.

http://nczas.info/2025/05/31/upokarzajace-kapitulanctwo-kosciola-dlaczego-masowe-groby-w-kanadzie-sie-nie-znalazly/

#kanada #lewactwo #kk #klamstwa

16